Dodaj do ulubionych

Siła słabych

10.04.07, 21:28
Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
Obserwuj wątek
    • abba15 panie Żydziński a co słychać u TW "Filozofa"? 10.04.07, 21:33
      musi pan wiedzieć że zdrajca Judasz jakieś cechy przyzwoitości posiadał bo ze
      wstydu powiesił się na suchej gałęzi, a obecni szuje i zdrajcy jaki problem
      mają? czyżby suchych gałęzi brakowało?
    • abba15 "Ubekistan" musi zostać wykończony raz na zawsze 10.04.07, 22:24
      Usuwanie agentów, uderzanie przez władze we wzorce peerelowskiej propagandy i
      historii, pokazywanie "drugich twarzy" tzw. autorytetów - nasila tylko atak.
      Polskę trzeba oczerniać, gdyż kończą się czasy polityki grubej kreski, która po
      1989 r. wywarła kluczowy wpływ na wydarzenia w naszym kraju. Wtedy, tuż po
      "okrągłym stole", ludzie mający nadzieję na rozliczenie zbrodniarzy nagle
      usłyszeli o potrzebie "konsensusu", nagle usłyszeli Adama Michnika, który
      apelował, by dać spokój wszelkim lustracjom, przekonywał, że Aleksander
      Kwaśniewski to oświecony komunista, a generał Jaruzelski to równie oświecony
      patriota, co to nie dał się ruskim, a więc krytycy powinni się od niego odp... ć.
      I tak ta zabawa w ukrywanie agentów trwała aż do jesieni 2005 r.
      Opór części tzw. elit inteligenckich: dziennikarzy, naukowców, polityków, wynika
      po prostu ze strachu. Stąd lamenty o łamaniu praw człowieka, w których to
      narzekaniach króluje tandem: postkomuniści-PO. - Jeżeli mieszkańcy chcą, aby
      ulice nazywały się tak, a nie inaczej, to niech zajmą się tym samorządy, ale nie
      narzucajmy im tego ustawowo. (...) Jeżeli nazwy się zmienia w celach
      ideologicznych, aby pognębić ludzi, pokazać, że ma się władzę, że dziś ktoś
      decyduje również o historii, to ja jestem przeciwny. Nie twórzmy historii przy
      pomocy polityki - twierdzi wiceszef klubu SLD Ryszard Kalisz.
      A Platforma? Ta ostrzega przed... szaleńcami! Wicemarszałek Sejmu Bronisław
      Komorowski (PO) podkreśla bowiem: - Jak zwykle w tego rodzaju sprawach mogą się
      pojawić szaleńcy, którzy będą dążyli do wymiany wszystkiego, będą tropili
      każdego patrona ulicy, lustrowali go, sprawdzali, czy przypadkiem nie nosił w
      kieszeni legitymacji PZPR.
      Oj, widać, że boją się, boją. I posiłkują się tu świadomie nieprecyzyjnym prawem
      utworzonym dla potrzeb III Rzeczypospolitej, umożliwiającym bezkarne machlojki
      prywatyzacyjne i polityczne. Z tego prawa korzysta dziś Trybunał Konstytucyjny,
      obalając kolejne elementy reformy państwa. Nie zdziwię się więc, jeżeli padną
      również elementy lustracji i dekomunizacji.
      Wtedy trzeba po prostu zmienić konstytucję, gdyż Polska musi zostać oczyszczona
      ze wszystkich brudów pozostałych po rządach salonów III RP.
      "Ubekistan" musi zostać wykończony raz na zawsze.
      • davvidda Re: "Ubekistan" musi zostać wykończony raz na zaw 11.04.07, 11:46
        Załóżmy czarne koszule i marsz, marsz!
    • pawelem2 Siła słabych 12.04.07, 12:51
      A nie powiedział ? "Nie płaczcie nade mną..." Trudny to temat...
    • pawelem2 Siła słabych 12.04.07, 12:59
      Dla mnie nauczanie Jana Pawła II kojarzy się raczej ze "zło dobrem zwyciężaj",
      czyli zwycięstwo miłości nad śmiercią. Słowo sukces , jeśli w domniemaniu
      doczesny może i nie pasuje. A podstawowym przesłaniem jest dla mnie nauka o
      Bożym Miłosierdziu.
    • tomekjeden Siła słabych i ludzkie spojrzenie 12.04.07, 13:26
      Takich wypowiedzi jest chyba wyczuwalny brak w naszym życiu publicznym. Są one
      jak powiew świeżego czystego powietrza. Ksiądz arcybiskup połączył wiedzę z
      troską o człowieka. Nie znam się na tych rzeczach zupełnie, przypominają mi się
      jednak po przeczytaniu artykułu, jak przez mgłę, przeczytane kiedyś eseje
      wielkiego myśliciela Martina Bubera, w których też jednym z głównych motywów
      jest szacunek dla człowieka w kontekście eksplikacji religijnej i politycznej
      ludzkiej kondycji.
      • 1europejczyk W "nadbudowie" mozna sobie pozwolic na nieomal 12.04.07, 14:35
        wszystko. Stad taka slowna ofensywa polskiej hierarchi kk. Rzeczywistosc
        ostatnich 18 lat zwerfikowala, niestety niepomyslnie, milosierne darmowe pomysly
        tych, ktorzy za nie nie placa. Gdyby moze polska hierarchia kk z bp Zycinskim na
        czele zaangazowala wlasne srodki jako gwarancje naszego milosierdzia wobec
        postkomunistycznego szamba to bylaby bardziej przekonywujaca.
        Jak do tej pory tak jednych jak drugich oplacamy naszym codziennym wysilkiem w
        pracy i zadne darmowe pustoslowie tego czy innego arcybiskupa czy biskupa nie
        zmieni oceny skutkow naszego bezzasadnego dotychczasowego wysilku, bedacego
        wynikiem milosiernej "grubej kreski" nie tyle niedocenionego co zwyczajnie
        rozkradzionego przez tych w imie ktorych zostala zadekretowana.
        • tomekjeden Re: W "nadbudowie" mozna sobie pozwolic na nieom 12.04.07, 16:38
          Nie rozumiem zupełnie Pana postu. Coś o pustosłowiu i szambie raczył Pan
          skreślić. A gdzie jakieś rzeczowe argumenty? Dlaczego dopisał się Pan do mojego
          postu?
    • nowytor5 Wygląda na to, że Życiński w piekło nie wierzy 12.04.07, 15:07
      jak już wziął te srebrniki, to mógłby się jakoś zachować.
    • brat_oblat Ach ta odwieczna słabosc do hipokryzji 25.04.07, 14:44
      Na przykladzie arcybiskupa Zycinskiego dobrze widac jak wielka szkode przynosi
      polskiemu spoleczenstwu religia. Jozef Zycinski jest jednym z najbardziej
      zdolnych ludzi jacy urodzili sie na polskiej ziemi: posiada swietna pamiec,
      wyjatkowe zdolnosci do nauki jezykow obcych, tytan pracy tworczej, piekielnie
      inteligentny.
      W kazdym cywilizowanym kraju taki talent bylby wylowiony i umozliwionoby mu
      zrobienie kariery tam, gdzie jego talenty i zdolnosci moglyby sie naprawde
      rozwinac. Dzisiaj jego upadek zaznacza sie w naboznym belkocie, ktory
      wyprodukowal i zainteresowaniu jaki ta jego epistola wywolala.

      Te odwolywania sie do mitologicznego Abrahama, te poparcie dla swojego szefa w
      Watykanie, moga wywolac tylko wyrazy politowania.

      Ale jest wsrod tego politrukowego “po linii i na bazie” rowniez i takie zdanie:

      “Trudno uniknąć gorzkich myśli, gdy popularny obecnie styl pomówień
      lekceważących elementarną ludzką godność porównujemy ze stylem znamiennym dla
      tradycji judeochrześcijańskiej.”

      Tu sprawa staje sie powazniejsza, bo wyglada na to, ze nasz przewielebny
      geniusz zapomnial czym jest ta tradycja chrzescijanska (podczepiajace sie dla
      postarzenia sie w celach marketingowych pod judaizm).

      No przypatrzmy sie, na takim drobnym przykladzie, jak ta “chwalebna tradycja”
      wypelniala. Oto niedawno z wszystkich ambon w polskich kosciolach tradycyjnie
      przeczytano “swiete slowa Ewangelii”:

      “Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie. Gdy
      drzwi byly zamkniete z obawy przed Zydami, przyszedl Jezus (…)”
      --------------

      Zaiste, znamienna jest ta tradycja chrzescijanska w popychaniu poboznego
      motlochu do mordowania Zydow, przy pomocy takich sobie “niewinych slow” swietej
      Ewangelii. Tradycja zydowska, w odpowiedzi na te “ziejaca miloscia” tradycje
      chrzescijanska nakazywala w te dni, kiedy w kosciolach padaly slowa sugerujace
      ze “te wredne Zydy zamordowaly nam Pana Jezusa” nie wychodzic w ogole z domow.

      Czy ta chrzescijanska tradycja pomowien Zydow o mord Boga, rozni sie od
      dzisiejszych pomowien w aferach lustracyjnych? Na pewno. Te dzisiejsze
      pomowienia nie prowadza do zbrodni tak jak tamte…
      ------------------

      PS
      Te idiotyzmy czytane w kosciolach wg Ewangelii sw. Jana, moga budzic
      uzasadnione zdumienie. Jak to bylo mozliwe, zeby ten sw. Jan, Zyd z krwi i
      kosci, mogl napisac, ze apostolowie (czyli Zydzi oddajacy czesc Jahwe w dniu
      zydowskiego swieta), zamykali sie gdzies w obawie przed Zydami???

      Zagadka nie jest zbyt skomplikowana, kiedy zna sie troche literatury (w Polsce
      oczywiscie niedostepnej). Otoz te nieszczesne Ewangelie przepisywano i
      przerabiano sobie swobodnie na rozne sposoby pod potrzeby owczesnego rynku
      (patrz przypadek dopisania do ewangelii Marka fragmentu o zmartwychstaniu, a
      warto tez pamietac, ze to byla ta pierwsza z czterech).

      O tym przerabianiu i FALSZOWANIU ewangelii pisal wyraznie ok.170 roku
      Dionisius, biskup gminy chrzescijanskiej w Koryncie, przy okazji afery, ktora
      wybuchla gdy sie okazalo, ze jego listy byly przerabiane badz falszowane. Ten
      falszerski proceder dlugo musial byc kontynuowany skoro jeszcze w roku 250
      biskup Cyprian z Kartagine ostrzegal przed falszerzami jego listow, ktore
      produkowano nagminnie wsrod chrzescijan, aby go zdyskredytowac. Moze ci swieci
      nie byli jednak tacy znowu swieci? )))
    • brat_oblat W obronie silnych 24.06.07, 15:05
      A tu jeden z elaboratow naszej gwiazdy medialnej, wywijajacej skromnie klonica
      w slusznej obronie swoich dochodow:
      ---------------------

      Abp Józef Życiński - Tygodnik Powszechny

      Bóg filozofów i biologów

      Czy wiara jest wirusem?
      Gdy fundamentaliści religijni usiłują odrzucać teorię ewolucji jako niezgodną z
      wiarą religijną, fundamentaliści ateistyczni wykluczają z góry wszelką próbę
      połączenia wierzeń religijnych z ewolucyjną wizją przyrody.
      Słowa uznania trzeba wyrazić dla wydawnictw CiS i WAM, dzięki którym polski
      czytelnik otrzymuje dwie interesujące książki w bardzo krótkim czasie od
      ukazania się angielskich oryginałów. Książkami tymi są "Bóg urojony" Richarda
      Dawkinsa oraz jej krytyka pióra kolegi Dawkinsa z Oxfordu Alistera McGratha,
      podjęta wspólnie z Joanną C. McGrath w pracy: "Bóg nie jest urojeniem.
      Złudzenie Dawkinsa".

      Ateizm metaforyczny

      Zainteresowanie czytelników filozoficznymi pytaniami niesionymi przez teorię
      ewolucji to w dużym stopniu reakcja na popularyzatorski talent Dawkinsa.
      Autor "Ślepego zegarmistrza" potrafi o trudnych sprawach mówić językiem
      sugestywnych metafor, w których "samolubny gen" lub "wirus wiary" mają
      tłumaczyć najbardziej zawiłe pytania o naturę i prehistorię człowieka.
      Tłumaczenia te fascynują laików, natomiast specjalistów skłaniają do komentarzy
      równie krytycznych, jak książka McGrathów. Ci ostatni kierują w stronę Dawkinsa
      pretensje, że praktykuje popularyzatorską beletrystykę, rezygnując z naukowych
      opracowań z zakresu biologii ewolucyjnej. W rezultacie autor "Boga urojonego"
      ubolewa, że jego książka została dużo lepiej przyjęta przez internautów niż
      przez recenzentów, ukazujących jej słabości na łamach specjalistycznych
      czasopism. Reakcja taka nie jest jednak zaskoczeniem: internauci wyrażają
      odczucia płynące z emocjonalnej fascynacji lekturą, krytycy publikujący w
      specjalistycznych periodykach mają natomiast obowiązek racjonalnego
      uzasadnienia swych przekonań w sposób wychodzący poza pierwszą reakcję podziwu.

      Sam Dawkins nierzadko prowokuje krytyczne oceny, wyrażając opinie, których nie
      sposób udowodnić. Twierdzi np., że religijny czytelnik sięgający po "Boga
      urojonego" zostanie po lekturze książki ateistą. Deklaracja ta, niezależnie od
      intencji autora, niezbyt fortunnie sugeruje, że aby zostać ateistą, wystarczy
      przeczytać jedną książkę. Ateista ukazywany jest więc mimo woli jako klasyczny
      lector unius libri. Jak ocenić wtedy postawę tych, którzy przeczytali całą
      bibliotekę i mimo to nie podzielają poglądów Dawkinsa? Należy do nich właśnie
      Alister McGrath, który po lekturze "Boga urojonego" nie tylko nie został
      ateistą, lecz zareagował gniewną pasją. W jego przekonaniu Dawkinsa należy
      zaliczyć do przedstawicieli fundamentalizmu ateistycznego, w którym
      jednowymiarowa wizja religii idzie w parze z bezkrytycznym przeciwstawianiem
      teorii ewolucji i myśli chrześcijańskiej.

      Odmiany fundamentalizmu

      Podczas gdy fundamentaliści religijni usiłują odrzucać teorię ewolucji jako
      niezgodną z wiarą religijną, fundamentaliści ateistyczni wykluczają z góry
      wszelką próbę harmonijnego połączenia wierzeń religijnych z ewolucyjną wizją
      przyrody. Postawę tę ukazał Dawkins w kategorycznej krytyce przesłania Jana
      Pawła II skierowanego do Papieskiej Akademii Nauk w październiku 1996 r.
      (przesłanie ukazujące otwartość chrześcijaństwa na ewolucyjną wizję
      rzeczywistości bywa traktowane jako jeden z ważniejszych dokumentów
      poprzedniego pontyfikatu). Doceniając jego wagę, redakcja prestiżowego
      kwartalnika "The Quarterly Review of Biology" poświęciła cały numer dyskusji
      nad papieskim ujęciem i zaprosiła do debaty przyrodników, filozofów i teologów.

      Jedyną osobą, która oceniła negatywnie wystąpienie Jana Pawła II, był właśnie
      Richard Dawkins. Jego głos mocno kontrastował z opiniami autorów skądinąd
      odległych od chrześcijaństwa, jak np. Michael Ruse, lecz przyjmujących z
      nadzieją papieską wizję dialogu z nauką współczesną. Dawkins definitywnie
      odrzuca możliwość takiego dialogu, gdyż chrześcijaństwo pozostaje dla niego
      symbolem antyintelektualnych złudzeń. Jego zdaniem nauka musi wchodzić w
      nieuchronny konflikt z religią, gdyż nośnikiem tej ostatniej jest wirus wiary,
      niosący kulturowe schorzenia. Jako grupy dotknięte epidemią powodowaną przez
      tenże wirus Dawkins wymienia jednym tchem wyznawców wielebnego Moona,
      scjentologów i siostry zakonne. Pierwszy z wymienionych, Sun Myung Moon, jest
      znany przede wszystkim z politycznego zaangażowania, bigamii i przestępstw
      podatkowych; dla Dawkinsa jawi się jednak niemal jako klasyk religijności.
      Twórca "Kościoła" scjentologów Ron Hubbard jest z kolei powszechnie znany jako
      szarlatan propagujący idee niezgodne z wiedzą przyrodniczą. Jeśli ktoś, wzorem
      Dawkinsa, chciałby do tego towarzystwa dołączyć matkę Teresę z Kalkuty lub św.
      Franciszka z Asyżu, dałby jedynie dowód ignorancji religijnej. Tymczasem
      Dawkins nie unika podobnych zestawień, następnie zaś ubolewa, że jego idee nie
      są właściwie rozumiane przez wszystkich recenzentów.

      Niezgoda filozofów

      Niewątpliwie treść "Boga urojonego" zyskałaby, gdyby zredukować w niej warstwę
      triumfalistycznej retoryki i błyskotliwych, a nie zawsze trafnych porównań.
      Moglibyśmy wtedy otrzymać propozycję pojmowania ewolucji jako gry przypadku i
      praw przyrody. Chrześcijanin upatruje w tych prawach obecność Boga kierującego
      procesem kosmicznych przemian. Dzieło stworzenia ma swą współczesną kontynuację
      i nie należy ograniczać go do odległych czasowo wydarzeń.

      Wizji takiej bronił kilkanaście lat temu w polemice z Dawkinsem ks. prof.
      Michał Heller. W ramach programu poświęconego zasługom o. Grzegorza Mendla w
      badaniach nad podstawami genetyki, BBC zaprosiła do Brna na dyskusję obu tych
      uczonych. W pomieszczeniach dawnego klasztoru augustianów, w bibliotece, z
      której niegdyś korzystał Mendel, podjęli spór o to, jak pojmować rolę Boga w
      przyrodzie i wzajemną więź między prawdą wiary a odkryciami nauk
      przyrodniczych. Rzeczowy tenor dyskusji, powtórzonej potem przez media,
      odbiegał daleko od stylu zademonstrowanego w "Bogu urojonym". W końcowych
      wnioskach obaj dyskutanci podkreślili, że różni ich przede wszystkim pojmowanie
      terminu "prawo". Ks. Heller stwierdził, że w pisowni tego terminu użyłby
      wielkiej litery, gdyż pytając o istotę praw przyrody dochodzimy do Boga
      Stwórcy, który poprzez prawa ukazuje Swą obecność w naturze. Wniosku tego nie
      chciał przyjąć Dawkins, dla którego prawo jest tylko prawem i nie ma sensu
      pytać o jego głębszą naturę. Ewolucją nie kieruje żaden Bóg; w jej wyjaśnianiu
      trzeba zrezygnować z wszelkich religijnych odniesień.
      Dawkins zdaje się sugerować, że istnieje tylko jedno dobrze uzasadnione
      rozstrzygnięcie wielkich filozoficznych kontrowersji dotyczących Boga i
      ewolucji. Tymczasem obok proponowanych przez niego wyjaśnień istnieją
      alternatywne ujęcia, których autorzy znali biologię nie gorzej niż autor "Boga
      urojonego", filozofię zaś uprawiali w sposób profesjonalny. Jako przykład tego
      stylu może służyć dorobek innego przyrodnika z Oxfordu, zmarłego przed rokiem
      Arthura R. Peacocke’a. Ten ceniony biochemik opowiadał mi przed laty o swej
      ewolucji intelektualnej. W okresie studiów, gdy uważał się za agnostyka, ktoś z
      kolegów zaprosił go do wysłuchania serii kazań abp. Williama Temple’a,
      dotyczących obecności Boga w ewoluującej przyrodzie. Wysłuchane wtedy
      konferencje zaszokowały wizją przyrody, w której Bóg objawia swą bliskość.
      Arthur poświęcił resztę życia na wnikliwe opracowanie problemu Boga obecnego w
      prawach przyrody. Nigdy jednak nie utrzymywał, że proponowane przez niego
      ujęcia powinny być przyjęte przez wszystkich: jego córka przyjęła święcenia
      kapłańskie w Kościele Anglikańskim, natomiast syn jest zdecydowanym ateistą.

      Ten przykład każe sceptycznie traktować zawarte w książce Dawkinsa
      zdroworozsądkowe opin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka