pjpb
05.12.07, 16:08
szczegolnie ostatnio bardzo czesto podnoszona kwestia jest kwestia stylu -
poddam sie trendowi i nad sylem sie pochyle.
istotnie, wyglada na to, ze jaroslaw kaczynski postawil na totalna krytyke,
zamiast na role konstruktywnej opozycji. owszem, taka postawa nie jest dobra
dla polski - jak rowniez zapewne dla pisu. jest tylko male 'ale': czy istnieje
w polsce jakakolwiek tradycja kontruktywnej opozycji? nalezy dostrzec kilka
momentow wspolnego dzialania, glownie na forum europejskim - ale platforma tak
samo wolala krytykowac z zasady, niz podjac wysilek rzeczowej krytyki czy
pracy organicznej. nie gubmy wiec proporcji - wsrod polskich politykierow
_wszystkich_ barw dominuje przekonanie o skutecznosci wlasnie takiej
dzialalnosci opozycyjnej i krytyka akurat teraz wlasnie pis za ta globalna
tendencje jest nie fair.
jesli chodzi o stosunki pomiedzy rzadem a prezydentem: wyglada na to, ze sie
zgadzamy co do tresci, acz roznica w formie jest drastyczna. p. kuczynski w
nawiasach tylko nadmienil, jakie niedociagniecia popelnil rzad tuska w
stosunkach z prezydentem, ktore nie sprzyjaja powstaniu spojnej polskiej
polityki zagranicznej. bezlitosnie natomiast opisal zamiary, checi i plany
palacu prezydenckiego. problem w tym, ze o ile w przypadku p. kaczynskiego
mamy tu praktycznie same domysly, dzialania lub ich zaniechanie ze strony
rzadu sa faktami - i tym bardziej mnie ta dyspoporcja oceny razi. mam tu
wrazenie, ze wiecej widac dobrej woli ze strony prezydenta niz premiera.
jest jeszcze jeden aspekt ukladu tusk-kaczynski w polityce zagranicznej:
pracujac dla polskiej racji stanu mogliby naprawde sporo zdzialac. wezmy
chocby wizyte w brukseli: p. tusk jawil sie jako prawdziwy euroentuzjasta,
ktorego chec podpisania karty praw podstawowych blokuje grozba veta
prezydenckiego. uzgadniajac stanowisko i dzialajac zgodnie, mozna uzywac tego
argumentu wzajemnego szachowania sie z sukcesem czesto - z korzyscia dla
polski i bez szkody dla wizerunku.