nick3
28.10.07, 02:54
A gdzie świętych pięciu Świadków Jehowy?
Czytamy, że wraz z Jägerstätterem straconych zostało pięciu Świadków
Jehowy. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuścić, że zostali
straceni z tego samego powodu co Jägerstätter.
Mnie, "osobistego nieprzyjaciela... (co najmniej - Kościoła k.)" :),
nachodzi pytanie: dlaczego Jägerstätter ma być tak pamiętany, a oni -
zupełnie nie?
Bo to "fanatycy", którzy nie kierowali się "sumieniem"
tylko "fanatyzmem"?
Toż tak samo ocenia krytyk KK znaczną część heroizmu i
działalności dobroczynnej katolików!
(Cóż, nie krytycy KK - wbrew podejrzeniom Radia Maryja - kształtują
widocznie społeczny obraz rzeczywistości:)
Świadków Jehowy bez wątpienia do ich męczeństwa motywowała ich
religia, która zabrania udziału we wszelkiej wojnie.
Jägerstätter natomiast - i to jest tu szczególne - był w tej dziwnej
sytuacji, że z pobudek religijnych oddał życie za sprawę, która w
świetle oficjalnych orzeczeń jego kościoła była... "grzechem
śmiertelnym"!
Tak - choć artykuł GW o tym nie wspomina:) - dezercja z Wehrmachtu
miała według prawomocnego orzeczenia niemieckiego Episkopatu
status "grzechu śmiertelnego"! Watykan tego nigdy nie zakwestionował.
Tak więc Jägerstätter kierował się wprawdzie sumieniem wykształconym
w religijnym środowisku (czy bardziej - w tym katolickim, czy może
jednak - w tym jehowickim? Na poziomie wrażliwości dużo przecież się
udziela z postaw oponenta), ale nie można powiedzieć, by kierował
się ówczesnym nauczaniem Kościoła, bo ono nakazywało coś zgoła
przeciwnego!
Właśnie - jak sądzę - z powodu tamtych fatalnych nauk przypadek
Jägerstättera jest dziś nagłaśniany. Męczeństwo tego prawie "pół-
Świadka Jehowy" ma stanowić alibi i usprawiedliwienie dla
katolicyzmu, który doprawdy się w kwestii III Rzeszy nie spisał.
Mnie to usprawiedliwienie nie przekonuje.
Zwłaszcza, że Kościół szuka swojego usprawiedliwienia głównie po to,
by zachować roszczenie do autorytetu i do władzy nad sumieniami.