Dodaj do ulubionych

Bielan: Nie dla dymisji Mojzesowicza

28.08.06, 10:38
Tak! Tak! Skaczcie sobie do gardeł a nuż będą nowe wybory a wtedy już
postaramy się was wyrzucić na śmietnik... historii ;-)
Obserwuj wątek
    • heyoza Ciekawe czy Lepper da sie przkupić ? 28.08.06, 10:45
      Czy tylko o to mu chodziło gdy domagał sie zdjęcia Mojzesowicza.Mam szczerą
      nadzieję że nie i że wkońcu się coś ruszy,a koalicja imploduje
      • pierot6 heyoza..Leper to zakłamany ćwok i przestępca! 28.08.06, 11:01
        to buc, bez zasad moralnych!
        • heyoza pierot6 właśnie na to liczę że nie dotrzyma umów 28.08.06, 11:17
          koalicyjnych jako ćwiok i buc bez zasad,że jego własna urażona duma i
          prezydenckie ambicyjki rozsadzą od środka tą chorą koalicyjkę rządzącą w tej
          chwili naszym krajem
          • poszeklu Lepper szuka winnego zapasci eksportu do Rosji 28.08.06, 15:00
            Najpierw mowol, ze to przez Macierewicza nie doszlo do
            odwolania embargo Rosji na polska zywnosc. Teraz nieomieszka
            zrzucic wine na swojego doradce.
            • borow4 czy to TW Bielan? 29.08.06, 12:21
              nn
      • dzyndzelbaum Bielan z Czarnym Mózgiem 28.08.06, 11:16
        Ten typek Mojzesowicz jak był u nas to sam słyszałem ,mówił że rząd nic nam nie
        pomoże bo nie ma skąd wziąć bo budżet nie przewiduje za mała rezerwa i takie tam.
        Kopie własny rząd i jeszcze go broni taki tęmpy smarkacz.
    • hwadu Walizka Leppera z milionem dolarów od Smithfielda 28.08.06, 11:22
      "Gazeta Polska" o Lepperze i Smithfieldzie. Dlaczego Lepper najpierw zawzięcie
      zwalczał amerykańską firmę mięsną, a potem zmienił front. Czy przekonali go do
      tego szefowie amerykańskiej firmy?
      "W 1999 r. Andrzej Lepper obiecał rolnikom walkę z wyniszczającą rodzinne
      gospodarstwa konkurencją - wkraczającą na polski rynek amerykańską korporacją
      mięsną Smithfield. Po kontaktach z szefami firmy, którzy - jak przyznaje lider
      Samoobrony - zaproponowali mu pieniądze, zaprzestał swych protestów. A na
      interesach z firmą ściśle związaną ze Smithfieldem zarabia dziś współpracownik
      Leppera" - pisze środowa "Gazeta Polska".

      Smithfield to największy na świecie producent wieprzowiny. Działalność koncernu
      od lat budzi w USA protesty ekologów. Podkreślają oni, że na farmach
      Smithfielda hoduje się nawet i po kilkaset tysięcy świń stłoczonych w
      metalowych kojcach, bez światła dziennego i ściółki. Ich odchody
      zanieczyszczają glebę i zbiorniki wodne. Wokół farm panuje nieznośny smród.
      Innym ubocznym skutkiem działalności Smithfielda jest upadek drobnych
      gospodarstw hodowlanych, które nie mają szans w konkurencji z potentatem.

      W 1999 r. Smithfield postanowił wejść do Polski. Był to czas masowych blokad
      Samoobrony skierowanych przeciwko polityce rządu Jerzego Buzka. Jak pisze "GP",
      Lepper zbliżył się w tym czasie do środowisk ekologicznych. Wraz ze swą prawą
      ręką Januszem Malewiczem pojechał do USA na koszt ekologicznej organizacji
      Animal Welfare Institute. Oglądał spustoszenia, jakich dokonał Smithfield,
      pikietował siedzibę koncernu, obiecywał powstrzymać ekspansję firmy w Polsce.
      Zachwyceni amerykańscy ekolodzy przyznali Lepperowi medal.

      Rok później Lepper nawiązuje kontakt z przedstawicielami Smithfielda w Polsce.
      Opowiada Malewicz: „Wiem o trzech spotkaniach (...). Do pierwszego doszło w
      siedzibie Samoobrony. Animex, będący częścią Smithfielda, reprezentował pan
      Marek Gurdziel. Drugie odbyło się w siedzibie Animeksu w Warszawie. Wziął w nim
      udział pan Baxter, zastępca szefa Smithfielda. W mojej obecności zaproponował
      nam pieniądze. Powiedział dokładnie, że może »wspierać działalność
      związkową «”. Ile? „GP” przypomina, że podczas dawnych protestów sam Lepper
      twierdził, że firma proponowała mu 1,5 mln dol. łapówki.

      Malewicz kontynuuje: "Wiem, że było jeszcze trzecie spotkanie między Lepperem i
      Baxterem, w cztery oczy. Po tym spotkaniu Lepper kazał zabrać samochodem
      dostawczym pięć tysięcy kaset z filmem obciążającym firmę Smithfield. Samochód
      należał do Stanisława Łyżwińskiego, obecnego posła Samoobrony".

      Ciąg dalszy przedstawia Leszek Zwierz, b. działacz Samoobrony: "Wiem, że
      podczas spotkania Lepper otrzymał pieniądze w gotówce. Kasety z filmem o
      Smithfieldzie zostały wywiezione i spalone w betoniarni w Hucie Skaryszewskiej
      koło Radomia, należącej do Łyżwińskiego".

      Mało tego - "GP" ustaliła, że działacz wielkopolskiej Samoobrony Mirosław
      Tomikowski pracuje dla związanej ze Smithfieldem spółki Prima Farm (dostarcza
      świnie do tuczenia). Zarabia na tym ponoć 16 tys. zł miesięcznie.

      Efekt związków Leppera z korporacją jest taki, że protesty Samoobrony przeciwko
      Smithfieldowi ucichły. Boje z potentatem toczą już tylko lokalne organizacje
      pozarządowe, a ślady zaangażowania w sprawę Samoobrony usuwane są z jej strony
      internetowej. Choć Lepper, zapytany przez "GP", wciąż utrzymuje, że jest
      przeciwnikiem Smithfielda i zapewnia, że żadnych układów między między nim a
      amerykańską firmą nie było. Podobnie twierdzą w Smithfieldzie.

      Z pojedynku Rokita - Lepper w Radiu Zet

      Lider PO Jan Rokita do Andrzeja Leppera: "Do pewnego momentu Pan (...) zwalczał
      publicznie, gwałtownie, nawet na Pańskiej stronie internetowej to przeczytałem,
      firmę Smithfield. (...) Ostatnio Pan ją przestał zwalczać. Pan podejmuje
      rozmaite kampanie, (...) po czym w tajemniczych okolicznościach, gwałtownie się
      Pan wycofuje (...).

      Lepper: "(...) To Lepper był przesłuchiwany w prokuraturze, to Lepper był
      ścigany za to, ze te fermy blokował. (...) Pan mnie śmie zarzucać, że ja się z
      kimś dogadałem, że brałem łapówkę".


      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,1972589.html
      • hwadu Walizka Leppera z milionem dolarów od Smithfielda 28.08.06, 13:07
        Polacy, brońcie swoich świń i kraju!
        Gazeta Wyborcza, Robert F. Kennedy jr 03-10-2003
        Jeśli poddacie się terrorowi amerykańskiego koncernu Smithfield Foods, wasze
        powietrze i rzeki zostaną zatrute, zamiast wieprzowiny ludzie będą jeść
        chemiczne świństwo, a rolników czeka los chłopów pańszczyźnianych na własnej
        ziemi - twierdzi amerykański ekolog Robert F. Kennedy jr

        Jeżeli Polska ma rozkwitnąć w nurtach globalnej gospodarki, zamiast w nich
        utonąć, musi dostrzec swą niezwykłą siłę i uwierzyć w siebie.

        Jestem przewodniczącym amerykańskiej organizacji ekologicznej Waterkeeper
        Alliance (Związek Obrońców Wody). Jestem też liderem koalicji, która skupia
        ruchy w obronie gospodarstw rodzinnych, rybaków, środowiska naturalnego,
        zwierząt i zdrowej żywności, a także stowarzyszenia religijne i obywatelskie.
        Połączyła nas walka z koncernem Smithfield Foods. Przez ostatnie 18 miesięcy
        byłem w Polsce dwukrotnie, by ostrzec was przed konsekwencjami wpuszczenia tego
        koncernu do Polski.

        Smithfield to jedna z ponadnarodowych korporacji, które przekształciły
        tradycyjny chów zwierząt w przemysłową produkcję mięsa. Jest największym na
        świecie hodowcą świń, w USA opanował prawie 30 proc. rynku wieprzowiny. Jest
        też jednym z największych trucicieli wód i powietrza w mojej ojczyźnie.
        Smithfield wraz z innymi koncernami wyrugował dziesiątki tysięcy drobnych
        rolników z ich ziemi, pozbawił pracy tysiące rybaków, rozbił społeczności
        lokalne, zniszczył zdrowie mieszkańców wsi - a przy tym w niewyobrażalnie
        okrutny sposób traktuje miliony zwierząt hodowlanych.

        Cztery lata temu, w roku 1999, Smithfield rozpoczął przejmowanie byłych PGR-ów
        i zakładów mięsnych w Polsce. 22 lipca br. miałem okazję wysłuchać w
        zapełnionej po brzegi sali konferencyjnej Senatu RP wiceprezesa koncernu Gregga
        Schmidta, który zapewniał, że jego firma zmodernizuje polskie rolnictwo,
        przyniesie dobrobyt i pracę społecznościom wiejskim.

        Przez ostatnie dwie dekady Smithfield i jego sojusznicy składali identyczne
        obietnice mieszkańcom Karoliny Północnej - rolniczego stanu USA. W odpowiedzi
        senat stanowy przyjął regulacje prawne, by ułatwić im inwestycje. Dzięki temu
        Smithfield mógł zbudować w hrabstwie Bladen największą rzeźnię świata, gdzie
        każdego dnia zabija się 30 tys. świń. Z siłą lawiny ruszyła produkcja trzody
        metodami przemysłowymi.

        Przemysł śmierci

        Smithfield Foods był z początku niewielką firmą z Wirginii trudniącą się
        jedynie przetwórstwem mięsa. Jej szef Joe Luter zaczął jednak skupować hodowle
        świń, by kontrolować całość produkcji - od prosięcia do schabowego. Luter,
        który sam o sobie mówi: "twardy człowiek w twardym biznesie", mieszka w Nowym
        Jorku, w pałacyku wartym 17 mln dolarów.

        Smithfield buduje chlewnie o rozmiarach boiska do piłki nożnej, gdzie tysiące
        manipulowanych genetycznie świń żyją wtłoczone w małe metalowe kojce - bez
        światła dziennego i ściółki, bez możliwości ruchu, rycia w ziemi czy kontaktu z
        innymi zwierzętami.

        Utrzymywane są przy życiu przez ciągłe podawanie antybiotyków i substancji
        zawierających metale ciężkie. Cała ta chemia ląduje w odchodach zwierząt. A
        świnia wytwarza dziesięciokrotnie więcej odchodów niż człowiek! W jednym z
        obiektów Smithfielda w stanie Utah żyje 850 tys. świń, które wytwarzają więcej
        ścieków niż Nowy Jork!

        Odchody spływają przez otwory w podłodze do podziemnego zbiornika, skąd co
        jakiś czas wypompowuje się je do olbrzymich szamb, eufemistycznie
        zwanych "lagunami". Podczas gdy miasta zobowiązane są do utylizacji
        ścieków, "fabryki mięsa" wylewają nieprzerobioną gnojowicę na pola. Odchody
        docierają do wody gruntowej lub wraz z wodą deszczową spływają do strumieni,
        rzek i jezior.

        Ścieki to prawdziwie diabelska mikstura. Zawierają prawie 400 substancji
        toksycznych - metale ciężkie, antybiotyki, hormony, pestycydy, dziesiątki
        drobnoustrojów i wirusów. Antybiotyki z tej "trującej zupy" przyczyniają się do
        rozwoju superbakterii odpornych na leki.

        Odchody zatruły już wody gruntowe 34 stanów USA. Związki azotu powodują zgony
        noworodków i niedorozwój umysłowy dzieci. Skażenia przyniosły choroby i śmierć
        tysięcy Amerykanów. W 1993 r. w 800-tysięcznym Milwaukee połowa mieszkańców
        zachorowała wskutek zatrucia wody pitnej przez pobliską rzeźnię; 114 osób
        zmarło.

        Ścieki stały się świetną pożywką do rozwoju w wodach przybrzeżnych nieznanego
        wcześniej mikroorganizmu Pfisteria piscicida. Mikrob ów zabija co roku miliony
        ryb; na ich ciele pojawiają się otwarte niegojące się rany. Ludzie łowiący ryby
        lub kąpiący się w tych wodach mają poważne problemy z oddychaniem i narażeni są
        na uszkodzenie mózgu.

        15 lat temu Karolina Północna miała jedne z najczystszych wód w całej Ameryce.
        Dziś jej wody należą do najbardziej zanieczyszczonych. W samym tylko 1995 r.
        wyciek ze zbiornika płynnych odchodów zwierzęcych spowodował śmierć miliarda
        ryb w rzece Neuse. Władze stanowe musiały użyć buldożerów, by usunąć zwały
        martwych ryb z atlantyckich plaż Pamlico i Albermarle.

        Również obecnie na skutek ekspansji Smithfielda rzeka Neuse jest tak
        zanieczyszczona, iż rokrocznie ginie w niej 100 mln ryb. Skórę tamtejszych
        rybaków pokrywają ropiejące rany. Pfisteria pojawiła się także w stanie
        Maryland, gdzie władze stanowe ze względów sanitarnych wyłączyły z użytkowania
        rzeki wpadające do zatoki Chesapeake.

        Smród z chlewni przemysłowych przekracza wszelkie wyobrażenie. Okoliczni
        mieszkańcy duszą się, wymiotują, mdleją... Nie mogą już otworzyć okna, wywiesić
        wypranej bielizny. Jedzenie, które zechcemy spożyć w odległości kilku
        kilometrów od fermy, będzie miało zapach i smak świńskich odchodów. Fetor może
        przyprawić o mdłości osoby lecące w samolocie 1000 metrów nad chlewnią!

        Najnowsze ekspertyzy agend rządowych USA dowodzą, że toksyczność wyziewów
        przekracza federalne normy sanitarne i ekologiczne. Jedno z badań wykazało, że
        codziennie z chlewni ulatują w powietrze miliony bakterii odpornych na
        antybiotyki. Niektóre fermy wydzielają siedmiokrotnie więcej substancji
        szkodliwych wywołujących ataki astmy, niż dopuszcza ustawa o czystości
        powietrza.

        Pańszczyzna na własnej ziemi

        Każda nowa ferma przemysłowa prowadzi do bankructwa dziesiątków rodzinnych
        gospodarstw. Ponieważ zwierzęta mają zerową opiekę, dwóch robotników może
        obsługiwać fermę z 10 tys. świń. Praca tych ludzi należy do najbardziej
        niebezpiecznych i najgorzej opłacanych w USA. Robotnicy rzadko wytrzymują
        dłużej niż kilka miesięcy. W dużych rzeźniach, także Smithfielda, rotacja załóg
        wynosi 100 proc. rocznie.

        Weźmy choćby Karolinę Północną, drugi co do wielkości stan pod względem
        produkcji trzody chlewnej. Dwadzieścia lat temu było 27 tys. gospodarstw
        rodzinnych hodujących świnie. Dziś nie pozostał prawie nikt; rolników zastąpiło
        2200 ferm, z których 1600 należy do Smithfielda. Koncern przejął 75 proc. całej
        produkcji trzody.
        W stanie Iowa "fabryki świń" spowodowały upadek 45 tys. niezależnych hodowców.
        Spośród pozostałych 10 tys. aż połowa kontrolowana jest przez Smithfielda i
        kilka innych korporacji. A Joe Luter w rozmowie z "Washington Post"
        zapowiedział, że zmieni Polskę w "europejski stan Iowa"!

        Każdy rolnik, który podpisuje kontrakt ze Smithfieldem, staje się chłopem
        pańszczyźnianym na własnej ziemi. Koncern uzależnia go od siebie. Po pewnym
        czasie rolnicy mogą sprzedawać świnie tylko tej jednej firmie, akceptując
        dyktowane przez nią warunki i ceny. Nie mają wyboru.

        Po utworzeniu wielkich ferm koncern zalał rynek wieprzowiną. Cena żywca, jaką
        uzyskiwali rolnicy, spadła z 1,20 dolara do 16 centów za kilogram. Ponieważ
        koszt produkcji wynosi 72 centy za kilogram, niemal wszyscy drobni hodowcy
        splajtowali. Ostali się ci, którzy podpisali kontrakty ze Smithfieldem. Koncern
        wszakże nie stracił na spadku cen żywca, ponieważ cena szynki czy boczku w
        sklepach pozostała niezmieniona.

    • el_bigos ciekawe, którego polityka czepi się następnym 28.08.06, 11:29
      razem Lepper żeby wydrzeć kolejne stanowiska
    • piskoala Bielan: Nie dla dymisji Mojzesowicza 28.08.06, 11:43

      Jeszcze jeden doradca geniusza PiSstrategii.
      Z tytułu wynikało dla mnie --
      Nie dla .... i już myślałem, że włączył się arcygeniusz
      minonych strategii dla przygłupich i nierozgarniętych Urban,
      który jawił mi się jako doradca i tej ekipy.
      Ekipa tak samo traktuje ciemny lud a my od lat
      uważamy ich za-kocie-gó...


      ----
      viva la koala de la IV RP: PiS/SO/PRL
      • piskoala Re: Bielan: Nie dla dymisji Mojzesowicza 28.08.06, 11:46
        piskoala napisał:
        ... w poprzednim pości automat mnie ocenzurował
        > uważamy ich za-kocie-gó...

        poprawiam się

        PiS-g-ó-w-n-o

        > ----
        > viva la koala de la IV RP: PiS/SO/PRL
    • bercik_28 Wybiórcza amnezja? 28.08.06, 11:50
      Bielan powiedział, że likwidacja WSI była jednym z głównych postulatów
      przedwyborczych PiS. "Zdecydowana większość wyborców, którzy głosowali na PiS,
      głosowało też na nas ze względu na to, że głosiliśmy potrzebę likwidacji WSI..."
      Jasne!! Ludzie nie chcieli "Taniego Panstwa", obniżenia podatków, 3 mln
      mieszkań, tylko akurat likwidacji WSI. Politycy PiSu jeśli chodzi o obietnice
      przedwyborcze cierpią chyba na wybiórcza amnezje.
    • rejtann Mojzesowicz, Lepper i dolary Smithfielda 28.08.06, 11:54
      "Gazeta Polska" o Lepperze i Smithfieldzie. Dlaczego Lepper najpierw zawzięcie
      zwalczał amerykańską firmę mięsną, a potem zmienił front. Czy przekonali go do
      tego szefowie amerykańskiej firmy?
      "W 1999 r. Andrzej Lepper obiecał rolnikom walkę z wyniszczającą rodzinne
      gospodarstwa konkurencją - wkraczającą na polski rynek amerykańską korporacją
      mięsną Smithfield. Po kontaktach z szefami firmy, którzy - jak przyznaje lider
      Samoobrony - zaproponowali mu pieniądze, zaprzestał swych protestów. A na
      interesach z firmą ściśle związaną ze Smithfieldem zarabia dziś współpracownik
      Leppera" - pisze środowa "Gazeta Polska".

      Smithfield to największy na świecie producent wieprzowiny. Działalność koncernu
      od lat budzi w USA protesty ekologów. Podkreślają oni, że na farmach
      Smithfielda hoduje się nawet i po kilkaset tysięcy świń stłoczonych w
      metalowych kojcach, bez światła dziennego i ściółki. Ich odchody
      zanieczyszczają glebę i zbiorniki wodne. Wokół farm panuje nieznośny smród.
      Innym ubocznym skutkiem działalności Smithfielda jest upadek drobnych
      gospodarstw hodowlanych, które nie mają szans w konkurencji z potentatem.

      W 1999 r. Smithfield postanowił wejść do Polski. Był to czas masowych blokad
      Samoobrony skierowanych przeciwko polityce rządu Jerzego Buzka. Jak pisze "GP",
      Lepper zbliżył się w tym czasie do środowisk ekologicznych. Wraz ze swą prawą
      ręką Januszem Malewiczem pojechał do USA na koszt ekologicznej organizacji
      Animal Welfare Institute. Oglądał spustoszenia, jakich dokonał Smithfield,
      pikietował siedzibę koncernu, obiecywał powstrzymać ekspansję firmy w Polsce.
      Zachwyceni amerykańscy ekolodzy przyznali Lepperowi medal.

      Rok później Lepper nawiązuje kontakt z przedstawicielami Smithfielda w Polsce.
      Opowiada Malewicz: „Wiem o trzech spotkaniach (...). Do pierwszego doszło w
      siedzibie Samoobrony. Animex, będący częścią Smithfielda, reprezentował pan
      Marek Gurdziel. Drugie odbyło się w siedzibie Animeksu w Warszawie. Wziął w nim
      udział pan Baxter, zastępca szefa Smithfielda. W mojej obecności zaproponował
      nam pieniądze. Powiedział dokładnie, że może »wspierać działalność
      związkową «”. Ile? „GP” przypomina, że podczas dawnych protestów sam Lepper
      twierdził, że firma proponowała mu 1,5 mln dol. łapówki.

      Malewicz kontynuuje: "Wiem, że było jeszcze trzecie spotkanie między Lepperem i
      Baxterem, w cztery oczy. Po tym spotkaniu Lepper kazał zabrać samochodem
      dostawczym pięć tysięcy kaset z filmem obciążającym firmę Smithfield. Samochód
      należał do Stanisława Łyżwińskiego, obecnego posła Samoobrony".

      Ciąg dalszy przedstawia Leszek Zwierz, b. działacz Samoobrony: "Wiem, że
      podczas spotkania Lepper otrzymał pieniądze w gotówce. Kasety z filmem o
      Smithfieldzie zostały wywiezione i spalone w betoniarni w Hucie Skaryszewskiej
      koło Radomia, należącej do Łyżwińskiego".

      Mało tego - "GP" ustaliła, że działacz wielkopolskiej Samoobrony Mirosław
      Tomikowski pracuje dla związanej ze Smithfieldem spółki Prima Farm (dostarcza
      świnie do tuczenia). Zarabia na tym ponoć 16 tys. zł miesięcznie.

      Efekt związków Leppera z korporacją jest taki, że protesty Samoobrony przeciwko
      Smithfieldowi ucichły. Boje z potentatem toczą już tylko lokalne organizacje
      pozarządowe, a ślady zaangażowania w sprawę Samoobrony usuwane są z jej strony
      internetowej. Choć Lepper, zapytany przez "GP", wciąż utrzymuje, że jest
      przeciwnikiem Smithfielda i zapewnia, że żadnych układów między między nim a
      amerykańską firmą nie było. Podobnie twierdzą w Smithfieldzie.

      Z pojedynku Rokita - Lepper w Radiu Zet

      Lider PO Jan Rokita do Andrzeja Leppera: "Do pewnego momentu Pan (...) zwalczał
      publicznie, gwałtownie, nawet na Pańskiej stronie internetowej to przeczytałem,
      firmę Smithfield. (...) Ostatnio Pan ją przestał zwalczać. Pan podejmuje
      rozmaite kampanie, (...) po czym w tajemniczych okolicznościach, gwałtownie się
      Pan wycofuje (...).

      Lepper: "(...) To Lepper był przesłuchiwany w prokuraturze, to Lepper był
      ścigany za to, ze te fermy blokował. (...) Pan mnie śmie zarzucać, że ja się z
      kimś dogadałem, że brałem łapówkę".
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,1972589.html
      Ministerstwo Rolnictwa 2003: "Smithfield to jeden z największych trucicieli wód
      i ziemi w USA
      Monopolizuje rynek - pozbawia pracy rolników, rybaków , rozbija społeczności
      lokalne, w okrutny sposób traktuje zwierzęta.
      Odchody świń z jego ferm trafiają na pola , a stąd do do wody gruntowej lub z
      deszczami do strumieni, rzek i jezior.
      Jedna ferma w UTAch (850 tys. świń) wytwarza więcej ścieków niż Nowy Jork.
      W Milwaukee wskutek zanieczyszczenia przez koncern rzek zginęło 114 osób to
      tylko jeden z serii przykładów
      Koncern korumpuje polityków, a politycy niechętni koncernowi są niszczeni w
      prasie i szykanowani
      Smithfield łamie prawo.
      Po spotkaniu władz firmy z Jerzym Buzkiem rząd zaczął zamykać małe rzeźnie, by
      zniszczyć konkurencję dla koncernu. Poza tym rząd zmienił kwalifikację prawną
      płynnej gnojowicy, wprowadzono zmiany w ustawie o ochronie zwierząt. Subsydia
      rządowe do eksportu wieprzowiny przypadły koncernowi.
      Wojewoda wielkopolski odmówił działalności Smithfielda w Więckowicach, ale
      Ministerstwo Ochrony Środowiska uchyliło tę decyzję.
      Smithfield już niszczy drobnych rolników - w zachodniopomorskiej zamykane są
      małe rzeźnie, a wielkie rzeźnie nie biora świń od małych gospodarstw.
      "Smithfield użyje swojego ogromnego bogactwa, by poprzez wpływy wśród
      urzędników rządowych zdobyć monopol."

      www.mos.gov.pl/2aktualnosci/przeglad_prasy/2003pazdziernik/06_10_2003.shtml
    • tzetze1 Oj Bielan Bielan 28.08.06, 12:04
      Likwidacja WSI zajmuje sie czlowiek psychicznie chory. I to jest zagrozenie,
      kundlu Kartofla
    • grali1 Bielan: Nie dla dymisji Mojzesowicza 28.08.06, 12:13
      Czy takie Bielany, Kurskie i inne Kamińskie zawsze muszą w polityce istnieć?!
      Okropność.
    • hwadu Samoobrona i Jeden z głównych aferzystów III RP 28.08.06, 13:03
      Jeden z głównych aferzystów III RP kupił blisko milionowy dług Janusza
      Maksymiuka - prawej ręki Andrzeja Leppera. Dlaczego?

      Dolnośląski poseł Janusz Maksymiuk to dziś bliski współpracownik
      przewodniczącego Samoobrony i współtwórca paktu stabilizacyjnego zawartego z
      PiS i LPR.

      Ryszard Bonda - pozbawiony immunitetu poseł ubiegłej kadencji (Samoobrona,
      potem niezależny) - ma na koncie kilka spraw karnych. W najważniejszej jest
      sądzony za zagarnięcie 27 tys. ton zboża (w tym z rezerw państwowych) o
      wartości ponad 11 mln zł. Bonda na rozprawy nie przychodzi, wciąż jest chory,
      sędzia grozi mu aresztem.

      Obu połączył dług. Maksymiuk był największym dłużnikiem szczecińskiej firmy
      Fosfan SA (przed prywatyzacją - państwowy Superfosfat); nie zapłacił jej za
      nawozy. Ale jego dług, szacowany na 850 tys. z odsetkami, ktoś kupił. Kto?

      - Zobowiązaliśmy się do zachowania w tajemnicy zarówno kupującego dług, jak i
      cenę - mówi Jacek Ciubak, prezes Fosfanu SA. - Zrobiliśmy dobry interes. Umowa
      sprzedaży tej wierzytelności była bezwarunkowa, co oznacza, że kupujący nie
      mógł nam jej "zwrócić", gdyby nie był w stanie wyegzekwować długu.

      - Czy to Ryszard Bonda kupił ten dług?

      - Nie mogę odpowiedzieć na tak sformułowane pytanie.

      Z dwóch wiarygodnych źródeł wiemy jednak, że dług polityka kupiła firma Bondy.

      Długi (ściślej: wierzytelności) kupuje się po to, by na nich zarobić. Według
      specjalistów od tego handlu długi polityków to obecnie chodliwy towar, gdyż
      politycy w obawie przed kompromitacją szybko oddają pieniądze egzekutorom.

      Mówi właściciel firmy handlującej długami: - Od polityka łatwiej dług ściągnąć,
      jest bardziej podatny na argumenty takie jak zawiadomienie partii,
      kontrahentów, dziennikarzy albo wręcz ogłoszenia w prasie. Polityka to
      rozmiękcza.

      Ryszard Bonda jest nieuchwytny dla dziennikarzy, nie zdołaliśmy go zapytać, po
      co mu dług Maksymiuka.

      Maksymiuk sam przyznaje, że jest niewypłacalny. Jego długi szacuje się łącznie
      na blisko 3 mln zł. Mówi nam: - Dostałem pismo z jakiejś firmy, że kupiła mój
      dług. Nie pamiętam jej nazwy. Nie wiem, co to dla mnie oznacza. Mówi pan, że za
      tym stoi Ryszard Bonda?! No to chyba będę miał kłopoty.

      Pytamy właściciela firmy handlującej długami, czy kupiłby dług
      Maksymiuka "bezwarunkowo"?

      - Na takim długu bym stracił. Ten pan ma kilkuletnie długi, więc powinno się je
      kupić dość tanio, powiedzmy za 15-20 proc. głównej należności. Musiałbym więc
      od pana Maksymiuka odzyskać co najmniej 30 proc. wartości długu. A on tyle nie
      da, bo nie ma.

      Po co więc ktoś kupił jego dług? - pytamy dalej. - Może ktoś podstawiony przez
      pana Maksymiuka za jego pieniądze kupił. Niezbyt to ładnie ani legalnie, ale
      tak się robi - mówi handlarz długami. - A może ktoś chce mieć tego pana w
      szachu? Czyli odnieść jakąś korzyść niepieniężną. Może powiedzieć na
      przykład: "Teraz idziemy do komornika i wchodzimy na pana poselskie diety".
      Albo: "Sprzedamy pana dług firmie krzak reprezentowanej przez czterech
      wysportowanych gości ze Wschodu". To kwestia indywidualnego podejścia do
      człowieka.

      Znany zachodniopomorski polityk, który chce być anonimowy: - Bondę i Andrzeja
      Leppera łączą nadal bardzo ciepłe stosunki. Według mojego rozeznania Bonda
      zrobił po prostu koleżeńską przysługę kolegom ze swojej drużyny.

      ŹRÓDŁO:
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3168405.html
      • hwadu Samoobrona i Jeden z głównych aferzystów III RP 28.08.06, 13:13
        Sejm huczy od przypuszczeń na temat prawdziwych powodów ofensywy lidera
        Samoobrony, wicepremiera Andrzeja Leppera. W parlamentarnych kuluarach coraz
        częściej spotkać można byłego posła Ryszarda Bondę, ściganego za kradzież
        zboża. Choć Samoobrona w poprzedniej kadencji wyrzuciła go z klubu, to nadal
        utrzymuje z nim kontakty. Według naszych informacji, przed kilkunastoma dniami
        Bonda miał odwiedzić prezesa firmy Elewarr Janusza Kuffela. Spółce tej zalega z
        zapłatą 8 mln zł. Zaproponował układ: wpłaca milion, a dług jest mu darowany.
        Kuffel się nie zgodził, więc Bonda wstał i wyszedł ze słowami: "To załatwimy to
        inaczej". Tydzień później Kuffel nie był już prezesem. Niewykluczone, że w ten
        sposób szef Agencji Rynku Rolnego Roman Wenerski, dobry znajomy brata lidera
        SLD Wojciecha Olejniczaka, chciał przypodobać się Lepperowi, by nie stracić
        posady. Niewykluczone, że mianowany prezesem za czasów rządów SLD Wenerski może
        zostać odwołany.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka