Dodaj do ulubionych

Arbeit nad Wisłą

16.04.12, 17:20
pokazcie jednego komu urzad pracy zalatwil prace,policzcie ilu bezrobotnych pobiera zasilek caly ten urzad pracy o dupe rozbic taniej by wyszlo ubezpieczyc wszystkich zeby nie zawracali dupy a kto szuka roboty to ja znajdzie
Obserwuj wątek
    • tenochtitlan3 Republika bananowa 16.04.12, 18:01
      Ot, kolejny naiwny artykuł nie bardzo wiadomo dla kogo napisany: może dla urzędników?
      Urzędy Pracy w Polsce to miejsce dla przydupasów, którzy biorą pieniądze za nic i czekają do emerytury. Oczywiście w ich mniemaniu to oni są wręcz zawaleni robotą... tyle że ta nikomu nie służy. To wyłącznie robota statystyczna. Dublowanie GUS-u.
      Znajdźcie urzędnika, który powie otwarcie, ze jego praca jest niepotrzebna. Gwarantuję, że wam się nie uda. Za to każdy powie, że jego stanowisko jest ważne i bez niego wszystko się zawali. I w ogóle to należy zwiększyć ilość etatów jemu podobnych, bo on się już nie wyrabia na zakrętach...
      Reforma urzędów pracy? Ale o co właściwie chodzi? Nikt nie jest zainteresowany taką reformą na poważnie, bo wymusiłaby ona likwidację tychże urzędów. I gdzie poszliby ci biedni urzędnicy? Oni dobrze wiedzą, że pracy na wolnym rynku nie ma, a ta która jest to ochłapy: śmieciowe umowy, jakieś staże, prace za półdarmo i na czarno. No i oczywiście jak już jest to za najniższą stawkę.
      Urzędnicy w urzędach pracy dobrze wiedzą, że są niepotrzebni w łańcuszku: pracodawca- pracownik. Ale jak ktoś dostaje co miesiąc pewny pieniądz z budżetu to nie zrezygnuje z niego, bo wie co go czeka na wolnym rynku. Właściwie to trudno się temu dziwić. To jest normalne.

      Druga kwestia jest taka, że jak zawsze kretyni z ministerstwa zaczynają poważne zadania od d u p y strony. Że niby zreformują urzędy pracy i przez to bezrobocie się zmniejszy. D u p a. Bezrobocie nie zależy od tego czy urząd pracy istnieje czy nie. To, że minister jest debilem nie znaczy, że inni też myśleć nie potrafią. Bezrobocie się zmniejszy jak poprawi się sytuacja na rynku pracy.
      Zapamiętajcie sobie debile ministerialni, że bezrobocie jest powiązane z rynkiem pracy, a nie z urzędem pracy! A jak ktoś tego nie rozumie to nie powinien piastować takiego stanowiska.
      Opowiadanie o jakiejś reformie polskich urzędów pracy to bajeczka. Niech ją autor artykułu włoży na półkę między Calineczkę a Czerwonego kapturka.
      • ahk4iepaiv8u jak podnosili pensję minimalną 16.04.12, 20:05
        to też się nazywało "reforma".. Ciekawe ilu z tych ludzi znalazłoby pracę, gdyby zwolniono ich z ZUS i dochodowego..

        Byłem kiedyś w Urzędzie Pracy, wiele lat temu. W Krakowie ten Urząd znajduje się bardzo daleko za Nową Hutą, wspominam wizytę dość traumatycznie. Szaro-niebieskozielone korytarze, gigantyczne kolejki, plastikowe podłogi rodem z kostnicy, zniszczone i odpadające elementy drzwi czy listew ściennych. Strzałki na ścianach i podłogach w różnych kierunkach. Absolutny tryumf biurokracji. Do tego ludzie. Osoby posiadające "mieszkanie, samochód i oszczędności" raczej nie zgłaszają się po zasiłek dla bezrobotnych. Po zasiłek zgłaszają się dwa rodzaje ludzi - naiwni absolwenci z dyplomem w łapce pod hasłem "zanim znajdę pracę, zarejestruję się, co mi zależy, będę miał ubezpieczenie" ( po upływie okresu od jakiego im pzysługuje ), oraz "bezrobotni z dziada pradziada", osoby wyłudzające świadczenia bo "załatwiły sobie" pół roku "bycia zatrudnionym", po jakim zasiłek znowu przysługuje. Teoretycznie jest też parę osób które nie potrafią sobie poradzić z życiową "zapaścią", otępiałe i bierne indywidua, ale ich jest stosunkowo mało - uczciwemu człowiekowi "darmowe" staje kością w gardle, a atmosfera UP jest strasznie upokarzająca. Przed wejściem krążą oszuści wtykający ulotki o "stabilnym, wysoko płatnym zatrudnieniu", są jeden lub dwa kioski z batonikami, gazetami i długopisami i jakiś ohydny bufet - bezrobotni kupują w nich oferowane produkty, a wyraz twarzy kioskarki czy bufetowej wyraźnie sugeruje, że owa rozumie gdzie się znajduje i co robi, i że po tych wszystkich latach jest jej to kompletnie obojętne. Z niezliczonych pokojów, wśród kłótni o bezwartościowe miejsce w kolejkach formujących się w boksach pod drzwiami, wychodzą ludzie z garścią papierów trzymając je tak jakby miały jakiekolwiek znaczenie. Formularze pełne są kropek i malutkich kwadracików "płeć", "jestem zainteresowany", "ile miesięcy pozostaje bez pracy", "ilość osób na utrzymaniu", "brak/podstawowe/średnie/wyższe" itp.. Są na nich też kilkulinijkowe wykropkowane miejsca na wpisanie "kwalifikacji". Inną formą życia są "przedsiębiorcy" - skrzyżowanie właściciela lombardu z wiewiórką trzymającą orzeszek. Nikt o zdrowych zmysłach i uczciwych intencjach nie szuka pracowników przez Urząd Pracy - przychodzą tam wyłącznie "przedsiębiorcy" którym nie robi kompletnie rożnicy KOGO zatrudnią na "wakujące" stanowisko. Czasem pojawia się "pracodawca" z instytucji charytatywnej, zatrudniający narkomanów i pijaków celem "rehabilitacji". W boksach przed wejściami do pokojów wiszą tablice z postrzępionym suknem bilardowym lub listewkami umożliwiającymi przyczepienie "ofert pracy" - karteluszków z opisami stanowisk złożonymi z pięciu słów i nierealnymi warunkami zatrudnienia. Wiszą tam, ponieważ nie ma chętnych na przyjęcie tak fatalnej posady - wszystkie ewentualnie wartościowe dawno zostały zabrane ( w interesie potencjalnego kandydata jest utrudnienie pozostałym konkurowania o ten rodzaj padliny jaką stanowi "korzystna" oferta pracy ). Na koniec w pokojach za stolikami przodem do drzwi czekają urzędnicy korygujący przyjmowane pisma ( chyba że akurat funkcjonariuszowi wypada przerwa śniadaniowa czy obiadowa ). Ludzie tłoczą się na niewielkiej przestrzeni pomiędzy stołem a drzwiami, bez przerwy upominani przez urzędników "w środku tylko jedna osoba". Co chwilę rozlega się nieśmiertelne pytanie "czy wybrał Pan może jakieś oferty z tych znajdujących się w gablocie?" - urzędnik i petent dobrze wiedzą że oferty są guzik warte, no ale manifestowanie "chęci znalezienia pracy" wymaga tego elementu rytuału. Za plecami urzędniczek widać otwarte drzwi do komórek z oknami o matowym lub zamalowanym szkle i otwartych regały pełne tomisk. Na drzwiach przed wejściem są pierwsze litery nazwisk i dzielnice, umożliwiające bezcelową dystrybucję masy ludzkiej na N.Huta B-F, Podgórze Ł-Z, BPrądnik K-L. Nawet zwierzęta w hodowlach czy rzeźniach dzielone są na podstawie kategorii określających ich wartość lub przydatność ( masa, wiek, cokolwiek ), ludzi dzieli się na kategorie które praktycznie niczym się nie różnią. Panująca atmosfera, irracjonalna krzątanina bez celu przypomina nieco tę panującą w kompleksach sądowych, ale w korytarzach sądów w powietrzu unosi się Majestat Prawa, kible są lepszej jakości i czasem pojawia się element grozy - policjanci eskortujący skutą ofiarę. W Urzędach Pracy użytkownicy nie mają takich rozrywek, tylko snują się z bezmyślnym wyrazem twarzy, czekając na swoją kolej - kiedy ona wypadnie nie ma kompletnie znaczenia, "przed" i "po" niczym się nie różni. Niektórzy zajadają kanapki przyniesione z domu. Kobiety, szperając w tandentych torebkach starają się zachować resztki "ludzkiej" godności - niemożliwej w miejscu, w którym litość spotyka swoich beneficjentów. „starzy, niezdolni do pracy i samotni ludzie nie mogą umierać na ulicy”, mogą za to bez końca krążyć w korytarzach "Urzędu Bezrobocia" zwanego dla niepoznaki "Urzędem Pracy". Tego rodzaju miejsce powinni przymusowo odwiedzać socjalni reformatorzy z górnych półek, zaliczać obowiązkową odsiadkę kilku dni na terenie UP, pomiędzy udzielającymi i korzystającymi z tego co nazywa się "walką z bezrobociem" czy "aktywizacją społeczną". Długo by tak można, wypowiedzi pracowników UP w gazetach są pozbawione wymowy ich miejsca "pracy".

        Konkludując - to nie sytuacja gospodarcza czy warunki ekonomiczne sprawiły że pomoc socjalna jest bez sensu - ona była bez sensu zawsze i będzie bez sensu zawsze, ponieważ wymierna "wartość" w rodzaju zasiłku czy "ubezpieczenia" oferowana za bezwartościowe "nic" stanowi sprzeczność samą w sobie.
        • damnniel Fajnie opisane w obu postach :) 16.04.12, 20:31
          Tyle, że w rządzie jak w piosence "Elektrycznych gitar" - już każdy powiedział to co wiedział trzy razy wysłuchał dobrze mnie, wszyscy zgadzają się ze sobą a będzie nadal tak jak jest...
        • indywidualismus Re: jak podnosili pensję minimalną 16.04.12, 20:41
          Człowieku (ahk4iepaiv8u) - zaimponowałeś mi!
          Czytało się to jak Stasiuka albo innego Gombrowicza. Masz styl i swój język, nie próbowałeś zostać pisarzem? No tak, kiepsko płacą...
          • ahk4iepaiv8u @individualismus 16.04.12, 22:46
            Nie w tym rzecz, że kiepsko płacą. Rzecz w tym, że podatki są za wysokie niezależnie od tego kto ile zechce zapłacić za jakikolwiek rodzaj pracy, z twórczością literacką włącznie..

            pl.wikipedia.org/wiki/Atlas_zbuntowany
            pozdrawiam serdecznie :)
    • elgregorius Arbeit nad Wisłą 16.04.12, 18:39
      Opowiem jak jest w Chorzowie.
      Każdy bezrobotny przydzielony jest alfabetycznie do jednego z pośredników pracy.
      Pośrednik musi mieć wyniki, a więc wysyła bezrobotnego z pismem polecenia pracy do firm lub do prywatnych pośrednictw pracy. Bezrobotny krąży więc po Śląsku, od Gliwic do Tych, a w kolejnych firmach w których musi się stawić dowiaduje się, że pracy nie ma. Ale na piśmie polecającym ma napisane że rekrutacja w toku lub że nie spełnia wymagań. Tym sposobem pośrednik pracy ma wyniki, bo przecież wysłał bezrobotnego do firmy.

      Urzędnikiem zostaje tylko osoba, która ma chody w urzędzie, a najlepiej gdy należy do Wspólnego Chorzowa, lub PO. Oficjalnie wymagane są studia lecz gro pracowników pracowało w urzędzie już po ukończeniu szkoły średniej. Oczywiście przy naborze są konkursy lecz zwycięża cichy faworyt kierownictwa.
      Ofert pracy w urzędzie jest bardzo mało, można jednak napisać pisma w stylu nie boję się żadnej pracy, wtedy urzędasy kierują delikwenta do jednej z kierowniczek która w ekspresowym tempie załatwia staż lub pracę, np. pracę na doposażenie. Niestety zwykle jest to praca co do której delikwent nie posiada kwalifikacji oraz od samego początku nie jest mile widziany przez pracodawcę. Pracodawca musi taką osobę zatrudnić aby nie stracić dofinansowania, jednakże robi wszystko, żeby się jej pozbyć.
      • easy.przemo ja opowiem jak jest w przyczółku PSLu 16.04.12, 19:41
        w świętokrzyskim, gdzie rządzą ludzie pokroju Jarubasa i Andrzeja "trochę wieje dziś" Pałysa

        W PUP Kielce:
        -kontrola NIK wykazała, że urząd pracy wykazał się rażącą niegospodarnością przeznaczając prawie MILION złotych na szkolenia urzędników w kraju a także w Hiszpanii, Nicei, Paryżu oraz Monachium
        -dwoje pracowników PUP prowadziło szkolenia zewnętrzne i równocześnie było na zwolnieniu lekarskim lub podpisywało listy obecności w urzędzie
        -dyrektorka tego PUPu Dyrektorka PUP-u to działaczka koalicyjnego w powiecie kieleckim PSL-u, z list tej partii startowała do Sejmu
        -miesiąc temu Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok w sprawie tej dyrektorki i przyznał, że nie mogła być dyrektorem tej urzędu pracy, gdyż nie ma wymaganego doświadczenia...
    • hanishl To wręcz powala . Trzeba było 22 lat. 16.04.12, 19:11
      Vasco da Gama przez ten czas zrobił więcej.To i tak picu , picu mój szlachcicu .
      Ciemny lód wszystko kupi. Tyle że to My ich wybieramy a potem plujemy sami na siebie.
    • quant34 Re: Arbeit nad Wisłą 16.04.12, 19:49
      vito3 napisał:

      > pokazcie jednego komu urzad pracy zalatwil prace

      No właśnie. Znam kupę ludzi, którzy w tym czy innym okresie nie mieli pracy, ale nikomu z nich nie pomógł urząd pracy, tylko robotę znaleźli sobie sami. W Polsce urzędy pracy nie są od tego by pomagać znaleźć zatrudnienie, tylko od rejestracji bezrobotnych i pierdzenia w stołki. Inna sprawa, że potencjalny pracodawca zatrudni prędzej żula z ulicy, niż osobę wskazaną przez urząd. Dzieje się tak dlatego, że także pracodawcy wiedzą ile te urzędy są warte i wychodzą z założenia, że człowiek, który ma się okazać pożytecznym pracownikiem, nigdy nie zgłosi się po robotę przez urząd, tylko poszuka sam. Zamiast reformować powinno się ten azyl dla nierobów w cholerę zlikwidować. Piszę o nierobach, ponieważ ludzie, którzy chcą pracować, zawsze pracują, a etatowi bezrobotni 0 stali bywalcy urzędów pracy to albo bezrobotni tylko z nazwy, bo pracują na czarno, albo właśnie nieroby. Atmosfery nieróbstwa dodaje także to, że urzędnicy zatrudnieni w UP tez się delikatnie mówiąc nie przemęczają.
    • matrioszka25 wirtualny cud nad renem 16.04.12, 20:17
      polega na odebraniu swiadcenia socjalnego zasilku dla bezrobotnych II, i przerobieniu go na harz4 , ktory nie podlega juz statystycznym zaliczeniem do bezrobotnych, ale bardziej do normalnego socjalu do ktorego ma prawo kazdy. Tak przynajmniej ja to tak zauwazylam, a wiec nie wydajnosc urzedow - to raczej prywatne jobcenter cos tam dla bezrobotynch robia.

      U nas nie ma sensu - raz nie ma niemieckiej bezwzglednej mentalnosci urzedniczej, dwa -mozliwosci kontrolowania sily roboczej. Nie ma odpowiedniej cyfryzacji, struktur regionalnych, cale j sieci zabezpieczen spolecznych.

      2,1 milionow bezrobotynch + 3 miliony najlepszego pokolenia na ponierwierce za chlebem i na utrzymaniu zagranicznych systemow socjalnych - ratuja i tak cud gospodarczy pana Tuska.

      Niestety, ale to wszystko jest tylo fryzowana zonglerka cyframi i modelami, za ktorymi kryja sie tragedia bezrobotnego mlodego pokolenia.
      • cehaem Re: wirtualny cud nad renem 16.04.12, 21:32
        Bezrobotni niemieccy zasilili albo szeregi ludzi pracujacych za 400 Euro albo zaiwania dla agencji pracy tymczasowej juz drugi rok w tej samej fabryce. A tlusta menda podpala sobie papierosa banknotem i cieszy sie, ze Schroeder i Merkel nagonili jemu "klientow". Robol moglby pracowac za te same pieniadze bezposrednio u pracodawcy, ale nie. Posrednik musi zarobic.
      • vitek_1 Re: wirtualny cud nad renem?.. 18.04.12, 03:30
        ... polega na obniżeniu płac o 1/3 albo więcej od kiedy zaczął rządzić Schröder.
        10 lat temu w Niemczech zarabiało się o połowę więcej niż we Francji i 2x tyle co w Anglii
        Teraz - tyle samo co we Francji i mniej niż w Anglii. Duszenie płac powoduje obniżenie bezrobocia bo firmę stać żeby zamiast 2 pracowników zatrudnić 3 z niższą stawką.

        Co do ofert pracy w Arbeitsamtach to 90% pochodzi z agencji pracy "tymczasowej" (ichnie umowy śmieciowe, choć i tak na dużo lepszych warunkach niż w Polsce) - proszę sprawdzić na stronie www. W takim razie po co utrzymywać kosztowne urzędy skoro jedyne co potrafią robić to wywieszać oferty agencji?
    • wlodek21 Urzędy pracy to groteska 16.04.12, 20:22
      w ubiegłym roku straciłem pracę. Idąc do UP w Łodzi naiwnie sądziłem , że urzędniczka wpisze do jakiegoś programu komputerowego informacje o mnie, a program powiąże je z ofertami potencjalnych pracodawców i wypluje kilka, kilkanaście ofert. Ogromny błąd. Urzędniczka zaczęła przeglądać z listy UP oferty w kompletnie przypadkowej kolejności. Robiła to zupełnie bez przekonania. Po drugiej wizycie zrezygnowałem z tej szopki.
    • tanebo Re: Arbeit nad Wisłą 16.04.12, 20:24
      Dzisiejsza sytuacja jest najgorsza z możliwych. Ale lepsze jest wrogiem dobrego. Jak myślicie, kto wygra te przetargi na prowadzenie pośrednictwa pracy? A kto wygrał przetarg na szkolenie stoczniowców? Zdaje się że Adecco. Kto raz miał do czynienia z tą firmą wie czym to pachnie. Witajcie w świecie lumpenproletariatu!
    • veryok bajanie o niemczech 16.04.12, 20:24
      gdzie sa komentarze, ktore ludzie pisali rano? gdzie wysmiano zerowe pojecie o niemieckich relaiach jakie prezentuje tutaj autor??? wstyd. niemieckie urzedy pracy sa jeszcze bardziej zbiurokratyzowane niz polskie. sluza do tzw " kreatywnego zmiejszania bezrobocia w statystykach". ponad 6 mln ludzi bierze zasilek hartz 4 a w kraju tylko 3 mln bezrobotych... ludzie poukrywani na jakichs durnych szkoleniach, kolejnych kwalifikacjach do popychania szmaty po podlodze itd. w niemczech urzedy pracy tez nie szukaja nikomu pracy, tylko wysylaja listy:) cos jak urzad pocztowy na gigantyczna skale. co za glupi artykul!!!! aha- mieszkam w niemczech, nie jestem bezroobotna ale pracuje w instytucji szkolacej bezrobotnych- widze te cuda codziennie.
      • cehaem Re: bajanie o niemczech 16.04.12, 21:40
        veryok napisała:


        > w niemczech urzedy pracy tez nie szukaja nikomu pracy, tylko wysylaja listy:) c
        > os jak urzad pocztowy na gigantyczna skale. co za glupi artykul!!!! aha- mieszk
        > am w niemczech, nie jestem bezroobotna ale pracuje w instytucji szkolacej bezro
        > botnych- widze te cuda codziennie.

        Bo polscy dziennikarze chetnie sie wymadrzaja, nie znajac realiow. Ale coz, oni tez chca zarobic. Ale na porzadny artykul potrzeba czasu...Jest tak jak mowisz, niemiecka Arbeitsagentur ogranicza sie do upokarzajacych wizyt poszukujacych pracy, pogrozeniu palcem i naslania kontroli oraz zerknieciem do bazy danych o aktualnych ofertach wzglednie skierowaniem bezrobotnego na kolejne szkolenie, na ktorym cwane firmy doja pieniadze ze skarbu panstwa. Nawet najlepiej starajacy sie urzednik nc nie jest w stanie wskorac, bo on siedzi za biurkiem. A pracy jak nie bylo, tak nie ma.
    • kolejorz63 Arbeit nad Wisłą 16.04.12, 20:41
      Polacy wykorzystają niemieckie doświadczenie.Powodzenia:)
      • mitja74 ale... 16.04.12, 21:31
        w urzedach pracuja sliczne dziewczyny ...co z nimi sie stanie jak zamkna te placowki...na rzszcie sie ie znam ,ale kolega r34t36776rf czy jakos tak napisal pieknie.bra-vo!bez ironjiyi
    • nalpal Arbeit nad Wisłą 16.04.12, 21:22
      W trybie pilnym, po cichu, uruchomić zmodernizowany obóz koncentracyjny ! Te 2,1 mln. bezrobotnych,/ludzi zbędnych/ puści się przez komin w rok ! Możliwości takiego przedsięwzięcia mogą być bardzo interesujące ! Usługi dla USA, /pozbyliby się Guantanamo/Korea Północna, Iran Irak,Afganistan,Białoruś,Rosja !! To może być hit sezonu i polska specjalność ! Znak firmowy wszak umieszczony już jest nad słynną bramą w Oświęcimiu ! Chyba Niemcy nie będą protestować ! Jakby co, ogłosić konkurs !!!
    • komercjuszek Ten artykuł to kolejny dowód na to, 16.04.12, 22:19
      że papier (w tym przypadku e-papier) wytrzyma wszystko.
      To, co tak pięknie wygląda w opisie, ma się tak niestety do rzeczywistości jak pięść do nosa.
      To co się kiedyś nazywało "Arbeitsamt" zostało zracjonalizowane, przy czym główny nacisk przy tej reformie został położony na nową nazwę urzędu, po jej wprowadzenie w życie przyjął on nazwę "Buundesagentur für Arbeit" (federalna agentura zatrudnienia). Poza tym najistotniejszą zmianą było to, że starych pracowników, którzy jeszcze mieli jakie takie pojęcie o swojej pracy, zaczęto zastępować nowymi, przesuwano tam mianowicie pracowników z innych urzędów, których miejsca pracy w ich starych "firmach" zracjonalizowano. Efekt jest taki, że ci ludzie pojęcie o tym co robią, a w związku z tym i wyniki mają mizerne.
      Prawdę powiedziawszy tych, którym AfA znalazło miejsca pracy można by policzyć na palcach, no może nie jednej, ale kilku rąk. Główne zajęcie pracowników tejże to wysyłanie bezrobotnych do prywatnych firm pośrednictwa pracy i to te znajdują ludziom pracę i mają efekty.

      Ilość bezrobotnych.
      Prawdziwa liczba ludzie nie posiadających zatrudnienia w Niemczech kręci się od lat na poziomie ok. 8 - 10 mln. ludzi. SIC!
      Te zacytowane w artykule 2 miliony z kawałkiem to nie stan faktyczny, to manipulacja statystykami.
      W 2004 bodajże roku, na zakończenie swoej kariery politycznej wymyślił ówczesny Kanclerz G. Schröder, do spółki ze swym przyjacielem P. Hartzem, szefem kadr w VW, że w ramach reformy Arbeitsamtu, ludzie, którzy są dłużej niż 1 rok bezrobotnymi, zostaną przesunięci do grupy tzw. "Bezrobotnych II", którą to grupę wrzucono do jednego kotła z wcześniejszymi petentami Urzędy Pomocy Socjalnej i ta grupa będzie finansowana nie przez federację tylko przez ośrodki miejskie czy gminy.
      w ten sposób upieczono przy jednym ogniu dwie pieczenie: odciążono budżet państwa i zmniejszono, NA PAPIERZE!, liczbę bezrobotnych.
      I kółko się kręci, bo ludzie, którzy przez rok po utracie miejsca pracy nie znajdują nowego, stają się "Bezrobotnymi II", i automatycznie znikają równocześnie ze statystyk bezrobocia.
      Do tego jeszcze wszyscy uczestnicy przeszkoleń i innych kursów, ludzie odbywający z nadzieją na zatrudnienie miesięczne BEZPŁATNE praktyki w okresie ich odwiedzania również formalnie bezrobotnymi nie są.

      A jak wygląda fachowość "doradców zawodowych"?
      Mój 58-letni kuzyn, bez pracy już niestety od kilku lat, miał wątpliwą przyjemność, po tym jak przez parę lat o Urzędzie Zatrudnienia nic nie słyszał, nagle zacząć otrzymywać zaproszenia w trybie niemal miesięcznym. Pracy nie ma dalej, natomiast miał okazję w ciągu sześciu wizyt w AA rozmawiać z pięcioma różnymi "doradcami zawodowymi", którzy zastępowali tego, który był za niego odpowiedzialny, przy czym za każdym razem rozmowa rozpoczynała się praktycznie od zera, bo kolejni rozmówcy nie mieli pojęcia, co zostało ustalone w trakcie poprzedniego spotkania.

      Pieprzyka całej tej statystycznej żonglerce dodaje fakt, że autor tego pomysłu uczynienia biednych jeszcze biedniejszymi, wspomniany wcześniej kadrowiec VW Peter Hartz, parę lat póżniej wyleciał w wyniku afery "burdelowej" wysokim łukiem z Volkswagena, kasując do tego 2 lata w zawieszeniu i grzywnę w wysokości bodajże 1 mln. €.
      Mimo tego jemu pewnie los, który zgotował paru milionom uczciwych ludzi w Niemczech, raczej nie grozi.

      Cudze chwalicie, swego nie znacie, dzisiejsza Polska to nie Niemcy, , które miały 50 lat czasu na to, żeby być gospodarczo tam gdzie się znalazły, zanim do głosu doszła globalizacja, Polska miała niestety tego pecha, że wdepnęła w to globalizacyjne g.wienko zaraz na starcie w gospodarkę wolnorynkową. I o te pięćdziesięt lat jest niestety polska kołderka za krótka.
      A że włodarze polskiego państwa, i to niemal wszyscy w ostatnim dwudziestoleciu, nie tylko obecna ekipa, wolały uczyć się na własnych błędach, zamiast próbować korzystać ze sprawdzonych już gdzie indziej wzorów, to sytuacja jest, jaka jest. Wiadomo, Polak potrafi.
      • 2berber Re: Ten artykuł to kolejny dowód na to, 16.04.12, 22:32
        komercjuszek napisał:
        > A że włodarze polskiego państwa, i to niemal wszyscy w ostatnim dwudziestoleciu,
        > nie tylko obecna ekipa, wolały uczyć się na własnych błędach, zamiast próbować
        > korzystać ze sprawdzonych już gdzie indziej wzorów

        Dobre :-).
        Widać że znasz bardzo dobrze Niemiecki rynek pracy.
        Proszę przybliż jaki jest w Niemczech wymóg co do ilości przepracowanych
        godzin rocznie, by mieć to zaliczone do stażu emerytalnego?
    • hetmanwiechu Arbeit to Polskie slowo? 17.04.12, 05:59
      Nigdy o arbajtach nie slyszalem. Wiem ze sa kebaby, frytki i zapiekanki, ale o arbajtach any slowa. Prosze mi przetlumaczyc na Polski ten arbajt. Ja jestem Polakiem i mowie tylko po Polsku w Polsce.
    • kotek.filemon Re: Arbeit nad Wisłą 17.04.12, 09:04
      W kreatywnym zmniejszaniu bezrobocia polskie urzędy są równie dobre jak niemieckie.
      • sedaluk Re: Arbeit nad Wisłą 17.04.12, 10:31
        Kiedys bylem bardzo wrogo nastawiony na te firmy-posredniki. Ale kazdy kij ma dwa konce.
        Firmy poszukuja dobrych pracownikow, zalezy im na solidnych i chetnych do pracy ludzi i
        sa gotowe placic wg taryfy. Jest ale takze duzo takich, ktorych celem jest dobre zadekowanie
        i wykorzystanie wszystkich mozliwosc max. dochodu przy minimalnej pracy. A na koncu sadzenie
        o odprawke....Tu wchodzi wlasnie ta firma-posrednik.Pracodawca praktycznie nie ma ryzyka a
        posrednik na takie trudnosci jest wlasnie przygotowany i ma sposoby, bo to jest jego zadanie. W pierwszym roku wynagrodzenie jest niskie, bo ryzyko jest duze.Potem sie zaczyna juz powoli oplacac, za 3-4 lata, jezeli sie pokaze z dobrej strony, to przewaznie zostaje sie przejety
        albo zarabia juz tylko troche mniej jak stala zaloga.
        W tym maratonie duzo odpada, ale praca w Niemczech jest za droga aby brac tam byle kogo.
    • tornson Re: Arbeit nad Wisłą 17.04.12, 10:55
      Natomiast bezrobotni, którzy nie szukają pracy, mogą stracić prawo do zasiłku.
      A w Polsce?

      A w Polsce zamiast zasiłku są ochłapy którymi nawet czynszu się nie opłaci, a po pół roku czy szukasz pracy czy nie tracisz nawet te ochłapy.
    • tornson No pięknie, kolejny skok na kasę dla kolesi 17.04.12, 10:57
      się szykuje...
      Chcielibyśmy, aby we współpracy z prywatnymi agencjami zatrudnienia i organizacjami pozarządowymi pośredniaki przygotowywały dla każdego bezrobotnego indywidualne plany, które później realizowałyby wspólnymi siłami - zapowiada minister.
    • penthomide Arbeit nad Wisłą 17.04.12, 22:58
      2mln bezrobotnych , 2 mln za granicą , 10 mln robi za 2tyś. Jedna trzecia nie ma konta w banku. To co se wybraliście to macie.
    • penthomide Arbeit nad Wisłą 17.04.12, 23:08
      zdecydowanie jestem przeciwny likwidacji i wszelkim zmianom w urzędach pracy. Pobyt w urzędzie pracy i widok tych wszystkich ludzi , uświadomił mi swego czasu w jakiej ciemnej dupie, znajduje się bezrobotny Polak i dzięki temu doświadczeniu , wymiksowałem się z polskiego rynku pracy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka