Dodaj do ulubionych

Święte życie, święty lęk

13.01.08, 13:56
.
Obserwuj wątek
    • nick3 Słownik jęz. katolickiego: 'godność' 13.01.08, 14:26
      Słownik jęz. katolickiego


      'Godność' - po polinezyjsku 'tabu' (często w jęz. katolickim
      funkcjonuje w zestawieniu 'godność człowieka') - cecha przedmiotów
      sprawiająca, że są one objęte zakazem dotykania, którego złamanie
      ściąga gniew bóstwa.

      W kulturze katolickiej 'godność człowieka' cechuje przede wszystkim
      plemniki i zygoty. Sprawia, że każdy, kto się ich dotknie, staje się
      nieczysty.

      'Godność człowieka' może też dotyczyć działania.

      Szczególną wprost 'godnością' odznacza się w katolicyzmie seks, co
      sprawia, że budzi on w katolikach najwyższy niepokój, ponieważ w
      rezultacie owego zupełnie niezwykłego dowartościowania znakomita
      większość jego faktycznych realizacji dokonuje się 'niegodnie'.


      W następnym odcinku słownika: 'miłość'.

      • topolowka slusznie ! 13.01.08, 17:00
        Jezyk debaty o aborcji zostal calkowicie zawlaszczony przez
        katolickich "obroncow zycia". Malo kto ma odwage uzywac jezyka
        neutralnego.
        Przede wszystkim: ustawa z 1993 to nie "kompromis", tylko zakaz
        aborcji.
        Oraz pieklo kobiet.
        Nie jest ona oparta na zadnym rzekomym "konsensusie", ktore to slowo
        oznacza przewazajaca zgode co do czegos, a co do prawnej
        dopuszczalnosci przerywania ciazy ani w 1993 ani teraz zadnego
        spolecznego konsensusu nie bylo.
        Kobieta w ciazy to kobieta w ciazy, a nie "matka".
        Zarodek albo plod to nie "dziecko" ani "nienarodzony".
        • adrem63 język agresji 13.01.08, 19:58
          Ekscesy językowe dotyczą nie tylko debaty o aborcji.

          Jak łatwo zauważyć jak coraz więcej ludzi którzy mają możliwość
          zaistnieć na rynku medialnym stosuje język agresji, aby tylko
          przebić się ze swoim, zabłysnąć,
          zbulwersować odbiorców, osiągnąć jakiś tam „sukces”.

          Dotyczy to prawie wszystkich niezależnie od pozycji społecznej,
          orientacji politycznej, wykształcenia.
          Jest to tym bardziej szokujące i przykre jeśli w ten modus wpisują
          się ludzie od których oczekiwać moglibyśmy powagi, rozwagi, spokoju
          i bezstronności, a szczególnie ludzi zaliczanych do elit.

          Używanie języka agresji wydaje się być cechą na trwałe wchodzącą w
          naszą kulturę,
          nad czym można tylko ubolewać.
          • nick3 Życie w kapitalizmie a la polonais... 13.01.08, 23:28
            Byt kształtuje świadomość. I język.
            • adrem63 Niezupełnie, 14.01.08, 17:28
              myślę że ten język to jedna z cech ponowoczesności, której sile
              przemian podlega jak widać również i hierarchia kościelna.
              • nick3 A jednak:) 15.01.08, 02:47
                Ej, adrem, nie przekombinowujesz aby?:)

                Polska nie jest krajem najbardziej zaawansowanym na drodze
                ponowoczesności, natomiast bez wątpienia jej społeczeństwo odznacza
                sie o wiele większym stopniem nieufności, pogardy i agresywnej
                nerwicy niż ponowoczesne społeczeństwa Zachodu.

                Z kapitalizmem jako przyczyną kultury agresji sprawa natomiast jest
                prosta. I nie jest to bynajmniej oderwana od realiów zacinająca się
                marksistowska płyta.

                Społeczeństwo, w którym ludzie mają się znieczulić na cierpienie
                wywołane przez narastającą nierówność, w którym ma stać się
                naturalne i samo przez się zrozumiałe dążenie do maksymalnej
                (legalnej:) korzyści finansowej z każdego kontaktu z drugim
                człowiekiem, w którym jednostki nie podzielające tej wizji życia
                muszą być zdyskredytowane w oczach większości (aby system mógł
                trwać) - takie społeczeństwo po prostu nie może nie produkować coraz
                więcej postaw agresywnych (i moralistycznych:)

                Język jest tylko jednym z wyrazów tego.


                (Porównaj też np. estetykę produkcji dla dzieci za peerelu i teraz.

                Widać wyraźnie, że uformowanie psychiki konsumenckiej musi rozpocząć
                się jak najwcześniej.)
                • adrem63 Niby masz rację, 15.01.08, 19:03
                  a ja nie jestem pewny czy ponowoczesność jest dobrym określeniem,
                  wiele się jednak zmieniło również i w Polsce w ogólnym kontekscie
                  kulturowym w ciągu ostatnich lat po transformacji.
                  Jednym z indykatorów jest chociażby zwycięstwo wyborcze liberalnej PO
                  („najważniejsze są kapitał i własność”- Tusk).

                  Najbardziej widoczne zmiany to:
                  Uwiąd klasy robotniczej i związków zawodowych jako głównego aktora
                  na scenie politycznych przemian w nowoczesnym kapitaliżmie.
                  Rezygnacja z modernizacji społeczeństwa, społeczeństwo ukształtuje
                  się samo pod wpływem działania sił rynkowych.
                  Rezygnacja z aksjomatu silnego państwa.
                  Zmiana mentalności na konsumpcyjną, czyli mieć = być, dlatego -
                  „mieć za wszelką cenę”.
                  Przyjęcie propozycji powszechnego „wyścigu szczurów”, czyli „homo
                  homini lupus”.
                  Ogólny wzrost poziomu agresji.
                  Pewien specyficzny relatywizm moralny, lub może nawet przemeblowanie
                  aksjologii, na potrzeby tej nowej świadomości, czyli „po nas choćby
                  potop”.
                  Wypieranie religii chrześcijańskiej przez religię kapitału
                  i „wolności”.
                  Karłowacenie związków międzyludzkich, rodziny, prokreacji.

                  Język jest także składową tych zmian, jego „schodzenie na psy”,
                  czyli pisz cokolwiek, mów co chcesz byleś się przebił ze swoim i
                  miał „sukces” na rynku medialnym.

                  Naturalnie, że to wszystko wyrasta na gruncie kapitalizmu i jego
                  ewolucji do turbokapitalizmu powstałego w wyniku uwolnienia kapitału
                  i postępu technologicznego.

                  W Twoim tekscie tkwi jednak pewna sprzeczność, która każe mi się
                  zastanawiać,
                  czy Ty wartościujesz ponowoczesność pozytywnie czy negatywnie ?

                  • nick3 Może mam... 16.01.08, 00:50
                    adrem63 napisał:

                    > czy Ty wartościujesz ponowoczesność pozytywnie czy negatywnie ?

                    Pozytywnie.

                    Uważam, że "ucieczka jest do przodu, a nie wstecz".

                    adrem63 napisał:

                    > Wypieranie religii chrześcijańskiej przez religię kapitału
                    > i „wolności”.
                    > Karłowacenie związków międzyludzkich, rodziny, prokreacji.

                    "All that is solid melts into air!" (K. Marx)

                    Marks się z tego cieszył ("Communist Manifesto").
                    Tylko, że nie opisywał tego zjawiska twoim świątobliwym, prawicowym
                    (konserwatywnym) jezykiem. Widział przykre strony tego procesu, ale
                    też widział w nim konieczne przygotowanie dalszych etapów przemiany
                    społeczeństwa, z którymi wiązał duże nadzieje:)

                    Tyle o Marksie. Choć go cenię, nie jest dla mnie wyrocznią.

                    Dlatego nie jest mi straszna:

                    > Rezygnacja z aksjomatu silnego państwa.

                    Marks po prostu się pomylił sądząc, że gospodarka przyszłości, aby
                    była sprawiedliwa, musi być "ręcznie sterowana".

                    Humanizacja gospodarki nie musi odbywać się wcale na drodze
                    centralnego planowania i "ręcznego sterowania".

                    To naprawdę nie działa:) Tutaj zgadzam się z neoliberałami (czy
                    raczej z faktami:)

                    Nie zgadzam się tylko z wnioskiem, który stąd rzecznicy kapitału
                    pospiesznie wyciągnęli: że nieporozumieniem są wszelkie
                    pozaekonomiczne ingerencje etyczne w funkcjonowanie ekonomii.

                    Jestem socjalliberałem.

                    Cenię "wolność" (koniecznie w cudzysłowie!:)

                    'Prawdziwa wolność' mnie nie interesuje:)


                    Uważam, że indywidualizm (główne przesłanie ponowoczesności) jest
                    sam w sobie wartością i zdrowy socjalizm bedzie można poznać m. in.
                    po tym, że z nim nie będzie kolidować.

                    (Bo to nie sztuka zagnać ludzi do koszar i powiedzieć, że teraz są
                    równi, a więc także i 'prawdziwie wolni':)

                    Ja słowa Marksa o harmonii indywiduum i społeczeństwa traktuję
                    serio, a nie jako zasłonę dla autorytaryzmu.)

                    Także więc humanizacja gospodarki nie może polegać na systemie, w
                    którym trzeba policyjnie ścigać "spekulantów".

                    I to wszystko nie są pobożne życzenia! Popatrz na taką Skandynawię.
                    Przecież w porównaniu z Polską, można powiedzieć, że tam ów model
                    socjalliberalny, o którym mówię, jest niemal zrealizowany!

                    Choć, oczywiście, żeby system nadawał się do zastosowania w skali
                    globalnej, trzeba jeszcze wielu niewymyślonych dotychczas rozwiązań.


                    "Ucieczka jest do przodu, a nie wstecz."
                    • adrem63 Quo vadis ? 16.01.08, 22:14
                      > "Ucieczka jest do przodu, a nie wstecz."

                      Dlaczego uciekać, czy jesteśmy ścigani ?
                      Przed złym ? Dlatego do przodu, prosto w paszczę lwa ?

                      Zostawmy na razie nieboszczyka Karola w spokoju, niech mu ziemia
                      lekką będzie, dobrze myślał, ale nie przemyślał do końca, epilog
                      dopisała historia.
                      Zastanówmy się lepiej nad meritum.

                      Ewolucja stosunków społecznych w danym przedziale czasowym nie musi
                      być przecież pozytywna dla ludzi, chociaż można sądzić po
                      dotychczasowym przebiegu, że w skali tysiącleci tak. Dlatego nie
                      widzę powodu żeby cieszyć się z każdej zmiany w kontekscie
                      kulturowym mojego otoczenia.

                      Co można zdefiniować jako pozytywne w rozwoju społeczeństw ?
                      Z pewnością
                      możliwość intelektualnego i kulturowego rozwoju każdego człowieka,
                      poprawa stanu zdrowotnego, przedłużenie okresu aktywności życiowej,
                      pozbywanie się lęków (w drodze doskonalenia stosunków społecznych)
                      o utratę źródła utrzymania, przed staniem się ofiarą przemocy,
                      przed wykluczeniem i samotnością, egzystencjalnego,
                      możliwość kształtowania swego najbliższego i dalszego otoczenia,
                      utrzymania i wzbogacania środowiska naturalnego oraz bezpośredniego
                      kontaktu z nim, możliwość swobodnej komunikacji i przemieszczania
                      się,
                      że wymienię te najważniejsze.

                      Radzę się teraz zastanowić, czy ponowoczesność daje podstawę do
                      optymistycznej oceny w oparciu o te kryteria, jeśli popatrzysz na
                      świat nie przez pryzmat Twojej osobistej sytuacji, ale z punktu
                      widzenia różnych ludzi (empatia się kłania, bo
                      „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” lub „Byt określa
                      świadomość”jak zapewne wolisz”).

                      Jak łatwo zauważyć, w ponowoczesności te dobra są w zasadzie
                      dostępne, problem jednak w tym, że tylko dla nielicznych, a panujący
                      na świecie system neoliberalny w połączeniu z „wolnościowo –
                      samorealizacyjnym” postulatem, prowadzi do powiększania nierówności
                      i wykluczenia chyba coraz wiekszej liczby ludzi, wszak zwycięzcy są
                      nieliczni.

                      Panujący przy pomocy „wolności” system neoliberalny jest systemem
                      totalitarnym i jest już sprawcą wielu ofiar, a liczba ta osiągnie
                      rozmiary gigantyczne (ostateczne biologiczne rozwiązanie –
                      socjodarwinizm). Przy tym owa wolność zwycięzców będzie pozorna, bo
                      narastające nierówności będą stwarzały nieustanne zagrożenie
                      w postaci bandytyzmu i zorganizowanej przestępczości,porwań i
                      wymuszeń okupów, konieczności budowy murów, zabezpieczeń, więzień,
                      systemów ochronnych, podsłuchów itp. (co ma już częściowo miejsce)
                      nie chroniących całkowicie przed napastnikami.

                      > Humanizacja gospodarki nie musi odbywać się wcale na drodze
                      > centralnego planowania i "ręcznego sterowania".
                      > Także więc humanizacja gospodarki nie może polegać na systemie, w
                      > którym trzeba policyjnie ścigać "spekulantów".
                      > (Bo to nie sztuka zagnać ludzi do koszar i powiedzieć, że teraz są
                      > równi, a więc także i 'prawdziwie wolni':)

                      A znasz kogoś kto chciałby tego ?
                      Jeśli nie to oszczędź sobie klawiatury i nie imputuj mi czego nie
                      akceptuję.

                      Nie lubię tego bo to są zwroty z języka propagandy neoliberalnej.
                      A Ty określasz się socjalliberałem ? Zdaje się, że niedawno uważałeś
                      się za lewicowca ?
                      Zresztą, ja zawsze uważałem nazywanie Ciebie przez Donq`a lewakiem
                      za bezsensowne.
                      Jeśli bronisz jednak spekulanta to zauważ, że Twój Marks stawiał jak
                      pamiętam pracę przed kapitałem i ja się z tym zgadzam. Mało tego,
                      uważam, że ci którzy tą kolejność odwracają mają tyle wspólnego z
                      lewicą co Bush junior i jego klika.

                      Chociaż wskazujesz radośnie na model skandynawski to jednak
                      pamiętaj, że ten model stanowi ciało obce w panującym obecnie na
                      świecie systemie neoliberalnym, więc można się spodziewać tego
                      najgorszego, czego pierwszym symptomem była utrata po
                      kilkudziesięciu latach, władzy lewicy w Szwecji po niezłych rządach
                      Paerssona.

                      Aksjomat silnego państwa jest ważny, a jeśli chcesz go unieważnić to
                      powiedz w jaki sposób chcesz „humanizować gospodarkę” i
                      budować „harmonię indywiduum i społeczeństwa” ?

                      Ach zapomniałem, są jeszcze te „dotychczas nie wymyślone”
                      rozwiązania :-).
                      • nick3 Ultreia!:) 17.01.08, 00:19
                        adrem63 napisał:

                        > > "Ucieczka jest do przodu, a nie wstecz."
                        >
                        > Dlaczego uciekać, czy jesteśmy ścigani ?


                        No, cóż... dobrze nie jest (czy muszę ci tłumaczyć?). A może być
                        znacznie gorzej, jeśli w porę nie powstrzymamy tendencji
                        niekorzystnych. Zdanie o "ucieczce do przodu" jest cytatem. Użyj
                        innego słowa, jeśli cię drażni. Chodzi o to, że nie żaden powrót do
                        tego, co już było, lecz inteligentne rozwiązania nowe (te, jak z
                        uśmiechem zauważasz, "dotychczas nie wymyślone":) są tym, co może
                        przysłużyc się społeczeństwu (tak polskiemu, jak i globalnemu).

                        To chyba duża ilość wysokiej jakości rozwiazań szczegółowych będzie
                        głównym narzędziem przyszłego demokratycznego socjalizmu.

                        Socjalliberalizm (tak określam model skandynawski) jest jak
                        najbardziej rozwiazaniem lewicowym.

                        Nie uważam go za ostatnie słowo w rozwoju społeczeństwa, ale za
                        realnie możliwy (a to niemała zaleta!:) krok w dobrym kierunku.

                        Jeśli lewicowość nie ma polegać na dobrym samopoczuciu w związku z
                        własnym radykalizmem, to należy brać pod uwagę rozwiązania, które
                        realnie są w stanie dać nam jak najbardziej wolne i sprawiedliwe
                        stosunki społeczne.

                        > Chociaż wskazujesz radośnie na model skandynawski to jednak
                        > pamiętaj, że ten model stanowi ciało obce w panującym obecnie na
                        > świecie systemie neoliberalnym, więc można się spodziewać tego
                        > najgorszego

                        Nie jest tak źle:) Wiele czynników wymusza na kapitale kolejne
                        ustępstwa. Nawet w USA poważni ekonomiści zaczynają patrzeć z
                        szacunkiem na rozwiązania europejskie.


                        Sadzę, że w epoce rynku globalnego społeczeństwo musi dokonywać jego
                        prosocjalnej korekty poprzez swoją reprezentację polityczną na
                        trzech szczeblach: globalnym, państwowym i lokalnym.

                        Państwo chyba wcale nie będzie tu najważniejsze.


                        Ty zarzucasz mi, że coś ci imputuję, więc i ja nie bedę dłużny:)

                        Po pierwsze: błędnie robisz alternatywę z samorealizacji i empatii
                        (identyfikujac tę pierwszą z brzydkim "egoizmem", a brak tej
                        drugiej - sugerując mi co chwila).

                        Lewica dzisiejsza musi mieć na swoich sztandarach oprócz kolektywu
                        także indywidualność i jej swobodę. Ludzie potrzebują chleba i
                        wolności jednocześnie. I tylko w połączeniu dają one czynnik trzeci:
                        pokój.

                        Ponadto zidentyfikowałeś sobie (błędnie) ponowoczesność z
                        neoliberalizmem i masz chłopca do bicia.

                        A to nie tak. Ponowoczesność to głęboko humanistyczna akceptacja
                        ludzi w ich daleko idącej różnorodności.

                        Pietnowanie dążeń indywidualistycznych i samorealizacji prowadzi w
                        prostej linii do autorytaryzmu, który w moim odczuciu z lewicą nie
                        ma nic wspólnego.

                        "Spekulant" nie jest moim idolem. Pisałem tylko, że jestem przeciwny
                        ustrojowi, który żeby trwać, bedzie musiał ścigać go policyjnie.
                        • adrem63 Ciągle naprzód 17.01.08, 23:12
                          A my ciągle naprzód naprzód, a wróg za nami tuż tuż –
                          mawiali „dzielni” wojacy.

                          Ponowoczesność oceniasz pozytywnie, chociaż boisz się tendencji
                          niekorzystnych.
                          Najwidoczniej pokusa „wolności” jest większa od lęku miepewności,
                          wobec ewidentnie niekorzystnych tendencji, na które ma się dopiero
                          znaleźć antidotum.

                          > Socjalliberalizm (tak określam model skandynawski) jest jak
                          > najbardziej rozwiazaniem lewicowym.
                          Socjalliberalizm jest określeniem moim zdaniem wadliwym bo łączy w
                          sobie dwa przeciwieństwa
                          lub rzeczy wykluczające się (łysy brunet :-)), a model skandynawski
                          jest w zasadzie socjaldemokracją.
                          Wprawdzie i ja siebie też określam lewicowym (umiarkowanym)
                          konserwatystą , ale konserwatyzm oznacza tu przywiązanie do
                          tradycyjnych wartości lewicy.

                          > Wiele czynników wymusza na kapitale kolejne ustępstwa. Nawet w USA
                          > poważni ekonomiści zaczynają patrzeć z szacunkiem na rozwiązania
                          > europejskie.
                          Typowy przyklad wishfull thinking !
                          Tylko że spoleczeństwa kształtowane są nie przez „poważnych
                          ekonomistow”, ale przez jednostki lub mniejszości, które dokładnie
                          wiedzą czego chcą i mają w ręku cały arsenał środków do osiagania
                          celów.

                          > Sadzę, że w epoce rynku globalnego społeczeństwo musi dokonywać
                          jego
                          > prosocjalnej korekty poprzez swoją reprezentację polityczną na
                          > trzech szczeblach: globalnym, państwowym i lokalnym.
                          Takie samo pobożne życzenie,
                          bo w ponowoczesności reprezentanci przyjmuja rolę pośredników
                          pomiedzy kapitałem a spoleczeństwem kasujac prowizje od jednych i
                          drugich pracują w zasadzie dla kapitału,
                          Nie liczac niewielkich wyjątkow.

                          > błędnie robisz alternatywę z samorealizacji i empatii
                          > (identyfikujac tę pierwszą z brzydkim "egoizmem", a brak tej
                          > drugiej - sugerując mi co chwila).
                          Nic podobnego,
                          slowa egoizm nawet nie użylem, czytasz w myślach czy miedzy
                          wierszami ?
                          Wydaje się, że czasem w odmienym znaczeniu używasz słowa empatia, na
                          co Ci już zwrócił uwage, nie bez racji, Donq.
                          Braku empatii u Ciebie nie sugeruję „co chwila” tylko przypominam o
                          możliwości jej praktycznego użycia.

                          > Ponadto zidentyfikowałeś sobie (błędnie) ponowoczesność z
                          > neoliberalizmem i masz chłopca do bicia.
                          Nic podobnego,
                          źle mnie zrozumiałeś, ponowoczesność jest pojęciem szerszym, jest
                          mutacją kultury,
                          a neoliberalizm jako religia kapitału stanowi jeden z czynników, a
                          może nawet przyczyn owej mutacji. Wolę zatem bić w neoliberalizm
                          jako zło ewidentne, przyczynę owych niepokojących tendencji, a
                          ponowoczesnosć to ja dopiero jeszcze testuję.

                          > Ludzie potrzebują chleba i wolności jednocześnie.

                          „Nie samym chlebem...” i wolnoscią... , ludzie potrzebują znacznie
                          wiecej.
                          Ja jestem uczulony na słowo wolność, bo dzisiaj hasłem wolności
                          wycierają sobie gęby różne neoliberalne stwory, mające za cel
                          zawłaszczyć na tym świecie co się da, kosztem innych, dlatego
                          jestem już uczulony na „wolność”.
                          ”Wolność” służy im do pożegnania egalitaryzmu, solidaryzmu i
                          obowiązku.
                          Dlatego chętnie „świątobliwie” powtórzę powtórzę za JPII
                          „Nie ma wolności bez solidarności”.
                          Obydwa pojęcia mają ogromną pojemność, a ludzie jeszcze długo będą
                          się spierać o to ile wolności i indywidualizmu, a ile solidaryzmu
                          i egalitaryzmu, być może kiedyś znajdziemy wyznaczniki „złotego
                          środka” czyli „harmonię indywiduum i społeczeństwa”.
                          Warto nad tym właśnie teraz pomyśleć bo to istotne.

                          > Ponowoczesność to głęboko humanistyczna akceptacja ludzi w ich
                          > daleko idącej różnorodności.
                          No nie,
                          uważaj żebys nie przehumanizował :-). Proszę o przemyślenie i inną
                          definicję.

                          • nick3 Tęsknisz za czymś? 19.01.08, 01:32
                            'Liberalny' nie jest dla mnie słowem brzydkim. A jeśli cenię
                            wolność, to głównie tę 'fałszywą' (Uważam odkrycie, że
                            pojęcie "wolności prawdziwej" jest z istoty totalitarne, za trwały
                            wkład liberalizmu w dzieje uczłowieczenia świata.)

                            Odróżnić od "neoliberalizmu".

                            Wyznawcy "kultu rynku" wspierani w tym przez konserwę (i 'lewicę
                            nostalgiczną':) dokonali zawłaszczenia pojecia "liberalizmu". Dla
                            uczciwego odróżnienia nazywa się ich neoliberałami.

                            W USA 'liberal' jest tradycyjnie niemal równoznaczne z lewicą,
                            dlatego w Stanach wyznawcy rynkowego socjaldarwinizmu nie mieli
                            szans na zawłaszczenie tego słowa.

                            Liberalizm rozumiem tak: "Granicą wolności mojej pieści jest wolność
                            twojego nosa".

                            Ponieważ 'wolność nosa' to ewidentnie także wolność od dyskryminacji
                            i wykluczenia społecznego, więc nie widzę problemu co do możliwości
                            uzasadnienia potrzeby solidarności społecznej.

                            Liberalizm jest przeciwieństwem od autorytaryzmu, a nie od
                            socjalizmu.

                            A socjalizm - moim zdaniem - autorytarny być nie musi:)


                            Ponowoczesność:

                            Ponowoczesności nie umiem zdefiniować lepiej niż jako
                            odrzucenie 'nowoczesnego' europejskiego 'rozumu' (z jego roszczeniem
                            do uniwersalności) w imię obrony realnego ludzkiego indywiduum.

                            Jest to humanistyczne (w potocznym sensie tego słowa), a
                            nawet 'antyhumanistyczne' (pojęcie filozoficzne).

                            'Antyhumanistyczne' znaczy tyle, że tradycyjny
                            humanizm 'dziewiętnastowiecznej' lewicy zostaje tu przekroczony jako
                            de facto nie dość humanistyczny (w potocznym sensie tego słowa).

                            W końcu to on - całkiem logicznie - doprowadził do totalitaryzmu.

                            Tak więc rozumienie ponowoczesności jako przyjęcia, że różnorodność
                            ludzka nie jest czymś powierzchownym, co można w rachubach pominąć -
                            wydaje się nie najgorszą definicją.


                            "Nie ma wolności bez solidarności" - powiedział, o ile pamiętam, kto
                            inny niż Jan Paweł II-gi:)

                            Nie zauważyłem, bym słowa 'empatia' używał w różnych znaczeniach, a
                            już na pewno nie należy podejrzewać, bym czynił coś takiego w
                            niecnych, "liberalnych", zamiarach:)

                            Uważam, że autorytaryzm religii (i bliskiego jej mentalnie
                            nastawienia konserwatywnego) nie jest potrzebny do zaistnienia
                            empatii.

                            A w każdym razie nie tak to widzi mentalność lewicowa, o ile ją znam.


                            Za najpoważniejsze uważam zarzuty 'wishful thinking'.

                            Masz rację, że nie przedstawiłem nawet inspiracji (oprócz hasłowo
                            rzuconej "Szwecji") do owych "jeszcze niewymyślonych rozwiązań".

                            Nie dlatego, że takich inspiracji, a nawet daleko idących
                            propozycji, na świecie nie ma.

                            Lecz dlatego, że - podobnie jak np. bieżące wyniki z frontu badań
                            nauk ścisłych - wymagałyby starannego przedstawienia (a wcześniej
                            zrozumienia:)

                            Postaram się jednak podrzucić ci jakieś linki do stron z projektami
                            współczesnych rozwiazań lewicowych.

                            Nie są one przesycone nauką Jana Pwała II-ego:)

                            I nie dlatego, że cała nowa lewica jest a priori antyreligijna.

                            Bardziej chrześcijańskie ośrodki mysli lewicowej inspiruja sie
                            jednak przede wszystkim myślą (i praktyką) tych, których JPII
                            prześladował - 'teologów wyzwolenia'.

                            Nie nie były (są!) to zadne potwory z nożem w zębach, jak
                            wiernopoddańcza wobec JPII literatura to przedstawia.

                            Żadni "krwawi marksiści".

                            Może właśnie - autentyczni chrześcijanie?:) (ale czy jestem
                            ekspertem w tej sprawie?)

                            W każdym razie księża kombonianie, regularni alterglobaliści, którzy
                            wraz ze stałą gwardią jeżdżą na akcje protestu przeciwko
                            kapitalistycznej globalizacji, zrobili na mnie bardzo pozytywne
                            wrażenie.

                            Są też mocno krytyczni wobec obecnego kierownictwa Kościoła (JPII,
                            BXVI)

                            Przecież Chrystus był... alterglobalistą:)
                    • adrem63 I jeszcze jedno, 16.01.08, 22:46
                      jeśli określasz mój język jako świątobliwy i konserwatywny a nawet
                      prawicowy, to winien mi jesteś wyjaśnienie z czego to wnioskujesz.
        • mg2005 Re: slusznie ! 15.01.08, 08:55
          topolowka napisała:

          > Zarodek albo plod to nie "dziecko" ani "nienarodzony".

          A noworodek to noworodek, nie człowiek...
      • mg2005 Re: Słownik jęz. katolickiego: 'godność' 15.01.08, 08:58
        nick3 napisał:

        > Słownik jęz. katolickiego
        >
        >
        > 'Godność' - po polinezyjsku 'tabu' (często w jęz. katolickim
        > funkcjonuje w zestawieniu 'godność człowieka') - cecha przedmiotów
        > sprawiająca, że są one objęte zakazem dotykania, którego złamanie
        > ściąga gniew bóstwa.
        >
        > W kulturze katolickiej 'godność człowieka' cechuje przede
        wszystkim
        > plemniki i zygoty. Sprawia, że każdy, kto się ich dotknie, staje
        się
        > nieczysty.

        Ośmieszasz się...
        • nick3 Re: Słownik jęz. katolickiego: 'godność' 16.01.08, 00:13
          Mylisz się:)

          Pokazuję w jaki sposób Kościół chytrze zawłaszczył renesansowe
          pojęcie 'godności człowieka' i zmienił jego sens, tak ze obecnie
          jego działanie jest niemal przeciwstawne do tego, które nadawali mu
          renesansowi wolnomyśliciele.

          Dla nich 'godność człowieka' oznaczała pewną wrodzoną człowiekowi
          dumę (która m.in. wykluczała typowe dla religii uczucia niewolnicze).

          Dla Jana Pawła II-ego 'godność człowieka' jest to pewna
          abstrakcyjna, metafizyczna cecha przypisywana różnym sprawom przez
          teologię moralną.

          W istocie służy do szantażowania moralnego jednostek.

          Tam gdzie dawniej groził "gniew boży" (a jeszcze dawniej
          polinezyjskie "tabu":), tam dziś ma straszyć ustalana przez teologów
          moralnych 'godność człowieka'.

          Cecha plemników i zygot:)

          Występuje ona dokładnie tam, gdzie w dawniejszym katolicyzmie
          groził "gniew boży", a w Biblii hebrajskiej - gdzie coś
          było "obrzydliwością w oczach Pana".

          Dlatego coś jest mocno na rzeczy w tym co piszę, że ta cała
          papieska "godność człowieka" to tylko przemalowane
          archaiczne "tabu", przed którym drżał człowiek pierwotny.
    • dalatata Święte życie, święty lęk 13.01.08, 20:53
      Niestety zgadzam sie z tym artykulem.

      a jak bym mial stawiac pieniadze, to postawilbym na to, ze za te
      trzy lata trzeba bedzie demostrowac za in vitro.

      co wiecej, zupelnie znikla z debaty, debata obywatelska. Pytanie,
      czy stac panstwo na refundacje takich zabiegow, jest zasadnym
      pytaniem. ale jak pytac o to, skoro wszystko sie toczy na poziomach
      czystej ideologii. i nikomu nie przychodzi do glowy, ze w pnastwie
      neutralnym swiatopogoladowo te roznice nie maja znaczenia. panstwo
      nie ma prawa sie opowiadac sie za jedna ze stron. w tym wypadku
      oznacza to ze jesli medyczna usluga jest mozliwa, powinna byc
      dostepna. jedynym pytaniem jest pytanie o budzet panstwa. dla mnie
      to dosc oczywiste, ale ja mieszkam w UK
      • nessie-jp Re: Święte życie, święty lęk 13.01.08, 22:08
        To jest w ogóle niesłychanie szkodliwe, że tę kwestię rozważa się w jakichś
        kategoriach "moralnych". To utrudnia, a nawet uniemożliwia jakąkolwiek rozsądną
        debatę. Jak można być przeciwnikiem refundacji in vitro, a jednocześnie osobą
        potępiającą idiotyczne ekscesy kleru na tym tle? Udział kleru katolickiego w
        debacie socjologiczno-ekonomicznej całkowicie ją spolaryzował. Teraz możliwe są
        dwie opcje
        • dalatata Re: Święte życie, święty lęk 13.01.08, 22:19
          znow sie zgadzam. zaczyna mnie to martwic :-)

          nie wiem czy konkordat jest problemem (nie mam zdania). nei mam
          watpliwosci ze przeniesienie debaty rowniez na medyczne aspekty jest
          bardzo wazne.
        • mg2005 Re: Święte życie, święty lęk 15.01.08, 08:58
          nessie-jp napisała:

          > Nikt już nie zapyta o negatywne MEDYCZNIE aspekty upowszechniania
          sztucznego
          > zapłodnienia,

          Rzeczywiście, zwolennicy 'in vitro' przemilczaja jego 'ciemną stronę'
          • dalatata Re: Święte życie, święty lęk 15.01.08, 15:44
            mg2005:

            > Rzeczywiście, zwolennicy 'in vitro' przemilczaja jego 'ciemną
            stronę'

            to sie nazywa wyrwac z kontekstu! nie ma zadnej ciemnej strony.
            kazda procedura medyczna, im bardziej inwazyjna, tym bardziej, ma
            skutki niepozadane. kazde lekartwo ma skutki niepozadane (nawet
            paracetamol). i w spoleczenstwie obyewatelkim, obywatel korzystajac
            z uslug medycznych ma prawo wiedziec, co niesie ze soba procedura,
            ktorej sie poddaje.

            zawlaszczenie debaty nad zaplodnieniem pozaustrojowym dla celow
            ideologicznych powoduje, ze medyczna strona procedury jest
            traktowana po macoszemu.

            wiec, mg2005, nie obrazaj ludzkiej inteligencji takimi tekstami. bo,
            tak jak zarzucasz to innym, osmieszasz sie misiu.
            • mg2005 Re: Święte życie, święty lęk 15.01.08, 21:42
              dalatata napisał:

              > nie ma zadnej ciemnej strony.
              > kazda procedura medyczna, im bardziej inwazyjna, tym bardziej, ma
              > skutki niepozadane.

              Sam sobie zaprzeczasz...

              > wiec, mg2005, nie obrazaj ludzkiej inteligencji takimi tekstami.
              bo,
              > tak jak zarzucasz to innym, osmieszasz sie misiu.

              Ja stwierdziłem fakt. Chcesz dyskutować z faktami - "misiu" ? :)
              • dalatata Re: Święte życie, święty lęk 15.01.08, 23:15
                mg2005 napisał:

                > > nie ma zadnej ciemnej strony.
                > > kazda procedura medyczna, im bardziej inwazyjna, tym bardziej,
                ma
                > > skutki niepozadane.
                >
                > Sam sobie zaprzeczasz...

                jeszce raz: kazda procedura medyczna ma skukti niepozadane. kazda.
                wyciecie migdalkow, by-passy, wyrwanie zeba. kazde lekarstwo ma
                skutki niepozadne. mowic o tym, jako o 'ciemnej stronie', jest ie
                porozumieniem. i na czym polega fakt tej ciemnosci, tez nie wiem.

                i to chodzi, z faktami nie da sie dyskutowac.
        • miro17 Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 18:31
          Gratuluję poważnie, Nessie, bo na tę oczywistą prawdę nikt nie wpadł: że spór o
          aborcję czy też o zapłodnienie in vitro nie jest ż a d n ą s p r a w ą ś w i
          a t p o g l ą d o w ą !

          Gdyby nawet nie było na świecie ani jednego wierzącego człowieka, i tak
          zastanawialibyśmy się, czy wolno nam dokonywać zabiegu przerywania rozwoju
          człowieka w fazie niemowlęcej, noworodkowej, płodowej i te de.

          Tak mi się spodobały Twoje słowa, że jeszcze raz je zacytuję:

          "Teraz możliwe są dwie opcje
          • dalatata Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 18:46
            oczywiscie ze jest kwestia swiatopogladowa - jest to kwestia
            swiatopogladu, czy zarodek zaraz po zaplodnieniu jest czlowiekiem
            czy nie. nie da sie tego udowodnic.

            tyle ze to nie ma nic do rzeczy w sprawach panstwa i
            obywateli.panstwo nie powinno forowac zadnego ze swiatopogladow, bo
            one sa sprawa prywatna. i ten, kto nie chce sie poddac pewnym
            procedurom medycznym nie musi. jego prywatna sprawa i nic nikomu do
            tego.
            • miro17 Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 22:01
              Nie wiem, czy nie porywam się na rzecz niemożliwą, ale może się porozumiemy.
              Spróbuj powiedzieć, w jakim znaczeniu użyłaś słowa "człowiek" w pierwszym
              zdaniu Twojej wypowiedzi. Jeśli tego nie zrobisz, ww. zdanie będzie brzmiało:
              "(...) czy zarodek zaraz po zapłodnieniu jest abrakadabra, czy nie, nie da się
              tego udowodnić".
              Takie zdanie rzeczywiście nie ma sensu i to da się udowodnić.

              • nessie-jp Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 22:10
                Miro, widzisz
                • miro17 Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 23:44
                  Nessie, jeszcze co do korespondencji z dalatatą. Poprosiłem o zdefiniowanie
                  słowa użytego przez mojego rozmówcę! Jeśli nie wiadomo, w jakim znaczeniu
                  zostało przez interlokutora użyte, to znaczy, że całe zdanie znaczy po prostu
                  nic. I o to chodziło.
                  • dalatata Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 23:55
                    a rzeczywiscie! nie zauwazylem. definicja czlowieka jest bardzo
                    trudna i nie wiem czy istnieje. wszyscy sie smiejemy z
                    definicji 'istota dwunozna nieopierozna', podobno wywodzaca sie od
                    Platona.

                    ale.kiedys na forum przeczytaelm niezly argument: smierc czlowieka
                    nastepuje w momencie ustania pracy mozgu. konczy sie zycie
                    czlowieka. skoro zarodek nie ma ukladu nerwowego przez pierwsze
                    bodaj dwa tygodnie itd itd.

                    ale ja nie to pisalem. ja stwierdzilem ze te debaty maja konieczny
                    element swiatopogladowy. a zatem nienaukowy. nie da sie udowodnic ze
                    3-dniowy zarodek jest lub nie jest czlowiekiem. bo to zalezy od
                    zalozen, ktore przyjmiemy. a te zalozenia sa swiatopogladowe. ja
                    powiem: uklad nerwowy, ty powiesz: potencja ukladu nerowego. i
                    bedziemy se tak gadac do jutra.
              • dalatata Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 23:20
                ja tez nie wiem czy sie porozumiemy. to zalezy od argumentu.

                chetnie uslysze, dlaczego zdanie ze nie da sie udowodnic ze zarodek
                jest czlowiekiem jest bez sensu.bo to bedzie cos. udowodnic ze to
                zdanie jest falszywe, mysle, ze byloby trudne, ale ze od razu bez
                sensu? chetnie poslucham i sie odniose do tego.
          • nessie-jp Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 21:54
            > Gdyby nawet nie było na świecie ani jednego wierzącego człowieka, i tak
            > zastanawialibyśmy się, czy wolno nam dokonywać zabiegu przerywania rozwoju
            > człowieka w fazie niemowlęcej, noworodkowej, płodowej i te de.

            I w dalszym ciągu te kwestie oboczne utrudniałyby normalną dyskusję. Pozostaje
            mieć nadzieję, że w "świecie bez żadnego wierzącego człowieka" te dywagacje
            odbywałyby się w salonach filozofów i prawników, a nie w ministerstwie zdrowia.

            Każdą kwestię życia człowieka można poddać moralnym rozważaniom i dywagacjom.
            Czy udzielanie ślubów rozwodnikom jest moralne? Być może nie? Czy w związku z
            tym należy odmówić prawa do rozwodów? Być może trzeba.

            Ale na takie dyskusje światopoglądowe jest miejsce na innym forum, niż
            ministerstwo i rząd. Ministerstwo zdrowia zajmuje się aspektami zdrowotnymi i
            kosztami procedur. W żadnym razie nie wolno mu się angażować w rozważania na
            temat istoty człowieczeństwa i jego początku, albo rojenia, czy aby akt
            małżeński bez fizycznego zbliżenia seksualnego jest aktem miłości...

            Powtarzam
            • miro17 Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 23:36
              Widzisz, Nessie, przed ludźmi i społeczeństwami stoją nie tylko problemy natury
              technicznej, np. jak najlepiej wyskrobywać "płód" albo jak najefektywniej
              wieszać czy może rozstrzeliwać lub gilotynować zbrodniarzy skazanych na śmierć.
              To rzeczywiście są problemy dla fachowców.
              W społeczeństwach Europy (i to nie tylko w salonach filozofów, chociaż one
              odegrały dużą rolę - wspomnijmy choćby Camusa) toczył się spór, CZY skazywać
              zbrodniarzy na śmierć, czy nie. Problem był oczywiście moralny i oczywiście
              wymagał równocześnie uregulowania ustawowego. Obecnie w całej Europie państwowe
              prawa nie przewidują kary śmierci.

              Prawa państwowe nie spadają z nieba. W starożytnej Grecji niektórzy rodzice
              wyrzucali niechciane noworodki skazując je w ten sposób na śmierć. Uważali
              zapewne, że nikt nie ma prawa zmuszać obywatela do niechcianego rodzicielstwa, a
              poza tym jest to kwestia moralnego wyboru i kto nie chce, ten wyrzucać nie musi.
              Nie jest to kwestia techniczna do załatwienia w Ministerstwie Zdrowia albo
              Gospodarki Komunalnej (gdzie i według jakiej procedury wyrzucać niechciane
              noworodki). W obecnej Europie expositio na wzór grecki jest po prostu zabronione
              i karane. Karalność tę wprowadzono, bo przez wieki ucywilizowały sie moralne
              poglądy społeczeństw. Wierzę, że będą cywilizowały sie nadal i nie trzeba w tym
              celu powoływać się na religię, chociaż kto chce - oczywiście może.
              • nessie-jp Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 15.01.08, 23:59
                > wymagał równocześnie uregulowania ustawowego. Obecnie w całej Europie państwowe
                > prawa nie przewidują kary śmierci.

                Ale przecież nie w Polsce...! W Polsce rząd nie życzył sobie zająć
                jednoznacznego stanowiska PRZECIW karze śmierci, a co gorsza, wielu posłów i
                parlamentarzystów otwarcie opowiada się ZA tą karą.

                Tak więc, jak widzisz, ewolucja filozoficzno-moralna jeszcze się w tej sprawie
                nie zakończyła. I podobnie jest z aborcją czy badaniem komórek macierzystych.

                Ale dlaczego te kwestie filozoficzne mają w jakikolwiek sposób dotykać in vitro?
                Dyskusja na temat tej procedury medycznej powinna koncentrować się wokół jej wad
                i zalet jako medycznej interwencji w płodność gatunku, a nie
                • dalatata Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 16.01.08, 00:23
                  Nessie, nie mam watpliwosci ze kazda procedura medyczna ma aspekt
                  moralny. nawet wyciecie migdalkow. na przyklad: pare lat temu w UK,
                  gdzie mieszkam, malzenstwo zwrocilo sie do sadu o to zeby pozwolono
                  im wybrac odpowiedni zarodek w in vitor bo chcieli zeby dizecko bylo
                  dawca szpiku kostnego dla chorego brata.....jest to w UK zakazane.
                  sad odmowil, pojechali do USA. i co? ja uwazam ze to nigdy nie
                  powinno byc dopuszczalne. a ty, Nessie? jesli to nie jest polem
                  minowym moralnosci, to ja nie wiem co jest.

                  problem jest dla mnie w statusie debaty swiatopogladowej. kto moze
                  do niej zglaszac sie. preciez odmawianie kk zdania i prawa
                  wypowiedzi jest zwykla cenzura. ale przyznawanie glosu decydujacego
                  rowniez jest cenzura - tylko innych.

                  taka debata jest niezwykle potrzebna w Polsce.tyle ze na spokojnie,
                  szeroko, i merytorycznie.i najlepiej przeprowadzic referendum. a
                  zreszta sam nie wiem.
                  • nessie-jp Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 16.01.08, 01:09
                    > sad odmowil, pojechali do USA. i co? ja uwazam ze to nigdy nie
                    > powinno byc dopuszczalne. a ty, Nessie? jesli to nie jest polem
                    > minowym moralnosci, to ja nie wiem co jest.

                    Też uważam, że nie powinno to być dopuszczalne. Ale to oczywiście tylko reakcja
                    emocjonalnia, rozumowo
                    • dalatata Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 16.01.08, 01:16
                      > Jest jednak bardzo ważne, żeby debata SPOŁECZNA nad kwestiami
                      medycznymi nie
                      > ograniczała się tylko do ich aspektu etycznego!

                      no to zakoncze dzien zgadzajac sie z kims :-)
                      ciesze sie ze mozna porozmawiac bez wyzwisk.

                      pozdrowienia.
              • dalatata Re: Pytanie, czy zabijać, ma sens i bez religii 16.01.08, 00:07
                ten argument z prawami jest bardzo dobry. dwie rzeczy powiem. 1.
                nauka w ciagu ostantich lat przyspeiszyla tak, ze spoleczenstwo nie
                nadaza z wypracowywaniem 'norm moralnych', takich, ktore usnajemy za
                niezalezne od religii. takie jak nie zabijaj. iwekszosc z nas sie
                zgodzi ze nie powinno sie zabijac i nie bedzie w sposob konieczny
                laczyc tego z dekalogiem.

                2. kara smierci i aborcja jest efektownym przykladem ale falszywym.
                bo wlasnie idzie o kwestie czlowieka. czy zarodek jest czlowiekiem,
                a zatme czy my go 'zabijamy' czy tylko 'usuwamy'. nie ma na to
                pytanie odpowiedzi.

                3. i wreszcie: ludzie dokonywali aborcji najprawdopodobnej od setek
                czy tysiecy lat. nie wiem, jak kosciol reagowal na to, nie znam sie
                na historii kosciola. mam jednak wrazenie, ze mamy do czynienia z
                zaostrzona kampania. nie pamietam za PRLu by kosciol sie na co dzien
                oburzal na aborcje (w meidach nie mogl, w kosciolach mogl). dopiero
                po 1989r kosciolowi sie 'przypomnialo'. i to jest dla mnie
                hipokryzja.

                i na koniec. zeby bylo jasne: jestem przeciwnikiem aborcji. miedzy
                innymi dlatego, ze nie potrafie ostatecznie odpowiedziec na pytanie
                o czlwoieka. natomiast jeszcze bardziej jestem przeciwny zakazowi.
                bo to jest przyjmowanie bolszewickiej 'wiekszosci programowej' - my
                wiemy lepiej, my jestesmy madrzejsi, moralniejsi. nie cierpie
                ludzi,ktorzy wiedza ze sa lepsi.
                ja sie caly czas ucze od moich doktorantow i dobrze mi z tym, ze oni
                sa czasem rowniez madrzejsi ode mnie.

                i tyle. ciesze sie ze rozmawiamy. to jest najwazniejsze, tak
                naprawde. nawet jesli sie nie zgadzamy.
    • anka_zet_studio Święte życie, święty lęk, znakomity arykuł. Dzięki 14.01.08, 09:49
      Zobaczcie, że drobnymi kroczkami Polska staje się coraz mniej
      obywatelska (Pan Tusk do tej pory głuchy na zaproszenie femiistek i
      mniejszości seksualnych do dialogu o równouprawnieniu).

      Cóż, pewnie wielu przyklaskujących tym spostrzeżeniom i ich bliskich
      spotkamy na Manifie, na Paradach Równości i na innych
      demonstracjach, na których obywatele wtyrażają swoje zdanie czy
      wokół własnej dyskryminacji, czy obecności wojsk polskich w misjach
      pokojowych (?!!) lub ochronie zagrożonej komercyjnymi
      interesami "gupy trzymającej władzę" (? :)), przyrody...

      In vitro jest nadzieją dla wielu par. Mają do tej metody prawo. I
      starajmy się nie czynić takich porównań, że jeśli chcemy finansować
      in vitro, to powinniśmy zgadzać się na finansowanie działalności
      Kościoła Kat. Jest to nieuprawnione chociażby dlatego, że (chociaż
      teretycznie) istnieje rozdział państwa od Kościoła
      • katrina_bush Albo Polska się zmieni - albo wymrze... 17.01.08, 23:58
        Albo Polska się zmieni - albo wymrze...

        Młodzi ludzie nie będą czekać na wolność, normalność i demokrację.
    • tezas Niestety, autorka ma rację - Iran, Polska, Sudan 14.01.08, 19:14
      A najgorsze jest to, ze wiekszosci spoleczenstwa wydaje sie to obojetne.
      Kobiety? "Jakos" sobie poradza. Bezplodne malzenstwa? Takze. Byle tyko ksiundz z
      ambony nie wyczytal...

      Podczas konferencji w Pekinie Polska podpisala cos jakby "wotum separatum" wobec
      podjetych tam decyzji - miedzy Iranem a Sudanem. No, ale nieco dalej podpisal
      sie Watykan, a to przeciez dla naszego rzadu bylo najwazniejsze. Az zal pisac.
      ---------------------------------
      Alicja Tysiąc: "57 organizacji katolickich wysłało list do Strasburga przeciwko
      mnie i wyrokowi. Ale nigdy żadna z nich nie zapytała, czy ja i dziecko nie
      potrzebujemy pomocy"
    • mg2005 Lewackie pieprzenie... 15.01.08, 08:50
      Pacewicz, Graff itp. nie odróżniają 'prawa wyboru' do ochrony istoty
      ludzkiej (jej życia i godności)
    • claratrueba Święte życie, święty lęk 15.01.08, 10:03
      Kiedy mój kolega, ówczesny student KUL, w latach 80-tych wieścił "czarny
      totalitaryzm zastąpi czerwony" nazwaliśmy go wariatem. Teraz mu przyznaję rację.
      Stanowisko Watykanu zastąpiło stanowisko Moskwy. Aborcja, in vitro- to są
      problemy moralne a nie polityczne. Sprawy sumienia a nie państwa. Jak widać poza
      Polską i pewnie Iranem. A gdzieś, daleko od polityków i kleru, nadal usuwa się
      ciążę (tylko drożej), rodzi się kolejne dzieci skazane na nędzę lub zatłuczenie
      przez konkubenta, ciuła pieniądze na in vitro. I klnie, że urodziło sie w Polsce.

      • grazka58 Re: Święte życie, święty lęk 15.01.08, 12:59
        Ale jest to też sprawa pieniędzy. Jeśli nie ma icg na leki ratujące
        życie, to jest oczywiste, że nie ma ich na in vitro. W bogatych
        krajach unii można na koszt państwa wykonać tylko jedną próbę. Jęśli
        człowiek powstaje po połączeniu komórek, a ja tak myślę, to problem
        z zygotami, które zostaną.
        • paskudek1 paskudek1 15.01.08, 16:16
          szkoda tylko, że skoro nie ma pieniędzy na pewne procedury medyczne to
          zamiast kierować finanse w tym kierunku bardzo lekko wydaje się je na
          wątpliwej potrzeby inwestycje duchownych. Może jakby srodki z budżetu
          szły zamiast w kierunku KK, w kierunku NFZ okazałoby sie źe i na in
          vitro starczy i na badania prenatalne i na leczenie onkologiczne?
    • bzocho Święte życie, święty lęk 15.01.08, 13:47
      Jestem położną.Z ciekawością przeczytałam artykuł,szukając konkretnych argumentów za i przeciw.Niestety nic takiego nie znalazłam.Artykuł potępia agresję w toczących się rozmowach,ale od początku do końca przepełniony jest szyderstem,złośią i monopolem na jedyną i słuszną prawdę wyznawaną przez autora.
      Tutaj zgadzam się z "nessie-jp",nie ma tu żadnej,rzeczowej dyskusji,opartej na stronie medycznej i społecznej,a z racji wykonywanego zawodu mnożą mi się pytania.
      PO pierwsze,w mediach kreuje się obraz biednych,nieszczęśliwych małżeństw które nie mogą mieć dzieci.TO jest tylko część osób które zgłaszają się do "in vitro".A jak odnieść się do kobiety,która mogła mieć dzieci,w okresie prokreacji,na własne życzenie,zrezygnowała z dzieci,a teraz w okresie menopałzy zapragnęła je mieć???
      Czy słuszne wydaje się wtedy,aby społeczeńswo płaciło za taki zabieg??
      Czy mówi się o tym,że dzieci z "in vitro" są niepłodne,co z punktu widzenia społecznego nie jest obojętne.
      Czy wiek kobiety nie jest istotny?? Jeżeli przychodzi kobieta 60-cio letnia?.Zdąży wychować to dziecko czy zostawi go nam na wychowanie???.
      Niestety, nie wszyscy decydujący się na dzieci z "in vitro" przychodza z pobudek miłości do oczekiwanego dziecka.Mam wrażenie że niektórzy z czystego egoizmu i bezmyślności.
      Czy jako sołeczeństwo mamy płacić za wszystkich????
      Takich problemów jest znacznie więcej.
      Trudno się dziwić że wierzący mówią to, w co wierzą.Głupotą jest dla mnie próba ich zmieniania.To tak jakbys powiedział Islamiście żeby nie wyznawał Koranu.Nie ma przymusu wyznawania religji Rzymsko-katolickiej.Każdy ma prawo wypowiedziwć się tak jak dyktuje mu sumienie
      • dalatata Re: Święte życie, święty lęk 15.01.08, 15:48
        to sa wazne sprawy. i wlasnie dlatego zamiast mowic o subtelnych
        aborcjach, nalezy te sprawy przedyskuutowac. ja nie mam zdania na
        temat wieku kobiet, oplat, ale chce miec zdanie. i zeby sobie
        wyrobic zdanie, chce wiedziec co ma na ten temat do poweidzienia
        glownie medycyna, a po drugie Ministerstwo Finansow. dopiero po
        trzecie chce wiedziec co maja na ten temat do poweidzienia ROZNE
        grupy spoleczne, w tym KK, ale rowniez ugrupowania feministyczne.
        jednak pierwsza i podstawowa platforma decyzji powinna byc platforma
        medyczna i finansowa - swiatopogladowo oobojetna.
        • siktor Re: Święte życie, święty lęk 18.02.08, 06:17
          Drogi dalatata:
          Troche sie dziwie, ze masz trudnosc z definicja czlowieka.
          Czy zarodek ludzki 1- dniowy to czlowiek? Kiedys ktos powiedzial
          madre slowa: przyszlosc to dzis tylko nieco dalej.Zarodek czy plod
          ludzki to czlowiek, tylko nieco blizej. Ja nigdy nie widzialam zeby
          z pestki pomaranczy wyrosla brzoza, i nikomu sie jeszcze nie udalo z
          zaplodnionej komorki ludzkiej (pochodzacej z jaja i plemnika
          ludzkiego) "wyhodowac" nic innego niz czlowieka. Tyle co do zarodkow.
          Jesli chodzi zas o sprawy medyczne i finansowe to nie ma takiej
          mozliwosci, by one byly swiatopogladowo obojetne. Czyje pieniadze i
          wladza, tego decyzja i swiatopoglad. Nie ma medycyny bez pieniedzy.
          A jako kobieta feministek sie boje. Bo posluguja sie one haslami
          emancypacji kobiet, ale w kierunku absolutnej swawoli. Moje cialo,
          moj wybor, nie zas moje cialo, moja odpowiedzialnosc. Dziecko
          poczeta nie jest wlasnoscia kobiety. Jest pod jej opieka. A to
          wielka roznica. Ojciec tez ma do niego prawo i jest za nie
          odpowiedzialny. A rozne grupy spoleczene? Niektorych moze lepiej nie
          pytac o pewne sprawy. Czy pytalbys literata, ktory nie ma pojecia o
          teorii Einsteina czy jest sluszna. Nie, bo nie ma pojecia. Zapytasz
          wiec fizyka. Dlaczego wiec pytamy o opinie moralne czy etyczne ludzi
          nieprzygotowanych do odpowiedzi? Ja jestem sercem za Ewangelia, ale
          zgadzam sie ze ksieza tez czasem plota trzy po trzy w dobrej wierze.
          Nie mysle, by generalnie chcieli skrzywdzic kobiety albo je
          upokorzyc.
      • aurita Re: Święte życie, święty lęk 17.01.08, 21:46
        > Czy mówi się o tym,że dzieci z "in vitro" są niepłodne,co z punktu widzenia spo
        > łecznego nie jest obojętne.

        mowi sie wrecz cos innego: poczecie dzieki IVF nie ma wplywu na plodnosc.
        Louise Brown i jej siostra urodzily naturalnie poczete dzieci. Dlaczego ktos
        mialby klamac na temat plodnosci dzieci (najstarsze w Polsce jeszcze chyba nie
        ejst w wieku rozrodczym) wbrew naukowym doniesieniom?

        I wypraszam sobie biedne malzenstwo: ja mam kase, dzieki temu mam i dziecko.
    • siktor Święte życie, święty lęk 18.02.08, 04:15
      Nieco demagogiczny artykul podszyty frustracja.
      Ale do rzeczy: 1/ co do spraw ZYCIA nie ma dwoch wariantow
      jezykowych:zycie ludzkie jest zyciem czlowieka, niezaleznie od
      stadium rozwoju.
      Nie ma dwoch znaczen ciazy: z czlowiekiem albo bez czlowieka. Ciaza
      to stan kobiety spodziewajacej sie dziecka, nie zas stan choroby,
      ktory sie decydujemy leczyc lub nie.
      A zarodek ludzki, nie zas zarodek(bo ktos moglby pomyslec, ze koci)
      to takze czlowiek. Tyle definicje. Jezyk jest naprawde wazny i
      definicje tez, bo inaczej brzmi i niegroznie "usuniecie zarodka czy
      ciazy" a inaczej "zabicie czlowieka" nieprawdaz? To jesli chodzi o
      prawo do zycia kazdego czlowieka.2/ In VITRO prawie zawsze laczy
      sie z zamrazaniem embrionow ludzkich - "ludzi, tylko troche
      malenkich" i to jest niemoralne. Czy pani Agnieszka chcialaby byc
      zamrozona? To zawsze przypomina holocost. A jesli in vitro kiedys
      nie doprowadzi do zamrozenia to tez jest kwestia sporna czy jest to
      moralne. My bierzemy odpowiedzialnosc za tych co sie moze urodza
      okaleczeni z powodu naszej nieprzebranej, choc dobrze uzasadnionej
      checi. Czy my naprawde wiemy co to jest "robienie dziecka z
      probowki?" Dobre wyobrazenie daje film “Making babies” PBS Frontline
      Home Video. Pamietajmy tez ze za tym procederem stoja olbrzymie
      pieniadze. Duzo latwiej jest zrobic dziecko z probowki niz dobrze
      zdiagnozowac bezplodna kobiete. 3/ niestety w sprawach ABORCJI I
      NIEPLODNOSCI brak jest wiedzy w spoleczenstwie i na tym zeruja
      politycy. Rowniez szkoda , ze tak malo duchownych , ktorzy doradzaja
      kobietom w sprawach leczenia, orientuje sie cokolwiek w tej materii.
      To jest naprawde problem KOSCIOLA. Potrzeba nam dobrze
      wyksztalconych i moralnych bioetykow, ktorzy naswietla kobietom
      sprawy zwiazane z tym trudnym zagadnieniem (zarowno wierzacym
      kobietom, katoliczkom w obrzadku rzymskim jak i niewierzacym)
      Niesteto malo jest rowniez ginekologow, specjalistow nieplodnosci,
      ktorzy dobrze rozumieja sprawy medyczne i moralno-religijne.
      Potrzeba tez szeroko otworzyc serca i “legalne drzwi” do adopcji, by
      zgwalcona nastolatka miala szanse wybrac pomiedzy aborcja czesto
      zwana “poronieniem w toku” (by uniknac problemow prawnych) ,
      oddaniem dziecka do adopcji, a moze wychowaniem dziecka ( kazdy ma
      rowniez prawo do swietosci!) Pisze o tym wszystkim, bo mam zyciowe
      doswiadczenie. Sama przeszlam gehenne pragnienia dziecka i trudnosci
      z poczeciem. Bardzo duzo pracy kosztowalo mnie zrozumienie tych
      spraw. Mam za soba 10 lat staran, myslenia, czytania, stosowania
      najrozmaitszych metod, mnostwa konsultacji lekarskich, drugich ,
      trzecich i czwartych opinii, leczenia, kosztow, cierpienia, rozmow z
      duchownymi, czytania encyklik Jana Pawla II, lektury teologicznej
      i wreszcie decyzji i staran o adopcje. Jednak choc do niej nie
      doszlo, to wszystko mialo sens, bo znalazlam sie w stanie
      BLOGOSLAWIONYM i w wieku 43 lat urodzilam zdrowa coreczke.
      Najbardziej zas sie ciesze, ze nie poszlam na lep dziecka z
      probowki. Ciesze sie tez, ze POLSKA jest katolicka i ze walczymy o
      to aby sie niezeswiedczyc. Ze Biblia i Tradycja Kosciola mowi nam co
      jest moralne a co nie. Bo w ten sposob w tym szarym swiecie mamy
      drogowskazy. Nie my jestesmy Bogami pani Agnieszko

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka