Dodaj do ulubionych

Jaki był ten pontyfikat

15.04.05, 21:33
w koncu jakis artykul w polskiej gazecie o papiezu, ktory nie jest laurka. Do
tej pory, zeby sie odslodzic czytalem nytimesa i bbc.com
Obserwuj wątek
    • y00rek Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 22:00
      Po owocach ich poznacie. Wszystkich.

      Autor sądzi, że "wolność bezprzymiotnikowa", jest 'wyższym bytem', że jest
      jedyną definicją wolności, że pozostałe mieszczą się w obszarze
      tischnerowskiego 'tyz prowda', albo nawet 'gó.. prowda'. Jest więc owa
      mityczna 'wolność' Złotym Cielcem? Może. Choć przecież na sławnym warszawskim
      gmachu stoi napisane: "SPRAWIEDLIWOŚĆ jest ostoją mocy i trwałości
      Rzeczpospolitej" Nie wolność, tylko sprawiedliwość. No akurat na tym gmachu ma
      to swoje dobitne uzasadnienie ;-) Aha: nie mam tu na myśli tzw.
      "sprawiedliwości społecznej". To już było.

      Tak się zastanawiałem, i wyszło mi, że kiedy w swoim życiu popełniam głupstwa
      albo podłości, to na ogół stoją za tym wolność i głupota. Czyja wolność? Ano
      moja oczywiście. Moja "bezprzymiotnikowa" wolność. Głupota też zresztą moją.

      Z wolnością jest problem: jeśli w wolnym i demokratycznym głosowaniu uchwalimy
      przymysowe strzyżenie rudowłosych, albo codzienne bieganie dla tych z nadwagą
      (wybrałbym już raczej emigrację, bo mam brzuszysko), to wolności zdaje się nie
      naruszyliśmy - bo cóż znaczą te mityczne 'gwarancje', o których wspomina
      Graczyk. Gdzie się zaczynają, gdzie kończą. Czego dotyczą, a czego już nie?
      Ot, drobiazg choćby - czy lesbijki i geje mogą oczekiwać, że damy im szanse na
      zawieranie związków cywilnych? Czy to leży w obrębie owych gwarancji, czy nie?
      Powiedzą niektórzy, że to łamie ich wolność. Niech i tak będzie. To ja wtedy
      zapytam: a czy to jest SPRAWIEDLIWE, że geje i lesbijki nie mają takiej
      możliwości? A jeśli to nie jest sprawiedliwe? Powiedzą wtedy niektórzy:
      mnóstwo jest niesprawiedliwości na świecie: ani uroda, ani zdrowie, ani
      bogactwo nie są równo rozłożone. To prawda. I próba 'sprawiedliwego' podziału
      dobytku mogłaby się skończyć krwawo (co ludzkość już przerabiała). No ale
      ten argument w kontekście związków lesbijek i gejów nie ma zastosowania. Bo i
      jakie tu koszty albo i zagrożenia? Czyją wolność do posiadania, zdrowia i
      życia się naruszy?

      No to kłopot z tymi gwarancjami.

      A mnie się przypomina psalm 37:

      "Sprawiedliwi posiądą ziemię".

      Zdrówka!
      y.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 23:16
        > Tak się zastanawiałem, i wyszło mi, że kiedy w swoim życiu popełniam głupstwa
        > albo podłości, to na ogół stoją za tym wolność i głupota. Czyja wolność? Ano
        > moja oczywiście. Moja "bezprzymiotnikowa" wolność. Głupota też zresztą moją.

        Z drugiej jednakże strony, że kiedy w swoim życiu robię rzeczy dobre i godne
        pochwały, to też na ogół stoi za tym wolność.

        Pytanie jest inne:

        Czy wybranie przeze mnie dobra w sposób wolny wpływa jakoś na moje następne
        wybory - np. dzięki temu wyborowi spadają mi jakieś łuski z oczu tak, że przy
        kolejnej okazji wyboru chęć wybrania zła jest mniejsza niż pierwej?

        Gdyby odpowiedź była twierdząca, to by znaczyło, że wybór pomiędzy dobrem i złem
        nie jest nigdy wyborem całkowicie wolnym - "łuski" na naszych oczach
        sprawiałyby, że zło widzielibyśmy mniej złym i bardziej godnym wyboru niż w
        rzeczywistości.

        W takim przypadku prawidłową procedurą byłoby wybieranie w kolejnych wyborach
        zawsze dobra, tak długo, aż - w granicy - szansa wybrania przez nas zła
        zmalałaby do zera. Innymi słowy, wtedy nie bylibyśmy już w stanie wybrać zła i
        wybór przestałby istnieć.

        Wybór zła powodowałby podobny mechanizm, lecz w drugą stronę. Staczanie się w
        kierunku zła permanentnego.

        Coś mi się nie podoba w tym rozumowaniu. Otóż według tej zasady - jeżeli z
        powodu naszej niewiedzy o prawdziwej naturze zła wybieramy zło lub dobro
        jednakowo często, to wychodzimy na zero. Nawet po nieskończenie długim czasie
        nasz bilans wyborów będzie pół na pół. Nasz w sensie ludzkości średnio. Będą
        takie jednostki, które przypadkowo wybiorą wciąż dobro i dojdą do stanu
        niemożliwości wyboru zła. Będą też jednostki, które przypadkowo wybiorą wciąż
        zło i takie dojdą do stanu niemożliwości wyboru dobra. Jednak będą to zaledwie
        ogony krzywej Gaussa.

        Ale! Jeżeli natomiast wiemy skądś (z natury? z nieba? od Kościoła, który nam tę
        regułę objawia?), że bardziej "opłaca się" wybierać dobro, bo po tym każdy
        następny wybór dobra jest łatwiejszy, to cóż łatwiejszego niż dostosować się do
        tej zasady i dojść do stanu niemożności wyboru zła?

        Te rozważania statystyczne są oczywiście śmieszne (można by nawet poczynić
        odpowiednie obliczenia lub symulacje komputerowe, do jakiego stanu doskonałości
        dojdzie ludzkość przy mniej lub bardziej preferencyjnym wyborze dobra). Ale w
        czym rzecz: Mam wrażenie, że jeżeli wybór dobra ułatwia wybieranie dobra, to
        taka idea oznacza, że w rzeczywistości wszelkie sytuacje wyboru są fałszywe.
        Jesteśmy w stanie wybierać zło tylko dlatego, że pozornie wydaje się nam warte
        wyboru. Po naszym dojściu do stanu doskonałości żaden wybór nie będzie istniał,
        ponieważ zobaczymy, że w rzeczywistości zło jest absolutnie niewarte wyboru. A
        więc w niebie wolność nie istnieje.
        • silver.dragon Czym jest wolność? 17.04.05, 13:35
          Przedstawiony wywód w bardzo ścisły sposób próbuje opisać relacje między
          wolnością a dobrem i złem. Ja również jestem umysłem ścisłym :) więc takie
          podejście do sprawy jest mi bliskie. Problem w tym, że zawsze czuję pewien
          dyskomfort. Obawiam się, iż ekstrahując z rzeczywistości prosty model nie
          opisuję już tej rzeczywistości.
          Wracając jednak do wypowiedzi Anuszki...
          Wolność w nauczaniu KK i opisywana we wcześniejszych wypowiedziach oznacza
          możliwość wyboru dobra lub zła bez konsekwencji. Tak, wiem, że to nie zgadza się
          z tym co słyszymy o piekle i niebie! Ale czy jest wolnością powiedzenie dziecku,
          że może robić co chce ale za złe zachowanie dostanie w tyłek? Powtażam więc -
          jeśli mówiemy o wolności to oznacza to wybór dobra lub zła bez poniesienia
          konsekwencji!
          Z drugej strony mamy dwi ścieżki: prostą i przyjemną ścieżkę własnego egoizmu i
          hołdowania własnym przyjemnościom oraz trudną ścieżkę miłowania bliźnich i
          oddania im samego siebie.
          Pójście prostą ścieżką, wybranie egoizmu jest złem, za które nie dostajemy
          klapsa w tyłek. Dlatego, wobec braku negatywnych konsekwencji utwierdzamy się w
          drodze ku złu i popadamy w niewolę gdyż zmiana kierunku zaczyna przerastać nasze
          siły (najprostszym tego przykładem są nałogi).
          Pójście ścieżką trudną wymaga wysiłku. Musimy ciągle przezwyciężać swoją słabość
          i miłość własną. W każdej chwili możemy zwątpić i wybrać łatwiejszą drogę. I my
          to ciągle robimy bo pokusa jest olbrzymia. Jednak wytrwałość w dążeniu do dobra
          dodaje nam siły i pozwala przezwyciężyć chwilowe słabości.

          W odróżnieniu od opisu Anuszki ja tak rozumiem wolność i jej relację do dobra i
          zła. Czy to jest właściwe rozumienie? Zawsze jestem otwarty na dyskusję :).

          Pozdrawiam serdecznie,

          Radek
      • nalewood Re: Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 23:17
        "Aha: nie mam tu na myśli tzw. "sprawiedliwości społecznej". To już było."

        Miłość bliżniego i przykazanie "nie zabijaj" też już było praktykowane długo i
        częstokroć z równie mizernym skutkiem jak wspomniana sprawiedliwość społeczna
        czy z tego wynika że z nich także powinniśmy zrezygnować?
        • y00rek Re: Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 23:24
          To ironia była (ustrój PRL oficjalnie był wszak ustrojem "sprawiedliwości
          społecznej"). Może faktycznie nie dość mocno zaakcentowana.

          pozdr.
          y.
      • fritz.fritz Specyficzne zrozumienie wolnosci i kosciola 16.04.05, 21:41
        Pan Graczyk pisze cytujac:
        "Im wiecej czlowiek czyni dobra, tym bardziej staje sie wolnym. Prawdziwa
        wolnoscia jest tylko wolnosc w sluzbie dobra i sprawiedliwosci. Wybór
        nieposluszenstwa i zla jest naduzyciem wolnosci i prowadzi do »niewoli
        grzechu «” (KKK 1732,1733)."

        I tak o to rozumie ta wypowiedz:
        " Bo jesli nazwiemy "prawdziwa wolnoscia" wybór dobra, to automatycznie wybór
        zla musimy traktowac jako "wolnosc falszywa", nie-wolnosc, niewole ("niewole
        grzechu") - a w takim razie znika mozliwosc wyboru. Innymi slowy: wolnosc nie
        polega na mozliwosci wyboru, a jedynie na wyborze dobra."

        To zrozumienie jest troszeczke nielogiczne w paru punktach, mianowicie:

        1. wybor "zla" nie oznacza "falszywej wolnosci" (to jest przeciez semantyczny
        bezsens) tylko zlego wyboru poniewaz jest sie wlasnie wolnym. W wyniku zlego
        wyboru, a zly jest taki wybor, ktory nie sluzy sprawiedliowsci i dobru, ma sie
        mniej wolnosci.

        2.Wniosek autora ze "Innymi slowy: wolnosc nie polega na mozliwosci wyboru, a
        jedynie na wyborze dobra.". Z wnioskiem tym autor ma problem: nie zgadza sie z
        nim. I slusznie. Ten wniosek jest naprawde rowniez bez sensu.

        Co do roli kosciola i nowoczesnego swiata: Na tym wlasnie polega roznica
        miedzy powiedzmy klubem politycznym a kosciolem reprezentujacym wiare. Kazdym
        kosciolem i kazda wiare. Np. SLD, ze zmienia zasadniczo swoje poglady z biegiem
        czasu, np. w ciagu ostatnich 16 lat, od 1989 roku.

        Wyobrazcie sobie, kosciol bylby rowniez tak samo nowoczesny i otwarty na swiat
        i dokladnie w ten sam sposob dopasowywalby sie do nowoczesnego swiata. Jeszcze
        raz zupelny bezsens.

        Sila kosciola polega na tym, ze sie wlasnie nie zmienia. Ze jest dokladnie taki
        sam. Ze jezeli ktos da sie zamrozic na 500 lat to po obudzeniu pojdzie do
        kosciola i zmowi dokladnie te same modlitwy. To jest elementarne dla kazdej
        wiary.

        Czekam zreszta na krytyke nienowoczesnosci judaizmu. Przeciez ta dziwna religia
        jest znacznie starsza od KK i cholera, nie ma najmniejszego zamiaru sie
        zmienic. Czyzby byla idealna?

        Jedyna doktryna kosciola, ktora naprawde jest problematyczna, to jest
        stosunek...do stosunku.

        Ah, jak yoorek napisal, sa kluby lesbijek, sa kluby kobiety nowoczesnej i nikt
        nie wpada na pomysl postawienia faceta na ich czele. Rowniez nikt nie zmusza
        lesbijek do regularnego spolkowania z panami.

        Kosciol Katolicki jest najbardziej tolerancyjna religia i dzieki tym wartosciom
        ktore przekazal spoleczenstwom Europy, powstala wlasnie obecna kultura
        europejska. Wystarczy ja porownac np. z kultura muslimska: niewierne kobiety
        zostaja po prostu ukaminiowane. Pare innych religii i cywilizacji rowniez
        dyskryminuja obcych. Jedynie Europa, no i USA ( w tym sensie to Europa) sa w
        tym sensie tolerancyjne.

        Ah, ci ktorym nie podoba sie kosciol katolicki utworzyli klub: kosciol
        protestancki.

        Proby wymuszania reformo KK sa dowodem extremalnej wrecz nietolerancji.



        • y00rek Re: Specyficzne zrozumienie wolnosci i kosciola 17.04.05, 04:19
          > Ah, jak yoorek napisal, sa kluby lesbijek,
          > sa kluby kobiety nowoczesnej i nikt
          > nie wpada na pomysl postawienia faceta na ich czele.

          Jak gdzieś to napisałem?? No proszę, proszę. A myślałem,
          że pomroczność jasna zdarza się wyłącznie w rodzinach
          prezydenckich ;)

          pozdrawiam,
          y.
      • pepperoni_prawdziwy Śmieszny redaktor RG 18.04.05, 13:51
        Publicyści byli lub obecni "Tygodnika Powszchnego" są pocieszni: zza biureczka
        w redakcji recenzują działalność człowieka, który kierował strukturą
        zrzeszającą w ścisły bądź luźny sposób blisko miliard ludzi na sześciu
        konstynentach. Siedzi sobie taki redaktor Graczyk, siedzi za biureczkiem, tu
        pochwali, tu skarci, tu zrobi zatroskaną minę. Tu podpowie następcy JP II jak
        zbawić świat. W wszystko z miną zatroskanego mędrca. Śmieszne. Pewnie mu
        smutno, że jego publicystyki nikt nie recenzuje tak uważnie, jak on recenzuje
        pontyfikat Wielkiego Papieża.
    • mbishop Znakomity i mądry tekst. Gratulacje dla Autora 15.04.05, 22:56
      Dawno nie czytałem tak wyważonego, bezstronnego i przenikliwego tekstu o
      nauczaniu Papieża. Jeszcze raz gratuluję.
      • ochmis Re: Znakomity i mądry tekst. Gratulacje dla Autor 16.04.05, 15:59
        Albo rzadko, albo malo czytasz!
        Pozatym przylaczam sie!
    • lejaga Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 00:39
      Na temat potyfikatu bedziemy sluchali wiele opinii, czytali roznych autorow,
      przez bardzo dlugi czas, do nastepnych pokolen wlacznie. Jak to zwykle bywa,
      bedzie prawie tyle opinii ilu wyrazajacych je. A Papiez byl tylko jeden. I
      teraz widac jak jeden, wybitny czlowiek, , potrfil /i tak bedzie dalej /,
      poruszyc umysly i dusze ludzi. I w tym jest Jego WIELKOSC, obojetnie jak beda
      wypadac te oceny.
    • wojna_o_kase nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojtyly ? 16.04.05, 00:43
      nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojtyly ?

      - to byloby zle dla kosciola. Wojtyla oslabial reformy II soboru Watykanskiego,
      mianowal samych twardoglowych kardynalow i pozwalal tysiacom ludzi umierac na
      AIDS bo nie tolerowal prezerwatyw. Za jakies 200 lat medrcy kosciola przeczytaja
      Darwina i powiedza: 'ooops!, sorry, od dzis mozna z gumkami...'. Do tego czasu
      tysiace ludzi umra niepotrzebnie.

      Kosciol zrozumial ze Galileusz mial racje po... 400 latach. Yntelektualysci.
      • szemor Re: nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojt 16.04.05, 08:44
        Wiesz, jaki wybór będzie dobry dla Koscioła i co będzie za 200 lat, a także
        umiesz ocenić 150 kardynałów mianowanych przez Jana Pawla II. Wartosc tej
        wiedzy jest taka sama, jak sugestia, ze tysiące ludzi umiera na AIDS z powodu
        stanowiska Kosciola w kwestii prezerwatyw.
      • johnybravo6 Re: nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojt 16.04.05, 19:41
        Mysle ze troche jest w tym przesady ze JPII przyczynil sie do wzrostu umieralnosci na AIDS wsrod poludniowoafrykanskich dzieci zakazujac stosowania prezerwatyw. PO pierwsze na wszystkich prezerwatywach jest napisane ze nie stanowia skutecznej ( w sensie 100%) ochrony przed zakazeniem wirusem HIV oraz tzw chorbami przenoszonymi droga plciowa. Jedynie zmniejszaja ryzyko takiego zakarzenia. Wiec skladanie na plecy JPII odpowiedzialnosci za ozwoj epidemii AIDS w krajach trzeciego swiata jest zarzutem bezpodstawnym i nieodpowiedzialna populistyka.
        PO drugie brak kontroli urodzen w krajach trzeciego swiata nie wynika z wiary ale raczej z braku edukacji ku temu potzrebnej oraz dostepnosci srodkow regulujacych ilosc poczetych dzieci.
        PO trzecie prezerwatywy nie maja az tak wielkiego wplywu na zakazenie wirusem hIV jak naprzyklad mialaby dostepnosc srodkow medycznych zmniejszajacych replikacje wirusa w okresie okoloporodowym . Otorz wirys z matki na dziecko przenoszony jest naczsciej w ostatniej fazie ciazy i w czasie porodu. Bez zastosowania lekatst typu Zydowudyna ryzyko zakarzenia noworodka waha sie w granicach 26-30 procent podczas gdy stosowanie zydowydyny w okresie okoloporodowym zmniejsza to ryzyko do 8% czyli trzykrotnie. Wiec moze zarzut powinien raczej dotyczyc krajow bogatych ktore nie finansuja leczenia zakarzonych matek w okresie okoloporodowym .
        I jeszcze jedno . NAjkczestrza przyczyna tzw. nabytych niedoborow odpornosci na swiecie ( do tego typu chorob zalicza sie AIDS (Aquired immunodeficiency syndrom-tlum. zespol nabytego niedoboru odpornosci ) jest niedozywienie wsrod dzieci wystepujace zwlaszcza w krajach tzw. Trzeciego Swiata. W porownaniu z niedorzywieniem ktore tam wsrod dzieci panuje klopoty z AIDS nie sa az tak wielke choc zdecydowanie lepiej brzmia w mediach zwlaszczaze zarzut o niedorzywienie uderza we wszystkie panistwa tworzace ONZ. Stan dzieci w tych krajach zdecydowanie by sie poprawil gdyby ich codzienna porcja ryzu byla zdecydownie wieksza i bardzei bogata niz dotychczas.
        Coz byc moze KOscol katolicki wykazuje sie pewna niekonsekwencja w dopuszczaniu naturalnej i nieskutecznej antykoncepcji a negowaniu sztucznej ale skutecznej , niemniej obwinnianie JPII za epidemie AIDS w Afryce to sztrzal badzo niecelny.
        POzdrawiam
    • margo47 Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 01:09
      Te pseudorefleksje pana Graczyka warto skonfrontować z jakimś rzetelnym
      opracowaniem myśli papieża. Personalizm to poważny nurt filozofii, jak widać,
      dla pana Graczyka zupelnie nie-do-ogarnięcia. Stąd kuriozalne "sprzeczności",
      jakich ten byle gazeciany pseudointeligent się niby to dopatrzyl.

      Jeśli chodzi o blokowanie depaty publicznej to polecam panu G. inne tematy (już
      nie zastępcze), np. "Rola GW w blokowaniu debaty publicznej dotyczącej
      obecności polskich wojsk w Iraku" albo "Dlaczego GW marginalizowala stanowisko
      papieża, jeśli chodzi o tęże agresję na suwerenne państwo" albo "Dlaczego w GW
      przestano drukować poważne artykuly na temat aborcji, gdy tylko SLD zawarlo
      uklad z kościolem: czerwoni nie ruszają aborcji, czarni popierają wejście do
      Unii" (to ostatnie to tak na marginesie postulowanych przez Graczyka
      kościelnych debat na temat roli kobiet).

      Jak już uderzać się w piersi, to najpierw w swoje, potem cudze. Zasad zwyklej
      przyzwoitości matka i ojeciec nie nauczyli, czy co?

      Zainteresowanym polecam bordzo przystępne opracowanie personalizmu (również
      nurtu "papieskiego"). Przypominam, że papież wykladal etykę personalistyczną
      przez kilkanaście lat swojej profesury na KULu (uogólniam, by wydobyć
      ignorancję Graczyka, której nie uratowal nawet cytat z Koakowskiego).

      www.osoba.pl/personalizm.html
      • switka Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 09:08
        No i właśnie to jest najbardziej rozdrażniające - obrońcy doktryny Papieża, którzy swą polemikę pozbawiają argumentów, a wkładają w nią tyle jadu i obelg!!! Czuję, że to oni osłabiają siłę Jego nauki, tak ja Radio Maryja hańbi polski katolicyzm.

        Graczyk napisał - moim zdaniem - tekst, który parę kwestii filozoficznych i historiozoficznych w nauce Jana Pawła wyjaśnia, a właściwie uwypukla. Mnie też się od dawna coś nie zgadzało, ale nie wiedziałam co - nie czytałam encyklik (postanowiłam poprawę), papieską doktrynę pośrednio. To że wszyscy kochamy Papieża, nie może pozbawić nas zmysłu krytycznego, ostatecznie wkrótce wybiorą nowego Papieża i warto będzie znać słabsze miejsca w nauce Kościoła, żeby umieć kolejnego Piotra ocenić jak należy.

        Ja osobiście bardzo dziękuję p. Graczykowi za ten artykuł. Agresywna krytyka Jana Pawła (nawet jeśli merytorycznie uzasadnina) poprostu boli i obraża naszą miłość i przywiązanie do Osoby. Natomiast kolejne laurki nie wnoszą niczego nowego, zaczyna się robić monotonnie. Na taki artykuł czekałam od dawna. Katarzyna.
        • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 15:01
          Pani Katarzyno, pani mnie po prostu oslabia. Wybaczy pani, ale zanim się
          ustosunkuję, podam parę faktów: jestem niewierząca, ale czytająca i to
          samodzielnie. Mnie niczyje pośrednictwo w przyswajaniu sobie książek (w tym
          encyklik) nie jest potrzebne. Stąd może obca jest mi postawa, która panią
          charakteryzuje: nie wiem o co chodzi, ale dobrze, że krytykują (CHOĆBY BEZ
          SENSU), bo już się zaczynalo robić nudno. A Ci, którym się to nie podoba,
          znaczy się, mają problemy z przedlużoną żalobą.

          Otóż ja nie mam. Oczywiście papież jest dla mnie ważny, bo dzięki niemu żyję w
          wolnym kraju. Tylko co ma piernik do wiatraka... Nie skrytykowalam AKTU krytyki
          papieża, tylko jakość tej krytyki. Recepcja myśli papieża nie powinna się, moim
          zdaniem, zaczynać od byle czago.

          Wybaczy pani, ale o personaliźmie nie ma w tym artykule nic. Na pytanie:
          dlaczego wolność realizuje się tylko poprzez wybór dobra, otrzymujemy
          kryptomarksistowski "dialektyczny" belkot.
          Przedstwione są za to "sprzeczności", jakie wywoluje to pytanie w glowach
          hedonistów z bogatego świata kapitalistycznego.
          Sorry koleżanko, ale projekcja wlasnych ulomności intelektualnych na trudny
          system filozoficzny jest po prostu śmieszna. (Bodajże Pieronek opowiadal
          dowcip, krążący po KULu, że księża, którzy trafią po śmierci do czyśćca, będą
          musieli za karę czytać książki Wojtyly)

          Jako pierwszy wolalabym przeczytać wyczerpujący artykul przedstawiający
          stosunek Wojtyly do indywidualizmu zachodzniego, a dopiero POTEM polemikę,
          nawet niech to będzie jakiś "Nie=wiadomo-kto" Graczyk. Zgadza się pani ze mną w
          tym punkcie? Czy jednak zadowala panią pseudo-polemika z kwestiami, którym
          sobie pani jeszcze nie przyswoila? (To nie jest zarzut - sama jestem na
          początku drogi). Cóż, czerpanie wiedzy z krytyki kogoś, kto sam nie wie, o czym
          pisze, jest dla mnie jednak kuriozalne...

          Apeluję więc do redaktorów, by wykorzystali chwyt, którego tak nadużywali
          podczas inwazji na Irak, kiedy niemal w każdym numerze gazety byly przedruki z
          konserwatywnej prasy probuszowskiej :-PPP Teraz warto by zrobić podobnie -
          udostępnić lamy ludziom, którzy przestudiowali myśl papieża, czyli zapewne tzw.
          otwartym katolikom.

          Następnie redaktorzy mogą już zrezygnować ze swoich zwyczajowych praktyk, czyli
          odrzucania artykuów polemicznych, jak to bylo podczas agresji na Irak, kiedy
          odmówiono wydrukowania wywiadu z KURONIM!).
          WTEDY krytyki niech będzie jak najwięcej, z prawa, z lewa, z góry i z dolu...

          • silver.dragon Re: Graczyk pomyśl wpierw 17.04.05, 14:21
            Muszę przyznać, że ja też miałem niesmak z powodu agresywnego tonu Twoich
            wypowiedzi, Margo (przepraszam, że nie tytułuję "Pani" ale pasuje mi to do
            dyskusji forumowych).

            Doceniam natomiast Twoją wiedzę i podziwiam zdolność do samodzielnego
            zagłębiania się w literaturę traktującą o filozofii. I chociaż ton mi nie
            odpowiadał to jestem też bardzo wdzięczny za krytykę akrtykułu bo powala ona
            znaleźć szerszy kontekst zawartych w nim tez. Nawet jeśli jestem osobą, która
            sobie "jeszcze tych kwestii nie przyswoiła".

            Pozdrawiam,

            Radek
            • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 17.04.05, 23:03
              Za komplementy - dziękuję, a jeśli chodzi o ton, to się bardzo poprawil, skoro
              nie kasują już moich postów ;-DDD
        • wicek.wacek Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 15:14
          Artykul Graczyka nie jest agreywny. Jest taki, no "za a nawet przeciw". Jesli go
          uwaznie przeczytac, to po kilku zdawkowych pochwalach kwestionuje wlasciwie
          wszystkie fundamenty nauczania papieskiego. Nie jest to zreszta nowoscia u tego
          autora, przed 10 laty rozbijacza "Tygodnika Powszechnego".
          Graczyk polemizuje z papieskim rozumieniem wolnosci i prawdy, w imie
          liberalizmu, jaki wyznaje. Wolnosc, to dla niego "wolnosc od...", a prawdy
          bezwzglednej nie ma. Ale jakiz by to byl najwyzszy autorytet Kosciola, ktory by
          kwestionowal istnienie prawdy obiektywnej, czy tez propagowal "wolnosc od..".
          Papiez daje nauki katolikom, a inni, jesli chca, niech te nauke przyjma.
          Imputujac naukom papieskim to, ze wioda one do sprzyjania opresywnym rezimom czy
          do kwestionowanaia demokracji, Graczyk jest po prostu nieuczciwy.
          Dodam jeszcze dwie istotne rzeczy: wbrew temu, co Graczyk twierdzi, Papiez, ani
          Kosciol nie sa przeciw "wolnosci od...", ani tez nie zmuszaja niewierzacych do
          uznania wiary katolickiej. Domagaja sie natomiast dzialania zgodnego z
          sumieniem. Nie dziwi to wcale u Autora soborowej deklaracji "O wolnosci religijnej".
          Przypomne slowa Papieza i Kosciola odnosnie wolnosci i prawdy. Odnosnie wolnosci
          tak Papiez wypowiedzial sie na Bloniach Krakowskich w 1979 r.:
          "Czy mozna powiedziec Bogu: nie!, Chrystusowi: nie! Oczywiscie, mozna. CZLOWIEK
          JEST WOLNY! Ale, czy wolno? I w imie czego wolno?!".
          Co do prawdy, przytocze fragment wielkopiatkowej modlitwy za niewierzacych:
          "Modlmy sie za tych, ktorzy nie uznaja Boga, aby w szczerosci serca postepowali
          za tym, co sluszne..."
          • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 17:41
            Dokladnie tak odbieram ten artykul, jak to opisaleś :-)

            Krytyczna recepcja nauki papieskiej jest jak najbardziej wskazana. Najpierw
            jednak należy przedstawić myśl papieża od środka, w jej wlasnej logice.
            (Zwlaszcza w gazecie, która tak się pyszczy na temat faktu, że Polacy nie znają
            książek ani encyklik Wojtyly.)
            Dopiero potem przystąpić do polemiki, nazywając przy tym po imieniu ideologię,
            która przyświeca dziennikarzowi. Wtedy jest przynajmniej jasność stanowisk.

            Wkurza mnie też utożsamianie przez Graczyka nowoczesności z liberalizmem -
            pojawienie się technicznych nowinek automatycznie implikuje wedlug niego
            korzystanie z nich: stosuję hormonalne środki antykoncepcyje - bo są; spuszczę
            bombę atomową - bo mam ją akurat na skladzie.... AIDS w Afryce nie powstrzymają
            spekulancko drogie lekarstwa zachodnich koncernów, tylko papieski prikaz
            stosowania prezerwatyw, produkowanych w Chinach przez zachodnie firmy....itd

            Ciekawe ile poczekamy na "polemikę" Węglarczyka, który skrytykuje papieża za
            to, że ten nie poparl wojny w Iraku. Zapewne dowiemy się z niej, że papież
            wspieral reżimy opresywne, (od których za to wyzwala Busz, Kwas i Michnik ;-
            PPPPP), bo nienawidzil demokracji i wolności.....
          • jastrzab27 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 21:49
            Ja studiowałem papieskie encykliki i myślę, że graczyk ma rację. Wicek Wacek
            myślę, wolność to jednak ciągl;e możliwość wyboru i na tym się powinno
            poprzestać. Graczyk to bardzo przejrzyście wyjaśnia. Definicja katechizmowa
            może natomiast prowadzić do groźnych konsekwencji. Skoro moja wolność wzrasta
            wraz ze zmniejszaniem się okazji do grzechu, to czyż nie lepiej zbudować dla
            mnie takie instytucje (prawo), które owe okazje do grzechu będą maksymalnie
            ograniczać? To dlatego Leszek Kołakowski, komentując papieską definicję,
            napisał, że owa "Augustyńska doktryna w tym punkcie jest dobrym uzasadnieniem
            reżimu opresywnego" ("Puls", nr 62). Nic dodać nic ująć. Nie zgadzam się że
            Papież daje nauki tylko katolikom to bardzo zawężająca rola tego pontyfikatu. Z
            jego nauk czerpał cały świat /mam nadzieję/. Jeżeli zaś chodzi o odniesienie do
            prawdy i demokracji to tutaj również słuszność ma Graczyk. Jeżeli przyjmiemy,
            że istnieje prawda obiektywna, a lepiej absolutna. I tę Prawdę
            Absolutną /zgodnie z tym co powiedział o Sobie Chrystus/ nazwiemy Bogiem to
            zgodzisz się, że na tej ziemi nikt /nawet Kościół/ nie posiada tej Prawdy, bo
            nie można posiadać Chrystusa. Jeden może być jej bliżej, inny dalej, ale nie
            można jej zadekretować, jak tego bardzo często domagają się niektórzy ludzie
            Kościoła lub powołujący się na Jego autorytet. Prawda jak mówi Sobór Watykański
            II obroni się siłą samej prawdy. Myślę, że Graczyk nie chce aby Kościół
            negował istnienie prawdy obiektywnej /wolałbym mówić Prawdy Absolutnej/ on
            tylko przypomina, że wszyscy tej prawdy poszukują /przynajmniej powinni
            poszukiwać/ i za nią dążą, ale jej nie posiadają. I tu zgadzam się z tym co
            napisałeś :Modlmy sie za tych, ktorzy nie uznaja Boga, aby w szczerosci serca
            postepowali
            > za tym, co sluszne..."

            > "Czy mozna powiedziec Bogu: nie!, Chrystusowi: nie! Oczywiscie, mozna.
            CZLOWIEK
            > JEST WOLNY! Ale, czy wolno? I w imie czego wolno?!". No właśnie w imię czego
            wolno? Myślę, że wolno właśnie w imię wolności. Bo Bóg nigdy nie zniewala i
            tego nie może robić także Kościół i Papież.
            To czego się domaga Margo stoi przed nią otworem. Kto zabrania zająć się
            personalizmem głębiej i przedstawiać go na szerszym forum. Zarzuty, że nie
            zrobił tego Graczyk w swoim krótkim artykule są pozbawione podstaw. Nie takie
            było zadanie tego artykułu.
            • jastrzab27 Jeszcze małe dopowiedzenie 16.04.05, 22:50
              Odnośnie tytułu to rzeczywiście zgadzam się, że jest dobrany nieszczęśliwie.
              To "jaki był ten pontyfikat" nie da sie zamknąć w klamrze wolności, prawdy i
              demokracji. i tu się zgadzam z Margo. O ile dobrze odczytałem jej intencje.
              Acha jeszcze pytanie. Gdzie Dostojewski umieścił to swoje stwierdzenie: "gdybym
              miał wybierać pomiędzy prawdą a Chrystusem, to wybrałbym Chrystusa"? To jest
              bardzo dyskusyjne stwierdzenie. Myślę, że Dostojewski wiedział, że nie da się
              oddzielić Chrystusa od prawdy. Ale jestem ciekawy gdzie on to zamieścił.
              • margo47 Re: Jeszcze małe dopowiedzenie 16.04.05, 23:07
                W "Idiocie" albo w jakichś swoich wypowiedziach dotyczących tej powieści.
                Postaram się sprawdzić, ale teraz idę oglądać "Lśnienie". Pzdr.
              • margo47 Re: Jeszcze małe dopowiedzenie 17.04.05, 01:07
                Wracając do Dostojewskiego: to stwierdzenie o Jezusie i Prawdzie jest kluczem
                do rozumienia jego twórczości. Dyskutować zawsze można, byle nie na zasadzie,
                że "pana stwierdzenie jest dyskusyjne, dlatego panu już dziękujemy".

                To raczej refleksja, nad którą trzeba się pochylić, czyjś wybór moralny, a nie
                teza do udowodnienia. Worto by też to stwierdzenie skonfrontować z myślą
                papieża, z tym że należy pamiętać, że Dostojewski "nienawidzil" katolicyzmu,
                Zachodu i Polaków.

                Jeśli chodzi o tytul artykulu to myślę, że gdzieś się spotykamy. Tyle że tam
                gdzie ty widzisz bląd w sztuce albo nieszczęśliwy wypadek, ja dostrzegam celowe
                dzialanie.
            • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 23:04
              Jeśli faktycznie stydiowaleś encyklikal, to może się popiszesz wlasnymi
              przemyśleniami. Cytat z Graczyka i zapewnienie, że ma on rację, to czyste
              klakierstwo.

              Poza tym cytowanie Kolakowskiego jest idiotyzmem. Papież nie chcial żadnych
              instytucji opartych na jakiejś doktrynie prawdy. A to że Kolakowski wyjeżdża z
              takimi możliwymi konsekwencjami to tylko przyzwyczajenia starego komucha, dla
              którego bolszewickie metody budowania systemów to chleb powszedni. Tym którym
              wydaje się, że Kolakowski to czolowy antykomunista przypominam, że dlugie lata
              byl on doktrynerem marksizmu. Co prawda zająl się w pewnym momencie jego
              krytyką, ale jak widać pewne nawyki mu jednak zostaly.

              Reszte twoich wywodów na temat Prawdy zmilczę, bo są tandetne i sklaniają mnie
              do opini, że twoje lektura encyklik byla mocno powierzchowna, żeby nie
              powiedzieć bezmyślna. Sorry, ale przeczytaj za jakiś czas to co napisaleś, a
              myślę, że się ze mną wtedy zgodzisz.

              Poza tym wydaje mi się, że uzasadnilam to, dlaczego przed polemiką powinno iść
              przedstawienie poglądów autora. Mianowicie dlatego, że taka pani Kasia będzie
              nauki papieża oglądać przez pryzmat tego, co nawypisywal Graczyk. Będzie taką
              ofiarą manipulacji, aż szkoda, że na wlasną prośbę.

              Oczywiście rozumiem, jakie cele wyznaczyl sobie Graczyk i fakt, że je sobie
              realizuje. Ja krytykowalam przede wszystkim politykę redakcji i to, że
              swiadomie dopuszcza ona do nadużycia. Że radośnie dąży do zalożenia czytelnikom
              liberalnych okularów.

              A rola mediów w przybliżaniu myśli papieża będzie niestety decydująca. Zobacz
              po sobie: czytaleś niby encykliki, a nie umiesz wyartykulować wlasnych sądów,
              powtarzasz slowo w slowo to, co przeczytaleś w gazecie. Jutro wydrukują co
              innego i też będzie paplal: tak, tak, tak albo i ja też, i ja też...
              • jastrzab27 Re: Graczyk pomyśl wpierw 17.04.05, 08:41
                Wiesz muszę powiedzieć, że Twoje uwagi są obraźliwe. Żeby zreferować poglądy
                Papieża trzeba by wydać niejedną książkę. Natomiast artykuły polemiczne mają to
                do siebie, że zakładają już jakąś wiedzę u czytelnika. Jakaś tam p. Kasia
                myślę, że nawet gdyby przeczytała jakieś obszerne przedstawienie poglądów
                Papieża to i tak niewiele by z tego wyniosła. Poza tym popatrz na swoje posty,
                poza tym, że obrażasz innych nie przedstawiłaś żadnych swoich argumentów, tylko
                uparcie trzymasz się tezy, że Graczyk manipuluje Papieżem. Bez żadnych dowodów.
                No może z wyjątkiem wydumanej tezy, że nie omówił obszernie całej nauki
                Papieża. Ale o tym już pisałem, że zakładał już jakąś wiedzę u czytelnika.
                Jeżeli czujesz głód tej wiedzy to nie czekaj, aż Graczyk, czy inny redaktor
                przedstawi ci gotową papkę, tylko sama bierz się za studiowanie dokumentów i
                przemówień papieskich. Nie powtarzam bezmyślnie za Graczykiem, tylko
                przytoczyłem fragment, który, wg mnie, dobrze objaśnia rozumienie wolności. Ja
                się z tym zdaniem zgadzam i dlatego je przytoczyłem. Bóg nie rozumie wolności w
                sensie ciągłego wyboru dobra. On sam zdawał sobie już w Raju sprawę, że
                człowiek może Go odrzucić. On poszukuje człowieka i ciągle wskazuje drogę do
                szczęścia, ale chce, by człowiek sam się przekonał o słuszności tej drogi.
                Zgadzam się że wolność ludzka nie jest absolutna, że sam na własne życzenie
                popada w niewolę "nie czynie dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie
                chcę". Tylko, że należy pamiętać, że granicą wolności jest drugi człowiek. Tam
                gdzie zaczyna się łamanie wolności drugiego tam zaczyna się niewola. Dlatego
                nikt nie może w imię mojej wolności nakładać mi wędzideł. Owszem, jeżeli mój
                wolny wybór naruszy czyjąś wolność i nietykalność, naruszy czyjeś prawa, to
                muszę za to ponieść konsekwencje. Ale każdy ma prawo do błędu i każdy ma prawo
                wybierać również zło. tego prawa nie odebrał nawet Bóg, kóry najbardziej chce
                szczęścia człowieka. Dlatego jeżeli papieskie rozumienie wolności będziemy
                rozumieć jako propozycję to pełna zgoda na nią.
                Nie chcę Cię obrażać, bo nie o to chodzi, ale nie można zgrywać mędrka, który
                pozjadał wszystkie rozumy i nie przedstawiac, żadnych konkretnych argumentów.
                Tylko uparcie twierdzić, że Graczyk jest be, Gazeta jest be, bo manipuluje
                Papieżem, bo jest liberalna /jakby to było coś wyjątkowo złego/ i nie
                przedstawia całości jego poglądów. A poza tym uderzę się w piersi i
                rzeczywiście jeszcze raz przeczytam nie tylko papieskie dokumenty, ale i
                dokumenty soborowe. Bo ostatnio to zaniedbałem i wybierałe to co się przyda w
                kazaniu. Ale ok przeczytam jeszcze raz i ciebie też zachęcam.
                • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 02:10
                  Cóż, może faktycznie nadaję w wyższym rejestrze, niż powinnam (zwykle jest
                  bowiem tak, że siadam do komputra wtedy, gdy coś mnie wyjątkowo zirytuje). W
                  każdym bądź razie nie chciałam urazić ciebie jako osoby, a co najwyżej ciebie
                  jako autora konkretnego postu. Każdy z nas, forumowiczów, musi się liczyć z
                  odrzuceniem naszych wynurzeń i nie ma co robić z siebie obrażonej
                  primabaleriny, proszę pana.

                  Graczyk publikuje niezłe rzeczy, dotyczące Episkopatu, np. głośno komentowany
                  wywiad z Pieronkiem. Tu go doceniam. Gdy jednak zaczyna "grzeszyć pychą" i
                  niewiadomo z jakich „wyżyn intelektualnych” krytykować życiowy dorobek
                  papieża, to patrzę mu uważnie na ręce. A te nieskazitelnie czyste, okazuje
                  się, nie są – stąd mój sarkazm.

                  Wiem skądinąd jak się obrabia teksty w redakcjach i może być tak, że niektóre
                  skróty zwulgaryzowały "subtelność" jego wywodu, o ile go w ogóle "nie
                  podkręciły" do granic wypaczenia. Jeśli tak to niech sobie Romek załatwi tę
                  sprawę w redakcji, bo ja nie zamierzam go przepraszać.

                  Jako czytelniczka przyznaję sobie bowiem prawo do wymagań. Jeśli dostrzegam
                  nieścisłości, nadużycia czy nierzetelność, zgłaszam reklamacje. Główne prawo
                  kapitalizmu: "płacę, więc wymagam", no chyba że się mylę ;-)

                  "Jakaś tam pani Kasia" - to pani Katarzyna z któregoś z powyższych postów.
                  Postanowiła otoczyć mnie troską chrześcijańską, co jest piękne, choć zbędne.

                  Jeśli natomiast chodzi o kompetencję czytelników, to może takową zakładać prasa
                  SPECJALISTYCZNA, ale nie ta masowa.

                  Jeśli tzw. dziennik opinii nie informuje o zapatrywaniach ideologicznych
                  publicysty, to oznacza to, że wyraża on stanowisko redakcji. A jak wieść gminna
                  niesie, Wyborcza mieni się liberalną jedynie w działach gospodarczych.

                  Co do reszty jej zawartości to, prócz jawnych sympatii do PeDecji, utrzymuje
                  ona (iluzję), że jest obiektywna do ostatniej kropli tuszu.
                  A skoro tekst Graczyka neutralny światopoglądowo nie jest, to chyba należy
                  przyjąć, że pewna manipulacja czytelnikiem zachodzi, prawdaż czy nieprawdaż?

                  Nigdzie nie napisałam z kolei, że Graczyk manipuluje Papieżem. Mefisto z niego
                  doprawdy żaden ;-)

                  Nie będę też wchodzić w polemiki "teologiczne", a więc "zgrywać" mędrka, co mi
                  imputujesz. Właśnie dlatego, że mam w sobie (wbrew pozorom) duże pokłady
                  pokory, przynajmniej wobec papieża. Jak mi się wyklaruje coś sensownego,
                  wartego podzielenia się z innymi, to wejdę na jakieś forum i sobie ulżę
                  psychicznie.

                  No chyba że będziesz bardzo nalegał, to się wezmę i wysilę teraz ;-DDDDD
            • silver.dragon Spójrzcie na to nadużycie: 17.04.05, 14:43
              "Skoro moja wolność wzrasta wraz ze zmniejszaniem się okazji do grzechu..."
              W którym miejscu powyższe stwierdzenie wynika ze słów Katechizmu "Im więcej
              człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym"? Brak okazji do grzechu nie
              ma nic wspólnego z czynieniem dobra!

              Żałuję, że moja wnikliwość czytania artykułów nie jest taka żeby zauważyć takie
              nadużycie od razu, po pierwszym spojrzeniu na te słowa. I dziękuję tym bardziej
              forumowcom za tę świetną dyskusję, która pozwala trochę dokładniej
              przeanalizować artykuł.

              Według mnie taki przeskok z cytatu KKK do tezy pana Graczyka dyskwalifikuje tę
              część artykułu traktującą o Wolności (Muszę znaleźć cytowany fragment
              Kołakowskiego). Wracam do analizy pozostałych fragmentów :)

              Pozdrawiam,

              Radek


              • jastrzab27 Też mi nadużycie 17.04.05, 16:06
                Kolejny mędrek się znalazł. Nadużyciem jest to co ty zrobiłeś cytując tylko
                wygodny dla ciebie fragment katechimowej definicji. Cała , przytoczona przez
                Graczyka definicja, brzmi: "„Wolność, dopóki nie utwierdzi się w pełni w swoim
                najwyższym dobru, jakim jest Bóg, zakłada możliwość wyboru między dobrem a
                złem, a więc albo wzrastania w doskonałości, albo upadania i grzeszenia.
                Charakteryzuje ona czyny właściwe człowiekowi. Staje się źródłem pochwały lub
                nagany, zasługi lub winy. Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje
                się wolnym. Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w służbie dobra i
                sprawiedliwości. Wybór nieposłuszeństwa i zła jest nadużyciem wolności i
                prowadzi do »niewoli grzechu «” (KKK 1732,1733). Właśnie to stwierdzenie: Wybór
                nieposłuszeństwa i zła jest nadużyciem wolności i prowadzi do »niewoli
                grzechu « implikuje to stwierdzenie Graczyka :"Skoro moja wolność wzrasta wraz
                ze zmniejszaniem się okazji do grzechu..." Jeżeli człowiek mając okazję czynić
                dobro nie czyni go, to tym samym choćby nie czynił jawnego zła też popełnia
                grzech zaniedbania dobra, dlatego też brak okazji do grzechu ma bardzo dużo
                wspólnego z czynieniem lub nie czynieniem dobra. Graczyk więc mógł użyć
                stwierdzenia: :"Skoro moja wolność wzrasta wraz ze zmniejszaniem się okazji do
                grzechu..." Nie widzę tutaj w tym stwierdzeniu niczego niestosownego.
                • silver.dragon Re: Też mi nadużycie 17.04.05, 20:28
                  Biję się w piersi, że i ja zastosowałem zbyt duży skrót. Muszę się z Tobą
                  zgodzić, że końcówka tego cytatu pozwala wysnuć taką implikację jaka znalazła
                  się w artykule. Jednak całość cytatu na to w żadnym razie nie pozwala.

                  Jak sam trafnie zauważyłeś zaniedbanie dobra też jest złem. W związku z tym
                  wybór jest dwubiegunowy: wybieram zło, albo dobro (co nie znaczy oczywiście, że
                  każda podejmowana przez nas decyzja ma aspekt moralny). To też znalazło się w
                  cytacie: "Wolność [...] zakłada możliwość wyboru między dobrem a złem, a więc
                  albo wzrastania w doskonałości, albo upadania i grzeszenia"

                  W tym kontekście powiedzenie "brak okazji do grzechu" oznaczałoby czynienie
                  dobra z braku innego wyjścia co samo w sobie jest absurdalne. Żeby takie
                  określenie miało sens, "brak okazji do grzechu" trzeba więc zrozumieć jako brak
                  okazji do krzywdzenia innych czyli aktywnego czynienie zła. Jednak taki "brak
                  okazji do grzechu" jest sprzeczny z początkowym fragmentem cytatu z KKK (i z
                  Twoją uwagą o złu jako braku dobra).

                  Istotne w tej dyskusji są jeszcze dwa aspekty:
                  Po pierwsze pan Graczyk nie twierdzi, jak rozumiem, że doktryna kościoła ze
                  względu na ten fragment aprobuje "reżimy opresyjne", lecz, że mogłoby to
                  posłużyć do uzasadnienia reżimu opresyjnego. Nie bardzo w związku z tym rozumiem
                  czego autor oczekiwałby od Kościoła. Czy żeby dla wytrącenia argumentów z ręki
                  apologetów tychże rezimów przestał nauczać o zniewalającej naturze grzechu czy
                  żeby zmienił terminologię? W tym drugim przypadku schodzimy na poziom
                  semantyczny i dyskutujemy po prostu o prawdziwym znaczeniu słowa "wolnośc".

                  Po drugie pan Graczyk ostatecznie odwołuje się do doktryny Kościoła powstałej w
                  średniowieczu a nie do KKK na uzasadnienie swoich tez. Ja na taką dyskusję już
                  jestem za cienki. Św. Augustyna nie czytałem. Mogę tylko spróbować sięgnąć do
                  cytowanego Kołakowskiego.

                  Pozdrawiam,

                  Radek
                  • jastrzab27 Przepraszam, że tak długi tekst zapodaję 17.04.05, 21:31
                    ale myślę,ze wart jest on rozważenia. Jest to rozdział z książki "Tischner
                    czyta katechizm": J.T.: Otwieramy dziś, Jacku, rozdział nowego katechizmu,
                    zatytułowany „Człowiek odpowiada Bogu". Będą w tym rozdziale poruszane sprawy
                    dnia dzisiejszego bardzo żywo nas obchodzące.
                    Żeby zrozumieć abstrakcyjne katechizmowe formuły, do¬brze jest na nie spojrzeć
                    oczami innych czytelników. Nowy katechizm doczekał się już bardzo wielu
                    omówień - ale za granicą. W Polsce jest ich stosunkowo niewiele.
                    Najbardziej interesujące jest omówienie Leszka Kołakow-skiego. Kołakowski ma
                    bardzo osobisty stosunek do wiary i także do tego katechizmu, który analizuje
                    poprzez pryz¬mat historii idei.
                    |.Ż.: I jego skutków dla naszego codziennego życia.
                    |.T.: Tak, bo, jak wiemy, Leszek Kołakowski to nie tylko historyk idei, ale
                    przede wszystkim świadek czasów totalita¬ryzmu. Niedawno wyszliśmy z czasów
                    totalitaryzmu, więc Kołakowski pyta, czy w nowym katechizmie nie ma jakichś
                    (otalitarnych pokus. Gdyby one były, to ujawniłyby się przede wszystkim w
                    definicji wolności. Nic zatem dziwnego, /e interesuje go zwłaszcza katechizmowe
                    ujęcie wolności.
                    Nie chcę Cię, Jacku, przepytywać z marksizmu-leniniz-mu...
                    |.Ż.: Pewnie bym nie zdał.
                    l .T.: ... ale czy pamiętasz marksistowską definicję wolności?

                    .Ż.: Czy myślisz o definicji mówiącej, że wolność to uświadomiona konieczność?
                    J.T.: Albo inaczej: być wolnym to rozumieć konieczność Wolność to rozumienie
                    konieczności.
                    J.Ż.: Można wiązać tę tezę z marksizmem, ale przecież ma ona swoje dalej
                    sięgające historyczne korzenie - choćby w rozumieniu miejsca człowieka w
                    strukturze feudalnej, gdzie każdy miał wolność na swoją własną miarę. Zanim w
                    czasach rewolucji francuskiej wolność trafiła na sztandary, ludzie na ogół
                    przeżywali ją jako rozumną koniecz¬ność.
                    J.T.: Co to znaczy rozumieć konieczność? J.Ż.: Godzić się na nią? J.T.:
                    Pływałeś kiedy kajakiem? J.Ż.: Trochę.
                    J.T.: Pytam, bo kajakowy spływ bardzo dobrze odpowiada totalitarnej definicji
                    wolności. Płyniesz z nurtem rzeki, masz w ręku wiosło i tak ustawiasz kajak, by
                    płynąć wedle nurtu. Jesteś wolny, kiedy płyniesz z nurtem. Wedle marksistów,
                    kiedy chcesz płynąć pod prąd, jesteś pozornie wolny. Masz pozorną wolność.
                    Leszek Kołakowski pyta, czy czegoś takiego nie ma w Ka¬techizmie7. Czy nie ma
                    rozróżnienia pomiędzy wolnością pozorną a wolnością rzeczywistą. Czujesz, jakie
                    by to miało konsekwencje?
                    J.Ż.: Czuję też historyczne źródło tego niepokoju. Opisaliś¬my je w naszych
                    wcześniejszych rozmowach. To są te religijne pokusy, o których mówiliśmy, a z
                    których wielo¬krotnie w historii wynikała żądza narzucenia innym swojej wizji
                    dobra. Kołakowski pisał, że w tym modelu rozumie¬nia świata, który kiedyś
                    zrodził Świętą Inkwizycję, jest też źródło totalitaryzmów dwudziestego wieku.
                    J.T.: Można człowiekowi powiedzieć: słuchaj, dobrem jest kolektywna własność.
                    Taka jest obiektywna prawda. I teraz, w imię tego dobra, zmuszę Cię, byś
                    wstąpił do kołchozu.
                    J.Ż.: Bo wtedy będzie ci dobrze!
                    J.T.: „Dobrze" to by było pół biedy. Ale oni ci mówią, że wtedy będziesz wolny -
                    że będziesz obiektywnie wolny. Pamiętasz Na pełnym morzu Mrożka? Trzech
                    rozbitków, głód, trzeba jednego zjeść. Którego? Wybrali cherlaka. Mo¬gą go
                    zabić pod presją, mają nad nim przewagę. Ale lepiej by było, gdyby się sam
                    zgodził - dopiero gdy się zgodzi, będzie naprawdę wolny.
                    Zjedzą go, tak czy inaczej, ale kiedy zaakceptuje obiek¬tywną konieczność, to
                    się prawdziwie wyzwoli. I ten cher¬lak się godzi, bo go przekonali. Staje na
                    scenie i mówi do publiczności: „Bo gdzie jest prawdziwa wolność? Tam gdzie nie
                    ma zwykłej wolności! A gdzie jest zwykła wol¬ność? Tam gdzie nie ma prawdziwej
                    wolności".
                    Leszek Kołakowski usłyszał ten ton w nowym katechiz¬mie. Poczuł się
                    zaniepokojony, zwłaszcza jednym zdaniem...
                    J.Ż.: „Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolny". Nie chcę
                    powiedzieć, że to zdanie mogłoby się znaleźć w sztuce Sławomira Mrożka, ale
                    niepokój, który Mrozek wyrażał, może i tu mieć swoje mocne korzenie.
                    J.T.: Jest jakaś dwuznaczność: ja Ci powiem, co jest dobre, i powiem Ci, kiedy
                    jesteś wolny.
                    J.Ż.: Ta dwuznaczność pojawia się dopiero wtedy, gdy to ty mi mówisz, co jest
                    dobre, i kiedy jestem wolny.
                    J.T.: A gdybyś tak sam z siebie?
                    J.Z.: Wtedy sporu między dobrym a wolnym nie będzie.
                    J.T.: Masz tutaj dalsze zdanie: „Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w
                    służbie dobra". Dalszy powód niepokoju Leszka to termin „prawdziwa wolność".
                    Czy człowiek jest wolny po prostu?
                    Czy może być wolny prawdziwą albo fałszywą wolnością? Rozumiesz ten niepokój?
                    Katechizm może nam wmawiać, że nauczy nas tej prawdziwej wolno¬ści.
                    J.Ż.: Rozumiem, że słówko „prawdziwa" staje się tutaj partykułą niwelującą.
                    J.T.: Może się stać, bo to ja ci powiem, co jest prawdziwe, a co jest fałszywe.
                    Kwestionuje się wewnętrzne doświad¬czenie wolności na rzecz zewnętrznych
                    orzeczeń.
                    J.Ż.: W samym tym stwierdzeniu niebezpieczeństwa nie widzę. Niepokój czuję
                    dopiero, kiedy zapytamy, kto ma powiedzieć, czym jest prawdziwe dobro.
                    J.T.: Zauważ, jak Leszek Kołakowski jest wrażliwy na defi¬nicje, na słowa. Jest
                    na nie uczulony poprzez historię idei, bo całą tę sprawę umieszcza w nurcie
                    historii idei.
                    Na łamach „Tygodnika Powszechnego" odpowiada mu ojciec Giertych, który odkrył
                    nieścisłość w polskim tłuma¬czeniu z języka francuskiego. Mianowicie
                    francuskie „librę arbitre" powinno się tłumaczyć jako „wolny wybór", a nie
                    jako „wolność".
                    Mówię to tylko po to, żeby pokazać, jak ważne są w tych sprawach pewne
                    fundamentalne formuły. Przesunięcie jed¬nego słowa zmienia sens całości.
                    J.Ż.: Ale wydaje mi się, że ten niepokój, który Kołakowski wyraża, tylko
                    częściowo wynika z dziejów myśli politycznej czy z tradycji filozoficznej, a w
                    dużo większej mierze bierze się z politycznej tradycji Kościoła. Gdyby takie
                    zdanie znalazło się w książce jakiegoś filozofa, nikt by o niepokoju nie mówił.
                    Niepokój budzi się dopiero, kiedy ten zapis znajduje się w dokumencie Kościoła -
                    instytucji, która na naszym kontynencie przez setki lat sprawowała dużą część
                    władzy politycznej, a i w dzisiejszej Polsce zabiega o istotny wpływ na kształt
                    życia politycznego. Bo rodzi się obawa, że biskupi zechcą społeczeństwu
                    narzucić swoją wizję wolności tak samo, jak próbują narzucić swoje przekonania
                    w wielu innych sprawach.
                    J.T.: Widzimy, jak szalenie ważne jest rozumienie tekstu w kontekście
                    historycznym. Niby idea wolności formuje się gdzieś na poziomie abstrakcji, ale
                    potem zauważamy jak z abstrakcji spada na ziemię i wali ludzi po głowach.
                    Słuchaj, Jacku: a Ty, czy czujesz się wolny, gdy działasz wedle konieczności?
                    Wedle konieczności rozumnej. Czy wtedy wolnym się czujesz czy tylko mądrym?
                    J.Ż.: To bardzo trudne pytanie, bo ono ma głębokie korze¬nie. Jak mówisz,
                    rozumna konieczność to...
                    J.T.: Łykasz aspirynę, jak jesteś zaziębiony?
                    J.Ż.: Tak. I jak łykam aspirynę kiedy jestem zaziębiony, to czuję się wolny.
                    Natomiast kiedy przychodzi do mnie ktoś i mówi: „jesteś zaziębiony, więc łyknij
                    aspirynę", to mogę się czuć albo kochany, albo uciemiężany.
                    J.T.: To znaczy, że Twoje doświadczenie wolności albo niewolności pojawia się w
                    kontekście międzyludzkim. Nie w sporze z sobą samym, ale w kontakcie z innymi.
                    Więc jest to fenomen śródludzki. Wolność, można powiedzieć, nie jest w Tobie
                    ani we mnie, ale jest między nami.
                    I rzeczywiście: jak idziesz na przykład na spacer, widzisz rów przed sobą i nie
                    możesz iść dalej, nie czujesz się zniewolony. Ale kiedy ktoś przed tobą
                    wyskoczy i powie: „tam ci chodzić nie wolno!", poczujesz się zniewolony.
                    J.Ż.: Bo zniewolenie jest kwestią wolnego wyboru, a nie konieczności, jeżeli
                    ktoś ci narzuca świadomość konieczno¬ści, zaczynasz c
                    • jastrzab27 dokończenie 17.04.05, 21:52
                      J.Ż.: Bo zniewolenie jest kwestią wolnego wyboru, a nie konieczności, jeżeli
                      ktoś ci narzuca świadomość konieczno¬ści, zaczynasz czuć zniewolenie.
                      J.T.: Ale tu się pojawia jeszcze jedna sprawa. Bo w Katechiz¬mie jest jeszcze
                      jedno określenie wolności, związane z do¬świadczeniem łaski.
                      J.Ż.: „Im bardziej jesteśmy ulegli wobec poruszeń łaski, tym bardziej wzrasta
                      nasza wewnętrzna wolność, nasza pewność zarówno wobec trudności, jak wobec
                      nacisków i przymusu ze strony świata zewnętrznego".
                      J .T.: Niesamowite zdanie! Też mogłoby budzić niepokój, bo im bardziej jesteśmy
                      ulegli, tym bardziej jesteśmy wolni.
                      J.Ż.: Ale wobec łaski, czyli wobec bytu należącego do innej niż my kategorii.
                      J.T.: Nie chciałbym się wplątywać w złożone problemy łaski. Wolę się wplątać w
                      coś całkiem innego. Zobacz, że wolność nie pojawia się tu ani jako wolna wola,
                      ani jako wolny wybór, lecz jako wyzwalanie.
                      jest bardzo ciekawe, że w ludzkim doświadczeniu nie ma wolności czystej, jest
                      tylko wyzwalanie. Wyzwalanie spod zewnętrznej przemocy, ale także spod jakiejś
                      przemocy wewnętrznej. I stąd ta dialektyka łaski i wolności.
                      W wielkiej metaforyce wolności kojarzy się wolność ze skrzydłami, jesteś wolny
                      wtedy, kiedy masz skrzydła. A zatem jesteś wolny, kiedy nie idzie o to, czy w
                      prawo, czy w lewo, tylko o to, by w górę.
                      Co więcej: doświadczenie wolności masz wtedy, kiedy wiesz, że „możesz". Nawet
                      kiedy nie działasz i nie robisz z wolności użytku, czujesz, że jesteś wolny.
                      Można powiedzieć: wolność to sposób istnienia. Nawet gdy nic nie robisz: jesteś
                      albo nie jesteś wolny.


                      • silver.dragon Re: dokończenie 17.04.05, 23:38
                        Dzięki za arcyciekawą lekturę. Już wiem jaką książkę muszę przy najbliżej okazji
                        przeczytać.

                        Pozdrawiam,

                        Radek
                      • margo47 Re: dokończenie 18.04.05, 03:03
                        Swietnie, że chcialo ci się przytoczyć tak dlugaśny fragment - dużo wniósl do
                        dyskusji. Przy okazji przyznasz chyba, że zaznaczenie na początku, iż będzie to
                        krytyka z gruntu marsistowka, pozwala uniknąć w umyslach odbiorców chaosu...
                        pzdr.
                        • jastrzab27 Re: dokończenie 18.04.05, 07:41
                          Dzień dobry
                          Cieszę się Margo, że tekst ci się podobał. Ale mam nadzieję, że nie zatrzymałaś
                          się na początku? Przyznasz, że gdy czytasz dalej to widzisz, ze ta krytyka nie
                          jest z gruntu marksistowska. Posądzanie Tischnera o hołdowanie marksizmowi jest
                          jednak nie na miejscu. No chyba, że nie czytałaś jego książki "Polski kształt
                          dialogu". Ale nie trzeba czytać tej książki, tylko uważnie /i bez uprzedzeń/
                          przeczytać ten fragment, który zamieściłem, żeby zauważyć, że nie jest to
                          krytyka marksistowska. Miałem Ci początkowo nie odpowiadać i zostawić Twój
                          tekst ocenie innych, ale, ponieważ jestem człowiekiem dialogu, zmieniłem zdanie.
                          Pozdrowienia.
                          • margo47 Re: dokończenie 18.04.05, 14:14
                            Doczytalam do końca twojego drugiego postu, przysięgam.

                            I nie posądziam nigdzie Tischnera o kryptomarksizm. Odniosam się jedynie do
                            fragmentu, w którym przytacza on komentarz Kolakowskiego. Tischner nazywa
                            Kolakowskiego: świadkiem totalitaryzmów, historykiem idei, a potem jakby nigdy
                            nic stawia (KLUCZOWE) pytanie: Czy pamiętasz MARKSISTOWSKĄ DEFINICJĘ WOLNOŚĆI?
                            Reszta dialogu jest porównianiem tejże z wolnością katechzmową. Tak, czy nie?

                            I dla mnie jest to w porządku. Gdyż po prostu poznaję marksistowską krytykę
                            katechizmu. Chętnie przeczytam następnie równie wnikliwą liberalną,
                            muzulmańską, i wszelkie inne...

                            A na takie NADkrytyki WSZECHwiedzące jak ta Graczyka pozwolę sobie nadal
                            reagować alergicznie. Również na powolywanie się na Kolakowskiego w taki
                            NIZOBOWIĄZUJĄCY sposób jak to zrobil Graczyk, będę odpisywać jak powyżej.

                            Jak na czlowieka dialogu, masz wyjątkowo trafnego nicka. Od razu nastraja mnie
                            pokojowo ;-DDD Pozdrawiam. Margo-Golębica
                            • jastrzab27 Tischner zna marksistowskie początki Kołakowskiego 19.04.05, 15:53
                              i wie również, że jego odejście od marksizmu było szczere i całkowite. A to co
                              zostało Kołakowskiemu po marksizmie, to wrażliwość na wypaczenia tej ideologii.
                              Nie posądzj proszę Kołakowskiego o marksizm, czy kryptomarksizm. Poza tym
                              zgadzam się z jedną z Twoich rozmówczyń niejaka a kosmulską, że twoje poglądy
                              są bardziej odzwierciedleniem Twoich emocji i pozowania na jakąś wielką
                              inteligentkę, niż konkretnymi argumentami, dlatego ta dyskusja niestety staje
                              się jałowa. Pozdarwiam jednak serdecznie i życzę więcej pokory i samokrytyki
                              oraz delikatności względem innych. Do widzenia lub może lepiej do kolejnego
                              spotkania na jakimś forum.
                              • margo47 Re: Tischner zna marksistowskie początki Kołakows 21.04.05, 01:00
                                To, że moje posty są emanacją moich emocji, to wiesz z postów nie kosmulskiej,
                                tylko z... moich wlasnych, gdyż taką wlaśnie deklarację w nich WPROST zlozylam.

                                Radzę się też poważnie zastanowić nad tym kto i na kogo "pozuje". Ja jedynie
                                przeanalizowalam tekst i wytknęlam naprawdę SZKOLENE blędy. Za darmochę i
                                anonimowo.

                                Nie zdarzylo mi się natomiast użyć stwierdzeń typu: czyjeś odejście od czegoś
                                tam bylo SZCZERE i CAłKOWITE albo to co w kimś tam ZOSTAłO to i to. Aż takiego
                                mniemania o moich możliwościach dotarcia do informacji to jednak nie mam.
                                A na tę wlaśnie chorobę cierpi nie tylko twój powyższy post, ale także tekst
                                Graczyka. Może warto by się zastanowić nad problemem pozerstwa od tej strony?

                                Nie wiem też na co liczysz, deklarując chęć spotkania się na innych forach.
                                Skoro dyskusja ze mną wydaje ci się taka jalowa, to rozglądaj się raczej już za
                                nickiem kosmulaskiej ;-DDD
                                Przy okazji nie masz poczucia, że bardziej pusta niż moje posty jest... twoja
                                kurtuazja?

                                Resztę wezmę sobie do serca. Nie tylko będę się biczować od rana do wieczora,
                                ale zarzucę też na ramiona worek pokutny i udam się na Czerską do Canossy.
                                Zadowolony?

                                Co więcej: jak tylko przysposobię sobie nauki Jana Pawla, zacznę kochać
                                wszystkich, delikatnie i czule. Kosmulską oczywiście najbardziej :-DDD.
                                Pozdrawiem niemniej serdecznie.
                                • jastrzab27 Masz rację. Niepotrzebnie siliłem się na kurtuazję 21.04.05, 09:18
                                  Żegnam Panią.
      • a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 11:27
        ten obrzydliwy jad, ktory wylewa sie z opinii napisanej przez margo47 (majacej
        zreszta bardzo wysokie mniemanie o sobie) jest bardzo przykry. zero tolerancji
        prosze szanownej margo47. pan Graczyk ma te wyzszosc nad panienka, ze sie nie
        zaperza i tonem spokojnego, a nie przemadrzalego czlowieka prezentuje swoje
        poglady. i chyba spodobalo sie pannie slowo pseudo-..., bo dosc czesto pada w
        tej lawinie nieuargumentowanej krytyki. czasami warto sie chwile zastanowic nim
        sie zaatakuje, bo tak jak napisal pan Graczyk krytyka nie dostrzegajaca niczego
        dobrego jest tak samo zla jak pelna , a zarazem bezmyslna aprobata.
        zwalam postawe pani margo47 na licealny okres buntu, a to mija
        pozdrawiam
        • izul2 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 12:08
          Krzywdząca opinia dla margo drogi panie. A tak obiektywnie-czy nie ma złości w
          tym co pan napisał( zwłaszcza ostatnie zdanie). Chyba, że się mylę.
          • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 14:46
            Mam nadzieję, że się nie mylisz. Moje wpisy byly jednymi z pierwszych, chyba
            dlatego aż tak sobie pofolgowalam (szczególnie, że jestem przewrażliwiona na
            punkcie Wyboraczej za robienie przez nią PRu agresji na Irak).

            Teraz jak jest na forum dużo postów przemyślanych i na poważnie podejmujących
            temat wolności, te moje, przyznaję, robią wrażenie jakby faktycznie ociekaly
            jadem (podtrzymuję jednak opinię, że Graczyk sam się podlożyl).

            W każdym razie dzięki za wsparcie. Pozdrawiam.
          • a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 17:40
            moim zdaniem krzywdzaca jest opinia o panu Graczyku, ktora zbudowana jest na
            niewytlumaczalnej nienawisci do GW pani margo47. pana wypowiedz jest kolejnym
            dowodem na to, iz nie umiemy czytac uwaznie, bo otoz moj login a_kosmulska
            jasno daje do zrozumienia, ze nie jestem mezczyzna. pan w pierwszych slowach
            zwraca sie do mnie "drogi panie".
            od pewnego czasu niekonsekwencja, zacietrzewienie i upor by nie powiedziec
            glupota juz mnie nie zloszcza, lecz smiesza.
            pozdrawiam
            • izul11 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 19:15
              Szanowna Pani, bardzo przepraszam za pomyłkę. Sama nie wiem jak mogłam
              przeoczyć. Jednak muszę stwierzić, że jesteśmy po równo, bo ja także jestem
              kobietą.Jak mniemam również można się było tego domyślić ale to nic. Bez urazy.
              Pozdrawiam
              • a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 21:25
                no to fajnie, ze jest po jeden i nikt poza m47 sie nie bzdyczy.
                rowniez goraco pozdrawiam.
            • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 20:59
              Moja domniemana przez panią "nienawiść" jest calkowicie uzasadniona, w
              przeciwieństwie do pani bezkrytycznie ślepej "milości", a raczej tępej ufności
              w slowo drukowane.

              Jeśli dopatrzyla się pani w moich postach niekonsekwencji, uporu i glupoty, to
              pozwoli pani, że zapytam, dlaczego nie zaznaczyla pani, w których to niby
              miejscach one tak rażą.

              Zapamniala pani również podzielić się z nami swoją (zapewne glęboko
              przetrawioną) refleksją na temat tez pana Graczyka.
              Żywię nadzieję, że pani wywód okaże się doskonale logiczny, elastyczny i
              WSZECHMĄDRY, darównujący wręcz randze artykulu pana G. Że stanie się
              dla mnie wzorem, do którego sięgnę w chwilach uwiądu.

              Tym czasem swoje "roześmiane" polajanki to sobie pani może zachować dla męża,
              jeśli takowego pani ma.
              • a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 21:50
                margo47 napisała:

                > Moja domniemana przez panią "nienawiść" jest calkowicie uzasadniona, w
                > przeciwieństwie do pani bezkrytycznie ślepej "milości", a raczej tępej
                ufności
                > w slowo drukowane.
                >
                chcialam zauwazyc, ze ja nigdzie nie wypowiadam sie na temat GW ani emocji
                jakie we mnie budzi, natomiast pani owszem tak. i ma pani do tego absolutne
                prawo. moja wypowiedz tak naprawde dotyczyla zdumienia jaki wywolal ton pani
                postow i argumenty a raczej ich brak. to, ze tekst pana Graczyka zawiera dla
                mnie sporo cennych mysli i spostrzezen, ze nie jest kolejna laurka nie oznacza,
                ze slowo pisane, na dodatek jak pani sugeruje pisane przez GW, jest dla mnie
                wyrocznia i absolutem.

                > Jeśli dopatrzyla się pani w moich postach niekonsekwencji, uporu i glupoty,
                to
                > pozwoli pani, że zapytam, dlaczego nie zaznaczyla pani, w których to niby
                > miejscach one tak rażą.
                >
                a to akurat calkiem nieslusznie wziela pani do siebie, ale jak mawia stare
                powiedzenie uderz w stol... ja glownie dopatrzylam sie w pani postach braku
                szacunku do rozmowcy objawiajacego sie bardzo niegrzecznym tonem pani
                wypowiedzi.

                > Zapamniala pani również podzielić się z nami swoją (zapewne glęboko
                > przetrawioną) refleksją na temat tez pana Graczyka.
                > Żywię nadzieję, że pani wywód okaże się doskonale logiczny, elastyczny i
                > WSZECHMĄDRY, darównujący wręcz randze artykulu pana G. Że stanie się
                > dla mnie wzorem, do którego sięgnę w chwilach uwiądu.
                >
                zionie od pani takim jadem jak od calego naszego prawicowego swiatka i chyba
                stad takie slownictwo jak wszech... czy wspominane juz pseudo...
                proponuje wiecej dystansu do swoich pogladow, oraz wiecej tolerancji dla innych
                pogladow, bo w innym wypadku nie stanowi pani zadnego partnera do dyskusji,
                poniewaz jest pani zwyczajnie niesympatyczna, zeby nie powiedziec ...

                > Tym czasem swoje "roześmiane" polajanki to sobie pani może zachować dla męża,
                > jeśli takowego pani ma.

                widze jeszcze problemy natury ososbistej u pani. jest pani bardzo sfrustrowana
                osoba. mimo, iz obrazila mnie pani stukrotnie pozdrawiam
                • margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 22:44
                  Wątek wyraźnie się kończy, skoro pojawiają się posty, które kompletnie niczego
                  nie wnoszą do dyskusji. Zgrabnie ominęla pani moje nagabywania o wyrażenie
                  swoich sądów, jak rozumiem, nie bez powodu. Doceniam również ripostę na
                  osobisty docinek - tyleż blyskotliwa, co nietrafiona.

                  Jeśli chodzi o tzw. nożyce... cóż, po prostu nie mam wyrobionych odruchów
                  ucieczkowych, w przeciwieństwie do co poniektórych na tym forum ...

                  Na drugi jednak raz proszę o precyzyjniejsze kierowanie uwag, będących
                  odpowiedzią, a nie rozpoczęciem wątku. Pozwoli to uniknąć chaosu, jaki pani
                  wniosla powyżej...

                  Pozdrawiam. I nie omieszkam dodać, że przynajmniej styl ma pani ladny i
                  przejrzysty.
    • ja.polak Cieszy mnie ten artykul jak wiosna w ogrodzie! 16.04.05, 10:01
      Wlasnie na tym polega dialog - aby respektujac osoby dyskutowac z ich
      przekonaniami. Idealizowanie i wypowiadanie tylko "poprawnych pogladów" jest
      forma rezimu i zniewolenia umyslu.

      Sadze, ze traktujac powaznie nauczanie Papieza mamy wyciagac wnioski i budowac
      na tym SWOJE poglady - a nie "wkuwac na pamiec co on powiedzial"...
      ... mamy tworzyc nowy i lepszy swiat na fundamentach tradycji - a nie kopie
      przeszlosci z karykatura "wielkich osób"...
    • oraw WOLNOŚĆ 16.04.05, 10:25
      Szanowny Panie Redaktorze!
      Wolność , o której tyle Pan pisze jest kategorią nie z tej bajki!
      Albowiem nie jest prawdziwą WOLNOŚCIĄ możliwość wyboru między ... ( bo
      wybierając cokolwiek w istocie odrzucamy - siebie w części , której nie
      wybraliśmy) ale
      prawdziwą WOLNOŚCIĄ jest
      WOLNOŚĆ OD WYBORU !!!
      Uwierz Pan w to , a osiągniesz ...
      WOLNOŚĆ!!!!!!!!!!!!!!!!

    • tom1003 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 11:45
      Aaaaaaa dość tego wrednego nudziarstwa! Zachęcam wszystkich, niezależenie od
      przekonań do czytania papieskich dokumentów. Zarówno Radyjo jak i Wybiórcza po
      prostu bredzi i majaczy. Można się zgadzać, lub niezgadzać, być katolikiem,
      żydem, buddystą, ale warto mysleć samodzielnie. Tego na pewno nie nauczą nudni
      publicyści
      • jaxahon Re: Jaki był ten pontyfikat 17.04.05, 01:21
        Nudni nie są publicyści, zanudzał Papież.
        Nie byłem nigdy w stanie wysłuchać go dłużej niż kilka minut.
        Po prostu gadanie o niczym.

        Dlaczego margot47 sama nie zacznie pisać do Wyborczej? Chętnie zamieszczają
        obce teksty.

    • wolt-r Moja ocena tego pontyfikatu. 16.04.05, 12:12
      Dość przydługi, o nurcie wstecznym (cofnięto 99% reform Soboru Watykańskiego
      II) i dość kosztowny dla Watykanu (wycieczki Papy zwane pielgrzymkami drogo
      kosztowały).
      Na szczęście jest ojczyzna. Polska dała Papie konkordat sformułowany w każdym
      punkcie tak, że Kościół ma PRAWO, zaś Polska ma OBOWIĄZEK. W efekcie łożymy na
      Kościół co rok około 12 miliardów zł (wbrew konstytucji!) Oczywiście prawie
      nikt nie daje tej kasy tak wprost... 90% wydatków Funduszu Ochrony Środowiska
      to wydatki na rzecz Kościoła katolickiego: jego przydomowych oczyszczalni,
      Caritasu itp. Tak działają wszystkie nasze ministerstwa, co daję rocznie
      rzeczoną sumę 12 mld zł.
    • radkol Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 12:23
      Male ludziki polemizuja z papieska nauka... czy to moze panika po Wilekim
      Tygodniu?
      • wolt-r Polemizują małe ludziki? 16.04.05, 13:20
        Najłatwiej walnąć dogmat, że przy wypowiedziach Papy to wszystkie inne
        wypowiedzi są nic nie warte - wówczas nie ważne są nawet treści obu wypowiedzi,
        bo papieska z góry jest lepsza. Tak rozumujesz.Szkoda, że niepapieży
        przekreślasz.
        Papież zresztą mówił bardzo mądre rzeczy, na wycieczkach (tzw. pielgrzymkach)
        był wzorem i autorytetem dla innych, pisał godne podziwu encykliki (papier
        przyjmuje wszystko)... Jednak decyzje, które podejmował jako papież, pozwalają
        strącić go do czeluści piekielnych. Przeczytaj Jego biografię pisaną przez
        osobę niewierzącą.
        • parallels Re: Polemizują małe ludziki? 16.04.05, 15:34
          Iwan, w gebie to ty mocny jesteś :)
    • wenowejta Można tyż z cybulką. Gombrowicz 16.04.05, 15:20
    • wgj8515 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 16:14
      Autor artykułu postępuje wg. starego kawału:
      "Na lekcji religii dzieci pytają się księdza: 'Czy Bóg jest wszechmogący?'
      Oczywiście moje drogie dzieci - odpowiada ksiądz.
      To czy Bóg może stworzyć tak wielki kamień, którego sam nie może podnieść"
      A kawał ten jest w książce Wańkowicza pt. "Tędy i owędy", czyli ma strasznie
      długą brodę.
      W każdym wyidealizowaniu dochodzimy do sprzeczności, lub nasze rozumowanie
      staje się sofizmatyczne.
      Oczywiście wyidealizowane społeczeństwo nie mogące wybierać zła nie istnieje.
      Natomiast społeczności gdzie wybierano tylko zło już mieliśmy w historii
      ludzkości (niemieckie obozy koncentracyjne i GUŁAG).

      Ludzkość jako całość miała zawsze tendencję do naginania prawa czy to Boskiego
      czy to stanowionego. Bo gdyby tak nie było to wystarczyłoby 10 przykazań a
      opasłe tomy kodeksów nigdy by nie powstały. Nie byłoby również adwokatów,
      sędziów i prokuratorów, bo po prostu byliby niepotrzebni.
      Sądzę, że JP II umyślnie i z pełnym wyrachowaniem stawiał bardzo wysokie
      wymagania w swoim nauczaniu, co może zostać odczytane jako wpadanie w
      sprzeczność logiczną. Znając jednak naturę ludzką zdawał sobie sprawę, że
      ludzie będą to nauczanie dostosowywać do swoich potrzeb. Z takiego punktu
      widzenia powinno się rozpatrywać Jego nauki.
    • boykotka Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 18:21
      Brak mi w tym wszystkim nadrzędnej idei propagowanej przez JCH - idei
      wybaczania błędów. KK nie może być bardziej świetym od JCH. Proszę o tym
      pamiętać. Dopóki każdy z nas nie nauczy się mówić zgrzeszyłem i proszę o
      wybaczenie, nie ruszym dalej.
    • wiliamwilson Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 19:03
      Wolność polega na możliwości wyboru: albo wybieram zło, albo wybieram dobro.
      Cokolwiek wybiorę, świadczy to o mojej wolności. Jednak, jeśli wybieram zło, to
      w kolejnych wyborach moja wolnośc jest ograniczona, a w rezultacie staję się
      zniewolona złem. Gdy wybieram dobro, to ono mnie nie zniewala, tak jak zło.
      Dobro sprawia, że człowiek był i jest nadal wolny. Poniewaz nadal jest wolny,
      zawsze grozi mu wybór zła. O ile trudniej ze zła wyjśc w strone dobra niż
      odwrotnie. Oczywiście powyższe "zło" i "dobro" to wielkie uproszczenie w celu
      bardziej przejrzystego ujęcia problemu.

      Kompromitacją autora artykułu jest według mnie stwierdzenie, że nauki Jana
      Pawła II są zbyt ambitne. Proszę wybaczyć, ale jeśli chodzi o moralność i
      wszelkie rozmowy na temat Wolności, Dobra i Człowieka, to musimy być ambitni!!!
      Trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę, nie iść na skróty, nie iść na łatwiznę.
      Nie odrzucać czegoś tylko dlatego, że jest trudne i że stawia nam, ludziom,
      jakieś wymagania.


      • margo47 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 19:26
        :-)))
      • piezo1 Wierzysz w dogmaty, więc 16.04.05, 19:31
        sam odbierasz sobie możliwość odkrycia, że to, co zwiesz złem daje równie
        wielki wybór.
        Mówiąc to samo wstecz: dogmaty są złem, bo ograniczają wybór (wolność wyboru).
        Gdzie logika w Twej wypowiedz? Sorki, zapomniałem: wystarczy głęboko wierzyC!
        • margo47 Re: Wierzysz w dogmaty, więc 16.04.05, 20:35
          Co ty gadasz, czlowieku? Dziewczyna (sprawdź końcówki, no chyba że gramatyka
          języka polskiego pozostaje dla ciebie czymś nie do opanowania) przedstawila
          rozumienie wolności i jej związek z dobrem w nauce JPII.

          Nie bylo to - jak ci się wydaje - wyznanie wiary w dogmat, a raczej
          bezinteresowna "pomoc" autorowi. Inaczej mówiąc, WW wykonala robotę za
          Graczyka, który uznal za stosowne obwieśczenie światu swojej intelektualnej
          niemocy, jak również nierzetelności zawodowej (w końcu jako dziennikarz mógl
          poprosić kogoś kompetentnego o pomoc zamiast popisywać się indolencją).

          Twoja refleksja nad zlem jest natomiast trywialna. Są jednak kierunki
          filozoficzne, które podobne "myśli" do twoich rozwijają. Zlo penetrowal min.
          Dostojewski, który nie omieszkal zaznaczyć, że gdyby mial wybierać między
          prawdą, a Chrystusem wybralby Chrystusa.

          Wszelka praca mózgownicą wyraźnie ci się jednak przyda - może zaczniesz pisać
          na temat...
        • ryba473 Re: Wierzysz w dogmaty, więc 16.04.05, 20:35
          Mądry,moim zdaniem, i wyważony artykuł.Jeszcze dodam,że odważny.Nie jestem
          wierzący,ale szanuję Jana Pawła 2.Przecież ,wydaje mi się,że każdy kto ma prawo
          wyboru,wybiera zawsze dobro,czasami potem się okazuje,że to było jednak
          zło.Trudno tak też się zdarza.
      • radorabdin Re: Jaki był ten pontyfikat 17.04.05, 16:42
        Jan Pawel II mial wyjatkowo dobra opinie o swoich mozliwosciach
        intelektualnych, co nie koniecznie podzielal swiat. Dla wiekszosci by on marnym
        intelekualista, filozofem, pisarzem i poeta. Rezultat jego pracy jest doskonale
        widoczny w tym, w jakiej sytuacji jest obecnie kosciol.GRATULUJE TEGO, ZE
        DOCZYTALES TEN ARTYKUL DO KONCA. Ja nie bylem w stanie tego zrobic, dawno nie
        widzialem takiego rozdetego do niemozliwosci, pelnego pustoslowia komentarza.
        • wicek.wacek Mow za siebie, czlowieku! 17.04.05, 22:05
    • wlodekbar Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 21:40
      sadze, ze to dobry, kompetentny artykul.
      • margo47 Re: Jaki był ten pontyfikat 17.04.05, 00:50
        A na jakiej podstawie?
    • radkol Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 21:43
      Panu Graczykowi radze przeczytac artykul z dzisiejszego "Naszego Dziennika"
      autorstwa ks.prof.Cz.Bartnika pt."Papiez Jan Pawel II jako Dar Bozy". Bedzie to
      doskonala lekcja klasy, a przede wszystkim pokory.
      • wicek.wacek Akurat ks. Bartnik niewiele ma wspolnego z pokora 17.04.05, 22:06
        radkol napisał:

        > Panu Graczykowi radze przeczytac artykul z dzisiejszego "Naszego Dziennika"
        > autorstwa ks.prof.Cz.Bartnika pt."Papiez Jan Pawel II jako Dar Bozy". Bedzie to
        >
        > doskonala lekcja klasy, a przede wszystkim pokory.
    • electra5 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 22:50
      www.guardian.co.uk/pope/story/0,12272,1451750,00.html

      Krew na rękach papieża

      Jan Paweł II został papieżem w 1978 roku, to znaczy wówczas, gdy zmierzch
      emancypacyjnej polityki lat sześćdziesiątych przechodził w czarną noc ery
      Reagana i Thatcher. Kiedy zniżkowa tendencja ekonomiczna z początku lat
      siedemdziesiątych zaczęła się dawać we znaki, świat zachodni dokonał
      zdecydowanego przesunięcia na prawo, zaś przemiana nieznanego polskiego
      biskupa z Karola Wojtyły w Jana Pawła II stanowiła fragment owej szerszej
      transformacji. Kościół katolicki przebył właśnie swoistą wersję buntu lat
      sześćdziesiątych, zwaną Drugim Soborem Watykańskim, po czym nastał czas, by
      pohamować wybujałe dążenia lewicowych mnichów, rozśpiewanych sióstr zakonnych
      i latynoamerykańskich katolickich marksistów. Ich postawa brała się z
      dziedzictwa papieża Jana XXIII, który zdaniem katolickich konserwatystów był
      w najlepszym razie wariatem, a w najgorszym – radzieckim agentem.

      Do tego zadania potrzeba było kogoś dobrze wytrenowanego w zimnowojennych
      taktykach. Jako prałat z Polski, Wojtyła wywodził się prawdopodobnie z
      najbardziej reakcyjnego bastionu kościoła katolickiego, gdzie rzewnemu
      kultowi Maryi towarzyszyły nacjonalistyczny ferwor i zażarty antykomunizm.
      Lata kontaktów z polskimi władzami komunistycznymi sprawiły, że tak jak inni
      polscy biskupi, przyszły papież stał się wytrawnym politycznym kombinatorem.
      Owo podejście przekształciło polski kościół w strukturę czasami trudną do
      odróżnienia od stalinowskiej biurokracji. Obie instytucje były zamknięte,
      dogmatyczne, skłonne do potępień i hierarchiczne, a przy tym przesiąknięte
      mitem i kultem jednostki. Tak się jednak złożyło, że – jak wielu wrogów,
      będących w istocie swoimi lustrzanymi odbiciami – uwikłały się one w
      śmiertelną walkę, toczoną o duszę polskiego ludu.

      Świadomi, jak mało mogą zyskać na dialogu z polskim reżimem, biskupi nie byli
      skłonni wysłuchać – wzorem Rowana Williamsa – obu stron teologicznego
      konfliktu, jaki rozgrywał się wówczas w kościele powszechnym. Podczas wizyty
      w Watykanie, jeszcze zanim został papieżem, autorytarny Wojtyła przeraził się
      na widok kłótni teologów. To nie tak się miały sprawy nad Wisłą! ZAchowawcze
      skrzydło Watykanu, które od początku nienawidziło ustaleń Drugiego Soboru i
      robiło wszystko, by je unieważnić, spoglądało teraz na Polaków w poszukiwaniu
      zbawienia. Kiedy tron Piotrowy został opuszczony, konserwatyści schowali do
      kieszeni swoją niechęć do papieża spoza Włoch i wybrali takowego po raz
      pierwszy od 1522 roku.

      Usadowiwszy się na tronie, Jan Paweł II zabrał się do niweczenia osiągnięć
      Drugiego Soboru. Wybitni teologowie liberalni otrzymywali od niego reprymendy
      i musieli się kajać. Do jego najważniejszych celów należało z powrotem skupić
      w papieskich rękach całą władzę, która wcześniej została zdecentralizowana i
      oddana lokalnym kościołom. We wczesnym kościele, laicy obu płci wybierali
      swoich własnych biskupów. Drugi Sobór nie szedł tak daleko, ale obstawał przy
      doktrynie kolegialności, czyli przy tym, że papież nie powinien być
      postrzegany jako capo di tutti capi, ale jako pierwszy wśród równych.

      Jan Paweł II nie uznawał jednak równości z nikim. Od swoich pierwszych lat
      jako biskup, wyróżniał się nader wygórowaną opinią na temat swoich zdolności
      intelektualnych i duchowych. Graham Greene pokpiwał sobie, iż pewnego dnia w
      gazetach pojawi się nagłówek „Jan Paweł II kanonizował Jezusa Chrystusa”.
      Biskupi byli wzywani do Rzymu by wysłuchać rozkazów, nie zaś na braterskie
      konsultacje. Honorowano frankistów i zbzikowanych mistyków ze skrajnej
      prawicy, podczas gdy wyzwoliciele z Ameryki Łacińskiej otrzymywali jedynie
      połajanki. Autorytet papieża okazał się na tyle niepodważalny, że przełożony
      hiszpańskiego seminarium zdołał przekonać swoich studentów, iż ma osobiste
      pozwolenie od papieża, by ich masturbować.

      Rezultatem skupienia całej władzy w Rzymie była infantylizacja lokalnych
      kościołów. Przedstawiciele kleru stali się niezdolni do wykazania
      jakiejkolwiek inicjatywy bez nerwowego spoglądania, co na to święta centrala.
      Właśnie w momencie, gdy lokalne kościoły były najmniej zdolne podejść
      dojrzale do kryzysu, wybuchł skandal z molestowaniem seksualnym dzieci. W
      odpowiedzi Jan Paweł II zapewnił lukratywne stanowisko w Rzymie biskupowi,
      który uporczywie tuszował szokujące fakty.

      Jednakże największą zbrodnią tego pontyfikatu nie było ani przyłożenie ręki
      do ukrywania nadużyć seksualnych kleru, ani neandertalskie podejście Jana
      Pawła II do kobiet. Jak na ponurą ironię, Watykan przeklął – jako „kulturę
      śmierci” – prezerwatywy, dzięki którym niezliczone rzesze katolików z krajów
      rozwijających się mogłyby uniknąć straszliwej śmierci w wyniku AIDS. Papież
      idzie po wiekuistą odpłatę obarczony winą za te wszystkie zgony. Jego
      pontyfikat stanowił jedną z największych katastrof w dziejach chrześcijaństwa
      od czasów Karola Darwina.

      Terry Eagleton is professor of cultural theory at Manchester University

      • jastrzab27 Czekam tylko jak napadną na ciebie ci wszyscy 16.04.05, 23:35
        "pobożni". RZeczywiście to dość agresywna krytyka tego pontyfikatu, choć myślę,
        że bardzo pobieżna i zbyt emocjonalna. Aczkoliwek nie pozbawiona pewnej
        słuszności. Np. biskup Gajo chciał sie widzieć z Papieżem w poniedziałek
        wielkanocny /oczywiście nie tego roku/ i nie został wpuszczony do Watykanu. Ale
        ogólnie to ta pani trochę przesadziła w tej krytyce. Napewno Jan Paweł II nie
        zaprzepaścił Vaticanum Secundum choć go trochę wyhamował.
      • silver.dragon HA, HA, HA, ale jajcarska opinia :))) 17.04.05, 15:17
        Rany, jakie kity można wciskać nie znającym polskiej rzeczywistości Brytyjczykom:

        "przyszły papież stał się wytrawnym politycznym kombinatorem" albo "Świadomi
        [biskupi] , jak mało mogą zyskać na dialogu z polskim reżimem..."

        Dziękuję, Elektra za pokazanie jakie idiotyzmy mogą wypisywać zacietrzewieni
        wrogowie Katolicyzmu. Jak przeczyta to człowiek, który w latach 70-tych żył w
        Polsce to nie wie czy śmiać się ma czy płakać.

        "dialog z polskim reżimem"... ROTFL :)))

        Pozdrawiam,

        Radek
      • wicek.wacek Komuchom dziekujemy! 17.04.05, 22:08
      • izul2 Re: Jaki był ten pontyfikat 17.04.05, 22:37
        Straszny fanatyzm, brak wiedzy i pozytywnych cech osobowościowych.To jest mój
        wniosek o autorze. Skoro Polacy nie są partnerami do dyskusji, to po co o nią
        zabiegać.Chyba, że ma się na uwadze zasianie nienawiści. Ale MY myślimy
        logicznie-zapewniam.Jedyne co mi się ciśnie na usta, to żal mi autora.Nie chcę
        polemizować, bo w tym przypadku byłaby to szersza polemika. Ale sądzę,że Pan
        autor zanim się nie wyzbędzie nienawiści nie jest do tego zdolny. Nie Panu
        sądzić papieża- tak to odbieram. Proszę uczciwie porównać cechy osobowosciowe
        papieża i własne. Przyjemnej nocy
    • tom1003 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 23:53
      zawsze uwazalem Wyborczą raczej za mistrza propagandy w porównaniu z radiem
      Maryja , ktore po prostu wbija kolki do glowy. Wyborcza byla w stanie
      rpzekonywac do swoich bredni nawet ludzi inteligentnych. Ale takie rozumowania
      przy pomocy cepa juz chyba sie do tego nie nadaja
    • radorabdin NIECIEKAWY 17.04.05, 02:09
      Jak kazdy polski komentrz ten takze jest rozgadany, rozdety do niemozliwosci i
      o niczym, puste slowa, zadnych faktow, kolejne kadzenie tym razem troche
      zawoalowane. Electra 5, ten komentarz z Manchesteru jest taki jak byc
      powinnien: szczery oparty na logicznwej znajomosci tematu i zwarty. A nie takie
      flaki z olejem o niczym.
      • wicek.wacek Guardian komuszy! 17.04.05, 22:09
    • blue_pole Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 07:15
      Bardzo ciekawego podsumowania pontyfikatu Jana Pawla II dokonal brytyjskiego
      Guardian Profesor Terry Eagleton z Manchesteru: “Jego pontyfikat stanowił jedną
      z największych katastrof w dziejach chrześcijaństwa od czasów Karola Darwina.”

      www.guardian.co.uk/pope/story/0,12272,1451750,00.html
      Krew na rękach papieża

      Jan Paweł II został papieżem w 1978 roku, to znaczy wówczas, gdy zmierzch
      emancypacyjnej polityki lat sześćdziesiątych przechodził w czarną noc ery
      Reagana i Thatcher. Kiedy zniżkowa tendencja ekonomiczna z początku lat
      siedemdziesiątych zaczęła się dawać we znaki, świat zachodni dokonał
      zdecydowanego przesunięcia na prawo, zaś przemiana nieznanego polskiego biskupa
      z Karola Wojtyły w Jana Pawła II stanowiła fragment owej szerszej
      transformacji. Kościół katolicki przebył właśnie swoistą wersję buntu lat
      sześćdziesiątych, zwaną Drugim Soborem Watykańskim, po czym nastał czas, by
      pohamować wybujałe dążenia lewicowych mnichów, rozśpiewanych sióstr zakonnych i
      latynoamerykańskich katolickich marksistów. Ich postawa brała się z dziedzictwa
      papieża Jana XXIII, który zdaniem katolickich konserwatystów był w najlepszym
      razie wariatem, a w najgorszym – radzieckim agentem.

      Do tego zadania potrzeba było kogoś dobrze wytrenowanego w zimnowojennych
      taktykach. Jako prałat z Polski, Wojtyła wywodził się prawdopodobnie z
      najbardziej reakcyjnego bastionu kościoła katolickiego, gdzie rzewnemu kultowi
      Maryi towarzyszyły nacjonalistyczny ferwor i zażarty antykomunizm. Lata
      kontaktów z polskimi władzami komunistycznymi sprawiły, że tak jak inni polscy
      biskupi, przyszły papież stał się wytrawnym politycznym kombinatorem. Owo
      podejście przekształciło polski kościół w strukturę czasami trudną do
      odróżnienia od stalinowskiej biurokracji. Obie instytucje były zamknięte,
      dogmatyczne, skłonne do potępień i hierarchiczne, a przy tym przesiąknięte
      mitem i kultem jednostki. Tak się jednak złożyło, że – jak wielu wrogów,
      będących w istocie swoimi lustrzanymi odbiciami – uwikłały się one w śmiertelną
      walkę, toczoną o duszę polskiego ludu.

      Świadomi, jak mało mogą zyskać na dialogu z polskim reżimem, biskupi nie byli
      skłonni wysłuchać – wzorem Rowana Williamsa – obu stron teologicznego
      konfliktu, jaki rozgrywał się wówczas w kościele powszechnym. Podczas wizyty w
      Watykanie, jeszcze zanim został papieżem, autorytarny Wojtyła przeraził się na
      widok kłótni teologów. To nie tak się miały sprawy nad Wisłą! ZAchowawcze
      skrzydło Watykanu, które od początku nienawidziło ustaleń Drugiego Soboru i
      robiło wszystko, by je unieważnić, spoglądało teraz na Polaków w poszukiwaniu
      zbawienia. Kiedy tron Piotrowy został opuszczony, konserwatyści schowali do
      kieszeni swoją niechęć do papieża spoza Włoch i wybrali takowego po raz
      pierwszy od 1522 roku.

      Usadowiwszy się na tronie, Jan Paweł II zabrał się do niweczenia osiągnięć
      Drugiego Soboru. Wybitni teologowie liberalni otrzymywali od niego reprymendy i
      musieli się kajać. Do jego najważniejszych celów należało z powrotem skupić w
      papieskich rękach całą władzę, która wcześniej została zdecentralizowana i
      oddana lokalnym kościołom. We wczesnym kościele, laicy obu płci wybierali
      swoich własnych biskupów. Drugi Sobór nie szedł tak daleko, ale obstawał przy
      doktrynie kolegialności, czyli przy tym, że papież nie powinien być postrzegany
      jako capo di tutti capi, ale jako pierwszy wśród równych.

      Jan Paweł II nie uznawał jednak równości z nikim. Od swoich pierwszych lat jako
      biskup, wyróżniał się nader wygórowaną opinią na temat swoich zdolności
      intelektualnych i duchowych. Graham Greene pokpiwał sobie, iż pewnego dnia w
      gazetach pojawi się nagłówek „Jan Paweł II kanonizował Jezusa Chrystusa”.
      Biskupi byli wzywani do Rzymu by wysłuchać rozkazów, nie zaś na braterskie
      konsultacje. Honorowano frankistów i zbzikowanych mistyków ze skrajnej prawicy,
      podczas gdy wyzwoliciele z Ameryki Łacińskiej otrzymywali jedynie połajanki.
      Autorytet papieża okazał się na tyle niepodważalny, że przełożony hiszpańskiego
      seminarium zdołał przekonać swoich studentów, iż ma osobiste pozwolenie od
      papieża, by ich masturbować.

      Rezultatem skupienia całej władzy w Rzymie była infantylizacja lokalnych
      kościołów. Przedstawiciele kleru stali się niezdolni do wykazania jakiejkolwiek
      inicjatywy bez nerwowego spoglądania, co na to święta centrala. Właśnie w
      momencie, gdy lokalne kościoły były najmniej zdolne podejść dojrzale do
      kryzysu, wybuchł skandal z molestowaniem seksualnym dzieci. W odpowiedzi Jan
      Paweł II zapewnił lukratywne stanowisko w Rzymie biskupowi, który uporczywie
      tuszował szokujące fakty.

      Jednakże największą zbrodnią tego pontyfikatu nie było ani przyłożenie ręki do
      ukrywania nadużyć seksualnych kleru, ani neandertalskie podejście Jana Pawła II
      do kobiet. Jak na ponurą ironię, Watykan przeklął – jako „kulturę śmierci” –
      prezerwatywy, dzięki którym niezliczone rzesze katolików z krajów rozwijających
      się mogłyby uniknąć straszliwej śmierci w wyniku AIDS. Papież idzie po
      wiekuistą odpłatę obarczony winą za te wszystkie zgony. Jego pontyfikat
      stanowił jedną z największych katastrof w dziejach chrześcijaństwa od czasów
      Karola Darwina.

      Terry Eagleton


      • tom1003 Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 10:14
        komentarz rozbawiajacy, tylko dlaczego pierwszy lepszy satyryk trzeciego rzędu o
        lewicowych pogladach ma tytul profesora? Polska jako bastion reakcji,
        nietolerancji, nacjonalizmu, a najwiekszym naszym zlem jest "antykomunizm", he,
        dobre sobie... wredni polscy antykomunisci unieszkodliwiani co prawda wczesniej
        w Katyniu, wredni antykomunisci ktorzy w "czarnej erze Reagana" w sierpniu 80
        dokonali zamachu na komunistyczny swiat powszechnego szczescia, wreszcie wredni
        antykomunisci wiosny 1989. Czy walka naszych partyzantow przeciw Hitlerowi tez
        byla objawem wystapienia skrajnej poslkiej prawicy przeciw legalnej wladzy, bądź
        co bądź lewicowej boć "narodowo socjalistycznej"
        • radorabdin Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 16:28
          Nie, Polska jest wspanialym, supernowoczesnym krajem, gdzie przecietny obywatel
          zarabia 600 zl na miesiac (jesli zarabia!!!), gdzie lekarze, dla zysku zabijaja
          pacjentow w karetakach pogotowia, poslowie nagminnie siedza w wiezieniach a
          politycy przypominaja kacykow z ze Srodkowej Afryki. Taki kraj sobie
          storzyliscie. I nie ma co sie oszukiwac. Polska jest zacofanym do granic
          niemozliwosci krajem we Wschodniej Europie. Przetrzyjcie oczy i popatrzcie na
          siebie . Jak inni was widza macie probke w opinii tego angielskiego profesora.
          Papiez byl produktem tego polskiego "postepu". Ja chociaz mieszkam poza Polska
          24 lata, jak najbardziej zgadzam sie z opinia profesora. Ostatni pobyt w Polsce
          w 2004 roku utwierdzil mnie w przekonaniu, ze to nie postep ale ciemnota ostro
          postepuje w kraju.
          • sothis666 Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 21:40
            Och, czyzby...?:)
            To jest bardzo interesujące, bo wynika stąd, że opuszczałaś kraj w latach 1980/1981, czyli wtedy gdy (jak pisze profesor, z którym "się zgadzasz"): "...zmierzch emancypacyjnej polityki lat sześćdziesiątych przechodził w czarną noc ery Reagana i Thatcher". A cóż to pchnęło Cie w otchłań tej czarnej nocy?
            Wszak pan Eagleton z pewnościa nie pochwaliłby, jako wytrawny marksista, Twojego wyboru:) Facet, któremu klaszczesz, opluwał ochoczo rządy państw, które przyjmowały wybierających wtedy wolność Polaków, zza swojego uniwersyteckiego biurka wypisując bzdety na temat Europy Wschodniej oraz socjalizmu, o których wiedział i wie guzik. Tak samo jak o papiestwie i religii, którą usiłował godzić z marksizmem:)
          • izul3 Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 18.04.05, 09:40
            Chyba brakuje Ci dowartościowania na tym zachodzie. No szkoda.Skąd to "znawstwo"
            tematu jeśli się tu nie mieszka? Aby coś uogólniać trzeba dobrze znać kwestię
            (podręczniki metodologiczne są dostępne, poczytaj zanim się wypowiesz). Każde
            dziecko wie, że w każdym kraju społeczeństwo jest zróżnicowane.Malowana Polka
            (ak). Doprawdy wstyd
            • blue_pole Madry glos z Polski 22.04.05, 16:30
              Autor: Kalina Wojciechowska czerwiec 2004

              Tajemnice Marii Magdaleny

              Od czasu do czasu w prasie i tej popularnej, i tej aspirującej do miana
              kulturalnej czy naukowej, pojawiają się sensacyjne tytuły: "Jezus był
              żonaty!" "Maria Magdalena - przyjaciółka i towarzyszka Jezusa!", "Potomkowie
              Jezusa i Marii Magdaleny!". Coraz częściej też Marię Magdalenę – uznawaną za
              przywódczynię pierwotnego chrześcijaństwa - wybierają sobie za patronkę
              środowiska feministyczne związane z różnymi Kościołami, zwłaszcza
              protestanckimi (np. Maria von Magdala – Initiative Gleichberechtigung für
              Frauen in der Kirche). Jak to możliwe, aby była prostytutka stała się jedną z
              największych osobowości rodzącego się chrześcijaństwa? A może Maria Magdalena
              wcale nie była jawnogrzesznicą? Kim więc była?

              Tak naprawdę wiadomo o niej bardzo niewiele. Pochodziła prawdopodobnie z
              miejscowości Magdala (od hebr. migdal - twierdza, zamek, wieża), położonej
              niedaleko Tyberiady na zachodnim brzegu jeziora Genezaret. Podawanie przy jej
              imieniu nazwy miejscowości, a nie imienia ojca, męża lub syna – jak to było w
              zwyczaju, sugeruje, że była kobietą żyjącą samotnie. Tradycyjnie uważa się ją
              za osobę majętną, której własnością miał być zamek Magdala. Wielu artystów
              przedstawiało więc Marię Magdalenę w bogatych, królewskich szatach, a
              przynajmniej w purpurowym płaszczu/maforionie, oznaczającym godność monarszą, z
              drogocennym flakonem zawierającym równie cenny balsam (np. Piero della
              Francesca, Caravaggio, Holbein, Tycjan). [rys.2]
              Ewangelie wspominają, że towarzyszyła Jezusowi w czasie jego publicznej
              działalności i wędrówki z Galilei do Jerozolimy. Łukasz pisze: Jezus „szedł
              przez miasta i wsie, nauczając i głosząc ewangelię o Królestwie Bożym. A było z
              nim Dwunastu i kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria
              zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy,
              zarządcy u Heroda, Zuzanna i wiele innych, które mu usługiwały”.
              Magdalena - według relacji Jana - stała u stóp krzyża na Golgocie (według
              ewangelii synoptycznych przyglądała się ukrzyżowaniu z daleka); brała udział w
              złożeniu ciała nauczyciela z Nazaretu do grobu i wreszcie jako pierwsza w
              wielkanocny poranek zjawiła się przy grobie, by stwierdzić, że jest pusty i
              dowiedzieć się o zmartwychwstaniu. To jej pierwszej – znów według Jana - ukazał
              się zmartwychwstały Jezus, którego początkowo wzięła za ogrodnika. Nie dane jej
              było jednak po ludzku cieszyć się z tego spotkania – Jezus bowiem nie pozwolił
              się jej dotknąć (słynne noli me tangere, które stało się źródłem różnych
              spekulacji na temat charakteru tego dotyku). Powierzył jej za to szczególnie
              ważną misję – powiadomienie uczniów o zmartwychwstaniu. Czy to zadanie oznacza,
              że Marię Magdalenę należy uznać za prawdziwą założycielkę chrześcijaństwa,
              inicjatorkę dogmatu o zmartwychwstaniu? Za apostołkę apostołów – jak nazwał ją
              w IV w. Ambroży z Mediolanu (wedle innych dokumentów uczynił to dopiero w IX w.
              Rabanus Maurus)? Za prorokinię – jak twierdzi w swojej obliczonej na sensację
              książce Jesus the Man (Sydney–London 1992) Barbara Thiering, która uważa,
              że „Maria” (hebr. Miriam) nie oznacza imienia, lecz tytuł pochodzący od imienia
              prorokini Miriam, siostry Mojżesza i Aarona?

              Niemal przez całą starożytność i we wczesnym średniowieczu przedstawiano
              Marię Magdalenę jako tę, która wygłasza kazania do apostołów i pierwszych
              wyznawców Chrystusa. Była kobiecą przeciwwagą, zarówno dla postaci Piotra
              (zawsze wymieniana była jako pierwsza w grupie kobiet, tak jak Piotr wśród
              apostołów), jak i dla Pawła (jak Paweł zajmowała się działalnością misyjną), a
              później także dla Jana Chrzciciela (prowadziła ascetyczny tryb życia na
              pustyni). Spośród wielu podań z tego okresu najbardziej znana jest stara
              legenda spisana w XIII w. przez Jakuba de Voragine, której warianty stały się
              później podstawą dla spekulacji na temat św. Graala i św. Krwi. Oto po
              zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa jego wyznawcy stali się ofiarami
              okrutnych prześladowań ze strony żydów i Rzymian. Maria Magdalena z
              Maksyminusem i Marcellusem, należącymi do grona siedemdziesięciu dwóch uczniów
              Chrystusa, ze swoją siostrą Martą i bratem Łazarzem, z Cedoniuszem - ślepcem
              uzdrowionym przez Jezusa i z innymi jeszcze chrześcijanami zostali pojmani,
              uwięzieni na okręcie pozbawionym żagli oraz steru i zepchnięci na morze, aby
              zginęli (inna wersja opowiada o ich morskiej ucieczce przez prześladowaniami).
              Udało im się jednak przybić do wybrzeży Francji, do Marsylii, gdzie Maria
              Magdalena niemal natychmiast zaczęła prowadzić misję wśród pogan. Nauczała
              m.in. u wrót świątyni i tam któregoś dnia ujrzał ją książę tego kraju, który
              wraz z małżonką przybył, aby złożyć ofiarę swoim bogom.

              Wbrew pozorom, książę wcale nie zakochał się w Marii Magdalenie, choć jej
              uroda budziła powszechny zachwyt. Po pewnym czasie Maria trzykrotnie ukazała
              się we śnie żonie księcia i zażądała, aby otoczyć chrześcijan szczególną
              opieką. W przeciwnym bowiem razie straszna kara spotka kraj i władców. Książę
              więc, kiedy przekonał się już o prawdziwości wiary Marii Magdaleny i za sprawą
              świętej doznał wielu łask, przyjął chrześcijaństwo, kazał zburzyć pogańskie
              świątynie; Łazarza uczynił biskupem Marsylii, a Maksyminusa biskupem Aix.
              Tymczasem Maria Magdalena udała się do pustelni, gdzie w ascezie pędziła życie,
              doświadczając jedynie towarzystwa aniołów. Po trzydziestu latach żyjący
              nieopodal bogobojny kapłan rozpoznał w eremitce świętą misjonarkę i powiadomił
              o tym biskupa Maksyminusa. W święto Zmartwychwstania Pańskiego, przyjąwszy
              komunię z rąk Maksyminusa, Maria Magdalena zmarła.

              Na początku XX w., wraz z odkryciem gnostyckiej biblioteki w Nag Hammadi i
              esseńskich pism w Qumran odżył ten zapomniany przez wieki wizerunek Marii
              Magdaleny nauczającej, przywódczyni pierwotnego Kościoła. Stało się to głównie
              za sprawą dwóch powstałych ok. II w. gnostyckich ewangelii - Ewangelii Filipa i
              Ewangelii Marii Magdaleny. W obu apokryfach Maria Magdalena przedstawiona jest
              jako ta, którą Chrystus wyróżniał spośród grona swoich uczniów. To
              uprzywilejowanie kobiety wzbudziło zaniepokojenie wśród mężczyzn, najbardziej
              zatrwożył się oczywiście Piotr, którego pozycja stała się wyraźnie zagrożona.
              Ewangelia Marii Magdaleny wspomina, jak oburzony Piotr buntuje innych apostołów
              przeciw Marii Magdalenie, aby nie wierzyli jej słowom, a tym samym nie wierzyli
              w zmartwychwstanie Chrystusa! „Czyżby On [Jezus] rozmawiał z kobietą w
              tajemnicy przed nami, nie zaś otwarcie? Czyżby przedkładał ją nad nas?” Inny
              uczeń – Lewi (utożsamiany z ewangelistą Mateuszem) bierze jednak Marię w
              obronę: „Jeżeli Zbawiciel uczynił ją godną – kim ty jesteś, że ją odrzucasz. Z
              pewnością Zbawiciel zna ją bardzo dobrze. Dlatego miłował ją bardziej niż nas”.
              Również Ewangelia Filipa wzmiankuje o pełnym wyrzutu pytaniu uczniów
              skierowanym do Jezusa: „Dlaczego miłujesz ją bardziej niż nas?”

              Można się zastanawiać, czy rzeczywiście w I/II w. pozycja kobiety w
              Palestynie była na tyle silna, aby niewiasta mogła się stać przywódczynią
              jakiegoś ruchu religijnego? Wprawdzie np. według Józefa Flawiusza i Talmudu
              świadectwa kobiet nie mają znaczenia, ale należy pamiętać, że w łonie
              ówczesnego judaizmu i szeroko pojętego hellenizmu istniały ruchy zrównujące
              mężczyzn i kobiety. „Koedukacyjne” były m.in. wspólnoty esseńczyków czy
              orfików. Ciekawa jest też ambiwalencja znanego z mizoginizmu Pawła, który z
              jednej strony zupełnie ignoruje pośrednictwo Marii Magdaleny w głoszeniu
              zmartwychwstania Jezusa i twierdzi, że zmartwychwstały ukazał się Piotrowi, a
              następnie innym apostołom (I Kor 15,3), a z drugiej strony głosi równość
              • blue_pole Re: Madry glos z Polski 22.04.05, 16:34
                Można się zastanawiać, czy rzeczywiście w I/II w. pozycja kobiety w Palestynie
                była na tyle silna, aby niewiasta mogła się stać przywódczynią jakiegoś ruchu
                religijnego? Wprawdzie np. według Józefa Flawiusza i Talmudu świadectwa kobiet
                nie mają znaczenia, ale należy pamiętać, że w łonie ówczesnego judaizmu i
                szeroko pojętego hellenizmu istniały ruchy zrównujące mężczyzn i
                kobiety. „Koedukacyjne” były m.in. wspólnoty esseńczyków czy orfików. Ciekawa
                jest też ambiwalencja znanego z mizoginizmu Pawła, który z jednej strony
                zupełnie ignoruje pośrednictwo Marii Magdaleny w głoszeniu zmartwychwstania
                Jezusa i twierdzi, że zmartwychwstały ukazał się Piotrowi, a następnie innym
                apostołom (I Kor 15,3), a z drugiej strony głosi równość chrześcijan
                niezależnie od płci, pochodzenia, czy statusu społecznego (Kol 3,11).
                Wiadomo, że w pierwszych gminach chrześcijańskich kobiety odgrywały znaczącą
                rolę, co potwierdzają Dzieje Apostolskie i listy autorstwa Pawła, bądź Pawłowi
                przypisywane: wspierały finansowo wyznawców Chrystusa, udostępniały im domy,
                pełniły służbę diakonacką (np. wymieniona przez Pawła w Liście do Rzymian Feba,
                wspomniane w Dziejach Apostolskich Tabita czy Lidia). W sektach gnostyków,
                wśród których odsetek kobiet był bardzo wysoki, kobiety pełniły funkcje
                nauczycielek, prorokiń, misjonarek, celebrantek, czy egzorcystek (dość
                wspomnieć prorokinie Maksymillę i Pryscyllę, jedne z przywódczyń montanizmu).
                Tak wysoka pozycja kobiet wynikała w dużej mierze z równouprawnienia, a nawet
                uprzywilejowania żeńskiego pierwiastka w dualistycznie pojmowanym świecie. Nic
                więc dziwnego, że pisma o przewodniej roli Marii Magdaleny powstały właśnie w
                środowisku gnostyckim.

                Wśród gnostyków wielką popularnością cieszyła się też kanoniczna ewangelia
                Jana, a przynajmniej jej pierwotne wersje. Do dziś nierozwiązany pozostaje
                problem osoby autora i redaktora tego pisma. Wśród wielu domysłów i hipotez
                pojawiła się także taka, że to Maria Magdalena stała na czele tzw. wspólnoty
                Janowej i że to ona jest w istocie tym „umiłowanym uczniem” wspominanym przez
                ewangelistę, towarzyszącym Jezusowi w najważniejszych chwilach życia. Czyżby
                wiedział o tym już Pietro Vannucci (Perugino) pod koniec XV w., przedstawiając
                Jana i Marię w identycznych pozach stojących pod krzyżem na Golgocie? [rys. 3]
                Wizerunek Marii Magdaleny - nauczycielki i przewodniczki, gorliwej
                krzewicielki chrześcijaństwa, wędrującej od Italii po Azję Mniejszą i głoszącej
                Chrystusa zmartwychwstałego jest ugruntowany w Kościołach prawosławnych. Wedle
                tradycji greckiej, Maria Magdalena dołączyła w Efezie do Marii, matki Jezusa i
                Jana Apostoła (zachodnie średniowiecze uczyniło Marię także porzuconą
                narzeczoną Jana) i wraz z tym ostatnim kontynuowała swoją misję. Zmarła w
                Efezie, jej relikwie w 886 r. (lub w 899 r.) przeniesione zostały przez cesarza
                bizantyjskiego Leona VI Mądrego (Filozofa) do Konstantynopola, a następnie, być
                może przez krzyżowców w XII w., przewiezione do Francji.

                Obecność Marii Magdaleny przy kluczowych wydarzeniach z życia Jezusa
                powodowała liczne spekulacje na temat roli, jaką odgrywała w życiu samego
                nauczyciela z Nazaretu. Za sprawą wspomnianych gnostyckich apokryfów odżyły
                dawne legendy i pseudonaukowe spekulacje, które przedstawiają Marię Magdalenę
                jako towarzyszkę lub nawet małżonkę Chrystusa, matkę jego dzieci. W Ewangelii
                Filipa dość często mówi się o pocałunkach w usta, jakimi Jezus obdarzał Marię
                Magdalenę. Dało to podstawę do wysnucia przypuszczenia, że opisane przez
                ewangelistę Jana wesele w Kanie Galilejskiej to w istocie pierwszy etap
                zaślubin (zaręczyny) Marii Magdaleny i Jezusa. Druga uroczystość odbyła się tuż
                przed ukrzyżowaniem (w ewangelii Jana opisana jako namaszczenie w Betanii i
                ostatnia wieczerza), kiedy to było wiadomo, że Maria jest w trzecim miesiącu
                ciąży. Jak na panujące ówcześnie normy, panna młoda była już dość wiekowa,
                miała bowiem ok. trzydziestu lat. Zwyczaj takiego dwuetapowego zawierania
                małżeństwa opisuje np. Józef Flawiusz w Wojnie żydowskiej (II, 160-161). Drugi
                etap zaślubin następował zwykle po trzech latach albo wtedy, gdy stwierdzono u
                kobiety przynajmniej trzymiesięczną ciążę. Chroniło to przed „definitywnym”
                poślubieniem kobiety bezpłodnej.

                Jezus więc w sposób wiążący poślubiłby Marię Magdalenę – jak precyzyjnie (sic!)
                wyliczyła dr Barbara Thiering dokonując karkołomnej „peszeryzacji” (pewnego
                rodzaju alegoryzacji) Nowego Testamentu i pism qumrańskich – 18 marca 33 r., na
                kilka dni przed ukrzyżowaniem, kiedy Maria kończyła pierwszy trymestr ciąży.
                Dziecko – córka Tamar, która w 53 r. wyszła w Koryncie za mąż za apostoła
                Pawła – przyszło na świat w sierpniu 33 r. Trzeba dodać, że istotnym elementem
                tego rodzaju dociekań na temat życia rodzinnego Marii i Jezusa (nie tylko u dr
                Thiering, oczywiście, także dużo wcześniejszych) jest podkreślanie faktu, że
                Jezus nie umarł na krzyżu, lecz jedynie zapadł w letarg lub zemdlał.
                Opuszczenie grobu miało być dopiero później zinterpretowane jako
                zmartwychwstanie.
                W grudniu 36 r., jak podaje wspomniana australijska badaczka, Maria znów
                była w trzecim miesiącu ciąży, a drugie dziecko – tym razem syn Jezus Justus –
                urodziło się w 14 czerwca 37 r. Małżeństwo Jezusa z Marią Magdaleną nie trwało
                jednak długo; rozwiedli się ok. 44 r.; Maria Magdalena pozostała związana ze
                stronnictwem zelotów, Jezus zaś ożenił się powtórnie z Lidią, przez jakiś czas
                działał jeszcze w Palestynie i Azji Mniejszej, a w latach sześćdziesiątych
                wyemigrował do Rzymu, gdzie prawdopodobnie zmarł.
                Nieco inaczej dzieje małżeństwa Jezusa i Marii Magdaleny przedstawiają
                legendy z kręgu francuskich opowieści o św. Krwi (czyli św. Graalu - Sang
                Real), która płynęła w żyłach Merowingów. W okresie prześladowań chrześcijan w
                latach 40., Jezus, jego małżonka i dzieci udali się do Francji. Na początku V
                wieku ich potomkowie skoligacili się z Frankami salickimi, którzy dali początek
                dynastii Merowingów. Podczas gdy Merowingowie kontynuowali "męską" linię
                dziedzictwa Jezusa, druga, "żeńska" linia - królowe Avallonu w Burgundii -
                przedłużała dziedzictwo Marii Magdaleny. Trzeba dodać, że właśnie na terenie
                Burgundii znajdują się najważniejsze miejsca związane z legendą Marii
                Magdaleny – jej domniemany grób w Vézelay, rzekomy grób jej brata Łazarza w
                Autun...

                Jak więc stało się możliwe, żeby kobietę, mającą niewątpliwy autorytet i
                pozycję wśród pierwszych wyznawców Chrystusa, apostołkę i misjonarkę, utożsamić
                z ewangeliczną jawnogrzesznicą?
                Być może przyczyniło się do tego zgodne z Talmudem tłumaczenie przydomku
                Magdalena jako „kręcone, ufryzowane włosy niewieście”, które były uważane za
                atrybut prostytutek. Niekiedy też utożsamia się te „siedem nieczystych duchów”,
                od których Jezus uwolnił Marię Magdalenę, z rozwiązłością i niepohamowanym
                popędem seksualnym, ale wydaje się to nadużyciem. Postać Marii „z ufryzowanymi
                jak prostytutka włosami” stopiła się w jedno z jawnogrzesznicą, która namaściła
                stopy Jezusa podczas jego pobytu w domu Szymona i wytarła je włosami oraz z
                kobietą z ewangelii Jana, przyłapaną na cudzołóstwie. Po raz pierwszy
                (nieoficjalne jeszcze) utożsamienie Marii Magdaleny i jawnogrzesznicy z
                ewangelii Łukasza pojawiło się w IV wieku u pisarzy łacińskich – Ambrożego z
                Mediolanu i Jana Kasjana, choć nie znają go np. Ireneusz z Lyonu, Orygenes czy
                Jan Chryzostom. Być może pod wpływem Ambrożego pozostawał Augustyn, który w
                historii Marii Magdaleny – jawnogrzesznicy, która otrzymała przebaczenie i
                zasłużyła na miłość Jezusa, widział nadzieję dla siebie. Późniejszy biskup
                Hippony bowiem w czasach swej młodości „nurzał się w rozpuście”...
                Ponieważ w ewangelii Jana także Ma
                • blue_pole Re: Madry glos z Polski 22.04.05, 16:40
                  Być może pod wpływem Ambrożego pozostawał Augustyn, który w historii Marii
                  Magdaleny – jawnogrzesznicy, która otrzymała przebaczenie i zasłużyła na miłość
                  Jezusa, widział nadzieję dla siebie. Późniejszy biskup Hippony bowiem w czasach
                  swej młodości „nurzał się w rozpuście”...
                  Ponieważ w ewangelii Jana także Maria z Betanii namaszcza stopy Jezusa, dość
                  wcześnie do ukształtowanych na Zachodzie wizerunków Marii Magdaleny nauczającej
                  i Marii Magdaleny jawnogrzesznicy dodano jeszcze portret Marii z Betanii,
                  siostry Marty i Łazarza, tej, która wybrała „lepszą część” i siedziała u stóp
                  Jezusa słuchając jego nauk. Wyraźna kompilacja tych trzech postaci:
                  ewangelicznej Marii Magdaleny, anonimowej jawnogrzesznicy/cudzołożnicy i Marii
                  z Betanii występuje w homiliach papieża Grzegorza I z ok. 600 r. Na tym jednak
                  zachodnie kompilacje się nie kończą.

                  Od XI w., podczas wprowadzania reformy gregoriańskiej (a zwłaszcza jej
                  wersji kluniackiej) i przewartościowywania pobożności zachodniej, kiedy starano
                  się powrócić do pierwotnej reguły benedyktyńskiej i surowości obyczajów,
                  podnieść poziom moralny (i umysłowy) nie tylko zakonników, ale także świeckich,
                  wykorzystywano motyw nawrócenia i ekspiacji Marii Magdaleny – jawnogrzesznicy.
                  Jej przykład przywoływany w kazaniach (np. Sermo in venerationem Sanctae Mariae
                  Magdalenae Odona z Cluny) służył więc upowszechnianiu duchowego odrodzenia.
                  Odżyła legenda o Marii Magdalenie przybyłej do Francji, sławę bowiem zyskiwało
                  położone niedaleko Cluny - Vézelay, gdzie miały znajdować się relikwie świętej
                  przeniesione albo z Prowansji albo z Konstantynopola. Dowodów na ich
                  autentyczność było wprawdzie niewiele, ale do Vézelay zaczęły przybywać
                  pielgrzymki, notowano cudowne wydarzenia. Tak było aż do 1279 r., kiedy
                  dokonano w Prowansji sensacyjnego odkrycia: w miejscowości Saint-Maximin-la-
                  Sainte-Beaume znaleziono sarkofag opatrzony informacją, że spoczywają w nim
                  szczątki Marii Magdaleny. Od tej chwili kierunek pielgrzymek zmienił się;
                  Vézelay nieco opustoszało, Saint-Maximin-la-Sainte Beaume odwiedzały rzesze
                  pątników, a kult świętej dodatkowo rozprzestrzenił się po całej zachodniej
                  Europie. Ważnymi jego ośrodkami stały się m.in. hiszpańska Kastylia i niemiecka
                  Lubeka.

                  Jak wspomniano, jednym z najistotniejszych elementów zachodniego kultu
                  Marii Magdaleny było wskazanie na jej pokutę. Żeby opis tej ekspiacji uczynić
                  bardziej dramatycznym, zaadaptowano wschodnią legendę o Marii Egipcjance,
                  żyjącej prawdopodobnie w V/VI w. Maria Egipcjanka po opuszczeniu rodzinnego
                  domu w Aleksandrii w wieku 12 lat, zaczęła trudnić się nierządem. Mając lat 17
                  udała się do Jerozolimy, aby ofiarować swoje usługi pielgrzymom przybywającym
                  do miasta z okazji święta Podwyższenia Krzyża. Tam dokonało się jej nawrócenie.
                  Aby odpokutować za swoje grzechy, odeszła na Pustynię Judzką, gdzie spędziła
                  ponad czterdzieści lat modląc się i poszcząc. Dzięki pokucie uzyskała od Boga
                  przebaczenie i dodatkowo liczne dary – m.in. dar prorokowania, dar chodzenia po
                  wodzie, dar unoszenia się w powietrzu. W 521 lub 522 r. zjawił się u niej
                  świątobliwy starzec - kapłan Zozym (Zosima), z którego rąk przyjęła ostatnią
                  komunię. Przewidziała też, że w rok później zakończy życie.
                  Podobieństwo losów jest zaskakujące. O ile jednak w prawosławiu Maria
                  Egipcjanka nie ma nic wspólnego z Marią Magdaleną (widać to zwłaszcza na
                  ikonach, na których Maria Egipska przedstawiana jest jako stara wychudzona
                  kobieta, z KRÓTKIMI włosami, z trzema bochenkami chleba, jedynym pożywieniem,
                  jakie zabrała ze sobą na pustynię) [rys. 4], na Zachodzie elementy opowiadania
                  o pokucie i ascezie Marii wkomponowano w legendę o ekspiacji Magdaleny i dodano
                  do niej pikantne szczegóły – a to o pokusach czyhających na eremitkę, a to o
                  jej rozpadającym się odzieniu, które zostało zastąpione płaszczem włosów...

                  Ten ostatni motyw bardzo często wykorzystywany był w ikonografii. W
                  Średniowieczu w ogóle uważano, że długie włosy nie powinny służyć kokieterii,
                  lecz okrywaniu nagiego ciała (legenda o św. Agnieszce głosi, że gdy kaci
                  zapędzili ją nagą do domu publicznego, ona okryła się włosami jak płaszczem;
                  podobnie Lady Godiva zmuszona przejechać nago na koniu przez Coventry). W
                  Renesansie najbardziej popularnym wizerunkiem Marii Magdaleny stało się właśnie
                  przedstawianie jej jako nagiej, okrytej jedynie własnymi włosami pokutnicy na
                  różnych etapach życia. Zapewne w chwili rozpoczęcia pokuty przedstawia ją np.
                  Tycjan (w Palazzo Pitti we Florencji) [rys. 1], na dalszym etapie Donatello,
                  który wyrzeźbił ją jako nagą, wychudzoną staruszkę z włosami pozlepianymi w
                  strąki, czy Filippino Lippi [rys. 5]. Na marginesie można też wspomnieć ciekawą
                  rzeźbę z XV/XVI w. autorstwa Tilmana Riemenschneidera przedstawiającą
                  pokutującą nagą Marię Magdalenę, której ciało okrywa oczywiście płaszcz włosów,
                  a dodatkowo jej tors i nogi porośnięte są krótkimi włosami przypominającymi
                  zwierzęcą sierść.

                  Ciekawe, że w chrześcijaństwie zachodnim najbardziej utrwalił się ten
                  ostatni wizerunek Marii Magdaleny – magna peccatrix, nawróconej ladacznicy,
                  żałującej i pokutującej za swoje czyny, choć trzeba dodać, że po Soborze
                  Watykańskim II Kościół rzymskokatolicki „oczyścił” Marię Magdalenę od zarzutu
                  uprawiania nierządu i w dniu 22 lipca czci się pamięć kobiety, która pierwsza
                  ujrzała zmartwychwstałego Jezusa. Wydaje się to krokiem ku przypomnieniu o
                  wiele mniej popularnego, ale starszego i biblijnie uargumentowanego wyobrażenia
                  świętej jako krzewicielki chrześcijaństwa. Wciąż marginalne, choć chętnie
                  wykorzystywane przez ugrupowania feministyczne stojące w opozycji do
                  patriarchalnego wizerunku Kościoła, jest przedstawianie Marii Magdaleny jako
                  przywódczyni pierwotnej wspólnoty. Największe emocje jednak wzbudza jej związek
                  z Jezusem: czy są to relacje mistrz – wierna do końca, oddana uczennica, czy
                  też sugerowane przez apokryfy więzi uczuciowe, miłosne. Próby rozstrzygnięcia,
                  jaki charakter miał ten układ, często, niestety, prowadzą na manowce i z
                  naukową uczciwością nie mają nic wspólnego.





      • sothis666 Komentarze ślepych 17.04.05, 12:20
        To bedzie kontrowersyjna opinia, ale uwazam ze filozofujacy komentatorzy w rodzaju p.Eagletona nie sa w stanie nawiazac najmniejszego kontaktu z prawdziwym znaczeniem pontyfikatu JPII. Przedstawione rozumowanie jest tyleż płaskie co żałosne. Nikt nie raczy dostrzec że koscioła nie stworzyły decyzje w sprawach doktrynalnych i nie one rozwiążą jego problemy. Podstawowym zadaniem kapłana nie jest podpisywanie papierów ani church management. Kapłan jest człowiekiem powołanym do świadczenia swym życiem o świecie niewidzialnym, o jego prawdziwej mocy i o tym jak wiara moze zmienić naszą rzeczywistość i jej pojmowanie.

        Ten czlowiek pokazal co znaczy współodczuwanie, wierność swojej prawdzie, pokazał też że swiat sklada sie jeszcze z czesci, ktorych nie dostrzegamy. Gdyby byl lekarzem ludzie ustawialiby sie do niego w kolejce. Gdyby byl Waszym sąsiadem, mielibyscie pewnosc ze macie w nim przyjaciela. Pokazal to samo pojedynczym osobom i w grupach po 2 miliony. To takie "demonstracje" stworzyly dawno temu chrzescijanstwo a nie "fundamentalne" kwestie czy zakladac gumę. Największym przesłaniem tego pontyfikatu jest prymat jakosci osobistego zycia duchowego nad tym co w dyrektywach, choćby i najwazniejszych. Reakcja świata na jego odejście jest zupełnie niezależna od (na przykład) decyzji (czy jej braku) w sprawie kapłaństwa kobiet. Jakims cudem okazało się to dla milionów ludzi nieważne.

        Oczywiscie, doktryny takze musza ewoluowac i tu JPII moze wydawac sie zbyt statycznym. Trzeba jednak wziac tez pod uwage ze cala mlodosc tego czlowieka uplyneła na obserwacji jak potrafi zachowac sie czlowiek gdy hamulcow moralnych zabraknie. I wcale sie nie dziwie, skad ta "przesadna" ostroznosc w unowocześnianiu, znoszeniu "przestarzalych zasad"... W zamian zobaczylismy cos bardziej istotnego.

        • radorabdin Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 16:13
          O kim ty mowisz, ze jest slepy? Chyba wylacznie o sobie. Trzeba byc
          nadzwyczajnie ograniczonym, zeby sobie nie zdawac sprawy z tego, ze wszystko,
          co dzieje sie w Watykanie, to tylko i wylacznie polityka. Nic wiecej. A to co
          pokazywane jest na zewnatrz to religia. Modlenie sie jest jedynie jego pochodna
          a nie glownym zajeciem, niestety. Z tego trzeba sobie zdawac sprawe. Ale wy w
          Polsce myslicie,ze wszystko stalo sie dzieki nazdwyczajnemu widzeniu, cudowi a
          moze i innym nadprzyrodzonym zjawiskom. Biedni , zacofani, ciemni ludzie. Nie
          bez powodu nazywaja was Iranem Europy i maja racje.
          • radkol Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 21:30
            Jeszcze jednym dowodem na panike "postepowców" po Wielkim Tygodniu jest
            powyzszy post. Tak, chcemy byc ciemni i zacofani i to zgodnie z nauka zmarlego
            Papieza. Dzisiaj Polska, a jutro podpalimy caly swiat. Nie mam czasu na dluzsza
            polemike, a poza tym nie chce mi sie z toba gadac.
          • wicek.wacek Jeszcze raz powiadam, mow za siebie! 17.04.05, 22:12
          • izul3 Re: Komentarze ślepych 18.04.05, 09:55
            wiesz co , wyzywanie ludzi od ciemnych to są Twoje argumenty? W myśl tego, ci co
            myślą inaczej niż ja są ciemni i głupi. Brawo , toż to dopiero logika.Jak możesz
            pisać , że znasz życie Watykanu. Sama ( czy sam) sobie odpowiedz. Trochę
            samokrytyki, samooceny.Jeśli tak bardzo elektryzujesz się wypowiedzią jakiegoś
            profesora ( wg Ciebie on jest autorytetem), to powiem tak, że będąc ostatnio na
            konferencji jeden z profesorów nawiązał do poglądów papieża i miał diametralnie
            inne zdanie aniżeli to, które reprezentujesz. Wiem , powiesz, przecież to polski
            profesor. Tak właśnie myślisz
            • izul23 Re: Komentarze ślepych 18.04.05, 10:49
              Przeczytałam przed chwilą wypowiedź margo
              i zdałam sobie sprawę, że dałam się wciągnąć w rozmowę z kimś , z kim tak
              naprawdę nie warto i nie ma sensu.Nienawiść uniemożliwia kontakt.Właściwą i
              oczekiwaną przeze mnie dyskusją jest ta proponowana przez margo czy też jeśli
              się nie mylę jastrzębia.
        • radorabdin Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 17:05
          Ja natomiast uwazam, ze 99.9% ludzi wierzacych nie ma zielonego pojecia o tym
          w jaki sposob sie manipuluje wierzacymi duszami( ty niestety teaz jestes
          manipulowany, co widac!!!). Papiez zyskal wielka popularnosc dzieki srodkom
          masowego przekazu, to one pomogly mu i wykreowaly go na superstar. On
          oczywiscie nie obnosil sie ze swoimi wstecznymi pogladami, bo po co, ten
          zainteresowany glebiej i tak wiedzial a cala reszta, szara masa i tak nie byla
          w stanie zrozumiec. Wiekszosci wizerunek Papieza wystarczal taki jaki byl.
          Ludzie maja nieduze wymagania, majlo interesuja sie wewnetrznymi sprawami,
          klikami i sporami w kosciele. Cieszyli sie,ze Papiez chial dobra dla
          wszystkich, pogody i pokoju. Ale czy Papiez powinniec cos innego propagowac?
          Nie. Wiekszosc Polakow nie jest w stanie pojac, ze instytucja papiestwa to
          polityka, w wypadku Jan Pawla II byla to nieudaczna, zacofana polityka
          kardynala ze Wschodniej Europy. Na waszym miejscu zastanowilabym sie, dlaczego
          wiekszosc cudzoziemncow tak wlasnie o was mysli i tak was widzi.
          • sothis666 Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 21:02
            radorabdin napisała:

            > Ja natomiast uwazam, ze 99.9% ludzi wierzacych nie ma zielonego pojecia o tym
            > w jaki sposob sie manipuluje wierzacymi duszami( ty niestety teaz jestes
            > manipulowany, co widac!!!). Papiez zyskal wielka popularnosc dzieki srodkom
            > masowego przekazu, to one pomogly mu i wykreowaly go na superstar. On
            > oczywiscie nie obnosil sie ze swoimi wstecznymi pogladami, bo po co, ten
            > zainteresowany glebiej i tak wiedzial a cala reszta, szara masa i tak nie byla
            > w stanie zrozumiec. Wiekszosci wizerunek Papieza wystarczal taki jaki byl.
            > Ludzie maja nieduze wymagania, majlo interesuja sie wewnetrznymi sprawami,
            > klikami i sporami w kosciele. Cieszyli sie,ze Papiez chial dobra dla
            > wszystkich, pogody i pokoju. Ale czy Papiez powinniec cos innego propagowac?
            > Nie. Wiekszosc Polakow nie jest w stanie pojac, ze instytucja papiestwa to
            > polityka, w wypadku Jan Pawla II byla to nieudaczna, zacofana polityka
            > kardynala ze Wschodniej Europy. Na waszym miejscu zastanowilabym sie, dlaczego
            > wiekszosc cudzoziemncow tak wlasnie o was mysli i tak was widzi.

            Wiekszosc cudzoziemców, jak widac, mysli za mało, za mało także czyta zanim sie wypowie. Gdyby przyjrzała się, ta większość, wyciągnęła by moze wnioski z histerycznych czasem reakcji kurii na niektore decyzje JP. Nie wpychała by do jednego wora całej watykańskiej machiny. I nie powtarzała w ciemno, że Papież "chcial dobra dla wszystkich, pogody i pokoju", bo teksty równie głębokie mozna uslyszec tylko w przedszkolu. Pragnę też dodać że nie jestem katolikiem:)

            ps. wiara nie jest zjawiskiem kolektywnym ani medialnym tylko indywidualnym, moze sie co najwyzej kolektywnie (w wielu ludziach jednoczesnie) przejawiać.

            ps2. jesli JPII byl wsteczny, chętnie usłyszałbym o kims postępowym. Mozesz podać przykład? Takiego postepowca?
            -pozdrowienia:)
            • izul2 Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 23:02
              Widzę wiele nieścisłości w tejże opinii, choćby takowa, iż żeby podawać dane
              liczbowe albo twierdzić, że większość trzeba by było owe stwirdzenia oprzeć na
              badaniach naukowych a nie na tym , bo mi się tak wydaje i moja ślepa nienawiść
              ukierunkowuje. Tak to widzę, szanowna radorabdin No cóż na pokorę , dobroć nigdy
              nie jest za późno
            • izul21 Re: Komentarze ślepych 18.04.05, 00:10
              No piękny popis! Załóżmy:Ludzie mało interesują się sporami i klikami w
              kościele. Szanowna osobo, to świetnie oddaje Twój sposób myślenia. A może
              zrozumiesz, że wiara to całkiem co innego. Oczywiście dla wielu osób za trudne
              wyzwanie.
              Apropos Papieża i Jego popularności- samo pokazanie się w mediach, to za mało
              aby uzyskać popularność. Rozejrzyj się głębiej, to może coś dostrzerzesz.
              Mnóstwo jest przykładów na to , że Papież jest dla wielu autorytetem- ale to nie
              jest zasługą mediów ( przede wszystkim postawy tegoż Człowieka pzez wielkie CZ).
              Możesz mnie wyzywać od ciemniaków ( to chyba jest normą u krytykantów Kościoła).
              Powiem tak , kieruję się w życiu sercem i rozumem.
          • wicek.wacek Jestes zwyczjnym doktrynerem! 17.04.05, 22:14
    • paskudaprawdziwa WOLNOSC A WOLNOSC PRAWDZIWA 17.04.05, 22:15

      Mysle, ze dyskusja i publikacja sa intersujace i wazne. A jednozanczosci nie
      musimy uzyskiwac, w drodze do cwiczenia sie w wolnosci.


      W wydanym w 1992 r. Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy:

      „Wolność, dopóki nie utwierdzi się w pełni w swoim najwyższym dobru, jakim jest
      Bóg, zakłada możliwość wyboru między dobrem a złem, a więc albo wzrastania w
      doskonałości, albo upadania i grzeszenia. Charakteryzuje ona czyny właściwe
      człowiekowi. Staje się źródłem pochwały lub nagany, zasługi lub winy. Im więcej
      człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym. Prawdziwą wolnością jest
      tylko wolność w służbie dobra i sprawiedliwości. Wybór nieposłuszeństwa i zła
      jest nadużyciem wolności i prowadzi do »niewoli grzechu «” (KKK 1732,1733).

      i dalej Graczyk :
      „Właśnie ów koncept "prawdziwej wolności" jest sednem sporu. Bo jeśli
      nazwiemy "prawdziwą wolnością" wybór dobra, to automatycznie wybór zła musimy
      traktować jako "wolność fałszywą", nie-wolność, niewolę ("niewolę grzechu") - a
      w takim razie znika możliwość wyboru. Innymi słowy: wolność nie polega na
      możliwości wyboru, a jedynie na wyborze dobra. „

      I tu, p. Graczyk sie myli- moim zdaniem. Wolnosc implikuje dobro, ale nie
      wyklucza dlaszego wyboru zla, bo nie tylko nie wyklucza dlaszego wyboru, ale
      go wrecz zaklada.

      Wolność polega na możliwości wyboru: albo wybieram zło, albo wybieram dobro.
      Wybor nie jest latwy, bo wiele razy nie wiemy co jest dobrem, a co zlem. Nie
      było i nie jest jednoznaczne, bardziej teraz niz w przeszlosc.

      DOBOR i ZŁO ostatecznie sa tajemnica, do ktorej zblizamy sie i to wcale nie
      tak bardzo prosta droga. Nestety. Ale tez, dzieki temu, nie jestsmy
      robotami doskonale zaprogramowanymi, celowo i w sposob zorganizowany
      zmierzajacy do celu, z gory ustalonego i jasnego. Cel ostateczny i pierwsza
      przycyzna sa dla nas Tajemnica, a my sami odkrywcami siebie swaita i Boga.
      Staje sie w jakims stopniu stworcami, na obraz i podobienstwo, albo
      przeciwienstwo Boga – Tajemnicy.

      Niejasnosc/Tajemnica wiec jest :
      (1)przekelnstwem (skazani jestesmy na bladzenie), ale i
      (2)zbawiem (okreslmy sie wybierajac, ustanwiajac jakas droge zbliznia sie
      do .... DOSKONALOSCI, albo przeciwnie.

      To jest niebezpeiczne, ale dzieki temu mozemy dostrzegac i tworzyc ---
    • miro17 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 00:49
      Wydaje mi się, że nauczanie zmarłego Papieża o wolności jest bardziej spójne,
      niż przedstawia to Graczyk. Warto przywołać tu dawno sformułowaną definicję
      dobra autorstwa Henryka Elzenberga: "dobro jest to wartość chciana, a piekno -
      wartość kontemplowana". Wedle niej dobro to to, czego człowiek w swoim sumieniu
      najgłębiej chce, czasem wbrew temu, czego mu się okazjonalnie zachciewa. Nie
      jest to teza empiryczna, taka mianowicie, że ludzie na ogół, statystycznie,
      chcą dobra, ale określenie tego, co myślimy wymawiając słowo "dobro".

      "Wolność do", kiedy nic nie przeszkadza w wyborze dobra, jest jedynym sensownym
      sposobem rozumienia wolności, bo wolny wybór zła jako zła znaczy w świetle
      definicji Elzenberga tyle, co kwadratowe koło. Równocześnie nic nie akcentuje
      tak mocno autonomii wyboru dobra, jak powyższa definicja, bo jedyną instancją,
      do której mogę się zgłosić z pytaniem, czego naprawdę, w głębi duszy chcę, jest
      moje własne sumienie. Nawet zawierzenie autorytetowi, mozliwe, jeśli czuję się
      niezdolny do samodzielnego rozstrzygania, jest również autonomiczną decyzją
      podjetą najpierw we własnym sumieniu.

      Podobnie ma się rzecz z demokracją. Warto przypomnieć, że przed wojną
      wykluczenie Żydów z "Bratniaka" odbywało się na wielu uczelniach w drodze
      najbardziej demokratycznego głosowania. Nie zauważyłem, żeby Jan Paweł II
      zaproponował jakiś ustrój alternatywny dla demokracji, natomiast przestrzeganie
      przed złym korzystaniem z jej dobrodziejstw nie jest tak bardzo pozbawione
      sensu. A konstatacja, że przez głosowanie nie da się ustalić ani tego, co
      prawdziwe, ani tego, co słuszne, wydaje się co najwyżej nazbyt banalna, ale moze
      warto ją powtarzać, żebyśmy docenili doniosłość poszukiwania prawdy i
      fundamentalnych ogólnoludzkich wartości niezależnie od wyniku głosowań.

      Jedno, co ogromnie zniesmaczyło mnie przy lekturze tekstu Graczyka, to cwaniacka
      podmiana Prawdy, o której pisze Papież w cytowanych encyklikach, na "katolicką
      Prawdę". ("...domaga się, by życie publiczne było zgodne z katolicką Prawdą").
      Nie będę tego dalej komentował.

      Według mnie, zasadnicza różnica pomiędzy nauczaniem Papieża a poglądami
      liberałów polega na tym, że że Jan Paweł II nie przymuszając nikogo do przyjęcia
      s w o j e j prawdy, uważa życie w prawdzie i miłosci za fundamentalne dla
      świadomej egzystencji człowieka (taki z niego fundamentalista), a liberałowie
      sądzą, że jeśli jest to dla kogoś ważne, to owszem, w imię wolności nie mozna mu
      tego zabronić, byle zbyt mocno nie nakłaniał innych do takiego dziwactwa. "Jeśli
      ktoś nawet uważa że "res sacra miser" (miłosierdzie jest rzeczą świętą), to jego
      sprawa, my i tak wiemy, że prawdziwym sacrum jest wolność i święte prawo własności".

      Moje sympatie, zarówno z intelektualnych, jak emocjonalnych powodów, są po
      stronie nauczającego Papieża i nie przeszkadza mi w tym fakt, że osobiście czuję
      się niewierzący.





      • jastrzab27 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 08:07
        Witam
        Zgadzam się, że woly wybór zła jako zła jest bez sensu.
        > dobra autorstwa Henryka Elzenberga: "dobro jest to wartość chciana, a piekno -
        > wartość kontemplowana". Wedle niej dobro to to, czego człowiek w swoim
        sumieniu
        > najgłębiej chce, czasem wbrew temu, czego mu się okazjonalnie zachciewa. Nie
        > jest to teza empiryczna, taka mianowicie, że ludzie na ogół, statystycznie,
        > chcą dobra, ale określenie tego, co myślimy wymawiając słowo "dobro".
        Problem nie polega na tym, że należy wybierać dobro, tego Graczyk nie
        kwestionuje, problem polega na tym, żeby nikt nie uzurpował sobie prawa do
        mówienia co jest "prawdziwą wolnością". Przytoczę tu fragmenty z Tischnera:
        J.T.: Można człowiekowi powiedzieć: słuchaj, dobrem jest kolektywna własność.
        Taka jest obiektywna prawda. I teraz, w imię tego dobra, zmuszę Cię, byś
        wstąpił do kołchozu.
        J.Ż.: Bo wtedy będzie ci dobrze!
        J.T.: „Dobrze" to by było pół biedy. Ale oni ci mówią, że wtedy będziesz wolny -
        że będziesz obiektywnie wolny. Pamiętasz Na pełnym morzu Mrożka? Trzech
        rozbitków, głód, trzeba jednego zjeść. Którego? Wybrali cherlaka. Mo¬gą go
        zabić pod presją, mają nad nim przewagę. Ale lepiej by było, gdyby się sam
        zgodził - dopiero gdy się zgodzi, będzie naprawdę wolny.
        Zjedzą go, tak czy inaczej, ale kiedy zaakceptuje obiek¬tywną konieczność, to
        się prawdziwie wyzwoli. I ten cher¬lak się godzi, bo go przekonali. Staje na
        scenie i mówi do publiczności: „Bo gdzie jest prawdziwa wolność? Tam gdzie nie
        ma zwykłej wolności! A gdzie jest zwykła wol¬ność? Tam gdzie nie ma prawdziwej
        wolności".
        Leszek Kołakowski usłyszał ten ton w nowym katechiz¬mie. Poczuł się
        zaniepokojony, zwłaszcza jednym zdaniem...
        J.Ż.: „Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolny". Nie chcę
        powiedzieć, że to zdanie mogłoby się znaleźć w sztuce Sławomira Mrożka, ale
        niepokój, który Mrozek wyrażał, może i tu mieć swoje mocne korzenie.
        J.T.: Jest jakaś dwuznaczność: ja Ci powiem, co jest dobre, i powiem Ci, kiedy
        jesteś wolny.
        J.Ż.: Ta dwuznaczność pojawia się dopiero wtedy, gdy to ty mi mówisz, co jest
        dobre, i kiedy jestem wolny.
        J.T.: A gdybyś tak sam z siebie?
        J.Z.: Wtedy sporu między dobrym a wolnym nie będzie.
        J.T.: Masz tutaj dalsze zdanie: „Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w
        służbie dobra". Dalszy powód niepokoju Leszka to termin „prawdziwa wolność".
        Czy człowiek jest wolny po prostu?
        Czy może być wolny prawdziwą albo fałszywą wolnością? Rozumiesz ten niepokój?
        Katechizm może nam wmawiać, że nauczy nas tej prawdziwej wolno¬ści.
        J.Ż.: Rozumiem, że słówko „prawdziwa" staje się tutaj partykułą niwelującą.
        J.T.: Może się stać, bo to ja ci powiem, co jest prawdziwe, a co jest fałszywe.
        Kwestionuje się wewnętrzne doświad¬czenie wolności na rzecz zewnętrznych
        orzeczeń.
        J.Ż.: W samym tym stwierdzeniu niebezpieczeństwa nie widzę. Niepokój czuję
        dopiero, kiedy zapytamy, kto ma powiedzieć, czym jest prawdziwe dobro.
      • izul3 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 09:28
        Podziwiam za logikę wypowiedzi, serce i kulturę. Tu nawet nie chodzi o pogląd
        ale tak jak napisałam autor myśli i ma wysoką kulturę, czego oczekiwałabym od
        innych osób.
      • izul3 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 09:31
        Pisząc wcześniej o kulturze miałam na myśli wypowiedź miro.
    • luckx Taki jest tryb argumentacji liberałów !!! 18.04.05, 13:35
      Tak, tak powoli, ale skutecznie do celu. "Nalezy publicznie mówić o kapłaństwie
      kobiet teraz, żeby za 20 lat mogło to być zrealizowane" - panie Graczyk,
      czytuję Pana artykuły, które nigdy nie były przychylne Kościołowi Katolickiemu
      i klerowi, i nie zawiodłem sie i tym razem. Odnoszę wrażenie, że gdyby tacy
      ludzie jak Pan mieli wpływ na to co sie dzieje w Kościele Katolickim, to za 20
      lat papieżem byłby transseksualista o upodobaniach zoofilskich, a księżmi
      wyświęcani byliby notorycznie pedofile (bo to przecież "kochający inaczej" i
      trzeba im dać szansę) a misjonarzami byliby tacy jak Pan ! Tylko czy wtedy
      istniałby jeszcze Kościoł Katolicki - z pewnością NIE !!! I dlatego nie wciskaj
      Pan ludziom tego Totalitarnego Liberalizmu do głów, bo jeszcze się to uda i
      gość goniący Pana na ulicy z nożem w ręku, za to że nosisz Pan krzyż na szyi,
      będzie dopingowany oszałamiającym aplauzem obserwujących żądnego sensacji i
      nowych doznań tłumu przechodniów.
      Oby Pana dzieci i wnuki nie doczekały takich dni. Kiedy wszelkie autorytety i
      wartości wezmą "w łeb" w imię powszechnego liberalizmu, wolności i tolerancji.
      Możesz Pan sobie odświeżać swoje mieszkanie i umysł, ale daj Pan spokój
      Kościołowi Katolickiemu. Czy zmiany w innych kościołach (luterański,
      anglikański) przyczyniły się do wzrostu liczby wiernych - NIE. Dlatego proszę
      dać sobie spokój z tego typo propozycjami !!
      Pozdrawiam
      Krzysztof Bestwina
    • jeslitokonieczne Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 17:03
      Jest moja nadzieja i modlitwa, ze nowy papiez zainicjuje powrot z
      intelektualnej banicji wybitnych teologow, jak jak Hans. Kung, Edward.
      Schilebeeckx, Uta .Ranke-Heinemann, Matthew. Fox, zeby wymienic tylko tych
      najbardziej znanych. Jesli do pelnej liczby wlaczyc aktualnych i potencjalnych
      uczniow oblozonych anatema katolickich myslicieli - jest ich legion!
      Od nowego Ojca Swietego oczekujemy, ze jak na przadziwego ojca przystalo,
      bedzie doktrynalne bledy korygowac w tworczej dyskusji, zamiast skazywac na
      milczenie lub nieunikniona herezje (jesli milczec nie potrafia) odwaznych i
      tworczych katolickich myslicieli, ktorzy oprocz intelektualnej wolnosci cenia
      sobie takze swoja katolickosc.
      • jastrzab27 Re: Jaki był ten pontyfikat 19.04.05, 15:41
        Będę się modlił, żeby Twoje słowa się spełniły chociaż w części. Dzięki za tez
        wypowiedź.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka