Dodaj do ulubionych

Imperium to za mało

18.06.06, 09:35
Imperium dąży teraz do tego, aby uczynić "bezsensownym " wyścig zbrojeń,
wyeliminować z góry możliwość pojawienia się rywala, który miałby nadzieję, że
przewyższy siłę imperium czy choćby jej dorówna. Celem jest zatem faktyczne
rozbrojenie wszystkich państw świata i skupienie w jednym ręku monopolu
przemocy militarnej czyli utrwalenie władzy imperium "na zawsze ". Ma istnieć
tylko jeden podmiot polityczny, który ma prawo użyć siły lub zagrozić użyciem
siły na całym globie (prawo, które imperium czerpie z faktu, że tę siłę
realnie posiada) wobec innych podmiotów, którym nie wolno użyć siły. Jako
historyczną analogię można tu przywołać np. likwidację przez monarchów zamków
obronnych czyli rozbrojenie wielkich panów feudalnych.
Jednym z celów imperium jest nie dopuścić do tego, aby inne "nieodpowiedzialne
" państwa weszły w posiadanie broni masowego rażenia, przede wszystkim broni
nuklearnej. Armia (przypadek Iraku), siły specjalne i agentury imperium mogą
atakować cele w dowolnym kraju, aby zlikwidować produkcję broni masowego
rażenia lub zapobiec rozwijaniu technologii potrzebnej do jej budowy. Suweren
jako zasadę przyjmuje możliwość rozbrojenia innych państw, aby zapewnić sobie
monopol środków militarnej przemocy. Ponieważ, to suweren decyduje o tym,
jakie państwo jest "nieodpowiedzialne ", potencjalnie każdy kraj może zostać
rozbrojony.
Równocześnie trwają zaawansowane prace nad stworzeniem Tarczy Antyrakietowej,
która sprawi, że imperium zyska potencjalną możliwość prowadzenia wojny (także
z użyciem broni atomowej) bez obawy odwetu atomowego skierowanego przeciw
terytorium metropolitalnej prowincji, gdzie zamieszkuje trzon elity
imperialnej. Zniknęły dziś wszystkie przeszkody prawne, polityczne i
techniczne, aby zbudować Tarczę Antyrakietową mającą dostarczyć imperium
ofensywnego nuklearnego zabezpieczenia, któremu żadna siła nie jest zdolna się
przeciwstawić. Posiadanie Tarczy, będącej logicznym uzupełnieniem dla uderzeń
prewencyjnych, daje imperium pełną swobodę manewru i oznacza praktyczne
rozbrojenie wszystkich członków klubu nuklearnego - oni mają tylko miecz, i do
tego bardziej tępy, który staje się bezużyteczny w sytuacji, gdy imperium ma
zarówno ostry miecz jak i tarczę, której oni nie posiadają. Przewiduje się, że
udoskonalona Tarcza Antyrakietowa da możliwość zniszczenia rakiet w krótki
czas po ich wystrzeleniu, tak aby ich szczątki spadły na terytorium skąd
została wystrzelona.
W momencie, kiedy Tarcza Antyrakietowa realnie zacznie funkcjonować,
amerykańskie Imperium Mundi potwierdzi ostatecznie swoją globalną suwerenność
militarną.
W przemówieniu wygłoszonym w West Point 1 czerwca 2002 roku prezydent Bush
stwierdził, że Stany Zjednoczone obalą każdy rząd, który uznany zostanie za
zagrożenie dla Ameryki: "Jeśli będziemy czekać, aż zagrożenie się w pełni
zmaterializuje, będziemy czekać za długo ". Imperium nie czeka, lecz nadaje
sobie wyłączne prawo do "wyprzedzających uderzeń ", do bezpośredniej
policyjnej, wojskowej i strategicznej interwencji na każdym terytorium, jeśli
uzna to za konieczne dla utrzymania pozycji imperium i ochrony porządku
imperialnego. Każdy, kto mógłby się stać wrogiem imperium nawet w odległej i
nieokreślonej przyszłości może zostać zaatakowany i pokonany w momencie, który
imperium wybierze jako najbardziej korzystny. Doktryna "prewencyjnych uderzeń
" zakłada, że zagrożenie nie musi być jeszcze realne, ale może się kiedyś
zmaterializować, że jeszcze nie istnieje ale może zaistnieć. Teoretycznie
chodzi o zagrożenie militarne lub terrorystyczne, ale praktycznie za
zagrożenie może zostać uznane każde wyzwanie dla władzy imperialnej,
zagrożenie dostrzegane gdzieś na horyzoncie, na wpół wymyślone, przesadzone,
wyobrażone, możliwe, jeszcze nie w pełni ujawnione, ledwo uformowane,
embrionalne, potencjalne etc. Również zagrożenie dla prestiżu, dla pozycji,
dla interesów ekonomicznych i finansowych imperium może stać się powodem dla
"prewencyjnego uderzenia " lub groźby jego zastosowania. Tym samym doktryna
"prewencyjnych uderzeń ", która, dodajmy, czyni bezsensowną Kartę ONZ, nie
mówi o stanie nadzwyczajnym, ale jako forma "antycypacyjnej obrony "
normalizuje użycie instrumentów przemocy przez imperium.
Imperium prowadzi "wojnę z terroryzmem " - niewypowiedzianą, nieformalną,
"brudną wojnę szarej strefy ". Jest to post-clausewitzowska, chaotyczna,
nielinearna, "postmo-dernistyczna " wojna czwartej generacji - wojna bez
wielkiego, łatwo identyfikowalnego wroga, wojna, w której nie istnieją jasno
zdefiniowane pola walki i linie frontu, wojna bez ograniczeń czasowych,
geograficznych, rodzajów broni, form, metod, celów i skali, bez stałych zasad
użycia broni i sposobów walki, wojna nie znająca różnic pomiędzy tym, co
"cywilne " i tym, co "wojskowe ", przenikająca całość relacji społecznych i
całe spektrum ludzkiej aktywności - politycznej, ekonomicznej, socjalnej i
wojskowej, wojna, w której małe znaczenie ma kultura stopni, rang, mundurów,
oddawania honorów, drylu i rozkazu, wojna, w której terroryści i członkowie
grup antyterrorystycznych upodobniają się do siebie.
Ponieważ ta wojna, w której zanika różnica pomiędzy "zimną " i "gorącą " wojną
a wręcz pomiędzy "wojną " i "pokojem ", jest globalnym przedsięwzięciem o
niewiadomym czasie trwania, to przestaje być czymś wyjątkowym. Jej
"normalizacja " oznacza, że przekształcona zostaje w trwały element
imperialnego systemu władzy. Nieokreślony geograficznie terroryzm jest w
imperium światowym tym samym, co przestępczość w państwie narodowym. Tak jak
policja w państwie narodowym stale chwyta przestępców, a mimo to nigdy nie
może wytępić przestępczości, tak samo imperialna armia i globalny aparat
bezpieczeństwa chwytają i zabijają terrorystów, a mimo to terroryzm nigdy nie
zostanie zwalczony. Tak jak zwalczanie przestępczości nigdy się nie kończy i
jest podstawą legitymizacji aparatu państwowo-policyjnego, tak nigdy nie
skończy się globalna wojna z globalnym terroryzmem, wojna, która jest
legitymizacją władzy Imperium Mundi.
Imperium pragnie wytworzyć światowy "konsensus " wokół pewnego zadania (
"wojna z terroryzmem "), osiągnąć "jedność moralno-polityczną " świata,
zadekretować reguły i słownictwo obowiązującego języka politycznego,
zdefiniować globalne zagrożenie, uczynić je dominującym tematem wszystkich
regionalnych i międzynarodowych forów i politycznie ustawić się na czele
"koalicji antyterrorystycznej " obejmującej wszystkie podmioty polityczne.
Imperium chce uzyskać w ten sposób polityczno-moralną legitymizację, związać
lokalne elity wspólną sprawą, nadać światu nową "dwubiegunowość " (imperium
przeciw terrorystom),zapobiec powstawaniu "struktur poziomych ",
horyzontalnych sojuszy i politycznych "osi " i zastąpić je układem
wertykalnym, w którym kontakt pomiędzy państwami (prowincjami) odbywa się
tylko poprzez stolicę imperium.
Terroryści nie mają ścisłego terytorialnego umiejscowienia, tworzą siatki,
powiązania, luźne struktury, zostawiają ślady i tropy na całym globie - typem
władzy, który takiemu zjawisku odpowiada, jest właśnie władza imperium światowego.
Imperator oświadcza, że "cały świat jest naszym polem bitwy " i zapowiada, że
"w poszukiwaniu złoczyńców trzeba przeszukiwać ciemne zakamarki świata ".
Istnieje jeden globalny "home front ", list gończy za jakimś terrorystą (
"Mister X: Wanted Dead or Alive ") obowiązuje na całym świecie, pościg za
złoczyńcą "przebiega nie na niezależnych pod względem prawnym terytoriach, ale
jest to akcja wewnątrz zunifikowanego świata " (Michael Hardt, Antonio Negri).
"Wojna z terroryzmem " ma podwójny wymiar: terroryści są wprawdzie wrogiem
zdelokalizowanym i zdeterytorializowanym ale jeśli jest taka potrzeba mogą
ulegać geopolitycznej lokalizacji i terytorializacji, tak jak było to w
przypadku Afganistanu czy Iraku oskarżonymi o wspieranie terroryzmu. W ramach
"wojny z terroryzmem " atakowane mogą być jednostki, grupy, in
Obserwuj wątek
    • prawdamoimmieczem Re: Imperium to za mało 18.06.06, 13:20
      instytucje i organizacje, ale również państwa (prowincje) i terytoria.
      Globalne, nieuchwytne, rozproszone siatki terrorystyczne nabierają
      geopolitycznej substancjalności, kiedy rzutowane są na istniejącą mapę
      geograficznopolityczną świata.
      Terroryści nie mają adresu, na który można im wysłać wypowiedzenie wojny, nie
      mają znanej kwatery głównej, nie mają terytorium, które można zbombardować, ale
      talibowie mają adres i terytorium, terroryści są wszędzie i nigdzie, ale zawsze
      mogą zostać przypisani do realnej całości geopolitycznej (Afganistan, Irak,
      Bliski Wschód, Europa etc.). Całe państwa lub inne skupienia aktualnej lub
      potencjalnej siły mogą zostać uznane przez imperium za część globalnej siatki
      terrorystycznej, za sponsorów terrorystów, za terytoria opanowane przez
      terrorystów, udzielające im schronienia, za ich siedzibę czy bazę wypadową,
      jeśli imperium dojdzie do wniosku, że posiadają własne ambicje polityczne lub
      postępują niezgodnie z polityczną linią wyznaczoną przez władze imperium. Aby
      "zwalczać terroryzm " agenci imperium i jego funkcjonariusze policyjno-wojskowi
      swobodnie krążą po "suwerennych " państwach, wnikają do rządów, penetrują
      lokalne agencje wywiadowcze i aparatybezpieczeństwa, "doradcy " wojskowi de
      facto komenderują lokalnymi siłami zbrojnymi, doradcy cywilni monitorują i
      wpływają na decyzje ministrów. "Wojna z terroryzmem " wzmacnia nie znający
      granic i odrębnych jurysdykcji państwowych imperialny aparat bezpieczeństwa,
      wymaga działania globalnych służb wywiadowczych i agentur.
      Monopol przemocy, pełna dominacja militarna nad wszystkimi możliwymi
      przestrzeniami, zasada "wyprzedzającego uderzenia " oraz "wojna z terroryzmem "
      są zasadniczymi składnikami imperialnej suwerenności, która znosi rozróżnienie
      pomiędzy "wewnętrznym " i "zewnętrznym bezpieczeństwem ", przekreśla dotychczas
      obowiązujące prawo międzynarodowe lub innymi słowy zamienia je w prawo publiczne
      imperium.
      Narodowa Strategia Bezpieczeństwa ogłoszona przez prezydenta Busha jest w
      rzeczywistości manifestem politycznym skierowanym do całego świata, swego
      rodzaju deklaracją ogłaszającą "urbi et orbi " powstanie Imperium Mundi oraz
      przekazującą do powszechnej wiadomości, jakie zasady, prawa i normy w nim będą
      obowiązywać. Polityczną treścią "narodowej strategii bezpieczeństwa " nie jest
      ani "narodowa obrona " ani "bezpieczeństwo narodowe " lecz permanentna globalna
      supremacja wojskowa i obrona imperialnej suwerenności.
      Nie istnieje już "równowaga sił ", "powstrzymywanie " czy "odstraszanie ", ale
      jedna imperialna struktura władzy światowej znosząca strukturalną anarchię
      systemu międzynarodowego tworzonego przez suwerenne państwa, które teraz ulegają
      absorpcji w ład znajdujący się pod jednym sklepieniem imperium.
      Imperium nadaje sobie prawo "zmiany reżimu ", co jest celem imperialnym par
      excellence, gdyż zakłada, że suwerenność państwa już nie istnieje. Istnieje
      jedynie stosunek podległości: globalny suweren zmienia kierownictwo prowincji,
      gdyż z takich czy innych względów uznaje je za nieprawowite, nielegalne czy po
      prostu "złe " Suweren rezerwuje sobie prawo definiowania i interpretowania tego,
      co jest a co nie jest akceptowalnym prawowitym rządem oraz prawo do "odwołania "
      rządu, to suweren oznajmia, że nie akceptuje lub nie toleruje pewnych form
      rządów, i decyduje o tym, kto w danym kraju rządzi, tak jak zadecydował już w
      przypadku Panamy, Serbii, Afganistanu i Iraku. Celem imperium może być nie tylko
      pokonanie wojskowe i narzucenie woli politycznej "państwu łotrowskiemu ", ale
      nawet demontaż struktur państwowych i politycznych oraz ich rekonstrukcja.
      Narodowa Strategia Bezpieczeństwa mówi o tym, że Stany Zjednoczone chcą nieść
      wolność, demokrację, zasady wolnego handlu, wolnej przedsiębiorczości do
      wszystkich zakątków świata, chcą wspierać "otwieranie społeczeństw " "budować
      infrastuktury demokracji " "uczynić wolność i rozwój demokratycznych instytucji
      kluczowymi tematami bilateralnych stosunków ".
      Strategia mówi, że aby zapewnić sobie "narodowe bezpieczeństwo " Stany
      Zjednoczone chcą określać ideologię i wartości panujące na świecie, pragną
      decydować o polityce gospodarczej, handlowej, podatkowej, finansowej świata.
      "Narodowe bezpieczeństwo " jest tutaj nieodróżnialne od imperialnej
      suwerenności, polityka wszystkich państw świat wchodzi w skład polityki
      wewnętrznej imperium, imperialny suweren oświadcza, że nie tylko kwestie
      militarne i polityczne, lecz również kwestie ideologiczne, moralne i gospodarcze
      ważne dla świata są przedmiotem jego zainteresowania, są przezeń oceniane i
      ewentualnie rozstrzygane. Wszystkie najważniejsze sprawy światowe - wojskowe,
      polityczne, gospodarcze i ideologiczne mają przechodzić przez imperialną centralę.
      W systemie globalnej władzy imperialnej nie obowiązuje zasada
      państwowo-narodowej suwerenności i "prawa do samostanowienia ": wszystkie
      jednostki polityczne na świecie podlegają władzy imperium. Dotychczasowe prawo
      międzynarodowe oparte na zasadzie "równej suwerenności " (fakt, że zasada ta
      miała po części charakter prawnej fikcji, nie ma znaczenia) przestaje
      obowiązywać, gdyż zanikają suwerenne państwa będące nosicielami tego prawa. Choć
      proces erozji zasady suwerenności państwowo-narodowej (i delegitymizacji ONZ)
      trwał przez całą dekadę, wojna w Iraku była przekroczeniem Rubikonu na drodze ku
      nowej globalnej suwerenności imperium i to nadaje jej nie tylko wagę polityczną,
      ale znaczenie powszechnodziejowe.
      Obowiązujący wcześniej system polityczny świata zakładał teoretycznie
      suwerenność państw i utrzymywał się dzięki istnieniu dwóch ośrodków władzy
      globalnej: USA i ZSRR. Po upadku ZSRR zmienił się układ sił, który go
      podtrzymywał i w miejsce zasady państwowo-narodowej suwerenności weszła zasada
      uniwersalnej sprawiedliwości i praw człowieka obowiązująca niezależnie od granic
      i terytorialnych podziałów. Zasada uniwersalnej sprawiedliwości i powszechne
      obowiązywanie praw człowieka są nie do pogodzenia z dotychczasowym prawem
      międzynarodowym i de facto je znoszą.
      Uznanie, że "uniwersalna sprawiedliwość " i "prawa człowieka stoją ponad
      suwerennością państwowo-narodową oznacza, że ponad tą suwerennością stoi inna
      wyższa suwerenność, albowiem "uniwersalna sprawiedliwość " i "prawa człowieka "
      same się nie egzekwują, musi istnieć władza, która pilnuje czy są one
      przestrzegane i która karze za ich naruszanie. Tą władzą jest władza imperium.
      Istniejąca wcześniej "Republika ONZ " opierała się na założeniach: "jedno
      państwo-jeden głos " (ta sama zasada obowiązywała
      w Radzie Bezpieczeństwa - rządzie "republiki "), suwerenność państwowa, zbiorowe
      podejmowanie decyzji, zbiorowe bezpieczeństwo. Założenia te były w przeważającej
      mierze założeniami teoretycznymi ( "jedengłos " USA czy "jeden głos " Związku
      Sowieckiego to nie to samo, co "jeden głos " Kamerunu czy Nikaragui), ale nie
      było w tym nic dziwnego, gdyż żaden system polityczny nigdy w pełni nie
      odpowiada swoim ideologiczno politycznym założeniom i zasadom działania. Niejako
      "założeniem tych założeń " była liberalna koncepcja "braku suwerena ". Ponieważ
      jednak każde społeczeństwo, a więc również tzw. "społeczność międzynarodowa "
      zinstytucjonalizowana w postaci "Republiki ONZ " z natury rzeczy mieć musi mieć
      suwerena, to ten suweren się pojawił. Przestało zatem obowiązywać podstawowe
      założenie "braku suwerena " a w konsekwencji pozostałe założenia utraciły swoją
      aktualność, i "Republika ONZ " ze "związku równych i suwerennych " państw
      przekształca się w "monarchię " tzn. państwa nadal są "równe i suwerenne " ale
      tylko w odniesieniu do siebie nawzajem ale nie w odniesieniu do imperialnego
      suwerena, który jest ponad nimi.
      Po opanowaniu wszystkich przestrzeni imperium chce opanować ostatnią przestrzeń
      - przestrzeń prawną. Ogłaszając globalną suwerenność ustanawia nowe normy prawa
      międzynarodowego, które jest wewnętrznym publicznym prawem imperialnym, pragnie,
      aby jego władza została u
      • prawdamoimmieczem Re: Imperium to za mało 18.06.06, 13:21
        Po opanowaniu wszystkich przestrzeni imperium chce opanować ostatnią przestrzeń
        - przestrzeń prawną. Ogłaszając globalną suwerenność ustanawia nowe normy prawa
        międzynarodowego, które jest wewnętrznym publicznym prawem imperialnym, pragnie,
        aby jego władza została uznana za coś naturalnego, prawowitego i legalnego,
        rządy siły, tak jak to zawsze było w historii, mają zamienić się w rządy prawa.
        Rozwiązana zostaje sprzeczność pomiędzy dotychczas obowiązującym prawem
        międzynarodowym (międzypaństwowym) a globalną suwerennością, która nie może z
        natury rzeczy temu prawu być podporządkowana. Imperium nie uznaje żadnego prawa,
        którego samo nie ustanowiło, to jego wola jest źródłem prawa. Jako suwerenny
        strażnik prawa pilnuje ono, aby inni go przestrzegali, samo zaś stoi ponad nim i
        przestrzega go tylko wówczas, kiedy samo tak zdecyduje. Jest najwyższym
        arbitrem, który interpretuje prawo, stwierdza, kiedy prawo jest naruszane a
        kiedy nie, osądza, wydaje wyrok i egzekwuje jego wykonanie. To imperium
        dysponuje globalnym lub lokalnym stanem wyjątkowym, dokonuje rozróżnienia
        pomiędzy sojusznikami i wrogami czyli pomiędzy tymi, którzy są lojalni wobec
        imperium, a tymi którzy nie są, decyduje o użyciu siły. Suweren powrócił!
        Lewiatan redivivus!
        Tomasz Hobbes uśmiecha się z zaświatów! Uśmiecha się też drugi patron Imperium
        Immanuel Kant, bo Imperium Mundi to Hobbes + Kant czyli suweren, który zapewnia
        wieczny pokój. Tocząc wieczną wojnę.
        cdn.
        T. Gabiś
        • d.o.m Re: Imperium to za mało 18.06.06, 22:09
          Analiza w dużej mierze słuszna, ale myślę, że wojna jeszcze nie jest wygrana. Są
          jeszcze gracze zdolni przeciwstawić się imperium więc jego zasięg nie będzie
          ogólnoświatowy. Widać to choćby po integracji państw Azji środkowej wokół Rosji
          i Chin oraz zainteresowaniu Iranu współpracą. Podobnie powstaje oś Boliwariańska.

          Posiadanie przez imperium potencjału zdolnego zniszczyć dowolne państwo nie
          wydaje mi się wystarczające do posiadania możliwości kontrolowania go, choć
          oczywiście jest olbrzymią siłą nacisku. Jednak gdy trafia się na ludzi gotowych
          zaryzykować życie nie wystarczy.

          Kolejna sprawa to kontrolowanie samego centrum imperium. Czy prezydent USA jest
          w stanie dziś bez utraty poparcia dla siebie i swojej partii użyć broni masowej
          zagłady np. przeciw Iranowi? Mimo wszystko nie sądzę, choć oczywiście
          demonizując zagrożenie możliwe jest uzyskanie takiej akceptacji, jak pokazuje
          choćby przykład skuteczności propagandy III Rzeszy. Obecnie jednak świadomość
          tego wewnętrznego ograniczenia, a także ograniczone jednak zasoby finansowe
          limitują siłę nacisku jaką rząd USA może wywierać.

          Wydaje się więc, że niestety obecnie toczy się walka o czas, gdzie z jednej
          strony różne kraje starają się o broń, która na jakiś czas zapewni im możliwość
          odwetu - bo Tarczy na razie nie ma, oraz widać, że skuteczność tej technologii
          nie jest 100%, a mniej niż 100% nie usuwa możliwości skutecznego odwetu, a więc
          i odstraszania - a z drugiej strony mamy próbę zniszczenia oporu w zarodku
          wszystkimi jeszcze akceptowanymi metodami.

          Watro wspomnieć, że także JP2 mówił o totalitaryźmie niewłaściwie rozumianych
          praw człowieka. Coś tu jest na rzeczy.

          Ale tym czego brakuje w tej analizie i wielu innych analizach jest rola i los
          Europy! Europa jest gospodarczo organizmem większym od USA. Obecnie jest
          znacznie w tyle pod względem militarnym, ale nie oznacza to, że te zapóźnienie
          nie jest do odrobienia w ciągu kilku(nastu) lat gdyby zaszła taka potrzeba.
          Praktycznie wszystkie potrzebne technologie są rozwijane w wersji cywilnej. Jak
          do tej pory wszyscy zakładają, że Europa jest naturalnym sojusznikiem USA,
          tymczasem nie ma odniesienia do faktu, że jesteśmy naturalnymi konkurentami
          jeśli chodzi o dostęp do surowców, co będzie przybierać na znaczeniu w sytuacji
          gdy są one w coraz większym stopniu drenowane przez Chiny, czy nawet Indie. Czy
          nikogo nie niepokoi powstawanie baz amerykańskich dokoła UE, np. w rejonie Morza
          Kaspijsiego, w sytuacji gdy nie powstają tam bazy UE? Podobnie niepokojące jest
          wspieraniem niestabilnego mini-mocarstwa atomowego, Izraela, tuż pod naszymi
          granicami, przy okazji wciągając nas w zupełnie nie leżący w naszym interesie
          konflikt z setkami milionów muzułmanów, których w dodatku szybko przybywa.
          • prawdamoimmieczem Waszyngton przeciw zjednoczonej Europie 19.06.06, 01:12
            dotknąłeś istotnego zagadnienia potencjalnego konfliktu jednoczącej się Europy z
            Imperium americanum więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj
            forum.wprost.pl/ar/?O=336943&NZ=0
            • pablo63 Re: Waszyngton przeciw zjednoczonej Europie 20.06.06, 22:04
              Analiza jest dobra tylko tyle że...USA na Iraku sie "przejechały" a ponadto
              państwa "roponośne" już coraz bardziej otwarcie mówią o przejściu na euro,
              pomijam juz fakt że coraz więcej państw zmienia swe rezerwy walutowe na euro

              Szkoda że nasi politycy tego nie rozumieją...jeszcze
              Pzdr Pablo
    • melipol Re: Imperium to za mało 20.06.06, 06:47
      Brawo - felieton doglebnie przemyslany i powolujacy sie na atoratywne zrodla.

      W swietle tych wypowiedzi interesujaco wygladaja dzialania kolejnych rzadow w
      PL. PL nie jest tak niezalezna jak by sie wydawalo. Ataki na Rosje przez GW
      nareszcie zrozumiale z punktu widzenia bratniej pomocy na drodze przemiany
      kraju w wasalsko-niwolniczy i calkowicie podporzadkownym zydowsko-
      amerykanskiemu imperializmowi.

      W Australi rzad probuje balansowac pomiedzy blokiem brytyjsko-izrael-
      ammerykanskim a Szanghajska Organizacja Wspolpracy. Ciekawe co z tego wyniknie?
    • herr7 jacy Amerykanie? 20.06.06, 08:12
      Pytanie jacy Amerykanie mają te absurdalne mrzonki o światowym imperium? Czy
      może ci co tyrają przez całe życie, korzystają z dwóch tygodni urlopu w roku,
      które zresztą najczęściej spędzają w domu?
      Świat ma nie tyle problem z Ameryką co z jej politycznymi elitami, które
      ukształtowały się podczas zimnej wojny i żyją w całkowitej izolacji od kraju,
      na którym pasożytują. Niestety po zakończeniu zimnej wojny nic się w
      Waszyngtonie nie zmieniło - tak jak wówczas tracone są ogromne środki na
      zbrojenia w warunkach, gdy żaden kraj Ameryce nie zagraża, utrzymuje się
      ogromną armię szpiegów, agentów, "intelektualistów" i rozmaitych "autorytetów".
      Tyle że na rolę światowego hegemona Ameryki nie stać, szczególnie że
      postępujący upadek dolara sprawia, że kraj ten nie będzie mógł w nieskończoność
      liczyć na finansowanie przez resztę świata jego zbrodniczych awantur i całej
      tej żałosnej agentury.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka