wabene
17.10.06, 22:04
www.subocz.fc.pl/forum/viewtopic.php?p=6213#6213
AUTOR:KROGULEC
Miodowicz jak Lesiak?
PAP: "Prokurator krajowy Janusz Kaczmarek poinformował w poniedziałek PAP, że
wpłynęło do niego zawiadomienie koordynatora ds. służb specjalnych Zbigniewa
Wassermanna o popełnieniu przestępstwa. Doniesienie ma związek z nowymi aktami
znalezionymi w archiwach ABW, a dotyczącymi inwigilacji prawicy. Radio RMF FM
podało w poniedziałek przed południem, że zawiadomienie to dotyczy właśnie
Miodowicza. Według radia, w zawiadomieniu jest informacja o zespole, który
powstał w kontrwywiadzie i zajmował się, podobnie jak zespół Lesiaka,
inwigilacją - głównie prawicy. Pismo zawiera doniesienie o bezprawnym
działaniu wobec partii politycznych. Według RMF, do Porozumienia Centrum w
latach 90. wprowadzono agenta o pseudonimie "Max", który przez wiele miesięcy
je rozpracowywał."
Miodowicz jak Lesiak? Nic dziwnego, że Rokita i jego partyjni koledzy dostają
małpiego rozumu pytani o sprawę inwigilacji prawicy. Bagatelizują,
usprawiedliwiają, kpią, robią wszystko, żeby od tematu uciec, a jak się nie da
to przynajmniej zagadać. Kto by pomyślał, że z szafy Lesiaka wyturla się
Miodowicz. Zanim jednak przez media przetoczy się parada oburzonych
antykaczystów (oburzonych, rzecz jasna, nie samą inwigilacją - już wiemy, że
była konieczna bo Kaczyńscy zamach na Wałęsę planowali - ale ujawnieniem całej
sprawy przez Wassermanna, co zostanie nazwane plitycznym atakiem, zemstą za
taśmy Beger, ratowaniem spadających sondaży i co tam kto jeszcze wymyśli),
spieszę przypomnieć, że to żaden wymysł Wassermanna. Po raz pierwszy taki
zarzut postawił Miodowiczowi rok temu Włodzimierz Cimoszewicz. Z
niezrozumaiłych względów tak poważny przecież zarzut nie doczekał się
rzetelnego wyjaśnienia, a szkoda bo choćby data jest ciekawa, inwigilacja
miała miejsce jeszcze w 1996 roku.
Rzeczpospolita (6 września 2005): "Włodzimierz Cimoszewicz zwrócił się do
premiera Marka Belki, by odtajnił i podał do publicznej wiadomości informacje
dotyczące inwigilacji kierownictwa NSZZ "Solidarność" - poinformował Nałęcz
podczas specjalnej konferencji prasowej. Rzecznik kandydata na prezydenta
odczytał list do premiera Belki. Cimoszewicz napisał m.in., że o umieszczeniu
we władzach "Solidarności" agenta UOP dowiedział się, gdy został premierem.
(Było to na początku 1996 roku - red.). "Natychmiast poleciłem zaniechać
takiego działania" - napisał Cimoszewicz. Argumentował, że ujawnienie
informacji o inwigilowaniu "Solidarności" jest obecnie istotne, bo pojawiają
się sygnały, iż "podejrzanymi machinacjami z udziałem oficerów służb
specjalnych usiłuje się wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich"."
Chyba nie da się wmówić publice, że Cimoszewicz i Wassermann, w odstępie roku,
zmyślili sobie bliźniacze historyjki, żeby szkalować niewinnego Miodowicza.
Bezpieczniej będzie skorzystać z legendy wymyślonej na tę okoliczność przez
Wachowskiego - o tym jak źli "olszewicy" chcieli przewrót zrobić i prezydenta
obalić. Taka jest w każdym razie linia obrony coraz bardziej żałosnego Wałęsy,
który Lesiaka chwali bo tylko dzięki niemu nie doszło do strzelaniny. I takiej
mniej więcej wersji powinien się trzymać Miodowicz. W ostateczności zawsze
może zwołać konferencję prasową, pokazać kilka anonimów i lamentować, że to
Wassermann na niego poszczuł. W przypadku Rokity zadziałało, zamiast
kłopotliwych pytań były tytuły w rodzaju "Rokita zastraszany ale nie
zastraszony". Kostkowi też nic nie zrobią, trudnych pytań nie będzie. A jak
będą to zawsze można nakrzyczeć na zbyt bezczelnych dziennikarzy (Rokita:
"Szkodzicie Polsce tak samo jak Kaczyńscy!"). Całkowicie bezkarnie.