nick3
04.02.07, 02:55
Jonasz napisał:
>nieskończenie obrażona sprawiedliwość Boga została przejednana przez
>nieskończonej wartości zadośćuczynienie.
>"I ze zgrozą odwracamy się od sprawiedliwości, której ponury gniew czyni
>niewiarygodnym posłannictwo miłości".
>Ratzinger zdaje się więc odpowiadać Witwickiemu: ma pan rację, ta
>interpretacja jest okropna - ale to nie chrześcijaństwo!
Niestety, to JEST chrześcijaństwo!
O tym, co jest chrześcijaństwem nie decydują deklaracje teologów.
(Mułłowie mogą nam jednego dnia powiedzieć, ze islam jest religią pokoju, a
drugiego, że - religią wojny. A trzeciego, że to się nie wyklucza, "jeśli
tylko to właściwie rozumieć":)
To bardzo ważne, by to zauważyć: chrześcijaństwem jest to, w co realnie
wierzą realni chrześcijanie!
Tworzywem religii są przede wszystkim emocje, a nie doktryny. To wpajane
przez religijne wychowanie (i rytuały, wizerunki religijne, muzykę) emocje
kształtują ludzkie postawy życiowe.
To one kształtują lub niszczą ludzką zdolność do kochania.
Doktryny są tylko wehikułem do przenoszenia i implantowania emocji.
Można za empirystami (i teologami apofatycznymi:) zaryzykować twierdzenie, że
do twierdzeń religijnych nie wkładamy żadnej zrozumiałej treści.
Mają one natomiast nagromadzoną od pokoleń ogromną siłę oddziaływania
emocjonalnego.
Jeśli tak spojrzymy na to, czym jest chrześcijaństwo (czy islam), nie da się
uniknąć rzetelnego rozliczenia z własną tradycją na drodze 'deklaracji
kamuflujących' w rodzaju "Islam jest religią pokoju." albo "Bóg jest
miłością."
W istocie one same mogą się okazać częścią szwindlu emocjonalnego.