Dodaj do ulubionych

Wille nie chcą sierot

13.07.07, 14:53
to jest właśnie polska. kilku ludzi złej woli z kasą przeciwko kilku,
pozbawionym domu i z formalnego punktu widzenia bezbronnym dzieciakom. wiadomo
kogo państwo faworyzuje, kogo wspiera a prawo daje większe możliwości manewru.
to nie jest normalne!
Obserwuj wątek
    • kleopatra52 Wille nie chcą sierot 13.07.07, 15:01
      niech duch Twój wstapi i odmieni oblicze ziemi.....TEJ
      ZIEMI....... to wszystko pruderio mocherowa......
    • l.o.r.t.e.a Nuworysz - jeden z najgorszych gatunków buractwa. 13.07.07, 17:22

      • onufry.zagloba Raz sie z toba w pelni zgodze:) n/t 14.07.07, 23:21
    • ar.co Wille nie chcą sierot 14.07.07, 15:44
      O co zakład, że ci wszyscy sąsiedzi to przykładni katolicy, co niedziela w
      kościółku, podejmowanie księdzaq po kolędzie, na Wigilię zasmarkane wzruszenie
      i opowiadanie dzieciom (swoim oczywiście, nie żadnym patologiom) o "biednym
      Jezusku", który nie miał własnego domu?
      • middoo Re: Wille nie chcą sierot 16.07.07, 18:08
        O co zaklad, ze ci wszyscy lekarze przykladnie spelniaja swoje obowiazki za
        1500 zl i sa ofiarami nagonki zlego PiSu?

        A co do religi to wszyscy bez wyjatku maja taki sam swiatopoglad jak ty...
        Niestety prawda cie w oczy zakole... ale nie placz.
    • magdalena_jaskolka Wille nie chcą sierot 14.07.07, 20:47
      W głowie się nie mieści... Ludzie są tak skoncentrowani na sobie ("spadną ceny
      nieruchomości"), nie wyedukowani (ta wzmianka o zboczeniach i samogwałtach),
      pozbawieni empatii i zwykłych ludzkich uczuć, a przy okazji rozsądku, że to aż
      niewyobrażalne. Te dzieci mają sznsę na w miarę normalny rozwój emocjonalny
      wyłącznie w małych, a nie wielkich domach dziecka. Dlatego jeśli się okaże, że
      sprawa jednak zakończy się sukcesem dla bandy zacofanych egoistów, to naprawdę
      będzie oznaczać, że czas opuścić ten kraj. Nie mogę uwierzyć w taką
      znieczulicę.
      • luiart Re: Wille nie chcą sierot 16.07.07, 14:24
        Zachowanie "moich rodakow" w komentowanym artykule, wymaga...niestety...Tylko
        Ciszy... Jak spowodowac,zeby temu podobne "Normalnosci" z mojego starego
        kraju,nie wyszly poza obszar,Jezyka Moich Dziadkow w,na nowo budujacej sie
        (takze moralnie)...Europie...emigrant z Belgii
        • luiart Re: Wille nie chcą sierot 16.07.07, 19:35
          Nie do konca jestem przekonany,ze wszyscy komentujacy tutaj przeczytany
          artykul,zrozumieli sens powiedzenia...ze...Wszystkie Dzieci Sa Nasze...W
          kwestji opinii, cyt."Zapros te dzieci do swojego domu,a dopiero potem sie
          wymadrzaj" Otoz,podczas jednego z ostatnich moich pobytow w kraju,zglosilem
          propozycje do,wlasnie,zaproszenia kilku z "takich dzieci" do ich parodniowego
          pobytu,u mnie w Belgii...Po pewnym czasie,dotarly do mnie opinje miejscowej
          spolecznosci,(domyslam sie takze b.moralnej)ze...napewno jestem Pedofilem.Lacze
          pozdrowienia
          • frusto Re: Wille nie chcą sierot 19.07.07, 17:35
            To byly zwykle dzieci (tzn sieroty pochodzace z zwyklych rodzin) czy z rodzin
            patologicznych? Ile z nich bylo molestowanych przez rodzicow? Ile pochodzilo z
            rodzin alkoholikow? Ile z nich bylo maltretowanych przez doroslych? Co bys
            zrobil, gdyby ktores z tych dzieci zabilo na przyklad rybke, potem plakalo i
            obiecywalo poprawe, po czym zabiloby nastepne w jeszcze bardziej okrutny sposob?
      • frusto Re: Wille nie chcą sierot 16.07.07, 17:48
        > niewyobrażalne. Te dzieci mają sznsę na w miarę normalny rozwój emocjonalny
        > wyłącznie w małych, a nie wielkich domach dziecka.
        Tak, ale nie takich jak w Polsce. W Polsce tak naprawde male domy dziecka sa
        tylkodlatego forsowane, bo paradoksalnie przynosza oszczednosci, a dzieci sa tam
        i tak skazane na wieczna niepewnosc i rotacje.

        > Dlatego jeśli się okaże, że
        > sprawa jednak zakończy się sukcesem dla bandy zacofanych egoistów, to naprawdę
        > będzie oznaczać, że czas opuścić ten kraj. Nie mogę uwierzyć w taką
        > znieczulicę.

        Czas opuscic moj kraj byly wtedy, gdyby banda urzedasow poparta przez
        rozemocjonowany motloch odebralaby ludziom prawo do bronienia wlasnego interesu.
        Wolnosc oznacza takze prawo do bycia bez serca. Dobroczynnosc ma tylko wtedy
        sens, jezeli nie jest nakazana.
        • krwawy.zenek Re: Wille nie chcą sierot 16.07.07, 17:54
          Czy ktoś wymaga od nich dobroczynności? Ten budynek jest ich własnością? A może
          jakiś przepis pozwala im decydować, co właściciel tam umieści?
          • frusto Re: Wille nie chcą sierot 19.07.07, 17:24
            Zabraniasz im protestowac?
            • krwawy.zenek Re: Wille nie chcą sierot 19.07.07, 17:41
              Nie. Pytam tylko, czy ktoś wymaga od nich jakiejś "dobroczynności"? Nic mi o
              tym nie wiadomo.
              • frusto Re: Wille nie chcą sierot 20.07.07, 16:35
                Ok, zle sie wyrazilem. Chodzilo mi o to, ze nie mozna im zabraniac protestowac.
                Maja prawo byc bez serca.
                • krwawy.zenek Re: Wille nie chcą sierot 20.07.07, 16:42
                  Tak, to prawda. A obserwatorzy mają prawo im zarzucać, że są bez serca.
                  • frusto Re: Wille nie chcą sierot 20.07.07, 16:59
                    Pod warunkiem, ze chociaz sprobuja wysluchac racji tej drugiej strony i nie beda
                    krzyczec, ze jezeli tym drugim uda sie skutecznie protestowac, to "ten kraj jest
                    chory" i trzeba z niego uciekac.
    • 1410_tenrok Znowu z Lublina jakas ohyda? Aron2004 - coś Ty! 16.07.07, 17:10
      wielkie panstwo nie lubi dzieci. Polska? To już nie Polska, to Rydzoland!!
    • frusto Moje dzieci nie sa wasze 16.07.07, 17:44
      Najpierw a propo "jak widac nie wszyskie dzieci nasze sa". To najbardziej
      parszywe haslo jakie moze byc. Nie jest prawda, ze "wszystkie dzieci nasze sa".
      Wypraszam sobie, by ktos twierdzil, ze moje dzieci sa jego; takie hasla wlasnie
      prowadza do tego, ze ktos chce na sile decydowac co jest lepsze a co gorsze dla
      mojego dziecka, tylko na podstawie aktualnej mody czy niesprawdzonych teoryjek.

      Tyle tego hasla. Co do reszty, ale ja tych ludzi rozumiem - rozumiem skad te obawy.

      Moja siostra byla dyrektorka rodzinnego domu dziecka. Jej dzieci przyjezdzaly do
      nas na wakacje. Babcia im nieba podstawiala, karmila, kupowala co chcialy (no,
      moze nie wszystko, krezusami nie jestesmy a dzieci troche jednak bylo). Po czym:
      1) Sasiadki pytaly nas, dlaczego dzieci zebrza ( bo mowily, ze u nas taka bieda
      i nic nie maja wiec prosza o wsparcie...)
      2) Pewnego razu babcia przylapala ich na kradziezy z sklepu. Dlaczego? Ukradly
      batoniki, ktore i tak babcia by im kupila, gdyby tylko poprosily. Dzieci same
      nie wiedzialy dlaczego. Ojciec i matka po zastanowieniu postanowili, ze dzieci
      powinny pojsc do sklepu i odpracowac. Kierownik, znajomy, troche byl zaskoczony
      ta prosba, ale sie zgodzil. Nie wiem, czy to cos dalo..

      To nie sa zwykle dzieci. Naprawde. Jedno, dwoje dzieci oderwane od
      dotychczasowego srodowiska - super. Ale od jezeli zaczyna ich byc wiecej, i
      jesli jeszcze zaczyna sie wlasnie rotacja ... mogila. Niewazne, jak dobrzy beda
      wychowawcy, ile w to wloza milosci. Mija rok, dziecko jedzie na wczasy do
      kochanych rodzicow i po powrocie robota zaczyna sie od nowa. Przyjdzie nowe
      dziecko, i wszystko znowu trzeba zaczynac od nowa. To sie nigdy nie konczy. tzn
      konczy sie wreszcie. Moja siostra juz nie jest dyrektorka rodzinnego domu
      dziecka. Najpierw rozpadlo jej sie malzenstwo. A potem cale zycie. Dwa lata
      zajelo jej dojscie do siebie.

      Latwo powiedziec "bezbronne dzieciaki". Ale jezeli odmawiasz wszelkich racji tym
      ludziom, najpierw sam sie zglos na ochotnika i popracuj przez pol roku 24h z tym
      dziecmi. Nie jako wolontariusz na godziny - bo to nie ma porownania. Najpierw
      zapros te dzieci do swojego domu. A dopiero potem sie wymadrzaj.
      • anka1 Re: Moje dzieci nie sa wasze 17.07.07, 08:28
        jedno slowo komentarza : wstyd.
        wstyd za takie podejscie do dzieci ciezko pokrzywdzonych przez doroslych. bo to
        wina doroslych,ze istnieja domy dziecka.
        • frusto Re: Moje dzieci nie sa wasze 19.07.07, 17:28
          To wina doroslych, ze sa domy dziecka. Masz racje. Ale nie wszystkich doroslych.
          A ja nie mowie, ze popieram tych, ktorzy protestuja. Mowie tylko, ze maja prawo
          protestowac, bo ich rozumiem. I sam nie wiem, czy bym chcial miec rodzinny dom
          dziecka kolo mojego domu. Bo ja wiem, jakie tam dzieic trafiaja. I mozesz mnie
          nazwac bez serca, ale ja nie chce, by reedukacja tych dzieci odbywala sie
          kosztem moich dzieci. Na pewno nie chce, by mojemu synowi na przyklad rozwalil
          kiedys leb o kaloryfer biedny skrzywdzony chlopak z domu dziecka. Nie
          obchodziloby mnie wtedy tez, ze wina rozbitego lba jest jakis dorosly.

          -
      • laaazy_boy Re: Moje dzieci nie sa wasze 18.07.07, 14:05
        Bzdury piszesz frusto frustracie. Fakt, że twoja siostra odniosła życiową i
        zawodową porażkę nie jest żadnym dowodem na patologiczność dzieci pozostawionych
        w domu dziecka. Podobnie jak sytuacja, w której dzieci oddane twojej rodzinie
        wymykały się wam z rąk. Dowodzi to tylko nieudacznictwa i mizerii wychowawców.

        Przez 4 lata pracowałem jako wolontariusz w jednym z domów dziecka. Dużych
        domów, nie tych małych i kameralnych. Problemy pojawiały się - to prawda - jak w
        każdej grupie dzieci w tym wieku, jednak sposobem na ich skuteczne rozwiązanie
        była szczera rozmowa oraz wzajemne zaufanie, a nie paranoidalne podejrzenia,
        jakoby dzieci te były gorsze ze względu na przykry fakt, że zostały porzucone
        lub odebrane rodzicom.
        • frusto Re: Moje dzieci nie sa wasze 19.07.07, 17:21
          Gadasz bzdury kolego. Do mojej siostry tez przychodzili tacy woluntariusze.
          Szczerze rozmawiali z dziecmi, po czym zadowoleni szli do swoich domow sobie
          odpoczac, a moja siostra siedziala z dziecmi dalej. Sorry, ale ktos kto spedza
          godzine-dwie z dziecmi g* o nich wie.

          Kilka przykladow z zycia wzietych, problemow prawdziwych ktore miala albo moja
          siostra albo inne jej kolezanki:

          Chlopak sobie nie radzi. Wychowawczyni, mloda dziewczyna zaraz po studiach
          decyduje sie zastosowac to, czego uczyli jej na studiach - zaczyna chlopaka
          chwalic za jego rozne osiagniecia zamiast ganic za to, co znowu zrobil. Nagle
          chlopak przykrywa sie kocem i skonsternowana wychowaczyni konstatuje, ze sie
          zaczyna pod kocem onanizowac. Co bys wtedy zrobil, geniuszu?

          Do domu dziecka trafia chory chlopak. Ma klopoty w szkole. Siostra z nim
          szczerze rozmawia, tlumaczy, chlopak ja spokojnie wysluchuje i mowi "p* sie
          stara k*. Ja jestem chory." I wychodzi z pokoju. Po czym pisze skarge, ze on
          jest biedny i chory a tutaj go maltretuja w domu.

          Jednej dziewczynie wydawalo sie, ze ma swietny kontakt z dziecmi - smialy sie z
          nia, razem jezdzili. Do czasu, az sie dowiedziala, ze na spotkaniach z pania
          psycholog, ze dzieci ja regularnie oskarzaja o znecanie psychiczne.

          Dziewczyna uciekla z domu dziecka. Ale nie tak latwo - najpierw okradla caly
          dom, wszystko swoje i swich opiekunow plus zrobila im bajzel. Policja ja
          odnalazla, przy niej niektore rzeczy skradzione z domu, na to dziewczyna ze ona
          nie wie o chodzi, ale skoro juz tu jest policja to chce oskarzyc opiekunow o
          molestowanie seksualne. Molestowanie seksualne to jest hicior wsrod tych dzieci.

          Do domu rodzinnego trafia dziecko z jakas choroba psychiczna. Nikt nic nie mowi,
          co mu konkretnie jest, tylko, ze nalezy mu dawac duzo milosci. Okazuje sie, ze
          chlopak ma niekontrolowane wybuchy agresji - pierwszego dnia bije stare dzieci z
          domu dziecka, na wszystko reaguje bluzgami, w szkole bije do krwi kolegow, na
          probe rozmowy wpada w szal. Co bys proponowal? Szczera rozmowa? Z chlopakiem
          ktory majac widelec w reku probuje ci natychmiast wylupac ci oko?

          Robisz swoim dzieciom kanapki do szkoly, dzien w dzien, kazdemu taka jaka lubi.
          Kontrolujesz czy jedza sniadanie. Dzieci sie ciesza, przytulaja, obcalowuja.
          Pewnego dnia dostajesz wezwanie do szkoly - pani wychowawczyni mowi, ze dzieci
          twierdza, ze sa glodzone w domu.

          Nie mowie o wszystkich dzieciach - te, ktore mialy normalne rodziny lub chociaz
          w miare normalne, to sa zwykle kochane dzieci. Inne to jest kazdy wulkan z
          milionem problemow. Kazde z nich wymaga 24h na dobe uwagi. Kazde z tych dzieci
          potrzebuje pomocy i milosci calego sztabu ludzi. A w rodzinnym domu dziecka
          dostajesz osmioro dzieci naraz, z ktorych kazde kradnie, klamie jak najete,
          kazdemu czlowiekowi mowi co innego i nawet nie potrafi odroznic juz chyba kiedy
          klamie a kiedy mowi prawde. Masz dziecko, ktore cale zycie bylo molestowane
          przez ojca i "wujkow", czyli meneli z ktorymi pil. Dziecko, ktore jest tak
          przyzwyczajone do przemocy, ze jezeli ktos je normalnie glaszcze czy przytula
          reaguje krzykiem i histeria, ktore niemniej regularnie jedzie do ojca na wizyty
          - i wraca stamtad z siniakami, ale za to opowiadajac, jak tam bylo wspaniale.
          Sluchajac historii tych dzieci masz lzy w oczach - ale masz ich osmioro, a oczu
          do plakania tylko dwoje.

          Ja p*. Ja nie wiem, czy bym chcial, by obok mnie byl rodzinny dom dziecka.
          Wybaczcie, ale ja mialem stycznosc z tymi dziecmi. Rozmawialem z nimi,
          opowiadalem im historie, one sie przytulaly do mnie i smialy sie (a takiego
          smiechu nie mozna z niczym pomylic - smiech histeryczny, za glosny, jakby
          dziecko chcialo ci za wszelka cene udowodnic, ze jest wesole). A potem sluchasz
          o nich historii po ktorych wlos ci sie jezy na glowach. Mam dwojke wlasnych
          dzieci i wolalbym, zeby mojemu synowi kochany dzieciak nie rozwalil glowy o
          kaloryfer, tak jak to zrobil w szkole jeden z kochanych dzieciakow mojej siostry
          szkolnemu koledze.

        • frusto Re: Moje dzieci nie sa wasze 19.07.07, 17:23
          Aaa tak nawiasem mowiac, Twoje metody swietnie sie sprawdzaja - ale z dziecmi
          zwyklymi (tzn z zwyklych domow dziecka), ale nie z tymi, ktore zazwyczaj maja
          pierwszenstwo przy trafianiu do domow rodzinnych. Bo te drugie nie wiedza co to
          zaufanie i szczera rozmowa. Albo klamiesz, albo nigdy nie miales z takimi do
          czynienia.
          • laaazy_boy Re: Moje dzieci nie sa wasze 20.07.07, 00:30
            Frusto - problemy wychowawcze, o których piszesz z pewnością mają miejsce.
            Wiadomo - dzieciaki pochodzą z różnych środowisk, mają różną przeszłość. Część z
            nich była obiektem przemocy, molestowania, a następnie sama stawała się w
            mniejszym lub większym stopniu katem. Do tego wychowanie w dużych grupach, w
            zdehumanizowanych domach dziecka, w których wychowawcy nie mają ani czasu ani
            ochoty na prawdziwą pracę z poszczególnymi dziećmi, sprzyja tylko rodzeniu się
            patologii. Jednak w takich domach dzieciak traktowany jest jak któryś z kolei
            wychowanek, którego należy trzymać w karbach, w ramach odgórnie narzuconej
            dyscypliny.

            Zupełnie inaczej wygląda to w małych, dobrze opłacanych placówkach lub w
            rodzinnych domach dziecka. Gdy 2 - 3 wychowawców ma pod opieką 10cioro dzieci,
            wtedy jest w stanie, oczywiście w miarę możliwości, do tych dzieciaków dotrzeć,
            zaprzyjaźnić się z nimi, wzajemnie zrozumieć, ustalić podział ról etc. Dodaj do
            tego sesje z psychologiem i socjalizacyjne formy terapii dla starszych
            wychowanków, które uczą ich odpowiedzialności i uwrażliwiają na cierpienie
            innych ludzi, budzą głęboko ukryte dobre uczucia - np. wolontariat w hospicjach
            - wtedy stan rzeczy jest diametralnie inny. Jestem daleki od tezy, że każde
            dziecko z problemami może zostać uratowane, jednak zdecydowana większość z
            pewnością.

            A propos tej grupki starych ludzi wysnuwających irracjonalne argumenty przeciw
            placówce opiekuńczej - jestem pewien, że gdyby podejście tych ludzi zamiast
            wrogiego i pełnego lęku zmieniło się na prokooperacyjne - wtedy nikt nie miał by
            problemów z dziećmi. Więcej - wtedy duża część wychowanków miałaby szansę na
            zaistnienie w grupie społecznej poza murami szkoły i własnym środowiskiem.

            Jednak takie podejście wymaga otwartości i empatii, która tych ludzi nie cechuje
            w najmniejszym stopniu. To takie polskie - mieć wszystko w dupie i chcieć
            świętego spokoju, odwracać się na ulicy, gdy kogoś biją, przejeżdżać obok
            miejsca wypadku po to, by nie daj boże nie musieć udzielać pomocy i zobaczyć
            czegoś strasznego etc. Ogólnie - poza skrawkiem własnego tyłka nic ich nie
            obchodzi. To smutne. To podejście od dupy strony.
            • frusto Re: Moje dzieci nie sa wasze 20.07.07, 16:51
              Kurcze, cos sie zmienilo ? W czasach, gdy moja siostra prowadzila rodzinny dom
              dziecka, polegalo to na tym, ze dostala dzieci pod opieka o ktorych nic nie
              wiedziala (i sama musiala sie dowiadywac na wlasna reke niektorych rzeczy),
              dzieci mialy raz na tydzien godzinna sesje z wolontariuszami oraz raz na tydzien
              godzine z pania psycholog. Poza tym jedyna pomoc jaka dostala moja siostra to
              dary od roznych firm i osob prywatnych - w 90% slodycze i niewymiarowe ciuchy,
              ktorych dzieci i tak nie nosily (bo na przyklad wolaly znoszony sweterek ktory
              dostaly od babci). Nawet jak nie mieli ogrzewania to dopiero jak siostra
              zagrozila sprowadzeniem prasy ktos sie ruszyl, zeby cos zrobic...

              Tzn nie wiem, czy Ty opisujesz jakis ideal, czy faktycznie gdzies w Polsce
              powstaly takie domy dziecka - moze sie cos zmienilo? Za czasow mojej siostry to
              byl po prostu koszmar. Nie wiem, jaki sa statystyki, ale moja siostra opowiadala
              mi, ze na piecioro znajomych rodzin ktore zgodzily sie prowadzic domy rodzinne,
              byl jeden rozwod (oprocz siostry), jeden zawal serca (i dziewczyna ktorej maz
              zmarl twierdzila, ze to z powodu stresu zwiazanego z prowadzeniem domu i ona sie
              zastanawia czy nie rzucic wszystkiego), jedna rodzina zrezygnowala. Dwie zostaly
              - przynajmniej te dwa lata temu. W tym, o dziwo, rodzina o ktorej moja siostra
              twierdzila na poczatku ze na pewno nie dadza sobie rady - bo to bylo malzenstwo
              fundamentalistycznych katolikow. A jednak 8-O. Tak wiec, zero wsparcia. Siostra
              mi mowila, ze niektore rodziny zakladaly swoje wlasne grupy wsparcia, ale dla
              niej bylo juz za pozno.

              I masz racje, ze kazde z tych dzieci moze wyjsc na ludzi. Ale wtedy, gdy nad
              nimi bedzie pracowal caly sztab ludzi - a nie wtedy, gdy jest osmioro dzieci na
              dwoje doroslych, ktorzy sa zostawieni sami sobie. Mowiles, ze pracowales jako
              wolontariusz - to znaczy, ze miales swoja kotwice czy jak wy tam to w swoim
              zargonie nazywacie, prawda? _Wracales po pracy do domu_. W rodzinnym domu
              dziecka nie da sie wrocic z pracy do domu. Jestes w pracy 24h na dobe. Co na
              przyklad oznacza, ze dzieci w nocy zakradaja sie pod twoj pokoj, zeby zobaczyc
              jak zyja "normalni ludzie". I nasluchuja pod twoimi drzwiami, zeby sprawdzic czy
              na siebie nie krzyczycie. Oczywiscie dzieciaki mozesz zaprosic wtedy do siebie
              raz czy dwa (jezeli nie uciekna pod drzwi udajac ze poszly tylko do kuchni napic
              sie wody), ale co to oznacza dla pozycia malzenskiego nie musze chyba dodawac.

              • laaazy_boy Re: Moje dzieci nie sa wasze 22.07.07, 23:53
                Twój tok argumentacji opiera się na doświadczeniach Twojej siostry i na
                zasłyszanych plotkach/historiach o znajomych królika. Mimo to zgadzam się z Tobą
                - prowadzenie rodzinnego domu dziecka z pewnością nie jest łatwe i odstaje od
                ideałów rodem z amerykańskich filmów. Właśnie dlatego tak istotnym jest, aby za
                opiekę nad takimi dziećmi nie brały się pary, które pomyślały kiedyś, że taki
                rodzinny dom dziecka to "taka fajna sprawa" lub miały problemy ze spłodzeniem
                własnego potomstwa, a "ona" miała zbyt dużo czasu. W takich sytuacjach nic
                dziwnego, że realia odbiegają od wyobrażeń i wszystko się pieprzy.
                • frusto Re: Moje dzieci nie sa wasze 24.07.07, 15:56
                  Moja siostra miala ukonczona pedagogike, oraz doswiadczenie w pracy z dziecmi z
                  zespolem downa, autystycznymi, pracowala tez w domu dziecka jako wychowawczyni z
                  dziecmi nieslyszacymi, niedowidzacymi itd. Wczesniej w czasie studiow byla
                  wolontariuszka w domach dziecka (nie, zle powiedzialem - mialapraktyki, ale z
                  drugiej strony nie musiala wybierac wlasnie takich praktyk). Byla pewna, ze
                  sobie poradzi. W koncu nie z takimi problemami radzila sobie wczesniej. Po
                  pierwszym roku zreszta opowiadala, jak jest super i w ogole.

                  Jakos nie jestem pewien, czy Ty, mimo tez doswiadczenia, bys sobie poradzil. Co
                  najwyzej zastanawialbym sie, ile lat bys wytrzymal. Bez urazy. No chyba, ze cos
                  sie zmienilo i faktycznie obecnie rodziny otrzymuja jakies wsparcie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka