Dodaj do ulubionych

Abp Nycz: Kościół dla wszystkich ludzi

11.11.07, 23:01

Tym jest z punktu widzenia polityki (a nie jest to bynajmniej punkt
widzenia mało ważny dla zrozumienia, czym jest Kościół i, ogólniej -
chrześcijaństwo).

Uczciwie nastawiony obserwator nie może brać za dobrą monetę
zapewnień religii o jej "ponadpolityczności".

Kiedy dokładnie przeanalizować, co nauczanie kościelne ma na myśli
przez ową "apolityczność", nie oznacza ona nic więcej niż odmowę
przyznania się do własnych politycznych działań i wzięcia za nie
jasnej odpowiedzialności.


Nie pozwólmy sobie zamykać ust zapewnieniami religii, że na to, czym
jest Kościół, trzeba patrzeć "oczyma wiary".


Na to, czym jest Kościół, trzeba patrzeć uczciwie.
Obserwuj wątek
    • nick3 Kościół jest formacją prawicową. 11.11.07, 23:12

      Tak miał brzmieć nagłówek poprzedniego postu:)



      (Kiedy hierarchowie rozważają pytanie o "polityczność" Kościoła,
      rozumieją to słowo celowo bardzo wąsko - jako "oficjalną aktywność
      wyborczą".

      To jest oczywiście bardzo sztuczne rozumienie polityczności,
      nieobejmujące najważniejszych działań i sił decydujących o kształcie
      władzy.)
      • nick3 Fundamentalizm "wiary wewnętrznej" - tak samo. 12.11.07, 20:10

        Przy okazji rządów PiS, a zwłaszcza w okresie wyborów (dotyczących w
        gruncie rzeczy kulturowej przyszłości Polski) zintensyfikowało swoją
        działalność protestanckie chrześcijaństwo
        fundamentalistyczne, "nieinstytucjonalne".

        Takie choćby, jak w reklamującej się gorliwie na gazeta.pl stronie
        ewangelia.com:

        www.ewangelia.com/

        Jest to próba zachowania przez prawicę władzy formowania psychiki
        społeczeństwa w sytuacji, gdy tradycyjne narzędzie do tego służące,
        wielki kościół instytucjonalny, staje się powoli już nieskuteczny w
        tej roli.


        Pomimo propagowanej "całkowitej intymności" "życia z Jezusem"
        religia "wewnętrzna" jest również zjawiskiem jak najbardziej
        politycznym (vide USA:)

        Ma się ona do religii zinstytucjonalizowanej mniej wiecej tak jak
        bank wirtualny do tradycyjnego.


        Emocja "Bóg" jest społecznym implantem w psychice, służącym do
        formowania jednostek, których postawy życiowe będą podtrzymywały
        istniejący system społeczny.
      • andrzej369 Lewicy potrzeba, aby blad w mysleniu naprawic ! 12.11.07, 20:35
      • adrem63 Re: Kościół jest formacją prawicową. 12.11.07, 22:24
        nick3 napisał:

        > (Kiedy hierarchowie rozważają pytanie o "polityczność" Kościoła,
        > rozumieją to słowo celowo bardzo wąsko - jako "oficjalną aktywność
        > wyborczą".

        Czy Ty sam z kolei, pisząc Koścół nie rozumiesz go wąsko jako
        hierarchię kościelną ?


        • nick3 Re: Kościół jest formacją prawicową. 12.11.07, 23:55
          Nie. Choć w przypadku katolicyzmu akurat takie "wąskie" rozumienie
          jest bardzo na rzeczy. Bo praktycznie cała władza nad interpretacją
          treści religii spoczywa w rękach duchownych.

          Niby dlaczego zaraz mam rozumieć Kościół jako "lud Boży w
          Chrystusie"?:) Naprawdę sądzisz, że episkopat to tylko "jedna
          milionowa część" Kościoła?:)

          Jako formacja polityczna Kościół jest przede wszystkim Episkopatem
          (choć oczywiście nie bez znaczenia jest mentalność całego kleru i
          powiazanego z nim kręgu gorliwców religijnych).


          Co do twoich uwag o ewentualnej "lewicowości chrześcijaństwa".


          Uważałbym. Od charytatywności do lewicowości jeszcze daleka droga.
          (Często właśnie są to postawy przeciwstawne sobie jako alternatywne!)


          Soborowa "opcja na rzecz ubogich" była pewnym (zanikającym dziś!)
          ukłonem ideowym Kościoła w kierunku silnej wówczas w świecie lewicy
          ("Kiedy nie możesz przeciwnika pokonać, przyłącz się.":)


          Myślę, że o głębszej istocie Kościoła mówi jednak zniszczenie
          (moralne i organizacyjne) teologii wyzwolenia (która nie była niczym
          innym, jak właśnie serio potraktowaną soborową "opcją na rzecz
          ubogich").

          Teologom wyzwolenia zrobiono czarny PR. Insynuowano nie wiedzieć jak
          straszny "komunizm", "terroryzm" ("z karabinem na ramieniu!":) i
          niemal bycie agentami ZSRR.

          (Centralna rola Opus Dei w niszczeniu teologii wyzwolenia w Ameryce
          Łacińskiej jest niekwestionowalna.)

          I to jest niestety rzeczywiste oblicze tego kościoła.
          • adrem63 Kościół jest organizacją społeczną, 13.11.07, 11:46
            o charakterze religijnym i jako taki bierze udział w wydarzeniach
            politycznych i współtworzy je.
            Mitem jest, że KK w Polsce może być apolityczny, takim może być
            wyjątkowo jakiś zakon mnichów na górze Athos, do których wskutek
            przyjętej reguły nie docierają wieści z tego świata.
            W naszej rzeczywistości, hasła „klechy do pacierzy”, nie da się
            praktycznie i efektywnie zrealizować.

            Za związkiem świeckich z kościołem przemawiają nie tylko przekonania
            religijne, wiara, ale także uczestnictwo w praktykach religijnych
            oraz w chrześcijańskiej, społecznej działalności pozareligijnej.

            To prawda, że duchowieństwo jako wiodąca część Kościoła jest
            najbardziej zhierarchizowana, ale określenie episkopatu
            jako „formacji politycznej”, jest karykaturalnie przesadzone.
            Faktem jest, że media zwracają sie do hierarchów o opinie i zajęcie
            stanowiska w sprawach społeczno-politycznych, ale po pierwsze opinie
            te jeśli nie są związane z kanonem wiary bywają różnorodne,
            a po drugie, stanowisko episkopatu bardzo rzadko jest politycznie
            jednoznaczne, po trzecie natomiast, formacja polityczna za swój cel
            stawia zdobycie mandatu na utworzenie rządu.

            Jeżeli więc twierdzisz, że
            „Kościół jest formacją prawicową”,
            to przyjmuję to twierdzenie jako produkt z tej samej półki co teza,
            że
            „Kościół jast formacją lewicową”.
            cdn
            • andrzej369 Re: Kościół jest organizacją społeczną, 13.11.07, 12:17
              Kosciol katolicki nie tylko ma charakter religijny. Postepowanie Kosciola ma doprowadzic do osiagniecia zamierzonego celu (taktyka, strategia). Ten cel to wladza nad ludzmi. Ma to wlasnie chrakter polityczny o kierunku skrajnej prawicy.
              Tak Kosciol katolicki dzialal w przeszlosci i dziala obecnie. Zmienila sie tylko forma ale tresc pozostala ta sama.
            • andrzej369 Re: Kościół jest organizacją społeczną, 13.11.07, 12:29
              Lewica dla Kosciola katolickiego - to wcielenie "szatana".


              • andrzej369 Re: Kościół jest organizacją społeczną, 13.11.07, 12:40
                Wole być "szatanem", niż mialbym mieć w UMYSLE zakodowanego "Boga".
          • adrem63 Jeżeli mówić o lewicowości chrześcijaństwa, 13.11.07, 15:19
            to trzeba mieć sprecyzowany pogląd na lewicowość w ogóle.
            Z tym bywa różnie.
            Socjolog Paweł Śpiewak mówi:
            „Lewicę można rozumieć w kategoriach nowoczesności, jako wyzwolenie
            podmiotu ludzkiego, kobiet, homoseksualistów itd. Natomiast można
            też pojmować lewicę w bardzo XIX-wieczny sposób, jako awans różnych
            upośledzonych grup.”
            Bardzo dobry dla prawaka podział. Nie uważasz ?

            Chętnie dowiedziałbym się jakie kryteria lewicowości stosują „jaśnie
            oświeceni libertyni”,
            czy nowoczesne tak jak opisuje Śpiewak czy też XIX wieczne, co
            pachnie „zacofanym chrześcijaństwem”, a może jeszcze inne.
            Będę mógł porównać z moimi własnymi kryteriami, które stosuję wobec
            siebie i swoich quasilewicowych oponentów.

            > Od charytatywności do lewicowości jeszcze daleka droga.
            Sprowadzanie działalności społecznej Kościoła do charytatywności to
            tani chwyt retoryczny, który z upodobaniem stosujesz.
            Raz już się z nim rozprawiłem, nie chcę się powtarzać, z pewnością
            możesz zajrzeć do tych tekstów.

            Podpowiem tylko: pomyśl o prawach człowieka, które KK ciągle
            podkreśla, o humanizmie, który jak twierdzisz JPII zerżnął z Marksa,
            ale który w organizacji społecznej jaką jest Kościół nie jest tylko
            hasłem czy słowem pisanym.
            Pomyśl wreszcie o neoliberalizmie, nowej religii świata, która w
            swej istocie jest nieludzka, antychrystusowa więc antychrześcijańska
            zatem Kościół musi stać w opozycji do niej.
            Czy to mało? Czy to nie są fundamenty lewicowości ?

            „na to czym jest Kościół trzeba patrzeć uczciwie”
            • nick3 Lepiej nie mówić o czymś, czego nie ma!:) 13.11.07, 20:50
              > Socjolog Paweł Śpiewak mówi:
              > „Lewicę można rozumieć w kategoriach nowoczesności, jako
              wyzwolenie
              > podmiotu ludzkiego, kobiet, homoseksualistów itd. Natomiast można
              > też pojmować lewicę w bardzo XIX-wieczny sposób, jako awans
              różnych
              > upośledzonych grup.”

              Zdecydowanie nie należy tych dwóch aspektów rozdzielać!


              Także kwestia przyjaznego człowiekowi ("leniowi":) socjalnego
              społeczeństwa i kwestia "libertynizmu" (tak konserwa przezywa
              postulat rzetelnej akceptacji naturalnego ludzkiego seksualizmu)
              oraz kwestia "jaśnie oświecenia" (szerokiego dostępu do
              współczesnego stanu europejskiej refleksji światopoglądowej) - to w
              istocie jedna kwestia!

              Tych spraw nie da się rozwiązać osobno.

              Tego może nie widać od razu, ale warto nad tym rozmyślać:)


              Są skazane na niepowodzenie próby awansu ze strony warstw
              upośledzonych, jeśli będą wiązały się z odrzuceniem lewicowości i
              ograniczeniem do wołania o większy socjal przy bezrefleksyjnym
              zachowaniu wartości konserwujących dotychczasowy system społeczny.


              Są skazane na niepowodzenie próby "odnawiania" lewicy

              > XIX wiecznej, co
              > pachnie „zacofanym chrześcijaństwem”


              (Masz raczej na myśli nie tyle lewicę, co pozytywistyczne
              społecznikowstwo i wiktoriańskie "budzenie sumień".)


              Lewica nigdy nie polegała na "litowaniu się" nad ubogimi, lecz
              raczej koncentrowała się na stworzeniu ustroju, w którym litować
              się nie będzie trzeba.

              I twierdziła, że to nie jest niemożliwe.


              Nie pamietam jak rozprawiłeś się z moimi zarzutami, że
              chrześcijański kult charytatywności pozwala zaakceptować jako
              normalną - sytuację w której ustrój ekonomiczny generuje coraz
              większe zapotrzebowanie na tę działalność.

              > Podpowiem tylko: pomyśl o prawach człowieka, które KK ciągle
              > podkreśla

              (Głównie prawo do wolności religijnej i to, żeby być szczerym, jakoś
              tylko - wolności religijnej dla Kościoła katolickiego:) No, chyba że
              przeciwko tej zgniłej Europie, co to ciemięży muzułmanki - to i o
              hidzab się upomną:)

              Mówiąc poważniej: idea Praw Człowieka (pomysł Rewolucji Francuskiej,
              podtrzymywany gorąco przez liberałów) była dla Kościoła w XIX i na
              początku XX wieku - herezją nr 1 (by nie rzec - "bluźnierstwem").

              Tak było. Poczytaj.

              Bo tez jest to idea zupełnie niezgodna z duchem religii biblijnej.

              Źródłem etyki nie jest tu przykazanie, lecz wrodzone człowiekowi
              prawa (w sensie "liberties" czyli "swobód").

              Coś takiego się nie mieści w głowie żadnego żyda, chrześcijanina czy
              muzułmanina!


              Po klęsce w II wojnie światowej (tak można to ująć:) Kościół
              postanowił przyłączyć się do przeciwnika, którego nie zdołał pokonać.


              Prawa Człowieka włączył do swojej nauki (zaraz ogłaszając się ich
              prawdziwym autorem i depozytariuszem:)


              A "humanizm katolicki" jest "wsią patiomkinowską" - tworem
              niekonsekwentnym, który szybko okaże się sprowadzać do "tego, co
              było", kiedy tylko kościołowi taki sztafaż nie będzie już tak bardzo
              potrzebny.
              • adrem63 Re: Lepiej nie mówić o czymś, czego nie ma!:) 14.11.07, 19:08
                Wolałbym mówić o lewicowości w kontekscie chrześcijaństwa lub o
                lewicowości w ogóle.
                Ty zbaczasz ciągle w stronę krytyki KK ( czy to Twoja idee fix ?),
                ja z kolei nie widzę racjonalnych powodów aby aktywnie zwalczać KK.

                > Nie pamietam jak rozprawiłeś się z moimi zarzutami, że
                > chrześcijański kult charytatywności pozwala zaakceptować jako
                > normalną - sytuację w której ustrój ekonomiczny generuje coraz
                > większe zapotrzebowanie na tę działalność.
                Nie z tym tylko z Twoją manierą sprowadzania społecznej działalności
                Kościoła do działalności charytatywnej, a z tym co teraz napisałeś
                rozprawię się zaraz.

                Po pierwsze, to nie kult tylko jeden ze środków łagodzenia
                nierówności i nieszczęścia.
                Po drugie, nie da się udowodnić, ze charytatywność
                „pozwala zaakceptować jako normalną - sytuację w której ustrój
                ekonomiczny generuje coraz większe zapotrzebowanie na tę
                działalność.”.
                Ona tylko pozwala złagodzić skutki nierówności lub nieszczęścia,
                jest środkiem doraźnym w obliczu „kategorycznego imperatywu” działań
                i funkcjonuje zastępczo wobec faktu, że na wprowadzenie ustroju
                sprawiedliwości społecznej przez lewicę trzeba jeszcze jakiś czas
                poczekać :-).
                Po trzecie, charytatywność nie obca jest też lewicowości co wynika z
                chyba z empatii.
                Ktoś na tym forum napisał kiedyś: „lewicowość to rodzaj ogólnej
                empatii” i chyba miał rację jeśli myślał tak samo :-).
                Po czwarte, komunistyczne ujemne watrościowanie charytatywności
                polega na tym, że hamuje ona dojrzewanie rewolucji, ale ta z kolei
                jak już wiadomo jest drogą moralnie wątpliwą drogą.

                Mówimy o Kościele współczesnym, Twoje zarzuty co do kościoła dawnych
                czasów jakby się przedawniły ( dziwię się, że nie wspomniałeś
                jeszcze o inkwizycji ).
                Człowiek, ludzie, są tym kim są teraz, a nie tymi kim byli lub tym
                bardziej kim byli ich przodkowie. Dlatego wiedza o tym co było
                kiedyś jest owszem ciekawa, ale mało przydatna w ocenach obecnej
                rzeczywistości. Panta rhei.

                „humanizm katolicki”
                Ja nie dodaję do humanizmu przymiotników, dla mnie humanizm jest jak
                słońce, dla wszystkich, chociaż niektórzy mają światłowstręt –
                przyznaję.
                Co to znaczy szybko w Kościele Katolickim ? 500 lat, może tysiąc ?
                Wtedy prawdopodobnie wyznawanie humanizmu nie będzie już potrzebne,
                bo będzie tak oczywisty jak właśnie słońce na niebie.
                • andrzej369 Re: Lepiej nie mówić o czymś, czego nie ma!:) 14.11.07, 20:12
                  Charytatywnosc to "rzucone kosci dla ubogich".
                  Ty nie masz pojecia co to jest lewica.
                  Tacy jak Ty rozwalaja lewice.
                  Lewica - to nie charytatywnosc ani rozdawnictwo, a cos dokladnie odwrotnego.

                  Lewica chce dac "wetke", a nie "rybe".
                  Lewica wie, ze pieniadz jest dla ludzi, a nie ludzie dla pieniedzy.
                  Lewica wie, ze rzeczywistosc nasza tworzymy My, a nie pieniadze ani "Bog".

                  Popracuj nad soba, a zrozumiesz lewice, ta prawdziwa, a nie ta urojona.
                • nick3 Jedna lewica. 15.11.07, 00:49
                  Dla mnie lewica to przede wszystkim Bunt.

                  (Czegoś brakuje wygładzonemu Olejniczakowi, nieprawdaż?:) Bunt
                  przeciwko wszystkiemu temu, co wrogie, bezduszne, kaleczące
                  jednostkę w naszym ludzkim urządzeniu świata.

                  Nie dotyczy to tylko sfery ekonomii, lecz także tożsamości (np.
                  narodowej, płciowej), hierarchii społecznych, obyczajowości, zasad
                  współżycia międzyludzkiego.


                  Bunt inspirowany humanizmem:

                  "Nie człowiek dla wartości, lecz wartości dla człowieka."

                  Humanizm to relatywizacja (deabsolutyzacja) wszystkich wartości
                  względem konkretu realnego ludzkiego życia.

                  Zarówno wartości, jak i Wartości.

                  Nie - Człowiek dla Narodu, Partii, Wzrostu PKB albo Szerzenia Prawdy
                  Jedynej. (Ani nawet nie - dla Dobra Własnej Duszy. Gdyż Dusza to nie
                  niekwestionowalny konkret ludzki, lecz pewna napotkana w
                  społeczeństwie propozycja rozumienia człowieka. Człowiek
                  Nieodwołalny jest natomiast ten czujący-myślący Tu.)

                  Humanizm - radykalny sprzeciw wobec wszelkiej instrumentalizacji
                  ludzkiego żyjącego Siebie (własnego i innych).


                  I w konsekwencji - uniwersalizm.

                  Jeśli najważniejsze jest, że jesteś żywym i czującym ludzkim Sobą,
                  to daleko mniej ważne jest, czy jesteś Białym czy Żółtym, Dorosłym
                  czy Dzieckiem, Wierzącym w Prawdę Jedyną czy w Herezję, Normalnym
                  czy Stukniętym (albo Zboczonym), a nawet Dobrym czy Złym.

                  W praktycznych sytuacjach wiele z tych spraw może być oczywiście
                  trudne do zignorowania.


                  Ale dla lewicowego spojrzenia, tak jak je rozumiem, zawsze pozostają
                  w pewnym ważnym sensie - Drugorzędne.


                  Dlatego rozbieżności w rozumieniu lewicowości, które przytoczyłeś za
                  Śpiewakiem wydają mi się pozorne.


                  Lewica jest spójną jednością.
                  • adrem63 Re: Jedna lewica. 15.11.07, 15:37
                    Ciekawy punkt widzenia,
                    jeszcze niedawno inaczej określałeś swoje postrzeganie lewicowości.
                    Myślę, że obecny powstał trochę na potrzeby tej dyskusji, dla
                    odcięcia się od moich sugestii odnośnie katolewicy, bo Kościół jest
                    antytezą buntu. Przyznaj się.

                    Przy okazji refleksja - jak ważną jest semantyka.
                    BUNT bowiem ma zabarwienie bardziej płomienne, powstańcze,
                    rewolucyjne.

                    > (Czegoś brakuje wygładzonemu Olejniczakowi, nieprawdaż?:)
                    Tego czego nie brakowałoby wygłodzonemu Olejniczakowi.

                    > Bunt przeciwko wszystkiemu temu, co wrogie, bezduszne, kaleczące
                    > jednostkę w naszym ludzkim urządzeniu świata.

                    Buntowniczość jest często obserwowaną cechą dzieci, czy i one
                    należą do lewicy ?
                    A propos, czy bunt chłopaka, którego ojciec „leje pachem” czyni go
                    lewicowcem, czy zaledwie anarchistą :-) ?
                    Czy anarchizm to już lewica ? Ale to już inny tema t do dyskusji.

                    Czy BUNT nie pachnie przypadkiem jakimś porywaniem się z motyką na
                    słońce, albo zawracaniem Wisły drągiem ?
                    BUNT związany jest nieodłącznie z sytuacją nieznośną.
                    Czy jeśli rzeczywistość nie jest nieznośną to lewica nie jest
                    potrzebna ?

                    Ja wolę używać słów niezgoda i wola.
                    NIEZGODA zaś na istniejący stan rzeczy i WOLA racjonalnego
                    naprawiania stosunków społecznych w interesie jak najszerszego
                    spektrum społeczeństwa.
                    Podstawy tej niezgody i woli są różne.

                    Ja rozumiem lewicowość przede wszystkim jako postawę ludzką
                    wynikająca z wrażliwości i poczucia współodpowiedzialności za
                    drugiego człowieka, być może słabszego, mniej przystosowanego.
                    Wrażliwość lewicowca odnosi się szczególnie do ofiar patologii
                    funkcjonowania społeczeństw w systemach współczesnych,
                    jak również do ludzi stanowiących potencjalne ofiary takich zjawisk.
                    Takimi patologiami są: bezrobocie, wyzysk, bezdomność, bieda,
                    wykluczenie społeczne, abnegacja oświatowa i kulturalna.

                    Owa wrażliwość jest szczególnym darem natury, swego rodzaju
                    powołaniem odczuwanym przez osoby o usposobieniu lewicowym.
                    Lewicowość wyznacza również potrzeba wolności człowieka z
                    uwzględnieniem niezbędnych jej ograniczeń i konieczności.

                    Lewicowość związana jest z poczuciem braterstwa międzyludzkiego,
                    solidaryzmu społecznego (instynkt społeczny), potrzebą wspólnego
                    działania i rozwiązywania problemów, inicjatywą społeczną, potrzebą
                    działania dla wspólnego dobra.
                    Tak rozumiana lewicowość, zmieściłaby się od biedy w Kościele,
                    niezależnie od tego, że obie ideologie mają inne fundamenty, inne
                    główne cele i innego Boga.

                    Wracając do podziału lewicy Śpiewaka i Twojej jedności lewicy, widzę
                    po lewej stronie wielki burzliwy kolorowy galimatias, o jedności
                    można mówić tylko w znaczeniu wirtualnym, a skutek oddziaływania
                    bliski zeru (w Polsce). Stan świadomości lewicowej podobny. Dopiero
                    teraz coś tam Sierakowski i KP stara się poprawić.

                    Podmiotem i beneficjentem działań lewicy ma być przecież człowiek,
                    grupy upośledzone, powiedziałbym raczej nieuprzywilejowane.
                    Czy nie powinniśmy cieszyć się, że przynajmniej działa katolewica,
                    dopóki nie nastąpi samoidentyfikacja, krystalizacja i konsolidacja
                    lewicy ?
                    • donq Re: Jedna lewica. 15.11.07, 18:18
                      Lewica nie jest typem wrazliwosci.

                      Historia nie jest arena zmagan wrazliwych ludzi lewicy z opresyjnymi
                      reakcjonistami o sercach z kamienia.

                      Bunt nie jest czyms, co ma wartosc sama w sobie.

                      Lewica jest ideologia. Odwolywanie sie do wrazliwosci, o ktorej
                      piszesz, buntu, niezgody, niezadowolenia jest, ze tak powiem,
                      interfejsem konskrypcyjnym lewicy. Lewica mowi wrazliwym - nie
                      podoba ci sie cos, przylacz sie do nas. My mamy rozwiazanie i ty
                      chcesz wlasnie tego rozwiazania. Lewica klamie.

                      Zasadniczym celem lewicy jest niczym nieskrepowana wladza,
                      koniecznie obejmujaca wladze nad umyslami. Jedynym mniemaniem
                      lewicowca jest "ja mam racje" (reszta jest wzgledna). Jedynym
                      argumentem - "ja chce". Jedyna rzeczywistoscia - polityka. Jedyna
                      zasada organizujaca rzeczywistosc - kto kogo.

                      Ludzie, ktorzy rozczulaja wrazliwych wsrod celow lewicy nie istnieja.

                      Lewica jest jednym oszustwem: psychicznym, filozoficznym,
                      intelektualnym.

                      DonQ

                      • andrzej369 Re: Jedna lewica. 15.11.07, 18:48
                        Dong, jeżeli stwierdzasz, ze lewica jest oszustwem, to kim Ty jestes.

                        Wedlug mnie jestes typowym "Bogiem wojny".
                        Takich jak Ty, należy sie wystrzegac.

                        Czlowiek to bardzo leniwa istota na Ziemi.
                        Nie rozumie siebie, a chce zrozumiec innych.
                        • donq Re: Jedna lewica. 15.11.07, 18:58
                          Jaki DonQ jest kazdy widzi.

                          Nie wiem, co to jest "typowy Bog wojny".

                          Mozesz sie mnie wystrzegac do woli. Jesli jednak zdecydujesz sie
                          zawiesic wystrzeganie sie, bardzo cie prosze: ja jestem DONQ nie
                          DONG.

                          DonQ
                          • andrzej369 Re: Jedna lewica. 15.11.07, 20:22
                            Pozostaniesz dla mnie Dongiem.

                            Jeżeli ktos stwierdza, ze lewica to oszustwo, to Dong i tak za duzo.
                            • donq Re: Jedna lewica. 16.11.07, 11:46
                              Niechze zatem pozostane dongiem w twoich ustach. Jesli ma byc to
                              bluzg za kare, ze nie lubie lewactwa - bede nawet z tego dumny.

                              DonQ
                              • andrzej369 Re: Jedna lewica. 16.11.07, 17:46
                                Dong
                                Można nie lubic, ja tez sporo nie lubie.
                                Ty stwierdziles, ze lewica jest oszustwem.

                                Wybacz, ale musze zapytac - gdzie Ciebie tego nauczono ?

                                Piszesz, ze myslisz.
                                Myslec można, ale jeszcze nie oznacza, ze pracujesz nad soba?
                                Jeżeli mowie o pracy, to mam na mysli prace nad soba.
                      • adrem63 Re: Jedna lewica. 15.11.07, 22:35
                        Hallo Donq,
                        nie bardzo wiem o czym piszesz. My tutaj rozmawiamy tutaj o cechach
                        lewicowości
                        i różnych jej osadzeniach. Ty wyrażasz pogląd na temat lewicy a
                        zatem o ludziach czy zbiorowościach lub formacjach politycznych.
                        Nie wiem czy myślisz o historii, czy o okresie współczesnym.
                        Czy pogląd swój opierasz na swoich własnych dociekaniach czy na tym
                        co przeczytałeś ( zgaduję - ktoś z IPNu, może Paczkowski ?),
                        albo usłyszałeś coś co rodzice mówili tak jak marcin.
                        Ja swoje poglądy w tej kwestii odnoszę do Polski współczesnej
                        i opieram o własne obserwacje i dociekania na gruncie wcześniej
                        zdobytej wiedzy i doświadczenia.
                        Mówię bardziej o cechach lewicowości z definicji, z mojej definicji
                        lewicowości.
                        Twój pogląd znam i widzę go jak czarną flagę na której wymalowano
                        trupią czaszkę z napisem ANTYLEWICA.
                        Udowadniać nic nie potrzebujesz, wystarczy Ci swoje własne głębokie
                        przeświadczenie i prawda, że „jaki jest koń, każdy widzi”.
                        Ale ja cię zapewniam, że lewica „za cholerę do kunia niepodobna”.
                        :-)
                        • donq Re: Jedna lewica. 16.11.07, 14:05
                          Milo mi, ze znasz moj poglad. Zapewne czytales inne moje posty
                          (zawsze fajnie wiedziec, ze ktos moje literki czyta).

                          Pisze o tym, o czym jest watek - o "lewicy". A wlasciwie pisalem o
                          tym, co dzisiaj tym mianem okreslac by chcieli tzw. "wolnosciowcy".
                          A co ja chetniej nazywam "lewactwo", bo dla mnie "lewica" w zasadzie
                          nic nie znaczy. Najwieksza antypatie czuje do kulturowego aspektu
                          lewicy - ktos powiedzial slusznie (nieprecyzyjny cytat): "poglady
                          polityczne lewaka latwiej zniesc niz jego pozostale poglady". Choc
                          wiem, ze jedna z zasadniczych cech lewej (wybacz, ale "lewica" w tym
                          sensie jest bardzo trafnym okresleniem) mentalnosci jest
                          sprowadzanie wszystkiego do polityki, wiec w oczach lewego jestem
                          wrogiem politycznym.

                          Swoj poglad opieram na tym co mi jest dostepne (czytalem, slyszalem
                          i przemyslalem). Jak kazdy. Ty tez. Sugerowanie jakoby wlasne
                          przemyslenia nieuchronnie prowadzily na lewo jest jednym z lewych
                          oszustw.

                          Po tych wyjasnieniach powtorze: lewactwo jest ideologia wymagajaca
                          przyjecia jej rozumienia swiata i czlowieka i postulujaca zmiane
                          swiata tak, by pasowal do jej wyobrazen. Celem jest i byl "nowy
                          swiat" z "nowym czlowiekiem".

                          Lewactwo nie jest "typem wrazliwosci". Owszem, niektorzy ludzie sa
                          wrazliwi na niedole innych bardziej niz innych, ale od tej
                          wrazliwosci do uznania lewackich ideologii droga daleka i bynajmniej
                          nieautomatyczna. Oczywiscie lewica twierdzi, ze automatyczna i
                          skutecznie uzywa tej wrazliwosci najczesciej niedoswiadczonych
                          jeszcze ludzi jako narzedzia konskrypcyjnego. Kazdy przechodzi czas,
                          w ktorym formuje sie jego oglad swiata. To wykorzystuja np.
                          handlarze narkotykow, sekty oraz wlasnie lewica do swoich celow.
                          Lewica - do zyskania miesa armatniego potrzebnego jej do skutecznego
                          naginania swiata do wlasnych teorii. Ani mieso ani ludzie w niedoli
                          nigdy nie stanowili dla lewicy celu, zawsze srodek.

                          Ideologia lewicy zawsze byla skoncentrowana na wladzy politycznej. W
                          formie obecnej sfera polityczna jest jedyna sfera unifikujaca
                          rzeczywistosc dla lewego umyslu. Ideologie rozwijano tak, by uczynic
                          ja niezatapialna. Stad relatywizm, znowu jeden z waznych elementow
                          lewego "imaginarium", ktory sluzy do kopania po kostkach kazdego,
                          ktorego trzeba pokopac. Nigdy nie jest uzywany zas do swojej
                          ideologii, ktora ponoc jest "neutralna", co stawia ja poza kazda
                          krytyka, ktora sila rzeczy musi byc nierelatywistyczna.

                          Takie czynienie ideologii niezatapialna powoli coraz bardziej
                          wyplukuje ja z jakiejkolwiek tresci. Nie zeby kiedykolwiek miala
                          jakas istotna tresc, ale chodzi o to, by ne pozostawic niczego,
                          czego mozna by sie bylo czepic. Lewacka ideologia jest swiadomie
                          wydmuszkowata. Poniewaz to nie wystarczy do kaptowania nowego miesa,
                          wymyslono, ze niby to pewien typ "wrazliwosci" o niczym innym nie
                          marzy, ale o przylgnieciu do wydmuszki.

                          Mieso oczywiscie po zwydmuszkizowaniu juz nie moze nic sensownie
                          myslec, bo ideologia zabrania. Na wyzszych etapach wtajemiczenia nie
                          moze nawet odwolac sie do logiki/racjonalnosci, bo ta tez jest poza
                          wydmuszka. Mieso w takim stanie jest gotowe do implantacji
                          wszystkich "neutralnych" idei. "Nowy czlowiek" powstal.

                          Do czego jest potrzebny "nowy czlowiek"? Aby byl w stanie mieszkac
                          w "nowym swiecie" oczywiscie. "Nowy swiat" to cel lewicy. Cel to
                          tylko i wylacznie wladza - polityczna, psychiczna, duchowa,
                          ekonomiczna, zlana w jedna totalna wladze w swiadomosci lewaka.
                          Lewak nie ma pogladow - wydmuszka mu nie pozwala. Ma jedynie
                          glebokie przeswiadczenie, ze lewactwo powinno rzadzic.

                          Temu celowi jest podporzadkowane wszystko, jak juz wielokrotnie
                          pisalem. Dla lewaka nie ma pisarzy - sa bojownicy na polu
                          literatury. Nie ma naukowcow - sa bojownicy na polu badan
                          empirycznych. Nie ma filozofow - sa bojownicy na polu idei. Warto
                          sobie to uswiadomic, jesli ktos naiwnie uwaza, ze w lewych ustach
                          np. "nauka" oznacza dazenie do ustalenia jak to naprawde jest.

                          Do takiego obrazu lewicy mozna dojsc. Oczywiscie, w mocno
                          zlewaczonym swiecie moze byc trudno, ale nie jest to jeszcze
                          niemozliwe. Postepy wydmuszkizacji sa jeszcze slabe.

                          Dla wyjasnienia - nie pochodze z "reakcyjnej" rodziny, ni ze
                          specjalnie "klerykalnej", nie mam rowniez zwiazkow z "reakcyjnymi"
                          srodowiskami (z postympowymi tez nie). Nigdy nie bylem lewakiem i
                          wydmuszkizacji nie podleglem (konskrypcja na wrazliwosc tez nie
                          dzialala specjalnie), ale do pewnego czasu bralem na powaznie
                          produkty lewej "kultury wspolczesnej". Tzn. zakladalem, ze jak ktos
                          do mnie cos mowi to mowi to na powaznie, a nie dlatego, ze jest
                          bojownikiem na jakims polu i jest w celu mojej wydmuszkizacji
                          powiedziec mi wszystko.

                          Jako czlowiek myslacy zaczalem dostrzegac pewne dysonanse. To mnie
                          zaintrygowalo, wiec poczalem zglebiac skad dysonanse sie biora (tu
                          dzieki dla nicka3, ktory byl/jest moim interaktywnym przewodnikiem
                          po zwydmuszkizowanym rozumie). Prawde mowiac nie wierzylem wlasnym
                          oczom - od tego czasu moje obrzydzenie do lewactwa tylko narasta.

                          DonQ
                          • andrzej369 Re: Jedna lewica. 16.11.07, 17:19
                            Widzisz tylko lewice jako osrodek wladzy nad czlowiekiem.
                            Nic bardziej blednego !

                            Osrodkiem wladzy wspolczesnej, jest tylko "kasa", nic wiecej.

                            Prawdziwi ludzie lewicy są dla ludzi, a nie ludzie dla lewicy.
                            To czlowiek powinien ustalac rzeczywistosc, a nie "kasa".
                            Owa "kasa" jest dla ludzi, a nie czlowiek dla kasy.
                            Prawdziwa lewica jest zwolennikiem dobrowolnej solidarnosci miedzyludzkiej, a nie solidarnosci z "pieniadzem".
                            Miejsce jest dla wszystkich, dla bogatych i klasy sredniej.
                            Chcemy aby czlowiek był wartoscia, a nie kasa.
                            Nie ma miejsca na rozdawnictwo ani na zabieranie bogatym.

                            Czy to tak trudno zrozumiec.

                            Lewica - to nie oszustwo !
                          • andrzej369 Re: Jedna lewica. 16.11.07, 21:23
                            Dong
                            Jeżeli chodzi o Twoja filozofie propo humanistow, to masz racje, są "wydmuszkami".
                            Zatem kim są obecni
                            filozofowie, psychologowie itp..

                            Zastanawiam sie Kim Ty jestes ?
                            Czy aby nie humanista ?

                            W starozytnosci każdy filozof był matematykiem, astronomem, przyrodnikiem i itp..
                            Dlaczego i kto zniszczyl ta wspaniala filozofie ?
                            Odpowiem Tobie.
                            Religie !!!
                            Wladcy religijni chcieli mieć wladze nad czlowiekiem . Dla nich owczesni filozofowie byli zagrozeniem w zniewalaniu ludzkiego umyslu.
                            To im sie udalo, ale do czasu.
                            Mamy nowe Oswiecenie.
                            Oswiecenie UMYSLU.
                            Czy Ty tego nie widzisz ?!
                            • andrzej369 Re: Jedna lewica. 16.11.07, 21:52
                              Jestem zwolennikiem teorii panteistyczno-mistycznej.

                              Może dlatego, ze poznalem fizyke, matematyke, astronomie, przyrode itp..
                              Nie uznaje "Boga" tlumaczonego przez wyznawcow religijnych.

                              Jestesmy tylko czescia wielkiej calosci.
                              Ta wielkosc to tylko wspaniala energia, ktora moze przekraczac szybkosc swiatla.
                              Tajemnice należy szukac w grawitacji !
                              Jest to tylko ruch wirowy, napedzany wspanialymi Gwiazdami.
                              Podrozujmy zatem, nie niszczac innych galaktyk.
                              Wiesz czym są tak zwane czarne dziury ?
                            • donq Re: Jedna lewica. 19.11.07, 14:35
                              O, widze, ze Ty zalapales sie na punkt interfejsu konskrypcyjnego
                              przeznaczonego dla "naukowych racjonalistow", ktory
                              przeciwstawia "religijny zabobon" "racjonalizmowi".

                              Jest to jak zwykle lewe oszustwo. Najwiekszym wrogiem "racjonalizmu"
                              jest lewactwo wlasnie.

                              Wiara i racjonalnosc jak najbardziej chodza w parze. Racjonalizm i
                              lewactwo sa szczesliwym malzenstwem tylko w lewym interfejsie
                              konskrypcyjnym. To zostalo juz dostrzezone dawno - mistyke czarnych
                              dziur wyznaje "materialist magician" - poszukaj sobie.

                              DonQ
                          • adrem63 Malujesz swój obraz 16.11.07, 21:28
                            Owszem czytam czasami Twoje teksty, może Cię rozczaruję, ale głównie
                            dla formy nie dla treści.
                            Często przy tym nachodzi mnie refleksja, że Ty to piszesz po
                            prostu „dla jaj”, albo żeby podrażnić tych którzy piszą serio.

                            Malujesz sobie swój obraz lewicy, chyba jednak z wyobraźni a nie z
                            natury i opowiadasz co tam widzisz. Dobrze, ale to jest Twój obraz i
                            Twoje widzenie, a moje jest całkiem inne.
                            Dla mnie Twój obraz jest niezrozumiały, zresztą ja nigdy nie
                            rozumiałem malarstwa abstrakcyjnego.
                            Jeśli piszesz o lewicy to chyba o ludziach. Ja jako człowiek o
                            ustabilizowanych poglądach lewicowych nie odnajduję się w Twoim
                            obrazie w najmniejszym nawet stopniu.
                            Niektóre typowe cechy prawicy przypisujesz lewicy (np. przedmiotowe
                            traktowanie człowieka ) tak że w pewnym momencie pomyślałem, że to
                            ja jestem prawakiem :-).

                            Ja także maluję swój obraz, różnica jest chyba taka, że Ty
                            wymalowałeś rodzaj karykatury, a ja próbuję wymalować coś
                            prawdziwego.

                            Jeśli mówię o wrażliwości ludzkiej lewicowca to mówię o tym
                            szczególnym rodzaju wrażliwości, który wyraża się niezgodą na
                            patologie społeczne, które prawicowy mainstream wytwarza i hołubi
                            jako zgodne z naturą lub dopust boży.
                            My mówimy NIE tak być nie może, musimy wspólnie wypracować inne
                            rozwiązania.
                            Zatem owszem chcemy zmieniać świat, przede wszystkim naprawiać te
                            rzeczy, które naprawić można i trzeba dla dobra publicznego. Chcemy
                            także aby przemiana człowieka nie szła w kierunku jaki wskazuje
                            ludziom obecnie rozwijająca się dynamicznie religia neoliberalna,
                            a raczej poszła w kierunku jaki wytycza humanizm.

                            Mniejsza o nomenklaturę, nie nazywając ludzi lewicą, lewakami czy z
                            drugiej strony prawakami ludzie różnią się mentalnością. Ogólnie
                            rzecz biorąc z jednej strony są ludzie życzliwi dla innych,
                            uważający że społeczeństwo powinno funkcjonować w oparciu o
                            demokrację, solidarny wysiłek, zaspokajanie potrzeb społecznych,
                            wyrównywanie szans rozwojowych ludzi, bezpieczeństwo socjalne.

                            Są też tacy z drugiej strony, którzy wymienione wartości mają za
                            nic, dla których najważniejszymi wartościami są dobro własne i
                            swojej rodziny (najczęściej jednak własne),
                            powiększanie majątku, przywileje, traktujący innych ludzi
                            nieprzyjaźnie widząc w nich przeciwników w walce o (dobro)byt.
                            To podział uproszczony, wychodzi na solidaryzm kontra egoizm, ale to
                            jest podstawa podziału.

                            No to do której grupy zaliczyłbyś siebie ?
                            Tu nie chodzi o żaden nabór, nie bój się, tylko w wyznawanie pewnych
                            wartości, tak jak człowiek dla którego cenne są wartości
                            chrześcijańskie czy katolickie należy do chrześcijan czy katolików.
                            Nabór zaś do danej grupy powinien się odbywać nie poprzez
                            indoktrynację dzieci lecz poprzez samoidentyfikację ludzi dojrzałych
                            do samodzielnych wyborów.

                            Mój skromny i zapewne niepełny dekalog kryteriów lewicowych
                            rozszerza nieco spektrum postaw ludzkich które uznaję za lewicowe
                            ( swoje, pożądane z punktu widzenia społecznego i ogólnoludzkiego ).
                            C.d.n.

                            • donq Re: Malujesz swój obraz 19.11.07, 14:04
                              Nie czuje sie rozczarowany, bo niby czemu.

                              Probuje to powiedziec jak najbardziej serio:

                              Z jednej strony nie maluje swojego obrazu "lewicy" w ogole (tzn. dla
                              mnie osobiscie "lewica" nie ma zadnej wartosci i w ogole w sensie
                              jaki Ty przedstawiasz dla mnie nie istnieje).

                              Jednoczesnie interesuje mnie, kim sa ludzie, ktorzy postrzegaja
                              swiat jak Ty - zaludniony przez szlachetnych,
                              wrazliwych, "oswieconych" lewicowcow i samolubnych, okrutnych,
                              ciemnych prawicowcow. Interesuje mnie skad sie ten manichejsko-
                              gnostycki (wybacz) propagandowy prymitywizm myslenia sie wzial i co
                              znaczy dla nas wszystkich. Stad w ogole pisze literki na forum.

                              Maluje zatem nie z wyobrazni ale z tego, co mi sami "lewicowcy"
                              powiedza glownie, oczywiscie w polaczeniu z tym, co wiem o historii,
                              filozofii itp. Zdaje sobie sprawe bowiem, ze pewnych rzeczy moga nie
                              chciec i nie chca mowic. I maluje bez troski o "lewice", ale w celu
                              zrozumienia tych, co sie o ten byt wirtualny troszcza. Nie tyle
                              maluje sobie obraz ludzi, ile ideologii.

                              Za absurdalny uwazam centralny poglad "lewicowca", Twoj takze, ze
                              dzieje swiata to walka "postepu" z "reakcja". Jest to marksistyczny
                              zabobon, bez ktorego nie sposob zbudowac sobie w umysle rownie
                              absurdalnego podzialu na wrazliwych lewicowcow i paskudnych
                              prawicowcow jako typow ludzkich. Dziwi mnie, ze prymitywizm tego
                              ujmowania swiata "wrazliwym ludziom lewicy" :) umyka.

                              W zwiazku z tym "lewicowiec" dla mnie nie oznacza czlowieka o
                              okreslonym typie wrazliwosci (jak to mowisz: ktory moze ale nie musi
                              politycznie na lewicy dzialac), ale czlowieka, ktory zglosil akces
                              do lewego "imaginarium" ideologicznego. Nie kazdy "wrazliwiec" to
                              robi, bo nie kazdy wrazliwy czlowiek jest naiwnym durniem.
                              Twierdzenia o tym, ze "kazdy przyzwoity czlowiek musi byc komunista"
                              czy tez wiernym jakiejs innej mutacji lewej ideologii ma dla mnie
                              duze stezenie kuriozalnosci.

                              Wiec lewak dla mnie to czlowiek, ktory sobie zaszczepil (lub mu
                              zaszczepiono) mentalnosc skladajaca sie z lewego "imaginarium".
                              Oczywiscie to zaszczepienie ma charakter mistyczno-religijny.

                              Teraz najwazniejsze, choc sie powtarzam: oszustwem jest twierdzenie,
                              ze to "imaginarium" ma cos wspolnego z troska o czlowieka.
                              Oczywiscie taka jest propaganda i interfejs konskrypcyjny i zapewne
                              lewa mentalnosc za absurd uwaza (jak Ty), ze jest to oszustwo.
                              Niewiele to zmienia.

                              To z czym to "imaginarium" ma zwiazek. Historia i obserwacje
                              ideologii nie pozostawiaja watpliwosci. "Imaginarium" jest
                              narzedziem walki o wladze. Wladze totalna - "imaginarium" obejmuje
                              wszystko redukujac wszystko do polityki, walki o wladze.

                              Co do okropnego antyludzkiego "neoliberalizmu" - nie jestem jego
                              entuzjasta. Nie bez przyczyny jest paskudny z powodu rodowodu
                              ideologow - czesto to byli trockistowscy lewacy, nie wyzbyci
                              mentalnosci lewackiej. Zreszta czyz nie jest tak, ze
                              lewe "imaginarium" ma spore zrozumienie wlasnie wsrod moznych tego
                              swiata? Ach ta lodowka Trockiego (ale dajmy pokoj spiskowym teoriom,
                              bo przeciez wszyscy wiedza, ze tylko oszolomy w nie wierza).

                              Jednak zywie spora sympatie dla idei, ze kazdy powinien dbac o swoje
                              interesy. Bogaci o swoje, "klasa pracujaca" o swoje. Lekkim
                              dreszczem napawa mnie np. mysl, ze moim pracodawca zamiast okropnego
                              kapitalisty moglby byc troszczacy sie o moje szczescie lewak.

                              Nieuniknione konflikty rodzace sie w zyciu ludzkiego mrowiska
                              lagodzic powinny obyczaje, sady itp. Nie zaprzeczam, ze ludzie maja
                              moralny obowiazek pomocy slabszym. Przy poczuciu wspolnoty to sie
                              dzieje. Lewica nie dazy do "sprawiedliwosci spolecznej" ale do
                              rozbicia poczucia wspolnoty, aby normalne mechanizmy spoleczne
                              znikly i do zastapienia ich redystrybucja panstwowa.

                              Cel jest klarowny - zapewnienie wladzy sily poprzez dostarczenie jej
                              znacznych srodkow. Przy okazji uwiarygadnianie interfejsu
                              konskrypcyjnego przez rozdawnictwo.

                              Do osiagniecia tego celu sluzy ideologia "wolnosciowa",
                              ktora "wyzwala" czlowieka z coraz to nowych "ograniczen"
                              pozostawiajac go samego, "wyalienowanego" na lodzie. Tak
                              pozostawiony nadaje sie juz znakomicie na klienta poteznego
                              totalnego lewego panstwa, ktore wygoniwszy go z domu da mu lepianke
                              i koc oraz odgoni wilki trabiac wszem i wobec, ze sie "troszczy".

                              A najbardziej zatroszczy sie o dzieci, ktore
                              pozbawione "indoktrynacji" w dziecinstwie (ktora to normalni ludzie
                              nazywaja "wychowaniem") slizgac na lodzie beda sie juz od
                              najmlodszych lat i nawet im do glowy nie przyjdzie, ze wielki brat
                              ich z lodu nie sciaga, ale je na nim umiescil.

                              DonQ

                              P.S. Na Twoj "dekalog" nie odpowiadam juz, bo musialbym sie
                              powtarzac. Dodam tylko, ze to chyba dobry obraz interfejsu
                              konskrypcyjnego.
                              • adrem63 Świat jest dwubiegunowy 20.11.07, 17:10
                                w różnych aspektach rzeczywistości, co nie zaprzecza istnieniu całej
                                masy stanów pośrednich.
                                Dla potrzeb dyskusji upraszcza sie opis rzeczywistosci do wskazania
                                zasadniczych linii podziału i specyficznych cech lub różnic, co nie
                                upowaznia oponenta do oskarżania adwersarza o prymitywizm,
                                manichejski sposob myslenia lub gnostycyzm. Wierzenia religijne są
                                interesujące, ale mnie one nie dotyczą.

                                Jeśli opisuję interesujacą mnie grupę ludzi o danych cechach
                                osobowych to nie oznacza wcale, że po drugiej stronie są ludzie o
                                cechach biegunowo odmiennych „okrutnych i ciemnych prawicowców”
                                chociaz tak pozornie wyglada, bo orientacyjny tylko jest podział
                                na prawicę i lewicę i radzę dla lepszego zrozumienia „ideologii” czy
                                mentalności Twojego adwersarza zrezygnować z tych wiodących w błąd
                                etykietek.
                                Odrzucam także „dowód z historii”, mówię o teraźniejszości.

                                Nie możesz zaprzeczyć,
                                że są ludzie którym się system społeczny w jakim im przypadlo żyć
                                nie podoba i sa tacy którzy sobie ten system chwalą. Istnieje też
                                cala masa ludzi , którzy się nie zastanawiaja, albo jest im źle, ale
                                myśla, że Bóg tak to urzadził to widocznie tak musi być, a w niebie
                                sobie to odbiją, są też tacy którzy nie rozumieja zwiazków
                                przyczynowo skutkowych, albo nie maja chęci sie nad tym zastanawiać.

                                Ponadto
                                są ludzie którzy chca zmieniać porządek tego świata, którzy wierzą,
                                że jest to możliwe, że świat nie musi isć w kierunku pogłebiania
                                przepaści pomiędzy biegunem bogactwa i biegunem nędzy, że świat w
                                końcu może pozbyć sie makabry wojennej, że ludzie mogą pozbyć sie
                                śmiertelnego lęku o byt biologiczny, że postep gospodarczy nie musi
                                być okupiony degradacją środowiska czlowieka, że czlowiek ma prawa,
                                zwlaszcza prawo do pracy z której może sie utrzymywać, że praca dla
                                wszystkich jest możliwa.
                                Twoje gołosłowne choć gorące zapewnienia, że to polega na oszustwie
                                nic nie zmieniają.
                                Nie wiem właściwie czemu zarzucasz oszustwo, zakładasz że czlowiek
                                nie może mieć uczciwych zamiarow?

                                Lewica-prawica to nie istotne. Wiele wazniejszy jest stosunek do
                                rzeczywistosci, czy chcesz ją naprawiać czy nie lub nawet psuć.

                                Neoliberalizm to nie to o czym myślisz, bo podstawiasz mu twórców
                                trockistowskich.
                                Kompletne niezrozumienie. Twórców neoliberalizmu nie znamy,
                                a „Chlopcy z Chicago“ takze nie wiedzieli że ich lekarstwo na
                                dolegliwości wywołane liberalizmem gospodarczym nie poskutkuje, a
                                powstanie nowotwór o nieobliczalnych skutkach.
                                Powiedz kto jest twórcą kapitalizmu.
                                Neoliberalizm to stale rosnąca pazerność wielkich korporacji, która
                                przeistoczyła się w religię wielkiego kapitału (a nawet kościół
                                kapitału) i skutkuje turbokapitalizmem. Zjawisko
                                o którym Marks jeszcze nie slyszał chociaż przewidywał.

                                Widzisz Donq,
                                warto się rozejrzeć wokół siebie, zobaczyć ile jest biedy i
                                nieszczęścia wokół i chociaż może nie ma go w twoim środowisku lub w
                                gazetach, które czytasz to nie znaczy, że go nie ma w ogóle.
                                Z tym trzeba coś zrobić i są ludzie gotowi coś robić.
                                I nie nazywaj tych ludzi „naiwnymi durniami“ bo to raczej niedobrze
                                świadczy o Tobie samym.

                                > Nieuniknione konflikty rodzace sie w zyciu ludzkiego mrowiska
                                > lagodzic powinny obyczaje, sady itp.
                                Teraz sam wydajesz sie być naiwnym,
                                albo może mam do czynienia z cynicznym szyderstwem.

                                > Jednak zywie spora sympatie dla idei, ze kazdy powinien dbac o
                                swoje
                                > interesy. Bogaci o swoje, "klasa pracujaca" o swoje.
                                No właśnie, może tutaj znajdziemy punkty styczne.
                                Myślę np. o strajkach maszynistów kolei teraz w Niemczech. Zarząd
                                kolei zadbał o swoje interesy w ciągu czterech lat powiekszając
                                swoje zarobki o 77% . Teraz pracownicy walczą o swoje interesy,
                                mając „siłę przebicia”,
                                tylko co będzie z tymi co tej siły przebicia nie mają ?

                                > Lekkim dreszczem napawa mnie np. mysl, ze moim pracodawca zamiast
                                okropnego
                                > kapitalisty moglby byc troszczacy sie o moje szczescie lewak.
                                Fanfaronada na pokrycie braku rzeczowych argumentów, Twoja ulubiona
                                metoda.
                                Zamiast duby smalone prawić porozmawiaj z pracownikami supermarketów
                                np. Biedronki.
                                No ale rozumiem, fanfaronada to też rodzaj taktyki konskrypcyjnej.

                                Słowo indoktrynacja dzieci użylem do określenia nauki religii w
                                szkołach w tymże kontekscie
                                I ma to niewiele wspolnego z wychowaniem dzieci.
                                A ślizgawka na lodzie przybiera jakby na sile,
                                pomimo stłamszenia oddziaływań lewicowych.
                                • donq Re: Świat jest dwubiegunowy 20.11.07, 19:32
                                  No i prosze, mam jeszcze jednego (oprocz nicka3) przewodnika po
                                  swiecie lewych idei. Dziekuje uprzejmie, jestes od nicka3 ciekawszy,
                                  mniej zideologizowany i mniej propagandowy. A na pewno inny (wiec
                                  moze jest 77 lewic?).

                                  Nie chce sie juz zbytnio powtarzac, wiec sprobuje krotko.

                                  Jak juz pisalem, "poglady polityczne lewaka latwiej zniesc niz jego
                                  pozostale poglady". Lewactwo wzbudza najwieksze obrzydzenie w sferze
                                  kulturowej.

                                  Ja rowniez nie uwazam, ze swiat idzie w dobrym kierunku. Inaczej niz
                                  ty, uwazam, ze za to odpowiedzialne sa idee "nowoczesne", wsrod
                                  ktorych lewe idee zajmuja poczesne miejsce. I ze ty chcesz go
                                  popchnac dalej w przepasc.

                                  Lewa mentalnosc wywodzi sie z obrzydzenia do
                                  zdemonizowanego "kapitalizmu" czy "systemu", ktory trzeba zmienic
                                  (dawniej przez rewolucje nagla, teraz czesciej przez pelzajaca).
                                  Charakterystyczne jest nierozroznianie sfery politycznej od innych -
                                  trzeba zmienic wszystko. Nawet jesli lewy dostrzega jakies problemy
                                  prawidlowo, to zazwyczaj przypisuje im niewlasciwe wagi. Czesto
                                  rowniez dostrzega pseudo-problemy. Od dostrzegania problemow do
                                  znalezienia rozwiazania jest jednak daleka droga. Lewe lekarstwa sa
                                  przewaznie gorsze niz choroba. Mowiac o zwiazkach przyczynowo-
                                  skutkowych, ktore chcesz wykorzystac do owych rozwiazac, mowisz
                                  raczej o swoich poboznych zyczeniach istnienia takich zwiazkow (ach
                                  te naukowe prawa rozwoju historycznego). I jak zazwyczaj ludzie o
                                  lewej mentalnosci zarzucasz tym, ktorzy tych "naukowych" zwiazkow
                                  nie przyjmuja za dobra monete "niezrozumienie". Ograny chwyt.

                                  To, zeby utozsamic chec "naprawy rzeczywistosci" z lewica trzeba
                                  wierzyc, ze lewica chce i moze "naprawic rzeczywistosc". Ja w to nie
                                  wierze. Co wiecej, uwazam, ze "rzeczywistosc" nie jest
                                  generalnie "zepsuta".

                                  Wiem, ze wokol jest duzo "biedy i nieszczescia". Nie uwazam, ze
                                  lewica ma na to rade. Uwazam, ze udaje, ze ma w celach uzyskania
                                  wladzy. Tu lezy oszustwo.

                                  Tak naprawde to co potrzeba to spojne, wyznajace wspolne wartosci
                                  spoleczenstwo regulowane przez zwyczaj i prawo. W jakis dziwny
                                  sposob lewak ten prosty poglad uwaza za naiwnosc (jakby mial do
                                  zaproponowania cos lepszego) nie dostrzegajac, ze walka z "systemem"
                                  rozklada wlasnie to, co daje szanse na regulowanie.

                                  Deklarowany cel lewaka - specyficznie pojmowana rownosc - jest
                                  calkowicie chybiony. To nastepne oszustwo, spreparowane po to, by
                                  moc przyjac role wyrownywacza. Nie ma zadnej przyczyny, dla ktorej
                                  trzeba by bylo wyrownywac wszystko. To co trzeba zapewnic to
                                  mozliwosc awansu ambitnym jednostkom, to wszystko.

                                  > tylko co będzie z tymi co tej siły przebicia nie mają ?

                                  Lewicowa nianka im to zapewni? Za friko? :)
                                  To ja jestem naiwny?

                                  > Zamiast duby smalone prawić porozmawiaj z pracownikami
                                  > supermarketów np. Biedronki.

                                  No i co bedzie jak porozmawiam? Stane sie lewakiem z calym bagazem
                                  ideologicznym?
                                  Czy problem pracownikow Biedronki jest problemem sklaniajacym do
                                  zmiany ogladu swiata, malym lokalnym problemem, czy pseudo-problemem?
                                  Czy lewak ma recepte dla pracownikow Biedronki?

                                  DonQ



                                • adrem63 kim są ludzie którzy... 20.11.07, 20:30
                                  > Jednoczesnie interesuje mnie, kim sa ludzie, ktorzy postrzegaja
                                  swiat jak Ty.

                                  Proszę bardzo,
                                  na przykład David Korten „Świat po kapitalizmie”, „When Corporations
                                  Rule the World”, mam napisać coś o nim, czy sam sobie znajdziesz w
                                  necie ?

                                  Na mój światopogląd mniejszy wpływ wywarło pochodzenie, a o wiele
                                  większe prawdopodobnie wychowanie w szkole i lektury na które
                                  natrafiłem i których sporo pochłonąłem w wieku 16-26 lat.
                                  Dzisiaj można powiedzieć u schyłku życia, biorąc także pod uwagę
                                  doświadczenia upadku realnego socjalizmu, nie zmieniłem zasadniczo
                                  swoich zapatrywań.

                                  Człowiek im starszy tym chyba głębiej zastanawia sie nad sensem
                                  życia i wartością jego przeróżnych stron. Z tych rozważań u mnie
                                  wynikało zawsze, że oprócz wielu innych zachowań, trzeba dążyć do
                                  poprawy tego co źle funkcjonuje, chociaż może nie widać nadziei i
                                  mnie to już nie dotyczy, ale jak widać z dziejów ludzkości, a choćby
                                  i mojej rodziny i rodzin mi znanych, sytuacja człowieka powoli
                                  poprawia się.
                                  Poprawia się tak nie dzięki „dobrym obyczajom” i „sądom” lub
                                  jałmużnie możnych tylko przez walkę i ciągły nacisk na rządy, na
                                  klasy burżuazyjne, które rządzą rządami.
                                  Coś ciekawego pod tym względem odbywa się właśnie we Francji.
                                  Nic nie ma „po dobroci”.
                                  Dlatego ja nie dziwię się, że tak wielu ludzi należących do elit
                                  intelektualnych i kulturalnych krytykuje istniejące stosunki
                                  społeczne i szuka lepszych rozwiązań.

                                  Również nie dziwi mnie postawa innych, którzy nie wierzą w
                                  żadne „mrzonki lewicowe”,
                                  ale tylko przy założeniu, że swoją misję na tym świecie ograniczają
                                  do tego żeby jak najwięcej „zacharapcić”dla siebie. Stąd
                                  prawdopodobnie biorą się postawy konformistyczne
                                  i kolaboracja z beneficjentami istniejącego „porządku” społecznego,
                                  obojętne jakiego.
                                  Niestety są to nie tylko ludzie prymitywni, ale także często o
                                  sporym poziomie erudycji.
                                  Może nie te geny ?
                                  • donq Re: kim są ludzie którzy... 20.11.07, 23:38
                                    > Również nie dziwi mnie postawa innych, którzy nie wierzą w
                                    > żadne „mrzonki lewicowe”,
                                    > ale tylko przy założeniu, że swoją misję na tym świecie ograniczają
                                    > do tego żeby jak najwięcej „zacharapcić”dla siebie. Stąd
                                    > prawdopodobnie biorą się postawy konformistyczne
                                    > i kolaboracja z beneficjentami istniejącego „porządku” społecznego,
                                    > obojętne jakiego.

                                    To mnie troche intryguje. Wynikaloby z tego, ze lewicowiec kazdy \"porzadek
                                    spoleczny\" uwaza za \"okupacyjny\". Ale co z tymi, ktorzy nie uwazaja, ze tak jest
                                    a nawet uwazaja istniejacy \"porzadek spoleczny\" za wartosc? I nie postrzegaja go
                                    w kategoriach \"wyziskiwacze/wyzyskiwani\".
                                    Ale lewy aktywizm rowniez doprowadzic ma zapewne do jakiegos \"porzadku
                                    spolecznego\". Czy ten \"porzadek\" juz bedzie OK, czy tez jako podpadajacy pod
                                    \"obojetnie jaki\" dalej bedzie \"okupacyjny\"?
                                    Skad w ogole przeswiadczenie, ze bedzie on lepszy? Historyczne doswiadczenia
                                    zaprzeczaja.

                                    > Na mój światopogląd mniejszy wpływ wywarło pochodzenie, a o wiele
                                    > większe prawdopodobnie wychowanie w szkole i lektury na które
                                    > natrafiłem i których sporo pochłonąłem w wieku 16-26 lat.
                                    > Dzisiaj można powiedzieć u schyłku życia, biorąc także pod uwagę
                                    > doświadczenia upadku realnego socjalizmu, nie zmieniłem zasadniczo
                                    > swoich zapatrywań.

                                    Moglbym powiedziec \"wszystko jasne\", naczytal sie gosc bzdur w mlodosci i na
                                    starosc rozumu nie przybylo (przy okazji zycze by zycie nie schylalo sie jeszcze
                                    za predko).
                                    Ja tez w szkole bylem czlonkiem Towarzystwa Krzewienia Kultury Swieckiej a nawet
                                    Towarzystwa Przyjazni Polsko Radzieckiej (nie z wyboru dodam), ale moze bardziej
                                    oparlem sie wchlanianiu czytanek o tym, jak Bagocki z Leninem sie wstrietili na
                                    Krakowskich Pljantach.

                                    Na moim przykladzie widac - jest nadzieja. Mimo przypuszczam podobnego szkolnego
                                    wychowania na lewaka nie wyroslem ani nawet przez lewacki okres mlodzienczy nie
                                    przeszedlem.

                                    Nie jestes skazany na bycie ofiara komuszego wychowania szkolnego! Odwagi!

                                    DonQ
                                    • adrem63 Re: kim są ludzie którzy... 21.11.07, 18:58
                                      Napisałem:
                                      >> Również nie dziwi mnie postawa innych, którzy nie wierzą w
                                      >> żadne „mrzonki lewicowe”,
                                      >> ale tylko przy założeniu, że swoją misję na tym świecie
                                      ograniczają
                                      >> do tego żeby jak najwięcej „zacharapcić”dla siebie. Stąd
                                      >> prawdopodobnie biorą się postawy konformistyczne
                                      >> i kolaboracja z beneficjentami istniejącego „porządku”
                                      społecznego,
                                      >> obojętne jakiego.

                                      Ty na to:
                                      > Wynikaloby z tego, ze lewicowiec kazdy \"porzadek
                                      > spoleczny\" uwaza za \"okupacyjny\".
                                      Nie wynikałoby, bo to nielogiczne. Pisałem o ludziach dla których
                                      rodzaj porządku społecznego jest obojętny bo dla nich ważna jest
                                      głównie korzyść osobista.

                                      > Ale co z tymi, ktorzy nie uwazaja, ze tak jest, a nawet uwazaja
                                      > istniejacy \"porzadek spoleczny\" za wartosc? I nie postrzegaja go
                                      > w kategoriach \"wyziskiwacze/wyzyskiwani\".
                                      O tych już pisałem w innym miejscu i nie chcę się powtarzać – czytaj
                                      uważnie.

                                      > Moglbym powiedziec \"wszystko jasne\", naczytal sie gosc bzdur
                                      > w mlodosci i na starosc rozumu nie przybylo.
                                      Widzę, że przechodzisz z dyskusji do „rękoczynów”, nie oddam Ci, nie
                                      chcę się zniżać do tego poziomu charakterystycznego dla prawactwa.

                                      Wyjaśniam tylko, że propaganda komunistyczna nigdy nie robiła na
                                      mnie wrażenia ani nie pociągała.
                                      Książki które wtedy czytałem to zupełnie coś innego niż sugerujesz,
                                      ale nie będę Cię oświecał jakie, bo nie zasługujesz na to.
                                      Zresztą tą dyskusję już kończę.

                                      > Na moim przykladzie widac – jest nadzieja. Mimo przypuszczam
                                      > podobnego szkolnego wychowania na lewaka nie wyroslem ani nawet
                                      > przez lewacki okres mlodzienczy nie przeszedlem.

                                      Więc może w Twoim przypadku zawiniła jednak genetyka.
                                      • donq Re: kim są ludzie którzy... 22.11.07, 17:48
                                        > > Wynikaloby z tego, ze lewicowiec kazdy \"porzadek
                                        > > spoleczny\" uwaza za \"okupacyjny\".
                                        > Nie wynikałoby, bo to nielogiczne. Pisałem o ludziach dla których
                                        > rodzaj porządku społecznego jest obojętny bo dla nich ważna jest
                                        > głównie korzyść osobista.

                                        Istotnie wprost nie wynika, ale taki watek w lewej mentalnosci sie
                                        przewija (abstrakcyjny "system" z ktorym trzeba wciaz "walczyc").
                                        Wydaje mi sie, ze tez takie mysli sa ci nieobce.

                                        Czyli uwazasz, ze istnieja "porzadki spoleczne", w ktorych
                                        lewicowiec z radoscia przyjmuje role "kolaboranta", a moze
                                        nawet "beneficjenta". To super musi byc taki "porzadek" i nawet
                                        rozmarzyc sie mozna by bylo, ale... W historii wiele bylo
                                        przypadkow "porzadkow", z ktorymi "kolaborowali" lewicowcy. Trudno
                                        przejsc nad tym do porzadku, nie uwazasz?

                                        > Wyjaśniam tylko, że propaganda komunistyczna nigdy nie robiła na
                                        > mnie wrażenia ani nie pociągała.

                                        Propaganda (zwlaszcza dobra) zostaje w czlowieku nie dlatego, ze
                                        go "pociaga", ale dlatego, ze jest dobrze zaprojektowana, a ludzie
                                        sa nieodporni (szczegolnie w wieku, ktory wspominasz). Zeby
                                        zrewidowac zaimplementowane "prawdy" potrzeba wysilku, ktorego albo
                                        nie zrobiles albo zrobiles i uznales, ze sowiecka propaganda to jest
                                        to. Bo gadasz jak w lzawych sowieckich filmach propagandowych.

                                        > Więc może w Twoim przypadku zawiniła jednak genetyka.

                                        Moze, tzn. zmienilbym czasownik "zawinila" na "pomogla" :)

                                        Ja nawet lubie genetyke. To fajna zabawa znajdowanie w potomkach np.
                                        gena rozrzucania kapci pamietajac przodkow :)

                                        DonQ
                                • adrem63 Podsumowanie 20.11.07, 22:24
                                  Wygląda na to , że w tej dyskusji już więcej nic nowego nie
                                  wniesiemy.
                                  Nie widzę sensu dyskutować z argumentami o charakterze ogólników
                                  wyrażających
                                  Twoje uprzedzenia i absurdalne tezy nie poparte konkretami.
                                  Wygląda to bardziej na wiarę w diabła w skórze lewicy niż na
                                  przekonanie poparte własnymi przemyśleniami.

                                  Ja podkreślam tylko swój wizerunek lewicy jaki opisany jest niżej w
                                  dekalogu lewicy.
                                  Są tam kryteria według których może się zidentyfikować grupa ludzi,
                                  która chce działać
                                  politycznie, chociaż nie mam złudzeń, że do tej grupy trafią sami
                                  idealiści.

                                  Teraz muszę zrobić dłuższą przerwę w pisaniu na forum i za Twoją
                                  radą
                                  „zadbać o swoje interesy”.
                                  Pozdrawiam !

                                  • donq Re: Podsumowanie 20.11.07, 23:24
                                    Zatem podsumujmy.

                                    Lewica jest quasi-religijna gnostycka ideologia oczekujaca od wyznawcow
                                    przyjecia jej wlasnego widzenia swiata.

                                    Ideologia w sferze propagandowej odwoluje sie do (re)sentymentow niezadowolonych
                                    i wykorzystuje je do swoich celow, oszukanczo twierdzac, ze niezadowolenie musi
                                    prowadzic do wsparcia lewicy.

                                    Dla lewicy nie ma roznic miedzy sfera ekonomiczna, polityczna, religijna,
                                    kulturowa. Swiat jest jednoscia i walka lewicy rozciaga sie na wszystkie te sfery.

                                    Lewica zapewnia sobie mozliwosc dowolnej mutacji ideologicznej przez
                                    wydmuszkizacje, tzn. nadaniu ideologii cech niezatapialnosci przez stopniowe
                                    pozbawianie ja tresci. Przy tym glosi sie glownie potrzebe \"dzialania\",
                                    \"zaangazowania\", co przy zwydmuszkizowanej ideologii oznacza stworzenie w pelni
                                    dyspozycyjnych \"aktywistow\".

                                    Lewica w celu utrzymania aktywistow w gotowosci bojowej ciagle wskazuje nowe
                                    problemiki i pseudo-problemy. Rozwiazywanie problemow oczywiscie nie lezy w
                                    interesie lewicy gdyz to wykopywalo by jej stolek spod nog.

                                    Lewica jest narzedziem uzyskiwania wladzy - tak politycznej jak i rzadu dusz.
                                    Celem jest panstwo Wielkiego Brata.

                                    Do powyzszych konkluzji mozna latwo dojsc analizujac ideologie oraz historie
                                    lewych sukcesow.

                                    DonQ
                                    • adrem63 Re: Podsumowanie 21.11.07, 21:03
                                      Zasadniczo mogę się zgodzić z tym co napisałeś, diabeł siedzi jednak
                                      w szczegółach, dlatego polecam przeczytać ze zrozumieniem dekalog
                                      lewicowca, który podałem wcześniej.

                                      Lewica ma swoją ideologię, a każda ideologia ma w sobie pierwiastek
                                      wiary, dlatego porównanie do religii nie jest „od rzeczy”, chociaż
                                      przykładanie wagi do tego porównania jest błędem.

                                      Niezadowolenie ludzi nie musi ich prowadzić do lewicy, np. gdy
                                      lewica jest przy władzy.
                                      Wtedy wpycha ich w ramiona opozycji np. prawicy, ta także odwołuje
                                      się w tej sytuacji do niezadowolonych. Nie zauważyłeś ?

                                      „Niezatapialność” ideologii lewicowej polega nie na pozbawianiu jej
                                      treści ( kompletny brak logiki), a wręcz przeciwnie, poza tym będzie
                                      ona niezatapialna tak długo jak długo cele lewicy nie zostaną
                                      osiągnięte.

                                      > Rozwiazywanie problemow oczywiscie nie lezy w interesie lewicy
                                      > gdyz to wykopywalo by jej stolek spod nog.
                                      Gdyby tak było to problemy rozwiązałaby natychmiast prawica, ale nie
                                      może, bo sama jest ich producentem i dlatego lewica musi żyć.

                                      > Lewica jest narzedziem uzyskiwania wladzy - tak politycznej jak i
                                      > rzadu dusz. Celem jest panstwo Wielkiego Brata.
                                      Ha,ha,ha,
                                      zatem wierzysz, że loża jaśnie oświeconych libertynów, chce
                                      zawładnąć światem wykorzystując oszukańczo ideologię lewicową i
                                      uczucia ludzi niezadowolonych ?
                                      Tylko że w teorie spiskowe wierzą podobno oszołomy, jak sam
                                      wspomniałeś na początku.
                                      Tu więc koło się zamyka.
                                      • donq Re: Podsumowanie 22.11.07, 18:50
                                        > Zasadniczo mogę się zgodzić z tym co napisałeś, diabeł siedzi
                                        > jednak
                                        > w szczegółach, dlatego polecam przeczytać ze zrozumieniem dekalog
                                        > lewicowca, który podałem wcześniej.

                                        Jak zwykle mylisz "zrozumienie" z "akceptacja" lub "przyjeciem
                                        pogladow kryjacych sie za...". Nic z tego, moj drogi.

                                        > Lewica ma swoją ideologię, a każda ideologia ma w sobie
                                        > pierwiastek
                                        > wiary, dlatego porównanie do religii nie jest „od rzeczy”, chociaż
                                        > przykładanie wagi do tego porównania jest błędem.

                                        Wprost przeciwnie, jest to kluczowy aspekt. Ideologia lewicowa
                                        bylaby niczym bez swojej quasi-religijnosci. Jest zaprojektowana
                                        jako "swiecka religia" po "smierci Boga". Sluzy do zaspokajania
                                        potrzeb religijnych postympowych ludzi, ktorzy nie wierza
                                        w "zabobony".

                                        > Niezadowolenie ludzi nie musi ich prowadzić do lewicy, np. gdy
                                        > lewica jest przy władzy.
                                        > Wtedy wpycha ich w ramiona opozycji np. prawicy, ta także odwołuje
                                        > się w tej sytuacji do niezadowolonych. Nie zauważyłeś ?

                                        Rozni ludzie probuja wykorzystac (re)sentymenty. Pokusilbym sie
                                        nawet o stwierdzenie, ze na tym polega dzialalnosc partii
                                        w "demokracji".
                                        Lewica jednak nie ma pogladow, tylko interfejs konskrypcyjny i
                                        glebokie przeswiadczenie, ze powinna rzadzic. Inne sily polityczne
                                        (mozna miec nadzieje) maja jakies cele poza czysta wladza.

                                        > „Niezatapialność” ideologii lewicowej polega nie na pozbawianiu jej
                                        > treści ( kompletny brak logiki)

                                        Nie, moj drogi, to ty wykazujesz kompletny brak zrozumienia. Cos, co
                                        ma tresc jest atakowalne, bo mozna tresc wziac pod lupe. To co nie
                                        ma tresci nie jest atakowalne, bo nie mozna sie niczego czepic.
                                        Myslisz, ze po co lewica tak uwielbia relatywizm w roznych formach?
                                        To pozwala jej podwazyc argumenty przeciwnikow pod
                                        zarzutem "nierelatywnosci". Nie majac tresci w swojej wydmuszce
                                        zapobiega sie atakowi odwrotnemu.
                                        Doslowny niemal cytat z Rorty'ego: "nie ma kryterium pozwalajacego
                                        stwierdzic, ktore poglady sa lepsze ale my wiemy, ze nasze sa
                                        lepsze". To jest kwintesencja myslenia lewicowego, przemysl to.

                                        > Gdyby tak było to problemy rozwiązałaby natychmiast prawica, ale
                                        > nie może, bo sama jest ich producentem i dlatego lewica musi żyć.

                                        No i teraz ja musze zarzucic kompletny brak logiki. Nic takiego nie
                                        wynika.
                                        Obraz "prawicy" jako producenta problemow i "lewicy" jako ich
                                        rozwiazywacza jest znow kuriozalny. Problemy stwarza swiat i
                                        kompletna bzdura i mitem jest lewackie mniemanie, ze czlowiek moze
                                        stworzyc "nowy swiat". Gdyby nawet lewica pelna najlepszych intencji
                                        dzialala zgodnie ze swoim interfejsem konskrypcyjnym, troszczyla sie
                                        i w ogole byla do rany przyloz i tak rozbije sie o rzeczywistosc,
                                        stanie w obliczu podobnych problemow jak stoimy teraz. Nie zaklniesz
                                        swiata aby dostosowal sie do twoich teorii. To widac jak na dloni
                                        obserwujac historie - problemy nie znikaly, a pojawialy sie nowe,
                                        wygenerowane przez chec nagiecia swiata do wyobrazen.

                                        > Ha,ha,ha,
                                        > zatem wierzysz, że loża jaśnie oświeconych libertynów, chce
                                        > zawładnąć światem wykorzystując oszukańczo ideologię lewicową i
                                        > uczucia ludzi niezadowolonych ?
                                        > Tylko że w teorie spiskowe wierzą podobno oszołomy, jak sam
                                        > wspomniałeś na początku.
                                        > Tu więc koło się zamyka.

                                        Mowiac o oszolomach bylem ironiczny (nie zakladaj, ze twoje lewe
                                        fobie sa podzielane przez przeciwnikow). Taka "teoria spiskowa" byla
                                        rzeczywistoscia gdy sowieci przez rozne miedzynarodowki i inne
                                        mechanizmy kierowali postympowymi umyslami dla swoich korzysci. No
                                        ale oczywiscie sowietow juz nie ma i teraz myslec, ze cos podobnego
                                        ma miejsce jest nie na miejscu :)

                                        Poza tym, z tego, ze lewica dazy do czystej wladzy nie wynika, ze
                                        ten wysilek jest skoordynowany swiatowo, logiku.

                                        DonQ
                                        • adrem63 Chciaem już kończyć, 23.11.07, 22:18
                                          z powodu braku czasu, ale jeśli moje zdanie jest dla Ciebie takie
                                          ważne, że przedłużasz dyskusję to mogę pisać dalej, tylko będziesz
                                          musiał czasami dłużej zaczekać na odpowiedź.
                                          Ponadto szczerze mówiąc, nie mogę się oprzeć żeby nie skonsumować
                                          niektórych z zaserwowanych tutaj dań.

                                          > Czyli uwazasz, ze istnieja "porzadki spoleczne", w ktorych
                                          > lewicowiec z radoscia przyjmuje role "kolaboranta", a moze
                                          > nawet "beneficjenta".
                                          W tym systemie lewicowiec nie musi być kolaborantem, bo będzie
                                          współtwórcą, a beneficjentem będzie człowiek pracy, a nie Kościół,
                                          partia, grupa trzymająca władzę czy grupa trzymająca sznurki
                                          od marionetek.
                                          Czy ja muszę takie proste sprawy wyjaśniać?

                                          > Propaganda (zwlaszcza dobra) zostaje w czlowieku nie dlatego, ze
                                          > go "pociaga", ale dlatego, ze jest dobrze zaprojektowana, a ludzie
                                          > sa nieodporni (szczegolnie w wieku, ktory wspominasz).
                                          > Zeby zrewidowac zaimplementowane "prawdy" potrzeba wysilku,
                                          > ktorego albo nie zrobiles albo zrobiles i uznales, ze sowiecka
                                          > propaganda to jest Bo gadasz jak w lzawych sowieckich filmach
                                          > propagandowych.

                                          Domyślam się, ze masz na uwadze propagandę komunistyczną pisząc o
                                          sowieckich filmach propagandowych.
                                          Nie zapominaj jednak o propagandzie antylewicowej, którą Kościół
                                          prowadzi od pół wieku, jak pamiętam, w Twoim stylu ( czy to nie
                                          ciekawe ? ), a po 89 i wcześniej niektóre środowiska bardzo
                                          intensywnie. Mogłeś więc ulec !?
                                          Ja mój światopogląd wyrobiłem sobie w inny sposób.
                                          Próba zindoktrynowania mnie przez KK nie powiodła się z uwagi na
                                          istotne wątpliwości, które pojawiły się w moim młodym umyśle.
                                          Podobnie było i z propagandą sowiecką.
                                          Twierdzę że człowiek myślący potrafi odróżnić to co jest propagandą
                                          od tego co istotne i ważne.
                                          Poza tym, czy nie zastanowiło Cię to, że istnieje wielu ludzi o
                                          poglądach lewicowych lub do nich zbliżonych, którzy nie podlegali
                                          propagandzie sowieckiej ?

                                          > Jak zwykle mylisz "zrozumienie" z "akceptacja" lub "przyjeciem
                                          > pogladow kryjacych sie za...". Nic z tego, moj drogi.
                                          O akceptacji nawet nie marzyłem znając już Twoje poglądy wcześniej.
                                          Uważam po prostu, że ludziom trudno się porozumieć głównie dlatego,
                                          że za mało przykładają się do odbioru, powtarzając coraz staranniej
                                          swoje tezy przy użyciu miłych sobie schematów myślowych.

                                          >> Lewica ma swoją ideologię, a każda ideologia ma w sobie
                                          >> pierwiastek
                                          >> wiary, dlatego porównanie do religii nie jest „od rzeczy”,
                                          chociaż
                                          >> przykładanie wagi do tego porównania jest błędem.

                                          > Wprost przeciwnie, jest to kluczowy aspekt. Ideologia lewicowa
                                          > bylaby niczym bez swojej quasi-religijnosci. Jest zaprojektowana
                                          > jako "swiecka religia" po "smierci Boga". Sluzy do zaspokajania
                                          > potrzeb religijnych postympowych ludzi, ktorzy nie wierza
                                          > w "zabobony".
                                          Jeśli nawet to co to ma za znaczenie ?
                                          Postępowi ludzie nie mają potrzeb religijnych, a raczej dążą do
                                          poznania bez pęta wiary.
                                          Znowu puszczasz swoje fajerwerki, ale zauważ przyjacielu, że po
                                          fajerwerkach pozostaje tylko smród i śmieci.

                                          > Lewica jednak nie ma pogladow, tylko interfejs konskrypcyjny i
                                          > glebokie przeswiadczenie, ze powinna rzadzic. Inne sily polityczne
                                          > (mozna miec nadzieje) maja jakies cele poza czysta wladza.
                                          To najczęściej powtarzane przez Ciebie zaklęcie, tylko że ono nie
                                          przybliża do prawdy, niezależnie od ilości powtórzeń.
                                          Takiej tezy nie da się udowodnić, bo trzeba byłoby wejść ludziom w
                                          głąb dusz, a tego jak dotąd nikomu nie udało się dokonać.
                                          Można to odłożyć spokojnie do innych pobożnych życzeń prawactwa
                                          (wishful thinking).

                                          >> „Niezatapialność” ideologii lewicowej polega nie na pozbawianiu
                                          jej
                                          >> treści ( kompletny brak logiki)
                                          > Nie, moj drogi, to ty wykazujesz kompletny brak zrozumienia. Cos,
                                          co
                                          > ma tresc jest atakowalne, bo mozna tresc wziac pod lupe. To co nie
                                          > ma tresci nie jest atakowalne, bo nie mozna sie niczego czepic.
                                          Przepiękna symplifikacja !
                                          Jak się nie ma do czego doczepić to znaczy, że to musi być puste.
                                          Tu się generalnie nie zgodzę, myślę że właśnie treści lewicowe
                                          dlatego są niepodważalne („nie ma się czego czepić”), bo racja jest
                                          po stronie lewicy i to wywołuje wściekłość u prawaków. Nawet
                                          spotkałem się z poglądem, że lewica kradnie im wartości :-).
                                          Lewica posługuje się relatywizmem, bo ma to sens.

                                          > Obraz "prawicy" jako producenta problemow i "lewicy" jako ich
                                          > rozwiazywacza jest znow kuriozalny.
                                          Czyżby ?
                                          Prawica jako zbiór zachowawczy, konserwatywny, bojący się zmian,
                                          nie rozwiązuje żadnych problemów społecznych, generuje tylko
                                          uzasadnienia, petryfikując w zasadzie niekorzystne trendy społeczne,
                                          dając tym samym pole dla powstawania nowych.
                                          Człowiek może nie jest w stanie stworzyć „nowego świata”, ale w
                                          dużym stopniu
                                          może pomóc ewolucji i czyni to. Pytanie czy czyni to dość efektywnie
                                          i optymalnie.
                                          Lewica chce aktywnie zmieniać stosunki społeczne na korzyść
                                          człowieka, prawica to hamulcowi postępu, czasami pożyteczna gdy
                                          terapia jest zbyt radykalna i grozi powstaniem nowego nieszczęścia.

                                          > Poza tym, z tego, ze lewica dazy do czystej wladzy nie wynika, ze
                                          > ten wysilek jest skoordynowany swiatowo, logiku.
                                          I tutaj się znowu mylisz,
                                          bo cały czas piszesz o lewicy ogólnie jako o ruchu światowym,
                                          o lewicy jako ideologii, a każda ideologia pragnie uszczęśliwić cały
                                          świat, powołujesz również przykłady lewicowców ze świata, więc nie
                                          ma podstaw logicznych do mniemania, że chodzi o jakąś lewicę
                                          lokalną, wyciągnięcie takiego wniosku byłoby właśnie nielogiczne
                                          cienki krytyku.
                                          • donq Nie konczmy jeszcze 24.11.07, 14:31
                                            A popiszmy sobie, co nam szkodzi. Ja cierpliwy jestem i nie domagam sie
                                            odpowiedzi natychmiast (zreszta jak mialbym to zrobic?)

                                            > W tym systemie lewicowiec nie musi być kolaborantem, bo będzie
                                            > współtwórcą, a beneficjentem będzie człowiek pracy, a nie Kościół,
                                            > partia, grupa trzymająca władzę czy grupa trzymająca sznurki
                                            > od marionetek.
                                            > Czy ja muszę takie proste sprawy wyjaśniać?

                                            Nie musisz, te androny znamy od dawna. Znamy juz wiele przykladow na to, jak to
                                            "beneficjentami" zostawali "ludzie pracy". Nie przypadkiem nigdzie nie odnosisz
                                            sie do historii.
                                            Sa to mrzonki, chec naginania rzeczywistosci do swoich wyobrazen. Rowna sie
                                            mysli, ze "fajnie by bylo, gdyby bylo fajnie".
                                            Stek marksistycznych bzdur, drogi panie! I Ty czytales ksiazki "inne niz ja
                                            mysle"? Chyba nie...

                                            Ustep o propagandzie i rzeczach "istotnych i waznych" jest komiczny: istotnie
                                            przyjemnie jest myslec o sobie jako o czlowieku "myslacym" i "krytycznym", ale
                                            jdnoczesnie gadajac marksistyczne bzdury brzmi sie komicznie.
                                            O "propagandzie antylewicowej" moge powiedziec tyle, ze jednym z glownych
                                            zarzutow w stosunku do obecnego Kosciola (z ktorym trudno sie nie zgodzic) jest
                                            wlasnie jego laszenie sie do (niezmiennie wrogiej mu) lewicy.

                                            > Poza tym, czy nie zastanowiło Cię to, że istnieje wielu ludzi o
                                            > poglądach lewicowych lub do nich zbliżonych, którzy nie podlegali
                                            > propagandzie sowieckiej ?

                                            Owszem, zauwazam, ze byli ludzie, ktorzy ideologie lewicowe traktowali czysto
                                            politycznie i instrumentalnie majac swoje cele. W zasadzie (niezaleznie od tego
                                            czy sie z nimi politycznie zgadzam czy nie) nie czuje do nich nicheci. Niechec
                                            czuje do zideologizowanych "ideowcow", ktorzy masowo czuli cieplo ze wschodu.
                                            Nie znosze tez innych, pokloconych rodzinnie z sowietami, ktorzy holdowali takim
                                            samym lub gorszym zboczeniom intelektualnym.
                                            Za nic mam wolte propagowana przez lewice, ze cale zlo to sowieci,
                                            "antysowieccy" zas lewicowcy sa wspanialymi "ideowcami".

                                            > Uważam po prostu, że ludziom trudno się porozumieć głównie dlatego,
                                            > że za mało przykładają się do odbioru, powtarzając coraz staranniej
                                            > swoje tezy przy użyciu miłych sobie schematów myślowych.

                                            Jesli mowa o schematach, to najbardziej schematyczne umysly sa wlasnie lewackie,
                                            poruszajacych sie w dusznych koleinach bzdur marksistycznych.
                                            Prawda jest natomiast, ze "to have a dialog with those who do not share our
                                            basic premises is nothing more than a stupid way to kill time". To robimy, moj
                                            drogi.

                                            > Postępowi ludzie nie mają potrzeb religijnych, a raczej dążą do
                                            > poznania bez pęta wiary.

                                            To jest czysty lewicowy zabobon. Pewnie nawet nie podejrzewasz, jak sie mylisz.

                                            > Przepiękna symplifikacja !
                                            > Jak się nie ma do czego doczepić to znaczy, że to musi być puste.
                                            > Tu się generalnie nie zgodzę, myślę że właśnie treści lewicowe
                                            > dlatego są niepodważalne („nie ma się czego czepić”), bo racja jest
                                            > po stronie lewicy i to wywołuje wściekłość u prawaków.

                                            Nie chodzi o to, moj drogi, ze "tresci lewicowe sa niepodwazalne", bo wszystko,
                                            co zawiera tresc jest podwazalne. Moga ci sie wydawac "niepodwazalne", bo twoj
                                            system wierzen sprawia, ze takie ci sie prezentuja.
                                            Piszac takie androny, prezentujesz sie jako calkowicie naiwny lewicowiec. Ten
                                            interfejs konskrypcyjny jest juz dobrze skompromitowany. Bardziej zaawansowani
                                            lewicowcy poszli droga "wydmuszkizacji", pozbawiania tresci ideologii celem
                                            uodpornienia na krytyke laczac to z nawolywaniem do "aktywizmu".
                                            Idealem jest pusty umysl, ale dzialajacy i wierzacy, ze enigmatyczny "postep"
                                            wyznacza kierunek dzialania. Czlowiek idealnie manipulowalny.
                                            Oczywiscie, ze takie dzialanie z punktu widzenia lewicy ma sens. Warunkiem jest
                                            jednak wyrugowanie jakiegokolwiek sensu z "dyskursu publicznego", do czego
                                            lewactwo dazy usilnie.

                                            > To najczęściej powtarzane przez Ciebie zaklęcie, tylko że ono nie
                                            > przybliża do prawdy, niezależnie od ilości powtórzeń.

                                            Zadnej tezy tego typu nie da sie "udowodnic".
                                            Tak, jak nie da sie "udowodnic" tego, ze lewica przez swe dzialania dazy do
                                            "wyzwolenia".

                                            > Lewica chce aktywnie zmieniać stosunki społeczne na korzyść
                                            > człowieka, prawica to hamulcowi postępu, czasami pożyteczna gdy
                                            > terapia jest zbyt radykalna i grozi powstaniem nowego nieszczęścia.

                                            Tych bzdur szkoda czytac. Najpierw wytwarzasz sobie w umysle marksistyczna papke
                                            (swiat jako arena walki "postepu" z "reakcja") a potem obsadzasz role w tym
                                            imaginowanym nierzeczywistym swiecie i traktujesz te role powaznie. Nie istnieje
                                            nic takiego jak "postep".
                                            Szczerze ci wpolczuje, naprawde, takiego widzenia swiata.
                                            To co ty czytales? Co cie uformowalo? Chyba jednak nie "inne lektury", niz mi
                                            sie wydaje...

                                            > bo cały czas piszesz o lewicy ogólnie jako o ruchu światowym,
                                            > o lewicy jako ideologii

                                            Tak, pisze o lewicy jako ideologii. Tak, ma ta ideologia swoje manifestacje tam
                                            czy tu. Nie wiem, jak to ma pociagac za soba mniemanie o koniecznosci
                                            koordynacji swiatowej automatycznie.
                                            Wydaje mi sie, ze za bardzo przesiaknales "logika" lewicowa, ktora de facto z
                                            logika nie ma wiele wspolnego (bo tak zostala zaprojektowana).

                                            > a każda ideologia pragnie uszczęśliwić cały
                                            > świat

                                            Jesli przez "ideologie" rozumiesz zestaw pogladow definiujacych widzenie swiata,
                                            to nic bardziej blednego. Nie ma zadnej potrzeby "uszczesliwiania" swiata. Wrecz
                                            przeciwnie, po historycznych doswiadczeniach kazdy rozsadny czlowiek bedzie
                                            wiecej niz nieufny w stosunku do ideologii obiecujacych "szczescie" czy "raj na
                                            ziemi".
                                            W istocie mowiac to pokazujesz jedynie, jak nie potrafisz sie wyzwolic z lewego
                                            "imaginarium". Jak scisle marksistyczne bzdury przylgnely do twoich szarych komorek.

                                            DonQ
                                            • nick3 Nudziarz śmiertelny;-) 24.11.07, 18:57

                                              Ileż można słuchać, donq, jak monotonnie, a zupełnie bez poczucia
                                              potrzeby jakiegokolwiek uzasadnienia tupiesz nogą i ogłaszasz różne
                                              objawienia w rodzaju:

                                              "Żaden postęp nie istnieje."

                                              (Nie istnieje? To poczytaj sobie o realiach życia w XVII wieku. I
                                              zamiast perrorować, pojedź sobie do kraju, gdzie jest jeszcze ciągle
                                              trochę podobnie, jak było wtedy. Są, są takie kraje!:) Choćby taka
                                              Arabia Saudyjska. Pomimo, że panuje w niej błędny islam zamiast
                                              słusznego katolicyzmu, ilość podobieństw z Europą przedoświeceniową
                                              jest na tyle duża, że doprawdy powinieneś ją przedłożyć nad zgniłą
                                              Eurosodomę!)

                                              Albo takie objawienie:

                                              >Nie da sie odrzucic istnienia prawdy i nie skonczyc na "kto kogo".

                                              Nie masz najmniejszej potrzeby uzasadniania tej tezy, pomimo, że
                                              odpowiadasz na mój post, w którym właśnie zakwestionowałem ten twój
                                              pewnik i przedstawiłem go jako "przesąd platoński".

                                              Urocze jest także to:

                                              >...moge powiedziec tyle, ze jednym z glownych
                                              > zarzutow w stosunku do obecnego Kosciola (z ktorym trudno sie nie
                                              > zgodzic) jest
                                              > wlasnie jego laszenie sie do (niezmiennie wrogiej mu) lewicy.

                                              Obawiam się, że, wyrażając rzecz oględnie, gdzie indziej we
                                              współczesnym świecie leżą "główne" zarzuty wobec Kościoła
                                              katolickiego;-)

                                              Nikt ci nie zabroni życia w "kontrrzeczywistości", ale to co piszesz
                                              jest po prostu fikcją.
                                              Mówiąc twoim patetycznym językiem: "kłamiesz".

                                              Więc trochę nudno gadać z kimś, kto ciągle stawia ci zarzuty, w
                                              oparciu o pewniki, których jedynym uzasadnieniem jest tupnięcie nogą.

                                              Ty rzeczywiście odmawiasz przedyskutowania swoich "basic premises",
                                              a wykorzystujesz do tej odmowy fakt, że wymagałoby to od ciebie
                                              pewnego wysiłku wyobraźni intelektualnej, do którego nikogo końmi
                                              zaciągnąć się nie da.

                                              Jak ktoś chce wierzyć, że nie rozumie jakiegoś niestereotypowego
                                              ujęcia jakiejś kwestii, to nie zmusisz go do uznania, że rozumie:)

                                              Będzie ci mówił "bełkot, bełkot, bełkot!" i zagłuszy w sobie
                                              wszelkie podejrzenie, że może rozmówca jednak miał do powiedzenia
                                              coś wartego namysłu.

                                              Ucieszyły mnie natomiast twoje pytania z poprzedniego naszego
                                              spotkania:

                                              >Jak odroznic
                                              >to, co pochodzi ze mnie od tego, co jest z zewnatrz? Dlaczego takie
                                              >rozroznienie ma miec jakiekolwiek znaczenie? Czy w ogole istnieje
                                              >cokolwiek, czego jeszcze nie pomyslano? Jak rozroznic moja wlasna
                                              >mysl prowadzaca do tego, co juz pomyslano od przyjecia pomyslanego
                                              >za swoje? Dlaczego mam odrzucac cos, co jest mi bliskie tylko
                                              >dlatego, ze ktos to juz gdzies pomyslal?

                                              Pytania są na tyle dobre, by przez chilę wręcz wydawało się, że nie
                                              traktujesz ich jako retoryczne.

                                              Wprawdzie szybko próbujesz rozwiać te złudzenia,
                                              skutecznie "odpowiadając" sobie na nie:

                                              Caly chumanizm to
                                              >wydmuszka - nie ma nic w srodku. Istnieje po to, co zwykle - w
                                              >celach implantacyjnych - sluzy zdeimplantowaniu tego, co nie sluzy
                                              >interesom postympu po pozorem, ze "nie swoje" i zaimplantowaniu
                                              >postympowych idei jako juz "swoich".

                                              I już pytań nie ma;-)

                                              Ale były.

                                              I to na tyle celne, że chyba tak do końca nie da się ich zbyć.
                                              • donq Esscytujacy rozmowca :) 24.11.07, 23:25
                                                Czy ty uwazasz, ze jestes interesujacym niepowtarzajacym sie forumowiczem?

                                                Ze twoje tyrady o "Prawdach Jedynych" sa odkrywcze, swieze i "niepokojace"?

                                                Puk, puk, chlopcze. To juz dawno powypisywano w komuszych encyklopediach.

                                                Urocze jest to, ze sadzisz, ze twoje tezy (w przeciwienstwie do mnie niby)
                                                "uzasadniasz".

                                                > Obawiam się, że, wyrażając rzecz oględnie, gdzie indziej we
                                                > współczesnym świecie leżą "główne" zarzuty wobec Kościoła
                                                > katolickiego;-)

                                                Jak czyje.

                                                > Więc trochę nudno gadać z kimś, kto ciągle stawia ci zarzuty, w
                                                > oparciu o pewniki, których jedynym uzasadnieniem jest tupnięcie
                                                > nogą.

                                                Nie powiem, ze z toba sie gada nudno, poniewaz gadam z toba dla uzyskania
                                                informacji o lewactwie.
                                                Ale jesli uwazasz, ze mozna sensownie "dyskutowac" z kims, kto nie uznaje
                                                prawdy, logiki i racjonalnosci - mylisz sie. Idiota bylby ten, kto chcialby to
                                                co mowisz brac za dobra monete.
                                                I zadne tupanie noga, ze to "przesad platonski" nic tu nie zmienia Ach jakze
                                                "uzasadnione" jest to, ze to "przedstawiles". Juz pewnie sam fakt, ze ty tak
                                                powiedziales wystarcza za "uzasadnienie"?

                                                > Nikt ci nie zabroni życia w "kontrrzeczywistości", ale to co
                                                > piszesz jest po prostu fikcją.

                                                O, ciekawe - istnieje jakas "rzeczywistosc" (skoro jest "kontrrzeczywistosc") i
                                                "fikcja". Moglbys mi to przyblizyc? Szczegolnie w kontekscie braku faktow,
                                                obiektywnosci zdarzen poza umyslem czlowieka itp. No bo zalozmy, ze ja widze cos
                                                tak a ty inaczej - skad i jak wiadomo, ze twoje widzenie jest "lepsze" i
                                                bardziej "rzeczywiste"?
                                                Zapewne to "osiagniecia psychologii" wskazuja na mnie jako posiadajacego
                                                "falszywa swiadomosc" a na ciebie jako dumnego posiadacza "swiadomosci
                                                autentycznej"? No ale skad wiadomo, ze owa "psychologia" w ogole mowi cos o
                                                tobie czy o mnie? Moze ona mowi tylko to, co sie wydaje "badaczowi"?
                                                Jestes schizofrenik czy cyniczny manipulator?

                                                > Jak ktoś chce wierzyć, że nie rozumie jakiegoś niestereotypowego
                                                > ujęcia jakiejś kwestii, to nie zmusisz go do uznania, że rozumie:)

                                                A ty wychylasz sie poza lewackie stereotypy jakos? Z twoich tyrad raczej wynika,
                                                zes porzadny yntelektualysta aktywny na odcinku forumowym.

                                                > Pytania są na tyle dobre, by przez chilę wręcz wydawało się, że nie
                                                > traktujesz ich jako retoryczne.

                                                To byly pytania do ciebie, nie do mnie.

                                                > Ale były.
                                                >
                                                > I to na tyle celne, że chyba tak do końca nie da się ich zbyć.

                                                Otoz to, otoz to - odpowiedz zatem.

                                                DonQ
                                              • donq Re: Nudziarz śmiertelny;-) 24.11.07, 23:30
                                                No i musze dodac, ze taktyka okreslania przeciwnikow jako "nudziarzy", ktorzy sa
                                                "przestarzali" i ciagle o tym samym "gledza" to staly element propagandy.

                                                Bo przeciez lewak tryska swiezoscia, ma coraz nowe ekscytujace "idee", idzie
                                                wciaz do przodu, "wybiera przyszlosc"!

                                                W taki prymitywny sposob propaganda probuje zdyskredytowac przeciwnikow
                                                ideologicznych.

                                                A przeciez wszystko obraca sie wokol kilku rzeczy co nienowe...

                                                DonQ
                                              • donq Re: Nudziarz śmiertelny;-) 24.11.07, 23:44
                                                Sorry ze tzry razy odpowiadam, ale chcialbym tez zrozumiec, czy lewak
                                                kwestionuje swoje "basic premises" w jaki sposob mozna to dostrzec jesli to robi.

                                                W twoich postach nie ma sladu czegos takiego.

                                                Pytalem cie juz kilka razy o mysli, ktore normalnie powinny nachodzic myslacego
                                                czlowieka: czy nie niepokoi cie fakt, ze pobratymca ideologiczny tow.
                                                Dzierzynski mial tak samo mocne przekonanie o tym, ze prowadzi swiat ku
                                                swietlanej przyszlosci jak ty masz teraz?

                                                Czy lewaka nie mecza w nocy koszmary, ze "Prawda Jedyna" moze jednak mimo
                                                lewackich egzorcyzmow istniec?

                                                DonQ
                                                • nick3 O moich schizofreniach:) 26.11.07, 01:28
                                                  Najwyraźniej - rozmawiasz "ze mną" jako z zoologicznym
                                                  okazem "lewaka".

                                                  Ale jeśli rzeczywiście chodzi ci o poznanie mentalności współczesnej
                                                  młodej lewicy, to nie jestem najlepszym źródłem. Wprawdzie pasowałeś
                                                  mnie na owego "lewaka", a ja w sumie rzeczywiście popieram lewicę (w
                                                  polskich warunkach to nawet - bardzo), ale do bycia jej "typowym
                                                  reprezentantem" - jest mi daleko. Wierz mi, bo kilku liczących się
                                                  lewicowców znam.

                                                  O trudnościach teoretycznych:

                                                  "Nieprzezwyciężalne aporie", które u mnie widzisz, wynikają stąd, że
                                                  uparcie odmawiasz zauważenia, iż ja odrzucam tylko absolutną
                                                  obiektywność, absolutną prawdę czy absolutne przeświadczenie (a
                                                  właściwie nie tyle nawet odrzucam, co - jak zobaczysz - kwestionuję
                                                  sensowność pseudopojęcia "absolutny"), a nie wszelką, choćby
                                                  względną obiektywność, prawdę 'lokalną' czy przeświadczenia
                                                  warunkowe i prowizoryczne. Tych nie kwestionuję.

                                                  Po prostu, kiedy przydybiesz mnie na którymś z zabronionych mi słów,
                                                  nie popadaj w euforię, lecz uwierz mi, że używam go w sensie takim,
                                                  jaki uznaję za dopuszczalny:)


                                                  Czy to są myśli "wydumane", nieszczere i oderwane od praktyki?

                                                  Nie. Choćby dlatego, że są odmową idei Prawdy Jedynej.

                                                  A jak wiadomo "idee mają konsekwencje" (np. w postaci
                                                  monoideologicznego państwa katolickiego, które łatwo potrafisz
                                                  wywieść jako logiczną konsekwencję ze swoich "basic premises").


                                                  Potrafię elegancko odpowiadać na twoje "przygwożdżające" zarzuty,
                                                  potrafię:)

                                                  A więc kiedy zarzucam komuś błąd czy nierzetelność:


                                                  Jeśli Grześ liczy zadanie, z jaką prędkością względem Ziemi porusza
                                                  się człowiek idący z prękością 5 km/godz względem pociągu jadacego
                                                  wzgledem Ziemi z prędkością 50 km/godz i jeśli temu Grzesiowi
                                                  wyjdzie, że to nie jest 55 km/godz. to (choćby się bardzo upierał)
                                                  mówimy, że źle zrobił pracę domową.

                                                  Ale jeśli powie to Albert Einstein, to to się nazywa Szczególna
                                                  Teoria Względności.

                                                  No widzisz, masz czego chciałeś: co jest prawdą ustala
                                                  mafia "wykształciuchów":)

                                                  Kontakt teorii ze "świadectwem eksperymentów" zapewne występuje, ale
                                                  nie polega na "rozstrzyganiu", jak wierzył jeszcze Popper.

                                                  I podobnie jest z tym, czy można ustalić, czy zarzut "zlewaczenia"
                                                  jest w dzisiejszej kulturze "głównym" zarzutem wobec Kościoła.

                                                  Jeśli ktoś ma taka wizję tej kultury, że ewentualnych
                                                  najważniejszych dla niej zjawisk szuka w środowisku Opus Dei, to
                                                  pewnie odpowie na to pytanie: tak.

                                                  Ale tak samo jak dla obrony jakiejś karkołomnej tezy w fizyce -
                                                  będzie musiał przyjąć wiele arbitralnych tez pomocniczych ad hoc.

                                                  Coś jak z Teorią Inteligentnego Projektu:)

                                                  Nie zdobędzie uznania Chulewu:)))

                                                  (A wiadomo, że to on decyduje o prawdzie:)




                                                  O twoim przekonaniu, że czeka nas "kto kogo", jeśli...

                                                  (właśnie: jeśli co? jeśli nie poznamy Prawdy absolutnej? czy: jeśli
                                                  czegoś za nią - być może mylnie - nie ogłosimy? czy: jeśli nie
                                                  będziemy do niej dążyć? czy: jeśli nie bedziemy wierzyć, że takowa
                                                  istnieje (ale może np. jest nieosiagalna)?)

                                                  Zakładasz pewną antropologię, zgodnie z którą w każdych warunkach
                                                  społecznych najnaturalniejszą dla ludzkiej emocjonalności drogą
                                                  osiągania zadowalających jednostkę relacji z innymi jest przemoc (o
                                                  ile akurat nie porazi jej umysłu nieodpartość... no właśnie: czy
                                                  potrzebne jest tu od razu zrozumienie prawdy, czy też wystarczy
                                                  przekonanie do czegoś branego za prawdę?)

                                                  Twoja antropologia nie ma potwierdzenia empirycznego.


                                                  Hume: "Rozum zawsze jest i powinien być tylko niewolnikiem
                                                  namiętności."

                                                  Tak to widzi empirysta.

                                                  Nie ma w człowieku wydzielonej wyspy o nazwie "intelekt". Człowiek
                                                  myśli tak jak żyje, a nie żyje tak jak myśli.


                                                  Czy przez to jest podatny na manipulację. Trochę tak. Ale to wcale
                                                  nie idzie łatwo!

                                                  Bo gdzież jest powiedziane, że ogromne zasoby ludzkiej psychiki
                                                  pozwolą się kiedykolwiek na tyle skutecznie opanować w istotnych dla
                                                  człowieka kwestiach, by nie móc jeszcze spłatać manipulatorom
                                                  poważnego psikusa?

                                                  Być może nawet autonomia psychiki narasta:

                                                  To prawda, że dziś kupujemy ten szampon, na którego reklamę wyłożono
                                                  najwięcej kasy, kobiety brzydzą się cellulitem, o którym ich babcie
                                                  nie słyszały i boimy sie chorób, na które lekarstwo akurat lansują.

                                                  Ale naszym przodkom społeczeństwo wdrukowywało rozmaite systemy tabu
                                                  dotykające samego rdzenia osobowości, wartości, za które byli gotowi
                                                  ginąć ze śpiewem na ustach, klasyfikacje bliźnich, z powodu których
                                                  jednych usilnie naśladowano, innymi bezlitośnie pogardzano, a
                                                  właściwie było już z góry zdeterminowane, kto może sie z kim zadawać.

                                                  Miejsca na nasycenie stosunków, w których się pozostawało, swoim
                                                  rysem osobistym i indywidualnością - praktycznie nie było.


                                                  Dziś nie jest świetlanie. Właśnie lewak tym sie różni od liberała,
                                                  że uświadamia to sobie.

                                                  Ale jednak jest sporo lepiej.



                                                  Tak więc, gdybym miał odeprzeć twoje obawy przed powszechną
                                                  manipulacją w społeczeństwie pluralistycznym, odpowiedziałbym chyba
                                                  metaforą (to nie to samo, co "bełkot":)

                                                  Ty mylisz elastyczność z brakiem wytrzymałości. Myślisz, że
                                                  wytrzymałe jest to, co twarde ("niewzruszone", bo "ścisłe" jak
                                                  pojęcie matematyczne). Na tym chcesz "opierać" życie społeczeństw.

                                                  Myślisz, że to, co elastyczne jest zwiotczałe i "bez kształtu". A
                                                  tymczasem to może być sprężyste! I w jednym sensie nie mając stałego
                                                  kształtu, w innym - jak najbardziej go jednak ma.

                                                  O ileż bezpieczniejsze są budowle z elastycznych materiałów podczas
                                                  np. trzęsienia ziemi!

                                                  Albo pójdźmy z metaforą jeszcze dalej: ty nie potrafisz się odnależć
                                                  w rzeczywistości płynącej. Na niej nie można się "oprzeć" w
                                                  klasycznym ("absolutnym") sensie. Ale może to w ogóle nie jest
                                                  potrzebne. "Wyporność" niektórych cieczy jest na tyle ogromna, że
                                                  można na nich stanąć niemal jak na gumowym materacu. W większości
                                                  miejsc nurt jest leniwy (w końcu to ta sama rzeczywistość, którą do
                                                  tej pory uparcie uważaliśmy za ciało stałe!!!)

                                                  Można jednak radzić sobie i w bardziej "płynnych" miejscach.

                                                  Można tam nawet zbudować dom. Tylko musi być on łodzią:)


                                                  Ale i bez łodzi można sobie radzić.


                                                  Pływajmy! Przy odrobinie ostrożności podczas nabierania wprawy - to
                                                  wcale nie musi skończyć się utonięciem!:)


                                                  Spróbuj to rozważyć. (To ściśle da się przełożyć na jezyk
                                                  epistemologiczny, tylko nie chciałem nudzić:)
                                                  • donq Re: O moich schizofreniach:) 26.11.07, 15:10
                                                    > Ale jeśli rzeczywiście chodzi ci o poznanie mentalności
                                                    > współczesnej
                                                    > młodej lewicy, to nie jestem najlepszym źródłem. Wprawdzie
                                                    > pasowałeś
                                                    > mnie na owego "lewaka", a ja w sumie rzeczywiście popieram lewicę
                                                    > (w polskich warunkach to nawet - bardzo), ale do bycia
                                                    > jej "typowym
                                                    > reprezentantem" - jest mi daleko. Wierz mi, bo kilku liczących się
                                                    > lewicowców znam.

                                                    Znasz pewnie powiedzenie "darowanemu koniowi nie patrzy sie w zeby"?
                                                    A jak ja zmusze "liczacych sie" lewicowcow do odpowiedzi na pytania?

                                                    No bardzo piekny wyklad. Pewnie stek analogii rzeczy
                                                    nieprzystajacych do siebie, mogacy byc co najwyzej ilustracja,
                                                    uznajesz za "uzasadnienie"?

                                                    Caly wywod jest sztuczno-propagandowy i zawiera zero tresci.

                                                    Dla przykladu, uwagi o Grzesiu i Einsteinie sa od rzeczy. To nie
                                                    jest zaden przyczynek do tego, ze "prawda" Grzesia jest inna
                                                    niz "prawda" Einsteina. Grzesia sie tak uczy, bo tak jest prosciej a
                                                    wystarczajaco precyzyjnie. Tylko wycwiczony w relatywistycznych
                                                    bredniach mozg moze tu dostrzec mnogosc "prawd" oraz przenosic
                                                    wzglednosc tak jak sie rozumie w teorii Einsteina na wzglednosc
                                                    prawdy.

                                                    Grzes nie powinien dostac dwoji jesli policzy jak Einstein,
                                                    wybiegajac swoim cudodzieciectwem poza program szkolny. Nic w tym
                                                    przykladzie nie swiadczy o tym, ze prawda nie istnieje. Na
                                                    twoje "widzisz zatem" odpowiadam "nie widze, bo nic nie
                                                    udowodniles". To oczywiscie nie przeszkodzi ci chodzic w
                                                    samoglorii "wykazywacza".

                                                    Ja wiem, ze uzywasz slow "w sensie jaki uwazasz za dopuszczalny". I
                                                    wiem, ze dobrze wiesz, ze rozmowcy przewaznie beda je rozumieli
                                                    inaczej i beda mysleli, ze mowisz o czym innym niz w swoim
                                                    rozumieniu mowisz. Wielokrotnie stwierdzalem, ze to jedna z metod
                                                    propagandy.

                                                    Wszystkie uwagi, ze na swiecie bywalo inaczej a u ludu Upa Pupa to
                                                    jest tak a tak sa beznadziejnie puste. Konstatacja, ze prawda jest
                                                    nieosiagalna a wszystko jest wzgledne jest calkowicie i doglebnie
                                                    nieinteresujaca. I co z tego? Dla ilustracji matematycznej - to tak,
                                                    jakbys rozwiazujac uklad rownan dumnie znalazl rozwiazanie trywialne
                                                    (zerowe) i oglosil koniec matematyki, bo wszystko jest zerem. Gdy
                                                    naprawde rozwiazanie trywialne nikogo nie interesuje wlasnie
                                                    dlatego, ze jest trywialne a prawdziwie interesujace jest
                                                    znalezienie rozwiazania nietrywialnego.

                                                    Prawda jest, ze aby wyjsc z trywialnej i nieinteresujacej
                                                    konstatacji o wzglednosci wszystkiego trzeba przyjac tezy
                                                    pomocnicze "ad hoc". Twoje klamstwo polega na tym, ze udajesz, ze
                                                    ich nie przyjmujesz, co jest niemozliwe. Gdybys je naprawde przyjal
                                                    nie moglbys niczego powiedziec. Tymczasem ty mowisz i to duzo, a
                                                    trywialnej obserwacji o wzgledosci wszystkiego uzywasz jak ci
                                                    wygodnie, selektywnie wykluczajac tezy politycznie niewygodne pod
                                                    pozorem niedopuszczalnej "absolutnosci" i _nigdy_ nie stosujac tej
                                                    trywialnej obserwacji do siebie.

                                                    Krygujesz sie co prawda obowiazkowo poprzedzajac swoje tezy
                                                    fraza "byc moze" lub podobna, ale to wyjatkowo zalosny zabieg,
                                                    przyznasz chyba?

                                                    No bo co to znaczy, ze uznajesz "prawdy lokalne" i "tymczasowe" a
                                                    nie uznajesz "absolutnych"? Jesli sa tylko "prawdy lokalne", jaka
                                                    masz mozliwosc unikniecia solipsyzmu? Nie truj o "polu
                                                    intersubiektywnej swiadomosci" tylko odpowiedz na konkretne pytanie -
                                                    dlaczego zakladasz, ze moje "prawdy lokalne" w jakikolwiek sposob
                                                    maja cos wspolnego z twoimi?

                                                    Moim przekonaniem jest, ze czeka nas "kto kogo" jesli wyrzekniemy
                                                    sie prawdy (nie "absolutnej" bo prawda jest jedna) i obiektywnosci.
                                                    Nie jest istotne, czy "cala prawde" poznamy (bo nie poznamy). Bez
                                                    prawdy jestesmy wydani na lup szarlatanow, ktorzy moga zrobic
                                                    wszystko, bo nic ich nie wiaze. Ty jestes tym szarlatanem.

                                                    Na marginesie - lewackie odrzucenie "prawdy absolutnej" to
                                                    najwyrazniej wyraz poheglowskiego kaca. Lewak w swojej mentalnosci
                                                    utozsamia prawde z tym, co wykoncypowal Hegel - caloscia swiata
                                                    stojaca przed oczami jako jedna zwarta "idea". Bankructwo tych
                                                    mrzonek osierocilo lewaka, ktory powiedzial sobie - skoro taka "cala
                                                    prawda" nie stanie mi nigdy przed oczami, to zadna prawda istniec
                                                    nie moze! I zamiast idei "calej prawdy" zamecza teraz swiat
                                                    nieistnieniem zadnej. Nie tracac oczywiscie pysznego przekonania o
                                                    swojej szlachetnosci i odkryciu (po raz kolejny) kamienia
                                                    filozoficznego.

                                                    Tylko co ja, do k... nedzy mam wspolnego z lewackimi kacami? Czy ja
                                                    sie kiedys upijalem Heglem?

                                                    > Zakładasz pewną antropologię, zgodnie z którą w każdych warunkach
                                                    > społecznych najnaturalniejszą dla ludzkiej emocjonalności drogą
                                                    > osiągania zadowalających jednostkę relacji z innymi jest przemoc

                                                    Przepraszam, ale co ty p...dolisz? Ja twoja koncepcje "przemocy" i
                                                    role jaka pelni uwazam za pozbawiona sensu (najwyrazniej to jedynie
                                                    twoja "prawda lokalna"), wiec absolutnie nie zakladam takiej
                                                    antropologii.

                                                    Cale wypocone tyrady o elastycznosci, ktorej ponoc zabrania
                                                    uznawanie prawdy a umozliwia jedynie uznanie, ze jej nie ma uznaje
                                                    uprzejmie za objaw "rozplywania sie w poezji". Chyba nie trzeba
                                                    wiele przenikliwosci by stwiedzic, ze takie "poetyckie" analogie nie
                                                    sa zadnym "uzasadnieniem"?

                                                    Jeszcze raz z przykroscia stwierdzam, ze odpowiedzi na najwazniejsze
                                                    pytania nie ma. Na te, ktore uznales za celne:

                                                    >Jak odroznic
                                                    >to, co pochodzi ze mnie od tego, co jest z zewnatrz? Dlaczego takie
                                                    >rozroznienie ma miec jakiekolwiek znaczenie? Czy w ogole istnieje
                                                    >cokolwiek, czego jeszcze nie pomyslano? Jak rozroznic moja wlasna
                                                    >mysl prowadzaca do tego, co juz pomyslano od przyjecia pomyslanego
                                                    >za swoje? Dlaczego mam odrzucac cos, co jest mi bliskie tylko
                                                    >dlatego, ze ktos to juz gdzies pomyslal?

                                                    Czy tez te:

                                                    > Chcialbym tez zrozumiec, czy lewak
                                                    > kwestionuje swoje "basic premises" w jaki sposob mozna to dostrzec
                                                    > jesli to robi.

                                                    > W twoich postach nie ma sladu czegos takiego.

                                                    > Pytalem cie juz kilka razy o mysli, ktore normalnie powinny
                                                    > nachodzic myslacego
                                                    > czlowieka: czy nie niepokoi cie fakt, ze pobratymca ideologiczny
                                                    > tow. Dzierzynski mial tak samo mocne przekonanie o tym, ze
                                                    > prowadzi swiat ku swietlanej przyszlosci jak ty masz teraz?

                                                    > Czy lewaka nie mecza w nocy koszmary, ze "Prawda Jedyna" moze
                                                    > jednak mimo lewackich egzorcyzmow istniec?

                                                    DonQ
                                                  • nick3 Re: O moich schizofreniach:) 26.11.07, 18:11
                                                    > Prawda jest, ze aby wyjsc z trywialnej i nieinteresujacej
                                                    > konstatacji o wzglednosci wszystkiego trzeba przyjac tezy
                                                    > pomocnicze "ad hoc".

                                                    Dla kogo nieinteresującej? Może to jest o naszym życiu bardziej niż
                                                    fikcje dogmatyków ("tezy pomocnicze ad hoc":))). Czemu
                                                    ewentualna "Prawda Jedyna" ma być bardziej interesująca? No, czemu!?

                                                    Wiedziałem, że się czepisz analogii. A są uczciwe.

                                                    Grześ i Einstein nie było o różnych prawdach, lecz właśnie o tym,
                                                    jak w obrębie "wiedzy trwale prowizorycznej", jaka jest fizyka,
                                                    można jednak mówić o błędzie, czy "ignorowaniu rzeczywistości".

                                                    Są to zarzuty "względne" (i po to przykład Einsteina, by pokazać, że
                                                    coś z pozoru identycznego z grzesiowym "ewidentnym fałszem" może w
                                                    pewnych okolicznościach być "genialnym odkryciem". Przyznasz, że
                                                    pewne tezy Einsteina są identyczne z tym, co było powodem uznania
                                                    przez nas wyniku Grzesia za "bzdurę".)

                                                    Ale z tego, że zarzut fałszu w fizyce jest z natury "względny", nie
                                                    wynika, by nie był czymś jak najbardziej serio (i dotyczy to nie
                                                    tylko Grzesia, ale nawet poważniejszych fizyków).

                                                    Pewnie, że na wiele pytań ci nie odpowiedziałem. (A tak swoją drogą,
                                                    czy naprawdę myślisz, że na wszystkie ważne dla ciebie pytania mogą
                                                    ci odpowiedzieć inni ludzie?:)

                                                    Tak samo, jak ty nie wysiliłeś się, by przemyśleć te odpowiedzi,
                                                    których ci już udzieliłem (choćby w postaci metafory, ale zupełnie
                                                    klarownej i bynajmniej niezasługującej na wzgardliwe w twoich ustach
                                                    miano "rozpływania się w poezji").

                                                    > Ja wiem, ze uzywasz slow "w sensie jaki uwazasz za dopuszczalny".
                                                    I
                                                    > wiem, ze dobrze wiesz, ze rozmowcy przewaznie beda je rozumieli
                                                    > inaczej i beda mysleli, ze mowisz o czym innym niz w swoim
                                                    > rozumieniu mowisz. Wielokrotnie stwierdzalem, ze to jedna z metod
                                                    > propagandy.

                                                    Nie, donq. Nie ma u mnie tej "perfidii", którą mi przypisujesz.
                                                    Naprawdę zależy mi na tym, by rozmówca, kiedy tylko zechce, mógł
                                                    sobie uświadamiać, że używam słów "prawda, wiedza, rzeczywistość" w
                                                    kontekście relatywizmu (co nie znaczy, że nie uzywam ich serio!)

                                                    > trzeba przyjac tezy
                                                    > pomocnicze "ad hoc". Twoje klamstwo polega na tym, ze udajesz, ze
                                                    > ich nie przyjmujesz, co jest niemozliwe.

                                                    Chodzi o "przesądy":)

                                                    Tłumaczyłem już:) Przyjmuję ich wiele, ale w sposób niezamierzony.
                                                    Różnię się od dogmatyka tym, że kiedy wychodzi na jaw, że to robię,
                                                    jestem gotów uznać kwestionowalność takich "premises". Co więcej,
                                                    sam na swój własny użytek dążę do tego, by przyłapywać się na
                                                    nieprzemyślanych założeniach, kiedy tylko jest po temu okazja.


                                                    > Gdybys je naprawde przyjal
                                                    > nie moglbys niczego powiedziec.

                                                    To naprawdę nieoczywiste!!!:)

                                                    Nie truj o "polu
                                                    > intersubiektywnej swiadomosci" tylko odpowiedz na konkretne
                                                    pytanie -
                                                    > dlaczego zakladasz, ze moje "prawdy lokalne" w jakikolwiek sposob
                                                    > maja cos wspolnego z twoimi?


                                                    Bo możemy rozmawiać.


                                                    Żeby w ogóle cokolwiek ROZUMIEĆ z mowy drugiego człowieka, trzeba
                                                    dzielić bez mała 99% jego mentalno-praktycznego "usadowienia w
                                                    życiu".

                                                    Badania nad komunikacją pomiędzy kulturami, czy nad autyzmem
                                                    uświadomiły nam to.

                                                    Tak, wiedza względna (jak każda). Ale jak najbardziej praktyczna!
                                                  • donq Re: O moich schizofreniach:) 26.11.07, 19:20
                                                    > Dla kogo nieinteresującej? Może to jest o naszym życiu bardziej
                                                    > niż fikcje dogmatyków ("tezy pomocnicze ad hoc":))). Czemu
                                                    > ewentualna "Prawda Jedyna" ma być bardziej interesująca? No,
                                                    > czemu!?

                                                    Z tego samego powodu, dla ktorego dla matematyka jest
                                                    nieinteresujace trywialne, zerowe rozwiazanie. Kazdy myslacy
                                                    czlowiek przyzna, ze takie rozwiazania sa nieinteresujace.
                                                    One nie sa o "naszym zyciu". One sa o niczym, bo nic nie zawieraja.
                                                    Albo o wszystkim - o zyciu ameby, o gwiazdach na niebie, o tobie i o
                                                    mnie. W tym sensie, ze o tym wszystkim nic nie mowia.

                                                    Przyklad Grzesia jest calkowicie nieuczciwy. Z tego przykladu dla
                                                    twojego relatywizmu nie wynika nic. O tym mowilismy tez wielokrotnie.

                                                    Po pierwsze, "wiedza trwale prowizoryczna" to cos calkiem innego niz
                                                    relatywizm. Owa wiedza musi byc tworzona z mysla o prawdzie. Inaczej
                                                    traci sens.

                                                    Po drugie, w takiej wiedzy to, co Grzesio wie jest wartoscia a nie
                                                    czyms do zdemaskowania i odrzucenia jako balast. Ja nie twierdze, ze
                                                    niczego sie nie mozna nauczyc ani zmodyfikowac ani ze nikt sie nie
                                                    moze mylic. Ja twierdze, ze nie mozna odrzucac prawdy.

                                                    Po trzecie, fizyka jest nauka empiryczna (krolowa nauk empirycznych
                                                    zreszta). Jej status jest calkiem inny niz filozofii. Ja wiem, ze
                                                    czlowiekowi po ukaszeniu swiat sie jawi jako jednosc,
                                                    albo zsyntetyzowana wszechogarniajaca jedna jedyna zasada obejmujaca
                                                    wszystko (podczas biesiady) albo jako jedna wielka nicosc (na kacu).
                                                    Ale coz, tak nie jest.

                                                    > Tłumaczyłem już:) Przyjmuję ich wiele, ale w sposób niezamierzony.
                                                    > Różnię się od dogmatyka tym, że kiedy wychodzi na jaw, że to
                                                    > robię,
                                                    > jestem gotów uznać kwestionowalność takich "premises". Co więcej,
                                                    > sam na swój własny użytek dążę do tego, by przyłapywać się na
                                                    > nieprzemyślanych założeniach, kiedy tylko jest po temu okazja.

                                                    Mozesz zatem skrocic droge, po co sie meczyc. Poniewaz mozesz byc
                                                    pewien, ze wszystko cokolwiek mniemasz zawiera cos wsrod swoich
                                                    zalozen, co nie jest nijak "udowadnialne", mozesz od razu wyrzucic
                                                    wszystko do kosza.
                                                    Nie zapomnij wyrzucic swoich lewackich przesadow takze. I zamilknij -
                                                    gdybys byl naprawde uczciwy, tak bys zrobil.
                                                    Pamietaj - nawet wiara w swoje myslenie wymaga zalozen. Jak
                                                    zatem "przemyslenie" ma pomoc?
                                                    Ale ty kwestionujesz tylko niepostympowe "premises", prawda?
                                                    Przeciez do tego sluzy relatywizm.

                                                    > > Gdybys je naprawde przyjal
                                                    > > nie moglbys niczego powiedziec.
                                                    >
                                                    > To naprawdę nieoczywiste!!!:)

                                                    To calkiem oczywiste. To prosto stwierdzic - sprobuj wymyslic jakis
                                                    poglad, ktory nie ma absolutnie zadnych logicznych zalozen.

                                                    > Bo możemy rozmawiać.
                                                    > Żeby w ogóle cokolwiek ROZUMIEĆ z mowy drugiego człowieka, trzeba
                                                    > dzielić bez mała 99% jego mentalno-praktycznego "usadowienia w
                                                    > życiu".

                                                    A dlaczego to, ze mozemy rozmawiac ma swiadczyc na korzysc
                                                    relatywizmu? Innymi slowy, jak to, ze jestesmy podobni ma swiadczyc
                                                    przeciwko istnieniu prawdy? Jak ma to swiadczyc za tym, ze to ja
                                                    jestem taki jak tobie sie wydaje, a nie ty taki, jak mnie sie wydaje?

                                                    Ja nie pytam cie dlatego, bo licze, ze mi udzielisz odpowiedzi na
                                                    nurtujace mnie pytania. Ja pytam, zeby poznac myslenie lewaka. Bo te
                                                    pytania, na ktore nie chcesz odpowiedziec nie maja lewackiej
                                                    odpowiedzi. To, ze wciaz robisz my wyklady z tych samych rzeczy,
                                                    starannie obchodzac rdzen tego co mnie interesuje (do czego sie
                                                    przyzwyczailem) najlepiej o tym swiadczy.

                                                    DonQ
                                                  • nick3 I kto tu buja w obłokach?:) 27.11.07, 12:53
                                                    Skupię się na tym:

                                                    >Mozesz zatem skrocic droge, po co sie meczyc. Poniewaz mozesz byc
                                                    >pewien, ze wszystko cokolwiek mniemasz zawiera cos wsrod swoich
                                                    >zalozen, co nie jest nijak "udowadnialne", mozesz od razu wyrzucic
                                                    >wszystko do kosza.
                                                    >Nie zapomnij wyrzucic swoich lewackich przesadow takze. I
                                                    >zamilknij -
                                                    >gdybys byl naprawde uczciwy, tak bys zrobil.
                                                    >Pamietaj - nawet wiara w swoje myslenie wymaga zalozen. Jak
                                                    >zatem "przemyslenie" ma pomoc?


                                                    Ty naprawdę chyba nie wierzysz, że ja traktuję swoje słowa cokolwiek
                                                    poważnie:) Bo dyskutujesz z nimi, jakby to były "wprawki w
                                                    uzasadnianiu".

                                                    Życie, drogi donq, życie!

                                                    Można (i pewnie warto, gdy coś ważnego od tego zależy) długo ważyć i
                                                    przeciwstawiać racje przemawiające za tym, że lepiej siedzieć w
                                                    domu - tym, że lepiej wyjść na dwór. Tyle że jeśli robimy to w
                                                    fotelu, to de facto żywimy pierwsze przekonanie, bo gdybyśmy żywili
                                                    drugie - wkładalibyśmy płaszcz i szli po schodach (być może nadal
                                                    wnikając w argumenty za i przeciw. Wcale nie przeczę, że to mogłoby
                                                    być nadal ważne!)

                                                    "Bezstronna uczciwość" (izolowana teoria, akademizm) rzeczywiście
                                                    prowadzi tylko do "rozwiązania zerowego".
                                                    Ale wszelkie ludzkie zachowanie zawiera "przekonania praktyczne". Są
                                                    one nieabsolutne i nieobiektywne, gdyż nie są dziełem izolowanego
                                                    ("bezstronnego") intelektu.

                                                    Ale to one właśnie są jedynymi kandydatami na prawdę, w takim
                                                    znaczeniu tego słowa, w jakim może ono mieć znaczenie dla
                                                    rzeczywistego ludzkiego życia.

                                                    Prawdę zawsze ludzką.

                                                    Nie solipsystyczną, bo jakoś zawsze od razu już uwspólnioną.

                                                    Ale lokalną.


                                                    "Oderwane od życia" rozważania nihilistyczne nie są dla
                                                    lewaka "sztuką dla sztuki", lecz techniką destrukcji
                                                    zabsolutyzowanych roszczeń intelektu (i generowanej przez nie
                                                    obsesji "jedynej obowiązującej rzeczywistości").


                                                    To nie znaczy, że lewak nie wie, że z rzeczywistością trzeba się
                                                    liczyć. Oraz, że jeśli tego nie robić, to okazuje się ona DOŚĆ
                                                    twarda.

                                                    Idzie o owo "DOŚĆ". Lewak nie absolutyzuje go w wyobrażenie
                                                    rzeczywistości jako obiektywnego muru faktów - "tam".

                                                    Nie istnieją zakończone w swej określoności stany rzeczy. Wszystko
                                                    się dopiero dzieje. I - jakkolwiek dziwnie to brzmi dla
                                                    ukształtowanego w poddańczym fatalizmie zdrowego rozsądku - nic się
                                                    nie dzieje bez naszego udziału!


                                                    "Słońce wschodzi i zachodzi, drzewa kwitną, liście ronią,
                                                    My strumień rzeczywistości kształtujemy własną dłonią!";-)


                                                    Prawda to to, w co wierzymy naszym działaniem, o
                                                    ile jest ono skuteczne.
                                                  • donq Re: I kto tu buja w obłokach?:) 01.12.07, 00:34
                                                    Chyba już jestem trochę zmęczony rozmową z tobą. Ileż można rozmawiać tym
                                                    samym, na dodatek ze schizofrenicznym propagandzistą. Strata czasu. Tym
                                                    bardziej, że uparcie nie odpowiadasz na najistotniejsze pytania. To nie są
                                                    pytania, na które ja nie potrafię sobie odpowiedzieć i dlatego pytam ciebie. To
                                                    są pytania skierowane do ciebie; takie, na które, jak to mówisz, "uczciwa"
                                                    odpowiedź jest zabójcza dla twoich przesądów.

                                                    Niemniej jednak na koniec jeszcze sobie coś powiem.

                                                    Mówisz w pewnym miejscu:

                                                    > Nie tylko historię, lecz także filozofię, a nawet zdrowe rozsądki
                                                    > społeczeństw - piszą zwycięzcy.

                                                    W pewnym stopniu, wychodząc od zera, może wydawać się to prawdą. Po pierwsze
                                                    zwróćmy uwagę jednak, że jest to pogląd najchętniej wyznawany przez kandydatów
                                                    na tyranów (a na pewno na "zwycięzców"). Jego treść to "kto kogo", tylko tak
                                                    trochę bardziej elegancko wyłożone, bez rewolucyjnej szczerości aktywistów. I
                                                    jeśli ktoś ten pogląd bierze na serio i stosuje konsekwentnie w praktyce, to
                                                    właśnie oni - tyrani i rrywolucjonisci.

                                                    Jednak my nie zaczynamy od zera. Mamy za sobą tradycję a w naszej historii było
                                                    już wielu zwycięzców. Zasadniczą i najpiękniejszą treścią naszej kultury jest
                                                    to, że "zwycięzcy" z naszej historii wymyślili filozofie uwalniające nas od "kto
                                                    kogo". Wskazali, że istnieje obiektywnie prawda, dobro i piękno, które to
                                                    pojęcia pozwalają nie uwierzyć "zwycięzcy".

                                                    To nie jest tak, jak w twojej oszukańczej, postawionej na głowie teorii
                                                    "opresji". To nie jest tak, że człowiek służy tym "absolutnym" pojęciom. To one
                                                    służą człowiekowi, to one uwalniają go od "kto kogo" samozwańczych "wyzwolicieli".

                                                    "Wyzwoliciele" oczywiście o tym wiedzą i właśnie dlatego chcą tę triadę
                                                    wyrugować z umysłów ludzi.


                                                    Mówisz, że:

                                                    > Pojęcia "prawdy" czy "rzeczywistości" należy widzieć jako społeczny
                                                    > produkt.

                                                    Oczywiście znaczy to, że "wszystko" należy widzieć jako "społeczny produkt".

                                                    Dajmy na to, decydując się wyjść z domu czy w nim zostać, również posługujemy
                                                    się jakimiś "wszczepionymi" nam zwyczajami. Nie ma żadnego powodu, aby mniemać,
                                                    że nasza "praktyczna" decyzja jest mniej uwikłana w "społeczne produkcje" niż
                                                    zimny intelekt, który ponoć w sposób szkodliwy "system" zapaskudził nam
                                                    pojęciami takimi jak "prawda absolutna". I cała filozofia "działaj nie myśl"
                                                    bierze w łeb.

                                                    Z bagna się tą filozofię wyciąga "psychologicznymi" teoriami o "fałszywych
                                                    świadomościach", że to niby nick3 potrafi powiedzieć, kiedy nasze działanie jest
                                                    "autentycznie nasze" a kiedy nie, ale to są duby smalone. Wiele pytań o to
                                                    zadałem, wszystkie zostały bez odpowiedzi.

                                                    Następny problem relatywisty jest taki: jak wyrwać się z solipsyzmu z nie popaść
                                                    w "odchylenie obiektywistyczne". Jakich wolt tu trzeba dokonywać! No bo dlaczego
                                                    "wewnętrzne prawdy" różnych ludzi są najwyraźniej "uwspólnione"? Czy to nie
                                                    dlatego, że istnieje prawda obiektywna, którą natura ludzka dostrzega, bo
                                                    została do tego wyposażona przez Boga? Nie, tak nie może być, więc trzeba
                                                    wynalejdować teorie o "intersubiektywnych świadomościach", które ponoć w jakiś
                                                    sposób znany tylko chulewowi przenika nas wszystkich jak ziąb na jesieni.

                                                    Interesujące jest podejście chulewa do tradycji. Gdy okłada maczugą w sprośności
                                                    "prawdy absolutnej" pogrążonych przeciwników ideologicznych, odwoływanie się w
                                                    referowaniu swoich poglądów do tradycji jest strasznym, dykswalifikującym błędem.

                                                    Gdy zaś przycisnę nicka3 pytając dlaczego mówi cokolwiek będąc relatywistą, mówi
                                                    mi, że on "tymczasowo" jednak się posługuje tradycją, ale nie zapomina dodać
                                                    lewowiernie, że on ponoć tą tradycję sobie w głowie na bieżąco "dekonstruuje"
                                                    (całkiem nie tak, jak paskudni "dogmatycy"). Czyli - co wolno wojewodzie...

                                                    Jego zapewnienia o stopniowej "dekonstrukcji" tradycji są oczywiście
                                                    hochsztaplerstwem czystej wody. Zapewnia, że każda "uświadomiona" część tradycji
                                                    powinna być odrzucona, aby już nie wywierała na nas "opresji". Ale nie sposób
                                                    przyjąć za dobrą monetę, że mówi do mnie nie zdając sobie sprawy z tego, że
                                                    używa np. logiki. Musi być świadom czym ta logika jest, więc powinien ją
                                                    odrzucić i nie mówić nic do mnie.

                                                    Na to on twierdzi, że przecież on "żyje", co ma niby tłumaczyć to, że musi tej
                                                    logiki używać, ale jej broń Komsiczna Energio nie "absolutyzuje". Ale to jeszcze
                                                    gorzej, bo jeśli "życie" wymaga jednak używania logiki, to może ona jest jednak
                                                    obiektywna?

                                                    Ponoć "życie" nie wymaga logiki, bo człowiek jako jedność, bez wydzielonego
                                                    "intelektu" po pierwsze "żyje", a myśli, bo tak "ewolucja" chciała i nie jest to
                                                    mu w zasadzie do niczego potrzebne. "Życie" zaś przejawia się w "działaniu",
                                                    niekoniecznie zaplanowanym przez "intelekt", który zamieszkują hydry wpuszczone
                                                    tam przez "zwycięzców". Ale przecież człowiek "działając" całym sobą nie może
                                                    być pewnym, że decyzje, w którą stronę "działać" nie są przypadkiem również
                                                    zaplanowane przez hydry zwycięzców, które przecież nie muszą zamieszkiwać tylko
                                                    "intelektu". Chulew to wie tropiąc i "demaskując" hydry umiejscowione i w sercu
                                                    i w umyśle i w duszy samej (apage, apage).

                                                    Ale to dla chulewa jeszcze bardziej zabójcze. Bo jeśli nie ma myśli nie
                                                    podszepniętej przez hydry, to musi tylko zamilknąć i przestać myśleć. Jeśli zaś
                                                    nie ma działania nie podszepniętego przez hydry (a jak słusznie nick3 mówi
                                                    zaniechanie działania też jest działaniem) to nie ma "życia", nieprawdaż?
                                                    Jedyne, co pozostaje, to strzelić sobie w łeb. Czy nie do tego prowadzić musi
                                                    konsekwentnie poprowadzony egzystencjalizm, tak podkreślający "alienację" i
                                                    "trwogę" człowieka?

                                                    To, że nick3 mówi, myśli i żyje najlepiej świadczy o jego "rzetelności". Bo
                                                    oczywiście nie bierze on swoich wywodów poważnie. Po prostu zgodnie z zasadą
                                                    "kto kogo" (to jest jedyna absolutna zasada chulewa) relatywizm jest użytecznym
                                                    narzędziem w walce chulewa o panowanie nad światem. Nie jest niczym więcej,
                                                    pamiętajcie o tym, kandydaci na "wyzwolicieli"!

                                                    DonQ

                                                    P.S. Myślę, że będę kończył moją pisaninę na forum. Od ciebie się niczego już
                                                    nie dowiem, a są ciekawsze zajęcia na świecie niż gadanie z relatywistą i
                                                    odpowiadanie na jego schizofreniczną tzw. "rzetelną" propagandę. Znudziło mi
                                                    się. Możesz sobie pisać swoje odkrywcze i świeże tyrady o "zamordystach",
                                                    "prawdach jedynych" itp. i puszyć się "rzetelnością" (tylko twoich ofiar mi
                                                    trochę żal, tych, którzy twoją "rzetelność" biorą na serio. Pa!
                                                  • nick3 To nie obiektywizm chroni przed "kto kogo". 02.12.07, 01:07
                                                    Miły donq,

                                                    Nieustanne insynuowanie oponentowi podłości nie należy w dyskusji,
                                                    jak się wydaje, do tradycji intelektualnej Aten, na którą tak się
                                                    powołujesz.

                                                    Pisząc o "zwycięzcach" opisuję stan rzeczy, a bynajmniej nie snuję
                                                    swoich rzekomych, chciwych krwi marzeń, jak w nudnych do bólu
                                                    insynuacjach powtarzasz.

                                                    Obawiam się (pokażę, że niebezzasadnie), iż wola manipulacji jest
                                                    głęboką cechą osobowościową - twoją i twojego swiatopoglądu.

                                                    Bo nie jest bynajmniej tak, by wiara w "absolutną prawdę obiektywną"
                                                    była znamieniem rezygnacji z pragnień uprzedmiotowienia drugiego
                                                    człowieka.

                                                    Jest zgoła przeciwnie!

                                                    Już samo posiadanie poglądu, że taka definitywna prawda (o tym kim
                                                    jest i powinien być Drugi) istnieje (i jest poznawalna przez
                                                    ciebie) - jest deklaracją zamiaru totalnego zawładnięcia nim!

                                                    Choćbyś się zarzekał, że "pomsta należy do Pana" i że ty
                                                    tylko "mówisz Drugiemu, jak naprawdę jest", a "do niczego go nie
                                                    zmuszasz"!

                                                    Także mylisz się gruntownie, pisząc, że pogląd o "zwycięzcach" jako
                                                    możliwym źródle znacznej części narzucanej nam ("narzucającej się":)
                                                    normalności

                                                    > jest to pogląd najchętniej wyznawany przez kandydatów
                                                    > na tyranów (a na pewno na "zwycięzców").

                                                    Zgoła przeciwnie!!! Jest to pogląd ludzi myślących i nieobojętnych
                                                    na krzywdę, bo TYLKO ON umożliwia zrzucanie pokładów wielowiekowej
                                                    przemocy wsączonej w kulturę przez licznych "zwycięzców",
                                                    niezauważalnej właśnie za sprawą swojej skuteczności (o ile by
                                                    oczywiście takowe pokłady istniały:) Lewak śmie sądzić, że jest to
                                                    co najmniej prawdopodobne:).

                                                    Zwróć uwagę na to, że TYLKO ON (ten pogląd) to umożliwia.

                                                    Pogląd o istnieniu obiektywnej prawdy absolutnej (i o jej
                                                    dostępności - w końcu "bomba nie jest po to, żeby leżała na półce":)
                                                    jest natomiast, nie chcę cię martwić, nieodłącznym wyposażeniem
                                                    despoty.

                                                    Powiedzieć ludziom, że tłamsisz ich arbitralnie, to prawie wzywać
                                                    ich, by poderżnęli ci gardło przy pierwszej nadarzającej się okazji.
                                                    Żeby manipulować ludźmi musisz im mówić, że realizujesz Prawdziwe
                                                    Wartości, które znasz lepiej od nich i które oni mają obowiązek
                                                    realizować, jeśli nie chcą stać się wspólnikami Zła.

                                                    Nie chcę mówić, kto z nas dwóch mówi takie rzeczy:) Otóż dobrze
                                                    wiesz, że wizja emancypacji człowieka tak, jak próbuję o niej mówić,
                                                    dokonuje wielu skomplikowanych zabiegów, by być wolną od owego
                                                    definitywnego obiektywizmu i absolutyzmu.

                                                    I to różni rzetelną lewicę od prawicowego dyktatu Prawdy Jedynej.

                                                    Tylko ten drugi jest manipulatorski (uprzedmiotawiający) Z ISTOTY.


                                                    Deklaratywnym pobożnym życzeniem jest moim zdaniem to:

                                                    > To nie jest tak, że człowiek służy tym "absolutnym" pojęciom. To
                                                    one
                                                    > służą człowiekowi

                                                    Jak!?

                                                    Naprawdę nie widzę innej odpowiedzi niż ta, którą próbujesz podać:

                                                    > to one uwalniają go od "kto kogo"

                                                    Uwalniają - ale, jak napisałem, tylko na sztandarach (co nie jest
                                                    wielką emancypacją).

                                                    Praktyka wygląda jednak tylko tak (a praktyka jest dla nędznego
                                                    materialisty całością rzeczywistości), że odtąd despotyzm musi swoją
                                                    wolę nazywać Prawdą Obiektywną.

                                                    (Wydawałoby się, że odtąd nie może być w swoich dekretach zbyt
                                                    kapryśny, ale od czego są kadry teologiczne:)

                                                    Otóż idea Służby Prawdzie Obiektywnej bynajmniej nie zmniejsza
                                                    skuteczności przymusu despotyzmu, lecz ZWIĘKSZA!

                                                    Możliwa staje się INDOKTRYNACJA. Poddani, uwierzywszy, pilnują się
                                                    sami!

                                                    > Wskazali, że istnieje obiektywnie prawda, dobro i piękno, które to
                                                    > pojęcia pozwalają nie uwierzyć "zwycięzcy".

                                                    Lub wierzyć tak, jak nigdy dotąd:)))


                                                    Ludzi, którzy nie mieliby pojęcia Prawdy Jedynej (choćby takiej, że
                                                    król jest bogiem), nie dałoby się zaprząc do metodycznego
                                                    zamieniania świata w Dom Niewoli. Słuchaliby się tylko w obliczu
                                                    bata. To za mało na skuteczne funkcjonowanie czegokolwiek.

                                                    Nie mówiąc już o tym, ze ja wciąż podtrzymuję wątpliwość, co do
                                                    twojego nieuzasadnionego przekonania, że bez idei takowej Prawdy,
                                                    ludzie MUSIELIBY żyć w kategoriach "kto kogo".

                                                    Być może społeczeństwo bezpieczne (i wychowujące ludzi empatycznych)
                                                    jest sumarycznie przyjemniejsze dla swoich członków, niż
                                                    społeczeństwo dopuszczające gwałt?

                                                    Nie przyszło ci to nigdy do głowy?

                                                    I że ludzie (zakładając, że są hedonistami) w końcu zdołaliby takie
                                                    społeczeństwo osiagnąć?



                                                    Nie ma pytań, na które odmawiałbym ci odpowiedzi "metodycznie".

                                                    Nie ma w ogóle pytań, na które odmówiłbym ci odpowiedzi rozmyślnie.

                                                    Wierz lub nie.


                                                    Sądzę też, że jest prawdopodobne, iż twarz chciwego dominacji
                                                    Manipulatora, którego tak uparcie (a bezpodstawnie) chcesz widzieć
                                                    we mnie, ujrzysz tak naprawdę - w lustrze.

                                                    Twoja walka o możliwość dyktowania innym Prawdy ich życia (a czym
                                                    innym jest "obiektywna prawda absolutna"?) jest tego nieomylnym,
                                                    niestety, znamieniem.

                                                    I na koniec żeby był i pozytywny akcent: zgadzam się z tym, co
                                                    piszesz:

                                                    Mamy za sobą tradycję a w naszej historii było
                                                    > już wielu zwycięzców. Zasadniczą i najpiękniejszą treścią naszej
                                                    kultury jest
                                                    > to, że "zwycięzcy" z naszej historii wymyślili filozofie
                                                    uwalniające nas od "kt
                                                    > o
                                                    > kogo".

                                                    (Którzy to - to już szczegół:))

                                                    Bo ja wcale nie jestem owym "manichejskim" gnostykiem, którego
                                                    chcesz we mnie widzieć.

                                                    "Hydry" są wszędzie. Ale nie tylko one.
                                                  • donq Re: To nie obiektywizm chroni przed "kto kogo". 02.12.07, 18:38
                                                    Na pożegnanie spróbuj w takim razie odpowiedzieć na jedno tylko pytanie. Nie
                                                    pisz długo już tego samego, bo to się mija z celem. Nie chowaj tego co chcesz
                                                    powiedzieć za "być może", to nie jest recepta na "neutralność". Nie wyobrażaj
                                                    sobie, że ważkość "uzasadnienia" wzrasta wraz z ilością cytatów (z siebie czy z
                                                    innych), które możesz podać (kłamstwo powtarzane wiele razy nie przestaje być
                                                    kłamstwem). Tyle chyba potrafisz, na tyle starczy ci tych wyrywkowych wspomnień
                                                    wyniesionych z kursów akademickich, na których opierasz swoje uśmieszki.

                                                    Zakładamy, że za dobrą monetę bierzemy, że filozofię piszą zwycięzcy, którzy
                                                    manipulują naszymi umysłami, zachowaniami a nawet pozornie glębokim
                                                    przeświadczeniami.

                                                    Skąd twoje przeświadczenie, że twoje poglądy (wszystko co mówisz) nie zostały po
                                                    prostu przygotowane przez pewnego "zwycięzcę", który tobą manipuluje dla swoich
                                                    celów?

                                                    Nie odwołuj się do "osiągnięć psychologii", które ponoć potrafią wskazać
                                                    "autentycznie swoje" poglądy. Owe "osiągnięcia" również mogą być produktem owego
                                                    "zwycięzcy", który chce, aby te właśnie a nie inne odczucia ludzie odczuwali
                                                    jako "swoje".

                                                    Nie pieprz o "życiu" - "autentyczne" wzorce działań takoż mogły zostać
                                                    zaimplantowane.

                                                    Czy tradycja "wolnościowa" nie jest matriksem, w którym kondycjonuje się ludzi
                                                    tak, by czuli się "wolni" gdy tak naprawdę są niewolnikami?

                                                    DonQ

                                                    P.S. Na to pytanie nie ma odpowiedzi w kontekście relatywistycznym, nie
                                                    spodziewam się zatem żadnej sensownej. Słowotok nie jest odpowiedzią.
                                                    Żegnam.
                                                    DonQ


                                                  • nick3 "Wiem, że nic nie wiem." 03.12.07, 01:08
                                                    Jeśli postawiwszy sobie to pytanie, nadal nie popełniam samobójstwa,
                                                    to znaczy, że dysponuję czymś, czemu ufam na tyle, by wyjąć to spod
                                                    domeny "Mrocznych Archontów".

                                                    Nie jest to jednak żadne dające się obiektywnie (uchwytnie)
                                                    wydzielić "coś" (w tym sensie pozostaje poniekąd aktualne
                                                    owo "wszędzie", kiedy pisałem, że "hydry są wszędzie").

                                                    (Jak już pisałem - nie tylko one - nie jestem paranoicznym
                                                    gnostykiem.)

                                                    To czemu ufam, daje się nieuchwytnie wyczuć w moim żywiołowym
                                                    pragnieniu spełnienia, a to ono jest tym, co najzasadniej ze
                                                    wszystkiego może być nazwane "mną".
                                                    To ono dochodzi do głosu w głebokim buncie wobec oporu, który tym
                                                    samym okazuje się krzywdą (moją lub cudzą).

                                                    Do niego i tylko do niego odwołuję się, gdy posiłkuję się
                                                    czymkolwiek (wybranymi wątkami psychologii, filozofią dawną czy
                                                    nową, Platonem, greckimi sceptykami czy Marksem).

                                                    "Czy wolność nie jest niewolą?":) He, he, nie tak prędko, Wielki
                                                    Bracie:)

                                                    Rozumiem powagę zarzutu, ale to nie zmniejsza mojej nienawiści do
                                                    Ciebie!




                                                    Tak, właśnie radykalizm zapytywania (a tego w gruncie rzeczy się
                                                    domagasz) jest warunkiem indywidualizmu intelektualnego (owej
                                                    samodzielności myślowej, o którą niegdyś pytałeś).


                                                    To filozofia.
                                                  • donq Re: "Wiem, że nic nie wiem." 03.12.07, 10:50
                                                    A "zywiolowe pragnienie spelnienia", ktoremu tak ufasz, nie moze byc
                                                    zaszczepionym ci przez mroczne sily "zwyciezcow" uczuciem? Jak
                                                    najbardziej moze. Twoja ufnosc jest, excuse le mot, gowno warta.
                                                    Rozumiesz chyba, "badz soba, wybierz Pepsi" :)

                                                    Twoj "gleboki bunt" nie moze byc zrecznie sterowany, aby przez
                                                    gleboki przypadek byl skierowany przeciw wrogom "zwyciezcow"? Alez
                                                    moze!

                                                    Moze nawet, o "wolnosci" droga, "radykalizm zapytan" moze byc
                                                    odpowiednio ukierunkowany?

                                                    Co wiecej, na oba pytania powyzej odpowiedz jest nie tylko "moze"
                                                    ale w twoim wypadku "jest"! Wystarczy krytycznie popatrzec na
                                                    tradycje, z ktorej sie wywodzisz! Twoje zarzuty tworzenia "prawdy"
                                                    przez "zwyciezcow" w stosunku do twoich wrogow sa albo nie sa
                                                    prawdziwe. W stosunku do twoich przyjaciol - trafione w dziesiatke!

                                                    Chwytaj zatem za nagana (w wersji mnie rrywolucyjnej gaz wystarczy)
                                                    i zrob to, co kazdy uczciwy "wolnosciowiec" zrobic powinien! Niech
                                                    zagrzewa cie mysl, ze nie bez watpienia bedziesz pierwszy!

                                                    I nie tak predko z "wolnoscia". Nie ma zgody na ustawianie boiska
                                                    przez samozwancze przypisywanie swoim pogladom "wolnosci". Nie tak
                                                    predko.

                                                    DonQ
                                                  • nick3 Re: "Wiem, że nic nie wiem." 04.12.07, 22:40
                                                    Jestem krytykiem, a nie paranoikiem.

                                                    Nie da się nic sensownego powiedzieć, sugerując, że być
                                                    może "wszystko jest represywne". To nonsens. To, co jest
                                                    represjonowane, nie jest represją, o ile to słowo ma mieć
                                                    jakikolwiek sens.

                                                    Represję (przemoc strukturalną) tylko konserwatysta chce widzieć
                                                    jako fikcyjny werbalizm. Lewak twierdzi, że ona po prostu naprawdę
                                                    boli. I po tym się ją poznaje.

                                                    Właśnie dlatego nie "wybieram Pepsi" że coś mi tu nie gra.

                                                    Nie dlatego, że to niezgodne z ósmym punktem Kamiennej Tablicy
                                                    pt. "Gazowanego nie tkniesz!"

                                                    Ale dlatego, że ja subiektywnie (a tego nikt za mnie powiedzieć mi
                                                    nie może) źle się czuję w świecie, który cel mojego istnienia widzi
                                                    w piciu kolorowanych płynów, jedzeniu chipsów i gapieniu się w ekran
                                                    o odpowiednio dużym rozmiarze.

                                                    Taki świat uwiera.

                                                    Nie każdy czuje to od razu. Fani kapitalizmu mówią, że jest im
                                                    super, a tych, którzy nie chcą zgodzić się na taki świat, mają za
                                                    snobów, nieudaczników i "złodziejskich socjalistów".

                                                    Możesz sądzić, że o wartości Pepsi nie dowiadujesz się od swojego
                                                    własnego smaku (z autopsji), lecz mówią ci o tym jakieś zewnętrzne
                                                    autorytety (lub rozumowania, ale ostatecznie oparte na 'basic
                                                    premises', czyli na autorytecie).

                                                    Ale tak nie jest. Musisz ufać swojemu własnemu zmysłowi oceny, by
                                                    wierzyć, że byłeś zdolny wybrać właściwy autorytet.

                                                    Ale w takim razie autorytet subiektywności był tu pierwotny.

                                                    Jej pewność zaś nie opiera się na rozumowaniu (nie "żyję tak jak
                                                    myślę").

                                                    Więc argumenty tu nie oddziałują (przynajmniej nie wprost). Gdyż
                                                    jest to sfera osobista, a nie teoretyczna. Boli to boli. Brzydzi to
                                                    brzydzi. I basta.
                                                    Nie jestem aniołem Tomasza z Akwinu, by wszystko było we mnie
                                                    intelektem i podlegało argumentacji.

                                                    Nie jest ta pewność jednak dogmatyczna, ponieważ nigdy nie wyraża
                                                    się do końca w wyrazistych poglądach. Artykulacje ("poglądy") zaś
                                                    zawsze są próbami prowizorycznymi i oczywiście obowiązuje je
                                                    refleksja i dyskusja.

                                                    Ale subiektywność nie jest poglądem:)



                                                    (Skądinąd twoje zastrzeżenia są typowymi argumentami
                                                    zwolenników "prawdziwej wolności" przeciwko wolności po prostu.

                                                    I odpowiada się na nie, jak dawniej, "kwestią smaku":)

                                                  • donq Re: "Wiem, że nic nie wiem." 05.12.07, 10:34
                                                    Mowa trawa, chlopie.

                                                    Mnie uwiera swiat, w ktorym panuje lewacka mentalnosc i nie moge
                                                    powiedziec, ze cos jest prawda, bo totalniackie nicki3 mi
                                                    zabraniaja. I w ktorym nic nie istnieje, oprocz lewackich rojen.
                                                    Twojej wizji swiata nie wybieram, bo wlasnie w takim swiecie "cos
                                                    nie gra"!

                                                    Najpierw robisz wielkie halo jak to moje uczucia sa starannie
                                                    zaplanowane przez "zwyciezcow", z czego wynika, ze nie powinienem
                                                    wierzyc swojej, ponoc zaprogramowanej, "subiektywnosci", po czym
                                                    probujesz mnie przekonac, ze powinienem sie przejac
                                                    twoja "subiektywnoscia"! Chlopie, to, co cie uwiera i co ci nie gra
                                                    jest starannie w tobie zaprogramowane! Tak jak twoje "smaki", ktore
                                                    dla mnie sa wyjatkowo obrzydliwe.

                                                    Po prostu smieszny jestes, gdy mowisz:
                                                    > Ale w takim razie autorytet subiektywności był tu pierwotny.
                                                    > Ale subiektywność nie jest poglądem:)
                                                    po tyradach, jak to niby ja mam "falszywa subiektywnosc". Ze niby
                                                    twoja "subiektywnosc" nie podlega argumentacji a moja podlega
                                                    (zdemaskowana przez "osiagniecia psychologii")! Jesli swej
                                                    smiesznosci nie dostrzegasz, moje wyrazy wspolczucia.

                                                    I pytanie - dlaczego twoja "subiektywnosc" ma byc "lepsza"
                                                    vel "wartosciowsza" vel mniej "zaprogramowana" niz moja jest
                                                    otwarte. Czemu ufac twoim "smakom" nie moim?

                                                    Dlatego, ze twoi "zwyciezcy" byli/sa na tyle zreczni i swiadomi tego
                                                    co chca osiagnac, ze zaprogramowali ci rowniez to, ze wydaje ci sie,
                                                    ze twoich "zaprogramowan" nie spisali na "kamiennych tablicach",
                                                    naiwny postympowcze?

                                                    Jestes oszustem intelektualnym i emocjonalnym. I swiadomym
                                                    manipulatorem - "zwyciezca".

                                                    Jesli to nieprawda i rzeczywiscie jestes "rzetelny" - odkrecaj gaz!
                                                    To bylby jedyny wiarygodny dowod twojej rzetelnosci.

                                                    DonQ

                                                    P.S. Gapienie sie w ekran i beznadziejnosc obecnej "kultury" jest
                                                    skutkiem lewackiej destrukcji kultury i "wyzwolenia", a nie
                                                    demonicznego "kapitalizmu". Jasne, ze Pepsi chce sprzedawac
                                                    kolorowane plyny. I to wlasnie ty jej w tym pomagasz, demontujac w
                                                    umyslach ludzi mozliwosc obrony przed reklama. "Subiektywnosc" przed
                                                    nia nie chroni!
                                                    Kto wie, moze nawet jest tak, ze wlasnie w tym celu twoje teorie sa
                                                    sponsorowane przez demony "kapitalizmu"? Czyz nie jest tak, ze
                                                    lewactwo panoszy sie wsrod moznych a wsrod "ciemnego ludu" postepy
                                                    postympu sa ograniczone?
                                                  • nick3 Niemożność uwolnienia się od lęków dzieciństwa... 05.12.07, 15:19
                                                    ...mylnie bierzesz u siebie za dojrzałość i niezależność sądu:)

                                                    To naprawdę nie jest wielka sztuka w wieku 50 lat powtarzać to, co
                                                    ci wpoili ksiądz i babcia (a ojciec wlał pachem za niepójście na
                                                    mszę). Oraz wmawiać sobie, że to objaw charakteru.
                                                    (W końcu jakoś trzeba sobie uświetnić kondycję człowieka zbitego. Są
                                                    dwie metody w zależności od temperamentu: na "miłość" i na "powagę":)

                                                    Ty wybrałeś "trwać" - wielce poważnie i niezłomnie bronić
                                                    dziedzictwa europejskiego przed Wolterem, Goethem, Nietzschem,
                                                    Ibsenem, Brzozowskim, Rilkem, Freudem i innymi "antyeuropejskimi
                                                    lewakami".

                                                    Wątpię nawet, byś zniżył się kiedykolwiek do przeczytania
                                                    czegokolwiek napisanego przez tak mało wartościowych autorów.

                                                    Za całość owej drogiej ci "tradycji europejskiej" starczy
                                                    konserwatywny populista, Chesterton, którego myśl da się streścić w
                                                    wielce głębokim stwierdzeniu, że "rosyjska staruszka rozumie więcej
                                                    niż Sartre".

                                                    Wybacz, wolę "niszczących kulturę" "wywrotowców":) Nawet jeśli o
                                                    wiele trudniej jest ich przyswoić sobie na własność niż Chestertona:)


                                                    Co do twojego postu. Operujesz możliwościami. Typowe dla
                                                    teoretycznego (idealistycznego) podejścia domagającego się prymatu
                                                    intelektu (pojęć) nad całością ludzkiego życia. (To temu podejściu
                                                    właściwa jest idea 'absolutnej prawdy obiektywnej'.)

                                                    "A może... a może..."

                                                    Zgoda. "Może."

                                                    Tylko, że ja pozwolę sobie "popieprzyć o życiu": jeśli mam wybierać,
                                                    czy "siedzieć w domu", czy "wyjść z niego", to samo "może" niewiele
                                                    mi daje. Ja to też wiem, że "może" (Choć nie traktuję go tak serio
                                                    jak ty, bo rzeczywistości nie widzę jako absolutno-obiektywnej!)

                                                    O pokładach opresywnych założeń kulturowych obecnych w naszych
                                                    europejskich pojęciach "rzeczywistości obiektywnej" i "prawdy" wiem
                                                    jednak coś wiecej niż tylko, że "może".

                                                    Przestudiowałem sprawę konkretniej. Wiem, jak je "napisano" (wiedza
                                                    prowizoryczna, oczywiście).

                                                    Wiem też, jak "napisano" pojęcie "wolności". I wiem, że również w
                                                    nim tkwi niemało z tego samego represywnego światoobrazu, z którego
                                                    pochodzi pojęcie "prawdy" czy "obiektywności".

                                                    Ale przy swoim obecnym stanie wiedzy wybieram (i to
                                                    zdecydowanie) "wyjść z domu" niż "siedzieć w fotelu".

                                                    "Prawda" czy "rzeczywistość obiektywna" są bardziej kaleczące
                                                    niż "wolność" (Jest też jeszcze kilka innych pojęć w zapasie.
                                                    Np. "komunikacja")

                                                    To że ciebie brzydzi "lewactwo" to ja wiem:) Tylko że talibkę
                                                    brzydzi "degrangolada Zachodu", a "jej wolnością jest móc nosić
                                                    hidżab".

                                                    Ale skąd ona może dowiedzieć się, że się myli? Tylko przez wierność
                                                    swojej subiektywności (zwróć uwagę, że talibka ideologicznie odmawia
                                                    swojej subiektywności wszelkiego autorytetu, zachodzi więc
                                                    niebezzasadne podejrzenie, że nie słucha jej głosu starannie).

                                                    A skąd my możemy dowiedzieć się, że się myli? "Na fest", to możemy
                                                    się tego dowiedzieć tylko od niej. Gdy sama nam to zakomunikuje.

                                                    Ale w pewnym sensie, dla uważnego oka, ona już to komunikuje, choć
                                                    sprzecznie. Bo świadomymi komunikatami zaprzecza temu, co komunikuje
                                                    (dyskretnie, ale bardzo mocno) na poziomie ciała.

                                                    (Oczywiscie nie ma przy mnie żadnej talibki, więc nie wiem, czy
                                                    dotyczy to każdej, etc.)

                                                    Ponieważ domyślam się, że jest to rozważanie obce twoim kategoriom
                                                    myślowym (wiele energii w życiu włożyłeś, jak mniemam, by uważać
                                                    takie sprawy za "bzdury"), więc dam ci przykład dość gruby.

                                                    Człowiek, który krzywi się z bólu i jednocześnie zapewnia, że nic go
                                                    nie boli. Uwierzyłbyś w to?

                                                    Jednakowoż indywidualna subiektywność jest naszą instancją
                                                    niezbywalną przy wszelkich ocenach. I źródłem wszelkiej
                                                    wiarygodności.


                                                    Na koniec chciałbym podzielić się z tobą jeszcze jednym
                                                    spostrzeżeniem przeciwko obiektywno-absolutnemu charakterowi prawdy:


                                                    Żyć (działać) to de facto - rozumieć rzeczywistość inaczej niż
                                                    obiektywnie.

                                                    Jak gdzieś to powiedziałem, działać - zakłada "wierzyć działaniem".

                                                    Tymczasem, gdybyśmy rozumieli prawdę tak, jak życzył sobie
                                                    grecki "teoretyzm" - jako coś zupełnie niezależnego od naszego
                                                    poczucia prawdopodobieństwa - nie moglibyśmy w ogóle działać (co nie
                                                    jest możliwe, bo zaniechanie też jest działaniem)

                                                    Nasze życie rozumie więc rzeczywistość inaczej niż rozumie ją
                                                    obiektywizujący grecki "intelekt".

                                                    "Myśl" (wynalazek grecki) i skojarzone z nim wyobrażenie
                                                    rzeczywistości obiektywnej "gdzieś tam, do odkrycia" - to
                                                    pewien "niedokładny", wyidealizowany model stworzony przez grecką
                                                    kulturę teoretyzmu.

                                                    Rzeczywistość i prawda - tak jak je zna nasze życie (a innych nie
                                                    ma) - nie są takie. Nie są "absolutne". Nie są nigdy w
                                                    pełni "obiektywne".

                                                    I nie posiadamy jasnych pojęć, co by to miało znaczyć.

                                                    Gdybyśmy posiadali, "sparaliżowałoby" nas to "po sceptycku".

                                                    Po prostu zdalibyśmy sobie sprawę, że "prawdopodobieństwo" nie jest
                                                    żadną poszlaką "prawdy absolutnej".


                                                    A ponieważ tak się składa, że przy każdym poruszeniu ręką tym, co w
                                                    naszym życiu posługuje się przeświadczeniem o prawdziwości opartym
                                                    tylko na "prawdopodobieństwie", jest bynajmniej nie "głupie ciało"
                                                    tylko my sami - więc posiadanie rzeczywistego pojęcia "prawdy
                                                    niezależnej od życia" musiałoby doprowadzić do stuporu.

                                                    Prawda - tak jak ją rzeczywiście rozumiemy - jest względna.
                                                  • donq Wyzwol sie z fascynacji nastolatka - jest szansa 05.12.07, 17:19
                                                    Alez ty jestes zaklamany manipulancki bydlak. Ten post, bez zadnych
                                                    wczesniejszych, wystarczylby, aby nabrac do ciebie obrzydzenia.

                                                    O twoim "uwaznym patrzeniu" najlepiej swiadczy fakt, ze dokladnie
                                                    _nic_ ze stworzonego przez ciebie "profilu psychologicznego" mojej
                                                    skromnej osoby nie jest prawdziwe. Ale oczywiscie "prawda lokalna"
                                                    lewackich prymitywnych ocen wiecej znaczy niz moja "falszywa
                                                    swiadomosc", wiec zapewne

                                                    Co za prymitywne, oblesne zagrywki - przypisywac kazdemu, ze go
                                                    ojciec "lal pachem". To emanacja fobii i przesadow lewackich. Tak,
                                                    chlopie, przesadow w sensie najscislejszym, twoj mozg razem z
                                                    twym "dzialaniem" jest calkowicie uwarunkowany przez "zwyciezcow"
                                                    lewackich. Do tych samych fobii zaliczyc mozna ciagle wyskakiwanie
                                                    z "talibkami" jak Filip z konopi, bo schematyzm i prymitywizm
                                                    myslenia nakazuje takie skojarzenia. Tak samo jak
                                                    klasyfikacja "martwych bialych ludzi" wedlug lewackich kryteriow. Ja
                                                    tej klasyfikacji nie przyjmuje. Mam swoja.

                                                    A caly wywod jest chybiony. Bo choc rzeczywiscie wierze w
                                                    obiektywizm w zasadzie wszystko czego od ciebie zadalem, bylo
                                                    zastosowanie swojego relatywizmu do siebie. Ty jednak chcesz go
                                                    traktowac wylacznie jako palke na innych.

                                                    Nic dziwnego - nie bylbys w stanie zastosowac go do swojej tradycji
                                                    yntelektualnej na powaznie bez koniecznosci odkrecenia gazu.

                                                    > Człowiek, który krzywi się z bólu i jednocześnie zapewnia, że nic
                                                    > go nie boli. Uwierzyłbyś w to?

                                                    Gdybym byl toba, powiedzialbym, ze ma "falszywa swiadomosc" i po
                                                    sprawie.

                                                    > Jak gdzieś to powiedziałem, działać - zakłada "wierzyć działaniem".

                                                    A jesli dzialanie jest "zaprogramowane"? Tyle wysilku wlozyles w
                                                    udowadnianie, ze najtajniejsze zakatki czlowieka
                                                    podlegaja "zwyciezcom" a teraz podniecasz sie wiara w "dzialanie"?

                                                    Ja oczywiscie wiem czemu - chcesz wychowac armie "aktywistow",
                                                    ktorzy nie mysla, bo nie wolno (bo to "grecki teoretyzm"), a
                                                    ktorzy "wyrazaja sie dzialaniem". A jakim dzialaniem, to juz tam
                                                    odpowiedni "filozofowie" podpowiedza. Oczywiscie nie przez "rozum",
                                                    ale innymi srodkami. Armia "immensely superior to droids",
                                                    nieprawdaz? Pozyteczni idioci na skale masowa?

                                                    > Tymczasem, gdybyśmy rozumieli prawdę tak, jak życzył sobie
                                                    > grecki "teoretyzm" - jako coś zupełnie niezależnego od naszego
                                                    > poczucia prawdopodobieństwa - nie moglibyśmy w ogóle działać (co
                                                    > nie jest możliwe, bo zaniechanie też jest działaniem)
                                                    >
                                                    > Nasze życie rozumie więc rzeczywistość inaczej niż rozumie ją
                                                    > obiektywizujący grecki "intelekt".

                                                    To jest przyklad na "uzasadnianie". Najpierw pasaz calkiem, jak to
                                                    mowisz, "nieoczywisty" (prawde mowiac dosc bzdurny, bo popatrz na
                                                    mnie - rozumiem prawde w sposob obiektywny i "dzialam"!). A
                                                    nastepnie paragraf zawierajacy juz "wiec" odnoszace sie do
                                                    poprzedniego. Wszystkie twoje "uzasadnienia" zawieraja "wiec", za
                                                    ktorego pomoca dotrzec mozna do lewackich absurdow.

                                                    Sposob oceny "prawdopodobienstwa" tez jest zaszczepialny, prawda? A
                                                    nie masz zadnych narzedzi, by powiedziec, ze twoj jest w jakims
                                                    sensie "wyzej" od mojego, prawda?

                                                    Nie przez przypadek wylewasz z siebie slowotok zamiast odpowiedziec
                                                    na jedno tylko pytanie: ja wierze w swoje prawdy a ty w swoje (niech
                                                    beda "lokalne" i wierzymy "subiektywnie" i "dzialaniem" itp). Jesli
                                                    te prawdy (i "dzialanie" tez) moga byc nam "zaszczepione" tak, bysmy
                                                    z tego sobie nie zdawali sprawy, nikt nie ma mozliwosci "rzetelnie"
                                                    powiedziec, ze jego jest "bardziej wartosciowa" lub "mniej
                                                    falszywa", nieprawdaz? Wszelkie "studiowanie spraw" nie zbliza nas
                                                    do niczego, bo studiujaca "falszywa swiadomosc" nie potrafi zmienic
                                                    ani na jote tego, ze jest "falszywa". Nieprawdaz?

                                                    Po udzieleniu sobie rzeczywiscie rzetelnej odpowiedzi, pozegnaj sie
                                                    z lewackimi mrzonkami albo chwytaj za te kurki z gazem!

                                                    DonQ


                                                  • nick3 W przeciwieństwie do ciebie szanuję nastolatków:) 07.12.07, 02:06
                                                    Jest wiele bardzo ważnych rzeczy, których już nigdy później nie
                                                    czujemy tak mocno i prawdziwie, jak wtedy, kiedy mieliśmy naście lat.

                                                    Rozumiemy za to inne. Ale to nie powód, by gardzić tym, do czego
                                                    mamy dziś już mniejszy dostęp i pozbawiać się go zupełnie.

                                                    Co do moich "obrzydliwych":) uwag o prawicowo-autorytarnej formacji
                                                    osobowościowej. Oczywiście, że w twoim konkretnym przypadku nie mogę
                                                    wiedzieć, czy cię ojciec lał pachem, czy nie. (Jednak jest wyraźna
                                                    korelacja pomiędzy religijno-prawicowym autorytaryzmem a byciem
                                                    bitym w dzieciństwie - stwierdzona empirycznie. I to miałem na
                                                    myśli.)


                                                    Pokazywałem, że nasze życie (także twoje) przez to, że wierzy w
                                                    prawdopodobieństwo, daje dowód, że nie rozumie prawdy w sposób
                                                    absolutystyczny.

                                                    Wyraziłem się może zbyt zawile, ale moje rozumowanie było poprawne.
                                                    A w każdym razie - niesłusznie wytykasz mi błąd.

                                                    > Najpierw pasaz calkiem, jak to
                                                    > mowisz, "nieoczywisty" (prawde mowiac dosc bzdurny, bo popatrz na
                                                    > mnie - rozumiem prawde w sposob obiektywny i "dzialam"!).

                                                    Ależ właśnie to, co ci chcę powiedzieć to to, że nikt (nawet ty:)
                                                    nie rozumie prawdy na sposób absolutno-obiektywny.

                                                    Także w twoim umyśle "prawda absolutnie-obiektywna" jest
                                                    pseudopojęciem. Jest niedopełnialną ekstrapolacją (podobnie jak
                                                    np. ">czysta myśl< bez domieszki emocji").

                                                    A po czym możemy to poznać?

                                                    Po tym, że działamy.

                                                    Prawda, której można szukać poprzez prawdopodobieństwo (a to robimy
                                                    całym naszym życiem) - musi być prawdą względną (w sumie też
                                                    prawdobodobieństwem, tylko o wiele bardziej intensywnym).

                                                    Gdybyśmy kierując się prawdopodobieństwem mieli na celu prawdę
                                                    rozumianą jako coś ZUPEŁNIE niezależnego od naszego przeżywania, to
                                                    MUSIELIBYŚMY popaść w stupor.

                                                    Bo nijak nie widać, jak prawdopodobieństwo miałoby nas do niej
                                                    zbliżać.

                                                    Byłaby albo 'episteme' (wiedza na 100%), albo nic niewarta 'doxa'
                                                    (mniemanie). Nic niewarta - bo nie tylko, że niedająca żadnych
                                                    gwarancji, że nie jest np. dokładnie na odwrót. Ale i niedająca
                                                    żadnej w ogóle wiedzy (nawet o prawdopodobieństwie tylko
                                                    domniemywamy, ale o nim nie wiemy).

                                                    Są dwie możliwe konsekwencje greckiego "teoretycznego" (absolutno-
                                                    obiektywnego) rozumienia prawdy.

                                                    Albo sądzić, że się posiadło 'episteme', "wiedzę na 100%",
                                                    ("dogmatyk" Platon), albo starać się żyć ignorując
                                                    prawdopodobieństwo (sceptyk Pirron).

                                                    Jedno i drugie jest fikcją, co dowodzi, że Grecy błędnie opisali
                                                    nasze rozumienie prawdy.


                                                    Ponieważ ja naprawdę żyję prawdą względną (to tylko bohaterowie
                                                    Dostojewskiego próbowali żyć absolutną), więc nie mam
                                                    powodu "odkręcać kurka" z powodu ryzyka

                                                    > nikt nie ma mozliwosci "rzetelnie"
                                                    > powiedziec, ze jego jest "bardziej wartosciowa" lub "mniej
                                                    > falszywa", nieprawdaz?

                                                    Nikt nie ma możliwości uzasadnić tego "obiektywnie", tak by później
                                                    oprzeć życie na "czystej bezstronnej mysli" poprzedzającej to życie.

                                                    Ale ja rzetelność rozumiem inaczej!!!

                                                    Czynnik indywidualno-subiektywny, osobisty jest w niej jak
                                                    najbardziej akceptowalny.

                                                    Tylko, że podejmuje on wysiłek (nigdy nie do spełnienia
                                                    definitywnego), by wyrażać się obiektywizowalnymi uzasadnieniami,
                                                    które będzie można poddać pod dyskusję (choćby z samym sobą).

                                                    A nie fundamentalistycznymi "basic premises", "bo tak czuję, że jest
                                                    na pewno".

                                                    O rzetelności decyduje gotowość do dyskusji (rozpatrywania) - w
                                                    zgodzie (prowizorycznej) ze wspólnie uznawanymi regułami
                                                    racjonalności (względnej).

                                                    Subiektywizm ale połączony z wysiłkiem obiektywizacji (racjonalny) i
                                                    komunikacji (inter-subiektywny).
                                                  • donq A ja w przeciwienstwie do ciebie rosyjskie babcie 07.12.07, 14:47
                                                    ... chociaz powtarzajac za toba "rosyjskie babcie" troche mi nie
                                                    pasuja "rosyjskie", ale niech tak prowizorycznie zostanie.

                                                    Na pewno rozumiem, co mial na mysli bodajze Kilar mowiac, ze blizsza
                                                    jest mu moherowa babcia niz lewacki yntelektualysta (moglem
                                                    przekrecic na wlasne potrzeby).

                                                    Oczywiscie, ze wiek nastoletni jest w perspektywie wieku
                                                    pozniejszego piekny. Jest tez niebezpieczny, bo mlodzi naiwni ludzie
                                                    sa podatni na propagande roznych zlotoustych "zwyciezcow". To
                                                    dlatego lewactwo ceni tak bardzo "mlodosc", gdyz lewe tezy sa
                                                    glownie dla naiwniakow czy tez ludzi niedoswiadczonych. A potem - no
                                                    coz, poziom naiwnosci powinien opadac - "kto w wieku lat 40 nie jest
                                                    konserwatysta ten nie ma rozumu". U niektorych szczegolnie mocno
                                                    zainfekowanych lewymi wirusami nie opada. Ale jest zawsze szansa -
                                                    rowniez i ty nie trac nadziei :)

                                                    Cale twoje gadanie jest od rzeczy, z kilku powodow.

                                                    Po pierwsze, pewnie masz racje, ze w praktyce poslugujemy
                                                    sie "prawdami lokalnymi" (ja bym powiedzial "naszym rozumieniem
                                                    prawdy"). Ja wiem i akceptuje, ze byc moze jest prawda, ze prawda
                                                    ("espisteme") jest nieosiagalna. W kazdym razie nikt nie potrafi
                                                    nikomu przedstawic absolutnie nieodpartego "dowodu" na cokolwiek.

                                                    Tylko co z tego? Jakie znaczenie ma ta konstatacja?

                                                    Czy zmusza ona nas do konsekwencji w postaci radykalnego odrzucenia
                                                    istnienia prawdy? W zadnym wypadku! W jaki niby sposob? Tylko slabe
                                                    naiwne umysly dadza sie pociagnac w te strone.

                                                    A wniosek prawidlowy jest nastepujacy: prawdy moze nie da sie
                                                    dosiegnac ludzkim umyslem, ale skazani jestesmy na proby dotarcia do
                                                    niej. Jesli odrzucimy jej istnienie jestesmy jak statek we mgle bez
                                                    latarni morskiej w zasiegu wzroku. To, co wiemy o swiecie jest
                                                    zawarte w naszej tradycji, ktora jest naszym skarbem z ktorego
                                                    trzeba czerpac a nie balastem, ktory nalezy odrzucic. Taka "ludzka
                                                    kondycja"...

                                                    Twoje beblanie o "prawdach absolutnych" sprowadza sie do zarzutu, ze
                                                    ja uwazam, ze nie moge sie mylic. Nic z tych rzeczy. Ja wiem, ze
                                                    moge sie mylic i godze sie z mysla, ze jako czlowiekowi nie jest mi
                                                    dostepna "episteme". To zreszta jest bardzo katolickie -
                                                    "tajemnica", you should know this.

                                                    "Wiem, ze nic nie wiem" nie oznacza "nie ma nic do <<wiedzenia>>".
                                                    Oznacza "wiem, ze musze probowac dalej i bez konca".

                                                    Tak wiec ty poslugujesz sie tradycja swojej formacji umyslowej, ja
                                                    rowniez. W sumie w praktyce postepujemy podobnie z tego punktu
                                                    widzenia. Jednak ty jestes oszustem, poniewaz bezpodstawnie
                                                    twierdzisz, ze odrzucasz wszelka "uswiadomiona" tradycje. Tyle, ze
                                                    odrzucasz bardzo selektywnie - tylko nie "swoje" elementy. Wszystko
                                                    wzkazuje na to, ze twoj "relatywizm" jest po prostu narzedziem.

                                                    Cale paplanie o "prawdach absolutnych" jest zatem czysta retoryka.

                                                    > Ale ja rzetelność rozumiem inaczej!!!

                                                    Ty wszystko rozumiesz inaczej. Tzn. tak, by w danej chwili stanelo
                                                    na twoim. To w praktyce jest wlasnie relatywizm - wytworzyc sobie
                                                    taka mentalnosc, ktorej nie straszne abritralne zwroty o 180o trzy
                                                    razy dziennie w zaleznosci od potrzeby (czyjej, pytanie sie nasuwa).
                                                    To nie na tym polega mentalnosc "czlowieka sowieckiego"? Czy taka
                                                    mentalnosc nie jest li tylko otwarciem czlowieka na "medrcow" czy
                                                    tez ich "gnoze"? Czy twoja "prawda lokalna" nie jest de
                                                    facto "lokalna prawda absolutna", tyle ze zmienialna na zawolanie
                                                    (czyje - znowu to samo pytanie?)

                                                    Obserwujac twoje poczucie misji i pewnosc wyzszosci swojej tradycji
                                                    yntelektualnej, te rzeczy stoja w ostrej sprzecznosci ze slowami o
                                                    niepewnosci, krytycyzmie i nieustannym samoweryfikowaniu. Obserwujac
                                                    twoja tradycje nie sposob nie dostrzec "oswiecen", wtajemniczen,
                                                    gnostyckiego przekonania o odkryciu ostatecznej wiedzy o swiecie
                                                    itp. Twoje twierdzenia o braku prawdy rowniez pachna
                                                    odkryciem "ostatecznej prawdy". Zadziwiajace jest, ze to wlasnie ty
                                                    zarzucasz wlasnie cos takiego przeciwnikom. Ktorzy byc moze ulegaja
                                                    czasami takim pokusom (w koncu sam sobie tego postymp nie wymyslil,
                                                    ziarna samodestrukcji sa w naszej kulturze), ale daleko im do
                                                    systematyzacji i konsekwencji twojego gnostycyzmu. W porownaniu z
                                                    ktorym moj "dogmatyzm" jest watly jak zdzblo na wietrze.

                                                    Zadziwiajaca jest ta slynna projekcja w twoim wydaniu. Zadziwiajaca,
                                                    bo nie mozesz nie zdawac sobie z niej sprawy.

                                                    > Czynnik indywidualno-subiektywny, osobisty jest w niej jak
                                                    > najbardziej akceptowalny.

                                                    Takie stwierdzenia sa trywialnymi banalami. Oznaczaja tylko tyle, ze
                                                    istnieje sybiektywizm i kazdy czlowiek nie ma wyjscia - "uzywajac
                                                    siebie" uzywa swojego subiektywizmu.

                                                    > A nie fundamentalistycznymi "basic premises", "bo tak czuję, że
                                                    > jest na pewno".

                                                    Ja raczej mysle, ze moje "basic premises" sa tym, co pozwala mi zyc
                                                    sensownie. Ja po prostu wiem, ze nie moge zakwestionowac niektorych
                                                    rzeczy bez samodestrukcji. Pytanie, czy tak "jest na pewno" jest bez
                                                    znaczenia.
                                                    To znowu jest projekcja, bo to bardziej pasuje do ciebie. To ty
                                                    myslisz, ze jest absolutnie pewne, ze prawda nie istnieje.

                                                    Co do wywodzenia zycia z prawdopodobienstwa, przypominaja mi sie
                                                    watpliwosci (nie pamietam kogo niestety, ale byl to ktos madrzejszy
                                                    od ciebie i ode mnie) przeciw empirycznej (naiwnej) teorii
                                                    matematyki, jako czegos co pochodzi z doswiadczenia, obserwowania
                                                    jak dodaja sie jabluszka na stole. Oczywiscie teorie empirystyczne
                                                    tez musza odwolywac sie do prawdopodobienstwa jako czegos, co
                                                    uprawomocnia obserwowany fakt, ze 2 jabluszka + 2 jabluszka to sa 4
                                                    jalbuszka i umozliwia jego "destylacje" w matematyke.

                                                    Otoz ten ktos (poszukam kto) slusznie stwierdzil, ze nie mozna
                                                    odkryc matematyki obserwujac probabilystycznie jabluszka, bowiem
                                                    probabilistyczne obserwowanie jabluszek zaklada juz swiadomosc
                                                    matematyczna.

                                                    Twoje teorie sa rownie naiwne. Nie mozna wywodzic takiej
                                                    teorii "zycia" jak ty to robisz jednoczesnie stwierdzajac, ze to,
                                                    czy 2+2=4 nalezy rowniez do "prawd lokalnych".

                                                    Jakby sie relatywista nie napocil, zawsze musi przyjac
                                                    jakies "nielokalne" prawdy. Jesli autentycznie odrzuci wszystkie -
                                                    jedyne wyjscie to gaz, pistolet, tramwaj, kamien u szyi sa jedynym
                                                    rzetelnym (subiektywnie!) wyjsciem.

                                                    DonQ
                                                  • nick3 A ja nie - bo spluwają na dźwięk słowa "Żyd". 08.12.07, 02:57
                                                    Bardziej od nich nie lubię tylko Kilara (i tych, którzy powtarzają
                                                    kropka w kropkę tę samą, co on gadkę:)

                                                    Bo jest partaczem w swojej dziedzinie, uprawia kicz muzyczny (tanie
                                                    efekty emocjonalne, co można również określić lubianym przez ciebie
                                                    słowem "manipulacja"). Każdy muzykolog ci to powie (lub zgoła -
                                                    student AM). I nie jest to bez związku z jego (Kilara) prawicowymi
                                                    wartościami życiowymi. Które nie pozwalają tworzyć dobrej sztuki (bo
                                                    są egzystencjalnym fałszem). Pozwalają za to mentorzyć i
                                                    być "ałtorytetem" w ojczyźnie jp2 oraz mieć grono adoratorów swojej
                                                    mądrości.


                                                    De veritate:

                                                    > Ja wiem i akceptuje, ze byc moze jest prawda, ze prawda
                                                    > ("espisteme") jest nieosiagalna.
                                                    [...]
                                                    > Tylko co z tego? Jakie znaczenie ma ta konstatacja?

                                                    > Czy zmusza ona nas do konsekwencji w postaci radykalnego
                                                    odrzucenia
                                                    > istnienia prawdy?

                                                    No toć właśnie to próbowałem ci pokazać prawie całym moim postem! Że
                                                    tak!

                                                    > W jaki niby sposob?


                                                    Tam już jest naprawdę wystarczająco dobra odpowiedź! Przynajmniej,
                                                    dla czytelnika, który zada sobie trud z jako takim zrozumieniem
                                                    przeczytać. Tak uważam.

                                                    Zwróć uwagę, że poddaję się pod mocny test! Nie mówię, że "zaraz
                                                    udowodnię". Tylko że ten dowód TAM JUŻ JEST.

                                                    Jeśli czujesz, że możesz z czystym sumieniem intelektualnym
                                                    powiedzieć, że tam nic takiego nie ma - pożegnaj mnie.


                                                    Spróbuję jeszcze raz innymi słowami: Gdyby rzeczywiście
                                                    ideałem "włożonym przez Boga" przyświecającym naszym poszukiwaniom
                                                    rzeczywiście była prawda obiektywno-absolutna, to - twierdzę - nie
                                                    byłoby możliwe coś takiego jak "prawdopodobieństwo".

                                                    Taka prawda byłaby czymś "jedynym w swoim rodzaju". I nie można
                                                    byłoby się do niej zbliżać (w stopniu prawdziwości czy "prawdo-
                                                    podobności").

                                                    Tylko ona sama mogłaby być do siebie "podobna". A wszystko od niej
                                                    inne byłoby do niej w równym stopniu (pod względem prawdziwości)
                                                    niepodobne.

                                                    Byłaby tylko wiedza albo 'bezwiedza'. Jak u Sokratesa!

                                                    Już "wyrób czekoladopodobny" nie był wcale podobny do czekolady:)

                                                    Tymczasem prawda w ujeciu absolutystycznym byłaby czymś jeszcze
                                                    (nieskończenie) bardziej oryginalnym od czekolady:)

                                                    Najbardziej przekonana do swoich racji 'niewiedza' nie byłaby przez
                                                    największe nawet samoutwierdzenie - żadnym przybliżeniem się do
                                                    wiedzy!

                                                    Gdyby prawdopodobieństwo (którym, nie da się ukryć, żyjemy)
                                                    rzeczywiście miało roszczenie do przybliżania nas do tak rozumianej
                                                    prawdy to musiałoby upaść, zanim by powstało!

                                                    Gdybyśmy to prawdę absolutną mieli za swój właściwy cel, zawsze
                                                    wtedy, gdy idziemy za prawdopodobieństwem, to nie odważylibyśmy się
                                                    dokonać ani kroku.

                                                    I nie byłoby żadnych prawdopodobieństw.


                                                    A tak w życiu nie jest!:)


                                                    Co dowodzi, że prawda do której prawdopodobieństwo jest "podobne" i
                                                    którą mamy nadzieję osiągnąć za jego pośrednictwem - jest prawdą
                                                    życiową, względną, nie "absolutną". I że to taka jest nam potrzebna.

                                                    Czyli to prawda względna jest WŁAŚCIWYM ZNACZENIEM SŁOWA "PRAWDA".

                                                    Bo "prawdą" najwłaściwiej nazywamy to, czego rzeczywiście w życiu
                                                    potrzebujemy dla swoich przekonań.

                                                    Nic innego nie warto nazywać "prawdą", jeśli to słowo ma znaczyć coś
                                                    życiowo ważnego.


                                                    > Co do wywodzenia zycia z prawdopodobienstwa, przypominaja mi sie
                                                    > watpliwosci (nie pamietam kogo niestety, ale byl to ktos
                                                    madrzejszy
                                                    > od ciebie i ode mnie) przeciw empirycznej (naiwnej) teorii
                                                    > matematyki

                                                    Widzisz, tylko tobie wystarczy wiedzieć, że "był autorytet" ("byl to
                                                    ktos madrzejszy od ciebie i ode mnie").
                                                    A ja nawet u "mądrzejszych" (czego w odniesieniu do całości osoby
                                                    nie kwestionuję) śledzę jakość dowodzenia (czego oni się wręcz od
                                                    czytelnika domagali!) i w poszczególnych rozumowaniach bardziej
                                                    ostatecznie wierzę swojemu zrozumieniu (o ile już go dokonam) niż
                                                    autorytetowi owej mądrej (bez watpienia) osoby.

                                                    (Dlatego bez specjalnej sensacji śledzę błędy rozumowań Platona. Bo
                                                    nie ze względu na nieomylność jest on dla mnie wielki.)

                                                    A autora, o którym mówisz, znam ponadto z nazwiska, oraz wiem, co mu
                                                    na jego argumentację odpowiedziano. I choć oczywiście teoria
                                                    matematyki, którą krytykował, była nie do utrzymania. Jego własna
                                                    koncepcja również została obalona w sposób praktycznie
                                                    niekwestionowalny.

                                                    Można sądzić, że sam uznałby tę krytykę. Tak samo, jak niegdyś
                                                    uznano jego zarzuty wobec teorii wcześniejszych i ich poniechano.

                                                    Jest więc wyraźny rozwój w filozofii, wbrew temu, co sądzisz, że są
                                                    to nierozstrzygalne dywagacje uczonych profesorów, nic nie wnoszące.

                                                    (Dodam od siebie, że tak podnoszona przez ciebie różnica stopnia
                                                    rozstrzygalności stawianych kwestii, pomiędzy naukami ścisłymi a
                                                    humanistyką - jest już w znacznej mierze przeszłością.

                                                    Ani nauki scisłe nie są dziś już specjalnie "ścisłe", ani
                                                    humanistyka nie jest owym pozbawionym wszelkiej mocy wiążącej
                                                    dywagowaniem nt. "co poeta chciał przez to powiedzieć" - które widzi
                                                    w niej powierzchowny stereotyp.)

                                                    Wracając do uwag uczonego nt. "naiwnej teorii źródeł matematyki".

                                                    Zwróć uwagę, że wszyscy zwolennicy absolutyzmu i obiektywizmu prawdy
                                                    prawie natychmiast sięgają w dziedzinę matematyki ("Niech nikt nie
                                                    wchodzi, kto nie zna geometrii").

                                                    Za wzór stawiany naszemu poznającemu życiu - jest tu stawiana nauka
                                                    najbardziej odległa od życia, właściwie czysto formalna, zupełnie
                                                    obojętna na rzeczywistość.

                                                    To nie przypadek, że koncepcja rzeczywistości, prawdy oraz
                                                    wartościowego życia, arbitralnie podporządkowana takiemu ideałowi
                                                    (matematyce) jest egzystencjalnie patologiczna!

                                                    (Oczywiście lewak bardzo łatwo (ale na solidnym materiale
                                                    dowodowym!) potrafi pokazać i w druga stronę - dlaczego w
                                                    Grecji "musiał pojawić się Platon" z takim patologicznym ideałem.


                                                    Pada pod moim adresem ważny zarzut (autorstwa zresztą tegoż Platona):

                                                    > Jakby sie relatywista nie napocil, zawsze musi przyjac
                                                    > jakies "nielokalne" prawdy.

                                                    Ja wcale nie jestem takim prostakiem, który by nad tym się nie
                                                    namyślał.


                                                    > To ty
                                                    > myslisz, ze jest absolutnie pewne, ze prawda nie istnieje.


                                                    (Primo: prawda według mnie względnie istnieje, tylko jest względna i
                                                    prowizoryczna)

                                                    Kiedy mam odpowiedzieć na znaną aporię relatywizmu, powiem, że w
                                                    sumie ja - PYTAM.

                                                    Pytam, czy rzeczywiście absolutysta cośkolwiek myśli, kiedy
                                                    mówi "prawda obiektywna i absolutna".

                                                    I przedstawiam rozliczne poważne wątpliwości (przyznaję, że można to
                                                    zrobić o wiele, wiele lepiej niż dyletant nick3. Ja ledwie
                                                    zasygnalizowałem temat.)




                                                    Absolutysta nie daje spokoju (jego prawo!:):

                                                    "Czy wiesz w sposób absolutny, że nie ma prawdy absolutnej?"

                                                    Odpowiadam: Nie wiem.

                                                    "Czy może zatem być tak (choćby z najmniejszym prawdopodobieństwem),
                                                    że prawda absolutna (cokolwiek by to słowo znaczyło) jednak
                                                    istnieje?"

                                                    Odpowiadam: Nie wiem.

                                                    "Czy możesz z absolutną pewnością wykluczyć to, że powinieneś się
                                                    choć próbować dowiedzieć?"

                                                    Odpowiadam: Nie wiem!


                                                    Bo w kwestiach "absolutnych" niewiedza nie jest żadną dolegliwością!
                                                    Wręcz przeciwnie - jest naturalną konsekwencją tego godnego podziwu
                                                    i radosnego dla relatywisty "faktoidu", że nie ma prawdy absolutnej!


                                                    > A wniosek prawidlowy jest nastepujacy: prawdy moze nie da sie
                                                    > dosiegnac ludzkim umyslem, ale skazani jestesmy na proby dotarcia
                                                    do
                                                    > niej.

                                                    To by było fatalnie, gdyby tak było! No spójrzże nieprzedzonym
                                                    okiem. Jeszcze gdyby można było ją dosięgnąć - to bym cię jakoś
                                                    rozumiał. Ale wniosek, że skazani jesteśmy na wieczną frustrację
                                                    nazywać "prawidłowym"? No, czemuż!

                                                    (Prawda, zresztą - o czym ci jeszcze nic nie zdążyłem napisać -
                                                    gdyby była, mogłaby być tylko nieszczęściem.)

                                                    > Jesli odrzucimy jej istnienie jestesmy jak statek we mgle bez
                                                    > latarni morskiej w zasiegu wzroku.

                                                    Tak! To naprawdę piękne porównanie.

                                                    Tylko pamiętaj, że mamy całkiem dobre reflektory. Wystarczająco
                                                    dobre, by w sumie dość sk
                                                  • nick3 Re: A ja nie - bo spluwają na dźwięk słowa "Żyd". 08.12.07, 03:00
                                                    Wystarczająco dobre, by w sumie dość skutecznie unikać wystających
                                                    skał.

                                                    Ale lądu nie ma (a przynajmniej - punktów orientacyjnych i gotowego
                                                    portu).


                                                    "To go where no one has gone before!"


                                                    Tym jest życie. Tak jednostki, jak ludzkości.

                                                    Wydarzeniem bez precedensu.
                                                  • donq Ja tez mam zastrzezenia do rosyjskich babc 08.12.07, 23:42
                                                    Bardzo dlugie nickusiu i powtarzasz sie.

                                                    (co do tematu - ryzykujac zarzut "antysemityzmu" chcialbym zauwazyc, ze Zydzi
                                                    nie sa miara wszechrzeczy)

                                                    Pytania, ktore sobie stawiasz istnieja. To, co z nimi robisz, to po pierwsze
                                                    prawie zawsze dochodzisz do odwrotnych odpowiedzi niz prawidlowe (a mozliwe sa
                                                    rozne) a po drugie nieprawidlowo przypisujesz wagi pytaniom.

                                                    Co do Kilara, ani on mnie ziebi, ani grzeje. Po prostu cos mi sie zapamietalo z
                                                    tego, co mowil. W twojej wypowiedzi ladnie zas widac twoje (calkowicie
                                                    niestrawne dla normalnych ludzi) upolitycznienie i zideologizowanie wszystkiego.
                                                    "Dobra sztuka nie moze byc <<prawicowa>>". Powiedz szczerze - czy flaki ci sie
                                                    nie wywracaja, gdy czytajac, ogladajac czy sluchajac czegos musisz caly czas
                                                    miec wlaczony filtr ideologiczny? Ze do klasyfikacji kogos wystarczy
                                                    stwierdzenie, ze byl "konserwatywnym populista"? Zalosna to jest, nickusiu,
                                                    mentalnosc, naprawde. Tak "zyciowo" ci mowie.

                                                    > Jeśli czujesz, że możesz z czystym sumieniem intelektualnym
                                                    > powiedzieć, że tam nic takiego nie ma - pożegnaj mnie.

                                                    W zasadzie probuje cie pozegnac i obiecuje, ze poza tym watkiem sprobuje nie
                                                    naruszac juz twoich glebokich i hochsztaplerskich tyrad. Nuda wieje od nich, a
                                                    rzeczywiscie wiele wiecej sie od ciebie nie dowiem (patrz PS jednak).

                                                    Twoje wywody sa nieprzekonujace (jesli to jest lewacka "teoria kwantow", to
                                                    wspolczuje). Nie podniecaj sie moja slepa miloscia do autorytetow. W czym gosc
                                                    (to Frege chyba) mial racje to mial, moze sie mylil w niektorych kwestiach, ale
                                                    uwaga, ktora przytoczylem, jest, jak to mowisz, "wartosciowa". Rozni ludzie
                                                    mowia rozne rzeczy, myla sie lub maja racje i dalej maja racje w tym, w czym
                                                    maja nawet jesli calosc jest nie do obronienia. W filozofii (glownie za sprawa
                                                    zideologizowanego lewactwa) tworza sie koterie i frakcje, ktore maja ta prosta
                                                    prawde za nic. Prostak Popper to dobrze widzial.

                                                    Czesciowo zgadzam sie z tym, ze nauki przyrodnicze i "humanistyczne" nie sa tak
                                                    doglebnie rozne od siebie jak naiwni twierdzili kiedys. Tak, pewne watki w
                                                    filozofii moga wydawac sie skompromitowane, ale odpowiedzi na nic naprawde nie
                                                    ma. Nie ma czegos takiego jak obecnie "zwycieska" teoria matematyki na przyklad.
                                                    Jest kilka koncepcji, przenikajacych sie i nie ma mozliwosci "zwyciestwa" jednej
                                                    z nich. Chyba ze na salonach w ramach odpowiedniej "ideologii", gdzie matematyka
                                                    tez musi byc postympowa.

                                                    Nic zas nie zmieni faktu, ze zrownanie statusu epistemologicznego fizyki i
                                                    metnych spekulacji lewackich jest tylko i wylacznie goracym pragnieniem
                                                    "wolnosci". Nie wierze, ze sam w to wierzysz. Choc etap "naukowego
                                                    swiatopogladu" juz macie za soba, prawda?

                                                    Alez ja nie mowie, ze dywagacje filozoficzne sa nic nie znaczace. Wprost
                                                    przeciwnie. Zastrzezenie mam do "profesorow" jako odpowiednich tworcow takich
                                                    rozwazan, gdyz mam gleboka nieufnosc do "oswieconych elit". Tak, odmawiam
                                                    uznania za wiazace "glebokich" ustalen dokonanych np. w oparach dymu paryskich
                                                    kawiarni. Czlowiek musi miec zdrowa inercje - dla ludzi twojego pokroju kiedys
                                                    marksizm byl juz "nieodparta" teoria wszystkiego. Co z niego zostalo? Teraz
                                                    wiazaca "teoria wszystkiego" to ma byc twoj "relatywizm". Potrzeba wiedzy o
                                                    twojej tradycji yntelektualnej, by zrozumiec, ze "nieodpartosc" to czesto moda,
                                                    propaganda itp.

                                                    O prawdzie "calej" i niepodobienstwie prawdy "niecalej" - calkowita bzdura (moze
                                                    "glebia" :)). Mozna miec w pamieci wspomnienie rajskiej wyspy nawet jesli ja
                                                    widzielismy przez chwile i tylko przez okienko kajuty. To nie znaczy, ze ta
                                                    wyspa nie istnieje tylko dlatego, ze my mamy o niej mgliste wspomnienie.

                                                    Nickusiu, powiem ci jeszcze jedno - mowiac o prawdopodobienstwie zdajesz sobie
                                                    sprawe, ze operuje ono wartosciami od 0 do 1. Jesli nie rozumiesz, co to jest
                                                    prawda, to wlasnie to, co jest reprezentowane przez "1". Chyba jest jasne, ze
                                                    cale dywagowanie o prawdopodobienstwie bez uznawania prawdy jest bzdura.
                                                    Prawdopodobienstwo nie bez kozery ma nazwe jaka ma.

                                                    Ale oczywiscie uslysze, ze ty prawdopodobienstwo "rozumiesz inaczej", prawda?
                                                    Zapewne cos na ksztalt subiektywnego poczucia stopnia pewnosci. Mozna znow
                                                    zapytac - jaka pewnosc, ze "zwyciezcy" nie dostali sie i tutaj? Ja mam takie
                                                    poczucie, ty masz takie poczucie i sa one dosc inne. Ale na to nie ma odpowiedzi.

                                                    > Pytam, czy rzeczywiście absolutysta cośkolwiek myśli, kiedy
                                                    > mówi "prawda obiektywna i absolutna".

                                                    Jesli to ja jestem "abolutysta", to ja nie mowie "prawda absolutna" (no chyba,
                                                    ze w cydzyslowie w rozmowie z toba), bo jest po prostu prawda. "Prawda
                                                    obiektywna" zas to w zasadzie maslo maslane, ale rzeczywiscie mozna dodac
                                                    "obiektywna" dla uscislenia o co nam chodzi, szczegolnie w warunkach chaosu
                                                    myslowo-semantycznego, w ktorym sie trzeba poruszac.

                                                    > To by było fatalnie, gdyby tak było! No spójrzże nieprzedzonym
                                                    > okiem. Jeszcze gdyby można było ją dosięgnąć - to bym cię jakoś
                                                    > rozumiał. Ale wniosek, że skazani jesteśmy na wieczną frustrację
                                                    > nazywać "prawidłowym"? No, czemuż!

                                                    Mnie to nie frustruje. Mnie wystarczy, ze widze latarnie. Nie musze wchodzic do
                                                    srodka (nawiasem mowiac, mam nadzieje, ze wejde, ale to taki religijny przesad
                                                    tylko).

                                                    Ja bym cie zas jeszcze zrozumial, gdyby odrzucenie prawdy cos ci dawalo, gdyby
                                                    rzeczywiscie okazalo sie, ze przedmioty odrywaja sie od ziemi, gdy pomyslisz, ze
                                                    grawitacja jest "konstruktem spolecznym" a mordercy nabieraja empatii (i jak na
                                                    obrazkach Swiadkow Jehowy mieszkaja na zielonych lakach ze swoimi ofiarami) wraz
                                                    z coraz glebszym przekonaniem paryskich kawiarni (i co gorsza londynskich
                                                    koterii), ze tak byc powinno.

                                                    Ale to wszystko dywagacje myslowe. Wrocmy do "zycia".

                                                    W "zyciu" - powtorze - jestes hochsztaplerem czystej wody.

                                                    Lzesz jak bura suka :) mowiac, ze ty "pytasz". Nie ma nic bardziej oszukanczego
                                                    w przedstawianiu twojej tradycji yntelektualnej, ktora cala polega na "znaniu
                                                    ostatecznych swiata prawidel". Chwilowo jest to idiotyczny relatywizm, ktory
                                                    forsujesz.

                                                    Ty nie "pytasz", ty "odpowiadasz" i to na "wszystko". Poziom twojej gnostycznej
                                                    pychy jest calkowicie nieporownywalny z moja skromna wiara w prawde. Twoj
                                                    "krytycyzm" jest czysto deklaratywny i odnosi sie tylko do krytykowania
                                                    przeciwnikow (kazdy jest takim "krytykiem"). To ja jestem ten swiadomy swych
                                                    ograniczen sceptyk, nie ty. Ty jestes z Tytanow mysli, co to swiat dzwigaja na
                                                    swoich barkach, Prometeuszy niosacych swiatlo (stety ciemnej) ludzkosci. Chyba
                                                    cie nie zdziwi to, ze skromnego sceptyka o mdlosci przyprawia ten yntelektualny
                                                    sztafaz (nie tylko mnie).

                                                    DonQ

                                                    P.S. Jesli masz jeszcze ochote na literki, dajmy spokoj juz prawdzie.
                                                    Nigdy nie odpowiedziales na pytanie "skad sie biora faszysci". Jesli chcesz,
                                                    mozemy to podrazyc jeszcze.
                                                    DonQ
                                                  • nick3 Wybacz mu. Wtedy Rosja inspirowała wielu;-) 12.12.07, 05:31
                                                    Trochę zabawne jest dla mnie twoje przekonanie, że masz moc
                                                    autorytatywnie nazywać "idiotycznymi" (i przypisywać niecnemu
                                                    działaniu jakichś "koterii":) - rozpoznania, które są dobrem
                                                    powszechnym, o ile tylko zdecydować się na elementarne zapoznanie z
                                                    kulturą humanistyczną ostatnich dwóch wieków.

                                                    (Przeczytaj posty troophla. Nie przytoczyłem go - wbrew temu, co
                                                    sugerowałeś - jako autorytet. Lecz jako dowód, że można
                                                    rozumieć "hohsztaplerską" refleksję europejską, bedąc jak najdalszym
                                                    od bycia "lewakiem")


                                                    > Ja bym cie zas jeszcze zrozumial, gdyby odrzucenie prawdy cos ci
                                                    dawalo, gdyby
                                                    > rzeczywiscie okazalo sie, ze przedmioty odrywaja sie od ziemi


                                                    Myślisz, że "absolutność" faktu byłaby bardziej zagrożona w
                                                    przypadku krzeseł latających niż jest - w przypadku stojących?:)

                                                    Powiem więcej: czy myślisz, że "absolutność" faktu byłaby mniejsza w
                                                    przypadku krzeseł latających na każde nasze życzenie, niż jest - w
                                                    przypadku uparcie trwających na swoim miejscu, pomimo naszych
                                                    zaklęć?:)

                                                    Byłaby dokładnie taka sama.

                                                    Tym, co unieważnia absolutne roszczenie do obowiązywalności ze
                                                    strony "obiektywnego bytu" - jest spowijająca dyskretnie wszystko,
                                                    co zjawia się w naszym życiu, wszechobecna mgiełka niewiedzy.

                                                    Na czym polega owa wolność? Nie na braku oporu. Lecz na braku
                                                    nieprzekraczalnych granic.

                                                    Rzeczywistość, tak jak się wydarza w naszym życiu, jest zawsze -
                                                    jeśli przyjrzeć się "sokratejskim okiem" - odrobinę "mglista" i
                                                    pozbawiona twardego dna.


                                                    Myślę, że twoim błędem, który zasłania ci powagę
                                                    moich "nieprzekonujących argumentów", jest wyobrażenie, że prawda
                                                    może się składać z niezależnych od siebie prawd-części, które się
                                                    następnie kumulują w całą prawdę.
                                                    (Przeklęty Hegel dość skutecznie pokazał, że tak być nie może i że
                                                    prawda musi być "litą całościową ideą totalną", czy jak to tam
                                                    zgrabnie ująłeś. Kwestia czy taka całość jest możliwa czy nie to
                                                    osobna sprawa.)

                                                    Oto przykłady twojego "atomizmu logicznego":


                                                    Rozni ludzie
                                                    > mowia rozne rzeczy, myla sie lub maja racje i dalej maja racje w
                                                    tym, w czym
                                                    > maja nawet jesli calosc jest nie do obronienia.

                                                    Tak nie jest. Wraz z upadkiem całości ich teorii, padają również
                                                    części. Nawet jeśli niektóre z nich po przeróbkach mogą się komuś
                                                    przydać do nowej całości.

                                                    O "wartościowości" (o której wspomniałem) jakiejś myśli nie stanowi
                                                    ponadczasowa prawdziwość jej elementów.


                                                    Podobne twoje ukryte założenie (że prawdę absolutną można złożyć (a
                                                    przynajmniej składać) z ustalonych już definitywnie "cząstek prawdy")
                                                    przebija z twojej pewności, że nauka, aby być nauką, powinna mieć
                                                    na celu prawdę absolutną.

                                                    W jaki sposób miałaby ten cel realizować? Przecież już wiemy, że
                                                    nauka nie układa wielkiego puzzlowego obrazka, który "zbliża się do
                                                    końca".

                                                    Raczej "im dalej w las, tym więcej drzew" (nie mówiąc o tym, iż co
                                                    chwila się orientujemy, że jesteśmy gdzie indziej, niż nam się
                                                    wydawało).

                                                    I właśnie z twojego kumulatywnego rozumienia prawdy (sugerującego,
                                                    że niby już mamy tu i ówdzie małe absoluciki i tylko mamy kłopot ze
                                                    złożeniem z nich dużego absolutu) - bierze się twoja
                                                    dezinterpretacja mojego rozumowania o prawdopodobieństwie:

                                                    > O prawdzie "calej" i niepodobienstwie prawdy "niecalej" -
                                                    > calkowita bzdura

                                                    Jeśli powiesz, że prawdopodobieństwo (prawda względna) to "niecała"
                                                    prawda absolutna - to rzeczywiście wyjdzie ci że to co piszę
                                                    to "bzdura".

                                                    Tylko że założenie twoje jest werbalną likwidacją problemu bez
                                                    zmierzenia się z nim.

                                                    Rzecz bowiem w tym, czy rzeczywiście prawdopodobieństwa, którymi
                                                    żyjemy, można z góry zadekretować jako "cząstki prawdy absolutnej".
                                                    Czy to ewidentne, że wystarczy je "poskładać", by zbliżyć się do
                                                    domniemanej "absolutnej obiektywnej prawdy"?

                                                    Otóż nie.

                                                    > Prawdopodobienstwo nie bez kozery ma nazwe jaka ma.


                                                    Prawdopodobieństwo tylko w tym jest podobne do domniemanej "prawdy
                                                    absolutnej", że budzi wiarę.

                                                    Żadne inne podobieństwo nie jest w nim dostrzegalne!


                                                    Myślę, że lepiej zrozumiesz mój argument, jeśli uchwycisz, że nie
                                                    odwołuje się on do słabości naszego dostępu do prawdy, lecz w pewnym
                                                    sensie przeciwnie: do obfitości dostępu do prawdy!

                                                    Jeśli w nieabsolutnym doświadczeniu życiowym udostępnia się nam tyle
                                                    prawdy - to znak, że prawda (i rzeczywistość) są już z samej swojej
                                                    istoty względne.

                                                    Tylko dzięki temu mogą się udostępniać poprzez prawdopodobieństwo.
                                                    (które w przeciwnym razie byłoby niewiążącą fikcją, BO NIBY DLACZEGO
                                                    PRAWDA ABSOLUTNA MIAŁABY OBOWIĄZEK BYĆ PODOBNA DO TEGO, CO NAM SIĘ
                                                    ZDAJE BEZ NIEODPARTEGO UCHWYCENIA SPRAWY)

                                                    Nigdzie nie jest powiedziane, że to, co nam się wydaje, jest prawdą
                                                    (w rozumieniu absolutystycznym) choćby "niecałą".

                                                    Ułatwiłeś sobie zadanie wyśmiewając (mój jakoby) zarzut
                                                    niepodobieństwa prawdy "niecałej" do "całej".

                                                    Tu nie o "całość" lub "niecałość" chodzi!

                                                    Gdybyśmy naprawdę byli absolutystami (mieli dane "od Boga" absolutno-
                                                    obiektywne rozumienie prawdy), to mielibyśmy problem, czy nie żyjemy
                                                    w Matriksie!

                                                    Co więcej, pytanie, czy jutro aby na pewno wzejdzie słońce, byłoby
                                                    dla nas pytaniem realnym, a nie hobby filozofów.

                                                    Prawda, którą de facto żyjemy: prawda, do której może "być podobne"
                                                    prawdopodobieństwo, to prawda względna.

                                                    Nie byłoby tak, gdybyśmy naprawdę "mieli zakarbowane", że prawda to
                                                    coś innego niż to.

                                                    > Chyba jest jasne, ze
                                                    > cale dywagowanie o prawdopodobienstwie bez uznawania prawdy jest
                                                    > bzdura.

                                                    Ale dla kogoś kto zrozumiał przedstawione rozumowanie
                                                    (raczej "głębokie" niż "bzdurne":) jest również również jasne, że
                                                    chodzi o prawdę względną.

                                                    Koncept prawdopodobieństwa matematycznego też jakoś to oddaje:
                                                    pozwalając zbliżyć się prawopodobieństwu do prawdy aż do tego
                                                    stopnia, że prawda okazuje się szczególnym przypadkiem
                                                    prawdopodobieństwa (a mianowicie o wartości 1) w ciągły sposób
                                                    wyłaniającym się z prawdopodobieństw mniejszych.

                                                    Absolutysta powinien raczej dać prawdopodobieństwu skalę od 0 do
                                                    nieskończoności.



                                                    Zarzucasz mi, że nie jestem sceptykiem?

                                                    Ale czy jest pewne, że sceptyk musi być niepewny?:)

                                                    Zarzucasz, że "nie pytam naprawdę".

                                                    Ale czy pewne jest, że pytać można tylko w poszukiwaniu odpowiedzi
                                                    likwidującej stan pytania?

                                                    (Sokrates, zda się, pytał głównie po to, żeby osłabić władzę
                                                    autorytetów. Nie był "uczonym poszukującym
                                                    prawdy obiektywnej". Kiedy dyskusja dochodziła do takiego punktu, że
                                                    wszyscy nie wiedzieli, co myśleć,
                                                    nagle oświadczał, że pora na niego i wychodził!:)

                                                    > ale odpowiedzi na nic naprawde nie
                                                    > ma.

                                                    sic!

                                                    > Nie ma czegos takiego jak obecnie "zwycieska" teoria
                                                    > matematyki na przyklad

                                                    Myślisz, że trzymam takową w zanadrzu?:)

                                                    Nie mam "jedynego światopogladu naukowego":)

                                                    Relatywizm nie jest czymś takim. Jest "rozmyty", nie ma określonych
                                                    konturów, gotów do równego uznania dla wielu stanowisk, a zawsze -
                                                    do dyskusji.

                                                    Istnieje jednak w rozwoju filozofii rodzaj "rozstrzygnięcia" i to
                                                    bardzo mocnego. Ma ono charakter negatywny. "Odtąd nie da się
                                                    już tak myśleć."

                                                    I takie roztrzygnięcia się dokonują.

                                                    Przykładem jest upadek twierdzenia, którego przeciwieństwo tobie
                                                    wydaje się "idiotyczne":

                                                    > "Prawda
                                                    > obiektywna" zas to w zasadzie maslo maslane

                                                    Prawda - dziś już nawet dla filozofii analitycznej - nie jest i nie
                                                    może być "obiektywna".

                                                    Myślisz, że jesteś strasznie trzeźwy i rzeczowy,
                                                    gdy "hochsztaplerom" "przypominasz oczywistości".

                                                    A jesteś tylko niedoświadczony w refleksji.

                                                    I na własną krzywdę ("duchową") nie umiesz oderwać się
                                                    od owych "oczywistości".

                                                    Przecież koniec końców nie chodzi o prawdę o stołach i krzesłach!

                                                    Chodzi o prawdę o człowieku.

                                                    Czy to tak trudno zrozumieć, że to, o czym istniałaby absolutna
                                                    prawda obiektywna, byłoby w absolutny sposób - obiektem
                                                    (przedmiotem)!??
                                                  • donq Komu mam wybaczyc? 13.12.07, 22:54
                                                    Chyba nie Chestertonowi? Ja nie wierze w "rzetelnosc" twoich cytatow, gdyz albo
                                                    sa z palca wyssane, albo wyciagniete z kontekstu, albo zmanipulowane.

                                                    Chyba tobie musialbym wybaczac...

                                                    Rozwlekasz sie, nickusiu. Ja juz proponowalem, zajmijmy sie lekcja "skad biora
                                                    sie faszysci". O prawdzie nic nowego juz mi nie powiesz.

                                                    Ale nie moge pozostawic hochsztaplerstwa bez odpowiedzi :)

                                                    Przede wszystkim wyjasnienie a propos "refleksji europejskiej" vel "kultury
                                                    humanistycznej". Mowilem juz nieraz o oblesnym zabiegu propagandowym polegajacym
                                                    na posmiertnym zapisywaniu w szeregi swoich "aktywistow" martwych ludzi, ktoremu
                                                    holdujesz. Twoja fylozofia _nie jest_ sparkobierczynia czy tez jedyna mozliwa
                                                    kontynuacja tych, do ktorych sie odwolujesz. Cala wizja historii jako walki
                                                    postympu z reakcja jest falszywa, oszukancza i groteskowa (ktory raz juz musze
                                                    to pisac).

                                                    Ja istotnie uwazam, ze filozofia i kultura w pewnym momencie zeszla z wlasciwego
                                                    toru. Kiedy, przez kogo to sprawa dyskusyjna. Moim zdaniem to przez tych, ktorzy
                                                    wymyslili (ty bys powiedzial "dostrzegli"), ze filozofie pisza "zwyciezcy" (w
                                                    zwiazku z czym nie ma prawdy) i zastosowali te teorie w praktyce. Bowiem tak nie
                                                    jest, ale tylko wtedy, gdy powszechnie przyjeta wartoscia jest dazenie do
                                                    prawdy, niezaleznej od "zwyciezcow". Zauwazmy, ze ten, kto twierdzi, ze wszystko
                                                    co mamy jest dzielem "zwyciezcow" nie ma nam tak naprawde nic do powiedzenia,
                                                    oprocz tego, co powinnismy sobie przyswoic aby "zwyciestwo" przypadlo jemu.

                                                    Jednak nigdy nie wepchniesz mnie na swoje boisko udawania, ze jest "wolnosciowa"
                                                    mysl fylozoficzna, ktorej ty jestes jedynym prawowitym kontynuatorem (z
                                                    przedstawicielami x, y, z), i mysl "reakcyjna" z innymi. Ja nie przyjmuje tego
                                                    ustawienia boiska.

                                                    Zauwaz, ze jesli sie tego nie przyjmie, cala pewnosc, ktora "wyzwoliciel" czuje
                                                    na temat mocy "emancypacyjnej" swoich tyorii gasnie jak jetki o zmierzchu.

                                                    Ale to juz mowilem wielokroc.

                                                    > Powiem więcej: czy myślisz, że "absolutność" faktu byłaby mniejsza > w
                                                    przypadku krzeseł latających na każde nasze życzenie, niż jest - > w przypadku
                                                    uparcie trwających na swoim miejscu, pomimo naszych
                                                    > zaklęć?:)

                                                    Na to moge prosto odpowiedziec - czy myslisz, ze "wzglednosc" faktu wspiera w
                                                    jakikolwiek sposob sila przekonania panujaca na salonach, ze wszystko jest
                                                    wzgledne? Lub np. "osiagniecia psychologii"?
                                                    Jestes oszustem - wedlug twoich wlasnych kryteriow to, co podajesz jako argument
                                                    za swoimi tezami jest bez wartosci.

                                                    > Prawdopodobieństwo tylko w tym jest podobne do domniemanej "prawdy
                                                    > absolutnej", że budzi wiarę.

                                                    Jak juz pisalem, nie da stworzyc w ogole pojecia prawdopodobienstwa bez
                                                    odwolania sie do obiektywnych kryteriow.
                                                    Poza tym, najwyrazniej u mnie "budzi wiare" cos innego, zatem zapewne twoje
                                                    "prawdopodobienstwo" jest inne niz moje, zatem dlaczego niby twoje ma byc lepsze
                                                    itp. itd.

                                                    Kula w leb, chlopie, jesli "rzetelnie" poprowadzisz to dalej...

                                                    > Tak nie jest. Wraz z upadkiem całości ich teorii, padają również
                                                    > części. Nawet jeśli niektóre z nich po przeróbkach mogą się komuś
                                                    > przydać do nowej całości.

                                                    Potupie sobie noga - bzdura, bzdura, bzdura. Nawet nie chce mi sie nic pisac na
                                                    ten temat...

                                                    To tylko lewackie zacmienie widzi we wszystkim "systemy".

                                                    > Gdybyśmy naprawdę byli absolutystami (mieli dane "od Boga"
                                                    > absolutno-obiektywne rozumienie prawdy), to mielibyśmy problem, czy > nie
                                                    żyjemy w Matriksie!

                                                    Jest dokladnie odwrotnie.
                                                    Ja nie mam pewnosci i ty rowniez nie masz pewnosci, czy nie zyjesz w Matriksie.
                                                    Twoj relatywizm nie rozwiazuje tej strasznej perspektywy, bo nic go rozwiazac
                                                    nie moze (pistolet nabity?)

                                                    Skoro zeszlo na matrixa, postawmy sie w roli jego konstruktora.

                                                    Oczywiscie naiwny konstruktor zaimplantowalby w glowach matriksowych pionkow
                                                    "prawdy obiektywne", ktore stanowilyby odbicie regul panujacych w stworzonym
                                                    wirtualnym swiecie.

                                                    Ale jest to rozwiazanie nierozwojowe, nieskalowalne. A gdzie "change
                                                    management"? System bedzie sie przeciez zmienial!
                                                    Dobry projektant raczej zaszczepi w umyslach ludzi przekonanie, ze regul zadnych
                                                    nie ma (a raczej sa "lokalne"). Pozwoli to dowolnie zmieniac "reguly lokalne"
                                                    zgodnie z potrzebami konstruktora.

                                                    W swiecie z regulami mozna dostrzec, ze cos jest nie tak. W swiecie bez regul -
                                                    nigdy. Konstruktor ma calkowicie wolna reke.

                                                    Oj, nie bez powodu podejrzewam cie o bycie inteligentnym konstruktorem. Cala
                                                    twoja tradycja myslowa jest szukaniem odpowiedzi na to, jak byc dobrym
                                                    konstruktorem matrixa. Ona nie szuka prawdy dlatego, ze szuka wlasnie tego!

                                                    A tak naprawde, nie wiemy, czy nie jestesmy w matrixie. Nie wiemy, czy to co
                                                    wlasnie myslimy, czy to co wlasnie robimy nie jest przypadkiem tym, czego
                                                    wlasnie chce od nas konstruktor matrixa. Ty tez tego o sobie nie wiesz i zadne
                                                    tyrady o "prawdach wewnetrznych", "osiagnieciach psychologii" itp. tego nie
                                                    zmienia (tu twoj pistolet powinien juz wypalic).

                                                    Skoro tego nie mozemy wiedziec, musimy sie z tym pogodzic. Trzeba wybrac - i
                                                    kazdy to robi. Dla "rzetelnego" relatywisty z "gleboka refleksja" wybor jest
                                                    tylko jeden (moze pigulki sa bardziej atrakcyjne dla ciebie?)

                                                    Ty jestes hochsztaplerem, bo o tym dobrze wiesz. Ty rowniez wybierasz, a
                                                    poniewaz jeszcze zyjesz nie jestes relatywista.

                                                    Potwierdzasz to mowiac:

                                                    > Ale czy jest pewne, że sceptyk musi być niepewny?:)
                                                    > Ale czy pewne jest, że pytać można tylko w poszukiwaniu odpowiedzi
                                                    > likwidującej stan pytania?

                                                    Twa intelektualna bezczelnosc z ostatnia sugestia wola o pomste do nieba.
                                                    Toz ty sam mi tlumaczyles, ze nalezy odrzucac wszelkie "uswiadomione" poglady.
                                                    Tzn. pytac po to, by wlasnie zlikwidowac "stan pytania".
                                                    Hochsztapler to bardzo lagodne okreslenie na ciebie.

                                                    > Czy to tak trudno zrozumieć, że to, o czym istniałaby absolutna
                                                    > prawda obiektywna, byłoby w absolutny sposób - obiektem
                                                    > (przedmiotem)!??

                                                    A czy tak trudno pojac, ze to, o czym prawda nie istnieje jest niczym? Taka jest
                                                    prawdziwa tresc twoich pogladow!

                                                    Dodajmy - Hegel niczego nie "pokazal". Jedyne co zrobil to zamet wynikajacy
                                                    glownie z ukrycia pod pozorami "logiki" pogladow. Moze od niego zaczal sie
                                                    upadek? Mysle, ze jednak dopiero od tych, ktorzy zdecydowali sie calkowicie
                                                    zinstrumentalizowac filozofie w celu walkoi politycznej, czyli Marksa i jego
                                                    niezliczonych uczniow, lacznie z toba.

                                                    Ty jestes nieodrodnym dzieckiem "teorii wszystkiego" (mnie caly ten nacisk na
                                                    "absolutyzm" )prawdy jest calkowicie obcy. Drugorzedne rzeczy sie zmieniaja,
                                                    kilkadziesiat lat wstecz glosilbys, ze tradycja "wolnosciowa" odkryla osteteczna
                                                    prawde na temat "praw rozwoju historycznego". Dzisiaj projektant matriksa
                                                    zmienil program - teraz ostateczna teoria jest relatywizm. Twoja heglowska
                                                    mentalnosc w polaczeniu z twoim instynktem samozachowawczym daje twoja
                                                    naprzykrzajacy sie "aktywizm". Twoje "prawdy lokalne" sa de facto "absolutnymi
                                                    prawdami lokalnymi", a cala lokalnosc jest dodana po to, bys mogl je zmieniac
                                                    tak czesto, jak zajdzie potrzeba.

                                                    > Relatywizm nie jest czymś takim. Jest "rozmyty", nie ma określonych
                                                    > konturów, gotów do równego uznania dla wielu stanowisk, a zawsze -
                                                    > do dyskusji.

                                                    Gdyby tak bylo, w niczym by ci nie przeszkadzalo, ze sa ludzie, ktorzy wierza w
                                                    prawde. Nie czulbys zadnej presji do "aktywizmu" przeciw nim.

                                                    > Istnieje jednak w rozwoju filozofii rodzaj "rozstrzygnięcia" i to
                                                    > bardzo mocnego. Ma ono charakter negatywny. "Odtąd nie da się
                                                    > już tak myśleć."

                                                    No wiec - smialo, relatywisto, poprowadz swoj relatywizm nie tylko przeciw mnie,
                                                    ale "rzetelnie" nie oszczedzaj siebie. Na koncu dojdziesz do wniosku, ze nijak
                                                    sie nie da myslec, nie ma innej konkluzji! A potem - sam wiesz co (moze
                                                    rozplyniety w poezji tragiczny skok w przepasc?)

                                                    > I takie roztrzygnięcia się dokonują.

                                                    Zaklamaniec! Skad wiesz, ze to nie konstruktor matriksa chce, abys t
                                                  • nick3 Chestertonowi. 14.12.07, 23:16
                                                    Ręce mi opadają na to twoje demonizowanie mnie.

                                                    Nie zachwiejesz moim poczuciem wartości intelektualnej tego, co
                                                    mówię, przez wymyślanie mi od "oszustów", "hochsztaplerów"
                                                    czy "zakłamańców".

                                                    Nawet jeśli gdzieniegdzie zdarzyły mi się pewne nieporadności
                                                    (niektóre posty pisałem w dużym pośpiechu, więc nie zdążyłem ich
                                                    przejrzeć krytycznie).

                                                    Stoję słuchając twoich inwektyw pod adresem nieznanego ci człowieka
                                                    i czuję się mniej więcej tak, jak gdybym był wiejskim nauczycielem
                                                    (w mrocznych czasach alfabetyzacji:) i leciałyby na mnie kamienie za
                                                    to, że opowiedziałem dzieciom, że ziemia nie stoi na żadnym oparciu,
                                                    lecz znajduje się w przestrzeni i w ogóle żadnego oparcia nie
                                                    potrzebuje, by nie spadać.

                                                    Inwektywy raniłyby mnie, gdybym nie wiedział, jak bardzo są
                                                    bezzasadne. Nudziłyby mnie i zbyłbym je wzruszeniem ramion, gdybym
                                                    nie miał pasji społecznikowskiej i ludzie ci byliby mi zupełnie
                                                    obojętni (a nie są).

                                                    Szanuję moich wzburzonych rozmówców, bo wiem z jak odmiennego ode
                                                    mnie świata myślowego pochodzą. Nie sądzę, by byli ludźmi tępymi.

                                                    Sam też nie wszystko potrafię objaśnić, bo jestem tylko wiejskim
                                                    nauczycielem, a nie profesorem.

                                                    Czekam aż się uspokoją, przestaną spluwać i żegnać się na mój widok.

                                                    Mam im jeszcze kilka rzeczy do powiedzenia. Nie do "wpojenia", lecz
                                                    do zobaczenia samemu w spokojnym namyśle.

                                                    W tym celu trzeba przestać sobie ubliżać, za to odrobinę się skupić.

                                                    Zależałoby mi, byś nie przypisywał rozmówcy najgorszych możliwych
                                                    cech charakteru, nie "rozpoznawał" u niego wszystkich "błędów
                                                    komunistycznych" według parafialnej broszurki apologetycznej, nie
                                                    tworzył mu wirtualnej tożsamości (na podstawie własnego "wiedzenia
                                                    lepiej", kim on naprawdę jest, ignorującego własną autoprezentację
                                                    rozmówcy). ("Pięćdziesiąt lat temu byś powiedział...":))) Tak się
                                                    rozmawia w domu wariatów, a nie wśród ludzi na jako takim poziomie.

                                                    Po prostu zamiast rozumieć to, co próbuję ci przekazać, reagujesz
                                                    emocjonalnie ("moralnie":) na domniemane kolejne epifanie Zła.

                                                    Chcesz tak?

                                                    Wierzę, że to, o czym rozmawiamy zasługuje na poważniejsze podejście.

                                                    Szkoda marnować tak ważne tematy światopoglądowe, skoro już do nich
                                                    doszliśmy.

                                                  • donq Co mam Chestertonowi wybaczyc? Konkretnie? 15.12.07, 20:09
                                                    O Chestertonie: już mówiłem, że nie wierzę twoim hochsztaplerskim cytatom -
                                                    proszę zatem o konkrety. Dodam, że mało prawdopodobne jest, żeby Chesterton
                                                    pisał cokolwiek o Sartrze, gdyż Chesterton umarł w roku 1936, gdy "cher maitre"
                                                    dopiero zaczynał swoją pisaninę.

                                                    Ja nic przeciwko wiejskim nauczycielom nie mam. Przeciwko twojej nieporadności
                                                    również - nie każdy dysponuje jasnością wyrażania myśli, szczególnie jeśli jest
                                                    wychowany na tradycji, dla której taka jasność to prostactwo, a "głębia" kryje
                                                    się w smogu myślowym.

                                                    Łzę ronię nad krzywdą, która ci się dzieje... Uderzanie w płaczliwe użalanie się
                                                    nad sobą to też metoda z broszurek agitatora?

                                                    Tymczasem, chłopie, moja nieufność do tego, co mówisz jest spowodowana wprost
                                                    tym, co mówisz. Jak już wielokrotnie mówiłem, jeśli twoim wypowiedziom nie
                                                    przyswieca chęć zbliżenia się do prawdy, to musi ci przyświecać coś innego.
                                                    Jasne jest co, jeśli przypatrzy się twojej tradycji yntelektualnej - obrazowo
                                                    rzecz ujmując w "poetyce" najbardziej zwycięskiego dotąd wątku w tej tradycji:
                                                    prawdą jest to, co służy rewolucji, fałszem zaś to, co jej nie służy.

                                                    W rozmowach z takimi "wyzwolicielami" powinnoscią normalnego człowieka jest
                                                    nieufność.

                                                    Przepraszam, jeśli przypisałem ci niewłaściwie pewne dążenia czy myśli.

                                                    Zdajesz sobie jednak sprawę, że jeśli prawda o tobie nie istnieje, nie masz
                                                    żadnej możliwości stwierdzenia, że moje mniemanie o twoich poglądach jest "mniej
                                                    wartościowe" od twoich własnych złudzeń na swój temat :)

                                                    Prawde mówiąc, dyskusje o prawdzie juz wyczerpaliśmy myślę.

                                                    Jeśli masz ochotę dalej popisać się elokwencją wiejskiego nauczyciela,
                                                    porozmawiajmy o tym, skąd na świecie wzięli się "faszyści"?

                                                    DonQ
                                                  • nick3 Niewłaściwą staruszkę;-) 17.12.07, 00:32
                                                    Jeśli nie wierzysz, że twojemu rozmówcy chodzi o prawdę (w prostym,
                                                    praktycznym rozumieniu tego słowa), a jego zastrzeżenia
                                                    antyabsolutystyczne oznaczają co innego, niż że jest pospolitym
                                                    kłamcą, to rozmawiajac ze mną sam spędzasz czas w sposób najbardziej
                                                    bezproduktywny z możliwych.

                                                    Gdybym był tylko agitatorem (poinstruowanym jakimiś "broszurkami":),
                                                    nie rozmawiałbym chyba tu, na dawno opuszczonym wątku, z pojedynczym
                                                    i dość nieprzemakalnym (na refleksję:) oponentem, nie wydaje ci się?

                                                    > Prawde mówiąc, dyskusje o prawdzie juz wyczerpaliśmy myślę.

                                                    Dla mnie ledwie się zaczęła (właściwie nawet nie zdążyliśmy się
                                                    jasno zrozumieć. Do czego zresztą w rozmowach nie dążysz.)

                                                    Temat skończoności ludzkiego poznania w odniesieniu do ewentualnych
                                                    objawień (historycznych i mistycznych takoż) pominęliście (z mg2005)
                                                    milczeniem.

                                                    A dobrze wiecie, że to temat dla was centralny - i że byście na nim
                                                    polegli!
                                                    ("Nie da się uciec od bycia człowiekiem." A nie ma podstaw dla
                                                    pojęcia "prawdy absolutnej" tam, gdzie nie ma doswiadczeń
                                                    absolutnych. Zaś w życiu ludzkim nie ma.)

                                                    Skupiacie się na retorycznym dyskredytowaniu mojej wiarygodności,
                                                    tak, jak byśmy mieli tu jaką widownię:)

                                                    I kto jest retorem, a kto na serio czegoś docieka? (by nie uzyć
                                                    górnolotnego słowa "prawda":)

                                                    Będę więc żegnał.

                                                    Na zakończenie kilka obrazowych ilustracji:

                                                    1. Jeśli latarnią morską miałaby być "prawda absolutna" to kiepska
                                                    to latarnia - świeciłaby tylko do własnego wnętrza.

                                                    2. Jeśli tym, do czego miałoby być podobne prawdopodobieństwo
                                                    miałaby być "prawda absolutna", nie byłoby najmniejszych podstaw, by
                                                    to stwierdzić.
                                                    Tak jak nijak nie da się stwierdzić o namalowanym portrecie, czy
                                                    jest podobny, jeśli się nigdy nie widziało modela.

                                                    I nie mów o "widzianej z daleka rajskiej wyspie", bo to bezpodstawny
                                                    obraz.

                                                    Tam gdzie jest prawdopodobieństwo ("portret"), tam nie zachodzi
                                                    obecność modela ("prawdy absolutnej"). W NAJMNIEJSZYM STOPNIU.

                                                    Tam, gdzie zachodziłaby obecność modela, nie byłoby
                                                    prawdopodobieństwa (byłoby "prawdopodobieństwo = 1", ale z punktu
                                                    widzenia życia nie to mamy na myśli mówiąć o "prawdopodobieństwie").
                                                    Byłaby niekwestionowalna samooczywistość.

                                                    Mówisz, że "widziałeś wyspę z daleka".

                                                    Ale w moim (ściślejszym niz twoje!) porównaniu - znaczy to tylko
                                                    tyle, że modela "widziałeś przez portret". "Widziałeś".

                                                    Tylko taki rodzaj "widzenia z daleka" był ci dany w odniesieniu do
                                                    twojej domniemanej rajskiej wyspy ("absolutnej, obiektywnej prawdy").


                                                    Ale ty nie potrafisz myśleć ściśle, więc całe to rozumowanie na
                                                    niewiele ci się zda. "Bzdura, bzdura, bzdura!" Nieprawdaż? :)


                                                    Może powinno cię zaintrygować to, co napisał ów mg2005, że prawda
                                                    jest wprawdzie absolutna, ale nie jest obiektywna.

                                                    Co mógł mieć na myśli?

                                                    Przecież, jak pisałeś to oczywiste i o tym się "nie dyskutuje", że
                                                    powiedzieć "prawda" czy "prawda obiektywna", to zupełnie to samo.
                                                    I "widzi to każdy normalny człowiek".


                                                    A tu taki katofaszo-poprawny magnez nagle zaczyna jakieś takie
                                                    dziwne "brednie"...


                                                    Szkoda, że nie potrudził się, by wyjaśnić swoją myśl publicznie
                                                    (może byś skorzystał).

                                                    Szkoda, że cię nie zaciekawiło na tyle, by go zapytać, co miał na
                                                    myśli.

                                                    Szkoda, że wiele rzeczy cię nie zaciekawiło na tyle, by wyjść poza
                                                    banalne pragnienie "zniszczenia oponenta" per fas et nefas.

                                                    Może tak sobie wyobrażasz "polityczność"?:)


                                                    Żegnam się (bez obrazy).

                                                    Pora skończyć. Bywam na forum. Dobranoc.
                                                  • donq Twoja niewlasciwa sraruszke ?! 17.12.07, 14:14
                                                    Niby dlaczego mam Chestertonowi wybaczac to, co ty mu przypisales?
                                                    Ja w "rzetelnosc" twoich cytatow nie wierze.

                                                    > Gdybym był tylko agitatorem (poinstruowanym
                                                    > jakimiś "broszurkami":),
                                                    > nie rozmawiałbym chyba tu, na dawno opuszczonym wątku, z
                                                    > pojedynczym
                                                    > i dość nieprzemakalnym (na refleksję:) oponentem, nie wydaje ci
                                                    > się?

                                                    Nie wydaje mi sie.
                                                    Po pierwsze twoi "zwyciezcy" opanowali juz implantowanie w
                                                    postympowych glowach tresci agitatorskich bez koniecznosci
                                                    drukowania broszurek agitacyjnych pod tytulem "broszurka
                                                    agitacyjna". Jestes agitatorem, nawet o tym nie wiedzac :)

                                                    Twoje motywy sa dla mnie niezbyt istotne. Pdejrzewam cie o zapal
                                                    ewangelizacyjno-agitatorski (to widac czytajac twoje posty). Niby
                                                    czemu pisanina na forum w "jednym opuszczonym watku" mialaby byc
                                                    mniej sensowna od pisaniny w mniej opuszczonych watkach?

                                                    Zgadza sie, to co robimy, to strata czasu. Zgadza sie, nie wierze,
                                                    ze chodzi ci o prawde.

                                                    > [...] pominęliście (z mg2005) milczeniem.

                                                    Unikaj idiotycznego zwyczaju zbijania mnie w kupki z innymi. Twoi
                                                    przeciwnicy nie tworza monolitu tak jak zwarty oboz rewolucji; "oboz
                                                    postympu" i "oboz katofaszystowskiej reakcji" to tylko twoje
                                                    mrzonki. Ja za odniesienie mam prawde, a nie "katofaszystowska
                                                    rewolucje". Ciezko ci to pojac...

                                                    > Temat skończoności ludzkiego poznania w odniesieniu do
                                                    > ewentualnych
                                                    > objawień (historycznych i mistycznych takoż) pominęliście (z
                                                    > mg2005)
                                                    > milczeniem.

                                                    Wcale nie. Moze nie zrozumiales.

                                                    Cale twoje usilowania pokazania mi, ze "prawdy absolutnej" znac nie
                                                    mozemy jest jak wywazanie otwartych drzwi.

                                                    Ja powiedzialem, ze zgadzam sie z toba, ze nic nie jest pewne. I
                                                    zaraz dodalem, ze to nic nie zmienia, bo "zyjac" i tak musimy cos
                                                    przyjac ("na wiare" jesli chcesz).

                                                    A co przyjmiemy zalezy od nas. Ja przyjmuje, ze istnieje prawda, bo
                                                    bez tego moge jedynie przyjac, ze prawda jest to, co sluzy rewolucji.

                                                    Mozna sluzyc prawdzie lub rewolucji - kazdy ma takiego pana, jakiego
                                                    sobie wybierze. "Nie da się uciec od bycia człowiekiem" - nie da sie
                                                    uniknac tego wyboru.

                                                    Ty wybierasz rewolucje (mowiac obrazowo, przyjalem do wiadomosci, ze
                                                    obecnie przez ciebie przyjmowana "prawda lokalna" glosi, ze
                                                    rewolucja w sensie zbrojnego przewrotu spolecznego jest niefajna) -
                                                    swieczka ci na droge.

                                                    Dyskredytujesz sie sam, odmawiajac zastosowania "wzglednosci
                                                    ludzkiego poznania" do swoich pogladow, traktujac owa "wzglednosc"
                                                    jedynie jako bat na mnie (bo to sluzy rewolucji, a samobiczowanie
                                                    sie by nie sluzylo).

                                                    Gdybys powaznie zastosowal owa "wzglednosc" do wszystkich, musialbys
                                                    uznac, ze niemozliwa do utrzymania jest zadna prawda, takze twoja
                                                    lokalna. I strzelilbys sobie w leb.

                                                    Jesli tego nie robisz, zyje w tobie wiara, ktora nie pozwala
                                                    ci "uwzglednosciowic" "rzetelnie" wszystkiego. Wierzysz w rewolucje.
                                                    Duzo bardziej "absolutnie" niz ja wierze w prawde. Czlowiek, ktorzy
                                                    wierzy w prawde dziesiatki razy watpi, czy to co za nia uwaza jest
                                                    nia naprawde. Czlowiek, ktory wierzy w rewolucje bez prawdy, nigdy
                                                    nie watpi (bo w co niby mialby watpic i na czym mialoby polegac jego
                                                    watpienie?).

                                                    Zatem wszystkie twoje tyrady przeciw "absolutyzmowi" odnosza sie
                                                    bardziej do ciebie niz do mnie.

                                                    Hochsztaplerem jestes twierdzac, ze "wzglednosc" dziala przeciw
                                                    mojej wierze w prawde, a przeciw twojej wierze w rewolucje juz nie.

                                                    Ja nie pragne cie niszczyc. Ja pragne poznac twoje zabobony, aby nie
                                                    pozwolic tobie zniszczyc mnie.

                                                    DonQ

                                                    P.S. To co, nie poroztrzasamy "powstania i ewolucji faszyzmu"?
                                                    Moglbys sie wykazac chumanizmem :)
                                                  • mg2005 Re: W przeciwieństwie do ciebie szanuję nastolatk 09.12.07, 13:23
                                                    nick3 napisał:

                                                    >jest wyraźna
                                                    > korelacja pomiędzy religijno-prawicowym autorytaryzmem a byciem
                                                    > bitym w dzieciństwie

                                                    Do poparcia autorytaryzmu wystarcza rozum ,który zrozumie
                                                    absurdalność i destrukcyjny charakter demokracji - zwłaszcza w jej
                                                    współczesnym, plebejskim wydaniu...

                                                    > - stwierdzona empirycznie.

                                                    Podaj żródła.
                                                    Czy uznajesz korelację między ideologią gejowską,
                                                    a homo-molestowaniem przez ojca w dzieciństwie ? :)


                                                    > Prawda, której można szukać poprzez prawdopodobieństwo (a to
                                                    robimy
                                                    > całym naszym życiem) - musi być prawdą względną


                                                    Poznanie naukowe jest względne - absolutne jest poznanie religijne
                                                    (racjonalne, ale oparte na Słowie Objawionym i przeżyciach
                                                    mistycznych)

                                                  • nick3 Objawienie magneza:) 13.12.07, 14:16
                                                    > Do poparcia autorytaryzmu wystarcza rozum ,który zrozumie
                                                    > absurdalność i destrukcyjny charakter demokracji

                                                    Jak to jest? Czy twoja wiara ma jakiś udział w dochodzeniu do takich
                                                    światłych wniosków? Czy też można być jej równie dobrym wyznawcą co
                                                    ty, a przy tym zdecydowanym antyautorytarystą? Jak to widzisz?

                                                    > Czy uznajesz korelację między ideologią gejowską,
                                                    > a homo-molestowaniem przez ojca w dzieciństwie ? :)

                                                    Wiesz, wydany przez Frondę "psycholog chrześcijański", Van Aardweg
                                                    twierdzi, że homoseksualizm bierze się u mężczyzn z nadmiernego
                                                    przywiązania w dzieciństwie do matki (głównie z powodu nieobecności
                                                    ojca w rodzinie, a zwłaszcza w przypadku matki samotnie wychowującej
                                                    dziecko. (Ach, ten "upadek rodziny"!:) Mówiąc krótko: maminsynkowie.

                                                    Jak zapewnia posłowie redakcyjne, Van Aardweg udowodnił swoją
                                                    teorię "na tysiącach przypadków".

                                                    Wszystko pięknie. No, ale jeśli prawdziwa jest teoryja Van Aardwega
                                                    to nie jest prawdziwa twoja. I vice versa. Uzgodnijcie sobie, co
                                                    myślicie, bo "królestwo podzielone się nie ostoi":)

                                                    O przemocy w rodzinie jako źródle światopoglądu autorytarnego:

                                                    nick3:
                                                    > > - stwierdzona empirycznie.

                                                    mg2005:
                                                    > Podaj żródła.


                                                    I tak nie możesz przeczytać:) Książka, na którą mógłbym się powołać,
                                                    jest w rzeczonej Frondzie wpisana na "Indeks Ksiąg Zakazanych". A wy
                                                    chyba przestrzegacie swoich reguł...

                                                    > Poznanie naukowe jest względne - absolutne jest poznanie religijne
                                                    > (racjonalne, ale oparte na Słowie Objawionym i przeżyciach
                                                    > mistycznych)

                                                    Rozumiem, że to świadectwo (bo na argument nie wygląda).

                                                    Aby było wiarygodne świadek musi być

                                                    a) uczciwy

                                                    (czego kwestionowanie byłoby z mojej strony nietaktem)

                                                    b) właściwie poinformowany

                                                    Otóż w kwestii, czy coś jest prawdą absolutną, "właściwie
                                                    poinformowany" może być tylko ktoś nieomylny (przynajmniej w tej
                                                    jednej kwestii).

                                                    Czy jesteś nieomylny? (w jakiejkolwiek kwestii)

                                                    (Nie papież, tylko ty!:)

                                                    Moje uwagi do tego, co napisałeś: argumenty za względnością, które w
                                                    dyskusji z donqiem przytaczam, nie odnoszą się tylko do nauk
                                                    humanistycznych czy tylko do nauk humanistycznych i ścisłych, ale do
                                                    wszelkiego poznania ludzkiego (że dokonuje się ono w języku, że
                                                    pojęcia są tworem społecznym, etc.)

                                                    Także rozpoznawanie i interpretowanie domniemanych treści
                                                    objawionych jest działaniem twoim, a więc ludzkim.

                                                    Nie uciekniesz od bycia człowiekiem!:)

                                                    Nawet nieomylność papieża (lub Biblii) uznajesz na własny rachunek -
                                                    swoim nie nieomylnym intelektem.

                                                    Przeżycie mistyczne:

                                                    (miałeś?:)

                                                    Gdyby istniało i było tym, za co się je uważa (poznaniem
                                                    absolutnym), rodziłoby to po pierwsze pytanie, w jaki sposób coś
                                                    takiego mogłoby przeminąć.

                                                    Ale co ważniejsze, kiedy już przeminęło, mistyk jest wobec swojego
                                                    przeszłego doświadczenia dokładnie w tej samej sytuacji omylności,
                                                    co każdy człowiek wobec (domniemanej) prawdy absolutnej.

                                                    Nieomylności (gdyby się nawet zdarzała) nie da się pamiętać!


                                                    Religia nie jest wyjątkiem od relatywizmu ludzkiego poznania.
                                                  • mg2005 Re: Objawienie magneza:) 13.12.07, 20:08
                                                    nick3 napisał:

                                                    > > Do poparcia autorytaryzmu wystarcza rozum ,który zrozumie
                                                    > > absurdalność i destrukcyjny charakter demokracji
                                                    >
                                                    > Jak to jest? Czy twoja wiara ma jakiś udział w dochodzeniu do
                                                    takich
                                                    > światłych wniosków?

                                                    Przecież napisałem wyraźnie: nie wiara, a rozum.



                                                    > No, ale jeśli prawdziwa jest teoryja Van Aardwega
                                                    > to nie jest prawdziwa twoja.

                                                    Ależ to TWOJA teoryjka ! :)))

                                                    > > Poznanie naukowe jest względne - absolutne jest poznanie
                                                    religijne
                                                    > > (racjonalne, ale oparte na Słowie Objawionym i przeżyciach
                                                    > > mistycznych)
                                                    >
                                                    > Rozumiem, że to świadectwo (bo na argument nie wygląda).

                                                    To oczywistość: 'absolutne' oznacza niezmienne (w przeciwieństwie do
                                                    nauki)i najwyższe, natomiast nie jest tożsame z prawdą obiektywną.




                                                  • donq Re: Objawienie magneza:) 13.12.07, 23:05
                                                    > I tak nie możesz przeczytać:) Książka, na którą mógłbym się powołać,
                                                    > jest w rzeczonej Frondzie wpisana na "Indeks Ksiąg Zakazanych". A wy
                                                    > chyba przestrzegacie swoich reguł...

                                                    Nietrudno zauwazyc, ze tak zawsze sie wywijasz przycisniety do muru.

                                                    Czyzbys (jak wielokrotnie juz doswiadczylem) klamal? Manipulowal? Rzucal slowa
                                                    na wiatr?

                                                    Moze po obejrzeniu twoich zrodel stracilby swoja moc, ktora im przypisujesz w
                                                    swoich tyradach?

                                                    DonQ
                                                  • nick3 Re: Objawienie magneza:) 14.12.07, 23:28
                                                    Myślę, że w moim poście najważniejsze były uwagi o tym, że argumenty
                                                    relatywisty za względnością wszelkiej prawdy udostępniającej się
                                                    człowiekowi - nie omijają żadnej sfery ludzkiego poznania. Nie są
                                                    jakoś specyficznie wymierzone w naukowy typ poznania.

                                                    Religia nie stoi wiec poza ich zasięgiem.

                                                    Gdybyście chcieli rozmawiać, a nie tylko dowalać, to nawet jeśli nie
                                                    wszystko, co napisałem, było najlepiej sformułowane,
                                                    spróbowalibyście nadać mojej linii argumentacyjnej jak
                                                    najsensowniejszą postać, by z nią polemizować.


                                                    Tak robił Tomasz z Akwinu.
                                                  • donq Re: Objawienie magneza:) 15.12.07, 20:13
                                                    > Myślę, że w moim poście najważniejsze były uwagi o tym, że
                                                    > argumenty
                                                    > relatywisty za względnością wszelkiej prawdy udostępniającej się
                                                    > człowiekowi - nie omijają żadnej sfery ludzkiego poznania.

                                                    No to chytaj Józek za tom dwururkę! A żywo!

                                                    Albo chociaż zasznuruj sobie usta i siądź w kącie na wieki.

                                                    DonQ

                                                    P.S. A "źródeł" jak nie było tak nie ma. Nikt nie spodziewał się, że je podasz
                                                    jednakże (na pewno nie ja).
                                                  • donq Re: O moich schizofreniach:) 26.11.07, 17:45
                                                    Jeszcze pare uwag (sorry ze znow na raty).

                                                    > Czy to są myśli "wydumane", nieszczere i oderwane od praktyki?

                                                    Tak, zdecydowanie sa nieszczere, a raczej oszukancze. Mowisz do
                                                    ludzi a oni rozumieja co innego niz ty masz na mysli.

                                                    > A jak wiadomo "idee mają konsekwencje" (np. w postaci
                                                    > monoideologicznego państwa katolickiego, które łatwo potrafisz
                                                    > wywieść jako logiczną konsekwencję ze swoich "basic premises").

                                                    Tutaj oczywiscie dajesz upust swojemu sprowadzaniu wszystkiego do
                                                    polityki. I oczywiscie mowisz, ze daze do czegos, do czego nie daze,
                                                    ale tobie sie wydaje, ze musze dazyc do tego. Tylko dlatego, ze
                                                    wszystkie twoje dazenia sa polityczne - nie wciskaj mnie w ramy
                                                    swojego swiata.

                                                    > (właśnie: jeśli co? jeśli nie poznamy Prawdy absolutnej? czy:
                                                    > jeśli
                                                    > czegoś za nią - być może mylnie - nie ogłosimy? czy: jeśli nie
                                                    > będziemy do niej dążyć? czy: jeśli nie bedziemy wierzyć, że takowa
                                                    > istnieje (ale może np. jest nieosiagalna)?)

                                                    To, co czyni z nas ludzi jest przywiazanie do idei prawdy, piekna,
                                                    dobra. Jesli to wszystko czlowiekowi zabierzesz, zabierzesz mu jego
                                                    samego. Nie "wyzwolisz" go, tak jak nie "wyzwolisz" go zabierajac mu
                                                    oczy i uszy (choc te moga go mylic).

                                                    Zabierajac mu to wszystko, nie oddajesz mu prawdziwego "ja", ale
                                                    zostawiasz go w stanie rozedrganego wyalienowanego miesa ze zmyslami
                                                    (czy musze dodawac, ze o to wlasnie ci chodzi?).

                                                    Te pytania, ktore zadajesz nie maja ostatecznie znaczenia, bo nawet
                                                    jesli prawdy nie ma musimy sie zachowywac jakby byla, bo inaczej nie
                                                    jestesmy niczym wiecej niz tym miesem wlasnie.

                                                    Nawet jesli Boga nie ma, godnosc ludzka nakazuje zyc jakby byl.

                                                    > Nie ma w człowieku wydzielonej wyspy o nazwie "intelekt". Człowiek
                                                    > myśli tak jak żyje, a nie żyje tak jak myśli.

                                                    Postulat by zyc nie myslec (to co piszesz to niemal dokladne "byt
                                                    okresla swiadomosc") jest calkowitym zaprzeczeniem tego, co mozna
                                                    nazwac "humanizmem" (jesli cokolwiek ma on znaczyc). Jesli jest cos
                                                    wartosciowego w czlowieku to wlasnie to, ze stara sie zyc, jak
                                                    mysli. Zyc potrafi bakteria, zaba, zyrafa i kazde inne zwierze.
                                                    Pewne elementy lewackich teorii kaza myslec, ze to jest los
                                                    szykowany rowniez czlowiekowi - sklonienie go do uwierzenia, ze jest
                                                    niczym innym jak hodowlanym zwierzeciem. I bedzie sie go hodowac.
                                                    Juz sie to robi.

                                                    > To prawda, że dziś kupujemy ten szampon, na którego reklamę
                                                    > wyłożono
                                                    > najwięcej kasy, kobiety brzydzą się cellulitem, o którym ich
                                                    > babcie
                                                    > nie słyszały i boimy sie chorób, na które lekarstwo akurat lansują.
                                                    >
                                                    > Ale naszym przodkom społeczeństwo wdrukowywało rozmaite systemy
                                                    > tabu
                                                    > dotykające samego rdzenia osobowości, wartości, za które byli
                                                    > gotowi
                                                    > ginąć ze śpiewem na ustach, klasyfikacje bliźnich, z powodu
                                                    > których
                                                    > jednych usilnie naśladowano, innymi bezlitośnie pogardzano, a
                                                    > właściwie było już z góry zdeterminowane, kto może sie z kim
                                                    > zadawać.
                                                    >
                                                    > Miejsca na nasycenie stosunków, w których się pozostawało, swoim
                                                    > rysem osobistym i indywidualnością - praktycznie nie było.

                                                    Twoje powyzsze twierdzenia sa calkowicie bledne. Prawa jest niemal
                                                    calkowicie odwrotna. Kiedys ludzie mieli duzo mniejszej presji
                                                    propagandowej. Propaganda w naszych czasach jest mocno zaawansowana
                                                    i uzywana na nas nie przede wszystkim przez reklamodawcow, ale
                                                    glownie przez praczy mozgu, z ktorych lewacy sa przodujacy,
                                                    posiadajacy bujna tradycje i doswiadczenie. Popatrzcie na lewackich
                                                    wyzwolonych "szczesliwych dzikusow". Sa to wlasnie ludzie z
                                                    wimplantowanym rdzeniem swiadomosci. Lewactwo zarzucajac innym
                                                    zapedy do kontroli mysli realizuje wlasnie ten zamiar -
                                                    stworzenia "nowego czlowieka".

                                                    Twoj obraz "konserwatysty" jest karykaturalno-propagandowy. Bajanie
                                                    o "monoideologicznych panstwach katolickich" ma na celu ukrycie, ze
                                                    to wlasnie ty, godny spadkobierca lewych tradycji, nie mozesz
                                                    tolerowac zadnej niezaleznej mysli. O czym innym swiadczy ciagle
                                                    napastowanie tych, co wierza w "prawde jedyna"? Dlaczego wsrod ponoc
                                                    puralistycznego, wielobarwnego tlumu jest miejsce tylko dla tych,
                                                    ktorzy sa juz odarci z wszelkiego prawa do prawdy?

                                                    "Zamordystyczny konserwatysta" nie pragnie kontrolowac mysli innych.
                                                    Przeciwnie, uwaza za cenne pojecia, ktore pozwalaja ludziom myslec i
                                                    czuc (jak prawda, dobro, piekno). Ta okropna religia wlasnie to
                                                    robi - wyposaza ludzi w mozliwosci radzenia sobie ze swiatem. Wcale
                                                    nie wymaga "zamordystycznie" "posluszenstwa", jak propaganda glosi.

                                                    Lewak odzierajac ludzi z tych pojec odbiera im mozliwosc myslenia,
                                                    zabiera im najwazniejsza czesc ich czlowieczenstwa. Daje im prawo
                                                    jedynie do czucia w najbardziej prymitywnym zakresie. Czy naprawde
                                                    trudno dostrzec, ze celem jest czlowiek, ktory jest calkowicie
                                                    manipulowalny? Gdy czlowiek nie wie, dokad pojsc, latwo popchnac go
                                                    w strone, ktora jest wygodna dla popychajacego.

                                                    A wszystko to pod pozorem "chumanizmu" i "wyzwolenia"! Czy naprawde
                                                    juz jestesmy tak odarci z naszego czlowieczenstwa, ze to co pisze o
                                                    lewych zamiarach brzmi kuriozalnie?

                                                    Oczywiscie nadzieja w czlowieku. Czlowieka Bog wyposazyl nie
                                                    w "nieprzebrane moce psychiczne", ale w naturalne pragnienia, miedzy
                                                    innymi prawdy. Manipulatorow od "wyzwolenia" jeszcze spotka niejedna
                                                    niespodzianka, tu masz racje nickusiu!

                                                    DonQ

                                                  • nick3 "Prawda was zniewoli." 26.11.07, 21:33
                                                    Nie tylko historię, lecz także filozofię, a nawet zdrowe rozsądki
                                                    społeczeństw - piszą zwycięzcy.

                                                    Dlatego lewak przyznaje sobie prawo do stwierdzenia, że prawda jest
                                                    w naszej kulturze zdecydowanie przereklamowana.

                                                    Po prostu nie jest to wcale coś tak cennego, jak głosi (przez długie
                                                    wieki niemal jednogłośny) chór filozofów i teologów (zwłaszcza:)

                                                    Nie żebym gardził ludzką dociekliwością albo aprobował kłamstwo jako
                                                    sposób załatwiania swoich swoich interesów.

                                                    TYLKO ŻE TE WARTOŚCI (skądinąd nie "absolutne"!) DA SIĘ Z
                                                    POWODZENIEM CHRONIĆ POZOSTAJĄC W SFERZE 'PRAWDY LOKALNEJ',
                                                    NIE 'JEDYNEJ'.

                                                    Tym niemniej - jak napisałem - nie są to wartości "absolutne". I nie
                                                    należy trzymać się ich w każdych okolicznościach.

                                                    Postęp poznania nie jest w życiu ludzkości sprawą najważniejszą!

                                                    Mówienie tego, co się uważa za prawdę, zamiast tego, co się uważa za
                                                    fałsz - może być krzywdą!



                                                    Godność człowieka nie bierze się z jego domniemanej zdolności do
                                                    posiadania sądów powszechnych, koniecznych i absolutnie
                                                    obowiązujących.

                                                    Krytyka błędnych (lewak powie: "ideologicznych") koncepcji godności
                                                    ludzkiej (takich jak np. platoński 'intelektualizm') jest właśnie
                                                    jednym z zadań humanizmu.

                                                    Bo błędna teoria godności, gdy upowszechni się w społeczeństwie,
                                                    staje się przyczyną ignorowania godności ludzkiej przejawiającej się
                                                    inaczej niż w myśl ideologii.

                                                    Na ten przykład w "drgającym mięsie"...

                                                    Które jest godne. I nie jest żadnym "mięsem" (to tylko grecko-
                                                    rzymsko-chrześcijańskie zombies po "ukąszeniu platońskim" tak to
                                                    widzą:)

                                                    Odwracając to, co napisałeś ty:

                                                    Postulat by "myśleć nie żyć" jest calkowitym zaprzeczeniem tego, co
                                                    można nazwac "humanizmem" (jesli cokolwiek ma on znaczyc).

                                                    Człowiek nie ma być sługą domniemanych 'wieczno-nieruchomych'
                                                    intelligibiliów (wartości, idei), którym jest on zupełnie zbędny do
                                                    istnienia. I które w ten sposób degradują jego konkret do "kupy
                                                    mięsa".

                                                    Dlatego kompletnym fałszem (a nawet "moralistycznym kłamstwem"!)
                                                    jest to, co piszesz:

                                                    > Jesli jest cos
                                                    > wartosciowego w czlowieku to wlasnie to, ze stara sie zyc, jak
                                                    > mysli.

                                                    Człowiek, który żyje tak jak myśli, to... trup:) Fanatyk, pruski
                                                    urzędnik albo doktryner polityczny.

                                                    Niekonsekwencja jest tym, co pozwala zabłysnąć w nas
                                                    indywidualności, a nie ma człowieczeństwa bez indywidualności.

                                                    I to o prawo do niej - dla każdego - walczymy przeciwko
                                                    absolutyzowaniu wartości "prawdy jedynej".


                                                    Nie pogardzam Platonem (był on zresztą o wiele
                                                    bardziej "schizofreniczny" niż jego pałkarscy spadkobiercy w postaci
                                                    moralizującej prawicy. Zbyt głęboko przemyślał konsekwencje swojej
                                                    idei obiektywnej i absolutnej prawdy, by nie dostrzec jej
                                                    otchłannych paradoksów, tj. sprzeczności. I był na tyle uczciwy, że
                                                    to expressis verbis wyjawił. Poczytaj,)

                                                    Nie wątpię, że pojęcia "Prawdy, Piękna i Dobra" mówią coś
                                                    humanistycznie cennego.

                                                    Ale nie - jednoznacznie cennego!

                                                    Tak jak rzeźba grecka - tyleż genialna i ponadczasowa, co zawężająca
                                                    widzenie człowieka.

                                                    Osobiście widzę "Prawdę, Dobro i Piękno" jako dostępny ówczesnemu
                                                    językowi - pseudonim wolności.


                                                    Jednak nie jest to pseudonim, który możemy mechanicznie powtarzać.

                                                    Prawda, zwłaszcza w potocznym zobiektywizowanym i zabsolutyzowanym
                                                    ujęciu, jest alienująca (a polityczne konsekwencje - zapowiedziane
                                                    już w platońskim "Państwie" - są niejedynymi, ale doprawdy nie mało
                                                    ważnymi tego przejawami!)

                                                    Jedna obowiązująca rzeczywistość - jest tym obrazem narzucającego
                                                    się wielu ludziom z dużą siłą światopoglądu zdroworozsądkowego,
                                                    który jest sposobem sprawowania władzy przez społeczeństwo nad
                                                    jednostką.

                                                    Obowiązująca "rzeczywistość" jest w istocie pojęciem tego, czym
                                                    społeczeństwo chce zunifikować nasze umysły.

                                                    Ludzi, którzy nie przyswoili sobie tego kagańca, piętnuje się i
                                                    odrzuca jako "wariatów".

                                                    Tak dalej być nie musi!


                                                    > Prawa jest niemal
                                                    > calkowicie odwrotna. Kiedys ludzie mieli duzo mniejszej presji
                                                    > propagandowej.

                                                    Nie było świadomej techniki w tym względzie. Śmiejemy się z
                                                    propagandowych uproszczeń w rodzaju "w Egipcie kapłani tumanili
                                                    lud". Oczywiście nie byli żadną "cyniczną oświeconą elitą".


                                                    ALE TO NIE ZMIENIA FAKTU, ŻE SPOŁECZEŃSTWO BARDZO METODYCZNIE (CHOĆ
                                                    POZA ZAMYSŁEM INDYWIDUALNYM) GŁĘBOKO INDOKTRYNOWAŁO JEDNOSTKĘ I
                                                    FORMOWAŁO JEJ REAKCJE EMOCJONALNE.

                                                    TO SIĘ NAZYWA SYSTEM.


                                                    Istnieje, istnieje, drogi donciu. Krzycz sobie wniebogłosy "lewacka
                                                    brednia":)

                                                    Tak jak systemem bardzo celowym i "sensownie skonstruowanym" jest
                                                    język. I nie wymyślił go żaden rozmyślnie żaden Ostrogot czy
                                                    Wizygot. Ani indywidualnie, ani na żadnym zebraniu:)

                                                    Tymczasem logika trybów, czasów, rodzajów jest w języku
                                                    zdumiewająca. Dźwięki ewoluowały w obrębie całego słownictwa według
                                                    bardzo ścisłych (i zupełnie niedostepnych refleksji Ostrogota)
                                                    schematów.

                                                    Tak samo wytworzyły się i funkcjonowały systemy formujące w różnych
                                                    społeczeństwach mózgi i uczucia.

                                                    Bynajmniej nie zawsze miały one na celu nasze szczęście czy rozwój
                                                    osobowości!:)

                                                    Pojęcia "prawdy" czy "rzeczywistości" należy widzieć jako społeczny
                                                    produkt.
                                                  • nick3 Re: "Prawda was zniewoli." 02.12.07, 01:37
                                                    To nic innego, tylko właśnie to, co w zupełnym poczuciu
                                                    bezpieczeństwa uważasz za swoje zbawienie (obiektywizm i absolutyzm
                                                    Prawdy), jest tym, co cię odczłowiecza.


                                                    To skądinąd budzi mój uśmiech i zadumę nad życiem, że zapewne nic
                                                    nie mąci twojej pewności, że masz w mojej osobie do czynienia z
                                                    osamotnionym wariatem, który snuje niepoważne rojenia.

                                                    Ja z kolei żyję w równie (albo bardziej:) niezmąconej pewności, że
                                                    twoje urocze przekonanie wynika li tylko z braku stosownego
                                                    wykształcenia.

                                                    Po prostu nie mówię rzeczy, które uważałbym za jakoś kontrowersyjne.


                                                    Pozwolę sobie przybliżyć ci rozumowania dowodzące relatywizmu -
                                                    postami niejakiego troophla.

                                                    Może wtrąci cię z błogiej pewności własnych racji fakt, że facet (co
                                                    zobaczysz w linku) jest ostrym prawicowym ciemnogrodem i (co może go
                                                    uwiarygodniać w oczach kogoś takiego jak ty) ma zupełnie bigoteryjno-
                                                    dulski stosunek do seksu (co jest główną jego motywacją wystąpienia
                                                    w przytaczanym wątku).

                                                    Otóż ten gość jest dość znośnie wykształcony filozoficznie
                                                    (najwyraźniej nie wystarczy to by być światłym człowiekiem).

                                                    I rekonstruuje on rozumowania, które doprowadziły do zwycięstwa
                                                    relatywizmu nad absolutyzmem w filozofii - w sposób, którego mogę mu
                                                    tylko pozazdrościć!

                                                    Tu w wątku zobacz sobie, że to nie żaden lewak, tylko najszczerszy
                                                    ciemny kołtun:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=71939564&v=2&s=0
                                                    Okazuje się, że i taki człowiek potrafi w pełni dobrze rozumieć
                                                    argumenty za relatywizmem.

                                                    I przytoczyć je ściślej, niż to robiłem ja!


                                                    Może to ci coś da do myślenia?


                                                    (Swoją drogą ciekawe, jak facet godzi z relatywizmem swoje
                                                    przekonania o absolutności monogamicznej etyki seksualnej!:)


                                                    Re: A do tego to podobno to Wyobrażenie ...
                                                    troophel 15.11.07, 23:02 Odpowiedz cytując Odpowiedz Obiektywność
                                                    nie istnieje. Poglądy, czy twierdzenia obiektywne zawsze wyrażane
                                                    są w języku, który został stworzony przez czlowieka, służy jego
                                                    celom i nosi
                                                    znamiona indywidualnych cech jego twórców. Leibniz próbował
                                                    stworzył "język
                                                    obiektywny", który miałby rozstrzygnąć wszelkie spory religijne,
                                                    moralne i
                                                    naukowe, gdyż każde wypowiedziane w nim fałszywe twierdzenie
                                                    brzmiałoby
                                                    absurdalnie. Jednak okazało się to niemożliwe, gdyż musiałby być to
                                                    język
                                                    stworzony na nowo przez człowieka więc nosiłby brzemię ograniczonego
                                                    wyobrażenia
                                                    człowieka. Do tego musiałby być to język, którego nikt nie używa aby
                                                    usunąć
                                                    wszelkie prawdopodobieństwo subiektywnego odbioru. A język, który
                                                    nie daje
                                                    możliwości wyobrażenia nie niesie za sobą wiedzy nawet o sobie samym.
                                                    Obiektywność tym samym nie istnieje. Obiektywizm nauki polega zaś na
                                                    porównaniu
                                                    naszej intuicji z myśleniem logiczniejszym i nieustannie
                                                    filtrowanym. Dlatego
                                                    też nauka wydaje się być całkowicie obiektywna, ale pamiętajmy, że
                                                    zawsze
                                                    mogłaby być wyrażona bardziej obiektywnym językiem.


                                                    Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne
                                                    mikronezja 16.11.07, 18:46 Odpowiedz cytując Odpowiedz wrażenie,
                                                    bo przecież może być odwrotnie: to 2+2 jest cztery a nie
                                                    2+2, że już nie wspomnę o 4=2+2 :(


                                                    Obiektywnie biorąc wszystko jest subiektywne ...


                                                    Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne
                                                    troophel 16.11.07, 21:17 Odpowiedz cytując Odpowiedz Coś co
                                                    prawdopodobnie miało być ironią, tak naprawdę jest szczerą prawdą. W
                                                    odpowiednio zdefiniowanej przestrzeni 2+2 może być dowolną liczbą. I
                                                    to chciał
                                                    zmienić Leibniz i wszyscy naukowcy po nim. Chcieli aby język tak
                                                    precyzyjnie
                                                    oddawał pojęcia żeby określały tylko jeden konkretny obiekt. Ale jak
                                                    wyjaśniłem
                                                    w poprzednim poście do tego języka może jedynie dążyć.
                                                    Dziecko 6letnie myśli, że miliard plus miliard to nieskończoność -
                                                    nie potrafi
                                                    sobie jej wyobrazić. Potem dorasta i abstrakcyjne pojęcie
                                                    nieskończoności
                                                    zaczyna być dla niego bardziej jasne. Tak samo Ty - wydaje Ci się,
                                                    że popierany
                                                    nauką osiągasz obiektywność tak naprawdę jedynie dodajesz do siebie
                                                    dwie duże
                                                    liczby. A ponieważ ludzkość ciągle jest dzieckiem we mgle nie
                                                    potrafi sobie
                                                    wyobrazić obiektywności. I tak jak sześciolatkowi nie wytlumaczysz
                                                    pewnych
                                                    kwestii tak my nie jesteśmy w stanie ich pojąć. Ale możemy być na
                                                    tyle dojrzali
                                                    by przyjąć do wiadomości, że poznanie pewnych prawidłowości jest dla
                                                    nas
                                                    nieosiągalne.


                                                    Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne
                                                    darr.darek 16.11.07, 21:32 Odpowiedz cytując Odpowiedz troophel
                                                    napisał:
                                                    >Coś co prawdopodobnie miało być ironią, tak naprawdę jest szczerą
                                                    >prawdą. W odpowiednio zdefiniowanej przestrzeni 2+2 może być dowolną
                                                    >liczbą.

                                                    Chłopie, pieprzysz jak potrzaskany. 2+2 w systemie zawsze jest 4 i
                                                    można sobie
                                                    wymyślić sztuczki z systemem 3-kowym i systemem 4-kowym, że liczba
                                                    wynikowa 4
                                                    zostanie inaczej zapisana, jednakże nie zmienia to prawdziwości
                                                    twierdzenia, że
                                                    2+2 zawsze równe jest 4.

                                                    Tak się kończy, gdy pseudo-naukowcy biorą się za "rozważania"
                                                    pseudo-filozoficzne nie znając podstaw wiedzy, w tym np. arytmetyki,
                                                    i wychodzi
                                                    ... bełkot.



                                                    Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne
                                                    matmis 16.11.07, 21:57 Odpowiedz cytując Odpowiedz To twierdzenie
                                                    (ze 2+2=4) jest prawdziwe o tyle o ile umowilismy sie wcześniej
                                                    co to znaczy 2,4,plus, równa się - oraz jak te pojęcia się łączą.
                                                    Wyobraź sobie,
                                                    jakbyś chiał to twierdzenie przekazać obcej, pozaziemskiej
                                                    cywilizacji.

                                                    Ale, żeby nie było - Wstęp do Filozofii, pierwszy wykład:
                                                    pojęcie "ja" jest
                                                    hmm... nie do końca takie oczywiste... bowiem "ja", to mój umysł, a
                                                    fizycznie -
                                                    mózg. Są ludzie, którzy po wypadkach mają uszkodzone więcej niż pół
                                                    mózgu i
                                                    funkcjonują. No to teraz wyobraź sobie co będzie jeśli zrobi się
                                                    operację
                                                    przeszczepu pół twojego mózgu do osobnego ciała, i oba osobniki
                                                    przeżyją zdrowe.
                                                    Co się stało z "ja"?


                                                    Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne
                                                    darr.darek 16.11.07, 22:07 Odpowiedz cytując Odpowiedz matmis
                                                    napisał:
                                                    >To twierdzenie (ze 2+2=4) jest prawdziwe o tyle o ile umowilismy sie
                                                    >wcześniej co to znaczy 2,4,plus, równa się - oraz jak te pojęcia się
                                                    >łączą. Wyobraź sobie, jakbyś chiał to twierdzenie przekazać obcej,
                                                    >pozaziemskiej cywilizacji.

                                                    Dziecinne zadanie.
                                                    Jeśli jest to cywilizacja to wystarczy rozpoznać jak u nich zapisuje
                                                    się '2',
                                                    '4', '+' oraz '=' i zrozumieją to w mig. Samo rozpoznanie tegoż też
                                                    trwałoby w
                                                    dyskusji sekundy: kładziemy dwa kamyki po pauzie dodajemy dwa kamyki
                                                    i robimy
                                                    równanie "równa się cztery kamyki". I mamy w mig zapis ichnich
                                                    pojęć: '2', '4',
                                                    '+', '='.

                                                    Jeśli to nie jest cywilizacja ale społeczności na poziomie
                                                    szympansów czy
                                                    niekórych prymitywnych plemion ludzkich (m.in. znad Amazonki), które
                                                    nie sa w
                                                    stanie pojąć, że kogoś może intersować liczenie ponad dwa (w
                                                    przypadku
                                                    szympansów nawet "dwa" już jest problemem zagłębiania się w
                                                    abstrakcję), wówczas
                                                    nie ma sensu rozważanie tematu, bo takie istoty podobnie jak
                                                    społecznośc
                                                    karaluchów nie są w stanie tego pojąć, a nie o to chodzi, że
                                                    pojmują "w innym
                                                    wymiarze".




                                                    Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne
                                                    troophel 16.11.07, 23:39 Odpowiedz cytując Odpowiedz No proszę.
                                                    darr.darek rozwiązał nagle problemy, nad którym od ponad 500 lat
                                                    głowią się najtęższe umysły. Pogratulować geniuszu i umiejętności
                                                    czytania ze
                                                    zrozumieniem.

                                                    Jeśli nie zauważyłeś to mój post mówił o braku możliwości stworzenia
                                                    języka
                                                    obiektywnego. I jak zauważył Twój przedmówca żeby język zrozumieć
                                                    musimy umówić
                                                    się jakie pojęcia będą opisywałem kolejne znaki. Ale ponieważ jest to
                                                    uzależnione od nas - nie jest to już obiektywne. Wiem, człowiekowi,
                                                    którego
                                                    pojęcie o matematyce kończy się na wiedzy z podstawówki to wydaje się
                                                    absurdalne. Poza tym - uczysz się do liceum, że nie istnieją
                                                    pierwiastki liczb
                                                    ujemnych po czym na studiach dowiadujesz się, że owszem istnieją.
                                                    Coś co l
                                            • adrem63 Donq rozczarowujesz, 25.11.07, 12:14
                                              niczego nie potrafisz udowodnić, niczego nie umiesz
                                              podważyć...
                                              > Nie chodzi o to, moj drogi, ze "tresci lewicowe sa niepodwazalne",
                                              bo wszystko,
                                              > co zawiera tresc jest podwazalne.
                                              Nie jestem pewny co jest „treścią” według Ciebie, jakie treści
                                              podważalne masz na myśli, może religijne,
                                              jesli jak piszesz, że wszystko co zawiera treść można podważyć to
                                              proszę bardzo, podważ to twierdzenie: „ziemia obraca sie wokół
                                              słońca”.

                                              Twoje coraz bardziej zajadłe tyrady antylewicowe, pełne epitetów i
                                              nienawiści muszą brzmieć niewiarygodnie, wiadomo dlaczego, bo
                                              człowiek opętany nienawiścią nie jest wiarygodny.
                                              Swoje puste frazesy powtarzasz nie krępując się tym, że ktoś może
                                              zażądać dowodu,
                                              bo „udowodnisz” to następnymi gołosłownymi frazesami.

                                              Wypisałem sobie z tego pęczek, pro futura, więc nie musisz już ich
                                              powtarzać.

                                              > Stek marksistycznych bzdur, drogi panie!
                                              > Sa to mrzonki, chec naginania rzeczywistosci do swoich wyobrazen.
                                              > gadajac marksistyczne bzdury brzmi sie komicznie.
                                              > Za nic mam wolte propagowana przez lewice, ze cale zlo to sowieci,
                                              "antysowieccy" zas lewicowcy sa wspanialymi "ideowcami".
                                              > Jesli mowa o schematach, to najbardziej schematyczne umysly sa
                                              wlasnie lewackie,
                                              > To jest czysty lewicowy zabobon.
                                              > Pewnie nawet nie podejrzewasz, jak sie mylisz.
                                              > Piszac takie androny, prezentujesz sie jako calkowicie naiwny
                                              lewicowiec.
                                              > Warunkiem jest jednak wyrugowanie jakiegokolwiek sensu z "dyskursu
                                              publicznego", do czego lewactwo dazy usilnie.
                                              > Nie istnieje nic takiego jak "postep"
                                              > scisle marksistyczne bzdury przylgnely do twoich szarych komorek.
                                              > Lewacka ideologia jest swiadomie wydmuszkowata.
                                              > Zasadniczym celem lewicy jest niczym nieskrepowana wladza,
                                              koniecznie obejmujaca wladze nad umyslami.
                                              > Zadnej tezy tego typu nie da sie "udowodnic".
                                              > Tych bzdur szkoda czytac.

                                              Ale muszę Ci także przyznać rację, ta dyskusja to „zabijanie czasu”,
                                              skoro niczego nie możesz uzasadnić bez powoływania się na historię,
                                              z której dowód tutaj nie służy.
                                              Wymiana grubiaństw do której prowokujesz nie jest w moim stylu,
                                              dlatego napiszę jeszcze tylko słowo końcowe dla tych, którzy być
                                              może przyglądali się naszej „dyskusji” i podziękuję Ci za udział.
                                              Twoje ew. następne teksty w tym wątku pozostawię bez czytania.
                                              Rzeczywiście - „tych bzdur szkoda czytać”.
                                              • donq Re: Donq rozczarowujesz, 25.11.07, 14:25
                                                > Nie jestem pewny co jest „treścią” według Ciebie, jakie treści
                                                > podważalne masz na myśli, może religijne,
                                                > jesli jak piszesz, że wszystko co zawiera treść można podważyć to
                                                > proszę bardzo, podważ to twierdzenie: „ziemia obraca sie wokół
                                                > słońca”.

                                                Wyraznie nie rozumiesz, o co chodzi. Ale ja cie juz uswiadamial nie bede.

                                                Twoje zadania "dowodu" tylko to potwierdzaja. To czego zadasz to de facto
                                                przyjecie twoich "basic premises" a nastepnie na ich gruncie proba przekonania,
                                                ze jest tak a nie inaczej.

                                                Dlatego twoje "wykazywania" roznych rzeczy sa bez wartosci, bo mocno zakladaja
                                                pewien obraz swiata, ktorego ja nie przyjmuje (przede wszystkim wizja swiata
                                                jako walki postympu z reakcja).

                                                Tego czlowiek, ktore ma inne "basic premises" nie moze zrobic.

                                                > skoro niczego nie możesz uzasadnić bez powoływania się na historię,
                                                > z której dowód tutaj nie służy.

                                                "Nie sluzy", bo jest niewygodny dla ciebie, czy sa inne glebsze powody?

                                                DonQ
                                              • adrem63 Słowo końcowe 25.11.07, 18:01
                                                Spróbuję jeszcze raz podsumować, tym razem kończąc.

                                                Na tle ciekawej rozmowy abp. Nycza z GW wywiązała się dyskusja
                                                na temat usytuowania KK w kontekscie politycznym w której starałem
                                                się szukać wspólnych cech lewicowości XXI wieku wg. mojego
                                                rozumienia z chrześcijańską ideologią Kościoła.

                                                Najistotniejsze tezy i spostrzeżenia :

                                                - Ja mówię o ruchu społecznym, który się na świecie organizuje w
                                                odpowiedzi na powstanie nowotworu stosunków społecznych na świecie
                                                na gruncie niezagrożonego kapitalizmu, grożącego totalnym chaosem
                                                i powszechnym terroryzmem, katastrofą wojenną termojądrową,
                                                katastrofą ekologiczną, zagrożeniem biologicznej egzystencji coraz
                                                większych warstw społecznych na świecie.
                                                Dla lepszego zobrazowania o czym mówię podałem także swój dekalog
                                                cech i kryteriów lewicowości.

                                                - Naczelnym motywem powstawania i działania tego ruchu jest człowiek
                                                w jego środowisku, a człowiek czyli jak najszersze warstwy społeczne
                                                mają być beneficjentem nowego systemu.
                                                Beneficjentem nie systemu powszechnej szczęśliwości jak szydzi donq
                                                lecz systemu w którym będzie mógł godnie żyć. Beneficjentem również
                                                dlatego, że w przypadku utrzymania obecnego sytemu stosunków
                                                społecznych zostanie sprowadzony do pozycji poziomej.
                                                Czeka go bowiem poniżenie, degradacja i wykluczenie, a w wielu
                                                wypadkach brak podstaw egzystencji biologicznej.
                                                Zatem fundamentem tego ruchu widzę nie filozofię zbawienia czy raju
                                                na ziemi, a filozofię człowieczeństwa.

                                                - Donq spieszy z krytyką lewicy, ale jest to tylko krytyka lewicy
                                                marksistowsko leninowskiej widzianej jako skutek, a dowód z historii
                                                nie jest tu adekwatny, bo "nie dotyczy".
                                                Donq maluje obraz lewicy czarnymi barwami w formie karykatury na
                                                podstawie „doświadczeń historycznych” i własnej wyobraźni,
                                                pobudzonej jak się domyślam antylewicową propagandą kościelną.
                                                Szkoda, że nie pokusił się o merytoryczną dyskusję ograniczając się
                                                do powtarzania kilku swoich stereotypowych porzekadeł. Widocznie nie
                                                chodziło tutaj o dyskusję lecz o propagandę antylewicowości.

                                                - Przy tej okazji mój prawicowy oponent nie przedstawił także
                                                żadnych danych na to, że prawica
                                                rozumie problemy współczesnego świata,
                                                chce je rozwiązywać,
                                                ma jakieś idee odnośnie kształtu i tempa przemian społecznych.
                                                To pozwala sądzić, że jest to stanowisko typu :
                                                róbmy swoje, a jakoś to będzie „i tak nam dopomóż Bóg”.

                                                - W swoich rozważaniach próbuję wskazać, że ideologia chrześcijańska
                                                i ideologia lewicowa ma wspólnego wroga. Jest nim moim zdaniem
                                                neoliberalizm, nowa religia kapitału w istocie swej antychrystusowa
                                                gdyż Bogiem jest tutaj Kapitał w trzech osobach, jest bowiem celem,
                                                środkiem i miarą jak celnie opisał to Jan Główczyk.
                                                KK jak dotąd unika wyraźnego starcia z nowym przeciwnikiem licząc,
                                                że jakoś to będzie,
                                                przebudzenie nastąpi być może gdy Kościołowi zacznie jeszcze
                                                szybciej ubywać wyznawców, którzy w pogoni za kapitałem i sukcesem
                                                przestaną myśleć o zbawieniu.

                                                - podobnie i Donq nie kwapi się do ataku na neoliberalizm udając, ze
                                                go nie ma.
                                                Widać współczesny Donq jest bardziej utylitarny od tamtego sprzed
                                                kilku wieków,
                                                albo to po prostu jakaś fałszywka ;-).

                                                • donq Re: Słowo końcowe 25.11.07, 20:31
                                                  Nie bede bezposrednio podsumowywal punkty wtorego ostatecznego podsumowania,
                                                  albowiem sa one ulozone na potrzeby lewej ideologii.

                                                  Jak bedzie - on verra. Przekonanie adrema63 o tym, ze jego mrzonki o nowym raju
                                                  sie spelnia, jesli tylko jego "ruch spoleczny" sie dorwie do wladzy jest jego
                                                  przekonaniem, czysto werbalnie jedynie i w jego wyobrazni "uzasadnionym". Czysto
                                                  werbalne jest rowniez odzegnywanie sie od aspektu "rajowatosci", a twierdzenie,
                                                  ze jakoby zadne historyczne doswiadczenia tworzenia podobnych "rajow" jego nie
                                                  dotycza przekona tylko skonczonego naiwniaka (poprzednie "raje" rowniez byly
                                                  pelne "czlowieczenstwa").

                                                  Aby podzielic role swietych i demonow jak czyni adrem63 trzeba przyjac
                                                  marksistyczne widzenie swiata z jego demonizacja "kapitalizmu". Czysto werbalne
                                                  odzegnywanie sie adrema63 od marksizmu jest znowu krygowaniem sie na lewa
                                                  dziewice. Jaka jest alternatywa dla "kapitalizmu", dobrze wszyscy wiemy i
                                                  cwiczylismy to nie raz.

                                                  Adrem63 holduje tez typowo lewackiemu utozsamieniu wszystkiego z polityka. Ja
                                                  tego nie robie - dla mnie lewactwo to glownie upadek kulturowy, ktory oczywiscie
                                                  pociaga za soba moralny, polityczny i wszelkie inne.

                                                  Holdujac temu utozsamieniu, adrem63 zada "dowodu", ze prawica "rozumie" problemy
                                                  (tzn. ze ocenia stan, patetycznie mowiac, swiata jak lewica), ze ma dla nich
                                                  (tzn. dla problemow jak je dostrzega lewica) "rozwiazania". Ja nie mam zamiaru
                                                  czegokolwiek "dowodzic" za "prawice". Moge tylko dodac, ze uwazam, ze najwieksza
                                                  slaboscia "prawicy" jest pozwolenie na wciagniecie sie na pole ideologiczne
                                                  lewactwa. Prawica powinna mowic swoim glosem, sama definiowac rzeczywiste
                                                  problemy i znajdowac dla nich rozwiazania. Powinny to byc rozwiazania dobrze
                                                  rozpoznanych i lokalnych problemow. Celem nie powinno byc "zbawienie swiata".

                                                  Zagrozeniem dla swiata (naszego swiata) jest uwiad. Uwiad, ktorego jednym z
                                                  glownych sprawcow jest lewica. Lewica pociagnela nas i dalej nas ciagnie w
                                                  przepasc. Egoizm, ktory adrem63 przypisuje jakiemus "neoliberalizmowi" istnieje
                                                  zawsze, lezy w naturze czlowieka. Jedyne co go moze pohamowac, to kruche i
                                                  delikatne wiezy ludzkie. Te wiezy sa metodycznie niszczone przez lewactwo pod
                                                  pretekstem "humanizacji" propagujace zapatrzenie w siebie.

                                                  Ta metodycznosc nie jest przypadkowa, sluzy do stworzenia grupy wyalienowanych
                                                  jednostek, ktora niezdolna jest do jakiegokolwiek sprzeciwu przeciw czystej
                                                  wladzy lewackiej.

                                                  adrem63 dostrzega, ze ze swiatem jest cos nie tak - zgadzam sie. Ocenia jednak,
                                                  co jest nie tak przez pryzmat lewego oszustwa i prezentuje recepty, ktore ida w
                                                  tym samym kierunku jak te, ktore nas juz popchnely do stanu, w jakim jestesmy.

                                                  Zrocmy uwage, ze lewakami nie sa "masy", lecz bardzo czesto mozni tego swiata i
                                                  tradycyjnie "moznotropiczni" yntelektualni wielbiciele i obroncy ludu...

                                                  DonQ
                                                  • andrzej369 Re: Słowo końcowe 26.11.07, 00:28
                                                    Tak czytam sobie co piszecie i dochodze do wniosku - jak bardzo dobrze znacie sie na formie jezyka pisanego, a jak malo na tresci zycia ludzkiego.
                                                    Czy to tak trudno zrozumic, ze zyjemy w wielkiej matematyce (logika). Ta owa logika to tylko wielka ludzka przyzwoitosc.
                                                    Czy tak trudno do tego sie przyznac, co w zyciu czlowieka ma okreslone wartosci. Po co zyjemy ?
                                                    Czy nie dla logiki !
                                                    Spojrzcie troche inaczej, niż z perspektywy humanistyki.
                                                    Jestesmy coraz bardziej ludzmi swiadomymi i powinnismy wiedziec co jest ta poszukiwana wartoscia. To nie religia, ani nie przestarzaly humanizm, lecz zwykla ludzka logika, zgodna z matematykom.
                                                    Matematyka, to logika i trzeba rozumiec. Humanistow - trzeba wysluchac, żeby powiedziec, ze brak w nich logiki.
                                                  • donq Re: Słowo końcowe 26.11.07, 14:15
                                                    Jesli o mnie chodzi, nie jestem zadnym "humanistom", sorry.

                                                    Oczywiscie rowniez nie jestem na tyle naiwnym, aby wierzyc, ze
                                                    logika sama z siebie daje jakiekowiek odpowiedzi.

                                                    DonQ
                          • adrem63 Dekalog lewicowca 16.11.07, 21:32
                            W pierwszym przybliżeniu określiłbym lewicowość jako postawę która:

                            1. Uznaje podmiotowość człowieka wraz z jego środowiskiem
                            naturalnym, a umożliwianie zaspokajania potrzeb ludzkich, szczęście,
                            godność i swobodny rozwój jednostki ludzkiej stawia za cel swojej
                            działalności politycznej.

                            2. Kieruje się zasadą solidaryzmu społecznego. Zmierza ku
                            zmniejszeniu obszaru biedy i wykluczenia w społeczeństwie.

                            3. Walczy o właściwe wyartykułowanie i realizację praw człowieka i
                            praw dziecka oraz o równouprawnienie ludzi niezależnie od płci,
                            sytuacji materialnej, narodowości, światopoglądu i wyznania oraz
                            orientacji seksualnej.

                            4. Przeciwstawia się powiekszaniu różnic w poziomie życia
                            poszczególnych warstw społecznych, działając w kierunku wyrównywania
                            praw i szans. Przeciwstawia się rozprzestrzenianiu i umacnianiu
                            neoliberalnej wiary, a zwłaszcza kultowi pieniądza, majątku i
                            kapitału oraz propozycji powszechnego „wyścigu szczurów”.

                            5. Uznaje pracę za podstawowe prawo i ważną potrzebę życiową
                            człowieka i walczy o jego realizację.

                            6. Opowiada się za rozdziałem państwa i religii.

                            7. Uznaje kapitalizm za przejściową formę stosunków społecznych,
                            która zastąpiona zostanie w przyszłości nową formą, ukształtowaną w
                            drodze demokratycznych przeobrażeń.

                            8. Uznaje wszelką agresję wojenną za zbrodnię, opowiada się za
                            stopniową redukcją uzbrojenia, ograniczaniem zakresu produkowanych
                            środków zabijania i okaleczania ludzi oraz za powszechnym zakazem
                            produkcji i handlu uzbrojeniem przez sektor prywatny.

                            9. Przyjmuje za właściwą, drogę rozwoju społecznego w oparciu o
                            powszechny rozwój nauki i kultury, rozszerzanie inicjatywy
                            społecznej i doskonalenie demokracji.

                            10. Zmierza do demokratycznego przejęcia władzy w celu realizacji
                            przyjętych celów i zasad lewicy.

                            Trzeba odróżniać przynależność do lewicy ludzi którzy posiadają
                            charakter, poglądy które uważamy za lewicowe, od przynależności
                            działaczy politycznych, których dopiero można nazwać lewicowcami.

                            Dzisiaj w Polsce jest niewielu lewicowców, są rozproszeni, pogubieni
                            ideologicznie, brak jest odpowiednich przywódców. Jest za to duża
                            grupa ludzi o cechach solidaryzmu i to jest grupa, której samo
                            identyfikacja w kierunku lewicowości pomimo wściekłej manipulacji
                            antylewicowej nastąpić może wkrótce.

                            I tego się boicie Donq,
                            bo ci ludzie zmienią wasze porządki tego świata.
                  • mg2005 Re: Jedna lewica. 03.12.07, 14:13
                    nick3 napisał:

                    > Dla mnie lewica to przede wszystkim Bunt.
                    >
                    > przeciwko wszystkiemu temu, co wrogie, bezduszne, kaleczące
                    > jednostkę w naszym ludzkim urządzeniu świata.

                    :)) Zabawne są twoje wzniosłe, wirtualne bajania...
                    A więc marksistowskie dyktatury to ...Prawica ?!?... :))))))

              • adrem63 dwie lewice ? 14.11.07, 22:05
                Co do socjologa Śpiewaka,
                nie jestem pewny czy dobrze rozumiem intencje jego
                określenia „pojmować lewicę w bardzo XIX-wieczny sposób, jako awans
                różnych upośledzonych grup.”
                Użycie słowa XIX-wieczny może wskazywać na chęć poinformowania, że
                mamy do czynienia z jakimś przeżytkiem, kwestią nieaktualną.
                Czyniłoby to „lewicę nowoczesną” piękną i pożądaną,
                a tą XIX wieczną - starą i brzydką w dodatku roszczeniową.
                Starajmy się nie dzielić tych dwóch aspektów pojmowania lewicowości,
                ale jest problem,
                polegający na tym, że ten podział funkcjonuje w rzeczywistości i
                myślący inaczej nie rozumieją drugich.
                Dlatego ciągle pytam o kryteria lewicowości i jej fundamenty na
                których mogłaby
                powstać formacja przyszłości.
                • andrzej369 Re: dwie lewice ? 14.11.07, 22:23
                  Jest jedna lewica, ktora nie może być oparta na fundamentalizmie.
                  Fundamentalizm to religia.
                  Ja jestem przeciwnikiem religijnym.
                  Religie już wystarczajaco przyczynily sie do zla.
                  • andrzej369 Re: dwie lewice ? 14.11.07, 22:30
                    Przepraszam - blad.
                    Ma być:
                    Ja jestem przeciwnikiem religijnosci. Blednie napisalem religijnym
                  • mg2005 Re: dwie lewice ? 03.12.07, 14:23
                    andrzej369 napisał:

                    > Jest jedna lewica, ktora nie może być oparta na fundamentalizmie.


                    Ależ fundamentalizm jest naturą Lewicy: fundamentalizm ateistycznej
                    wizji człowieka i społeczeństwa.
                    Religia dla Lewicy to szkodliwy zabobon.
                • andrzej369 Re: dwie lewice ? 14.11.07, 22:47
                  Najwazniejsze:
                  Lewica ma być przyjazna dla ludzi i nie może być przez nich pozadana.
                  Lewica powinna stworzyc dobrowolna solidarnosc miedzyludzka.
                  Nie można jej nikomu narzucac. Narzucanie pogladow lewicowych przyniesie skutek odwrotny.
          • adrem63 Teologia wyzwolenia, 13.11.07, 17:36
            powstała w łonie Kościoła co najlepiej obrazuje związek ideologii
            chrześcijańskiej z lewicowością.
            Skutkami teologii wyzwolenia okazały się tendencje rewolucyjne, a
            one nie mogły być tolerowane przez Kościół, ten bowiem wyznaje, że
            rewolucja nie jest chrześcijańskim sposobem na zbawienie.
            Amen!
            :-)
            • andrzej369 Re: Teologia wyzwolenia, 13.11.07, 18:17
              Teologia wyzwolenia Kosciola katolickiego, to sad ostateczny i zmartwychwstanie ciala, ale wszystko po smierci.
              W czasie zycia czlowieka, teologia wyzwolenia Kosciola katolickiego nie istnieje. Opiera sie jedynie na dzialaniach "Boga", a nie czlowieka, stad stwierdzenie Kosciola - Wszystko jest w rekach "Boga" (nasze zycie na Ziemi).
              Kosciol katolicki jest mistrzem w zniewalaniu UYSLU.
              • marcin1122331 Zacznij brac znowu leki andrzej,wez je do konca,bo 13.11.07, 18:20
                bedziesz mial stale nawroty.
      • benek231 Kościół jest formacją polityczna, Nicku3 09.12.07, 19:24
        i nie masz co do tego watpliwosci.

        Z punktu widzenia osiagania celow ktorymi sa pieniadze i wplywy kk jest
        niewatpliwie formacja polityczna, jako ze konstytucyjnie zagwarantowal sobie
        jedno i drugie, a aktualnie uzywa swych wplywow dla zapewnienia sobie
        kontynuacji aktualnego stanu rzeczy.

        Zwiazki kk z ugrupowaniami prawicowymi wynikaja z konserwatyzmu ludzi o
        prawicowych pogladach oraz zwiazanesa z ich religijnoscia - kk i prawica
        popieraja sie wzajemnie.
    • andrzej369 Wladza ludowa tez chciala byc dla wszystkich. 13.11.07, 11:56
      Wladza ludowa tez chciala być dla wszystkich i wszystkich wolnosc zniewolic.
      Kosciol idzie inna droga, chce tylko zniewolic umysly wszystkich.

      Jakiez to piekne podobienstwo.
      • marcin1122331 Lewica jak mawial moj ojciec to:lenie , smier 13.11.07, 15:31
        dzirobotki,ludzie gorzej wyksztalceni,albo wcale, stad powiedzenie ko
        munistow , nie matura a chec szczera zrobi z ciebie oficera.Lewe rece to nie
        komplement i Kosciol tego nie wymyslil lecz zycie.
        • nick3 A ponadto lał cię pachem i dzięki temu... 14.11.07, 17:34
          ...wyrosłeś na porządnego człowieka.


          Nie tak to było?;-)
    • nessie-jp Abp Nycz: Kościół dla wszystkich ludzi 13.11.07, 21:25
      Taaaak. Kościół jest dla wszystkich ludzi, pod warunkiem, że nie są oni:

      - homoseksualistami
      - kobietami (nie mylić z Matkami)
      - wyborcami LiD-u
      - zwolennikami zjednoczonej Europy bez inwokacji do jej chrześcijańskich korzeni
      - przeciwnikami nauczania religii (dowolnej) w szkołach
      - żydami, muzułmanami, jehowitami, prawosławnymi, ewangelikami... i tu wymieniać
      ad nauseam.

      Rzeczywiście, Kościół jest dla wszystkich "ludzi". Tylko że definicja tych
      "ludzi" jakby wąska...
      • mg2005 Re: Abp Nycz: Kościół dla wszystkich ludzi 03.12.07, 14:27
        nessie-jp napisała:

        > Taaaak. Kościół jest dla wszystkich ludzi, pod warunkiem, że nie
        są oni:
        >
        > - homoseksualistami
        > - kobietami (nie mylić z Matkami)
        > - wyborcami LiD-u
        > - zwolennikami zjednoczonej Europy bez inwokacji do jej
        chrześcijańskich korzen
        > i
        > - przeciwnikami nauczania religii (dowolnej) w szkołach

        Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo...

        > - żydami, muzułmanami, jehowitami, prawosławnymi, ewangelikami...

        ?!?!?... :))))))))


        > Rzeczywiście, Kościół jest dla wszystkich "ludzi". Tylko że
        definicja tych
        > "ludzi" jakby wąska...

        Dla wszystkich, którzy uznają i wyznają naukę Kościoła. To oczywiste.
        Czego nie rozumiesz ?...
        >
        >
        >
    • po_kolenie_mp3 Zgadzam się w 100% !!! 14.11.07, 19:15
      Ksiądz na ambonie powinien pamiętać, że swoją homilię prawi do
      katolika, żyda, ateisty, muzułmanina czy innego giaura. Powinien
      uwzględniać w swoich kazaniach różne światopoglądy i różne podejścia
      do wiary takiej czy siakiej. Zresztą wogóle powinno się zmienić
      wszelakie obrzędy na bardziej otwarte czyli synretyzujące obrzędy
      innych wiar. A na początek my członkowie Platformy i stowarzyszenia
      ateistów Ateusz prpopnujemy by w kościołach polskich wymiennie
      odprawiać msze i organizować jakieś wypasione clubbingowe imprezy.
      To napewno ubogaci życie otwartych katolików czyli nie tych
      porośniętych moherem czy aksamitem.
      • po_kolenie_mp3 Re: Zgadzam się w 100% !!! 15.11.07, 19:52
        oczywiście chodziło o "synkretyzujące".. Przepraszam.
        • akkj Co za fantastyczny bełkot 21.11.07, 23:07
          A towarzysze od lewicy, co z lewicową wrażliwoscią na krzywdę ludzką
          tow. Lenina, Stalina, Pol Pota, Mao Tse Tunga?

          Wierz jeden z drugim w lewicę. Dopóki lewicowi bandyci nie wywleką
          cie w nocy z domu i łba nie rozwalą.
          • po_kolenie_mp3 Zabronić lewicowej i religijnej agitacji !!!!! 22.11.07, 20:52
            Aby nasz kraj rozwijał się dalej w duchu oświeconej ateistycznej
            demokracji powinno się zdecydowanie zakazać publicznego obnoszenia
            się z symboliką religijną, z różnymi krzyżami na szyi, jarmułkami na
            głowie czy tp. półksiężycem !!! A ostatnio dużo się tego widuje na
            ulicy. Mówię stanowcze NIE tej religijnej, fundamentalistycznej
            agitacji społeczeństwa !!!!!!!!!!!!! Polska wolna od religijnego
            chrześcijańskiego, judaistycznego i muzułmańskiego zabobonu !!!!
    • fagay Abp Nycz: Kościół dla wszystkich ludzi 24.11.07, 23:41
      Panie Nycz - a mnie to wisi
      • po_kolenie_mp3 Re: Abp Nycz: Kościół dla wszystkich ludzi 25.11.07, 12:17
        Nycz odkąd dostał wypasioną synekurę to zaszył się do nory i cicho
        siedzi, żeby nie drażnić Eurounijnego potwora z Brukseli :))
    • kazik.k Re: Abp Nycz: Kościół dla wszystkich ludzi 04.12.07, 20:37
      bezczelny nadety hipokryta bredzi trzy po trzy!niczego nikomu nie dali nikomu
      nie pomogli a te pomaganie biednym te niby katolickie hospicja sluza tylko do
      wyludzania pieniedzy od panstwa!najlepszym przykladem jest ta "swieta"teresa z
      kalkuty!zostala swieta bo watykan otrzymywal od niej miliony dolarow
      otrzymywanych dla biednych !dla tych naprawde rozpaczliwie poszukujacych pomocy
      nie starczalo czasem na srodki przeciwbolowe!ot!cala ta obludna swietosc!!!
      • marcin1122331 Lewica to:lenie ,nieroby ,prostytutki, 09.12.07, 17:00
        zlodzieje, sutereniarze i pijacy .
    • benek231 Z cala pewnoscia wszyscy sa przez Kosciol okradani 09.12.07, 17:58
      poprzez panstwowy przymus utrzymywania kk z budzetu, czyli z podatkow, czyli
      przez obywatela (ok. 15 miliardow zlotych rocznie, od lat 15). W tym sensie ma
      Nycz racje, ze polski katolicyzm to kosciol dla wszystkich Polakow. Czy im sie
      to podoba lub nie.
    • obraza.uczuc.religijnych Kłamca Nycz by się mógł przymknąć. 13.12.07, 20:25

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka