Dodaj do ulubionych

Antyporadnik małżeński

28.11.06, 21:07
No właśnie, małżeństwo można rozbić na wiele sposobów. Mój mąż na przykład nie znosi, kiedy
mam dobry nastrój i kiedy odnoszę sukcesy w pracy. Im mi jest lepiej, tym on bardziej mi ten dobry
nastrój chce popsuć. Może to jakieś kompleksy, może niska samoocena. On czuje się dobrze tylko
wtedy, kiedy ja jestem w dołku, bo to on wtedy jest górą. Zmęczona jestem tym. Dlatego też
przeczytałam ten artykuł.
Obserwuj wątek
    • ralph100 Re: Antyporadnik małżeński 28.11.06, 23:57
      ...
      nie mieszkam z żoną rok.
      wprowadziła się w moje urodziny po 4 latach małzeństwa.
      ma kogoś. ukrywała to. kłamała. nadal kłamie.
      zabrała mi dziecko.

      ma świetną pracę. zarabia kilka razy lepiej ode mnie.
      kupiła nowe mieszkanie. właśnie kupuje samochód.
      ja od czasu gdy odeszła ledwo wiążę koniec z końcem.
      jestem zaplątany finansowo by utrzymać mieszkanie hipoteczny, czynsz etc...)
      nie stać mnie nawet na opłacenie przedszkola dziecku.
      ona płaci wszystkie rachunki związane z dzieckiem.

      spotykam się z nim ile mogę. odbieram z przedszkola.
      zajmuję się nim codziennie popołudniami gdy ona pracuje.
      czasem sypia u mnie.mamy dobry kontakt.

      żona odnosi się do mnie jak do psa.
      każde w pośpiechu zapomniane z przedszkola rękawiczki,
      źle zawiązany szalik, odpięty guzik kurtki
      jest powodem jej agresywnych reakcji.
      rozumiem że mnie nie lubi.nie musi.
      ale może się wysilić i zamknąć buzię przy dziecku.
      staram się nie ulegać prowokacjom.
      nie wiem jak długo to wytrzymam zwłaszcza, że
      spotykamy się codziennie gdy odbiera dziecko ode mnie.

      dowiedziałem się że sąd po rozwodzie
      może okreslić mi godziny spotkań z dzieckiem.
      to jakaś paranoja.
      nie wyobrażam sobie tego bata nade mną który żona dostanie w ręce od sądu...
      będę musiał prosić ją o kontakt z dzieckiem poza wyznaczonymi godzinami?
      ta asymetria jest uderzająca.

      czy jest jakiś sensowny sposób wyjścia z tej sytuacji?








      • zezowatana102 Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 01:23
        przestań wiązać koniec z końcem - tylko przepotworne leniuchy takie jak ty
        biadolą- weż się do pracy- podziwiam twoją żonę że w ogóle pozwala się widywać
        tobie z dzieckiem czego oprócz LENISTWA uczysz dziecko -czy czytacie książki?
        czy omawiacie przeczytane książki?a moze tylko TV i komputer???
        • parazyd Dziennikarze = specjaliści 29.11.06, 15:28
          Co robić aby rozbić małżeństwo?
          - wal w kogoś, gdy mu ciężko
          - sprzedawaj intymność
          - wykluczaj ze wspólnoty
          - poniżaj
          czyli rób dokładnie to co robią dziennikarze ze swoimi ofiarami tj. biedakami
          co dostali się "na łamy" przelotnie lub na stałe
          :)
          • plaszcz Tkwienie na siłę w jakiś dziwnych związkach jest i 29.11.06, 18:46
            idiotyczne, ludzie tak tkwią z braku laku a pozniej sie dziwia po latach ze czar goryczy sie przelewa
            • dumpsterbear Czy byliscie zakochani biorac slub? 29.11.06, 23:59
              Zadalem to pytanie na forum (patrz ponizej), bo sam jestem blisko takiej
              decyzji. Dostalem 7 odpowiedzi - wszystkie na nie. Czekam na odpowiedzi tych
              co tak zrobili. Jak bylo potem? Bo ja wiem ze jest mnostwo takich par, np.
              moi rodzice (potem sie rozwiedli), moj brat (przez wiele lat bylo im b. ciezko,
              ale teraz jest calkim ok). Latwo powiedziec "nie". A moze nie kazedmu pisana
              jest obustronna milosc? Czy zycie w samotnosci jest gorsze czy lepsze niz w
              malzenstwie bez milosci? (Jesli wezme slub bede staral sie byc dobrym mezem).


              • hallo123 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 30.11.06, 00:18
                Jak długo będziesz się starał być dobrym mężem? Co zrobisz, kiedy będziesz
                chciał "odpocząć" od starania się? A co zrobisz, jeśli naprawdę się zakochasz?
                Czy Jesteś na tyle uczciwy, żeby w dniu ślubu powiedzieć partnerowi nie kocham
                cię, ale boje się samotności i bardzo będę się starał być dobrym partnerem?
              • repek Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 30.11.06, 04:36
                Tak, byłem, jestem nadal. Małżeństwo z miłości [czy w ogóle związek, w którym
                deklarujemy się 'do śmierci], to coś najpiękniejszego na świecie. Więcej wiary
                [w drugą osobę przynajmniej i w siebie!], proszę się nie dać ludziom
                zgorzkniałym i malkontentom.
                • repek Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 30.11.06, 04:39
                  Sam sobie odpowiadam, bo przeczytałem niżej okoliczności Twojego pytania.
                  Człowieku - jesteś cyniczny, jeśli zadajesz takie pytanie. Ludzi nie wolno tak
                  traktować, szczególnie jeśli w grę wchodzą uczucia.
              • lupus76 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 30.11.06, 13:58
                Dla faceta małżeństwo jest stanem wręcz niefizjologicznym. Poza tym kto
                powiedział, że miłośćmusi być jedna i na całe życie? Można sobie przecież
                znajdowwać miłość corok, czy nawet pół... A jak się już drodzy panowie
                decydujecie na formalizownie miłości, to bądźcie do końca mężczyznami i nie
                jojczcie.
              • delfina77 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 03.12.06, 12:44
                Nie wyszłabym za mąż nie będąc zakochana w osobie, która miałaby być moim mężem.
                Byłam zakochana i myślę, że nadal jestem, choć jak każdy mam chwile zwątpienia.
                Na szczęście to mija
              • beat_2005 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 25.02.07, 10:24
                Tak, bylam b zakochana, zdecydowana do konca zycia, inaczej wg mnie jest nieuczciwie. On tez. Rozwiedlismy sie po 2,5 roku, ale nie dlatego, ze nie bylo miedzy nami emocji silnych.
                • echtom Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 06.03.07, 13:57
                  Ja miałam podobnie, ale okazało się, że sama miłość to za mało. Po kryzysach,
                  rozstaniach, powrotach, próbach ratowania małżeństwa itp. rozeszliśmy się
                  ostatecznie po 7 latach.
              • ziutap1 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 18.05.07, 09:11
                No pewnie, że tak. Nie wyobrażam sobie żeby było inaczej. Jeżeli nie jesteś
                naprawdę zakochany i nie jesteś gotowy być ze swoją wybranką w każdych
                okolicznościach (poród, nieprzespane noce, odpowiedzialność za dziecko, które
                jest zupełnie nowe i nieznane, choroba, brak pieniędzy, namolni krewni,
                dodatkowe 15 kilo na biodrach itp.) to po prostu daj spokój. Małżeństwo jest
                cudowne, pod warunkiem, że żeniąc się wiesz, że te wszystkie nimiłe
                okoliczności też są normalne i bardzo często się zdarzają. Poza tym trzeba
                lubić z tym drugim być. Wtedy nawet jego wady przeszkadzają mniej np tylko
                kiedy sam masz średni humor. Trzeba się umieć dogadać, bo wiele spraw jest
                trudnych i dobre porozumienie jest konieczne. I nie można nikogo dopuścić
                bliżej niż męża (żonę), ani mamy ani siostry ani kumpla ani Uwaga! dziecka.
                Dziecko dobrze się kocha tylko we dwoje, nie indywidualnie. Dużo się śmiać i
                rozmawiać ze sobą o wszystkim.
                Dopiero jako żona swojego męża stałam się naprawdę sobą. Oprócz męża i kochanka
                to też mój nalepszy kumpel.
                Tak więc żeń się i zrób wszystko, żeby Twoja żona mogła po siedmiu latach tak
                napisać o Tobie.
                PZDR.
              • a_weasley Nie byłem zakochany. Kochałem. I kocham dalej. 23.05.07, 15:24
                dumpsterbear napisał:

                > A moze nie kazedmu pisana jest obustronna milosc?

                Złośliwi mówią, że zakochanie to stan psychotyczny ostry, a miłość - przewlekły.
                Zakochanie, o którym Makuszyński pisał, że "gdyby pannie przyszło teraz do głowy
                kopnąć stół, Adam pomyślałby: jak ona ślicznie kopie stół!"
                Potem przychodzi taki moment, że okazuje się, że panna nie kopie stołu aż tak
                ślicznie, a w dodatku robi to o wiele za często. Wtedy można:
                a) jeśli inne zalety to wyrównują - nauczyć się żyć z istotą, która nie kopie
                ślicznie stołu
                b) rozejrzeć się za inną, która będzie ślicznie kopała stół
                c) sposób najgłupszy, ale znam przypadki gości, którzy próbowali - zmusić
                istotę, by perfekcyjnie opanowała sztukę ślicznego kopania stołu i parę innych
                cennych umiejętności.
                Ja parę razy byłem zakochany, raz poszło to nawet w burzliwy a dramatyczny
                konkubinat. Natomiast idąc do ołtarza to ja po prostu swoją narzeczoną kochałem.
                Już dawno nie mieliśmy nastu lat i jakoś nam ten brak umiejętności ślicznego
                kopania stołu nie przeszkadzał.

                > Czy zycie w samotnosci jest gorsze czy lepsze niz w malzenstwie bez milosci?

                Nie wiem, i chyba nikt nie da odpowiedzi ogólnej, ani nikt nie potrafi dać
                odpowiedzi konkretnej dla kogoś, kto nie jest nim samym. Mnie zawsze jawiło się
                to wyborem między dżumą i cholerą.
                I trochę hazardem, bo mam wrażenie, że ktoś, kto bierze ślub bez miłości, liczy
                w gruncie rzeczy na to, że miłość przyjdzie po ślubie - zaraz albo stopniowo.
                Mówią, że się zdarza. Nawet to brzmi sensownie, bo w końcu kiedyś regułą było
                małżeństwo aranżowane, a jednak było sporo kochających się małżeństw.
              • katka079 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 24.05.07, 12:57
                nie wyobrażam sobie ślubu, małżeństwa bez miłości...
                jeśli się kogoś kocha, to dlatego chce się z tą osobą być, chce się z nią
                dzielić życie
                a jeśli nie??? to po co to robić??? bo wszyscy tak robią??
                a jak spotkasz za kilka miesięcy, lat osobę, krórą pokochasz??? co wówczas???
                przemyśl swoją decyzję, bo tak łatwo jest popełnić błąd i zepsuć życie sobie
                ale ntakże i tej drugiej osobie....
              • annalee Re: Czy byliscie zakochani biorac slub? 29.08.08, 13:01
                wyjedz na pol roku a pewnie dowiesz sie co chcesz zrobic dalej. dystans i zmiana
                scenerii naprawde pomagaja podjac decyzje.Pare tysiecy kilometrow od domu, bez
                telefonu i z rzadka z internetem, odpadaja naciski, pranie mozgu i powinnosci.A
                pozniej to juz wiadomo z reguly gdzie cie ciagnie i czy chcesz wrocic do osoby ,
                ktora bedzie swietna zona/mezem ale nie zywisz do niej/niego wilkich uczuc.
                Powodzenia.
                p.s.
                czy nie przyszlo ci do glowy opowiedziec swojej partnerce ,ze nie jestes w niej
                zakochany? moze ona nie chce wychodzic za maz za kogos kto jej nie kocha?
            • isabel64 Re: Tkwienie na siłę w jakiś dziwnych związkach j 10.03.07, 13:58
              Tkwienie w takim czyms jest chore. Sama z tego wyszłam,rozwiodłam sie, potem
              poznałam męzczyzne, który od lat tkwi w zwiazku , w którym zona wykorzystuje go
              na wiele sposobów , m.inn. szantazem zdrowotnym. On wielki odpowiedzialny nie
              moze jej zostawic samej sobie. Nawet nie oczekuje , ze od niej odejdzie , bo
              małzeństwa to juz mam dosc na reszte zycia, ale nie rozumiem , czemu ludzie
              daja sie tak omotac , zwlaszcza faceci. Posłuchajcie ich! Stekaja , narzekaja ,
              ale sa z tymi wrednymi zołzami, a jak inna chce nieba przychylic to wtedy
              pokazuja swoja wyższosć i jacy to oni sa wielcy , wspaniali , a ona taka głupia
              i nieuczna. Echhh
        • tata_tomek Zaiste zezowata... 29.11.06, 15:37
          zezowatana102 napisała:

          > tylko przepotworne leniuchy takie jak ty
          > biadolą- weż się do pracy- podziwiam twoją żonę że w ogóle pozwala się widywać
          > tobie z dzieckiem czego oprócz LENISTWA uczysz dziecko -czy czytacie książki?
          > czy omawiacie przeczytane książki?a moze tylko TV i komputer???

          Coś mi się zdaje, że zezowatana102 to żona ralpha100... Do tej pory nie
          zauważała, że i na forum można mężowi dokopać, a teraz nadrabia zaległości...
          Nie doczytałaś, że facet się dzieckiem zajmuje, odprowadza czy przyprowadza z
          przedszkola itd.?! Spełnia wymagania określone w art 135 krio i stara się robić
          jeszcze więcej.

        • radzio74 Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 16:45
          Ales ty beznadziejna - jak najbardziej zaslugujesz na okreslenie "glupia ci..".
          Jakby to kobiety napisala to zaraz setki takich jak ty dawalay by jej rady jak
          dokopac mezowi, zabrac mu pieniadze itd, itp a jak sprawa sie tyczy faceta to
          len i niedojda - tak chcialyscie rownouprawnienia to teraz on powinien podac ja
          do sadu o alimenty ze wzgledu z pogorszenie poziomu zycia. Facet robi wszystko
          co sie da dla dziecka, a ona wykozystala go i nadal wykozystuje, a jak
          przyjdzie do rozparawy to bedzie udawala kochajaca matke walczaca o dziecko -
          zimna suka. Zycze Ci zeby spotkalo cie jeszcze wieksze nieszczescie - moze
          wtedy zrozumiesz innych.
        • protoplex Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 17:05
          rozumiem, że nowy tatuś czyta dziecku na dobranoc "Analizę" Freuda, a następnego dnia przed wyjściem do przedszkola omawia z nim wybrane fragmenty. A czego pani uczy dziecko odzywając się w ten sposób do męża przy dziecku? Przecież on jest jego tatą. Może trudno w to uwierzyć, ale kocha panią tak samo jak tatę. Czego pani uczy dziecko? Że można szargać i poniewierać ludzką godnością? i dla pani omawianie przeczytanych książek jest ważniejsze od nauczenia dziecka podstaw współżycia w społeczeństwie?

          Poza tym jakie książki. Do siódmego roku życia dziecko uczy się odróżniania dobra od zła. A uczy się patrząc na rodziców. Ja nie pamiętam nic z książek, które mama czytała mi na dobranoc i nie miało to żadnego wpływu na to że ponad 20 lat później lubuję się w książkach. I aż nie mogę uwierzyć, że z powodu książek pozbawiła pani dzieci ojca.
        • protoplex Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 17:11
          I jeszcze jedno... jest taka bardzo mądra piosenka

          "Myślisz może, że więcej coś znaczysz
          Bo masz rozum, dwie ręce i chęć
          Twoje miejsce na ziemi tłumaczy
          Zaliczona matura na pięć

          Są tacy - to nie żart - dla których jesteś wart
          MNIEJ NIŻ ZEROOOOO!!!!!!!!"

          Pieniądze to nie wszystko, chociaż pani pewnie tego nie rozumie.
        • wilfbrim Re: Zezowata102 29.11.06, 17:39
          Jak mozesz tak odpowiedziec komus, kto prosi o porade?
          Dlaczego osadzasz czlowieka w trudnej sytuacji?
          Kto dal ci prawo pluc mu w twarz?
          Masz problem tylko z wzrokiem, czy siadla ci tez czesc mozgu odpowiedzialna za emocje?
          • protoplex Re: Zezowata102 29.11.06, 17:41
            ta pani jest jego żoną. zna wiele szczegółów, których nie ma prawa znać zwykły użytkownik forum. W dodatku sama siebie podziwia ;-)
            • tweenee_duck to babol i kobieton !! - nikt więcej 03.12.06, 16:26
        • tojatojatoja Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 17:40
          Zezowata, czy to Ty jesteś jego żoną? Jeśli jest tak samo miła, jak Ty, to się
          nie dziwię, że facet jest załamany. Skąd się biorą takie osoby, jak Ty??? Nie
          wiedzą nic na temat człowieka, jaki jest, co robi, jaki jest dla swojego
          dziecka, a traktują go jak ostatniego śmiecia tylko dlatego, że nie zarabia
          "milionów"... Wydaje mi się, że takim osobom, jak Ty przydałyby sie korepetycje
          z empatii oraz szacunku dla drugiego człowieka.

          Ralph100, a może to Ty na sprawie rozwodowej złóż wniosek o przyznanie Ci opieki
          nad dzieckiem i alimenty na synka? Z Twojego opisu wynika, że spędzasz z nim
          więcej czasu, niż matka. Poza tym możesz też wystapić o uznanie winy żony, bo w
          końcu to ona złamała przysięgę wierności małżeńskiej, prawda? Mam świadomość, że
          uznanie Twoich racji przez sąd jest tak prawdopodobne, jak trafienie szóstki w
          totka, ale może warto spróbować...

          Pozdrawiam Cie serdecznie!
        • yolarz Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 21:22
          nono, nie popisalas sie moja droga. czy on ma z dzieckiem (przedszkolakiem!!!)
          Eco i Cohelo omawiac? zastanow sie co ty wogole piszesz. jest ojcem dziecka,
          dobrym ojcem - jak wynika z opisu a jakas zanadto sfeminizowana baba naskakuje
          na niego i probuje zniszczyc relacje z dzieckiem. matka nie ma prawa ponizac
          ojca przy dziecku i wzajemnie oczywiscie. to rodzice sie rozchodza i nie musi i
          nie moze to wplywac negatywnie na rozwoj dziecka. trzeba sie tylko postarac.
          mam tylko nadzieje ze tobie zezowatana102 nie przyjdzie wychowywac dzieci bo
          bylyby raczej niezbyt szczesliwe, aczkolwiek zapewne o ksiazkach beda umialy
          dyskutowac....
          • mordaruda Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 10:51
            Nie obrażaj feministek. Podłość to podłość, nic wspólnego z feminizmem jako takim nie ma
        • 7em no właśnie tak trzeba 30.11.06, 02:06
          kumpel jak pojechał do holandii i zaczal kilka razy lepiej zarabiac zaraz
          kochajacą żone poznał. ta wersja wczesniejsza była dość nieznośna. polecam
          metodę zuzy. wez sie w garsc zacznij zarabiac 20 koła miesiecznie i wykoncz
          sukę jak ci utrudni kontakt z dzieckiem. nie ma ludzi niezastąpionych. mamy też
          można zamienić
          5040
        • cristi72 Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 09:35
          oj zezowata, baba zostawiła go z hipoteką na karku za ich wspólne mieszkanie i
          jeszcze go poniża przy dziecku i uważasz, że to jest ok? A jak Ty byś się czuła
          w takiej sytuacji? Na dodatek sama prawie się dzieckiem nie zajmuje bo woli
          kasę robić. Jak gość zacznie dłużej pracować to dziecko wyląduje na ulicy albo
          w jakiejś mordowni zwanej świetlicą. Poza tym skąd wiesz czy to właśnie matka
          nie sadza dziecka przed TV po to aby mieć czas na czytanie jakichś pierduśnych
          gazet? A tak na marginesie to jakie książki można omawiać z przedszkolakiem?
        • mordaruda Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 10:47
          Kolejna szurnięta... Na jakiej podstawie obrażasz go? Facet robi co może, stara się być dobrym ojcem, a ty go wyzywasz
        • olciapolcia Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 11:08
          Nie trzeba być leniem, żeby wiązać koniec z końcem.Chyba Cię troche ponisło.
        • snake19811 Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 12:25
          zezowatana102 napisała:

          > przestań wiązać koniec z końcem - tylko przepotworne leniuchy takie jak ty
          > biadolą- weż się do pracy- podziwiam twoją żonę że w ogóle pozwala się widywać
          > tobie z dzieckiem czego oprócz LENISTWA uczysz dziecko -czy czytacie książki?
          > czy omawiacie przeczytane książki?a moze tylko TV i komputer???


          Smutno mi kiedy czytam posty kobiet które przekładają pieniądze nad uczucie,
          karierę nad pasje w dodatku puste w środku oceniają innych nie znając ich.
          Normalnie mi Ciebie żal. Mimo wszystko z szacunkiem którego Ty raczej innym nie
          okazujesz.
        • terence Re: Antyporadnik małżeński 03.12.06, 16:23
          zezowatana102 Ty jesteś tą żoną czy taka wredna z natury jesteś, facet się
          stara pracuje , spotyka się z dzieckiem a Ty beznsensowną wypowiedzią mu
          dokopujesz, zastanów się czy nie jesteś wredną jędzą

          How can people be so heartless
          How can people be so cruel
          Easy to be hard
          Easy to be cold

          How can people have no feelings
          How can they ignore their friends
          Easy to be proud
          Easy to say no

          And especially people
          Who care about strangers
          Who care about evil
          And social injustice
          Do you only
          Care about the bleeding crowd?
          How about a needing friend?
          I need a friend

          How can people be so heartless
          You know I'm hung up on you
          Easy to give in
          Easy to help out

          And especially people
          Who care about strangers
          Who say they care about social injustice
          Do you only
          Care about the bleeding crowd
          How about a needing friend?
          I need a friend

          How can people have no feelings
          How can they ignore their friends
          Easy to be hard
          Easy to be cold
          Easy to be proud
          Easy to say no
        • xsawer Re: Antyporadnik małżeński 24.02.07, 21:14

          • Re: Antyporadnik małżeński

          Przeczytaj komentowany artykuł »
          zezowatana102 29.11.06, 01:23 + odpowiedz


          przestań wiązać koniec z końcem - tylko przepotworne leniuchy takie jak ty
          biadolą- weż się do pracy- podziwiam twoją żonę że w ogóle pozwala się widywać
          tobie z dzieckiem czego oprócz LENISTWA uczysz dziecko -czy czytacie książki?
          czy omawiacie przeczytane książki?a moze tylko TV i komputer???

          Szkoda śliny , aby splunąć na ciebie wstrętna, egoistyczna i zakompleksiona
          dziwko!!!
        • neuromancer80 Re: Antyporadnik małżeński 06.07.07, 14:00
          nie wiem skąd w tobie tyle jadu, ale stanę po stronie faceta. Jak możesz go
          oceniać skoro nie znasz ani jej ani jego. Nie wolno generalizować. Właśnie ja
          czytam twój post, kojarzy mi się on z wypowiedziami mojej przyszłej byłej żony.
          Przykre.
      • stopomaniak1 [...] 29.11.06, 15:27
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • tata_tomek Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:45
        ralph100 napisał:

        > żona odnosi się do mnie jak do psa.

        To jej kiedyś przypomnij jak się nazywa żona psa.

        > dowiedziałem się że sąd po rozwodzie
        > może okreslić mi godziny spotkań z dzieckiem.

        W przypadku gdy rodzice walcza o dziecko, najprawdopodobniej najpierw sąd
        skierowałby was na badanie do RODK. Preczytaj wszystko co możliwe na
        www.tata.pl !

        > nie wyobrażam sobie tego bata nade mną który żona dostanie w ręce od sądu...
        > będę musiał prosić ją o kontakt z dzieckiem poza wyznaczonymi godzinami?

        Módl się, żebyś nie musiał jej prosić o te spotkania nawet w dniach i godzinach
        wyznaczonych przez sąd.

        > czy jest jakiś sensowny sposób wyjścia z tej sytuacji?

        Przeanalizowac 100 x swoją sytuację.
        Pod warunkiem, ze masz dowody jej zdrady. Jeśli tak, to na co czekasz? Wniosek o
        rozwód z uznaniem jej za jedyną winną rozpadu małżeństwa + o wyznaczenie dziecku
        miejsca pobytu przy ojcu + o alimenty na dziecko. Ograniczenia jej praw nie
        osiągniesz i tak ale chodzi o to, żeby obcy facet twojego dziecka nie
        wychowywał. Dobro dziecka jest tu ważniejsze od twojego.
        • ziutap1 Re: Antyporadnik małżeński 18.05.07, 09:30
          Najlepiej nie zgadzaj się na rozwód. Wtedy nie będzie miała na ciebie bata i
          nie zostawi cię na lodzie. Moja mam tak zrobiła i nie dość że dzięki temu nie
          straciłyśmy ojca (dwadzieścia lat poszalał i mu przeszło) to jeszcze uratowała
          go przed zrujnowaniem przez kolejne damy serca (tylko jednej się to udało, ale
          na szczęście tej pierwszej i zdążył się jeszcze odkuć.). Każdą poważną decyzję
          musiał z nią konsultować i to go uratowało. Teraz to nawet się już lubią.
          Szkoda że tak późno.
      • buscar Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:47
        Skontaktuj sie z dobrym adwokatem.
        Jeśli cienko z pieniędzmi, udaj sie do najbliższej poradni studenckiej
        przywydziale prawa na najbliższym uniwersytetcie (działa taka w Krakowie, wiem,
        że i w innych miastach).
        Tam porady udzielą ci studenci prawa (działają w porozumieniu i pod kierunkiem
        swoich profesorów), za darmo (nie wolno im brać kasy). Doradzą, skierują do
        odpwoiedniej organizacji (np.walczącej o prawa ojców - możesz tez takiej
        poszukać na własna rękę), napiszą pismo do sądu itp.
        Sama działałam w takiej organizacji jako studentka i wiem, że "pracują" tam
        osoby ambitne, nierzadko pomoga Ci lepiej niż niejeden adwokat, bo tam chodzi
        również o ich naukę, zdobycie doświadczenia, więc zrobią wszystko żeby dociec
        prawdy/znaleźć sensowne rozwiązanie.

        Walcz, nie bądź bierny. Nie zasobnośc portfela świadczy o tym jakim jestes i
        jakim możesz byc ojcem. Nie pozwól, żeby Twój byt określały pieniądze. Nie daj
        sobą poniewierać, zwłaszcza wobec dziecka i w jego obecności pokaż, że jesteś
        godny szacunku.
        Nie odpowiadaj przemocą, chamstwem, pyskówką. Nie zniżaj się, szególnie w
        obecności dziecka, do poziomu żony.

        Życzę Ci powodzenia
      • ponury_drwiacy_szyderca Jest! 29.11.06, 15:51
        P(odrei)l szmatę i oszczędzaj własne ZDROWIE
      • zgw Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 17:24
        Bardzo Ci współczuję, przede wszystkim jako kobieta. Ale nie popadaj w dołek, bo
        to nie rozwiąże Twoich problemów. Znam blisko kilku mężczyzn, ze znacznie
        dłuższym stażem małżeńskim, którzy zostali w paskudny sposób wykiwani przez byłe
        żony. Nie były to małżeństwa patologiczne, pod żadnym względem. Patologicznie
        zachowywały się (i zachowują nadal, bo nie ma jeszcze wyroku dot.podziału
        majątku)właśnie kobiety. Ba - dzieci są manipulowane i wrogo nastawiane do ojców.
        Jeśli rozpada sie związek małżeński - to statystycznie częściej z winy mężczyzn.
        Najgorsze jest to, że prawie każdy sąd rodzinny opiera się w wyroku na
        statystykach a nie faktach.
        Poza tym - należy dążyć do szybkiej weryfikacji postanowień KR w kwestiach np.
        badań psychologicznych. I to całej rodziny, być może także teściów!

        W swoim otoczeniu zauważam pewną prawidłowość: kobiety są coraz bezczelniejsze,
        coraz bardziej nachalne w żądaniach. Swoją nienawiścią do byłego męża skażają
        psychikę dzieci.
        Wychowałam (bez męża i alimentów) syna i wiem, że potrzeby dziecka są skromne i
        matka może mu zapewnić znośną egzystencję nie sięgając po sądową oręż alimentów.
        Nie narzekam, że nie brylowałam, że żyłam skromnie.
        Ale samotne macirzyństwo to był mój świadomy wybór.

        Życzę Ci samych dobrych wiatrów w potyczkach życia. Życzę Ci, abyś nigdy nie
        zaznał niechęci ze strony dziecka.
        Nie rób sobie wyrzutów, że twoja była jest majętniejsza. Może wszystko się
        odwrócić. Nic nie jest dane człowiekowi na całe życie.
        A Ty - weź sie w garść i rób karierę.
        i jeszcze jedno: za drugim raze, zanim padniesz w ramiona następnej sarnookiej -
        uszczypnij się kilka razy.

        Pozdr.
      • beatrix17 Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 17:53
        ralph100 napisał:

        > ...
        > nie mieszkam z żoną rok.
        > >
        > czy jest jakiś sensowny sposób wyjścia z tej sytuacji?
        >
        > Wg mnie tylko jeden - znalezc inna kobiete, ktora pokochasz, a ona Ciebie,
        walczyc w sadzie o prawo widywania dziecka kiedy bedziesz chcial ( z tego co
        piszesz narazie nie ma problemu, zona sama zostawia Ci dziecko), stanac na
        nogi, nie ogladac sie za siebie. Czego Ci zycze .
        >
        >
        >
        >
        >
        >
      • bushman_wertigo Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 19:12
        Zdobadz sie choc raz na cyt np.: " Odpier..l sie suko"
        Na pewno nie pozostanie na ten komentarz obojetna.
        Poza tym mozesz zajac sie czyms, co ci przywroci wiare w siebie.
      • orkisz2 Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 23:26
        Możesz zdac się na decyzję sądu, ale możesz skorzystać z pomocy mediatora
        rodzinnego. Wyobrażam sobie, że każde z Was - Ty i Twoja była żona - trochę z
        innej perspektywy potrzegacie tę sytuację. Warto o tym porozmawiać w obecności
        kogoś z zewnątrz: zobaczyć jakie rozwiązanie najlepiej spełni potrzeby Waszego
        dziecka, jakie potrzeby i możliwości (np. wolny czas, zasoby finansowe) ma każde
        z Was i w jaki sposób wykorzystać je tak, żeby Wasz synek miał normalny kontakt
        z obojgiem rodziców.
        Często po rozstaniu trudno się uwolnić od małżeńskich ról i nie wyładowywać
        swojej złości wobec byłego partnera. Jednak kluczem do sensownego rozwiązania
        tej sytuacji jest spojrzenie z perspektywy rodziców wspólnego dziecka. Mediator
        rodzinny może być w takiej sytuacji pomocny. Z pewnością nie będzie Wam narzucał
        własnej opinii, nie będzie rozstrzygał kto ma rację, ale pomoże podjąć Wasze
        własne decyzje. Nie musisz lubić swojej byłej żony, ani też być zdany na jej
        sympatię, żeby móc uzgodnić wspólnie dobre porozumienie.
        pozdrawiam i powodzenia
      • zosia_samosia11 Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 00:43
        wyjedź za granicę. napewno żona poczuje stratę niańki. Nie chcę Cie krytykować,
        ale masz szansę poczuc się w tej chwili jak wiele kobiet. Ich praca związna z
        wychowaniem dziecka, nie przelicza się finanswo. Stąd tez mój rozwód, teraz
        muszę uporać się z wychowaniem dziecka sama, pomoc ojca polega na tym, że dwa
        razy do roku chce zabrać dzieciaczka i tyle, no i alimenty. to nie rozwiązuje
        problemów, wręcz je nawarstwia. Działam czasami wbrew sobobie i staram się robic
        plusy byłemu, żeby dzieciaczek chciał porozmawiać przez telefon. Szkoda mi
        dziecka, ono musi czuć, że mam mamę i tatę. To co ja teraz robie i jak się
        "zmieniłam", chociaż raczej się nie zmieniłam tylko zostałam ubrana w takie a
        nie inne ramki, w sumie mnie wykańcza, nie mam żadnego wsparcia, więc szaleję,
        własna firma, praca u kogoś, ciągle tylko praca praca żeby zapenić byt dziecku,
        sprostac roli matki i ojca. zostałam sama, zupełnie sama ze wszystkim. Ale co
        tam, załamuje się, później podnoszę i mam jeszcze wiekszą wole walki. Ciekawe
        jak to jeszcze długo potrwa:-( tak wygląda psychika człowieka po rozwodzie
      • lupus76 Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 13:54
        Jedyna rozsądna z punktu widzenia mężczyzny: nie zenić się i nie posiadać
        potomstwa... z tym, że Ty drogi Ralphie nie stety nie masz możliwości tak
        prostego rozwiązania... Może jednak zapomnieć o żonie i dziecku i pojechać w
        jakieś normalniejsze, niż RP miejsca na świecie.
      • agalek1 Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 14:10
        Cześć Ralph100!
        Nie jestem specem od rozwodów, ale z doświadczen mojej siostry wiem, ze
        wyznaczanie godzin spotkan dziecka z ojcm przez sąd jest wtedy gdy rodzice nie
        mogą sie w zaden sposob dogadac ze sobą, lub ojciec jakos zagraza dziecku i
        matka wystepuje o ograniczenie praw rodzicielskich dla ojca. Musi jakos to
        uzasadnic, a pieniądze tu zadnej roli chyba nie odgrywaja.... W kazdym razie sąd
        zleca badanie u psychologa dziecka w celu okreslenia jakie dziecko ma kontakty z
        rodzicami. Ty masz dobry kontakt z dzieckiem na to wygląda, nawet jesli tylko
        ogladasz z nim tv i grasz na komp. (a propos postu "zezowatej cos tam"). Dziecko
        sie z Tobą dobrze czuje, wiec nie ma sie czego obawiac. Najlepiej poczytaj o
        tym, poradz sie dobrego prawnika, lub ludzi ktorzy maja tu doswiadczenie.
        Byly mąz mojej siostry na nic sie nie zgadza i odwoluje sie od wszystkich
        niekorzystnych decyzji sadu i w ten sposob przeciąga sprawe o kolejne miesiace.
        Robi jej pod górke jak może tylko.
        Podaje tu ten przyklad, zebys wiedzial ze jesli byla zona bedzie chciala ci
        ograniczyc prawa rodzicielskie (przez wyznaczenie godzin spotkan z dzieckiem) to
        musi miec do tego podstawy inne niz chec dokopania ci i wlasne widzimisię. I że
        TY masz tu najwięcej do powiedzenia.
        Nie pozwól jej pomiatać sobą! Zareaguj od razu jak cie znieważy, nawet nakrzycz,
        ale jej nie obrażaj tak jak ona Ciebie, bo to dla dziecka jest bolesne. Myśle ze
        wzajemny szacunek rodziców to jest podstawa poczucia własnej wartości u małego
        dziecka. Mądra żona o tym nie wie?? Uświadom ją.Popracuj nad swoim poczuciem
        własnej wartości, bo zdaje sie ze troche sie dołujesz. Nie daj sie zdołować i
        upupić. Z każdej sytuacji jest wyjście.
        A jeśli chodzi o finanse... podobno każdy jest w stanie zdobyć to czego
        potrzebuje do życia i szczęścia.
        Wszystkiego dobrego!
      • hipek_ewci Re: Antyporadnik małżeński 04.03.07, 10:22
        Jestes dobrym czlowiekiem ,ale lubisz sie nad soba uzalac.Twoja zona ,czy byla
        zona nie pasuje do ciebie tu znowu przerost ambicji.Ona jest zla ze musi ciebie
        widywac.Ty przypominasz jej zyciowa porazke i musi wracac i rewidowac swoje
        myslenie o tobie w kontekscie czlowieka.To zaburza jej uczuciowosc i wywzwala
        agresje.
      • parablog Re: Antyporadnik małżeński 24.05.07, 00:32
        Zajrzyj na www.wstroneojca.pl - Grupa wsparcia
    • zg13 Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 00:04
      Twój mąż to miernota, a skoro żyjesz z nim to musisz być jeszcze większą miernotą.
    • dumpsterbear Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 29.11.06, 10:54
      No wlasnie, ile z was bylo zakochanych wchodzac w malzenstwo?
      Ja bylem zakochany kilka razy w moim zyciu ale nigdy ze wzajemnoscia.
      Mozliwe ze jestem dosc wymagajacy, bo wiele kobiet bylo i jest mna
      zainteresowanych.
      Teraz mam dziewczyne ktora ma wiele zalet jako potencjaly partner zyciowy, ale
      nie kocham jej. Ona mnie bardzo kocha i cisnie aby brac slub i miec dziecko.
      Co radzicie?
      • topolowka Re: Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 29.11.06, 14:38
        > Teraz mam dziewczyne ktora ma wiele zalet jako potencjaly partner zyciowy,
        ale
        > nie kocham jej. Ona mnie bardzo kocha i cisnie aby brac slub i miec dziecko.
        > Co radzicie?

        Kpisz czy o droge pytasz? Zerwij z nia jak najszybciej i nie zawracaj jej
        wiecej glowy. Dziewczyna tylko traci czas przy tobie.
        • lucusia3 Re: Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 29.11.06, 15:43
          Zerwij, niech dziewczyna nie ma zmarnowanego życia.
          Zastanów się gdy już będziesz sam jak definiujesz milość?
          Sprwadź czy tym, którzy mają szczęsliwe związki słowo miłośc kojarzy się z tym samym co tobie.
          Mam wrażenie, że jesteś człowiekiem dość niedojrzałym i oczekujesz "porywów", a te porywy to zazwyczaj pożądanie a nie miłość. Przechodzą też szybko.
          A biorąc pod uwagę, że ponoć kochałeś tylko takie, które Cie nie kochały, to kwalifikujesz się pod kompleks Don Juana. Jeżeli panna zwraca na ciebie uwagę, to znaczy,że nie jest warta milości. Chłopie lecz kompleksy a póki co nie marnuj nikomu życia.
      • chudymisio brzmi znajomo 29.11.06, 15:48
        Ja bym się nie wiązał małżeństwem w tej sytuacji. Bo prędzej czy później jakaś
        niunia rozbije takie małżeństwo. A wiadomo, na żonatych to lecą takie samotne
        wojowniczki ;)

        Tylko trochę dzieci by szkoda było :(
        Dziewczyna pewnie ciśnie, bo chciała by odwzajemnienia uczuć. I żeby to jeszcze
        na papierze było, tak już na pewno. Ale pośpiech to zły doradca.

        Miałem podobną sytuację i się nie związałem. Nie wiem czy dobrze czy źle
        zrobiłem, ale czuję, że sumienie mam czyste. Pozatym tkwi w nas za dużo miłości,
        by trzymać ją tylko dla jednej osoby ;)
      • kropisia Re: Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 29.11.06, 16:55
        Dunsterbear - gdybym to ja byla na miejscu tej dziewczyny najbardziej wdzieczna
        bylabym za rozstanie z uswiadomieniem braku milosci z Twojej strony. Nie mozna
        zbyt dlugo zyc w klamstwie lub glupiej nadzeji - bo to niezdrowe.
      • iziss26 Re: Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 29.11.06, 23:30
        Nie żeń sie na siłę! Kobieta powinna być dla Ciebie:żoną, kochanką,przyjacióką,
        kumplem i wtedy jest zdrowa atmosfera, o wszystkim mozecie pogadać wyjaśnić.
        Pamiętaj ze najważniejsze jest pierwsze wrażenie, jak Ona działa na męską
        stronę życia, jesli Cie pociaga,jesli możesz śmiało powiedziec jej czego
        oczekujesz to wtedy cos z tego będzie,niełudź się ze miłośc przyjdzie z czasem,
        bo tak naprawdę miłość mija w czasie a zastępuje ją kompromis i spontaniczność.
        Powodzzenia
      • hallo123 Re: Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 29.11.06, 23:41
        Poślubić kogoś bez miłości to największy błąd jaki można popełnić w życiu. Rani
        się drugą osobę i tak naprawdę najbardziej siebie. Jeśli jeszcze w takim
        związku pojawią się dzieci, to kto nauczy je kochać? Jaki będą miały przykład?
      • c.rayback Re: Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 29.11.06, 23:43
        Ze jak? Co radzicie? A co to - totolotek?
      • hodos Re: Czy byliscie zakochani wchodzac w malzenstwo? 27.12.06, 18:15

        zaproś twoja dziewczynę na to forum to my JEJ poradzimy;)
    • hazaja Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:05
      A myślałaś o terapii małżeńskiej? To nei jest takie głupie jak się wydaje.
      Wplątaliście się w chory układ, ale przecież da się z niego wyjść! Zawalczcie o
      miłość zanim uraz stanie się zbyt duży!
    • rixa Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:41
      Nigdy nie wyjdę za mąż... Przecież ja jestem gotowa zabić za krzywe
      spojrzenie... ps To zawsze tak prze* jest w małżeństwie?
      • tata_tomek Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:47
        rixa napisała:

        > To zawsze tak prze* jest w małżeństwie?

        Na szczęście nie. Znalazłem takie coś, i to na pierwszej stronie portalu:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=53016151&a=53016151
    • ulo99 Co za po----any artykuł!!!! 29.11.06, 15:42
      Nawet jeśli to "jaja" to podejmowanie takiego tematu świadczy o dewiacji
      dzienikarza i jego chorych kompleksach
      To bez sensu.Komu może zależeć na rozbijaniu małżeństw białych ludzi- Arabom
      czy Chińczykom???
      • nighthawk00 Re: Co za po----any artykuł!!!! 29.11.06, 19:03
        grunt to zrozumieć sens...
      • reset999 Re: Co za po----any artykuł!!!! 05.03.07, 12:54
        eeee co?
    • obsydianowy-gargulec Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:44
      Te historie są wyssane z palca!

      1. Popatrzcie na imiona: Anka, Benek, Cezary, Darek, Elżbieta. ABCDE. Przypadek?

      2. Opowiastka nr. 4: W końcu Darek czy Edek?

      Nieładnie! To się nazywa "reportaż" tanim kosztem.
      • tata_tomek Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:50
        obsydianowy-gargulec napisała:

        > Te historie są wyssane z palca!
        > 1. Popatrzcie na imiona:

        Założyłbym się, że opowiadający zatrzegli sobie niepublikowanie ich prawdziwych
        imion. Przecież nie imiona są tu ważne, ale opisane sytuacje.
        • obsydianowy-gargulec Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:51
          Czyli Darek to Edek? ;-)
          • tata_tomek Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 16:07
            obsydianowy-gargulec napisała:

            > Czyli Darek to Edek? ;-)

            Czyli: nieszczęśliwi ludzie to nieszczęśliwi ludzie. Bez radosnych emotikonków.
            • obsydianowy-gargulec Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 16:29
              Pozwól, że sama będę decydować o tym, co piszę.

            • c.rayback Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 23:49
              Daj spokoj,w wiekszosci przypadkow to jakas swiadoma decyzja.Nie ma co dmuchac tego balona i uzywac pompatycznych fraz.
      • dziewczynazperla Są, są wyssane z palca. 29.11.06, 23:52
        A nie zastanawia Was ten Hlasko i Oblomow, ten szwajcarski zegar z kukulka...
        Smierdzi na kilometr.

        Czytalam jedna z ksiazek Pani Psychoterapeutki, bzla dosyc dobra, ale ten
        artykul... Do mnie to nie przemawia. To chaltura jakas.
    • malopolanka100 Pani Milska Wrzosińska zbyt ogólnie 29.11.06, 15:48
      podchodzi do listów, ktore tu naprawde sa kopalnia wiedzy dla psychologa. Nic
      nie wnoszące opinie- może lepiej po prostu puścić same listy bez takich
      beznadziejnych komentarzy
      • japin Re: Pani Milska Wrzosińska zbyt ogólnie 29.11.06, 16:05
        W tym przypadku beznadziejna jesteś raczej ty. Pani Zofia Milska-Wrzosińska
        jest znaną psychoterapeutką z kilkunastoletnim stażem. Jest dyrektorem
        Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Ma spory dorobek - wystarczy pogrzebać
        w internecie.
        • szekielka Pani Milska Wrzosińska = beznadziejnie i plytko 30.11.06, 13:11
          Moze i ta pani ma staz. Ale jej odpowiedzi to niemal zawsze dno. I to dno
          totalne.
          A jesli chodzi o "grzebanie w Internecie": nie chce niczego o tej
          pani "wygrzebywac", bo nie o to idzie. Czytam okreslona rzecz i jej komentarz
          do tejze rzeczy. W 95% komentarz idiotyczny, nie glebszy niz wydukalby srednio
          rozgarniety uczen gimnazjum po przeczytaniu tych samych listow.
          Jesli ten jej staz to kilkanascie lat pisania takich dennych komentarzy, to
          naprawde nie widze powodow do dumy.
    • moravia Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:49
      To i tak cud jakiś, że to wciąż małżeństwa- no! A po takiej lekturze to się az
      nie chce zakładać podstawowej komórki
    • w_ania3 Antyporadnik małżeński 29.11.06, 15:55
      hm, czytajac to wszystko widze ze w moim zwiazku wina lezy po obu stronach. Ja
      robie cos zle a on cos innego. Niestety zal ktory narasta wiele psuje. Mam
      córeczkę i synka, pracuję, a i tak slysze ze nic nie robię. Seks jest nieudany
      podobno z mojej winy, bo jestem za mało kobieca. Przykre ze ja ani inni tego nie
      zauwazaja, ale jak widać moj partner tak. Rzeczy ktore zostały miedzy nami
      powiedziane są przykre i bolące. Niestety nie jestem bez winy. Jednak to we mnie
      tli sie chęc ucieczki, bo wiem ze nie jestem taką osobą jaką teraz jestem. By
      móc sie "obronic" przez nim i wywalczyć dobie jakąś w miare partnerską pozycję
      zmieniam sie w "zolnierza". gdy jestem mila i kochana niestety zawsze na tym
      trace. Czyzbym związała sie z nieodpowiednim czlowiekiem. Nie mamy slubu i teraz
      myslę ze to super. Dodatkowe obciązenie psychiczne by mnie zabiło. Ciekawa tylko
      jestem ile mogę jeszcze wytrzymać w tym "slodkim więzieniu"?
      • wilfbrim Re: "your inner child of the past" 29.11.06, 18:01
        Ludzie nie walcza ze soba z logicznych powodow (najczesciej).
        Kazdy czegos tam sie nauczyl w dziecinstwie, kazdy zostal jakos tam skopany przez wlasnych rodzicow,
        zakazony ich wsciekloscia, albo bezradnoscia. Brakowalo granic, albo bylo ich za duzo.
        W zyciu doroslym stajemy sie dla samych siebie rodzicami i traktujemy sie adekwatnie do otrzymanych
        wzorcow. Adekwatnie traktujemy tez naszych partnerow... Niestety nie zawsze jestesmy w stanie w pore
        sie powstrzymywac przez tym absurdem...
        W temacie polecam "Your inner child of the past" W. Hugh Missldine. Swietna ksiazka. Duzo tlumaczy.
        • ziutap1 Re: Antyporadnik małżeński 18.05.07, 09:54
          Najlepiej wszystko na rodziców zwalić. Kochać trzeba, a nie przeliczać kto
          bardziej i dlaczego to jest niesprawiedliwe. A kochać to chcieć dla ukochanego
          tego co najlepsze i wszystko w tym kierunku robić.
    • kwako1234 Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 16:02
      wiesz u nas w kulturze przyjęte jest że to facet dobrze zarabia że utrzymuje
      cały dom i w ogóle
      niestety to nie zmieni się za szybko myślę że twój facet ma doła z tego powodu
      czuje się gorszy i nie chodzi tu o to że jest gorszy od ciebie ale od obrazu
      faceta jako silnego utrzymującego rodzinę :| co z tym zrobić nie wiem :| bo to
      wina starego wychowania. on może się zadręczać czy coś pogadaj z nim na
      poważnie gdzieś tylko wybierz dobry moment żebyś go nie zagoniła w kozi róg i
      żeby nie poczuł się atakowany pytaniami.
      • jagryska Re: Antyporadnik małżeński 16.05.07, 08:58
        > wiesz u nas w kulturze przyjęte jest że to facet dobrze zarabia że utrzymuje
        > cały dom i w ogóle

        W protokole przedślubnym Kościoła Katolickiego jest paragraf o mniej więcej
        takiej treści "czy wie, że obowiązek utrzymania rodziny spada głównie na męża?"
        i drugi, że to żona poświęca swoją pracę dla macierzyństwa.

        Żyć, nie umierać...
    • obywatel_piszczyk Najpierw "lepszy rydz niż nic", a potem żale... 29.11.06, 16:35
      Widziały gały co brały-kochane panie i panowie:-)
      • topolowka Re: Najpierw "lepszy rydz niż nic", a potem żale. 29.11.06, 17:18
        > Widziały gały co brały-kochane panie i panowie:-)- zabredzil obywatel
        piszczyk.

        Palant. Jak sie krotko zyje, to mozna tak bredzic. Ale ludzie zyja dlugo i sie
        zmieniaja. A zawsze jakis mlodociany medrzec wyskoczy z ta glupia uwaga.
    • sinistra80 Czmychu, znam sytuację 29.11.06, 17:09
      Tak było w moim poprzednim związku. Każdy mój sukces bardzo go uwierał. Zajął
      się konsekwentnym obniżaniem mojej samooceny. W tym był i jest mistrzem nad
      mistrze. Skończyło się wieloletnią terapią.
      Łatwo się radzi, ale...zwiewaj od niego. Szkoda życia. Ten typ tak ma, że musi
      zniszczyć, bo musi czuć że jest wyżej.
    • mala80 Antyporadnik małżeński 29.11.06, 18:07
      witam was własnie się rozwodze ,złozyłam juz papiery ,nie wiem tylko czy
      wytrzymam przed sadem,nie wyobrazam sobie tego ,rozwodze sie dlatego ze mój
      maż był alkoholikiem i był psychicznie chory na umysle cały czas sie wieszał ,
      moja rodzine i mnie szantazował tym.mam nadzieje ze uda mi się rozwiesc i to nie
      bedzie mniało wpływu na rozwód koscielny .trzymajcie za mnie kciuki :)bo
      pierwszy raz sie rozwodze :)moj zwiazek zawarty był konkordatowo.pozdrawiam
      agnieszka :)jesli ktos chce porozmawiac lub udzielic mi jakis rad oto mój meil
      mala80@gazeta.pl
    • darkusmax Antyporadnik małżeński 29.11.06, 19:05
      Traktowałem swoja żonę jak świętość, prawie nosiłem na rękach, wyręczałem w
      czym tylko mogłem, w każdym domowym zajęciu, zajmowałem się synem gdy ona
      pracowała, chciałem zapewnić dobry byt rodzinie, Niewiele jej było potrzeba,
      uważała, że to co jest wystarczy.. Stać byłoby nas i na 3 dziecko, które nigdy
      się nie urodzi bo wbrew mojej woli, moich wylanych łez, usunęła tę ciążę..
      Przez 16 lat musiałem kontrolować się za nas dwoje. Ona nie stosowała zadej
      metody antykoncepcyjnej.. Jak być z taką kobietą, która bezbronne własne
      dziecko i swojego kochanego męża [jak mówi teraz podczas przeciaganych przez
      nią rozpraw sądowych] niszczy?? Pracujemy obydwoje, mogliśmy uczciwie zarabiać
      przyzwoite [nawet duże pieniądze], stać byłoby nas.. Goryczy temu wszystkiemu
      dodaje, że Ona nie czuje wyrzutów sumienia.. Jak mogła po tym tulić w ramionach
      naszą wówczas dwuletnia córkę?? ..z którą zrobiłaby to samo, gdyby wiedziała,
      że od niej odejdę.. [to jej słowa] Ale ja nie chciałem odchodzić i nie
      odszedłbym, choć tak jak w małżeństwie jest raz gorzej, raz lepiej ale ten jej
      czyn to był nóż w serce.... Od tamtego momentu moje życie przypomina równię
      pochyłą po której staczam się ale nie chcę się poddać. Po 3,5 roku poznałem
      normalną osobę, założyłem sprawę o rozwód.. która trwa od września 2005 i w
      której to ja jestem wszystkiemu winny.. Ile mozna znieść? ile wybaczyć? Jestem
      wypalonym człowiekiem [dla niektórych osób z grona internautów, głupim]
      • drojb Darkus, nie jesteś głupi, ale jesteś 29.11.06, 19:48
        ofiarą katolicyzmu. Twój przypadek, to bardzo jaskrawy przykład, że kierowanie
        się dogmatycznymi zasadami dzieli ludzi i uniemożliwia im porozumienie. A ty
        tak się zaparłeś w egoistycznym masochizmie, że rozwaliłeś związek - i to ty,
        ty właśnie, jesteś krzywdzicielem. Aborcja nie ma tu nic do rzeczy - szukasz
        pretekstu.
        • pxm drojb oj chrzanisz 29.11.06, 20:04
          strasznie chrzanisz, jak masz tak dołować innego człowieka to się lepiej nie
          wypowiadaj!
          • c.rayback Re: drojb oj chrzanisz 29.11.06, 23:53
            Niesety,ma racje.Przechodzilem to samo,bez dzieci i bez malzenstwa,popelnilem dokladnie te same bledy.
      • pxm trzymaj się darkusmax 29.11.06, 20:02
        chciałabym kiedyś mieć takiego męża jak Ty :)

        pomyślności dla wszystkich wypowiadających się na tym forum pokrzywdzonych
        osób :)

        artykuł mam nadzieję dał - tak jak mi - wiele do myślenia wszystkim...
        • a.niech.to Re: trzymaj się darkusmax 29.11.06, 21:26
          pxm napisała:

          > chciałabym kiedyś mieć takiego męża jak Ty :)
          Zanim to nastąpi zacznij rozróżniać słowa od ich autorów.
          • pxm eh aniechto daj spokój 01.12.06, 13:41
            dziękuję, ale nikogo nie prosiłam o radę :/
      • xnw4 Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 21:15
        Trzymaj sie chlopie,
        tylko spokoj, naprawde.
        Zdarzaja sie naprawde przerozne
        rzeczy, wyobraznia to za malo.

        darkusmax napisał:

        > Traktowałem swoja żonę jak świętość, prawie nosiłem na rękach, wyręczałem w
        > czym tylko mogłem, w każdym domowym zajęciu, zajmowałem się synem gdy ona
        > pracowała, chciałem zapewnić dobry byt rodzinie, Niewiele jej było potrzeba,
        > uważała, że to co jest wystarczy.. Stać byłoby nas i na 3 dziecko, które
        nigdy
        > się nie urodzi bo wbrew mojej woli, moich wylanych łez, usunęła tę ciążę..
        > Przez 16 lat musiałem kontrolować się za nas dwoje. Ona nie stosowała zadej
        > metody antykoncepcyjnej.. Jak być z taką kobietą, która bezbronne własne
        > dziecko i swojego kochanego męża [jak mówi teraz podczas przeciaganych przez
        > nią rozpraw sądowych] niszczy?? Pracujemy obydwoje, mogliśmy uczciwie
        zarabiać
        > przyzwoite [nawet duże pieniądze], stać byłoby nas.. Goryczy temu wszystkiemu
        > dodaje, że Ona nie czuje wyrzutów sumienia.. Jak mogła po tym tulić w
        ramionach
        >
        > naszą wówczas dwuletnia córkę?? ..z którą zrobiłaby to samo, gdyby wiedziała,
        > że od niej odejdę.. [to jej słowa] Ale ja nie chciałem odchodzić i nie
        > odszedłbym, choć tak jak w małżeństwie jest raz gorzej, raz lepiej ale ten
        jej
        > czyn to był nóż w serce.... Od tamtego momentu moje życie przypomina równię
        > pochyłą po której staczam się ale nie chcę się poddać. Po 3,5 roku poznałem
        > normalną osobę, założyłem sprawę o rozwód.. która trwa od września 2005 i w
        > której to ja jestem wszystkiemu winny.. Ile mozna znieść? ile wybaczyć?
        Jestem
        > wypalonym człowiekiem [dla niektórych osób z grona internautów, głupim]
    • tege Kto mi wytłumaczy? 29.11.06, 20:48
      Jak można tak zinstrumentalizować małżeństwo, żeby rozwód zrównać do korzystania
      z ulg podatkowych etc.?
      Bo ja nie mogę tego pojąć...
      żenada
      • a.niech.to Re: Kto mi wytłumaczy? 29.11.06, 21:10
        Mój ex Ci wytłumaczy. Może wtedy pojmiesz,a bywał sugestywny w czynie i słowie.
        Mnie się nie udało, chociaż przedstawiał mi wyliczenia przez pół roku.
    • xnw4 Antyporadnik małżeński 29.11.06, 21:08
      Najciekawiej jest jak czlowiek
      staje sie bankomatem, a do tego
      jeszcze sie okazuje, ze nic nie wie
      i kompletnie nic nie rozumie, nic
      nie potrafi i wszystko psuje jak zwykle.
      Potem juz idzie z gorki
    • nessuno Re: Antyporadnik małżeński 29.11.06, 21:42
      czmych101 napisała:

      > No właśnie, małżeństwo można rozbić na wiele sposobów. Mój mąż na przykład nie
      > znosi, kiedy
      > mam dobry nastrój i kiedy odnoszę sukcesy w pracy. Im mi jest lepiej, tym on ba
      > rdziej mi ten dobry
      > nastrój chce popsuć. Może to jakieś kompleksy, może niska samoocena. On czuje s
      > ię dobrze tylko
      > wtedy, kiedy ja jestem w dołku, bo to on wtedy jest górą. Zmęczona jestem tym.
      > Dlatego też
      > przeczytałam ten artykuł.

      Współczuję. Za przeproszeniem, Twój facet to zwykły dupek.Ja cieszę się każdym
      najdrobniejszym nawet sukcesem swojej żony, smucę się, gdy Ona ma jakiś
      problem.Tak samo jest w drugą stronę. Dzięki temu zawsze sobie ze wszystkim
      radzimy, bo jakże mogłoby być inaczej? Ostatnio życie bardzo boleśnie nas
      doświadczyło i tylko dzięki temu, że wiele mamy w sobie optymizmu i samozaparcia
      udaje się nam przez to w miarę"gładko" przejść.
    • dumpsterbear Czy byliscie zakochani biorac slub??? 29.11.06, 23:54
      Zadalem to pytanie na forum (patrz ponizej), bo sam jestem blisko takiej
      decyzji. Dostalem 7 odpowiedzi - wszystkie na nie. Czekam na odpowiedzi tych
      co tak zrobili. Jak bylo potem? Bo ja wiem ze jest mnostwo takich par. Np.
      moi rodzice (potem sie rozwiedli), moj brat (przez wiele lat bylo im b. ciezko,
      ale teraz jest calkim ok).
      • w_ania3 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub??? 30.11.06, 08:58
        jeśli branie slubu mozna zastapic byciem ze soba i stworzeniem rodziny to moge
        cos o sobie powiedziec. ja mam rodzine chociaz nie mam slubu. Walczyłam o mojego
        partnera, zeby byl bardziej wyrozumialy, zeby przestal byc zlosliwy, zeby dalo
        sie z nim zyc. I cos wywalczylam, ale teraz z perspektywy nie wiem czy to byla
        wielka milosc czy raczej wyzwanie i zal straconego czasu (czasu ktory
        spedzilismy na docieraniu sie).Gdybym mogla cofnac czas nie walczyłabym juz.
        Wiedzialabym, ze skoro takie rzeczy trzeba robic na poczatku to nie wrozy
        dobrze. Bo nie wchodząc w szczególy po czyjej stronie była wina, nie można
        spedzić życia na walce z "najblizszą osobą". Mam nadzieje, że jestes pewien
        swojej decyzji, ze nie bedziesz szukal dalej za jakis czas. Ja teraz jestem w
        kropce, dlatego wiem co mowie. Nie wiem czy kocham, nie czuje sie w swoim
        zwiazku dobrze, nie wspolzyje, chociaz chcialabym, a mam dzieci. Konkluzje mam
        taka, jesli masz watpliwosci juz na poczatku to nie brnij dalej.
        • biserka79 Re: Czy byliscie zakochani biorac slub??? 25.05.07, 13:19
          Nie znam związku, w którym nie miałyby miejsca czy na początku czy później
          jakieś wątpliwości oraz docieranie się.
          • gross-on Re: Czy byliscie zakochani biorac slub??? 26.05.07, 06:05
            tyle, že to docieranie može nie podobač sie ludziom o niskiej o-d-pornošci...
    • andrzejzb Re: Antyporadnik małżeński 30.11.06, 01:01
      Wiecie co?
      Poważnie się zastanawiam kto, dla kogo i w jakim celu pisze takie artykuły. Serio.
      • tees1 typowa destrukcyjna dzialalnosc GW 25.06.07, 14:54
        "Zbierać kwity na męża":

        www.gazetawyborcza.pl/0,75809.html
    • mediator9 Ludzie się rozwodzą, bo się nie kochają 30.11.06, 17:07
      To jest bardzo proste. Ludzie się rozwodzą, bo się nie kochają. Nie kochają się
      dlatego, że ich drogi się rozchodzą. Drogi rozchodzą się ponieważ nie ma między
      ludźmi wystarczającej komunikacji. Komunikacja to między innymi rozmowa, a
      ludzie z różnych względów mało rozmawiają, lub nie potrafią rozmawiać. Rozmowa
      polega na mówieniu i słuchaniu, czyli na wymianie swoich poglądów, potrzeb i
      oczekiwań. To prowadzi do ustosunkowania się do nich i spełnianiu lub nie
      spełnianiu ich. Jeśli się o nich nie wie, z powodu braku rozmowy, nie można ich
      spełnić i oczekiwać, że druga strona spełni nasze.
      Trudności w komunikacji wynikają z braku czasu i zaangażowania, lub z nadmiaru
      emocji. Często jest bowiem tak, że emocje uniemożliwiają nam konstruktywną
      rozmowę. W takim przypadku można zgłosić się do mediatorów rodzinnych, którzy
      są w stanie pomóc w przeprowadzeniu konstruktywnej rozmowy i dojściu do
      konkretnych rozwiązań. Jest to możliwe jak chce się ratować związek, ale
      również kiedy chce się rozstać na satysfakcjonujących obie strony warunkach i w
      godny sposób. W szczególności, kiedy w rodzinie są dzieci.
      Jak znaleźć mediatorów rodzinnych? Najlepiej wpisać w wyszukiwarce hasło
      mediacja. Życzę konstruktywnych rozmów!
      • joasia402 Re: Ludzie się rozwodzą, bo się nie kochają 01.12.06, 00:06
        czy możecie mi powiedzieć gdzie w Opolu mozna skorzystac z pomocy takiego
        mediatora rodzinnego???
      • katrina_bush Nie ma jedynie słusznej recepty na udany związek. 02.04.07, 20:25
        Nie ma jedynie słusznej recepty na udany związek.
    • brooklynka1 Antyporadnik małżeński 02.12.06, 14:59
      Pani Wrzosinska, co z pani za psycholozka, skoro nie widzi Pani, ze zona
      Cezarego ma powazne problemy. To nie jest "partner stale się uniesprawniający,
      pełen poczucia krzywdy i wyrozumiałości dla siebie" tylko kobieta potrzebujaca
      pomocy, a moze, skoro czasem nie wstaje nawet z lozka, cierpiaca na kliniczna
      depresje. Ze Cezary jest slepy i zamiast zatroszczyc sie o swoja partnerke
      ucieka i olewa to sie nie dziwie. To smutne, ale wiekszosc osob nie ma
      swiadomosci ze przyczyny cierpien psychicznych moga byc zlozone i ze osoba ktora
      cierpi nie moze ot, tak poprostu wziac sie w garsc. Ale ze Milska-Wrzosinska,
      ktora bezustannie ustawia sie w mediach jako psychologiczny autorytet, nawet sie
      nie zajaknela, ze byc moze zona Cezarego potrzebuje troski, uwagi i
      profesjonalnej pomocy, to jest skandal. Jezeli w taki sposob traktuje ona swoich
      pacjentow, jesli takie porady daje osobom ktore przychodza do niej na terapie,
      to znaczy ze nie powinna w ogole wykonywac zawodu psychologa.
      • jagnaontario Re: Antyporadnik małżeński 02.12.06, 22:23
        Nonsens. Z Ameryki przyszła moda, żeby każde zachowanie wskazujące na
        charakteropatię opisywać mianem choroby - a depresja jest chyba najmodniejsza.
        W ten sposób każde lenistwo czy po prostu niedostosowanie można usprawiedliwiać
        jednostką chorobową. A zachowania (prawdziwe czy wymyślone) tej pani na
        depresję nie wskazują. Podobnie ma się z leniuchami, którzy nieznajomość
        ortografii tłumaczą dysleksją lub dysgrafią. Moje dziecko, gdy pogorszyły mu
        sie oceny z polskiego z powodu fatalnych błędów, zostało skierowane przez
        wychowawcę do szkolnego psychologa, od którego wróciło z pisemną diagnozą -
        dysgrafia i dyslekcja. Zadałam kilka pytań o reguły ortograficzne, i usłyszałam
        stek bzdur. Nie zdzierżyłam newsów o Ó (o z kreską), wymienianym na Ż i
        zakazałam wszelkich uciech doczesnych, dopóki nie nauczy się zasad pisowni i
        ortografii. I co się okazało? Jestem mistrzem w leczeniu takich zaburzeń - po 3
        dniach dysfunkcje językowe zniknęły bezpowrotnie. Cud!

        Wystarczyłoby, gdyby ta pani zobaczyła męża w towarzystwie czystej, schludnej,
        uśmiechniętej i zadbanej kobiety - jestem pewna, że depresja uleciałaby z niej
        z predkością światła. Czasami potrzebny jest życiodajny impuls - w tym wypadku
        skok w bok mógłby być takim zimnym prysznicem. Obawiam się natomiast, że jedna
        mała przygoda mogłaby spowodować trwałe zaangażowanie się tego wyczerpanego
        własną rodzina pana - i ewentualna metamorfoza pani małżonki domu mogłaby już
        nie przynieść żadnego efeku.

        Ale to nie mój problem.

        Pozdrawiam, Jagna.
    • tweenee_duck A dlaczego nikt nie napisze o tesciach ! czasem to 03.12.06, 13:24
      naprawdę potwory które chcą rządzić - żona lub mąż to ich macki a dzieci szpiedzy !!
    • ruda1002 Re: Antyporadnik małżeński 03.12.06, 14:06
      a ja mam problem troche innej natury.nie jestem mężatką ale byłam 4 lata w
      związku, który skończył sie miesiąc temu.I niestety, bardzo dużo w tym mojej
      winy.Nie potrafiłam docenić mojego chłopaka,powiedzieć dziękuję, co z resztą
      wogóle nie wychodzi mi dobrze ale uczę się.Zrobiłam wiele idiotycznych błędów i
      rzeczy, których bardzo żałuję.Pech chciał, że pojawiła się ONA.Nie wiem czy
      piękna-on mówi ze to nie walory fizyczne go zafascynowały, ale napewno zupełnie
      inna.Dziewczyna z Turcji, innego wyznanie, kultury, obyczajów.Dzięki niej mój do
      niedawna chłopak zaczął dostrzegać nasze różnice i moje zachowanie, które już od
      dawna było nie fair.Czepiałam się jakichś idiotycznych drobiazgów.No i stało
      się, że powiedział mi, że to koniec.Dopiero teraz zauważyłam to wszystko co
      robiłam,krzywdziłam go a on to znosił aż do czasu.Prosiłam go o szansę, bo wiem
      że mogę to zmienić.Dla niego zrobilabym wszystko.Boję się,że jest już zbyt
      późno.Powiedział, że teraz daje szansę im.Ale do samego końca mówił,że mnie
      kocha. Spotkałam się z nim i widziałam to.Czy będę głupia jeśli zaczekam????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka