radek234-1
08.02.08, 15:59
jest najbardziej znanym w świecie polskim świętym. Ale „święte”
życie zakonnika budzi wątpliwości. Jego śladami podąża dziś Rydzyk
ze swoim „Radiem Maryja”.Maksymilian Kolbe (l894–l941) –
beatyfikowany w l971 r. przez papieża Pawła VI, kanonizowany
w 1982 r. przez Jana Pawła II. Opis jego bohaterskiej śmierci w
oświęcimskim obozie (ofiarował swoje życie za współwięźnia,
Franciszka Gajowniczka) znany jest także poza granicami Polski.
Heroizm tego czynu nie podlega dyskusji, ale kontrowersje (i to
niemałe) powinna budzić przedwojenna działalność ojca Kolbego. Ma on
bowiem ogromne zasługi dla szerzenia w II RP klerykalizmu i ciemnoty
oraz treści antysemickich, a jedyną okolicznością łagodzącą może być
to, że wierzył w to, co robił. Te niewygodne fakty z jego życiorysu
były i są zazwyczaj starannie przemilczane.Maksymilian Kolbe był
założycielem stowarzyszenia osób duchownych i świeckich pod
nazwą „Rycerstwo Niepokalanej”. Był wydawcą i redaktorem kilku pism
katolickich. Publikował głównie w dewocyjnym miesięczniku „Rycerz
Niepokalanej”. Dał się poznać jako utalentowany misjonarz, o czym
najlepiej świadczy jego pobyt w Japonii (l931–35), gdzie nie tylko
zorganizował od podstaw placówkę misyjną, ale także wydawał w wersji
japońskiej swojego „Rycerza”.Początki oficyny wydawniczej Kolbego
były nad wyraz skromne. Nic nie zapowiadało oszałamiającej kariery,
dotąd niespotykanej w historii polskiej prasy. Pierwszy
numer „Rycerza Niepokalanej” ukazał się w Krakowie w l922 r., w
nakładzie 5 tys. egzemplarzy. Pisemko adresowane było do czytelników
z niższych warstw społecznych. Znakomicie przypadło do gustu
mieszkańcom w szczególności wsi i małych miasteczek. Cieszyło się
taką popularnością, że w pięć lat przekroczyło nakład 50 tys.,
stając się pismem ogólnopolskim. Wymusiło to konieczność
zorganizowania ośrodka wydawniczego z prawdziwego zdarzenia. Powołał
go do życia ojciec Maksymilian w podwarszawskim klasztorze
franciszkanów, którego był przełożonym. Nadał mu
nazwę „Niepokalanów”. Oprócz „Rycerza” wydawano w nim
również „Rycerzyka Niepokalanej” oraz „Mały Dziennik”. Największy
wówczas w Polsce nakład miliona egzemplarzy osiągnął „Kalendarz
Rycerza Niepokalanej”. O sukcesie Niepokalanowa przesądziła zaniżona
(dumpingowa) cena pism, przystępna i atrakcyjna dla szerokich mas
treść oraz doskonale zorganizowana parafialna sieć propagandowo-
dystrybucyjna.W „Rycerzu Niepokalanej” dominowała wprawdzie tematyka
kościelna, ale sporo miejsca poświęcano również polityce. Sposób, w
jaki była ona podawana, sprawił, że miesięcznik stał się wkrótce
symbolem obskurantyzmu. Uchodził za twierdzę wojującej prawicy i
reakcji katolickiej. Na taki wizerunek złożył się zawzięty
antykomunizm, brak tolerancji wobec innych wyznań chrześcijańskich,
a także wrogość wobec wszelkich przejawów liberalizmu i demokracji.
Nie brakło na łamach „Rycerza” silnych akcentów antysemickich, a
tzw. problem żydowski należał do żelaznego repertuaru tematów.
W latach 30. „Rycerz” osiągnął rekordowy nakład 800 tys., a jego
dziecięca wersja – „Rycerzyk” – 120 tys. egz. Oba pisma przyciągały
ludzi o mizernym poziomie intelektualnym, przekazując treści
dostosowane do ich niewyszukanych upodobań. Co ciekawe, ponad jedną
trzecią nakładu kolportowano bezpłatnie, a mimo to pismo nie
przynosiło strat. Kolbe uruchomił w Niepokalanowie elektrownię i
radiostację, sprowadził dalekopis, a nawet rozpoczął budowę
lotniska. A wszystko po to, by – jak mawiał – „zdobyć świat dla
Niepokalanej”, czyli jak najskuteczniej i najszerzej propagować
swoją, jedynie słuszną wizję świata. Trzeba przyznać, że miał
niezłego nosa do interesów. Wykorzystywał tanią, bo prawie darmową
siłę roboczą, jaką stanowili zakonnicy oraz bezrobotni pracujący za
miskę strawy. Oprócz listów dziękczynnych stale napływały do
redakcji hojne datki od wiernych czytelników. Franciszkanie wszak to
zakon żebraczy...Kościół do dzisiaj za największą zasługę
Maksymiliana Kolbego uznaje odkrycie i wykorzystanie możliwości
mediów do „pogłębiania wiary katolickiej”. Jego dzieło w III RP
wydaje się kontynuować z równie wielkim rozmachem i powodzeniem –
ojciec Rydzyk. A i franciszkańskiej telewizji „Puls” też pewnie
ojciec Kolbe by się nie powstydził.ANNA KALENIK