nie_dla_tarczy
14.03.06, 18:37
Państwo polskie nie ukrywa, że jednym ze strategicznych celów naszej polityki
wschodniej jest obalenie satrapii Łukaszenki. Jednak miłość do demokracji i
wolności słowa to pretekst. Chodzi o odsunięcie wpływów rosyjskich spod
Białegostoku, czyli dzisiejszej granicy polsko-białoruskiej.
Mińsk twierdzi, że Warszawa za amerykańskie pieniądze finansuje tamtejszą
opozycję. Robi to pod pretekstem szkoleń na temat samorządów lokalnych,
wspierania wiernych Andżelice Borys działaczy Związku Polaków na Białorusi,
edukacji wydawców i dziennikarzy prasy lokalnej, itp.
Wiarę Łukaszenki w spiski wzmacniają doświadczenia kijowskiej „pomarańczowej
rewolucji", gruzińskiej „rewolucji róż", która obaliła starego lisa
Szewardnadze, czy smutny koniec kirgiskiego prezydenta Askara Akajewa,
odesłanego w niebyt przez „rewolucję tulipanów".
Satrapa ma rację. Zachód pompuje w demokrację potężne pieniądze. By się o tym
przekonać i nie zostać posądzonym, że jest się płatnym sługusem kołchozowego
dyktatora, wystarczy sięgnąć po renomowane brytyjskie, niemieckie czy
amerykańskie gazety i tygodniki.
I tak 11 listopada 2005 r. na łamach tygodnika „Der Spigel" ukazał się artykuł
Renate Flottau pt. „Postrach dyktatorów. Latające rewolucje epoki Internetu".
Z detalami opisano w nim, jak to „w tygodniach poprzedzających wybory z
kijowskiego lotniska odbierano całe walizki pieniędzy" mające wzmocnić szanse
Wiktora Juszczenki. „W sierpniu 2004 r. 320 młodych Ukraińców, za pieniądze
amerykańskiej fundacji Freedom House, szkolono w obozie młodzieżowym Eupatoria
na Krymie. Uczestnicy otrzymali broszury do rozkolportowania - w sumie 40 mln
zadrukowanych kartek. Zlecono im zwerbowanie 35 tysięcy osób, które we
właściwym momencie pomaszerują na Kijów, by przeforsować zmianę władzy" -
pisała Flottau. Dalej było o zakupie ponad tysiąca namiotów, kuchniach
polowych, scenie rockowej i laserach rozstawionych na Majdanie Wolności.
Jonathan Steele, 26 listopada 2004 r., na łamach dziennika „The Guardian", w
tekście pt. „Ukraine’s postmodern coup d’etat" opisał, jak amerykańscy doradcy
kierują i finansują operację „Juszczenko". Jego zdaniem podobnie czynili w
byłej Jugosławii, z pieniędzy pochodzących nie tylko z amerykańskiego
Departamentu Stanu, lecz również od miliardera George’a Sorosa, który ma
własne interesy na terenie Ukrainy i w byłym Związku Radzieckim. Steele
rozwinął swe tezy w opublikowanym na łamach „The Nation" tekście pt.
„Ukraine’s Untold Story".
Trzeba pamiętać, że Zachód nigdy nie miał złudzeń, co do charakteru
„demokratycznych" przemian w Kijowie. Wielu analityków to, co w Polsce
nazywano „rewolucją" postrzegało jako starcie dwóch grup skorumpowanych do cna
oligarchów, rozkradających na przemian kraj. Sponsoring Juszczenki niezwykle
ostrej krytyce poddał w Stanach jeden z czołowych amerykańskich konserwatystów
Patrick J. Buchanan. W „What Are We Up To - In Ukraine?" pytał: „Czy aby nie
jesteśmy hipokrytami globalnej demokracji?".
Jeszcze dalej posunął się na łamach „The Spectator" John Laughland, opisując w
listopadzie 2004 r. „pomarańczową rewolucję" jako „zachodnią agresję na
Ukrainę"! Panowie Steele, Buchanan i Laughland swą publicystyką zasłużyli na
miano „sługusów Berii" i „czcicieli Stalina". Szkoda tylko, że, według
Ukraińskiego Centrum Badań Polityczno-Ekonomicznych, większość
pro-Juszczenkowskich ukraińskich pozarządowych organizacji, w swych
sprawozdaniach rocznych ujawniła, iż zagraniczni sponsorzy stanowią 60 procent
donatorów. Były to między innymi „Freedom House" (USA) - 22,7 proc.,
„Poland-America-Ukraine Cooperation Initiative" - 22,7 proc., USAID - 22,7
proc., „National Endowment for Democracy" (USA) - 18,2 proc., The World Bank
-13,6 proc. (całkowita suma przekracza 100 proc. z uwagi na to, że respondenci
często wymieniali wielu sponsorów - uwaga autora).
Polscy eksperci od demokracji na Wschodzie nie ukrywają, że powtórka tego, co
stało się na kijowskim Majdanie jest w dobrze pojętym interesie naszego kraju.
A pracują nad tym od dawna. I tak 14 listopada 2002 r. w Waszyngtonie
zorganizowano konferencję pn.: „Oś zła: Białoruś - brakujące ogniwo", w której
wzięli udział przywódcy białoruskiej opozycji, międzynarodowi eksperci i
wysocy funkcjonariusze administracji Busha. Jej przesłanie najdobitniej
wyraził były wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Buzka, obecny minister
obrony, Radek Sikorski: „Prezydencie Łukaszenko, uważaj - jeśli z Bagdadu
zostanie wykopany twój kumpel Saddam, znajdziemy dowody na twoje konszachty z
nim".
Jan Maksymiuk, analityk z Radia Wolna Europa, i Rafał Sadowski z Ośrodka
Studiów Wschodnich w Warszawie opowiedzieli zebranym, jak to Białoruś
„prawdopodobnie" sprzedała Irakowi supernowoczesny system przeciwlotniczy
S-300. Słysząc to wpływowy senator, John McCain, uznał, że miński kołchoz
stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych" i trzeba z nim
skończyć. A supernowoczesnego białoruskiego systemu przeciwlotniczego S-300
Amerykanie szukają w Iraku do dziś.
W tym czasie wspierające demokratów polskie fundacje organizowały szkolenia i
seminaria dla ukraińskich i białoruskich działaczy. Przykładowo już w dniach
22 - 25 marca 2001 r. poznańska Fundacja Edukacji Europejskiej im. Stefana
Okrzei, dzięki wsparciu holenderskiej Fundacji im. Alfreda Mozera,
zorganizowała w Wyszkowie szkolenie dla Białorusinów. Kolejne odbyły się w
Węgrowie, Brześciu i Jastrzębiej Górze. Reklamowano je tak: „referenci z
Serbii, a pieniądze z Amsterdamu". Koordynatorami programu byli prezes
Fundacji Piotr Siła-Nowicki i odpowiedzialna za kontakty międzynarodowe
Katarzyna Matuszewska.
Promocją najlepszego z systemów, wcześniej na Ukrainie, teraz na Białorusi, a
nawet w Azerbejdżanie, zajmują się dziesiątki tzw. organizacji pozarządowych.
Do najpoważniejszych należy kierowana przez byłego ambasadora RP w
Waszyngtonie, Jerzego Koźmińskiego, Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności,
która finansuje obejmujący swym zasięgiem satrapię Łukaszenki program
„Przemiany w Regionie - RITA". Administruje nim fundacja „Edukacja dla
Demokracji". W latach 2001 - 2003 r. realizowała ona 282 programy. Z czego na
69 projektów białoruskich wydano ponad 2 mln zł. Były to głownie stypendia,
szkolenia, spotkania dziennikarzy, działaczy samorządowych i studentów.
W Warszawie działa finansowane przez Amerykanów stowarzyszenie
Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne. W latach 2001 - 2003 otrzymało ono
na „wspieranie demokracji" około miliona dolarów. Tylko przy okazji wyborów na
Białorusi, w 2001 r. Charles Stewart Mott Foundation przekazało Centrum 200
tys. USD, a Open Society Institute - Paris - 52.968 USD.
Pracami studyjnymi nad świetlaną przyszłością mińskiej satrapii po obaleniu
dyktatora kilka lat temu zajęła się Fundacja im. Stefana Batorego. Program
sfinansował National Endowment for Democracy - amerykańska fundacja
sponsorowana przez rząd USA.
Czy ktoś w Polsce słyszał o agencji public relations „Rock Creek Creative" z
Maryland? Kilka tygodni po zwycięstwie Juszczenki przyznała się ona do
czynnego wspierania jego kandydatury w wyborach. To jej pracownicy wymyślili
słynny pomarańczowy kolor.
A może ktoś wie, kim są Robert Helvey i Gene Sharp? Pierwszy to emerytowany
pułkownik US Army, prezydent Albert Einstein Institution Inc. w Bostonie,
którego specjalizacją jest, jak sam przyznaje, „promoting nonviolent political
reforms among pro-democracy movements", czyli „promocja reform politycznych
bez przemocy". W obszarze jego zainteresowań pozostaje oczywiście Białoruś. A
Gene Sharp nazywany jest „Clausewitzem działań bez użycia siły". Opracował on
teoretyczne zasady, którymi kierować się mają współcześni rewolucjoniści.
Znając p