Dodaj do ulubionych

Dziekan nie jest dolarówką

17.07.07, 16:54
Zrezygnowałem ze studiów bo dłużej nie mogłem patrzeć, jak ci co używają
tytułu profesor, promują wazeliniarstwo, głupotę i odtwórczość. Nie mogłem
znieść tego iż projekt który wykonany był według wszelkich prawideł pod
kierunkiem wybitnych fachowców, oceniony został na 3- .Nie mogłem znieść tego,
że tytuł profesor przysługuję idiotom.
Obserwuj wątek
    • substantiv Dziekan 17.07.07, 16:58
      w niemczech ewaluacja to stala praktyka na wielu uniwersytetach. Przychodzi
      prof rozddaje karteczki-formularze siada w kacie albo wychodzi wsyzscz
      wypelniaja. NA niektorych wydzialach wykladowcy sa zmuszeni by dostac oceny
      od studentow.

      coz jestem skazany na porownania... w Polsce mamy problem z krytyka choc
      uchodzimy za bezposrednich i malo dyplomatycznych, uklady ukladziki i jakas
      iluzja dobrze spelnionego obowiazku.

      + + +
      Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
      • stpierre Re: Dziekan 17.07.07, 17:32
        substantiv napisał:

        > w niemczech ewaluacja to stala praktyka na wielu uniwersytetach. Przychodzi
        > prof rozddaje karteczki-formularze siada w kacie albo wychodzi wsyzscz
        > wypelniaja. NA niektorych wydzialach wykladowcy sa zmuszeni by dostac oceny
        > od studentow.
        >
        > coz jestem skazany na porownania... w Polsce mamy problem z krytyka choc
        > uchodzimy za bezposrednich i malo dyplomatycznych, uklady ukladziki i jakas
        > iluzja dobrze spelnionego obowiazku.
        >
        > + + +
        > Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
        > ♫
        Na moim byłym, wydziale na UW jest podobnie. I nie wyobrażam sobie, żeby
        którykolwiek z tamtejszych wykładowców zablokował swój profil w ocen.pl

        Wszystkich uczelni i wydziałów nie należy wrzucać do jednego worka.
        • keyne Re: Dziekan 17.07.07, 18:33
          Też studiowalam na UW, przejrzałam oceny moich wykładowców i rzeczywiście z
          ewaluacji jasno wynika, iż wykładowcy którzy rzetelnie traktują swój zawód,
          jasno precyzują wymagania nie mają się czego obawiać. Myślę, ze większość
          studentów potrafi docenić to, czy wykład jest ciekawie prowadzony lub czy mu się
          po prostu przyda. Jasne, ze są wyjątki czasem po prostu wykładowca ze studentem
          się "nie dogadają" i tu mogą pojawić się negatywne oceny jednostek rozżalonych;)
          Warto się jednak zastanowić w momencie gdy oceny negatywne stanowią zdecydowaną
          większość. Czasem świetny naukowiec jest fatalnym wykładowcą i nie widzę powodu
          dla którego należy go do wykładania zmuszać, jeżeli nie potrafi swojej wiedzy
          przekazać studentom.
          • pszeszczep666 Re: Dziekan 17.07.07, 18:57
            w mojej szkole jest ewaluacja, studenci oceniaja wykładowców i bardzo dobrze. specyfika tego zawodu jest taka, że praktycznie nie ma kontroli. to dobrze, zawód opiera sie na zaufaniu i na szacunku dla ludzi, którzy mają wielką wiedzę i przekazują ją innym. jesteśmy elitą czy sie to jakiemuś zakompleksionemu matołowi podoba czy nie:)) nie oznacza to jednak, że nie mozna dostawać informacji zwrotnych na temat swojej pracy. to po pierwsze. po drugie zdarzają się czarne owce, które obniżają prestiż tego zawodu. są olewusy, są nawiedzeni fanatycy, którzy indoktrynują studentów swoimi ideologiami, są typki, które realizują swoją chorą żądzę władzy, są nawet zwykłe cwaniaczki czyli łapówkarze. nie chcę takich w naszym klubie, a nie ma na nich innego sposobu. oczywiście mogą być nadużycia, więc ktoś to musi ogarniać, ale sama idea w założeniu jest słuszna
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Jestem asystentką. Nie widzę problemu. 17.07.07, 21:57
              Jestem asystentką. Nie widzę problemu.

              Bycie ocenianym przez studentów jest naturalne. Jeśli ktoś występuje publicznie
              - prowadzi zajęcia ze studentami - to musi się pogodzić z oceną i krytyką swoich
              publicznych wystąpień. Taka praca.

              W sytuacji, gdy od ankiet studenckich na uczelni zależy kariera zawodowa
              prowadzącego zajęcia - można i należy zastanawiać się nad tym, jak _rzetelnie_
              przeprowadzać te ankiety. Czasem jest tak, że grupa leniwych studentów
              obsmarowuje w ankietach wykładowcę, którego subiektywnie znajdują zbyt
              wymagającym. Ale to nie znaczy, że ankiet ma nie być. Powinny być - dobrze
              sformułowane i przeprowadzone.

              Natomiast jeśli chodzi o serwisy typu ocen.pl, od których _nic a nic_ nie zależy
              poza opinią wśród studentów - to nie rozumiem, z czym ludzie w ogóle mają
              problem. O wykładowcach studenci plotkują od wiek wieków. Dziwne byłoby, gdyby
              nie robili tego w internecie. Apelować o zlikwidowanie takich studenckich plotek
              - to chyba jakieś polskie kompleksy. Jak ktoś jest na świeczniku, to musi się
              liczyć z krytyką, nawet niezasłużoną.

              BTW. ubawiła mnie na ocen.pl kategoria "uroda"... :-))) Ale nie oszukujmy się,
              image wykładowców to również sprawa chętnie omawiana przez studentów...

              --

              Będąc młodym fizykiem mlodyfizyk.blox.pl
              • leon000 Re: Jestem asystentką. Nie widzę problemu. 18.07.07, 11:43
                Swego czasu ja też studiowałem (dawno to już było) Któregoś dnia wykładowca w
                grupie na specjalizacji poprosił nas o anonimową ocenę swojej pracy. Dodam
                tylko, że grupa miała w porywach do 10 osób, a zajęcia z tym samym wykładowcą
                trwały już kilka lat. Warunki zdecydowanie nie pozwałały na zachowanie
                anonimowośći. Wykladowca znał nas bardzo dobrze. Ok. Ankiety rozdane, atmosfera
                zdecydowanie spięta. Wtedy kolega wstał i powiedział coś takiego. WARUNKI NA
                ZGRUPOWANIU MIAŁYŚMY BARDZO DOBRE I NIE JEST PRAWDĄ JAKOBY DACH PRZECIEKAŁ,
                ZWŁASZCZE, ŻE WCALE PARWIE NIE PADAŁO... Dodam, że nie pisaliśmy już żadnych
                ankiet
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Jestem asystentką. Nie widzę problemu. 18.07.07, 13:07
                  A nie prościej było powiedzieć jak dorosły człowiek dorosłemu człowiekowi:
                  "Panie proferorze, nie wypełnię ankiety, albowiem warunki zdecydowanie nie
                  pozwalają na zachowanie anonimowośći."

                  ??

                  To co zrobił twój kolega było oczywiście dowcipne (doceniam), ale widać gołym
                  okiem, że zakładaliście, iż z waszym profesorem nie da się porozmawiać wprost,
                  tylko uprawiać partyzantkę. A dlaczego? Bo zakładaliście z góry jego złą wolę.
                  Chyba niesłusznie, jak się później okazało - przecież w końcu ankieta się nie
                  odbyła. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego stosunki studenci-wykładowcy
                  muszą koniecznie być takie niepoważne. Nie można się nawzajem traktować jak
                  dorośli ludzie?
                  • zezowaty_cyklop Re: Jestem asystentką. Nie widzę problemu. 19.07.07, 09:05
                    >dr Wojciech Zakrzewski z Katedry Prawa Konstytucyjnego UMCS. - Ten, kto naprawdę
                    >wymaga od studentów, jest krytykowany, a ten, kto macha ręką na nieuctwo i stawia
                    >piątki, wychwalany.

                    Widać, że Pan Zakrzewski nigdy nie był na stronie ocen.pl, a swoje wyobrażenia
                    na temat oczekiwań studentów czerpie chyba z własnej rodziny.
            • malpa666 Re: Dziekan 17.07.07, 22:10
              Hej
              Cała ta zadymaz UMCS pokazuje co to za uczelnia. Liderem co do wpisów jest UW,
              gdzie ewaluacja jest na porządku dziennym. Ja swoich studentów zachęcam do
              wpisów (wcześniej sam przeprowadzałem ankiety dotyczące tematyki zajęć). Muszę
              przyznać, że to ogromnie dopinguje do pracy. Teraz jestem po przprowadzeniu
              kursu w Internecie i zapoznałem się z podsumowaniem ankiet i powiem Wam, że wiem
              co zmienić w pzyszłym roku akademickim żeby zajęcia były bardziej przydatne.
              Ubawił mnie do łez tekst pracownika UMCS, że kto wymaga, ten oceniany jest
              niegatywnie. Mój profesor-mentor jest osobą dośćr estrykcyjną a drugie strony
              przyjazną studentom, ale na egzaminie nie ma przebacz. Co ciekawe średnia ocen
              lekko licząc ponad 5. Ważne są jasne reguły gry, pojawianie się na dyżurach,
              równe traktowanie i elastyczność dotycząca programu. Świat się zmienia i
              materiały do zajęć również wymagają czasem zmian. Oczywiście zalezy to od
              specyfiki przedmiotu, ale nie oszukujy sie- wykład prowadzony z noatatek sprzed
              20 lat to żart :)
              Pozdrawiam ocen i swoich studentów - także tych krytycznych (byle uczciwie :-) )
              • lucusia3 Re: Dziekan 18.07.07, 08:45
                malpa666 napisał:
                nie oszukujy sie- wykład prowadzony z noatatek sprzed
                > 20 lat to żart :)
                Świete słowa, a pamiętam panów czytajacych na zajęciach napisane na maszynie pożółkłe kartki.
                A co do weryfikacji - w jednym z instytutów na renomowanej uczelni pare lat temu wprowadzono sytstem punktowy, ktory polegał na tym, że by ,y bloki, z ktorych trzeba było uzyskać konkretną liczbę punktów. Dobór i kolejność realizowanych, poza oczywistymi kontynuacjami, były dowolne. iestety, bardzo szybko zmieniono ten system, gdyż "szanowani" profesorowie nie mieli z kim prowadzić zajęć, bo nie było chętnych. Zaznaczam, że to nie byli najbardziej wymagający wykladowcy. Studentom było po prostu szkoda czasu na nieprofesjonalne, nudne, anachroniczne wykłady, ktore często nijak się nie miały do wymagań egzaminacyjnych. Zrobiono więc tak, że żeby móc robić ciekawe przedmioty, musiało się skończyć nieciekawe, a profesorowie znowu mieli z kim prowadzić zajęcia.
            • charnel Re: Dziekan 18.07.07, 10:16
              Elita... tak, z całą dodatkową otoczką ustroju feudalnego na wydziałach. np.
              ogłaszanie konkursów 'otwartych'(?!) na stanowiska pod konkretne
              osoby, 'przepychanie' mgr. z rodziny na doktorantów. Rodzinne kadry na
              uczelniach itd. Plus: zamknięte środowisko wzajemnej adoracji :)
              Takie strony mogą pokazać innym co się dzieje na uczelniach.
      • matadore1 Re: Dziekan 17.07.07, 21:46
        Na naszych uczelniach studenci również wypełniają ankiety, w których oceniają
        wykładowców.
        • braad a może oceniać studentów też 18.07.07, 09:34
          niech prowadzący mają okazję napisania chociaż ogólnie o grupie. Wypisać jakie
          głupoty czasem studenci mówią i piszą....
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Przecież studentów ocenia się przez całe studia! 18.07.07, 10:27
            braad napisał:

            > niech prowadzący mają okazję napisania chociaż ogólnie o grupie. Wypisać jakie
            > głupoty czasem studenci mówią i piszą....

            Uczysz studentów? (Ja tak!)
            Przecież studentów ocenia się przez całe studia!

            :-)))))))


            • mariuszdz Ciekawe,że nie których uczelni to w ogóle nie ma 18.07.07, 12:41
              Akurat kadra mojej polibudy jest w pełni reprezentowana na tej stronie :)
              Wykładowcy słabo oceniani zablokowali swoje konta ;)
    • elzbieta_pyda Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 17:15
      Kiedys dodalam do tego serwisu wszystkich swoich wykladowców i ktoś to pousuwał,
      tzn moje wpowiedzi, które nie były nieprzyjemne ani przekłamane, ale było można
      dzięki nim zorientować się czy dana osoba jest tą, ktorej student szuka na
      fakultet na przyklad.

      Jak widać, podpisuję się swoim nazwiskiem nawet teraz.
    • nashi.net Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 17:20
      U nas na uczelni jak profesor zobaczył co o nim wypisują na ocen.pl, powiedział
      że zrobi trudniejszy egzam i zrobił :/ (zero demokracji).
      • jednorazowy3 haha :) 17.07.07, 17:59
        dobre :D
      • labradorczyk Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 21:05
        I tu właśnie widać, jak bardzo są takie oceny potrzebne!!!
      • joetf Re: Dziekan nie jest dolarówką 18.07.07, 12:32
        A u nas jak ktos tylko powiedzial "profesorowi", ze nieciekawie prowadzi
        wyklady, to w ramach zemsty udupil pol roku (prog zaliczenia z regulaminowych
        40% podniosl sobie do 90%, do tego ocena metoda "rzuc pracami i patrz ktore
        zostana na biurku"). Mamy na wydziale w pelni anonimowy system ocen wykladowcow
        i rok w rok ten czlowiek dostaje oceny nizsze niz popaercie LPR/PSL-Piast. Bez
        rezultatu.
        Na szczescie na calym wydziale MatFiz Politechniki Slaskiej takich ludzi tylko
        kilku, reszta to swietni wykladowcy, lub tacy z ktorymi da sie wytrzymac;-)

        To nie student zatrudnia i placi wykladowcom i to nie jego obowiazkiem powinna
        byc ocena tychze. Czesc naszyk naukowcow zupelnie nie nadaje sie do prowadzenia
        zajec ze studentami i powinna byc trzymana gdzies daleko, daleko od sal
        wykladowych, czesc to poprostu material dla prokuratury.
    • giulianov Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 17:25
      wykladowcy(oraz pracownicy administracji uczelni) powinni sobie w koncu zdac
      sprawe z tego ze dzieki nam studentom maja prace i ze polega ona na pomaganiu
      nam a nie uprzykrzaniu zycia. wielu wykladowcow prowadzi zajecia bardzo kiepsko
      - korzystniej jest przeczytac 2-3 ksiazki z tej dziedziny niz marnowac czas na
      zle przygotowany lub w ogole improwizowany nieprzygotowany wyklad. wiekszosc
      beznadziejnie prowadzonych przedmiotow zniechecilo mnie do studiow na tyle ze
      juz tylko wyczekuje ich konca a kiedys to uwielbialam. wszelkie interwencje u
      dyrektora instytutu koncza sie rozlozeniem dloni i stwierdzeniem ze sprobuje
      porozmawiac z wykladowcami ale oni sie nie sluchaja (wyobrazacie sobie
      niesluchanie swojego szefa ktory kaze wam wykonywac zadania starannie,
      rzetelnie, przychodzic do pracy etc??!!)i nie da sie ich ukarac ani zwolnic
      • rilian Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 17:28
        ale przyznacie, że szostek jest człowiekiem z klasą!... fantastyczny wykładowca,
        żałuję do dziś, że nie chodziłem na jego wykłady (byłem zakochany bodaj...) - i
        nie byłem świadkiem, jak, m.in. zaczynając wykład (etyka) o kłamstwie, wyznał
        (ponoć): dziś zabiłem moją sąsiadkę. albo, gdy zadzwoniła mu nieoczekiwanie
        komórka (99 rok, rarytas jeszcze), wyłączył, skończył zdanie i dodał: "ale
        ładnie gra, prawda?"...

        no, ale są Profesorzy i profesorowie.
      • n0rbi666 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 17:37
        Niestety masz rację ...
        A najgorsze jst to, że wykładowca beznadziejnie prowadzi wykład, a wymaga
        obecności...
        Wg mnie w ogóle nie powinien wymagać obecności - chcesz chodzić, to chodź, a się
        nauczysz. Nie chcesz - nie chodź, twój problem.
        Ale jeżeli mam chodzić i tracić czasami po ~3h (np wykład jedyny w ciągu dnia, a
        na uczelnię przecież trzeba dojechać ...) a np lepiej byłoby w tym czasie
        poczytać książkę o tej tematyce ...
        • jednorazowy3 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:01
          na ktorej uczelni wymagaja obecnosci na wykladach?
          nie spotkalem sie jeszcze z obowiazkowymi wykladami, a studiowalem na trzech uczelniach
          • treponema_pallidum Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:54
            a np. na Akademiach Medycznych (przynajmniej na kierunku lekarskim) - wg mnie
            to porażka z paranoją - 1,5 h nudów o czymś co mogę sobie przeczytać w
            podręczniku w 0,5 h
            • poziomeczka Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:14
              W filii Akademii Świętokrzyskiej, z siedzibą w Piotrkowie Trybunalskim wiele
              wykładów jest obowiązkowych.
            • waltereucken Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 22:36
              Nie chciałabym być leczona przez takiego (niedouczonego) lekarza!
              Proponuje od razu kupic bilet do Irlandii.
              Ja wybieram tych lekarzy, których przyjadą choćby z Ukrainy. Oni na studiach
              zakuwają, a polskim nieukom dziekujemy, do widzenia.
              • sokolasty Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 23:17
                waltereucken napisała:

                > Nie chciałabym być leczona przez takiego (niedouczonego) lekarza!
                > Proponuje od razu kupic bilet do Irlandii.
                > Ja wybieram tych lekarzy, których przyjadą choćby z Ukrainy. Oni na studiach
                > zakuwają, a polskim nieukom dziekujemy, do widzenia.

                Miałem kiedyś na studiach ciekawego profesora zwyczjnego. Wykładał Analizę
                Matematyczną. Przepisywał na tablicę skrypt. Rozpisał się, napisał kilka
                przekształceń i pewnien studen zauważył niespójność miedzy nimi. Zapytał:
                - A skąd sie wzięła tam ta czwórka, panie profesorze?
                Usłyszał:
                - Co? Która czwórka? A, ta. Eee, proszę Pańśtwa, to są jakieś aptekarskie
                sprawy, takich rzeczy tłumaczył nie będę, Wy to powinniście z liceum wiedzieć.


                Byl to mój pierwszy dzień na PWr, na Wydziale Mechanicznym. I co, przez
                profesora - olewatora jestem niedouczonym inżynierem?
                • lucusia3 Re: Dziekan nie jest dolarówką 18.07.07, 09:28
                  No nie, bo sama obecność na wykładzie spowodowała oświecenie umysłu.
                  Gdybyś przeczytał skrypt sam, to oświecenia, pewnie, byś nie doznał.:)
          • polska_baba Kiedyś niektórzy wykładowcy wymagali obecności 17.07.07, 19:04
            Miałam profesora(!), który zamiast prowadzić wykład, czytał swój skrypt. W
            dodatku robił to nieudolnie, ale oczekiwał, że studenci będą chodzić na jego
            "wykłady".
            Przynosiliśmy skrypt i sprawdzaliśmy, czy dokładnie czyta. Kiedyś chciał
            zilustrować jakiś fragment przykładem "z głowy", a nie ze skryptu, ale tak się w
            tym zagmatwał, że w połowie swych rozważań porzucił ten wątek, wrócił do skryptu
            i przeczytał przykład tam zamieszczony.
            Po prostu żenada.
            To było 30 lat temu, może dziś już takich nie ma.
            • morte_macabre Re: Kiedyś niektórzy wykładowcy wymagali obecnośc 17.07.07, 19:36
              Ależ są. Jestem teraz na piątym roku PWr i miałem okazję mieć już zajęcia z kilkoma takimi prowadzącymi.
          • n0rbi666 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:21
            > na ktorej uczelni wymagaja obecnosci na wykladach?
            > nie spotkalem sie jeszcze z obowiazkowymi wykladami, a studiowalem na trzech uc
            > zelniach
            uczelnia - Polibuda krakowska
            1) wykłady są teoretycznie obowiązkowe - żeby przy okazji powtarzania przedmiotu
            trzeba było płacić i za wykłady (teraz zdarzało się, że ktoś nie chciał za nie
            płacić - przecież nie są obowiązkowe ...)
            2) wcześniej to wykładowcy sprawdzali obecnośc na wykładach, teoretycznie tylko
            dla siebie ... czysto teoretycznie :)
          • kot78 Re: Dziekan nie jest dolarówką 23.07.07, 16:09
            prosze bardzo:

            Uniwersytet Jagiellonski prof. Wlodzimierz Mokry w trakcie moich studiów
            wykladal na ukrainistyce (teraz moze wykladac na innym wydziale). Sprawdzal
            obecnosc na wykladach (trzeba bylo podpisac liste). Jesli studenta/tki nie bylo
            na wykladzie wiecej niz 2 razy w semetrze to nalezalo wyklady zaliczyc.
      • c79 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 17:46
        Niestety to nie jest prawda. Nasza praca polega na prowadzeniu badań, liczeniu,
        analizie, pisaniu artykułów. Wykłady są pochodną naszej normalnej pracy. Nie
        jesteśmy nauczycielami. Jeszcze do niedawna studia były przeznaczone dla
        najbardziej wybitnych osób, bo szkolnictwo wyższe było elitarne. Teraz jest
        masowe, a studenci roszczeniowi.
        • iluminacja256 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 17:56
          Wykłady nie sa pochodną - to pensum godzin akademickich. I może warto sie
          zastanowić czasem nad własną komunikatywnością , a nie nad roszczeniami
          studentów. Zmieniaja sie czasy, a polskie szkolnictwo wyższe tego uparcie nie
          dostrzega.
          • c79 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:15
            Są pochodną w tym sensie, że nikt naukowca nie rozlicza za prowadzenie zajęć (to
            domena nauczycieli), ale za osiągnięcia naukowe. I to szczególnie na tym
            mitycznym "Zachodzie". Próbowała Pani(?) porównać obowiązki adiunkta w Polsce i
            w USA, pod kątem realnej liczby godzin prowadzonych, wynagrodzenia i sposobu
            jego obliczania, obowiązków administracyjnych (komisje rekrutacyjne itp.)?

            Proszę mi wierzyć, każdy porządny naukowiec bierze sobie do serca rzetelne i
            konstruktywne uwagi studentów, wyrażone w opiniach, ale jest ich mało. Dominują
            wypowiedzi albo radykalnie-mściwe, albo przeciwnie - bałwochwalczo-bezkrytyczne
            (bo i takich jest multum). To, połączone z wzrastającą w zastraszającym tempie
            niekompetencją studentów każe traktować ankiety ewaluacyjne bardzo ostrożnie.
            • ankietnik20 Wierzę ale.. 17.07.07, 18:47
              c79 napisał:

              > Proszę mi wierzyć, każdy porządny naukowiec bierze sobie do serca rzetelne i
              > konstruktywne uwagi studentów

              Wierzę że każdy porządny naukowiec tak czyni, ale problem jest gdzie indziej. Problemem jest to, że ci nieporządni blokują miejsca tym porządnym.
            • lucusia3 Re: Dziekan nie jest dolarówką 18.07.07, 09:37
              Nie zgadzam się, że nikt naukowca nie rozlicza za prowadzenie zajęć - czy mozna dostać tytuł profesora bez wykładów?
              Na "Zachodzie" też maja zajęcia i to całkiem dużo, często nie tylko na jednej uczelni. Są profesorowie uczelniani i "prywatni" - bez etatu na uczelni. jeśli zajęcia ze studentami sa dla kogos taką przykrością, to może znależc miejsce w instytucie naukowym np. PAN (PAU).Tylko wtedy nie da się zwalić braku efektów naukowych na "zawalenie pracą dydaktyczną".
              A co do zarobków - no cóż, ludzie na takim stanowisku jak ja w Niemczech, Francji, Włoszech zaraniają jakieś 8 X więcej niż ja. malo tego mają wiele razy więcej szkoleń i zazwyczaj więcej urlopu. Czyli mam odwalać fuszerkę, bo mam gorzej niz koledzy za granicą?
          • ankietnik20 i tak i nie 17.07.07, 18:44
            iluminacja256 napisał:

            > Wykłady nie sa pochodną - to pensum godzin akademickich.

            Wg "idei" to rzeczywiście pochodna.
            W praktyce chodzi o godziny.
        • alien999 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:02
          Piszesz glupoty c79
          Jesli jestes wykladowca to masz wykladac, a jesli chodzi o prace naukowa to
          twoja sprawa. W wiekszosci przypadkow twoja praca naukowa o ktorej mowisz nie
          powina byc wynagradzana, bo twoim obowiazkiem jest pracowac w prywatnej
          instytucji gdzie prowadzisz te badania, mozesz zarobic wydajac ksiazki itd Sa
          pewne wyjatki kiedy to uczelnia powina placic za badania naukowe np
          archeologia. Oczywiste jest tez placenia wybitnym naukowca za badania naukowe
          dla uczelni, lub bardzo specjalistyczne badania ktore przynosza ZYSK uczelni.

          Wystarczy popatrzec ile ksiazek wydaja naukowcy z Izraela a ile z Polski,
          zdradze ci ze Polacy wydaja malo, lagodnie mowiac Polska nauka to totalne dno.

          Dziekuje Bogu za skaczenie studiow zagranica.
          • jednorazowy3 "skaczenie" ? :D 17.07.07, 18:09
            oj przydałoby się jednak skończyc w Polsce

            rozbrajają mnie błędy tego typu nieustannie od lat :D
          • flamengista jesteś w błędzie 17.07.07, 18:36
            Szanowny kolega alien999 popełnia błąd często popełniany przez samych studentów,
            którzy niestety nie znają się zupełnie na pracy nauczyciela akademickiego.

            Na ogół na polskich uczelniach pracują pracownicy naukowo-dydaktyczni. Nie przez
            przypadek "naukowo" jest na pierwszym miejscu.

            Wbrew temu, co napisał alien999:
            "Jesli jestes wykladowca to masz wykladac, a jesli chodzi o prace naukowa to
            twoja sprawa. W wiekszosci przypadkow twoja praca naukowa o ktorej mowisz nie
            powina byc wynagradzana, bo twoim obowiazkiem jest pracowac w prywatnej
            instytucji gdzie prowadzisz te badania"

            naszym obowiązkiem jest przede wszystkim praca naukowa. A więc prowadzenie
            badań, a następnie publikowanie artykułów i książek. A przede wszystkim -
            zdobywanie stopni naukowych. Najpierw doktora, potem dr habilitowanego,
            następnie profesora (uczelnianego i belwederskiego).

            Można być genialnym wykładowcą, kompetentnym, sumiennym, lubianym przez
            studentów. Jeśli się jednak nie zrobi habilitacji, uczelnia zwolni taką osobę z
            pracy bez żadnych oporów. Jeśli natomiast ktoś jest świetny naukowo, zrobi
            habilitację w wieku 30 lat, profesurę belwederską uzyska w wieku 35 lat - a jest
            fatalnym dydaktykiem to... mówi się trudno. Ale na uczelni pracować będzie - ze
            względu na działalność naukową.

            Taki jest system szkolnictwa wyższego w Polsce. Może dziwny, może nie najlepszy,
            ale taka jest rzeczywistość.
            • iluminacja256 Re: jesteś w błędzie 17.07.07, 18:51
              Zapomniałeś dodać, że habilitacje można ci udupić pięknie i z przytupem, jęsli
              np. żel zyjesz ze swoim wuydziałem:)))
              • flamengista Re: 17.07.07, 18:53
                No tak, to się rozumie samo przez się;)

                Pzdr
            • dzika.mrowka Re: jesteś w błędzie 17.07.07, 19:58
              szanowni panstwo "naukowcy" zapominaja o takim nieistotnym szczegole - wasze
              uczelnie zyja ze studentów, bo do waszych wielkich naukowych osiagnie musza
              tylko dokladac, wiec jesli nie beda (one, a co za tym idzie i wy) nastawione na
              studenta to najzwyczajniej w swiecie upadna
              ale wmawiajcie sobie dalej, ze jestescie pępkiem akademickiego świata
              • flamengista troszkę się zagalopowałaś;) 17.07.07, 20:08
                Szanowna Koleżanko, gdzie ja i inni pracownicy akademiccy "wmawiamy sobie dalej,
                że jesteśmy pępkiem akademickiego świata"?

                Oczywiście, że uczelnie w dużej mierze żyją ze studentów.

                Ale moim zdaniem
                1. Studenci chcą być uczeni przez najlepszych specjalistów. Gdyby mieli do
                wyboru nudnawy wykład z najlepszym naukowcem z danej dyscypliny, albo jajcarski
                wykład z sympatycznym nieukiem - większość wybierze jednak to pierwsze. Dlatego
                rozwój naukowy w dłuższej perspektywie = napływ studentów.
                2. Uczelnia żyje nie tylko ze studentów, ale i z badań naukowych. Gdy pozyskuję
                grant, uczelnia pobiera dla siebie sowitą prowizję na jego "obsługę". Tak jest
                na całym świecie. Musimy więc się rozwijać naukowo, bo inaczej z pozyskiwania
                środków na badania będą nici.
                • n0rbi666 Re: troszkę się zagalopowałaś;) 17.07.07, 20:26
                  Gdyby mieli do
                  > wyboru nudnawy wykład z najlepszym naukowcem z danej dyscypliny, albo jajcarski
                  > wykład z sympatycznym nieukiem

                  Nie chodzi od razu o to, żeby wykład był jajcarski - powinien tylko zaciekawić
                  (lub nie zanudzić na śmierć), wykładowca powinien przyłożyć się do tłumaczenia
                  studentom.
                  Bo co mi po najlepszym naukowcu z danej dziedziny - jeżeli jego wykłąd wygląda
                  tak, że czyta slajdy przygotowane 15 lat temu ...(ew 5 minut czyta jeden slajd w
                  pamięci, po czym zamyka oczy i opowiada, co na nim jest ...)
                  W takim momencie nie ma znaczenia, że ktoś jest ekspertem w danej dziedzinie -
                  skoro nie potrafi sprzedać wiedzy, i jego wykłady są stratą czasu ...
                  • flamengista Re: troszkę się zagalopowałaś;) 17.07.07, 20:39
                    Na studiach chodziłem na wykłady z makroekonomii do prof. X, obecnie
                    zasiadającego w RPP i mającego sporo publikacji na LF. Jest to jeden z
                    najlepszych ekonomistów polskich.

                    Wykłady miał średnio ciekawe na pierwszy rzut oka. Lekko chaotyczne, tylko na
                    foliach, mało rysunków, mało ciekawych historyjek czy anegdot. Dodatkowo (o
                    zgrozo!;) wymagał przeczytania dużej ilości dodatkowych lektur, nie tylko
                    książek ale i artykułów których kopie dostarczał.

                    No i w miarę upływu czasu okazało się, że wykład jest fascynujący, przynoszone
                    lekturki plus czytane książki układały się w jedną całość i wszystko stawało się
                    (w miarę, bo przedmiot ciężki) jasne.

                    Słowem wykład był ciekawy, ale pod warunkiem że student włożył w przygotowanie
                    się do niego sporo wysiłku. Większości się nie chciało, co z resztą przypłacili
                    dwóją w pierwszym, a nawet drugim terminie;)

                    Myślę, że wiele wykładów takich jest. Z pozoru mogą się wydawać nieciekawe. Ale
                    jeśli sam się w nie zaangażujesz, to jest już dobrze. Nie każdy wykładowca ma
                    obowiązek podać ci wiedzę na tacy, w formie lekkostrawnej. To są studia, nie
                    szkółka niedzielna.
                    • n0rbi666 Re: troszkę się zagalopowałaś;) 17.07.07, 21:32
                      Ale w wymaganiu wiedzy nie ma nic złego - wręcz przeciwnie, chyba do końca życia
                      będę wysyłał prowadzącemu laborki kwiaty - za to, że był wymagający, nie
                      odpuszczał, jak się czegoś nie wiedziało - odsyłał, żeby się douczyć. Jednak
                      czasami też wytłuaczył bardziej skomplikowane zagadnienia, lepiej niż jest to
                      opisane w książce. Dzięki temu idąc na egzamin byłem pewny, że zdam (chyba
                      pierwszy raz na studiach :-) ) - a i wiedza pozostała, i to bardzo praktyczna !

                      A jeżeli wykładowca jedyne czego wymaga, to obecności - a nie wiedzę - to już
                      jest źle ...

                      A co do zaangażowania się w wykłady : Wcześniej interesowałem się pewnym
                      zagadnieniem (nie powiem jakie, bo nie wiem, czy wykładowca nie czyta komentarzy
                      ;-) ) - czytałem trochę na ten temat, fascynowało mnie to. Dlatego cieszyłem
                      się, żę będziemy mieć taki przedmiot na studiach.
                      Na pierwszym wykładzie - starałem się skupić, słuchać, rozumieć, dalej się
                      interesować - ale mimo najszczerszych chęci - nie dało się. Wykład nie powinien
                      polegać po prostu na czytaniu slajdów - przecież ja też mam oczy, i mogę sobie
                      poczytać. Jednak minimalnie więcej można coś powiedzieć na ten temat, a slajdy
                      powinny służyć tylko do wypunktowania zagadnień, do ładniejszych schematów, do
                      oszczędzenia czasu, żeby nie rysować czegoś na tablicy...
                      • lucusia3 Re: troszkę się zagalopowałaś;) 18.07.07, 09:48
                        Wymagania sa w porządku - ale z obydwu stron. Wykładowca ma przedstawić wiedzę, a student ja przyswoić.
                        Przedstawienie powinno pokazać szeroko temat, pokazać, gdzie są ważne punkty, gdzie czai sie nieporozumieni, niejasność. Twardą wiedze można przeczytać z ksiązki. Wykład ma to nam pokazać szerzej, pozwolić się w tym znaleźć.
                        A co do obecności na zajęciach- miałam ogromne kłopoty jako młoda asystentka, gdy sie okazało, że nie zwracam za dokładnej uwagi na obecnośc na ćwiczeniach. Uważałam, że gdy ktoś umie temat, ktory miał byc przybliżany na ćwiczeniach (i zna potrzebne materiały)to o to chodzi, a nie o odsiedzenie 1,5 h. Ćwiczenia to dla mnie pomoc, jesli nie do końca się rozumie temat, albo się go chce utrwalić. To był błąd. Nie jest istotne, czy sie umie, istotne jest czy się było na zajęciach. I to nie chodziło o "płatne" studia.
                  • c79 Re: troszkę się zagalopowałaś;) 17.07.07, 21:31
                    Tylko że tym sposobem, na życzenie studentów trzeba czasami obniżać poziom
                    wykładów do zupełnie podstawowego. A jak już ktoś dobrze zasugerował, szkoła
                    wyższa kształci od poziomu wysokiego wzwyż. Kto ma wcześniejsze braki, ten ma
                    problem. To nie jest zadanie uczelni, by te braki naprawiać.

                    Problem w tym, że wysokiej jakości wiedza jest najczęściej wiedzą trudną,
                    wymagającą koncentracji, *własnej* pracy i *wcześniejszego* przygotowania. Nie
                    można studiować od zera. Wielu studentów to zniechęca, ale miast nazwać rzecz po
                    imieniu, uciekają do wygodnego tłumaczenia sobie i innym, że to *wykład* i
                    *wykładowca* są nudni i nieciekawi. To odwrócenie kota ogonem i naukowo nazywa
                    się dysonansem poznawczym. :)

                    Jak z tego wybrnąć? Są dwie drogi. Albo się prowadzi wykład na trudnym poziomie
                    niezważając na skargi studentów ("bo my nie rozumiemy", "bo nie jasno", "bo
                    bo..."), albo się obniża progi, często do poziomu szkoły podstawowej
                    (matematyka!), co jest żenujące dla obu stron. Naturalnie, najlepszym sposobem
                    jest złoty środek, ale by go znaleźć trzeba dobrej woli zarówno ze strony
                    prowadzącego, jak i studentów.

                    • n0rbi666 Re: troszkę się zagalopowałaś;) 17.07.07, 21:41
                      Jest jeszcze problem typu : program jest do d... ułożony :)
                      Przykład : w LO nie było w programie całek 9akurat ja miałem, więc mi to nie
                      przeszkadzało :) )
                      Przychodzimy na studia - 1 semestr fizyki, a nam każą liczyć całki :) Jak je
                      liczyć - dowiedzieliśmy się na 2 semestrze analizy ...
                      2 semestr fizyki - każą nam liczyć całki podwójne, potrójne, krzywoliniowe, no i
                      rozwiązywać równania różniczkowe. Całki podwójne, potrójne i krzywoliniowe to
                      semestr 3, a równania różniczkowe - 5.
                      Tak samo na 4 semestrze liczyliśmy równania różniczkowe, nie mając pojęcia, co
                      to jest :)


                      A co do wykładowców nudnych : uwierzcie, oni wcale nie wprowadzają wysokiego
                      poziomu, i dlatego ich nie lubimy (przynajmniej w moim wypadku - przykład w
                      poprzednim moim poście) - tylko jak ktoś wie czasem praktycznie mniej niż
                      studenci, nie potrafi odpowiedzieć na pytania, często się gubi - to jest źle.
                      Wolałbym kogoś, kto jest bardziej wymagający, i na wykładzie przekazuje więcej
                      wiedzy. W końcu chodzi tu o przedmioty, które na moim kierunku są dośc istotne -
                      więc chciałbym pogłębić swoją wiedzę na ten temat ...
                      • malpa666 Re: troszkę się zagalopowałaś;) 17.07.07, 22:31
                        Jest jeszcze jeden aspekt.
                        Ja prowadzę zajęcia na dziennikarce i dochodzę do wniosku, że 70% "studentów"
                        jeszcze 10 lat temu nie miałaby szansy na maturę a teraz bronią licencjaty -
                        zwłaszcza w prywatnych szkołach. Dosłownie promil to sensowni ludzie, z którymi
                        można podyskutować.
                        Co ciekawe zamierajątteż studenckie zwyczaje- np. "giełda". Ostanio kilku
                        zawodnikom dałem ten sam test [moje lenistwo :-)] i okazuje się, że 70-80%
                        "poległo".
                        Sorry, ale za moich czasów (nie tak dawno) działało to jednak trochę inaczej :)
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: troszkę się zagalopowałaś;) 18.07.07, 10:34
                        Sama zwróciłam na to uwagę, że uczelnie z opóźnieniem reagują na zmiany w
                        programie szkolnym. Ale z tego co wiem, coś podobno powolutku zmieniają ;-).

                        Tylko z drugiej strony jest problem taki, że studia muszą obecnie nauczyć tego,
                        czego dawniej uczyło liceum + tego, czego mają nauczyć studia. A studia trwają
                        wciąż 5 lat. Ja się zastanawiam, czego ludzie obecnie uczą się w szkołach, że
                        brakuje już miejsca na całki, a nawet na pochodne...? Bo licealiści nie
                        wyglądają na mniej zapracowanych niż 10 lat temu - a nawet wręcz przeciwnie.
              • aurita Re: jesteś w błędzie 18.07.07, 00:03
                zuja ze studentow? a ile kolezanko placisz za studia?
          • ankietnik20 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:49
            alien999 napisał:

            > Piszesz glupoty c79
            > Jesli jestes wykladowca to masz wykladac, a jesli chodzi o prace naukowa to
            > twoja sprawa.

            To może Twój punkt widzenia. Ale mający niewiele wspólnego z tym co jest rzeczywiście. Tzn z ideą tzw szkolnictwa wyższego.
          • matadore1 alien999 17.07.07, 21:53
            "Piszesz glupoty c79" - to Ty piszesz głupoty, nie masz pojęcia o rzeczach, o
            których mówisz, w tym sensie jestes typowym studentem:) Poziom studiów naprawdę
            się obniżył
        • vivian.darkbloom roszczeniowi studenci? 17.07.07, 18:13
          czyżbyś zapomniał z czyich pieniedzy jest wypłacana Twoja pensja? A może nigdy
          nie miałeś świadomości, że jest ona finansowana przez podatników - czyli
          studentów i ich rodziców?
          To społeczeństwo utrzymuje pracowników państwowych uczelni więc ma prawo wymagać
          od nich kompetencji.
          • c79 Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 18:20
            Idąc tym tropem wpadamy w jakieś zapętlenie. Niekompetentni studenci mają mieć
            kompetencję do oceniania kompetencji swoich wykładowców wg własnego uznania.
            Uczelnie wyższe nie są firmami usługowymi typu "płacę to wymagam".
            Najważniejsze jest to, że taka sytuacja jest niekorzystna zarówno dla
            wykładowców, jak i dla studentów. W tym sporze powinniśmy więc być sojusznikami.
            Tylko jak?
            • iluminacja256 Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 18:26
              Nie, nie o to chodzi. Ty zakładasz z góry , ż e student - to niekompetentny
              roszczeniowiec - tym sposobem ucina się mozliwość zaistnienia jakiejkolwiek
              relacji partnerskiej - pamiętam te egzaminy z nerwowo scieranym przez dzieczyny
              makijażem czy lakierem - bo "on " tego nie lubi, albo " Bo Zośce powiedział, ze
              jak miała czas pomalowac paznokcie, to nie może dużo wiedzieć" To jest druga
              strona odebrania studentom jakiejkolwiek możliwości oceniania - i tutaj
              wlasnie jawi sie nam to, co może pan dr w Polsce, a czego nie może pan dr w
              Stanach...
              • c79 Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 18:38
                Ależ ja mam dokładnie przeciwne doświadczenia! Od lat układam ze swoimi
                studentami plan spotkań, ustalam tematykę, eksponuję tematy bardziej ich
                interesujące, skracam te mniej, prowadzę konsultacje elektroniczne (oczywiście
                bezpłatnie), na dyżurze przyjmuję wszystkich, bez względu na czas. Staram się
                być partnerem i staram się traktować studentów poważnie. I co? Od kilku lat
                obserwuję niewiarygodny wręcz spadek poziomu. Studenci z trudem przygotowują
                prace zaliczeniowe, objętość to ledwie 3-5 stron naciąganego maszynopisu, prace
                są wyłącznie opisowo-przedstawieniowe, nie spotykam prac wyjaśniających,
                kompetencja z zakresu matematyki jest zerowa (a więc i ze statystyki), cytowana
                literatura to coraz częściej wyłącznie (sic!sic!sic!) Wikipedia. I co? Nie
                zaliczam takich prac, ale *zawsze* daję szansę poprawy. A potem czytam w
                ankietach, że na moich zajęciach studenci się nic nie nauczyli. To dołujące i
                tylko częściowo sprawiedliwe, bo za klęskę zajęć odpowiedzialni są w równym
                stopniu studenci, którym coraz mniej się chce i coraz mniej potrafią. To właśnie
                nazwałem postawą roszczeniową.
                • iluminacja256 Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 18:44
                  A moze problemem jest to, że nie ma juz egzaminów wstępnych na studia? Czego
                  by o nich nie powiedzieć, pozwalały na przyzwoity odsiew ziarna od plew.
                  Matura, tym bardziej giertychowska, to dość nieciekawy sposób rekrutacji.
                  • c79 Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 18:53
                    To się zaczęło trochę wcześniej. Chyba wtedy, gdy nagle na rynku pracy okazało
                    się, że najważniejszy jest "papier", poświadczający ukończenie szkoły wyższej,
                    bez względu na faktyczną wiedzę. Wtedy właśnie na uczelniach pojawiło się
                    mnóstwo prymitywów, którzy mylą cwaniactwo z ambicją i przedsiębiorczością.
                    Niestety, wymieszali się oni z normalnymi, porządnymi studentami. Trudne nasze
                    zadanie, odrzucić tych pierwszych, a promować i pomagać tym drugim.
                    • katmoso Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 20:17
                      zauważ, że uczelnie też zaczęły przyjmować o wiele więcej studentów, bo zanimi
                      idą pieniądze z centralnego rozdzielnika. na 50 dobrych, zainteresowanych
                      studiami, pracowitych, czy choćby przyzwoicie wypełniających swoje obowiązki
                      przypada 50 takich, co przyszli tutaj, bo nie dostali sie gdzie indziej, bo nie
                      wiedzą co ze soba zrobić, bo pracy nie ma, bo wojsko, bo dobrze miec jakiś
                      papier. poziom spadł bo wszystkie strony sie na to milczaco zgodziły. kiedy trzy
                      lata temu zaczynałam nowe studia będąc już sześć lat po maturze, byłam jedyną
                      osobą w grupie, która mogła sie pochwalić dobrą znajomością trzech języków
                      obcych (w tym dwóch nauczyłam sie jeszcze w szkole), reszta kolegow i koleżanek
                      niesmiało wspominała o jednym. prowadzacy zajęcia był w szoku - "przeciez
                      skonczyli państwo przewaznie licea, a tam obowiązują dwa języki obce". uczelnie
                      wyższe mają kształcić ludzi na poziomie wyższym, a nie uczyć podstaw. niestety,
                      teraz często studenci przychodzą ze znikomą wiedzą i szkolnym podejściem " a bo
                      mnie wtedy na zajęciach nie było, to nie wiem". wykładowcy przymykają oko, bo
                      musieliby połowę roku czasem wywalic. zawsze słabszych stdentów można przenieśc
                      po nieudanej sesji na wieczorowe czy zaoczne - tam sie pobiera opłatę i mniej
                      wymaga.
                    • iluminacja256 Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 20:20
                      Mam pewne wątpliwosci - a zresztą czasem myslę, ż e uniwersytety mają to na
                      własną prosbę. Limity przyjęć na rok po 500 osób -600 osób na zaoczne. Przeciez
                      żeby prowadzić wykład dla takiej ilości ludzi to trzeba by było najlepeij
                      wynająć stadion;/ Goniąc za kasą, uniwersytet sam spowodował, ż e ma w swoich
                      murach takich, a nie innych ludzi.
                      • krwawy.zenek Re: roszczeniowi studenci? 18.07.07, 10:46
                        Przepraszam, czy uczelnie z chciwości to robią?
                    • malpa666 Re: roszczeniowi studenci? 17.07.07, 22:46
                      No właśnie
                      Nie oszukujmy się, że wina czasem tkwi także częściowo ponaszej stronie. Jak
                      mialem zajęcia na III roku to zastanawiałem się jak Ci ludzie tam dobrneli?
                      Wcześniej przepadliby na I roku. Ale po paru spotkaniach z kilkoma
                      "inteligentami" w prywatnych szkołach machnąłem ręką bo nie miałem siły, żeby
                      znów ich spotykać i męczyć się na egzaminie. Student nie zdaję sobie czasem
                      sprawy jaka to mordęga rozmawiać z kretynem, który ma problemy z artykulacją
                      myśli, o ile oczywiście myśli :)
                • snali Re: roszczeniowi studenci? 18.07.07, 19:39
                  No cóż, święte słowa ...
                  Sam pamiętam takie egzemplarze :( Najciekawszy był pewien kolega :) Mieliśmy
                  podobne tematy prac i identyczne schematy obliczeń. Poprosił mnie o pomoc,
                  pomyślałem więc że trzeba mu coś wyjaśnić. A tu zdziwionko : okazało się że on
                  liczył na gotową pracę. Dodam że akurat w tym wypadku nasz szanowny Profesor
                  (celowo piszę wielką literą) zrobił więcej nawet niż należało. Wystarczyło
                  jedynie użyć swoich szarych komórek i praca prawie gotowa ...
                  Myślę że powinne wrócić egzaminy wstępne na wszystkie kierunki uczelni
                  państwowych. To z pewnością odsiałoby takich "studentów".
                  Pozdrawiam
            • vivian.darkbloom niekompetentni by ocenić np. pijaństwo? 17.07.07, 21:09
              pewnie, że studenci nie są czasami w stanie ocenić czy wykładowca popełnia błędy
              merytoryczne. (ale i to da się zweryfikować np. zaglądając po przyjściu do domu
              do encyklopedii czy kilku publikacji i porównując z tym co powiedział profesor).

              a co najważniejsze nie trzeba jakiś nadzwyczajnych kompetencji by stwierdzić czy
              ktoś notorycznie nie przychodzi na wykłady, egzaminuje albo wykłada pod wpływem
              alkoholu, brak mu kultury osobistej etc.
              • c79 Re: niekompetentni by ocenić np. pijaństwo? 17.07.07, 21:19
                Zgoda: ankiety powinny udzielać odpowiedzi na pytania, które są obiektywne: czy
                zajęcia odbywały się terminowo, czy były dyżuru, czy przedstawiono warunki
                zaliczenia na 1. zajęciach, czy wykładowca był kulturalny. Jeśli w ankietach
                pojawiają się sugestie, że wykładowca bywa pod wpływem alkoholu w czasie pracy
                to jest to BARDZO poważna sprawa.

                Ale, gdy studenci, którzy *w przeważającej* większości na sprawdzianie piszą, że
                "stolicą Białorusi jest Kijów", a na pytanie, kiedy Polska przystąpiła do NATO
                odpowiadają "1945" nie mają ŻADNEGO prawa pisać później w ankietach, że to
                wykładowca jest głupi, niedouczony i że trzeba go zmienić, bo przeszkadza
                studentom w życiu! Toż to jakaś paranoja!
          • flamengista defninicja roszczeniowego studenta 17.07.07, 18:39
            Podam dwa przykłady, żeby nie być gołosłownym - z moich własnych doświadczeń:

            1. Student pisze: "chcę dostać zaliczenie z pańskiego przedmiotu. Mam czas w
            sobotę po południu"
            2. Studentka zażądała zaliczenia "zaocznego" (traf chciał, że na zaocznych
            studiach). Tzn. ja mam jej wpisać ocenę, a ona kiedyś tam przyjdzie to
            faktycznie zdać, teraz nie ma czasu.
            • c79 Re: defninicja roszczeniowego studenta 17.07.07, 18:46
              Ot co! Do mnie napisał maila z prośbą o wpisanie zaliczenia człowiek, który ani
              raz nie był na zajęciach, choć podstawą zaliczenia była obecność
              (konwersatorium). Nie był on nawet zapisany do mojej grupy, ale po zakończeniu
              semestru zorientował się, że brakuje mu punktów. Po mojej odmowie (także z
              przyczyn formalnych - było to już po zakończeniu sesji) napisał skargę do moich
              przełożonych, że mu utrudniam studiowanie.
              • aurita Re: defninicja roszczeniowego studenta 18.07.07, 00:07
                Na mnie panienka poszla naskarzyc pani dziekan ze jestem "zle do niej nastawiona
                i tendencyjna": postawilam Jej dwoje bo oddala PUSTA kartke :)
                • maggie134 Re: defninicja roszczeniowego studenta 18.07.07, 15:40
                  hmm no uroczo a teraz pare opowiasterk z 2giej strony barykady
                  - profesor oblala mnie bo "nie lubie tlustych swin" (cytat) - dziekan na skarge
                  zareagowal informacja o rozlicznych powiazaniach rozdzinnych profesora
                  - wykladowca (na studiach zaocznych) 5 razy ustalal termin zaliczenia na srodek
                  tygodnia (godziny pracy - idzie sie na zaoczne studia bo sie musi na zycie
                  robic) i 5 razy nie przyszed po czym wpisal wszystkim po 2
                  - wyklady i egzaminy czesto maja tyle wspolnego ze prwadzi je ta sama osoba
                  - zapytany o zasady oceniania prac (test wyboru 5 osob z niemal identycznymi
                  odpowiedziami oceny od 2 do 5) informuje ze to nie moj interes bo on tu jest
                  wykladowca i moge poprawiac na okazanie testu i identycznych odpowiedzi inaczej
                  ocenionych stek wyzwisk - NORMA
                  - brak informacji o zasadach zaliczenia i obowiazkowym materiale NORMA
                  - OBOWIAZKOWE czytanie wypocin profoesora i pytania na zaliczeniu z wszystkich
                  napisanych przezen dziel czesto niezwiazanych z tematem NORMA

                  Poszlam na studia (niedawno) chcac poszerzyc moja wiedze. Wybralam kierunek
                  zgodny z moim zawodem, w ktorym pracuje od lat. Trafilam na wielu wspanialych
                  wykladowcow (i TAK uwielbiam jak sie ode mnie wymaga bo po to poszlam zeby sie
                  nauczyc a "papier" juz mam. I jak sie okazalo trafilam na
                  -ludzi z tytulami wiedzacych mniej niz ja niezdolnych prynac sie do niewiedzy
                  -idiotow uwazajacych ze tytul stawi ich na piedestale i daje im nieomylnosc
                  swiecie przekonanych ze student jest istota gorszego gatunku
                  -zboczoncych dziadkow ktorzy dawali zaliczenia tylko tym "damom" co sie
                  pozwolily dotknac tu i tam
                  - wariatke ktora chciala dyktowac mi sposob ubierania sie na jej wykladach
                  (bynajmniej nie chodzilo o mini ale o to ze chodze w garniturze i niekiedy pod
                  krawatem mimo iz jestem kobieta - uslyszalam ze albo przyjde w sukience albo
                  oblalam bo jestem przeciez kobieta)
                  - faceta, ktory oblal mnie za posiadanie prywatnych pogladow (dot. mniejszosci
                  seksualnych) bardfziej liberalnych od niego

                  DLACZEGO nie wolno mi ich oceniac? Oni oceniaja mnie regularnie. Jak sie
                  okazalo nie moge w tej sprawie zrobic nic (ew. zrezygnowac z nauki). Zdaje
                  sobie sprawe ze studenci nie sa doskonali ale wykladowcy to czesto KOSZMAR. Za
                  stara juz jestem, zeby obcy facet zwracal sie do mnie przy uzyciu podworkowych
                  epitetow tylko dlatego, ze udzielilam niepoprawnej odpowiedzi na jego pytanie.
                • kas.ia Re: defninicja roszczeniowego studenta 18.07.07, 17:53
                  heh, a na mnie do Rektora poszła skarga, że wywaliłam studenta za plagiat.
                  Argumentował, że nic złego nie zrobił i że "tylko nie dał przypisu do
                  skopiowanych z netu 5 stron pracy". Dodatkowo na pracy ładnie się podpisał,
                  oswiadczajac, ze praca nie jest plagiatem i on jest jedynym jej autorem. Rektor
                  chyba przyzwyczajony, bo kiedys studentka, która jako prace oddala list
                  biskupów (sic!), podpisując sie imieniem i nazwiskiem, tez sie na mnie
                  naskarzyła; nawet przyszla z mamą, grożąc poinformowaniem Faktu i Super
                  Expresu.
            • ankietnik20 Re: defninicja roszczeniowego studenta 17.07.07, 19:43
              flamengista napisał:

              > Podam dwa przykłady, żeby nie być gołosłownym - z moich własnych doświadczeń:
              >
              > 1. Student pisze: "chcę dostać zaliczenie z pańskiego przedmiotu. Mam czas w
              > sobotę po południu"

              Doprecyzuj definicję bo tu możliwe są trzy sytuację:
              a) ma czas w sobotę po południu bo do soboty rano balanguje
              b) ma czas w sobotę po południu bo do soboty rano ma obowiązki na innych fakultetach
              c) ma czas w sobotę po południu bo do soboty rano pracuje na utrzymanie swoje i bliskich

              Ale ja bym rzeczywiście prośbę sformułował inaczej. Wogóle to wg mnie nie jest sprawa na maila.

              > 2. Studentka zażądała zaliczenia "zaocznego". Tzn. ja mam jej wpisać ocenę, a ona kiedyś tam przyjdzie to faktycznie zdać, teraz nie ma czasu.

              He he, jajcara. Wzburzyło Cię to? Ale ja też byłem studentem więc doskonale to rozumiem. Teraz też zdarzały mi się takie przypadki ale WE WSZYSTKICH odpowiednie spojrzenie z mojej strony prosto w oczy takiego studenta jajcarza załatwiało sprawę.
              • flamengista Re: defninicja roszczeniowego studenta 17.07.07, 20:02
                > > 1. Student pisze: "chcę dostać zaliczenie z pańskiego przedmiotu. Mam cza
                > s w
                > > sobotę po południu"
                > Doprecyzuj definicję bo tu możliwe są trzy sytuację:
                > a) ma czas w sobotę po południu bo do soboty rano balanguje
                > b) ma czas w sobotę po południu bo do soboty rano ma obowiązki na innych fakult
                > etach
                > c) ma czas w sobotę po południu bo do soboty rano pracuje na utrzymanie swoje i
                > bliskich
                Problem w tym, że do dziś nie wiem. Student nie raczył nic "doprecyzować".
                Napisał że ma wtedy czas. Koniec, kropka. Pozostało mi odpowiedzieć (zgodnie z
                prawdą) - ale ja czasu nie mam;)

                > Ale ja bym rzeczywiście prośbę sformułował inaczej. Wogóle to wg mnie nie jest
                > sprawa na maila.
                Ależ to można mailem rozwiązać. Setki takich spraw załatwiałem. Jestem
                elastyczny i rozumiem, że nie każdemu pasuje termin moich konsultacji. Tylko
                pewnej elastyczności wymagam także od studentów.

                > > 2. Studentka zażądała zaliczenia "zaocznego". Tzn. ja mam jej wpisać ocen
                > ę, a ona kiedyś tam przyjdzie to faktycznie zdać, teraz nie ma czasu.
                >
                > He he, jajcara. Wzburzyło Cię to? Ale ja też byłem studentem więc doskonale t
                > o rozumiem. Teraz też zdarzały mi się takie przypadki ale WE WSZYSTKICH odpowie
                > dnie spojrzenie z mojej strony prosto w oczy takiego studenta jajcarza załatwia
                > ło sprawę.
                No mnie to nie wzburzyło. Rozśmieszyło do łez i do dziś opowiadam tą historię
                przy piwie. Doradziłem jej, żeby się nie ograniczała. I poszła prosto do naszego
                Rektora z prośbą o "zaoczny" dyplom ukończenia studiów. Po co ma tracić swój
                cenny czas...

                Pzdr
                • wrooblo Re: defninicja roszczeniowego studenta 17.07.07, 21:58
                  opowiadasz "tą historię"....

                  cóż powodzenia pozostaje Ci życzyć w karierze naukowej, może kiedyś zrozumiesz
                  dlaczego studenci tak lekceważąco Ciebie traktują...

                  • flamengista Re: 17.07.07, 22:52
                    Nie zależy mi specjalnie na autorytecie wśród takich "studentów" (szczerze
                    powiedziawszy nie wiem, czy wspomniane dwie osoby ukończyły studia - chyba
                    jednak nie).

                    Natomiast jeśli myślisz, że mnie studenci lekceważą, to jesteś w błędzie. Wyniki
                    anonimowych ankiet mówią co innego.
                    • tygrysio_misio Re: 18.07.07, 19:21
                      nie zrozumialeś...chodzilo o bład ortograficzny..mowie sie "tę książkę" :D
                      • flamengista Re: 19.07.07, 11:34
                        A netykietę znamy?

                        Na forum ojczyzny-polszczyzny chyba nie jesteśmy...
          • ankietnik20 niedopowiedzenie 17.07.07, 18:54
            vivian.darkbloom napisała:

            > czyżbyś zapomniał z czyich pieniedzy jest wypłacana Twoja pensja? A może nigdy
            > nie miałeś świadomości, że jest ona finansowana przez podatników - czyli
            > studentów i ich rodziców?

            Małe niedopowiedzenie. Masz rację, że jest ona finansowana przez podatników - czyli studentów i ich rodziców. Zapomniałeś o jeszcze jednej grupie. Są to podatnicy - niestudenci i ich rodzice.

            Ci również składają się na pensje szczególnie w uczelniach państwowych.
            • flamengista ale co to za argument? 17.07.07, 18:57
              To tak, jakby napisać że obok chorych, leczonych w państwowych szpitalach - są
              też zdrowi, którzy także płacą składki.
              • ankietnik20 Re: ale co to za argument? 17.07.07, 19:34
                flamengista napisał:

                > To tak, jakby napisać że obok chorych, leczonych w państwowych szpitalach - są
                > też zdrowi, którzy także płacą składki.

                Zgadza się
          • aurita Re: roszczeniowi studenci? 18.07.07, 00:05
            ile placisz za studia?
        • flamengista to tylko część prawdy 17.07.07, 18:28
          Owszem, "nasza praca polega na prowadzeniu badań, liczeniu,
          analizie, pisaniu artykułów. Wykłady są pochodną naszej normalnej pracy".

          Ale wykłady i ćwiczenia są bardzo ważną częścią naszej pracy. To, że uczelnie
          często większą wagę przykładają do efektów pracy naukowej niż dydaktycznej, nie
          znaczy jeszcze że nie mamy swoich obowiązków wykonywać sumiennie.

          Sumienny dydaktyk jest uprzejmy dla swoich studentów nawet wtedy, gdy są oni
          mało uprzejmi i "roszczeniowi". Jest obecny na konsultacjach w wyznaczonych
          terminach, odpowiada na maile, przychodzi przygotowany na wykłady i ćwiczenia,
          konsekwentnie wymaga tylko tego, co określił na początku zajęć etc.

          Owszem, studia się umasowiły, studenci są coraz słabsi i nastawieni
          roszczeniowo. Ale i nastawienie wielu nauczycieli pozostawia wiele do życzenia.
        • ankietnik20 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:42
          c79 napisał:

          > a studenci roszczeniowi.

          Raczej ROZLICZENIOWI

          > Niestety to nie jest prawda. Nasza praca polega na prowadzeniu badań, liczeniu,
          > analizie, pisaniu artykułów. Wykłady są pochodną naszej normalnej pracy.

          To przygotuj się na zmiany. Może jak będziesz profem to już te zmiany będą standardem.
        • gied1 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 19:23
          Nie do konca .. decydujac sie na posade na uczeleni duza czescia Twoich
          obowiazkow jest dydaktyka ..
          Badania i publikacje powinny byc podstawowym argumentem do twojego przyjecia na
          posade uczleniana, ale nie jedynym do pozostania na niej ....
          JEsli interesuja Cie wylacznie badania sa od tego Instytuty badawcze (w polsce
          jest to np PAN)
          Studia nigdy nie beda przeznaczone dla najwybitniejszych osob.. nawet na
          zachodzie jak jestes wykladowca w Cambridge nie gwarantuje Ci ze bedziesz mial
          do czynienia z osobami zdolnymi .... Ale gwarantuje Ci to ze bedziesz mial do
          czynienia z osobami umotywowanymi zeby sie cos nauczyc.. bo nie po to sie placi
          tysiace funtow na semstr wypadaloby zeby wyjsc z jakas wiedza....
        • relx1 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 19:57
          Tych godzin dydaktycznych nie jest znow tak duzo... przykladowo UJ 180h rocznie
          co daje 6 h tygodniowo... pozostale 34 h zostaje Panu na badania, pisanie
          artykulow, obliczenia i tak dalej... Jak ma Pan cos w obowiazkach to znaczy, ze
          ma Pan to robic dobrze, a nie zlewac z gory na dol... Ludzie w firmach
          prywatnych pracuja po 50-60h/tydz (a to daje do myslenia) Jednym slowem typowo
          polska mentalnosc... a co do zachodu to widze tutaj, ze ludzie i prowadza
          badania i pare godzin tygodniowo spedzaja na kursach i jakos potrafia to
          robic... Co do roszczeniowej postawy studentow to bardzo dobrze... Pan nie ma
          marnowac ich czasu, tylko przekazac wiedze - jak Pan tego nie robi marnuje Pan
          ich czas, nie tylko Pana czas jest wazny... niech Pan czasem o tym pomysli... w
          ogole lepiej najpierw pomyslec, a potem sie wypowiadac...
          • ankietnik20 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:14
            relx1 napisał:

            > Tych godzin dydaktycznych nie jest znow tak duzo... przykladowo UJ 180h rocznie
            > co daje 6 h tygodniowo...

            Nei wliczając cichej pańszczyzny np. na rzecz wydziału i jeszcze bardziej cichej pańszczyzny na rzecz profa.
            • relx1 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:21
              Nie pasuje w PL to trzeba na zachod... ja pojechalem i nie zaluje, wrunki sa
              jednak duzo lepsiejsze ;-)
            • aurita Re: Dziekan nie jest dolarówką 18.07.07, 00:12
              u nas oficjalnie 220 ale to smiech na sali. Za magisterke z obrona dostaje 50
              godzin a to wyrabiam w dwa tygodnie. W dwa tygodnie nie da sie zrobic ZADNEJ
              pracy eksperymentalnej w mojej dziedzinie.
          • c79 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 22:03
            Godzin dydaktycznych nie jest dużo, ale to pozory. Wiele zależy od charakteru
            przedmiotu. Rozumiem, że ktoś wykładających filozofię grecką może raz
            przygotować wykład i powtarzać go co semestr. Ja prowadzę przedmioty, które
            wymagają uaktualnień co rok, a czasami częściej. Omawiając sprawy polityczne
            (integracja europejska, polityka zagraniczna USA) wprowadzam korekty, nowe
            zadania, przykłady, ćwiczenia, często już w trakcie semestru. Tego wymaga
            przedmiot. I nagle z tych 180 godzin robi się znacznie więcej.
          • krwawy.zenek Re: Dziekan nie jest dolarówką 18.07.07, 10:50
            relx1 napisał:

            > Tych godzin dydaktycznych nie jest znow tak duzo... przykladowo UJ 180h
            rocznie

            Nawet UJ nie zatrudnia jednak wyłacznie profesorów.
          • kas.ia Re: Dziekan nie jest dolarówką 18.07.07, 17:49
            Jasne, ja mam 240 plus nadgodziny. Do tego dyzury, konsultacje, korespondencje
            mailowe, sprawdzanie prac, przygotowywanie sie do zajęć, to nic? Na
            przygotowanie się do kursu potrzebuję duzo czasu, bo czytam nowości, kupuję
            nowe ksiazki z własnej kasy, aby wiecej wiedzieć. Tego nie da się tak łatwo
            przeliczyć, szanowny panie relx1.

            relx1 napisał:

            Tych godzin dydaktycznych nie jest znow tak duzo... przykladowo UJ 180h rocznie
            ...
        • sanciasancia Re: Dziekan nie jest dolarówką 18.07.07, 09:51
          Na uczelni prowadzenie zajec jest tak samo wazne, jak badania wlasne. To
          niestety nie jest PAN.
    • ford.ka Mistrz 17.07.07, 17:38
      A mnie jest żal tych studentów, którzy nie potrafią szanować swoich
      wykładowców. Paru z nich może kiedyś przyjdzie do głowy, do czego mogliby
      dojść, gdyby im się trafił Mistrz. Ale z tego artykułu wynika, że nie są to
      żadni studenci tylko dzieciaki z podstawówki...
      Wydaje im się, że najważniejsze to mieć dyplom i to przy minimum wysiłku, bo
      wszystko jest dla nich zbędnym wysiłkiem, a nie jedyną w życiu szansą na
      rozwój.
      Zadają po wykładzie pytania: "ale co z tego będzie na egzaminie?", kiedy ktoś
      próbuje im choć troszeczkę otworzyć zaklejone mamoną oczka. A potem mamy
      niedouczoną i bezmyślną elytę z wyrzszym wykształceniem...
      • kadewu1 Re: Mistrz 17.07.07, 17:47
        Jestem wykładowcą, przechodziłam ankietę ewaluacyjną, przeżyłam. Nie zapomniał
        wół, jak cielęciem był. Oceny są NIEZBĘDNE. Co ciekawe, oceny wykładowców
        malały wraz z tytułem naukowym - profesorowie mieli średnio niższe, niż
        magistrzy. Dzieki tej ankiecie wprowadzę zmiany do sposobu nauczania moich
        przedmiotów - po prostu wiem, czego studenci oczekują.
        Inną sprawą są ataki osobiste, to jest nie fair.

        KmJ
        • polska_baba Gratuluję rzeczowego podejścia do ocen 17.07.07, 18:29
          Z reguły jest tak, że im większy format człowieka, tym więcej dystansu do siebie
          i tym sensowniejsza reakcja na krytykę.
          Żeby zyskać szacunek młodzieży, trzeba samemu też ją szanować. Studenci potrafią
          docenić nawet wymagającego wykładowcę, jeżeli tylko ma wielką wiedzę i potrafi
          ją przekazać.
      • iluminacja256 Re: Mistrz 17.07.07, 17:48
        A moze to mistrzów jest tak niewielu? Mnie w soim życiu udało się trafić na
        dwóch. Miałam szczęscie. Nie kazdy ma aż takie.
      • wariant_b Re: Mistrz 17.07.07, 18:07
        ford.ka napisał:
        > A mnie jest żal tych studentów, którzy nie potrafią szanować swoich
        > wykładowców.

        A mnie jest żal czasu, który tracony jest bez sensu.
        Po co marnować czas na studia, jeśli wykładowcy nie potrafią przekazać wiedzy
        czy umiejętności, a student nie może sobie wybrać wykładów czy prowadzącego
        ćwiczenia. Potem kończy się z dyplomem uczelni, którego nikt nie traktuje
        poważnie.
      • ankietnik20 A mnie jest żal tych wykładowców 17.07.07, 18:57
        ford.ka napisał:

        > A mnie jest żal tych studentów, którzy nie potrafią szanować swoich
        > wykładowców. Paru z nich może kiedyś przyjdzie do głowy, do czego mogliby
        > dojść, gdyby im się trafił Mistrz.

        A mnie jest żal tych wykładowców, którzy nie potrafią szanować swoich
        studentów. Paru z nich może kiedyś przyjdzie do głowy, do czego mogliby
        dojść, gdyby mogli stać się Mistrzami dla wielu z nich.
    • iluminacja256 PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 17:45
      Niestety, ale młodzi ludzie w większości doskonale wiedzą, co piszą i
      dlaczego. Miałam wykładowców , których nie lubiłam zbytnio, co nie zmieniało
      faktu, że uważałam ich za znawców swojeje dziedziny - byli jednak i tacy,
      którzy stanowili jedną wielką uniwersytecko-naukowa pomyłkę.

      I co z tego, że ktoś był w AK - 81 lat to niekoniecznie wiek, w którym kazdy
      ma JESZCZE sprawny umysł na tyle, by dać sobie radę z przeegzaminowaniem 30
      osób dziennie, prowadzeniem wykładów itp. Profesorowie po przejsciu na
      emeryturę zostają na uniwersytetach i rzeczywiście, w praktyce, wykładają i
      egzaminują do smierci - a nikt własciwie juz nie weryfikuje jakości ich
      wykładów, czy egzaminów - bo to przecież autorytety. Takie podejście zżera
      polskie szkolnictwo wyższe - układy, układziki, czołobitnośc, tytułomania - a
      ja pytam - gdzie w tym wszystkim nauka? Poza tym tak to jakoś wygląda w Polsce,
      że studenci albo nie są zainteresowani, albo realnie nie maja żadnego wpływu
      na tok nauki - dlaczego nie biorą udziału w układaniu list lektur, w doborze
      tematyki seminaryjnej, w układaniu bloków tematycznych - ja do cholery nei
      pojmuję tego wszystkiego - my jesteśmy ciągle 50 lat za Zachodem:/
      • jednorazowy3 Re: PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 18:06
        baby sie nie znaja, a Ty sie wypowiadasz
        nie rozumiem tego :)
      • php Re: PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 18:08
        otóż okazuje się, że nie zawsze doskonale wiedzą.... oceny są konieczne, żeby
        wyeliminować nierzetelność, bumelanctwo i ilość - to oczywiste. ale żeby
        oceniać inną osobę trzeba samemu coś wiedzieć - jeżeli przychodzi na zajęcia
        osoba z kompletnym brakiem podstaw to jakie ma prawo oceniania wykładów których
        nie rozumie ?? w mojej ocenie żadne. a studia to nie jest uczenie od początku
        tylko rozwijanie już posiadanej wiedzy. poza tym ocena powinna dotyczyć
        zawartości merytorycznej wykładów a nie wyglądu czy sposobu mówienia osoby je
        prowadzącej - to nie są wybory miss...
        • iluminacja256 Re: PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 18:19
          Momencik, co to znaczy " kompletny brak podstaw"? Nie istnieje coś takiego,
          chyba, że student rozpoczyna lektorat chińskiego od podstaw - wetdy możemy
          mówić o "kompletnym braku podstaw" . To po pierwsze.

          Po drugie - wybacz, ale nie oceniaja li tylko studenci pierwszego, ale również
          i piątego roku.

          A co to tego zdania - "ocena powinna dotyczyć zawartości merytorycznej wykładów
          a nie wyglądu czy sposobu mówienia osoby je
          > prowadzącej" -------> nie zgadzam się z tym zdaniem. Miałam okazję
          przychodzić na zajęcia cżłowieka, który co drugi wykład byl PIJANY, a jako
          jedyny zajmował się tą konkretną dziedziną, z której nastepnie egzaminował. I
          studenci także nie maja prawa tego oceniać? A co do sposobu mówienia - no cóż -
          nie zdajesz sobie chyba sprawy z tego, jak przekaz wpływa na odbiór. Są
          wykłady porywające i wykłady, które polegają na czytaniu przez wykładajacego
          rozdziału swojej ksiązki w starym maszynopisie - nie wiem, dlaczego student ma
          nei czuć sie godny oceniania faktu, że przychodzi na zajęcia, na których ktoś
          CZYTA mu ksiązkę słowo w słowo. To zwykła strata czasu.
          • jednorazowy3 pijanstwo 17.07.07, 18:26
            pijanstwo to nasza cecha narodowa wiec bym sie na Twoim miejscy tak nie podniecal tym faktem

            sa studenci, ktorzy przychodza notorycznie pijani na zajecia, sa tacy co siadaja w ostatnich rzedach na wykladach i tam sobie podczas niego popijaja

            coz taki mamy narod gdzie jak nie pijesz to jestes uwazany/a za dziwaka :)

            a jak wykladowca byl pijany to trzeba bylo dac znac policji albo dziennikarzom z lokalnej gazety to pewnie by jakos problem rozwiazali :)
          • php Re: PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 20:17
            > Momencik, co to znaczy " kompletny brak podstaw"? Nie istnieje coś takiego,
            > chyba, że student rozpoczyna lektorat chińskiego od podstaw - wetdy możemy
            > mówić o "kompletnym braku podstaw" . To po pierwsze.

            oczywiście, że istnieje. jeśli "student" przychodzi na zajęcia (IV rok) po
            semestrze wykładów z podstaw elektrotechniki i nie umie wyjaśnić czy zastosować
            prawa Ohma czy też praw Kirchoffa to to oznacza właśnie kompletny brak podstaw
            (niestety nie pojedynczy przypadek i niestety znany mi z praktyki). proszę
            wytłumacz mi więc jak z takim "studentem" można nawiązać dialog i jakie ma on
            merytoryczne podstawy do dokonania oceny wykładowcy ??

            > A co to tego zdania - "ocena powinna dotyczyć zawartości merytorycznej
            > wykładów a nie wyglądu czy sposobu mówienia osoby je prowadzącej" ------->
            > nie zgadzam się z tym zdaniem.

            żeby doprecyzować: nie chodzi o stan upojenia alkoholowego - to nie podlega
            żadnym standardom i nie o to nie o to nie o to. i oczywiście zgadzam się w
            pełni, że przekaz wpływa na odbiór i że mogą być wykłady porywające i nudne jak
            flaki z olejem - chodzi o to, że każdy z nas (nie tylko wykładowcy) ma inny
            styl bycia/życia/zachowania i ten nie podlega ocenie. wyobrażasz sobie, że
            wykładowca miałby stracić pracę, bo studentom nie odpowiadaja, że ubiera się w
            garnitur w kolorze morskim i mokasyny albo to, że mówi przez nos ?? nie każdy
            MUSI nosić garnitury bossa, dopóki taki w kolorze morskim jest schludny a
            mokasyny wypastowane...

            > wybacz, ale nie oceniaja li tylko studenci pierwszego, ale również
            > i piątego roku.

            wybaczam :)
            • flamengista Re: PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 20:51
              Tak, zgadzam się z tym "kompletnym brakiem podstaw".
              1. Studenci matematyki skracający ułamki przy dodawaniu i dzielący przez zero,
              którzy na dodatek nie wiedzą co to całka.
              2. Studenci stosunków międzynarodowych, którzy twierdzą że Robert Schuman to
              twórca Armii Czerwonej, a Ariel Szaron to legendarny przywódca Palestyńczyków.
              3. Studenci informatyki, którzy myślą że Jawa to jedynie wyspa.
              4. Studenci kulturoznawstwa, którzy myślą że Max Weber to słynny gracz w tenisa.

              Przykładów można mnożyć. Mianownik jeden. Totalna ignorancja, która zdradza
              prawdziwe intencje. Tych ludzi nie interesują studia, oni chcą się dobrze bawić
              a na koniec dostać papierek.
              • iluminacja256 Re: PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 23:04
                Wybacz, ale znać mozesz co nawyżej poziom na SWOIM kierunku, prosze abyś nie
                pisał o innych, bo po prostu nie masz co do tego kompetencji:)
                • iluminacja256 Re: PRAWDA w oczy kole! 17.07.07, 23:07
                  I jeszcze jedno - tych ludzi ktoś na te studia przyjął. Zdaje sie, że własnie
                  ci, ktorzy ich następnie uczą . Tak więc może warto pomyśleć, czy nie lepiej
                  mieć na roku 100 zainteresowanych niż 200, w tym 100 półgłówków. Proste:)
                  • flamengista ktoś ich przyjął... 18.07.07, 13:17
                    Tyle że o przyjmowaniu decyduje Rektor i Senat, nie takie szaraki jak my.

                    Rektor ma często inne interesy niż prowadzący. Np. chce dostać jak najwyższą
                    dotację za studentów, więc przyjmuje ich jak najwięcej, łącząc potem grupy.

                    Prowadzący chcieli by może lepszych studentów, ale większość chciała by mieć
                    min. pensum, a i nadgodziny by się przydały. Tymczasem jedno wyklucza drugie.

                    Elitarność łączy się z mniejszą ilością studentów, większymi wymaganiami dla
                    prowadzących, możliwymi zwolnieniami... Nie każdy chce podjąć takie ryzyko.
                    • iluminacja256 Re: ktoś ich przyjął... 18.07.07, 13:32
                      Ale od czegoś jest rada wydziału , prawda? Tak mozna zgłaszać wnioski ,
                      postulaty itp...A jeśli nikt nie zwraca na to uwagi, no to dochodzimy do sedna -
                      do tego,że polskie uniwersytety to tak naprawdę sposob na zarabianie jak
                      największej kasy na miernych studentach, a hierarchicznosć i układziki
                      rozkładaja całą naukę na czynniki pierwsze;/
                      • flamengista Re: ktoś ich przyjął... 18.07.07, 13:35
                        No, jest w tym nieco prawdy.
                • flamengista jakieś kompetencje mam 18.07.07, 13:14
                  Bo wyobraź sobie, że mam znajomych którzy pracują na innych uczelniach. I od
                  nich pochodzą te przykłady.
                  • lucusia3 Re: jakieś kompetencje mam 18.07.07, 13:48
                    Tak, ja też znam przykłady - pani, która szczelinkę dyfrakcyjną wyliczyła w dziesiątkach metrów, pana, który uznał, że katolicki ksiądz może się żenić (i dalej byc księdzem), itd. Nie maja jednak Państwo wrażenie, że to nie do końca sa głupi ludzie.To ofiary naszego systemy edukacji, gdzie trzeba mieć marginesy, byc obecnym i deklamować regułki bez zmiany chocby jednego słowa. Widać to chociazby w testach na koniec każdego poziomu szkół i testach z egzaminów wstępnych.
                    Taka osoba wychodzi zawsze na 5 (no dobra gdzies z 7 % nauczycieli będzie takich maltretować i zmuszać do samodzielnego myślenia, reszcie albo się nie będzie chciało zmuszać, albo będzie tego myślenia wręcz będzie zabraniać). Jak tacy uczniowie mają się stać nagle samodzielnymi, myslącymi i ciekawymi jednostkami. A tacy się zdarzaja i ja to uważam za cud.
                    Więc może nie zaczynać od specjalistycznego bełkotu (który według nie ukrywa niekompetecje czy nieprzygotowanie), tylko zacząć od bardzo prostych i zrozumiałych kawałków, potem stopniowo prowadzic studentów do tych niesamowitych i skomplikowanych. Tu jednak jest jeden problem - wtedy to SAMEMU trzeba by to było doskonale rozumieć.
                    • flamengista Re: jakieś kompetencje mam 18.07.07, 13:53
                      Dobry pomysł, ale nie sądzisz że niektórych zapóźnień i zaległości nadrobić się
                      nie da?

                      Prowadzisz np. zajęcia z makro o funkcji produkcji i stopie wzrostu, a okazuje
                      się że nikt z grupy nie wie co to pochodna. Tak więc z robienia ćwiczenia nici,
                      trzeba właściwie zrobić powtórkę ze szkoły średniej.

                      Ani na taką powtórkę nie ma czasu, ani ochoty ani tym bardziej nie należy to do
                      obowiązków prowadzącego takie zajęcia. To nie jego wina, że matematyk w szkole
                      średniej sobie odpuścił i nie nauczył młodzieży elementarnych rzeczy.

                      Jasne, można prosto i zwyczajnie, ale niektóre problemy są po prostu trudne. I
                      dlatego uczy się tego na studiach, nie w przedszkolu. Nie widzę powodu, by
                      uczelnie miały nadrabiać nieróbstwo nauczycieli ze szkoły średniej. To nie ich
                      zadanie.
                      • khmara Re: jakieś kompetencje mam 18.07.07, 21:49
                        Witam. O ile sie nie myle, to calek nie ma w programie szkoly sredniej, nawet na
                        profilu rozszerzonym. A jezeli nie ma, to za zaleglosci i zapoznienia odpowiada
                        UCZELNIA.
                        • flamengista Re: jakieś kompetencje mam 19.07.07, 12:04
                          Może się to zmieniło, ale ja całki miałem. I to na poziomie ogólnym, nie
                          rozszerzonym.
                          • khmara Re: jakieś kompetencje mam 20.07.07, 00:44
                            Ja tez, ale to bylo dawno temu. Teraz nie ma w ogole w programie szkoly sredniej
                            na 100% - sprawdzone.
                      • spokojny.zenek Re: jakieś kompetencje mam 30.12.10, 18:19
                        flamengista napisał:

                        > Dobry pomysł, ale nie sądzisz że niektórych zapóźnień i zaległości nadrobić się
                        > nie da?
                        >
                        > Prowadzisz np. zajęcia z makro o funkcji produkcji i stopie wzrostu, a okazuje
                        > się że nikt z grupy nie wie co to pochodna. Tak więc z robienia ćwiczenia nici,
                        > trzeba właściwie zrobić powtórkę ze szkoły średniej.
                        >
                        > Ani na taką powtórkę nie ma czasu, ani ochoty ani tym bardziej nie należy to do
                        > obowiązków prowadzącego takie zajęcia. To nie jego wina, że matematyk w szkole
                        > średniej sobie odpuścił i nie nauczył młodzieży elementarnych rzeczy.
                        >
                        > Jasne, można prosto i zwyczajnie, ale niektóre problemy są po prostu trudne. I
                        > dlatego uczy się tego na studiach, nie w przedszkolu. Nie widzę powodu, by
                        > uczelnie miały nadrabiać nieróbstwo nauczycieli ze szkoły średniej. To nie ich
                        > zadanie.

                        Bardzo celne.

      • mentice Dziwne ze pracuja po 65 l. 18.07.07, 00:54
        dla mnie to bardzo dziwne, bo w wiekszosci krajow w wieku 65 lat przechodzi sie
        na emeryturke. A profesorowie dostaja tytul profesor emeritus, maja prawo do
        pokoiku, jakis tam wyklad od czasu do czasu, ale nikt ich nie meczy zeby
        nauczali studentow.
        • krwawy.zenek Re: Dziwne ze pracuja po 65 l. 18.07.07, 10:52
          W Polsce nie każdy aktywny profesor ma "prawo do pokoiku" :))
    • eulogete Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:03
      Uwazam, że pomysł z portalem jest dobry
      wystarczy rozsądny moderator - tak, żeby uniknąć wpisów wulgarnych czy
      atakujących osobiście.

      miałam szczęście spotkac kilku wybitnych wykładowców (większość z tego
      starszego pokolenia), wielu dobrych - i paru takich, że trudno o nich cokolwiek
      dobrego napisać. Dlaczego mam ukrywać, że pan doktor nie zdążał wytrzeźwieć
      przed zajęciami? Albo że inny na wykład przychodził jak lump - brudny,
      poobrywane guziki przy kurtce.

      zasłanianie się ochroną danych osobowych to najczystsza obłuda - nazwiska
      pracowników naukowych przecież sa jawne i dostępne. A dopóki opinia studentów
      nie jest fałszywa - sorry Winnetou, trzeba odpowiadac za to , co się robi.
      • iluminacja256 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:10
        No własnie - pijani lub wstawieni wykładowcy to jest spory problem;/ I bardzo
        nieciekawy...Nauczyciela ze szkoły wyrzucą od razu - pana dr. z uniwersytetu -
        nie. Jesli ktos nie miał okazji zdawać egzaminu u wykładowcy na tyle wciętego,
        że usiłował wpisać do indeksu zaliczenie drugą stroną długopisu, to nie
        zrozumie nigdy o czym mowa...Na szczęscie są też wykładowcy dobrzy, a jakos
        widze na tym poratu sporo ocen z cyklu 5.0:D
    • vivian.darkbloom Prawda w oczy kole... Brawa dla serwisu! 17.07.07, 18:06
      widać, że część kadry naukowej zaczęła trząść portkami ze strachu, że jej
      niekompetencja wyjdzie poza mury uczelni. na polskich uczelniach jest sporo
      osób, które już albo w ogóle nie powinny wykładać/prowadzić ćwiczeń, bo są
      niekompetentne, nudzą, są niesprawiedliwe, niekulturalne wobec studentów itp. a
      nie spotykają ich z tego powodu żadne konsekwencje.
      To nieprawda, że studenci wystawiają dobre oceny osobom, które nic nie wymagają!
      Zdecydowana większość jest w stanie docenić egzaminatora wymagającego, ale
      równocześnie sprawiedliwego i ciekawie wykładającego.
    • katarz1 Nie zgadzam się 17.07.07, 18:06
      ze stwierdzeniem, że ankiety pisza "duże dzieciaki", jak to ujął jeden z panów w
      artykule. Takie obraźliwe twierdzenie jest dowodem na niepowazne traktowanie
      studentów, lekceważący stosunek do nich. Taka postawa, czyli brak szacunku dla
      uczniów, nie przystoi profesorom. jestem studentka zaoczna, dawno przekroczyłam
      już 30 rok życia, mam rodzinę, pracę i nieco doświadczenia życiowego. Oceniam
      subiektywnie, kto z wykładowców jest świetnym nauczycielem, kto lubi swój zawód,
      kto interesuje sie tym, o czym mówi, a kto nie. Zarzucanie mi, ze negatywnie
      oceniam profesorów "bo wymagają" to jakaś kpina. Studenci to dorośli ludzie,
      planują przyszłość, szukaja studiów i fakultetów, które pomoga im znaleźć dobra
      pracę itp. Lecz cóz, wykładowcy wciąz nie moga uwierzyć że taka "elitę" jak oni
      ktos ma czelnośc oceniac. jak smie, przeciez profesor to prawie bóg.
      • jkredman Bartoszewskiemu zakazać wykładów 17.07.07, 18:24
        drogi Pani - takiego portale - targowiska anonimów - niczego nie są w stanie ocenić
        jakżeż łatwo powiedzieć gdy nikt nie widzi kto mówi - wykłady kiepskie i
        nieprzygotowane, słabizna, zajęcia niewiele dają - tylko gdzie są argumenty
        oczywiście tym wszystkim krzykaczom [wykształciuchom którzy są odnważni gdy są
        nickiem lub manią z korbielowa dzwoniącą do szkła kontaktowego] brak odwagi do
        złożenia wniosku o odsunięcie od egzaminowania 80 letniego staruszka [o ile
        oczywiście nie radzi sobie z tym - starość to nie jest automatycznie
        niedołężność umyslowa - popatrzcie na Bartoszewskiego]
        • iluminacja256 Re: Bartoszewskiemu zakazać wykładów 17.07.07, 18:33
          Bartoszewski to jeden z najcudowniejszych wyjątków, jaki trafił się Polakom.
          Na każdym jego wykładzie czy spotkaniu sala pęka w szwach i nikt tych ludzi nie
          zapędza siłą. Nie oszukujmy sie jednak, takich jak on jest niewielu. A co do
          wniosku - potrzebny jest jeszcze dziekan, który zechce go przeczytać i
          zakceptować . I tutaj zaczynają się nam schody...wystarczy, że dziekan dojdzie
          do wniosku, ze ludzie, którzy napisali ten wniosek nie mają "kompetencji do
          oceny wykładu", jak to ktos napisał i już.
    • jkredman bełkot przekupek a nie oceny 17.07.07, 18:11
      poziom zaprezentowanych argumentów miałki [ktoś nosi teczkę, ktoś poprawia
      mikrofon, ktoś się nie ogolił, wykłady kiepskie i nieprzygotowane, słabizna,
      zajęcia niewiele dają,] – i to mają być przyszli prawnicy,
      brak argumentów, a przede wszystkim same ogólniki, nikomu nie chce się
      przygotować szczegółowych zarzutów [jaki wykład, kiedy co w nim było złe lub nie
      przygotowane, jak powinien ten wykład wyglądać] – argumenty z typowego jarmarku,
      prosto od przekupek
      • polska_baba Przecież to artykuł, a nie pozew sądowy 18.07.07, 14:09
        I główną myślą nie jest to, co studenci napisali czy powiedzieli o wykładowcach,
        ale to, czy studenci mają prawo do oceniania swoich nauczycieli.
        Z reguły jest tak, że wykładowcy z klasą uważają, że powinni podlegać takim
        ocenom, a ci bez klasy obrażają się.
        Tak się składa, że znam niektórych wymienionych w artykule naukowców -
        niektorych ze słyszenia, innych z czasów własnych studiów i wcale mnie ich
        reakcje na wpisy studentów nie zdziwiły. Jedynie potwierdziły moją opinię o nich.
    • flamengista Ocenianie wykładowców jest koniecznością! 17.07.07, 18:20
      To prawda, nauczyciele akademiccy na polskich uczelniach jeszcze nie przywykli
      do bycia ocenianym przez swoich studentów. Ale to się musi zmienić. Idzie niż,
      studenci czują że są ważni i potrzebni i zaczynają wymagać.

      Największą winę za słaby system oceniania ponoszą same uczelnie wyższe. Bo nowa
      ustawa o szkolnictwie wyższym wprowadza obowiązek oceny, ale najczęściej to
      pozostaje fikcją.

      Pracuję na jednej z krakowskich uczelni, która w tym względzie stanowi chlubny
      wyjątek. Oceny prowadzących są u nas przeprowadzane niemal wzorowo. Pod koniec
      semestru, ale przed zaliczeniami przychodzą inni pracownicy i na zajęciach robią
      anonimową ankietę. Na czas ankiety prowadzący musi opuścić salę. Wyniki
      otrzymuje dopiero po zakończeniu sesji. Pytania są szczegółowe, jasno
      sformułowane i pozwalają na obiektywną ocenę. Nie jest więc tak, że mało
      wymagający, słabo przygotowany a sympatyczny prowadzący zostanie lepiej oceniony
      niż oschły, ale świetny fachowiec, który przeprowadza ostre egzaminy.

      Oceny są uwzględniane w 4-letnich ocenach merytorycznych pracowników. Co prawda
      nie jest idealnie - wiadomo, że profesorowie to odrębna kategoria. Ale asystenci
      i adiunkci oceniani są w 100% poważnie.

      Taka ocena daje bardzo dużo. Ja dzięki wynikom z ankiet sporo poprawiłem w
      formie zajęć, sposobie oceniania, stawianiu wymagań etc. I to mimo dosyć
      pozytywnych opinii.

      Takie portale jak ocen.pl to ciekawy pomysł, ale nie można ich traktować
      poważnie. One z merytoryczną oceną nie mają wiele wspólnego. Same kryteria oceny
      pozostawiają wiele do życzenia. W zasadzie możliwe jest też ocenienie jednego
      wykładowcy kilkakrotnie przez tą samą osobę, co w przypadku normalnych,
      nie-wirtualnych ankiet jest trudne, jeśli nie niemożliwe.
    • gied1 Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:23
      System oceny jest obowiazkowy na wszystkich normalnych uczelniach...
      Oczywiscie probelem wynika z tego ze u nas jak narazie normalnych uczelni
      niema :)
      Pomimo ze pracuje na uczelni za granica, nie mam najemniejszego problemu z
      ocena.. tak samo jak moi koledzy z Kanady, Taiwanu czy Anglii... bo tam to jest
      normalne ...
      Jesli student pisze ze mowie za szybko to po prostu nie obrazam sie i probuje z
      tego wyciagnac wnioski na przyszlosc ... jesli temat jest przedstawiony
      nieciekawie to tak samo ....
      W polskim systemie szkolnictwa wyzszego niestety zaprzecza sie calemu dorobkowi
      zachodniej cywilizacji w tym zakresie ....
      - Wykladowcow sie nie ocenia (bo w zalozeniu oni sa nieomylni i prawie na rowni
      z bogiem)
      - Naukowcow sie ocenia nie wg swiatowego rankingu czasopism i publikacji ...
      ale wg naszej polskiej skali (bo by sie okazuje ze naszymi publkacjami mozna
      rownie dobrze wycierac nie powiem co ... )
      - Profesorow i naukowcow nie zatrudnia sie na podstawie konkursow ... bo ma sie
      juz swoich (tych ktorzy ten mikrofon nosili... ) a ktorzy nie wnosza nic
      nowego ani do uczelni ani dla studentow .... )

      I tak bedzie dalej... wg opini moich znajomych z polski ktorzy tam zastali
      nasze uczelnie to jedna wielka przechowalnia mniej zdolnych czonkow rodziny
      ktorzy nie maja sie gdzie podziac i kol wzajemnej adoracji ....
      Pozdrawiam
      Piotrek
      • iluminacja256 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:38
        >nasze uczelnie to jedna wielka przechowalnia mniej zdolnych czonkow rodziny
        > ktorzy nie maja sie gdzie podziac i kol wzajemnej adoracji

        Sarkastyczne, ale bolesnie prawdziwe...
        • gied1 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:44
          Prawda jest taka ze u nas nikt jeszcze nie zrobil weryfikacji kadry po 90 roku
          pod katem naukowym... w niemczech wschodnich wszystkich wyrzucono i przyjmowano
          od nowa na podstawie oceny publikacji i dorobku naukowego ... (z calej stare
          kadry przyjeto jedynie 30% .... ) u nasz nisetety te 70% nadal siedzi ... i
          najczesciej zajmuje sie ukrocaniem ambicji tym ktorzy by cos chcieli
          zmienic :)))
          • iluminacja256 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:49
            :)No więc w sumie sytuacja ta ma szanse ciągnąć się do naturalnej śmierci
            zainteresowanych:))))
            • gied1 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:52
              niestety jeszcze dluzej ... bo ci ktorzy ich zastapia beda mieli dokladnie ten
              sam styl i sposob myslenia ... tez beda chceli miec asystenta noszacego
              mikrofon ... i tez kiedys zechca mu sie odwdzieczyc posada .... :))
              • iluminacja256 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 19:08
                Nie dołuj mnie tak :) Moja rozmowa sprzed kilku miesięcy na ten temat omal nie
                zakońcyzła sie "mordobiciem":) A ja nie chcę wyjeżdzać na stałe;/
                • gied1 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 19:31
                  ja tez niechcialem wyjezdzac na stale ... ale jak sie juz raz zaczelo z
                  normalnymi ludzmi pracowac to potem sie trudno odzwyczaic :))
                  rok temu bylem z ciekawosci na dwoch konferencjach w polsce z mojej
                  dziedziny ...
                  i takiego cyrku juz dawno nie widzialem :)
                  Zaprosili gosci zagranicznych .. a jedyne co bylo po angielsku to byl tytul
                  prezentacji ... :)))
                  Rozmawialem z jednym szefem katedry z "najlepszej uczleni technicznej" w
                  polsce.. i powiedzial mi wprost ze u nich z zewnatrz ludzi sie nie przyjmuje..
                  bo maja swoich obstawionych kandydatow :) normalnie nastepnym razem to chyba
                  pojde na takie rozmowy z mikrofonem jak michnik :)))
                  i tak dalej mozna by opowiadac .... ale po co ?
    • wasal99 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:36
      pod prof. Pieniążkiem pojawił się komunikat: "Komentarze zostały zablokowane na prośbę wykładowcy".

      - Kazał pan usunąć komentarze o sobie?

      - Nie kazałem. Po prostu kiedy pan dzwonił, naszej rozmowie przysłuchiwał się jeden z asystentów. Powiedział, że sam się zajmie tymi komentarzami.

      (Asystent wyraźnie zdziwiony: - Wolałbym się nie wypowiadać).
    • kasia.mi Aż się boję... 17.07.07, 18:38
      Każdy wykładowca reprezentuje inną kulturę. Ale kultura osobista powinna być u
      wszystkich taka sama. Nie można tolerować profesora, który przychodzi na wykłady
      w brudnej koszuli (i tak było), na tłuszczu z jego włosów usmażyłoby się trzy
      kilogramy frytek, a w dodatku nie pachnie ładnie (mógłby już w ogóle żadnego
      zapachu nie mieć...- wolałabym, szczególnie jak się siedzi w jednej z pierwszych
      ławek). Powód zrezygnowania ze studiów u mnie był inny... ale zastrzeżenia do
      niektórych osób z elity profesorskiej i tak mam. Jeden mówi za szybko, drugi
      rozwleka i to w dodatku nie na temat.
      Dzięki takim Portalom jak Ocen.pl wykładowcy mogą dowiedzieć się, co powinni w
      swoim sposobie bycia zmienić. Wszak pracują z przyszłymi magistrami, doktorami
      etc. Jak ciężko jest przekazać podstawowe prawdy, nawet gdy wygląda się pięknie,
      jednak mówi w sposób niezrozumiały i odwrotnie- można mówić pięknie, a wyglądać
      obskurnie... i kto zechce słuchać? Drodzy Profesorowie- szanujcie się i
      szanujcie swoich Studentów. Szacunek do siebie jednak nie na tym polega, by to,
      co złe ukrywać, ale by naprawiać niedociągnięcia. I rozumiem, że niektórzy mogą
      poczuć się pokrzywdzeni, ale czy naprawdę na to nie zasłużyli, by o nich pisano
      w nieprzychylny sposób? Popieram ideę Ocen.pl i życzę jej Twórcom i członkom
      Portalu najlepszych Wykładowców.
      ____________________________________
      Nie pluć na Studentów!
    • aga1252 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:41
      Od 2 lat studjuje w stanach (w Polsce konczylam studia na U. Slaskim) i kazdy
      nauczyciel przed koncem semestru jest oceniany. Nie oznacza to, ze dobrze
      oceniani sa tylko Ci nauczyciele ktorzy za "latwi". Kazdy wykladowca musi nas
      przygotowac do egzaminu koncowego. W formularzu sa pytania:
      - czy mauczyciel jest na czas,
      - czy odpowiada na zadawane mu pytania,
      - czy oddaje prace domowe na czas
      Kazdemu nauczycielowi zalezy zeby jago uczniowie jak najlepiej zdali egzamin
      koncowyl, wiec chca przekazac jak najwiecej wiedzy w przyswajalny przez
      studentow sposob.
      Uwazam, ze warto byloby wprowadzic taka ewaluacje na Polskich uczelniach.
      Niestety dlugo pewnie jeszcze do tego nie dojdzie, bo nasi profesorowie boja sie
      ocen innych ludzi. A szkoda, bo w formularzu oceniajacym nie ma miejsca na
      subiektywne oceny. Zadawane sa konkretne pytania, na ktore nalezy odpowiedziec.
    • osa102 wszyscy zakompleksieni zablokowali 17.07.07, 18:50
      student ma prawo oceniac wykładowcę- tylko merytorycznie.Jesli wykładowca
      bełkoce to bład tych którzy go przyjmowali do pracy, niechlujstwo niszczyc ,
      pazernych karac , dziwaków wielbic - bo co bedziecie wspominac z tego okresu?
    • kasiamat00 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 18:52
      Jak czytam takie artykuły, to się zastanawiam, czy ja przypadkiem nie studiuję i
      nie prowadzę zajęć w innym kraju... Ktoś się burzy o... opinie na temat zajęć?!
      I to nie o to, że są one nieprawdziwe, ale że po prostu są?! No ludzie, nie
      żartujmy...

      Dla mnie normą są po pierwsze ankietki na koniec zajęć (których jako osoba
      prowadząca zajęcia nie widzę _nigdy_ - dostaję średnią z ocen z poszczególnych
      pytań i treść wszystkich uwag - oczywiście po sesji poprawkowej), a po drugie -
      założony przez studentów portal tylko dla tego jednego wydziału, na którym są
      szczegółowe opinie o zdecydowanej większości dydaktyków, często dość ostre, ale,
      jak pokazuje doświadczenie, zazwyczaj bardzo prawdziwe. Nie słyszałam, aby ktoś
      miał o to pretensje...
    • grogreg Bo to studenci sa dla profesora! 17.07.07, 18:59
      Oczywiscie zartuje.
      Wykladowcy byli oceniani juz za czasow Arystotelesa. Teraz mozna to robic nie
      tylko w rozmowie przy piwku czy winku ale i na portalach internetowych.
      A ze niektorzy posluguja sie jezykiem prostaczym....... no coz, to oceni
      czytelnik.
    • uwagiluzne nareszcie! 17.07.07, 19:09
      Kryteria mojej oceny byłyby różne, ale większość moich ex-wykładowców dostałaby
      punkty karne za obrzydliwie lekceważący stosunek do uczących się (że o
      lekceważącym stosunku wykładowców do siebie nawzajem nie wspomnę). Chętnie
      poszłabym na jakieś studia podyplomowe, ale na samo wspomnienie moich
      tragikomicznych przejść na uczelni wiem na pewno, że w Polsce na żadne studia
      już się nie zdecyduję. PRL rules.
    • spiacy_z_otwartymi_oczami Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 19:34
      Z tym tekstem się zupełnie nie zgodzę:
      "- To są zabawy wyrośniętych dzieci - mówi o Ocen.pl dr Wojciech Zakrzewski z
      Katedry Prawa Konstytucyjnego UMCS. - Ten, kto naprawdę wymaga od studentów,
      jest krytykowany, a ten, kto macha ręką na nieuctwo i stawia piątki, wychwalany:.

      Na mojej uczelni często to Ci wymagający mają najlepsze oceny.
    • pyzula67 www.ocen.pl już nie działa? 17.07.07, 19:43
      zajrzalam z ciekawośc i ... jakiś problem ze stroną, "Wystąpił nieoczekiwany
      wewnętrzny błąd serwera, administrator został powiadomiony.". Hm, az się prosi
      jakaś teoryjka spiskowa
      • soprano1 Re: www.ocen.pl już nie działa? 17.07.07, 22:04
        No właśnie! Od 19 nie działa! To napewno spisek!!!!!Pyzula ma rację!
        • aiczka Re: www.ocen.pl już nie działa? 18.07.07, 16:27
          Spróbujcie "przeładować". Wiesza się mniej więcej co drugi raz.
    • abel0ne Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 19:50
      chłe, chłe, pamiętam, jak na drugim roku na moim kierunku pewien profesor
      dziadyga kazał ocenić anonimowo swoje zajęcia (był wtedy też szefem instytutu),
      a potem pastwił się nad anonimowymi wypowiedziami przy nas, i próbował
      odpowiedzialnością zbiorową nas ukarać za pisanie prawdy niewygodnej dla niego.
      To było wieki temu.
      A z nowszych spraw: parę lat temu ja opisałam parę wydarzeń z życia studenckiego
      na tym portalu.
      Nie uwierzycie. W tym roku na uczelni, w tym instytucie, gdzie studiowałam
      powołano KOMISJĘ (sic!!!) do zbadania, kto to tak skalał dobre imię uczelni
      pisząc zresztą wyłącznie prawdę. Tu trzeba zadbać o nowy nabór do gnojenia, a
      studentka opisała Misstaende panujące na uczelni, co za niedogodność.
    • pajacynka Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 19:53
      To nieco irytujące, te wszystkie krzyki studentów domagających się od
      wykładowców, żeby ich czegoś nauczyli. Studia są dla ludzi dorosłych, uczysz się
      sam, ile z wyciągniesz, tyle masz. Natomiast większość studentów wcale nie ma na
      to ochoty. Książkę widzą dwa razy do roku, na egzaminach ściągają, olewają
      wszystko z góry do dołu i krzyczą, że na zachodzie jest lepiej. Może czas,
      drodzy studenci, zacząć wymagać od siebie, a potem od innych?
      • iluminacja256 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:03
        Wyznajesz stara zasadę - mądrego cżłowieka, nawet głupi wykładowca nie
        zniechęci do wiedzy. Tylko po co w takim razie w ogóle studia?
        • pajacynka Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:14
          Raczej mają nam pokazać drogę, niż poprowadzić za rękę.
          Poza tym znam dużo mniej wykładowców, którzy za mało od siebie wymagają, niż
          takich studentów. Dlatego te narzekania, jak to u nas źle mnie złoszczą.
          • iluminacja256 Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:32
            Ale to nie sa narzekania - to jest system europejski. Tak samo jak wykładowca
            ocenia poziom studentów, tak i oni mają prawo ocenić pracę wykładowcy pod
            koniec semestru. I to żadna nowinka. Nie ma chyba w Polsce żadnego innego
            zawodu, który byłby tak pozbawiony mozliwości jakiejkolwiek kontroli
            jak "pracownik naukowo-dydaktyczny" ----------> problemem polskich wykładowców,
            oczywiscie nie wszystkich , jest to, ż e nie traktuja studenta jak partnera.
            nie uwierzę, ze nagle okazało się , że wszyscy studenci dzienni niczego nie
            robia i niczego od siebie nie wymagaja oraz nie istnieje kadra , która tylko
            przekłada notatki z prawej na lewo.
            • pajacynka Re: Dziekan nie jest dolarówką 17.07.07, 20:51
              Ale przecież na każdej uczelni są oceniani. Są specjalne ankiety, w których
              można bardzo szczegółowo przedstawić swoje uwagi, wiedząc, że trafią do osób
              zainteresowanych. Wypełniałam niejedną i w większości wypadków studenci
              zaznaczali krzyżykiem co mogli i wychodzili. Narzekania zwykle są ogólne i
              niczemu nie służące, olewakom nie chce sie nawet przemyśleć sprawy nielubianych
              zajęć. Nie jestem przeciwna inicjatywom typu ocen.pl, bo to elektroniczna wersja
              tego, co i tak się mówi na korytarzach. z tą różnicą, że kiedy ludzie nie
              wypowiadają się anonimowo, to mam wrażenie, że bardziej myślą o tym, co mówią.
      • ankietnik20 No niby tak 17.07.07, 20:11
        pajacynka napisała:

        > Studia są dla ludzi dorosłych, uczysz się
        > sam, ile z wyciągniesz, tyle masz.

        No ale w jak uczę się sam to po co mi te studia?
      • flamengista racja 17.07.07, 20:15
        Mnie jedynie pociesza - w przypadku takich studentów, którzy na wszystko
        narzekają a nic i tak im się nie chce uczyć - że ich fanaberie i wybujałe ego
        szybko zostanie skonfrontowane z wymagającym rynkiem pracy.

        Ja już dawno zrezygnowałem z marnotrawieniem wysiłku dydaktycznego na
        WSZYSTKICH. Tym, którzy chcą poświęcam więcej czasu i uwagi, na "luzaków" szkoda
        mi czasu i energii. Robię z nimi absolutne minimum i nic ponadto. Bo zwyczajnie
        oni sami tego nie chcą. Odnoszę wrażenie, że mnóstwo ludzi jest na niewłaściwych
        studiach i marnuje swój czas...
        • ankietnik20 Re: racja 17.07.07, 20:29
          flamengista napisał:

          > Robię z nimi absolutne minimum i nic ponadto. Bo zwyczajnie
          > oni sami tego nie chcą.

          Ciekawe. A jak ich oceniasz?
          • flamengista Re: racja 17.07.07, 20:44
            Absolutne minimum oznacza i tak konieczność zrobienia prezentacji i napisania
            kolokwium. Przy czym norma nie jest zbyt wyśrubowana. Trójkę można dostać
            stosunkowo łatwo. Jeśli komuś zależy tylko na zalce, nie ma problemu - musi
            spełnić podstawowe wymagania.

            Natomiast są tacy studenci, którzy o dziwo pytają o dodatkową literaturę, zadają
            trudne i dociekliwe pytania etc. Kiedyś udało mi się zachęcić jednego studenta
            do przeczytania dodatkowej książki. Tak mu się spodobała, że pożyczył ją kilku
            kolegom z grupy. Ostatecznie książkę przeczytali niemal wszyscy w tej grupie.
            Tak to właśnie powinno działać;)
    • tajemniczy_don_pedro Będziecie mieć "luzik", kretyni! 17.07.07, 19:56
      Dopiero jak się wirtualna rzeczywistość akademicka skończy i trzeba będzie tę
      rzekomą wiedzę zastosować do zrobienia czegoś konkretnego. Wtedy to będzie
      luzik! Ale to Wasza sprawa, nie moja.
      • tadeusz.szymanski Re: Będziecie mieć "luzik", kretyni! 17.07.07, 20:13
        tajemniczy_don_pedro napisał:

        > Dopiero jak się wirtualna rzeczywistość akademicka skończy i trzeba będzie tę
        > rzekomą wiedzę zastosować do zrobienia czegoś konkretnego. Wtedy to będzie
        > luzik! Ale to Wasza sprawa, nie moja.
        Do czego to ma się odnosić? Do przykrej prawdy że uczelnie bardzo rzadko
        wymagają wiedzy i umiejętności rzeczywiście przydatnych w pracy?
        Ja uczę się jak się uczyć na uczelni (oho, niezły potworek z tego zdania ;) ).
        Pozdrawiam!
        • flamengista czy uczelnia to szkoła zawodowa? 17.07.07, 20:19
          Bo chyba mylisz pojęcia.

          Zawodu uczy się w szkole zawodowej. Uczelnia wyższa nie ma takich zadań.

          Choć oczywiście lepiej by było, gdyby było więcej praktycznych przedmiotów, niż
          czysto teoretycznych. Tyle że mgr z pisania CV, robienia prezentacji,
          wypełniania wniosków to chyba się nie zdobędzie. Bo jaki to będzie magister...
          • iluminacja256 Re: czy uczelnia to szkoła zawodowa? 17.07.07, 20:39
            Hmmm...Ale z drugiej strony np. filologie, ktore kształcą tylko nauczycieli ,
            bez translatoryki itp, choć studenci ileś lat sie takiej specjalizacji
            domagają? Bądżmy szczerzy - spora ilosc uczelni ma sie do rynku pracy własnie
            tak, ż e produkuje masę bezrobotnych absolwentów, choćby pedagogiki
            opiekuńczo -wychowawczej , albo fascynujących kierunków typu pedagogika
            zdrowia;/
            Mozna najeżdzać na studentów, ale uniwersytety są również winne takiej
            sytuacji - masa ludzi kształconych na siłę, dla papieru , na kierunkach z
            kosmosu i narzekanie na ich poziom - to nie idzie w parze?
            • flamengista Re: czy uczelnia to szkoła zawodowa? 17.07.07, 20:58
              > choć studenci ileś lat sie takiej specjalizacji
              > domagają?
              Tak, tu jest pies pogrzebany. Otóż studenci sie domagają, ale:
              - przy piwie;
              - na forach internetowych;
              - na czacie.
              Przy czym jest to na ogół postulat typu: niech studia będą ciekawsze i
              praktyczniejsze. Bez żadnych konkretów.

              Kiedyś będąc szefem koła naukowego miałem pomysł: zaproponujmy poprawki do
              naszego planu studiów, albo przynajmniej naszej specjalności. Co nam się nie
              podoba, co można by zmienić, jakie przedmioty powinny się znaleźć. Odzew wśród
              kolegów - mimo poparcia ze strony jednego profesora - zerowy.

              Łatwo narzekać, trudniej samemu cokolwiek zaproponować.

              A przecież możliwości jest sporo. Nie ma kursu? Można przynajmniej za
              pośrednictwem koła naukowego zorganizować cykl szkoleń. Albo zabiegać u dziekana
              o uruchomienie takiego kursu do wyboru. Wystarczy zebrać podpisy.

              Tylko nikomu się nie chce...
              • pajacynka Re: czy uczelnia to szkoła zawodowa? 17.07.07, 21:05
                Wprawdzie nauka nie poddaje się demokratyzacji, ale fakt, pewne postulaty
                studentów można by uwzględnić. Prawdą jest również to, że niewielu studentom
                chce się robić cokolwiek.

                amerykański system szkolnictwa wyższego jest jaki jest, ponieważ tam, gdy tylko
                zbiorą się trzy osoby, to już wybierają prezesa, wiceprezesa i sekretarza...
                wniosek: trochę więcej inicjatywy.
              • iluminacja256 Re: czy uczelnia to szkoła zawodowa? 17.07.07, 23:13
                Nie powiedzialabym . Domagaja sie również pisemnie z podaniami do rektora ,
                który np , uruchamia specjalizację o której nie ma pojęcia i obsadza kadrą,
                która tez nie ma pojęcia - zasiedziałą...No własnie - domagać można się od
                ludzi, którzy w ogóle rozumieją, że uniwersytet to nei spróchniała deska i bez
                wymiany pogladów, ludzi i mysli UMIERA.
                • iluminacja256 Re: czy uczelnia to szkoła zawodowa? 17.07.07, 23:16
                  Miało być - z podaniami do dziekana. Chodzi mi o to,że logiczne jest to, że
                  translatoryki nie popropwadzi ktoś kto od 20 lat prowadzi metodykę. A jesli
                  zaczyna ją prowadzic, to studenci czują od ręki, ż e znów ktoś robi ich w
                  balona i bierze za to pieniądze. Nie wiem, dlaczego wszelkie dobre pomysły w
                  Polsce są tak diabelnie trudne do przeprowadzenia choć w 1/2.
        • tajemniczy_don_pedro Re: Będziecie mieć "luzik", kretyni! 17.07.07, 20:56
          adeusz.szymanski napisał:

          > Do czego to ma się odnosić? Do przykrej prawdy że uczelnie bardzo rzadko
          > wymagają wiedzy i umiejętności rzeczywiście przydatnych w pracy?

          Przynajmniej w mojej dziedzinie (chemia, biochemia, farmakologia) uczą tego, co
          jest potrzebne. A przynajmniej uczyły, bo nie wiem, jak to wygląda teraz.
          Uczelnia ma nauczyć podstaw teoretycznych: matematyki, fizyki, później wiedzy
          bardziej specjalistycznej (ale też dość mocno teoretycznej). To jeden z
          elementów potrzebnych potem w pracy. Drugi to inteligencja, niezbędna, żeby te
          podstawy teoretyczne twórczo zastosować do rozwiązania konkretnego problemu
          (zadaniem uczelni NIE JEST dyktowanie półanalfabetom gotowych rozwiązań!
          Oczywiście, stosuję tu normy sprzed czasów studiów licencjackich.). Pierwszego
          elementu ma nauczyć uczelnia, bez żadnych "luzików", drugi trzeba po prostu mieć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka