Dodaj do ulubionych

Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga

07.09.07, 12:05
Mam kilka luźnych myśli-
# Może to wynika z rozpowszechnionej w tej dziedzinie medycyny
wiary, że można człowieka w pełni zrozumieć - znaleźć przyczyny jego
lęków, pragnień, marzeń, etc. - na podstawie naukowej wiedzy?
# A może rzeczywiście wiedza o ludzkiej duszy jest tak zaawansowana,
- że nie ma w niej (ludzkiej duszy) już nic tajemniczego,
nadnaturalnego. Skoro np. za pomocą środków chemicznych można
wywołać szczególne zachowania i uczucia: pokój, radość, rozładowanie
agresji, pro-społeczne zachowania, ekstazę religijną, nawet
doświadczenie kontaktu z Bogiem....
Czy rzeczywiście jesteśmy jedynie złożonymi mechanizmami, którymi
rządzą geny, hormony, biochemia, środowisko, itp?

Tak czy inaczej - ciekaw jestem co myślą na ten temat wierzący i
niewierzący fachowcy - psychiatrzy. Wierzących zapytałbym - co ich
zdanie jest w człowieku nadnaturalnego? - gdzie jest w człowieku
miejsce dla nieśmiertelnego ducha oraz Boga i jego działania?

Niewierzącym zadałbym pytania - skąd się bierze w człowieku
pragnienie Boga, zjednoczenia się z doskonałym absolutem?
Obserwuj wątek
    • grgkh Odpowiadam jako niewierzący 07.09.07, 16:44
      mezon.pi napisał:

      > Mam kilka luźnych myśli-
      > # Może to wynika z rozpowszechnionej w tej dziedzinie medycyny
      > wiary, że można człowieka w pełni zrozumieć - znaleźć przyczyny
      > jego lęków, pragnień, marzeń, etc. - na podstawie naukowej wiedzy?
      > # A może rzeczywiście wiedza o ludzkiej duszy jest tak
      > zaawansowana, - że nie ma w niej (ludzkiej duszy) już nic
      > tajemniczego, nadnaturalnego.

      Tak właśnie uważam.

      > Skoro np. za pomocą środków chemicznych można wywołać
      > szczególne zachowania i uczucia: pokój, radość, rozładowanie
      > agresji, pro-społeczne zachowania, ekstazę religijną, nawet
      > doświadczenie kontaktu z Bogiem....
      > Czy rzeczywiście jesteśmy jedynie złożonymi mechanizmami, którymi
      > rządzą geny, hormony, biochemia, środowisko, itp?

      [...]

      > Niewierzącym zadałbym pytania - skąd się bierze w człowieku
      > pragnienie Boga, zjednoczenia się z doskonałym absolutem?

      Myślałem nad tym. Winna temu jest świadomość, poczucie swego "ja",
      jego odrębności. Część bodźców z otoczenia dotyczy obiektów, które
      nie są nami, część jest identyfikowalna jako istoty nam podobne
      (czujące, takie, którym można przypisać uczucia do naszych podobne),
      a "reszta" to my, nasze "ja".

      Mózg ewolucyjnie formował się bez świadomości. Miejsce dla niej
      znalazło się jako uzupełnienie możliwości istot nie posiadających
      jej. Jak one "widziały" swoje zewnętrze, jak je "widzą" zwierzęta,
      które rozrózniają siebie od świata, ale nie nazywają świadomie
      swojej jaźni?

      To jest pierwotne źródło zjednoczenia z absolutem. Absolutem jest
      wszystko na zewnątrz nas, to co nam zagraża i to co na sprzyja.
      Nienazwane, widziane jako Wszystko...

      W filozofiach Wschodu (szczególnie) istnieje odkryty bodaj
      najwcześniej - wcześniej niż w cywilizacji zachodu - zdefiniowany i
      świadomie wywoływany stan oderwania się od ciała, którego istotą
      jest odrzucenie "ostrego" odczuwania siebie, swojej tożsamości. To
      jest ten sam stan, który można uzyskiwać przez "zjednoczenie się z
      bogiem". Przestać "czuć" świat zewnętrzny poprzez siebie,
      zrezygnować z czucia swojego "ja"...

      A dlaczego ten stan jest taki wspaniały? Dlaczego go tak właśnie
      czujemy? Może dlatego, że nasze "ja" nas w pewien sposób krępuje,
      zmusza do nieustannego podporządkowywania wszystkich myśli, zmusza
      do patrzenia "przez dziurkę od klucza" zamiast na cały horyzont,
      nakłada ograniczenia, które znikają, gdy tych kajdanów się
      pozbywamy...

      Przeczytaj ostatni rozdział "Maszyny memowej" Susan Blackmore.

      P.S. A ja muszę Ci się przyznać, że odkąd siebie w ten sposób
      traktuję (to próby jedynie, zapewne dalekie od doskonałości),
      inaczej widzę sens swego życia - w perspektywie społeczności i
      środowiska, ale także i strumienia czasu, w którym zdarzyło mi się
      uczestniczyć.
      • mis22 Duszami zajmuje się Bóg lub niewierzący lekarze 08.09.07, 14:50
        Psychiatra to fachowiec zajmujący się leczeniem duszy. Dusza -
        psyche, to pojęcie ze sfery religijnej. Więc jest zarezerwowane dla
        Boga lub księdza, który wypędza diabła w imieniu Boga w kościele
        katolickim lub wśród plemion afrykańskich.

        Natomiast niewierzący uważają, że zachowaniem człowieka kieruje jego
        umysł, inaczej mówiąc żywy mózg. Więc nieiwerzący lekarz może starać
        się leczyć zaburzenia funkcjonowania umysłu nie obawiając się, że
        wchodzi w konflikt z Bogiem czy kościołem.
        • kazeta.pl55 Re: Duszami zajmuje się Bóg lub niewierzący lekar 08.09.07, 15:26
          mis22 napisał:

          > Psychiatra to fachowiec zajmujący się leczeniem duszy.

          Tak się składa, że w najblizszej rodzinie mamy psycvhiatrę z wieloletnią
          praktyką. Jego pogląd prywatny (oficjalnie ma zapewne inne stanowisko): zadaniem
          lekarza psychiatry jet nie leczenie duszy lecz leczenie stanów chorobowych
          psychiki człowieka. Na pytanie, co to jest stan chorobowy psychiki, odpowiada:
          jest to stan psychiki wykazujący odchylenia od normy. A kto ustala normy? No,
          jak to kto: my psychiatrzy!
          Po przyjęciu w/w założeń, nie ma znaczenia czy lekarz psychiatra jest osobą
          wierzącą, czy nie. Psychiatra podchodzi do pacjenta, jak mechanik
          samochodowy-elekronik, kiedy szwankuje nam komputer w samochodzie. Różnica
          pomiędzy pacjentem-samochodem, a pacjemntem-człowiekiem jest taka, że po
          zaaplikowanej kuracji zapytawszy jedengo i drugiego jak się czuje? Pierwszy
          będzie milczał, drugi może coś odpowiedzieć. Ale czy powie prawdę, - to inna sprawa.
          Osobiście uważam, że do badań strefy religijnej człowieka nauka ciągle jest na
          poczatku drogi. Większość prób załamuje się w fazie formułowania/definiowania
          obiektu badań. Z tego powodu u laików pojawiają się, zresztą słuszne pytanie,
          typu: "gdzie jest w człowieku miejsce dla ..."
          Ale dlaczego jest problem z definicją obiektu badań? W zasadzie niby nie ma
          problemu z wyznaczeniem i opisem zakresu badań, bo powiedzmy, nich zakresem
          bedzie: "Strefa religijna człowieka". No tak, ale to stanowczo za duży kąsek do
          przełknięcia dla nauki. Zgodnie zatem ze starą i skuteczną naukową praktyką,
          cały problem należy podzielić na mniejsze problemiki i potraktować je osobno. W
          tym momencie zaczynają się schody! To jednak temat nie na takie forum.
          Pozdr.
          • mis22 Łacińskie psyche = dusza 09.09.07, 00:38
            kazeta.pl55 napisała:
            > zadaniem lekarza psychiatry jest leczenie stanów chorobowych
            > psychiki człowieka

            To co piszesz jest prawdą. Ale bardzo ostrożnie wspominasz
            o "Strefie religijnej człowieka". Tymczasem łacińskie słowo psyche
            oznacza dusza. Niedawno w GW był artykuł o polskich księżach
            katolickich szkolonych przez kościół w egzorcyzmach czyli wypędzaniu
            diabła z opętanego człowieka. Zwykle to ludzi chorych psychicznie
            nazywa się opętanymi. Nie wiem jaki procent rodzin polskich wyśle
            chorego psychicznie krewnego do psychiatry, a jaki zaprosi
            egzorcystę aby wypędził z niego diabła. Ale warto aby to ktoś zbadał.

            Polskie Ministerstwo Edukacji niedawno włączyło ocenę z religii
            katolickiej w szkole do średniej ocen. Czyli mimo, że mamy XXI wiek
            i Polska weszła do Unii Europejskiej to znaczny procent Polaków
            chciałby aby ten kraj przypominał Iran czy Arabię Saudyjską z
            katolicyzmem zamiast islamu jako religia państwowa. Egzorcyzmy są
            rytuałami przypominającami szamanizm z zacofanych krajów
            afrykańskich.

            To co piszę oczywiście nie dotyczy wszystkich Polaków. Znam
            osobiście Polaków zajmujących się badaniem funkcjonowania układu
            nerwowego i mózgu. Ale piszę o przeciętnym obywatelu i tym znacznie
            poniżej przeciętnej.
            • tetlian Re: Łacińskie psyche = dusza 09.09.07, 12:47
              Bo religijny psychiatra zamiast pomóc, często może zaszkodzić pacjentowi.
          • mezon.pi Re: Duszami zajmuje się Bóg lub niewierzący lekar 16.09.07, 07:59
            Ale dlaczego jest problem z definicją obiektu badań? W zasadzie niby
            nie ma
            > problemu z wyznaczeniem i opisem zakresu badań, bo powiedzmy, nich
            zakresem
            > bedzie: "Strefa religijna człowieka". No tak, ale to stanowczo za
            duży kąsek do
            > przełknięcia dla nauki. Zgodnie zatem ze starą i skuteczną naukową
            praktyką,
            > cały problem należy podzielić na mniejsze problemiki i potraktować
            je osobno. W
            > tym momencie zaczynają się schody! To jednak temat nie na takie
            forum.

            Jestem bardzo ciekaw kontynuacji. Czy mozesz wskazac takie forum?
    • gdsta najważniejsze to uwierzyć w siebie 08.09.07, 11:18
      i nie ważne jaką metodą to zrobicie czy dzięki wierze w dowolnego boga czy
      dzieki pomocy psychologa czy psychiatry czy przyjaciela gotowego poświęcić wam
      czas. Oprócz sytuacji kiedy totalnie cos w łebku nam nawali i bez chemii czy
      skalpela ani rusz, wszystko inne zalezy od nas, pomoc potrzebna, zeby wrócić na
      właściwe tory i uwierzyć w siebie.
      Wiem, ze religijnosc bardzo pomaga, dokładnie tak samo pomaga dobra wrózba czy
      dobry znachor czy droga porada specjalistyczna. Musimy uwierzyć, ze jest na
      nasze cierpienie "lekarstwo cudowne" i zaczynamy wyłazić z dołka. Wspaniale
      jesli oprócz obiecanego zbawienia mamy jakieś ziemskie przyjemnosci na oku - to
      pomaga i wydaje się warunkiem koniecznym.
      Jedyne co mogę dodać - najważniejsze nie rozhustywać naszej główki i całego
      organizmu, bo mozemy nie złapać równowagi na krwędzi. Losowe tragedie są do
      pokonania kiedy mamy się czego chwycić.
      Najgorzej jest kiedy na początku życia sprzedamy swój organizm, zamęczymy go
      zapomnimy po co żyjemy i wtedy swięty boze nie pomoże - trzeba od samego
      początku budować własne ja i mieć nadzieję, ze chemia w nas wróci do normy.
      A swoja drogą chciałabym zobaczyć minę psychiatry po wizycie u kogos kto
      przepowiada przyszłość - ostatnio jestem pod wrażeniem jak może wpłynąc
      pozytywnie taka wizyta na bardzo racjonalny i sceptyczny umysł. Oczywiście teraz
      z niepokojem patrzymy czy się sprawdzi :-) przepowiednia - oby tak, bo jest
      świetna :-)
      • grgkh Tak, najważniejsze to uwierzyć w siebie :) 09.09.07, 20:37
        > A swoja drogą chciałabym zobaczyć minę psychiatry
        > po wizycie u kogos kto przepowiada przyszłość - ostatnio
        > jestem pod wrażeniem jak może wpłynąc pozytywnie
        > taka wizyta na bardzo racjonalny i sceptyczny umysł.
        > Oczywiście teraz z niepokojem patrzymy czy się sprawdzi :-)
        > przepowiednia - oby tak, bo jest świetna :-)

        Igranie z ogniem. Można kogoś porządnie przestraszyć, można naobiecywać złotych gór, a można też poddać psychomanipulacji. Każdy z tych spsosbów MOTYWUJE do określonych działań, ale też niesie jakieś konsekwencje dla samej psychiki, bo jesteśmy uwikłani w interakcje stosunków międzyludzkich i środowiskowych. Nie jesteśmy ze swoją psychiką na bezludnej wyspie. Jest ona "dziełem" możliwości fizycznych samego, konkretnego egzemplarza, a w pozostałej części skutków obcowania z "dawcami" kultury, zachowań, sposobów na życie itp. Jak się temu tak całkiem obiektywnie i bez dogmatów przyjrzeć, to widac gołym okiem, że jest to automatyzm działania statystycznego organizmu w środowisku, do którego te egzemplarze przygotowywała (przystosowywała) ewolucja. I nic więcej, bo ta marginalna reszta braku pełnej wiedzy o zjawisku jest tylko przesądami. Albo jest pełna swoboda, albo jesteśmy kierowani jak kukiełki przez Nadistotę. Osobiście w nadistoty nie wierzę.

        A skąd moje ostrzeżenie? Znam niemal osobiście przypadek samospełniającej się przepowiedni, gdy człowiek dążył podświadomie, by stała się ona faktem. Słyszałem o sprawdzających się w ten sposób datach śmierci. Ja wolę po prostu dobrze się zmotywować racjonalnymi argumentami, przyszłość planować bez wróżek (przecież można i tak) i wierzyć we własne możliwości. A wygrana w lotto? Każdy by chciał, ale żadna wróżka tego nie potrafi przewidzieć i w tym jest cała przyjemność życia. :) Zawsze może nas spotkać coś lepszego, niż to co na pierwszy rzut oka można by przewidywać.
    • onufry.zagloba Mezon, twoje pytanie ma juz odpowiedz. Lub 09.09.07, 00:45
      prawie: ludzie maja ponoc taki "gen wiary", co nadaje sens i
      motywuje ich dzialania. W kulturach bardziej prymitywnych realizuje
      sie to w formie wiary w bogow, duchy, istoty wyzsze; w kulturach
      wyzszych jako szeroko pojeta sfera wiary w idee. I tyle.
      • grgkh Re: Mezon, twoje pytanie ma juz odpowiedz. Lub 09.09.07, 20:39
        onufry.zagloba napisał:

        > prawie: ludzie maja ponoc taki "gen wiary",

        Przepraszam za dosadność, ale to oczywista bzdura, paranaukowy nonsens. Gdzie ten gen siedzi? W którym chromosomie? :)))
    • piotrek410 Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 09.09.07, 02:40
      Psychiatrzy najlepiej rozumieja ten szwindel psychologiczny jaki
      wiaze sie z idokrynacja religijna. Poza tym wiele przypadkow
      schizofrenii spowodowanych jest przez praktyki religijne, patrz
      Faustyna Kowalska wpedzona w schizofrenie w zakonie...
      • phlora Re: Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 09.09.07, 08:36
        No, coś w tym , co mówisz, jest!
      • grgkh Re: Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 09.09.07, 20:41
        100% racji. pzdr
    • darthmaciek moze powinni sie leczyc ! 09.09.07, 09:19

    • nowey777 Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 09.09.07, 16:56
      Mózg ludzki to jedyny organ, który próbuje zrozumiec sam siebie i -
      o ironio! - nie jest w stanie tego zrobic do konca! Bo jak np.
      objasnia sobie samoswiadomosc? Jak to sie dzieje, ze nie tylko
      wiemy, ale jeszcze wiemy, ze wiemy? W jaki sposob zlepki atomow,
      ktore sa z definizcji martwe i tworzace molekuly takie jak bialka,
      kwasy nukleinowe i inne substancje [dopamine itd.], potrafia kochac,
      czuc bol, interpretowac smaki, dzwieki itd.?
      Jesli czlowiek nie potrafi sobie wyobrazic dzialania obiektu,
      ktorego istnienie przypisuje Bogu, to jak moze zrozumiec istote
      Boga?,To tak jagby pies usilowal zrozumiec umysl Newtona! Teraz
      warto sie zastanowic nad tym, czy jest sens badac i dociekac, co
      powoduje samoswiadomosc? Czy raczej nauka powinna zdezerterowac i
      zostawic ten problem dla filozofii i religii [czy poezji]. Przeciez
      te dociekania i tak sa skazane na niepowodzenie, ale czy nauka
      zdezerteruje? Nie, nigdy tego nie zrobi, poniewaz taka dezercja
      bylaby nienaukowym posunieciem! Dlaczego wiec teisci maja sie
      wycofywac przed probami zrozumienia istoty bytow transcendentalnych,
      a wlasciwie posuwac sie do ich negowania? Skoro nie negujemy
      samoswiadomosci, dlaczego negowac istnienie Boga? Przeciez jedno jak
      i drugie jest niewyjasnialne [a co za tym idzie z definicji nalezy
      do cudów] ;).
      • grgkh Re: Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 09.09.07, 20:48
        nowey777 napisał:

        > Mózg ludzki to jedyny organ, który próbuje zrozumiec sam siebie
        > i - o ironio! -
        > nie jest w stanie tego zrobic do konca! Bo jak np.
        > objasnia sobie samoswiadomosc?

        Mówisz za siebie. A więc mamy dwa mózgi. Twój, najpewniej ułomny, bo nie radzi sobie ze zrozumieniem i mój, bardziej świadomy świadomości, nie ma z tym kłopotu.

        A te urojenia związane z Bogiem... Telefonuje do Ciebie? Rozmawiasz z Nim? WIdujesz do w chmurach? Jak widzisz, swoim ułudom przypisujesz nadrzędność istnienia. Twój Bóg niczym nie różni się od Latającego Potwora Spaghetti
        pl.wikipedia.org/wiki/Latający_Potwór_Spaghetti
      • lady_godziwa Re: Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 10.09.07, 04:13
        nowey777 napisał:

        > Mózg ludzki to jedyny organ, który próbuje zrozumiec sam siebie i -
        > o ironio! - nie jest w stanie tego zrobic do konca!

        A widziałeś kiedyś mózg u psychiatry?

        Nie nie jesteś ślepcem, tego się niestety nie da zobaczyc!

        Trudno zobaczyc coś czego nie ma!
    • lady_godziwa Re: Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 10.09.07, 04:11
      Psychiatria nie jest nauka, i nie jest tez dziedzina medycyny.

      To jest po prostu OSZUSTWO!

      Tom Cruise miał rację!

      Psychaiatrzy to mentalnie chorzy ludzie którzy nie daja sie wyleczyc.

      Oni moga rozwiązac problemy wszystkich, z wyjątkiem swoich własnych!

      Najwiecej pedofili jest własnie wsród psychiatrów!
      • letalin Re: Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 12.05.09, 16:09
        lady_godziwa napisała:

        > Psychiatria nie jest nauka, i nie jest tez dziedzina medycyny.


        Jest nauką i jest dziedziną medycyny , na dodatek jedyną gdzie nie
        jest możliwe przedmiotowe traktowanie chorego, a choroby jako
        mechanicznej dysfunkcji jak np. w ortopedii. Często dziedziną
        bezradną, zbyt często bezradną, dlatego jeśli jakiś psychiatra
        obiecuje cokolwiek to zwykle jest to oszustwo albo może częściej
        nadmierne oczekiwania pacjenta wobec jego możliwości...Gdyby po
        trafnej diagnozie wystarczyłoby wykonac jakieś nawet bardzo
        skomplikowany zabiegi, podac odpowiedni lek i tylko oczekiwac
        efektu , to byc może nie krzyczałabyś , że psychiatria to oszustwo.
        Cóż to nie takie proste...

        Tom Cruise jest wyznawcą kościoła scjentystycznego i prezentuje jego
        poglądy. Kościół ten stosuje techniki wpływania na psychikę swoich
        wyznawców , które są sprzeczne z etyką psychiatry. Stąd konflikt, bo
        psychiatrzy wiele razy wskazywali na nadużycia w tej sferze.


        > Psychaiatrzy to mentalnie chorzy ludzie którzy nie daja sie
        wyleczyc.

        Ilu znasz psychiatrów, żeby tak się wypowiadac? Skąd ten uraz? Znam
        wielu psychiatrów, ale mentalnie chorego tylko jednego. Nie wykonuje
        już swojego zawodu.

        > Oni moga rozwiązac problemy wszystkich, z wyjątkiem swoich
        własnych!

        Niestety tak jak pisałem , psychiatria ma dośc ograniczone
        możliwości. To przykre przyznac, ale jej skutecznośc wobec
        niektórych chorób i zaburzeń jest bliska zeru...Co do problemów
        psychiatrów, to zwykle nie mają znaczenia w procesie leczenia
        pacjentów. Nie powinny przynajmniej wpływac na jakośc diagnozy i
        podjętej terapii. Pacjent też raczej nie powinien się zastanawiac
        nad problemami swojego lekarza , a bardziej nad swoimi.

        > Najwiecej pedofili jest własnie wsród psychiatrów!
        Nie znam żadnego pedofila pośród dziesiątków znanych mi psychiatrów.
        Skąd to przekonanie? I jak sądzisz, dlaczego pedofil nie
        specjalizuje się w pediatrii , a zostaje psychiatrą? Jako taki ma
        bardzo ograniczone możliwości realizowania swoich skłonności. Poza
        psychiatrami dziecięcymi, ale tych jest strasznie mało...
    • inz.mruwnica Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 10.09.07, 18:48
      A może po prostu psychiatrzy lepiej znają "te sztuczki"
      religijno-psychomanipulacyjne i dlatego nie wierzą. Wiedzą w co nie wierzą.
      • letalin Re: Psychiatrzy rzadziej wierzą w Boga 12.05.09, 16:24
        inz.mruwnica napisał:

        > A może po prostu psychiatrzy lepiej znają "te sztuczki"
        > religijno-psychomanipulacyjne i dlatego nie wierzą. Wiedzą w co
        nie wierzą.


        Jakie "sztuczki" psychomanipulacyjne w psychiatrii? Skąd niby
        mieliby je znac? Jakie mogliby miec dla nich zastosowanie w swojej
        codziennej praktyce?

        Jako psychiatra parę razy spowodowałem swoim pojawieniem się
        popłoch w towarzystwie ( czasem było niemożliwym zatajenie swojej
        profesji) , bo niektóre panny "czuły", że czytam ich myśli, że
        patrząc na nie widzę coś, co z taką starannością ukrywają przed
        innymi...Te bardziej śmiałe lub pijane próbowały się dowiedzień co o
        nich myślę jako psychiatra po kilku minutach znajomości. Ludzie
        mają niestety masę przesądów i lęków związanych z tą profesją, a w
        istocie bywa, że psychiatra jest bardziej podobny do urzędnika albo
        prawnika, niż szarlatana hipnotyzującego spojrzeniem z dziecięcych
        wyobrażeń.

    • zeroborder oto znaki na niebie i ziemi... 24.01.08, 23:56
      ...że Pan jest blisko
    • katrina_bush Psychiatria a katolicka Trójca Święta 12.05.09, 20:00
      Psychiatria a katolicka Trójca Święta to zapewne ciekawy temat

      katolicki Bóg to zawsze Trójca: ojciec, syn i duch, trzy odwieczne i
      nieśmiertelne, współistotne sobie OSOBY boskie tworzące jedność


      tak więc, to nie żydowski Bóg Ojciec a Trójca storzyła świat, dalej wygnała
      ludzi z raju, ukarała śmiercią i cierpieniem, obarczyła grzechem pierworodnym,
      by następnie zesłać jedną z jej osób i złożyć w ofierze, by przebłagała sama
      siebie za grzech pierworodny.

      przypuszczam, że religijny Żyd psychiatra nie musi się zmagać z czymś takim :-)
      • sniegbielszy Re: Psychiatria a katolicka Trójca Święta 12.05.09, 21:07
        Sam przyznales, ze zrozumiec niezrozumiale jest dla czlowieka niemozliwe. Troche
        przypominasz mi znajomego, ktory zaprzecza istnienia kazdego zjawiska, o ktorym
        nie slyszal, a jako uzasadnienie podaje, ze wlasnie nigdy o czyms takim nie
        slyszal. Dobra logika dla umyslu przyciezkiego i bardzo zadufalego w sobie. :))))
        • abhaod Re: Psychiatria a katolicka Trójca Święta 12.05.09, 21:12
          w zasadzie nazywa się to "potrójna schizofrenia" :)))
          www.racjonalista.pl/kk.php/s,6419

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka