sekwana2005
28.01.08, 09:23
Próbuję sobie przypomnieć dawno czytany pamiętnik tej dziewczynki.
Której odebrano dzieciństwo, rodzinę, wreszcie życie.
Jakoś nie wyobrażam jej sobie owiniętej materiałami wybuchowymi i
wysadzającej się w autobusie, kawiarni czy kinie, z imieniem Allacha
na ustach.
Ani nie wyobrażam sobie jako izraelską komandos, w imię Jahwe
rzucającą tubylców "mordą na pysk" przy murze, oddzielającym wioski
w których urodzili się od sklepów z żywnością, stacji benzynowych,
aptek...
Czy na pamięć o Annie Frank ma Copyright państwo Izrael i
organizacje żydowskiej diaspory? Jeśli tak, uznać musiałbym że nie
jest ona symbolem nieludzkiej ofiary dla całej ludzkości, lecz dla
jednego narodu, nawet jeśli uważa się za wybrany.
Więc - czy lepsza byłaby pocztówka z Anną Frank w mundurze,
strzelającą do jakiejś palestyńskiej dziewczynki? A niestety armia
izraelska ma na swoim koncie i takie "dowcipy", jak ogłoszenie że
wielodniowa godzina policyjna kończy się - a następnie zastrzelenie
kilkuletniego chłopca, który z ojcem wyszedł z domu do najbliższego
sklepiku, bo rodzina nie miała co jeść.
Z ostatniego ataku Izraela na Liban pamiętam, mam gdzieś w
komputerze zdjęcia arabskich dzieci porozrywanych bombami. Na
niektórych tylko po fragmencie kończyny można poznać, że to ciało
dziecka, nie zaś oprawiony królik. I w tych samych dniach robione
zdjęcia uśmiechnietej gromadki izraelskich dziewczynek, piszących
pozdrowienia dla swych rówieśników. Na bombach lotniczych.
Skoro Anna Frank w arafatce obraża naród żydowski - to czy mogę jej
twarz dać tym żydowskim dziewczynkom? I libańskim trupkom?
Oczywiście Żydów ginęły w czasie wojny setki tysięcy. Arabów tylko
tysiące (statystyki pokazują, iż ok. 10 za każdego Żyda który zginął
w wojnie izraelsko-palestyńskiej).
Ale to chyba Józef Stalin mówił cos w stylu:
- Jedna ofiara to tragedia, tysiące to już tylko statystyka...