r.glogowski Niezle jaja Panowie 05.02.05, 01:55 I to na jakim szczeblu. Sprawét raktuje jednak nieco ogólniej. Kontrasty miédzy tymi dwoma ( myslé o "Gqazecie" i "Rzeczpopolitej") redakcjami bedá sie zaostrzac ttm bardziej im im blizej bedzie do wyborów i utworzenia przewidywanego prawicowego gabinetu. Prawicowi publicysci i dziennikarze z nimi po cichu symaptyzujácy coraz bardzie bédá czuli ze "nadchodzi wrszcie ich minut", a druga strona - liberalna, czasem o sklonnosciach lewicowych coraz bardziej bedzie odczuwala ze jest atakowana. Uwazam ten proces za naturalny. Smuci natomiast poziom tych "aferek" Maciej Rybinski jeden z gownych publicystów waznego dziennika, którego komentarze pojawiaja sie prawie kazdego tygodnia, pozwilil sobie na taká lipé? Skoro na tkaim szczeblu dochodzi do takich "przekrétów" to smiejscie sie potem z lepperowych wystépków. Acha i jeszcze uwaga dotyczaca tego portalu, dlaczego niektórych artykulów nie mozna komentowac? Czemu zrezygonowaliscie z takiej opcji? Wiem, ze wiekszosc z nich byla po prostu wylgarna, ale rozwiázcie to w jakis inny sposób a nie odbierajác mozliwosc zabierania glosu. Pozdrawiam, Rafal Glogowski Odpowiedz Link Zgłoś
pyzol1 Re: Niezle jaja Panowie 05.02.05, 02:20 Nooo. Klasyczne wyciaganie brudow. A Rybinski dal tylow i nie ma co tu owijac w bawelne. Jak sie teraz zachowa, bedzie o nim swiadczylo istotniej, niz to,ze dopuscil sie czegos, co w owczenej prasie bylo "nagminne". Moze tak teraz wywalic wszystkie te owczesne nagminnosci i zasypac nimi starannie to narodowe wolanie o uporzadkowanie polskiej sceny politycznej? Na kazdego znalezc jakiegos bruda. Da sie. Nobody is perfect. Powodzenia, panowie i panie,bo MY i tak bedziemy upominac sie o oczyszczenie polskiej sceny politycznej i ekonomicznej poprzez odkrycie powiazan z komunistyczna wladza dzisiejszych,najrozmaitszego sorta, VIPow. A wy, pierzcie sobie te swoje skarpetki do upojenia. Mnie to nie przeszkadza, a wrecz przeciwnie. Prosz ebardzo, na przyklad - dzis wiem,ze redaktor naczelny FORUM nie zglosil do prokuratury zawiadomienia o kradziezy, zas Rzeczpospolita olala plagiatorstwo. Ciekawe, czy tylko w Rzeczpospolitej sie ono zdarzalo i czy "nagminnosc" nie dotknela i GW - no, ale z czasem z pyskowek pewnie wszystkiego sie dowiemy. Katarzyna Makowska Odpowiedz Link Zgłoś
m635 Kradł,gwałcił,rabował i najgorsze-poparł lustrację 05.02.05, 16:18 Przpominają mi się czasy Żołnierza Wolności. Czekam na tekst o tym jak p. Rybiński bił żonę i miał wspólną z Wildsteinem kochankę. Odpowiedz Link Zgłoś
pyzol1 Re: Kradł,gwałcił,rabował i najgorsze-poparł lust 05.02.05, 22:25 Rybinski byl kochanka Wildsteina. Zone bili razem, tylko zapomnieli czyja. Odpowiedz Link Zgłoś
pyzol1 Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 05.02.05, 02:01 Plagiat to przywlaszczenie cudzej wlasnosci intelektualnej. Mozna to nazwac i kradzieza, a takze "dziennikarska niefrasobliwoscia", jak to w FORUM ujeto 7 lat temu. Porownanie obu tekstow wykazuje,ze Rybinski, rzeczywiscie, dokonal wykroczenia i dzis glupio sie tlumaczy. Bywa. Nie on jeden glupio sie tlumaczy. Glupie tlumaczenie ostatnio robi wielka kariere w massmediach, wiec spuscmy zaslone milosierdzia na jednego wystepnego Rybinskiego - moglo mu sie udzielic... Zastanawia mnie jednak fakt,jak i dlaczego "dziennikarska niefrasobliwosc" zamienila sie w "kradziez". Bo, przeciez, jezeli dokonano kradziezy, nalezalo zglosic to do prokuratury, zwlaszcza jezeli chodzi o zjawisko, ktore "pleni sie jak zaraza" i ma "charakter nagminny". Jezeli p. Herbich takiego zazalenia w t e d y nie zlozyl, to z jakich powodow d z i s "niefrasobliwosc dziennikarska" zamienila mu sie w "kradziez"? Czy aby nie po to aby zrobic z Rybinskiego "zlodzieja"? Wszak, lepiej to brzmi niz "plagiator" - nie? I jeszcze jak sie przy tej podmiance upiera! N.B. wcale mi Rybinskiego nie zal - kazdy popelnia bledy, ale mozna sie jeszcz e ich nie wypierac i po prostu przeprosic czytelnikow. Odwagi, panie Macieju - ja tam w pana kamieniem nie rzuce, choc, jako stary belfer, zapewne po lapach linijka przyloze jak spotkam. Katarzyna Makowska Odpowiedz Link Zgłoś
desspo3 Re:despotka oswiecona ???? paternalizm prl-u 05.02.05, 04:38 zlozyc samokrytyke i juz ? :-p Odpowiedz Link Zgłoś
obcy999 Re:despotka oswiecona ???? paternalizm prl-u 05.02.05, 05:01 Moze i cos bym napisal na ten temat, tylko wku..a mnie to logowanie. Pies jechal Gw-no. Odpowiedz Link Zgłoś
w.wozniak Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 06.02.05, 00:21 Szanowna Pani, jeżeli pani jako belfer z długim stażem, nie uznaje zerżnięcia, prawie slowo w słowo cudzego tekstu,przez dziennikarza "Rzepy" jednego z najważniejszych mediów w Polsce, za poważne wykroczenie, i nie potępia pani autora tegoż nadużycia, to nie chciałbym spotkać na swej drodze, jako prowadzący zajęcia na uniwersytecie, pani uczniów, którzy też nie będa widzieli nic dziwnego w oddawaniu cudzych, przeważnie ściagniętych z internetu prac, albo w ściąganiu na egzaminach.W czasie gdy Rybiński popelnił plagiat, nie było skutecznego prawa, które by umożliwiło ściganie tego typu zachowaniak stąd zapewne brak powiadomienia tzw. organów.Nie ma moralnego prawa do stawiania się w roli jakiegokolwiek autorytetu czlowiek, ktory robi takie numery.A fakt, że to przez tyle lat nie było upubliczniane świadczy raczej o slabości gazety wyborczej, albo po jej niechęci do babrania się w brudach.Po ataku Rybińskiego, musiała jednak nastąpić retorsja Odpowiedz Link Zgłoś
pyzol1 Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 06.02.05, 06:31 w.wozniak napisał: Rybciu, potepiam i nawet slowa "wykroczenie" uzylam. Co ty na tym uniwersytecie, z taka zdolnoscia czytania ze zrozumieniem, wykladasz? Kafelki? Oj, nie ja cie polskiego uczylam, nie ja.... >W czasie gdy Rybiński popelnił plagiat, nie było > > skutecznego prawa, które by umożliwiło ściganie tego typu zachowaniak stąd > zapewne brak powiadomienia tzw. organów. Nie klamczusz bo bylo: pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_autorskie ( nawet w PRL bylo - acha!) Nie ma moralnego prawa do stawiania się > w roli jakiegokolwiek autorytetu czlowiek, ktory robi takie numery. A poprosze o cytat z Rybinskiego gdzie on SIE "stawia jako autorytet". A fakt, że > to przez tyle lat nie było upubliczniane świadczy raczej o slabości gazety > wyborczej, albo po jej niechęci do babrania się w brudach.Po ataku Rybińskiego, > > musiała jednak nastąpić retorsja Musiala. I - jak napisalam - wcale mi go nie zal. Wystarczy, czy mam go osobiscie bez sadu na galery odstawic? Kaska Odpowiedz Link Zgłoś
leo.tolstoj Ta historia byla dobrze znana 06.02.05, 18:34 Ta historia byla dobrze znana, wowczas na jakis czas Rzepa zdaje sie zawiesila Rybinskiego, dopiero kiedy Lukasiewicz zostal naczelnym Rybinski wrocil do pisania. Oprocz tej jednej oczywistej wpadki, ja bym w ogole dokladniej przyjrzal sie tworczosci publicysty dekomunizatora, wyciagnal jego publikacje z Rzepy o potem poszukal ich zrodel w niemieckiej prasie. Rybinski przez lata przysylal do Rzepy korespondencje z Niemiec. Jesli raz podobna historia wyszla na jaw zalozylbym sie, ze nie byla przypadkiem pojedynczym. Chyba sie szarpne na archiwum Rzepy, a potem postudiuje stare roczniki Frankfurter Algemeine, Frankfurter Rundschau, Welt, czy Sueddeutsche. Odpowiedz Link Zgłoś
neskim Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 05.02.05, 05:41 Nie dziwota, w końcu jego macierzysta gazeta ma za patrona największego plagiatora w powojennej Polsce, który na początku lat 60. przepisał cały artykuł z "Przeglądu Technicznego" i opublikował w swojej macierzystej wówczas Polityce, co można stwierdzić zaglądając do zszywek. W wyjaśnieniach, jeśli dobrze pamiętam na pierwszej stronie Polityki, tlumaczył się, iż myślał, że "Przegląd Techniczny" - najstarsze dziś pismo w Polsce o ponad 100 letniej historii - to biuletyn, z którego mozna zrzynać. tlumaczył Odpowiedz Link Zgłoś
pianola2 Dajcie spokoj, moze i zerznal tekst. Chromolic to 05.02.05, 08:23 Dajcie spokoj. Moze i zerznal tekst. Chromolic to. Cala ta dysputa ma odwrocic uwage od istoty sprawy jaka jest lustracja. Liczy sie kontekst, to ze teraz tak intensywnie chlopaki z GW sie tym zajmuja. Nikt im nie bronil robic z tego afery w bardziej neutralnym momencie. Robia to teraz na zasadzie wyciagnietego spod chalata haka. Odpowiedz Link Zgłoś
holyboy_666 Re: może? 05.02.05, 09:52 gdzieś ci uciekła chronologia. to święty rybiński zaczął te wymianę ciosów;-) Odpowiedz Link Zgłoś
pianola2 Byleby ciosy na temat 05.02.05, 10:06 To tak jakbym teraz przypomnial wlasnie ze Michnik kręcil przed komisja sledczą. A krecil na potęgę. Wtedy wlasnie pojąlem ze to wybitny kretacz. Ale nie wspominam o tym bo ze sprawa Wildsteina ma to luzny dosc zwiazek :) Odpowiedz Link Zgłoś
blond_kasi tak trzymać, chłopaki, :) 05.02.05, 21:16 uważam, że p. rybiński świetnie nadaje się do tej, hm, rady etyki mediów, :). bedzie tam dbał z innymi, pewnie za niezłą kasę, o moralność i poszanowanie autorytetow. zapewne zacznie od dania wyrazu swemu zgorszeniu wulgarnym językiem jerzego urbana. :). Odpowiedz Link Zgłoś
pyzol1 Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 05.02.05, 23:02 Pozwole sobie wrzucic tutaj: www.tygodniksolidarnosc.com/ I, na wszelki wypadek, przesle jeszcze calosc Wildstein a Komisja Michnika Wersja do druku Krzysztof Wyszkowski Wszędzie w społeczeństwach demokratycznych swobodny dostęp do informacji należy do konstytucyjnego kanonu wolności obywatelskich i społeczeństwa obywatelskiego. Bronisław Wildstein udostępnił jawny indeks zasobów IPN. Koalicja mentalnych homo sovieticus okrzyknęła go "barbarzyńcą" i doprowadziła do usunięcia z pracy. Wobec tego pokazu hipokryzji, warto zestawić tzw. sprawę Wildsteina z prawdziwą aferą udostępnienia ściśle tajnych archiwów UB-SB grupie osób zwanej Komisją Michnika. Komisja Michnika Ludzie, którzy okrzyknęli Wildsteina barbarzyńcą, powinni byli wcześniej zapytać profesora Jerzego Holzera, pracownika Polskiej Akademii Nauk i współpracownika IPN, czy mówił swoim znajomym, że widział w archiwum SB materiały świadczące o tym, że Leszek Moczulski był agentem? Powinni zapytać magistra historii, redaktora naczelnego "GW", czy mówił swoim znajomym, że widział w archiwum SB donosy składane przez Dariusza Fikusa? Powinni zapytać obu historyków i redaktorów, czy prawdą jest, że weszli do archiwum SB całkowicie bezprawnie, przeglądali tam teczki swoich znajomych i przeciwników politycznych, a następnie wykorzystywali tę wiedzę do np. przeprowadzenia czystki w "Gazecie Wyborczej"? Barbarzyńca w archiwum SB Wiosną 1990 roku po Warszawie zaczęły rozchodzić się sensacyjne plotki, że Adam Michnik opowiada znajomym o donosach Dariusza Fikusa, a Jerzy Holzer na przyjęciach potwierdza na podstawie akt SB agenturalność Leszka Moczulskiego. Gdy spotkałem osobę, która potwierdziła mi, że była osobiście świadkiem relacji Holzera z pobytu w archiwum SB, natychmiast udałem się do prof. Henryka Samsonowicza, który jako minister edukacji sprawował z urzędu nadzór nad całością archiwów państwowych. Minister był nieobecny, ale przyjęła mnie jego zaufana sekretarka, która po usłyszeniu, z czym przychodzę, wpadła w popłoch. Wyraźnie przestraszona, żeby udowodnić niewinność swego przełożonego, wyjaśniła mi przebieg całej afery. Oto dwa miesiące wcześniej Krzysztof Kozłowski, wiceminister spraw wewnętrznych, wychodząc z posiedzenia Rady Ministrów, podszedł do min. Samsonowicza i przedstawił mu osobistą prośbę. Chodziło o to, żeby Samsonowicz wystawił cztery zaproszenia dla wskazanych przez Kozłowskiego osób na naradę w siedzibie MSW. Prośba byłaby dziwaczna i niezrozumiała, gdyby nie fakt, że ustawa regulowała dostęp do archiwów w ten sposób, że osoby z zewnątrz mogą go uzyskać tylko na skutek decyzji ministra edukacji. Ministrowi Kozłowskiemu chodziło o stworzenie pozoru, że tymi zaproszeniami minister Samsonowicz z urzędu powołuje komisję uprawnioną do dostępu do ściśle zastrzeżonego archiwum UB-SB. Samsonowicz nie mógł powołać takiej komisji oficjalnie, ponieważ jej skład musiałby zostać skompletowany według przepisów prawa, a więc niemożliwe byłoby wprowadzenie do niej Michnika. Ponieważ cały pomysł polegał właśnie na pozornej legalizacji udostępnienia akt Michnikowi, uznano, że powinien on wystąpić w otoczeniu trzech innych osób, które mogły występować jako specjaliści. Minister Samsonowicz zgodził się na wyznaczoną mu rolę w kombinacji mającej na celu obejście prawa i wystawił enigmatyczne zaproszenia na spotkanie w MSW. Na tym skończyła się jego oficjalna rola. Kozłowski wykorzystał ten fakt do zorganizowania mistyfikacji uznania Michnika et consortes za Komisję powołaną przez ministra edukacji narodowej. Tylko dzięki tej mistyfikacji Michnik mógł dostać to, czego pragnął - dostęp do prawdy o agenturze UB-SB. Adam Michnik w 1990 roku dostał nieograniczony i niekontrolowany dostęp do najściślej strzeżonej wiedzy. Wertował akta, w tym personalne, przez dwa miesiące, aż do czasu, gdy rozchodzące się po mieście plotki o "komisji obywateli ponad prawem" spowodowały moją interwencję. Warto dodać, że minister Samsonowicz nadal, publicznie, choć nieoficjalnie, legitymizował Komisję Michnika, zachowując konsekwentne milczenie nawet po tym, jak ujawniłem w "Tygodniku Solidarność" nielegalny charakter rzekomej komisji. Zapewne jednak na skutek jego obawy o ewentualną odpowiedzialność za ułatwienie mistyfikacji, "komisja" nagle zakończyła swoją działalność. W dwa dni po mojej wizycie w jego gabinecie, ukazał się w prasie komunikat informujący, że rzekoma komisja zakończyła swoje prace. Mistyfikacja zorganizowana przez Kozłowskiego, przy pomocy Samsonowicza, na korzyść Michnika, była przestępstwem, które powinno było być ścigane karnie. Ujawniłem tę aferę w "Tygodniku Solidarność", ale nie domagałem się ścigania winnych, a prokuratura nie podjęła śledztwa z urzędu. Premier Mazowiecki też nie uznał za stosowne ukarać winnych na drodze służbowej. Wildstein za zasługę upowszechnienia jawnego indeksu został obwołany barbarzyńcą - mówiono o "kradzieży", "naruszeniu własności", "praw autorskich", "obrzydliwości". Premier - postkomunista, lustrowany "na dziko" przez własnych towarzyszy partyjnych, obwieścił: "To jest w istocie koniec jakiejkolwiek lustracji. To co się stało, praktycznie rzecz biorąc kompromituje jakiekolwiek myślenie o lustracji. Mamy ten rozdział za sobą". Z drugiej strony - ministrowie popełniający przestępstwo, redaktor naczelny największej gazety namawiający ich do przestępstwa i korzystający z niego, grono wybitnych historyków uczestniczących w mistyfikacji - pozostają autorytetami zawodowymi i moralnymi uczestniczącymi w nagonce na Wildsteina. Czym różni się dziennikarz Michnik od dziennikarza Wildsteina? Czy w Polsce są obywatele, którym wolno mniej niż prawo zezwala (Wildstein) i obywatele, których obowiązujące prawo nie powinno krępować (Michnik)? Działania Michnika rozpoczęły okres manipulacji archiwami i kwestią lustracji. Blokowanie lustracji i dezinformowanie opinii publicznej było efektem tego, co Michnik zobaczył w archiwum. Wildstein, ujawniając kartotekę, przerwał ten proces. Odpowiedz Link Zgłoś
raycharles Rybinski / Radwan Rybinski 06.02.05, 09:18 Moze ktos z forumowiczow orientuje sie, czy Maciej Rybinski, bohater aktualnej zadymy i Maciej Radwan-Rybinski piszacy w Dzienniku Polskim to ta sama osoba? Odpowiedz Link Zgłoś
tomekjeden Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 06.02.05, 15:23 Pracowałem z panem Rybińskim przez kilka miesięcy, prawie 20 lat temu w polskiej sekcji BBC. Jest on nienagannym dżentelmenem, który by nigdy na nikogo nie doniósł, ani nie zachował by się wobec nikogo jak świnia ostatnia, czy, jak kto woli, jak swołocz skończona. Żadnych też skłonności do złodziejstwa u pana Rybińskiego, przemiłego promilowca, nie zauważyłem. Odpowiedz Link Zgłoś
tomekjeden KOREKTA, DWOISTOŚCIĄ TEKSTU SPOWODOWANA 06.02.05, 16:46 Pracowałem z panem Rybińskim przez kilka miesięcy, prawie 20 lat temu, w polskiej sekcji BBC. Jest on nienagannym dżentelmenem, który by nigdY nie zachował się wobec nikogo jak świnia ostatnia, czy, jak kto woli, jak swołocz skończona. Żadnych jednak skłonności do złodziejstwa u pana Rybińskiego, przemiłego promilowca, nie zauważyłem. Odpowiedz Link Zgłoś
zupenka Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 06.02.05, 17:52 Zwykła zawiść i nagonka Panie HERBICH , aby zaistnieć wylizał by Pan każdy tyłeczek w Gazecie Wyborczej, cóż każdy orze jak może.Wymiotować się chce jak się słyszy obrońców teczek bezpieki .Panie HERBICH może zatrudnią Pana razem z Panem Maleszką , cóż żaden donos do wyborczej nie chańbi, a od Rybińskiego się Pan odpieprz Odpowiedz Link Zgłoś
tomekjeden Re: Rybiński nie plagiatował, tylko kradł cudze t 06.02.05, 18:19 Znam się bardzo dobrze na tłumaczeniach. Jest to tekst przepisany, czyli, prawdopodobnie w świetle prawa, skradziony. Dobrze by było, gdyby za popieranie lustracji - bardzo koniecznej, bo bez niej nie będzie poprawy w Polsce i możliwości uczciwego historycznego opracowania jej historii powojennej - nie brali się ludzie, którzy są antonimem wiarogodności i uczciwości. Odpowiedz Link Zgłoś
zbyszek2005 A inni plagiatorzy? 06.02.05, 18:50 Swego czasu arkady Fiedler napisal "Dywizjon 303", który byl zerznieciem, na zywca, fragmentow Dziennika Dywizjonu 303, Miroslawa Ferica. Fiedler pozyczyl ten Dziennik od Ferica, bedac wlasnie wtedy w Anglii (ciekawe z czyjego polecenia i za czyje fundusze). Nieszczęście sprawiło, że niedługo po tym przekazaniu, w dniu 14 lutego, 1942 roku pilot M. Ferić, autor Dziennika Dywizjonu 303 nie wrócił z ćwiczebnego lotu. Oblatywany przez niego samolot, uległ niespodziewanej awarii (odpadła część skrzydła), w wyniku której maszyna runęła na pas startowy a pilot zginął śmiercią lotnika. Skrzydlo bylo, podobno odkrecone i wsrod pilotow rozeszla sie ponura pogloska o sabotazu. Prosba jednego z pilotow 303 (W. Kaminskiego), skierowana juz po wojnie, do Arkadego Fiedlera, aby zamiescic w ksiazce informacje o Dzienniku Ferica i symboliczne wsparcie zyjacej, a skrajnej nedzy, w Ostrowie Wlkp, matki Ferica, pozostala bez odpowiedzi. Odpowiedz Link Zgłoś
janek007 Moze mi ktos wytlumaczy co za roznica... 06.02.05, 20:05 Zaznaczam nie jestem po niczyje ze stron zainteresowanych ta sprawa. Pan Herbich pisze:"W jednym tylko z nim sie zgadzam: to nie byl plagiat, a on nie jest plagiatorem. Plagiat to wykorzystanie cudzego tekstu bez powolania sie na zródlo. Przedstawienie cudzego tekstu jako wlasny to jest kradziez wlasnosci intelektualnej." Definicja plagiatu: «przywlaszczenie cudzego utworu lub pomyslu twórczego, wydanie cudzego utworu pod wlasnym nazwiskiem, takze: doslowne zapozyczenia z cudzych dziel podane jako oryginalne i wlasne» Plagiarism: 1. A piece of writing that has been copied from someone else and is presented as being your own work 2. The act of plagiarizing; taking someone's words or ideas as if they were your own Definicja kradziezy: «potajemne zabranie cudzej wlasnosci, przestepstwo polegajace na zabraniu cudzego mienia ruchomego w celu przywlaszczenia; zlodziejstwo» Stealing: 1.The act of taking something from someone unlawfully. To co Herbich napisal to jakis dziwolag myslowy a Herbich chyba wpadl w korkociag i nie moze z niego biedaczysko wyjsc. Kradziez i plagiat to jedno i to samo, kradziez odnosi sie do wlasnosci materialnych a plagiat to wlasnosci intelektualnych. Z tego co Herbich pisze ze sie zgadza 'z nim', Rybinskim z Rzeczpospolitej, ze nie jest plagiatorem wiec Rybinski takze nie jest zlodziejem chyba ze ukradl Herbichowi; portfel, zone albo jeszcze cos innego. To co Herbich napisal:"Przedstawienie cudzego tekstu jako wlasny to jest kradziez wlasnosci intelektualnej" ale kradziez wlasnosci intelektualnej to jest wlasnie plagiat. Herbich sam sobie zprzecza, maslo maslanne. Strach pomyslec ze Herbich byl Redaktorem Naczelnym Faktow w latach 1991-2003. Cale szczescie ze byl, ladne mi Fakty. Moze jakis doktor pomoze Hrebichowi. Odpowiedz Link Zgłoś