Dodaj do ulubionych

Kupcy opuszczają Stadion X-lecia

01.10.07, 11:24
Rok 2012
Armia odrodzonego imperium rosyjskiego podbiła już prawie całą
Europę. Ostatnie niedobitki NATO rozpaczliwie bronią się na Skale
Gibraltarskiej.

Generalissimus Putin podchodzi do ogromnej mapy kontynentu i z dumą
spogląda na swoje zdobycze.
- Wszystko moje! - mruczy z zadowoleniem. Nagle jego uwagę przykuwa
niewielka
żółta plamka w Przywiślańskim Kraju. Zadowolenie generalissimusa w
mgnieniu
oka zmienia się we wściekłość.

- Co to jest! - cedzi ze złości poczerwieniały Putin.
Cały sztab generalny zamarł strwożony w bezruchu. Nikt nie ośmielił
się przerwać tej złowieszczej ciszy.
- Co to q....wa jest! - wrzasnął Putin.
Na te słowa wystapił głównodowodzący marszałek i bijąc
wiernopoddańcze pokłony z duszą na ramieniu odpowiedział:
- Wybaczcie wasza dostojność, to ci Wietnamczycy ciągle nie dają się
przepędzić z warszawskiego Stadionu.
Obserwuj wątek
    • pole83 Re: Kupcy opuszczają Stadion X-lecia 01.10.07, 11:56
      dobre:)))
      • swarozyc Re: Kupcy opuszczają Stadion X-lecia 01.10.07, 13:02
        Po co nowe targowisko?
        Czyz czas dziadostwa nie minal jeszcze?
    • binkirdad Kupcy opuszczają Stadion X-lecia 01.10.07, 21:36
      Nareszcie! To chyba pierwszy widoczny krok do przodu z Euro 2012!
    • chowanczak Stadion X-lecia- Arpad Chowanczak 26.02.08, 03:58
      Nieznana historia prawowitych właścicieli gruntu Stadionu
      Dziesięciolecia - rodziny Chowańczaków.

      Grunt, o którym mowa był kupiony przez mojego pradziadka Arpada
      Chowańczaka.
      Arpad urodził się w Tatrach. Podobno jego przodkowie przechowywali
      sławnego Janosika, (niektórzy historycy piszą, że nie tylko go
      ukrywali ale też byli częścią jego grupy).
      Jako bardzo młody chłopiec zaczął pracę w rzemiośle futrzarskim a
      jego jedynym kapitałem była własna praca.
      Wynajął pokój od rodziny Potockich na Krakowskim Przedmieściu 17. Z
      czasem jego firma przekształciła się w największą firmę futrzarską w
      Polsce. Niektóre osoby twierdziły nawet, że była największą w
      Europie.
      Do klientów firmy należeli: Pola Negri, Lola Halama, Eugeniusz Bodo,
      Mary Mrozińska, Prezydent Ignacy Mościcki, Ambasador Polski w
      Stanach Zjednoczonych Józef Potocki , Ambasador Wielkiej Brytanii w
      Warszawie, sir Howard Kennan, postacie z rządu i inne osobistości.
      Firma eksportowała do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Anglii i do Chin.
      Firma stale rosła, zakupiła od Potockich skrzydlo pałacu, otworzyła
      swój bank, budowała kamienice, miała swoją flotę wozów i robiła to
      co dziś można nazwać “delivery” futer. Jednocześnie promowała i
      wspierała polską kulturę i polskich artystów.
      Ale co najważniejsze, zawsze bardzo troszczyła się o dobrobyt swoich
      pracowników.
      Gdy przyjechałem do Polski, poznałem wiele osób, których przodkowie
      pracowali w firmie mojego pradziadka, między innymi Pan Inżynier
      Janusz Okoń (bohater Powstania Warszawskiego). Spotkanie z nim było
      bardzo wzruszające. Podczas Powstania był małym chłopcem i walczył
      (jako łącznik) pod rozkazami Pułkownika Tyszkiewicza,
      pseudonim “Góral”, który bronił willi mojego pradziadka na
      Mokotowie, obecnie przy ul. Morskie Oko. Właśnie jego ojciec
      pracował w firmie mojego dziadka. Wzruszające były jego opowiadania
      i opinie przekazane na temat firmy Chowańczaka. Ojciec pana
      inżyniera czuł się dumny z faktu, że tam pracował.
      Arpad Chowańczak zmarł w 1949 r. Jego rzeźba znajduje się w sali
      wielkich Polaków w Muzeum Alfonsa Karnego.
      Syn Arpada, Jan Daniel - mój dziadek, już jako młodzieniec brał
      czyny udział w ruchach wyzwoleńczych Narodu Polskiego i za
      działalność w organizacjach niepodległościowych został aresztowany
      i uwięziony w 1916 r.
      Zanim wybuchła II wojna światowa The Overseas Bank of London starał
      się przekonać mego dziadka, by ewakuował kapitał z Polski i wyjechał
      z rodziną.
      Jego odpowiedź była kategoryczna: “nie wyciągnę grosza z Polski i
      tym bardziej wtedy kiedy ojczyzna ich najbardziej potrzebuje”.
      Po wybuchu wojny Jan Daniel organizował obronę Warszawy u boku
      Prezydenta Stefana Starzyńskiego.
      Już po kapitulacji Warszawy przy pewnej okazji oficer Wermachtu
      sugerował mu: “Twój syn bardzo dobrze by wyglądał w niemieckim
      mundurze”. Jak zawsze jego odpowiedź była stanowcza: “Mój syn będzie
      używał tylko mundur Wojska Polskiego”. Podczas okupacji zorganizował
      komplety, ukrywał ludzi ściganych przez Gestapo, między innymi dużo
      rodzin pochodzenia żydowskiego. Wykupywał zakładników i przed
      Powstaniem Warszawskim skupywał wielkie ilości broni od
      skorumpowanych żołnierzy niemieckich wracających z Frontu
      Wschodniego.
      Podczas Powstania Warszawskiego Jan Daniel został wzięty do obozu
      koncentracyjnego w Buchenwaldzie, ponieważ nie chciał współpracować
      z Niemcami był torturowany, szczuty psami, zmarł na skutek gangreny
      w 1949 roku.
      W uznaniu jego działań Stowarzyszenie Żydowsko Polskie w Argentynie
      w osobie Pana Dr. Marcosa Resnizky’ego wszczęło postępowanie w
      instytucie Yad Vashem w Izraelu aby zostało zasadzone drzewo jego
      imienia w Alei Sprawiedliwych.
      Dzieci Jana Daniela: Anna i Stanislaw Chowańczakowie
      (www.polish-heroes.org/paginas/heroes-pol.html) również
      walczyli w szeregach A. K. Anna z pseudonimem „Anka” służyła jako
      sanitariuszka i goniec. Została wzięta jako zakładniczka przez
      Niemców w Hotelu Bristol, następnie uciekła z obozu w Pruszkowie.
      W swoich wspomnieniach Generał Tadeusz Komorowski, wymienia ją jako
      osobę, która zawiadomiła go, że jego żona żyje. Stanisław przystąpił
      do konspiracji w roku 1940 mając 15 lat. Otrzymał
      pseudonim „Szczeniak”, ale kiedy podrósł uzyskał pseudonim „Jan” na
      cześć ojca. Podczas okupacji skończył liceum ogólnokształcące po
      kryjomu w liceum im. Mikołaja Reja. W A. K. studiował też jako uczeń
      Szkoły Podchorążych. Jego pierwszą misją było odzyskanie i transport
      uzbrojenia ukrytego przez Wojsko Polskie w 1939 roku. W pewnym
      momencie, gdy przenosił karabin Mauser ukryty w paczce, pakunek
      rozpadł się i broń wypadła na ulicę, było to na Krakowskim
      Przedmieściu i tylko cudem nie zostało zauważone przez Niemców. W
      roku 1943 dostarczał pomoc dla Żydów w getcie. Później powierzono
      mu niebezpieczną misję szpiegowania ruchów Gestapo. W roku 1944
      walczył w Powstaniu Warszawskim, w pierwszym ataku na fortecę
      żandarmerii niemieckiej. Jeden z wybuchów był tak silny, że przez
      długi czas nie mógł podnieść głowy z ziemi, pomimo tego nie bał się
      rzucać na czołgi niemieckie butelek z benzyną, Jego mocna budowa i
      siła fizyczna pozwalały mu przenosić rannych podczas niemieckiego
      ostrzału. Pod koniec Powstania sam został ranny.
      W ostatnich dniach Powstania sekcja mojego ojca miała
      nieprawdopodobne straty. Mój ojciec został jej dowódcą. Po ewakuacji
      Mokotowa wszedł ze swoimi ludźmi do kanałów. Mało o tym opowiadał,
      jednak słyszałem, że gdy wyszedł miał być rozstrzelany przez
      Gestapo.
      Jakimś cudem oficer z Wermachtu, nie godzący się z metodami Gestapo,
      przeciwstawił się egzekucji.
      Przeszło 60 lat od tego wydarzenia, dwa lata temu dostałem od
      Pułkownika Eugeniusza Ajewskiego (bohater Powstania Warszawskiego,
      który znał całą moją rodzinę) dokładną relację przejścia kanałami i
      morderstwa 120 Polaków na ul. Dworkowej, już po kapitulacji.

      Ojciec trafił do Pruszkowa. Potem został zabrany do obozu jeńcow w
      Sandbostel.
      Tam bardzo schudł (najgrubszą częścią jego nogi było kolano). Głód
      wpłynął negatywnie na jego zdrowie i wzrok. Jakiś czas potem
      otrzymał paczki z Czerwonego Krzyża i to trochę pomogło w odzyskaniu
      sił. Przy pewnej okazji kiedy jeden ze strażników zobaczył, że on i
      jego towarzysze wykonywali prace powiedział im: “Wy Polacy jesteście
      leniwi nie nadajecie się do pracy”, po czym pokazał im jak pracę tę
      wykonałby on sam. Wtedy Stanisław odparł, że podziwia jak on ją
      wykonuje i że oni się jeszcze nie nauczyli pracować w ten sposob.
      Wartownik bardzo się ucieszył pochwałą i sam skończył czyszczenie
      całego baraku. Po pewnym czasie grupa starszych więźniów postanowiła
      uciec i Stanislaw z nimi. W czasie zmiany straży rozbroili opiekunów
      i uciekli. Stanisław opowiadał, że kiedy alianci bombardowali, na
      niebie było tyle samolotów, że zasłaniały słońce. W miastach, nad
      którymi przelatywały bombowce zostawały tylko kupy gruzów. W roku
      1994 podczas obchodów 50 -lecia Powstania Warszawskiego Stanisław
      spotkał się z osobą, która właśnie zaplanowała tę ucieczkę i wtedy
      zapytał się go “Ja jestem bardzo wdzięczny ześ mnie włączył do tej
      grupy uciekinierów, ale mógłbyś mi powiedzieć dlaczego mnie właśnie
      wybrałeś?” Ten człowiek popatrzył się na niego i z uśmiechem
      odpowiedział “Byliśmy dosyć blisko od wojska alianckiego i ty
      byłeś jedynym mówiącym poprawnie po angielsku i francusku”. Po
      wojnie Stanisław studiował ekonomię w Belgii skąd przyjechał do
      Argentyny. Dopóki nie opanował języka był zmuszony do pracy jako
      robotnik budowlany aby zarobić na życie.
      W Argentynie założył rodzinę i własną firmę.
      Nie mógł wrócić do Polski aż do roku 1987 gdyż było zagrożone jego
      życie.
      Andrzej C
    • preminger X-lecia 26.02.08, 07:27
      pisza ze Warszawa to miasto nieujarzmione, a tu masz ci los, ostatni bastion
      narodowego kapitalu padł ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka