tjarym 15.04.05, 21:33 w koncu jakis artykul w polskiej gazecie o papiezu, ktory nie jest laurka. Do tej pory, zeby sie odslodzic czytalem nytimesa i bbc.com Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
y00rek Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 22:00 Po owocach ich poznacie. Wszystkich. Autor sądzi, że "wolność bezprzymiotnikowa", jest 'wyższym bytem', że jest jedyną definicją wolności, że pozostałe mieszczą się w obszarze tischnerowskiego 'tyz prowda', albo nawet 'gó.. prowda'. Jest więc owa mityczna 'wolność' Złotym Cielcem? Może. Choć przecież na sławnym warszawskim gmachu stoi napisane: "SPRAWIEDLIWOŚĆ jest ostoją mocy i trwałości Rzeczpospolitej" Nie wolność, tylko sprawiedliwość. No akurat na tym gmachu ma to swoje dobitne uzasadnienie ;-) Aha: nie mam tu na myśli tzw. "sprawiedliwości społecznej". To już było. Tak się zastanawiałem, i wyszło mi, że kiedy w swoim życiu popełniam głupstwa albo podłości, to na ogół stoją za tym wolność i głupota. Czyja wolność? Ano moja oczywiście. Moja "bezprzymiotnikowa" wolność. Głupota też zresztą moją. Z wolnością jest problem: jeśli w wolnym i demokratycznym głosowaniu uchwalimy przymysowe strzyżenie rudowłosych, albo codzienne bieganie dla tych z nadwagą (wybrałbym już raczej emigrację, bo mam brzuszysko), to wolności zdaje się nie naruszyliśmy - bo cóż znaczą te mityczne 'gwarancje', o których wspomina Graczyk. Gdzie się zaczynają, gdzie kończą. Czego dotyczą, a czego już nie? Ot, drobiazg choćby - czy lesbijki i geje mogą oczekiwać, że damy im szanse na zawieranie związków cywilnych? Czy to leży w obrębie owych gwarancji, czy nie? Powiedzą niektórzy, że to łamie ich wolność. Niech i tak będzie. To ja wtedy zapytam: a czy to jest SPRAWIEDLIWE, że geje i lesbijki nie mają takiej możliwości? A jeśli to nie jest sprawiedliwe? Powiedzą wtedy niektórzy: mnóstwo jest niesprawiedliwości na świecie: ani uroda, ani zdrowie, ani bogactwo nie są równo rozłożone. To prawda. I próba 'sprawiedliwego' podziału dobytku mogłaby się skończyć krwawo (co ludzkość już przerabiała). No ale ten argument w kontekście związków lesbijek i gejów nie ma zastosowania. Bo i jakie tu koszty albo i zagrożenia? Czyją wolność do posiadania, zdrowia i życia się naruszy? No to kłopot z tymi gwarancjami. A mnie się przypomina psalm 37: "Sprawiedliwi posiądą ziemię". Zdrówka! y. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 23:16 > Tak się zastanawiałem, i wyszło mi, że kiedy w swoim życiu popełniam głupstwa > albo podłości, to na ogół stoją za tym wolność i głupota. Czyja wolność? Ano > moja oczywiście. Moja "bezprzymiotnikowa" wolność. Głupota też zresztą moją. Z drugiej jednakże strony, że kiedy w swoim życiu robię rzeczy dobre i godne pochwały, to też na ogół stoi za tym wolność. Pytanie jest inne: Czy wybranie przeze mnie dobra w sposób wolny wpływa jakoś na moje następne wybory - np. dzięki temu wyborowi spadają mi jakieś łuski z oczu tak, że przy kolejnej okazji wyboru chęć wybrania zła jest mniejsza niż pierwej? Gdyby odpowiedź była twierdząca, to by znaczyło, że wybór pomiędzy dobrem i złem nie jest nigdy wyborem całkowicie wolnym - "łuski" na naszych oczach sprawiałyby, że zło widzielibyśmy mniej złym i bardziej godnym wyboru niż w rzeczywistości. W takim przypadku prawidłową procedurą byłoby wybieranie w kolejnych wyborach zawsze dobra, tak długo, aż - w granicy - szansa wybrania przez nas zła zmalałaby do zera. Innymi słowy, wtedy nie bylibyśmy już w stanie wybrać zła i wybór przestałby istnieć. Wybór zła powodowałby podobny mechanizm, lecz w drugą stronę. Staczanie się w kierunku zła permanentnego. Coś mi się nie podoba w tym rozumowaniu. Otóż według tej zasady - jeżeli z powodu naszej niewiedzy o prawdziwej naturze zła wybieramy zło lub dobro jednakowo często, to wychodzimy na zero. Nawet po nieskończenie długim czasie nasz bilans wyborów będzie pół na pół. Nasz w sensie ludzkości średnio. Będą takie jednostki, które przypadkowo wybiorą wciąż dobro i dojdą do stanu niemożliwości wyboru zła. Będą też jednostki, które przypadkowo wybiorą wciąż zło i takie dojdą do stanu niemożliwości wyboru dobra. Jednak będą to zaledwie ogony krzywej Gaussa. Ale! Jeżeli natomiast wiemy skądś (z natury? z nieba? od Kościoła, który nam tę regułę objawia?), że bardziej "opłaca się" wybierać dobro, bo po tym każdy następny wybór dobra jest łatwiejszy, to cóż łatwiejszego niż dostosować się do tej zasady i dojść do stanu niemożności wyboru zła? Te rozważania statystyczne są oczywiście śmieszne (można by nawet poczynić odpowiednie obliczenia lub symulacje komputerowe, do jakiego stanu doskonałości dojdzie ludzkość przy mniej lub bardziej preferencyjnym wyborze dobra). Ale w czym rzecz: Mam wrażenie, że jeżeli wybór dobra ułatwia wybieranie dobra, to taka idea oznacza, że w rzeczywistości wszelkie sytuacje wyboru są fałszywe. Jesteśmy w stanie wybierać zło tylko dlatego, że pozornie wydaje się nam warte wyboru. Po naszym dojściu do stanu doskonałości żaden wybór nie będzie istniał, ponieważ zobaczymy, że w rzeczywistości zło jest absolutnie niewarte wyboru. A więc w niebie wolność nie istnieje. Odpowiedz Link Zgłoś
silver.dragon Czym jest wolność? 17.04.05, 13:35 Przedstawiony wywód w bardzo ścisły sposób próbuje opisać relacje między wolnością a dobrem i złem. Ja również jestem umysłem ścisłym :) więc takie podejście do sprawy jest mi bliskie. Problem w tym, że zawsze czuję pewien dyskomfort. Obawiam się, iż ekstrahując z rzeczywistości prosty model nie opisuję już tej rzeczywistości. Wracając jednak do wypowiedzi Anuszki... Wolność w nauczaniu KK i opisywana we wcześniejszych wypowiedziach oznacza możliwość wyboru dobra lub zła bez konsekwencji. Tak, wiem, że to nie zgadza się z tym co słyszymy o piekle i niebie! Ale czy jest wolnością powiedzenie dziecku, że może robić co chce ale za złe zachowanie dostanie w tyłek? Powtażam więc - jeśli mówiemy o wolności to oznacza to wybór dobra lub zła bez poniesienia konsekwencji! Z drugej strony mamy dwi ścieżki: prostą i przyjemną ścieżkę własnego egoizmu i hołdowania własnym przyjemnościom oraz trudną ścieżkę miłowania bliźnich i oddania im samego siebie. Pójście prostą ścieżką, wybranie egoizmu jest złem, za które nie dostajemy klapsa w tyłek. Dlatego, wobec braku negatywnych konsekwencji utwierdzamy się w drodze ku złu i popadamy w niewolę gdyż zmiana kierunku zaczyna przerastać nasze siły (najprostszym tego przykładem są nałogi). Pójście ścieżką trudną wymaga wysiłku. Musimy ciągle przezwyciężać swoją słabość i miłość własną. W każdej chwili możemy zwątpić i wybrać łatwiejszą drogę. I my to ciągle robimy bo pokusa jest olbrzymia. Jednak wytrwałość w dążeniu do dobra dodaje nam siły i pozwala przezwyciężyć chwilowe słabości. W odróżnieniu od opisu Anuszki ja tak rozumiem wolność i jej relację do dobra i zła. Czy to jest właściwe rozumienie? Zawsze jestem otwarty na dyskusję :). Pozdrawiam serdecznie, Radek Odpowiedz Link Zgłoś
nalewood Re: Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 23:17 "Aha: nie mam tu na myśli tzw. "sprawiedliwości społecznej". To już było." Miłość bliżniego i przykazanie "nie zabijaj" też już było praktykowane długo i częstokroć z równie mizernym skutkiem jak wspomniana sprawiedliwość społeczna czy z tego wynika że z nich także powinniśmy zrezygnować? Odpowiedz Link Zgłoś
y00rek Re: Jaki był ten pontyfikat 15.04.05, 23:24 To ironia była (ustrój PRL oficjalnie był wszak ustrojem "sprawiedliwości społecznej"). Może faktycznie nie dość mocno zaakcentowana. pozdr. y. Odpowiedz Link Zgłoś
fritz.fritz Specyficzne zrozumienie wolnosci i kosciola 16.04.05, 21:41 Pan Graczyk pisze cytujac: "Im wiecej czlowiek czyni dobra, tym bardziej staje sie wolnym. Prawdziwa wolnoscia jest tylko wolnosc w sluzbie dobra i sprawiedliwosci. Wybór nieposluszenstwa i zla jest naduzyciem wolnosci i prowadzi do »niewoli grzechu «” (KKK 1732,1733)." I tak o to rozumie ta wypowiedz: " Bo jesli nazwiemy "prawdziwa wolnoscia" wybór dobra, to automatycznie wybór zla musimy traktowac jako "wolnosc falszywa", nie-wolnosc, niewole ("niewole grzechu") - a w takim razie znika mozliwosc wyboru. Innymi slowy: wolnosc nie polega na mozliwosci wyboru, a jedynie na wyborze dobra." To zrozumienie jest troszeczke nielogiczne w paru punktach, mianowicie: 1. wybor "zla" nie oznacza "falszywej wolnosci" (to jest przeciez semantyczny bezsens) tylko zlego wyboru poniewaz jest sie wlasnie wolnym. W wyniku zlego wyboru, a zly jest taki wybor, ktory nie sluzy sprawiedliowsci i dobru, ma sie mniej wolnosci. 2.Wniosek autora ze "Innymi slowy: wolnosc nie polega na mozliwosci wyboru, a jedynie na wyborze dobra.". Z wnioskiem tym autor ma problem: nie zgadza sie z nim. I slusznie. Ten wniosek jest naprawde rowniez bez sensu. Co do roli kosciola i nowoczesnego swiata: Na tym wlasnie polega roznica miedzy powiedzmy klubem politycznym a kosciolem reprezentujacym wiare. Kazdym kosciolem i kazda wiare. Np. SLD, ze zmienia zasadniczo swoje poglady z biegiem czasu, np. w ciagu ostatnich 16 lat, od 1989 roku. Wyobrazcie sobie, kosciol bylby rowniez tak samo nowoczesny i otwarty na swiat i dokladnie w ten sam sposob dopasowywalby sie do nowoczesnego swiata. Jeszcze raz zupelny bezsens. Sila kosciola polega na tym, ze sie wlasnie nie zmienia. Ze jest dokladnie taki sam. Ze jezeli ktos da sie zamrozic na 500 lat to po obudzeniu pojdzie do kosciola i zmowi dokladnie te same modlitwy. To jest elementarne dla kazdej wiary. Czekam zreszta na krytyke nienowoczesnosci judaizmu. Przeciez ta dziwna religia jest znacznie starsza od KK i cholera, nie ma najmniejszego zamiaru sie zmienic. Czyzby byla idealna? Jedyna doktryna kosciola, ktora naprawde jest problematyczna, to jest stosunek...do stosunku. Ah, jak yoorek napisal, sa kluby lesbijek, sa kluby kobiety nowoczesnej i nikt nie wpada na pomysl postawienia faceta na ich czele. Rowniez nikt nie zmusza lesbijek do regularnego spolkowania z panami. Kosciol Katolicki jest najbardziej tolerancyjna religia i dzieki tym wartosciom ktore przekazal spoleczenstwom Europy, powstala wlasnie obecna kultura europejska. Wystarczy ja porownac np. z kultura muslimska: niewierne kobiety zostaja po prostu ukaminiowane. Pare innych religii i cywilizacji rowniez dyskryminuja obcych. Jedynie Europa, no i USA ( w tym sensie to Europa) sa w tym sensie tolerancyjne. Ah, ci ktorym nie podoba sie kosciol katolicki utworzyli klub: kosciol protestancki. Proby wymuszania reformo KK sa dowodem extremalnej wrecz nietolerancji. Odpowiedz Link Zgłoś
y00rek Re: Specyficzne zrozumienie wolnosci i kosciola 17.04.05, 04:19 > Ah, jak yoorek napisal, sa kluby lesbijek, > sa kluby kobiety nowoczesnej i nikt > nie wpada na pomysl postawienia faceta na ich czele. Jak gdzieś to napisałem?? No proszę, proszę. A myślałem, że pomroczność jasna zdarza się wyłącznie w rodzinach prezydenckich ;) pozdrawiam, y. Odpowiedz Link Zgłoś
pepperoni_prawdziwy Śmieszny redaktor RG 18.04.05, 13:51 Publicyści byli lub obecni "Tygodnika Powszchnego" są pocieszni: zza biureczka w redakcji recenzują działalność człowieka, który kierował strukturą zrzeszającą w ścisły bądź luźny sposób blisko miliard ludzi na sześciu konstynentach. Siedzi sobie taki redaktor Graczyk, siedzi za biureczkiem, tu pochwali, tu skarci, tu zrobi zatroskaną minę. Tu podpowie następcy JP II jak zbawić świat. W wszystko z miną zatroskanego mędrca. Śmieszne. Pewnie mu smutno, że jego publicystyki nikt nie recenzuje tak uważnie, jak on recenzuje pontyfikat Wielkiego Papieża. Odpowiedz Link Zgłoś
mbishop Znakomity i mądry tekst. Gratulacje dla Autora 15.04.05, 22:56 Dawno nie czytałem tak wyważonego, bezstronnego i przenikliwego tekstu o nauczaniu Papieża. Jeszcze raz gratuluję. Odpowiedz Link Zgłoś
ochmis Re: Znakomity i mądry tekst. Gratulacje dla Autor 16.04.05, 15:59 Albo rzadko, albo malo czytasz! Pozatym przylaczam sie! Odpowiedz Link Zgłoś
lejaga Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 00:39 Na temat potyfikatu bedziemy sluchali wiele opinii, czytali roznych autorow, przez bardzo dlugi czas, do nastepnych pokolen wlacznie. Jak to zwykle bywa, bedzie prawie tyle opinii ilu wyrazajacych je. A Papiez byl tylko jeden. I teraz widac jak jeden, wybitny czlowiek, , potrfil /i tak bedzie dalej /, poruszyc umysly i dusze ludzi. I w tym jest Jego WIELKOSC, obojetnie jak beda wypadac te oceny. Odpowiedz Link Zgłoś
wojna_o_kase nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojtyly ? 16.04.05, 00:43 nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojtyly ? - to byloby zle dla kosciola. Wojtyla oslabial reformy II soboru Watykanskiego, mianowal samych twardoglowych kardynalow i pozwalal tysiacom ludzi umierac na AIDS bo nie tolerowal prezerwatyw. Za jakies 200 lat medrcy kosciola przeczytaja Darwina i powiedza: 'ooops!, sorry, od dzis mozna z gumkami...'. Do tego czasu tysiace ludzi umra niepotrzebnie. Kosciol zrozumial ze Galileusz mial racje po... 400 latach. Yntelektualysci. Odpowiedz Link Zgłoś
szemor Re: nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojt 16.04.05, 08:44 Wiesz, jaki wybór będzie dobry dla Koscioła i co będzie za 200 lat, a także umiesz ocenić 150 kardynałów mianowanych przez Jana Pawla II. Wartosc tej wiedzy jest taka sama, jak sugestia, ze tysiące ludzi umiera na AIDS z powodu stanowiska Kosciola w kwestii prezerwatyw. Odpowiedz Link Zgłoś
johnybravo6 Re: nastepny papiez kontynuatorem polityki Wojt 16.04.05, 19:41 Mysle ze troche jest w tym przesady ze JPII przyczynil sie do wzrostu umieralnosci na AIDS wsrod poludniowoafrykanskich dzieci zakazujac stosowania prezerwatyw. PO pierwsze na wszystkich prezerwatywach jest napisane ze nie stanowia skutecznej ( w sensie 100%) ochrony przed zakazeniem wirusem HIV oraz tzw chorbami przenoszonymi droga plciowa. Jedynie zmniejszaja ryzyko takiego zakarzenia. Wiec skladanie na plecy JPII odpowiedzialnosci za ozwoj epidemii AIDS w krajach trzeciego swiata jest zarzutem bezpodstawnym i nieodpowiedzialna populistyka. PO drugie brak kontroli urodzen w krajach trzeciego swiata nie wynika z wiary ale raczej z braku edukacji ku temu potzrebnej oraz dostepnosci srodkow regulujacych ilosc poczetych dzieci. PO trzecie prezerwatywy nie maja az tak wielkiego wplywu na zakazenie wirusem hIV jak naprzyklad mialaby dostepnosc srodkow medycznych zmniejszajacych replikacje wirusa w okresie okoloporodowym . Otorz wirys z matki na dziecko przenoszony jest naczsciej w ostatniej fazie ciazy i w czasie porodu. Bez zastosowania lekatst typu Zydowudyna ryzyko zakarzenia noworodka waha sie w granicach 26-30 procent podczas gdy stosowanie zydowydyny w okresie okoloporodowym zmniejsza to ryzyko do 8% czyli trzykrotnie. Wiec moze zarzut powinien raczej dotyczyc krajow bogatych ktore nie finansuja leczenia zakarzonych matek w okresie okoloporodowym . I jeszcze jedno . NAjkczestrza przyczyna tzw. nabytych niedoborow odpornosci na swiecie ( do tego typu chorob zalicza sie AIDS (Aquired immunodeficiency syndrom-tlum. zespol nabytego niedoboru odpornosci ) jest niedozywienie wsrod dzieci wystepujace zwlaszcza w krajach tzw. Trzeciego Swiata. W porownaniu z niedorzywieniem ktore tam wsrod dzieci panuje klopoty z AIDS nie sa az tak wielke choc zdecydowanie lepiej brzmia w mediach zwlaszczaze zarzut o niedorzywienie uderza we wszystkie panistwa tworzace ONZ. Stan dzieci w tych krajach zdecydowanie by sie poprawil gdyby ich codzienna porcja ryzu byla zdecydownie wieksza i bardzei bogata niz dotychczas. Coz byc moze KOscol katolicki wykazuje sie pewna niekonsekwencja w dopuszczaniu naturalnej i nieskutecznej antykoncepcji a negowaniu sztucznej ale skutecznej , niemniej obwinnianie JPII za epidemie AIDS w Afryce to sztrzal badzo niecelny. POzdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 01:09 Te pseudorefleksje pana Graczyka warto skonfrontować z jakimś rzetelnym opracowaniem myśli papieża. Personalizm to poważny nurt filozofii, jak widać, dla pana Graczyka zupelnie nie-do-ogarnięcia. Stąd kuriozalne "sprzeczności", jakich ten byle gazeciany pseudointeligent się niby to dopatrzyl. Jeśli chodzi o blokowanie depaty publicznej to polecam panu G. inne tematy (już nie zastępcze), np. "Rola GW w blokowaniu debaty publicznej dotyczącej obecności polskich wojsk w Iraku" albo "Dlaczego GW marginalizowala stanowisko papieża, jeśli chodzi o tęże agresję na suwerenne państwo" albo "Dlaczego w GW przestano drukować poważne artykuly na temat aborcji, gdy tylko SLD zawarlo uklad z kościolem: czerwoni nie ruszają aborcji, czarni popierają wejście do Unii" (to ostatnie to tak na marginesie postulowanych przez Graczyka kościelnych debat na temat roli kobiet). Jak już uderzać się w piersi, to najpierw w swoje, potem cudze. Zasad zwyklej przyzwoitości matka i ojeciec nie nauczyli, czy co? Zainteresowanym polecam bordzo przystępne opracowanie personalizmu (również nurtu "papieskiego"). Przypominam, że papież wykladal etykę personalistyczną przez kilkanaście lat swojej profesury na KULu (uogólniam, by wydobyć ignorancję Graczyka, której nie uratowal nawet cytat z Koakowskiego). www.osoba.pl/personalizm.html Odpowiedz Link Zgłoś
switka Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 09:08 No i właśnie to jest najbardziej rozdrażniające - obrońcy doktryny Papieża, którzy swą polemikę pozbawiają argumentów, a wkładają w nią tyle jadu i obelg!!! Czuję, że to oni osłabiają siłę Jego nauki, tak ja Radio Maryja hańbi polski katolicyzm. Graczyk napisał - moim zdaniem - tekst, który parę kwestii filozoficznych i historiozoficznych w nauce Jana Pawła wyjaśnia, a właściwie uwypukla. Mnie też się od dawna coś nie zgadzało, ale nie wiedziałam co - nie czytałam encyklik (postanowiłam poprawę), papieską doktrynę pośrednio. To że wszyscy kochamy Papieża, nie może pozbawić nas zmysłu krytycznego, ostatecznie wkrótce wybiorą nowego Papieża i warto będzie znać słabsze miejsca w nauce Kościoła, żeby umieć kolejnego Piotra ocenić jak należy. Ja osobiście bardzo dziękuję p. Graczykowi za ten artykuł. Agresywna krytyka Jana Pawła (nawet jeśli merytorycznie uzasadnina) poprostu boli i obraża naszą miłość i przywiązanie do Osoby. Natomiast kolejne laurki nie wnoszą niczego nowego, zaczyna się robić monotonnie. Na taki artykuł czekałam od dawna. Katarzyna. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 15:01 Pani Katarzyno, pani mnie po prostu oslabia. Wybaczy pani, ale zanim się ustosunkuję, podam parę faktów: jestem niewierząca, ale czytająca i to samodzielnie. Mnie niczyje pośrednictwo w przyswajaniu sobie książek (w tym encyklik) nie jest potrzebne. Stąd może obca jest mi postawa, która panią charakteryzuje: nie wiem o co chodzi, ale dobrze, że krytykują (CHOĆBY BEZ SENSU), bo już się zaczynalo robić nudno. A Ci, którym się to nie podoba, znaczy się, mają problemy z przedlużoną żalobą. Otóż ja nie mam. Oczywiście papież jest dla mnie ważny, bo dzięki niemu żyję w wolnym kraju. Tylko co ma piernik do wiatraka... Nie skrytykowalam AKTU krytyki papieża, tylko jakość tej krytyki. Recepcja myśli papieża nie powinna się, moim zdaniem, zaczynać od byle czago. Wybaczy pani, ale o personaliźmie nie ma w tym artykule nic. Na pytanie: dlaczego wolność realizuje się tylko poprzez wybór dobra, otrzymujemy kryptomarksistowski "dialektyczny" belkot. Przedstwione są za to "sprzeczności", jakie wywoluje to pytanie w glowach hedonistów z bogatego świata kapitalistycznego. Sorry koleżanko, ale projekcja wlasnych ulomności intelektualnych na trudny system filozoficzny jest po prostu śmieszna. (Bodajże Pieronek opowiadal dowcip, krążący po KULu, że księża, którzy trafią po śmierci do czyśćca, będą musieli za karę czytać książki Wojtyly) Jako pierwszy wolalabym przeczytać wyczerpujący artykul przedstawiający stosunek Wojtyly do indywidualizmu zachodzniego, a dopiero POTEM polemikę, nawet niech to będzie jakiś "Nie=wiadomo-kto" Graczyk. Zgadza się pani ze mną w tym punkcie? Czy jednak zadowala panią pseudo-polemika z kwestiami, którym sobie pani jeszcze nie przyswoila? (To nie jest zarzut - sama jestem na początku drogi). Cóż, czerpanie wiedzy z krytyki kogoś, kto sam nie wie, o czym pisze, jest dla mnie jednak kuriozalne... Apeluję więc do redaktorów, by wykorzystali chwyt, którego tak nadużywali podczas inwazji na Irak, kiedy niemal w każdym numerze gazety byly przedruki z konserwatywnej prasy probuszowskiej :-PPP Teraz warto by zrobić podobnie - udostępnić lamy ludziom, którzy przestudiowali myśl papieża, czyli zapewne tzw. otwartym katolikom. Następnie redaktorzy mogą już zrezygnować ze swoich zwyczajowych praktyk, czyli odrzucania artykuów polemicznych, jak to bylo podczas agresji na Irak, kiedy odmówiono wydrukowania wywiadu z KURONIM!). WTEDY krytyki niech będzie jak najwięcej, z prawa, z lewa, z góry i z dolu... Odpowiedz Link Zgłoś
silver.dragon Re: Graczyk pomyśl wpierw 17.04.05, 14:21 Muszę przyznać, że ja też miałem niesmak z powodu agresywnego tonu Twoich wypowiedzi, Margo (przepraszam, że nie tytułuję "Pani" ale pasuje mi to do dyskusji forumowych). Doceniam natomiast Twoją wiedzę i podziwiam zdolność do samodzielnego zagłębiania się w literaturę traktującą o filozofii. I chociaż ton mi nie odpowiadał to jestem też bardzo wdzięczny za krytykę akrtykułu bo powala ona znaleźć szerszy kontekst zawartych w nim tez. Nawet jeśli jestem osobą, która sobie "jeszcze tych kwestii nie przyswoiła". Pozdrawiam, Radek Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 17.04.05, 23:03 Za komplementy - dziękuję, a jeśli chodzi o ton, to się bardzo poprawil, skoro nie kasują już moich postów ;-DDD Odpowiedz Link Zgłoś
wicek.wacek Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 15:14 Artykul Graczyka nie jest agreywny. Jest taki, no "za a nawet przeciw". Jesli go uwaznie przeczytac, to po kilku zdawkowych pochwalach kwestionuje wlasciwie wszystkie fundamenty nauczania papieskiego. Nie jest to zreszta nowoscia u tego autora, przed 10 laty rozbijacza "Tygodnika Powszechnego". Graczyk polemizuje z papieskim rozumieniem wolnosci i prawdy, w imie liberalizmu, jaki wyznaje. Wolnosc, to dla niego "wolnosc od...", a prawdy bezwzglednej nie ma. Ale jakiz by to byl najwyzszy autorytet Kosciola, ktory by kwestionowal istnienie prawdy obiektywnej, czy tez propagowal "wolnosc od..". Papiez daje nauki katolikom, a inni, jesli chca, niech te nauke przyjma. Imputujac naukom papieskim to, ze wioda one do sprzyjania opresywnym rezimom czy do kwestionowanaia demokracji, Graczyk jest po prostu nieuczciwy. Dodam jeszcze dwie istotne rzeczy: wbrew temu, co Graczyk twierdzi, Papiez, ani Kosciol nie sa przeciw "wolnosci od...", ani tez nie zmuszaja niewierzacych do uznania wiary katolickiej. Domagaja sie natomiast dzialania zgodnego z sumieniem. Nie dziwi to wcale u Autora soborowej deklaracji "O wolnosci religijnej". Przypomne slowa Papieza i Kosciola odnosnie wolnosci i prawdy. Odnosnie wolnosci tak Papiez wypowiedzial sie na Bloniach Krakowskich w 1979 r.: "Czy mozna powiedziec Bogu: nie!, Chrystusowi: nie! Oczywiscie, mozna. CZLOWIEK JEST WOLNY! Ale, czy wolno? I w imie czego wolno?!". Co do prawdy, przytocze fragment wielkopiatkowej modlitwy za niewierzacych: "Modlmy sie za tych, ktorzy nie uznaja Boga, aby w szczerosci serca postepowali za tym, co sluszne..." Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 17:41 Dokladnie tak odbieram ten artykul, jak to opisaleś :-) Krytyczna recepcja nauki papieskiej jest jak najbardziej wskazana. Najpierw jednak należy przedstawić myśl papieża od środka, w jej wlasnej logice. (Zwlaszcza w gazecie, która tak się pyszczy na temat faktu, że Polacy nie znają książek ani encyklik Wojtyly.) Dopiero potem przystąpić do polemiki, nazywając przy tym po imieniu ideologię, która przyświeca dziennikarzowi. Wtedy jest przynajmniej jasność stanowisk. Wkurza mnie też utożsamianie przez Graczyka nowoczesności z liberalizmem - pojawienie się technicznych nowinek automatycznie implikuje wedlug niego korzystanie z nich: stosuję hormonalne środki antykoncepcyje - bo są; spuszczę bombę atomową - bo mam ją akurat na skladzie.... AIDS w Afryce nie powstrzymają spekulancko drogie lekarstwa zachodnich koncernów, tylko papieski prikaz stosowania prezerwatyw, produkowanych w Chinach przez zachodnie firmy....itd Ciekawe ile poczekamy na "polemikę" Węglarczyka, który skrytykuje papieża za to, że ten nie poparl wojny w Iraku. Zapewne dowiemy się z niej, że papież wspieral reżimy opresywne, (od których za to wyzwala Busz, Kwas i Michnik ;- PPPPP), bo nienawidzil demokracji i wolności..... Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 21:49 Ja studiowałem papieskie encykliki i myślę, że graczyk ma rację. Wicek Wacek myślę, wolność to jednak ciągl;e możliwość wyboru i na tym się powinno poprzestać. Graczyk to bardzo przejrzyście wyjaśnia. Definicja katechizmowa może natomiast prowadzić do groźnych konsekwencji. Skoro moja wolność wzrasta wraz ze zmniejszaniem się okazji do grzechu, to czyż nie lepiej zbudować dla mnie takie instytucje (prawo), które owe okazje do grzechu będą maksymalnie ograniczać? To dlatego Leszek Kołakowski, komentując papieską definicję, napisał, że owa "Augustyńska doktryna w tym punkcie jest dobrym uzasadnieniem reżimu opresywnego" ("Puls", nr 62). Nic dodać nic ująć. Nie zgadzam się że Papież daje nauki tylko katolikom to bardzo zawężająca rola tego pontyfikatu. Z jego nauk czerpał cały świat /mam nadzieję/. Jeżeli zaś chodzi o odniesienie do prawdy i demokracji to tutaj również słuszność ma Graczyk. Jeżeli przyjmiemy, że istnieje prawda obiektywna, a lepiej absolutna. I tę Prawdę Absolutną /zgodnie z tym co powiedział o Sobie Chrystus/ nazwiemy Bogiem to zgodzisz się, że na tej ziemi nikt /nawet Kościół/ nie posiada tej Prawdy, bo nie można posiadać Chrystusa. Jeden może być jej bliżej, inny dalej, ale nie można jej zadekretować, jak tego bardzo często domagają się niektórzy ludzie Kościoła lub powołujący się na Jego autorytet. Prawda jak mówi Sobór Watykański II obroni się siłą samej prawdy. Myślę, że Graczyk nie chce aby Kościół negował istnienie prawdy obiektywnej /wolałbym mówić Prawdy Absolutnej/ on tylko przypomina, że wszyscy tej prawdy poszukują /przynajmniej powinni poszukiwać/ i za nią dążą, ale jej nie posiadają. I tu zgadzam się z tym co napisałeś :Modlmy sie za tych, ktorzy nie uznaja Boga, aby w szczerosci serca postepowali > za tym, co sluszne..." > "Czy mozna powiedziec Bogu: nie!, Chrystusowi: nie! Oczywiscie, mozna. CZLOWIEK > JEST WOLNY! Ale, czy wolno? I w imie czego wolno?!". No właśnie w imię czego wolno? Myślę, że wolno właśnie w imię wolności. Bo Bóg nigdy nie zniewala i tego nie może robić także Kościół i Papież. To czego się domaga Margo stoi przed nią otworem. Kto zabrania zająć się personalizmem głębiej i przedstawiać go na szerszym forum. Zarzuty, że nie zrobił tego Graczyk w swoim krótkim artykule są pozbawione podstaw. Nie takie było zadanie tego artykułu. Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Jeszcze małe dopowiedzenie 16.04.05, 22:50 Odnośnie tytułu to rzeczywiście zgadzam się, że jest dobrany nieszczęśliwie. To "jaki był ten pontyfikat" nie da sie zamknąć w klamrze wolności, prawdy i demokracji. i tu się zgadzam z Margo. O ile dobrze odczytałem jej intencje. Acha jeszcze pytanie. Gdzie Dostojewski umieścił to swoje stwierdzenie: "gdybym miał wybierać pomiędzy prawdą a Chrystusem, to wybrałbym Chrystusa"? To jest bardzo dyskusyjne stwierdzenie. Myślę, że Dostojewski wiedział, że nie da się oddzielić Chrystusa od prawdy. Ale jestem ciekawy gdzie on to zamieścił. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Jeszcze małe dopowiedzenie 16.04.05, 23:07 W "Idiocie" albo w jakichś swoich wypowiedziach dotyczących tej powieści. Postaram się sprawdzić, ale teraz idę oglądać "Lśnienie". Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Jeszcze małe dopowiedzenie 17.04.05, 01:07 Wracając do Dostojewskiego: to stwierdzenie o Jezusie i Prawdzie jest kluczem do rozumienia jego twórczości. Dyskutować zawsze można, byle nie na zasadzie, że "pana stwierdzenie jest dyskusyjne, dlatego panu już dziękujemy". To raczej refleksja, nad którą trzeba się pochylić, czyjś wybór moralny, a nie teza do udowodnienia. Worto by też to stwierdzenie skonfrontować z myślą papieża, z tym że należy pamiętać, że Dostojewski "nienawidzil" katolicyzmu, Zachodu i Polaków. Jeśli chodzi o tytul artykulu to myślę, że gdzieś się spotykamy. Tyle że tam gdzie ty widzisz bląd w sztuce albo nieszczęśliwy wypadek, ja dostrzegam celowe dzialanie. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 16.04.05, 23:04 Jeśli faktycznie stydiowaleś encyklikal, to może się popiszesz wlasnymi przemyśleniami. Cytat z Graczyka i zapewnienie, że ma on rację, to czyste klakierstwo. Poza tym cytowanie Kolakowskiego jest idiotyzmem. Papież nie chcial żadnych instytucji opartych na jakiejś doktrynie prawdy. A to że Kolakowski wyjeżdża z takimi możliwymi konsekwencjami to tylko przyzwyczajenia starego komucha, dla którego bolszewickie metody budowania systemów to chleb powszedni. Tym którym wydaje się, że Kolakowski to czolowy antykomunista przypominam, że dlugie lata byl on doktrynerem marksizmu. Co prawda zająl się w pewnym momencie jego krytyką, ale jak widać pewne nawyki mu jednak zostaly. Reszte twoich wywodów na temat Prawdy zmilczę, bo są tandetne i sklaniają mnie do opini, że twoje lektura encyklik byla mocno powierzchowna, żeby nie powiedzieć bezmyślna. Sorry, ale przeczytaj za jakiś czas to co napisaleś, a myślę, że się ze mną wtedy zgodzisz. Poza tym wydaje mi się, że uzasadnilam to, dlaczego przed polemiką powinno iść przedstawienie poglądów autora. Mianowicie dlatego, że taka pani Kasia będzie nauki papieża oglądać przez pryzmat tego, co nawypisywal Graczyk. Będzie taką ofiarą manipulacji, aż szkoda, że na wlasną prośbę. Oczywiście rozumiem, jakie cele wyznaczyl sobie Graczyk i fakt, że je sobie realizuje. Ja krytykowalam przede wszystkim politykę redakcji i to, że swiadomie dopuszcza ona do nadużycia. Że radośnie dąży do zalożenia czytelnikom liberalnych okularów. A rola mediów w przybliżaniu myśli papieża będzie niestety decydująca. Zobacz po sobie: czytaleś niby encykliki, a nie umiesz wyartykulować wlasnych sądów, powtarzasz slowo w slowo to, co przeczytaleś w gazecie. Jutro wydrukują co innego i też będzie paplal: tak, tak, tak albo i ja też, i ja też... Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Re: Graczyk pomyśl wpierw 17.04.05, 08:41 Wiesz muszę powiedzieć, że Twoje uwagi są obraźliwe. Żeby zreferować poglądy Papieża trzeba by wydać niejedną książkę. Natomiast artykuły polemiczne mają to do siebie, że zakładają już jakąś wiedzę u czytelnika. Jakaś tam p. Kasia myślę, że nawet gdyby przeczytała jakieś obszerne przedstawienie poglądów Papieża to i tak niewiele by z tego wyniosła. Poza tym popatrz na swoje posty, poza tym, że obrażasz innych nie przedstawiłaś żadnych swoich argumentów, tylko uparcie trzymasz się tezy, że Graczyk manipuluje Papieżem. Bez żadnych dowodów. No może z wyjątkiem wydumanej tezy, że nie omówił obszernie całej nauki Papieża. Ale o tym już pisałem, że zakładał już jakąś wiedzę u czytelnika. Jeżeli czujesz głód tej wiedzy to nie czekaj, aż Graczyk, czy inny redaktor przedstawi ci gotową papkę, tylko sama bierz się za studiowanie dokumentów i przemówień papieskich. Nie powtarzam bezmyślnie za Graczykiem, tylko przytoczyłem fragment, który, wg mnie, dobrze objaśnia rozumienie wolności. Ja się z tym zdaniem zgadzam i dlatego je przytoczyłem. Bóg nie rozumie wolności w sensie ciągłego wyboru dobra. On sam zdawał sobie już w Raju sprawę, że człowiek może Go odrzucić. On poszukuje człowieka i ciągle wskazuje drogę do szczęścia, ale chce, by człowiek sam się przekonał o słuszności tej drogi. Zgadzam się że wolność ludzka nie jest absolutna, że sam na własne życzenie popada w niewolę "nie czynie dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę". Tylko, że należy pamiętać, że granicą wolności jest drugi człowiek. Tam gdzie zaczyna się łamanie wolności drugiego tam zaczyna się niewola. Dlatego nikt nie może w imię mojej wolności nakładać mi wędzideł. Owszem, jeżeli mój wolny wybór naruszy czyjąś wolność i nietykalność, naruszy czyjeś prawa, to muszę za to ponieść konsekwencje. Ale każdy ma prawo do błędu i każdy ma prawo wybierać również zło. tego prawa nie odebrał nawet Bóg, kóry najbardziej chce szczęścia człowieka. Dlatego jeżeli papieskie rozumienie wolności będziemy rozumieć jako propozycję to pełna zgoda na nią. Nie chcę Cię obrażać, bo nie o to chodzi, ale nie można zgrywać mędrka, który pozjadał wszystkie rozumy i nie przedstawiac, żadnych konkretnych argumentów. Tylko uparcie twierdzić, że Graczyk jest be, Gazeta jest be, bo manipuluje Papieżem, bo jest liberalna /jakby to było coś wyjątkowo złego/ i nie przedstawia całości jego poglądów. A poza tym uderzę się w piersi i rzeczywiście jeszcze raz przeczytam nie tylko papieskie dokumenty, ale i dokumenty soborowe. Bo ostatnio to zaniedbałem i wybierałe to co się przyda w kazaniu. Ale ok przeczytam jeszcze raz i ciebie też zachęcam. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 02:10 Cóż, może faktycznie nadaję w wyższym rejestrze, niż powinnam (zwykle jest bowiem tak, że siadam do komputra wtedy, gdy coś mnie wyjątkowo zirytuje). W każdym bądź razie nie chciałam urazić ciebie jako osoby, a co najwyżej ciebie jako autora konkretnego postu. Każdy z nas, forumowiczów, musi się liczyć z odrzuceniem naszych wynurzeń i nie ma co robić z siebie obrażonej primabaleriny, proszę pana. Graczyk publikuje niezłe rzeczy, dotyczące Episkopatu, np. głośno komentowany wywiad z Pieronkiem. Tu go doceniam. Gdy jednak zaczyna "grzeszyć pychą" i niewiadomo z jakich „wyżyn intelektualnych” krytykować życiowy dorobek papieża, to patrzę mu uważnie na ręce. A te nieskazitelnie czyste, okazuje się, nie są – stąd mój sarkazm. Wiem skądinąd jak się obrabia teksty w redakcjach i może być tak, że niektóre skróty zwulgaryzowały "subtelność" jego wywodu, o ile go w ogóle "nie podkręciły" do granic wypaczenia. Jeśli tak to niech sobie Romek załatwi tę sprawę w redakcji, bo ja nie zamierzam go przepraszać. Jako czytelniczka przyznaję sobie bowiem prawo do wymagań. Jeśli dostrzegam nieścisłości, nadużycia czy nierzetelność, zgłaszam reklamacje. Główne prawo kapitalizmu: "płacę, więc wymagam", no chyba że się mylę ;-) "Jakaś tam pani Kasia" - to pani Katarzyna z któregoś z powyższych postów. Postanowiła otoczyć mnie troską chrześcijańską, co jest piękne, choć zbędne. Jeśli natomiast chodzi o kompetencję czytelników, to może takową zakładać prasa SPECJALISTYCZNA, ale nie ta masowa. Jeśli tzw. dziennik opinii nie informuje o zapatrywaniach ideologicznych publicysty, to oznacza to, że wyraża on stanowisko redakcji. A jak wieść gminna niesie, Wyborcza mieni się liberalną jedynie w działach gospodarczych. Co do reszty jej zawartości to, prócz jawnych sympatii do PeDecji, utrzymuje ona (iluzję), że jest obiektywna do ostatniej kropli tuszu. A skoro tekst Graczyka neutralny światopoglądowo nie jest, to chyba należy przyjąć, że pewna manipulacja czytelnikiem zachodzi, prawdaż czy nieprawdaż? Nigdzie nie napisałam z kolei, że Graczyk manipuluje Papieżem. Mefisto z niego doprawdy żaden ;-) Nie będę też wchodzić w polemiki "teologiczne", a więc "zgrywać" mędrka, co mi imputujesz. Właśnie dlatego, że mam w sobie (wbrew pozorom) duże pokłady pokory, przynajmniej wobec papieża. Jak mi się wyklaruje coś sensownego, wartego podzielenia się z innymi, to wejdę na jakieś forum i sobie ulżę psychicznie. No chyba że będziesz bardzo nalegał, to się wezmę i wysilę teraz ;-DDDDD Odpowiedz Link Zgłoś
silver.dragon Spójrzcie na to nadużycie: 17.04.05, 14:43 "Skoro moja wolność wzrasta wraz ze zmniejszaniem się okazji do grzechu..." W którym miejscu powyższe stwierdzenie wynika ze słów Katechizmu "Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym"? Brak okazji do grzechu nie ma nic wspólnego z czynieniem dobra! Żałuję, że moja wnikliwość czytania artykułów nie jest taka żeby zauważyć takie nadużycie od razu, po pierwszym spojrzeniu na te słowa. I dziękuję tym bardziej forumowcom za tę świetną dyskusję, która pozwala trochę dokładniej przeanalizować artykuł. Według mnie taki przeskok z cytatu KKK do tezy pana Graczyka dyskwalifikuje tę część artykułu traktującą o Wolności (Muszę znaleźć cytowany fragment Kołakowskiego). Wracam do analizy pozostałych fragmentów :) Pozdrawiam, Radek Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Też mi nadużycie 17.04.05, 16:06 Kolejny mędrek się znalazł. Nadużyciem jest to co ty zrobiłeś cytując tylko wygodny dla ciebie fragment katechimowej definicji. Cała , przytoczona przez Graczyka definicja, brzmi: "„Wolność, dopóki nie utwierdzi się w pełni w swoim najwyższym dobru, jakim jest Bóg, zakłada możliwość wyboru między dobrem a złem, a więc albo wzrastania w doskonałości, albo upadania i grzeszenia. Charakteryzuje ona czyny właściwe człowiekowi. Staje się źródłem pochwały lub nagany, zasługi lub winy. Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym. Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w służbie dobra i sprawiedliwości. Wybór nieposłuszeństwa i zła jest nadużyciem wolności i prowadzi do »niewoli grzechu «” (KKK 1732,1733). Właśnie to stwierdzenie: Wybór nieposłuszeństwa i zła jest nadużyciem wolności i prowadzi do »niewoli grzechu « implikuje to stwierdzenie Graczyka :"Skoro moja wolność wzrasta wraz ze zmniejszaniem się okazji do grzechu..." Jeżeli człowiek mając okazję czynić dobro nie czyni go, to tym samym choćby nie czynił jawnego zła też popełnia grzech zaniedbania dobra, dlatego też brak okazji do grzechu ma bardzo dużo wspólnego z czynieniem lub nie czynieniem dobra. Graczyk więc mógł użyć stwierdzenia: :"Skoro moja wolność wzrasta wraz ze zmniejszaniem się okazji do grzechu..." Nie widzę tutaj w tym stwierdzeniu niczego niestosownego. Odpowiedz Link Zgłoś
silver.dragon Re: Też mi nadużycie 17.04.05, 20:28 Biję się w piersi, że i ja zastosowałem zbyt duży skrót. Muszę się z Tobą zgodzić, że końcówka tego cytatu pozwala wysnuć taką implikację jaka znalazła się w artykule. Jednak całość cytatu na to w żadnym razie nie pozwala. Jak sam trafnie zauważyłeś zaniedbanie dobra też jest złem. W związku z tym wybór jest dwubiegunowy: wybieram zło, albo dobro (co nie znaczy oczywiście, że każda podejmowana przez nas decyzja ma aspekt moralny). To też znalazło się w cytacie: "Wolność [...] zakłada możliwość wyboru między dobrem a złem, a więc albo wzrastania w doskonałości, albo upadania i grzeszenia" W tym kontekście powiedzenie "brak okazji do grzechu" oznaczałoby czynienie dobra z braku innego wyjścia co samo w sobie jest absurdalne. Żeby takie określenie miało sens, "brak okazji do grzechu" trzeba więc zrozumieć jako brak okazji do krzywdzenia innych czyli aktywnego czynienie zła. Jednak taki "brak okazji do grzechu" jest sprzeczny z początkowym fragmentem cytatu z KKK (i z Twoją uwagą o złu jako braku dobra). Istotne w tej dyskusji są jeszcze dwa aspekty: Po pierwsze pan Graczyk nie twierdzi, jak rozumiem, że doktryna kościoła ze względu na ten fragment aprobuje "reżimy opresyjne", lecz, że mogłoby to posłużyć do uzasadnienia reżimu opresyjnego. Nie bardzo w związku z tym rozumiem czego autor oczekiwałby od Kościoła. Czy żeby dla wytrącenia argumentów z ręki apologetów tychże rezimów przestał nauczać o zniewalającej naturze grzechu czy żeby zmienił terminologię? W tym drugim przypadku schodzimy na poziom semantyczny i dyskutujemy po prostu o prawdziwym znaczeniu słowa "wolnośc". Po drugie pan Graczyk ostatecznie odwołuje się do doktryny Kościoła powstałej w średniowieczu a nie do KKK na uzasadnienie swoich tez. Ja na taką dyskusję już jestem za cienki. Św. Augustyna nie czytałem. Mogę tylko spróbować sięgnąć do cytowanego Kołakowskiego. Pozdrawiam, Radek Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Przepraszam, że tak długi tekst zapodaję 17.04.05, 21:31 ale myślę,ze wart jest on rozważenia. Jest to rozdział z książki "Tischner czyta katechizm": J.T.: Otwieramy dziś, Jacku, rozdział nowego katechizmu, zatytułowany „Człowiek odpowiada Bogu". Będą w tym rozdziale poruszane sprawy dnia dzisiejszego bardzo żywo nas obchodzące. Żeby zrozumieć abstrakcyjne katechizmowe formuły, do¬brze jest na nie spojrzeć oczami innych czytelników. Nowy katechizm doczekał się już bardzo wielu omówień - ale za granicą. W Polsce jest ich stosunkowo niewiele. Najbardziej interesujące jest omówienie Leszka Kołakow-skiego. Kołakowski ma bardzo osobisty stosunek do wiary i także do tego katechizmu, który analizuje poprzez pryz¬mat historii idei. |.Ż.: I jego skutków dla naszego codziennego życia. |.T.: Tak, bo, jak wiemy, Leszek Kołakowski to nie tylko historyk idei, ale przede wszystkim świadek czasów totalita¬ryzmu. Niedawno wyszliśmy z czasów totalitaryzmu, więc Kołakowski pyta, czy w nowym katechizmie nie ma jakichś (otalitarnych pokus. Gdyby one były, to ujawniłyby się przede wszystkim w definicji wolności. Nic zatem dziwnego, /e interesuje go zwłaszcza katechizmowe ujęcie wolności. Nie chcę Cię, Jacku, przepytywać z marksizmu-leniniz-mu... |.Ż.: Pewnie bym nie zdał. l .T.: ... ale czy pamiętasz marksistowską definicję wolności? .Ż.: Czy myślisz o definicji mówiącej, że wolność to uświadomiona konieczność? J.T.: Albo inaczej: być wolnym to rozumieć konieczność Wolność to rozumienie konieczności. J.Ż.: Można wiązać tę tezę z marksizmem, ale przecież ma ona swoje dalej sięgające historyczne korzenie - choćby w rozumieniu miejsca człowieka w strukturze feudalnej, gdzie każdy miał wolność na swoją własną miarę. Zanim w czasach rewolucji francuskiej wolność trafiła na sztandary, ludzie na ogół przeżywali ją jako rozumną koniecz¬ność. J.T.: Co to znaczy rozumieć konieczność? J.Ż.: Godzić się na nią? J.T.: Pływałeś kiedy kajakiem? J.Ż.: Trochę. J.T.: Pytam, bo kajakowy spływ bardzo dobrze odpowiada totalitarnej definicji wolności. Płyniesz z nurtem rzeki, masz w ręku wiosło i tak ustawiasz kajak, by płynąć wedle nurtu. Jesteś wolny, kiedy płyniesz z nurtem. Wedle marksistów, kiedy chcesz płynąć pod prąd, jesteś pozornie wolny. Masz pozorną wolność. Leszek Kołakowski pyta, czy czegoś takiego nie ma w Ka¬techizmie7. Czy nie ma rozróżnienia pomiędzy wolnością pozorną a wolnością rzeczywistą. Czujesz, jakie by to miało konsekwencje? J.Ż.: Czuję też historyczne źródło tego niepokoju. Opisaliś¬my je w naszych wcześniejszych rozmowach. To są te religijne pokusy, o których mówiliśmy, a z których wielo¬krotnie w historii wynikała żądza narzucenia innym swojej wizji dobra. Kołakowski pisał, że w tym modelu rozumie¬nia świata, który kiedyś zrodził Świętą Inkwizycję, jest też źródło totalitaryzmów dwudziestego wieku. J.T.: Można człowiekowi powiedzieć: słuchaj, dobrem jest kolektywna własność. Taka jest obiektywna prawda. I teraz, w imię tego dobra, zmuszę Cię, byś wstąpił do kołchozu. J.Ż.: Bo wtedy będzie ci dobrze! J.T.: „Dobrze" to by było pół biedy. Ale oni ci mówią, że wtedy będziesz wolny - że będziesz obiektywnie wolny. Pamiętasz Na pełnym morzu Mrożka? Trzech rozbitków, głód, trzeba jednego zjeść. Którego? Wybrali cherlaka. Mo¬gą go zabić pod presją, mają nad nim przewagę. Ale lepiej by było, gdyby się sam zgodził - dopiero gdy się zgodzi, będzie naprawdę wolny. Zjedzą go, tak czy inaczej, ale kiedy zaakceptuje obiek¬tywną konieczność, to się prawdziwie wyzwoli. I ten cher¬lak się godzi, bo go przekonali. Staje na scenie i mówi do publiczności: „Bo gdzie jest prawdziwa wolność? Tam gdzie nie ma zwykłej wolności! A gdzie jest zwykła wol¬ność? Tam gdzie nie ma prawdziwej wolności". Leszek Kołakowski usłyszał ten ton w nowym katechiz¬mie. Poczuł się zaniepokojony, zwłaszcza jednym zdaniem... J.Ż.: „Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolny". Nie chcę powiedzieć, że to zdanie mogłoby się znaleźć w sztuce Sławomira Mrożka, ale niepokój, który Mrozek wyrażał, może i tu mieć swoje mocne korzenie. J.T.: Jest jakaś dwuznaczność: ja Ci powiem, co jest dobre, i powiem Ci, kiedy jesteś wolny. J.Ż.: Ta dwuznaczność pojawia się dopiero wtedy, gdy to ty mi mówisz, co jest dobre, i kiedy jestem wolny. J.T.: A gdybyś tak sam z siebie? J.Z.: Wtedy sporu między dobrym a wolnym nie będzie. J.T.: Masz tutaj dalsze zdanie: „Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w służbie dobra". Dalszy powód niepokoju Leszka to termin „prawdziwa wolność". Czy człowiek jest wolny po prostu? Czy może być wolny prawdziwą albo fałszywą wolnością? Rozumiesz ten niepokój? Katechizm może nam wmawiać, że nauczy nas tej prawdziwej wolno¬ści. J.Ż.: Rozumiem, że słówko „prawdziwa" staje się tutaj partykułą niwelującą. J.T.: Może się stać, bo to ja ci powiem, co jest prawdziwe, a co jest fałszywe. Kwestionuje się wewnętrzne doświad¬czenie wolności na rzecz zewnętrznych orzeczeń. J.Ż.: W samym tym stwierdzeniu niebezpieczeństwa nie widzę. Niepokój czuję dopiero, kiedy zapytamy, kto ma powiedzieć, czym jest prawdziwe dobro. J.T.: Zauważ, jak Leszek Kołakowski jest wrażliwy na defi¬nicje, na słowa. Jest na nie uczulony poprzez historię idei, bo całą tę sprawę umieszcza w nurcie historii idei. Na łamach „Tygodnika Powszechnego" odpowiada mu ojciec Giertych, który odkrył nieścisłość w polskim tłuma¬czeniu z języka francuskiego. Mianowicie francuskie „librę arbitre" powinno się tłumaczyć jako „wolny wybór", a nie jako „wolność". Mówię to tylko po to, żeby pokazać, jak ważne są w tych sprawach pewne fundamentalne formuły. Przesunięcie jed¬nego słowa zmienia sens całości. J.Ż.: Ale wydaje mi się, że ten niepokój, który Kołakowski wyraża, tylko częściowo wynika z dziejów myśli politycznej czy z tradycji filozoficznej, a w dużo większej mierze bierze się z politycznej tradycji Kościoła. Gdyby takie zdanie znalazło się w książce jakiegoś filozofa, nikt by o niepokoju nie mówił. Niepokój budzi się dopiero, kiedy ten zapis znajduje się w dokumencie Kościoła - instytucji, która na naszym kontynencie przez setki lat sprawowała dużą część władzy politycznej, a i w dzisiejszej Polsce zabiega o istotny wpływ na kształt życia politycznego. Bo rodzi się obawa, że biskupi zechcą społeczeństwu narzucić swoją wizję wolności tak samo, jak próbują narzucić swoje przekonania w wielu innych sprawach. J.T.: Widzimy, jak szalenie ważne jest rozumienie tekstu w kontekście historycznym. Niby idea wolności formuje się gdzieś na poziomie abstrakcji, ale potem zauważamy jak z abstrakcji spada na ziemię i wali ludzi po głowach. Słuchaj, Jacku: a Ty, czy czujesz się wolny, gdy działasz wedle konieczności? Wedle konieczności rozumnej. Czy wtedy wolnym się czujesz czy tylko mądrym? J.Ż.: To bardzo trudne pytanie, bo ono ma głębokie korze¬nie. Jak mówisz, rozumna konieczność to... J.T.: Łykasz aspirynę, jak jesteś zaziębiony? J.Ż.: Tak. I jak łykam aspirynę kiedy jestem zaziębiony, to czuję się wolny. Natomiast kiedy przychodzi do mnie ktoś i mówi: „jesteś zaziębiony, więc łyknij aspirynę", to mogę się czuć albo kochany, albo uciemiężany. J.T.: To znaczy, że Twoje doświadczenie wolności albo niewolności pojawia się w kontekście międzyludzkim. Nie w sporze z sobą samym, ale w kontakcie z innymi. Więc jest to fenomen śródludzki. Wolność, można powiedzieć, nie jest w Tobie ani we mnie, ale jest między nami. I rzeczywiście: jak idziesz na przykład na spacer, widzisz rów przed sobą i nie możesz iść dalej, nie czujesz się zniewolony. Ale kiedy ktoś przed tobą wyskoczy i powie: „tam ci chodzić nie wolno!", poczujesz się zniewolony. J.Ż.: Bo zniewolenie jest kwestią wolnego wyboru, a nie konieczności, jeżeli ktoś ci narzuca świadomość konieczno¬ści, zaczynasz c Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 dokończenie 17.04.05, 21:52 J.Ż.: Bo zniewolenie jest kwestią wolnego wyboru, a nie konieczności, jeżeli ktoś ci narzuca świadomość konieczno¬ści, zaczynasz czuć zniewolenie. J.T.: Ale tu się pojawia jeszcze jedna sprawa. Bo w Katechiz¬mie jest jeszcze jedno określenie wolności, związane z do¬świadczeniem łaski. J.Ż.: „Im bardziej jesteśmy ulegli wobec poruszeń łaski, tym bardziej wzrasta nasza wewnętrzna wolność, nasza pewność zarówno wobec trudności, jak wobec nacisków i przymusu ze strony świata zewnętrznego". J .T.: Niesamowite zdanie! Też mogłoby budzić niepokój, bo im bardziej jesteśmy ulegli, tym bardziej jesteśmy wolni. J.Ż.: Ale wobec łaski, czyli wobec bytu należącego do innej niż my kategorii. J.T.: Nie chciałbym się wplątywać w złożone problemy łaski. Wolę się wplątać w coś całkiem innego. Zobacz, że wolność nie pojawia się tu ani jako wolna wola, ani jako wolny wybór, lecz jako wyzwalanie. jest bardzo ciekawe, że w ludzkim doświadczeniu nie ma wolności czystej, jest tylko wyzwalanie. Wyzwalanie spod zewnętrznej przemocy, ale także spod jakiejś przemocy wewnętrznej. I stąd ta dialektyka łaski i wolności. W wielkiej metaforyce wolności kojarzy się wolność ze skrzydłami, jesteś wolny wtedy, kiedy masz skrzydła. A zatem jesteś wolny, kiedy nie idzie o to, czy w prawo, czy w lewo, tylko o to, by w górę. Co więcej: doświadczenie wolności masz wtedy, kiedy wiesz, że „możesz". Nawet kiedy nie działasz i nie robisz z wolności użytku, czujesz, że jesteś wolny. Można powiedzieć: wolność to sposób istnienia. Nawet gdy nic nie robisz: jesteś albo nie jesteś wolny. Odpowiedz Link Zgłoś
silver.dragon Re: dokończenie 17.04.05, 23:38 Dzięki za arcyciekawą lekturę. Już wiem jaką książkę muszę przy najbliżej okazji przeczytać. Pozdrawiam, Radek Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: dokończenie 18.04.05, 03:03 Swietnie, że chcialo ci się przytoczyć tak dlugaśny fragment - dużo wniósl do dyskusji. Przy okazji przyznasz chyba, że zaznaczenie na początku, iż będzie to krytyka z gruntu marsistowka, pozwala uniknąć w umyslach odbiorców chaosu... pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Re: dokończenie 18.04.05, 07:41 Dzień dobry Cieszę się Margo, że tekst ci się podobał. Ale mam nadzieję, że nie zatrzymałaś się na początku? Przyznasz, że gdy czytasz dalej to widzisz, ze ta krytyka nie jest z gruntu marksistowska. Posądzanie Tischnera o hołdowanie marksizmowi jest jednak nie na miejscu. No chyba, że nie czytałaś jego książki "Polski kształt dialogu". Ale nie trzeba czytać tej książki, tylko uważnie /i bez uprzedzeń/ przeczytać ten fragment, który zamieściłem, żeby zauważyć, że nie jest to krytyka marksistowska. Miałem Ci początkowo nie odpowiadać i zostawić Twój tekst ocenie innych, ale, ponieważ jestem człowiekiem dialogu, zmieniłem zdanie. Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: dokończenie 18.04.05, 14:14 Doczytalam do końca twojego drugiego postu, przysięgam. I nie posądziam nigdzie Tischnera o kryptomarksizm. Odniosam się jedynie do fragmentu, w którym przytacza on komentarz Kolakowskiego. Tischner nazywa Kolakowskiego: świadkiem totalitaryzmów, historykiem idei, a potem jakby nigdy nic stawia (KLUCZOWE) pytanie: Czy pamiętasz MARKSISTOWSKĄ DEFINICJĘ WOLNOŚĆI? Reszta dialogu jest porównianiem tejże z wolnością katechzmową. Tak, czy nie? I dla mnie jest to w porządku. Gdyż po prostu poznaję marksistowską krytykę katechizmu. Chętnie przeczytam następnie równie wnikliwą liberalną, muzulmańską, i wszelkie inne... A na takie NADkrytyki WSZECHwiedzące jak ta Graczyka pozwolę sobie nadal reagować alergicznie. Również na powolywanie się na Kolakowskiego w taki NIZOBOWIĄZUJĄCY sposób jak to zrobil Graczyk, będę odpisywać jak powyżej. Jak na czlowieka dialogu, masz wyjątkowo trafnego nicka. Od razu nastraja mnie pokojowo ;-DDD Pozdrawiam. Margo-Golębica Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Tischner zna marksistowskie początki Kołakowskiego 19.04.05, 15:53 i wie również, że jego odejście od marksizmu było szczere i całkowite. A to co zostało Kołakowskiemu po marksizmie, to wrażliwość na wypaczenia tej ideologii. Nie posądzj proszę Kołakowskiego o marksizm, czy kryptomarksizm. Poza tym zgadzam się z jedną z Twoich rozmówczyń niejaka a kosmulską, że twoje poglądy są bardziej odzwierciedleniem Twoich emocji i pozowania na jakąś wielką inteligentkę, niż konkretnymi argumentami, dlatego ta dyskusja niestety staje się jałowa. Pozdarwiam jednak serdecznie i życzę więcej pokory i samokrytyki oraz delikatności względem innych. Do widzenia lub może lepiej do kolejnego spotkania na jakimś forum. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Tischner zna marksistowskie początki Kołakows 21.04.05, 01:00 To, że moje posty są emanacją moich emocji, to wiesz z postów nie kosmulskiej, tylko z... moich wlasnych, gdyż taką wlaśnie deklarację w nich WPROST zlozylam. Radzę się też poważnie zastanowić nad tym kto i na kogo "pozuje". Ja jedynie przeanalizowalam tekst i wytknęlam naprawdę SZKOLENE blędy. Za darmochę i anonimowo. Nie zdarzylo mi się natomiast użyć stwierdzeń typu: czyjeś odejście od czegoś tam bylo SZCZERE i CAłKOWITE albo to co w kimś tam ZOSTAłO to i to. Aż takiego mniemania o moich możliwościach dotarcia do informacji to jednak nie mam. A na tę wlaśnie chorobę cierpi nie tylko twój powyższy post, ale także tekst Graczyka. Może warto by się zastanowić nad problemem pozerstwa od tej strony? Nie wiem też na co liczysz, deklarując chęć spotkania się na innych forach. Skoro dyskusja ze mną wydaje ci się taka jalowa, to rozglądaj się raczej już za nickiem kosmulaskiej ;-DDD Przy okazji nie masz poczucia, że bardziej pusta niż moje posty jest... twoja kurtuazja? Resztę wezmę sobie do serca. Nie tylko będę się biczować od rana do wieczora, ale zarzucę też na ramiona worek pokutny i udam się na Czerską do Canossy. Zadowolony? Co więcej: jak tylko przysposobię sobie nauki Jana Pawla, zacznę kochać wszystkich, delikatnie i czule. Kosmulską oczywiście najbardziej :-DDD. Pozdrawiem niemniej serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Masz rację. Niepotrzebnie siliłem się na kurtuazję 21.04.05, 09:18 Żegnam Panią. Odpowiedz Link Zgłoś
a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 11:27 ten obrzydliwy jad, ktory wylewa sie z opinii napisanej przez margo47 (majacej zreszta bardzo wysokie mniemanie o sobie) jest bardzo przykry. zero tolerancji prosze szanownej margo47. pan Graczyk ma te wyzszosc nad panienka, ze sie nie zaperza i tonem spokojnego, a nie przemadrzalego czlowieka prezentuje swoje poglady. i chyba spodobalo sie pannie slowo pseudo-..., bo dosc czesto pada w tej lawinie nieuargumentowanej krytyki. czasami warto sie chwile zastanowic nim sie zaatakuje, bo tak jak napisal pan Graczyk krytyka nie dostrzegajaca niczego dobrego jest tak samo zla jak pelna , a zarazem bezmyslna aprobata. zwalam postawe pani margo47 na licealny okres buntu, a to mija pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
izul2 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 12:08 Krzywdząca opinia dla margo drogi panie. A tak obiektywnie-czy nie ma złości w tym co pan napisał( zwłaszcza ostatnie zdanie). Chyba, że się mylę. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 14:46 Mam nadzieję, że się nie mylisz. Moje wpisy byly jednymi z pierwszych, chyba dlatego aż tak sobie pofolgowalam (szczególnie, że jestem przewrażliwiona na punkcie Wyboraczej za robienie przez nią PRu agresji na Irak). Teraz jak jest na forum dużo postów przemyślanych i na poważnie podejmujących temat wolności, te moje, przyznaję, robią wrażenie jakby faktycznie ociekaly jadem (podtrzymuję jednak opinię, że Graczyk sam się podlożyl). W każdym razie dzięki za wsparcie. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 17:40 moim zdaniem krzywdzaca jest opinia o panu Graczyku, ktora zbudowana jest na niewytlumaczalnej nienawisci do GW pani margo47. pana wypowiedz jest kolejnym dowodem na to, iz nie umiemy czytac uwaznie, bo otoz moj login a_kosmulska jasno daje do zrozumienia, ze nie jestem mezczyzna. pan w pierwszych slowach zwraca sie do mnie "drogi panie". od pewnego czasu niekonsekwencja, zacietrzewienie i upor by nie powiedziec glupota juz mnie nie zloszcza, lecz smiesza. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
izul11 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 19:15 Szanowna Pani, bardzo przepraszam za pomyłkę. Sama nie wiem jak mogłam przeoczyć. Jednak muszę stwierzić, że jesteśmy po równo, bo ja także jestem kobietą.Jak mniemam również można się było tego domyślić ale to nic. Bez urazy. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 21:25 no to fajnie, ze jest po jeden i nikt poza m47 sie nie bzdyczy. rowniez goraco pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 20:59 Moja domniemana przez panią "nienawiść" jest calkowicie uzasadniona, w przeciwieństwie do pani bezkrytycznie ślepej "milości", a raczej tępej ufności w slowo drukowane. Jeśli dopatrzyla się pani w moich postach niekonsekwencji, uporu i glupoty, to pozwoli pani, że zapytam, dlaczego nie zaznaczyla pani, w których to niby miejscach one tak rażą. Zapamniala pani również podzielić się z nami swoją (zapewne glęboko przetrawioną) refleksją na temat tez pana Graczyka. Żywię nadzieję, że pani wywód okaże się doskonale logiczny, elastyczny i WSZECHMĄDRY, darównujący wręcz randze artykulu pana G. Że stanie się dla mnie wzorem, do którego sięgnę w chwilach uwiądu. Tym czasem swoje "roześmiane" polajanki to sobie pani może zachować dla męża, jeśli takowego pani ma. Odpowiedz Link Zgłoś
a_kosmulska Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 21:50 margo47 napisała: > Moja domniemana przez panią "nienawiść" jest calkowicie uzasadniona, w > przeciwieństwie do pani bezkrytycznie ślepej "milości", a raczej tępej ufności > w slowo drukowane. > chcialam zauwazyc, ze ja nigdzie nie wypowiadam sie na temat GW ani emocji jakie we mnie budzi, natomiast pani owszem tak. i ma pani do tego absolutne prawo. moja wypowiedz tak naprawde dotyczyla zdumienia jaki wywolal ton pani postow i argumenty a raczej ich brak. to, ze tekst pana Graczyka zawiera dla mnie sporo cennych mysli i spostrzezen, ze nie jest kolejna laurka nie oznacza, ze slowo pisane, na dodatek jak pani sugeruje pisane przez GW, jest dla mnie wyrocznia i absolutem. > Jeśli dopatrzyla się pani w moich postach niekonsekwencji, uporu i glupoty, to > pozwoli pani, że zapytam, dlaczego nie zaznaczyla pani, w których to niby > miejscach one tak rażą. > a to akurat calkiem nieslusznie wziela pani do siebie, ale jak mawia stare powiedzenie uderz w stol... ja glownie dopatrzylam sie w pani postach braku szacunku do rozmowcy objawiajacego sie bardzo niegrzecznym tonem pani wypowiedzi. > Zapamniala pani również podzielić się z nami swoją (zapewne glęboko > przetrawioną) refleksją na temat tez pana Graczyka. > Żywię nadzieję, że pani wywód okaże się doskonale logiczny, elastyczny i > WSZECHMĄDRY, darównujący wręcz randze artykulu pana G. Że stanie się > dla mnie wzorem, do którego sięgnę w chwilach uwiądu. > zionie od pani takim jadem jak od calego naszego prawicowego swiatka i chyba stad takie slownictwo jak wszech... czy wspominane juz pseudo... proponuje wiecej dystansu do swoich pogladow, oraz wiecej tolerancji dla innych pogladow, bo w innym wypadku nie stanowi pani zadnego partnera do dyskusji, poniewaz jest pani zwyczajnie niesympatyczna, zeby nie powiedziec ... > Tym czasem swoje "roześmiane" polajanki to sobie pani może zachować dla męża, > jeśli takowego pani ma. widze jeszcze problemy natury ososbistej u pani. jest pani bardzo sfrustrowana osoba. mimo, iz obrazila mnie pani stukrotnie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Graczyk pomyśl wpierw 18.04.05, 22:44 Wątek wyraźnie się kończy, skoro pojawiają się posty, które kompletnie niczego nie wnoszą do dyskusji. Zgrabnie ominęla pani moje nagabywania o wyrażenie swoich sądów, jak rozumiem, nie bez powodu. Doceniam również ripostę na osobisty docinek - tyleż blyskotliwa, co nietrafiona. Jeśli chodzi o tzw. nożyce... cóż, po prostu nie mam wyrobionych odruchów ucieczkowych, w przeciwieństwie do co poniektórych na tym forum ... Na drugi jednak raz proszę o precyzyjniejsze kierowanie uwag, będących odpowiedzią, a nie rozpoczęciem wątku. Pozwoli to uniknąć chaosu, jaki pani wniosla powyżej... Pozdrawiam. I nie omieszkam dodać, że przynajmniej styl ma pani ladny i przejrzysty. Odpowiedz Link Zgłoś
ja.polak Cieszy mnie ten artykul jak wiosna w ogrodzie! 16.04.05, 10:01 Wlasnie na tym polega dialog - aby respektujac osoby dyskutowac z ich przekonaniami. Idealizowanie i wypowiadanie tylko "poprawnych pogladów" jest forma rezimu i zniewolenia umyslu. Sadze, ze traktujac powaznie nauczanie Papieza mamy wyciagac wnioski i budowac na tym SWOJE poglady - a nie "wkuwac na pamiec co on powiedzial"... ... mamy tworzyc nowy i lepszy swiat na fundamentach tradycji - a nie kopie przeszlosci z karykatura "wielkich osób"... Odpowiedz Link Zgłoś
oraw WOLNOŚĆ 16.04.05, 10:25 Szanowny Panie Redaktorze! Wolność , o której tyle Pan pisze jest kategorią nie z tej bajki! Albowiem nie jest prawdziwą WOLNOŚCIĄ możliwość wyboru między ... ( bo wybierając cokolwiek w istocie odrzucamy - siebie w części , której nie wybraliśmy) ale prawdziwą WOLNOŚCIĄ jest WOLNOŚĆ OD WYBORU !!! Uwierz Pan w to , a osiągniesz ... WOLNOŚĆ!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
tom1003 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 11:45 Aaaaaaa dość tego wrednego nudziarstwa! Zachęcam wszystkich, niezależenie od przekonań do czytania papieskich dokumentów. Zarówno Radyjo jak i Wybiórcza po prostu bredzi i majaczy. Można się zgadzać, lub niezgadzać, być katolikiem, żydem, buddystą, ale warto mysleć samodzielnie. Tego na pewno nie nauczą nudni publicyści Odpowiedz Link Zgłoś
jaxahon Re: Jaki był ten pontyfikat 17.04.05, 01:21 Nudni nie są publicyści, zanudzał Papież. Nie byłem nigdy w stanie wysłuchać go dłużej niż kilka minut. Po prostu gadanie o niczym. Dlaczego margot47 sama nie zacznie pisać do Wyborczej? Chętnie zamieszczają obce teksty. Odpowiedz Link Zgłoś
wolt-r Moja ocena tego pontyfikatu. 16.04.05, 12:12 Dość przydługi, o nurcie wstecznym (cofnięto 99% reform Soboru Watykańskiego II) i dość kosztowny dla Watykanu (wycieczki Papy zwane pielgrzymkami drogo kosztowały). Na szczęście jest ojczyzna. Polska dała Papie konkordat sformułowany w każdym punkcie tak, że Kościół ma PRAWO, zaś Polska ma OBOWIĄZEK. W efekcie łożymy na Kościół co rok około 12 miliardów zł (wbrew konstytucji!) Oczywiście prawie nikt nie daje tej kasy tak wprost... 90% wydatków Funduszu Ochrony Środowiska to wydatki na rzecz Kościoła katolickiego: jego przydomowych oczyszczalni, Caritasu itp. Tak działają wszystkie nasze ministerstwa, co daję rocznie rzeczoną sumę 12 mld zł. Odpowiedz Link Zgłoś
radkol Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 12:23 Male ludziki polemizuja z papieska nauka... czy to moze panika po Wilekim Tygodniu? Odpowiedz Link Zgłoś
wolt-r Polemizują małe ludziki? 16.04.05, 13:20 Najłatwiej walnąć dogmat, że przy wypowiedziach Papy to wszystkie inne wypowiedzi są nic nie warte - wówczas nie ważne są nawet treści obu wypowiedzi, bo papieska z góry jest lepsza. Tak rozumujesz.Szkoda, że niepapieży przekreślasz. Papież zresztą mówił bardzo mądre rzeczy, na wycieczkach (tzw. pielgrzymkach) był wzorem i autorytetem dla innych, pisał godne podziwu encykliki (papier przyjmuje wszystko)... Jednak decyzje, które podejmował jako papież, pozwalają strącić go do czeluści piekielnych. Przeczytaj Jego biografię pisaną przez osobę niewierzącą. Odpowiedz Link Zgłoś
parallels Re: Polemizują małe ludziki? 16.04.05, 15:34 Iwan, w gebie to ty mocny jesteś :) Odpowiedz Link Zgłoś
wgj8515 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 16:14 Autor artykułu postępuje wg. starego kawału: "Na lekcji religii dzieci pytają się księdza: 'Czy Bóg jest wszechmogący?' Oczywiście moje drogie dzieci - odpowiada ksiądz. To czy Bóg może stworzyć tak wielki kamień, którego sam nie może podnieść" A kawał ten jest w książce Wańkowicza pt. "Tędy i owędy", czyli ma strasznie długą brodę. W każdym wyidealizowaniu dochodzimy do sprzeczności, lub nasze rozumowanie staje się sofizmatyczne. Oczywiście wyidealizowane społeczeństwo nie mogące wybierać zła nie istnieje. Natomiast społeczności gdzie wybierano tylko zło już mieliśmy w historii ludzkości (niemieckie obozy koncentracyjne i GUŁAG). Ludzkość jako całość miała zawsze tendencję do naginania prawa czy to Boskiego czy to stanowionego. Bo gdyby tak nie było to wystarczyłoby 10 przykazań a opasłe tomy kodeksów nigdy by nie powstały. Nie byłoby również adwokatów, sędziów i prokuratorów, bo po prostu byliby niepotrzebni. Sądzę, że JP II umyślnie i z pełnym wyrachowaniem stawiał bardzo wysokie wymagania w swoim nauczaniu, co może zostać odczytane jako wpadanie w sprzeczność logiczną. Znając jednak naturę ludzką zdawał sobie sprawę, że ludzie będą to nauczanie dostosowywać do swoich potrzeb. Z takiego punktu widzenia powinno się rozpatrywać Jego nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
boykotka Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 18:21 Brak mi w tym wszystkim nadrzędnej idei propagowanej przez JCH - idei wybaczania błędów. KK nie może być bardziej świetym od JCH. Proszę o tym pamiętać. Dopóki każdy z nas nie nauczy się mówić zgrzeszyłem i proszę o wybaczenie, nie ruszym dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
wiliamwilson Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 19:03 Wolność polega na możliwości wyboru: albo wybieram zło, albo wybieram dobro. Cokolwiek wybiorę, świadczy to o mojej wolności. Jednak, jeśli wybieram zło, to w kolejnych wyborach moja wolnośc jest ograniczona, a w rezultacie staję się zniewolona złem. Gdy wybieram dobro, to ono mnie nie zniewala, tak jak zło. Dobro sprawia, że człowiek był i jest nadal wolny. Poniewaz nadal jest wolny, zawsze grozi mu wybór zła. O ile trudniej ze zła wyjśc w strone dobra niż odwrotnie. Oczywiście powyższe "zło" i "dobro" to wielkie uproszczenie w celu bardziej przejrzystego ujęcia problemu. Kompromitacją autora artykułu jest według mnie stwierdzenie, że nauki Jana Pawła II są zbyt ambitne. Proszę wybaczyć, ale jeśli chodzi o moralność i wszelkie rozmowy na temat Wolności, Dobra i Człowieka, to musimy być ambitni!!! Trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę, nie iść na skróty, nie iść na łatwiznę. Nie odrzucać czegoś tylko dlatego, że jest trudne i że stawia nam, ludziom, jakieś wymagania. Odpowiedz Link Zgłoś
piezo1 Wierzysz w dogmaty, więc 16.04.05, 19:31 sam odbierasz sobie możliwość odkrycia, że to, co zwiesz złem daje równie wielki wybór. Mówiąc to samo wstecz: dogmaty są złem, bo ograniczają wybór (wolność wyboru). Gdzie logika w Twej wypowiedz? Sorki, zapomniałem: wystarczy głęboko wierzyC! Odpowiedz Link Zgłoś
margo47 Re: Wierzysz w dogmaty, więc 16.04.05, 20:35 Co ty gadasz, czlowieku? Dziewczyna (sprawdź końcówki, no chyba że gramatyka języka polskiego pozostaje dla ciebie czymś nie do opanowania) przedstawila rozumienie wolności i jej związek z dobrem w nauce JPII. Nie bylo to - jak ci się wydaje - wyznanie wiary w dogmat, a raczej bezinteresowna "pomoc" autorowi. Inaczej mówiąc, WW wykonala robotę za Graczyka, który uznal za stosowne obwieśczenie światu swojej intelektualnej niemocy, jak również nierzetelności zawodowej (w końcu jako dziennikarz mógl poprosić kogoś kompetentnego o pomoc zamiast popisywać się indolencją). Twoja refleksja nad zlem jest natomiast trywialna. Są jednak kierunki filozoficzne, które podobne "myśli" do twoich rozwijają. Zlo penetrowal min. Dostojewski, który nie omieszkal zaznaczyć, że gdyby mial wybierać między prawdą, a Chrystusem wybralby Chrystusa. Wszelka praca mózgownicą wyraźnie ci się jednak przyda - może zaczniesz pisać na temat... Odpowiedz Link Zgłoś
ryba473 Re: Wierzysz w dogmaty, więc 16.04.05, 20:35 Mądry,moim zdaniem, i wyważony artykuł.Jeszcze dodam,że odważny.Nie jestem wierzący,ale szanuję Jana Pawła 2.Przecież ,wydaje mi się,że każdy kto ma prawo wyboru,wybiera zawsze dobro,czasami potem się okazuje,że to było jednak zło.Trudno tak też się zdarza. Odpowiedz Link Zgłoś
radorabdin Re: Jaki był ten pontyfikat 17.04.05, 16:42 Jan Pawel II mial wyjatkowo dobra opinie o swoich mozliwosciach intelektualnych, co nie koniecznie podzielal swiat. Dla wiekszosci by on marnym intelekualista, filozofem, pisarzem i poeta. Rezultat jego pracy jest doskonale widoczny w tym, w jakiej sytuacji jest obecnie kosciol.GRATULUJE TEGO, ZE DOCZYTALES TEN ARTYKUL DO KONCA. Ja nie bylem w stanie tego zrobic, dawno nie widzialem takiego rozdetego do niemozliwosci, pelnego pustoslowia komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
wlodekbar Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 21:40 sadze, ze to dobry, kompetentny artykul. Odpowiedz Link Zgłoś
radkol Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 21:43 Panu Graczykowi radze przeczytac artykul z dzisiejszego "Naszego Dziennika" autorstwa ks.prof.Cz.Bartnika pt."Papiez Jan Pawel II jako Dar Bozy". Bedzie to doskonala lekcja klasy, a przede wszystkim pokory. Odpowiedz Link Zgłoś
wicek.wacek Akurat ks. Bartnik niewiele ma wspolnego z pokora 17.04.05, 22:06 radkol napisał: > Panu Graczykowi radze przeczytac artykul z dzisiejszego "Naszego Dziennika" > autorstwa ks.prof.Cz.Bartnika pt."Papiez Jan Pawel II jako Dar Bozy". Bedzie to > > doskonala lekcja klasy, a przede wszystkim pokory. Odpowiedz Link Zgłoś
electra5 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 22:50 www.guardian.co.uk/pope/story/0,12272,1451750,00.html Krew na rękach papieża Jan Paweł II został papieżem w 1978 roku, to znaczy wówczas, gdy zmierzch emancypacyjnej polityki lat sześćdziesiątych przechodził w czarną noc ery Reagana i Thatcher. Kiedy zniżkowa tendencja ekonomiczna z początku lat siedemdziesiątych zaczęła się dawać we znaki, świat zachodni dokonał zdecydowanego przesunięcia na prawo, zaś przemiana nieznanego polskiego biskupa z Karola Wojtyły w Jana Pawła II stanowiła fragment owej szerszej transformacji. Kościół katolicki przebył właśnie swoistą wersję buntu lat sześćdziesiątych, zwaną Drugim Soborem Watykańskim, po czym nastał czas, by pohamować wybujałe dążenia lewicowych mnichów, rozśpiewanych sióstr zakonnych i latynoamerykańskich katolickich marksistów. Ich postawa brała się z dziedzictwa papieża Jana XXIII, który zdaniem katolickich konserwatystów był w najlepszym razie wariatem, a w najgorszym – radzieckim agentem. Do tego zadania potrzeba było kogoś dobrze wytrenowanego w zimnowojennych taktykach. Jako prałat z Polski, Wojtyła wywodził się prawdopodobnie z najbardziej reakcyjnego bastionu kościoła katolickiego, gdzie rzewnemu kultowi Maryi towarzyszyły nacjonalistyczny ferwor i zażarty antykomunizm. Lata kontaktów z polskimi władzami komunistycznymi sprawiły, że tak jak inni polscy biskupi, przyszły papież stał się wytrawnym politycznym kombinatorem. Owo podejście przekształciło polski kościół w strukturę czasami trudną do odróżnienia od stalinowskiej biurokracji. Obie instytucje były zamknięte, dogmatyczne, skłonne do potępień i hierarchiczne, a przy tym przesiąknięte mitem i kultem jednostki. Tak się jednak złożyło, że – jak wielu wrogów, będących w istocie swoimi lustrzanymi odbiciami – uwikłały się one w śmiertelną walkę, toczoną o duszę polskiego ludu. Świadomi, jak mało mogą zyskać na dialogu z polskim reżimem, biskupi nie byli skłonni wysłuchać – wzorem Rowana Williamsa – obu stron teologicznego konfliktu, jaki rozgrywał się wówczas w kościele powszechnym. Podczas wizyty w Watykanie, jeszcze zanim został papieżem, autorytarny Wojtyła przeraził się na widok kłótni teologów. To nie tak się miały sprawy nad Wisłą! ZAchowawcze skrzydło Watykanu, które od początku nienawidziło ustaleń Drugiego Soboru i robiło wszystko, by je unieważnić, spoglądało teraz na Polaków w poszukiwaniu zbawienia. Kiedy tron Piotrowy został opuszczony, konserwatyści schowali do kieszeni swoją niechęć do papieża spoza Włoch i wybrali takowego po raz pierwszy od 1522 roku. Usadowiwszy się na tronie, Jan Paweł II zabrał się do niweczenia osiągnięć Drugiego Soboru. Wybitni teologowie liberalni otrzymywali od niego reprymendy i musieli się kajać. Do jego najważniejszych celów należało z powrotem skupić w papieskich rękach całą władzę, która wcześniej została zdecentralizowana i oddana lokalnym kościołom. We wczesnym kościele, laicy obu płci wybierali swoich własnych biskupów. Drugi Sobór nie szedł tak daleko, ale obstawał przy doktrynie kolegialności, czyli przy tym, że papież nie powinien być postrzegany jako capo di tutti capi, ale jako pierwszy wśród równych. Jan Paweł II nie uznawał jednak równości z nikim. Od swoich pierwszych lat jako biskup, wyróżniał się nader wygórowaną opinią na temat swoich zdolności intelektualnych i duchowych. Graham Greene pokpiwał sobie, iż pewnego dnia w gazetach pojawi się nagłówek „Jan Paweł II kanonizował Jezusa Chrystusa”. Biskupi byli wzywani do Rzymu by wysłuchać rozkazów, nie zaś na braterskie konsultacje. Honorowano frankistów i zbzikowanych mistyków ze skrajnej prawicy, podczas gdy wyzwoliciele z Ameryki Łacińskiej otrzymywali jedynie połajanki. Autorytet papieża okazał się na tyle niepodważalny, że przełożony hiszpańskiego seminarium zdołał przekonać swoich studentów, iż ma osobiste pozwolenie od papieża, by ich masturbować. Rezultatem skupienia całej władzy w Rzymie była infantylizacja lokalnych kościołów. Przedstawiciele kleru stali się niezdolni do wykazania jakiejkolwiek inicjatywy bez nerwowego spoglądania, co na to święta centrala. Właśnie w momencie, gdy lokalne kościoły były najmniej zdolne podejść dojrzale do kryzysu, wybuchł skandal z molestowaniem seksualnym dzieci. W odpowiedzi Jan Paweł II zapewnił lukratywne stanowisko w Rzymie biskupowi, który uporczywie tuszował szokujące fakty. Jednakże największą zbrodnią tego pontyfikatu nie było ani przyłożenie ręki do ukrywania nadużyć seksualnych kleru, ani neandertalskie podejście Jana Pawła II do kobiet. Jak na ponurą ironię, Watykan przeklął – jako „kulturę śmierci” – prezerwatywy, dzięki którym niezliczone rzesze katolików z krajów rozwijających się mogłyby uniknąć straszliwej śmierci w wyniku AIDS. Papież idzie po wiekuistą odpłatę obarczony winą za te wszystkie zgony. Jego pontyfikat stanowił jedną z największych katastrof w dziejach chrześcijaństwa od czasów Karola Darwina. Terry Eagleton is professor of cultural theory at Manchester University Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Czekam tylko jak napadną na ciebie ci wszyscy 16.04.05, 23:35 "pobożni". RZeczywiście to dość agresywna krytyka tego pontyfikatu, choć myślę, że bardzo pobieżna i zbyt emocjonalna. Aczkoliwek nie pozbawiona pewnej słuszności. Np. biskup Gajo chciał sie widzieć z Papieżem w poniedziałek wielkanocny /oczywiście nie tego roku/ i nie został wpuszczony do Watykanu. Ale ogólnie to ta pani trochę przesadziła w tej krytyce. Napewno Jan Paweł II nie zaprzepaścił Vaticanum Secundum choć go trochę wyhamował. Odpowiedz Link Zgłoś
silver.dragon HA, HA, HA, ale jajcarska opinia :))) 17.04.05, 15:17 Rany, jakie kity można wciskać nie znającym polskiej rzeczywistości Brytyjczykom: "przyszły papież stał się wytrawnym politycznym kombinatorem" albo "Świadomi [biskupi] , jak mało mogą zyskać na dialogu z polskim reżimem..." Dziękuję, Elektra za pokazanie jakie idiotyzmy mogą wypisywać zacietrzewieni wrogowie Katolicyzmu. Jak przeczyta to człowiek, który w latach 70-tych żył w Polsce to nie wie czy śmiać się ma czy płakać. "dialog z polskim reżimem"... ROTFL :))) Pozdrawiam, Radek Odpowiedz Link Zgłoś
izul2 Re: Jaki był ten pontyfikat 17.04.05, 22:37 Straszny fanatyzm, brak wiedzy i pozytywnych cech osobowościowych.To jest mój wniosek o autorze. Skoro Polacy nie są partnerami do dyskusji, to po co o nią zabiegać.Chyba, że ma się na uwadze zasianie nienawiści. Ale MY myślimy logicznie-zapewniam.Jedyne co mi się ciśnie na usta, to żal mi autora.Nie chcę polemizować, bo w tym przypadku byłaby to szersza polemika. Ale sądzę,że Pan autor zanim się nie wyzbędzie nienawiści nie jest do tego zdolny. Nie Panu sądzić papieża- tak to odbieram. Proszę uczciwie porównać cechy osobowosciowe papieża i własne. Przyjemnej nocy Odpowiedz Link Zgłoś
tom1003 Re: Jaki był ten pontyfikat 16.04.05, 23:53 zawsze uwazalem Wyborczą raczej za mistrza propagandy w porównaniu z radiem Maryja , ktore po prostu wbija kolki do glowy. Wyborcza byla w stanie rpzekonywac do swoich bredni nawet ludzi inteligentnych. Ale takie rozumowania przy pomocy cepa juz chyba sie do tego nie nadaja Odpowiedz Link Zgłoś
radorabdin NIECIEKAWY 17.04.05, 02:09 Jak kazdy polski komentrz ten takze jest rozgadany, rozdety do niemozliwosci i o niczym, puste slowa, zadnych faktow, kolejne kadzenie tym razem troche zawoalowane. Electra 5, ten komentarz z Manchesteru jest taki jak byc powinnien: szczery oparty na logicznwej znajomosci tematu i zwarty. A nie takie flaki z olejem o niczym. Odpowiedz Link Zgłoś
blue_pole Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 07:15 Bardzo ciekawego podsumowania pontyfikatu Jana Pawla II dokonal brytyjskiego Guardian Profesor Terry Eagleton z Manchesteru: “Jego pontyfikat stanowił jedną z największych katastrof w dziejach chrześcijaństwa od czasów Karola Darwina.” www.guardian.co.uk/pope/story/0,12272,1451750,00.html Krew na rękach papieża Jan Paweł II został papieżem w 1978 roku, to znaczy wówczas, gdy zmierzch emancypacyjnej polityki lat sześćdziesiątych przechodził w czarną noc ery Reagana i Thatcher. Kiedy zniżkowa tendencja ekonomiczna z początku lat siedemdziesiątych zaczęła się dawać we znaki, świat zachodni dokonał zdecydowanego przesunięcia na prawo, zaś przemiana nieznanego polskiego biskupa z Karola Wojtyły w Jana Pawła II stanowiła fragment owej szerszej transformacji. Kościół katolicki przebył właśnie swoistą wersję buntu lat sześćdziesiątych, zwaną Drugim Soborem Watykańskim, po czym nastał czas, by pohamować wybujałe dążenia lewicowych mnichów, rozśpiewanych sióstr zakonnych i latynoamerykańskich katolickich marksistów. Ich postawa brała się z dziedzictwa papieża Jana XXIII, który zdaniem katolickich konserwatystów był w najlepszym razie wariatem, a w najgorszym – radzieckim agentem. Do tego zadania potrzeba było kogoś dobrze wytrenowanego w zimnowojennych taktykach. Jako prałat z Polski, Wojtyła wywodził się prawdopodobnie z najbardziej reakcyjnego bastionu kościoła katolickiego, gdzie rzewnemu kultowi Maryi towarzyszyły nacjonalistyczny ferwor i zażarty antykomunizm. Lata kontaktów z polskimi władzami komunistycznymi sprawiły, że tak jak inni polscy biskupi, przyszły papież stał się wytrawnym politycznym kombinatorem. Owo podejście przekształciło polski kościół w strukturę czasami trudną do odróżnienia od stalinowskiej biurokracji. Obie instytucje były zamknięte, dogmatyczne, skłonne do potępień i hierarchiczne, a przy tym przesiąknięte mitem i kultem jednostki. Tak się jednak złożyło, że – jak wielu wrogów, będących w istocie swoimi lustrzanymi odbiciami – uwikłały się one w śmiertelną walkę, toczoną o duszę polskiego ludu. Świadomi, jak mało mogą zyskać na dialogu z polskim reżimem, biskupi nie byli skłonni wysłuchać – wzorem Rowana Williamsa – obu stron teologicznego konfliktu, jaki rozgrywał się wówczas w kościele powszechnym. Podczas wizyty w Watykanie, jeszcze zanim został papieżem, autorytarny Wojtyła przeraził się na widok kłótni teologów. To nie tak się miały sprawy nad Wisłą! ZAchowawcze skrzydło Watykanu, które od początku nienawidziło ustaleń Drugiego Soboru i robiło wszystko, by je unieważnić, spoglądało teraz na Polaków w poszukiwaniu zbawienia. Kiedy tron Piotrowy został opuszczony, konserwatyści schowali do kieszeni swoją niechęć do papieża spoza Włoch i wybrali takowego po raz pierwszy od 1522 roku. Usadowiwszy się na tronie, Jan Paweł II zabrał się do niweczenia osiągnięć Drugiego Soboru. Wybitni teologowie liberalni otrzymywali od niego reprymendy i musieli się kajać. Do jego najważniejszych celów należało z powrotem skupić w papieskich rękach całą władzę, która wcześniej została zdecentralizowana i oddana lokalnym kościołom. We wczesnym kościele, laicy obu płci wybierali swoich własnych biskupów. Drugi Sobór nie szedł tak daleko, ale obstawał przy doktrynie kolegialności, czyli przy tym, że papież nie powinien być postrzegany jako capo di tutti capi, ale jako pierwszy wśród równych. Jan Paweł II nie uznawał jednak równości z nikim. Od swoich pierwszych lat jako biskup, wyróżniał się nader wygórowaną opinią na temat swoich zdolności intelektualnych i duchowych. Graham Greene pokpiwał sobie, iż pewnego dnia w gazetach pojawi się nagłówek „Jan Paweł II kanonizował Jezusa Chrystusa”. Biskupi byli wzywani do Rzymu by wysłuchać rozkazów, nie zaś na braterskie konsultacje. Honorowano frankistów i zbzikowanych mistyków ze skrajnej prawicy, podczas gdy wyzwoliciele z Ameryki Łacińskiej otrzymywali jedynie połajanki. Autorytet papieża okazał się na tyle niepodważalny, że przełożony hiszpańskiego seminarium zdołał przekonać swoich studentów, iż ma osobiste pozwolenie od papieża, by ich masturbować. Rezultatem skupienia całej władzy w Rzymie była infantylizacja lokalnych kościołów. Przedstawiciele kleru stali się niezdolni do wykazania jakiejkolwiek inicjatywy bez nerwowego spoglądania, co na to święta centrala. Właśnie w momencie, gdy lokalne kościoły były najmniej zdolne podejść dojrzale do kryzysu, wybuchł skandal z molestowaniem seksualnym dzieci. W odpowiedzi Jan Paweł II zapewnił lukratywne stanowisko w Rzymie biskupowi, który uporczywie tuszował szokujące fakty. Jednakże największą zbrodnią tego pontyfikatu nie było ani przyłożenie ręki do ukrywania nadużyć seksualnych kleru, ani neandertalskie podejście Jana Pawła II do kobiet. Jak na ponurą ironię, Watykan przeklął – jako „kulturę śmierci” – prezerwatywy, dzięki którym niezliczone rzesze katolików z krajów rozwijających się mogłyby uniknąć straszliwej śmierci w wyniku AIDS. Papież idzie po wiekuistą odpłatę obarczony winą za te wszystkie zgony. Jego pontyfikat stanowił jedną z największych katastrof w dziejach chrześcijaństwa od czasów Karola Darwina. Terry Eagleton Odpowiedz Link Zgłoś
tom1003 Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 10:14 komentarz rozbawiajacy, tylko dlaczego pierwszy lepszy satyryk trzeciego rzędu o lewicowych pogladach ma tytul profesora? Polska jako bastion reakcji, nietolerancji, nacjonalizmu, a najwiekszym naszym zlem jest "antykomunizm", he, dobre sobie... wredni polscy antykomunisci unieszkodliwiani co prawda wczesniej w Katyniu, wredni antykomunisci ktorzy w "czarnej erze Reagana" w sierpniu 80 dokonali zamachu na komunistyczny swiat powszechnego szczescia, wreszcie wredni antykomunisci wiosny 1989. Czy walka naszych partyzantow przeciw Hitlerowi tez byla objawem wystapienia skrajnej poslkiej prawicy przeciw legalnej wladzy, bądź co bądź lewicowej boć "narodowo socjalistycznej" Odpowiedz Link Zgłoś
radorabdin Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 16:28 Nie, Polska jest wspanialym, supernowoczesnym krajem, gdzie przecietny obywatel zarabia 600 zl na miesiac (jesli zarabia!!!), gdzie lekarze, dla zysku zabijaja pacjentow w karetakach pogotowia, poslowie nagminnie siedza w wiezieniach a politycy przypominaja kacykow z ze Srodkowej Afryki. Taki kraj sobie storzyliscie. I nie ma co sie oszukiwac. Polska jest zacofanym do granic niemozliwosci krajem we Wschodniej Europie. Przetrzyjcie oczy i popatrzcie na siebie . Jak inni was widza macie probke w opinii tego angielskiego profesora. Papiez byl produktem tego polskiego "postepu". Ja chociaz mieszkam poza Polska 24 lata, jak najbardziej zgadzam sie z opinia profesora. Ostatni pobyt w Polsce w 2004 roku utwierdzil mnie w przekonaniu, ze to nie postep ale ciemnota ostro postepuje w kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
sothis666 Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 17.04.05, 21:40 Och, czyzby...?:) To jest bardzo interesujące, bo wynika stąd, że opuszczałaś kraj w latach 1980/1981, czyli wtedy gdy (jak pisze profesor, z którym "się zgadzasz"): "...zmierzch emancypacyjnej polityki lat sześćdziesiątych przechodził w czarną noc ery Reagana i Thatcher". A cóż to pchnęło Cie w otchłań tej czarnej nocy? Wszak pan Eagleton z pewnościa nie pochwaliłby, jako wytrawny marksista, Twojego wyboru:) Facet, któremu klaszczesz, opluwał ochoczo rządy państw, które przyjmowały wybierających wtedy wolność Polaków, zza swojego uniwersyteckiego biurka wypisując bzdety na temat Europy Wschodniej oraz socjalizmu, o których wiedział i wie guzik. Tak samo jak o papiestwie i religii, którą usiłował godzić z marksizmem:) Odpowiedz Link Zgłoś
izul3 Re: Jaki był ten pontyfikat - glos z Manchesteru 18.04.05, 09:40 Chyba brakuje Ci dowartościowania na tym zachodzie. No szkoda.Skąd to "znawstwo" tematu jeśli się tu nie mieszka? Aby coś uogólniać trzeba dobrze znać kwestię (podręczniki metodologiczne są dostępne, poczytaj zanim się wypowiesz). Każde dziecko wie, że w każdym kraju społeczeństwo jest zróżnicowane.Malowana Polka (ak). Doprawdy wstyd Odpowiedz Link Zgłoś
blue_pole Madry glos z Polski 22.04.05, 16:30 Autor: Kalina Wojciechowska czerwiec 2004 Tajemnice Marii Magdaleny Od czasu do czasu w prasie i tej popularnej, i tej aspirującej do miana kulturalnej czy naukowej, pojawiają się sensacyjne tytuły: "Jezus był żonaty!" "Maria Magdalena - przyjaciółka i towarzyszka Jezusa!", "Potomkowie Jezusa i Marii Magdaleny!". Coraz częściej też Marię Magdalenę – uznawaną za przywódczynię pierwotnego chrześcijaństwa - wybierają sobie za patronkę środowiska feministyczne związane z różnymi Kościołami, zwłaszcza protestanckimi (np. Maria von Magdala – Initiative Gleichberechtigung für Frauen in der Kirche). Jak to możliwe, aby była prostytutka stała się jedną z największych osobowości rodzącego się chrześcijaństwa? A może Maria Magdalena wcale nie była jawnogrzesznicą? Kim więc była? Tak naprawdę wiadomo o niej bardzo niewiele. Pochodziła prawdopodobnie z miejscowości Magdala (od hebr. migdal - twierdza, zamek, wieża), położonej niedaleko Tyberiady na zachodnim brzegu jeziora Genezaret. Podawanie przy jej imieniu nazwy miejscowości, a nie imienia ojca, męża lub syna – jak to było w zwyczaju, sugeruje, że była kobietą żyjącą samotnie. Tradycyjnie uważa się ją za osobę majętną, której własnością miał być zamek Magdala. Wielu artystów przedstawiało więc Marię Magdalenę w bogatych, królewskich szatach, a przynajmniej w purpurowym płaszczu/maforionie, oznaczającym godność monarszą, z drogocennym flakonem zawierającym równie cenny balsam (np. Piero della Francesca, Caravaggio, Holbein, Tycjan). [rys.2] Ewangelie wspominają, że towarzyszyła Jezusowi w czasie jego publicznej działalności i wędrówki z Galilei do Jerozolimy. Łukasz pisze: Jezus „szedł przez miasta i wsie, nauczając i głosząc ewangelię o Królestwie Bożym. A było z nim Dwunastu i kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda, Zuzanna i wiele innych, które mu usługiwały”. Magdalena - według relacji Jana - stała u stóp krzyża na Golgocie (według ewangelii synoptycznych przyglądała się ukrzyżowaniu z daleka); brała udział w złożeniu ciała nauczyciela z Nazaretu do grobu i wreszcie jako pierwsza w wielkanocny poranek zjawiła się przy grobie, by stwierdzić, że jest pusty i dowiedzieć się o zmartwychwstaniu. To jej pierwszej – znów według Jana - ukazał się zmartwychwstały Jezus, którego początkowo wzięła za ogrodnika. Nie dane jej było jednak po ludzku cieszyć się z tego spotkania – Jezus bowiem nie pozwolił się jej dotknąć (słynne noli me tangere, które stało się źródłem różnych spekulacji na temat charakteru tego dotyku). Powierzył jej za to szczególnie ważną misję – powiadomienie uczniów o zmartwychwstaniu. Czy to zadanie oznacza, że Marię Magdalenę należy uznać za prawdziwą założycielkę chrześcijaństwa, inicjatorkę dogmatu o zmartwychwstaniu? Za apostołkę apostołów – jak nazwał ją w IV w. Ambroży z Mediolanu (wedle innych dokumentów uczynił to dopiero w IX w. Rabanus Maurus)? Za prorokinię – jak twierdzi w swojej obliczonej na sensację książce Jesus the Man (Sydney–London 1992) Barbara Thiering, która uważa, że „Maria” (hebr. Miriam) nie oznacza imienia, lecz tytuł pochodzący od imienia prorokini Miriam, siostry Mojżesza i Aarona? Niemal przez całą starożytność i we wczesnym średniowieczu przedstawiano Marię Magdalenę jako tę, która wygłasza kazania do apostołów i pierwszych wyznawców Chrystusa. Była kobiecą przeciwwagą, zarówno dla postaci Piotra (zawsze wymieniana była jako pierwsza w grupie kobiet, tak jak Piotr wśród apostołów), jak i dla Pawła (jak Paweł zajmowała się działalnością misyjną), a później także dla Jana Chrzciciela (prowadziła ascetyczny tryb życia na pustyni). Spośród wielu podań z tego okresu najbardziej znana jest stara legenda spisana w XIII w. przez Jakuba de Voragine, której warianty stały się później podstawą dla spekulacji na temat św. Graala i św. Krwi. Oto po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa jego wyznawcy stali się ofiarami okrutnych prześladowań ze strony żydów i Rzymian. Maria Magdalena z Maksyminusem i Marcellusem, należącymi do grona siedemdziesięciu dwóch uczniów Chrystusa, ze swoją siostrą Martą i bratem Łazarzem, z Cedoniuszem - ślepcem uzdrowionym przez Jezusa i z innymi jeszcze chrześcijanami zostali pojmani, uwięzieni na okręcie pozbawionym żagli oraz steru i zepchnięci na morze, aby zginęli (inna wersja opowiada o ich morskiej ucieczce przez prześladowaniami). Udało im się jednak przybić do wybrzeży Francji, do Marsylii, gdzie Maria Magdalena niemal natychmiast zaczęła prowadzić misję wśród pogan. Nauczała m.in. u wrót świątyni i tam któregoś dnia ujrzał ją książę tego kraju, który wraz z małżonką przybył, aby złożyć ofiarę swoim bogom. Wbrew pozorom, książę wcale nie zakochał się w Marii Magdalenie, choć jej uroda budziła powszechny zachwyt. Po pewnym czasie Maria trzykrotnie ukazała się we śnie żonie księcia i zażądała, aby otoczyć chrześcijan szczególną opieką. W przeciwnym bowiem razie straszna kara spotka kraj i władców. Książę więc, kiedy przekonał się już o prawdziwości wiary Marii Magdaleny i za sprawą świętej doznał wielu łask, przyjął chrześcijaństwo, kazał zburzyć pogańskie świątynie; Łazarza uczynił biskupem Marsylii, a Maksyminusa biskupem Aix. Tymczasem Maria Magdalena udała się do pustelni, gdzie w ascezie pędziła życie, doświadczając jedynie towarzystwa aniołów. Po trzydziestu latach żyjący nieopodal bogobojny kapłan rozpoznał w eremitce świętą misjonarkę i powiadomił o tym biskupa Maksyminusa. W święto Zmartwychwstania Pańskiego, przyjąwszy komunię z rąk Maksyminusa, Maria Magdalena zmarła. Na początku XX w., wraz z odkryciem gnostyckiej biblioteki w Nag Hammadi i esseńskich pism w Qumran odżył ten zapomniany przez wieki wizerunek Marii Magdaleny nauczającej, przywódczyni pierwotnego Kościoła. Stało się to głównie za sprawą dwóch powstałych ok. II w. gnostyckich ewangelii - Ewangelii Filipa i Ewangelii Marii Magdaleny. W obu apokryfach Maria Magdalena przedstawiona jest jako ta, którą Chrystus wyróżniał spośród grona swoich uczniów. To uprzywilejowanie kobiety wzbudziło zaniepokojenie wśród mężczyzn, najbardziej zatrwożył się oczywiście Piotr, którego pozycja stała się wyraźnie zagrożona. Ewangelia Marii Magdaleny wspomina, jak oburzony Piotr buntuje innych apostołów przeciw Marii Magdalenie, aby nie wierzyli jej słowom, a tym samym nie wierzyli w zmartwychwstanie Chrystusa! „Czyżby On [Jezus] rozmawiał z kobietą w tajemnicy przed nami, nie zaś otwarcie? Czyżby przedkładał ją nad nas?” Inny uczeń – Lewi (utożsamiany z ewangelistą Mateuszem) bierze jednak Marię w obronę: „Jeżeli Zbawiciel uczynił ją godną – kim ty jesteś, że ją odrzucasz. Z pewnością Zbawiciel zna ją bardzo dobrze. Dlatego miłował ją bardziej niż nas”. Również Ewangelia Filipa wzmiankuje o pełnym wyrzutu pytaniu uczniów skierowanym do Jezusa: „Dlaczego miłujesz ją bardziej niż nas?” Można się zastanawiać, czy rzeczywiście w I/II w. pozycja kobiety w Palestynie była na tyle silna, aby niewiasta mogła się stać przywódczynią jakiegoś ruchu religijnego? Wprawdzie np. według Józefa Flawiusza i Talmudu świadectwa kobiet nie mają znaczenia, ale należy pamiętać, że w łonie ówczesnego judaizmu i szeroko pojętego hellenizmu istniały ruchy zrównujące mężczyzn i kobiety. „Koedukacyjne” były m.in. wspólnoty esseńczyków czy orfików. Ciekawa jest też ambiwalencja znanego z mizoginizmu Pawła, który z jednej strony zupełnie ignoruje pośrednictwo Marii Magdaleny w głoszeniu zmartwychwstania Jezusa i twierdzi, że zmartwychwstały ukazał się Piotrowi, a następnie innym apostołom (I Kor 15,3), a z drugiej strony głosi równość Odpowiedz Link Zgłoś
blue_pole Re: Madry glos z Polski 22.04.05, 16:34 Można się zastanawiać, czy rzeczywiście w I/II w. pozycja kobiety w Palestynie była na tyle silna, aby niewiasta mogła się stać przywódczynią jakiegoś ruchu religijnego? Wprawdzie np. według Józefa Flawiusza i Talmudu świadectwa kobiet nie mają znaczenia, ale należy pamiętać, że w łonie ówczesnego judaizmu i szeroko pojętego hellenizmu istniały ruchy zrównujące mężczyzn i kobiety. „Koedukacyjne” były m.in. wspólnoty esseńczyków czy orfików. Ciekawa jest też ambiwalencja znanego z mizoginizmu Pawła, który z jednej strony zupełnie ignoruje pośrednictwo Marii Magdaleny w głoszeniu zmartwychwstania Jezusa i twierdzi, że zmartwychwstały ukazał się Piotrowi, a następnie innym apostołom (I Kor 15,3), a z drugiej strony głosi równość chrześcijan niezależnie od płci, pochodzenia, czy statusu społecznego (Kol 3,11). Wiadomo, że w pierwszych gminach chrześcijańskich kobiety odgrywały znaczącą rolę, co potwierdzają Dzieje Apostolskie i listy autorstwa Pawła, bądź Pawłowi przypisywane: wspierały finansowo wyznawców Chrystusa, udostępniały im domy, pełniły służbę diakonacką (np. wymieniona przez Pawła w Liście do Rzymian Feba, wspomniane w Dziejach Apostolskich Tabita czy Lidia). W sektach gnostyków, wśród których odsetek kobiet był bardzo wysoki, kobiety pełniły funkcje nauczycielek, prorokiń, misjonarek, celebrantek, czy egzorcystek (dość wspomnieć prorokinie Maksymillę i Pryscyllę, jedne z przywódczyń montanizmu). Tak wysoka pozycja kobiet wynikała w dużej mierze z równouprawnienia, a nawet uprzywilejowania żeńskiego pierwiastka w dualistycznie pojmowanym świecie. Nic więc dziwnego, że pisma o przewodniej roli Marii Magdaleny powstały właśnie w środowisku gnostyckim. Wśród gnostyków wielką popularnością cieszyła się też kanoniczna ewangelia Jana, a przynajmniej jej pierwotne wersje. Do dziś nierozwiązany pozostaje problem osoby autora i redaktora tego pisma. Wśród wielu domysłów i hipotez pojawiła się także taka, że to Maria Magdalena stała na czele tzw. wspólnoty Janowej i że to ona jest w istocie tym „umiłowanym uczniem” wspominanym przez ewangelistę, towarzyszącym Jezusowi w najważniejszych chwilach życia. Czyżby wiedział o tym już Pietro Vannucci (Perugino) pod koniec XV w., przedstawiając Jana i Marię w identycznych pozach stojących pod krzyżem na Golgocie? [rys. 3] Wizerunek Marii Magdaleny - nauczycielki i przewodniczki, gorliwej krzewicielki chrześcijaństwa, wędrującej od Italii po Azję Mniejszą i głoszącej Chrystusa zmartwychwstałego jest ugruntowany w Kościołach prawosławnych. Wedle tradycji greckiej, Maria Magdalena dołączyła w Efezie do Marii, matki Jezusa i Jana Apostoła (zachodnie średniowiecze uczyniło Marię także porzuconą narzeczoną Jana) i wraz z tym ostatnim kontynuowała swoją misję. Zmarła w Efezie, jej relikwie w 886 r. (lub w 899 r.) przeniesione zostały przez cesarza bizantyjskiego Leona VI Mądrego (Filozofa) do Konstantynopola, a następnie, być może przez krzyżowców w XII w., przewiezione do Francji. Obecność Marii Magdaleny przy kluczowych wydarzeniach z życia Jezusa powodowała liczne spekulacje na temat roli, jaką odgrywała w życiu samego nauczyciela z Nazaretu. Za sprawą wspomnianych gnostyckich apokryfów odżyły dawne legendy i pseudonaukowe spekulacje, które przedstawiają Marię Magdalenę jako towarzyszkę lub nawet małżonkę Chrystusa, matkę jego dzieci. W Ewangelii Filipa dość często mówi się o pocałunkach w usta, jakimi Jezus obdarzał Marię Magdalenę. Dało to podstawę do wysnucia przypuszczenia, że opisane przez ewangelistę Jana wesele w Kanie Galilejskiej to w istocie pierwszy etap zaślubin (zaręczyny) Marii Magdaleny i Jezusa. Druga uroczystość odbyła się tuż przed ukrzyżowaniem (w ewangelii Jana opisana jako namaszczenie w Betanii i ostatnia wieczerza), kiedy to było wiadomo, że Maria jest w trzecim miesiącu ciąży. Jak na panujące ówcześnie normy, panna młoda była już dość wiekowa, miała bowiem ok. trzydziestu lat. Zwyczaj takiego dwuetapowego zawierania małżeństwa opisuje np. Józef Flawiusz w Wojnie żydowskiej (II, 160-161). Drugi etap zaślubin następował zwykle po trzech latach albo wtedy, gdy stwierdzono u kobiety przynajmniej trzymiesięczną ciążę. Chroniło to przed „definitywnym” poślubieniem kobiety bezpłodnej. Jezus więc w sposób wiążący poślubiłby Marię Magdalenę – jak precyzyjnie (sic!) wyliczyła dr Barbara Thiering dokonując karkołomnej „peszeryzacji” (pewnego rodzaju alegoryzacji) Nowego Testamentu i pism qumrańskich – 18 marca 33 r., na kilka dni przed ukrzyżowaniem, kiedy Maria kończyła pierwszy trymestr ciąży. Dziecko – córka Tamar, która w 53 r. wyszła w Koryncie za mąż za apostoła Pawła – przyszło na świat w sierpniu 33 r. Trzeba dodać, że istotnym elementem tego rodzaju dociekań na temat życia rodzinnego Marii i Jezusa (nie tylko u dr Thiering, oczywiście, także dużo wcześniejszych) jest podkreślanie faktu, że Jezus nie umarł na krzyżu, lecz jedynie zapadł w letarg lub zemdlał. Opuszczenie grobu miało być dopiero później zinterpretowane jako zmartwychwstanie. W grudniu 36 r., jak podaje wspomniana australijska badaczka, Maria znów była w trzecim miesiącu ciąży, a drugie dziecko – tym razem syn Jezus Justus – urodziło się w 14 czerwca 37 r. Małżeństwo Jezusa z Marią Magdaleną nie trwało jednak długo; rozwiedli się ok. 44 r.; Maria Magdalena pozostała związana ze stronnictwem zelotów, Jezus zaś ożenił się powtórnie z Lidią, przez jakiś czas działał jeszcze w Palestynie i Azji Mniejszej, a w latach sześćdziesiątych wyemigrował do Rzymu, gdzie prawdopodobnie zmarł. Nieco inaczej dzieje małżeństwa Jezusa i Marii Magdaleny przedstawiają legendy z kręgu francuskich opowieści o św. Krwi (czyli św. Graalu - Sang Real), która płynęła w żyłach Merowingów. W okresie prześladowań chrześcijan w latach 40., Jezus, jego małżonka i dzieci udali się do Francji. Na początku V wieku ich potomkowie skoligacili się z Frankami salickimi, którzy dali początek dynastii Merowingów. Podczas gdy Merowingowie kontynuowali "męską" linię dziedzictwa Jezusa, druga, "żeńska" linia - królowe Avallonu w Burgundii - przedłużała dziedzictwo Marii Magdaleny. Trzeba dodać, że właśnie na terenie Burgundii znajdują się najważniejsze miejsca związane z legendą Marii Magdaleny – jej domniemany grób w Vézelay, rzekomy grób jej brata Łazarza w Autun... Jak więc stało się możliwe, żeby kobietę, mającą niewątpliwy autorytet i pozycję wśród pierwszych wyznawców Chrystusa, apostołkę i misjonarkę, utożsamić z ewangeliczną jawnogrzesznicą? Być może przyczyniło się do tego zgodne z Talmudem tłumaczenie przydomku Magdalena jako „kręcone, ufryzowane włosy niewieście”, które były uważane za atrybut prostytutek. Niekiedy też utożsamia się te „siedem nieczystych duchów”, od których Jezus uwolnił Marię Magdalenę, z rozwiązłością i niepohamowanym popędem seksualnym, ale wydaje się to nadużyciem. Postać Marii „z ufryzowanymi jak prostytutka włosami” stopiła się w jedno z jawnogrzesznicą, która namaściła stopy Jezusa podczas jego pobytu w domu Szymona i wytarła je włosami oraz z kobietą z ewangelii Jana, przyłapaną na cudzołóstwie. Po raz pierwszy (nieoficjalne jeszcze) utożsamienie Marii Magdaleny i jawnogrzesznicy z ewangelii Łukasza pojawiło się w IV wieku u pisarzy łacińskich – Ambrożego z Mediolanu i Jana Kasjana, choć nie znają go np. Ireneusz z Lyonu, Orygenes czy Jan Chryzostom. Być może pod wpływem Ambrożego pozostawał Augustyn, który w historii Marii Magdaleny – jawnogrzesznicy, która otrzymała przebaczenie i zasłużyła na miłość Jezusa, widział nadzieję dla siebie. Późniejszy biskup Hippony bowiem w czasach swej młodości „nurzał się w rozpuście”... Ponieważ w ewangelii Jana także Ma Odpowiedz Link Zgłoś
blue_pole Re: Madry glos z Polski 22.04.05, 16:40 Być może pod wpływem Ambrożego pozostawał Augustyn, który w historii Marii Magdaleny – jawnogrzesznicy, która otrzymała przebaczenie i zasłużyła na miłość Jezusa, widział nadzieję dla siebie. Późniejszy biskup Hippony bowiem w czasach swej młodości „nurzał się w rozpuście”... Ponieważ w ewangelii Jana także Maria z Betanii namaszcza stopy Jezusa, dość wcześnie do ukształtowanych na Zachodzie wizerunków Marii Magdaleny nauczającej i Marii Magdaleny jawnogrzesznicy dodano jeszcze portret Marii z Betanii, siostry Marty i Łazarza, tej, która wybrała „lepszą część” i siedziała u stóp Jezusa słuchając jego nauk. Wyraźna kompilacja tych trzech postaci: ewangelicznej Marii Magdaleny, anonimowej jawnogrzesznicy/cudzołożnicy i Marii z Betanii występuje w homiliach papieża Grzegorza I z ok. 600 r. Na tym jednak zachodnie kompilacje się nie kończą. Od XI w., podczas wprowadzania reformy gregoriańskiej (a zwłaszcza jej wersji kluniackiej) i przewartościowywania pobożności zachodniej, kiedy starano się powrócić do pierwotnej reguły benedyktyńskiej i surowości obyczajów, podnieść poziom moralny (i umysłowy) nie tylko zakonników, ale także świeckich, wykorzystywano motyw nawrócenia i ekspiacji Marii Magdaleny – jawnogrzesznicy. Jej przykład przywoływany w kazaniach (np. Sermo in venerationem Sanctae Mariae Magdalenae Odona z Cluny) służył więc upowszechnianiu duchowego odrodzenia. Odżyła legenda o Marii Magdalenie przybyłej do Francji, sławę bowiem zyskiwało położone niedaleko Cluny - Vézelay, gdzie miały znajdować się relikwie świętej przeniesione albo z Prowansji albo z Konstantynopola. Dowodów na ich autentyczność było wprawdzie niewiele, ale do Vézelay zaczęły przybywać pielgrzymki, notowano cudowne wydarzenia. Tak było aż do 1279 r., kiedy dokonano w Prowansji sensacyjnego odkrycia: w miejscowości Saint-Maximin-la- Sainte-Beaume znaleziono sarkofag opatrzony informacją, że spoczywają w nim szczątki Marii Magdaleny. Od tej chwili kierunek pielgrzymek zmienił się; Vézelay nieco opustoszało, Saint-Maximin-la-Sainte Beaume odwiedzały rzesze pątników, a kult świętej dodatkowo rozprzestrzenił się po całej zachodniej Europie. Ważnymi jego ośrodkami stały się m.in. hiszpańska Kastylia i niemiecka Lubeka. Jak wspomniano, jednym z najistotniejszych elementów zachodniego kultu Marii Magdaleny było wskazanie na jej pokutę. Żeby opis tej ekspiacji uczynić bardziej dramatycznym, zaadaptowano wschodnią legendę o Marii Egipcjance, żyjącej prawdopodobnie w V/VI w. Maria Egipcjanka po opuszczeniu rodzinnego domu w Aleksandrii w wieku 12 lat, zaczęła trudnić się nierządem. Mając lat 17 udała się do Jerozolimy, aby ofiarować swoje usługi pielgrzymom przybywającym do miasta z okazji święta Podwyższenia Krzyża. Tam dokonało się jej nawrócenie. Aby odpokutować za swoje grzechy, odeszła na Pustynię Judzką, gdzie spędziła ponad czterdzieści lat modląc się i poszcząc. Dzięki pokucie uzyskała od Boga przebaczenie i dodatkowo liczne dary – m.in. dar prorokowania, dar chodzenia po wodzie, dar unoszenia się w powietrzu. W 521 lub 522 r. zjawił się u niej świątobliwy starzec - kapłan Zozym (Zosima), z którego rąk przyjęła ostatnią komunię. Przewidziała też, że w rok później zakończy życie. Podobieństwo losów jest zaskakujące. O ile jednak w prawosławiu Maria Egipcjanka nie ma nic wspólnego z Marią Magdaleną (widać to zwłaszcza na ikonach, na których Maria Egipska przedstawiana jest jako stara wychudzona kobieta, z KRÓTKIMI włosami, z trzema bochenkami chleba, jedynym pożywieniem, jakie zabrała ze sobą na pustynię) [rys. 4], na Zachodzie elementy opowiadania o pokucie i ascezie Marii wkomponowano w legendę o ekspiacji Magdaleny i dodano do niej pikantne szczegóły – a to o pokusach czyhających na eremitkę, a to o jej rozpadającym się odzieniu, które zostało zastąpione płaszczem włosów... Ten ostatni motyw bardzo często wykorzystywany był w ikonografii. W Średniowieczu w ogóle uważano, że długie włosy nie powinny służyć kokieterii, lecz okrywaniu nagiego ciała (legenda o św. Agnieszce głosi, że gdy kaci zapędzili ją nagą do domu publicznego, ona okryła się włosami jak płaszczem; podobnie Lady Godiva zmuszona przejechać nago na koniu przez Coventry). W Renesansie najbardziej popularnym wizerunkiem Marii Magdaleny stało się właśnie przedstawianie jej jako nagiej, okrytej jedynie własnymi włosami pokutnicy na różnych etapach życia. Zapewne w chwili rozpoczęcia pokuty przedstawia ją np. Tycjan (w Palazzo Pitti we Florencji) [rys. 1], na dalszym etapie Donatello, który wyrzeźbił ją jako nagą, wychudzoną staruszkę z włosami pozlepianymi w strąki, czy Filippino Lippi [rys. 5]. Na marginesie można też wspomnieć ciekawą rzeźbę z XV/XVI w. autorstwa Tilmana Riemenschneidera przedstawiającą pokutującą nagą Marię Magdalenę, której ciało okrywa oczywiście płaszcz włosów, a dodatkowo jej tors i nogi porośnięte są krótkimi włosami przypominającymi zwierzęcą sierść. Ciekawe, że w chrześcijaństwie zachodnim najbardziej utrwalił się ten ostatni wizerunek Marii Magdaleny – magna peccatrix, nawróconej ladacznicy, żałującej i pokutującej za swoje czyny, choć trzeba dodać, że po Soborze Watykańskim II Kościół rzymskokatolicki „oczyścił” Marię Magdalenę od zarzutu uprawiania nierządu i w dniu 22 lipca czci się pamięć kobiety, która pierwsza ujrzała zmartwychwstałego Jezusa. Wydaje się to krokiem ku przypomnieniu o wiele mniej popularnego, ale starszego i biblijnie uargumentowanego wyobrażenia świętej jako krzewicielki chrześcijaństwa. Wciąż marginalne, choć chętnie wykorzystywane przez ugrupowania feministyczne stojące w opozycji do patriarchalnego wizerunku Kościoła, jest przedstawianie Marii Magdaleny jako przywódczyni pierwotnej wspólnoty. Największe emocje jednak wzbudza jej związek z Jezusem: czy są to relacje mistrz – wierna do końca, oddana uczennica, czy też sugerowane przez apokryfy więzi uczuciowe, miłosne. Próby rozstrzygnięcia, jaki charakter miał ten układ, często, niestety, prowadzą na manowce i z naukową uczciwością nie mają nic wspólnego. Odpowiedz Link Zgłoś
sothis666 Komentarze ślepych 17.04.05, 12:20 To bedzie kontrowersyjna opinia, ale uwazam ze filozofujacy komentatorzy w rodzaju p.Eagletona nie sa w stanie nawiazac najmniejszego kontaktu z prawdziwym znaczeniem pontyfikatu JPII. Przedstawione rozumowanie jest tyleż płaskie co żałosne. Nikt nie raczy dostrzec że koscioła nie stworzyły decyzje w sprawach doktrynalnych i nie one rozwiążą jego problemy. Podstawowym zadaniem kapłana nie jest podpisywanie papierów ani church management. Kapłan jest człowiekiem powołanym do świadczenia swym życiem o świecie niewidzialnym, o jego prawdziwej mocy i o tym jak wiara moze zmienić naszą rzeczywistość i jej pojmowanie. Ten czlowiek pokazal co znaczy współodczuwanie, wierność swojej prawdzie, pokazał też że swiat sklada sie jeszcze z czesci, ktorych nie dostrzegamy. Gdyby byl lekarzem ludzie ustawialiby sie do niego w kolejce. Gdyby byl Waszym sąsiadem, mielibyscie pewnosc ze macie w nim przyjaciela. Pokazal to samo pojedynczym osobom i w grupach po 2 miliony. To takie "demonstracje" stworzyly dawno temu chrzescijanstwo a nie "fundamentalne" kwestie czy zakladac gumę. Największym przesłaniem tego pontyfikatu jest prymat jakosci osobistego zycia duchowego nad tym co w dyrektywach, choćby i najwazniejszych. Reakcja świata na jego odejście jest zupełnie niezależna od (na przykład) decyzji (czy jej braku) w sprawie kapłaństwa kobiet. Jakims cudem okazało się to dla milionów ludzi nieważne. Oczywiscie, doktryny takze musza ewoluowac i tu JPII moze wydawac sie zbyt statycznym. Trzeba jednak wziac tez pod uwage ze cala mlodosc tego czlowieka uplyneła na obserwacji jak potrafi zachowac sie czlowiek gdy hamulcow moralnych zabraknie. I wcale sie nie dziwie, skad ta "przesadna" ostroznosc w unowocześnianiu, znoszeniu "przestarzalych zasad"... W zamian zobaczylismy cos bardziej istotnego. Odpowiedz Link Zgłoś
radorabdin Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 16:13 O kim ty mowisz, ze jest slepy? Chyba wylacznie o sobie. Trzeba byc nadzwyczajnie ograniczonym, zeby sobie nie zdawac sprawy z tego, ze wszystko, co dzieje sie w Watykanie, to tylko i wylacznie polityka. Nic wiecej. A to co pokazywane jest na zewnatrz to religia. Modlenie sie jest jedynie jego pochodna a nie glownym zajeciem, niestety. Z tego trzeba sobie zdawac sprawe. Ale wy w Polsce myslicie,ze wszystko stalo sie dzieki nazdwyczajnemu widzeniu, cudowi a moze i innym nadprzyrodzonym zjawiskom. Biedni , zacofani, ciemni ludzie. Nie bez powodu nazywaja was Iranem Europy i maja racje. Odpowiedz Link Zgłoś
radkol Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 21:30 Jeszcze jednym dowodem na panike "postepowców" po Wielkim Tygodniu jest powyzszy post. Tak, chcemy byc ciemni i zacofani i to zgodnie z nauka zmarlego Papieza. Dzisiaj Polska, a jutro podpalimy caly swiat. Nie mam czasu na dluzsza polemike, a poza tym nie chce mi sie z toba gadac. Odpowiedz Link Zgłoś
izul3 Re: Komentarze ślepych 18.04.05, 09:55 wiesz co , wyzywanie ludzi od ciemnych to są Twoje argumenty? W myśl tego, ci co myślą inaczej niż ja są ciemni i głupi. Brawo , toż to dopiero logika.Jak możesz pisać , że znasz życie Watykanu. Sama ( czy sam) sobie odpowiedz. Trochę samokrytyki, samooceny.Jeśli tak bardzo elektryzujesz się wypowiedzią jakiegoś profesora ( wg Ciebie on jest autorytetem), to powiem tak, że będąc ostatnio na konferencji jeden z profesorów nawiązał do poglądów papieża i miał diametralnie inne zdanie aniżeli to, które reprezentujesz. Wiem , powiesz, przecież to polski profesor. Tak właśnie myślisz Odpowiedz Link Zgłoś
izul23 Re: Komentarze ślepych 18.04.05, 10:49 Przeczytałam przed chwilą wypowiedź margo i zdałam sobie sprawę, że dałam się wciągnąć w rozmowę z kimś , z kim tak naprawdę nie warto i nie ma sensu.Nienawiść uniemożliwia kontakt.Właściwą i oczekiwaną przeze mnie dyskusją jest ta proponowana przez margo czy też jeśli się nie mylę jastrzębia. Odpowiedz Link Zgłoś
radorabdin Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 17:05 Ja natomiast uwazam, ze 99.9% ludzi wierzacych nie ma zielonego pojecia o tym w jaki sposob sie manipuluje wierzacymi duszami( ty niestety teaz jestes manipulowany, co widac!!!). Papiez zyskal wielka popularnosc dzieki srodkom masowego przekazu, to one pomogly mu i wykreowaly go na superstar. On oczywiscie nie obnosil sie ze swoimi wstecznymi pogladami, bo po co, ten zainteresowany glebiej i tak wiedzial a cala reszta, szara masa i tak nie byla w stanie zrozumiec. Wiekszosci wizerunek Papieza wystarczal taki jaki byl. Ludzie maja nieduze wymagania, majlo interesuja sie wewnetrznymi sprawami, klikami i sporami w kosciele. Cieszyli sie,ze Papiez chial dobra dla wszystkich, pogody i pokoju. Ale czy Papiez powinniec cos innego propagowac? Nie. Wiekszosc Polakow nie jest w stanie pojac, ze instytucja papiestwa to polityka, w wypadku Jan Pawla II byla to nieudaczna, zacofana polityka kardynala ze Wschodniej Europy. Na waszym miejscu zastanowilabym sie, dlaczego wiekszosc cudzoziemncow tak wlasnie o was mysli i tak was widzi. Odpowiedz Link Zgłoś
sothis666 Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 21:02 radorabdin napisała: > Ja natomiast uwazam, ze 99.9% ludzi wierzacych nie ma zielonego pojecia o tym > w jaki sposob sie manipuluje wierzacymi duszami( ty niestety teaz jestes > manipulowany, co widac!!!). Papiez zyskal wielka popularnosc dzieki srodkom > masowego przekazu, to one pomogly mu i wykreowaly go na superstar. On > oczywiscie nie obnosil sie ze swoimi wstecznymi pogladami, bo po co, ten > zainteresowany glebiej i tak wiedzial a cala reszta, szara masa i tak nie byla > w stanie zrozumiec. Wiekszosci wizerunek Papieza wystarczal taki jaki byl. > Ludzie maja nieduze wymagania, majlo interesuja sie wewnetrznymi sprawami, > klikami i sporami w kosciele. Cieszyli sie,ze Papiez chial dobra dla > wszystkich, pogody i pokoju. Ale czy Papiez powinniec cos innego propagowac? > Nie. Wiekszosc Polakow nie jest w stanie pojac, ze instytucja papiestwa to > polityka, w wypadku Jan Pawla II byla to nieudaczna, zacofana polityka > kardynala ze Wschodniej Europy. Na waszym miejscu zastanowilabym sie, dlaczego > wiekszosc cudzoziemncow tak wlasnie o was mysli i tak was widzi. Wiekszosc cudzoziemców, jak widac, mysli za mało, za mało także czyta zanim sie wypowie. Gdyby przyjrzała się, ta większość, wyciągnęła by moze wnioski z histerycznych czasem reakcji kurii na niektore decyzje JP. Nie wpychała by do jednego wora całej watykańskiej machiny. I nie powtarzała w ciemno, że Papież "chcial dobra dla wszystkich, pogody i pokoju", bo teksty równie głębokie mozna uslyszec tylko w przedszkolu. Pragnę też dodać że nie jestem katolikiem:) ps. wiara nie jest zjawiskiem kolektywnym ani medialnym tylko indywidualnym, moze sie co najwyzej kolektywnie (w wielu ludziach jednoczesnie) przejawiać. ps2. jesli JPII byl wsteczny, chętnie usłyszałbym o kims postępowym. Mozesz podać przykład? Takiego postepowca? -pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
izul2 Re: Komentarze ślepych 17.04.05, 23:02 Widzę wiele nieścisłości w tejże opinii, choćby takowa, iż żeby podawać dane liczbowe albo twierdzić, że większość trzeba by było owe stwirdzenia oprzeć na badaniach naukowych a nie na tym , bo mi się tak wydaje i moja ślepa nienawiść ukierunkowuje. Tak to widzę, szanowna radorabdin No cóż na pokorę , dobroć nigdy nie jest za późno Odpowiedz Link Zgłoś
izul21 Re: Komentarze ślepych 18.04.05, 00:10 No piękny popis! Załóżmy:Ludzie mało interesują się sporami i klikami w kościele. Szanowna osobo, to świetnie oddaje Twój sposób myślenia. A może zrozumiesz, że wiara to całkiem co innego. Oczywiście dla wielu osób za trudne wyzwanie. Apropos Papieża i Jego popularności- samo pokazanie się w mediach, to za mało aby uzyskać popularność. Rozejrzyj się głębiej, to może coś dostrzerzesz. Mnóstwo jest przykładów na to , że Papież jest dla wielu autorytetem- ale to nie jest zasługą mediów ( przede wszystkim postawy tegoż Człowieka pzez wielkie CZ). Możesz mnie wyzywać od ciemniaków ( to chyba jest normą u krytykantów Kościoła). Powiem tak , kieruję się w życiu sercem i rozumem. Odpowiedz Link Zgłoś
paskudaprawdziwa WOLNOSC A WOLNOSC PRAWDZIWA 17.04.05, 22:15 Mysle, ze dyskusja i publikacja sa intersujace i wazne. A jednozanczosci nie musimy uzyskiwac, w drodze do cwiczenia sie w wolnosci. W wydanym w 1992 r. Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Wolność, dopóki nie utwierdzi się w pełni w swoim najwyższym dobru, jakim jest Bóg, zakłada możliwość wyboru między dobrem a złem, a więc albo wzrastania w doskonałości, albo upadania i grzeszenia. Charakteryzuje ona czyny właściwe człowiekowi. Staje się źródłem pochwały lub nagany, zasługi lub winy. Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym. Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w służbie dobra i sprawiedliwości. Wybór nieposłuszeństwa i zła jest nadużyciem wolności i prowadzi do »niewoli grzechu «” (KKK 1732,1733). i dalej Graczyk : „Właśnie ów koncept "prawdziwej wolności" jest sednem sporu. Bo jeśli nazwiemy "prawdziwą wolnością" wybór dobra, to automatycznie wybór zła musimy traktować jako "wolność fałszywą", nie-wolność, niewolę ("niewolę grzechu") - a w takim razie znika możliwość wyboru. Innymi słowy: wolność nie polega na możliwości wyboru, a jedynie na wyborze dobra. „ I tu, p. Graczyk sie myli- moim zdaniem. Wolnosc implikuje dobro, ale nie wyklucza dlaszego wyboru zla, bo nie tylko nie wyklucza dlaszego wyboru, ale go wrecz zaklada. Wolność polega na możliwości wyboru: albo wybieram zło, albo wybieram dobro. Wybor nie jest latwy, bo wiele razy nie wiemy co jest dobrem, a co zlem. Nie było i nie jest jednoznaczne, bardziej teraz niz w przeszlosc. DOBOR i ZŁO ostatecznie sa tajemnica, do ktorej zblizamy sie i to wcale nie tak bardzo prosta droga. Nestety. Ale tez, dzieki temu, nie jestsmy robotami doskonale zaprogramowanymi, celowo i w sposob zorganizowany zmierzajacy do celu, z gory ustalonego i jasnego. Cel ostateczny i pierwsza przycyzna sa dla nas Tajemnica, a my sami odkrywcami siebie swaita i Boga. Staje sie w jakims stopniu stworcami, na obraz i podobienstwo, albo przeciwienstwo Boga – Tajemnicy. Niejasnosc/Tajemnica wiec jest : (1)przekelnstwem (skazani jestesmy na bladzenie), ale i (2)zbawiem (okreslmy sie wybierajac, ustanwiajac jakas droge zbliznia sie do .... DOSKONALOSCI, albo przeciwnie. To jest niebezpeiczne, ale dzieki temu mozemy dostrzegac i tworzyc --- Odpowiedz Link Zgłoś
miro17 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 00:49 Wydaje mi się, że nauczanie zmarłego Papieża o wolności jest bardziej spójne, niż przedstawia to Graczyk. Warto przywołać tu dawno sformułowaną definicję dobra autorstwa Henryka Elzenberga: "dobro jest to wartość chciana, a piekno - wartość kontemplowana". Wedle niej dobro to to, czego człowiek w swoim sumieniu najgłębiej chce, czasem wbrew temu, czego mu się okazjonalnie zachciewa. Nie jest to teza empiryczna, taka mianowicie, że ludzie na ogół, statystycznie, chcą dobra, ale określenie tego, co myślimy wymawiając słowo "dobro". "Wolność do", kiedy nic nie przeszkadza w wyborze dobra, jest jedynym sensownym sposobem rozumienia wolności, bo wolny wybór zła jako zła znaczy w świetle definicji Elzenberga tyle, co kwadratowe koło. Równocześnie nic nie akcentuje tak mocno autonomii wyboru dobra, jak powyższa definicja, bo jedyną instancją, do której mogę się zgłosić z pytaniem, czego naprawdę, w głębi duszy chcę, jest moje własne sumienie. Nawet zawierzenie autorytetowi, mozliwe, jeśli czuję się niezdolny do samodzielnego rozstrzygania, jest również autonomiczną decyzją podjetą najpierw we własnym sumieniu. Podobnie ma się rzecz z demokracją. Warto przypomnieć, że przed wojną wykluczenie Żydów z "Bratniaka" odbywało się na wielu uczelniach w drodze najbardziej demokratycznego głosowania. Nie zauważyłem, żeby Jan Paweł II zaproponował jakiś ustrój alternatywny dla demokracji, natomiast przestrzeganie przed złym korzystaniem z jej dobrodziejstw nie jest tak bardzo pozbawione sensu. A konstatacja, że przez głosowanie nie da się ustalić ani tego, co prawdziwe, ani tego, co słuszne, wydaje się co najwyżej nazbyt banalna, ale moze warto ją powtarzać, żebyśmy docenili doniosłość poszukiwania prawdy i fundamentalnych ogólnoludzkich wartości niezależnie od wyniku głosowań. Jedno, co ogromnie zniesmaczyło mnie przy lekturze tekstu Graczyka, to cwaniacka podmiana Prawdy, o której pisze Papież w cytowanych encyklikach, na "katolicką Prawdę". ("...domaga się, by życie publiczne było zgodne z katolicką Prawdą"). Nie będę tego dalej komentował. Według mnie, zasadnicza różnica pomiędzy nauczaniem Papieża a poglądami liberałów polega na tym, że że Jan Paweł II nie przymuszając nikogo do przyjęcia s w o j e j prawdy, uważa życie w prawdzie i miłosci za fundamentalne dla świadomej egzystencji człowieka (taki z niego fundamentalista), a liberałowie sądzą, że jeśli jest to dla kogoś ważne, to owszem, w imię wolności nie mozna mu tego zabronić, byle zbyt mocno nie nakłaniał innych do takiego dziwactwa. "Jeśli ktoś nawet uważa że "res sacra miser" (miłosierdzie jest rzeczą świętą), to jego sprawa, my i tak wiemy, że prawdziwym sacrum jest wolność i święte prawo własności". Moje sympatie, zarówno z intelektualnych, jak emocjonalnych powodów, są po stronie nauczającego Papieża i nie przeszkadza mi w tym fakt, że osobiście czuję się niewierzący. Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 08:07 Witam Zgadzam się, że woly wybór zła jako zła jest bez sensu. > dobra autorstwa Henryka Elzenberga: "dobro jest to wartość chciana, a piekno - > wartość kontemplowana". Wedle niej dobro to to, czego człowiek w swoim sumieniu > najgłębiej chce, czasem wbrew temu, czego mu się okazjonalnie zachciewa. Nie > jest to teza empiryczna, taka mianowicie, że ludzie na ogół, statystycznie, > chcą dobra, ale określenie tego, co myślimy wymawiając słowo "dobro". Problem nie polega na tym, że należy wybierać dobro, tego Graczyk nie kwestionuje, problem polega na tym, żeby nikt nie uzurpował sobie prawa do mówienia co jest "prawdziwą wolnością". Przytoczę tu fragmenty z Tischnera: J.T.: Można człowiekowi powiedzieć: słuchaj, dobrem jest kolektywna własność. Taka jest obiektywna prawda. I teraz, w imię tego dobra, zmuszę Cię, byś wstąpił do kołchozu. J.Ż.: Bo wtedy będzie ci dobrze! J.T.: „Dobrze" to by było pół biedy. Ale oni ci mówią, że wtedy będziesz wolny - że będziesz obiektywnie wolny. Pamiętasz Na pełnym morzu Mrożka? Trzech rozbitków, głód, trzeba jednego zjeść. Którego? Wybrali cherlaka. Mo¬gą go zabić pod presją, mają nad nim przewagę. Ale lepiej by było, gdyby się sam zgodził - dopiero gdy się zgodzi, będzie naprawdę wolny. Zjedzą go, tak czy inaczej, ale kiedy zaakceptuje obiek¬tywną konieczność, to się prawdziwie wyzwoli. I ten cher¬lak się godzi, bo go przekonali. Staje na scenie i mówi do publiczności: „Bo gdzie jest prawdziwa wolność? Tam gdzie nie ma zwykłej wolności! A gdzie jest zwykła wol¬ność? Tam gdzie nie ma prawdziwej wolności". Leszek Kołakowski usłyszał ten ton w nowym katechiz¬mie. Poczuł się zaniepokojony, zwłaszcza jednym zdaniem... J.Ż.: „Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolny". Nie chcę powiedzieć, że to zdanie mogłoby się znaleźć w sztuce Sławomira Mrożka, ale niepokój, który Mrozek wyrażał, może i tu mieć swoje mocne korzenie. J.T.: Jest jakaś dwuznaczność: ja Ci powiem, co jest dobre, i powiem Ci, kiedy jesteś wolny. J.Ż.: Ta dwuznaczność pojawia się dopiero wtedy, gdy to ty mi mówisz, co jest dobre, i kiedy jestem wolny. J.T.: A gdybyś tak sam z siebie? J.Z.: Wtedy sporu między dobrym a wolnym nie będzie. J.T.: Masz tutaj dalsze zdanie: „Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w służbie dobra". Dalszy powód niepokoju Leszka to termin „prawdziwa wolność". Czy człowiek jest wolny po prostu? Czy może być wolny prawdziwą albo fałszywą wolnością? Rozumiesz ten niepokój? Katechizm może nam wmawiać, że nauczy nas tej prawdziwej wolno¬ści. J.Ż.: Rozumiem, że słówko „prawdziwa" staje się tutaj partykułą niwelującą. J.T.: Może się stać, bo to ja ci powiem, co jest prawdziwe, a co jest fałszywe. Kwestionuje się wewnętrzne doświad¬czenie wolności na rzecz zewnętrznych orzeczeń. J.Ż.: W samym tym stwierdzeniu niebezpieczeństwa nie widzę. Niepokój czuję dopiero, kiedy zapytamy, kto ma powiedzieć, czym jest prawdziwe dobro. Odpowiedz Link Zgłoś
izul3 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 09:28 Podziwiam za logikę wypowiedzi, serce i kulturę. Tu nawet nie chodzi o pogląd ale tak jak napisałam autor myśli i ma wysoką kulturę, czego oczekiwałabym od innych osób. Odpowiedz Link Zgłoś
izul3 Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 09:31 Pisząc wcześniej o kulturze miałam na myśli wypowiedź miro. Odpowiedz Link Zgłoś
luckx Taki jest tryb argumentacji liberałów !!! 18.04.05, 13:35 Tak, tak powoli, ale skutecznie do celu. "Nalezy publicznie mówić o kapłaństwie kobiet teraz, żeby za 20 lat mogło to być zrealizowane" - panie Graczyk, czytuję Pana artykuły, które nigdy nie były przychylne Kościołowi Katolickiemu i klerowi, i nie zawiodłem sie i tym razem. Odnoszę wrażenie, że gdyby tacy ludzie jak Pan mieli wpływ na to co sie dzieje w Kościele Katolickim, to za 20 lat papieżem byłby transseksualista o upodobaniach zoofilskich, a księżmi wyświęcani byliby notorycznie pedofile (bo to przecież "kochający inaczej" i trzeba im dać szansę) a misjonarzami byliby tacy jak Pan ! Tylko czy wtedy istniałby jeszcze Kościoł Katolicki - z pewnością NIE !!! I dlatego nie wciskaj Pan ludziom tego Totalitarnego Liberalizmu do głów, bo jeszcze się to uda i gość goniący Pana na ulicy z nożem w ręku, za to że nosisz Pan krzyż na szyi, będzie dopingowany oszałamiającym aplauzem obserwujących żądnego sensacji i nowych doznań tłumu przechodniów. Oby Pana dzieci i wnuki nie doczekały takich dni. Kiedy wszelkie autorytety i wartości wezmą "w łeb" w imię powszechnego liberalizmu, wolności i tolerancji. Możesz Pan sobie odświeżać swoje mieszkanie i umysł, ale daj Pan spokój Kościołowi Katolickiemu. Czy zmiany w innych kościołach (luterański, anglikański) przyczyniły się do wzrostu liczby wiernych - NIE. Dlatego proszę dać sobie spokój z tego typo propozycjami !! Pozdrawiam Krzysztof Bestwina Odpowiedz Link Zgłoś
jeslitokonieczne Re: Jaki był ten pontyfikat 18.04.05, 17:03 Jest moja nadzieja i modlitwa, ze nowy papiez zainicjuje powrot z intelektualnej banicji wybitnych teologow, jak jak Hans. Kung, Edward. Schilebeeckx, Uta .Ranke-Heinemann, Matthew. Fox, zeby wymienic tylko tych najbardziej znanych. Jesli do pelnej liczby wlaczyc aktualnych i potencjalnych uczniow oblozonych anatema katolickich myslicieli - jest ich legion! Od nowego Ojca Swietego oczekujemy, ze jak na przadziwego ojca przystalo, bedzie doktrynalne bledy korygowac w tworczej dyskusji, zamiast skazywac na milczenie lub nieunikniona herezje (jesli milczec nie potrafia) odwaznych i tworczych katolickich myslicieli, ktorzy oprocz intelektualnej wolnosci cenia sobie takze swoja katolickosc. Odpowiedz Link Zgłoś
jastrzab27 Re: Jaki był ten pontyfikat 19.04.05, 15:41 Będę się modlił, żeby Twoje słowa się spełniły chociaż w części. Dzięki za tez wypowiedź. Odpowiedz Link Zgłoś