Dodaj do ulubionych

Szkoła wybiera rodziców

17.09.07, 15:02
Ludzie, to jest chore, nie wiem tylko, czy bardziej chorzy są
rodzice, czy dyrektorzy tych szkół (przedszkoli). Chyba jednak
rodzice - dyrektorzy po prostu reagują na popyt.
Skończyłem państwowe przedszkole, państwową podstawówkę (trzydzieści
kilka osób w klasie), państwowe liceum (trzydzieści kilka osób w
klasie), nigdy nie brałem płatnych korepetycji ani nie dawałem
łapówek nauczycielom - a mimo to na studia (UJ) dostałem się bez
egzaminu (dzięki olimpiadzie - możliwość wyboru dowolnego kierunku
humanistycznego na dowolnej wyższej uczelni), od II roku studiów
miałem najwyższe stypendium naukowe (nigdy poniżej pierwszej trójki
na roku), w terminie obroniłem pracę magisterską, dostałem się na
studia doktoranckie (ze stypendium) i obroniłem doktorat. Pracuję
naukowo, wydałem trzy książki i parędziesiąt artykułów. I nigdy nie
uważałem się za prześladowanego przez los tylko z tego powodu, że
przez całe życie (jak na razie - 33 lata) miałem kontakt wyłącznie
ze szkolnictwem państwowym!
A tak na marginesie - to gdzież ten nasz słynny niż demograficzny,
skoro w płatnych przedszkolach i szkołach jest wielokrotnie mniej
miejsc niż chętnych?
Obserwuj wątek
    • glion Szkoła wybiera rodziców 17.09.07, 16:28
      Pozdrowionka. Ja mam doswiadczenia podobne do Twoich (tez zawsze
      szkoly panstwowe, olimpiady, studia tez pierwsza trojka na roku choc
      przedmiot przyrodniczy).

      Ten artykol to "nagonka" i tworzenie trendu bardzo dobrze widocznego
      w niektorych krajach zachodu (np.UK). Dzieci "bogatej elity" chodza
      do ekskluzywnych szkol, z czasem bedzie to prowadzilo do
      rozdzielenia sie klas (szkoly dla elity i szkoly dla choloty). Nas
      to oburza bo do podstawowki i liceum chodzilismy w "innych czasach"
      ale niestety nie my tworzymy trendy. Z czasem nie bedziesz w
      stanie "zrobic kariery" jesli nie bedziesz do tej "elity" nalezal.
      Porabany jest ten swiat.
      • ally Re: Szkoła wybiera rodziców 17.09.07, 20:14
        eee tam elity. rozumiem, każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale
        przypomina mi się powiedzonko "wyżej sra niż d... ma"
        • aron2004 Re: Szkoła wybiera rodziców 17.09.07, 20:28
          po co tyle ludzi pcha swoje dzieci do katolskich szkół gdzie będą
          indoktrynowane przez agentów Watykanu?
    • dr_olek Szkoła wybiera rodziców 17.09.07, 16:37
      To co powiem będzie brutalne, ale w tym artykule brakuje tylko wskazania gdzie
      jest rampa.
    • pani_rosomak Szkoła wybiera rodziców 17.09.07, 23:58
      Może to zabrzmi strasznie, ale ja sama będąc niegdyś uczennicą państwowej podstawówki i liceum nigdy w życiu nie posłałabym tam swego dziecka. Nie ważne, nawet gdyby szkoła kosztowała całą moja pensję to i tak walczyłabym o to żeby moje dziecko uczyło się w normalnych warunkach. Słowo daję, wyprułabym sobie flaki, pracowałabym na dwa etaty bez urlopu żeby moje dziecko nie musiało stykać się z hołotą z blokowiska, być narażone na przmoc, narkomanię etc, a przede wszystkim na pseudo-nauczycieli którzy w szkole pracują za karę, na niedouczone beztlencia których głównym zadaniem jest utrzymać w klasie względną ciszę, którym kompletnie nie zależy na uczniu bo mają ich 40 w klasie. moje dziecko nie może w przyszłości uważać lat spędzonych w podstawówce, gimnazjum i liceum za najgorsze, najnudniejsze i najbardziej bezsensowne lata w życiu. Rozmawiałam ostatnio z kumpelką która posłała córkę do społecznej szkoły na Okopowej w Wa-wie. Dziecko chodzi do teatru, ma zajęcia z fotografii, kręci filmy , pisze opowiadania etc. i to wszystko w szkole. Szkoła budzi w niej zainteresowania, ciekawość świata, rozwija ją. Moja szkoła to była przechowalnia, koszmar. Nie dziwię się rodzicom że stają na rzęsach by ich dzieci miały dobry start w życiu. Życie jest jedno. Ja pierwsze co zrobię to wyjadę z dzieckiem do Anglii żeby tam chodziło do przedszkola i od razu nauczyło się języka w naturalnych warunkach. A potem zobaczymy. Dobry artykuł. To nie jest patologia, to twarda rzeczywistość która oznacza tylko że warto inwestować w wiedzę i to od urodzenia.
      • laaazy_boy Re: Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 00:57
        Twoja wypowiedź jest nie tyle straszna, ile śmieszna i naiwna. Kreśląc czarny
        jak noc obraz szkoły publicznej jak z giertychowskiej reklamówki i
        przeciwstawiając mu szkołę społeczną jako raj dla dzieciaka zapominasz o kilku
        podstawowych kwestiach. Przede wszystkim za wychowanie dziecka, rozwój jego
        zainteresowań, wzbudzanie ciekawości świata i kształtowanie jego światopoglądu
        odpowiada przede wszystkim rodzina, w ramach której rozgrywa się niema cały
        proces socjalizacji pierwotnej. Szkoły spełniają w pierwszym rzędzie funkcję
        edukacyjną, a następnie umożliwienie dziecku funkcjonowanie w zróżnicowanej
        grupie rówieśniczej tak, aby mogło się później odnaleźć w świecie złożonym z
        różnych ludzi, o różnej mentalności, inteligencji, poglądach i statusie
        materialnym. Szkoła społeczna sprawia, że dzieciaki chowane są w dużej mierze
        pod kloszem, a to z kolei nie poszerza światopoglądu, lecz go zawęża.

        Chodziłem do państwowego przedszkola, uczyłem się w publicznej podstawówce,
        liceum i uniwersytecie. Spotkałem na swej drodze różnych ludzi - w tym wielu
        takich, którym życie się wykoleiło, którzy po kilkunastu latach siedzą nadal na
        tej samej ławce. I powiem tobie szczerze - dzięki temu potrafię się dogadać
        zawsze, z każdym i w każdej sytuacji. W przeciwieństwie do części moich
        chowanych pod kloszem znajomych potrafię zrozumieć innych, różnych od nas ludzi.

        Tak naprawdę wszystko zawdzięczam rodzicom, którzy zaszczepili mi pasję do
        książek, którzy zawsze mieli dla mnie czas i traktowali jak partnera. Szczerze
        mówiąc nie wierzę, by szkoła społeczna bez tego wsparcia uczyniła ze mnie
        profesora, wręcz przeciwnie - sądzę, że dzięki społecznej szkole podstawowej o
        słabej reputacji nabyłem umiejętności, które teraz z pożytkiem jestem w stanie
        wykorzystać.
        • jan_dreptak kilka luźnych uwag 18.09.07, 08:33
          bardzo dobrze znana mi nauczycielka pracuje na dwa etaty, w szkole
          państwowej i prywatnej, na pytanie czym różnią się te szkoły, mówi,
          do prywatnej chodzą inne dzieci,

          i to jest podstawowa różnica, do prywatnych/społecznych/katolickich
          szkół chodzą dzieci ludzi, którzy chcą dla swoich dzieci zrobić
          więcej niż średnia

          moje dzieci też chodzą do szkoły niepublicznej, poza tym, że lekcje
          zawsze zaczynają się o 8:00 (w okolicznych państwowych na zmiany),
          że przy wejściu zawsze jest woźna, koło której nie prześliźnie się
          żaden obcy, jest przyzwoite boisko, bez butelek, niedopałków czy
          strzykawek to podstawową zaletą tej szkoły są rodzice, każdego z
          rodziców z przyjemnością mogę zaprosić do własnego domu,

          w czasie różnych szkolnych uroczystości, kiedy szkoła jest pełna
          dzieciaków i ich rodziców nie przypominam sobie żebym widział dresy
          z kreszu, plastikową mamusię, czy przepalonych miłośników extra
          mocnych,

          szkoły niepubliczne dobrze wiedzą na czym polega ten interes, ich
          być albo nie być to wyniki w nauce i bezpieczeństwo dzieci, dlatego
          bez pardonu pozbywają się słabych i niebezpiecznych (ADHD), mogę
          współczuć rodzicom nadpobudliwych dzieci tak długo jak ich dzieci
          nie chodzą do jednej klasy z moimi, w klasie mojej córki był
          przypadek dziecka z ADHD, po pierwszej klasie szkoła miała do wyboru
          pozbyć się jednego łobuziaka albo stracić kilkoro pozostałych, łatwo
          zgadnąć kto musiał zmienić szkołę,

          w rejonowej gdzie chodzi syn znajomych mają podobny problem, z tym,
          że z rejonowej dziecka z rejonu nie można ruszyć, w efekcie syn
          znajomych zaliczył już rękę w gipsie o siniakach nawet nie
          wspominając i szkoła nic nie może zrobić, dzieciak jest z rejonu, ma
          orzeczenie o ADHD, mamusia jest przeszczęśliwa, jedna nauczycielka
          ma 32+1 sztuki pod opieką i tyle

          Statystyka pokazuje, że szkoły niepubliczne mają lepsze wyniki (w wa-
          wie w pierwszej 20 jest tylko kilka szkół państwowych a i to pod
          koniec tabeli), oznacza to, że jakaś część, z reguły zdolniejszych
          dzieci jest poza systemem państwowym, a więc automatycznie średnia
          się dla pozostałych się obniża, Ci którzy przywołują wspomnienia ze
          swojego dzieciństwa niech sobie teraz wyobrażą, że z klasy do której
          chodzili ubyło kilkoro, raczej tych zdolniejszych, dzieci, jaki to
          miałoby wpływ na resztę ??


          • rydzyk_fizyk Zwyczajna segregacja 18.09.07, 09:21
            To nie szkoła dobrze uczy a jedynie wybiera sobie próbę dzieci.
          • tinga1 Re: kilka luźnych uwag 18.09.07, 13:31
            w klasie mojej córki był
            > przypadek dziecka z ADHD, po pierwszej klasie szkoła miała do wyboru
            > pozbyć się jednego łobuziaka albo stracić kilkoro pozostałych, łatwo
            > zgadnąć kto musiał zmienić szkołę"

            Spokojnie, twoja córeczka też sie ciebie pozbędzie, kiedy przestaniesz jej
            pasować do rzeczywistości (będziesz chory, niepełnosprawny, wymagający
            opieki...) ale wtedy się nie dziw. Sam ją tego nauczyłeś.
            Gratulacje.
            • gobi03 nie wygłupiaj się 19.09.07, 15:29
              jeden - dwóch trudnych uczniów plus kilkoro naśladujących,
              do tego rodzice kompletnie niezainteresowani dziećmi,
              bo szkoła przecież MUSI ich "aniołkami" (tylko te
              różki...) się zająć; to wszystko daje w efekcie sytuację
              w której zadaniem normalnych dzieci jest rozcieńczanie
              kłopotu.
              Moja córka w 3 klasie podstawówki dostała za karę
              wielką pracę domową, bo jeden uczeń rozrabiał.
              Wychowawczyni powiedziała dzieciom że mają wpłynąć na niego.
              Ja od dawna wołam o specjalne szkoły dla trudnej młodzieży,
              i nie chodzi mi o tego jednego łobuza z klasy mojej córki
              tylko o świadomość rodziców, co będzie jak zlekceważą
              swoje opiekuńcze obowiązki. Bo być rodzicem, to nie znaczy
              tylko nakarmić i wysłać do szkoły.
              • tinga1 Re: nie wygłupiaj się 19.09.07, 21:55
                Chyba jednak nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Nauczycielka dająca pracę
                wszystkim "za karę" jest po prostu głupia. A takie można spotkać również w
                prywatnych szkołach (vide część postów).
                Mówię o czymś innym - segregacji i usuwaniu nieprzyjemnych widoków od urodzenia.
                To się mści i o dziwo najczęściej na tych, którzy sobie "żyły wypruwali" czyli
                rodzicach.

                Piszesz "ja od dawna wołam o specjalne szkoły dla trudnej młodzieży,
                > i nie chodzi mi o tego jednego łobuza z klasy mojej córki
                > tylko o świadomość rodziców, co będzie jak zlekceważą
                > swoje opiekuńcze obowiązki" czyli co? Za błędy (lub potencjalne błędy jak
                wynika z artykułu) już na wstępie ukarzemy dzieci?

                Po drugie: co to znaczy "trudna młodzież"? To bardzo pojemne pojęcie, do którego
                wszystkich można wrzucić, także tych, którzy są "trudni"
                bo niezależny - w PRL-u już tak robiono. I tylko mi nie pisz, że ich to nie
                będzie dotyczyć, bo o tym, kto jest "trudny" a kto "normalny" decydować będą
                ludzie pokroju tej nauczycielki.

                Zastanawiałeś się, co byś zrobił jak by ci się córka zbuntowała, (pomimo
                pełnych troski rodziców..) i stała się "trudna"?...
                • gobi03 Re: nie wygłupiaj się 20.09.07, 09:17
                  > Mówię o czymś innym - segregacji i usuwaniu nieprzyjemnych
                  > widoków od urodzenia.
                  No właśnie praktyka szkół niepaństwowych to nie jest
                  usuwanie nieprzyjemnych widoków, tylko zapewnianie
                  _swoim_ uczniom sprzyjającej atmosfery wychowawczej.
                  Nie powiem, że mogą im to zagwarantować, ale na pewno
                  dają większe szanse.
                  Dyrektor takiej szkoły nie jest odpowiedzialny za naród,
                  niczym minister jakiś, tylko za szkołę. Ma też mniejsze
                  możliwości.

                  > To się mści i o dziwo najczęściej na tych, którzy sobie
                  > "żyły wypruwali" czyli rodzicach.
                  Wątpię. Tam nie chodzi o to, by wszystkie dzieci były śliczne,
                  zdrowe, mądre i utalentowane, tylko żeby wybrać te najlepiej
                  rokujące na przyszłość.

                  > > tylko o świadomość rodziców, co będzie jak zlekceważą
                  > > swoje opiekuńcze obowiązki"
                  > czyli co? Za błędy (lub potencjalne błędy jak
                  > wynika z artykułu) już na wstępie ukarzemy dzieci?
                  Nieprzyjęcie do wyjątkowej szkoły to nie jest kara.
                  Dlaczego dyrektorzy mieliby przyjmować chętnych
                  "jak leci"? Żeby sprowadzić atmosferę i poziom nauki
                  do średniej krajowej?? To kto wówczas do nich przyjdzie?
                  A nie czujesz przypadkiem, że kiedy piszesz o "ukaraniu
                  dzieci", to masz na myśli prawo każdego dziecka do
                  nauki w bezpiecznych warunkach, w koleżeńskiej atmosferze,
                  bez wyzywania od kujonów przez niedorozwinięte koleżanki,
                  bez bezstresowo wychowywanych kolegów z ADHD, bez
                  przemocy przynoszonej z patologicznych rodzin?
                  W państwowych szkołach to prawo jest martwe, a ty
                  pragniesz je uśmiercić również w niepaństwowych.
                  • tinga1 Re: nie wygłupiaj się 20.09.07, 11:54
                    Wątpisz, że takie postępowanie się mści. A ja nie. Od prawie 10 lat zawodowo
                    zajmuję się opieką nad osobami starszymi i od jakiegoś czasu, mniej więcej 2-3
                    lat w domach opieki pojawia się nowa grupa ludzi, których historie brzmią tak
                    samo(choć przecież każdy twierdzi, że jego historia jest wyjątkowa i
                    niepowtarzalna) - "ja sobie dla nich żyły wypruwałam", "chleb ze smalcem z mężem
                    jedliśmy, żeby mogli na studia pójść" itp. - to rodzice dzisiejszych
                    40-kilkulatków, którzy zaczęli chorować. I choć samo zapewnienie opieki u
                    profesjonalistów nie jest niczym złym, to te "dzieci" mają jedną wspólną cechę -
                    nie odwiedzają swoich rodziców (albo robią to b.b.rzadko)i nie interesują się
                    ich sprawami (a wystarczy przecież zwykły telefon od czasu do czasu). Rodzice
                    zapewnili im "lepszy start" sami fundując sobie "twarde lądowanie".

                    Piszesz, "chodzi o to, by wszystkie dzieci były śliczne,
                    > zdrowe, mądre i utalentowane, tylko żeby wybrać te najlepiej
                    > rokujące na przyszłość."
                    Owe rokowania to wróżenie z fusów. Na szczęście, bo Einstaina wyrzucono ze
                    szkoły ze względu na nadpobudliwość a Agatha Christie w szkole miała duze
                    kłopoty z nauką pisania (sic!). Do szkoły, o której piszesz z pewnością by się
                    nie dostali. I może dobrze... ;-)
                    Pozdrawiam.
                    • gobi03 Re: nie wygłupiaj się 21.09.07, 09:59
                      > Wątpisz, że takie postępowanie się mści. A ja nie. Od prawie 10 lat zawodowo
                      > zajmuję się opieką nad osobami starszymi i od jakiegoś czasu, mniej więcej 2-3
                      > lat w domach opieki pojawia się nowa grupa ludzi, których historie brzmią tak
                      > samo(choć przecież każdy twierdzi, że jego historia jest wyjątkowa i
                      > niepowtarzalna) - "ja sobie dla nich żyły wypruwałam"...
                      To nie jest takie samo postępowanie. "Twoi" rodzice
                      nie uczestniczyli w życiu swoich dzieci, bo sobie żyły ...
                      Nie odwozili na basen, nie malowali sali itp.
                      Skutecznie motywowali do nauki, pracy, a teraz mają
                      dzieci zapracowane ale oddalone emocjonalnie.
                      W jakim sensie był to lepszy start? W sensie osamotnienia?
                      porzucenia emocjonalnego? Ci rodzice realizowali _swoją_
                      wizję wsparcia dla dziecka - FINANSOWEGO. Obecne
                      czterdziestolatki nie chodziły do szkół społecznych,
                      bo takich nie było, co najwyżej do prowadzonych przez
                      zakonnice.

                      > > żeby wybrać te najlepiej
                      > > rokujące na przyszłość."
                      > Owe rokowania to wróżenie z fusów. Na szczęście, bo Einstaina wyrzucono ze
                      > szkoły ze względu na nadpobudliwość a Agatha Christie w szkole miała duze
                      > kłopoty z nauką pisania (sic!). Do szkoły, o której piszesz z pewnością by się
                      > nie dostali.

                      Nie wydaje mi się, żeby dyrekcja szkoły wybiegała aż tak
                      daleko w przyszłość, raczej na ilości absolwentów
                      przyjmowanych na najlepsze uczelnie (do liceów albo
                      gimnazjów - zależnie od stopnia szkoły) się kończy
                      ich troska.
                      A co do Einsteina, to chyba miałby strasznego pecha,
                      gdyby mu przyszło uczyć się z najprawdziwszymi
                      chuliganami z rejonu, tak jak to się obecnie zdarza
                      polskim dzieciom. Nic by się nie dowiedział na lekcjach
                      fizyki, a możliwe że trzymany w szkole z gromadą innych
                      nadpobudliwych albo bezstresowo wychowanych uczniów
                      zszedłby na złą drogę.
                      Tu właśnie widać podwójną szkodę: normalne, spokojne,
                      grzeczne dzieci tracą życiowe szanse z powodu rozbijania
                      lekcji przez nadpobudliwych lub bezstresowych kolegów,
                      a ci nadpobudliwi są pozbawieni _naprawdę_fachowej_
                      opieki, której potrzebują. Wszyscy męczą się razem,
                      włącznie z nauczycielami którzy nie planowali zostać
                      terapeutą, policjantem czy klawiszem, tylko zwyczajnie
                      uczyć i wychowywać dzieci podatne na normalne środki
                      wychowawcze. Tylko że tak jest taniej.
                      • tinga1 Widzę, że się jednak zupełnie nie 21.09.07, 10:49
                        rozumiemy. Nie dopuszczasz myśli, że szkoła prywatna może być zła, a szkoła
                        publiczna dobra. Równianie szkoła publiczna = szkoła dla chuliganów i patologii
                        a nie "normalnych" (a co to za norma?)dzieci, jest już z założenia nieprawdziwe.
                        Ale trudno. Nie przekonam Cię. Przeżyję. I mimo wszystko będę obstawać przy swoim.
                        A co do czterdziestolatków i ich rodziców, grubo się mylisz, myśląc (cokolwiek
                        schematycznie), że wsparcie ograniczali jedynie do finasowego, wszak posyłali
                        dzieci na angielski i francuski, kiedy nie było to takie oczywiste ;-))) - te
                        "dzieci" to nie patologia, to adwokaci, wykładowcy, dyrektorzy (i jeden
                        dziennikarz) ale to już zupełnie inna historia...

                        A Einstaina wyrzucono, bo to ON był łobuzem (dzisiaj nazwalibyśmy go dzieckiem z
                        ADHD) i musiał uczyć się w domu...
                        • gobi03 Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 22.09.07, 18:51
                          > Równianie szkoła publiczna = szkoła dla chuliganów i patologii
                          > a nie "normalnych" (a co to za norma?)dzieci, jest już
                          > z założenia nieprawdziwe.

                          Czasami prawda jest bardziej "rozmyta", procentowa.
                          Jeśli jednak chcesz to rozpatrywać w logice dwuwartościowej,
                          to szkoła publiczna naprawdę jest DLA chuliganów i patologii.
                          Tu nie ma wątpliwości i dziwię ci się, że tego nie widzisz,
                          nie rozumiesz.
                          Normalne dzieci to ci uczniowie, którzy poddają się normalnym
                          działaniom wychowawczym. Takie dzieci, którym wystarczy
                          powiedzieć, żeby czegoś złego nie robiły - i posłuchają.
                          Są takie dzieci! Normalne dziecko wstydzi się gdy dostaje
                          naganę. Normalne dziecko akceptuje koleżanki/ów i nie
                          stosuje wobec nich przemocy. To jest norma, nie patologia.

                          > grubo się mylisz, myśląc (cokolwiek schematycznie),
                          > że wsparcie ograniczali jedynie do finasowego,
                          > wszak posyłali dzieci na angielski i francuski
                          Powtórzę: oni nie uczestniczyli w życiu swoich dzieci,
                          bo sobie żyły wypruwali. Nie uczestniczyli również
                          w życiu szkoły. Takich rodziców nie chce STO i może
                          sobie na to pozwolić.

                          > A Einstaina wyrzucono, bo to ON był łobuzem
                          > (dzisiaj nazwalibyśmy go dzieckiem z
                          > ADHD) i musiał uczyć się w domu...

                          A u nas łobuzy MUSZĄ chodzić do szkoły. Taka różniczka
                          niewielka. Nie muszą się uczyć, bo szkoła i tak ich
                          przepchnie.Mogą łobuzować bo nikt im nic nie zrobi.
                          Cierpią właśnie normalne dzieci, ale też i potencjalni
                          Einstieni, bo mają CHODZIĆ do szkoły, a nie UCZYĆ SIĘ.
                          • tinga1 Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 22.09.07, 22:37
                            Nie mam już siły prowadzić dyskusji, która koniec końców do niczego nie
                            prowadzi. Chcesz posyłać dziecko do prywatnej szkoły - proszę bardzo. Potrzebna
                            Ci do tego ideologia - również uprzejmie proszę. Ale nigdy nie uzyskasz mojej
                            zgody na obrażanie ("szkoła publiczna naprawdę jest DLA chuliganów i patologii")
                            snobizm i dyskryminację, nawet najlepiej zidelogizowaną.

                            p.s. różniczka to nie jest "mała różnica" czy "wyniczek odejmowanka" i mam
                            nadzieję, że szkole twego dziecka tego nauczą...
                            • rs_gazeta_forum Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 23.09.07, 10:19
                              tinga1 napisała:
                              > Nie mam już siły prowadzić dyskusji, która koniec końców do niczego
                              > nie prowadzi. ...

                              Droga tingo, przeczytałem waszą wymianę zdań i przyznam, że gobi znacznie
                              bardziej mnie przekonuje, choć rozumiem Twoje dobre intencje. Być może zbyt
                              emocjonalnie podchodzisz do tych problemów, co wynika z Twoich przykrych
                              obserwacji. Ale jak już gobi napisał, ci, którzy będą zostawiali swoich rodziców
                              nie będą dzieleni wzdłuż linii 'absolwenci prywatnych/państwowych szkół', ale
                              linii 'wychowani przez rodzinę/poza nią'.
                              A różnorodność doświadczeń zapewni także szkoła, w której podczas lekcji jeden
                              nauczyciel nie będzie musiał zajmować się głównie jednym/dwojgiem dzieci. Bo to
                              smutne doświadczenia i ja wolałbym, by moje dziecko nie było na nie narażone
                              PRZEDE WSZYSTKIM.

                              > p.s. różniczka to nie jest "mała różnica" czy "wyniczek
                              > odejmowanka" i mam nadzieję, że szkole twego dziecka tego nauczą...

                              Niestety, obecnie prędzej nauczą tego w szkole prywatnej niż publicznej, gdzie
                              jak czytałem w artykule, jak to szkoły wyższe będą dokształcały uczniów szkół
                              średnich, wszelkie różniczki wyszły z mody i programu nauczania.
                              • critic Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 23.09.07, 13:40
                                > Niestety, obecnie prędzej nauczą tego w szkole prywatnej niż publicznej, gdzie
                                > jak czytałem w artykule, jak to szkoły wyższe będą dokształcały uczniów szkół
                                > średnich, wszelkie różniczki wyszły z mody i programu nauczania."

                                Ciekawe, bo z moich obserwacji wynika, że np. do liceów prywatnych idą te osoby,
                                które w żaden sposób nie były w stanie dostać się do renomowanej szkoły publicznej.
                                A co będzie w sytuacji niżu demograficznego? Płacę więc wymagam i co, tępa
                                dzidzia będzie musiała zdać? Już tak się dzieje... W trakcie studiów miałem
                                okazję mieć praktyki m.in w "renomowanym" rzekomo prywatnym gimnazjum i poziom
                                tam był znacznie niższy niż w gimnazjum samorządowym.

                                "co wynika z Twoich przykrych
                                > obserwacji"
                                czyli co? jak czegoś nie widzę, to problem nie istnieje? Jak z bezrobociem w
                                PRL.. Jak chcesz posyłać dzieci do prywatnej szkoły, to posyłaj. Tylko pamiętaj,
                                że to NICZEGO nie gwarantuje.

                                A swoją drogą symptomatyczna jest ta ucieczka - nie będę się męczył i naprawiał
                                szkoły już istniejącej - zwieję.


                                • rs_gazeta_forum Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 23.09.07, 16:17
                                  Mylisz dwa zupełnie różne zagadnienia - dostępność różniczek w szkołach
                                  publicznej/niepublicznej i rekrutację do tych szkół.
                                  Odłóżmy na bok doświadczenia osobiste i popatrzmy na wspomniane gdzieś wyżej
                                  wyniki egzaminów w szkołach podstawowych w Warszawie, gdzie szkoły prywatne
                                  górowały nad państwowymi. To jest dość obiektywny wyznacznik wyższego poziomu w
                                  szkołach prywatnych, o przyczyny mniejsza.
                                  Załóżmy, że w szkołach średnich jest inaczej, nie jest jednak jasne, jak
                                  sytuacja będzie wyglądała w niedalekiej nawet przyszłości. Ludzi zamożnych jest
                                  coraz więcej i sytuacja, że pewna grupa szkół państwowych ściąga najzdolniejszą
                                  młodzież bez specjalnych danych ku temu jeśli chodzi o kadrę i zaplecze, może
                                  się szybko zmienić, w końcu rodzice osób od małego kształconych w szkołach
                                  prywatnych nie pożałują pieniędzy i na szkołę średnią. A "starzy" nauczyciele
                                  się wykruszają też i w tych 'lepszych' szkołach średnich, a kto nie wolałby
                                  pójść pracować za powiedzmy półtora/dwa razy większe pieniądze do szkoły, gdzie
                                  podejrzany o narkomanię uczeń wylatuje szybciej niż ze szkoły państwowej, a na
                                  przerwie można bezpiecznie przejść korytarzem bez wszechobecnych kamer.
                                  A co do samych różniczek, to oczywiście uczeń szkoły państwowej za dodatkowe
                                  pieniądze jakąś szansę na ich poznanie będzie miał, choć nie ma ich w programie
                                  ministerialnym, natomiast w szkole prywatnej rodzice tych dzieci, które kończą
                                  prywatne szkoły podstawowe na pewno zadbają o ich umieszczenie w programie dla
                                  zainteresowanych.

                                  Co do ucieczek i naprawiania - nie jest żadną ucieczką szukanie dla siebie
                                  miejsca na ziemi, które jest lepsze od obecnego, szczególnie, kiedy to nowe
                                  miejce sami tworzymy.
                                  Naprawiać zaś szkołę państwową mogę tylko uczestnicząc w wyborach i oddając głos
                                  na partię, która ma jakiś sensowny program oświatowy.
                                  W chwili obecnej żadna partia nie ma takiego programu, jest on tworzony ad hoc
                                  pod bieżące potrzeby polityczne przez bieżących, przypadkowych, ministrów. Więc
                                  nie ma co o tym rozmawiać.
                                  • critic Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 23.09.07, 21:11
                                    Czyżbym trafił w czułe miejsce?... Bo widzę, że zabolało.
                                    • rs_gazeta_forum Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 24.09.07, 00:51
                                      ???????
                            • gobi03 Re: Widzę, że się jednak zupełnie nie 25.09.07, 17:03
                              > ... nigdy nie uzyskasz mojej zgody na obrażanie ("szkoła
                              > publiczna naprawdę jest DLA chuliganów i patologii")
                              Tak po prostu jest, ponieważ szkoła ma obowiązek przyjąć
                              każdego ucznia z rejonu. Co więcej, państwowe instytucje
                              kładą największy nacisk na zmuszenie nieletnich do uczęszczania
                              do szkoły. Jeśli dany osobnik MUSI chodzić do szkoły,
                              to musi chodzić do państwowej, bo w innych go nie chcą.
                              Państwowa szkoła jest obowiązkową i jedynie osiągalną szkołą
                              dla chuliganerii.

                              > snobizm i dyskryminację
                              ??

                              > p.s. różniczka to nie jest "mała różnica" czy "wyniczek odejmowanka" i mam
                              > nadzieję, że szkole twego dziecka tego nauczą...

                              Mnie nauczyli (w państwowej), że Post Scriptum to się pisze
                              po podpisie, bo inaczej nie ma sensu. A odnośnie różniczki
                              to opinie są podzielone, bo mój profesor (na państwowej
                              uczelni) nie życzył sobie słyszeć o różniczce,
                              tylko o funkcji pochodnej albo o różniczkowalności funkcji.

                              Zobacz pomieszanie znaczeń tego pojęcia:
                              www.if.pw.edu.pl/~pluta/pl/dyd/am/am2/matma/pochodna/pochodna.HTM
                              "może mieć dowolną wartość dodatnią lub ujemną"
          • glupiepseudo Re: kilka luźnych uwag 19.09.07, 10:37
            1.Bez przesady z butelkami i strzykawkami.To demonizowanie.
            2.Nauczucielka pracująca na 2 etaty chyba bywa na lekcjach nieco
            przemęczona/mniej efetkywna/?
            3.Może i dziecko nie spotka w dorosłym życiu ludzi z ADHD,ale narwanych na
            pewno.Musi nauczyć sobie z nimi radzić,a najlepiej pomagać im sobie z sobą
            radzić.Pan chyba raczej za gettami dla dzieci problemowych.Tylko prosze
            pamiętać,że pańska kasa nie chroni przed urodzeniem się panu dziecka z tym
            problemem.I co?Odda pan gó..arza do bidula?
          • ally Re: kilka luźnych uwag 19.09.07, 15:16
            > chodzili ubyło kilkoro, raczej tych zdolniejszych, dzieci, jaki to
            > miałoby wpływ na resztę ??
            >
            nie zdolniejszych, a posiadających rodziców dbających o ich edukację. nie myl
            pojęć.
          • s.wioletta Re: kilka luźnych uwag 19.09.07, 17:34
            jan_dreptak napisał:


            > moje dzieci też chodzą do szkoły niepublicznej, poza tym, że
            lekcje
            > zawsze zaczynają się o 8:00 (w okolicznych państwowych na zmiany),
            > że przy wejściu zawsze jest woźna, koło której nie prześliźnie się
            > żaden obcy, jest przyzwoite boisko, bez butelek, niedopałków czy
            > strzykawek to podstawową zaletą tej szkoły są rodzice, każdego z
            > rodziców z przyjemnością mogę zaprosić do własnego domu,


            paczpan, a ja takie same luksusy mam w panstwowej szkole.
            >
            > w czasie różnych szkolnych uroczystości, kiedy szkoła jest pełna
            > dzieciaków i ich rodziców nie przypominam sobie żebym widział
            dresy
            > z kreszu, plastikową mamusię, czy przepalonych miłośników extra
            > mocnych,

            a tez jakos nie zauwazylam

            A z tymi dziecmi z ADHD to demonizujesz maksymalnie.
            Czesto jest tak, ze pozostale dzieci celowo prowokuja to
            nadpobudliwe.
            Poza tym gratuluje empatii.

            p.s. moje dzieci nie maja ADHD - to tak, co by nie bylo podejrzen o
            stronniczosc.

            Wioletta.
          • magda_lena11 Re: kilka luźnych uwag 20.09.07, 15:52
            To czy szkoła jest dobra czy nie nie zależy tylko od jej statusu:
            prywatna czy publiczna. To zapewne truizm, ale bywają bardzo dobre
            publiczne i bardzo złe prywatne, zależnie od kryterium oceny.
            jan_dreptak wymienia super zalety "swojej" szkoły, no cóż - mogę
            powiedzieć, że podstawówka publiczna, którą skończyła w ubiegłym
            roku moja córka miała te wszystkie wymienione zalety również. A może
            nawet więcej: boisko było nie tylko "przyzwoite", ale super
            nowoczesne, z tartanową bieżnią, dwie sale gimnastyczne, trzy
            świetlice czynne do 17 ze sporą ofertą zajęć pozalekcyjnych, szatnie
            z osobistymi szafkami na kluczyk, całkowicie oddzielone klasy I-II
            od starszych (osobne wejście, szatnie, korytarz) i naprawdę fajnych
            nauczycieli. A w kibelkach - pojemniki z jednorazowymi nakładkami na
            sedes, serio:). A teraz moja córka uczy się w prestiżowym,
            dwujęzycznym gimnazjum, do którego dostała się mimo ponad 4 osób na
            miejsce i w jej klasie nie ma ANI JEDNEJ osoby po prywatnej
            podstawówce, choć wiem, że sporo takich osób zdawało egzamin. Mam
            więc bardzo dobre doświadczenia w publicznymi szkołami i do tej
            samej szkoły wyślę młodszą córkę za rok. A żeby nie było
            nieporozumień - stać nas na szkołę niepubliczną, ale nie widze
            powodu, aby płacic za coś, co mogę mieć za darmo (za podatki:).
      • hurdygurdy Re: Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 08:37
        Cóż za piękna klisza oparta na niskim poczuciu własnej wartości i przestarzałych
        stereotypach! Ja chodziłem do prywatnej podstawówki i mimo wielu zalet (mało
        osób w klasie, zajęcia pozalekcyjne, zmniejszenie - bo nie brak! - patologii)
        wspominam ją raczej jako nudny czas. Za to duże, publiczne liceum w mieście - to
        były najlepsze lata. A 28 osób w klasie - super, bo zawsze było z kim pogadać.
        No i kadra, która doprowadziła mnie do sukcesów w olimpiadzie przedmiotowej (na
        dodatek z przedmiotu, z którym nie wiązałem swojej przyszłości, a jedynie się
        nim amatorsko interesowałem). Później studia na dużej państwowej uczelni
        (dzisiaj wybrałbym ją drugi raz bez wahania), dzięki którym rok po dyplomie
        zarabiam tyle, ile niektórzy po dziesięciu latach bez zarywania nocy i stąpania
        po trupach.
      • sabinka707 Re: Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 12:40
        "Słowo daję, wyprułabym sobie flaki, pracowałabym na dwa etaty bez
        urlopu żeby moje dziecko nie musiało stykać się z hołotą z
        blokowiska, być narażone na przmoc, narkomanię etc"
        Współczuje bardzo Twemu dziecku. Ma największe szanse na narkomanię,
        alkoholizm i wykolejenie. Dla dziecka najważniejszy jest kontakt z
        rodzicami a nie super szkoła. Gdy będziesz harować na 2 etaty,
        dzieciaka oglądać 5 min. dziennie, to raczej go nie wychowasz -
        szkoła to nie miejsce do podrzucania dzieci. Dziecko zajmie się sobą
        samo - poszuka towarzystwa, które okaze mu zainteresowanie - ale
        jakie to będzie towarzystwo - ty jako rodzic nie będziesz miała
        pojęcia, bo Twoje dziecko będzie w kontaktach z Tobą emocjonalnym
        kaleką.
      • gobi03 Re: Szkoła wybiera rodziców 19.09.07, 15:17
        > gdyby szkoła kosztowała całą moja pensję to i tak
        > walczyłabym o to żeby moje dziecko uczyło się w normalnych
        > warunkach. Słowo daję, wyprułabym sobie flaki,...
        > żeby moje dziecko nie musiało stykać się z hołotą z blokowiska,
        > być narażone na przmoc, narkomanię etc, a przede wszystkim ...

        Niestety, w Anglii raczej innego środowiska twoje dziecko
        nie spotka, tylko biedniejsze dzieci, których rodzice nie
        są zainteresowani szkołą. Rozmawiałem niedawno z koleżanką
        która była w angielskiej szkole na wywiadówce. Ocenia tak:
        urzędowy optymizm dyrekcji i wychowawczyni, kompletny brak
        zainteresowania rozplotkowanych matek.
        Język oczywiście jest angielski, ale w wersji
        jamajsko-turecko-kokneyskiej. Wątpię byś dała radę
        zapisać swoje dzieci do szkoły płatnej w Anglii,
        chociaż oczywiście czemu nie...
        No i kwestia angielskich nauczycieli, a raczej poziomu
        nauczania też nie jest szczególnie optymistyczna.
        Ale mundurki ładne i niedrogie.
    • goorca Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 10:03
      koleżanka ze studiów skończyła społeczną podstawówkę wraz z
      progeniturą wrocławskiej tzw. śmietanki (dzieci właścicieli wielkich
      firm, znanych lekarzy, etc.). opowieści o tym jakie narkotyki
      zażywano na domowych imprezach albo klasowych wyjazdach mrożą krew w
      żyłach. pieniądze były, rodzice z pozycją, nazwiska, kwestionariusze
      wypełnione bez zarzutu...
      pozdrawiam
      • ms.messy Re: Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 12:22
        Zgadzam sie z toba goorca, w Lublinie jest identyczna sytuacja.
        Wiekszosc ludzi z prywatnych szkol, ktorych mialam watpliwa
        przyjemnosc spotkac, to rozpuszczone bachory, ktore sa nie tylko
        niedouczone, ale i niewychowane, bo wiedza ze za kase dostana
        wszystko. nie znam nikogo, kto ma jakies edukacyjne ambicje i
        wybiera szkole prywatna. W takich szkolach obowiazuje zasada placisz-
        zdajesz i nikt nie stawia dzieciom takich wymagan jak w dobrych
        szkolach publicznych. A inna kwestia jest to, ze gdyby rowniez w
        szkolach publicznych wymagac takiego zaangazowania rodzicow w zycie
        szkoly jak w prywatnych, to na pewno duzo rzeczy tam poprawiloby
        sie. to nie tylko ludzie z klasy nizszej olewaja swoje obowiazki
        jako rodzice i nie chodza na wywiadowki.
        W mojej panstwowej podstawowce w zadnej klasie nie bylo wiecej jak
        22 dzieci, w liceum w klasie co prawda 36, ale za to byli to
        swietni, inteligentni ludzie o tysiacu zainteresowan, ktorych ze
        swieca szukac w szkolach prywatnych.
    • irish.whiskey Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 15:13
      jako wychowana na warszawskim blokowisku absolwentka państwowej podstawówki,
      państwowego liceum oraz dziennych studiów na Unwersytecie Warszawskim z dyplomem
      magistra na 5, oczywiście zgadzam się z tą grupą, która uważa opisane w artykule
      historie raczej za śmieszno-straszne.
      to, co mnie przeraziło w niektórych wypowiedziach (pani rosomak i tego pana,
      który uważa, że decyzja o wyrzuceniu chłopca z ADHD była słuszna) to myśl, że są
      ludzie, którzy z premedytacją wpajają swoim dzieciom, że te są lepsze od innych
      - upośledzonych, hołoty z blokowisk... smutne.
      ale nie będę się na ten temat rozpisywać, bo już parę osób wyżej napisało to, co
      ja też uważam.
      mam tylko jedną uwagę do pani rosomak:
      rozbawiła mnie do łez Twoja koncepcja wyjechania do UK, żeby tam poslać dziecko
      do "normalnego" przedszkola. kobieto, Ty tam w ogóle kiedyś byłaś, dłużej niż na
      wycieczce "Londyn w 2 dni" albo "Piękno szkockich zamków"?
      mój facet jest Brytyjczykiem w pierwszym pokoleniu - urodzonym w Londynie
      dzieckiem emigrantów. mój bliski kuzyn jest obywatelem francuskim - dzieckiem
      polskich rodziców. akurat tak się składa, że jeden jest absolwentem astrofizyki
      na Uniwersytecie w Manchester, a drugi inżynierem po jednej z najlepszych
      technicznych uczelni we Francji, żaden też nie jest menelem, narkomanem, ani
      przedstawicielem hołoty, chociaż obydwaj chodzili do podrzędnych podstawówek i
      jako mali chłopcy wychowywali się w londyńskich i paryskich blokowiskach, nie
      raz i nie dwa zostali napadnięciu przez okoliczną młodzież blokową, a za
      sąsiadów mieli na przykład (to akurat kuzyn w Paryżu) ubogą, muzułmańską
      rodzinę, która rytualnie zarzynała barana na klatce schodowej.
      czyli dzieciństwo spędzili dokładnie w takich warunkach, w jakich żyje
      dziewięćdziesiąt parę procent dzieci emigrantów.
      good luck.
      • irish.whiskey Re: Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 15:16
        "dzieci IMIGRANTÓW" miało być, przepraszam
      • pani_rosomak Re: Szkoła wybiera rodziców 19.09.07, 00:59
        OOps, zostałam nieźle zjechana! Pozwól że się wytłumaczę: po pierwsze w Anglii a konkretnie w Oxfordzie mieszkałam prawie 2 lata w czasach kiedy o wizę było trudno i chciałabym pojechać tam z dzieckiem nie dla tego że tam są lepsze przedszkola czy szkoły ale po to żeby nauczyło się angielskiego jak najwcześnie, w naturalny sposób. W warunkach domowych to niemożliwe, albo przynajmniej bardzo trudne. Cóż w tym złego że chciałam oszczędzić memu dziecku kłopotów skoro mnie samej nauczenie się języka w stopniu profesjonalnym zajęło parę lat. Szkoda czasu.
        Po wtóre nauka tolerancji i różnorodności świata nie oznacza wcale że moje dziecko od podstawówki ma się stykać ze środowiskiem kryminogennym. Wszyscy wiemy że są na świecie menele i narkomani ale jakoś nie koniecznie mamy ochotę obalać z nimi jabole na ławce, nawet gdyby okazali się szlachenymi i wartościowymi ludźmi jak filmowy Edi. Wszyscy tu głosicie szlachetne idee równości ale prawda jest taka że jeden jeździ volvem a drugi ma dziurawe buty, tak jest skonstruowany świat. Godzina pracy może być warta 5zł albo 500zł a to przecież ta sama godzina z naszego krótkiego skończonego życia. Mamy jedno życie i warto je spędzić sensownie i przyjemnie, a nie rozpaczliwie walcząc o byt, warto od początku inwestować w wiedzę po to żeby potem nie stać na zmywaku za parę groszy. Dając dzieciom najlepszy możliwy start dajemy im szansę na lepsze zycie- oczywiście co z tą szansą zrobią to już ich sprawa. Rolą rodziców jest akceptować dziecko nawet gdy tej szansy nie wykrzysta, a zaręczam wam że to wcale nie jest łatwe. Kiedy mówiłam o dwóch etatach, mówiłam trochę metaforycznie- nie chodziło o pracę KOSZTEM czasu dawanego dziecku, ale o to że żaden wysiłek nie jest za duży jeśli w grę wchodzi dobro dziecka. Wcale nie wykluczam że istnieją dobre państwowe podstawówki w których pracują prawdziwi nauczyciele. Pewnie są. Ja akurat trafiłam na ograniczone sfrustrowane stare baby które niczego mnie nie nauczyły bo same niewiele umiały. Może poprostu nie miałam szczęścia. uraz pozostał. Na własnej skórze doświadczyłam różnicy między renomowanym warszawskim liceum państwowym które mnie zgnoiło do cna, doprowadziło niemal na skraj narkomanii, zniechęciło tak ,że pewnego grudniowego dnia powiedziałam rodzicom ze moja noga tam więcej nie postanie- i słowa dotrzymałam- a prywatnym liceum sióstr zakonnych które wspominam jako oazę normalności i spokoju. Wcale nie twierdzę że ta szkoła wspinała się na wyżyny intelektualne. Ani uczennice ani nauczyciele nie byli orłmi, ale miałam 15 osób w klasie maturalnej, a nauczyciele byli tam po to żeby nas NAUCZYĆ a nie zgnoić. Zależało im na każdej uczennicy, którą znali z imienia. Ta szkoła była miejscem przyjaznym do którego chciałam przychodzić. chciałabym zeby moje dziecko w ten sposób kiedyś wspominało swoją szkołę. Chyba nie pragnę zbyt wiele?
        • opornik4 Re: Sprywatyzowac szkolnictwo. 19.09.07, 04:21
          W 100% zgadzam sie z -rosomak-
          Postuluje wprowadzenie w pelni prywatnych szkol.
          Moze beda ofiary - ale przy obecnym rozwiazaniu przez kilkadziesiat
          lat, kryzysu nie rozwiazemy.
          Skonczy sie kasting na rodzicow - pozostana mozliwosci platnicze
          tychze.
          Zdolnym lub szczegolnie pracowitym uczniom,mozna przyznac stypedium.
          Powyzsze nie tylko zmotywuje rodzicow,zdyscyplinuje takze dzieci.
          Czas skonczyc z socjalistyczna utopia.
          Kto powiedzial,iz 90% spoleczenstwa ma byc wyksztalconym?
          Powstale elity,beda mogly zapewnic lepszy byt swoim obywatelom
          - zarazem podniesc range kraju na arenie swiatowej.
          Najwyzszy czas,uswiadomic niektorym,iz tamten czas tak dzis z
          sentymentem wspominany minal bezpowrotnie.

          • dyrman Re: Sprywatyzowac szkolnictwo. 19.09.07, 22:50
            opornik4 napisała:
            "Kto powiedzial,iz 90% spoleczenstwa ma byc wyksztalconym?"

            A kto powiedział, że tylko bogaci mają być wykształceni?

            "Powstale elity,beda mogly zapewnic lepszy byt swoim obywatelom
            > - zarazem podniesc range kraju na arenie swiatowej."

            Nie chcę takich elit i takiego kraju, w którym kształcić mogą się wszyscy bogaci
            i tylko bardzo zdeterminowani biedni. Co to za elita, która gardzi tymi, którzy
            mieli w życiu nieszczęście urodzić się w niezamożnej rodzinie.

            W artykule podano, że prywatne podstawówki i gimnazja mają lepsze wyniki w
            egzaminach końcowych. Nie zapominajmy, że podawane w rankingach wyniki to
            średnie, a jak wiadomo średnia bardzo zależy od wyboru próby.
            • dyrman Re: Sprywatyzowac szkolnictwo. 19.09.07, 22:56
              Dodam jeszcze, że w rankingach warszawskich liceów w czołówce przeważają licea
              publiczne, gdzie zdecydowanie więcej jest olimpijczyków. Zatem teza o "złych"
              nauczycielach szkół publicznych, którzy nie potrafią rozbudzić w uczniach
              zamiłowania do swojego przedmiotu, niekoniecznie jest prawdziwa.

              Nie mam nic do szkół prywatnych, ale nie posłałabym tam swojego dziecka, bo w
              najbliższej publicznej podstawówce mam takie same luksusy za darmo, a dodatkowo
              jest tam bieżnia i boisko piłkarskie ze sztuczną murawą. Te szare tysiąclatki
              naprawdę odchodzą w niepamięć. Pozdrawiam:)
            • opornik4 Re: Sprywatyzowac szkolnictwo. 20.09.07, 03:33
              Nie napisalam,ze elity beda gardzic tymi,ktorzy mieli w zyciu
              nieszczescie urodzic sie w niezamoznej rodzinie.
              Moim zdaniem,tylko prywatyzacja moze zdopingowac ludzi do checi
              zdobywania wiedzy.
              Na ogol nie szanuje sie tego co latwo przychodzi.
              Poza tym ,dlaczego cale spoleczenstwo ma ponosic koszty ksztalcenia:
              dzieci patologicznych rodzin,ktore wszystko olewaja ;
              malolatow,ktorym w glowie tylko zabawa;
              notorycznych zadymiarzy?
              Zobacz:Spowiedz nauczycielki i komentarze do artykulu.
              Ponadto,jezeli zostanie drastycznie ograniczona liczba absolwentow
              Wyzszych Uczelnii - zarobki dla nich wzrosna i nie beda musieli
              szukac "szczescia" zagranica.
              Natomiast ceny na uslugi spadna,"fizycznych" nie powinno wtedy
              zabraknac.
    • hanslipke Szkoła wybiera rodziców 18.09.07, 17:28
      biedne dzieci durni rodzice
    • glupiepseudo Szkoła wybiera rodziców 19.09.07, 10:25
      Jedna rzecz mnie uderzyła w relacjach matek,starających się zapisać dzieci do
      tych szkół.Mianowicie-kryteria wyboru.Dlaczego nie rzuca się rodzicom w oczy,że
      "egzaminowanie" dzieci nawet nie w wieku zerówkowym i wymaganie znajomości
      znaków matematycznych?!Taka szkoła będzie jedną wielką tresurą w wyścigu
      szczurów.Mam 2 dzieci,żadnego bym tam nie posłała.Nie ze względu na warunki
      przyjęcia,ze wzgl.na ich dzieciństwo.Będą się uczyć życia w prawdziwym
      środowisku,takim,w jakim się potem żyje.Z jego przeciwnościami i z przyjemnościami.
    • grazka58 Szkoła wybiera rodziców 19.09.07, 10:44
      Mieszkam w Warszawie. Moje dzieci skończyły społeczną podstawówkę,
      potem syn publiczne gimnazjum i mam porównanie. Szkoły społeczne
      były ok. Powodem wysłania tam dzieci nie był nadmiar pieniędzy, ale
      konieczność. Nie mogłam sobie wyobrazić swoich dzieci z kluczami na
      szyji. Szkoła STO ofiarowała zajęcia dodatkowe i sensowną opiekę do
      17. Myślę, że społeczna podstawówka i gimnazjum to dobry wybór. Małe
      dzieci nie muszą spotykać się z nieudolnością nauczycieli w stosunku
      do trudnych rówieśników. W liceum trafiają na ludzi o podobnym
      stosunku do świata . Tak jest z mimi dziećmi. My zaszczepiliśmy im
      chęć poznawania świata, czytania książek, a szkoła tego nie zepsuła.
      Napisałam, że mieszkam w Warszawie, bo nie miałam większych kłoptów
      z zapisaniem dzieci do dobrej społecznej podstawówki. Ważnym
      kryterium wyboru była odległość od domu, a potem dopiero opinia.
      Każdy powinien mieć możliwość wyboru szkoły, ale nie jest prawdą, że
      w szkołach społeczych są mamisynkowie i córeczki.
    • kennedysdeath Szkoła wybiera rodziców 19.09.07, 13:54
      do pani rosomak: to ze ktos mieszka w blokowisku nie znaczy ze jest gorszy
    • kennedysdeath Szkoła wybiera rodziców 19.09.07, 13:58
      btw chodzilam do panstwowych szkol
      i jakos nie mialam stycznosci z narkotykami i przemoca
      mysle ze w spolecznej szkole za ktora rodzice placa ciezka kase spotkasz wiecej
      cpajacych dzieciakow niz gdzie indziej
      wlasnie dlatego ze maja wiecej kasy
    • marcel_tutejszy A ja troche z innej beczki.... 19.09.07, 14:48
      Moje dziecko chodzi do spolecznej w Warszawie i powody dla ktorych
      taka szkole wybralismy byly czysto praktyczne:
      a) dopiero co sie przeprowadzilismy do innego miasta i bez meldunku
      nie chcialo nam sie chodzic-prosic w publicznych o przyjecie dziecka
      spoza rejonu
      b) lekcje w szkole odbywaja sie zawsze w tych samych godzinach,
      przez co mozna sobie ulozyc caly tydzien i pracodawca nie patrzy
      spode lba ze codziennie przychodze o innej porze,
      c) po lekcjach sa zajecia dodatkowe, przez co dziecko sie nie nudzi,
      a my z zona mozemy spokojnie popracowac te 8h dziennie,
      d) szkola jest niedaleko,
      e) angielski jest 5h w tygodniu, a nie 2 jak w podstawowce,
      f) nie ma mundurkow Giertycha,
      g) religia co prawda jest, ale sa tez zajecia z etyki i
      filozofowania, ktore otwieraja czlowieka na swiat i ludzi.
      I tyle.

      I okazalo sie, ze znalezlismy miejsce dla dziecka w szkole na 3 m-ce
      przed rozpoczeciem roku szkolnego. Nie bylo zadnych testow,
      sprawdzianow, rozmow kwaliwikacyjnych.

      Dla mnie artykul jest ciekawy, ale jest tez tendencyjny. Pewnie sa
      tacy rodzice, co placza, jak dziecko nie dostanie sie do upragnionej
      (upragnionej przez nich, a nie przez dziecko) szkoly. Tylko wydaje
      mi sie, ze ten artykul byl pisany pod z gory upatrzona teze, przez
      co caly spor na forum jest wypaczony. Bo trudno nie nabrac
      obrzydzenia do rozkapryszonych bogaczy, wywyzszajacych siebie i
      dzieci nadetych bufonow ukazanych tutaj, tylko po co?
      Ten artykul tylko utwierdza stereotypy, ze prywatne to szkoly dla
      elitarnych bufonow, a publiczne - dla dresiarstwa. A przeciez
      wszedzie sa ludzie ze sloma w butach. Jak ktos jest chamem, to nim
      bedzie niezaleznie od rocznego przychodu.
      • jan_dreptak Re: A ja troche z innej beczki.... 19.09.07, 20:35
        spora część dyskutantów przytacza całkiem, moim zdaniem, chybiony
        argument: bo ja sam chodziłem do państwowej szkoły i było OK,
        wszyscy chodziliśmy do państwowych szkół i kończyliśmy państwowe
        uczelnie z tej prostej przyczyny, że innych nie było, a teraz są i
        jest wybór,

        wszystkich miłośników szkół państwowych grzecznie pytam kiedy np.
        leczyli zęby w państwowego stomatologa ???? podobno są tacy, to
        znaczy jak sobie trzeba wstawić plombkę to lecimy płacimy i jest OK
        ale jak trzeba potrząsnąć sakiewką i przysponsorować własnemu !!!!!
        dziecku edukację to niepubliczne szkoły są be, a rodzice , którzy
        tam posyłają dzieci to oszołomy

        • tinga1 Re: A ja troche z innej beczki.... 19.09.07, 22:24
          Trochę mylisz, moim zdaniem, pojęcia; z prywatnej służby zdrowia korzysta się
          najczęściej bo tak jest szybciej a sprawa nagląca, niekoniecznie bo jest lepiej
          (bo tu zależy od fachowości lekarza, plomba z prywatnego gabinetu też potrafi
          wypaść, a lekarz postawić błędną diagnozę). Ja, nawiasem mówiąc, z prywatnego
          stomatologa korzystałam ostatnio 3 lata temu (zadowolenie z usługi takie sobie),
          bo mam dobrego z NFZ (jak czegoś nie refundują to po prostu dopłacam). A
          prywatnie chadzam jedynie do okulisty, bo kobieta do której chodzę od lat od
          jakiegoś czasu przyjmuje tylko prywatnie. Życie.
      • tinga1 Amen. 19.09.07, 22:14
        w poście powyżej wszystko na temat.
    • szatanskipomiot Szkoła wybiera rodziców 21.09.07, 23:57
      Wymaganie od kandydatow do zerowki plynnego czytania, pisania i
      podstaw matematyki to chyba przesada. Skoro juz to wszystko umieja
      to po co im szkola podstawowa?... od razu na studia;)
      Egzaminy wstepne do postawowki maja sens tylko w przypadku szkol
      profilowanych np. muzycznych czy baletowych gdzie sprawdza sie
      specyficzne PREDYSPOZYCJE dziecka a nie juz nabyte umiejetnosci.
      Jezeli chodzi o szkoly prywatne to nie zawsze sa one tak wspaniale.
      Znam nauczycielke angielskiego w prywatnym liceum, ktora twierdzi,ze
      najwiekszym problemem sa niektorzy rodzice umacniajacy swoje dzieci
      w przekonaniu, ze skoro placa to nikt nie ma prawa im postawic
      jedynki nawet jesli ich jedynym zajeciem na lekcjii jest malowanie
      paznokci, zabawa komorka itp.
      Sa dobre szkoly publiczne i prywatne i nie nalezy popadac w
      paranoje.
    • odnowiona wybieram lepszą opcję, mam się tego wstydzić? 22.09.07, 10:12
      artykuł jednak dośc tendencyjny.
      mój syn chodzi do STO w Warszawie. jestem bardzo zadowolona z wyboru. egzamin
      był, ale dzieciakom mówiło się, że to spotkanie integracyjne.

      kilka luźnych uwag w odpowiedzi na komentarze...

      - dziecko z rzeczywstiym ADHD powinno mieć swojego opiekuna w klasie, bo inaczej
      jest niebezpieczne dla siebie i dla innych dzieci. w naszej szkole nie
      przewiduje się klas z dwoma nauczycielami, dlatego dzieci ze zdiagnozowanym ADHD
      się raczej nie przyjmuje (co nie znaczy, że nie ma dzieci ruchliwych czy też
      ciekawych świata).

      - w szkołach społecznych tworzy się bardzo fajne środowisko. rzeczywiście mozna
      każdego do domu zaprosić, można się zaprzyjaxnić.
      rodzice są aktywni, zależy im na kontakcie z dziećmi, zależy im nie tylko na
      rozwoju intelektualnym, ale również emocjonalnym. w szkołach państwowych jest
      statystcyznie więcej dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.

      - dlaczego uważacie, że wartością jest sprawiedliwość społeczna? Dlaczego dzieci
      z rodzin dysfunckyjncyh muszą koniecznie bawić się z naszymi dziećmi? Ja nie
      odczuwam potrzeby bratnia się z ludźmi z nie mojego świata, dlaczego miałabym
      koneicznie to narzucać swojemu dziecku?

      - są złe szkoły społeczne i dobre szkoły państwowe - ja akruat nie miałam żadnej
      sensownej publicznej w okolicy.

      - decyzję o społecznej podjęłam głównie dlatego, że nie chciałam, żeby mój syn
      siedział przez wiele godzin w świetlicy (szkoły publicznej), w której zajęcia są
      zazwyczaj malo urozmaicone. w szkole społecznej jest wybór zajęć pozalekcyjnych
      i są fajne młode panie świetliczanki, które mają sto pomysłów na godzinę. (to
      się również zdarza w państwowych, ale akurat ja nie trafiłam)

      - to, że sama przeszłam przez naukę w szkołach państwowych nie oznacza, że teraz
      jest to również dobra decyzja. Kiedyś wybierało się między lepszą a gorszą
      pńąstwową podstawówką. teraz wybiera się między szkołą płatną i bezpłatną. (choć
      i tu przecież nie ma reguły).

      - szkoła prywatna i szkoła społeczna to nie to samo. pierwsza ma właściciela i
      jest nastawiona na zysk. druga jest umową społeczną między rodzicami, którzy nią
      zarządzają. w pierwszej właściciel chce wiedzieć, że rodzice będą wypłacalni i
      nie bedą przeszkadzać mu w realizacji biznesu. w drugiej zarząd chce być pewien,
      że rodzice wpasują się w społeczności i będą mieli czas na zaangażowanie się w
      zycie szkoły.

      - last but not least. uważam osobiście, że inwestycja w niepubliczną edukację na
      początku drogi zwróci mi się za parę lat, gdy mój syn wybierze sobie państwowe
      liceum i dostanie się do niego bez większych problemów. wpierw edukacja
      niepubliczna, żeby liceum kończyć państwowe (bo lepsze) i dostać się na
      uniwerek, polibudę czy też SGH. wolę tak niż na odwrót.
      No ale to już będą wybory mojego syna, a nie moje. Na razie mnie stać na
      edukację płatną, więc wybieram lepszą opcję. Dlaczego miałabym się tego wstydzić?
    • rs_gazeta_forum Szkoła wybiera rodziców ??? Beznadzieja 23.09.07, 10:05
      Opisana tu sytuacja to efekt zwykłego przecież nienadążania podaży za popytem, a
      w końcu rodzice mogą - zamiast drżeć przez 7 lat po urodzinach dziecka o jego
      przyjęcie do istniejącej szkoły - wcześniej zainwestować w nową szkołę, która
      będzie kształcić i ich, i inne dzieci.
      W dodatku są to sytuacje zależne raczej od miejscowości, bo jak tu czytałem w
      komentarzach, w Warszawie takie problemy nie występują.
      A problemem nie jest podział na szkoły prywatne/publiczne, ale niektóre
      systemowe rozwiązania, do których te ostatnie są zmuszane.
      Jak pisał któryś z publicystów z rok-dwa temu, nie trzeba wiele w pństwowej
      oświacie - wystarczy przede wszystkim wykorzystać niż demograficzny i NIE
      ZMNIEJSZAJĄC nakładów na szkolnictwo tworzyć mniejsze klasy.
      Ja dodam, że osobiście dołożyłbym zniesienie obowiązku szkolnego od, załóżmy, 13
      roku życia.
      Obowiązek szkolny warto było wprowadzić w społeczeństwie nie doceniającym
      edukacji, gdzie rodzice sami nie ukończywszy szkoły nie doceniali jej wpływu na
      życie dzieci.
      Powstaje oczywiście problem młodzieży nie chcącej chodzić do szkoły, ale w moim
      przekonaniu nie będzie to zjawisko powszechne, przy czym (też oczywiście) należy
      tu zmienić funkcje i możliwości opieki społecznej w stosunku do takich dzieci i
      ich rodziców.
      A w szczególnych wypadkach, jak trafienie się dzieci "rozbijających" lekcje
      całej klasie, dyrekcja szkoły powinna mieć możliwość wysłania takiego dziecka na
      indywidualny tok nauki bez zgody rodziców (co zdaje się jest konieczne obecnie),
      czy inne środki do umożliwienia nauki reszcie dzieci.

      I rzecz najważniejsza, już podkreślana w wielu postach - to rodzina wychowuje
      dzieci, szkoła pełni tylko funkcję pomocniczą.
      Jeśli spychamy wychowanie na szkołę, to prawie na pewno wychowanie naszych
      pociech pozostawiamy ich rówieśnikom.
    • reni_78 pytanie do Rodziców -> SP prywatne/społeczne 28.09.07, 12:17
      Szanowni Państwo,
      gdy zapisywaliście dziecko do szkoły na kilka lat wcześniej,
      skąd mieliście pewność, że będziecie za te kilka lat nadal
      mieszkać/pracować w tym samym miejscu, a nie trzy dzielnice dalej
      czy kilkaset kilometrów dalej?
      Czy po kilku latach po ewentualnej przeprowadzce do innej
      dzielnicy/miasta dowozicie swoje dzieci codziennie na zajęcia?
      Bynajmniej, to nie złośliwie!
      Mam "pod ręką" trzy publiczne podstawówki, i z racji wieku mojego
      Syna (3,5roku) jeszcze się nimi niezainteresowałam. Ponadto skąd
      mogę mieć gwarancję, iż do tego czasu nie zmienię miejsca
      zamieszkania/pracy?
      Naprawdę interesuje mnie logistyczne spojrzenie na tę kwestię!
      Dziękuję!
      Pozdrawiam
    • stanley_fish szkoły prywatne w ofensywie 18.10.07, 21:56
      Już wcześniej o tym tutaj wspominałem: szkoły prywatne są w ofensywie!
      Zapewniają lepsze warunki i wyższe standardy. Zatrudniają nauczycieli, którzy są
      dobrzy, mają świetne wyniki, a nie znajomości i wieloletnie doświadczenie, które
      często oznacza po prostu przestarzałe metody.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka