konkwistador2
27.04.07, 16:16
Wydawać by się mogło, że to wykalkulowane błazeństwo „moralnego protestu”
przeciwko „poniewieraniu obywatelskiej godności” jest tylko kolejną bombą
rzuconą w państwo polskie przez śmiertelnie przerażoną partię antylustracyjną.
Jednakowoż, ze względu na sprawowaną funkcję oraz miraż „moralnego autorytetu”
sprawcy tej błazenady, sprawa jest jeszcze poważniejsza. Sobiepaństwo Geremka
wpisuje się bowiem w jeszcze gorsze od rokoszu domowego dziedzictwo szukania
pomocy u obcych przeciwko własnemu krajowi; w przeklęty ciąg zdrady stanu z
powodu faktycznych czy urojonych krzywd doznanych od rodzimej władzy – od
Radziejowskiego po Targowiczan. Ze względu na jego biografię casus Geremka
najbardziej przypomina przypadek Jana Amosa Komeńskiego – też intelektualisty
przesławnego. Nienawiść do katolicyzmu kazała temu czeskiemu heretykowi,
przygarniętemu wspaniałomyślnie przez tolerancyjną Rzeczypospolitą,
odwdzięczyć się montowaniem międzynarodowego spisku przeciwko Polsce i
sprowadzeniem szwedzkiego „potopu”. Nienawiść do obecnego „faszystowskiego”
rządu każe „ocalonemu przed holocaustem” przez polską i katolicką rodzinę
szukać wsparcia w wojnie wypowiedzianej temu rządowi u brukselskiego Lewiatana.
Dziś właśnie okazało się jaki to „kruczek prawny” wynalazł Sobiepan Geremek,
ażeby bez konsekwencji demonstracyjnie odmówić poddania się legalnemu prawu.
Jego „Karolusem Gustawusem”, jego możnym protektorem, za którego parawanem
może bezpiecznie – jak mniema – „grać na nosie” rządowi Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej jest Parlament Europejski. I rzeczywiście: wszyscy mogliśmy
zobaczyć jak cała Euro – Bolszewia stanęła murem w obronie „prześladowanego”,
urządzając przy tym sabat jak w Cyrku Aleksandrowa. Nieoceniony był zwłaszcza
socjalistyczny Parteigenosse Martin Schulz, od dawna znany z niecierpliwego
przebierania nogami w oczekiwaniu chwili, kiedy będzie mógł w końcu, w
odrestaurowanej siedzibie Euro – Gestapo w Alei Szucha, wybijać żelaznym łomem
„nietolerancję” z głów, kręgosłupów i śledzion wstrętnych Polaczków.
Na szczególne wyróżnienie w jazgocie wszystkich tych – większych i mniejszych
– nomen omen, Moscovicich, zasługuje również weteran ultralewactwa Daniel
Cohn-Bendit, który gardłując przeciwko „stalinowskim lub faszystowskim”
metodom polskiego rządu, złożył wzruszającą deklarację o tym, jak to „przez
całe życie wspólnie zwalczaliśmy stalinizm z panem Geremkiem”. Takie androny
to „ryży Daniel” może opowiadać wykształciuchom z Dzielnicy Łacińskiej,
sorbonosłom wyedukowanym, tak jak on, na Zdradzonej rewolucji towarzysza Lejby
Dawidowicza i Czerwonej książeczce towarzysza Mao. Tutaj jednak nie wszyscy
jeszcze cierpią na amnezję, i wciąż są tacy, co pamiętają, że przez cały okres
stalinizmu towarzysz Geremek był lektorem Komitetu Uczelnianego PZPR na
Uniwersytecie Warszawskim, i to wyjątkowo gorliwym. Onegdaj nawet
nieboszczykowi Kuroniowi wymsknęło się wspomnienie, że przed tym czerwonym
hunwejbinem drżeli ze strachu najbardziej wypróbowani.
Awantura wzniecona w imię prywaty przez Sobiepana Geremka będzie teraz
papierkiem lakmusowym dla autorytetu państwa polskiego; jej wynik da nam
odpowiedź na pytanie czy zachowaliśmy jeszcze chociaż cień suwerenności
państwowej. W świetle prawa – i polskiego, i unijnego aktu z 1976 r.,
stwierdzającego utratę mandatu europosła, jeśli stanowi o tym wyraźny przepis
w ustawodawstwie państwa członkowskiego – rzecz jest oczywista: gdy tylko
Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi oficjalnie wygaśnięcie mandatu wskutek
niedopełnienia obowiązku lustracyjnego, a Marszałek Sejmu powiadomi o tym
przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, natychmiastowym skutkiem winna być
utrata sprawowanej funkcji. Gdyby jednak Sobiepan chciał wierzgać przeciw
ościeniowi dalej, rząd polski winien mu cofnąć paszport dyplomatyczny; gdyby
zaś uchylał się przed przyjęciem tego do wiadomości Parlament Europejski, to
władze polskie muszą odpowiedzieć bojkotem relacji z instytucjami unijnymi na
wszystkich szczeblach. Jeżeli zaś miałyby się ugiąć pod dyktatem Euro –
Komuny, to już lepiej od razu zaprosić Herr Schulza do objęcia rządów w
Warszawie. A członkowie „faszystowskiego rządu polskiego” niech od razu sami
zgłoszą się na rampę KL Auschwitz. Oczywiście uprzednio przemalowując napis na
bramie na: „tolerancja czyni wolność”.