Dodaj do ulubionych

Kradzież języka

25.09.06, 22:00
Podziwiam pracę krytyka za konieczność czytania takich rzeczy, bo ja po kilku
zdaniach nie podobających się tracę zdolność przyswajania :( Z ,,zarysu''
wynika, że czytał... i mam nadziej, bo ktoś musi takie rzeczy przełknąć
zamiast nas ;-)
Obserwuj wątek
    • tsulej Re: Kradzież języka 26.09.06, 10:29
      No dobrze...
      Zajarzyłem przekaz, ot Znak nie chce brudzić sobie rąk jakimiś szmatławymi
      wydawnictwami i zrobiło wydawnictwo córkę (czy tam syna). Drugim przekazem jest
      przykład takiego szmatławego wydawnictwami. I wszystko ok, to rozumiem.
      Ale gdzie tu tytułowa kradzież języka? Może mi to ktoś jakoś bardziej
      łopatologicznie wyjaśnić? Mam wrażenie, że autor coś przekombinował tutaj...
      • 1410_tenrok Kradzież języka??? Nieporadnosci recenzenta (na zl 26.09.06, 12:54
        ecenie???).
        Prosty zabieg formalny:
        otworzyli kiche, aby zarabiac
        Czy Maciąg to Miłosz (czy pepegi to adidas?; czy szynka parmenska to kaszanka;
        czy ferrari to syrenka......). Krasimy to paroma ostrymi cytatami. I juz ich
        mamy!!!
        Ale idzmy dalej!!!!
        Kolejny zabieg formalny (pod mohairy). Opis wiarołomstwa..... i zdrad
        małzenskich zycia bez sensu - inteligentów i nowobogackich........ Opisany
        beznadziejnym jezykiem małolata.....
        Trafiony! Zatopiony!
        Ergo!!!!
        Takie dobre wydawnictwo i taka porażka.......
        No nie!!!!
        Bingo i strzał w dziesiątke!!!
        W moim miescie istnieje p. Pułka z GW. Chodzi po knajpach. Jak go miło nie
        przyjmą i nie zapchają bebechów do imentu - to takie "rezencje" (he, he, he)
        pisze, że właściciel natychmiast plajtuje....
        Nie znami te numery Brunner!!!!
      • bumm Re: Kradzież języka 26.09.06, 13:25
        Wydaje mi się to dość oczywiste - "kradzież języka", bowiem literatura niskich
        lotów opisana jest jakby to była rewelacja literacka, a zwykły produkt dla
        szerokich mas czytelniczych ukazany jako wspaniały debiut. Nie rozumiem
        złośliwości pod adresem autora artykułu: krytyk napisał, że nie podoba mu się
        sposób promowania książek, bo - że się posłużę zaistniałym tu określeniem -
        sprzedaje się kaszankę jakby to była szynka parmeńska. Kaszanka zaś to kaszanka
        i nie ma nic złego w jej produkowaniu - tylko uczciwość nakazuje, by nie
        przyklejać jej etykiety "prosciutto italiano supremo". Złośliwości artykułu
        zatem uzasadnione.
        Przeczytałem też felieton Piątka na Czytelni, a potem zagłębiłem się w stronę
        Otwartego - rzeczywiścuie jest ona pretensjonalna i w marnym guście. Pomijam
        niedociągnięcia językowe (dwa razy "nasze pierwsze książki" w pierwszym
        zdaniu). Biogram autorki Niewyspanych rzeczywiście przekuriozalny. Czyli - jest
        się z czego nabijać.
        • 1410_tenrok Złosliwy to ja nie nie jestem!!! 26.09.06, 14:01
          Pisząc o prosciutto di Parma chciałem dokładnie to wyrazić, co powiedziałeś
          Ale gosc wyciąga harmaty przeciw wróblom!!!! A to mnie śmieszy!!!!
          Są różne grupy docelowe. Ja nie czytam arlekina, albo naj, albo innych
          czasopism i książek wykładanych u dentysty... Porównywanie ich z literaturą -
          wysokich lotów (choc nie wiem, co to oznacza) - jest dla mnie zabegiem
          komicznym. Zwłaszcza, że znam goscia "wysokich lotów", ktory jest takiego oto
          zdania: "kiedy mam stres wyczyszcze sobie mózg wyciorem arlekina".
          A zdanie "Maciąg nie jest Miłoszem" uważam nadal za wyjątkowo niskich lotów -
          to taki latający kret podziemny.
          • bumm Re: Złosliwy to ja nie nie jestem!!! 26.09.06, 15:00
            No nie, z tymi wróblami to bym się nie zgodził. Nie mogę wiedzieć, co autor
            miał na myśli, ale ja to rozumiem tak: nie chodzi o to, że Maciąg jest gorsza
            od Miłosza (bo takie stwierdzenie rzeczywiście jest nazbyt oczywiste). Chodzi o
            to, żeby nie sugerować czytelnikom, że Maciąg jest prawie Miłoszem, albo
            przynajmniej Świetlickim. Artkuł szydzi z marnej książki pani od seriali
            sprzedawanej jako wartościowy debuit. Więc to nie autor artykułu porównuje,
            tylko wydawnictwo.
            Pewnie, że nie ma co się śmiać z literatury "niskiej", bo ona jest potrzebna
            tak samo jako "wysoka", tylko że komu innemu - tu się zgadzamy.
            Bronię tak artykuu, bo zdaje mi się,że to jest ważny temat - kultura ma wiele
            poziomów, grup docelowych itp, ale jest coś takiego jak uczciwość intelektualna
            przy pisaniu o niej. Na przykładzie Otwartego widać pewną tendecję do
            fałszowania języka krytyki - a to ważne i ciekawe. Tak że wcale to nie wróbel,
            tylko znacznie większe ptaszysko.
    • y00rek Kradzież języka 26.09.06, 12:55
      Ranyjulek: Autor się przy......a do innych, tymczasem jego pryncypałka podpisuje
      nazwą firmy takie szmaty jak darmowiec "Metro", czy dewocyjną makulaturę w
      rodzaju "Kolekcji JP2" tudzież appendiks do tejże "Cuda, cuda, cuda JP2".

      Wstyd to chyba wam jest obcy? Bo cytatu z o belkach i słomkach to już nie chce
      mi sie pisać...

      Weżże Autorze dokonaj równie błyskotliwiej analizy "kleptomanów językowych" z
      działu promocji Agory SA.
    • lze_elita.72 Buhahaha! A kiedy to The Sunday Times krytykowal 26.09.06, 21:22
      Harlequiny? Tego typu literatury powazna krytyka po prostu nie zauwaza - szkoda
      czasu, lepiej sie zajac krytyka czegos bardziej powaznego i wartosciowego,
      chocby wspomnien ks. Lanckoronskiej.
      Najwyrazniej GW to juz... The Sun:)
      • redakcja_fmz Marta - trzymaj się 26.09.06, 23:04
        Tak się składa, że znam trochę autorkę książki (książki nie znam). Recenzja
        niewiele pozwala się nam dowiedzieć o "Niewyspanych" - naigrywanie się z wątków
        damsko-męskich w fabule można by odnieść do rzeszy innych książek, wśród
        których byłyby i rzeczy słabe i wybitne ("Wiktor kiedyś kochał się w Feli, choć
        przepadała za nim też Kazia, a teraz jej sistra Tunia", "Siny chodzi z Magdą
        ale ta go już nie chce, jest za to Arleta, i Natasza, i Andżela"...).

        Również żarty z biogramu Marty trochę jakby nie na miejscu - młodzi autorzy
        mają skłonność do uwypuklania swoich rozmaitych zasług, ale nie wszystkich
        spotyka z tego powodu kpina. Jakiś czas temu inny debiut literacki wydany
        w "Znaku", książka w mojej ocenie przeciętna, została przyjęta serią
        entuzjastycznych recenzji - recenzentom nie przeszkadzał biogram autora, w
        którym ten oznajmiał iż "zarabiał na życie jako malarz pokojowy, fotograf,
        tłumacz i asystent niewidomej psychoterapeutki". Jedną z pochlebnych recenzji
        tamtej książki napisał Jerzy Pilch wówczas - czuło się, że trochę wbrew sobie,
        za to pod wpływem (zdaje się) znanego skądinąd w literackim światku nazwiska
        młodego autora.

        Pilch co ciekawe docenił też i Martę Kuszewską swego czasu - umieszczając jej
        opowiadanie w swojej antologii. Teraz pewnie nie napisze w jej obronie, stąd
        moich parę słów powyżej.
        • lze_elita.72 Nie znam pani Marty, nie znam serialu - wiem tylko 26.09.06, 23:09
          ze tzw. literatura kobieca powazna krytyka glowy sobie nie zawraca,
          pozostawiajac ja tzw. prasie kobiecej.
          A co do watkow mesko-damskich to racja: podobnie mozna by opisac i "Anne
          Karenine" i "Czerwone i czarne", ze o "Damie Kameliowej" nawet nie wspomne;)
    • animula Dariusz Nowacki kryminolog jezykowy?! 28.09.06, 05:12
      Kradziez jezyka....to naprawde bardzo ciekawe...to jaki Uniwersytet trzeba
      skonczyc,zeby na to wpasc...? Dobrze,ze pan Nowacki nie wglebil sie w
      fizjologie...
      Porownanie Sherlock Holmes - Dariusz Nowacki tez blado wypada...cos nasz
      specjalista od krytyki literackiej, tej "wysokiej" troche sie pogubil...Mial
      napisac recenzje ksiazki Niewyspani Marty Kuszewskiej a tymczasem zabrnal
      gdzies w przyslowiowe "maliny".Jego wnikliwosc sledcza "kiedy kradnie sie jezyk
      krytyce literackiej" i zapalczywosc "trudno zachowac spokoj" wprawily mnie w
      oslupienie,poniewaz wydawalo mi sie,ze mamy wolnosc slowa a tu tymczasem
      okazuje sie,ze pewnymi terminami nie mozna operowac, gdyz sa zastrzezone
      dla "krytyki literackiej".
      Mysle,ze Otwarte powinno czym predzej zglosic sie do Prof.Nowackiego po
      liste...liste terminow zastrzezonych!!!
      No i oczywiscie przed kazda publikacja Otwarte powinno zglosic sie do Cenzora
      Nowackiego o wydanie pozwolenia na pisanie.
      Jak widac mamy do czynienia z autorem wielkiego kalibru: detektyw-krytyk
      literacki-cenzor...to nawet nie dwa w jednym tylko trzy!!!
      W odniesieniu do artykolu pana Nowackiego, chcialam go uspokoic: moja
      inteligencja jako czytelnika nie czuje sie obrazona i bardzo prosze , zeby sie
      za mnie jako czytelnika juz nigdy wiecej nie wypowiadal!
      Ksiazki Pani Marty jeszcze niestety nie czytalam...ale wiem,ze na pewno ja
      przeczytam! Natomiast artykoly firmowane nazwiskiem: Dariusz Nowacki na pewno
      nie wzbudza mojego zainteresowania.
      Na zakonczenie,mam pytanie do Pana Nowackiego i na pewno nie dotyczy ono
      kultury literackiej czy tej nawet szerzej pojmowanej...ale bedzie to pytanie
      natury powiedzmy "kryminologicznej"bezposrednio dotyczace "sledztwa" w
      sprawie " kradziezy jezyka": za ile i na czyje zlecenie, mowiac brutalnie-
      dowalil- Wydawnictwu Otwartemu, Znakowi i Marcie Kuszewskiej...?Ile wodeczki
      poplynelo....
      Musze konczyc, bo wlasnie lece farbowac sie na blond!
      Buziaki
      Podstarzala trzydziestka( mam nadzieje,ze
      nieskradlam zadnego slowa?!)
    • lazarius2 Kradzież języka 29.09.06, 12:33
      Czytaliście? Pilch sie pastwi nad Nowackim w dzisiejszym Dzienniku. A o
      Kuszewskiej i Piatku pisze tak:

      "Problem oczywiście w tym, że oganiający się przed wyimaginowanymi złodziejami
      z wydawnictwa Otwartego Nowacki morduje przy okazji wydaną przez to
      wydawnictwo całkiem niezłą, sprawną i rokującą autorkę. Atakując internetowe
      strony wydawnictwa, płynnie przeskakuje na strony wydawanej przez to
      wydawnictwo książki i dawaj: lecą wióry! Przy czym Nowacki – mam nadzieję –
      zdaje sobie sprawę, z tendencyjności swego ataku; wie że wszystkie jego zarzuty
      są odwracalne – jak książka Kuszewskiej jest faktycznie niecenzuralną wersją
      jakiegoś serialu – może to być całkiem ciekawe ; jeśli autorka jest zawodową
      scenarzystką może to dawać jej biegłość (i daje); a już tak streścić, jak
      streszcza „Niewyspanych” krytyk - można doprawdy wszystko. „Nie warto
      dłużej znęcać się nad „Niewyspanymi”, to łatwizna” – stwierdza na koniec z
      wielkodusznością i nie zauważa, że w istocie mówi: to nie tylko egzekucja, to
      także egzekucja świadoma.
      Dziwne. Akurat Marta Kuszewska nie zasługuje by dać jej choć szansę? Nawet
      jeśli jest paradoksalną ofiarą drażniącej machiny promocyjnej własnej oficyny,
      nie da się jej czytać bez tego kontekstu? Za duży to jest wysiłek umysłowy?
      Znacznie prościej wzgardliwy opis nowego wydawnictwa poszerzyć o wrogą lekturę
      debiutującej pisarki? Przecież Nowacki chyba wie, że w gruncie rzeczy
      każdy „polski debiut jest ważny”, że nikomu nie należy się taryfa ulgowa, ale
      każdemu należy się przynajmniej milczenie i oczekiwanie na drugą książkę. Może
      wie, może nie wie. Może w ogóle nic nie wiedzieć, bo przybrał dość karkołomną
      pod każdym względem pozę. Jedną ręka broni się przed złodziejami, drugą zarzyna
      młodą pisarkę. Z jednej strony szlachetne żale nad perfidnie okradana
      krytyką, z drugiej strony krwawy damski boks na ringu otoczonym półmilionową
      widownią. Jak się wydaje werdykty na łamach gazety o wielusettysięcznym
      nakładzie ma się przecież potworną siłę rażenia. Chyba, że ma się zarazem
      przykrą świadomość, iż bez względu na nakład gazety, pomieszczonej w niej
      recenzji literackiej i tak nikt nie czyta. Owszem: może to wieść do popłochu
      poznawczego, do barbarzyństwa wszakże nie powinno. Niestety z takich terytoriów
      zaczerpnąłem tytuł felietonu. Ukradłem go nie tyle z języka krytyki
      literackiej, co z jej aktualnych zasobów duchowych.

      Ps: Żenadą zupełnie poza kategoriami jest cytowanie w recenzji wrogich zdań
      pisarza Piątka. Nowacki miast te żółci cytować, winien pouczyć zawistnika, że
      nie należy publicznie o kolegach i koleżankach po piórze źle mówić. Jeśli z
      pisarzem Piątkiem jest istotnie tak fatalnie , że zawadzają mu nawet
      debiutanci – należy to przemilczeć, a nie nagłaśniać. Nagłaśniając takie wstydy
      czyni się pisarzowi Piątkowi krzywdę."
    • ewcia173 Kradzież języka 30.09.06, 08:51
      Chciwość Znaku -
      tak najkrócej można opisać zachowanie tej oficyny.Kasa, kasa, kasa...! Bogaćmy
      się! (mamy na karku kredyty, pensje pracowników, konkurencję, która nas wypycha
      z rynku... - jak Polska długa i szeroka wszyscy tak mają, tylko różne wnioski
      wyciągają).
      Spsienie Znaku - to skutek chciwości.
      Oszukaństwo Znaku - to sprawa najpoważniejsza: Znak fałszuje język. Zgadzam się
      z p. Nowackim, który nazywa rzeczy po imieniu. Fałszerzom się nie ufa. Czy
      teraz Znak oczekuje, że poważnie potraktuję zapowiedzi jego "lepszej części"
      wydawniczej? Nie potraktuję!

      Cytowany na forum p. Jerzy Pilch, którego problemem także jest, jak pogodzić
      pragnienie (bardzo)dostatniego życia z literatury z jakościami artystycznymi
      literatury, piecze swoją pieczeń... Nie ma potrzeby do tego się odnosić.

      Tu pokazuje się problem ogólniejszy: pragnienie bogacenia się kontra pragnienie
      dobrej literatury, dobrej sztuki. Z takiego dylematu nie ma wyjścia. Powstają
      rzeczy, i sytuacje, artsytyczne i egzystencjalnie marne. ZNAK czasu? Szkoda
      ZNAKU.

      Są różne umysłowości ludzkie, różne postawy. A Ty, ZNAKU, jakie preferujesz?

      ewcia




      • animula Re: Kradzież języka 30.09.06, 13:17
        Tyle tylko...ze mialo byc o ksiazce a nie o Znaku, wiecej rzeczowosci...i
        odwagi...jesli strzelac- to bezposrednio do wroga a nie umywac rece przez
        znecanie sie nad mloda autorka czy Otwartym...zenujace to wszystko
        Nawet dla podstarzalej
        trzydziestoletniej blondynki
        pa!
        • ewcia173 Re: Kradzież języka 01.10.06, 08:36
          otóż, animulo,
          ta dyskusja dotyczy wydawcy właśnie. Książka, jaka jest każdy widzi - i jeśli
          mu się podoba, to ją czyta, albo wzrusza nad nią ramionami. To wydawca "kradnie
          język" czyli oszukuje. Wydawca - od którego oczekuje się m.in. rzetelności w
          branży, w której działa. A wydawcy działają w branży języka, gdzie jakość
          mierzy się trafnością nazywania.

          Posługując się porównaniem handlowym: to tak, jakby dodać fałszywą ulotkę o
          pewnych cechach produktu, których produkt nie posiada. Czyli popularne:
          wciskanie kitu... W dziedzinie towarowej można skarżyć się do odpowiednich
          instytucji.

          A może podzielasz zdanie Otwartego na temat opisywanych książek? Masz prawo.
          Tylko, że wydawca prowadzi tu celowe ogłupianie czytelników (którzy wcale nie
          muszą orientować się we współczesnej literaturze) i doskonale wie, co jest ile
          warte. Wciska klientom inne wartości literatury, od tych, które sam uznaje.
          Jakby mówił: "a półgłówkom od seriali damy teraz to, tylko ładnie opakujemy,
          jakby w środku było arcydzieło." (POrozmawiaj z redaktorami różnych wydawnictw,
          to się dowiesz, jak oni pracują, jak się czują, gdy właściciel zmusza ich ich
          do takiego procederu - a oni się jednak godzą na współudział.)
          I o to mam do ZNAKU pretensje.

          ewcia
          • animula Re: Kradzież języka 02.10.06, 05:33
            Nie rozumiem doprawdy tego poruszenia wokol przymiotnikow, szczegolnie wokol
            przymiotnika"wybitny"???

            Dla jednych Gombrowicz jest wybitny, dla innych nie!!!

            Nie mozna przyczepiac etykiety "wybitny" ale za to mozna bez zadnych zachamowan
            przyczepic metke: " kiepski"??!!!

            Swiat idzie naprzod...trzeba zmienic myslenie...wszystko jest na
            sprzedaz...ksiazka, czy tego chcemy czy nie jest przedmiotem transakcji
            handlowych!Podobnie jak maslo z etykietka "extra" i maslo bez etykietki.Z taka
            tylko roznica,ze w sklepie masla sprobowac nie mozemy a do ksiazki w ksiegarni
            mozemy zajrzec , przeczytac fragmenty i zdecydowac samemu czy warto ja kupic
            czy nie! Wolna wola! Nikt nikogo do niczego nie przymusza!
            Nie rozumiem doprawdy skad opinia,ze obecny czytelnik nie zna sie na
            literaturze wspolczesnej! Co to znczy "znac sie na literaturze wspolczesnej"?!
            To znaczy ,ze powinnismy czytac to co podoba sie krytykom lit. a nie to co nam
            osobiscie...?To jakis absurd!
            Juz poczawszy od Kochanowskiego,wszyscy tak zwani wielcy adresowali swoje
            utwory do wspolczesnie im zyjacych ludzi a nie do dinozaurow...Trzeba patrzec
            jesli nie w przyszlosc to w TU i TERAZ, zadaniem literatury wlasnie jest
            uchwycic terazniejszosc...a ze terazniejszosc jest jaka jest... nie nam to
            poki co oceniac ale pozniejszym pokoleniom.
            Ponadto nazywanie ludzi ogladajacych seriale polglowkami...pozostawie bez
            komentarza.
            A odnosnie Otwartego...tych ksiazek jeszcze nie ma nawet w ksiegarniach...skad
            ten caly szum o rzekomej ich gorszej wartosci...Mysle,ze nie jednemu szczeka
            opadnie po przeczytaniu niektorych...
            A jesli chodzi o ZNAK...to utworzenie Otwartego jako wydawnictwa o charakterze
            zupelnie odmiennym, dajacego szanse mlodym piszacym na zaistnienie na rynku
            wydawniczym,swiadczy bardzo dobrze o znajomosci mechanizmow
            wydawniczych,promocyjnych.Ponadto poprzez odciecie sie od Otwartego ukazuje
            wiernosc i szacunek dla TRADYCJI a jednoczesnie zostawia wolne miejsce dla
            WSPOLCZESNOSCI REALNEJ.I chwala im za to!
            Odnosnie redaktorow wydawnictw,ktorzy tak strasznie cierpia podczas
            pracy...jesli jeszcze do tej pory nie odkryli co to wolna wola...pozostaje mi
            tylko wspolczuc...
            Widzialam tam kilka blondynek...moze znajdzie sie praca i dla mnie?!
            Pozdrowionka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka