Dodaj do ulubionych

Listy czytelników: Dyskusja o lustracji czyli "...

22.03.07, 18:26
Zadziwiające... "Za co najmniej intelektualny skandal uważam pogląd, iż
podpisanie oświadczenia, iż nie było się świnią ma coś wspólnego z "łamaniem
sumienia" lub stanowi "powód do wstydu"
To nie w tym rzecz, lecz w sposobie działania naszej władzy, w
niedemokratycznym obrzydliwym przymusie i poczuciu, ze PiS jest jedynym
majacym monopol na rację i świętość. Nie chcę miec takich przywódców, juz raz
ich miałam - myslałam, że odeszli na zawsze... Koło historii sie obrócilo raz
jeszcze tylko bardziej zgrzyta i śmierdzi
Obserwuj wątek
    • ford.ka Głos osobny 22.03.07, 19:04
      Drogi Panie Wojciechu,

      Nikt Pana nie poprosił (ani w ustawie, ani w życiu, jak się domyślam), by
      zaświadczył Pan, że nie był Pan świnią. Jeśli złoży Pan podobne oświadczenie,
      Pana pracodawca może uznać, a IPN zrobi to z całą pewnością, że odmówił Pan
      wykonania ustawowego obowiązku i usunąć Pana z pracy. A teraz, kiedy
      opublikował Pan swój list, podlega Pan lustracji, więc nic Pana od złożenia
      tego oświadczenia nie zwalnia.
      Musi Pan zatem zaświadczyć, że nie był pan "agentem w rozumieniu ustawy"
      (Czytał Pan? Ja próbowałem i nic nie rozumiem, a muszę przecież zaświadczyć,
      że się z nią zapoznałem), którego to "rozumienia" nie są w stanie jasno
      przedstawić nawet odpowiedzialni za to pracownicy IPN (vide wywiad z dr.
      Dudkiem w "Polityce"). Z ich wypowiedzi daje się wyciągnąć jeden wniosek -
      "nie wiemy, co mamy robić, ale będziemy realizować ustawę." Autorzy ustawy
      opowiadają w takich sytuacjach coś o "sumieniu" (senator Szmit w tej
      samej "Polityce"), w którym mamy oto zadecydować, czy n.p. profesor wracający
      ze stypendium składał na jego temat raport na swoim uniwersytecie w dobrej
      wierze czy jednak raczej przeciwko demokracji. Sam profesor może na dodatek
      teraz zgadywać, czy jego raporty docierały do SB dzięki pomocy jego kolegów
      czy jednak nie. Taka zgaduj zgadula. Jasna jest tylko sprawa red.
      Kaczyńskiego, który co prawda zanosił Tygodnik Solidarność do cenzury, ale
      wiadomo powszechnie, że się tym i sobą samym brzydził.
      Zarzuci Pan mi tu pewnie, że wymyślam wątpliwe przypadki, żeby walczyć ze
      słuszną regułą ogólną. Otóż świat składa się wyłącznie z indywidualnych
      przypadków, a świat PRL był w tworzeniu sytuacji wyjątkowych i do niedawna
      niewyobrażalnych bardzo zdolny. Kwestię tę podnoszono już po wielokroć, więc
      nie będę się tu zbytnio rozpisywał. W naszym kraju nie dzieje się (i nie
      działo się od wielu lat) nic, co w najmniejszym choćby stopniu zezwalałoby na
      wprowadzania regulacji umożliwiających teoretycznie nawet nieindywidualne
      traktowanie choćby jednego obywatela. Działalność agend rządowych dowiodła
      tego w ostatnim czasie ponad wszelką wątpliwość – CBA wykazała, że lekarze
      biorą łapówki, a minister Macierewicz, że w tajnych służbach nie działają
      grzeczne przedszkolaki. Realnych zagrożeń znaleźć się nie udało.
      Wróćmy zatem do naszej ustawy. "Rozumienie" to będą teraz ustalać osoby,
      którym za ewentualny błąd nie grozi dziesięć lat bezrobocia (zna Pan jakieś
      przyjemne zastępcze zawody dla ichtiologów skazanych na publiczny niebyt?), a
      które w większości nic o epoce, na której temat tak dzielnie się wypowiadają
      (n.p. poseł Mularczyk ale nie jest tu wyjątkiem) nie wiedzą, bo nie mogą, a
      dla których wiarygodnym i jedynym znanym świadectwem PRL są filmy Bareji -
      czyli było śmiesznie, ale w sumie niegroźnie. Kwalifikacje intelektualne
      posła Mularczyka oraz jego wiedza historyczna pozostają jego słodką
      tajemnicą, ale dziwnie bliskie poglądy wypowiada dr hab. nauk
      historycznych: "Według mojej wiedzy, grożenie śmiercią na wielką skalę miało
      miejsce przede wszystkim w czasach stalinowskich. Później znacznie częściej
      pozyskiwano ludzi za pomocą perswazji i rozmaitych bonusów" czyli było prawie
      jak w Szwajcarii. Jeśli człowiek nie domagał się zaraz, żeby mu dziecko
      przyjęto na studia, nic nie musiał. A przecież ze studiami sprawa jasna -
      wychodzą z nich wykształciuchy. Tyle dr hab. Antoni Dudek, rocznik 1966.
      Sprawa nie dotyczy grupki herosów (choć prawo nasze coraz piękniej próbuje
      ustawiać postawy heroiczne, jaką jedyną dopuszczalną normę - wymuszając n.p.
      donoszenie ciąży mimo zagrożenia życia matki) którzy chcą zaistnieć w
      polityce ale ogromnej rzeszy zwyczajnych ludzi. Którzy dokonywali czasami
      błędnych wyborów, stając tak jak my dzisiaj wobec machiny państwa. I którzy
      teraz czują równą a pewnie o wiele trudniejszą do zniesienia bezsilność.
      Trudniejszą, bo uwierzyli, że są już we własnym domu, który zmienia się na
      ich oczach w PRL pis.
      Nie mają też co wierzyć w bezstronne sądy, które na pocieszenie obiecują im
      lustratorzy. Jeśli w ogóle zdołają doczekać procesów, wyszkoleni przez IPN
      sędziowie wytłumaczą "zbrodniarzom" jak premier Gilowskiej, że "każdy mądry
      człowiek wiedział, że nie należy gadać ze znajomymi o pracy". Najpewniej w
      ogóle. Jeśli ktoś się wybroni, z naszych podatków trzeba im będzie wypłacać
      odszkodowania. Przyszło Panu n.p. do głowy, że człowiek, który ma mieszkanie
      na kredyt, straci je na pewno przed rozstrzygnięciem? Zna Pan jakiś bank,
      który wstrzyma spłatę kredytu na czas rozstrzygnięcia? Nie można tu nawet
      liczyć na litość byłych SBeków, PT prawodawca starannie się przed nią
      zabezpieczył. Czytał Pan?
      Jeśli Pan wie, co SB na Pana uzbierało to należy Pan do chlubnych wyjątków,
      większość nie wie, ale musi trafić we właściwą odpowiedź, bo jak nie, to
      śmierć z głodu (ile można zakładać pasmanterii?). Jeśli wychodzi Panu, że
      bardziej prawdopodobna jest odpowiedź „współpracowałem” wylatuje Pan od razu,
      jeśli „nie współpracowałem” czeka Pan na wyrok do emerytury, a właściwie do
      śmierci, bo emeryturę też można w nowym sprawiedliwym systemie odebrać. Kiedy
      wyrok już zapadnie, nie dowie się Pan być może nawet, na jakiej podstawie, bo
      jako kłamcy nie przysługuje Panu wgląd w akta. Na pocieszenie pozostaje
      świadomość, że IV RP powstaje w oparciu o wielką prozę światową, jeśli komuś
      mogą się nie podobać reguły z „Procesu” Kafki.
      Przeciwko Panu staje Państwo, ale nie Prawo, bo lustratorzy nie zadali sobie
      przecież trudu, bo poprawić odpowiednie ustawy i wszechmocny IPN, nad którym
      nie ma żadnej kontroli, którego nie obowiązują żadne terminy ani jawne listy
      kolejności. W większości przypadków wątpliwości nie będzie, wszystkie tajne
      akta są prawdziwe, ponieważ SB dobrze wiedziała na wiele lat naprzód, kto
      będzie członkiem PiS i tylko takim fałszowała teczki. O reszcie pisała sama
      prawdę. Chyba ze jest Pan członkiem...
      Sama lustracja niczemu nie służy, a próby jej umotywowania mogą budzić
      jedynie pusty śmiech. Dekretowanie moralności nigdy nie dało żadnych
      rezultatów, a robienie tego mocą prawa wstecz (bo nie mamy tu stwierdzać
      stanu na dzień dzisiejszy, ale na co najmniej dwadzieścia lat wstecz) jest
      błazeństwem. Współpraca lub jej brak z SB żadną miarą moralności nie jest - a
      co jeśli, ktoś poszedł na współpracę, by chronić swoich bliskich? A jeśli nie
      poszedł i ktoś z jego krewnych czy choćby znajomych zapłacił za to karierą?
      Czuje się Pan na siłach rozstrzygać takie dylematy ustawowo?
      Zresztą sama ustawa szerokością zastawionych sideł ośmiesza ową "moralność" -
      czy moralność aby na pewno musi być cechą kwalifikującą członka Komitetu
      Ochrony Zabytków Krakowa? A może przydałby się ktoś niemoralny, kto potrafi
      zdobywać środki na ochronę rzeczonych zabytków? Czy jest Pan zwolennikiem
      koncepcji - niech się świat zatraci, byle wszyscy byli moralni - którą zdają
      się wyznawać autorzy ustawy?
      Marzy mi się rząd składający się wyłącznie z osób głęboko niemoralnych, które
      kierując się własnym partykularnym interesem, jakim jest mieszkanie w bogatym
      kraju wśród zadowolonych ludzi, dokończą w końcu reformy w Polsce zamiast
      rozliczać średniowiecze z zakresu dostępnych wolności obywatelskich. Rząd
      snobów dumnych z tego, że mogą przynajmniej obcować z elitami, a nie
      parobków, których celem jest zniszczenie elit, do których nie mają szansy
      dołączyć. Rozpustnych libertynów którzy tak zreformują prawo, że wszelkie
      kwestie intymne w ogóle nie będą podlegać państwu. Antyklerykalnych ateuszy
      co to nie będą się bali przedstawicieli żadnych religii, kiedy przyjdzie do
      podejmowania decyzji, które mogą dotyczyć wyznawców innych a nawet żadnej
      religii.
      Straszy się nas możliwością szantażu byłych współpracowników. Przez blisko
      osiemnaście lat jakiej takiej niepodległości doszło do kilku prób szantażu
      współpracą ze służbami(Ma
      • ford.ka Re: Głos osobny 22.03.07, 22:56
        PS Nauczka, żeby nie wklejać, bo obetnie ;)
        To polowanie nie jest skierowane przeciwko nam konkretnie, ale to nie jest
        zaraz powód, żeby dołączać się do nagonki. Choćby ze względu na własne
        bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. Lustracyjni myśliwi strzelają mocno
        niecelnie, by przypomnieć tu choćby publikacje o Kuroniu czy Herbercie. A za
        parę lat pewnie będzie Pan mógł spojrzeć sobie w oczy w lustrze bez myśli - jak
        to możliwe, że dałem z siebie zrobić tak potwornego durnia? Dlaczego tak łatwo
        dałem się poszczuć?

        Pozdrawiam elitarnie
        • fraktal12 Re: Głos osobny 27.03.07, 13:32
          "Dekretowanie moralności nigdy nie dało żadnych rezultatów ..."

          Szanowny Panie,

          Jest dla mnie oczywiste, ze nie można nikogo zmusić by był moralny, bo to musi
          wypływać z wewnętrznej wolności (czym innym jest mówiąc nieco żartobliwie
          kwestia zmuszenia kogoś by zachowywał sie moralnie), ale można jednak jako
          wspólnota żyjąca na danym obszarze (w tym przypadku społeczeństwo) próbować
          sformułować zasady współżycia tak, aby wzorcem były zachowania szlachetne, a
          nie podłość i cynizm. Jako osoba raczej łagodna i świadoma swojej ułomności
          nie odczuwam żadnych potrzeb zaglądania w czyjekolwiek sumienie z wyjątkiem
          własnego, ale mimo wszystko chciałbym, aby ludzie reprezentujący mnie jako
          członka danej wspólnoty (państwa, miasta, kościoła czy wreszcie grupy
          zawodowej) posiadali więcej przymiotów szlachetnych, niż tych przeciwnych.
          Ponadto trwam w (być może śmiesznym) przekonaniu, że odpowiedzialność nie jest
          rozłożona równomiernie - jej miarą są m. in. zdolności, które się (za darmo)
          otrzymało i które nie są żadną osobistą zasługą, więc nie mogą logicznie być
          powodem do chluby. (Chlubą może być natomiast posiadana mądrość, rozumiana jako
          zdolność wyboru dobra. Niestety wg mnie nie da się sformułować, żadnego silnego
          prawa łączącego inteligencję z mądrością, może z wyjątkiem hipotezy, że
          inteligentnym powinno być łatwiej - mi jest trudno). Uważam zatem, że mam prawo
          oczekiwać, żeby standardy obowiązujące tych, którzy z racji posiadanych
          zdolności (lub całkiem abstrakcyjnie - demokratycznych wyborów) wzięli na
          siebie odpowiedzialność reprezentowania danej wspólnoty były wyższe niż
          przeciętne. Nawet gdybym nie znajdował dla tego uzasadnień moralnych, to
          wystarczyłaby mi motywacja czysto estetyczna - miał głęboką rację wg mnie
          Herbert pisząc Potęgę smaku. Konkluzją z tego płynącą jest przekonanie, że
          osoby piastujące odpowiedzialne stanowiska w danej wspólnocie powinny być
          poddane ponadstandardowej ocenie, obejmującej nie tylko kwestie donoszenia na
          innych, ale wszelkie formy szkodzenia bliźnim. Dotyczy to oczywiście nie tylko
          rektorów Uczelni, ale i innych, np. (z całą świadomością skali porównania)
          pewnych wicepremierów. Posiadając jakiś stopień pewności, że szczególnie ważne
          dla funkcjonownia organizmu tkanki są stabilne, nie rozciągałbym z praktycznych
          względów takiej oceny na całość danego środowiska, żywiąc drobną nadzieję, że
          się jakoś samo pozbędzie elementów szczególnie szkodliwych. O poziomie prawnym
          ustawy lustracyjnej nie ma co się wypowiadać, bo wiadomo, że jest fatalny (np.
          oczywista kwestia niewsółmierności winy do kary - utrata pracy). Niemniej
          ogłaszanie buntu przeciwko Państwu jest wg mnie zupełnie nieadekwatne do skali
          całego problemu. Raczej należy spokojnie domagać się poprawy jej poziomu
          prawnego, zachowując świadomość posiadania większej odpowiedzialności za słowo
          (nie mówiąc już o niestwarzaniu wrażenia prywaty).

          pozdrawiam serdecznie
          Wojciech Kowalewski
    • przemek05 Pan udaje, czy rzeczywiscie Pan nie rozumie... 22.03.07, 19:24
      ze nie tu chodzi o to czy ktos bym swinia i donosil na kolegow
      roznoszacych "bibule". Takich w naszym srodowisku (prac. naukowych) prawie nie
      bylo. Byli ludzie przesluchiwani w roznych sprawach, ktorym po przsluchaniach
      zakladano jakies teczki, ale skad oni maja teraz wiedziec jakie? Byly osoby
      ostrzegane przed wyjazdem za granice o mozliwej aktywnosci obcych sluzb, a po
      powrocie staranie sprawdzane czy nie zostali obcymi szpiegami. Jakie im
      kontrwywiad zalozyl teczki? Mogl zalozyc takie, na jakie byl popyt. Jesli
      szefostwu zalezalo na wylapywaniu elementow antysocjalistycznych, to maja
      teczki takowych. Jesli na rozbudowie agentury, to maja teczki TW. A ci biedacy
      maja teraz zgadnac, jak postapil przesluchujacy ich komunistyczny
      funkcjonariusz. Nie zgadna, to traca prace. Nie lepiej juz rzucac moneta, orzel
      czy reszka :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka