Dodaj do ulubionych

Nie publikujcie leksykonu zdrajców

22.07.06, 23:37
Donosiciel, który przez lata nie zdobył się na wyjawienie prawdy i prośbę o
przebaczenie, sam się wykluczył.
A GW jak zwykle widzi ofiary głównie w pomocnikach kata. Cóż, to pewnie
patrzenie przez pryzmat własnego życiorysu...
Obserwuj wątek
    • wojakszwejk Re: Nie publikujcie leksykonu zdrajców 24.07.06, 05:13
      Szanowna Pani HB! Zabieranie przez Panią głosu w sprawie lustracji jest tylko przejawem Pani bezczelności, typowej dla autoautorytetomanii. W tej sprawie skompromitowała się Pani doszczętnie.
    • t-800 Różowe hieny z czerwonego salonu 24.07.06, 23:39
      > Ufam, że ksiądz Popiełuszko, gdyby mógł teraz wrócić na ambonę, powtórzyłby
      to, co wiele razy powtarzał: "Zło dobrem zwyciężaj". Zachęcałby do czynienia
      dobra, do naprawiania zniszczeń. Nie chciałby denuncjować nikogo. Raczej
      przepraszać: nie ustrzegłem was, nie spojrzałem z dostateczną uwagą, nie
      wskazałem drogi ratunku.

      Obrzydliwość.
    • leszek.sopot Mądry i refleksyjny tekst 25.07.06, 01:53
      Apel o napisanie współczesnej historii Kościoła jak najbardziej na czasie. Choć
      książek prawie nikt dziś nie czyta a ludzie powtarzają w nieskończoność
      propagandowe bzdury i prasowe uproszczenia. Po wpisach na forum widać jak
      niezrozumiałe są dla większości realia czasu przeszłego.
      Czasem pytam sam siebie, dlaczego w stanie wojennym czuło się mniej nienawiści
      do wówczas rządzącej nomenklatury, niż teraz. Czy dlatego, że wówczas
      rzeczywiście przejmowaliśmy się naukami Ojca Świętego i kazaniami ks.
      Popiełuszki, a dziś już o tamtych słowach zapomnieliśmy? Czy słowa muszą być aż
      tak ulotne...
    • adrem63 Bez znieczulenia 26.07.06, 16:10
      Rzeczywiście interesujący artykuł H. Bortnowskiej i chcę wierzyć, że nie
      powstał na czyjeś zapotrzebowanie lub zlecenie.
      Ciekawe zwłaszcza przedstawienie powojennej drogi kościoła w postaci jakby
      procesji czy pielgrzymki, która zmierza, chociaż niestety wężykiem, w
      wytyczonym przez opatrzność kierunku gdy już rzeczywiste ruchy jednostek są
      całkowicie nieskoordynowane.
      Taki obraz kusi do porównania drogi całego społeczeństwa polskiego w czasach
      powojennej rzeczywistości.
      Taki obraz jest niby dobry, bo zaciera jakby podziały i odmienności wewnątrz
      strumienia jednostek, który jawi się z daleka jako szara zhomogenizowana masa.
      Nic z tego, gdy zaświeciło słońce wolności, wszystkie barwy i odmienności stały
      się znów bardzo widoczne i rażące, ale to już temat do innych rozważań.

      Wracając do Kościoła, autorka odkryła wprawdzie drogę do „domu Ojca”, ale jest
      to droga kręta, wiedzie przez pobocza, przez ogródek i tylne wejście.
      Diagnozować należy ostrożnie, żeby broń boże nikogo nie skrzywdzić, w żadnym
      wypadku nie wykluczać, to nie kolaboranci są winni, oni są ofiarami systemu, w
      końcu wszyscyśmy ofiarami tamtego systemu i jego złych ludzi. I z tym chętnie
      może się oczywiście wielu zgodzić.
      Można iść dalej mówiąc: każdy jest winny tak jak czuje się winny, katolik może
      się wyspowiadać uzyskać rozgrzeszenie i żyć w poczuciu czystości.

      Z drugiej strony to jednak chodzi o Kościół i jego przedstawicieli, których
      zadania wykraczają poza odprawianie mszy i dbanie o budynki i sprzęty kościelne.
      Chodzi o krzewienie określonego systemu wartości, i o rząd dusz.
      Do tych celów nie nadają się ludzie splamieni, donosiciele, karierowicze,
      homoseksualiści, pedofile, alkoholicy i inni jawnogrzesznicy, choćby i byli
      najmądrzejsi.

      Dlatego Kościół stoi przed bardzo trudnym zadaniem – zdiagnozowanie i
      wykluczenie w zróżnicowany sposób tych, którzy utracili zdolność pozytywnego
      oddziaływania na wiernych.
      W rozwiązaniu tego zadania musi mu pomóc „Ten Najtajniejszy” współpracownik jak
      go określił Jan Turnau, bo bez tej pomocy, jak widać, hierarchia kościelna nie
      poradzi sobie sama.

      Ta diagnoza i terapia zaboli niektórych, ale jak mówią Niemcy lepszy koniec z
      bólem niż ból bez końca.
    • acho Re: Nie publikujcie leksykonu zdrajców 26.07.06, 23:52
      Tak oto ks. Popiełuszko zostaje przywołany jako ten, który dziś z pewnością potępiłby lustrację i
      przepraszał tajnych współpracowników bezpieki, która go zabiła... Wstrętne.

      Więcej: Piąta Władza
    • zbigniew54 Re: Nie publikujcie leksykonu zdrajców 01.08.06, 13:39
      Jestem za publikacją leksykonu zdrajców, mój tato był aresztowany gdy miałem
      sześć miesięcy i nikt nam i(a byłem już szustym dzeckiem na świecie w mej
      rodzinie)mojej mamie nie pomógł. Moja mam w tedy nie pracowała, to proszę sobie
      wyobrazić jaka była bieda. Kościół odwrócił się od naszej rodziny,żadnego
      wsparcia nie było,tylko dzięki rodzinie mamy,i życzliwych ludzi przeżyliśmy ten
      okres. Tak więc nie ma litości dla zdrajców,zgodnie z przykładem Kościoła
      Katolickiego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka