sredni4
29.12.06, 10:12
„Kanonizacja” Kuronia
Gdy pojawiły się dowody, że pod koniec lat osiemdziesiątych Jacek
Kuroń negocjował ze służbami specjalnymi, a konkretnie z płk. Janem
Lesiakiem, Lech Wałęsa powiedział zaraz, że czynił to z jego upoważnienia, i
że takie upoważnienie dał 20 innym współpracownikom. Zaczęto zachwalać, że
przecież te rozmowy z władzą doprowadziły do Okrągłego Stołu i do
transformacji ustrojowej. Wezwanie posłów LPR, by odebrać Kuroniowi Order
Orła Białego nadany mu przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wywołało
lawinę wypowiedzi o kalaniu świętości. Posypały się ataki na nas ze
wszystkich stron. Częstym obiektem tych ataków byłem też ja. Henryk Wujec
powiedział w TVN 24, że „ojciec Romana Giertycha kolaborował z Jaruzelskim, a
dziadek z wywiadem wojskowym” (31.VIII.06, TVN 21.45). W programie TVN "Teraz
my" (6.IX.06), w którym posła Wojciecha Wierzejskiego idiotycznie postawiono
do dyskusji o Kuroniu z jego synem Maciejem Kuroniem, znowu zostałem
zaatakowany za tę rzekomą kolaborację. Natomiast o Jacku Kuroniu pojawiły się
teksty iście hagiograficzne. Mamy o nim pamiętać jako o tym, który walczył z
komuną i rozdawał bezdomnym zupki. Puszczono hasło, by zapalać świeczki na
jego grobie. Przy tym grobie spotkali się jego towarzysze walk politycznych z
Mazowieckim i Michnikiem na czele. W mediach poszła informacja, że
nieżyjącego już, a więc nie mogącego się bronić bohatera, opluwają działacze
LPR, a tymczasem winni mu być wdzięczni, bo doprowadził do obalenia systemu
komunistycznego i wolności, z której również endecy dziś korzystają. Tak oto
tworzy się legendę o kryształowej postaci, której krytykować nie wolno.
Po śmierci Piłsudskiego jego pretorianie nawet wprowadzili obłożone
sankcją karną prawo o zakazie naruszania czci Marszałka. W podobny sposób
próbuje się dziś wynieść na ołtarze pamięci narodowej Jacka Kuronia.
Cała sprawa wymaga uporządkowania.
Po pierwsze zasada nie krytykowania zmarłego dotyczy osób
prywatnych i życia prywatnego. Przenoszenie jej na osoby publiczne i ich
działania polityczne jest bez sensu, gdyż uniemożliwiałoby prowadzenie
jakiejkolwiek analizy historycznej. Mnie jest przykro, że krytykują mojego
ojca i rozumiem, że Maciejowi Kuroniowi może być przykro, że krytykują jego
ojca. Ale bez tej krytyki nigdy nie doszlibyśmy do prawdy historycznej. Uczyć
się trzeba na prawdzie, a nie na legendzie. Tymczasem wyłączanie działalności
zmarłej osoby publicznej spod krytyki jest działaniem mającym na celu ukrycie
prawdy.
No a teraz sprawa zasadnicza. Jaka była ta prawda? W ocenach możemy
się różnić, ale najpierw ustalmy fakty.
Jacek Kuroń nie był zdrajcą i nikt go o to nie oskarża. Był wierny,
do bólu wierny, swoim przekonaniom i to budzi szacunek. Ale przekonania,
jakie miał już szacunku nie budzą.
W czasach stalinowskich był on organizatorem czerwonego harcerstwa.
W marcu 1968 znalazł się w konflikcie z PZPR, do której należał. Był, wraz z
Karolem Modzelewskim, jednym z najgłośniejszych dysydentów rewolty marcowej.
Był to konflikt wewnątrz-komunistyczny. Kuroń reprezentował nurt
trockistowski, a więc niejako był na lewo od obozu władzy. Znalazł się w
opozycji. Przez następne 22 lata nie należał do nomenklatury, a sporo lat
przesiedział w więzieniach. Ale czerwonych poglądów nie wyrzekł się nigdy.
Jeszcze zanim w 1976 r. pojawił się KOR, mój ojciec już krytykował
to środowisko, właśnie za jego rewolucyjne i lewicowe poglądy. Napisał w
Londynie ulotkę (List otwarty do społeczeństwa polskiego w Kraju, 1.VI.1976),
którą rozesłał pocztą do kraju do biskupów, redakcji gazet, władz partyjnych
i państwowych. Była ona zdecydowanie antykomunistyczna. O dziwo nie utknęła
na poczcie tylko w dużym stopniu dotarła do adresatów (czy to miałoby być tą
współpracą z wywiadem wojskowym, o której mówił Wujec?). Zresztą władza PRL-
owska miała swoje metody działania. Oryginalnej ulotki było nie wiele,
natomiast władza puściła w obieg nieco zmienioną, by bardziej odpowiadała
interesom PZPR. W tej zmienionej był na przykład atak na Stefana
Kisielewskiego, którego nie było w oryginale (obie znajdują się w Bibliotece
Kórnickiej PAN, a zapewne i w innych). Perypetie z tą ulotką ojciec opisuje w
Opoce nr 13 z grudnia 1976 r. (str. 73-75). (Dziś wiemy dodatkowo o
masońskich powiązaniach KOR-u. Ludwik Hass w książce „Wolnomularze polscy w
kraju i na świecie 1821-1999 – słownik biograficzny”, W-wa 1999, spośród
zmarłych już członków KOR-u jako członków masonerii wymienia Ludwika Cohna,
Jana Kielanowskiego, Edwarda Lipińskiego, Jana Józefa Lipskiego i Klemensa
Szaniawskiego).