Dodaj do ulubionych

Czy ekonomia to nauka?

10.07.05, 18:27
Chaire,
ekonomia jest oparta na badaniu badaniu wyborów ludzi w przesłości i
uzasadnianiu, dlaczego oni tak, a nie inaczej postępują. Te wybory są
ujmowane w schematy, które z samego założenia nie są w stanie objąć
złożoności ludzkiego zachowania.
Nawet najprostsze prawa ekonomii nie zawsze działają, a często zamieniają się
w prawdziwym życiu we własną karykaturę.
I dlatego jest właśnie ekonomia nieprzewidywalna na przyszłość, im dalsza
przyszłość, tym ryzyko błędu jest większe, bo pojawiają się nowe impulsy,
wpływające na decyzje ludzi. Ludzie są z założenia nieprzewidywalni i decyzje
podejmują pod wpływem rozmaitych przesłanek, nie tylko religijnych, ale i
kulturowych i religijnych. Ważna jest tez dla nich moda. Inaczej będzie więc
wyglądała ekonomia w kraju, gdzie ludzie uważają bogacenie się za zło, a
inaczej tam, gdzie jest ono dobre.
Adam Smith, duchowy ojciec liberałów, wychował się w kalwińskiej Szkocji, stąd
uznał bogacenie się i chciwość za motory ludzkieg działania. Tymczasem w
innych częściach świata postrzega się to inaczej. Wg wielu Hindusów zachodnia
wizja postepui pogoń za pieniądzem są bez sensu.
T.
Obserwuj wątek
    • titus_flavius ekonomia to część nauk historycznych! 10.07.05, 18:48
      Chaire,
      ekonomia zajmuje się w zasadzie opisywaniem tej sfery życia człowieka, która
      wiąże się ze zdobywaniem przez ludzie środków utrzymania i majątku.
      Ekonomiści starają się obserwować przeszłe zachowania ludzi i obserwacje
      ujmować w schematy. Nic w tym zdrożnego, gdyż tak postępują wszelkie iodłamy
      historii i nauki społeczne w ogólności. Problem z ekonomistami polega na tym,
      że są oni potrzbni politykom. Politycy sprawują władzę w celu podnoszenia
      dobrobytu społeczeństwa. Sami często nie wiedzą jak to zrobić - potrzebują więc
      pomocy fachowców. I w tym momencie specjaliści od opisu przeszłości starają się
      przewidzieć przeszłość. To jest fenomenalne potwierdzenie starego powiedzenia,
      że historia jest nauczycielką życia. ALe jest ponury ciąg dalszy tego
      przyszłowia, że historia się nigdy nie powtarza. A nie powtarza się dlatego, że
      tworzą ją niepowtarzalni ludzie, zbiegi okoliczności, zdarzenia przyrodnicze i
      tym podobne.
      Jaki wypływa ztego wniosek? Dość ponury. Nikt nie jest w stanie przewidzieć
      przyszłości, także w sferze ekonomii. Trzeba więc odesłać ekonomistów na
      właściwe im miejsce, pośród bdaczy innych częścihistorii. Oczywiście,
      ekonomiści podniosą krzyk, że bez nich świat się zawali. Nie zawali. POlityką
      współczesną nie zajmują się historycy polityki, więc życiem ekonomicznym także
      nie powinni zajmować się historycy (ekonomii).
      T.
    • melanix www.mises.pl 10.07.05, 19:01
      dużo o metodzie.
      polecam również www.mises.org
    • puffin2 Re: Czy ekonomia to nauka? 10.07.05, 20:33
      Swietny tekst.

      Rzeczywiscie, ku mojemu zdumieniu, w ostatnich latach najbardziej w sposob
      najbardziej zacietrzewiony, zideologizowany i mentorski wypowiadali sie
      publicznie o ekonomii neoliberalowie. Przebili innych uczestnikow debaty -
      lewicowcow, etatystow, konserwatystow, liberalow bez "neo"... Wysoko cenie
      liberalizm jako system myslowy, wiec krzywilem sie zawsze czytajac teksty
      publicystow, dla ktorych ekonomia to nauka prosta i toporna jak budowa cepa.
      Argumenty w stylu: jedynym lekarstwem na problemy ultarhiperneoliberalizmu
      jest... wiecej ultrahiperneoliberalizmu.

      Gdybym mial pioro red. Zakowskiego, sam bym taki tekst napisal!

      A tak swoja droga, podatki w Polsce nalezy obnizyc, a panstwo ograniczyc. Ale na
      Boga, nie jak w "wizjach" Korwina-Mikkego et consortes!

      puffin
    • maariuss Czy Gadomski to krezus? 10.07.05, 21:05
      Dopóki są w Polsce tacy dziennikarze jak Jacek Żakowski nie tracę wiary w
      Polskę. Problem w tym, że infantylnie prostych wydmuszek w stylu Gadomskiego
      jest multum. Te wydmuszki wszystko wiedzą o ekonomi. Pewnie na swej wiedzy
      zbiły już majątek większy niż Chodorkowski, Gates i Abramowicz razem wzięci,
      wystarczy przecież skorzystać samemu ze swych cudownych porad kursów walut,
      tendencji na giełdach itp. Jeden z laureatów Nagrody Nobla z ekonomii (widać
      daleko mu do Gadomskiego) z rozbawieniem ich opisał, że gdyby naprawdę
      WIEDZIELI to siedzieli by teraz na swym jachcie na Karaibach czy innych
      Kanarach a piękne dziewczyny podawałyby im koktaile, a na koncie przybywałby
      kolejny miliardzik. Ale tak nie jest, Gadomski zasuwa do redakcji kłania się
      naczelnemu śmieje się szczerze, do rozpuku z dowcipów przełożonego - se la vie.
      • kg4mvp Re: Czy Gadomski to krezus? 15.07.05, 06:05
        Zaciekawi Cie ze dwuch noblistow z ekonomi (finansowej) zalozylo fundusz
        inwestycyjny i umoczylo chyba z 10 miliardow dolarow!!! Ten fundusz nazywal sie
        Long Term Capital Management. Tacy z ekonomistow naukowcy! Jak bys dal fizykowi
        zaklad ze cialo znuzone w cieczy straci pozornie na wadze tyle ile wazy wyparta
        przez nie ciecz, to by sie fet fizyk mogl z toba zalozyc o kazde pieniadze. I
        by zaklad wygral. A noblisci z ekonomii umoczyli 10 duzych baniek (nie
        swoich...!!) ha ha ha
    • downconversion Re: Czy ekonomia to nauka? 10.07.05, 21:19
      1. Gdy to pisze jest piec postow w tej dyskusji, wiec jeszcze moze sie ona
      zmienic na typowa internetowa wulgarna przepychanke, ale jak na razie w zachwyt
      mnie wprawia poziom i kultura dyskusji.
      2. W zasadzie zgadzam sie z Red. Zakowskim i wypowiedziami na forum, ktore
      wspobrzmia z jego artykulem. Poczucie pewnosci w naukach spoleczna-ekonomicznych
      to pierwszy stopien do katastofy. Ale tylko pierwszy stopien - paradoksalnie
      Thatcher, ktora miala poczucie pewnosci wielokrotnie przewyzszajace poczucie
      Gadomskiego, zapoczatkowala gleboka transformacje gospodarki brytyjskiej. Wiec
      byc moze, nawet nie mozemy byc pewni tego, ze poczucie pewnosci jest na pewno
      szkodliwe!
    • bigbadelectriccow Zakowski, pliz 10.07.05, 23:25
      pliz, przestan wreszcie pisac teksty o ekonomii. MOzna tylko zalamywac rece. Nawet nie chcialo mi sie czytac tego artykulu do konca ( a mam tak od kiedy przeczytalem w jednym z twoich artykulow ze oszczednosci nie musza sie rownac inwestycjom) Nie wiem gdzie ty sie tej ekonomii uczyles. Prosze przeczytaj cos porzadnego. Na przyklad Begg'a. Bodajze w pierwszym rozdziale przeczytasz o podziale na ekonomie normatywna i pozytywna.
      • 1maruti1 Re: Zakowski, pliz 11.07.05, 19:17
        I co z tego? Podzial jak kazdy inny. Sztuczny.

        Normatywna i pozytywna na siebie nachodzą. Gdzie ty sie uczyles ekonomii?
    • nextrade Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 00:49
      Kiedy czytam teksty Gadomskiego i Żakowskiego, którzy spierają się ze sobą, to
      odnoszę wrażenie że inaczej pojmują ekonomię i stąd wyciągają odmienne wnioski.
      Dobrzej ujął to Żakowski zwracając uwagę na że według niego ekonomia to
      "dziedzina wiedzy" nie nauka.

      Moim zdaniem jednak ekonomia jest nauką ścisłą, to znaczy opartą na ścisłych
      regułach wywodzących się z matematyki i logiki. Wbrew temu co twierdzi Żakowski
      możliwe jest przewidywanie cyklów koniunkturalnych, kursów walut a także
      określanie opytmalnej wysokości stóp procentowych, choć naturalnie trafność tych
      prognoz z oczywistych powodów sprawdza się w krótszym raczej aniżeli dłuższym
      okresie czasu. Za to między innymi dostaje się nagrody Nobla.

      Ekonomia zajmuje się także analizowaniem zachowań ludzkich i próbuje je
      "zmatematyzować". Jednak ludzie nie zawsze kierują się racjonalnym wyborem w
      swoim postępowaniu i stąd biorą się najważniejsze różnice w analizach
      ekonomicznych. Dla uproszczenia wywodu pomijam fakt iż ekonomię wykorzystuje się
      też dla doraźnych, patrtykularnych celów politycznych, ambicjonalnych, i innych.

      Moim zdaniem nie ma racji Żakowski krytykując "zróżnicowanie" wniosków i analiz
      ekonomicznyh. Żakowski nie dostrzega iż istnieją w ekonomii bardzo zaawansowane
      i wyrafinowane mechanizmy pozwalające uwzględniać czynnik ludzki w ujęciu
      globalnym i na większość pytań oraz problemów, które wymienia Żakowski można
      znaleść wiarygodną odpowiedź.

      Ma natomiast rację moim zdaniem Żakowski zwracając uwagę, że sami ekonomiści
      kierują się w swoich analizach wieloma nierzadko przeciwstawnymni założeniami i
      na ich podstawie dochodzą do odmiennych wniosków.

      Najważniejszym jednak problemem z ekonomią jest to, iż traktowana jest
      instrumentalnie i doraźnie przez polityków, ktorzy nie kierują się analizami
      opartymi na ekonomicznych (czyliracjonalnych) przesłankach. Politycy nie
      potrafią, bądź nie mają odwagi albo i niechą podejmować odważnych decyzji nojąc
      się podejmowania "niepopularnych decyzji". Gdyby w POlsce pojawił się polityk na
      miarę Margaret Thatcher lub Ronalda Regana ze swoim zdecydowaniem i upartym
      realizowaniem postawionych celów (abstrahuję przy tym od ideologii obu w/w
      wymienionych polityków, bo nie o to chodzi), wo większości "problemów
      ekonomicznych" wymienionych przez Żakowskiego w ogólne by nie było w deacie
      publicznej. I tego nie dostrzega Żakowski, dostrzega natomiast Gadomski. Deficyt
      budżetowy, naprawa finansów publicznych i wiele innych ważnych spraw
      "ekonomicznych" - to są zadania do zrealizowania przez polityków, ale w oparciu
      o wnioski nauki ścisłej jaką jest ekonomia. I to właśnie chodzi, nie o teczki
      czy lustracja, tylko kto to zrozumie...

      Na marginesie całej polemiki Gadomski - Żakowski. Tak to jest gdy za pisanie o
      ekonomii biorą się osoby które nie są ekonomistami i na ekonomii się nie znają,
      choć dzięki swojej inteligencji i wiedzy potrafią zorientować się w temacie i
      wysmażyć całkiem zgrabny i dobrze czytający się artykuł. Wolałbym jednak aby
      sprawy ekonomiczne nie pozostawiać wyłącznie publicystom "na właśność".

      Na koniec o stopach procentowych. Fakt iż ich wysokość określa się w Polsce
      metodą głosowania to wynik upolitycznienia Banku Centralnego i próba wywierania
      wpływu na jego decyzję. W wielu innych bankach centralnych na świecie głosowań
      się nie stosuje z tej prostej przyczyny iż nie ma kolegialnych ciał
      zarządzających. Nie wykorzystywałbym tego argumentu na rzecz "niepewności"
      ekonomii jako nauki/dziedziny wiedzy.
      • titus_flavius Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 06:31
        Chaire,
        nie mogę się z Tobą zgodzić do końca, że ekonomia jest nauką oparta na logice i
        matematyce. Na logice i matematyce jest oparta podstawowa teoria ekonomii,
        tworząca abstrakcyjne modele, które w żaden sposób nie sprawdzają się w życiu.
        Jeżeli dla Ciebie ekonomią są modele ekonomiczne, to masz rację - to jest nauka
        ścisła. Ale jeżeli chcesz modele stosować w życiu, to one zawiodą, gdyż na
        rzeczywistość wpływa o wiele więcej czynników, niż ekonomiści są w stanie
        uwzględnić w modelach.
        Zresztą, matematyka i logika także są oderwane od rzeczywistości. W przyrodzie
        nie ma kuli, kwadratu, koła itp., a 2 plus 2 nie będzie równać się 4, gdyż
        rzeczy nie mozna do siebie dodawać, albowiem nie ma w przyrodzie dwu
        identycznych całkowicie przedmiotów.
        I jeszcze, Thatcher i Regan nie postępowali zgodnie z teorią ekonomii, tylko z
        własnym wyczuciem koniunktury, jak to zawsze robili mądrzy politycy od tysięcy
        lat. Z pewnością natchnęli swoje narody optymizmem i wiarą w przyszłość, ale
        czy rozwój gospodarczy był zasługa ich polityki, czy raczej korzystnej fazy
        cyklu ekonomicznego, to temat na solidną habilitację.
        Nie zgadzam się, aby zostawić ekonomię ekonomistom, bo to byłoby tak, jakby
        historykom politycznym zostawić prowadzenie przyszłej polityki. To, że
        ekonomiści wiedzą, jak co działało w przeszłości nie znaczy, że będą potrafili
        podejmować trafne decyzje na przyszłość.
        T.


        • r202 Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 06:59
          Ale jeżeli chcesz modele stosować w życiu, to one zawiodą, gdyż na
          > rzeczywistość wpływa o wiele więcej czynników, niż ekonomiści są w stanie
          > uwzględnić w modelach.
          > Zresztą, matematyka i logika także są oderwane od rzeczywistości. W przyrodzie
          > nie ma kuli, kwadratu, koła itp., a 2 plus 2 nie będzie równać się 4, gdyż
          > rzeczy nie mozna do siebie dodawać, albowiem nie ma w przyrodzie dwu
          > identycznych całkowicie przedmiotów.

          Żeby wybudować most - wystarczy stosować się do podstawowych praw fizyki. To wystarczy, by most
          się nie zawalił. Podobnie stosowanie się do podstawowych praw ekonomii wystarczy, by nie
          zbankrutować państwa. Niestety, dostępna nam wiedza w zakresie fizyki nie opisuje świata
          dostatecznie precyzyjnie, by można było np. zbudować bezpieczną elektrownię opierającą się na reakcji
          termojądrowej. Nikt roztropny jednak nie postuluje, by wobec braku dostatecznie precyzyjnych modeli
          fizycznych opierać się na intuicjach przy budowie elektrowni atomowych jak i - na zasadzie analogii -
          przy budowie mostów ani by powierzać to zadanie publicystom.

          Podobnie nauka ekonomii nie opisuje świata dostatecznie precyzyjnie, by w oparciu o wymyslone
          modele można było zbudować gospodarkę cechującą się stałym wzrostem nie doprowadzając przy tym
          do rewolucji. To - rzeczywiscie - nie jest nauka, to sztuka :) Co nadal nie oznacza, by w związku z
          powyższym należało wyrzucić do kosza dotychczasowy dorobek nauk ekonomicznych i kierować
          gospodarką w oparciu o intuicje pana Sierakowskiego.
          • titus_flavius Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 08:15
            Chaire,
            nie porównuj kształtowania świata fizycznego (budowa mostu) z odziaływaniem na
            ludzi (ekonomia). W przypadku mostu mamy zasób sprawdzonych receptur, aby
            zbudować most, a ostatecznym sprawdzianem jego przydatności jest to, czy most
            stoi. Wszytko opiera się na prawach sztuki budowlanej, które na całym wiecie są
            podobne, gdyż i tu trzeba brać pod uwagę lokalne uwarunkowania klimatyczne itp.
            Inaczej buduje się most w Polsce, inaczej w Japonii,Kongo czy Iraku (tu musi
            być przxewidziany bunkier dla ochrony mostu) .
            A ekonomiści wszędzie by chcieli postępować tak samo nie widząc różnicy między
            np. POlakami i Amerykanami.
            Ale i tak czasami budynki czasami się walą z róznych przyczyn (World Trade
            CEnter), gdyz budowniczowie czegoś nie przewidzieli.
            W przypadku ekonomii nie ma nawet tego rodzaju niekwestionowanych i
            sprawdzonych empirycznie reguł, jak w budownictwie! Wynika to stąd, że w
            odróżnieniu od budownictwa, ekonomia ma na celu kształtowanie ludzi - a ludzie
            są nieprzewidywalni i w różnych społeczeństwach reagują inaczej na te same
            bodźce. Założenia ekonomii są przyjęte apriorycznbie i są niesprawdzalne.
            Pamiętaj, że ekonomia liberalna powstała w kalwińskiej Szkocji, której kultura
            (jak każda inna) jest niepowtarzalna. Aby więc pomysły Adama Smitha działały,
            świat powinni zamieszkiwać kalwini szkoccy.
            Zauważ, ze ideałem liberałów jest państwo skrajnie liberalne, którego nigdy nie
            było nie ma i nie będzie!
            Ekonomia owszem, jest nauką, ale na tej samej zasadzie, co inne części nauk
            historycznych. Czy postulujesz, aby sprawami wojskowymi zajmowali się historycy
            wojskowości, a edukacją historycy wychowania?
            Politycy powinni ekonomistów wysłuchiwać przed podjęciem decyzji, aby mieć
            wiedzę, jakie skutki w przeszłości dawały podobne decyzje, ale to politycy
            muszą podejmować decyzje na swoje wyczucie. Dlatego są przecież politykami, że
            my - społeczeństwo wierzymy im, że potrafią przewidzieć przyszłość.
            T.
            • r202 Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 09:41
              > Inaczej buduje się most w Polsce, inaczej w Japonii,Kongo czy Iraku (tu musi
              > być przxewidziany bunkier dla ochrony mostu) .
              > A ekonomiści wszędzie by chcieli postępować tak samo nie widząc różnicy między
              > np. POlakami i Amerykanami.

              E tam. Ja myślę, że rzecz polega na tym, że generalnie ekonomię jako naukę postrzega się przez
              pryzmat publicystów i polityków dywagujących nad tym, czy lepiej jest wrzucić 15 milionów w oświatę
              w Kieleckiem czy przeznaczyć na zasiłki dla bezrobotnych w Słupsku. Oraz, jako naukę społeczną, czyli
              dziedzinę, gdzie nic nie wiadomo, bo ludzie są różni. Niemniej nagrodę Nobla dostają ci, którzy w
              ludzkiej różnorodności dostrzegają uniwersalne zależności. Poziom nauk społecznych dziś jest być
              może taki, jak poziom astronomii przed Kopernikiem. Wtedy też sądzono, że pewnych barier poznania
              nie da się przeskoczyć a między astronomią a astrologią różnica była niewielka ;) Tylko, że jak to już
              ktoś napisał w tym wątku, wbrew pozorom ekonomia ma swoje "twarde" fundamenty, które działają tak
              samo w USA i Indiach /nie jestem ekonomistą i nie chwalę tu swojej dziedziny - dla jasności/. I z tych
              fundamentów wynika szereg konsekwencji dla bieżących decyzji - podobnie jak z zasad fizyki.

              A co do kwestii, czy ekonomiści powinni się zajmować ekonomią - no cóż, profesor prawa nie zawsze
              jest dobrym adwokatem. Ale zawsze będzie lepszym prawnikiem niż publicysta filolog czy polityk
              inseminator. Generalnie byłbym za tym, by podejmowaniem dowolnych decyzji zajmowali się ludzie,
              którzy posiadają po temu stosowne kompetencje ;)
              • titus_flavius Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 11:27
                r202 napisał:

                > ktoś napisał w tym wątku, wbrew pozorom ekonomia ma swoje "twarde"
                fundamenty,
                > które działają tak
                > samo w USA i Indiach /nie jestem ekonomistą i nie chwalę tu swojej dziedziny -

                > dla jasności/. I z tych
                > fundamentów wynika szereg konsekwencji dla bieżących decyzji - podobnie jak z
                z
                > asad fizyki.

                Chaire,
                nie mogę się z Tobą zgodzić. Co jest niby tym twardym fundamentem ekonomii?
                Przecież stale pojawiają się prace naukowe udowadniające dlaczego w określonych
                wypadkach ludzie nie postępują zgodnie z podstawowymi regułami ekonomii!
                Nie tak dawno był nadmiar ropy na rynku, a jej cena zamiast spadać rosła.
                Domorośli ekonomiści liberalni nie rozumieli dlaczego tak się dzieje - przecież
                prawa ekonomii itp.
                Otóż cena ropy zależy też od wizji przyszłości, i dealerzy ocenili, że na
                przyszłość rzutuje ryzyko polityczne, które sprawić, że ropy będzie mniej i
                będzie dużo droższa.
                T.
                • 1maruti1 Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 19:20
                  r202 - tylko ze Nobla dostaja 'obserwatorzy' ktorzy maja radykalnie rozne wnioski. np. Mundell i Sen praktycznie w niczym sie nie zgadzali... i co?
      • komentator4 Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 15:45
        > Moim zdaniem jednak ekonomia jest nauką ścisłą, to znaczy opartą na ścisłych
        > regułach wywodzących się z matematyki i logiki. (...) Jednak ludzie nie
        zawsze kierują się racjonalnym wyborem w
        > swoim postępowaniu i stąd biorą się najważniejsze różnice w analizach
        > ekonomicznych.

        Nauka ścisła potrafi jednoznacznie przewidzieć wynik każdego eksperymentu.
        Jeśli jakaś teoria daje przewidywania niezgodne z wynikami eksperymentów, to w
        prawdziwej nauce (np. w fizyce) odrzuca się taką teorię i szuka innej. W
        ekonomii nie można nawet robić eksperymentów, bo nikt nie ma kontroli nad
        ekonomicznymi zachowaniami ludzi i zawsze działa mnóstwo czynników, których nie
        wzięto pod uwagę. Ergo, nie istnieje w ekonomii obiektywne kryterium
        odróżniania prawdy od fałszu. Dlatego ekonomia NIE JEST NAUKĄ - nie tylko nie
        jest nauką "ścisłą", ale nie jest nauką w ogóle, jak słusznie zauważył
        Żakowski. Mówienie, że ekonomia jest ścisłą nauką, tylko ludzie zachowują się
        nieracjonalnie i dlatego nie realizują jej praw, trąci leninizmem. Celem
        ekonomii jest przewidywanie zachowań ekonomicznych rzeczywistego społeczeństwa,
        a nie abstrakcyjnego modelu.

        > Za to między innymi dostaje się nagrody Nobla.

        Historia "ekonomicznej nagrody Nobla" dobitnie pokazuje, jakiego
        rodzaju "nauką" jest ekonomia. Alfred Nobel ustanowił swoją nagrodę tylko w
        trzech dyscyplinach naukowych: fizyce, chemii i medycynie/fizjologii. Wykluczył
        matematykę (tak, świadomie podjął taką decyzję!) z groteskowych powodów
        osobistych, co było oczywistym nieporozumieniem. Mimo to matematycy uszanowali
        jego wolę i nie grają w tej lidze. Ekonomiści natomiast złożyli się, 60 lat po
        Noblu, na osobny kapitał, dali go pod zarząd Fundacji Nobla i zażyczyli sobie,
        żeby nagrody z dziedziny ekonomii były przyznawane przez ten sam komitet w
        ramach tej samej procedury. Potocznie zaczęły być nazywane "nagrodami Nobla z
        ekonomii", chociaż z Noblem nie mają dokładnie nic wspólnego. Tak to bogaci
        prostacy wepchnęli się na chama do lepszego towarzystwa i teraz używają
        splendoru na równi z naukowcami z prawdziwego zdarzenia.
    • bezportek ekonomia - jak meteorologia 11.07.05, 03:00
      Wbrew poboznym checiom rozmaitych lewakow i naprawiaczy swiata, z zalozenia
      kazda nauka jest scisla. Co najwyzej uprawiacze nauki maja klopoty ze
      scisnieciem masy danych w celu odcedzenia zaleznosci logicznie niesprzecznych z
      obserwacjami. Z zalozenia, ani obserwacje nie moga byc kompletne, ani wycisk
      ultraobiektywny - stad zadne wyniki nie sa absolutnie pewne. Z uplywem czasu i
      naplywem kadr wszystkie "prawdy objawione" zostaja kiedys w koncu zrewidowane.
      Co widac golym okiem, jesli kto umie czytac stare podreczniki. Zadanie od
      jakielkolwiek nauki odpowiedzi trwale i niezmiennie prawdziwych to czysty
      szamanizm albo i socjalizm, tfu. Ekonomia nie jest tu wyjatkiem i nie moze byc,
      bo niby dlaczego? Coz jest takiego w robieniu pieniedzy, zeby uczynic je
      latwiejszym od robienia deszczu? Wszelkie narzekanie na "brak scislosci"
      jakielkowiek z nauk to efekt braku scislosci rozumowania narzekanta.
    • czarownica.z.salem ekonomia to ideologia rzadzacych oligarchii 11.07.05, 04:13
      tak twierdzi pewien ekonomista noblista.
    • r202 Czy fizyka to nauka? 11.07.05, 05:26
      Dla lajkonika - nie. No bo przecież w gruncie rzeczy fizycy mało co wiedzą na pewno - a tak w kazdym
      razie wynika z wywiadów z nimi w kolorowej prasie. Ani nie wiedzą na pewno, jak powstał wszechświat,
      anie nie wiedzą w ogóle co było wcześniej i co jest poza nim. NIe potrafią udowodnić istnienia/
      nieistnienia Pana Boga a we wzorach, które rzekomo opisują świat co raz pojawia się jakaś stała, która
      wraźnie wskazuje, że czegoś im w tych wzorach brakuje, żeby się rachunki zgadzały. No, bo, na
      zdrowy, humanistyczny rozum, co ma prędkość światła do energii we wzorze Einsteina. Od razu widać,
      że to jakaś kombinacja. A w ogóle, gdyby fizyka to była nauka ścisła, toby np. nie marnowano energii w
      mało sprawnych urządzeniach. Taki silnik spalinowy - to przecież zupełnie jak inflacja ekonomistów.
      Wlewasz benzyny za 10 zł a ile dostajesz energii? Za 4 złote? I nie spieranoby się o jakieś efekty
      cieplaniane - przecież amerykańscy i francuscy fizycy powinni z punktu się w tej sprawie porozumieć -
      no bo trudno głosować czy efekt cieplarniany jest czy nie i czym grozi. Nawet najprostsze prawa fizyki
      są podważane i okazuje się, co raz, że atomy składają się z jakiś drobniejszych groszków, a w ogóle te
      groszki to podobno jakieś fale, z tym, że nie na pewno, bo składają się z jakiś drobniejszych dzynksów,
      co to już w ogóle ich nikt nie widział, tylko z rachunków wynika, że powinny być, chyba, że w
      rachunkach jest błąd. A czrne dziury to już ani wiedza ani nauka. Nikt ich nie widział, z rachunków
      wynikało, że podobno są a teraz się mówi, że może niekoniecznie. Siedzą jacś faceci i układają wzory,
      które z założenia nie obejmują złożoności wszechświata. No to tak jak z podatkiem liniowym - nic nie
      wiadomo na pewno.
      • poszi Fizyka to nauka 11.07.05, 07:35
        Bowiem nauka (ścisła) nie polega na tym, że ma się pewność i wszystko wiadomo,
        tylko na tym, że istnieje powtarzalny sposób na weryfikację teorii i hipotez.
        Fizyk mówiąc np., że mechanika kwantowa jest "prawdziwa" rozumie w tym zdaniu,
        że obecnie nie znamy żadnej sytuacji, w której przewidywania mechaniki kwantowej
        nie zgadzają się z eksperymentem. Tylko tyle i aż tyle. Ale nie wiadomo, czy nie
        pojawią się nowe eksperymenty sprzeczne z teorią. To nie oznacza, że mechanika
        kwantowa przestanie być słuszna dla tych sytuacji, dla których działa obecnie.

        > A w ogóle, gdyby fizyka to była nauka ścisła, toby np.
        > nie marnowano energii w mało sprawnych urządzeniach. Taki silnik spalinowy -
        to przecież zupełnie jak inflacja ekonomistów.

        Otóż mylisz się. Silnik spalinowy nie jest 100% sprawny z powodu drugiej zasady
        termodynamiki i o tym wiadomo od dawna. Nawet teoretyczny idealny silnik
        spalinowy (realizowany w cyklu Carnota) nie jest w 100% sprawny, a jego
        sprawność zależy od różnicy temperatur. W praktyce dochodzi jeszcze tarcie i
        inne straty, o których wiadomo i które można minimalizować, ale w praktyce
        trudno zlikwidować do końca. Fizyka to nie magia. Trudno winić fizykę za to, że
        natura nie działa tak, jak byśmy chcieli.
        • wrotaz Re: Fizyka to nauka 12.07.05, 00:18
          Z tą fizyką nie jest niestety aż tak prosto. W bardzo wielu przypadkach
          złożoność układów nie pozwala na szczegółowe przewidzenie ich zachowania, mimo
          bardzo dokładnego określenia podstawowych praw, które nim rządzą (czy
          przynajmniej powinny). W związku z tym zweryfikowanie niektórych hipotez jest
          niemożliwe. Najprostszy przydład, to mechanika płynów, a w szczególności ...
          meteorologia. Z jednej strony prawdopodobnie ruchy płynów (gazów, cieczy,
          przejścia między stanami skupienia) są zgodne z podstawowymi zasadami
          termodynamiki (plus trochę zaburzających czynników mechanicznych). Jednak,
          podobnie jak w ekonomii, złożoność układu uniemożliwia dokładne przewidywanie
          jego stanu (czyli pogody) nawet niewiele naprzód. I odwrotnie, patrząc wstecz,
          czasami ciężko znaleźć powód, czemu pewne widoczne dla nas przyczyny dały akurat
          taki skutek tym razem, a inny
    • wan4 Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 07:57
      Fundamentalna dziedzina ekonomii, czyli rachunkowość, to nauka scisła.
      Bezwzględnie. I o tym Żakowski dziwnie nie wspomina. A tu własnie jest pies
      pogrzebany. W długim terminie żaden człowiek nie może wydawać wiecej niz
      zarabia. to samo dotyczy państw. podobnie nie ma darmowych zup. abu komuś dać
      innemu nalezy zabrac. aby ktoś mogł wegetować próżniaczym życiem inny musi na
      niego harować ze zdwojonym wysiłkiem (wydajnością, tak to się teraz ładnie
      nazywa)

      W długim terminie budżety muszą się bilansować a obecne długi państwowe bedą
      spłacać przyszłe pokolenia. To wynika z prostego rachunku ekonomicznego i jest
      pewne jak dwa i dwa cztery.

      Pewne jest też, m.inn. panie Żakowski, że inflacja jest zła w sensie
      absolutnym, naukowym. Pieniądz jest tylko miernikiem wartości i im ten mirnik
      jest dokładniejszy tym lepiej. W długim okresie oczywiście. krótkoterminowe
      korzyści kosztem dlugokresowych to typowa próba wyciągnięcia się za włosy z
      bagna. To tak jakby włascieciel baru chciał sobie poprawić wyniki finansowe
      kupując u siebie hektolitry piwa...

      Ekonomia z definicji to nic innego jak przejaw naszej aktywnosci życiowej w
      sferze zaspokajania życiowych (i mniej życiowych) potrzeb. Im więcej ludzi
      osiąga to pracą a im mniej oczekuje, by pracowali na nich inni, tym lepiej. I
      to też jest pewne, poza dyskusją. Tak jak poza dyskusja jest fakt, ze im mniej
      chłopa na wozie tym koniom lżej. To wynika z praw fizyki. Ale jeżeli pan
      Żakowski nie wierzy, to niech spróbuje konia zastąpic i sprawdzi tą jak
      najbardziej naukową zależność na własnym grzbiecie...
      • titus_flavius Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 08:30
        Chaire,
        w długim terminie to my wszyscy będziemy matwi. O dawien dawna nie ma solidnego
        państwa bez długów, a zaciąganie długów nie przeszkadza rozwojowi
        gospodarczemu, pod pewnymi oczywiście warunkami. W XVIIIw. Anglia zaciagała o
        wiele więcej długów w proporcji do dochodów niż Francja, ale w końcu tego wieku
        to Francja zbankrutowała.
        Ważna jest struktura wydatków i ich cele, a nie ich wysokość.
        Państwo potrzebuje pieniędzy na spłaty długów, policję, wojsko, sądy, ale i na
        edukację (aby była wykształcona siła robocza), emerytury(aby ludzie nie
        martwili się o przyszłość, tylko wydawali pieniądze). Państwo potrzebuje też
        pieniędzy na utrzymanie pokoju społecznego. Czy sądzisz, ze inwestorzy by
        inwestowali swe pieniądze w kraju, gdzie grozi stale wybuch rewolucji biednych
        przeciwko bogatym? ALbo powierzenie przez ubogą większość władzy Fidelowi
        Castro?
        Owszem, częto pieniądze rządowe są marnowane. Ale to nieznaczy, ze trzeba
        obniżać wydatki, a znaczy, że trzeba podnosić poziom etyczny społęczeństwa.
        A rachunkowość? Ależ ona próbuje opisywać rzeczywistość, a nie ją kształtować.
        Do tego rachunkowość jest owszem nauką ścisła, ale tylko do momentu, gdy
        zahacza o rzeczywistość. Wtedy pojawiają się problemy, dlaczego życie nie
        pasuje do rachunków. Bo opisywane rzeczy rachunkami nie są identyczne. Papier
        jest cierpliwy i wiele zniesie, ale w życiu nie ma dwu identycznych rzeczy!
        Rachunkowość jest nam pomocna jako uproszczenie rzeczywistości, ale jak każde
        uproszczenie z definicji jest fałszywe.
        Do tego rachunjowość może być prawdziwa, ale i fałszywa. Oszukują nie tylko
        wielkie koncerny (Enron), ale i całe państwa (Grecja). STąd chybiony jest Twój
        pomysł, aby ekonomię traktować jako naukę ścisłą.
        T.

        wan4 napisał:

        > Fundamentalna dziedzina ekonomii, czyli rachunkowość, to nauka scisła.
        > Bezwzględnie. I o tym Żakowski dziwnie nie wspomina. A tu własnie jest pies
        > pogrzebany. W długim terminie żaden człowiek nie może wydawać wiecej niz
        > zarabia. to samo dotyczy państw. podobnie nie ma darmowych zup. abu komuś dać
        > innemu nalezy zabrac. aby ktoś mogł wegetować próżniaczym życiem inny musi na
        > niego harować ze zdwojonym wysiłkiem (wydajnością, tak to się teraz ładnie
        > nazywa)
        >
        > W długim terminie budżety muszą się bilansować a obecne długi państwowe bedą
        > spłacać przyszłe pokolenia. To wynika z prostego rachunku ekonomicznego i
        jest
        > pewne jak dwa i dwa cztery.
        >
        > Pewne jest też, m.inn. panie Żakowski, że inflacja jest zła w sensie
        > absolutnym, naukowym. Pieniądz jest tylko miernikiem wartości i im ten mirnik
        > jest dokładniejszy tym lepiej. W długim okresie oczywiście. krótkoterminowe
        > korzyści kosztem dlugokresowych to typowa próba wyciągnięcia się za włosy z
        > bagna. To tak jakby włascieciel baru chciał sobie poprawić wyniki finansowe
        > kupując u siebie hektolitry piwa...
        >
        > Ekonomia z definicji to nic innego jak przejaw naszej aktywnosci życiowej w
        > sferze zaspokajania życiowych (i mniej życiowych) potrzeb. Im więcej ludzi
        > osiąga to pracą a im mniej oczekuje, by pracowali na nich inni, tym lepiej. I
        > to też jest pewne, poza dyskusją. Tak jak poza dyskusja jest fakt, ze im
        mniej
        > chłopa na wozie tym koniom lżej. To wynika z praw fizyki. Ale jeżeli pan
        > Żakowski nie wierzy, to niech spróbuje konia zastąpic i sprawdzi tą jak
        > najbardziej naukową zależność na własnym grzbiecie...
        • wan4 Re: Czy ekonomia to nauka? 12.07.05, 07:52
          Tytus, imho jestes gorszym ekonomistą niż prawnikiem;) Czy uwolnienie Twojego
          zawodu od korporacji tak Cię stresuje, że chciałbyś uchronić ekonomię przed
          wolnością jej podmiotów (potocznie zwaną liberalizmem)? :D

          Masz wprawdzie rację, jakość aktywów ma fundamentalne znaczenie dla oceny
          długu. Ale nikt rozsądny nie ma wątpliwości, że obecnie deficyty budżetowe są
          przeznaczane na konsumpcję (i marnotrawione lub nawet defraudowane w
          różnorakich funduszach poza kontrolą budżetową). A tłumaczone to jest
          pozytywnym wpływem na tzw. popytową stronę gospodarki. Otóż takie podejście do
          ekonomii to rzeczywiście czysty szamanizm. Tylko sensowne i trafione inwestycje
          usprawiedliwiają zadłużanie się i dają szanse nie tylko na uczciwą spłatę długu
          ale i dalszy, długofalowy rozwój. Zupełnie tak, jak w mikroekonomii.
          Makroekonomiści zbyt często abstrachują od rzeczywistości.

          Wracając do Żakowskiego, to najwyraźniej nie zauważył, że wprawdzie woda zawsze
          wrze w temp. 100 C. to nie przeszkodziło zbudować wiele wersji silników
          parowych, o róznych parametrach i osiągach i sprawnościach... To samo ze
          spalinowymi -> fizyka jest jedna a naszych sposobów jej wykorzystania b. wiele
          i o bardzo różnym stopniu sprawności i efektywności rozwiązań szczegółowych.
          Jedyna istotna różnica to możliwość weryfikacji tych rozwiązań. Inżynier, który
          zbudował silnik do Trabanta przegrał z kretesem konfrontację z inżynierem od
          silnika do Golfa natychmiast, gdy umożliwiono wolność wyboru konsumentom, czyli
          adresatom tych produktów. Natomiast na porażkę "inżynierów społecznych" Marksa
          i Lenina czekaliśmy prawie cały wiek. A i tak znajdują się osobnicy próbujący
          narzucić swój poglad sprzeczny z doświadczeniem reszty, ze kapitalizm be a
          socjalizm cacy. Podobnie jak zawsze znajdą sie amatorzy na Trabanta. Na tym
          polega wolnosć i nie ma tu nic złego, dopóki ktoś swojego skrajnie
          subiektywnego poglądu nie prubóje narzucać innym jako obiektywnego. A istnieją
          ogólnie przyjete narzędzia, którymi pomiar przyjmujemy za obiektywny (nikt
          rozsądny i zdrowy na umyśle nie stwierdzi, ze silnik od Trabanta jest lepszy od
          tego z Golfa, o tym mówią liczby wyrażające parametry niezawodności, sprawności
          i pozostałe osiągi).
          • titus_flavius Re: Czy ekonomia to nauka? 12.07.05, 10:01
            Chaire,
            no właśnie - będzie można przetestować trafność rad liberałów na planowanym
            zniszczeniu korporacji prawniczych.
            Jakie będą skutki szerokiego dopuszczenia chętnych do zawodu adwokata, radcy
            prawnego, notariusza bez aplikacji i kontroli etycznej korporacji?
            Liberałowie obiecują wzrost jakości i spadek cen.
            Ja uważam zaś, że będzie przeciwnie. Niedouczeni prawnicy będą maskowali swoja
            ignorancję i zamiast na nauce prawa skupią się na mamieniu naiwnych. Nie będzie
            też sprawdzenia poziomu etycznego nowych prawników, więc pojawi się zjawisko
            znane z USA - gangów prawników - oszustów. Akty notarialne staną się
            niewiarygodne. W istocie klienci będą słyszeli dobre rady, aby przed wynajęciem
            prawnika prowadzili na własną rękę śledztwo, czy dany prawnik jest uczciwy i
            profesjonalny.
            A ceny? Wzrosną. Teraz prawnik dostaje powiedzmy cztery sprawy miesięcznie po
            2000 zł. Teraz będzie miał ich mniej, bo część naiwnych klientów odpłynie do
            prawników-oszustów. A gdy będzie miał dwie, zamiast czterech, to co prawnik
            zrobi? Obniży ceny, aby jeszcze mniej zarabiać? Nie, on je podniesie, aby
            zarabiać tyle samo, co wcześniej. Powiesz, ze ci klienci pójdą do tańszego? Nie
            pójdą, bo wybór prawnika opiera się na zaufaniu do jego osobistych
            umiejętności. Klienci zwykle myślą, że lepiej zapłacić 4000 sprawdzonemu i
            zaufanemu, niż 1000 takiemu, kto może być ignorantem, a co więcej, może ich
            oszukać, sprzedać prokuraturze i przeciwnikom.
            T.


    • titus_flavius ekonomia i logika 11.07.05, 08:41
      Chaire,
      ekonomia nie ma nic wspólnego z logiką, gdyż twierdzenia logiczne mają
      charakter niezawodny, gdyż w logice ZAWSZE z określonych przesłanek wynikają
      ściśle przyjete z góry wnioski. Gdyby wiec ekonomiści twierdzili, że wzrost
      popytu o 5 % powoduje wzrost ceny o 3% i tak rzeczywiście zawsze było, to by
      było to rozumowanie zgodne z zasadami logiki.
      Natomiast nikt z ekonomistów tak nie mówi.
      Bo ekonomia wywodzi się z obserwacji, i o uogólniania obserwacji. Adam Smith
      zaobserwował, że jego sąsiedzi - kalwini są oszczędni, ciułają grosz do grosza,
      aby się wzbogacć i przyjął, ze wszyscy ludzie żyją aby oszczędzać. Podobnie
      postępują kolejne pokolenia ekonomistów, obserwują rzeczywistość, potem ją
      opisuja i starają się przekonać społeczeństwo, że opisuja dokładnie
      rzeczywistość.
      CZy opieranie się na tego typu wnioskach jest trafne?
      To tak jak przed wojną stawiano przykład dziesięciu zydów-komunistów i mówiono,
      że każdy żyd jest komunistą.
      T.

      • no.logo Krótko i na temat 11.07.05, 10:37
        1. Panie Żakowski, po raz kolejny Pana uwielbiam. Aż się prosiło, żeby ktoś właśnie na łamach GW przytarł nosa obłąkańczej (i potwornie naiwnej) "wierze ekonomicznej" red. Gadomskiego. Już nawet Soros się z takich neofitów śmieje.

        2. Do kilku wypowiadających się tutaj obrońców myślenia a la Gadomski. Ekonomia w wydaniu neoliberalnym nie jest nauką, bo nie przechodzi testu falsyfikowalności. Oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić, ale wtedy musicie się również nie zgodzić z całą zachodnioeuropejską metodologią nauk - od czasów Poppera.

        3. Parafrazując jednego pana - "a poza tym uważam, że Gadomski musi odejść".
    • kapitan.kirk Dziękuję za ten artykuł :-) 11.07.05, 11:15
      Jako zawodowo anonimowy twórca prac z dziedziny ekonomii, tworząc kilkudziesiątą
      z kolei rozprawę na temat wyższości jednych metod zarządzania i marketingu nad
      innymi, nie wytrzymałem i przemyciłem kilka podpartych przykładami tez mających
      świadczyć o tym, że ekonomia jako całość nie jest nauką ścisłą sensu stricto. No
      i zostałem (per procura) przywołany do porządku; a teraz proszę, mógłbym się
      podeprzeć artykułem sygnowanym przez znany autorytet publiczny ;-)
      • liberus Re: Dziękuję za ten artykuł :-) 13.07.05, 15:26
        Od kiedy to Jacek Żakowski jest autorytetem publicznym w dziedzinie ekonomii?
    • curtiz Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 11:16
      Bardzo dobry artykuł. Bardzo dobra dyskusja. Aż dziw, że się to jeszcze zdarza
      w GW i na jej forum.
      Ale całkowicie zgadzam się z Żakowskim.
    • toja3003 Nie rozumiem tego przeciwstawiania nauk "doświadcz 11.07.05, 14:30
      Nie rozumiem tego przeciwstawiania nauk "doświadczalnych" naukom "ścisłym".

      Czy fizyka jest scisła? A przecież opiera się też
      na doświadczeniu. Ale potrafi cokolwiek przewidzieć tylko
      przy określonych założeniach modelowych, m.in. z wykluczeniem tak istotnego w
      ekonomii czynnika jak wolna wola człowieka. A matematyka? Ile jest ścisłości
      w gemoterii Łobaczewskiego przyłożonej
      doświadczalnie do rzeczywistej (nie wirtualnej) rzeczywistości?
      Dodajmy do tego jeszcze fakt istnienia takiej nauki jak ekonofizyka.

      Juz Zenon z Elei przed ponad 2000 lat,
      "udowodnil", że szybkonogi Achilles nigdy nie przegoni
      żółwia*) i zrobił to bardzo ściśle.

      Uważam, że podzial na nauki niedokładne (skoro inne mają być ścisłe)
      i nieludzkie (skoro inne są humanistyczne) to tylko model,
      i jak każdy model duże uproszczenie.

      I wreszcie ostania uwaga. Zwolennicy wykluczenia ekonomii z grona nauk uważają,
      że nauka może być tylko aksjomatyczno-dedukcyjna (jak matematyka) a nie
      doświadczalno-stosowana (jak ekonomia). Taki punkt widzenia to czysty aksjo-
      dedu-centryzm a więc podejście zawężone.
      ------------
      *) dowód Zenona z Elei
      Achilles nie przegoni żółwia. Jeśli jest między nimi
      pewna, niezerowa odleglość to Achilles potrzebuje
      pewnego, niezerowego czasu aby ją pokonac. W tym czasie
      żółw przesunie się o pewną, niezerową odleglość
      (choćby bardzo niewielką). Achilles potrzebuje czasu na
      pokonanie tej nowej odległości itp.
      Gdzie jest błąd?
      • no.logo Ależ skąd! 11.07.05, 16:06
        toja3003 napisała:

        > [...] uważają że nauka może być tylko aksjomatyczno-dedukcyjna

        Ależ skąd! Przeczytaj, co pisze Żakowski:

        "Co więcej, by nauka mogła coś uznać za pewne, potrzebna jest powtarzalność wyniku i możliwość przeprowadzenia dowodu eksperymentalnego".

        A ja dodam od siebie - tzn. od Poppera ;-)

        Wiedza naukowa musi dopuszczać (czysto formalnie) falsyfikację, czyli jest niejako ze swojej konstrukcji gotowa do wskazania doświadczenia, które mogłoby teorię obalić. Ekonomia w wydaniu neoliberalnym jest czystą wiarą i nie przechodzi testu falsyfikowalności.
        • toja3003 Ależ stąd! 11.07.05, 16:19
          1. nie mówiłem akurat nic o autorze tylko o tych, którzy mają zawężony obraz
          rzeczywistości.
          2. nie mówiłem nic o ekonomii w jakimś "wydaniu" (np. tzw. neoliberalnym9

          Oczywiście, że jest wymiar falsyfikacji i w ekonomii.
          Istnieją tu tak samo modele jak w innych naukach.
          Weźmy np. model ceny rwónowagi kszałtowanej przez podaż i popyt;
          w zależności od założeń można uzyskiwać jego wyższą czy niższą
          dokładność, przewidywylność czy specyfikować wyjątki.
          Cóż jest bardziej naukowego np. w teoriach,
          które twierdzą, że klimat na Ziemii się ociepla?
          Np. wedle t y c h s a m y c h historycznych danych
          jeszcze w latach 70-tych udowadniano, że nadchodzi
          kolejne zlodowacenie (zresztą takie teorie są i dziś).
          Model! Model!
      • capsunlock toja3003 pusciles niezlego baka... 12.07.05, 00:40
        toja3003 pisze:
        "Juz Zenon z Elei przed ponad 2000 lat,
        "udowodnil", że szybkonogi Achilles nigdy nie przegoni
        żółwia*) i zrobił to bardzo ściśle"
        Nie mogl "udowodnic" a tym bardziej poniewaz nie znal; pewnych
        pojec, 'gramatyki' oraz 'ortografii'.

        toja3003 pisze dalej:
        " *) dowód Zenona z Elei
        Achilles nie przegoni żółwia. Jeśli jest między nimi
        pewna, niezerowa odleglość to Achilles potrzebuje
        pewnego, niezerowego czasu aby ją pokonac. W tym czasie
        żółw przesunie się o pewną, niezerową odleglość
        (choćby bardzo niewielką). Achilles potrzebuje czasu na
        pokonanie tej nowej odległości itp.
        Gdzie jest błąd?"
        toja3003 to nie jest zaden dowod Zenona, jak piszesz, ale tak zwany paradoks
        Achillesa. Zenon i jego wspolczesni sprzeczali sie i dyskutowali az im sliny
        barkowalo ale wiedzieli z obserwacji ze Achilles przegoni zolwia. Starozytni
        Grecy potrafili myslec logicznie, robic dobre obserwacje rzeczywistosci oraz
        przeprowadzac tz. experymenty myslowe. Brakowalo im tylko pewnych narzedzi.

        Nie ma zadnego bledu, Zenon nie mial pojecia o ulamkach dziesietnych.
        • toja3003 dzieciaczku nie podniecaj się tym, że 12.07.05, 09:23
          2000 lat później wiesz, że nasi przodkowie
          mieli problemy z tym paradoksem. Czy nie
          rozumiesz, że my dziś też wpadamy w podobne
          ślepe uliczki i będą nas wytykać palcami za następne
          2000 lat?

          Poza tym nie popisałeś się intelektualnie,
          bo nie udzieliłeś odpowiedzi dlaczego
          Zenon się tak myślowo zaplątał.

          Bełkoczesz coś o "ortografii" i "gramatyce".
          To nie język polski chłoptasiu. Forum dla
          wypracowań z polskiego dla podstawówek jest gdzie indziej.
          A z tymi "ułamkami dziesiętnymi" to już
          palnąłeś jak łysy o beton. Może jeszcze liczby
          urojone do tego domieszasz. Nie tędy droga.

          Poczytaj na ten temat to pogadamy, bo ja odpowiedź
          znam.
          • capsunlock Tak to mozesz sobie odpowiadac twoim preawnukom... 13.07.05, 03:57
            toja3003 pisze:
            "Czy nie rozumiesz, że my dziś też wpadamy w podobne
            ślepe uliczki i będą nas wytykać palcami za następne
            2000 lat?"
            Ja tam w zadna slepa uliczke nie wpadam. To ty wpadles upierajac sie ze
            ekonomia to nauka scisla. Zrob U-turn moze wyjscie jeszcze nie jestr zamkniete
            dla ciebie.

            toja3003 pisze:
            "Poza tym nie popisałeś się intelektualnie,
            bo nie udzieliłeś odpowiedzi dlaczego
            Zenon się tak myślowo zaplątał."
            Wcale nie mialem ochoty i nie musze sie popisywac. Do zwyklej przyzwoitosci
            nalezy to azeby ludziom uswiadamiac prawde i zeby przestali poslugiwac sie nie
            prawdziwymi faktami. Odpisalem ze zwyklej przyzwoitosci.

            toja3003 pisze:
            " Bełkoczesz coś o "ortografii" i "gramatyce".
            To nie język polski chłoptasiu. Forum dla
            wypracowań z polskiego dla podstawówek jest gdzie indziej.
            A z tymi "ułamkami dziesiętnymi" to już
            palnąłeś jak łysy o beton. Może jeszcze liczby
            urojone do tego domieszasz. Nie tędy droga."
            Jezeli myslisz ze 'orografia' i 'gramatyka' odnosi sie tylko do jezyka
            polskiego i szkoly podstawowej to moje gratulacje bo ciagle siedzisz w
            podstawowce i to nawet chyba w lawce dla tak zwanych 'intellectually
            chalenged' :))))

            A teraz do rzeczy. To ze odpowiedz znasz to wcale nie znaczy ze rozumiesz o co
            chodzi chociaz nawet nie jestem pewien ze twoja odpowiedz jest wlasciwa.

            To ze nie wiesz o co chodzi wynika z tego ze.
            Po pierwsze; pomyliles sie bo w czasach Zenona on i inni nie wiedzieli co to
            jest zero wiec Zenon nie mogl sie zerm poslugiwac i Zenon nic nie udowodnil.
            Po drugie; Zenon wiedzial ze Achilles przegoni zolwia ale z logika tamtych
            czasow nie kapowal co sie dzieje tak naprawde jezeli zaczniemy dodawac do
            siebie ... liczby. I dla tego ta historyjka nazywa sie dalej 'paradoksem
            Achillesa' chociaz paradoksem teraz juz nie jest ale byla paradoksem dla Zenona
            i Zenon mial z ta historyjka nie kiepska zgryche.
            Po trzecie; Zenon uzywal w swoich obliczeniach innego systemu liczbowego a
            napisalem 'ortografii' i 'gramatyki' poniewaz w tym systemie nie mogl poprawnie
            zapisac, na tym na czym pisal, i odkryc te pjecia o ktorych nie mial pojecia.
            Do rozwiazania 'paradoksu Achillesa' musialby znac system liczbowy zwany
            pozycyjnym i jeszcze wieli innych rzeczy. Napisalem 'ulamki dziesietne' bo
            systemem dziesietnym sie poslugujemy i tak bylo najlatwiej.
            Po czware; z liczbami urojonymi to ci sie napewno cos uroilo.

            A teraz napisz wszystkim twija odpowiedz.
          • no.logo Toja - do szkoły. 13.07.05, 16:59
            Pomijam już to, że do dziś nie odpowiedziałeś na mojego posta parę linijek niżej. Zatrważające jest jednak Twoje powoływanie się na sprawy, o których nie masz pojęcia. Pozwól, że spróbuję Cię poedukować w kwestii pewnego presokratyka imieniem Zenon:

            toja3003 napisał:
            > 2000 lat później wiesz, że nasi przodkowie
            > mieli problemy z tym paradoksem.

            Problemu z antynomiami Zenona DWA I PÓŁ TYSIĄCA lat temu nie było. Nie było, bo już co najmniej od czasów "Fizyki" Arystotelesa znane były błędy w rozumowaniu Zenona.

            toja3003 napisał:
            > Zenon się tak myślowo zaplątał

            Zenon wcale się nie zaplątał. Jego paradoksy ruchu (Stadion, Achilles i żółw, Strzała, Szeregi) to zajęcie konkretnego stanowiska w sporze o poglądy Parmenidesa. Zenonowi chodziło o pokazanie, że nie można odrzucić filozoficznej tezy tylko dlatego, że prowadzi, bądź wydaje się prowadzić, do niedorzecznych wniosków. Innymi słowy - krytyka tzw. zdrowego rozsądku.

            A na koniec polecę Ci coś głęboko parmenidejskiego, co z pewnością Ci się przyda:
            "Nie myśl o wnioskach. Swą władzę sądzenia wykorzystaj do oceny argumentów, które do nich prowadzą".

            hdr.undp.org/
    • wspanialy69 Czy Żakowski to buc ? 11.07.05, 15:34
      Panie Żakowski
      Po Pana artykułach w Polityce i występach w TV, uważałem Pana za słabego kolesia.
      Ale ten artykuł jest mocny od początku do końca (czytałem wcześniej felieton
      Gadomskiego i zareagowałem tylko bluzgami). Gdyby Pan jeszcze zechciał tak samo
      skrupulatnie i bez uprzedzeń podejść do sytuacji w polskiej polityce. No,
      wyprzedaż Polski, wpływ stanu posiadania (narodu i człowieka) na jego rozwój,
      ogólnie takie hasła, które na razie poruszają tylko oszołomy. Żebyśmy znowu nie
      byli mądrzy po szkodzie. Kiedy po 15 latach tranformacji ktoś oprzytomnieje i
      powie, że w tak naprawdę ta gra nazywała się "transfer własności" i Polska w
      niej przegrała
    • kapitan.kirk Zwolennikom ścisłości... 11.07.05, 16:18
      ...ekonomii jako nauki, proponowałbym kilka tematów do przemyślenia:

      1.) W naukach ścisłych nader często mamy do czynienia z sytuacją, gdy dwóch
      uznanych ekspertów przewiduje skutki zdarzenia A, przy czym pierwszy twierdzi,
      że jego skutkiem będzie zdarzenie B, zaś drugi - że będzie to całkowicie
      przeciwstawne mu zdarzenie C. Często zdarza się też, że w istocie nastąpi
      zdarzenie D, jeszcze inne niż przewidywali eksperci. W tej sytuacji w ekonomii
      jest zupełnie oczywiste, że obaj inkryminowani eksperci pozostają wybitnymi
      autorytetami w swoich dziedzinach i płodzą następnie rozprawy o tym, dlaczego od
      początku spodziewali się tak naprawdę, że z A wyniknie D i co powinni wszyscy
      zrobić w przyszłości, aby przygotować się na nieuchronne w związku z tym E i
      F... I tak da capo al fine, przez dziesięciolecia kariery uniwersyteckiej,
      nierzadko zwieńczonej Noblem. Oto pytanie: czy jakakolwiek jeszcze poza ekonomią
      nauka pretendująca do miana ścisłej jest tak wyrozumiała dla swych luminarzy?

      2.) Owa niemożność przewidzenia czegokolwiek ściśle rzutuje na niską przydatność
      ekonomii jako nauki stosowanej. Ekonomiści wylali morza atramentu i zapełnili
      góry twardych dysków swoimi definicjami, opisami i klasyfikacjami obserwowanych
      zjawisk ekonomicznych, takich jak np. w makroskali przyczyny i skutki
      globalizacji i informatyzacji, a w mikroskali - przykładowo - związek stopy
      bezrobocia z postępem naukowo-technicznym, ekspansja handlu
      wielkopowierzchniowego, rozwój merchandisingu, nowe środki oddziaływania
      marketingowego, modele zarządzania itp., itd. Sęk w tym, że cała ta tytaniczna
      działalność naukowa ma miejsce post factum: NIGDY nie spotkałem się z sytuacją,
      by rzesze uczonych z setek światowych uczelni ekonomicznych choć raz wspólnie i
      trafnie przewidziały jakiś długofalowy trend ekonomiczny, albo też wymyśliły
      jakąś nową metodę sprzedaży, mechanizm zarządzania, technikę marketingu czy
      motywowania, które wprowadzone w praktyce wykazałyby swą sensowność. Może się
      mylę, więc jakby co, proszę mnie z błędu wyprowadzić.

      3.) Większość argumentów Żakowskiego nie jest nowa o tyle, że czołowi ekonomiści
      już jakiś czas temu przyznali, iż ścisłe prognozowanie trendów rynkowych czy
      cykli gospodarczych jest obecnie niemożliwe, z uwagi na ograniczenia tkwiące w
      teorii chaosu (por. niedawny Nobel dla Prigogine'a); podobnie jak - ze względu
      na niemożność zebrania i opracowania odpowiedniej liczby danych (często zresztą
      niedigitalizowalnych) - niemożliwe jest pewne prognozowanie pogody czy zjawisk
      społeczno-politycznych. Jak to zatem jest, że ani meteorolodzy ani
      matematycy-specjaliści od teorii chaosu nie pchają się do wpływu na rządy, zaś
      ekonomiści nie tylko taki wpływ uznają za oczywisty, ale często wręcz uważają,
      że rządzący powinni bazować na przesłankach innych niż ekonomiczne tylko wtedy,
      gdy już naprawdę nie ma innego wyjścia?

      4.) Do ogródka porównującym ekonomię np. z fizyką: uczony fizyk nie potrafi w
      praktyce zbudować reaktora termojądrowego ani windy transportowej na orbitę
      (ograniczenia technologiczne), ale przynajmniej w teorii wie jak mniej więcej
      taki reaktor lub winda powinny wyglądać i działać. Uczony astrofizyk nie ma
      pewności jak wyglądały warunki w trakcie Wielkiego Wybuchu, ale może starać się
      je wymodelować matematycznie, a już niedługo zapewne również i fizycznie.
      Tymczasem uczony ekonomista musi dążyć do naukowego modelowania stanu idealnego,
      w którym np. bezrobocie jest jak najniższe przy jak najwyższej motywacji
      pracowników, albo w którym firma posiada maksymalną elastyczość zatrudnienia i
      minimalne koszty własne przy najwyższym profesjonalizmie i zaangażowaniu
      pracowników itp. Opisuje zatem zarówno producentów, jak i konsumentów oraz
      pracowników najemnych, których cele, dążenia i pożądany kształt rzeczywistości
      są wszak ex definitione całkiem przeciwstawne i nie da się ich pogodzić w żaden
      sposób. Innymi słowy, ekonomista musi opisywać układ chaotyczny (w którym panuje
      co najwyżej chwilowa i chwiejna równowaga) przy użyciu instrumentów, które do
      tego się nie nadają (bo wszak w praktyce żadne się nie nadają), co czyni go
      podobnym do Syzyfa lub Danaid.

      5.) Czy naprawdę uważacie, że gdyby uczeni ekonomiści mieli pojęcie na temat
      tego jak rzeczywiście funkcjonuje rynek, to tkwiliby na uczelnianych i
      administracyjnych posadach zamiast puścić w skarpetkach Billa Gatesa i Jana
      Kulczyka? ;-P

      Pzdr
      • no.logo Kapitanie Kirku! 11.07.05, 16:21
        Jam fanem Twym od dziś!
        Jak to miło, że są jeszcze trzeźwo myślące człeki w tym kraju...
      • toja3003 nauką jest to co znajduje się 11.07.05, 16:22
        w oficjalnym wykazie nauk (w Polsce i na świecie) i umożliwia uzyskiwanie
        stopni tudzież tytułów naukowych;
        ekonomia póki co do takowych należy.
        Reszta to pianobicie (takowe zresztą sam 2 razy
        popełniłem w tej dyskusji, bo to przyjemne nieprawdaż?)
      • sendivigius Re: Zwolennikom ścisłości... 11.07.05, 17:06
        "Ekonomia to taka dziedzina w ktorej mozna nigdy nie miec racji i wciaz miec
        opinie eksperta."
        • toja3003 o tak, dodam jedynie, że 11.07.05, 17:12
          ekspert to ktoś, kto przestał myśleć. On wie.

          A niezależnie od tego ciekawe, że np. dwaj
          fizycy atomowi, obaj z Noblami, doktoratami,
          profesoratami, sratatatami wyrażajł 2 sprzeczne opinie
          w kwestiach bezpieczeństwa elektrowni atomowych.
          A już się łudziłem, że chociaż fizyka jest ścisła.
          To jak to jest panowie?
          • no.logo Re: o tak, dodam jedynie, że 11.07.05, 17:22
            Tekst o ekspertach - cudny.

            A wypowiadanie się o bezpieczeństwie elektrowni atomowych to nie jest fizyka, tylko wróżbiarstwo. Bo wchodzą tu w grę takie "niefizyczne" zmienne jak na przykład błąd człowieka.
          • downconversion fizycy o elektrowniach atomowych 11.07.05, 18:52
            Bezpieczenstwo elektrowni atomowej to nie jest zagadnienie czysto fizyczne.
            Zatem fizycy dyskutajcy ten temat sa w podobnej sytuacji do ekonomistow.
            Moga tylko agrumentowac, ale niczego nie moga w 100% przewidziec.

            Istnieja reaktory atomowe o konstrukcjach, ktore uzywaja ujemnych sprzezen
            zwrotnych i w ten sposob z zasadzie jest niemozliwa katastrofa taka jak
            Czernobylu. I tu sie konczy fizyka. Poza fizyka sa ludzie, procedury, wykonanie
            urzadzen itp, itd. Zawsze mozna zrobic mniejsza katastrofe innego typu.

            Reaktor w Czernobylu nie mial tych ujemnych sprzezen, natomiast mial instruckje
            oblugi, ktora, gdyby byla przestrzegana, to nie bylo by katastrofy. Ale 26.04.
            1986 operatorzy postanowili nie przetrzecgac instuckji i zrobic dziki
            eksperyment! Tego zaden fizyk nie moze przewidziec, ba, nawet oficer KGB.
            • toja3003 zgadza się i cieszę się, że sami wyciągnęliście 12.07.05, 09:28
              te wnioski. Tak więc słusznie wskazaliści,
              że nauki tzw. ścisłe są mocne tylko na papierze
              i w laboratorium, wśród sztucznie uproszczonych modeli
              rzeczywistości i to takiej gdzie nie ma miejsca dla
              człowieka. Ale co to ma wspólnego z praktyką?
              Bardzo niewiele. Ekonomia też jest bardzo precyzyjna
              gdy w modelu są tylko zmienne niezwiązane
              z wolną wolą człowieka.
        • sendivigius Jeszcze raz o ekspertach 12.07.05, 00:08
          Cytat z ostatniej Polityki:

          "Polski minister finansów Mirosław Gronicki nie widzi powodu, by obniżyć stawkę
          podatku akcyzowego w celu obrony konsumentów przed paliwową drożyzną. Widać
          uważa, że ropa nie jest jeszcze taka droga, choć w 2000 r. jako ekspert spółki
          CASE-Doradcy przewidywał, że w 2005 r. może kosztować 17,60–30 dol."

          .....i wciaz jest ministrem finansow.
      • r202 Re: Zwolennikom ścisłości... 11.07.05, 18:46
        Ad.1.) W naukach ścisłych nader często mamy do czynienia z sytuacją, gdy dwóch
        > uznanych ekspertów przewiduje skutki zdarzenia A, przy czym pierwszy twierdzi,
        > że jego skutkiem będzie zdarzenie B, zaś drugi - że będzie to całkowicie
        > przeciwstawne mu zdarzenie C.

        Prosty przykład - efekt cieplarniany. Jedni naukowcy przewidują ocieplenie a inni ochłodzenie klimatu.
        Wszyscy robią za autorytety - jak ekonomiści :)

        Ad 2.) Owa niemożność przewidzenia czegokolwiek ściśle rzutuje na niską przydatnoś
        > ć
        > ekonomii jako nauki stosowanej.

        Ależ to nieprawda. Posiłkując się prostymi modelami jestem w stanie przewidzieć co się stanie gdy np.
        moja firma będzie płacić pracownikom więcej niż zarabia na zleceniach.

        > NIGDY nie spotkałem się z sytuacją,
        > by rzesze uczonych z setek światowych uczelni ekonomicznych choć raz wspólnie i
        > trafnie przewidziały jakiś długofalowy trend ekonomiczny, albo też wymyśliły
        > jakąś nową metodę sprzedaży, mechanizm zarządzania, technikę marketingu czy
        > motywowania, które wprowadzone w praktyce wykazałyby swą sensowność.

        A jak często spotkałeś się z wymyśleniem przez profesorów medycyny skutecznego lekarstwa na AIDS,
        jak często spotykałeś się z wymyśleniem przez uczonych fizyków jakiegoś nowego paliwa do
        samochodów, które byłoby ekologicznie czystsze, tańsze i ogólnie lepsze od zwykłej benzyny itd. To
        jest niemądre, oceniać dyscyplinę naukową przez pryzmat własnych oczekiwań wobec tej dyscypliny.

        Ad 3.
        To, kto pcha się do rządzenia to zupełnie inna kwestia. Znam ekonomistów, którzy się nigdzie nie
        pchają i techników rolników, którzy uznali za właściwe zostać posłami. Zresztą znam również
        przedstawicieli nauk ścisłych, którzy zostali ministram. Porównanie meteorologii i ekonomii jest trafne
        - chociaż śmiałą byłaby teza, że meteorologia nie jest nauką tylko z tej przyczyny, że meteorolodzy nie
        trafiają ze swoimi prognozami.

        Ad. 4 Do ogródka porównującym ekonomię np. z fizyką: uczony fizyk nie potrafi w
        > praktyce zbudować reaktora termojądrowego ani windy transportowej na orbitę
        > (ograniczenia technologiczne), ale przynajmniej w teorii wie jak mniej więcej
        > taki reaktor lub winda powinny wyglądać i działać.

        Ekonomista wie teoretycznie jak powinien wyglądać model gospodarki. I nie popełnia przy tym
        grubszych błędów niż fizyk teoretyk opisujący reaktor termojądrowy. I jeden i drugi model jest
        poprawny, tyle, że niekompletny ;)

        Ad 5.Czy naprawdę uważacie, że gdyby uczeni ekonomiści mieli pojęcie na temat
        > tego jak rzeczywiście funkcjonuje rynek, to tkwiliby na uczelnianych i
        > administracyjnych posadach zamiast puścić w skarpetkach Billa Gatesa i Jana
        > Kulczyka?

        Sugerujesz, że onkoldzy nie powinni umierać na raka a fizycy nie powinni ginąć w wypadkach
        samochodowych. Nie mówiąc już o tym, że meterolog nigdy nie powinien zmoknąć...

        • 1maruti1 Re: Zwolennikom ścisłości... 11.07.05, 19:35
          1. Efekt cieplarniany jest uznawany za fakt przez znamienita wiekszosc klimatologow co potwierdzaja niezaprzeczalne dowody eksperymentalne. Naukowcow watpiacych w efekt cieplarniany jest garstka i traktuje sie ich podobnie jak tych naukowcow, ktorzy twierdza ze AIDS i HIV nie maja ze soba nic wspolnego. Ta garstka jest jednak pozyteczna dla takich ludzi jak ty, zeby podac w watpliwosc istnienie tego fenomenu.

          2. Twoje przyklady sa bledne. Odkrywanie czegos nowego to cos skrajnie roznego niz proba prognozy na bazie przeszlych doswiadczen. Profesor medycyny jest w stanie stwierdzic skutecznosc danej leku przed jej zastosowaniem. Fizyk jest w stanie okreslic skutki zastosowania nowegoi poaliwa oraz opisania dokladnie jak dziala i jak go produkowac.

          4. To dlaczego ci ekonomiści wiedzą jak wyglada model ekonomii kazdy z osobna zbudowalby inną ekonomię? Czy masz jakiekolwiek watpliwosci, ze gdyby Friedman zarzadzal Kerala to jego polityka gospodarcza bylaby skrajnie rozna od tej Amartya Sena? A oboje to ekonomisci-noblisci.

          Testu na logikę nie zdales.
        • komentator4 Re: Zwolennikom ścisłości... 11.07.05, 20:50
          r202, uprawiasz demagogię. Klimatologia i meteorologia NIE SĄ naukami ścisłymi,
          z tego samego powodu, co ekonomia: ich przedmioty badania są tak skomplikowane,
          że aby przewidzieć cokolwiek trzeba by dysponować ogromną ilością danych. Tak
          wielką, że nie strawiłby jej żaden komputer. Dlatego nauki te operują
          uproszczonymi modelami i, zależnie od zastosowanych uproszczeń, uzyskują różne
          wyniki. Mają jednak tę przewagę nad ekonomią, że sama przyroda wykonuje
          eksperymenty i jeśli prognoza meteorologiczna jest nietrafiona, to natychmiast
          widać, że była zła (w klimatologii sprawdzanie nie jest tak szybkie, ale też
          istnieje). Natomiast w ekonomii można do upadłego dyskutować o
          interpretacji "eksperymentów" już wykonanych przez historię. Autorytety
          ekonomiczne potrafią przez dziesiątki lat upierać się przy swoim, wbrew wynikom
          obserwacji dostępnych powszechnie (patrz - trwanie komunizmu w Polsce przez 45
          lat, wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale przy poparciu profesorów ekonomii).

          > Ależ to nieprawda. Posiłkując się prostymi modelami jestem w stanie
          przewidzieć
          > co się stanie gdy np.
          > moja firma będzie płacić pracownikom więcej niż zarabia na zleceniach.

          To nie jest żaden "prosty model", tylko szkolna arytmetyka. Współczuję Twoim
          pracownikom, jeśli Twoja wiedza ekonomiczna jest tak głęboka, jak ten post
          sugeruje.

          > Ekonomista wie teoretycznie jak powinien wyglądać model gospodarki. I nie
          popeł
          > nia przy tym
          > grubszych błędów niż fizyk teoretyk opisujący reaktor termojądrowy.

          Od ekonomistów oczekuje się, że będą wiedzieć, jak gospodarka zachowa się
          naprawdę, a nie jak "powinna" się zachować. Błąd popełniony przez fizyka jest
          łatwo widoczny, a ekonomista po prostu nie przyzna się do błędu i do upadłego
          będzie dyskutował - patrz wyżej.
    • titus_flavius propozycja dla ekonomistów 11.07.05, 19:53
      Chaire,
      w starożytnej Grecji w Syrakuzach obowiązywało nastepujące prawo. Każdy, kto
      miał propozycję zmiany dotychczasowych ustaw ,miał je proponować na
      Zgromadzeniu Ludowym z pętlą na szyi. Gdy propozycja została przyjęta, to
      otrzymywał nagrodę, a gdy nie, to był powieszony na tej właśnie pętli.
      Co myślicie o tym, aby ekonomiści zakładali pętle na szyje przed zgłaszaniem
      propozycji zmian, i aby byli wieszani, gdy ich propozycje nie dadzą
      zapowiadanych efektów?
      T.
      • liberus Re: propozycja dla ekonomistów 13.07.05, 17:52
        titus_flavius napisał:

        > Co myślicie o tym, aby ekonomiści zakładali pętle na szyje przed zgłaszaniem
        > propozycji zmian, i aby byli wieszani, gdy ich propozycje nie dadzą
        > zapowiadanych efektów?

        Czy masz na myśli również ekonomistów lewicowych? Bo jeśli tak, to Kołodko juz
        dawno by wisiał, a i Stieglitza nie byłbym taki pewien...

        Czasami myślę, że tą samą zasadę powinniśmy wprowadzić z autorami postów na tym
        forum...
        • titus_flavius Kołodko by ocalał 13.07.05, 21:05
          Chaire,
          obiecywał wzrost 3-5-5 i sprawdziło się co do joty - a wtedy wszyscy smiali sę
          z niego.
          T.


          liberus napisał:

          > titus_flavius napisał:
          >
          > > Co myślicie o tym, aby ekonomiści zakładali pętle na szyje przed zgłaszan
          > iem
          > > propozycji zmian, i aby byli wieszani, gdy ich propozycje nie dadzą
          > > zapowiadanych efektów?
          >
          > Czy masz na myśli również ekonomistów lewicowych? Bo jeśli tak, to Kołodko
          juz
          > dawno by wisiał, a i Stieglitza nie byłbym taki pewien...
          >
          > Czasami myślę, że tą samą zasadę powinniśmy wprowadzić z autorami postów na
          tym
          >
          > forum...
          >
          • komentator4 Re: Kołodko by ocalał 13.07.05, 23:35
            Kolego titus_flavius, czy mógłbyś wyjaśnić co według ciebie znaczy
            słowo "chaire", od którego zaczynasz każdy post? Jeśli to ma być po francusku,
            to tu jest tłumaczenie ze słownika: 1 katedra, 2 trybuna, 3 ambona, 4 kazalnica,
            5 tron. Może miałeś na myśli "kochanie"? Ale to po francusku jest "chérie".
            • titus_flavius Re: Kołodko by ocalał 14.07.05, 06:14
              komentator4 napisał:

              > Kolego titus_flavius, czy mógłbyś wyjaśnić co według ciebie znaczy
              > słowo "chaire", od którego zaczynasz każdy post? Jeśli to ma być po
              francusku,
              > to tu jest tłumaczenie ze słownika: 1 katedra, 2 trybuna, 3 ambona, 4
              kazalnica
              > ,
              > 5 tron. Może miałeś na myśli "kochanie"? Ale to po francusku jest "chérie".

              Chaire,
              to jest powitanie po grecku.
              T.
          • liberus Re: Kołodko by ocalał 14.07.05, 13:43
            titus_flavius napisał:

            > Chaire,
            > obiecywał wzrost 3-5-5 i sprawdziło się co do joty - a wtedy wszyscy smiali

            > z niego.
            > T.

            Pani Jadzia z Chrzanowa tez kiedyś trafiła w Totka.
    • aby Re: Czy ekonomia to nauka? 11.07.05, 20:14
      Wyrazy uznania dla autora.
    • jorn Co za bełkot... 11.07.05, 23:19
      ... mam tu na mysli tekst żakowskiego, a nie pierwszy post dyskusji.

      Brak pewności nie dyskwalifikuje nauki: paleontolodzy sie spierają, co
      spowodowało wyginięcie dinozaurów (ostatnio wygrywa teza, że zderzenie Ziemi z
      kometą, ale nikt nie twierdzi, że było tak na pewno), ale nikt nie odmawia
      paleontologii prawa do nazywania sie nauką.
      A pewności nie ma tylko dlatego, że zmiennych jest za dużo, żeby ktokolwiek
      mógł je wzystkie ogarnąć (Żakowski zresztą sam to przyznał, czym zaprzeczył
      tezie swojego artykułu).
    • capsunlock Obecnie oraz w niezbyt odleglej przeszlosci... 12.07.05, 00:11
      Obecnie oraz w niezbyt odleglej przeszlosci (komunizm) w prawie wszystkich
      dziedzinach zycia oraz nauki istnieje trend azeby znalesc teorie unifikujaca
      wszystkich i wszystko. W fizyce szuka sie teori ktora wyjasnilaby wszystkie
      sily dzialajace we wszechswiecie. W biologii geny maja byc panaceum na
      wszystkie problemy zwiazane nie tylko ze zdrowiem ale takze z zachowaniem sie
      organizmow biologicznych a to co odkryje genetyka ma byc przeniesione na
      rozengo rodzaju roboty, nanoboty, AI (Artificial Intelligence) i co tam
      jeszcze. Evolucja poprzez 'naturalne' zmiany DNA jest kaput a w modzie jest
      Moor's Law i to ze za 25 lat bedziemy mieli komutery ktore bedza mialy wieksza
      moc obliczeniowa anizeli wszystkie mozgi ludzi na Ziemi. Zycie nie
      bedzie 'forma istnienia bialka' ale forma istnienia krzemu czyli organiczne
      zycie sie skonczy a zacznie sie zycie oparte na krzemie a ludzie beda
      niepotrzebni a wszystko bedzie virtualne. W ekonomii oczywiscie neoliberalizm
      jest taka teoria wszystkiego unifikujaca wszystkich i wszystko oraz zlotym
      srodkiem na wszystkie problemy materialne i spoleczne. To co mozna obecnie
      zaobserwowac to jest to jakoas forma 'nowej religii' priestcraft czy jakis
      chory trend. Takiem trendom oraz manipulcji nauki czy ludzkij egzystencji w tym
      ekonomii nalezy sie stanowczo przeciwstawiac poki nie jest za pozno.

      Zakowski dobrze przedstawil swoje racje za tym ze ekonomia nie jest nauka. To
      co jest nauka a co nia nie jest jest na tyle dobrze zdefiniowane ze tylko
      doktrynerzy i ideolodzy nie chca czy tez nie sa w stanie tego pojac. Ekonomia
      nawet nie jest 'systemem' poniewaz system musi byc wewnetrznie spojny a w
      ekonomii mamy rozne szkoly i trendy ktore same sobie zaprzeczaja wiec gdzie ta
      spojnosc. Ekonomia i polityka ida i szly reka w reke poniewaz zawsze pozwalaly
      tak zwanym 'elitom' podporzadkowac sobie ludzi i spoleczenstwa a przez to
      usprawiedliwiac rozne formy nierownosci i przemocy w spoleczenstwach a co
      najwazniejsze usprawiedliwialy i usprawiedliwiaja egzystencje grup ludzi-
      nierobow ktorzy poprzez uczciwa prace nigdy nie osiagneliby statusu
      ekonomicznego jaki daja im pseudo nauki zwane polityka i ekonomia.

      To ze sytuacja jest taka jaka jest jest wina obecnych tak zwanych 'elit' ktore
      porzez media i ograniczanie edukacji ludzi i spoleczenstw nie chca dopuscic do
      zmian w ich percepcji i swiadomosci. Juz historia krola Thamus'a i wynalascy
      Theuth'a, opisana przez Platona, bardzo przystepnie te sprawy wyjasnia a
      mianowicie to ze; 'stajemy sie narzediami naszych narzedzi' nic dodac nic ujac.
      Politycy i media za wszelka cene staraja sie azeby to nigdy nie dotarlo do
      swiadomosci poniewaz wiedza co by to dla nich oznaczalo .

      Problem jest takze taki ze tak naprawde jest bardzo malo ludzi intelektualnie
      na tyle uczciwych azeby najpierw zdefiniowac pojecia a nastepnie zadac sobie i
      innym wlasciwe pytania. W ekonomii, po jej zdefiniowaniu, powinno sie postawic
      pytanie; Komu i czemu ekonomia ma sluzyc. Po uzyskaniu odpowiedzi mozna w
      oparciu o istniejaca wiedze zbudowac pewien system gdzie wiedzac co wprowadzamy
      do takiego systemu (input) mozemy mierzyc co ten systm z siebie wydaje
      (output). Cos w rodzaju systemu ze sprzezeniem zwrotnym. W oparciu o output i
      funkcje w tym wypadku systemu ekonomicznego mozemy tak regulowac tym co
      wprowadzamy (input) azeby uzyskac pozadany output czyli w tym wypadku efekt
      ekonomiczny. To wcale nie jest takie trudne, juz w XIX w wynaleziono wynalazek
      jak robic wynalazki, ale wymaga to realnej wiedzy oraz uczciwosci i dyscypliny
      intelektualnej a tego wlasnie najbardziej brakuje 'elitom' w polityce i
      ekonomii.
      Wydaje mi sie ze tak zwane 'elity' i spoleczenstwa nie dorosly jeszcze do
      takiego podejscia do polityki i ekonomii a to co mamy obecnie to jest to
      poprostu priestcraft czyli szamanizm.
      • toja3003 nagadałeś a nic nie powiedziałeś, skoro 12.07.05, 09:32
        twierdzisz, że
        "To co jest nauka a co nia nie jest jest na tyle dobrze zdefiniowane ze tylko
        doktrynerzy i ideolodzy nie chca czy tez nie sa w stanie tego pojac.",
        to może tak łaskawie zacytujesz stosowną definicję. Bo ja ją znam.
        Póki co: z naukoznastwa niedostateczny, siadaj, dokrytnerze i ideologu.
        • capsunlock Po co mam sie powtarzac ... 13.07.05, 04:02
          i cytowac jeszcze raz ta sama definicje, to zaczyna byc troche nudne. Zakowski
          to wyjasnil definicje nauki no i w innych postach tez 'stoi' a ty lezysz i nic
          ci sie nie chce tylko chcialbys prywatyzowac. Wez sie do roboty neoliberalku i
          sam sobie znajdz definicje nauki, moze zrozumiesz.
    • pppiotrow Re: Czy ekonomia to nauka? 12.07.05, 15:05
      Świetny Żakowski !!!

      A dyskusja na forum, jak to często bywa zeszła w maliny...
      Mądrale typu toya3003 mogą sobie rozwlekać akademickie spory na temat tego, czy
      ekonomia to nauka ścisła czy nie i łapać autora za słówka.

      To nie zmienia głównej myśli, którą autor chce przekazać.
      A mianowicie, że neoliberalna wizja ekonomii nie jest prawdą objawioną !
      I tylko tyle albo aż tyle (bo niektórym gamoniom trzeba tę oczywistość
      powtarzać nieustannie!)

      Świetny Żakowski !
      • toja3003 a kto twierdzi, że neoliberalna wizja ekonomii 12.07.05, 15:21
        jest prawdą objawioną? Gdzieś ty to wyczytał?
        Nie jest też "prawdą objawioną" żadna inna
        "wizja" i dotyczy to każdej nauki. Chcesz podyskutować
        na temat "sisłości" matematyki np. w kontekście
        logiki rozmytej (fuzzy logic) to zapraszam a zobaczysz
        jak różne są zdania matematyków w tej kwestii.

        Natomiast tytuł (oczywiście prowokacyjny)
        tyczył "naukowości" ekonomii ale zdaje się,
        że z naukoznastwa też jesteś słaby, podobnie
        jak paru innych forumowiczów, którzy wiedzą
        dobrze co jest nauką a co nie ale nie potrafili
        nawet przytoczyć definicji nauki, na której
        swe twierdzenia opierają. To właśnie nazywam
        zejściem dyskusji w maliny ale zdaje się,
        że niektórzy gamonie tego nie rozumieją prawda?
        • no.logo Ech Toja... 12.07.05, 20:02
          Zagotowałeś się w świętym oburzeniu - niesłusznie. I dajesz idealny wręcz popis piania na temat artykułu, którego nie przeczytałeś ze zrozumieniem.

          Pytasz kto twierdzi, że neoliberalna ekonomia jest prawdą objawioną. Oczywiście chodzi o Gadomskiego, z którego takim właśnie myśleniem tekst Żakowskiego jest polemiką. Wyczytasz to już w kilku pierwszych zdaniach - jeśli tylko się postarasz.
    • ben.huur brawo Zakowski, 12.07.05, 20:25
      ze utarl nosa bufonowi, ktory nic nie rozumie z tego swiata, albo dla zyskow
      swej koterii manipuluje czytelnikami. Sprostowanie cytatu: "Konkurencja służy
      rozwojowi, ale może też prowadzić do nadmiernych oszczędności o katastrofalnych
      skutkach. Doświadczyła tego Kalifornia (ulubiony kraj ekonomicznej prawicy),
      gdy oszczędności konkurujących spółek energetycznych doprowadziły do deficytu
      prądu". Kryzys energetyczny w Kalifornii byl celowo wywolany przez KORPO-mafie
      Enronu, ktore "zarobily" (czyli ukradly stanowi i ludnosci) miliardy $. On byl
      bezposrednim skutiem tego, ze korporacje rzadza USA, ale to sie zmienia bo
      konczy sie era likeralnego-zlodziejskiego kapitalizmu. Nastepuje era
      kapitalizmu socjalnego, czyli socjalizmu.
      • art47 Re: brawo Zakowski, 13.07.05, 20:48
        zastanawiam się czubku czy ty masz pojęcie o czym piszesz? ładujesz jakieś
        bzdury o enronie. codziennie u nas, to znaczy w socjaliżmie kapitalitycznym,
        male grupy interesu, np elektrownie okradają Polaków na miliardy w imie zasady
        socjalizmu o sprawiedliwości społecznej. czy słyszałes kiedyś zeby jakiś
        Amerykanin trząsł dupą przed wizytą inkasenta z elektrowni, bo w tym cudownym
        kapitalizmie bez konkurerncji to norma, a ty nie jesteś klientem, tyko petentem.
        to jest KRYZYS. Enron splajtował a życie chyba nie toczy się przy świecach we
        wspomnianej Kaliforni. a co do korporacji ich właścicielami są akcjonariusze i
        oni ponoszą odpowiedzialnoś. ciekawe czy wiesz, ze za takie korporacje jak PKP
        odpowiedzialnośc ponosisz TY. a wiesz dlaczego- odpowiem ci bo za glupote sie
        placi prawdziwymi pieniedzmi a nie socjalitycznymi. no i oczywiscie sie lecz,
        najlepiej na bialorusi
    • liberus Re: Czy ekonomia to nauka? 13.07.05, 15:32
      Brak mi sił na komentowanie tych bzdur.

      Najbardziej przeraża to, że tyle opętanych tą demagogią osób Żakowskiemu
      przyklaskuje.

      Tymczasem autor nie odróżnia teorii ekonomicznej, opartej siłą rzeczy na
      modelach i uproszczeniach, od rzeczywistości gospodarczej. To tak samo jak w
      medycynie, czy wszystko jest tam tak przewidywalne?

      Ekonomia to jak najbardziej nauka, o tyle trudna i mało dla takich jak Żakowski
      osób zrozumiała, że operująca na żywym organizmie - gospodarce.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka