Dodaj do ulubionych

Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy ...

26.11.07, 18:44
autor napisał:
> Naukowcom z kraju nad Wisłą po prostu nie chciało się nawet
> przygotowywać tych wniosków.

To nieprawda. Kandydaci muszą spełniać m.in. takie kryteria:

# candidates must have received their PhD or equivalent degree more than two
years but less than nine years prior to the deadline of the call;
muszą być więcej niż 2 lata, ale mniej niż 9 lat pod doktoracie

# candidates must be fully independent of senior colleagues or in the process
of establishing independence;
tzn. muszą mieć habilitację lub otwarty przewód habilitacyjny poniżej 37 lat
(24/studia + 4/doktorat + 9/habilitacja)

Ilu jest takich kandydatów? Na moim wydziale chyba tylko dwóch (na ok. 100
doktorów /asystentów, adiunktów i wykładowców/)


Obserwuj wątek
    • nfa05 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 26.11.07, 20:48
      Uzupełnienie diagnozy
      www.nfa.pl/articles.php?id=27
      • centrolew Król jest nagi! 27.11.07, 14:59
        O k... Król jest nagi!

        PS. Nareszcie w miarę obiektywnie wykazano, jakim zaściankiem naukowym jest
        Polska. Kibicuję NFA od kilku lat i mam nadzieję, że wreszcie ktoś wysłucha, co
        sympatycy tego forum mają do powiedzenia. Trzy lata temu napisałem ten artykulik
        i nadal jest aktualny...

        www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=174
        • dalatata Re: Król jest nagi! 27.11.07, 15:13
          no czesc jest, czesc jest przesadzona. do 20 prawie lat pracuje
          akademicko w UK i polski system ma wiele zalet w porownaniu z
          brytyjskim. ma tez wiele wad, a glownymi wadami sa
          nieprzezroczystosc, korupcyjnosc (w sensie nierzetelnosci oceny
          dorobku). i daltego do polski nie wroci wiekzosc z nas ktora
          zasmakowala innego systemu. no i jeszcze dlatego ze malo placa.
          zniesienie hab niczego nie zmieni. a konkursy sa od dawna, w
          wieksosci zalatwiane jeszcze przed ich ogloszeniem.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Pseudonauka 27.11.07, 17:50
            A propos, jeśli chcą się państwo rozerwać, to proszę pogrzebać w blogu, który
            linkuję poniżej. Jest to kolekcja pseudonauki, również tej produkowanej w Polsce:
            • kolargolo Re: Pseudonauka 28.11.07, 09:22
              nie ma sie co dziwic skoro niektorzy doktoranci musza pisac
              jednoczesnie dwie prace doktorskie - jedna dla siebie a druga dla
              syna profesora.
          • olias Re: Król jest nagi! 28.11.07, 14:22
            zapomniałeś o drobiazgu. Polski naukowiec nie pracuje na potrzeby
            gospodarki, społeczeństwa, biznesu, etc. Jego praca to rodzaj hobby.
            Ponieważ Polska mało, bo mało ale płaci za hobby, tylko idiota
            zrezygnuje z tego i zacznie pracować na serio.
            Profesor w tv ze 2-3 lata temu byl pytany na okolicznosć "blu ray"
            (niebieski laser miał być polskim sukcesem). Dziennikarka pyta o
            miliardy $ jakie robią firmy (np. Sony) na napędach blu ray. A my? -
            pyta. Profesor - "Napędy, takie CD ... proszę pani. Ja tak
            trywialnymi rzeczami się nie zajmuję". Po czym opierd... kolejnego
            premiera, bo mu kasy na badania nie dał.
        • dinozaur47 Re: Król jest nagi! 27.11.07, 22:24

          Panie , zlituj się Pan ! Zaścianek był np. w 16-17 wieku miejscem , gdzie nie
          było praktycznie analfabetów . Dla porównania – piśmiennych grandów
          hiszpańskich było w 16 wieku ok. 1,5%

          Pozdrowienia
          Dinozaur ( z Neandertalu )
        • olias Re: Król jest nagi! 28.11.07, 14:16
          nic się nie zmieni. Turbomatołki (dzięki ci "profesorze" za
          wymyślenie linii "x-matołkow"), więc turbomatolki w gonostajach
          szybko udowodnią że polska nauka jest najlepsza na świecie. tylko
          świat nie chce dostrzec jej niebywałych zalet.
          A będzie jeszcze lepiej! Wszak turobmatołki w gronostajach chcąc
          zapewnić odtwarzalnosć kadr polskiej nauce w obrębie swoich genów
          narzucają Polsce płatne studia. To teraz nie polski mgr czy dr
          będzie wiał z PL jeno licealista.
          p.s. ten rok będzie rekordowym rokiem narodzin potencjalnych
          polskich naukowców. W Anglii.
    • nfa05 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 26.11.07, 22:08
      wamako : candidates must be fully independent of senior colleagues
      or in the process
      of establishing independence;
      tzn. muszą mieć habilitację lub otwarty przewód habilitacyjny
      poniżej 37 lat
      (24/studia + 4/doktorat + 9/habilitacja)
      ---------
      niby gdzie tam pisze o wymogu habilitacji ?
      Gdyby był wymóg hab to nasi by mieli szanse bo u nas jest sporo hab
      a w innych krajach na ogół nie ma
      • wamako Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 08:59
        a jak w naszych warunkach rozumieć pełna niezalezność od starszcyh kolegów
        (senior colleagues)?
      • an1005 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 20:56
        Zajrzyj dziecinko do slownikow albo zapytaj znajacych angielski.
        > fully independent of senior colleagues or in the process
        > of establishing independence;
        w polskich realiach oznacza dokladnie czlowieka po habilitacji (lub
        ja robiacego i to raczej blizej ukonczenia). W krajach zachodnich
        niezaleznosc od starszyzny realizuje sie inaczej.

        I jeszcze jedno: decydenci, przestancie sie oszukiwac, tu chodzi o
        pieniadze. Polacy byli i sa w nauce tyle ze tam gdzie im za to
        placa. I gdzie maja dostep do kasy na aparature, urzadzenia. Nie da
        sie robic nauki za pomoca gumki recepturki. I nie wymagajcie by
        naukowiec wciaz byl takim maniakiem co to moze spac na materacu pod
        wlasnym biurkiem a na lunch zjadac sucha kajzerke popita herbata
        byle tylko realizowac swoje marzenia o eksperymentalnym
        potwierdzeniu jakiejs teorii.
        • olias Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 28.11.07, 14:30
          to ile wam trzeba dać milion na ryj? po 100 mln każdemu?
          a jak się okaże że kłamiecie to co? znajdziecie wyjście honorowe?
          polski naukowiec nie nadaje się do niczego. Jak ma robić cokolwiek,
          jeśli nawet nie zna problemu? Co przeciętny polski naukowiec wie o
          technice?
      • olias Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 28.11.07, 14:25
        znaczy .. co sądzić o tym biednym polskim hab-naukowcu który myśli
        że hab są wszędzie na świecie?
        hab-hab-hab-hab ....
      • tuwpisznazwe Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 30.04.08, 00:59
        Proszę się nie kompromitować nieznajomością reguł. W Polsce "naukowiec
        samodzielny" to osoba po habilitacji. Bez habilitacji jest się zaledwie
        doktorem, zależnym od kierownika zakładu i żadna ilość publikacji z impact
        factor tu nie pomoże. W Stanach osoba z dorobkiem może uzyskać stanowisko
        samodzielne mając tylko doktorat bo liczy się dorobek.
    • herr7 ostatnią reformę w nauce zrobił Mazowiecki 26.11.07, 22:35
      Od czasu premierostwa Tadeusza Mazowieckiego nikt się nauką poważnie nie zajął,
      poza pewną "kontrreformacją" z czasów Leszka Millera. W tym co piszesz to dziwi
      mnie jedynie skąd biorą się te wymagania odnośnie habilitacji stawianej przez
      unijne ciało, skoro w większości chyba krajów stopień ten jest zlikwidowany. To
      od razu postawiło nas w niekorzystnym położeniu, gdyż tylko niewielu młodych
      ludzi ma habilitację, a ci którzy ją mogą zdobyć w młodym wieku zwykle robia
      kariery zagranicą.
      Wydaje się że ta "porażka" pokazuje głębszy problem i wynika z kierunku i
      sposobu wprowadzenia naszej transformacji. To nie kto inny tylko Leszek
      Balcerowicz twierdził kiedyś że naukowiec może sobie doskonale w życiu poradzić,
      o ile będzie gotowy pracować na kilku etatach. O ile pamiętam taki był sens tej
      wypowiedzi. Pan Profesor nie wspomniał jedynie że jest to "rozwiązanie" dobre
      głównie dla ekonomistów czy prawników, którzy mogą nauczać w różnych wyższych
      szkołach zawodowych, ale nie dotyczy to już przedstawicieli nauk ścisłych na
      wiedzę których nie po po prostu takiego popytu.
      Tak naprawdę brak reform w nauce pokazuje jedynie że polskie rządy po 89 r (poza
      utworzeniem KBN za czasów rządu Mazowieckiego) nie miały żadnego programu
      gospodarczego, który opierałby się na rozwoju nauki i nowych technologii. To
      dlatego powstają w Polsce głównie montownie im. Leszka Balcerowicza, a
      najzdolniejsi młodzi ludzie albo już wyemigrowali albo o tym właśnie myślą.
      Jakoś nikt nie przewidział że otwarcie granic będzie m.in., skutkować utratą
      najbardziej utalentowanych młodych ludzi. Zamiast tego inwestowano w IPN i
      awansowano trupy...
      • leszekzi Re: ostatnią reformę w nauce zrobił Mazowiecki 27.11.07, 00:48
        Czy mógłby pan łaskawie wyjaśnić, co oznacza pańskie sformułowanie "awansowano
        trupy"?
        • khmara A kogo to obchodzi? 27.11.07, 01:33
          Nawet GW daje ten temat w dziale Wiadomości a nie w dziale Nauka, więc po kilku
          postach dyskusja zdechnie śmiercią naturalną. Staczamy się na poziom
          cywilizacyjny krajów egzotycznych i tak zostanie, dla świętego spokoju
          polityków, a polski podatnik będzie finansował badania naukowe prowadzone na
          Cyprze. Cuchnąca sprawa, ale jak się o smrodzie nie mówi, to jakby mniej go czuć.
          • rutaga Re: A kogo to obchodzi? 28.11.07, 11:33
            Bzdura, prosze pana. U mnie w "GW" drukowanej jest w dziale NAUKA.
        • ford.ka Re: ostatnią reformę w nauce zrobił Mazowiecki 27.11.07, 23:15
          Wyjaśniam na ochotnika - awansowano ofiary Katynia. Za darmo to nie
          było. Ofiarom było to obojętne, a ja się właśnie dowiedziałem, że
          przez najbliższe trzy lata nie dostanę trzeciego krzesła do
          gabinetu, bo zakupów nowych mebli nie ma, w związku z planowaną
          budową nowego budynku, a rozpoczęcie budowy tegoż odsunięto w bliżej
          nieokreśloną przyszłość. To UW, najbogatszy Uni w kraju, gdyby ktoś
          się pytał.
    • khmara Habilitacje a start-upy 27.11.07, 00:41
      > autor napisał:
      > > Naukowcom z kraju nad Wisłą po prostu nie chciało się nawet
      > > przygotowywać tych wniosków.
      >
      > To nieprawda. Kandydaci muszą spełniać m.in. takie kryteria:
      >
      > # candidates must have received their PhD or equivalent degree more than two
      > years but less than nine years prior to the deadline of the call;
      > muszą być więcej niż 2 lata, ale mniej niż 9 lat pod doktoracie
      >
      > # candidates must be fully independent of senior colleagues or in the process
      > of establishing independence;
      > tzn. muszą mieć habilitację lub otwarty przewód habilitacyjny poniżej 37 lat

      I tu niestety wamako ma świętą rację. Wymóg posiadania habilitacji (tj.
      samodzielności naukowej) jest przeszkodą nie do przejścia dla większości
      potencjalnych kandydatów z Polski.

      Do wniosku MUSI być pismo z polskiej uczelni, że kandydat jest samodzielnym
      pracownikiem naukowym, lub niedługo nim będzie. Proszę zwrócić uwagę, że tym
      brzydkim urzędasom z Brukseli nie wystarcza, że aplikant ma doktorat.

      A który kierownik zakładu to podpisze???
    • khmara Cypr 27.11.07, 00:43
      Cypr jest bardzo dobrym przykładem. Żeby dostać pracę na uczelni na Cyprze,
      trzeba mieć dobry doktorat z dobrej uczelni lub niezły dorobek.
    • arkadiusz.knapik Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 03:38
      Jak widze kto między innymi zostaje na uczelni po mgr to się nie dziwie że potem taki rezultat. Przecietniaki w większości, zadko wybitni a czasami nawet całkowite odpady przemysłowe. Jak się przyjmuje w desperacji kogokolwoek, bo lepsi odchodzą do dobrze płatnych stanowisk albo na zachód... to się ma potem pseudonauke. Teraz to już czeka nas już kolejna pochodna pseudonauki po kolejnym pokoleniu...:). Nauka a rozwój... to jest całkiem nie tak jak powinno być. Technologia daje rozwój, czyli efektywnie inżynierowie a nie naukowcy... "naukowcy" w Polsce służą do reanimacji poziomu edukacji na ogólnym poziomie wiedzy światowej. Bez nich byłoby całkiem źle, ale z nimi wiele lepiej też nie będzie(bo w większości to jest odtwórcze a nie kreatywne). Za mało dobrych decyduje się na pozostanie na uczelniach z powodów finansowych. Zresztą zastawnówmy się nad tym co geniusz zrobiłby dzisiaj w Polsce? Byłby niszczony w podstawówce, zrównywany do poziomu "dzieci mniej zdolnych" potem uczył by się jak bardzo jegonaród był pokrzywdzony przez inne nacje a potem zdawałby maturę, bez obowiązkowej matematyki. PO takim maglu psychicznym trudno o promocję uzdolnionych, chyba że mają to szczęście że się urodzą w rodzinach majetnych, a wtedy taki człowiek czuje pogarde do slabo oplacanych zawodów( kto chce obniżać pokoleniowo poziom zycia?).
      • arkadiusz.knapik Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 04:18
        Dodam taką refleksję że na UJ jakoś o dziwo ludzie zostają dobrzy w miarę z tego co widze, ale na kierunkach technicznych (Politechnika,AGH...)z kadrą już gorzej bo tam jest większy nacisk od rynku pracy. Dobrzy doktorzy dorabiają sobie w kraku na uczelniach prywatnych, ale mam wrażenie że ich wysilki tam są niewspółmienre do rezultatów i tak oto potencjał i kadry i dobrych studentów na studiach dziennych się marnuje, taki mamy patologiczny rynek edukacji. Prawda jest taka ze każdy kombinuje po swojemu, a nic nie ma za darmo. Studenci dzienni Infy na AGH na przyklad wiedze zdobywaja poprzez własny duzy wklad pracy, gdy na KKW podobny poziom wiedzy zdowywa sie dzieki dużo większym nakłądom pieniężnym na dobre programy i dobrą kadre i sprzęt. Kazdy więc płaci taka monetą jaką ma dostępną. O co możemy być napewno spokojni, to o brak sprawiedliwości na tym świecie:). Akurat podałem przyklad kierunku preśtiżowego który sobie doskonale radzi: infy na agh, więc podejrzewam że gdzie indziej jest tylkko gorzej. Jak sobie pomysle jak mogą wyglądać studia ekono-informatyki na AE albo metalurgii na AGH to ciarki przechodzą. Zauważyłem dziwną tendecją do wypychania dziur programowych czym tylko się da na niektórych kierunkach. Studentów z roku na rok trzeba uczyć coraz bardziej podstawowych rzeczy. Widac po tym jak obniża sie poziom w liceach. Ogólnie to każdy by chciał być dzisiaj menadżerem, mieć zadbany wygląd, jakies hobby, dużo wolnego czasu i intelektualizować. Społeczeństwo szefów w pogardzie ma pracocholików spoconych, niezadbanych i na dodatek beszczelnych(co ci inżynierowie sobie myśla że są lepsi bo robią coś produktywnego? ja przynajmniej ładnie się prezentuje). narcyzm, egoizm, minimalizm, degrangolada. Nauki tutaj nie będzie proszę Państwa.
        • yah_42 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 09:10
          oglnie biorac to zgadzam sie z twoja diagnoza - widzi sie
          narastajace pogarde do pacy i myslenia ale ... ale pisz "bezczelny"
          a nie "beszczelny"
      • lmblmb chylisz się nad geniuszami, czy też zrównujesz ich 27.11.07, 08:10
        arkadiusz.knapik napisał:

        > Zresztą zastawnówmy się nad tym co geniusz zrobiłby dzisiaj w
        > Polsce? Byłby niszczony w podstawówce, [...]
        > a potem zdawałby maturę, bez obowiązkowej matematyki.

        No to jak jest, chylisz się nad geniuszami, czy też zrównujesz ich w dół?
        Przywrócenie matematyki w takiej formie, w jakiej była na początku lat 90-tych
        to np. dla mnie tragedia. W życiu nie przeszedłbym matury ustnej, bo nigdy nie
        uczyłem się matematyki w taki sposób. Nie zostałbym fizykiem.
        • yah_42 Re: chylisz się nad geniuszami, czy też zrównujes 27.11.07, 09:11
          a jestes fizykiem bez matematyki na poziomie szkoly sredniej ? -
          jak to mozliwe?
          • lmblmb Re: chylisz się nad geniuszami, czy też zrównujes 01.12.07, 09:44
            yah_42 napisał:

            > a jestes fizykiem bez matematyki na poziomie szkoly sredniej ? -
            > jak to mozliwe?

            Jestem zdolny ;)
      • xaliemorph studia doktoranckie w Polsce czyli bieda 27.11.07, 17:49
        Pozwolę sobie skopiować post z innego wątku:

        Przy takiej fabryce magistrów jaką dziś mamy trudno o jakąkolwiek jakość wykształcenia gdyż dawno temu ona przeszła w ilość. Dziś studentów kształci się niczym na taśmie produkcyjnej, oni kończą uczelnie i nic i tak nie umieją. A czego uczy praca magisterska? Oczywiście jest to rzecz względna, zależna od kierunku studiów, jednakże na niektórych kierunkach jest to bezwiedne przepisywanie teorii z różnych publikacji i tworzenie na siłę dużego wstępu tylko po to by dobić do tych teoretycznych 100 stron materiału. A przecież magister to tytuł zawodowy i nie jest potrzebne by dana osoba umiała przekazywać wiedzę niczym naukowiec innym ludziom (jak osoba z tytułem naukowym doktora powinna) tylko pojąć specjalistyczną wiedzę.

        Ba, absolutnie nie powinno się likwidować prac magisterskich tylko dać studentom możliwość wyboru jak chcą oni zakończyć studia. Czy wolą zdawać egzamin czy wolą pisać pracę magisterską. Przecież na tym polega studiowanie na możliwości wyboru i samodzielnego poznawania wiedzy a nie na załatwianiu uczni ze szkół niczym petentów przed okienkiem w urzędzie gdzie tylko się odhacza kolejnego petenta, czyli uczelnia by odhaczała: wykształcony, wykształcony, wykształcony, ... itd. A tak tak świadomy wybór także by spowodował zwiększenie jakości psanych prac magisterskich gdyż pisaliby tylko zainteresowani a i nierzadko pracodawcy zaczęliby zwracać uwagę na tematy i preferowaliby absolwentów którzy by napisali ciekawą (nową, alternatywną, twórczą) pracę magisterską zamiast odfajkowywania egzaminu. To samych studentów by napędzało to pisania lepszych prac a nie zwykłego odwalania przymusu jak to jest dzisiaj. Oczywiście moja opinia jest w dużej mierze zawężona do obserwacji danej dziedziny którą poznawałem czyli ze strony wydziału geografii, gdyż w innych dziedzinach np. na politechnikach specyfika może być dalece odmienna.


        Tak czy inaczej znowu stajemy się ofiarą idiotycznego myslenia planistycznego rodem z PRL "ma być tak bo mi się podoba i już" zamiast pomyśleć o perspektywach i zyskach dalekosiężnych jakie można mieć obierając alternatywne wyjście. Oczywiście same uczelnie nie będą z tego zadowolone bo będzie dla nich podwójna robota.

        I rzecz apropo uczelni, finansowania uczelni i samego finansowania nauki oraz samych ustawodawców czyli naszych kochanych posłów.
        Tu znowu mamy do czynienia ze zwykłym KRETYNIZMEM gdyż niedługo zacznie nam brakować kadry naukowej. Wprowadzono niedawno studia doktoranckie czyli studia III stopnia. I owszem dobrze ale jednakże uczelnie zaczęły wykorzystywać tą furtkę jako dostęp do taniej siły roboczej gdzie doktoranci są wykorzystywani do tych samych celów na jakie byli zatrudniani wcześniej asystenci naukowi czy pracownicy techniczni. A jakie perspektywy ma taki doktorant? Jedynie stypendium około 1000zł netto i to jeszcze jeśli się na nie załapie i jesli w ogóle uczelnia funduje takie stypendia. Gdy się dostanie na stypedium nie ma prawa jednocześnie pracować na pełen etat a itak w praktyce jest tak iż uczelnie wykorzystują doktorantów jako darmową siłę roboczą trudno o jakąkolwiek pracę gdyż nie idzie sobie ustalić grafiku. I tym sposobem na dzienne studia nie idą ludzie bardzo zainteresowani nauką i przede wszystkim bardzo biegli w dziedzinie gdyż oni mają szansę na znacznie lepsze pieniądze gdzieś w firmach prywatnych, ba nawet i w administracji samorządowej. Co tym bardziej będzie sprzyjało uciekaniu młodych ludzi od nauki to konieczność wysokich zarobków gdyż jakoś muszą zarobić na własne lokum a w dobie dzisiejszych cen mieszkań ale nawet i wynajmu człowiek za stypendium ledwo co wyżyje a tak naprawdę będzie na garnuszku u rodziców do średnio 28'ego roku życia. A jak przyszłość nie będzie kolorowa to po prostu emigruje. Ba, do tego jeszcze doktorant nie ma opłacanych żadnych składek emerytalnych wobec czego przed 30 praktycznie nic nie będzie miał odłożone na konto emerytalne czyli tacy ludzie zagrażają intensywnym korzystaniem z opieki społecznej w podeszłym wieku a co za tym idzie większym drenażem budżetu państwa czyli pieniędzy wszystkich podatników.

        Jaki jest efekt finalny tego równania? Że młodzi nie będą się garnąć do nauki by pisać doktoraty, podwyższać standardy polskiej nauki, tylko będą od tego uciekać. Pozostaną tylko odpady, pochodne kujonków, tzw. mało kreatywne dziobaki które wyrastają na pseudonaukowców piszących do szuflady a nie publikujących swe wyniki na międzynarodowym forum. Czyli ludzie z przebiciem nie będą wpierać polskiej nauki tylko będą najczęściej wspierać zachodnie koncerny w krajach UE. Innymi słowy państwo czyli my wszyscy podatnicy będziemy bez sensu tracić i wydawać pieniądze by kształcić kadrę wyspecjalizowanych pracowników dla krajów UE a nie dla Polski, a sama Polska będzie się cofać gdyż by wypełnić dziury w starzejącej się kadrze zaczną się pojawiać fikcyjne etaty 1/300 profesorów z Ukrainy czy innych podobnych tylko po to by spełnić formalne wymagania.


        Nasza nauka jest kompletnie akonkurencyjna i kompletnie nie chce taką być a politycy obejmujący stanowiska w ministerstwie są ludźmi kompletnie bez wyobraźni.
      • hugow odpady 28.11.07, 13:36
        Moze i zostaje troche za duzo odpadow. Wynika to z niesamowicie
        niskiego poziomu plac. Osobiscie znam przypadek doktora, ktory na
        reke na 2 etatach ma 5k, ale jesli bylby gotow wyemigrowac z
        Wroclawia do Warszawy i zaczac pracowac w pewnej spolce gieldowej -
        dostalby 30k. Nie mialby juz czasu na nauke. 30k powinien dostac na
        reke na uczelni i to na jednym etacie - a nie na dwoch. Wtedy
        patalachow na Uczelniach by sie nie uswiadczylo.
    • login-ka Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 07:14
      Świetnie, może wreszcie zejdziemy z piedestału, na którym sami się posadziliśmy? Polska nauka... hmmm... mamy najlepszych naukowców na świecie... poziom nauczania w polskich szkołach... hmmm... super.
      Może tak było kiedyś? Z perspektywy studenta wygląda to tak: wielu nieudolnych wykładowców to córki, synowie, kuzyni itp. znanych i cenionych profesorów, nie mamy pieniędzy na podstawowe pomoce naukowe, w bibliotece jest często jeden egzemplarz danego dzieła, a ludzi chcących go wypożyczyć - 200.
      Jasne, mamy czasem sukcesy, choćby na polu informatyki, ale to za mało żeby wbijać się w dumę.
      • malcom.janus Sukcesy na polu informatyki? BZDURA 28.11.07, 08:52
        Bzdura, nie mamy zadnych sukcesow na polu informatyki. W rankingach renomowanych
        instytucji (np. ACM) w ogole nas nie ma, bo nasze uczelnie sa tak slabe w
        dziedzinie informatyki przynajmniej.

        Pozdro
      • titta Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 03.12.07, 15:17
        Prosze nie mylic nauki z poziomem nauczania w szkolach, bo te dwie rzeczy
        razczej srednio sa ze soba powiezane. Przykladem moze byc Szwecja, gdzie poziom
        nauczania jest zenujacy, a nauka calkiem, calkiem stoi.
        • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 03.12.07, 15:28
          Mialem na mysli nauczanie na uniwerystetach, w tym na studiach
          doktoranckich.

          habilitacja ma sie nijak do podan o granty.samodzielnosc jest
          rozumiana przez KE jako doktorat, zdolnosc do kierowania grantem,
          zdolnosc do publikowania jako glwony autor. innymi slowy KE nie
          wymaga habilitacji.
    • prawieemeryt Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 07:48
      Ale za to dostanie Rydzyk. Pełną garścią. I abyśmy zdrowi byli.
    • lmblmb Znowu winny ktoś inny! 27.11.07, 08:04
      > Ilu jest takich kandydatów? Na moim wydziale chyba tylko dwóch (na
      > ok. 100 doktorów /asystentów, adiunktów i wykładowców/)

      To trzeba to zmienić! Wykazujesz symptomy starej polskiej choroby, czyli
      zrzucania winy na czynniki zewnętrzne. Kiedyś to przechodziło, bo czynników nie
      szło zmienić.

      Popatrz chociażby na to:
      "Prezes PAN Michał Kleiber, [...] usprawiedliwił to w tym samym czasopiśmie
      niskimi pensjami dla pracowników naukowych oraz niskimi nakładami na naukę."

      Ktoś z was zna PAN od środka? IFM PAN w Poznaniu to przechowalnia profesorskich
      leni. W ośrodku jest chyba więcej profesorów niż studentów. Patenty? Tak, był...
      jeden w ostatnich kilkunastu latach. Rozumiesz już do czego dążę? To
      niereformowalne, żenujące środowisko "naukowców" (cudzysłów, bo nie publikują)
      trzeba reformować granatem bez zawleczki.

      W każdym razie ja nie zamierzam udawać, że potrafię cofnąć się w czasie 20 lat i
      dostosować do czasów nieróbstwa, jakie było za komuny. Zaraz po studiach
      wyjeżdżam. Zostaną ci bez stypendium, bez znajomości angielskiego, bez pomysłów.
      • onufry.zagloba Racja:sowiecki pomysl z habilitacja to obrona 27.11.07, 10:24
        "wieloletniej pracy" profesorskich leni bez inwencji. Co wiecej
        polskie wladze maja wiecej podobnych blokad na sumieniu: vide chocby
        dotykajaca dzis wielu Polakow sprawa rownania polskich "magistrow" z
        brytyjskimi "bakalarzami" przez brytyjski NARIC (nawet Rosja
        wywalczyla sobie w UK rownowaznosc piecioletnich studiow!) etc.etc.
        • dalatata Re: Racja:sowiecki pomysl z habilitacja to obrona 27.11.07, 12:17
          ten "sowiecki pomysl" wykorzystuja tez USA, Holandia, Austria.... W
          Wielkiej Brytanii rowniez mozna by sie go dopatrzyc. tyle ze w
          roznych krajach roznie sie ona nazywa. Habilitacja ma glownie dobre
          strony. W polsce problemem sa betonowe rady naukowe, ktore traktuja
          habilitacje jako dopuszczenie do ekskluzywnego klubu.ale w roznych
          dziedzinach roznie to bywa. Psychologia na przyklad jest bardzo
          otwarta, a polonistyka raczej zamknieta
          • carnivore69 Re: Racja:sowiecki pomysl z habilitacja to obrona 27.11.07, 23:31
            > ten "sowiecki pomysl" wykorzystuja tez [...] Holandia

            Nic bardziej blednego.

            Pzdr.
            • dalatata Re: Racja:sowiecki pomysl z habilitacja to obrona 27.11.07, 23:42
              a to mi sie widocznie cos pochrzanilo.
              • carnivore69 Re: Racja:sowiecki pomysl z habilitacja to obrona 28.11.07, 11:49
                W niektorych osrodkach w Niderlandach na zostanie "dead wood" mozna sobie
                teoretycznie pozwolic juz po roku pracy (po doktoracie).

                Pzdr.
          • rheo Zartujesz sobie ? 28.11.07, 01:43
            Siedze tu w USA na uniwerku i rozgladam sie dookola i habilitowanych
            nie jakos widze ...
            • dalatata Re: Zartujesz sobie ? 28.11.07, 01:45
              i nie ma tam tez assistant professors, associate professors i full
              professors. no rzeczywiscie habilitowanych nie ma. ot zagadka.

              a ja sobie siedze w UK i widze lecutrers, senior lecturers i
              professors. i widze habilitacje. inna, jasne, ale podobna. ale
              pewnie za duzo widze
              • khmara Re: Zartujesz sobie ? 28.11.07, 01:56
                Dalatato, habilitacja to nie jest to samo, co ocena dorobku. Habilitacja jest
                stopniem naukowym, ktorego w Wielkiej Brytanii nie ma. Gdyby istnial, to mozna
                by nalegac na to, by byla mozliwosc jego nostryfikowania w Polsce. Takiej
                mozliwosci nigdy nie bedzie.
                • dalatata Re: Zartujesz sobie ? 28.11.07, 02:01
                  khmaro, czepiasz sie.habilitacja jest silniej sformalizowana ocena
                  dorobku. a w wypakdu USA mysle ze tenura jest szerszym przegladem
                  dorobku kandydata, bo zawiera rowniez naaczanie, czego polska
                  habilitacja nei zawiera. czy my to nazwiemy stopniem, czy
                  stanowiskiem, nie ma to wiekszego znaczenia. w obu wypadkach mamy do
                  czynienia z ocena dorobku. w wypadku habilitacji ten dorobek musi
                  byc okreslonego charakteru (ksiazka), jednak wiele uniwersytetow tu
                  rowniez 'lubi' ksiazki, przynajmniej w naukach spolecznych i
                  humanistycznych.

                  zgadzam sie natomiast ze cos takiego jak kolokwium habilitacyjne
                  jest idiotyzmem. i moje wlasne pamietam jako smutny przyklad
                  pyskowki w ktorej jedna strona nie moze pyskowac.
              • rheo Problem nie tkwi w nazwie 28.11.07, 02:01
                To jest chyba troche inaczej.
                Pozycje ktore wymieniasz to chyba raczej stanowiska pracy a nie
                stopnie nadawane przez jakas komisje czy prezydenta. Czyli cos w
                stylu: doktorem jestes dozywotnio, profesorem dopoki pracujesz jako
                profesor.
                Nie ma to prawie NIC wspolnego z naszym systemem
                habilitacyjno/profesorskim.
                Osoba po doktoracie zatrudniona jako profesor pracuje od razu "na
                siebie" a wiec jest od poczatku (lub bardzo szybko) samodzielna.
                Nikt z doktoratem nie pracuje tu latami na konto swojego szefa (nie
                uwzglednijac krotkoterminowych zazwyczaj postdocow).

                Tak wiec problem nie tkwi w nazwie - ale w ZASADACH panujacych w
                nauce.

                • dalatata Re: Problem nie tkwi w nazwie 28.11.07, 02:04
                  nie wiem co to znaczy pracowac na swojego szefa, ani tu ani w polsce
                  tego nie widzialem. czy komisja jest na uczelni czy w CK -
                  drobnostka.jak sie ma tenure, to sie jest profsroem dozywotnio -
                  wiem cos o tym.

                  natomiast zgadzam sie calkiem ze chodzi o zasady.o rzetelnosc.
                  • khmara Re: Problem nie tkwi w nazwie 28.11.07, 02:15
                    dalatata napisał:

                    > jak sie ma tenure, to sie jest profsroem dozywotnio -

                    I na tym sie podobienstwa koncza.
                    • dalatata Re: Problem nie tkwi w nazwie 28.11.07, 02:18
                      bedziemy sie roznic pieknie zatem
                  • rheo Re: Problem nie tkwi w nazwie 28.11.07, 02:23
                    > nie wiem co to znaczy pracowac na swojego szefa, ani tu ani w
                    polsce tego nie widzialem.

                    Jestes szczesciarzem.

                    > czy komisja jest na uczelni czy w CK - drobnostka.

                    Nie zgodze sie - to duza roznica.

                    > jak sie ma tenure, to sie jest profsroem dozywotnio - wiem cos o
                    tym.
                    Pewnie wiesz lepiej - ale spotkalem pare osob ktore zrezygnowaly ze
                    stanowisk profesorskich na uczelni i przeszli do przemyslu. Nikt ich
                    nie tytuowal profesorami lecz doktorami. Ciekawe dlaczego ?

                    > natomiast zgadzam sie calkiem ze chodzi o zasady.o rzetelnosc.

                    Tosmy sie w koncu zgodzili ;-)
                    Zawsze i wszedzie jest potrzeba weryfikacji pracownikow nauki i to
                    nie ulega watpliwosci. Problem w tym ze habilitacja tej roli nie
                    spelnia.

                    Jeszcze jedna uwaga - powinienes byc ostrozniejszy w zrownywaniu
                    systemu polskiego i aglosaskiego. To sa bardzo rozne systemy.




                    • dalatata Re: Problem nie tkwi w nazwie 28.11.07, 02:35
                      to nie habilitacja tego nie robi. nie robia tego polscy uczeni. a to
                      co innego. i tu wlasnie wchodza te zasady co do ktorych sie
                      zgodzilismy. wprowadzcie rzetelna ocene dorobku, na ktorej bedzie
                      oparty i doktorat i habilitacja i nagle polski system zostanie
                      uzdrowiony. i nawet to idiotyczne kolkwium habilitacyjne
                      (insttytucja niezupenie obca w mainowaniu na profsure w UK czy w
                      Irlandii) nie bedzie takie idiotyczne.

                      jak to zrobic? nie mam pojecia. polscy naukowcy wydaja sie nezdolni
                      do napisania merytorycznej i RZETELNEJ recenzji dorobku (i
                      przepraszam tych wszytkich, ktorzy sa wyjatkami i potwierdzaja
                      regule). przypatrujac sie polskim uczelniom z bliska - przyjezdzam
                      na wyklady do polski - zastanawiam sie jak oni to robia, ze nie sa w
                      stanie oddzielic czlowieka od dorobku, kolege Ziutka od tego ze
                      napisal knota. nie przestanie mnie to fascynowac.

                      a co do systemu anglosaskiego. pracujac w nim od 20 lat, przechodzac
                      wszystkie stopnie od wykladowcy do pelnego profesora, widze jego
                      wielkie zalety i rownie wielkie wady. i wiele podobienstw i roznic z
                      polskim systemem. w porownianiu wygrywa UK, chocby dlatego ze placi
                      mi kilkakrtonie wiecej niz poslka uczelnia. no i zapewnia mi pare
                      innych udogodnien.

                      i tyle. i niestety ze smutkeim powiem ze polska nauka bedzie sie tak
                      jeszcze kitwasila. i te wszystkie proby systemowej zmiany nie maja
                      sensu. bo to idzie o etos pracy. i tyle.

      • raffenator Re: Znowu winny ktoś inny! 27.11.07, 11:59
        No tak dokladnie jest! To srodowisko "niezatapialnych", ktorzy nie pozwalaja sie
        przebic mlodym, ktorzy nie zaakceptuja ich srodowiska i nie poddadza sie ich
        zasadom.

        Ale moim zdaniem jestesmy na wolnym rynku europejskim, i jezeli ten system
        pociagnie dalej (a watpie, zeby ktorakolwiek partia miala jaja to za
        przeproszeniem "uwalic"), to umrze on smiercia naturalna, jako ze wszyscy
        najlepsi wyjada na zachod. A potem jak trzeba bedzie to odbudowac, to mlodzi
        wroca. Tak wiec ja jestem tutaj optymista, choc pesymistycznym aspektem jest
        tutaj czas.
    • almagus Re:Inicjatywa biochemika,nie wymaga kasy,tylko pat 27.11.07, 08:13
      z tymi „spieprzaj dziadu” , prawnikami bolesnej to mozna realizować innowacje,
      jak geotermia ojdyra!


      Inicjatywa biochemika,nie wymaga kasy,tylko patyka.

      Patrz to jest pałac, mówi żuczek do żuczka.
      Tam sobie nie pojesz, bo tam jest spłuczka.
      Lecz gdy przyjdzie pielgrzymkowa pasterka,
      wkoło odchody, wtedy jest wyżerka.
      Tyle gó wna, zostanę biochemikiem,
      pomieszam z piaskiem firmowym patykiem.
      Będę miał firmę tanią, że o rety,
      wykorzystam pomoc, Kluski pakiety.
      Rząd da kapitał, odciągnie przychody,
      zostanie tyle, że zwiększę odchody.
      Solidarnie znaczy dawać po równo,
      swoim najwięcej, a takim jak ty g-ówno
      Jest „Inicjatywa Technologiczna”,
      nie da na patent, lecz nazwa śliczna.
      Moją masą wypełnię luki w prawie,
      uzupełnię dotacje i będzie ciekawie.
      A jest tego tyle, że wszyscy święci,
      w takich układach interes się rozkręci.

    • kemer2 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 08:36
      Tabuny nowych doktorów-buraków nic nie wskórały w Unii. To przykre.
      Myślałem, że w politologii, ekonomii i marketinu jesteśmy
      niepokonani.
    • toja3003 budżetowy naukowiec, jeśli nie ma mechanizmów kont 27.11.07, 09:04
      budżetowy naukowiec, jeśli nie ma mechanizmów kontrolujących jego
      efekty, będzie marnotrawił pieniądze – tak np. często dzieje się w
      nauce polskiej i w tych krajach gdzie nauka jest zdominowana przez
      instytucje państwowe.

      Co to za „nauka” kierowana przez profesorów nie umiejących obsłużyć
      programu poczty elektronicznej na PC-cie? Robi to panna Krysia z
      sekretariatu, po maturze tylko ale umie.

      No a jak ktoś dzwoni do sławnego profesora to on mówi do panny
      Krysi: „po polsku? Aaaa to jestem!”, bo nie zna języków obcych.
      Wstyd. I wydaje taki kasę na granty sprowadzające się do
      finansowania tłumaczeń zagranicznych mądrości z Wikipedii na polski.
    • raffenator Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 10:09
      jak komus doktorat + habilitacja zajmuje 13 lat, to sie nie ma co dziwic
      • nfa05 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 11:24
        Co za argumentacja. Einstein nie zrobił hab do końca życia ale w nauce coś
        zrobił, inaczej niż u nas
        • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 12:22
          i jeszcze paru innych dokotratu nie zrobilo. ale czy to jest
          argument zeby zniesc doktoraty? ci wszyscy z nas ktorzy nie sa
          geniuszami, moze jednak powinni miec w miare ustrukturyzowana
          kariere. problem polega tylko na tym zeby byla ona rzetelnie
          oceniana w rzetelnym procesie recenzyjnym. a tego w polsce brakuje
          niesttey
          • nfa05 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 13:08
            Oczywiście trzeba wprowadzić kryteria rzetelne - dorobkowe a nie tytularne
            np. postulaty www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=2486
            widać jasno, ze wprowadzenie hab do naszego systemu nic dobrego nie wprowadziło
            a oddaliło nas od porządku zachodniego.
            • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 13:26
              to co widac to to ze POlska jest w ogonie europejskiej nauki.i
              zrzucanie tego na habilitacje nie ma sensu. Amerykanie ze swoja
              habilitacja (tenure) sobie niezle radza.polska bedzie w ogonie
              dopoty dopoki nauka bedzie sie rzadzila nie zasada dorobku, ale
              zaslug, 'kolezenstiwa' itd itd. dopoty dopoki recenzje beda pisali
              koledzy kolegom. habilitajca nie ma z tym nic wspolnego
              • khmara Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 13:33
                Mimo pewnych podobienstw habilitacja a tenura to nie jest to samo, bo sam proces
                przebiega inaczej. Np. do tenury nie trzeba miec monotematycznego spisu
                publikacji, ale to taki szczegol.

                Jak ktos ma habilitacje w zasiegu reki (rok do dwoch) to nie ma czasu na pisanie
                grantow unijnych. Zeby taki wniosek napisac, to trzeba bardzo duzo czasu
                poswiecic na to, zeby w ogole dowiedziec sie, jak ten system dziala.
                • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 13:38
                  jasne.podobnie jak awans na starszego wykladowce czy readera w UK.
                  jednak idea jest poodbna: ocena dorobku naukowca po kilku latach
                  pracy. problme habilitacji i czy 'profesury belwederskiej' nie jest
                  tym co powoduje ze zbyt wielku naukowcow polskich nie radzi sobie na
                  swiecie.

                  pamietajmy jednak ze jest cala masa naukowcow amerykanskich czy
                  brytyjskich ktorzy nie publikuja w czlowocyh czasopismach.
                  • khmara Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 14:06
                    Problemem jest anachronicznosc calego systemu, w tym wymagan habilitacyjnych i
                    jego zamkniecie na swiat:
                    new-arch.rp.pl/artykul/735843_Naukowcy_nie_wroca.html
                    • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 14:58
                      nie wiem na czym polega anachronicznosc habilitacji.a to co pisze
                      ten profesor jest oczywiscie uproszczeniem.jest w polsce instytucja
                      profesora zagranicznego. i to nieprawda ze delikwent musi miec
                      hablitacje zeby pracowac w polsce. ale system polskiej nauki jest
                      zly. jednak nie przez habilitacje.
                      • khmara Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 15:21
                        dalatata napisał:

                        > nie wiem na czym polega anachronicznosc habilitacji.

                        1. rozprawa habilitacyjna - Po co?

                        Na uniwersytetach amerykanskich nie ma takiego wymogu do tenury, przy awansie z
                        lecturer na reader w GB tez nie - nawet w naukach humanistycznych!!!
                        Pisanie ksiazki, ktora ma jednoczesnie stanowic oryginalny dorobek i byc wydana
                        w 200 egz. to oksymoron.

                        2. monotematyczny cykl publikacji - Po co i dlaczego monotematyczny?

                        Wymogu monotematycznosci rowniez nie ma w UK ani w USA. To jest rowniez
                        przeszkoda, dla ktorej wielu "zagranicznych" Polakow nie robi habilitacji w
                        Polsce. Bywaja bardzo odkrywcze tematy, ale utkniecie w jednym temacie to na
                        dluzsza mete czesto pulapka.

                        Powinna byc sama ocena dorobku po doktoracie, bez udziwnien. Naprawde liczy sie
                        co innego niz monografia lub znajomosc jednego tematu badawczego.

                        > a to co pisze
                        > ten profesor jest oczywiscie uproszczeniem.jest w polsce instytucja
                        > profesora zagranicznego.

                        Przepisy o zatrudnieniu na stanowisku profesorskim bez habilitacji nie maja
                        zastosowania do obywateli polskich, ktorzy spedzili duzo czasu na uczelniach
                        zagranicznych. Jako obywatel polski, Karpinski moze byc profesorem bez
                        habilitacji, ale nie w Polsce.

                        • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 15:31
                          zgoda, jednak z pewnymi roznicami habilitacja jest forma
                          sformaliowanej oceny dorobku.nawiasem mowiac rowniez w polsce juz
                          nie trzeba miec ksiazki (choc rzeczywiscie polski upor przy
                          pubikacjach 'zwartych' jest irytujacy). co do monotematycznosci, nie
                          wiedzialem ze taki wymog istnieje - sadziac po mojej habilitacji,
                          traktowany byl raczej dosc luzno. :-)

                          habilitacje nie sa wydawane w 200 tys egzempalrzach. keidys byl
                          przepis o 99. nie wiem czy dalej obowiazuje.

                          jesi sie zgadzamy co do koniecznosci oceny dorobku, to to czy one
                          bedzie wygladal tak czy inaczej, nie ma wiekszego znaczenia. wazna
                          jest zasada.

                          zniesienie tej zasady - sformalizowanego przegladu dorobku badacza -
                          jest jak dla mnie problemem. i pare innych rzeczy w polskiej nauce
                          • khmara Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 16:24
                            dalatata napisał:

                            > zniesienie tej zasady - sformalizowanego przegladu dorobku badacza -
                            > jest jak dla mnie problemem. i pare innych rzeczy w polskiej nauce

                            Toz nikt nie kwestionuje tej zasady! Chodzi o anachronicznosc wymogow, a nie o
                            koniecznosc oceny dorobku! Te anachroniczne wymogi po prostu odrywaja od
                            bardziej wartosciowych rzeczy, ale wielu to nie przeszkadza, bo jest to pojscie
                            na latwizne w stosunku do brytyjskich czy amerykanskich wymogow.

                            Zgadzam sie, ze habilitacje nie sa jedynym zlem polskiej nauki, ale za dlugo by
                            pisac o wszystkim... Ma racje Wojcik i ma racje Urbanczyk, ale to tez nie wszystko.

                            Habilitacje w wydawnictwach uczelnianych sa publikowane w nakladzie 200 sztuk, a
                            nie tysiecy :) Szkoda drzew i na te 200 sztuk.
                            • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 16:32
                              no to jak nikt nie kwestionuje to super.
                              mamy konsensus. :-)
                          • nfa05 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 16:27
                            Głowny problem:
                            Jawna niejawność dorobku naukowego www.nfa.pl/articles.php?
                            id=59
                            • kwinks Dorobek jawny jest w bazach SCI i SCOPUS. 28.11.07, 13:54
                              Przecież nie jest tajemnicą, że liczne niskopunktowe krajowe
                              czasopisma (tzw. "angielskojęzyczne") i tzw. monografie, za które
                              płaci podatnik, bo nie jest to towar chodliwy, służą tylko do
                              pomnażania "dorobku". Po co to ujawniać? Chyba tylko poto aby się
                              pośmiać. U mnie na uczelni ca. 50% profesorów publikuje tylko w
                              lokalnych wydawnictwach dla lokalnych recenzentów i lokalnego
                              awansu. To pozoranctwo akceptuje CK, bo jakże nie dbać o "Polską
                              Naukę" i lokalne środowisko, z którego sie wyszło. A potem jest tak
                              jak w powyższym artykule.
                        • inzynier2 W USA nie ma habilitacji! 28.11.07, 15:39
                          dalatata napisał:
                          > Amerykanie ze swoja habilitacja (tenure) sobie niezle radza.

                          Tenura w Stanach to nie habilitacja! Chyba, że w dużej przenośni.
                          Tenure to nominacja na stanowisko profesora, ktore jest zwykle
                          dożywotnie. Sądzę, że wymagania na uzyskanie tenure i na nominację
                          profesorską w Polsce są podobne. Aby uzyskać stopień dr hab. w
                          Polsce trzeba napisać pracę habilitacyjną i ją obronić. Nic takiego
                          nie ma w Stanach. Pracę doktorską trzeba napisać jedynie aby uzyskać
                          Ph.D. (stopień doktora) w Stanach. Kilka tygodni temu moje drugie
                          dziecko właśnie uzyskało Ph.D. na MIT.
                • paszczakowna1 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 14:45
                  > Jak ktos ma habilitacje w zasiegu reki (rok do dwoch) to nie ma czasu na pisani
                  > e
                  > grantow unijnych. Zeby taki wniosek napisac, to trzeba bardzo duzo czasu
                  > poswiecic na to, zeby w ogole dowiedziec sie, jak ten system dziala.

                  Ten konkretny grant az tak bardzo pracochlonny nie byl sam w sobie (8 stron
                  chyba). Tym niemniej, miesiac mi zszedl (akurat rok przed habilitacja), w duzej
                  mierze na idiotyzmy w rodzaju - jak wyliczyc koszty osobowe czy jaki papierek ma
                  podpisac instytucja wspolpracujaca. Niestety, nasza administracja jest
                  kompletnie do tego nie przygotowana - i to tez zniecheca.
        • raffenator Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 14:08
          Nie rozsmieszaj mnie, zdajesz sobie sprawe, jakie wtedy byly realia naukowe, a
          jakie sa teraz? Jak komus w XXI wieku zrobienie doktoratu + dostanie associate
          professorship zajmuje 13 lat, to zazwyczaj (pomijam sytuacje nadzwyczajne pisane
          przez zycie) to o czyms swiadczy.
      • cloclo80 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 03.07.08, 12:45
        Tępaki nie naukowcy. Spece od wymyślania kroków do mazura.
        Doktor - wartownik i docent - obserwator.
        • nfaporanek Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 03.07.08, 15:50
          Niestety... :(
          cloclo80 napisał: Tępaki nie naukowcy. Spece od wymyślania kroków do
          mazura. Doktor - wartownik i docent - obserwator.
    • aferal.z.platformy.demoratycz Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 15:05
      no prosze. 2 lata i elity nam z PiSdziały...
    • grisza14 Winni sa Kaczynscy- brak dekomunizacji 27.11.07, 15:14
      za ktory odpowiadaja powoduje, ze wychowankowie skomuszalych
      kapusiow rodem z PRL nie sa w stanie nawiazac rownej walki z
      naukowcami z krajow , ktory nie byly komunistyczne lub podlegaly
      dekomunizacji. Co sa w stanie wymyslec wychowawcy mlodej kadry,
      ktorzy swoje tytuly zdobywali za PRL na pseudonaukowych
      kompilacjach. W takiej postaci jeszcze cale generacja tzw nauka
      polska bedzie hermetycznie zamknieta enklawa z " osiagnieciami "
      rozumianymi tylko przez postkomunistyczne kolo wzajemnej
      adoracji.Tzw polscy uczeni potrafili tylko rznac glupkow na
      antykaczynskim spedzie na Uniwersytecie Warszawskim, w sprawie
      rzekomo zagrozonej demokracji. Na taczki bolszewickich karierowiczow.
    • januszz4 System akredytacji kierunków studiów 27.11.07, 16:42
      Nasz system akredytacji kierunków studiów generuje jedną paskudną
      patologię. Otóż warunkiem uzyskania przez wydział uczelni
      akredytacji danego kierunku studiów jest wykazanie się zatrudnieniem
      na pełnym etacie określonej liczby tzw. samodzielnych pracowników
      naukowych. W rezultacie uczelnie wyrywają sobie profesorów
      belwederskich, doktorów habilitowanych, bez względu na ich dorobek i
      wiek. Ważne, żeby mieli tytuł. Mówiąc żartem, ci starsi z
      zaawansowaną sklerozą czasem nawet nie pamiętają na jakiej uczelni
      są zatrudnieni. Byłoby to śmieszne, gdyby nie fakt, że na opłacenie
      pensji tych "słupów" idą kolosalne pieniądze, których później
      brakuje dla młodych pracowników naukowych, którzy nawet nie mając
      habilitacji bardzo często prezentują nieporównywalnie wyższy poziom
      wiedzy i umiejętności (także dydaktycznych) niż niektórzy tzw.
      samodzielni. Bez zmiany dotychczasowych kryteriów uzyskiwania
      akredytacji, petryfikujących taką patologię, nie ma mowy o
      pozytywnych zmianach w nauce polskiej. Habilitacja sama w sobie nie
      jest zła, ale złe jest to, co niesie ze sobą w polskiej
      rzeczywistości. Stwarza feudalny, obrzydliwy system segregacji
      pracowników nauki. I tak naprawdę wcale nie jest dowodem na
      posiadanie rzeczywistej wiedzy z danej dziedziny. Znam wielu
      habilitowanych pracowników uczelni, których poziom wiedzy z własnej
      dyscypliny jest często żenujący. Dlatego habilitacja nie może być
      podstawowym miernikiem wartości naukowca. I żeby było jasne, nie
      jestem żadnym sfrustrowanym pracownikiem naukowym . Habilitację
      zrobiłem, ale nie zatraciłem zdrowego rozsądku. Te lata, które
      poświęciłem na jej opracowanie, a także na czasochłonne formalności
      papierkowe, można było wykorzystać znacznie efektywniej w sensie
      naukowym. Nie móiąc już o stresie, nerwach i innych atrakcjach, o
      których już nie chcę pisać.
      • dalatata Re: System akredytacji kierunków studiów 27.11.07, 17:12
        absolutnie sie zgadzam. system wymagajacy ilus tam profesorow jest
        idiotyczny.po pierwsze dlatego ze ucza i tak adiunkci (czesto z
        pozytkiem dla studentow), a po drugie, profesorowie czesto nie
        zaszczycaja swa obecnoscia.... a system nie dosc ze promuje tytul a
        nie dorobek, to na dodatek pozwala na tworzenie sie wyjatkowo
        idiotycznych rynkow profesorskich szczegolnei w dyscpylinach w
        ktorych brakuje samodzielnych pracownikow. to duzy problem
        • januszz4 Re: System akredytacji kierunków studiów 27.11.07, 17:54
          Jest tylko jeden problem. Kto to ma zmienić? Moim zdaniem jak
          najszybciej powinna za to zabrać się odpowiednia komisja sejmowa,
          ale korporację profesorską trzeba trzymać na dystans. Reforma
          systemu szkolnictwa wyższego (w tym zwłaszcza awansów w nauce) jest
          zbyt poważną sprawą, żeby powierzać ją profesorom.
      • sendivigius Re: System akredytacji kierunków studiów 28.11.07, 01:30
        "Habilitacja sama w sobie nie jest zła,... ale...:

        1. Stwarza feudalny, obrzydliwy system segregacji pracowników nauki.

        2. wcale nie jest dowodem na posiadanie rzeczywistej wiedzy z danej
        dziedziny.

        3. Znam wielu habilitowanych pracowników uczelni, których poziom
        wiedzy z własnej dyscypliny jest często żenujący.

        4. Dlatego habilitacja nie może być podstawowym miernikiem wartości
        naukowca."


        Powiedz nam gdzie ucza takiej logiki?
        • dalatata Re: System akredytacji kierunków studiów 28.11.07, 01:41
          doktorat stwarza system (obrzydliwY) segregacji pracownikow
          nie jest dowodem na posiadanie wiedzy
          znam wielu doktorow ktorych poziom wiedzy jest zenujeacy.

          zlikwidujmy stopien doktora.

          i wreszcie uzdrowimy polska nauke!

          i najlepiej jak wszyscy od razu beda profesorami.
          • inzynier2 Feudalny system w "polskiej nauce" 28.11.07, 15:48
            dalatata napisał:
            > zlikwidujmy stopien doktora.
            > i wreszcie uzdrowimy polska nauke!

            Nie sądzę aby nauka polska była reformowalna ani uzdrawialna. Ironia
            w obronie bezużytecznych przeżytków nie pomoże. Dopóki Polacy będą
            hołdowali tytułom i feudalnym tradycjom to trzeba zminimalizowac
            jedynie koszty istnienia PAN itp synekur. Nie ma co płakać, że
            mało "naukowców" z Polski kwalifikuje się do czegokolwiek na
            zagranicznych konkursach. W Polsce bardzo mało naukowców istnieje.
            Zostali oni wyparci przez habilitowanych i nobilitowanych
            pracowników naukowych.
        • januszz4 Re: System akredytacji kierunków studiów 28.11.07, 23:22
          sendivigius napisał:

          > "Habilitacja sama w sobie nie jest zła,... ale...:
          >
          > 1. Stwarza feudalny, obrzydliwy system segregacji pracowników
          nauki.
          >
          > 2. wcale nie jest dowodem na posiadanie rzeczywistej wiedzy z
          danej
          > dziedziny.
          >
          > 3. Znam wielu habilitowanych pracowników uczelni, których poziom
          > wiedzy z własnej dyscypliny jest często żenujący.
          >
          > 4. Dlatego habilitacja nie może być podstawowym miernikiem
          wartości
          > naukowca."
          >
          >
          > Powiedz nam gdzie ucza takiej logiki?

          Takiej logiki nauczyło mnie 40- letnie doświadczenie w pracy na
          polskiej uczelni z 5 -letnią przerwą na pracę w uczelniach
          brytyjskich i szwedzkich (właśnie zderzenie tych dwóch
          rzeczywistości potwierdza to, co wyraziłem być może w sposób
          drastyczny i nieprzyjemny dla wielu mandarynów polskiej nauki,
          czyli tzw. pracowników "naukawych").
    • amberlity Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 17:30
      W dziedzinach takich jak np. Chemia.
      Nie mamy szans.

      W artykule powiedziano, że oceniane jest zaplecze logistyczne
      kandydatów, a jakie zaplecze może dać publiczna uczelnia?
      Wiecznie brakuje pieniędzy nawet na najprostrze rzeczy, a większosć
      sprzętu ma date produkcji zaraz po II wojnie światowej.

      By cokolwiek otrzymać wychodzimy z prostych substratów, które można
      tanio kupić. Całe syntezy ciągną się miesiącami bo nie ma pieniędzy
      by kupić gotowe odczynniki. Jak tu można być twórczym jak człowiek
      zderza się z rzeczywistością na starcie. Zaczyna prace nad dyplomem
      w wakacje by zsyntezować to co mu będzie potrzebane w "prawdziwej
      pracy".

      Może kasy nie ma, ale za to studenci mają zajęcia praktyczne od
      samego początku, uczą się panować nad rękami i widzą problemy
      syntezy, a nie jak w wiekszości krajów robią studentom pokazy lub
      puszczają film.

      A jednak polska chemia sobie jakoś radzi, publikujemy w renomowanych
      czasopismach, karda zapraszana jest na prestiżowe seminaria, a
      ludzie opuszczający uczelnie cenieni za granicą.
    • kwinks Apel do podatnika polskiego... 27.11.07, 17:50
      Zacznę od dwóch przykładów. Pierwszy. Jeżeli firma odpada z
      konkurencji na rynku, co się dzieje? Zmieniana jest strategia,
      zarządzanie, ludzie, może prezes. Drugi przykład. Jeżeli polityk
      kompromituje kraj zagranicą, wyborcy nie dają się po raz drugi na
      niego nabrać. A jak będzie w polskiej nauce, po blamażu takim jak
      opisany przez dr Wójcika? Idę o zakład, że nic się nie zmieni. I
      już odpowiedź prof. Urbańczyka to zapowiada. Fasady trwać będą,
      karawana darmozjadów jedzie dalej. Ministerialne, PAN-
      owskie, „branżowe”, uczelniane struktury ani drgną. No może
      Profesorowie, Uznane Autorytety, Koryfeusze Nauki stworzą nową
      Radę, Komitet, Punkt, Komisję żeby lepiej zatuszować nieróbstwo. A
      przy okazji nabrać podatnika na kolejne koszty. I oczywiście na
      drugi dzień płakać, jak to mało Państwo przeznacza na naukę.
      Podatniku polski obudź się. To naprawdę nie są żarty. Zacofanie
      cywilizacyjne, większe bezrobocie, wycinanie przez zagraniczną
      konkurencję i wreszcie kompromitacja 38-milionowego europejskiego
      narodu, który poprzez mechanizm UE finansuje naukę m. in. Cypru,
      Izraela i Niemiec! Oto jakie skutki pociąga za sobą lekceważenie
      tego istotnego, a we współczesnym świecie priorytetowego, fragmentu
      rzeczywistości jakim jest nauka (określana ostatnio też
      jako „postęp technologiczny” lub „innowacyjność”). Takie są też
      skutki fascynacji „etosem inteligencji” i fetyszyzacji tóg,
      gronostajów i tytułów, z profesorskim na czele. Bez rozliczenia
      efektywności działania.
      Co powinieneś zrobić podatniku polski? Nie utrzymywać naukowców na
      ciepłych posadkach „z mianowania”. Każda złotówka wydana na badania
      powinna przejść przez system zewnętrznej oceny. Nie etaty, ale
      kontrakty aż do emerytury, zdobywanie grantów, całkowita
      samodzielność i własna przedsiębiorczość dla doktorów. Nie dotować
      nieskończonej ilości czasopism krajowych, które nie są na liście
      filadelfijskiej (ani nie spełniają roli kulturotwórczej) oraz tzw.
      monografii wydawanych w nakładzie góra 300 szt., z których
      większość i tak zbiera kurz w księgarniach. Przejść od oceny
      dorobku debilno-ilościowej (np. „autor 200 pozycji”, czyli wielu
      powtórzeń i zwykłych śmieci) do oceny opartej na przyjętych na
      świecie wskaźnikach impact factor dla czasopisma, ilości cytacji,
      liczby projektów, patentów, wdrożeń. Bez znajomości obsługi
      komputera i języka angielskiego nie dopuszczać do stanowisk
      kierowniczych.
      Widząc zarówno z perspektywy zagranicznej, jak i krajowej równię
      pochyłą, po której szybko zjeżdża nauka w Polsce jeszcze raz
      apeluje do Ciebie podatniku. Wykorzystaj procedury demokratyczne i
      zmień ten przynoszący wstyd „czerep rubaszny”. To po twojej stronie
      jest teraz piłka.
    • haggis Ja złożyłem wniosek... 27.11.07, 17:55
      Ja złożyłem wniosek o grant ERC. Dostałem w pierwszym etapie 7.9 punkta. Próg
      przejścia do drugiego etapu był 8 punktów... Grrr...
      • bdellovibrio Ja tez 29.11.07, 22:50
        Jeden recenzent dał mi maksa, drugi stwierdził że wprawdzie dorobek naukowy mam
        wystarczający ale... jestem za młody (a ja naiwnie myślałem, że to dla młodych
        miało być...) trzeci zjechał mnie za przeszacowany budżet (hehe - jak trzeba
        laboratorium od nowa zbudować, żeby się zając nauką na poziomie, to musi
        kosztować). No i było po ptakach.
        Pozdrawiam 2% wnioskodawców
        Inne 2%
    • enzo0 Czy ktoś wie jakie reformy przeprowadzili Węgrzy? 27.11.07, 18:44
      Wyraźnie odstają od reszty narodowości z bloku wschodniego.
    • enzo0 Panie i Panowie, koniec narzekania! 27.11.07, 18:47
      Jakieś konstruktywne propozycje lub analizy?
      • proteasom Ciesze sie z odezwu 27.11.07, 19:24
        Drodzy Forumowicze,

        Ciesze sie z odezwu jaki przyniosl moj artykul. Zaistniala sytuacja
        jest wynikiem procesu globalizacji. Polska nauka w swoim obecnym
        ksztalcie nie jest kompatybilna z nauka swiatowa. Czy sie to nam
        podoba czy nie, to my musimy sie przystosowac do standardow
        panujacych w swiecie, a nie na odwrot. Inaczej Polska nauka bedzie
        miala charakter skansenu.
        Zgadzam sie z wiekoszcia uwag zamieszczonych na forum, zwlaszcza z
        postulatami pozbawienia profesorow dozywotnich posad, w zamian za to
        ciagle zatrudnienie na kontraktach i uczestniczenie w uczciwych,
        ocenianych zewnetrznie konkursach. Sa to dzialanie drastyczne,
        wymagajace nowych rozwiazan ustawowych, choc istnieja w Polsce oazy,
        ktore funkcjonuja w ten sposob (na przyklad Miedzynarodowy Instytut
        Biologii Molekuakrnej UNESCO w Warszawie). Wielokrotnie pisalismy na
        lamach NFA o propozycjach reform. Niestety, byl to zawsze glos
        wolajacego na puszczy i pozostawal bez echa. Kolejne rzady zawsze
        zwracaja sie o ekspertzyze i pomoc w sprawach nauki i szkolnictwa
        wyzszego wlasnie do grona profesorow i rektorow, co oczywiscie nie
        prowadzi do zadnych zmian. Nikt nie podetnie galezi na ktorej
        siedzi. Gazety zamieszczaja wywiady z rektorami, ktorzy opowiadaja
        jak to jest dobrze w polskiej nauce. Kolejnymi minstrami nauki
        zostaja profesorowie. Tymczasem generalowie juz od dawna nie sa
        minstrami obrony. Ministrem nauki powinien zostac dobry menedzer,
        zorientowany w systemie finansowania nauki na Zachodzie, a nie
        naukowiec ze stopniem profesora. Konieczne jest zwiekszenie nakladow
        na nauke, ale powinny one pojsc w pierwszym rzedzie na reforme nauki
        a nie na finansowanie obecnych profesorow. Bedzie to kosztowne
        przedsiewziecie, ale bardzo oplacalne. Z obecnymi profesorami trzeba
        bedzie postapic jak z gornikami z nierentownych kopaln - dac im duze
        emerytury pomostowe, albo zatrzymac na uczelni w charakterze
        wykladowcow, pozbawic jednak prawa do decyzji (nie mowie oczywiscie
        o tych profesorach ktorzy maja swietny dorobek i przejda
        merytoryczna weryfikacje). Rektorzy i wladze dziekanskie nie moga
        pochodzic z wyboru, bo mierna wiekszosc profesorska zawsze wybierze
        wtedy wygodnych sobie kandydatow dazacych do utrzymania status quo.
        Rektorzy i dziekani powinni zostac wybrani na drodze otwartych
        konkursow z udzialem ekspertow zagranicznych w komisjach
        konkursowych. Potem trzeba przeprowadzic podobne, prawdziwe konkursy
        na kierownikow zakladow. Ci nowi ludzie musza byc oczywiscie
        zacheceni do podjecia sie tej pracy poprzez stosowne, wysokie
        pensje, inaczej zglosza sie do konkursow same miernoty. Kiedy juz
        stanowiska kierownicze beda obsadzone przez nowych ludzi nastapi
        powolna wymiana kadr, kazde nowe stanowisko zwalniane po odejsciu na
        emeryture starego profesora powinno juz byc obsadzane wg. nowych
        zasad. Celem zadoscuczynienia tradycji, to co w Ameryce nazywa sie
        tenura mozna nazwac w Polsce habilitacja, choc nie bedzie to
        zupelnie podobne do obecnej polskiej habilitacji. Jeden z
        forumowiczow zauwazyl, ze decydenci uznali, ze do wystapienia o
        grant ERC trzeba bylo miec habilitacje, co jest trudne do zrobienia
        w 9 lat po doktoracie. Rzeczywiscie, w Polsce habilitacja to
        ronoznaczne z zostaniem SAMODZIELNYM pracownikiem naukowym.
        Tymczasem w USA osoby przed tenura (takie jak ja) tez sa
        samodzielne. Jedyna roznica jest taka, ze przed tenura jestem
        rokrocznie oceniany pod katem produktywnosci i osiagniec naukowych i
        edukacyjnych. Po szesciu latach od rozpoczecia niezlaznej pracy
        specjalna komisja uzna czy nalezy mi sie awans i tenura, czy tez
        powiedza mi "do widzenia". Jak juz sie ma tenure, jest sie juz
        wlasciwie nieusuwalnym z uczelni, co jednak nie znaczy, ze nie
        trzeba nic robic, bo wladze maja rozne srodki nacisku, jak chocby
        to, ze polowa pensji pochodzi z grantow. Jak sie nie ma grantu,
        mozna nie dostac wyplaty. Sa w USA przeciwnicy tenury, ktorzy
        postuluja zatrudnianie na kontraktach do konca, jednak wiekszosc
        ludzi zgadza sie, ze tenura jest rodzajem dodatkowej premii za prace
        na uniwersytecie: zarabia sie duzo mniej niz w prywatnej firmie,a le
        za to ma sie pewna posade.
        Celem zmnijeszenia szoku, prpopnowane reformy mozna zacza
        przeprowadzac powoli, na przyklad od jednej, wzorcowej uczelni.
        Co do pytania redaktorow Gazety, czy mlodzi uczeni w ogole byli
        poinformowani o tych konkursie na granty ERC, to jest ono troche
        smieszne. Kazdy, kto aspiruje do bycia naukowcem powinien przegladac
        Nature i Science czy tez inne periodyki naukowe: w kazdym z nich
        pelno bylo zarowno ogloszen ERC jak i artykulow chwalacych powstanie
        ERC. Jak ktos nie czyta tych periodykow, to zapewne nei bylby w
        stanei napisac projektu badawczego. Naukowcy nie moga opierac sie na
        wytycznych z ministerstwa, tylko musza sami starac sie o granty.

        pozdrawim serdecznie,


        Czarek Wojcik
        • dalatata Re: Ciesze sie z odezwu 27.11.07, 20:08
          a gdyby podjac wczesniejsza idee, wiele z tego co Pan pisze
          osiagenlibysmy rezygnujac z pensum kadrowego: profesorowe
          przestaliby byc swietymi krowami i musieliby konkurowac miedzy soba.

          a sama habilitacja: mnie system amerykaski sie nie do konca podoba.
          bardzo watpie czy mozna by go juz od razu wprowadzic do Polski
          (najpierw musza wymrzec dinozaury).i wlasciwie poza zlikwdiowaniem
          kolokwium habilitacyjnego, reszta moze zostac.

          a pomyslu na to, zeby przekonac ludzi do tego zeby pisali uczciwe
          recenzje nie mam. tu, gdy pisze recencje czy referencje, mam
          poczucie ze jesli napisze nieuczciwa, to moze na tym ucierpiec moja
          reputacja. w polse jak o tym mowie, to sie wszyscy smieja.

          • proteasom Re: Ciesze sie z odezwu 27.11.07, 20:31
            Nic nie jest idealne, takze system amerykanski, niestety nic
            lepszego nie wymyslono. W USA tez bardzo duzo zalezy od ukladow i
            znajomosci, oceniam to na jakiejs 60-70%, jednak w Polsce jest to
            95% lub wiecej. Na przyklad, zeby dostac grant trzeba miec swietne
            wyniki, ale nie wychodzace z pewnych sztywnych ram, bo wtedy nie
            przejda. Nie mozna krytykowac ustalonych autorytetow w danej
            dziedzinie, zwlaszcza jak sie jest mlodym, bo to oni oceniaja granty
            i uwala wniosek. Przechodza granty bardzo dobre, ale nie odkrywcze.
            Do tego najlepiej miec wsparcie u czlonkow komisji, wiadomo ze w
            waskiej dziedzinie wszyscy sie znaja nawet w USA. Dopiero jak juz ma
            sie pieniadze, mozna zaryzykowac i czesc pieniedzy przeznaczyc na
            ryzykowny projekt, ktory jest za nowatorski by uzyskac grant.
            Idealem dla mnie jest taki system, jaki dlugo mieli Niemcy, ktorych
            stac na marnotrawstwo: wiekszosc kadry ma tam podobny poziom jak w
            Polsce i pracuje na wzglednym luzie, ma jednak wysokie pensje,
            nieusuwalne posady i przydzielone srodki na badania - w takich
            warunkach na 80 obibokow trafia sie 20 ktorym sie chce robic rzeczy
            dobre lub wrecz niekonwencjonalne. Obok tego systemu funkcjonuja tam
            jednak instytuty Maxa Plancka i inne osrodki, ktore dzialaja jak w
            Ameryce, moga wystepowac o granty z niemeickiego odpowiednika KBN-u
            itp.
            pozdrawiam

            Czarek
        • tuwpisznazwe Dostep do informacji kluczowy 30.04.08, 00:02
          Dostep do informacji jest jednak kluczowy. Normą na Zachodzie jest, że każda
          grupa/instytut zatrudnia osobe w administracji wyłącznie do wyszukiwania grantów
          i pomocy przy składaniu wniosków. Bo jeżeli pracownik naukowy ma sam sobie te
          granty wyszukiwać to już nie będzie miał czasu na naukę. Wystarczy spojrzeć
          choćby na stronę KBN, żeby się szybko zniechęcic - nie jest to wzór
          przejrzystości, oj nie. A czytanie czasopism zagranicznych, no cóż.... Samo
          dopchanie się do czasopism by sprawdzić literaturę to udręka walki ze
          wszechmocnymi paniami bibliotekarkami, które bronią dostępu do czasopism jak
          własnej cnoty. Na samą myśl, że mam chodzić tam co miesiąc i błagać o dostęp do
          najnowszych numerów by sprawdzić aktualne ogłoszenia o grantach robi mi się słabo.
    • 1europejczyk Nic nowego: konkurs UE niczgo nie "objawil" 27.11.07, 19:03
      Nie, zeby kogokolwiek obrazac ale stetryczale niejednokrotnie sprzedajne
      donosicielskie scierwa, ktore swoja "kariere" "naukowa" zbudowaly na
      sprzedajnych podpisach wspolpracy z radzickim namiestnictwem w Polsce, jakim
      byly SB, i od lat zajmujace eksponowane funkcje i stanowiska w polskiej nauce
      "uziemnily" ja wystarczajaco skutecznie na kilka dziesiecioleci nie mowiac juz o
      polskiej tradycji tytulomani w ktorej wazniejsza jest ilosc literek przed
      nazwiskiem od rzeczywistych dokonan naukowych, ktorych z reguly nie ma.
      No coz taki byl i jest wybor polskiej pseudointeligencji i polskich srodowisk
      naukowych (co jest mniej wiecej rownoznaczne), ktore w trosce o wlasna
      "wrazliwosc" wolaly stanac po stronie sprzedajnego zdradliwego donosicielstwa
      niz po stronie tych na ktorych donoszono.
      Nie wspominajac o naszej historycznej potrzebie napietnowania zdradliwego
      donosicielstwa i tradycyjnej juz wspolpracy, nie bezinteresownej, naszych
      przodkow z naszymi wrogami dla wlasnych partykularnych celow, ktora
      "zaowocowala" utrata panstwowosci polskiej.

      Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy ..
    • princealbert finansowac polskich naukowców? czemu? 27.11.07, 19:07
      Wole finansowac dobrych naukowcow niz polskich naukowcow.

      Czy to Belg czy Polak czy Fin, wazne by z wynikow ich pracy moglo skorzystac jak
      najwiecej ludzi.
    • wiktor1235 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 19:19
      Po pierwsze habilitacja nie jest wymysłem radzieckim, a niemieckim i
      jest we wszystkich krajach niemieckojęzycznych. Kraje te nie
      stanowią ariergardy naukowej. Po drugie, postępowanie pana docenta
      Wójcika jest co najmniej dwuznaczne. Jeśli się Polska nie podoba to
      trzeba ją zmieniać... w Polsce. Żaden kraj mniej rozwinięty nie stał
      się bardziej rozwinięty dlatego, że jego najzdolniejsi młodzi
      naukowcy wyjechali zagranicę i stamtąd krytykowali to, co się dzieje
      w Ojczyźnie. Kraje stają się bardziej rozwinięte jeśli ludzie na
      miejscu zakasują ręką i z kłopotami, trudnościami, ale tworzą. Pan
      doc. Wójcik miał w Polsce drogę do habilitacji usłaną różami, a
      zaraz po jej osiągnięciu zamiast walczyć w warsztat pracy, skupić
      wokół siebie młodszych itd, wyjechał i z zagranicy opluwał tych,
      którzy go promowali. W trakcie przewodu habilitacyjnego pan doc.
      Wójcik kreował się na odkrywcę proteasomów, co było o tyle zabawne,
      że one zostały opisane w roku 1979, kiedy zapewne był w szkole
      podstawowej lub przedszkolu, a pierwszą pracę na ten temat
      opublikował będąc na stypendium w Niemczech w 1995 roku. Nie
      zwracano na to uwagę w czasie przewodu tylko dlatego, żeby
      właśnie "nie utrącić młodego zdolnego człowieka". Ktoś tu słusznie
      oskarżył prof. Balcerowicza, gdyż to on był ideologiem
      niefinansowania polskiej nauki. Od 1989 roku w Polsce systematycznie
      zmniejsza się finansowanie nauki z pierwotnie około 1,5% dochodu
      narodowego na koniec komuny do około 0,3% obecnie. Z takimi
      nakładami na naukę to się tylko można cieszyć, że w ogóle jeszcze
      coś jest. Ale to nie umożliwia ani rozwoju ludzi, ani rozwoju
      instytucji. To jedynie umożliwia zorganizowaną likwidację, a ściślej
      wymieranie nauki. Wymierają starsi wykształceni za komuny, a nowych
      jest coraz coraz mniej. Jest też faktem, że za komuny do nauki
      trafiało znacznie więcej wybitnie zdolnej młodzieży niż obecnie,
      gdyż był to również wentyl do większej samodzielności, wyjazdów
      zagranicznych itp, a obecnie wszyscy którzy chcą robić wielkie
      pieniądze mogą je robić w biznesie więc już do nauki nie idą. W
      odróżnieniu od pana doc. Wójcika ludzie mojego pokolenia wracali ze
      stypendiów w Stanach do Polski, do M3 i Malucha i tu tworzyli
      laboratoria, tu wdrażali metody badawcze wcześniej w Polsce
      nieznane, tu przyciągali jeszcze młodszych a zdolnych i ich
      kształcili. A też mogli sobie kupić w Stanach dom i Cadillaca i
      pracować w znakomicie zorganizowanym systemie na pomyślność Stanów
      Zjednoczonych.
      • proteasom odpowiedz profesorowi Jedrzejczakowi 27.11.07, 19:40
        Jak sie uderzy w stol, to nozyce sie odezwa. Pod pseudonimem
        wiktor1235 oczywiscie kryje sie profesor Wiktor Jedrzejczak z
        warszawskiej AM, choc wstydzi sie podpisac swoim imieniem i
        nazwiskiem. To co Pan Profesor wypisuje to proba oczernienia mnie SB-
        ckimi metodami. Najwyrazniej Pan Profesor nie mial czasu i okazji by
        zajrzec do tego co napisalem, a szkoda. Niniejszym wyjasniam, ze
        proteasomy odkryli w 1980 roku Wilk i Orlowski z Mt Sinai School of
        Medicine o czym wielokrotnie pisalem chociazby w pracach
        przegladowych w jezyku polskim. Moje skromne osiagniecie to bylo
        odkrycie w 1994 roku powstawania agregatow bialek i proteasomow
        (pozniej nazwanych przez Kopito agresomami) podczas mojego pobytu w
        Heidelbergu.

        Czarek Wojcik

      • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 19:58
        Irytujace sa wycieczki jednego pokolenia wobec drugiego (a jesze
        bardziej opatrywanie tego 'gorszego' pokolenia czyims nazwiskiem).
        moze jeszcze sie okaze ze co wracali to byli 'prawdziwi' polacy.

        nie widze powodow jezdzenia maluchem, wole moim saabem. nie widze
        powodow, dla ktorych mam zamienic uiwersytet na ktorym nie tylko
        godnie zarabiam, ale na dodatek mam stworzone warunki do pracy
        naukowej.i zamiast wyklinac na doc Wojcika (ktorego nie znam, ale
        juz go lubie), moze lepiej sie zastanowic jak go zatrzymac w kraju.
        tak zrobil na przyklad Singapur.

        i tak naprawde szlag mnie trafia na takie upolitycznienie nauki.
        naukowiec ma pubikowac, a nie byc patriota.
      • wiktor1235 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 20:56
        Szanowny Panie Docencie: Akurat dobrze pamiętam, co napisał Pan w
        swoim autoreferacie. Mój nick jest powszechnie znany i Panu nie
        zabrało dużo trudu, aby go rozszyfrować, więc oskarżanie o
        anonimowośc jest nie na miejscu. Uważam, że wyrządza Pan jedynie
        szkodę polskiej nauce i swoim Nauczycielom i jest to niegodne. O SB
        to Pan wiele powiedzieć nie może, gdyż jest Pan za młody. Z
        pewnością SB nie było w stanie napisać moich prac naukowych, a myszy
        op/op ich wcale nie interesowały. O kształt polskiej nauki trzeba
        walczyć w Polsce. Gdyby Pan pisał to samo, co Pan pisze pracując
        tutaj miałby Pan zupełnie inny tytuł do krytyki. A jeszcze lepiej
        byłoby, gdyby to Pan był tym wybitnym młodym polskim naukowcem,
        który z Polski się przebił przez ten konkurs. Prawdę mówiąc,
        głosując za Pańską habilitacją miałem nadzieję, że wyrasta lider
        młodego pokolenia naukowców, który będzie tutaj tworzył, a nie że
        Pan zdezerteruje i bedzie jeszcze atakował tych, którzy się tu
        szarpią. Zaś oprócz moich publikacji, ja akurat wykształciłem wielu
        wybitnych naukowców. Nie potępiam osób, które uważają, że mogą
        zrobić większą karierę naukową zagranicą, gdyż jest to
        prawdą. "Mogą", gdyż często widzę niestety, że nie robią, że w obcym
        kraju nie są w stanie wykorzystać swojego talentu, a swojej Polsce
        go odmówili. Mogą i niech robią, ale pouczanie z punktu widzenia
        lepszej sytuacji, którą się gdzieś zastało tych, którzy w znacznie
        gorszej sytuacji sami praują nad jej ulepszeniem jest
        nieuzasadnione. Z poważaniem, WW Jedrzejczak
        • proteasom druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 27.11.07, 21:14
          Szanowny Panie Profesorze,
          Bardzo prosze znalezc w archiwum AM moj autoreferat i znalezc
          stosowny fragment w ktorym stwierdzam, ze odkrylem proteasomy.
          Jezeli tam naprawde jest, to wtedy sie publicznie ukoje,zdejmie
          czapke z glowy i przyznam Panu racje. Sadze jednak, ze caly czas
          myli Pan to z agresomami - te ostatnie rzeczywiscie ja odkrylem i na
          pewno tak twierdzilem w autoreferacie. Ron Kopito ze Stanfordu
          powtorzyl dwa lata pozniej moje wyniki nawet ich nie cytujac i
          wymyslil dla nich chwytliwa nazwe agresomu. Na ECBO 1999 w Bolonii
          wywolalem nawet awanture i Kopito publicznie przyznal, ze bylem
          pierwszy a cytat mojej pracy wypadl mu przez pomylke z ostatecznej
          wersji jego publikacji....
          Musze powiedziec, ze od czasu poprzedniej wymiany zdan zachodzilem w
          glowe, czemu to wlasnie Pan mnie atakuje, a nie osoby z AM ktore
          bylyby do tego bardziej uprawnione. Pamietam, ze w swoim czasie byl
          Pan postrzegany jako osoba "spoza ukladu" kiedy wygral Pan konkurs
          na szefa kliniki. Podejrzewam, ze gdyby doszlo do merytorycznej
          weryfikacji pracownikow naukowych, to Pan bylby jednym z tych, ktory
          taka weryfikacje by bez problemow przeszedl. Odnosnie Pana uwag, ze
          nic w Polsce nie robilem, to nieprawda, ja jeszcze bedac w Polsce
          probowalem cos zrobic. Bylem autorem "listu otwartego do wladz AM" i
          zebralem mnostwo podpisow napedzajac rektorowi Piekarczykowi sporo
          strachu kiedy zwolal specjalne zebranie pracownikow AM.
          Opublikowalem tez artykul w Rzeczpospolitej pt. "Badania jak
          zbrojenia". Po tym wszystkim odebralem sygnaly, ze takimi
          wypowiedziami nic nie zmienie, tylko zaszkodze swoim kolegom i
          wpsolpracownikom sciagajac na nich represje, co sie zreszta stalo.
          Wielu moich kolegow ktorzy zostalo w kraju mysli jak ja ale
          oficjlanie nic nie powie bo sie po prostu boi mobbingu, czemu sie
          nie dziwie. Dlatego pisac o tych sprawach mozna tylko z bezpiecznej
          odleglosci. Naukowcy krajowi wypowiadaja sie na NFA anonimowo.
          Wiekszosc moich polskich znajomych w USA nie traci czasu na pisanie
          czegokolwiek do poslkich gazet czy tez na dzialalnosc w cialach
          takich jak NFA bo uwaza, ze i tak nic sie nei zmieni, a szkoda ich
          czasu. Maja swoje zycie i swoja kariere, a czas to pieniadz. Ja
          jednak probuje cos zrobic pro publico bono, chocby w ten sposob.
          Pozdrawiam,

          Czarek Wojcik
          • wiktor1235 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 27.11.07, 21:40
            Szanowny Panie Docencie: chce się Pan przysłuzyć Polsce to niech Pan
            kogoś wykształci, kto tu w Polsce będzie pracował, jeśli sam Pan nie
            ma na to ochoty. Polsce potrzeba nie pojedynczego naukowca, tylko
            grupy, która zrobi "masę krytyczną", od której będzie mogło zacząć
            się tworzenie nauki na innym poziomie. To jest zawsze tak, że z
            czymś się walczy i w Stanach też się walczy. Im więcej będzie w
            Polsce dobrych naukowców tym na wyższym poziomie będzie ta walka i
            tym trudniej będzie tym, którzy nie poddają się międzynarodowej
            weryfikacji. Polsce nie pomoże się krytykując ją z oddali (o tyle
            widzę tu w Pańskim postępowaniu pozytyw, że najwyraźniej świadczy to
            o utrzymywaniu emocjonalnej więzi z Krajem), Polsce się pomoże,
            jeśli się w niej zwiększy liczbę wybitnych młodych naukowców,
            których niestety trzeba częściowo wykształcić zagranicą (tak samo,
            jak ja miałem mózgownicę przeoraną pobytem w Bethesda) i tu Pan może
            pomóc organizując jakieś stypendia itp. Ludzie nauki w Polsce
            wiedzą, jakie mają problemy i ich się zewnętrzną krytyką nie
            rozwiąże. Ludzie nauki są w sytuacji donkiszoterii i nie da się
            pomóc "Don Kichotom" wyśmiewając ich jeszcze, gdyż oni już tu są
            wyśmiewani. Z poważaniem, WW Jędrzejczak
            • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 27.11.07, 22:33
              wlasnie tego typu ataki, nauka ad hominem, powoduje ze tak wielu z
              nas nigdy nie wroci. mierzi mnie taka nauka, mierzi mnie taka
              dyskusja. i bardzo zaluje ze nie udalo sie porozmawiac na temat
              kondycji polskiej nauki. ot tak porozmawiac, bo przeciez nie
              zmienimy wiele.

              a co nas za granica. to prosze sobie nie uzurpowac prawa do
              oceniania nas.
            • andrexp Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 01:01
              Akurat sam podzielam pogląd Pana Jędrzejczaka, bo łatwo jest
              proponować rozwiązania, których skutków się nie doświadczy na
              wlasnej skórze. Zwłaszcza, że rozwiązania proponowane przez pana
              Wójcika i sp. wskazują głównie, co zrobić, by aktualny system nauki
              zlikwidować, ale WCALE nie dają ŻADNEJ gwarancji, że jego nowy
              system (przy tych samych nakładach) da lepsze rezultaty polskiej
              nauce. Znając polskie realia uważam, że propozycje pana Wojcika
              dadzą rezultay gorsze. Jestem np. pewien, że zlikwidowanie
              habilitacji i pozbawienie rad wydziałów decyzji w sprawach awansów
              naukowych, na rzecz "komisji zewnętrznych", które szybko okażą się
              komisjami ministerialnymi, sprawi, że stanowiska profesorskie staną
              się synekurami dla polityków, choćby tych w odstawce po przegranych
              wyborach (bo juz nie beda musieli spelniać naukowych wymagań stopnia
              habilitacyjnego). Ale pana Wójcika skutki jego ewentualnych
              rozwiazań dotyczyć przecież nie będą... Bardzo wątpliwym wydaje mi
              się założenie, że przyjęcie amerykańskich rozwiązań organizacyjnych
              da w Polsce te same rezultaty, co w Stanach. Bo tam przede wszystkim
              jest GIGANTYCZNA forsa na naukę. Nie wiem , jak można zakładać, że
              model funkcjonujący na olbrzymim amerykańskim rynku, będzie tak samo
              funkcjonowal w naszym małym kraju. Choćby słuszne hasło mobilności
              naukowców. W USA, każdy naukowiec ma kilkadziesiat uczelni do wyboru
              dla realizacji swojej specjalizacji naukowej. U nas, bardzo czesto
              dana specjalizacja jest realizowana w jednym ośrodku, a drugi
              podobny jest dopiero w Berlinie lub Paryżu. W wielu specjalnościach
              środowisko naukowe liczy 5 osob w całej Polsce. Czesto brakuje
              dostatecznie zorientowanych w danej specjalności recenzentów prac
              habilitacyjnych. To ewidentny problem róznicy skali zarówno
              środowiska jak i środków. Stawiam zaklad, ze po "reformie Wójcika"
              polska nauka bedzie wygladała tak, jak wywiad wojskowy po reformie
              Maciarewicza (gdzie w Afganistanie musimy korzystać z usług wywiadu
              USA). Zaś w nauce Polska będzie musiała sprowadzać specjalistów w
              wielu dziedzinach z zagranicy. To, co piszę to nie znaczy, że naszej
              nauki i szkolnictwa wyzszego nie trzeba reformować, tylko, że trzeba
              to robić tak, by jej nie zarżnąć do końca...
              Pozdrawiam
              • khmara Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 01:38
                andrexp napisał:

                > W wielu specjalnościach
                > środowisko naukowe liczy 5 osob w całej Polsce.

                I te 5 osob wzajemnie sobie recenzuje awanse, habilitacje, doktoraty
                wychowankow, wnioski grantowe. A jezeli 2 z tych 5 sa w konflikcie z pozostalymi
                trzema, to dopiero robi sie zabawnie. A recenzentow zagranicznych nie dopuszcza
                sie rzekomo z braku pieniedzy.
              • neurodeg Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 10:55
                Cytat: "Czesto brakuje
                dostatecznie zorientowanych w danej specjalności recenzentów prac
                habilitacyjnych. To ewidentny problem róznicy skali zarówno
                środowiska jak i środków."

                A dlaczego nie dopuscic recenzentow z zagranicy? Czy byliby mniej
                obiektywni od recenzentow krajowych?
                • nfa05 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 11:33
                  To jest sedno sprawy. Wszelkie postulaty aby włączyć do coeny
                  recenzentów zagranicznych np.
                  www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=2486
                  pomijane sa miliczeniem, w najlepszym przypadku.
                  Rzecz w tym , że u nas nie szuka sie recenzentow dobrze
                  zorientowanych tylko takich co napisza oczekiwana recenzje
                  pochwalna, albo uwalająca, niekoniecznie ze wzgledow merytorycznych.
                  Nie jest tajemnica, że niezalezni recenzenci jako niewygodni nie są
                  powoływani do recenzowania. A ponadto zorientowany dostatecznie
                  polski doktor może byc recenzentem zagranicznej 'habilitacji' ale w
                  Polsce nie może recenzować nawet dr ani wykładac czy formowac nowych
                  naukowcow szczególnie jeśli to robił dużo lepiej od 'profesorow'. I
                  o tych patologiach ani prof Jedrzejczak ani inni nawet nie wspomna,
                  a GW ( i nie tylko GW) ani słowa nie piśnie. A to przeciez sedno
                  sprawy. Nieprawdaż ?
                  • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 11:45
                    bo jak wiadomo znajomosc jezyka polskiego na swiecie jest
                    powszechna... chyba ze panstwo proponujecie habilitacje w jezyku
                    obcym. Proponuje po francusku (wszak jezyk kongresowy)

                    problemy polskiej nauki nalezy rozwiazac w Polsce,a nie recenzentami
                    zagranicznymi.

                    powtarzam: wszelkie porpozycje zmian musza uwzlgednic opor materii
                    ludzkiej i niezdolnosci polskiej nauki do rzetelnej oceny dorobku.
                    bez wzgledu na poglady polityczne, morale czy fizjonomie delikwenta.

                    a propozycje typu: lustracja, ktore niby maja oczyscic srodowisko sa
                    co najwyzej godne wysmiania (itak, skoro topisze, to z cala
                    pewnoscia vylem i jestem agnetem - kryptonim 008)
                    • nfa05 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 12:20
                      Nauka jest z natury rzeczy globalna więc w nauce z natury rzeczy
                      preferowany jest obecnie angielski jako najbardziej globalny.
                      Niezależne Forum Akademickie nie jest zwolennikiem utrzymania hab i
                      prof belwederskiej a zastapieniem systemu 'tytularnego' -
                      dorobkowym , czego decydenci nie chca bo nie chca nawet ujawniania
                      dorobku ! Jawna niejawność dorobku naukowego
                      www.nfa.pl/articles.php?id=59
                      wyodrębnianie nauki polskiej z nauki sensu stricto ma nawet pewne
                      cechy uczciwości, tak jak w założeniu nieuczuciwym systemie
                      komnistycznym nawet (o dziwo) uczciwie wydrębniano tzw. demokrację
                      socjalistyczną czy ludową od demokracji jako takiej, a miała sie ona
                      tak do demokracji sensu stricto mniej wiecej tak jak krzesło
                      elektryczne do zwyklego krzesła.
                      • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 12:36
                        Nie ma najmniejszego powodu zeby jezykiem nauki mial sie stac jezyk
                        angielski.to nie jest 'przezroczysty' wybor i wlasciwie niesie ze
                        soba tylko problemy i ideologiczne (intelektualne) i
                        praktyczne.wlasciwie zgadzam sie ze nie ma sensu mowic o nauce
                        polskiej, jednak jest sens mowic o nauce po polsku.i wazne jest zeby
                        podatnicy ktorzy placa za nauka mogli - przynajmiej teoretycznie -
                        przeczytac cos ludzie ktorych finansuja pisza.

                        Prof. 'tytularny' jest rowniez dorobkowy, choc akurat mnie sie
                        prezydencka profsura nie podoba specjalnie. o habilitacji pisaismy
                        juz na tym forum sporo i nie ma co wracac do tego. umyka mi kwestia
                        upublicznienia dorobku i na czym mialaby polegac, ale pewnie nie
                        znam na tyle warunkow polskich

                        co ma do tego kwestia demokracji socjalistycznej, nie wiem. jednak
                        sprowadzanie kazdej debaty do odnosnikow politcznych, najlepiej
                        komunistycznych, jest irytujace. a irytujace szczegolnie u kogos kto
                        chce oprzec nauke polska na dorobku i ja odpolitycznic.
                        • nfa05 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 13:06
                          Co do podatników to polecam np.

                          Petycja o zmniejszenie marnotrawstwa środków finansowych
                          księgowanych po stronie wydatków na naukę
                          www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=236
                          Przykłady projektów badawczych finansowanych ( ponad 100 000 zł)
                          przez KBN niestety bez ujawnienia ich wyników przed podatnikiem wg
                          bazy danych (niedanych) bazy.opi.org.pl/ cz.1

                          Szanowni zwycięzcy konkursów grantowych, którzy na swoje zapewne
                          niesłychanie ważne z punktu widzenia naukowego i o dużym znaczeniu
                          dla społeczeństwa badania otrzymali środki
                          z kieszeni podatnika proszeni są o przedstawienie wyników tych badań
                          ( publikacje !) aby zainteresowany podatnik mógł się z nimi zapoznać
                          i przekonać, że jego pieniądze nie poszły na marne. W niektórych
                          przypadkach wiadomo, że wyniki były i to bardzo dobre. Rzecz jednak
                          w tym, że w bazie danych (niedanych) informacji o tych wynikach nie
                          ma. Nie jest to w porządku w stosunku do podatnika jeśli się
                          pieniądze bierze i lekceważy pierwszego ofiarodawcę, jakim w
                          przypadku projektów badawczych KBN jest podatnik. Taki podatnik ma
                          prawo uważać się za ofiarę nieuczciwości grantobiorcy.
                          www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=218-------
                          Ci do upolityczniania dyskusji to 'dalatata' to sam wczesniej zrobił
                          więc czemu sie irytuje ?
                          • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 13:23
                            co do grantow, zgoda.jesli taka jest praktyka to jest to praktyka
                            naganna.przeroczystosc nauki tylko moze jej wysjc na dobre.

                            chetnie uslysze jak upolitycznilem nauke. nie cierpie
                            upolitycznienia nauki i chetnie posypie glowe piaskiem, jesli tak
                            zrobilem.
                            • nfa05 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 14:03
                              np. ni z gruszki ni z pietruszki :" propozycje typu: lustracja, ktore niby maja
                              oczyscic srodowisko sa
                              co najwyzej godne wysmiania (itak, skoro topisze, to z cala
                              pewnoscia vylem i jestem agnetem - kryptonim 008)"
                              To jest upolitycznianie dyskusji. a nauka jest u nas upolityczniona tow i sb i
                              ich wybrańcy nie mają problemów na uczelniach a ofiary - tak. Ostatnia ustawa o
                              szkolnictwie wyzszym 2005 to przykład upolitycznionej ustawy - bubla
                              legislacyjnego. Rektorzy poszli do Kwasa - mordo ty nasza- zrób nam ustawę aby
                              i nam było lepiej. No i im zrobił i mają lepiej.
                              • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 15:26
                                aaaa. przyjmuje do wiadomosci, choc sie nie zgadzam z tym.lustracja
                                jest/byla realna propozycja wobec nauki poslkiej.wedlug mnie bardzo
                                zla propozycja, agent czy nie,jak wymysli lekarstwo na raka to ja je
                                bede zazywal.

                                jesli to jest upolitycznianie, to w takim razie polityczne jest
                                wszystko, z czym akurat w duzym stopniu sie zgadzam.i czeste
                                odnosniki do komunizmu sa wrecz pozadane
                                • dinozaur47 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 21:55
                                  Do dalataty :
                                  Może Pan być pewien , UB-eki lekarstwa na raka nie wymyślą .
                                  Pozdrowienia
                                  Dinozaur ( z Neandertalu )
                                  • kwinks A właśnie, że wymyslą. Wyniki opublikują w 28.11.07, 22:48
                                    Wiadomościach Zielarskich i dostaną po katedrze dożywotnio.
                                    • dinozaur47 Re: A właśnie, że wymyslą. Wyniki opublikują w 29.11.07, 10:58
                                      Tyż prawda .

                                      Dinozaur
                        • khmara Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 13:22
                          dalatata napisał:

                          > Nie ma najmniejszego powodu zeby jezykiem nauki mial sie stac jezyk
                          > angielski.

                          Nie kwestionujmy faktow. Angielski JEST miedzynarodowym jezykiem nauki. Z
                          doswiadczenia wiem jedynie tyle, ze jezeli organizatorzy duzych,
                          miedzynarodowych konferencji dopuszczaja referaty w jezykach innych niz
                          angielski, to zazwyczaj brakuje chetnych do wygloszenia referatow w takich
                          jezykach. Dlatego tez inna stosunkowo czesta, a politycznie poprawna praktyka
                          jest publikowanie w jezyku angielskim ze streszczeniem w jezyku ojczystym autora.

                          > jednak jest sens mowic o nauce po polsku.i wazne jest zeby
                          > podatnicy ktorzy placa za nauka mogli - przynajmiej teoretycznie -
                          > przeczytac cos ludzie ktorych finansuja pisza.

                          I niech czytaja, ale dorobek w jezyku polskim powinien byc wtorny w stosunku do
                          dorobku w jezyku angielskim. To jest kwestia popularyzacji nauki. Bardzo wazna,
                          ale podatnik czasopism publikujacych artykuly badawcze nie czyta. Od tego sa
                          czasopisma, w ktorych publikuje sie artykuly przegladowe.
                          • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 13:31
                            alez ja nie kwestionuje tego.i dlatego zreszta od prawie 20 lat nie
                            napisalem niczego po polsku. ale to nie ma nic wspolnego z tym, czy
                            powinno sie pisac doktoraty czy habilitacje po polsku, a o tym mowa.

                            ale rowniez nie chcialbym zeby zniknely przerozne czasopisma po
                            polsku, bo od nich, na przyklad mlody pracownik naukowy, moze, jesli
                            chce, zaczynac. nalezy jednak je widziec w odpowiedniej
                            perspektywie.nie publikuje po polsku, jednak odrzucam teze ze jak
                            ktos nie publikuje po angielksu to juz nie ma nic do poweidzenia.

                            co wiecej, bardzo zle by bylo, gdyby nauka polska jedna zaczela sie
                            poslugiwac sposobem 'metrics' - ilosc cytowan (system ISI jest
                            stworzony na potrzeby rynku amerykanskiego i jest bezsensem
                            przenoszenie go do Europy czy Polski), ilosc pieniedzy itd. to
                            akurat tlamsi nauke (poza wybitnymi wyjatkami).
                            • khmara Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 13:44
                              Zmuszanie kogos do pisania pracy naukowej po polsku to glupota. Jezeli to jest
                              praca wartosciowa, to zeby ja opublikowac, z reguly trzeba ja najpierwsz
                              przetlumaczyc, a szczegolnie wartosciowe doktoraty sa czasami publikowane przez
                              znane wydawnictwa. To jest po prostu strata czasu.

                              Pisanie habilitacji jako drugiej rozprawy na stopien jest po prostu strata
                              czasu, bez wzgledu na jezyk.

                              • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 15:34
                                moze.pewnie zatem tacy ludzie jak Foucault, Habermas, Bourdieu, w
                                polsce Schaff byli glupcami piszac w swych jezykach ojczystych. dla
                                ulatwienia dodam ze wszyscy sa dostepni w tlumaczeniach, w tym
                                Schaff (i celowo jego przyklad daje).

                                choc ja nie pisze po polsku, uwazam ze nie ma wiekszego sensu
                                pietnowanie pismiennictwa polskiego.

                                a moja habilitacja z kolei,byla napisana po angieslku i wydana u
                                Sage'a (i nie, nie jestem anglista). ale zakladam,khmaro, ze tez nie
                                nie miala sensu.
                                • khmara Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 16:08
                                  > a moja habilitacja z kolei,byla napisana po angieslku i wydana u
                                  > Sage'a (i nie, nie jestem anglista). ale zakladam,khmaro, ze tez nie
                                  > nie miala sensu.

                                  Gdyby choc 10 % habilitacji z Polski bylo publikowanych przez renomowane,
                                  miedzynarodowe wydawnictwa naukowe, to mozna by uznac, ze pisanie kolejnej
                                  rozprawy na stopien ma jakikolwiek sens.

                                  Gdyby co druga, to Polacy wygrywaliby w cuglach konkursy na stanowiska
                                  profesorskie na wszystkich uniwersytetach amerykanskich.

                                  > moze.pewnie zatem tacy ludzie jak Foucault, Habermas, Bourdieu, w
                                  > polsce Schaff byli glupcami piszac w swych jezykach ojczystych

                                  Jezeli jestesmy przy historii nauki, to z reguly mijalo kilkadziesiat lat od
                                  publikacji oryginalnego dziela, zanim ukazalo sie tlumaczenie na powszechnie
                                  znany jezyk.

                                  dla
                                  > ulatwienia dodam ze wszyscy sa dostepni w tlumaczeniach, w tym
                                  > Schaff (i celowo jego przyklad daje).

                                  "Kapital" pary innych znanych filozofow tez. I co z tego?
                                  • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 16:33
                                    a zatem to nie idzie o sama habilitacje, ale o to co sie na nia
                                    liczy. i nie mam watpliwosci ze pubikowanie w wydawnictwie szkoly
                                    najwyzszej marketingu w psiej wolce nie ma wiekszego sensu. chodzi o
                                    jakosc dorobku i ad nauseam - o rzetelna jego ocene.

                                    reszta to drobiazgi. bo nawet habilitacja w dzisiejszej formule moze
                                    byc sensowna. sztuka jest zrobic tak, zeby zawsze byla.i to wedlug
                                    mnie jest kluczowy problem. dowolny system jest realizowany przez
                                    ludzi. i jesli ludzie beda nieuczciwi zawsze bedzie dochodzilo do
                                    naduzyc.

                                    Bourdieu umarl 2-3 lata temu. do konca pisal po francusku. Habermas
                                    jeszcze zyje, to nie jest historia nauki. to po prostu swietna
                                    nauka.rowniez dzis zyjacych polakow - garstke - tlumaczy sie na
                                    swiecie, strelau, sztompka, by wymienic pierwszych lepszych z brzegu.
                                    • khmara Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 17:07
                                      dalatata napisał:

                                      > a zatem to nie idzie o sama habilitacje, ale o to co sie na nia
                                      > liczy. i nie mam watpliwosci ze pubikowanie w wydawnictwie szkoly
                                      > najwyzszej marketingu w psiej wolce nie ma wiekszego sensu. chodzi
                                      > jakosc dorobku i ad nauseam - o rzetelna jego ocene.

                                      Alez oczywiscie, ze tak. W obecnym systemie i przy obecnych wymogach habilitacja
                                      nie jest i nie bedzie rzetelna ocena dorobku. Gdyby serio polskie wymagania
                                      habilitacyjne potraktowac (wartosciowa monografia to taka, ktora wyda znane
                                      wydawnictwo, w wydawnictwach uniwersyteckich publikuja magistranci), to liczba
                                      habilitacji rocznie spadlaby niemalze do zera. Do tego dodajmy nierzetelne
                                      recenzje, co wynika nie tylko z ukladowosci, ale rowniez czesto z tego, ze z
                                      braku krajowych specjalistow w dziedzinie, na recenzentow powoluje sie czesto
                                      osoby, ktore po prostu nie orientuja sie w tematyce danej pracy.

                                      Dlatego jestem za zniesieniem habilitacji i zastapieniem jej rzetelna ocena
                                      dorobku z udzialem recenzentow zagranicznych.

                                      • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 17:48
                                        a to tak naprawde sie zgadzamy. tyle ze ja to chce nazywac
                                        habilitacja a Pan nie. to juz jest calkowita drobnostka. pewnie nie
                                        zgodzilibysmy sie co do ewentualnego zakresu tych zmian - wedlug
                                        mnie glownym problemem jest realizacja systemu, a nie sam system,
                                        jednak szlibysmy w tym samym kierunku. a to juz cenne


                    • khmara Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 28.11.07, 13:13
                      Miedzynarodowym jezykiem nauki jest angielski. Jezeli ktos nie ma publikacji w
                      jezyku angielskim, to w nauce sie nie liczy, chyba ze jest romanista, albo
                      polonista. Argument o nieznajomosci jezyka polskiego przez recenzentow
                      zagranicznych to zgoda na to, zeby polska nauka zachowala charakter lokalny,
                      czyli zgadzamy sie na krajowy skansen i egzotyczne autorytety budowane na
                      pozorach dorobku naukowego.

                      Nb. polonistow o miedzynarodowej renomie tez mozna znalezc na zagranicznych
                      uniwersytetach.
                    • neurodeg Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 29.11.07, 11:41
                      Cytat:"bo jak wiadomo znajomosc jezyka polskiego na swiecie jest
                      powszechna... chyba ze panstwo proponujecie habilitacje w jezyku
                      obcym. Proponuje po francusku (wszak jezyk kongresowy)"

                      Odpowiedz: Nauki przyrodnicze i techniczne maja charakter globalny i
                      ja nie tylko proponuje ale wrecz wprowadzilbym obowiazek pracy
                      habilitacyjnej po angielsku (oczywiscie zakladajac ze praca taka
                      zostanie utrzymana w takiej czy innej formie). Po pierwsze osoba
                      ktora nie jest w stanie napisac takiej pracy po angielsku nie
                      powinna byc samodzielnym pracownikiem naukowym (w jaki sposob bedzie
                      w stanie napisac aplikacje o granty do fundacji miedzynarodowych,
                      przeciez angielski jest jezykiem obowiazkowym?) po drugie, cos co
                      nie jest napisane po angielsku po prostu nie istnieje w szerszym
                      swiecie naukowym bo niewielu ludzi jest to w stanie przeczytac (co w
                      konsekwencji prowadzi do zasciankowosci i braku uznania na arenie
                      miedzynarodowej). Fakty sa takie ze w sredniowieczu jezykiem nauki
                      byla lacina a dzis jest jezyk angielski (przynajmniej w dziedzinach
                      przyrodniczych i technicznych)i zaprzeczanie temu jest po prostu
                      smieszne.

                      • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 29.11.07, 13:01
                        pewnie nie istnieje, jednak jesli chcemy oprzec prace naukowa na
                        jakosci, to jezyk w jakim jest napisana nie swiadczy o niej.znam
                        calkiem niezla ilosc knotow po angieslku. przytaczalem juz takich
                        ludzi jak Bourdieu, Habermas, Kristeva, Foucault, ktorzy nie pisali
                        po angieslku i jakos zaistnieli.

                        praca ma byc dobra i porzadnie oceniona, a nie po angielsku.

                        a ten wywod ma sie nijak do tego ze w nauce dominuje angielski.
                        niestety nie oznacza to, ze wszystko oc po angieslku jest dobre, a
                        wszystko co po polsku czy wegiersku slabe.

                        a co do grantu, o ktorym pisze marzena2007, to ci, ktorzy mogliby to
                        zrobic, juz wyjechali :-).
                        • neurodeg Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 29.11.07, 16:17
                          Ja nie twierdze ze nie mozna zaistniec publikujac w jezykach innych
                          niz angielski i nie twierdze ze urzyty jezyk (polski, angielski,
                          chinski, wszystko jedno) jest wyznacznikiem jakosci pracy.

                          Twierdze natomiast ze we wspolczesnym swiecie naukowym (nauki
                          techniczne i przyrodnicze) o wiele latwiej jest zaistniec piszac po
                          angielsku. Nie ma zadnej watpliwosci ze prace pisane po angielsku
                          maja najwieksza rzesze czytelnikow a w zwiazku z tym sa
                          bardziej "widoczne" i bardziej poddane krytyce (w tym tej
                          niezaleznej z innych krajow).

                          Czy moglbys mi podac kilka konkretnych argumentow dlaczego
                          habilitacja po polsku (znow podkreslam w naukach technicznych i
                          przyrodniczych) mialaby byc lepsza od tej po angielsku i jaki jest
                          sens pisac po polsku jesli mozna (a moim zdaniem powinno sie) pisac
                          po angielsku ? Jeszcze raz podkreslam ze moim zdaniem w dzisiejszych
                          czasach osoby nie znajace jezyka angielskiego nie powinny byc
                          samodzielnymi pracownikami naukowymi (chocby dlatego ze nie sa w
                          stanie czytac najnowszej literatury).
                          • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 29.11.07, 17:47
                            to nie jest kwestia lepsze czy gorsze - jezyk nie stanowi o
                            lepszosci tesktu.dla mnie problem jest nieco inny: jakie
                            konsekwencje bylyby wymogu pisania habilitacji po angieslku (bo to
                            ze mozna, to wiemy - napisalem habilitacje po ang i wydalem w Sage).

                            Po pierwsze i najwazniejsze: o pracy decydowac musi jej jakosc, a
                            nie jezyk. to jest dla mnei kluczowe.

                            Po drugie, wprowadzalibysmy kryterium znajomosci jezyka w
                            uzyskiwaniu stopnia naukowego, co jest dla mnie zabawne, a
                            konsekwencje tego dosc powazne. ktos kto wymysla owo lekarstwo na
                            raka, ale nie mowi po angiesklu nie moze ze swego odkrycia
                            habilitacji napisac (nawet zakladajac ze wiekszosc i tak mowi po
                            angielsku, to jesli jeden taki sie znajdzie.....)

                            Po trzecie, choc wiekszosc z naukowcow polskich pewnie czyta i pisze
                            po angieslku w stopniu zadawalajacym, podejrzewam ze habilitacje po
                            ang nabijalyby kase glownie anglistom ktorzy by je wygladzali
                            jezykowo.

                            Po czwarte, ja mysle ze skoro wykladam po polsku, pracuje na polskim
                            uniwersytecie, mysel ze mam prawo do tego zeby pisac po polsku jesli
                            chce - to jest wazne prawo. czy ktos wyobraza sobie powiedzenie
                            amerykanom ze musza czytac czy pisac w jezyku obcym.

                            Po piate, wbrew pozorom wydawac monografie badawcze 'na zachodzie'
                            jest coraz trudniej. i koniecznosc wydawania po angieslku bylaby
                            problemem. ja wiem, mozna zrezygnowac z ksiazek (i ja mysle ze
                            polska upirdliowsc ksiazkowa jest tylko upierdliwoscia), jednak
                            rowniez mysle ze monografie badawcze w formie ksiazek rowniez maja
                            swoja wielkie zalety.

                            jak mi cos wiecej prrzyjdzie do glowy to napisze :-)
                            • khmara Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 29.11.07, 18:13
                              Przepraszam za zgryzliwosc, ale to jest typowo akademicka dyskusja. Po polsku
                              oznacza to na ogol - oderwana od realiow.

                              Toz przecie nie chodzi o to, zeby naukowiec mial prawo pisac w ojczystym jezyku,
                              ale o to, zeby mial rowniez prawo pisac w innym. Na razie sytuacja wyglada tak,
                              ze nie ma formalnego zakazu pisania prac na stopien w jezyku obcym (sic), malo
                              kto sie jednak na to wazy, bo mozna popasc w konflikt z CK.

                              Polecam lekture pisma z CK w sprawie rozpraw doktorskich:
                              www.pan.pl/ck/kategorie/komentarze/uwagi_doktorskich.pdf
                              Zwlaszcza zdanie ze strony 2 tego pisma, wymagajace tlumaczenia rozprawy na
                              jezyk polski:

                              "Dotyczy to więc takŜe rozprawy
                              doktorskiej, która ma być albo przedstawiona w języku polskim, albo gdy jest
                              w języku obcym (co jest dopuszczalne), powinno jej towarzyszyć w aktach
                              tłumaczenie na język polski."

                              Jak ktos jest ambitny i chce publikowac za granica, to niech pisze te sama prace
                              doktorska dwa razy!
                              • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 29.11.07, 20:28
                                nie szkodzi.ma Pan racje.a dyskusja to pismo to bzdura na
                                kolkach.kompletny idiotyzm.
                          • marzena2007 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 10:56
                            Witam, zgadzam sie 100% procentach Czytalam dane ze 98% artykulow pisanych po
                            francusku nie jest czytanych po roku. Co dopiero po polsku. Druga sprawa to
                            publikacje. Opublikowac ksiazke w USA jest b trudno, zmudny dlugi proces,
                            bardzo duzo manuskyptow, potem reviews etc. W Polsce : nawet ktos mi
                            zaproponowal, placisz 2.5 tys PLN i jest ksiazka! (Powiedzialam temu komus, ze
                            jest tak jest to po prostu obciach publikowac ksiazki w Polsce).
                            Dobra, zla, potrzebna, wszystko jedno. I interes sie kreci - jak powiedzial
                            Pszoniak w "Ziemi obiecanej."

                            Pzoa tym, wtedy profesor nie moglby byc glowa panstwa i nie mowic w zadnym obcym
                            jezyku ( samo z siebie to przynosi wstyd polskiej nauce).

                            Kto jest przeciw habilitacjom po angielsku i dlaczego?

                            • nfa05 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 14:31
                              Jasne, że trzeba publikować jak najwiecej po angielsku, ale jest to
                              róznie w różnych dziedzinach.
                              Nie jest tak, ze kaza pozycja napisana po angielsku jest lepsza od
                              pozycji po polsku. Angielskiego badziewia jest też bez liku.
                              Sa znakomite prace po polsku i kiepskie po angielsku a czasem
                              publikowane nawet w LF. Trzeba na to patrzeć nieco szerzej i zgodnie
                              z faktami.)
                              Habilitacji wcale nie trzeba pisac po angielsku a co najwyzej
                              okreslać dorobek naukowy w konkursach na stanowisko uwzgledniając
                              przede wszystkim powszechnie znane i cenione publikowane juz prace w
                              języku danej dziedziny.
                              Wstydu Polsce przynosił więcej prezydent który mówił po angielsku
                              a nawet uczył sie po francusku. Moze lepiej jakby wcale nie mówił, i
                              nie ukazywał się
                              • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 14:41
                                jeszce troche i zaczniemy sie zupelnie zgadzac. chyba mam problem z
                                jezykiem danej dziedziny, ale niewielki - mozna sie dogadac co do
                                szczegolow. troche przeczylbym sobie, skoro publikuje tylko po
                                angieslku,a moziwlbym ze publikacja w Zeszytach Humanistycznych AE
                                we Wroclawiu to to samo co publikacja w dobrym miedzynarodowym
                                pismie. a niestety w systemi punktacji, tak jest, a przynajmniej
                                bylo. i to jest tylko straszne.

                                ale najstraszniejsze jest to ze niestety to wszystko o czym mowimy
                                nie zostanie wprowadzone w zycie. wszak duzo latwiej jest nie robic
                                nic.
                                • nfa05 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 15:38
                                  "mam problem z z jezykiem danej dziedziny" Inni może też. Ale np.
                                  prace z dziedziny fiolologii francuskiej niekoniecznie muszą być po
                                  angielsku, z historii sztuki chyba także.
                                  • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 17:13
                                    niestety angielski wpycha sie wszedzie. mowie niestety, bo nie
                                    uzywamy angielksiego dlatego ze jest fajny czy wyjatkowo sie nadaje
                                    na jezyk nauki, ale ze wzgledu na dominacje polityczna i ekonomiczna
                                    USA na swiecie.

                                    ta dominacja rowniez przeklada sie niestety na to, jaka jest nauka,
                                    jakie sa systemy nauki rowniez w Europie, choc do UK jest bardizej
                                    zapatrzone w Wielkiego Brata.

                                    jednak perspektyw na odwrocenie takiego trendu wlasciwie nie widze.
                                    i poza wybitnymi jednostkami, zaistnienie na swiecie oznacza
                                    publikacje po angielsku. i moze tez dlatego wazne jest zachowanie
                                    odrobiny rozssadku nie zangielszczanie wszystkiego co sie za
                                    zangielszczyc.


                                    • enzo0 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 18:03
                                      Niestety nie zgodzę się. W języku angielskim można się wyrażać dużo
                                      precyzyjniej, oszczędniej i logiczniej niz w języku polskim i dlatego jako język
                                      nauki jest zdecydowanie lepszy. Podobnoż jeszcze lepszy jest język niemiecki,
                                      ale tym nie władam za dobrze więc się nie będę wypowiadał. Angielski ma też
                                      znacznie rozbudowaną bazę leksykalną. Prawdopodobnei ma najwięcej słów ze
                                      wszystkich języków.

                                      Enzo
                                      • kwinks Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 01.12.07, 18:39
                                        Angielski jest na tyle powszechny, ze znają go recenzenci -
                                        autorytety i potencjalni korzystający z pracy na świecie, z różnych
                                        krajów. Np. głupotą byłoby publikowanie po polsku pracy, którą i
                                        tak trzeba byłoby przetłumaczyć na trzy języki dla recenzentów np.
                                        z US, Szwecji i Japonii. Publikowanie w językach rodzimych powinno
                                        byc powiązane z upowszechnieniem publikacji w dla szerszej
                                        publiczności. Jest wielkie niezagospodarowane pole popularyzacji
                                        nauki. Wtedy spełnia rolę edukacyjną i kulturotwórczą. Śmieszą
                                        natomiast czasopisma "angielskojęzyczne" nie znane środowisku
                                        międzynarodowemu (od lat nie są na LF). Piszemy wtedy po ang. "do
                                        szuflady" dając zarobić tłumaczowi, albo marnujemy być może
                                        wartościowe wyniki (do których nikt nie dotrze). Tylko dla
                                        ewolucyjnie zapóźnionych dinozaurów "angielskojęzyczna" publikacja
                                        krajowa (poza LF) jest synoninem dobrej jakości pracy.
                                        • dalatata Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 01.12.07, 19:07
                                          LF to pewnie Lista Filadelfijska tak (poza polska ta nazwa chyba
                                          nigdie nie funcjonuje)? mysle i mysle co to jest... Czy komus
                                          przyszlo do glowy w Polsce ze LF nie jest obiektywnym wyrazem
                                          jakosci czasopism? Institute of Scientific Information (ISI)
                                          ustalajacy ja jest prywatnym przedsiebiorstwem grupy Thomson. co
                                          wiecej ISI jest przedsiewzeiciem na potrzeby rynku amerykanskiego, a
                                          nie europejskiego.

                                          Ostatnio opowiadala mi edytorka duzego wydawnictwa eropejskiego ze
                                          jechala do NY na spotkanie z przestawicielami Thomsona zeby omowic
                                          warunki finansowe (nie jakosciowe!) umieszczenie jednego z czasopism
                                          w ISI.

                                          moze wiec tezy o smiesznosci publikowania w czasopismach poza
                                          archytypicza Lista Filadelfijska nie sa az sensowne.

                                          i na koniec, w UK jest obecnie debata czy mozna korzystac z ustalen
                                          prywatnej firmy (Thomson wlasnie) przy rozdziale pieniedzy
                                          publicznych na badania. bo Thomson nie jest od jakosci tylko od
                                          robienia pieniedzy. warto o tym pamietac
                                          • enzo0 Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 01.12.07, 19:32
                                            Wskaż uprzejmie czasopismo o impact factor >5 które się znajduje się poza listą
                                            filadelfijską. Stąd własnie bierze się prestiż tej listy. Marudzenie o kwesti
                                            finansowej to tylko wymówka.

                                            Enzo
                                            • dalatata Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 01.12.07, 19:45
                                              nie potrafie. jednak impact faktory to glownie zabawka 'naukowcow'
                                              (tych od science a nie social science), poza ktora sa nieprzydatne.
                                              co wiecej mozna dosc latwo arguemtnowac ze LF to
                                              samograj.podejrzewam ze samo 'wejscie' na liste powoduje skokowy
                                              wzrost IF.

                                              czasopismo o ktorym mowie to jedno z glownych pism w swej dziedzinie
                                              w Europie. prosze mi wierzyc na slowo, bo nie wskaze ktore.

                                              mysle ze nie kazda krytyka jest marudzeniem, a nie kazde marudzenie
                                              nie ma sensu
                                              • enzo0 Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 01.12.07, 20:37
                                                Myślę, że w Twojej wypowiedzi ukryty jest jednak pewien aspek hipotezy
                                                Sapir-Whorfa :)
                                                W języku polskim pod słowem "nauka" kryje się wiele nie mających wiele wspólnego
                                                ze sobą dziedzin: nauczanie, science i humanistyka. Z jakiegoś powodu -
                                                językowego - ktoś wymyslił, że będą funkcjonowac w ramach jednego systemu a to
                                                kompletnie nie ma sensu.

                                                Co do IF, nie obchodzi cię, czy Twoja działalność ma jakieś oddziaływanie na
                                                innych? Sztuka dla sztuki? To dlaczego ERC miałoby finansowac sztukę dla sztuki?
                                                Znajdź sponsora - o ale nawet sponsor musi docenić :)

                                                Enzo
                                                • dalatata Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 01.12.07, 20:53
                                                  noooo. tylko z tego niewiele wynika nie? to nie dlatego polska nauka
                                                  jest w stanie zapasci ze inaczej rozumie slowo 'nauka'.

                                                  oczywisice ze obchodzi. ale ja tez wiem ze czaspopisma zachecaja do
                                                  cytowania swoich tesktow. nigdy to nie jest ultimatum, ale to jest
                                                  mile widziane. to jest tez IF.no i, tak jak mowie, w naukach
                                                  spolecznych IF nie ma wiekszego znaczenia.z roznych powodow, jakos
                                                  spoleczne teksty nie okresla sie za pomoca IF. jednym z przykladow
                                                  na to jest obecna rudna brytyjskiego RAE. inzyniery to same IFy,
                                                  kulturoznawcy, ani pol.

                                                  watpie zeby ci kulturoznawcy to takie polglowki byly i jeszczae
                                                  swiatla nie zobaczyly.

                                                  • kwinks Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 02.12.07, 00:48
                                                    Po pierwsze, jeżeli szukam dobrych prac z mojej dziedziny (nauki
                                                    przyrodnicze), wybieram czasopisma z Listy Filadelfijskiej, a nie z
                                                    listy ksiązki telefonicznej. Po drugie owa Lista słuzy naszemu
                                                    Ministerstwu Nauki do rankingowania jednostek naukowych, czyli
                                                    przydzielania kasy. Jest też uznawana na całym świecie jako
                                                    najlepsza (pewnie, ze nie doskonała) metoda obiegu wartosciowej
                                                    informacji naukowej. Ja rozumiem, że w naukach społecznych w
                                                    Polsce, żeby zaistnieć trzeba np. się pokazać w TV i klepnąć parę
                                                    banałów, czyli skomentować "sytuację polityczną".
                                                  • dalatata Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 02.12.07, 01:33
                                                    i w ten sposob tak jak Slowacki wielkim poeta jest, LF wielka lista
                                                    jest. bledne kolo sie toczy. co nie znaczy ze ISI nie zawiera listy
                                                    swietnych czasopism. jednak to nie o tym mowilem. mowie ze wybory
                                                    ISI nie sa jedynie motywowane jakoscia.

                                                    ten caly swiat niekoniecznie zawiera UK, a przynajmniej nie
                                                    bezkrytycznie. owo krytyczne podejcie przydaloby sie rowniez w
                                                    Polsce. mysle ze jest dosc wiele innych opcji pomiedzy Lista
                                                    Filadelfijska a ksiazka telefoniczna.

                                                    rozumiem ze ten ostatni przytyk to taka mala wycieczka osobista.nie
                                                    zna Pan mojego dorobku, wiec prosze go nie podwazac. ja nie mam ani
                                                    ochoty ani zamiaru licytowac sie na 'wielkosc'. ustepuje Panu
                                                    miejsca chetnie.to Pan jest lepszy, a ja pisze banaly. Wygral Pan w
                                                    100%
                                                  • kwinks Nie znam Pana. Ot, po prostu trafiłem. 02.12.07, 09:04
                                                    Jeżeli zna Pan lepszy system rankingowania i kontroli jakości nauki
                                                    na świecie to niech Pan poda Ministerstwu Nauki. Znam dosć dobrze
                                                    wady Listy Filadelfijskiej. Mam hasło dla zagubionych w mediach
                                                    humanisytów: TELEWIZJA SZKODZI.
                                            • neurodeg Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 02.12.07, 14:30
                                              Szanowni dyskutanci, prosze nie mieszajmy do dyskusji o jezyku
                                              pisania prac naukowych zagadnienia impact factorow bo to sa dwa
                                              rozne zagadnienia. Impact Factor nie jest najlepszym sposobem
                                              mierzenia jakosci publikacji i co do tego zgadzaja sie najlepsi
                                              exsperci, zalaczam linka do bardzo ciekawego artykulu na ten temat w
                                              PLOS Medicine:

                                              medicine.plosjournals.org/perlserv/?request=get-document&doi=10.1371/journal.pmed.0030291

                                              Czy sa czasopisma o IF wiekszym niz 5 ktore nie znajduja sie na
                                              liscie Thompson Scientific? Odpowiedz jest oczywiscie ze tak, jako
                                              przyklad podaje Journal of Biology z nieoficjalnym (no bo go nie ma
                                              na ISI Web of Knowledge) Impact Factor wiekszym niz 20, podaje link
                                              ponizej:

                                              jbiol.com/
                                              Mam nadzieje ze dominujaca pozycja Thompson Scientific wkrotce
                                              oslabnie bo tak zwane "open acces" journale przebijaja sie coraz
                                              mocniej a coraz wiecej ludzi kozysta z Google Scholar i innych
                                              alternatywnych zrodel do oceny cytowania.
                                              • dalatata Re: Państwo tu nie chwytają w czym rzecz. 02.12.07, 15:02
                                                o!juz nie jestem jak ten samotny bialy zagiel. dziekuje!

                                                a co do systemu ocen. Brytyjski Research Assessment Exercise jest
                                                wlasnie systemem ktory nie patrzy na to co my nazywamy 'metrics',
                                                czyli dochody z grantow, cytaty, IFs itd itd, tylko jest systemem
                                                globalnego peer-review dorobku departamentow. ma wiele, wiele wad,
                                                jednak jest nieporownywalnie lepszy od korzystania z tego co nam
                                                proponuje ISI.

                                                niestety rowniez UK idzie w kierunku metrics, choc nie w naukach
                                                humanistycznych i spolecznych.
                                                • kwinks I potem Państwo się dziwicie, że polska nauka 02.12.07, 22:21
                                                  jest jaka jest, czyli zaściankowa. Tu widać tą róznicę między
                                                  naukami "humanistycznymi" a przyrodniczymi w Polsce. Przyrodnik
                                                  musi sie sporo namęczyć aby zdobyć projekt (naogół dość drogi) i
                                                  jeszcze zdobyć punkty (np. część wydziałów Biologii wprowadziła
                                                  zasadę, że przyjmuje delikwenta do habilitacji od 120 pkt
                                                  Ministerstwa, opartych głównie na LF). No i teraz niech Panowie
                                                  sobie popolemizują z dziekanem np. Biologii UW, prof. Węgleńskim,
                                                  na temat Listy Filadelfijskiej, powodzenia! Nauki psycho-społeczne
                                                  dziś w Polsce to takie sobie koniunkturalne eseje. Np. Prof.
                                                  Czapliński, przed wyborami wieścił o nawrocie Polaków na prawicę.
                                                  Po wyborach wkurzony, że ludzie olali jego "badania", w Rzepie
                                                  walnął tekst wybitnie pro-pisowski. Pytanie brzmi, czy to jest
                                                  nauka? W jakich czasopismach publikuje Pan polityko-profesołek?
                                                  Gdzie tu jest dociekanie obiektywnej prawdy o społeczeństwie? Itd.
                                                  itp. Pocieszajcie się, ze Lista Filadelfijska jest niedoskonała i
                                                  ciągnijcie kasę z budżetu na swoje zamówione politycznie apologie.
                                                  Mam tylko nadzieję, ze już niedługo!
                                                  • dalatata Re: I potem Państwo się dziwicie, że polska nauka 02.12.07, 22:54
                                                    to z tymi poltycznymi apologiami bylo niepotrzebne, bo w
                                                    rzeczywistosci to nie o nie chodzi, nie? bowiem taki sobie Giddens
                                                    Antoni, plotka mowi ze pierwszy akademciki milioner w UK (to znaczy
                                                    pracownik nukowy kotry na ksiazkach nauowych, glwonie na podreczniku
                                                    Sociology, zarobil pona milion funtow), przylaczyl sie do Blaira i
                                                    stal sie jego glownym ideologiem. i co? i nic, bo on ma taki
                                                    dorobek, ze powali wszystkich na kolana. sobie moze pozwolic na to
                                                    zeby sie upolityczniac. jak by czaplinski byl jak giddens to niech
                                                    by se i do samoobrony z lpr przystepowal.

                                                    nie chce polemizowac z panem dziekanem, bo nie ma o czym. jesli juz
                                                    musi byc na slepo to lepsze to co w ISI, a nie w acta universitatis
                                                    psiawolniensis. ale to nie o tym byla rozmowa tak naprawde.
                                                  • kwinks Dobrze, ze wiemy o co naprawdę chodzi mimo 02.12.07, 23:45
                                                    przerysowań. Pozdrawiam.
                                      • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 18:54
                                        byc moze mozna powiedziec ze w angielskim latwiej o precyzje w
                                        wyrazaniu, choc kryteria sa nie do ustalenia. co to bowiem mialoby
                                        znaczyc 'precyzyjnie sie wyrazac'? jaki jest standard precyzyjnosci?

                                        z cala pewnoscia nie ma wiekszego sensu powiedziec ze w angieslkim
                                        mozna sie wyrazac duzo precyzyjniej.mysle ze to jednak przede
                                        wszystkim zalezy od wyrazjacego sie.

                                        choc zupelnie nie chce sugeorwac ze Pan enzo0 mial to na mysli,
                                        jednak tego typu stwierdzenia moga byc zalazkiem tez o lepszych
                                        jezykach, a zstad lepszych kulturach i lepszych ludziach. do
                                        Uebermenscha droga daleka ale swiatelko w tunelu jest widoczne.

                                        jeszcze raz: to nie jest przytyk do autora slow, ale do tego jak tie
                                        slowa mozna zrozumiec
                                        • enzo0 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 19:30
                                          Nie mam problemów z tym jak te słowa rozumiesz. Osobiście uwazam, że są kultury
                                          lepsze i gorsze (ktore to, to zależy jakie kryteria się przyjmie) Np. polska
                                          kultura naukowa przegrywa wyraźnie z innymi w kwesti skuteczności dostępu do
                                          grantów, co było przedmotem artykułu, który "komentujemy".

                                          Jeśli chodzi o język. Sa języki w którym "zajdź kangura od tyły i przywal mu
                                          kijem" to jest jedno słowo. Nie zaprzeczysz, że takie jęzki są doskonałe dla
                                          łowców? Tak więc można stworzyć obiektywne kryteria oceny przydatności różnych
                                          jęzków. Dlatego też próbuje się tworzyć lepsze sztuczne języki, poczynając chyba
                                          od Jana Amosa Komeńskiego a kończąc na lojbanie.

                                          Co więcej, język prawdobodobnie wpływa na procesy myślowe: hipoteza
                                          Sapir–Whorfa, Pirahã i te sprawy

                                          z szacunkiem

                                          Untermensch Enzo
                                          • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 19:41
                                            mnie nie o takie kutury chodzilo, ale akceptuje ten zwrot.

                                            moze i sa jezyki ktore maja takie slowa, nie slyszlaem jeszcze o
                                            takimjezyku w ktorym jednym slowem jest wyrazenie 'Hipoteza Sapira-
                                            Whorfa jest bardzo ciekawa hipoteza, jednak tylko hipoteza'. dzis w
                                            lingwistyce funkcjonuje glownie w badaniach nad jeyzkowym obrazem
                                            swiata a nie mysleniem.

                                            zakladajac ze krtyteria przydatnosci, to to samo co krtyeria
                                            precyzyjnosci (bo o tym zaczelismy) i ze mozna je ulozyc, to mam
                                            wielkie problemy z tym, ze jezyk angielksi jest rownie przydatny dla
                                            biologow molekularnych, astrofizykow, filozofow i socjologow.
                                            • enzo0 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 20:33
                                              dalatata napisał:

                                              > mnie nie o takie kutury chodzilo, ale akceptuje ten zwrot.

                                              Są rózne kultury i subkultury. Na szerszym poziomie, są jakieś powody dla
                                              których np. manicheizm, czy też carvaka, nie są głównym nurtem kulturowym obecnie.


                                              > moze i sa jezyki ktore maja takie slowa, nie slyszlaem jeszcze o
                                              > takimjezyku w ktorym jednym slowem jest wyrazenie 'Hipoteza Sapira-
                                              > Whorfa jest bardzo ciekawa hipoteza, jednak tylko hipoteza'.

                                              Nie ma języków idealnych. Choć pewnie w lojbanie by się dało ;)

                                              > dzis w
                                              > lingwistyce funkcjonuje glownie w badaniach nad jeyzkowym obrazem
                                              > swiata a nie mysleniem.

                                              nie znam sie na lingwistyce

                                              > zakladajac ze krtyteria przydatnosci, to to samo co krtyeria
                                              > precyzyjnosci (bo o tym zaczelismy) i ze mozna je ulozyc, to mam
                                              > wielkie problemy z tym, ze jezyk angielksi jest rownie przydatny dla
                                              > biologow molekularnych, astrofizykow, filozofow i socjologow.

                                              Wspólną cechą tych dziedzin jest posługiwanie się logiką i poszukiwanie prawdy.

                                              Zauważ np. że matematycy, którzy posługują się własnym jezykiem symbolicznym są
                                              dużo mniej zalezni od języków naturalnych, i nie jest niczym nadzwyczajnym
                                              cytowanie prac w kilkunastu językach.

                                              Enzo
                                              • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 21:29
                                                cos czuje ze moge wywolac burze tym stwierzeniem, jednak mam malo
                                                watpliwosci ze nauka nie ma nic wspolnego z dochodzeniem do prawdy.

                                                jezy mi sie tez pozostala czesc wlosow na glowie na mysl ze to jezyk
                                                angielski jest tym najbardziej przydantnym w poszukiwaniu prawdy.
                                                odrzucam to z calej sily.

                                                a ja sie nie znam na tym lojbanie, czymkowliek on jest
                  • andrexp Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 20:23
                    Oczywiście, recenzenci zagraniczni, to jest rozwiazanie, co prawda
                    tylko do prac doktorskich i habilitacyjnych. Trzeba oczywiście wziąć
                    pod uwage, że przedtem taka pracę trzeba przetłumaczyć na język
                    angielski, bo przecież nikt nie bedzie w tym celu uczył sie
                    polskiego. Wiem ile to pracy, bo mialem recenzenta zagranicznego
                    mojego doktoratu, no i tłumaczylem... To pewnie będzie dodatkowe
                    ulatwienie, bo przecież nfa caly czas uprawia swoja propagandę tak,
                    że teraz to młodym doktorantom i habilitantom rzuca sie klody pod
                    nogi, ale jak przetłumaczą sobie pracę na angielski (taką chocby z
                    literatury) to dopiero bedzie dla nich ułatwienie...
                    No i to, że średnio licząc za taka recenzje wypada zapłacić, a to
                    moze być koszt rzedu średniej penzji profesorskiej w Polsce. Ale
                    przecież można zlikwidować jeszcze trochę etatów na uczelniach i
                    wygospodarowane środki przeznaczyc na recenzje.
                    Co do projektow grantów, to recenzenci zagraniczni z pewnoscią
                    zrobią recenzję za darmo..., tylko niech sie potem autor grantu nie
                    zdziwi, jak gdzieś za granica odnajdzie patent na swoj pomysl
                    przedstawiony w swoim grancie...
                    • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 20:33
                      perspektywa zagranicznych recenzetnow zerujacych na polskich
                      podaniach jest wlasciwie dosc zabawna. i moze walcza jeszcze: to ja
                      chce recenzowac tego polaka, ja, ja!

                      moze jednak w Pana stwierdzeniach jest odrobina przesady.

                      i tak nawiasem, jeszcze nigdy nie dostalem pieniedzy za recenzowanie
                      grantow, nie mowiac o artykulach. pieniadze UK dostaje sie li tylko
                      za recenzje doktoratu (i to sa sumy w granicach 100 funtow, a zatem
                      symboliczne).

                      to niestety w polsce pisanie recenzji laczy sie z calkiem niezlymi
                      pieniedzmi. pare lat temu bylem na obradach rady wydzialu, gdzie
                      omawiano sytuacje doktoranta ktorego nie bylo stacna obrone - 3K dla
                      promotora, po 1.5K dla recenzetnow. strasznie bylo. i nikomu nie
                      przyszlo do glowy ze mozna by z tych pieniedzy zrezygnowac. przeciez
                      sie nalezy, nie?!
                      • andrexp Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 22:53
                        nie do konca przesadzam, naprawdę jest duża konkurencja w walce o
                        pomysły i o patenty na zachodzie, zwlaszcza w USA, a wielu moich
                        kolegów, ma całkiem niezle pomysły, że nawet strach je odkrywać w
                        naszych krajowych konkursach o granty. Bo recenzent (rónież
                        zagraniczny)może grant uwalić po to, by samemu wcześniej zrealizować
                        pomysł. Znane są takie przypadki...
                        Chyba że jest pan w ośrodku mielącym powietrze, a nie uprawiającym
                        naukę
                        • dalatata Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 01.12.07, 23:39
                          pewnie wlasnie w takim jestem. pozdrawiam i zazdroszcze zazdrosnikow.
            • marzena2007 Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi 29.11.07, 01:34
              Panie Profesorze: stypendiow sie nie "organizuje," o stypendia sie konkuruje,
              walczy. Jestem przykladem: nikt mi nic nie organizowal, sama jak palec zbadalam
              temat, zdalam potrzebne egzaminy, wyslalam dokumenty, dostalam stypendium.
              Dlaczego Pan Profesor nie wyjasni tego swoim studentom ze tu nikt nic nie
              oragnizuje tylko kazdy sam sobie organizuje?


        • dinozaur47 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 27.11.07, 23:25

          Hmmm... Szanowny Panie Kolego , z tym wracaniem -
          w połowie lat 70-tych najbardziej znanym operatorem kolan w Niemczech i chyba w
          Europie był kol . Stefan Lewandowski ( były sportsmen-biegacz , uczestnik trzech
          olimpiad , tzw. latający doktor ). Był on następcą i długoletnim
          współpracownikiem sławnego kol. Watanabe , który jako 1. Oberarzt w Sportklinik
          w Bad Canstatt wynalazł nowoczesną artroskopię tudzież instrumentarium do
          plastyk więzadeł. Kol. Lewandowski miał na swoim koncie ponad 8000 OP kolan , w
          tym 5000 plastyk ( wtedy największa ilość na świecie ) . Opracował szereg
          instrumentów . Zoperował w Niemczech sporo osób z gierkowskiej nomenklatury i
          sportowców i napisał do Minzdrawa , czy nie znalazłoby się coś dla niego w
          Polsce . Dostał odpowiedź od wiceministra doc. Andrzeja Wojtczaka ( obecnie jako
          emeryt na swoim rancho ) polecający natychmiastowy powrót go Polski i ubieganie
          się o jakieś zwalniające się stanowisko starszego asystenta .

          Pozdrowienia
          Dinozaur ( z Neandertalu ), ucieknięty po krótkiej działalności, jak to wtedy
          określaliśmy „naukawej” w przaśnie-siermiężnych czasach gomułkowsko-gierkowskich

          P.S: Dla Kol. Watanabe zbudowano w Tokio sporą klinikę z instytutem .
        • nfa05 do wiktora 1235 28.11.07, 09:52
          "O kształt polskiej nauki trzeba walczyć w Polsce" W Polsce też sie
          walczy o kształt nauki. Właśnie Niezależne Forum Akademickie
          www.nfa.pl dziala w Polsce i jest kierowane przez Polaka
          dzialającego w Polsce ale przy wsparciu Polakow pracujących za
          granicami .Postulaty zmian w systemie nauki w Polsce znajdzie pan
          pod adresem www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=2486
          Fakt, że podpisywali je głownie pracujący /studiujący poza granicam
          Nie bez przyczyny. Kto walczy na miejscu ten zdaje sobie sprawe, ze
          może miec skroconą głowę. Nie zawsze jest to widoczne na GW bo tak
          sie sklada ze i GW przyklada ręce do dzialań operacyjnych
          prowadzonych na najwyzszych szczeblach uczelnianych dla skracania
          głowy tym, którzy się osmielają o reformy walczyc
          www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=46 Jasełka akademickie z
          Rektorem UW w roli Heroda
          i którym skracano głowy już w latach 80-tych kiedy otwarcie także w
          okresie stanu wojennego walczyli z patologiami uczelnianymi
        • marzena2007 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 29.11.07, 01:26
          Panie Profesorze:

          Wlasnie probuje walczyc w Polsce o ksztalt polskiej nauki. Lubie Polske, kocham
          Polsce, wychodze na ulice i czuje sie dobrze: kazdy wyglada jak mama i tata, jak
          ciocia i wujek, fajne uczucie. Przeczytalam Pana wpis z zainteresowaniem. Mam
          doktorat z uczelni, ktora w rankingu amerykanskim czyli swiatowym zajmuje miejse
          1,2,3 (zalezy ktory rok i ktora dziedzina). Przyjechalam do Polski „stestowac”
          sytuacje: dowiedzialam sie, ze moj doktorat bedzie „wnikliwie przegaldany” i ze
          byc moze bede musiala przejsc przez egazminy uzupelniajace no i oczywisce
          zaplacic za procedure (500- 700 PNL). Trwac to ma kilka miesiecy. Pytalam o
          habilitacje poniewaz juz od dwoch lat materialy sa gotowe, artykuly, ksiazka,
          jej recenzje etc. Wszystkie publikacje w czasopismach amerykanskich i UK
          (ranking do zwrykikowania bo dostepny w internecie). Okazuje sie ZANIM w ogole
          kstos na rzuci okiem musze placic 15 tysiecy PLN (jest to nielegalne: w
          ministerstwie dowiedzialam sie, ze nikt nie ma prawa zazadac takiej oplaty).
          Wstalam i wyszlam. Nie chce tej habilitacji, nie chce rozwijac polskiej nauki,
          te naduzycia mnie napawaja wstrete. Obowiazkiem panstwowej uczelni promowanie
          kadr – jesliby oczywiscie tym co „tu zostali” choc troche na tych kadrach zalezalo.
          A propos, w Niemczech na pozycje ogloszone jako etat dla dr habilitowanego
          mozna sie ubiegac w amerykanskim PhD. Nie trzeba przechodzic zadnej habilitacji.
          Prosze sobie przeczytac artytul w Rzeczpospolitej (ostatni piatek, „Naukowcy nie
          wroca”).


          Teraz na temat komentarzy dotczacych dr Wojcika. Kilka uwag na wstepie:
          - Zycie amerykanskiego naukowca nie jest uslane rozami i to porownanie
          cadillac/maly fiat jest po prostu prostackie. Polscy naukowcy ktorzy
          wypowiadaja sie na temat systemu nauki w USA albo go nie znaja (bycie post doc
          iem to nie to samo co prawdziwa praca na uczelni) albo byli kiedys bardzo dawno
          a amerykanska akademia sie zmienia. 20 – 30 lat temu to nie to samo co dzisiaj.

          Ja nie znam osobiscie pana dr Wojcika ale wydaje mi sie ze znam czesc jego
          zycia: w USA kazdy walczy o granty; to jest czesc zycia.
          Ja mowie „walczy” a nie „ubiega sie”. Granty sie czesto konczy pisac kiedy
          inni sie budza, poswieca sie im niesamowita ilosc czasu po to czesto zeby sie
          dowiedziec: swietne ale znalazl sie lepszy. Konkursy sa zabojcze: moja ostania
          aplikacja miala 1% powodzenia: 400 aplikacjii z calego swiata na 4 miejsca .
          Fakt, ze chodzilo o prace z ciekawym noblista ale jednak. Jestem pewna, ze P
          Dr Wojcik wie o czym mowie i sam nie raz doznal uczucia, powiedzmy, zmeczenia i
          zawiedzenia. Oczywiscie nie zawsze to jest zawiedzenie ale chyba kazdy ma
          wiecej „ rejections” niz acceptance.
          Ile osob stara sie granty w Polsce? Nie wiem ale sadze ze nie tysiace tylko
          kilkanascie lub kilkadziesiac. Po prostu, inny kaliber.

          Co dr Wojcik powinien zrobic, to on wie najlepiej. To czy pracuje w Polsce czy
          gdzie indziej nie powinno byc przedmiotem oceny. To jego mozg, jego cialo –
          zyjemy w demkracji gdzie kazda jednostka zarzadza swoim cialem i mozgiem a nie
          w spoleczenstwie plemiennym gdzie inni decyduja o tym gdzie powinnismy zyc i
          pracowac. Szanuje Dr Wojcika za jego zaangazowanie w sprawy polskiej nauki. To
          wlasnie jest patriotyzm, wyraz trostki o Polske. Czym on jezdzi kompletnie nie
          ma znaczenia. Hulajnoga czy jaguar – jest mi to zupelnie obojetne.

          Chyba rok temu byla dyskusja o plagiatach w polskiej nauce: ci, ktorzy
          wskazywali te plagiaty byli oskarzeni o brak patriotyzmu! Ci , ktorym te
          plagiaty zostaly udowodnione , o ktorych pisano w gazetach, zachowali swoje
          tytuly. To jest skandal: po pierwsze, naukowy (w tym rozumowaniu cos nie tak
          z logika i wnisokowaniem przyczynowo skutkowym), po drugie etyczny i
          najprowdopodobniej prawny ( nie wiem czy w swietle prawa unijnego czlowiek,
          ktoremu udowodniono 50 str plagiat moze nadal byc dr habilitowanym i prowadzic
          uczelnie).

          W tym zjadliwym wpisie prof. Victora ( ze dr Wojcik szkodzi polskiej nauce)
          widze wlasnie ten pierwszy tego skandalu: to stan polskiej nauki prowokuje dr
          Wojcika a nie odwrotnie.
          • nfa05 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 29.11.07, 09:13
            Pieknie dziekuję marzena2007 za ten wpis i zachecam do popisania
            polskich perypetii doktorsko-habilitacyjnych. Gdyby były problemy z
            prasą papierową wysokonakladowa to portal NFA wwwnfa.pl jest do
            dyspozycji. Gorąco namawiam. Tylko przez ujawnianie takich spraw
            mozna cos zmienic.
            • marzena2007 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 29.11.07, 12:49

              tej sprawy nie trzeba ujawniac bo widze teraz ze to jest problem systemiczny, a
              nie osobny przypadek. I wiele innych przypadkow tez (vide rzeczpospolita,
              historie na internecie)
              Ja proponuje (na serio), zebyscie wystapili o grant do Unii o podciagniecie
              poziomu nauki polskiej (jej organizacji) do standartow europejsko-swiatowych.
              Tzn. wlasnie te 100 tys euro na rok/dwa lata (nad dokladna kwota prosze sie
              jeszcze zastanowic); prosze zbadac kazdy uniwersytet/akademie PAN (placowke
              naukowa) ile bylo habilitacji, wniskow itd. kto kiedy sie habilitowal i za ile.
              prosze znalesc tez info w internecie - nie ja jedna mam taki problem (to problem
              systemiczny!). Urzednicy o tym wiedza i nic nie robia. Wiem bo zglaszalam problem.
              Pieniadze ktore placowki wziely od ludzi powinny byc zwrocone im z procentami
              (to zwykle przestepstwo); ci, tkorym ten wymog przeszkodzil w habilitacji
              powinni zostac przeproszeni i zaproszeni do habilitacji w trybie ekspresowym
              (prosze tez zapraszac recenzentow z za granicy bo miejscowi "uwalaja" ludzi z
              lepszym niz oni wyksztalceniem); ci, ktorzy wzieli te pieniadze powinni byc
              oskarzeni jako osoby cywilne.
              Ja zapytalam w ministerstwie czy moze zadaja tych pieniedzy z newiedzy, pani
              urzedniczka powiedziala ze nie, bo bez przerwy wysyal pisma w tej sprawie.
              Prosze sie zajac kwestia plagiatow - czynnych naukowo trzepiacych kase
              trzepiacych plagiatorow. etc.

              Ja po prostu zaczynam sie zle czuc w tym pseudo naukowym srodowisku pelnym
              zwyklych cwaniaczkow ( przepraszam za kolektywna obraze ale to moje odczucie - z
              pewnooscia to nie dotyczy wszystkich ale szkielet tego systemu, to z czym ja sie
              stykam taki wlsanie jest, przemyslane cwaniactwo). Za racji tego ze naleze do
              tego srodowiska i sila rzeczy w pewnym stopniu sie z nim identyfikuje, zaczynam
              po woli tracic szacunek dla samej siebie.
              W nauce powinni byc ludzie wybitni pod wzgledem intelektu jak i zasad etycznych.

              Podsumowujac, fajne to forum akadamickie ale tylko na poczatek. Niczego nie
              zalatwia. Pisanie nie wystarczy. Nie jest efektywne. Trzeba robic cos
              konkretnego. Postrajcie sie o grant, zatrudnijcie prawnikow, napiszcie nowe
              przepisy, idzcie lobbyngowac do sejmu, do ministerstwa, wydajcie troche na
              reklame, dajcie "zwyklym " ludziom to do przeczytania, niech glowsuja,
              dyskutuja, itd.
              Pozdrawiam, mm
              • dinozaur47 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 30.11.07, 09:31
                Szanowna Pani Koleżanko , nie znajdzie Pani nawet 5 młodych , obiecujących
                naukowców , którzy jakby przyszöo co do czegon odważyliby się z Panią
                współpracować . Mojżesz ganiał Izraelitów przez 40 lat w kółko i na bosaka po
                pustyni aby wymarli ci , którzy pamiętali niewolę egipską .
                P.S. Dinozaur spisał krótko swoje przygody studenckie łącznie
                z uwagami na temat stosunku do tak modnych w Polsce egzaminów i jako надежного
                naukowca w przaśnie-siermiężnej gomułkowsko-gierkowskiej
                PRL , może je dla zainteresowanych przesłać e-mailem , do publikacji się nie
                bardzo nadają ( trudne do anonimizacji ).

                Pozdrowienia

                Dinozaur ( z Neandertalu ).

      • enzo0 Szok! 27.11.07, 21:53
        Zupełnie nie rozumiem ataku ad personam na pana Wójcika.
        Ale skoro już zabił Pan Profesor posła, który przynosi złe wieści, to może teraz
        usłyszymy od Pana Profesora jakiś konkretny plan działań na przyszłośc.

        Można obrażac ludzi, którzy wyjechali, lub którzy ośmielają się komentowac
        rzeczywistoc, nie mniej jednak fakty pozostają faktami:
        młode pokolenie naukowców, wychowane już w wolnej Polsce i osadzone w realiach
        swobody europejskiej, nieporównywalne z tym co było dostępne za komuny,
        kompletnie dało ciała w rozgrywce, która odbyła sie na zasadach fair play.

        Czym to wytłumaczyc?

        Genetyką - chyba nie?
        Nadmiarem wolności - niektórzy historycy nauki wysuwaliby takie tezy, ale
        realistycznie też nie.
        Drenażem mózgów w inne dziedziny ludzkiej działalności - to pewnie częsciowo
        tak, ale czemu np. Węgrzy tego problemu nie mają.
        Upadkiem edukacji szkolnej? - to czemu Amerykanie w tym konkursie mieli
        10krotnie większy sukces niż Polacy?

        A może totalnym upadkiem szkolnictwa wyższego, atrofią kultury naukowej, w
        sensie nauczania metod poszukiwania prawdy, poprawnego projektowania
        eksperymentów, poprawnego wnioskowania, elementarnej logiki, krytycznej analizy
        danych i publikacji, kreatywnego myślenia, konstruktywnej dyskusji, metod
        logicznego i poprawnego pisania prac naukowych, czy wreszcie poczucia co jest
        serio nauką, a co "robieniem dobrego wrażenia". Nie przypominam sobie bym
        kiedykolwiek zetkną się w znaczący sposób z którymkolwiek z powyższych w czasie
        mojej edukacji w polskim systemie.

        Myślę, że ta rzeczywistośc musi bolec, fakty muszą bolec i stąd ta reakcja
        niegodna naukowca.

        Enzo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka