Dodaj do ulubionych

Auld Lang Syne

08.01.08, 18:20
no i narodziła się taka nowa świecka tradycja, że każdego pierwszego
roboczego dnia nowego roku będę wpłacał 400 PLNów na edukację
młodzieży afrykańskiej, a konkretnie w Ugandzie. Może nie jest to
kwota porażająca, a wręcz śmieszna jak na nasze warunki, ale podobno
tyle kosztuje roczne kształcenie młodego Afrykańczyka
choć nie wiadomo co to ze mna będzie, gdyż nie posiadam nowych
papierów, które to (dla mnie z nieznanych dotąd przyczyn) zarządził
wyrobić do końca roku Namiestnik. Nie tak żebym wcale nie chciał, bo
aż taki odważny nie jestem, i byłem nawet 24 grudnia, ale odprawili
mnie z kwitkiem (a właściwie to bez żadnego), bo zbliżały się inne
ważne urodziny. A 31 grudnia, po odstojeniu swojego, okazało się, że
nie mają mojego odpisu aktu urodzenia. A skoro jestem to chyba się
urodziłem do jasnej cholery, nie? Może teraz postaram się coś
załatwić w Idy marcowe i mam nadzieję, że mnie nie zamordują...

a co do Roberta Burnsa, to w ogóle w historii poezji inny jego
wiersz mieści się w kategorii odniesienia liryki refleksyjnej, a
mianowicie Elegia do myszy co to... Zresztą fraza ...of Mice and
Men... posłużyła też Johnowi Steinbeckowi za tytuł jego słynnej
powieści ( i przemyślne plany i myszy i ludzi przeorze chłodny
lemiesz zwątpienia stalą - taka wariacja z pamięci na kanwie
tłumaczenia Stanisława Barańczaka:)

my tu o Szkotach, a w niedzielę miałem okazję posłuchać irlandzkiego
Thin Lizzy. Zresztą wcześniej wreszcie mogłem to uczynić nie z radia
a ze swojego sprzętu bezpośrednio z cd płytki Manu Chao (dla mnie
płyta ubiegłego roku) z potencją po godz. 13ej. Nie jest to zresztą
żaden rewelacyjny sprzęcior a zestaw Cambridge z kolumnami Avance.
Choć wielu w budżetowej kategorii do 2000 zł za klocek typuje go
jako niezły. A, i kabelki van den Hula. Wadiami nie trzeba się wcale
sugerować. Markiem Levinsonem zresztą też
No i całkiem całkiem brzmi na tym Uwertura 1812 Czajkowskiego z
Mercury Living Presence pod dyr. Antala Doratiego (nie jest to chyba
ulubiony utwór Waldemara Łysiaka;( ewentualnie może to wytropić
DeDektyw Inwektyw). Ponadto jest tu jeden z moich ulubionych
kawałków muzyki klasycznej - Capriccio Italien. Dodatkowo, aby chyba
dobić pana Waldemara, jest też Beethovena Wellington's Victory. Ta
kanonada przeszła zresztą niektórym szumnie koło uszu, gdy
nieopatrznie na swoim referencyjnych sprzętach zapodali powera, a z
głosników zafurczały tylko farfocle.
A wracając do Thin Lizzy, to w radyjku najpierwem żem usłyszał i tak
instynktownie wyciągłem dyskografię zespołu z półki (choć to trochę
dziwna dyskografia jest, którą podrzucił mi znajomy. Niby nic
szczególnego, bo i okładki są, i wkładki - z tekstami nawet - i
nadruki na płytkach, ale wszystko tylko w folii bez plastikowych
pudełek, ale najdziwniejsze jest to, że na jednym krążku są
ponagrywane po dwa longplaye. Poważnie! Widocznie w dzisiejszych
zabieganych komercyjnych czasach każde maksymalne wykorzystanie
czasoprzestrzeni jest wskazane. Zresztą kiedyś trafiłem u sprzedawcy
o ormiańskich rysach twarzy (a Ormianie są w czołówce, jeśli nie
przodują, światowego handlu) na podwójny dwupłytowy digipack Led
Zeppelin (zdaje się, że ostatnio są w modzie i dali dość głośny
koncert), czyli cztery w sumie składankowe płytki z książeczkami za
60 zeta. Normalnie okazja, gdy tymczasem taki sam zestaw w
tzw. "dobrych sklepach muzycznych" kosztował pewnie najmniej 250.
Członkowie LZ mieli duże poczucie swej wartości i pewnie byliby
jeśli nie wzruszeni to co najmniej podekscytowani oddolną inicjatywą
szerzenia popularności przez miłośników Ich muzyki. Zawsze dbali o
celeBreaty) i odpaliłem z kompakta rzeczone utwory (to cd Thin Lizzy
jeśli ktoś stracił watek - halo! jest tu kto?). Różnica była. Choć
to nie żaden klasowy tuner, a tylko walkman - tu muszę zaznaczyć, że
nie absolutnie jakiś "przenośny odtwarzacz" a z R w kółku, bo to
nazwa zastrzeżona oryginalnego Sonego - połączony ze wzmacniaczem z
wyjścia słuchawkowego minijackiem. Wiąże się z tym sprzęcikiem pewna
anegdota, gdyż trochę skitrany jest tam taki wihajster >mute<, co do
zadania którego nie miałem pojęcia, a który kiedyś nieopatrznie
przesunąłem i tak mi grało cicho na pół gwizdka i myślałem, że coś
się zepsuło. Aż któregoś dnia się bliżej zaciekawiony przyjrzałem i
przesunąłem na powrót. No i do dziś gra elegancko.
Swoja drogą to mnie trochę zastanawia dlaczego to "walkman"?
Przecież to nie człowiek chodzi i gra czy śpiewa, a odsłuchuje, nie?
Powinno być raczej walkplay-er. Discman wydaje się bardziej logiczny.
No i płytę Live & Dangerous lokuję w czołówce najlepszych płyt na
żywo. A najbardziej czadownie dla mnie pobrzmiawa kompilacja Emerald-
Massacre. Cygan Lynott muzykalnym facetem był
Choć bez dwóch zdań najlepszą koncertówkę zrobiono w Japonii
I by pozostać na bieżąco w historii rock'n'rolla, to chyba jakąś
książkę muszę kupić se

ha, byłem też na nartach wykorzystując sprzyjające okoliczności
przyrody, ale wkurzyłem sie tylko z lekka, bo wieśniactwo złaszczone
iluzoryczną wizją otrzymania rolnych dopłat unijnych zaorało (...of
mice and men...) dotychczasową gładką górke w pięknym ugorze,
niwecząc cało infrastrukture narciarsko i mogłem sobie tylko
poskakać (wprawdzie nie pryżki na łyżach s tramplina a jeno w ostrej
skibie). I my mamy być nowoczesnym państwem ?! Janek pokazał nam jak
zwyciężać mamy

aha, i Rosjanie odmrozili nam mięso, bo maskotką zimowej olimpiady w
Soczi został Mammoth Task. Czyżby konkurs na nazwę wygrał
przewodniczący Barroso?



Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka