eva15
18.11.06, 11:22
"Fiński premier(...): "odbyliśmy długą rozmowę (...)w sprawie nowego
porozumienia (UE-Rosja). Premier Kaczyński bardzo jasno przedstawił
stanowisko Polski, ja wyjaśniłem sposób myślenia pozostałych 24 krajów Unii
Europejskiej".
(...)" mamy 24 kraje, które myślą w bardzo podobny sposób i Polskę, która nie
doszła jeszcze z pozostałymi państwami do porozumienia".
______________
To nie kwestia jednego sporu. Tak naprawdę różnice między Polską a Unią są
natury ZASADNICZEJ.
Polska, nie pytając nikogo o zgodę, przewidziała dla EU rolę zakładnika w
walce przeciwko Rosji, po to, oprócz kasy, przystąpiła do Unii (czy raczej
jak mi powiedzieli Portugalczycy przyjęła Unię do siebie). Dlatego więc ma w
nosie demokrację i wolę przytłaczającej większości (24:1).
Naprawdę dla polskich "elyt" politycznych Unia to skrzyżowanie sklepu
samoobsługowego bez kasy u wyjścia z antyrosyjską maczugą i tarczą. Po części
też z anytniemiecką, ale to inny temat.
Tak rozumując logicznym jest oczekiwanie przez Kaczyńskich takiego wpisu
traktatowego, aby cała działalność Unii na polu EU-Rosja musiała zależeć od
polskiego embarga:
"Polskę zadowoliłby zapis w mandacie negocjacyjnym, że warunkiem wejścia w
życie nowej umowy o partnerstwie z Rosją (...) zniesienie embarga".
Może to i dobrze. Zajęci swymi wewnętrznymi problemami obecni liderzy starej
Unii może się wreszcie obudzą i zobaczą, co się wyprawia:
50 lat ciężkiej pracy starych krajów unijnych na rzecz funkcjonowania tak
wielkiego i bezprecendensowego eksperymentu jakim jest EU zaczyna iść teraz
na marne.
Z organizacji imponującej całemu światu do której ustawiała się (jeszcze
ustawia) kolejka chętnych robi się dziś prywatny klub kilku awanturników,
pieniaczy sejmik z powtarzanym w kółko liberum veto. Dokąd liberum veto
zaprowadziło - wiadomo.