jabeta
17.09.05, 09:01
Przeczytałam tekst Józefa Majewskiego w lekkim pomieszaniu. Broni ksiadz swego
jak może, no i ma do tego prawo, i pewnie nie kłamie, i w ogóle fajnie-
teologia ma się dobrze, tyle tylko że niewiele z tego wynika,o czym napiszę
poniżej. Niestety, dla sprawiedliwości dodam, iż uwazam, że ks.Bartoś sam się
jakby podłożył formułą swego tekstu- ten groch z kapustą pełen nierozwiniętych
niedoargumentowanych tez daje podstawy do tego, a szkoda, bo w samym sednie ma
rację. Niemniej myli się Majewski i to w zasadniczych kwestiach:
-Myli sie w twierdzeniu, iż efekty myślowe polskich teologów znajdują swą
kontynuację wśród „ludu”. Może teksty Hryniewicza znajdują odzew, ale to ze
względu na wyjątkowość stawianych tez? Ale reszty? Co najwyżej wśród studentów
teologii. I nei mam tu na myśli niekompetencji polskich teologów, ile znikomą
recepcję ich myśli.
-Nie ma też racji Majewski twierdząc, że efekty sporów teologów watykańskich
słyszalne są w Polsce. Jezuicki „Przegląd Powszechny”- śmiać mi się chce.
Równie dobrze mogę wskazać na IBL-owskie „Teksty Drugie” jako popularne źródło
myśli literaturoznawczej. To musi pójść autentycznie w dół, a nie w pisma
specjalistyczne, które służą samym zainteresowanym i garstce ich uczniów (
którzy są od nich w „zależności służbowej”).
-Nie ma racji w tym, że spory watykańskie są przykładem żywotności teologii.
Otóż, zbyt dobrze poznaliśmy mechanizm wykluczania z powodu „odstępstw” bądź
podejrzeń o odstępstwo. Z takim nastawieniem instytucji nie ma mówić o dobrej
glebie pod rozmowę, raczej można mówić o wyjawionych połaciach gleby 5-6
kategorii. O trójpolówce, w której uprawiana jest co najwyżej trzecia część, a
i tak tej trzeciej części pozwoli się zmarnieć, o ile wcześniej się jej
pozwoli wzejść dostatecznie wysoko, by puściła ziarno.
-Nie ma racji odnosząc się w taki ironiczny sposób do tezy Bartosia o
konieczności wpuszczenia teologów na salony. Każda instytucja ma salony, zwą
się ona: elita, i to rzeczona elita ma głos decydujący. Rzecz w tym, że zdaje
się, iż watykańska elita stała się nie elitą w jej dobrym znaczeniu, lecz
towarzystwem wzajemnej adoracji, które wypycha każdego, kto mógłby zmienić
panujące w niej status quo, a nie o to takie pojęcie elity idzie chyba
Bartosiowi. Idzie mu o to, żeby każdy teolog który ma coś wartościowego do
przekazania mógł to przekazać nie tylko swojej mamie, kolegom z parafii oraz
garstce uczniów. Idzie o wielogłosowość teologii. O prawdziwą dyskusję, nie
monolog. Ale każda prawdziwa dyskusja wymaga warunków: wolności, czyli nie
narzuconej przez wierchuszkę egzegezy, ale indywidualnej hermeneutyki.
Bezpieczenstwa, czyli gwarancji niekaralności w razie indywidualnosci
spojrzenia . Swoistego "listu żelaznego" w razie przemówień na salonach.
- Myli się wreszcie Majewski mówiąc "co nagle to po diable". Z równym prawem
można powiedziec: "kto szybko daje, dwa razy daje". TZreba miec zaufanie do
tego, co ogłasza tezy: skoro je ogłasza, znaczy uznał, że już czas. A
dyskutowac tylko na argumenty. Nadto warto znac miarę czasową ludzkiego życia-
wolałabym, by kwestie mnie interesujące zostały rozstrzygane za mojego życia,
a nie za życia moich praprapraprawnuków.
Z pozdrowieniami.