zara_int
09.08.05, 09:24
"Cimoszewicz ma ekspertyzy
Włodzimierz Cimoszewicz: "Chciałbym po raz ostatni na ten temat [obracania
akcjami do spółki z córką - przyp. mój] się wypowiedzieć i nie pozwolić moim
konkurentom politycznym narzucić mi tego stylu, tego rodzaju kampanii
wyborczej, że ja będę wypowiadał się na ten temat nieustannie."
Nieustannie? Wypowiedział się tylko raz, zeznając przed komisją śledczą i od
tamtej pory konsekwentnie milczy, widać ulepienie z dotychczasowych krętactw
jakiejś w miarę spójnej wersji wymaga czasu. Na środę Cimoszewicz
zapowiedział konferencję prasową na której przedstawi ekspertyzy prawne
dotyczące swojego oświadczenia majątkowego. Czekam z niecierpliwością na
produkt ponad tygodniowej pracy sztabu, bardzo jestem ciekawa co wymyślili,
żeby wyprostować to co Cimoszewicz namotał. Chętnie posłucham jak
Cimoszewicz, a raczej prawnicy, którymi się zasłoni, wytłumaczą gawiedzi te
kilka budzących wątpliwości "drobiazgów".
Oświadczenie majątkowe: "[posiadam] akcje spółek Agora i PKN Orlen o wartości
ok. 500 tys., przy czym 1/3 tych akcji została zakupiona za środki pochodzące
z kredytu bankowego a 2/3 stanowi de facto własność mojej córki i zięcia
ponieważ zakupione zostały za ich pieniądze i na ich rzecz."
Cimoszewicz całą swoją linię obrony opiera na tym, że akcje nie były jego
własnością tylko córki, bo ona dała pieniądze i czerpała zyski a Cimoszewicz
tylko udzielił córczynym dolarom gościny na swoim rachunku maklerskim. Nawet
jeśli Cimoszewicz znajdzie prawników, którzy będą w stanie znaleźć podstawy
prawne do takiej interpretacji, nie będzie ona miała zastosowania do 1/3
akcji - tych, które Cimoszewicz kupił za 150 000 zaciągniętego przez siebie
kredytu, one bowiem ponad wszelką wątpliwość były własnością Cimoszewicza. On
złożył wniosek o kredyt, jemu został przyznany, na jego konto przelany, on
nim swobodnie dysponował, on go musiał spłacić i z jego majątku byłby
ściągnięty gdyby spłacać nie chciał. Czy tu można mieć jakiekolwiek
wątpliwości co do tego czyje to były pieniądze, a w konsekwencji, czyje były
zakupione za nie akcje? Wątpię, sprawa jest jasna. Czekam na ekspertyzy,
które wykażą, że kredyt zaciągnięty przez Cimoszewicza w tajemniczy
sposób "przeszedł" na jego córkę i tym samym Cimoszewicz nie miał obowiązku
wykazania zysku z zakupionych zań akcji. Sam Cimoszewicz tłumaczy to
przepociesznie:
"Nie było akcji mojej własności, w tym znaczeniu, że akcje kupione zarówno
bezpośrednio za gotówkę przekazaną mi przez córkę i zięcia, jak i za tę część
kredytu, jaka została w związku z tym mi przyznana, były ich własnością, w
tym znaczeniu, że z góry się umówiliśmy, iż po sprzedaży tych akcji wszystkie
środki uzyskane ze sprzedaży tych akcji, po potrąceniu moich kosztów
związanych z obsługą kredytu, zostaną im przekazane. Tak się też stało. W tym
sensie żadne nie były de facto moją własnością, ponieważ też nie wyciągnąłem
w konsekwencji żadnych korzyści z ich sprzedaży."
Mam nadzieję, że w środę poznamy konkretne przepisy na podstawie których
akcje kupione przez Cimoszewicza na swoje nazwisko i za pieniądze przyznane
mu przez bank bezszmerowo zmieniły właściciela bo tłumaczenie "nie było akcji
mojej własności w tym znaczeniu, że z góry się umówiliśmy" obraża
inteligencję. Cimoszewicz deklarował, że nie było żadnej pożyczki ani
darowizny, jak więc nazywa się czynność cywilnoprawna, która tu miała
miejsce? Co to za ustna umowa przeniesienia własności niebędąca darowizną?
Cimoszewicz ściemnia na potęgę i nawet jeśli prawnicy jakoś wybronią go z
akcji kupionych na zlecenie córki, to pogrąża go sprawa pozostałych 1/3
akcji - tu nie ma żadnej wymówki. Nieuzwględnienie własnych akcji w
oświadczeniu majątkowym oznacza po prostu złożenie oświadczenia niezgodnego z
prawdą (podobnie zresztą jak wpisanie do swojego oświadczenia nieswoich
akcji). Cimoszewicz w najlepszym razie popisał się koszmarną niekompetencją,
marszałek Sejmu, poseł od wielu lat a nie zna Ustawy o wykonywaniu mandatu
posła i senatora (tam można przeczytać jak i na jaki dzień wypełnia się
oświadczenie majątkowe). Na szczęście wszelkie braki merytoryczne z nawiązką
kompensuje sobie tupetem, dzięki któremu udało mu się wmówić, że wszystko
było "perfekcyjnie zgodnie z prawem" a on jest świetnym prawnikiem. Nałęcz
chętnie potwierdzi.
Ja jakoś nie bardzo wierzę, że Cimoszewicz się po prostu pomylił (choć
oczywiście nie można tego wykluczyć). Zaraz po aresztowaniu Modrzejewskiego
Rzepa pisała "Analitycy dodają też, że informacje o planowanym zatrzymaniu
prezesa mogły dotrzeć do grupy inwestorów giełdowych. Wczorajszy kurs Orlenu
spadł o 6,9 proc. przy wysokich obrotach wynoszących blisko 100 mln zł. -
Ciekawe, skąd tak wielu akcjonariuszy zdecydowało się na sprzedaż akcji. Może
powiedziała im to wróżka albo sygnał do sprzedaży wygenerowała analiza
techniczna - ironizował analityk". Czy można się dziwić, że kilka tygodniu
później Cimoszewicz wypełniając swoje oświadczenie majątkowe wolał
się "pomylić" i nie chwalić akcjami Orlenu, żeby nie narażać się na zarzuty,
że i on miał jakieś sygnały od wróżki? Trudno mi wziąć za dobrą monetę jego
deklaracje o "nieświadomym błędzie" bo Cimoszewicz przed komisją tak kręcił,
że z rozpędu zeznał nawet, że jego córka jest obywatelką amerykańską, choć
według Polityki i samej Małgorzaty Cimoszewicz (udziela się w obronie ojca na
forum Gazety Wyborczej) amerykańskiego obywatelstwa nie ma.
Cimoszewicz nie potrafił przekonująco wyjaśnić zagadki swoich akcji za to
bardzo się denerwował, że komisja wokół nich węszy. Zastosował nawet
uderzenie wyprzedzające prosząc w swoim słowie wstępnym "Miejcie panowie
odwagę zwrócić ostrze skrzętnie przygotowywanej broni przeciwko mnie, a nie
przeciwko moim najbliższym". Dlaczego Cimoszewicz uznał, że to co się będzie
działo przed komisją uderzy w jego córkę? Czyżby bał się tego pytania: "Czy
pan może coś wie na temat tego, że pańska córka czy zięć normalnie
opodatkowali te pieniądze, które uzyskali od pana jako zysk?"? No właśnie, to
jest dobre pytanie bo wygląda na to, że Cimoszewicze wynaleźli patent na
bezpodatkowe zarobkowanie. Pieniądze kursują sobie przez ocean, zarabiają w
Polsce na akcjach Orlenu, wracają z ogromnym zyskiem do Stanów, a wszystko to
być może całkowicie wolne od podatku. Nie ma pożyczki, nie ma darowizny, nie
ma zysku z giełdy, nie ma nic, są tylko dwa niewinne przelewy na linii córka-
ojciec. A Cimoszewicz jest oburzony, że ktoś śmie pytać i buńczucznie
odpowiada: "Ja myślę, że to zupełnie nie interesuje tej komisji. Ona nie
działa na terenie Stanów Zjednoczonych, nie dotyczą jej kompetencje obywateli
tamtego państwa", ściągając swoją nerwową reakcją podejrzenia na córkę. Mam
nadzieję, że znajdzie się jakiś dociekliwy dziennikarz i wyśledzi jak to z
tymi akcjami było bo wbrew temu co się Cimoszewiczowi wydaje, nie jest bez
znaczenia czy marszałek Sejmu i kandydat na prezydenta robi za "słup" w
transakcjach umożliwiających unikanie płacenia podatku od sporych zysków.
Cimoszewicz twierdzi, że "Cała transakcja była perfekcyjnie zgodna z prawem,
nie budziła też najmniejszych wątpliwości etycznych", jeśli mamy w to
uwierzyć dobrze byłoby aby zamiast karmić nas kolejnymi ekspertyzami (mam
nadzieje, że tym razem opłaconymy przez samego zainteresowanego a nie
Kancelarię Sejmu) Cimoszewicz przedstawił dokumenty - przelewy, umowę
kredytu, swój PIT i jakiś dokument potwierdzający, że córka uzwględniła
zarobione w ten sposób pieniądze w swoim zeznaniu podatkowym. W takiej
sprawie nie powinno być wątpliwości, a na razie jest ich mnóstwo. A
wiarygodność ewentualnych ekspertyz i tak podważył sam Cimoszewicz
mówiąc "Jak uczą liczne doświadczenia, także prawnicy specjalizują się w
pokrętnym interpretowaniu najprostszych spraw", więc zamiast zasłaniać się
pokrętnie interpretującymi najprosts