Dodaj do ulubionych

Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Kryszt...

25.03.07, 11:41
Polemika - "przypadek" dr Krysztofiaka.
Majac lat trzydziesci, dwadziescia piec lat temu opuscilem Polske. Mialem do
wyboru - zostac lub dwa tygodnie na Jej opuszczenie. Oczywiscie wyjechalem i
nie mam do nikogo zadnej dzis pretensji. Do czasu wyjazdu z Polski, mialem z
cala pewnoscia kontakty (tzn. rozmawialem) z osobami z UB, czy SB i byc moze
mialem nawet swoja "teczke"?
Czytajac punkty widzenia na lustracje dr Fordonskiego, profesor
Kaluszynskiej i Pana, podzielam w zupelnosci uzasadnienia osob, bedacych w
opozycji do Pana stanowiska.
Uderzajace jest zacietrzewienie i pewnego rodzaju rewanzyzm w Pana
argumentacji i jest on szczegolny w stosunku do profesor Kaluszynskiej.
Zaznaczam, ze moja znajomosc ww. osob, opiera sie tylko na przeczytaniu
napisanych uzasadnien stosunku do lustracji. Mimo Pana zapewnien szacunku do
profesor Kaluszynskiej, jest Pan nieprzekonujacy. Jest Pan filozofem i
logikiem - teoretycznie kims, kto powinien miec dystans filozofa i logicznosc
w analizie wielorakich zaleznosci owczesnej rzeczywistosci! Praktycznie,
sprawia Pan wrazenie dyletanta, ktorego jedynym celem jest wziecie rewanzu na
osobach, ktore w przeszlosci nie byly przekonane do Pana "wystarczajacych"
kwalifikacji. Nie znam rowniez pulkownika Cholewy, ktory w przeciwienstwie do
Pana, mogl byc osoba sympatyczna - jako ze ludzie bywaja sympatyczni i
antypatyczni. Znajac Pana tylko z tego co napisal, kwalifikuje Pana do osob
antypatycznych - przepraszam, ale tak to odczuwam. Zastanawiajaca jest Pana
uczciwosc intelektualna i watpliwa droga kariery naukowej? Filozof i logik
chelpiacy sie tytulami naukowymi i robiacy w napisanym i publikowanym przez
siebie tekscie banalne bledy ortograficzne ("polkownik")?!
W sumie, sprawia Pan wrazenie miernego czlowieka probujacego wykorzystac
wiatr historii, ktory umozliwilby mu awans naukowy.
Pisze Pan "zawsze sie dziwilem i stawialem sobie pytanie, dlaczego Ci
ludzie - w koncu filozofowie - z kims takim spotykaja sie? Dlaczego go
traktuja jak niemal partnera?".... Jesli chodzi o osobowosc pulkownika
Cholewy, moglo sie tak zdarzyc. Jesli chodzi o Pana - sa usprawiedliwieni,
poniewaz ja rowniez dziwie sie i stawiam sobie pytanie, jakim sposobem udalo
sie Panu wejsc w krag ludzi nauki (osiagajac tytuly)?
Pisze Pan - "zaczynam czuc sie jak oszolom" - i slusznie, poniewaz jest Pan
nim, a zauwazenie tego jest jednoczesnie jedyna ujawniona korzyscia odbytych
przez Pana studiow filozofii i logiki ... i nie ma to nic wspolnego z
jakakolwiek forma estetyki!
Obserwuj wątek
    • mily_olo Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 26.03.07, 08:33
      Che,che w samo serce filozofa,a i flaszeczka by mu się na "otrzeźwienie"
      przydała.

      Dla potomnych w owych latach Cholewa był kapitanem.
    • komprehensja Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Kryszt.. 26.03.07, 14:43
      Pragnę odpowiedzieć Panu, który anonimowo formułuje oceny kwestionujące moje
      kwalifikacje zawodowe i przypisujące mi agresywne postawy emocjonalne, w
      następujący sposób: (1) Nie kieruje moimi przekonaniami rewanżyzm; (2) Profesor
      Kałuszyńska nigdy nie kwestionowała moich kompetencji zawodowych; (3)Z Profesor
      Kałuszyńską przy każdej okazji rozmawiamy w sposób zyczliwy;rozmawialiśmy
      ostatnio na Zjeździe Filozofii Polskiej, na Konferencji w Bielsku-Białej.(4)
      Nie przekonuję nikogo do lustracji; szanują postawę w kwestii lustracji wielu
      Profesorów; m. innymi: prof. Woleńskiego (promotora mojego doktoratu), prof.
      Kaniowskiego. Każdy ma prawo do posiadania w sprawie lustracji własnej opinii -
      proszę wiec uszanować moją odrębność (jestem bowiem w mniejszości).(5) Co do
      moich kompetencji - proszę zajrzeć na stronę www.ocen. pl; tam na mój temat
      można znaleźć opinie studentów; a poza tym proszę wygooglować moje nazwisko i
      wejść na moją stronę i prześledzić moje publikacje. (6) Nie interesuje mnie
      kariera urzędnicza; zajmuję się rozwijaniem wiedzy filozoficznej; pracuję
      społecznie - w organizowaniu Gimnazjalnego Konkursu Filozoficznego ( a także w
      organizowaniu Olimpiady Filozoficznej). (7) Jestem współautorem wielu prac;
      oraz wspólnie z wieloma osobami działam w rozmaitych przedsięwzieciach; jestem
      zapraszany do audycji w Polskim radio Szczecin; przez środowisko Fo:PA do
      wygłaszania na rozmaite tematy publicznych prelekcji - więc nie przypuszczam,
      żebym był typem aż tak paskudnym i antypatycznym (na piwo jeszcze znajomi mnie
      zapraszają). (8) Rzeczywiście błąd ortograficzny zrobiłem - pierwszy raz w
      życiu zdarzyło mi się chyba słowo "pułkownik" napisać; nie byłem w wojsku; na
      pocieszenie tych, którzy mnie nie lubią, powiem: nie takie babole ortograficzne
      strzelałem (np. w podaniu o pracę: napisałem "stażysta" jako "starzysta") -
      nie mniej jednak nie przeszkodziło mi to w napisaniu ponad 40-stu pozycji
      naukowych i opublikowaniu ich w rozmaitych wydawnictwach (redaktorzy zwykle
      wyrażali opinię,że dobrze piszę; mają mało pracy z moimi tekstami w porównaniu
      z wieloma innymi uczonymi); można poczytać moje prace w "Ruchu
      Filozoficznym", "Filozofii Nauki", "Synthese", "Husserl
      Studies", "Axiomathes", "Przeglądzie Filozoficznym"). (9) Nie posiadam
      psychicznych problemów z przyznaniem się do "babola" - ale proszę porównać
      wymiar "błedu ortograficznego" z wymiarem "błędu współpracy z SB". To nie ta
      sama skala.
      Z wyrazami szacunku
      Wojciech Krysztofiak
      • chlodnym_okiem1 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 28.03.07, 14:39
        Drogi Panie, by nie czul sie Pan ignorowany, jestem zmuszony odpowiedziec.
        Nie mam zadnych powodow wprowadzania korekty do mojej wczesniejszej opinii.
        Pana niefrasobliwe myslenie widoczne w dozie "filozofii i logiki" zawartej
        w "polemice", swiadczy o Pana latwosci pisania - stad, nie mam watpliwosci, ze
        mogl Pan opublikowac 40 prac. Te rowniez moze Pan do nich zaliczyc.
        Pisze Pan "nie przekonuje nikogo do lustacji" - istotnie! Pan tylko jest za jej
        przeprowadzeniem z powodow osobistych, Panu tylko znanych i nie ma to nic
        wspolnego z rewanzyzmem?
        By byc wiarygodnym, nalezalo poslugiwac sie argumentami uniwersalnymi - nie
        personalnymi. W konsekwencji, mogl Pan rowniez dolaczyc opinie Pana sasiadow z
        miejsca zamieszkania ... albo nawet fikcyjnych, jako argument za celowoscia
        przeprowadzenia lustracji.
        Eksploatowanie przez Pana faktu rozmawiania z prof. Kaluszynska czy innymi, nie
        swiadczy o niczym - byc moze to tylko kurtuazja?
        Spontanicznych manifestacji choc odrobiny sympatii dla Pana na tym forum, jak
        dotychczas nie zauwazylem. Natomiast zauwazenie przez Pana tylko
        dwoch "bledow" ... jest bledem. Ma Pan okazje zrobic cos dla nauki i siebie,
        publikujac artykul na temat "Relatywizm bledu"!
        By nie uchodzic za hipokryte, jedynie Pana pozegnam.
    • ekwiwokacja Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Kryszt.. 28.03.07, 10:37
      Pana "polemika" ogranicza sie do jednego zdania "Z prof. Elzbieta Kaluszynska
      bede polemizowal - uwazam, iz Pani Profesor nie ma racji nawolujac do bojkotu
      lustracji" - koniec "polemiki"!
      Ciag dalszy, to wulgarna donuncjacja aktywisty "rewolucji kulturalnej"
      wypelniona insynuacjami, uogolnieniami, pomawianiem, moralizatorstwem,
      uzurpacja prawa do osadzania przekonan ideologicznych!
    • komprehensja Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Kryszt.. 29.03.07, 13:33
      Szanowni Państwo!
      Denuncjowanie jest czynnością składania władzom w sposób poufny rozmaitych
      informacji na temat rozmaitych ludzi. Więc nie dokonuję denuncjacji, gdyż
      upubliczniam fakty, które znam. Mają Państwo łatwość w dokonywaniu manipulacji
      językowych; używania słów niezgodnie z ich uregulowanymi - społeczną praktyką
      jezykową - sposobami użycia.

      Mam prawo dokonywać osądów ideologicznych; żyjemy w pluralistycznym
      społeczeństwie, w którym konstytucja gwarantuje wolność upowszechniania swoich
      przekonanń ideologicznych. Każdy z nas ma własne przekonania i wolno mu je
      upowszechniać - również Państwo mają niezbywalne prawo do oceny moich przekonań
      ideologicznych; w końcu stosunek do lustracji jest "funkcją" akceptowanego
      światopoglądu. Mogą Państwo oceniać moje poglądy jako wulgarne; choć zasadniczo
      nie wiem, co słowo to w tym kontekście znaczy; proszę podać objaśnienie tego
      wyrażenia; wulgarnym nazywamy pogląd, który w swej funkcji opisowej, jakoś
      upraszcza rzeczywistość, zandto ją schematyzuje (lub schematyzuje poprzez
      posługiwanie się prostymi formami semantycznymi, syntaktycznymi, itd.)

      Wydawało mi się jednak,że wyrażając akceptację lustracji nie opisuję
      rzeczywistości; raczej w swoim tekście w "G.W" próbuję wyrazić swój stosunek
      estetyczny do kwestii lustracji.

      Nie dokonałem w tekście oceny; czy lustracja jest dobra czy zła; powiem tak:
      zależy jak dla kogo. Dla osoby, która ma dziadka esbeka (lub oficera
      politycznego LWP, który pobiera wysoką emeryturę i utrzymuje swoje wnuki) z
      pewnością lustracja jest czymś złym. Dla osoby, której członkowie rodziny w
      czasach komunistycznych wiele stracili w wyniku działań ubecji, esbecji,
      lustracja jest rewanżem; i jakoś sprawia im przyjemność. W końcu człowiek jest
      istotą grającą; tkwimy w grach językowych (Wittgenstein); w niektórych grach
      chodzi o zdobycie łupów lub odegranie się; czyli odzyskanie straconych dóbr we
      wcześniejszej grze. W wolnym kraju konstytucja nie odmawia nikomu prawa do
      odegrania się. Przeciwnicy lustracji (przynajmniej niektórzy) akceptują taką
      oto sytuację: najpierw w "pokera oskubaliśmy klienta i z kasą w nogi" - żeby
      nie wpadł na pomysł odegrania się. Uważam,że każdy ma prawo "zagrania" w celu
      odegrania się i odzyskania straconych dóbr.

      Esbecy i ich rodziny i ich TW grali w pewną niebezpieczna grę; teraz ci, którzy
      dawniej przegrywali, chcą się odegrać; i co się dzieje? Esbecy ze swoimi
      rodzinami powiadają - "teraz nie chcemy i nie zamierzamy grać". W teorii gier
      postawa rewanżyzmu jest łatwo objaśnialna; to skłonność do odegrania się na
      przeciwniku, który kiedyś nas oskubał.

      Można więc na lustrację spojrzeć w kategoriach "sportowych" (teoriogrowych) -
      można więc wywnioskować: esbecja kolejny raz próbuje ze swoich ofiar zrobić
      jelenii; znowu ich oskubać. Myślę,że proponowany przeze mnie język opisu tej
      sytuacji jest właściwy - w końcu wyraźnie widać, jak zmasowana jest obrona w
      środowiskach akademickich swoich pozycji grup spolecznych czerpiących profity,
      z zeszłego systemu, na współczesnej "planszy historyczno-społecznej". Nie chcę
      przez to powiedzieć,że wszyscy ci, którzy są za bojkotem lustracji bronią
      wyłącznie swojej pozycji społecznej (wpływów); wierzę,że wiele osób uważa,że
      lustracja w jakiś sposób jest próbą narzucenia na życie społeczne w Polsce
      jakichś ultra-konserwatywnych zasad współżycia. Istnieje takie ryzyko, że
      lustracja może być tak wykorzystana - zanim opublikowałem swoje stanowisko w
      sprawie lustracji, głęboko zastanawiałem się czy nie idzie tu czasami
      o "koniunkcję lustracji i katechizacji" (to byłoby niebezpieczne). I zaręczam,
      że jeśli będę dostrzegał jakieś sygnały łączenia tych dwóch spraw; i
      realizowania się tego fundamentalistycznego projektu społecznego, niszczącego
      zasady społeczeństwa otwartego - to będę z pewnością "pyszczył" jeszcze
      głośniej. Przeciwnicy lustracji jakoś nie zbierają podpisów pod petycją
      redukcji godzin z religii w gimnazjach, liceach i innych szkołach (a tu jest
      zagrożenie dla państwa pluralistycznego). Dlaczego? - bo jak przystało na
      dobrego TW, boją się potężnych biskupów. Nie znaczy to, że jestem wrogiem
      religii; jestem przeciw traktowaniu wierzeń religijnych jako państwowej
      ideologii (idea szacunku dla życia od poczęcia do śmierci jest mi bliska; choc
      w tej debacie - używa się zwrotu eliptycznego; poczęcia - ale gdzie? - można
      począć człowieka nie tylko w łonie matki; ale dzisiaj jest już możliwe
      dokonanie tego w "probówce"; a to wikła nas w kwestie biotechnologiczne)

      Póki co celem lustracji jest ograniczenie wpływów decyzyjnych na życie
      społeczne "kompleksu post-esbeckiego"; uniemożliwienie (czy też zablokowanie)
      zjawiska replikowania się potężnej warstwy społecznej, która kultywuje wartości
      składające się na syndrom "lewicy post-komunistycznej" (przypomina to Chiny; i
      narodziny klasy "czerwonych manadrynów") Innymi słowy, w lustracji chodzi o
      grę, której celem jest zablokowanie procesu konstytuowania się monistycznej
      wartwy średniej, której światopogląd jest nasycony tzw. wartościami lewicowymi.
      W zdrowej demokracji, klasa średnia jest pluralistyczna; są tam anarchiści,
      lewacy, konserwatyści, liberałowie - jest tyglem światopoglądowo-ideologicznym.

      Dlaczego w Polsce studenci nie "wyszli na ulice" i nie spalili kilku samochodów
      i nie bawili się koktajlami Mołotowa, kiedy obniżono im stypendia? We Francji -
      byłaby zadyma "że aż przyjemnie w telewiji byłoby popatrzeć". W końcu system
      edukacyjny Francuzów jakoś uczy młodego człowieka identyfikowania jego
      interesów witalnych. W Polsce niestety, uczeń otrzymuje "papkę
      postmodernistyczną" i zasadniczo sam nie wie czego chce od życia.

      Lustracja między innymi posiada funkcję taką, żeby ożywić debatę ideologiczną w
      kraju; żeby ludzie nie tylko o "samochodach marzyli", ale również żeby
      wchodzili w konflikty. A konflikty zgodnie z koncepcjami Cosera, Blau'a czy
      Darendhorfa są źródłem kreacji nowych rozwiazań instytucjonalnych dla życia
      społecznego. Tylko za komuny nie było konfliktów; wszyscy "fajnie" na majówkach
      sie bawili; maszerowali, sadzili na czynach drzewka; choć rzecz jasna - pod
      spodem było tak, że jeden drugiego skubał (to za "lodóweczkę", za "praleczkę",
      za wyjazd zagraniczny, itd.).

      W kwestii lustracji rozmawiajmy o mikro-procesach, a nie o abstraktach.
      Abstarkty pozostawmy filozofom i ich miejsce jest w przestrzeniach debat
      filozoficznych. Tu chodzi o "żywotne interesy" potężnej grupy spolecznej ("post-
      esbeckiej lewicy"); a przy okazji "kato-prawica" chce upiec swój interes.

      Liberałowie się przyglądają; ja się przyglądam, a nie moralizuję; daleko mi do
      moralizowania; najwyżej wyrażam przekonanie, że gra w donosicielstwo była
      nudna, wulgarna, wstrętna; a więc kieruję sie kategoriami estetycznymi w
      osądach działalności esbeków.

      Na koniec - nie widzę żadnego interesu dla siebie w lustracji; lustracja nie
      spowoduje,że za moją pracę otrzymam większą pensję na uczelni; orgazmów również
      nie przeżywam z tego powodu.

      Uprawiam polemikę "w temacie lustracji", gdyż dbam o swoje dobre samopoczucie:
      jeśli ktoś mi zarzuca,że składając oświadzcenie lustracyjne, łamię wolności
      obywatelskie, że powinienem się z tego powodu wstydzić; jeśli próbuje mi się
      wmówić poczucie winy z powodu posiadania poglądu akceptującego lustrację; i co
      więcej; jeśli używa się "perswazyjnych sztuczek"; to niestety - jestem
      zmuszony odpowiedzieć,że nie wstydzę się tego; że gwałci się mnie semiotycznie.

      Na koniec; przeciwnicy lustracji nawet posiłkują się specjalistami od PR -
      którzy wymyślają strategie perswazyjne - warto spojrzeć na dzisiejsze "Metro"
      (porównywanie donoszenia z aklkoholizmem; i co wnuki mają zrobić z dziadkiem
      esbekiem; czy tak jak dziadka alkoholika maja opóścić; piękne zdjęcie samotnego
      starszego mężczyzny, które ma wzruszać;itd.) Przerabialiśmy już filmy
      Pasik
      • komprehensja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 29.03.07, 14:07
        Przerabialiśmy już filmy Pasikowskiego pod hasłem "Ubek też człowiek". Dziś już
        nie wystarczą dla poste-esbeckiej lewicy takie techniki; trzeba się odwolać do
        wyrzutów sumienia; zwolennicy lustracji nie współczują biednym donodicielom
        (ofiarom systemu); nie sa wrażliwi na prawa człowieka; powinni się wstydzić. Ja
        sobie nie pozwole wmontować poczucie winy; byłby to paradoks,gdybym się
        wstydził za to,że opisuję fakty donosicielstwa, że mówię jak było.

        Polemizowałem z prof. kałuszyńska nie dla interesu; lecz z powodu obrony
        swojego włąsnego, dobrego samopoczucia; nie chcę się przejmować tym,że jestem
        zwolennikiem lustracji - mój tekst w "G.W" proszę interpretować jako odmowę gry
        w taką niezdrową "psycho-zabawę". Nie pozwolę sobie wkodować poczucia winy.

        Lustracja niestey nie spowoduje podwyżki w pracy; ani niestety orgazmu z jej
        powodu nie przeżyje; wiec nie wiem o jakie interesy mogłoby mi chodzić. Jako
        liberał przygladam się jej; choc nie ukrywam w tej grze kibicuję zwolennikom
        lustracj; w końcu przegrani kiedyś maja prawo do odegrania się; nie mozęmy
        wymagać od innych,żeby zawsze byli jeleniami i jeszcze kodować im wyrzuty
        sumienia,że nie chcą byc jeleniami.
        Wojciech Krysztofiak
      • chlodnym_okiem1 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 30.03.07, 13:11
        Drogi Panie, z nieukrywana niechecia komentuje Pana monstrualne delirium -
        przepraszam, ale nie znajduje innego okreslenia.
        Chcialbym zwrocic uwage, ze "lustracja" w najmniejszym stopniu mnie nie
        dotyczy, jak i prawdopodobnie dr Fordonskiego - mimo to, absolutnie jestem jej
        przeciwny.
        "Lustracja", to perwersyjne "reguly gry", wymyslone przez paranoikow dla
        paranoikow, ktorzy pod pretekstem "legalnosci" probuja ja zrealizowac.
        "Eksperyment" bardziej kojarzy sie z "zabawa" pensjonariuszy szpitala
        psychiatrycznego, niz zamierzona "akcja" wladzy jednego z krajow Europy w 2007
        roku.
        W normalnej demokratycznej spolecznosci, tego rodzaju sprawy reguluja
        Trybunaly, ktore stawiaja akt oskarzenia, natomiast podejrzany ma wszelkie
        prawa obrony.
        Napisalem "w normalnej demokracji", mimo ze i w niej moga sie zdarzyc pacjenci
        z symptomami podobnymi do Panskich.
        Badzmy szczerzy - cierpi Pan na obsesje! Wszedzie chce Pan znalezc SBeka - jak
        nie w koledze z pracy, to w jego ojcu, a w ostatecznosci w jego dziadku!
        Uparl sie Pan i musi Pan go znalezc!... a golebie probowal Pan hodowac? Moze
        nowe hobby by Pana zajelo?
        W Pana "przypadku" syndrom SBeka jest ewidentny i psychotyczny - moze Pana
        nalezaloby leczyc?
        Przedstawia sie Pan jako "liberal" i jednoczesnie "radykalny
        antylewicowiec", "nie znosi wartosci lewicowych" i jest Pan "za kompletnym ich
        zablokowaniem"!
        To jak to jest? Jest Pan ograniczonym "liberalem" czy ograniczonym czlowiekiem?
        Oczywiscie, tego rodzaju bzdur jest mnostwo w Pana exposé! Zatrzymam sie tylko
        nad niektorymi.
        W jednym miejscu zapewnia Pan "nie kieruje moimi przekonaniami rewanzyzm", by w
        innym miejscu napisac "jestem za rewanzem". Czy jest Pan przekonany co do tego,
        co Pan mysli i pisze? Kogo chce Pan o czymkolwiek przekonac, kiedy Pan ma z
        soba problemy?
        "Naukowiec", ktorego glownym obiektem badan sa "gry" - a szczegolnie "poker",
        nie rozwazyl przypadku "toto lotka"?
        "Naukowiec", ktory pisze (zreszta nie wiadomo po co?) "system edukacji
        Francuzow jakos uczy mlodego czlowieka identyfikowania jego interesow
        witalnych" - (ewidentna bzdura czlowieka niewyedukowanego, co widac w bledach
        ortograficznych np. "uposcic") i nie ma zielonego pojecia, ze w tej Francji
        legalna jest Partia Komunistyczna, jak i legalne jeszcze bardziej lewicowe
        partie LO czy LCR!
        Mimo Pana autoprezencji, jako czlowieka o jasnym i prostym porzadku wewnetrznym
        i usatysfakcjonowanym ze swoich orgazmow, zdarza sie (pisze Pan), ze cos Pana
        dziwi, czegos Pan nie moze zrozumiec, innym razem przedstawia Pan przeciwstawne
        pozycje, w zaleznosci od oportunizmu ich uzycia!
        Refleksja "lustracja miedzy innymi posiada funkcje taka, zeby ozywic debate
        ideologiczna w kraju i zeby ludzie nie tylko o samochodach mysleli, ale rowniez
        zeby wchodzili w konflikty"(sic!) konkluduje Pana "myslenie". Co za talent!!
        Oczekuje Pan wojny domowej?
        W sumie ma Pan dobre samopoczucie, ktore jest z pewnoscia pochodna
        zdumiewajacego ubostwa Pana myslenia.
        Reasumujac... Pana obszerna "polemika" "Ziutka z podworka", jest w gruncie
        rzeczy delirium cierpiacego czlowieka, ktora wkrotce powinna zajac sie Nauka,
        by zbadac roznorakie aspekty zjawiska i byc moze zapobiegac w przyszlosci tego
        rodzaju patologiom lub conajmniej ulzyc cierpiacemu?
        • komprehensja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 31.03.07, 01:36
          Znowu wadliwie Pan używa pewnych słów; delirium to stan w chorobie alkoholowej.
          Ale jestem Panu zyczliwy i traktuję Pana "wyzwiska" jako metafory.

          (1) Oczywiście, debata nad lustracja jest moim hobby; właśnie skończyłem pisac
          poważny tekst filozoficzny nad stanami symulacyjnymi; i mechanizmami
          symulowania lęków. Więc relaksuję się, mogąc Panu odpowiadać na pytania. Pan
          też jest hobbystą - widać to w Pańskim zacięctym języku.

          (2) Nigdy nie przypuszczałbym, że Pana dotyczy lustracja; ci, których ona
          rzeczywiscie dotyczy, siedzą potulnie jak myszki i czekają na werdykt.

          (3) Szanuję Pana poglądy; ma Pan prawo być przeciwko lustracji; ja niestety mam
          inny pogląd w tej sprawie.

          (4) Jestem liberałem i między innymi z panem prowadzę wymianę słowną; nie
          obrazam sie na Pana poglądy; w końcu nie są faszystowskie, antysemickie czy
          bolszewickie, czy nacjonalistyczne; ani nie mają charakteru indoktrynacji
          religijnej. Liberalizm nie jest lewicowy; liberalizm akceptuje reguły wolnej
          gry rynkowej; mamy rynek opinii - publicznosć pewne opinie kupuje, penych nie
          kupuje. Pan chce,żeby publiczność kupiła Pana poglady, a ja chcę, żeby kupiła
          moje. Czy taka postawa nie jest liberalne? Ja nie chciałbym,żeby panu ktos
          zamknął usta; gdyby za poglądy, odebranoby panu pracę z penością wstawiłbym się
          w Pana obronie (mimo,że mamy odmienne stanowiska w sprawie lustracji).

          (3) zgodzę się,że lustracja jest "lekko perwersyjna" - no w końcu ludzie muszą
          się świecko wyspowiadać z grzeszków; raczej "obrzydliwych" (przykład
          Damieckiego!). A według mnie to poprawi estetykę zycia publicznego w kraju.To
          tak jak w rodzinie, kiedyś "tatko" molestował swoje dzieci; ale o tym się
          milczy; ale dzieci mają traumę; wieć dla zdrowia, dzieci poszukują sposobów na
          ujawnienie obrzydliwstw "tatka"; ich ujawnienie często kończy się zanikiem
          traumy.

          (4)Nie cierpię na obsesję; po prostu staram się Pana irytować moją
          konsekwencją - może powinienem gdzieś zrobić jakiś błąd ortograficzny; żeby Pan
          się "zeźlił".

          (5) Czym innym jest "uprawiać rewanżyzm"; a czym innym jest kibicować
          rewanżystom; ludziom mającym prawo do odegrania się za swoje krzywdy. ja
          kibicuję rewanżystom, bo rozumiem ich postawę; ale równiez rozumiem postawę
          Pana.Powinien być Pan subtelniejszy w dystynkcjach.

          (6) Komuna nie była toto-lotkiem; lecz pokerem ze znaczonymi kartami; i
          rewolwerem pod stołem; jak na westernach.

          (7) Mam pojęcie, że we Francji komuniści działają legalnie; w Polsce
          konstytucja zabrania upowszechniania pogladów komunistycznych - komuniści
          głoszą państwową własnosć środków produkcji; więc siłą rzeczy muszą godzić się
          na zabieranie ludziom ich własnosci prywatnej (a to jest zwykłe złodziejstwo).

          (8) Francuzi protestują, kiedy im się coś zabiera; a Polacy nie - a ta róznica
          jest interpretowana jako wyraz zdolnosci identyfikowania swoich interesów;
          przykro, ale przeciętny młody Francuz lepiej to czyni, niz przeciętny młody
          Polak ( w końcu Francuzi zdają egzamin z filozofii na maturze; a Polacy -
          niestety bedą mieli szansę zdawać niedługo egzamin dojrzałości z religii)

          (9) Na koniec, niech Pan zacznie lepiej protestować przeciwko katechizacji
          kraju; a nie lustracji - tu jest niebezpieczeństwo dla demokracji,
          nowoczesności i normalności.

          (10) Nienormalne jest to,że były kapuś po 90-tym roku w Polsce był członkiem
          Trybunału Konstytucyjnego. I Pan nie wie nic na ten temat, bo zyje Pan poza
          krajem; więc wskazuję na mozliwość przyjazdu lub głebszego zainteresowania się
          sytuacją.

          (11) Wojny domowej nie oczekuję; lecz sporu; taki jak nasz; głosnej dyskusji -
          jak na arenie; jak na rynku; jestem liberałem. Ja nie wyjmuję ani sztachet ani
          siekiery ani pistoletu w celu rozwiazywania konfliktów - konflikty rozwiązuje
          się przez wypracowanie wspólnego, kompromisowego stanowiska.

          (12) ja swoje sformułowałem: lustracja Tak; zwalnianie z pracy - nie.
          Wojciech krysztofiak.

          P.S. A pan jest włąśnie oportunistą - nie potrafi Pan nieco zelżyć w swoim
          radykalizmie anty-lustracyjnym. Popełnia Pan nawet błędy prawne - nie mozna
          nikogo podać do sądu za to, że ktoś był legalnym kapusiem w PRL. celem
          lustracji jest odsuniecie od stanowisk publicznych (a wiec od wpływania na
          życie publiczne) dawnych kapusiów. Damieckiemu nikt pracy nie zabierze; i nadal
          bedzie grał w "Plebanii".
          • chlodnym_okiem1 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 31.03.07, 15:04
            Drogi Panie, zastanawiajac sie w jakiej lapidarnej formie powinienem
            ustosunkowac sie do Pana, nic innego nie przychodzi mi na mysl ... jak wiersz
            Tuwima, ktorym sie posluze:
            proznos repliki sie spodziewal, nie dam ci prztyczka ani klapsa.
            Nie powiem nawet pies cie je..l, bo to mezalians bylby dla psa.
            To co teraz napisze, tylko w minimalnym stopniu moze Pana dotyczyc i nie
            traktuje tego, jako substancji do dalszej naszej polemiki - sa to moje prywatne
            przekonania.
            "Lojalki" nie mozna zaakceptowac, nawet za cene utracenia dzis pracy!
            Ludzie cywilizowani, na bazie dorobku kulturowego opracowali Prawo, w ktorym
            dokonane czyny, moga byc sadzone ustalonych okresach czasu. Jesli okres ten
            mija, "sprawa" ulega przedawnieniu i nikt nie ma juz prawa do tego wracac.
            Dotyczy to nawet mordercow, w przypadku ktorych, czas jest najbardziej
            wydluzony. Jedynie najwyzszego rzedu okrucienstwo ludobojstwa nie jest tym
            objete.
            Nie jestem w stanie zrozumiec i zaakceptowac dzisiejszych "wydarzen" w Polsce.
            To co sie dzieje, jest pewnego rodzaju barbarzynstwem i z cala pewnoscia nie ma
            nic wspolnego, z jakakolwiek forma sprawiedliwosci - przypomina bardziej
            sredniowieczne stosy. Jest ohydnym momentem historii humanizmu, uwidaczniajacym
            triumf zezwierzecenia reakcji ludzkich - stad, Pana prymitywne porownanie tych
            ludzi do myszek.
            Swiadome dzialanie majace na celu wywolanie w kims uczucia strachu, jest
            niemoralne i psychicznie niezdrowe.
            Symulowanie strachu i "badania" jego skutkow, uwazam za forme zwyrodnienia i
            bardziej kojarzy mi sie z "doswiadczeniami" przeprowadzanymi przez "lekarzy"
            obozow koncentracyjnych na wiezniach.
            Jakikolwiek nie bedzie dalszy ciag aktualnych wydarzen w Polsce, wierze w
            Czlowieka i w jego "zdrowy rozsadek" - nie sytuuje Pana w tej kategorii (jestem
            przekonany, ze nie wyrzadza to Panu zadnej krzywdy).
            Byc moze (mam taka nadzieje), w niedlugim czasie po zmianie "ekipy rzadzacej",
            dojdzie do oceny dzisiejszych wydarzen i postaw ludzkich.
            Bede jednym z domagajacych sie osadzenia ludzi, ktorzy zdecydowali i dopuscili
            do aktualnej sytuacji.
            Bedac z dala, mam mozliwosc widzenia z dystansem, karygodnych zachowan
            dzisiejszych decydentow i ich ignorancje dla prawa w kazdej jego formie.
            Mam nadzieje doczekac i uczestniczyc w przyszlych wydarzeniach.
            Jestem przekonany i bede robil wszystko, by doszlo do procesu dzisiaj
            rzadzacych przed Trybunalem - nie mozna sie zgodzic, by uszlo to bezkarnie!
            Jest to konieczne dla zdrowia psychicznego i podniesienia poziomu swiadomosci
            spoleczenstwa. I nie chodzi tu o proces, ktorego celem samym w sobie, byloby
            skazywanie na wiezienie - bedzie to proces moralny z udzialem autorytetow Nauki
            polskiej, ktore nie zgodzily sie na "lojalke", jak i czesci "zlamanych"
            autorytetow, ktore ja zaakceptowaly oraz autorytetow Nauki z zagranicy.
            A Pan, Panie Ziutku ... bedzie mial prawo do renty, byc moze jednak bez
            odszkodowania za uposledzenie.
            Przypomina Pan bardziej zwierzatko, niz czlowieka i nie wzbudza Pan we mnie
            najmniejszego szacunku.
            Akty oskarzenia sa dzisiaj formulowane przez wiele osobistosci Nauki.
            Glos prof. Kaluszynskiej, dzis moze lekcewazony, bedzie glosem jednego z
            Trybunow!
            P.S. Jesli chodzi o "liberalizm", oczekiwalem od "filozofa" utozsamienia go z
            liberalnym mysleniem, akceptujacym rozne swiatopoglady ideologiczne, a nie inna
            jego uzytkowa forme.
            Bredzenie, majaczenie jako skutek dzialania alkoholu - to delirium tremens,
            natomiast bez udzialu alkoholu - to wlasnie delirium.
            Zastanawia mnie, czy jest to "prowokacja" glupka ... czy to juz idiota?
            • komprehensja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 31.03.07, 20:40
              (1) Po pierwsze, znowu Pan obraża, lży. Może tak przedstawiłby się Pan. Czy
              brakuje Panu cywilnej odwagi? Niech Pan ujawni się! - myślę,że przemawia przez
              Pana wstyd za to, co Pan pisze ( w aspekcie obrażania, lżenia i insynuowania
              choroby psychicznej).

              (2) Znowu Pan straszy - tym razem rozliczeniami za ileś lat; nikt mnie nie
              rozliczy, bo nie donoszę na kogokolwiek; nie łamię prawa; ani jako "ziutek" nie
              legitymizuję totalitaryzmu; wstrętnego systemu funkcjonujacego dzięki
              donosicielstwu na sąsiadów, znajomych ,koleżanek (kolegów) z pracy.
              Więc "strachy na lachy".

              (3) Jest Pan brutalny w swoich wypowiedziach - przypisuje mi Pan głupotę,
              sugeruje Pan, że jestem idiotą, a w końcu, że jestem osobą w stanie delirium.
              Wybaczy Pan, ale te uwagi sa nieuczciwe - próbuje Pan przypisać mi
              wizerunek "pijanego oszołoma". Wstyd! - ja nie mogę nic o Panu powiedzieć
              takiego; a gdybym mógł, to nie używałbym takich epitetów; są to insynuacje
              rodem z dawnych, komunistycznych czasów. Powiem tylko tyle; zachowuje się Pan
              jak dawny oficer SB; stosując taktykę lżenia, dezawuacji, nikczemnienia drugiej
              osoby. To są techniki esbeckie.Ale ja się nie dam Panu.

              (4) Co do argumentów,że nie można lustracji rozliczać bo jest przedawniona.
              Popełnia Pan błąd. Po pierwsze, donoszenie nie było przestępstwem; więc nie ma
              mowy o przedawnieniu; bo donoszenie nie było wówczas pzrestępstwem; było zgodne
              z ówczenym prawem.Więc po co lustracja? Po to, aby dowiedzieć się jakie były
              mechanizmy funkcjonowania państwa donosów i insynuacji.

              (5) Komunizm stalinowski był zbrodnią przeciw ludzkości; morodowanie
              przeciwników, wywożenie akowców na "białe niedźwiedzie"; strzelanie do
              robotników w Poznaniu (juz po smierci Bieruta i Stalina). Za Gomółki, komunizm
              zelżył; ale nadal ludzi niepokornych wyrzucano z pracy (dzieki donosom, że
              słucha się "Wolnej Europy" czy "Głosu Ameryki") i więziono. Za Gierka nadal
              gnębiono dysydentów (więzienia dla ludzi z KPN-u, wcześniej z RMP, ROPCiO, czy
              w końcu KOR-owców). Nawet gdyby Kuroń zza grobu życzyłby sobie aby im wybaczyć
              (tym, którzy na niego nasyłali zbirów); to byłaby to tylko jego sprawa
              prywatna; bo nasyłanie zbirów na Kuronia było faktem publicznym; a nie
              konfliktem męża z żoną. Ponadto, w stanie wojennym strzelano do ludzi i
              zamorodowano kilku niepokornych. Więc komunizm przez cały swój okres był albo
              zbrodnią przeciw ludzkości albo potwornym zamordyzmem. Więc donosiciele jakoś
              legitymizowali tę historyczną zbrodnię stalinowską; a potem legitymizowali
              podłość tego ustroju; ja byłem za Gierka dzieckiem - i nie doświadzcyłem tego;
              nie mniej jednak wychowywałem się na bibule KOR-u; po stanie wojennym w klasie
              maturalnej byłem świadkiem przemowy do maturzystów politruka z Drawska o tym,
              że "Jan Józef Lipski jest zdychajacym psem" (miałem wóczas cywilną odwagę -
              przed maturą - i powiedziałem panu plitrukowi przy publiczności,że jest zwykłym
              gnojem (ale wówczas nie mogłem już pójść na studia z zakresu nauk
              przyrodniczych na państwowy uniwersytet). I lustracja jest po to, aby
              dowiedzieć się - kto legitymizował takie zachowania, jak zachowanie "pułkownika
              Hołosyniuka z Drawska". I dzisiaj to powtórzę jeszcze raz; mimo,że Jan Józef
              Lipski był socjalistą; politycznie był mi obcy; ale uważam go za odważnego i
              wielkiego człowieka (przypominam,że Jan Józef Lipski nie żyje)

              (4) Pan myli wymiary społeczne donosicielstwa; donoszenie było faktem
              publicznym w ówczensuym ustroju, a nie faktem z wymiaru prywatności czy
              intymności. I niestety nie uda się przeciwnikom lustracji dokonać takiej
              reinterpretacji donosicielstwa, aby ujmować je jako zjawisko krzywdy złamanych;
              to jest po prostu manipulowanie językiem.

              (5) Lustracja nie jest zjawiskiem z wymiaru prawa karnego; więc lustratorzy nie
              scigają przestępców; lecz pragną dowiedzieć się, kto legitymizował zbrodniczy
              system.

              (6) Społeczeństwo ma prawo wiedzieć - którzy uczeni legitymizowali ówczesny
              system.

              (7) Szanuję Pana poglady; ma Pan prawo dziwić się,że w Polsce rozlicza się
              ludzi za coś, co przestępstwem nie było; ale niestety było przejawem
              legitymizowania chorego, zbrodniczego systemu.

              (8) Nie odbieram Panu prawa do wyrażania antylustracyjnych poglądów.

              (9) Co do liberalizmu, to niech Pan poczyta podręczniki z historii idei -
              liberalizm jest apoteozą wolnego rynku (pieniadza, przepływu informacji i dóbr
              konsumpcji). Lustracja wiec nie jest sprzeczna z liberalizmem; wręcz odwrotnie
              jest postulatem liberalizmu - wyraża prawo dostępu każdego obywatela do
              publicznej informacji; a fakty donoszenia do SB stanowią właśnie taki typ
              informacji (informacji publicznej; a nie intymnej).
              Pozdrawiam.
              Wojciech Krysztofiak
              • ekwiwokacja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 01.04.07, 14:21
                Dzien dobry!
                Znowu Pan bredzi?
                Pozdrawiam z Toronto
            • ekwiwokacja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 01.04.07, 15:00
              Troche litosci dla uposledzonego czlowieka!
              Pozdrawiam z Toronto
              • chlodnym_okiem1 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 01.04.07, 15:44
                Droga Ekwiwokacjo, przepraszam... ale nie moglem tego przewidziec - okazalo sie
                w trakcie...
                Pozdrawiam
                • ekwiwokacja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 01.04.07, 16:04
                  Moze to zaden filozof, tylko milicjant-mitoman ktory sie znienawidzil? Dlatego
                  ciagle weszy az do obledu i pisze takie glupoty!
                  Pozdrawiam z Toronto
            • ekwiwokacja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 02.04.07, 12:22
              Panie Profesorze, wdal sie Pan w polemike z debilem.
              Pozdrawiam
              • chlodnym_okiem1 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 02.04.07, 13:49
                Droga Ekwiwokacjo, okreslenie jest z cala pewnoscia niewlasciwe.
                Pozdrawiam
            • pan_dora4 Jest Pan podejrzewany! 04.04.07, 09:14
              Na jednym z forum o Panu ktos napisal, ze jest Pan DZISIAJ kapusiem i donosi na
              RZAD i PREZYDENTA!
              • ekwiwokacja Re: Jest Pan podejrzewany! 04.04.07, 17:10
                Wyglada na prawde! ;-)
                Pozdrawiam z Toronto
              • chlodnym_okiem1 Re: Jest Pan podejrzewany! 04.04.07, 23:08
                Skoro jestem podejrzewany, to tym bardziej jestem przeciwny lustracji! Nie
                jestem w stanie sobie wyobrazic by ktos(?), kiedys probowal mnie lustrowac!
                Nie zabraniam nikomu sie spowiadac, czy sie "oskarzac".
                Ja sie nie spowiadam i nie bede spowiadal - jestem ateista.
                Aberracja jest zmuszac kogos(?), by sie przed kims(?) "oskarzal"!
                Jestem przeciwny absurdalnosci lustracji, ktora dzis ma dotyczyc wydarzen
                sprzed siedemnastu lat i owczesne historie ludzkie - jutro nie mogla "dotknac",
                gorliwych zwolennikow dzisiejszych decydentow!
                • colombina Re: Jest Pan podejrzewany! 05.04.07, 02:38
                  Przeczytalam cala dyskusje na tym forum i calkowicie zgadzam sie z panska
                  opinia. Jutro bedzie nowy dzien i narodza sie nastepni mlodzi esteci, o
                  ambicjach niezmierzonych jak Pacyfik i metodach subtelnych jak walec drogowy.
                  Ciekawe jaka metoda beda sie starali ponizyc doktora K.
                  Publiczna i obowiazkowa dekalracja niewinnosci jest po prostu uwlaczajaca
                  godnosci (przynajmniej dla mnie, a daleko mi do filozofii ;-)).

                  Pozdrawiam.
                  • chlodnym_okiem1 Respekt - wyznacznikiem swiadomosci spolecznej. 07.04.07, 20:04
                    Pani krotka i zwiezla refleksja sprawila mi przyjemnosc - dziekuje.
                    Od dwudziestu pieciu lat zyje i pracuje, w kraju takich filozofow i myslicieli
                    jak Voltaire, Rousseau czy de Montesquieu.
                    Nic dziwnego, ze Francuzi sa prekursorami, w tak waznych dla ludzkosci Prawach
                    Czlowieka i Obywatela oraz zniesieniu kary smierci.
                    Kraju, ktory akceptuje roznego rodzaju swiatopoglady ideowe.
                    Kraju, w ktorym filozof nie pozwolilby sobie, na utozsamienie idei komunizmu,
                    ze "zwyklym zlodziejstwem". W jakiej demokracji myslenie jest sadownie karane?
                    Czy dlatego ze boi sie kary, dr Krysztofiak jest bezmyslny? Czy jest to
                    koniunkturalne "myslenie"?
                    Co mozna pomyslec o filozofie i logiku z tytulem doktora, ktory bez
                    najmniejszych skrupulow pisze "jestem za wsadzaniem lekarzy do wiezien", by
                    troche dalej przekonywac "szanuje wolnosc innych"? - kolejne przemyslenia
                    bohatera filmu K. Kieslowskiego "Z punktu widzenia nocnego portiera"!
                    Medycyna odpowiedzialna jest za zdrowie fizyczne spoleczenstwa.
                    Nauki humanistyczne, ze szczegolnym uwzglednieniem filozofii - za zdrowie
                    psychiczne spoleczenstwa.
                    Prawo wyznacza i reguluje wszelkiego rodzaju granice i jest odzwierciedleniem
                    dobrego samopoczucia demokratycznego spoleczenstwa.
                    Wolnosc "jednych" konczy sie tam, gdzie ograniczana jest wolnosc "drugich"!
                    • chlodnym_okiem1 Wierni poddani i oddani ... 09.04.07, 11:50
                      Wierni poddani i oddani "krolowi" Bufonowi Wielkiemu i jego wiernej
                      kopii "ekonomowi" Konusowi Wielkiemu!
                      Rzadko moze sie zdarzyc tak fizyczny/kliniczny przypadek alienacji - jedno w
                      dwoch, dwa w jednym!
                      Ci tepi przywodcy, ze swoimi giermkami (rownie tepymi jak oni sami), dziela i
                      sklocaja zdezorientowane spoleczenstwo i skutecznie izoluja kraj od swoich
                      sasiadow (swoja buta i brakiem okrzesania).
                      Zdumiona i oslupiala Europa przyglada sie, jak ci schizofrenicy demontuja
                      ostatnie i niezbyt jeszcze solidne instytucje swiadczace o demokracji
                      (szkolnictwo, sadownictwo wlacznie z Trybunalem Konstytucyjnym).
                      Koniunkturalni "historycy" z IPN, probuja pisac wspolczesna historie kraju,
                      ktorej wartosc naukowa "jutro", rownowarta bedzie wartosci papieru toaletowego.
                      Wspolczesna historie Polski pisza dzis dziennikarze, natomiast ocene
                      historyczna dokonac bedzie mozna za piecdziesiat lat, przez przyszlych
                      powaznych historykow.
                      Obraz dzisiejszej Polski z zewnatrz, to skansen oddalajacy sie w czasie i
                      postepowaniach od wspolczesnego swiata ktory ewoluuje.
                      Mam nadzieje, ze mimo wszystko dojdzie do przebudzenia spoleczenstwa z letargu
                      i wstrzymanie rujnujacej dzialalnosci schizofrenicznych blizniakow!
                      • radio_wolna_europa1 Kto by pomyslal? 09.04.07, 17:13
                        Kto by pomyslal, ze po latach, bedziemy zmuszeni wznowic dzialalnosc?
                        Serdecznie wszystkich pozdrawia
                        redakcja
    • komprehensja Odpowiedź Panu Doktorowi Fordońskiemu 29.03.07, 14:21
      Odpowiedź Panu Doktorowi Fordońskiemu.

      Lustracja nie jest problemem moralnym

      Skoro moja opinia w sprawie lustracji, wzbudziła tyle kontrowersji (jest jakoś
      jedyna wśród opinii wyrażonych w portalu Gazety; i cieszy mnie to, bo oznacza
      to, że Gazeta nie filtruje przepływu opinii), ośmielam się jeszcze raz wyłożyć
      swoje argumenty.

      (1) W pierwszym akapicie mój polemista zwraca uwagę na moje dobre samopoczucie;
      następnie klasyfikuje mnie jako człowieka należącego do klasy osób,
      którzy "nigdy niczego nie podpisywali". W następnej kolejności konstatuje fakt,
      że esbecja fałszowała dokumenty w wyniku czego wiele osób zostało
      zarejestrowanych "wbrew ich woli i ich wiedzy". Akapit kończy pytaniem czy nie
      boję się, że przypadkowo znajdę się na miejscu tych skrzywdzonych (którzy są
      odnotowani w aktach jako TW wbrew ich woli).

      Rzeczywiście, za komuny złożyłem tylko jeden podpis - mianowicie wtedy, kiedy
      odbierałem, po ukończeniu 18-tu lat, dowód osobisty. Moje dobre samopoczucie
      jednak nie ma źródła w tym, że zasadniczo niczego za komuny nie podpisywałem.
      Moje dobre samopoczucie ma źródło w tym, że nie mam sobie niczego do
      zarzucenia politycznie (nie pisałem tekstów o Leninie, ani z "naukowego
      ateizmu", ani nie należałem do ZHP ani do ZSMP ani do PZPR ani do ZSL, itd., w
      stanie wojennym chodziłem na zadymy, rozlepiałem ulotki, a nawet organizowałem
      farbę drukarską dla gazetki podziemnej "Wola" - bo "szwagier prosił"). Żyje mi
      się dobrze, gdyż mogę się samorealizować filozoficznie. Co więcej, mam pracę, z
      której jestem zadowolony; niektórzy studenci mnie lubią; czytają moje prace;
      nawet Chińczycy z Honk Kongu "poczytują mnie"; a także filozofowie z
      Kalifornii - jest wielką przyjemnością otrzymywać maile z anypodów od osób,
      którzy komentują to, co się kiedyś napisało (w końcu piszemy dla innych).

      Mimo, że wygłaszam niepopularne poglądy; protestuję publicznie przed "głupotą"
      (z subiektywnego, własnego punktu widzenia) wszelakich rządów - to jednak
      do "mamra" nikt mnie nie próbował wtrącić; nawet PiS-owcy (mam wielu przyjaciół
      wśród sympatyków tej formacji) - nie próbują mi zamykać ust. Więc histeria
      wokół "rzekomej" faszyzacji życia publicznego jest chyba przesadzona - nikt
      mnie jeszcze nie zamknął na 48 godzin; nie doświadczyłem rewizji ani w domu ani
      w swoim gabinecie w pracy; nikt nie zabronił mi publikować opinii na własnej
      stronie internetowej (państwowej, bo użyczonej mi przez państwowy uniwersytet).

      Czy esbecja falszowała dokumenty? Tak, esbecja fałszowała niektóre ( i nie
      wszystkie) dokumenty. Postawmy pytanie: Czyje dokumenty esbecja mogła
      fałszować? Z pewnością mogła fałszować dokumenty osób postrzeganych jako
      zagrożenie dla ustroju; a więc osób zaangażowanych w aktywność dysydencką. Ilu
      było dysydentów w latach siedmedziesiątych ? Ilu było ważnych działaczy
      Solidarności, którym opłacało się fałszować "teczki"? Nie przypuszczam, żeby
      kwoty liczbowe przekraczały tysiąc osób; a przecież lustracja ma objąć kilkaset
      tysiecy osób; więc obawy przed potencjalnymi "fałszami" są przesadzone? Czy
      Ziutek z Wyższej Szkoły Czegoś był naprawdę takim zagrożeniem systemu, żeby
      opłacało się fałszować "teczki"? Ilu ludzi musiałoby pracować nad sfałszowaniem
      dziesiątek tysięcy "teczek"? Zanim wygłasza się pewne opinie na temat "rzekomej
      skali ilości "podrabianych teczek", warto najpierw statystycznie wyestymować
      racjonalność głoszonych hipotez !!!!

      Oczywiście, nie należy krzywdzić niewinnych i nie usprawiedliwia tego żaden
      interes większości. Zastanówmy się więc nad skalą ilościową grupy osób bez ich
      woli wpisanych w esbeckie rejestry. Jesli ktoś się nie spotykał, to nie został
      wpisany. W końcu "zbierający zapisy esbek" musiał znać osobę rejestrowaną (żeby
      nie była Gogolowską martwą duszą); prawdopodobieństwo, że z taką rozmawiał
      jest bardzo wysokie (bliskie jeden). Okazuje się, że wszyscy dotychczas
      pokrzywdzeni mieli kontakty z SB. Oczywiście, rozmowa z esbekiem nie implikuje
      akceptacji wspólpracy. Ale można postawić pytanie: ale o czym rozmawiano zwykle
      z przysłowiowym (miłym, facetem z ogładą towarzyską) kapitanem Cholewą? - i tu
      jest pies pogrzebany; można było niewinnie rozmawiać o ludziach; tak jak się
      zwykle w "knajpie" plotkuje o kolegach, koleżankach; tylko że wówczas Kapitan
      Cholewa, przysłuchując się, robił portret psychograficzny "oplotkowywanego"
      (np. czy jego cechy osobowościowe są takie, że gościa można "złamać" i namówić
      do wspólpracy - a wiemy, że wystarczy chlapnąć,że X na imprezie upił się; i już
      można na podstawie takiego "niewinnego" newsa wywnioskować: X ma problemy z
      samokontrolą; więc jest dobrym kandydatem na "złamanko"). Być może
      prostolinijny człowiek nie miał świadomości, że "chlapnięcie" w trakcie rozmowy
      z kapitanem SB, może być w skutkach dalekosiężne (warto pod tym kątem poczytać
      akta Greya; esbecja z całkiem niewinnych uwag wyciągała "daleko idące" wnioski
      i na tej podstawie opracowywała swoje działania operacyjne). Ale
      intelektualista powinien był mieć świadomość tego, że rozmowa z esbekiem (jeśli
      była konieczna) powinna była dotyczyć "odcieni i koloru trawy" w zimie na
      biegunie północnym. A tak poza tym wszystkim; można było uniknąć rozmów z tymi
      panami (...). Można było ignorować wezwania. Jedni śmiali się z wezwań
      (przynajmniej w okresie po śmierci Breżniewa), inni zaś z lękiem szli.
      Problemem jest to, co wówczas mówili kapitanowi Cholewie. W jaki sposób te
      spotkania (zalęknione, trwożne) nieświadomie odciskały się na życiu innych,
      wobec których esbecja przeprowadzała działania operacyjne (np. blokada
      zatrudnienia).

      Pan dr Krzysztof Fordoński stawia pytanie: czy nie boję się tego, że znajdę się
      na miejscu tych, którym esbecja sfałszowała dokumenty? W pewiem sposób sugeruje
      mi, żebym sobie zasymulował akt lęku. Panie Krzysztofie taka strategia
      perswazji jest nieuczciwa (ja się nie gniewam; tylko śmieję się, że stosuje Pan
      takie chwyty, jak naiwni studenci, do starego wygi, który latami przepytywał
      rocznie po kilkaset studentów). Chce Pan bowiem uruchomić taki oto mechanizm
      mentalny w mojej glowie: "Niech facet wyobrazi sobie, iż okazuje się, że jest
      na niego teczka, w której znajdują się dokumenty, iż donosił; wówczas przerazi
      się, zlęknie się i przestanie <<pyszczyć>>".

      Zadaję sobie pytanie: Dlaczego zwolennicy lustracji sa przekonywani przez
      bojkotujących lustrację poprzez stosowanie technik symulacyjnych, celujących w
      wywoływanie lęku, stanów trwożnych ("a co będzie jak znajdą coś na ciebie, o
      czym nie wiesz?"). Jest to jedna z typowych technik manipulacyjnych, łagodnego
      zastraszania wroga; kiedy nie skutkuje, stosuje się już techniki przemocy; np.
      groźby porwania dzieci, podpaleń i w końcu - groźbę ostateczną - mordu. Dobrze,
      że Pan stosuje takie łagodne, artystyczne techniki perswazji. Dziękuję, że Pan
      jest taki dobry dla mnie !!! :)

      Zwolennicy lustracji nie ewokują poprzez swoje wypowiedzi trwożnych symulacji
      lękowych; nie próbuja wystraszyć, przerazić, przestraszyć bojkotujących.
      Wyrażają zdziwienie z powodu histerii bojkotujących; wyrażają swoje własne
      uczucia radości, przyjemności. Co więcej, nie sugerują swoim adwersarzom, że
      łamią prawa człowieka, podstawowe wolności ludzkie, itd. Ja osobiście nie
      zgadzam się z Pana Doktora Fordońskiego poglądami - szanuję to, że ma swoje
      własne poglądy. I nie zamierzam go straszyć, zamykać mu usta. Żyjemy w wolnym
      kraju - mamy prawo wygłaszać publicznie swoje opinie, oceny zgodne z
      porządkiem konstytucyjnym (nie wolno upowszechniać rasizmu, komunizmu,
      faszyzmu, antysemityzmu). Opcja za lustracją nie jest komunistyczna,
      faszystowska, antysemicka, nacjonalistyczna ani rasistowska. To dlaczego, "do
      diabła", Pan Doktor Krzysztof Fordoński publicznie mnie straszy stanami
      lękowymi? - pragnę zauważyć, że uruchamianie lęków społecz
      • komprehensja Re: Odpowiedź Panu Doktorowi Fordońskiemu 29.03.07, 14:26
        pragnę zauważyć, że uruchamianie lęków społecznych stanowi objaw totalitarnego
        sposobu myślenia (mówienia).

        (2) W następnych akapitach Pan dr Krzysztof Fordoński mówi o tym, że nie wolno
        skrzywdzić choćby jednego człowieka; że prawica "opluwa" lewicę; że w lustracji
        chodzi o wystawianie świadectw moralności na podstawie esbeckich teczek.

        Po pierwsze w swoich wypowiedziach, jako zwolennik lustracji i radykalny anty-
        lewicowiec (jestem klasycznym Millowskim liberałem; więc również daleko mi do
        PiS-u), w swoich wypowiedziach nikogo nie "oplułem"; nie napisałem, że ci
        którzy bojkotują lustrację, są "mścicielami", "oszołomami", "plują żółcią" -
        niestety słyszę takie opinie o zwolennikach lustracji, wygłaszane przez
        przeciwników. Czytam rozmaite teksty i śmiem twierdzić, że więcej "kultury
        osobistej" w obecnej debacie posiadają zwolennicy lustracji, niż jej
        przeciwnicy.

        Nie widzę w zjawisku lustracji czegoś takiego, jak "wystawianie świadectw
        moralności". Traktuję lustrację jako socjotechnikę, której celem jest
        estetyzacja życia publiczego, wyeliminowanie wpływów w środowiskach
        opinitwórczych ludzi skażonych tzw. "układem postesbeckim". W poprzednim liście
        podałem przykład załatwienia posady przez byłego esbeka (kilka miesięcy temu)
        mojej koleżance - więcej nie powiem (bo okazałbym się donosicielem, "psem
        gończym"; jak ci którzy donosili w komunie).

        Moje stanowisko podpowiada mi, że dawni esbecy nadal szkodzą; w końcu przez 18
        lat niewielu ich odeszło na tamten świat; odchodzili do Hadesu raczej ubowcy; a
        nie esbecy i ich TW. Niektórzy esbecy mają dzisiaj po 50/60 lat i nadal są
        aktywni publicznie; to mi się nie podoba. I mam prawo taką opinię wyrażać, że
        nie załużyli na posady w państwowych instytucjach.

        (3) W czwartym akapicie pan Doktor K. Fordoński stwierdza, że istnieje
        obowiązek usunięcia z pracy osób, które przyznają sie do współpracy.

        Ustawa nakłada obowiązek zwolnienia osób, które nie złożą oświadczenia
        lustracyjnego. O ile mi wiadomo, to czy ktoś zostanie zwolniony (bo się
        przyznał) zależy wyłącznie od gremiów akademickich; Rektora, Dziekanów i Rad
        Wydziałów. Poza tym uczelnie są autonomiczne i w tym wypadku Rektorzy i Rady
        Wydziałów nie muszą podporządkowywać się ustawie lustracyjnej.

        Uważam, że ustawa została celowo tak ogólnikowo sformułowana, żeby właśnie
        uszanować autonomię uniwersytetów; niech środowiska same rozsądzą czy zwalniać
        dawnych konfidentów. Rzeczywiście można oszacować skalę szkodliwości
        donosicielstwa - jesli okaże się, że X ujawniał intymne szczegóły z życia
        osobistego kolegi z pracy (np. że był homoseksualistą, alkoholikiem czy wręcz
        seksoholikiem), to czy taki konfident był "cierpiącym i złamanym człowiekiem"
        czy "zwykłym nikczemnikiem". Jeszcze raz powtarzam, tu chodzi o eliminację
        wręcz turpistycznych (a wiec antyestetycznych) zjawisk z życia akademickiego?

        Osobiście, uważam, że jak ktos nie chce się autolustrować, to jest to "jego
        sprawa". Ja już siebie zautolustrowałem - i nie namawiam innych do tego czynu.
        Każdy ma prawo odmówić autolustracji; ale nie ma prawa wymuszać (poprzez
        przypisywanie zwolennikom lustracji atrybutu gwałcicieli praw człowieka) na
        innych przyjęcia swojej własnej interpretacji tego faktu - bo to jest
        nieuczciwe. Nie zlustrujesz się - Twoja sprawa; żyjesz w wolnym kraju. Ale
        pozwól mi po swojemu ten fakt interpretować. Pan Doktor Fordoński odmawia mi
        prawa do interpretacji faktów społecznych; a to jest już poważny zamach na
        podstawowe wolności obywatelskie. Mam poczucie gwałtu semiotycznego !!!

        Rektorzy, Dziekani są osobami wybieranymi przez środowiska akademickie; są więc
        osobami "zaufania środowiskowego". I z tej racji nie przypuszczam, żeby któryś
        z Rektorów polskich uniwersytetów skreślal z listy płac te osoby, które nie
        podpisały oświadczenia lustracyjnego. W tym świetle mam chyba większe zaufanie
        do Profesorów (jestem samodzielnym naukowcem młodej generacji). Po prostu
        wierzę w mądrość gremiów profesorskich. A Pan Doktor Fordoński - wnioskuję -
        nie wierzy w mądrość Profesury. Uniwersytety naprawdę są, zasadniczo,
        niezależne od polityków.

        Obowiązkiem naukowców jest dokonanie badań naukowych nad powiązaniami nauki
        jako instytucji z organami SB; jest to zadanie badawcze (interesujące i
        inspirujące). Więc tak czy siak - młodzi historycy nauki dokonają sami
        lustracji autorytetów, w szczególności, polskiej humanistyki. Osobiscie znam
        dwóch badaczy tej problematyki - piszą habilitacje na temat tych powiązań. Mnie
        interesują takie kwestie detaliczne np. jak: Czy istniały mechanizmy
        ideologiczne rozwoju pewnych gałęzi humanistyki w Polsce? Dlaczego w latach
        siedemdziesiątych w 'Demoludach" pozwalano na rozwijanie badań nad komunikacją
        społeczną; teorią aktów mowy (badania zespołów: Kiefera, Bierwischa,
        współpracujących z takimi tuzami, jak Searle czy Vaderveken)? Czy funkcjonowały
        jakieś mechanizmy ideologiczne wspierania badań w zakresie np. logik
        pośrednich? Te pytania należą do generalnej kwestii podejmowanej w filozofii
        nauki: jak paradygmaty badawcze zależą od struktur władzy ideologicznej? I
        materiał autolustracyjny w dużym stopniu ułatwi historykom nauki podjęcie
        sugerowanych badań. Lustracja jest bardzo ważna i uzasadniona z powodów
        poznawczych i cełów samej nauki. I czy się chce czy nie chce - takie badania
        będą coraz częściej podejmowane. Po prostu to jest intrygujące poznawczo - czy
        współpraca z SB, ze strukturami państwa komunistycznego, wpływała, na przykład,
        na dobór problematyki badawczej? I jesli tak, to jaki był mechanizm tego
        wpływu?

        Walkę z lustracją interpretuję podobnie, jak walkę z badaniami prenatalnymi,
        badaniami nad genotypem czy w końcu na ludzkim mózgiem w ramach nauk
        kognitywnych. Takie mam skojarzenia - a one ostatecznie przywodzą na myśl walkę
        z heliocentryzmem (Kopernikiem i Galileuszem). Nie sugeruję, że Pan Doktor
        Fordoński pragnie mnie spalić na stosie za przekonania prolustracyjne.

        (4) W piątym i szóstym akapicie Pan Dr Fordoński bez uzasadnienia stwierdza, że
        studentów nie interesuje lustracja. Pewnie jest tak,że niektórych nie
        interesuje, a innych interesuje. Warto odróżniać dwa rodzaje kwantyfikacji:
        dużą i małą. Ale żeby to zrozumieć trzeba przejść kurs logiki. Jesli już
        zajmujemy się obszarem zainteresowań studentów w kwestiach publicznych, to
        populację badaną trzeba zróżnicować; inne wyniki otrzymamy kiedy będziemy
        badali studentów, którzy na maturze uzyskali 80% (i więcej), a inne w wypadku
        studentów, którzy uzyskali skromne 40 % (tacy też studiują). Powiedziałem, że
        lustracja jest konieczna dla przyszłych pokoleń; nie powiedziałem nigdzie,że
        wszyscy młodzi ludzie powinni interesować sie lustracją (w końcu piekarz nie
        musi się tym zjawiskiem interesować); ale historycy nauki, psychologowie,
        socjologowie - z racji kompetencji zawodowych - powinni się problematyką
        mentalności konfidenckiej zinteresować. Lustracja bedzie okazją do zebrania
        cennego materiału empirycznego pod przyszłe badania wyjaśniające, objaśniające
        mechanizmy donosicielstwa, współpracy z reżimami przez środowiska
        intelektualne. Po co takie badania przeprowdzać? - można by retorycznie
        zapytać. Najzwyczajniej, z ciekawości; bo to kwestia interesująca.

        Nie argumentuję za stanowiskiem, że ludzi należy zmuszać i traktować jak
        króliki doświadczalne; te czasy mamy za sobą; tu jednak chodzi o badanie
        ewidentnej patalogii społecznej i psychicznej. W końcu trzeba było mieć
        zakodowane odpowiednie struktury mentalne w umyśle, żeby być esbekiem albo
        ochoczo (lub z lękiem) z nim wspólpracować.

        (5) W następnych akapitach, Pan Doktor powtarza, nieco w innych frazach to
        samo. Zarzuca zwolennikom lustracji bolszewizm; stwierdza,że nie rozumiem
        złożoności świata; konstatuje,że przecież ludzie się zmieniają. I formułuje
        dezyderat, że winy należ
        • komprehensja Re: Odpowiedź Panu Doktorowi Fordońskiemu 29.03.07, 14:28
          (5) W następnych akapitach, Pan Doktor powtarza, nieco w innych frazach to
          samo. Zarzuca zwolennikom lustracji bolszewizm; stwierdza,że nie rozumiem
          złożoności świata; konstatuje,że przecież ludzie się zmieniają. I formułuje
          dezyderat, że winy należy rozpatrywać indywidualnie.

          Grubym nadużyciem jest przypisywanie lustratorom bolszewizmu. Z bolszewizmem
          mamy raczej do czynienia wtedy, gdy niepokornych politycznie ludzi wtrąca się
          do lochów lub najzwyczajniej rozstrzeliwuje. Pan Doktor Fordoński dokonuje
          dosyć karkołomnego nadużycia jezyka; nie czuję się bolszewikiem. Nie określę
          Pana Fordońskiego jako bolszewika, choć próbuje mi wkodować lęki; i w zasadzie
          lży ze mnie (przypisując mi inwektywę; jako zwolennik lustracji, mam być
          bolszewikiem). Powiem tak: jest Pan nieuczciwy, krzywdzący w dobieraniu
          przymiotników; w pewien sposób "opluwa" Pan słowami mnie jako zwolennika
          lustracji. Chyba różnimy się tym, że ja rozumiem Pana pogląd w tej sprawie; i
          nie zamierzam Pana nakłaniać do przyjęcia mojego poglądu. W żadnym miejscu nie
          powiedziałem, że zwolennicy bojkotu lustracji to "kapusie", "bolszewicy" (bo
          np. mogliby współpracowac z bolszewickimi oraganami władzy; w końcu esbecję
          nalezy tak traktować; zabijali niektórych niepokornych); a Pan zarzuca mi
          właśnie bolszewizm.

          Dlaczego zwolennicy bojkotu lustracji używają taką ilość perswazyjnych
          przymiotników; dlaczego wręcz lżą z "lustratorów"?

          Owszem, ludzie się zmieniają, ale zasadniczo w aspekcie wyznawanych pogladów;
          osobowości są raczej stabilne przez całe życie (tak przynajmniej podpowiadają
          psychologowie). Więc prawdopodobieństwo, że donosiciel pozostanie donosicielem
          jest bardzo wysokie; w końcu jest to wyraz parametrów osobowościowych; kapusiem
          nie jest się z powodu wyznawanych poglądów, ale z powodu cech osobowościowych;
          a te są zasadniczo stabilne.

          Zgadzam się, że winy należy rozpatrywać indywidualnie; ale w lustracji nie
          chodzi o obwinianie kogokolwiek; tylko o ujawnienie faktów: FAKTÓW !!!!
          nawiasowo mówiąc; sądy lustracyjne działają dosyć sprawnie. A poza tym, nie
          zawsze orzeczenie sądu wpływa na ocenę kogoś. Przypomnę casus Moczulskiego:
          czy to, że sąd ustanowił jego współpracę z SB, zmieni poglądy tych, którzy
          uważają, że był współtwórcą historii? Czy jakikolwiek sąd, który uznałby L.
          Wałęsę za konfidenta, jest w stanie zniszczyć jego wielkość. Lustracja nie ma
          dotyczyć wielkich ludzi, kreatorów historii (bo i Wałęsa i Moczulski - to
          wielkie postacie historyczne); lecz właśnie tych setek tysięcy "maluczkich" -
          po prostu chcemy znać skalę zjawiska, czy było 10 % donosicieli czy jak w NRD -
          co trzeci nim był? Nie równajmy Moczulskiego, Wałęsy, Geremka z "Ziutkami";
          to są wielkie postacie i lustracja nie dotyczy ich; pozostaną w encyklopediach,
          podręcznikach na bardzo, bardzo długo. Piłsudzkiemu też zarzucano szpiegostwo;
          działalność agenturalną !!! I co z tego? - ci ludzie prowadzili wówczas wielką
          politykę; i z pewnością - jesli już rozmawiali z esbecją, to nie dla lodówki
          czy talonu na Malucha. Lustracja ma dotyczyć "ziutków z podwórka", a nie
          wielkich osobistości z pierwszych stron podręczników historii.

          KONIEC: Na samym końcu swojego listu Pan Dr Fordoński formułuje wobec mnie
          sugestie, że kieruje mną zemsta; i że chyba chrześcijaninem nie jestem; i że
          obcy mi imperatyw Kanta.

          Nie kieruje mną zemsta; dzisiaj z osobami, które mógłbym podejrzewać o
          donoszenie na mnie do esbecji, spotykam się i mam życzliwy do nich stosunek;
          nawet jestem w stanie poprosić takie osoby o pomoc w jakiejś sprawie. Celem
          lustracji nie jest zemsta; ale wiedza !!! - chodzi w niej nie o winę, ale o
          fakty.
          Co do mojego światopoglądu; skoro Pan o to pyta, powiem tak: największą
          wartością dla mnie jest ludzkie życie (więc jestem przeciw legalizacji aborcji;
          za wsadzaniem lekarzy do więzień i pomocą dla cierpiacych kobiet; aborcję
          traktuję jako zabijanie; jedyny wyjatek jaki dopuszczam to ochrona życia
          kobiety). Inne wartości, jakim hołduję, to: nie kradnij, nie zabijaj, szanuj
          odmienne poglądy, szanuj wolność innych.
          Więc jakoś jestem chrześcijaninem; w końcu Dekalog nie jest taki zły (z
          wyjatkiem dwóch przykazań: nie cudzołóż i nie mniej Bogów cudzych ...; ale nie
          namawiam nikogo do romansów). Ale nie znaczy to, że uważam, iż każdy powinien
          się modlić, chodzić do Kościola i uczyć się katechizmu; można przyzwoicie bez
          tego wszystkiego żyć. Lubię bunt, protest; nie lubię "naprawiaczy świata" i
          tych którzy używają często kategorii winy.

          I mam nadzieję,że nie odmówi mi Pan prawa do mojej konkluzji. Pan ma prawo mieć
          swoją konkluzję; a ja swoją - więc dalszą polemikę uważam za bezowocną. I na
          tym kończę już swoje uwagi w kwestii lustracji.

          Wojciech Krysztofiak
      • ekwiwokacja Re: Odpowiedź Panu Doktorowi Fordońskiemu 01.04.07, 16:22
        "Lustracja nie jest problemem moralnym"? Jest to fundamentalna i gigantyczna
        bzdura! Przy takim zalozeniu, nie ma potrzeby czytac tych kolejnych nonsensow!
        Pozdrawiam z Toronto
    • cierpliwy Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Kryszt.. 31.03.07, 17:44
      Panie Krysztolik, nie jestem filozofem w związku z czym o tym co Pan pisze
      powiem krótko i konkretnie. Nie jest Pan człowiekiem otwartym dla innych. Pan
      ma straszne kopmleksy. Niech Pan nimi nie zaraża innych. Bądź Pan mężczyzną.
      • komprehensja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 31.03.07, 19:51
        Szkoda, że Pan (Pani) się nie przedstawia; proszę wymienic kompleksy; i jaki ma
        to związek z postawą wobec lub przeciw lustracji? Nie rozumiem - co znaczy
        postulat bycia mężczyzną w odniesieniu do postawy aprobującej lub negującej
        lustrację. Ponadto, jak Pan(Pani) definiuje kompleksy? - czy sa to jakieś
        charakterystyczne cechy osobowości?
        • lustrator_wielki Za duzo oczekiwan od lustracji 31.03.07, 23:22
          Uwazam ze ma Pan naiwny poglad na caly proces i cel lustracji. Sprawy sa duzo
          prostsze, to tylko walka o wladze a tlum jest zaledwie tlem i narzedziem.
          Jesli jeszcze Pan nie przeczytal artykulu Klausa Bachmanna to polecam - wedlug
          mnie doskonaly.
          www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4026673.html
          • komprehensja Re: Za duzo oczekiwan od lustracji 01.04.07, 00:42
            Zgadzam się z Panem; felieton o którym Pan wspomina jest bardzo dobry
            analitycznie; ale wcześniej na swojej stronie internetowej pisałem,że funkcją
            lustracji jest wymiana elit; młodzi sie cieszą.

            No, wyrażam swoje oceny, przekonania, które traktuję jako raczej
            światopoglądowe. A więc z konieczności nieuzasadnione - bo dyskurs
            światopogladowy jest ze swej istoty dogmatyczny, oceniający, stosujący sztuczki
            perswazyjne.

            Jako teoretyk komunikacji; a wiec niezaangażowany obserwator naukowy tego
            procesu; zgadzam sie z tezą,że w lustracji chodzi ostatecznie o wymianę elit;
            że ma charakter rewolucji socjalnej (tzn. chodzi o jej wywolanie).

            Ale jestem też uczestnikiem tego spoleczeństwa i jako uczestnik jestem za
            lustracją; to troche schizofreniczne - ma sie jakby dwa ego; jedno racjonalne,
            analityczne, chlodne; a drugie - te które żyje i podejmuje decyzje; coś z fuzji
            starca ze szkiełkiem i wariatki tarzającej się po ziemi z "Romantycznosci"
            Mickiewicza (ze 25 lat temu to czytałem; ale nadal pamietam wymowę tego
            wiersza).

            Widze, że mamy wspolne gusta - bo też mialem takie odczucie; że artykuł jest
            bardzo dobry analitycznie; i napisany świetnym jezykiem felietonistycznym; bez
            przekonywania widza.
            Pozdrawiam
            Wojciech Krysztofiak
            • ekwiwokacja Re: Za duzo oczekiwan od lustracji 01.04.07, 14:35
              W jednym sie z Panem zgadzam - wymiana Pana, na innego mlodego naukowca jest
              konieczna, wlasciwa i uzasadniona!
              Pozdrawiam z Toronto
            • easyszcz Re: Za duzo oczekiwan od lustracji 01.04.07, 16:21
              Dlaczego w ogóle zabiera Pan zdanie na temat lustracji? Jest Pan zbyt młody aby
              osobiście podzielać smutki i radości wynikające z współpracy z SB. Czy nie czas
              na 'dobrą robotę' na własnej uczelni? To, że jest Pan pyszałkiem i
              niespełnionym wykładowcą wszyscy Pana studenci wiedzą. Po co wiedzieć ma cała
              Polska?

              czołem.
              były student jeszcze z ul. Mickiewicza :-)
              • ekwiwokacja Re: Za duzo oczekiwan od lustracji 01.04.07, 16:38
                Czy na uczelni tez tak bredzil jak tu? Sprawia wrazenie wyjatkowo ograniczonego
                czlowieka, jesli nieuposledzonego?
                Pozdrawiam z Toronto
    • komprehensja Tekst dr Dariusza Zienkiewicza 02.04.07, 02:17
      Drogi Darku
      Ponieważ odniosłeś się do mojego tekstu i wyraziłęś nadzieję,że nie pogniewam
      się, odpowiadam:
      (1) Nie pogniewam się; szanuję Twoje odmienne zdanie; byłoby to czymś chorym,
      gdybysmy my filozofowie gniewali się za odmienne opinie; najzwyczajniej róznice
      w pogladach nalezy tolerować.
      (2) Sprawa blokady dostępu powszechnego do teczek jest dziwna; ale kazdy rząd
      blokował ów dostęp; od Mazowieckiego do Cimoszewicza (poprzez Bieleckiego,
      Suchocka i i Buzka). Zachodzi ryzyko grania teczkami; ale nie sadzę,żeby to
      było łatwe.
      (3) Osobiście jestem za lustracją; i myślę,że wynikiem lustracji będzie
      publiczna identyfikacja naprawdę niebezpiecznych agentów ( tu raczej chodzi o
      co najwyżej kilkuset w całej Polsce; a nie kilka tysięcy).
      (4) Przy okazji w lustracji ujawnia się waga Russellowskiej teorii deskrypcji i
      zdań identycznosciowych typu Hesperus = Phosphorus.
      Czy np. obiekt o pseudonimie "zapalniczka" to Zdzisław N.? Musimy powrócić do
      fregego? :)
      (5) Jeżleli lustracja bedzie przebiegała po "faszystowsku", z pewnoscią z równą
      siłą będę protestował.
      (6) Ale póki co, przebiega ona w sposób cywilizowany. Jak na razie, ujawnia się
      faktycznych współpracowników (niebezpiecznych kapusiów, agentów, oficerów)

      Ciesze się,ze zbrałeś głos publiczny; to wyróznienie dla naszego środowiska; w
      końcu jesteś Przewodniczącym PTF w Szczecinie; a ja wice. Więc w naszym
      środowisku jest równowaga w kwestii lustracji; i chyba tak dobrze. Bo gdyby
      byli sami lustratorzy, to tez nie byłoby dobre. I analogicznie, gdyby byli sami
      antulustratorzy, to też byłoby to chore; a nawet podejrzane.

      Póki co jestem w mniejszości; i cieszę się z tego;
      Pozdrawiam
      • darklew10 Re: Tekst dr Dariusza Zienkiewicza 02.04.07, 20:20
        Drogi Wojtku
        Gwoli wyjaśnienia publicznego tylko jednego zagadnienia, bowiem z Twojej
        wypowiedzi może wynikać, że jestem przeciwnikiem lustracji. Nie jestem. Jestem
        natomiast mocno wątpiącym w prawny i etyczny wymiar konkretnej uchwalonej
        ustawy. Uważam, że jej prawdziwym celem niestety nie jest zdemaskowanie ludzi,
        którzy w ciężkich czasach zachowywali się paskudnie. Obawiam się, że jej celem
        jest skłócenie środowiska, oparcie władzy na oportunistach i karierowiczach, a
        na pozostałych uzyskanie haka na długie lata. Przy takiej konstrukcji ustawy nie
        ma znaczenia czy donosiłem czy na mnie donosili - każdy może być zamieszany w
        coś brudnego. I udowadniaj człowieku swą niewinność. I naprawdę nie chodzi mi o
        moją skromną osobę, ale o zasadę.
        Pozdrawiam.
        Darek
        • komprehensja Re: Tekst dr Dariusza Zienkiewicza 02.04.07, 22:55
          Drogi Darku!
          Cieszę się,że zabierasz publicznie głos w sprawie lustracji; tak niewielu
          filozofó czyni to; a przecie temat jest ważki i należy go przedyskutować
          publicznie na rozmaite sposoby; tak aby uczestnicy życia publicznego mogli
          wyrobić sobie własne zdanie - poprzez umożliwienie im dostepu do
          pluralistycznej przestrzeni rozmaitych punktó widzenia. I między innymi
          filozofowie powinni im to umożliwiać.

          Ponieważ i tak będziemy na temat lustracji rozmawiali osobiście; to jednak -
          uważam,że nalezy również prowadzić tę debatę publicznie.

          Zgadzam się z Tobą, że lustracja niesie ryzyko "grania teczkami"; ale w taki
          sam sposób - mozna by nieco karykaturalnie powiedzieć - wyjście do pracy rodzi
          ryzyko wypadku drogowego. Do tej pory lustracja przebiega spokojnie; ujawnia
          się raczej teczki rzeczywistych agentów; w końcu przypadek, p. Krawczyka z
          Kancelarii Prezydenta wykazał, że pomimo zarzutów mozna się "oczyścić";
          oczywiście stracił on pracę; ale pracując w tak ważnym miejscu, wymaga się od
          ludzi niezłomności; on jednak nie był niezłomny. Praca w dyplomacji na
          najwyższym szczeblu wymaga najzwyczajniej "higienicznego" prowadzenia się -
          wielu złamanych (choc ich jedyna winą było tylko, dla świętego spokoju,
          złożenie podpisu pod esbecką lojalką) nie powinno jednak zajmować stanowisk
          wymagających odpowiednich cech charakteru; nie kazdy może byc policjantem,
          kierowcą, górnikiem, sportowcem (trzeba mieć albo odpowiednie zdrowie, albo
          odpowiednie cechy charakteru); tak samo nie każdy moze być dyplomatą.

          (2) Uważam,że lustracja będzie przebiegać sprawnie i bez zgrzytów; i nie bedzie
          grania teczkami; Kaczyńscy będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony;
          PiS walczy o drugą kadencję; więc politycy PiS-u nie są nieracjonalni, żeby
          wdawać się w absurdalne , nieuczciwe awantury lustracyjne.

          (3) No cóż - lustracja; wykonana sprawnie i bez awantur; pomoże PiS-owi. Ale ja
          nie upolityczniam lustracji - to, że pomoże ona PiS-owi, nie może stanowić
          racji dla mojej jej nieakceptacji (akceptuję lustrację; i gdyby to PO był jej
          orędownikiem, też bym ją popierał; choć i tej formacji nie popieram;
          jest "bezideowa" ). Podoba mi się stanowisko matematyków i informatyków z
          Uniwersytetu Wrocławskiego - prof. Marcinkowskiego. Dla mnie lustracja jest
          większym dobrem, niż ewentualny sukces PiS-u (no, może ta formacja okaże się
          całkiem rozsądna w kwestii wprowadzenia filozofii i logiki jako przedmiotu
          obowiązkowego w szkołach licealnych). Zobaczym.

          (4) Byłbym ostrozny z wieszaniem "psów" na PiS-ie; ja im daję szansę; filozofia
          w szkołach, obniżanie podatków; wyższe pensje na uczelniach; i wprowadzenie
          rankingów dla uczonych ( w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym; pensja musi
          być uzależniona od wyników; a nie od ilości nadgodzin). W humanistyce jest to
          problem, jak mierzyć wynik naukowy; ale istnieje dział nauki zwany
          scjentometrią, który wypracowuje modele matematyczne takich pomiarów.

          (5) Zwróć uwagę,że w "G.W" coraz wiecej uznanych autorytetów nauki opowiada się
          jednak za lustracją; a więc - nie jest tak,że zwolennicy lustracji stanowią
          garstkę oszołomów; poczytaj posty wyżej w odniesieniu do mojego stanowiska; ile
          musiałem się natłumaczyć z tego, że jestem zwolennikiem i jaki zmasowany atak
          na mnie przeprowadzono; łącznie z zarzutem,że robię błedy ortograficzne; a wieć
          celem było zdyskredytowanie mojej argumentacji; nie - wykazanie, że nie mam
          racji na gruncie pewnego modelu (założeń aksjologicznych); tylko wprost -
          próbowano mi przyłożyć i "zrobić ze mnie oszołoma"; nawet pisząc z Kanady; to
          jest wręcz zadziwiajace; ale pamiętaj lustracja uderza w olbrzymia grupę
          pokoleniową osób - i ich rodzin; osób, którzy na komunie i donosicielstwie
          (przynajmniej niektórzy) cholernie wzbogacili się i to oni posiadali świetny
          start na progu transformacji; Ty nie mogłeś kupić fabryki (to taka metafora),
          bo nie miałeś za co - ale inni Tak.

          (5) W lustracji równiez chodzi o wiedzę, jak dawny aparat inwigilował nauke;
          jak system wpływał na promocje tematów badawczych ( to dziedzina Twoja przecie;
          Twojego ulubionego Flecka). I z tej racji, żeby dowiedzieć się czy
          antykumulatywiści mają rację; warto zbadać kwestię inwigilacji nauki przez
          służby państwa totalitarnego. Myślę,ze bedzie to interesujące; choćby w naszej
          branży, żeby zobaczyć, jaki rodzaj humanistyki był promowany (np. jak okaże
          się,że większosć postmodernistów byłą skażona współpracą, to będziemy mieli
          ciekawy wniosek; czy np. postmodernizm jest funkcjonalny dla państwa (ustroju)
          totalitarnego?).

          (6) Propnuję lustrację interpretować i oceniać mniej emocjonalnie, mniej
          egotycznie; powtarzam, lustracja nie jest problemem moralnym dla mnie; ja nie
          oceniam czy X był zły czy dobry (kiedy donosił). Moja ocena (prywatnie mam) nie
          ejst istotna w tym wypadku. Pytam socjotechnicznie; czy lustracja bedzie
          pożyteczna dla rozwoju nauki polskiej. I przypuszczam, że tak. Do tej pory nikt
          nie przedstawił mi dobrego argumentu, że będzie inaczej. Jęsli taki argument
          zostanie mi przedstawiony, to rzecz jasna - jak przystało na umiarkowanego
          neopozytywistę i scjentystę - zmienię pogląd.
          pozdrawiam.
          Wojtek Krysztofiak
          • irenuk1 Re: do Komprehensji 03.04.07, 01:39
            Sprawa jest tak złożona, że rozłożenie jej wydaje się niemożliwe.
            W pańskim przypadku erudycja filozoficzna nie równoważy np. braku znajomości realiów. Wspomnienia nastolatka nie są dostateczną podstawą do uogólnień, ani też do badań szczegółowych, w których należałoby brać pod uwagę motywacje (złożone i zmienne) nie tylko oprawców, ale i ofiar - kogo by się nie brało pod uwagę w tych rolach (oprawcą był donosiciel, lecz jego opiekun był i dla niego przeważnie postrachem - tak ten system terroru działał). Pan tego nie czuje, podobnie jak ja nie czuję, co to znaczy "oddech Syberii" na plecach. Ale znałem takich, którzy czuli i po pierwszych słowach dowcipu politycznego znikali z towarzystwa. Nie, żeby donosić, lecz żeby nie być w tej grupie, która się śmieje z władzy. Choć - kto wie - mogli i donosić. Człowiek zastraszony jest zdolny do wszystkiego. Nawet do mordu. Zatem rozpatrywanie zagadnienia w kategoriach estetycznych jest akademicką igraszką. A tu chodzi o sumienia i rację bytu: czy ludzie złamani mają prawo do życia godnego, czy nie. Wyważenie zaś, czy była w tym ich wina oraz ile tej winy, jeśli była, jest nie do przeprowadzenia. Choć mam świadomość, że wielu donosiło z własnej inicjatywy, bo taki mieli lub mają charakter. Nie uważając przy tym tego za coś haniebnego. Przeciwnie.
            Jest przy tym wielce prawdopodobne, że dzisiaj też są tacy i wysługują się tym, którzy raz po raz ogłaszają jakieś insynuacje, które później są dementowane z braku dowodów. I też krzywdzą ludzi.
            Gdybym tak dla przykładu (tego mechanizmu, nie żeby ktoś miał to brać serio czy nie daj boże naśladować) zaczął gmerać po teczkach niejakiego Wacka M. i znalazł, że rozmawiał on z przyjaciółmi zatrudnionymi w "firmie", lub nawet pisywał dla nich po koleżeńsku i w ramach świadomości obywatelskiej obszernie o zaletach niektórych swoich doktorantów i o tym, jak można te zalety spożytkować dla umocnienia władzy ludowej; najlepiej awansując ich jak najbardziej lege artis, poprzez pozytywne recenzje (można tu wiele ppomóc doktorantowi swoimi dojrzałymi uwagami, które pomogą mu we "własnych" odkryciach) i poprzez otwieranie im możliwości publikowania? Byłyby to oczywiście insynuacje, lecz i dobry hak dla kogoś, kto czyha na stanowisko czy pozycję wysoko cenionego dzisiaj w rankingach doktora hab.
            A co do alternatywy religia albo filozofia w szkole, całkowicie się z panem zgadzam. No, może z mała poprawką, że logika jest tak integralną częścią filozofii na tym etapie filozoficznej formacji, że bym jej nie wyodrębniał, lecz uważam, że po prostu od niej zacząć należy naukę filozofii w gimnazjach. W liceach zaś dałbym możliwość wyboru: religioznawstwo (w żadnym zaś wypadku indoktrynacja konfesyjna jednego wyznania czy nawet czterech, ale za to ekumenicznie zjednoczonych w antyracjonalistycznym froncie) albo etyka (jako opisowa nauka o systemach moralnych wartości). Oczywiście, na religioznawstwie by się mówiło również i o kodeksach moralnych poszczególnych religii czy wyznań, na etyce zaś o podstawowych założeniach poszczególnych systemów wierzeniowych.
            pozdrawiam
            • komprehensja Re: do Komprehensji 03.04.07, 16:24
              Zgadzam się, że nie jestem w stanie "poczuć" osoby, która była łamana w latach
              70-tych; choć pamiętam jako dziecko rozmowy w domu; kiedy moja matkę w 68 roku
              wyrzucili z pracy z liceum. Pamiętam komentarze domowe; w końcu od drugiej lub
              trzeciej klasy szkoły podstawowej byłem politycznie edukowany na RWE, BBC czy
              Głosie Ameryki; od godziny 20.oo do 1.00 trzeba było słuchać RWE (przede
              wszystkim "Fakty, Wydarzenia, Opinie" - i tak do studiów; przez kilkanaście lat.

              Rozumiem mozliwość zastraszenia; i wiem,ze niektórzy mogli pęknąć; ale myslę,
              że w lustracji nie o nich chodzi. Chodzi o naprawdę ludzi cynicznych;
              rozdawaczy kart; wplywających na rzeczywistość spoleczna.

              Lustracja może byc postrzegana jako problem moralny; rozumiem to; ale ja
              proponuje inne spojrzenie - żeby spojrzeć na nia włąsnie w aspekcie estetyzacji
              życia społecznego w kraju; myślę,że kiedy w każdym "złamanym" nie bęziemy
              widzieli złego człowieka, łatwiej bedzie mu opowiedzieć o tym, jak go łamali;
              jak stał się androgynicznym bytem: ofiarą i katem jednocześnie.

              Moja propozycja jest taka: nie potępiajmy tych maluczkich (złamanych,
              zastraszanych); pomóżmy im przyznać się, opowiedzieć. Dla latwiości; lepiej
              interpretować włąśnie lustrację jako problem estetyczny.

              Jestem przeciwnikiem wmontowywania komus poczucia winy; to jest metoda
              totalitarna - wzbudzać na szeroka skalę w głowach wyrzuty sumienia, poczucie
              winy.

              Co do Wacka M.- ciekawe byłoby zbadanie jego wpływu na kariery młodych ludzi;
              mi osobiście pomógł - ale tylko przez rok; a potem miałem pasmo wszczynanych
              spraw dyscyplinarnych (do 99 roku chyba 8); i w zadnej Dyrektor mnie nie
              wsparł; choć wszystkie wygrywałem; bo miałem wówczas rację. Kilka lat przed
              śmiercią Wacka byliśmy pogodzeni.

              Ja nie publikowałem za komuny; moja kariera rozpoczęła się po Okrągłym Stole. I
              dzisiaj jestem spokojny - na pierwsze stypenduium wyjechałem dopiero w 1992
              roku.

              Wiadomo,że insynuacje są czymś obrzydliwym; dlatego deklaracja lustracyjna
              stanowić będzie dokument eliminujący insynuacje; oczywiście problemem będą
              kłamcy lustracyjni; donosiciele zwykle są kłamcami - to fakt psychologiczny.
              Ktoś, kto kapuje, insynuuje, zwykle kłamie.

              Dlatego nalezy stworzyć "pokojowy" klimat prolustracyjny - histeria
              antylustracyjna przeciwdziała temu klimatowi; i w zwiazku z tym, nikczemnicy w
              stylu ostatnio ujawnionych, maja okazję skrywać się pod parasolem "zlamanych".

              Bojkot lustracji służy tylko nikczemnikom; "zlamanym" lepiej posłuzy uczciwa
              debata, której celem będzie pokazanie mechanizmów. Proponowałbym np. Gazecie
              Wyborczej druk reportazy, felietonów pod hasłem: "Jak zostałem złamany".
              Pozdrawiam i dziękuję za rozsądną wymianę; pełną zatroskania o zycie społeczne.
              Wojciech krysztofiak
              • pan_dora4 Nie habit czyni mnichem! 04.04.07, 02:14
                No prosze, zaczyna sie szalenstwo insynuacji!
                Na jednym z forum napisal ktos kto Pana zna, ze podejrzewa, ze byl Pan kapusiem!
                • irenuk1 Re: Nie habit czyni mnichem! 04.04.07, 17:41
                  Kapuś nie kapuś - chodzi o problem, a nie o paragraf Wyszyńskiego.
                  A problem jest w tym, że wielu z nas, którzy byliśmy żywymi trybami tamtego systemu (np. jako nauczyciele przygotowujący część artystyczną akademii ku czci rewolucji październikowej czy armii czerwonej), ma dziś stawać pod pręgierzem i brać chłostę od młodzików, którzy nie mają pojęcia o tamtych realiach i patrzą na nie - przedstawione przez scenarzystę o określonych doświadczeniach i emocjonalnych przetworzeniach - jak na western.
                  Do p. Wojciecha. Bez urazy: łamanie w późnych latach 60, zwłaszcza zaś w i po 68, to była igraszka w porównaniu z tym, co wyrabiano do 56. To się zmieniało powoli, aż Rokita wygrał proces z Kiszczakiem o bezprawne przetrzymanie w areszcie. Zapewniam pana, że nie byłby taki odważny, gdyby czuł trwogę, jaką myśmy czuli w latach 40 i 50. To jest kwestia odruchów.
                  Tak też było z nami zniewolonymi, kiedy nam coś proponowano. Czy ma pan pojęcie, co to jest "propozycja nie do odrzucenia"? Mie może pan mieć tego pojęcia, bo to jest fenomen nieznanego panu świata, którego pan nie przeżył.
                  Czy to oznacza, że historię mogą pisać tylko ci, którzy przeżyli to, o czym piszą? Nie - o ile uprawiają historię, czyli opisywanie z odwoływaniem się do różnych źródeł. W żadnym zaś przypadku historyk nie jest uprawniony jako taki do wystawiania ocen moralnych, np. że ktoś był zdrajcą czy się ześwinił. Tymczasem ci, którzy nadają charakter obecnej lustracji, w ten właśnie sposób ją pojmują: np. mówią, że nie może uczyć innych ten, kto się dopuścił sprzeniewierzenia takiemu a takiemu ideałowi czy wartości. Przecież oni nawet homoseksualizm poddają pod hańbiący osąd i traktują jako dyskwalifikację moralną do wychowywania. Mam nadzieję, że pan tylko ulega temu nurtowi, ale go nie podziela. Czyli byłoby w takim razie tak, jak z nami w latach 50: ulegaliśmy i chodziliśmy w pochodach i wznosiliśmy okrzyki, których treści nie podzielaliśmy. I dzisiaj za Chiny pan nie rozstrzygnie, kto z nas był cyniczny, a kto chciał końca wojny domowej. Nawet w przypadku Jaruzelskiego to nie jest oczywiste. Przykładem Michnik, który jest historykiem i twórcą kawałka historii. On nie ma pewności, a mając wątpliwości nie wyklina i podaje rękę, by iść do przodu.
                  Ja sam nie jestem przeciwnikiem lustracji, lecz radykalnych potępień w duchu absolutyzmu moralnego. Jako wykształcony w filozofii wie pan doskonale, o czym mowa. Wyjaśnianie - tak, na ile to dziś możliwe i w sposób przystępny dla pokoleń wychowanych pod innym słońcem. Pan pewnie tego nie wie, że Stalin był słońcem? Rzeczywistym Dziadkiem Mrozem? Nie dostawał pan od niego cukierków i w ogóle poczucia bezpieczeństwa i szczęścia - jak ci, co po jego śmierci płakali. Niektórzy go do dziś opłakują. Ja nimi nie gardzę, choć nie podzielam ich żalu. Za to jestem w stanie zrozumieć, że skoro oni byli zdolni ofiarować za niego własne życie i życie swoich dzieci (wielu to zrobiło, a ci drudzy, pozostali, sobie to jakoś zracjonalizowali i się tego trzymali), byli też zdolni dręczyć i zabijać tych, którzy bat'ce w jego zbożnym dziele przeszkadzali. Dzisiaj jest to o rząd albo dwa rzędy wielkości mniej przejmujące i dojmujące, lecz przecież zarówno Miodowiczowi donosili i donoszą ludzie, którzy wierzą w jego szlachetne intencje (co nie wyklucza honorariów za pracę), jak Wassermanowi czy Macierewiczowi.
                  Skoro panu zależy na urodzie życia, którą warunkuje pan estetyzacją, to proszę bardzo: jest nad czym pracować, jako że wiele do życzenia pozostawiają barwy i kształty naszego życia społecznego i politycznego. Ale łatwiej jest pisać peany na cześć gotyku czy rokoko tudzież wieszać psy na Jagielle czy Miłoszu, Broniewskim czy Brzechwie. Byle nie ruszać kwalifikacji moralnych i postawy Terleckiego i Kurtyki, Giertycha czy Kurskiego. No tak: lustrum to okres pięciu lat.
                  Z tym "androgynicznym bytem: ofiarą i katem jednocześnie", to się panu wypsnęło. Takie androny nam się zdarzają.
                  Tak samo z tymi "maluczkimi": znałem wielu zastraszonych i złamanych, złamanych, którym nie dorastam do pięt. Pan być może również. Przez grzeczność i obyczaj nie podam nazwisk. Jakiż pan dla nich wyrozumiały: "nie potępiajmy".
                  Starożytni mawiali: damnant quod non intelligunt. Ja się piszę na taką estetykę, że jak nie jestem w stanie mówić o sobie, że jestem piękny, to i nie mówię o innych, że są brzydcy. Chodzi oczywiście o urodę moralną.
                  Tymczasem lustracja w dzisiejszym - firmowanym ustawowo - kształcie wmontowuje mnósztwu ludzi poczucie winy; od czego pan się jakoby odrzeka.

                  "Ddzisiaj jestem spokojny - na pierwsze stypenduium wyjechałem dopiero w 1992
                  roku."
                  No to nikt nie ma szans zacytowania czy to lojalki (choć za 10 lat - kto to wie?), czy aktu strzelistego na cześć nauki radzieckiej i osobiście tow. Lenina. Ale kogoś pewnie pan cytuje (nie miałem sposobności się zagłębić), jak to w nauce. Parę drzwi otwarto już przed nami...
                  "Problemem będą kłamcy lustracyjni; donosiciele zwykle są kłamcami - to fakt psychologiczny. Ktoś, kto kapuje, insynuuje, zwykle kłamie."
                  Głębia głębią. Zapytam tylko: dla kogo będą problemem? Bo nie dla tych, którzy czyhają na ich stanowiska?
                  Reszty nie komentuję, bom - podobnie jak pan - sceptyczny. Różnimy się tylko trochę. Poza wiekiem - tu dobre (właściwie to nie dobre) 30 lat nas dzieli.
                  Ja nie wierzę w "pokojowy" klimat prolustracyjny (p. wyżej, hasło "wymiana pokoleniowa").
                  Pozdr
                  • pan_dora4 Re: Nie habit czyni mnichem! 04.04.07, 19:13
                    Przepraszam, ale post o insynuacji na jednym z forum dotyczyl dr.Krysztofiaka.
                  • komprehensja Re: Nie habit czyni mnichem! 05.04.07, 22:27
                    Stalinizm trudno sobie wyobrazić w taki sposób,żeby czuć ówczesny klimat; znam
                    ten okres z opowieści matki; kiedy byłem dzieckiem same opowieści były straszne.

                    Rozumiem to; że stalinizm łamał ludzi; ale mimo wszystko trzeba opisać sposób
                    łamania ludzi; nie ma prac pt. "jak stałem się ubekiem"; jedynie znane są
                    wspomnienia Światły z tamtego okresu; ale chodzi o "ziutków" z powiatu; ludzi
                    łamanych,żeby donosili na sąsiadów, kolegów, koleżanki z parcy. Ja apeluję o
                    to; o pisanie na temat tego, jak łamano ludzi.

                    Z drugiej strony - mamy "ochoptników", którzy kasę robili na podsłuchiwaniu,
                    donoszeniu i kapowaniu; brali pieniądze. I tych trzeba ujawnić.

                    Problemem technicznym lustracji jest to, jak oddzielić tych złamanych od tych,
                    którzy na tym zarabiali (cynicznie).

                    Nie mam nic przeciwko homoseksualistom; mam wielu wśród nich znajomych; nie
                    przeszkadza mi to, żeby osoby o odmiennej orientacji seksualnej byli
                    pracownikami naukowymi i wykładali. Choć znam przypadek studenta sprzed dwóch
                    lat, który musiał się przenieść do Krakowa, bo był "molestowany" przez jednego
                    z pracowników naukowych. Sprawa nie byłą nagłośniona. Student nie chciał.

                    Ja nie jestem zwolennikiem PiS-u; drażni mnie, jak i Pana, krucjata moralna
                    zagladająca pod majtki ludziom. Denerwuje mnie LPR, ze swoim programem troski o
                    cnotę uczennic, lolitek, itd. To jest śmieszne; i zasadniczo nie do
                    zrealizowania; zbyt smieszne; ludzie się uśmiechają; reaguja kpina; i dobrze,
                    bo tak należy.

                    Mi nie przeszkadza to,że ktoś o sobie dobrze mówi; nie przeszkadza
                    mi "samoocena" ziobry czy Wassermana; mi nie przeszkadzają cechy osobowości;
                    żaden człowiek mnie nie drażni z uwagi na to,że np. lubi się chwalić, albo jest
                    autystyczny; albo głośny, albbo cichy - mnie nie interesują charaktery, cechy
                    osobowości.

                    W ocenach opinii publicznej Ziobro bardzo dobrze wypada; podoba się ludziom; ja
                    wiem jedno - że byc moze jest to człowiek nawiedzony; ale ściganie "łapówkarzy"
                    zostało zdynamizowane; wiecej się mówi o pedofilach, o politykach i ich
                    powiazaniach ze złodziejskim światem; i to jest dobre.

                    Mi nie przeszkadza,że przestępcę kują w kajdanki; w końcu to standard w Ameryce.

                    Nie oceniam ani Giertycha, ani Terleckiego ani żadnego polityka moralnie - oni
                    sa poza moralnościa; bo są politykami. Oceniam ich, czy realizują swoje
                    programy; czy ich działania są dobre z mojego punktu widzenia (nie ma
                    obiektywnego punktu widzenia); i czy są przyzwoite i czy podtrzymuja ustrój
                    pluralistyczny.

                    PiS będzie dobry; jak w tym kraju nauczyciel zacznie lepiej (o wiele) zarabiać
                    od policjanta i polityka; będzie dobry jak wprowadzi do programów szkolnych
                    logikę i filozofię; będzie dobry jak obniży podatki, będzie dobry jak będzie
                    wsadzał do wiezień lapówkarzy; jak zlustruje "rzeczywistych esbeków i ich
                    donosicieli"; itd..

                    Ja rozumiem Pana problem - przynajmniej jest pan uczciwy w swoich poglądach. I
                    to mi się podoba.
                    Wojciech Krysztofiak

                • komprehensja Re: Nie habit czyni mnichem! 05.04.07, 21:56
                  Dziękuję za informację; nie martwię się; postesbecja szaleje i jest naprawdę w
                  panice; wiec stosuja rozmaite techniki wprowadzania w obieg szumów
                  informacyjnych.
                  Wojciech Krysztofiak
                  Proszę zauważyć nawet Gazeta Wyborcza nie jest już zdecydowanym wrogiem
                  lustracji; zob. artykuły o nie wylewaniu lustracji z kąpielą.

                  Coraz wiecej środowisk opowiada się za lustracją; większość społeczeństwa
                  (wedle badań CBOS-u albo OBOP-u; nie pamiętam która firma publikowała dane
                  kilka tygodni temu) popiera lustrację.

                  Oczywiście, lustrację trzeba zrealizować w sposób profesjonalny; żeby nie
                  oskarżać "doktora ziutka", że po powrocie ze stypendium w raporcie dla oficera
                  od paszportów napisał streszczenia prac naukowych, które przeczytał.

                  W lustracji chodzi o "cwaniaków", którzy naukowo nic nie robią; nie publikują,
                  nie odkrywają, nie uczą (opuszczanie zajęć) i "koszą kasę" na rozmaitych,
                  płatnych ściemach; i wciagają w otę karuzele innych sobie podobnych. Problemem
                  jest reprodukcja - na słabych uniwersytetach - kadry równie słabej jak
                  niektórzy postesbecy; tzw. "profesorowie" z referatów, sekretariatów KW PZPR.
                  Cui ludzie chwytają się brzytwy; bo są zatapiani. A szkodzą!!!!! - dzięki nim
                  doszło do spadku poziomu merytorycznego prac magisterskich; na wydziałach
                  humanistycznych, w większości prace magisterskie to
                  bezwartosciowe "przepisywanki swoimi słowami" z rozmaitych książek. I ktoś to
                  toleruje!!!
                  Pozdrawiam
                  W.K.
              • ekwiwokacja Oooooo! 04.04.07, 17:06
                A wiec nawet kapus?!
                Powinien Pan teraz udowodnic, ze Pan nim nie byl!
                Pozdrawiam z Toronto
                • komprehensja Re: Oooooo! 05.04.07, 21:44
                  Nie muszę niczego udowadniać; w IPN-nie nie ma moich teczek; przynajmniej nie
                  wiem o nich; jeśli ktoś formułuje takie insynuacje, niech sobie to czyni.
                  Postesbecja stosuje techniki operacyjne wprowadzania szumów informacyjnych.

                  A tak poza tym w moim środowisku - nikt nie uwierzy w takie insynuacje; za
                  bardzo znany jestem z pogladów; i z wymagań wobec studentów; postesbek nie
                  bedzie tracił setek godzin na "aptekarskie", za darmo, przepytywanie studentów.

                  Więc głowa do góry - insynuatorzy! - nic Wam to nie da; lecz jedynie przekona
                  do lustracji niezdecydowanych.
                  Wojciech Krysztofiak
    • komprehensja koniec 05.04.07, 22:32
      Szanowni Państwo
      Zaprzestaję dyskusji. To, co miałem do powiedzenia, juz powiedziałem.
      Żegnam. Rozmowa kosztuje mnie zbyt dużo czasu.
      Wojciech Krysztofiak
      • niedzwiedziopies Re: koniec 09.04.07, 12:34
        i kogo to obchodzi?
      • radio_wolna_europa1 "Aparatczyk" serwisu sie ulatnia? 09.04.07, 17:40
        Oto przyklad czlowieka ochoczo i z przekonaniem broniacego dzisiejszy rezim w
        Polsce, w sposob analogiczny, jak dzialajace w przeszlosci sluzby
        bezpieczenstwa poprzedniego rezimu! Oczywiscie liczy on rowniez na bycie
        wynagrodzonym, za swoja sluzebna dzialalnosc.
        • ekwiwokacja Re: "Aparatczyk" serwisu sie ulatnia? 10.04.07, 12:38
          Doskonaly przyklad - dokladnie tak!
          Pozdrawiam z Toronto
    • obywatelkane1 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 12.04.07, 17:04
      a czy Pan dr Krysztofiak, tak domagający się ujawniania faktów dotyczących
      akademików, przyzna się publicznie, że jest alkoholikiem i że miał problemy z
      powodu zarzutów o molestowanie studentek?

      Oto i moralny uzdrowiciel się znalazł. Szkoda słów.
      • radio_wolna_europa1 Uzurpator i mitoman - Krysztofiak! 14.04.07, 13:30
        Ten "filozof, logik, etyk, estetyk" - okazuje sie byc nie tylko czlowiekiem ze
        zdebusolowanym systemem wartosci, ale takze maniakiem seksualnym?!
      • komprehensja Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 15.04.07, 12:53
        Nie jestem alkoholikiem; pijam piwo w czwartki (dwie butelki, czasami trzy); po
        spotkaniach w Polskim Towarzystwie Filozoficznym (przy ulicy Krakowskiej w
        Szczecinie w Instytucie Filozofii) - zwykle siedzimy w większym gronie po około
        10 osób; zapraszam do testu mojego ewentualnego alkoholizmu !!!!

        Nigdy nie miałem zarzutów o molestowanie studentek; jesli już - to bywało
        odwrotnie - proszę popytać się moich studentek; czy je molestowałem? Myslę,że w
        środowisku szczecińskich filozofów jest to niemożliwe. Szczecińskie studentki
        filozofii są damami !!!! :)

        Tak na koniec: kilka razy byłem czynnikiem połączenia studentów w pary; dzisiaj
        są to "udane małżeństwa". Nawet niektórzy radzili mi,żebym otworzył agencję
        matrymonialną. Zapraszam na moje wykłady każdego kto nie umie sobie znaleźć;
        męża lub zony; czasami w dygresjach dydaktycznych podaję, pono, swietne rady.:)

        Nie moja wina, że miewam powodzenie u młodych kobiet; a tylko dlatego, że
        staram się być wobec nich miły, grzeczny (choć wymagajacy) i normalnie
        rozmawiam; nie ściemniam jak większosć tych, którzy mnie tutaj atakują; wstyd
        im nawet podać swoje nazwisko !!!!

        Rozumiem,że niektórzy - mający kłopoty we wchodzeniu w interakcje społeczne -
        wszystko; nawet usmiech, podanie ręki na powitanie, czy szczerą rozmowę -
        potraktuja jako molestowanie. Ale chyba jest to "dewiacyjna" interpretacja;
        wymagajaca terapii logicznej. :)

        Jestem otwarty na pomaganie interlokutorom w kwestiach seksualnych!!! :) Proszę
        pisać; może coś poradzę na problemy męsko-damskie.:)

        A może to napisała jakaś niedoszła moja wielbicielka? - na ogół znam grono
        moich wielbicielek; ale nie znajduję w nim osoby tak jadowitej. Studentki
        filozofii są łagodne, sympatyczne, inteligentne (damy), lekko wyniosłe, z
        poczuciem wolności i aurą subtelnego wyzwolenia, a także wymagajace; tak, że
        kazdy facet, który chciałby się im przypodobać musiałby niesamowity wysiłek w
        to włożyć. Z pewnością żadna z nich nie byłaby Tajnym Współpracownikiem SB - to
        nie w ich stylu; nie "kapują", "nie donoszą"; dbają o swoje estetyczne dobre
        samopoczucie.
        Zapraszam w czwartki na PTF-y !!!! Mam dobre samopoczucie !!!! - może dam się
        zaprosić osobie, która potrzebuje weryfikacji moich skłonnosci do molestowania
        i spozywania drinków ( choć szczerze: jestem grubo poniżej średniej krajowej;
        preferuje lekkie alkohole; piwo lub wino - "Reńskie" - miodzik pitny tez
        lubię). Prosze się wiec przygotować; choć nie obiecuję,że skorzystam z
        ewentualnego zaproszenia.:)
        Wojciech Krysztofiak
        • claudia_s2 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 16.04.07, 23:19
          Mimo wszystko mitoman .... i moze nawet po kilku piwach? Troche uzasadnionej
          skromnosci, kolego.
          claudia s.
          PS. Zbyt estetyczny to Ty nie jestes.
        • claudia_s2 ... a swoja droga lustracja, to jak deklaracja 17.04.07, 08:59
          w ktorej nalezy odpowiedziec na pytanie - "czy jestem anty-demokrata" lub "czy
          jestem idiotka"?!
          claudia s.
          PS. Wcale nie jestes tym, kim Ci sie wydaje byc! Przemysl ... ;-)
          • ekwiwokacja Na rozstanie ... 27.04.07, 02:08
            Lustracja to ohydny spektakl dla zboczencow!
            Uzurpatorzy szczegolnych praw i prawd - jaki oni maja autorytet moralny i przez
            kogo nadany, by okreslac standardy moralne czy etyczne?
            I to ma byc rzekomo "oczyszczanie" - jest to tylko babranie sie i upokarzaniem
            czyjegos sumienia. Ohydny proceder "sprawiedliwych" ....
            Od dawna nie mieszkam w Polsce i oczywiscie to podgladanie przez dziurke od
            klucza uzytkownikow kibla mnie nie dotyczy - niemniej, wzbudza we mnie odraze.
        • radio_wolna_europa1 Dobrego samopoczucia ...... "demokrato"! 12.05.07, 16:32
          • irenuk1 Re: Dobrego samopoczucia ...... "demokrato"! 17.12.07, 17:39
            współpraca wg Krysztofiaka
            >A wśród moich przyjaciół z pewnością donosicieli nie było - w komunie trzeba było się estetycznie prowadzić. I nie jest prawdą to, że nie dało się tak żyć, żeby z esbecją nie mieć nic wspólnego. Niektórzy to potrafili - choć wówczas nie mogli liczyć na mieszkanie, na wyjazdy czy "załatwienie lodówki". "Było coś za coś" - jeden dał się złamać za lodówkę, drugi - nie.
            Kom. Upraszczasz Pan sprawę, by ci rzeczywistość pasowała do modelu. Bo nawet jeśli większość spośród rzesz współpracujących z dawnym reżimem podejmowała się działań niegodnych z przyziemnych pobudek, to na ogólną liczbę kilku milionów lojalnych obywateli z pewnością można założyć, że około miliona nie dlatego rozmawiało z pracownikami rzeczonych służb, żeby zdobyć lodówkę czy mieszkanie. A tak nawiasem: wachlarz form współpracy jest tak rozległy, że i z ustaleniem granicy godności i hańby wcale nie jest tak łatwo. Tak też jest i z donosicielstwem. Jeszcze dzisiaj wielu z nas nie odróżnia go od obywatelskiej postawy i nie „donosi”, że sąsiad siada po pijatyce za kierownicą – by się nie splamić.
            Pisałem już gdzieś o mojej nauczycielce polskiego i rosyjskiego, która była dla nas wzorem patriotyzmu i taką do dziś pozostaje, mimo że z całą surowością wymagała uczenia się na pamięć wierszy nie tylko Broniewskiego, lecz i Majakowskiego (może Pan nie wiesz, kto to taki). Mało tego: zapewniała władzom organizację i reżyserię akademii ku czci rewolucji październikowej i czerwonej armii, która wymordowała jej bliskich. Sprzedawczyk? Nigdy w życiu. Ona wiedziała, że tak trzeba i już. Znała alternatywę dla swojej współpracy, której Ty – panie K. – może nie znasz: Syberię. To już chyba nie tak niska pobudka, jak lodówka?
            Chyba że się upraszcza. Wówczas jednak powstaje pytanie: w jakim celu ktoś tych uproszczeń się dopuszcza?
            Zgadzam się natomiast co do tego, że niegodziwcy nie powinni czerpać profitów ze swojej haniebnej działalności; choćby była ona w jakimś czasie legalną pracą (jak np. oprawcy lub wręcz samego kata wykonującego wyroki śmierci). Mam przy tym świadomość, że i ze mną nie wszyscy się zgodzą…
            Coś się jednak we mnie burzy na myśl, że mógłby Pan zaliczyć w swym zapędzie państwa Ossowskich czy T. Kotarbińskiego do tej kategorii, o której Pan pisze:
            >(6) Społeczeństwo ma prawo wiedzieć - którzy uczeni legitymizowali ówczesny system.
            Wszak Kotarbiński przyjął medal Budowniczego Polski Ludowej. Czyli – legitymizował…
            Chłodnymokiem traktuje Pana brutalnie, ale za T.K., moją nauczycielkę i wiele innych osób, które szanuję i czczę (w tym moich rodziców i krewnych) sam mógłbym kopnąć w tyłek tego, co im ubliża z tytułu legitymizacji dawnego reżimu. Także i pro domo mea propria.
            Nie rozumie Pan – mimo swego dorobku – złożoności sytuacji lat 40, 50, 60, 70, 80. Nie przeżył pan tych czasów w ogóle lub całkiem świadomie, tzn. z pełną świadomością kosztów postępu, jaki się dokonywał w poszczególnych tych dekadach w określonych dziedzinach. Co Pan wie np. o walce z analfabetyzmem i jej ludzkich kosztach? Czy te rzesze nauczycieli ją toczących również legitymizowały nowy wraży ustrój? Jak najbardziej. Niejeden dostał nawet kulę za tę legitymizację. Pan się solidaryzuje z tymi, którzy dzisiaj strzelają. Wprawdzie gumowe kule nie zabijają na miejscu, lecz porządnie wytrącają z równowagi.
            A oto dowód, że nadal nie odróżnia Pan szlachetnej troski o wspólne dobro, zwanej świadomością obywatelską, od hańbiącego donosicielstwa:
            >W poprzednim liście podałem przykład załatwienia posady przez byłego esbeka (kilka miesięcy temu) mojej koleżance - więcej nie powiem (bo okazałbym się donosicielem, "psem gończym"; jak ci którzy donosili w komunie).
            Kom. Jeżeli się zna przypadek korupcji, należy powiadomić o nim organa ścigania. Inaczej jednak u nas uczono: zapędzić drani do konfesjonału, na kolana, pokuta i znowu czyści „jak lelija”. Donosiciel zaś to co innego: to tak jakby się ktoś zaparł samego Ducha św. nie ma zmiłuj się. Na wieki wieków.
            Dalej.
            > jesli okaże się, że X ujawniał intymne szczegóły z życia osobistego kolegi z pracy (np. że był homoseksualistą, alkoholikiem czy wręcz seksoholikiem), to czy taki konfident był "cierpiącym i złamanym człowiekiem" czy "zwykłym nikczemnikiem". Jeszcze raz powtarzam, tu chodzi o eliminację wręcz turpistycznych (a wiec antyestetycznych) zjawisk z życia akademickiego
            Kom. A cóż to za alternatywa? I skąd? Co panu wiadomo o tym, czy ów ktoś był złamany albo nie, i czym – jeśli tak – go łamano? Skąd Pan wie, że ów kandydat – u Pana – na „zwykłego nikczemnika” nie został złamany jakimiś poważnymi groźbami? Z tego, że powiedział o preferencjach seksualnych czy innych bzdetach – można równie dobrze wnioskować, że chciał uniknąć mówienia o działalności opozycyjnej, albo i faktycznie ją przemilczał. Pan zaś dwuwartościowo: winien (bo rozmawiał) – nie winien (bo mu się upiekło, że go nie wzięli na spytki).
            Trochę uruchomić wyobraźnię i już widzimy, jak Pan śpiewa więcej niż było, byle dano spokój „bogatym środkom perswazji”. Chyba Pan nigdy nie rozmawiał z kimś, kto przeszedł przez polityczne śledztwo lub więzienie w latach 50 czy 60. Zresztą do rzadkości należało, by która z tych osób – jeśli przeżyła – coś pisnęła na ten temat. Wypuszczano – np. po październikowej odwilży – tylko tych, co do których miano pewność, że nie zaryzykują powrotu do więzienia. Ja rozmawiałem z takimi dwoma, którym alkohol rozwiązał na trochę języki. Trzeciego z moich bliskich znajomych przytrzymano o kilka miesięcy dłużej, by sprawdzić jego zdolność do „wypaplania” realiów systemu śledczego. W parę miesięcy po wypuszczeniu zmarł jednak na serce. Już niczego nie powie.
            Kolejna bzdura: >Uniwersytety naprawdę są, zasadniczo, niezależne od polityków.
            Co to za logika, jeśli się nie odróżnia „naprawdę” od „zasadniczo”? Mnie innej uczono. ”Warto odróżniać dwa rodzaje kwantyfikacji: dużą i małą. Ale żeby to zrozumieć trzeba przejść kurs logiki.” To Pańskie słowa.
            Równie wielkim jest pan psychologiem. Cytuję: „W końcu trzeba było mieć zakodowane odpowiednie struktury mentalne w umyśle, żeby być esbekiem albo ochoczo (lub z lękiem) z nim współpracować.” Koniec cytatu.
            Jedna uwaga. Przepracowałem ponad 30 lat na pewnym uniwersytecie, gdy był zależny od przewodniej partii i nie chcę pracować na nim, gdy jest „niezależny”. Ze względów – jak to Pan powiada – estetycznych; nadużywając zresztą, jak na mój smak, tego określenia.
            Czytam dalej i natykam się na naszą „wymianę zdań” W tym:
            >Nie oceniam ani Giertycha, ani Terleckiego ani żadnego polityka moralnie - oni są poza moralnością;
            Kom. Poza moralnością byliby wtedy, gdyby jeden z nich był sam na Marsie, a drugi – też sam – na Księżycu. Nikt żyjący w społeczeństwie nie może ignorować moralności czy ustawić się ponad nią. Moralność jest świadomością społeczną (podobnie jak prawo czy religia); o czym Pan jako filozof powinien wiedzieć. Chyba że taki z pana filozof, jak to widać z wpisów.
            Albo ta poufałość i protekcjonalne poklepywanie:
            >Ja rozumiem Pana problem - przynajmniej jest pan uczciwy w swoich poglądach. I to mi się podoba.
            Kom. Różnimy się zarówno co do pojmowania norm moralnych, jak i co do estetyki. Te pierwsze, jak się zdaje, mylą się Panu z oralnymi (mam tu na myśli deklaratywność), a to drugie - estetykę - bierze Pan za byt czy choćby tylko kategorię obiektywną. Co filozofowi nie przystoi wg norm przyjętych w tym środowisku od czasów Sokratesa i Platona.
            Poza tym podejrzewam, że to Pan ma problem. A będzie pan miał jeszcze większy, bo koło historii znowu zawróciło. Troszeczkę, lecz jednak wystarczy, by siła odśrodkowa tego i owego wyniosła poza burtę.
    • yapo2 Re: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Krys 16.09.08, 01:42
      pracy pan nie znalazl przez trzy lata bo byl pan wtedy nikim i bylo
      takich pelno. W koncu nie musial pan pracowac na uczelni bo byly tez
      posadki KO-wcow w Monkach DOlnych. Przestan pan zyc przeszloscia,
      nie mieszaj pan do dyskusji prof Mejbauma bo robi pan to tak
      sprawnie zeby przy okazji nobilitowac siebie. Zajmij sie pan wlasnym
      zyciem i przestan pan winic ludzi za swoje problemy emocjonalne.
      Pisac pan rzeczywiscie nie umie, slowo 'babole' dowodzi, ze wasc z
      gminu pochodzisz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka