Dodaj do ulubionych

Bajka o studiach

13.02.08, 15:52
Szkoda komentować. Bawmy sie dalej w szukanie haków, grzebanie w
teczkach - może za 300 lat do czegoś dojdziemy...
Obserwuj wątek
    • daniel.hackiewicz polska bajka o indywidualizmie 13.02.08, 16:07
      >dziekan poleca eksperyment,

      he,he
      W mym otoczeniu uniwersyteckim eksperyment kojarzony jest z
      konfliktem społecznym i terrorystami.
      A dziekan i dziekanat przekłada zajęćia z semestru pierwszego na
      drugi, by w drugim przełożyć je na pierwszy, przez co me studia
      trwają o rok dłużejbo przedmiot przecież do absolutorium trzeba
      zaliczyć. No i oczywiście różnice programowe. Czyli na piętym roku
      mniej zajęć, by na powtórce piętego było więcej. Czy ktoś mi za ten
      rok zapłaci ?

      >twórcze myślenie

      he,he,
      Mój doktor prowadzący wykład niczym podstawówkowy nauczyciel w
      szkole "integracyjnej" dwa razy wolnymi słowami dyktuje studentom
      propagandę brzmiąca wręcz stalinowsko.

      >indywidualne myślenie

      he,he
      Wręcz wymuszane jest, głównie polecaniami służbowymi, przez
      prowadzących wykład lub ćwiczenia na studentach, straszeniem i
      grożeniem nie zdania egzaminu, myślenie i prace grupowe.

      Nie dla prac i nie dla myslenia, oczywiście, tylko dla nierozwijania
      indywiduum i dla zdominowania go przez grupę.

      Jak napisali wykładowcy w ankietach - wymuszanie współpracy z
      nieudacznikami i niedouczonymi miernotami, które na studia w ogóle
      nie powinne trafić.
      Zwłaszcza na uniwersytet, zwłaszcza na socjologię.
      • dr_schab Ale w statystykach te "miliony osób z wyższym... 14.02.08, 00:26

        ...wykształceniem" ładnie wyglądają...
    • dalatata Re: Bajka o studiach 14.02.08, 01:11
      swienty komentarz! w zeszlym roku najwazniejsza debata na polskich
      uniwersytetach byla debata o lustracji. nikomu nie przeszkadzaja
      odwolywane zajecia, 'seminaria magisterskie' skaldajace sie ze 100
      studentow, prace magisterkie pisane na temat pracy habilitacyjnej
      prmotorki.... liste mozna kontynuowac w nieskonczonsc. a naprawa
      tych rzeczy nie ma nic wspolnego z nakladami na nauke.

      i dalej rozwazajmy lustracje, to przeciez lustracja zblizy nas do
      Harvardu. Niestety nawet Backwater Shithole University pod wzgledem
      oferowanej edukacji bije dowolny polski uniwerystet w przedbiegach,
      i w najgrubszym miejscu.

      szakal51 napisał:

      > Szkoda komentować. Bawmy sie dalej w szukanie haków, grzebanie w
      > teczkach - może za 300 lat do czegoś dojdziemy...
    • enso Bajka o studiach 14.02.08, 03:16
      Moje ulubione fragmenty:

      "Matematyka? Żadnych nieprzydatnych później w pracy całek i macierzy jak w Polsce, gdzie z Magdy roku przez oblany egzamin z matmy odpadła większość studentów."

      a zaraz później:

      "Po dwóch latach studiów w Finlandii Magda umie już korzystać z programów statystycznych, zaplanować badania rynku i znaleźć dzięki nim segment, w który można celować nowym produktem."

      Bo mi się ze śmiechu zajady zrobią... Czy Pan Nad-Redaktor prywatnie mógłby mi podesłać więcej informacji na temat owych tajemniczych metod statystycznych co to nie uzywają "nieprzydatnych macierzy". A może Pan Nad-Redaktor chciał napisać, że Maga umie kliknąc myszką w odpowiednie menu programu statystycznego by uruchomić proces którego kompletnie nie rozumie?

      A poza tym artykuł ciekawy.
      • beatrycze123 Re: Bajka o studiach 14.02.08, 11:54
        Też mnie ten fragment zaciekawił, bo sama potrafię to wszystko zrobić. W
        dzisiejszych czasach spss, stata czy sas bierze na siebie wszystkie macierze i
        wypluwa wynik, ale ten wynik trzeba jeszcze zinterpretować... I często macierze
        się pojawiają...
        W ogóle bawi mnie to demonizowanie polskiej szkoły. Ja też robiłam biznesplan,
        pisałam strategie marketingową i wiem, jak wypełnic wniosek unijny.
        • enso Re: Bajka o studiach 14.02.08, 19:15
          No wlaśnie. Ja mam wrażenie, że albo autor(ka) artykułu chciała na siłe pokazac
          jak to ów uniwersytet w Finlandii przykłada wagę do praktyki, albo faktycznie
          Magda nie ma pojęcia o statystyce, umie jedynie klikać w menu SPSS. Mam
          nadzieję, że pierwsza interpretacja jest prawdziwa.

          Generalnie, co do praktyki i teorii, to muszę powiedzieć, że problemem polskich
          studentów wcale nie wydaje się być brak praktyki, ale właśnie dość słabe (wbrew
          pozorom) przygotowanie teoretyczne. Wynika to z tego, że wykładowcy stosuja XIX
          metody nauczania. Rozumienie terorii nie jest równoznaczne z pamięciowym
          wkuwaniem. Nawet więcej - prawdziwe rozumienie ELIMINUJE potrzebę pamięciowego
          wkuwania.

          W Polsce są być może 2-3 uczelnie na poziomie porównywalnym z niższym-średnim
          poziomem europejskim, bądz amerykańskim. Reszta to kompletna kpina. To diagnoza
          z którą zgadzamy się chyba wszyscy. Ale przykłady podane w artykule dość kiepsko
          ilustrują gdzie leży problem. A przykład ze statystyką był wręcz żenujący.
    • indiced.spaces.live.com Studia wycieńczają 14.02.08, 05:31
      Jestem studentem I Roku Prawa UMCS...

      Artykuł porusza wiele ważnych kwestii.
      Mnie osobiście studiowanie wycieńcza, czuję się ciągle wymęczony, słaby zarówno
      fizycznie jak i psychicznie...

      Do tego wszystkiego dochodzi moje narastające od października wewnętrzne
      przekonanie: brakuje mi działania praktycznego, samo wkuwanie i odtwarzanie.
      Doszło do tego, ze w przerwach w nauce czy pomiędzy wykładami rozwiązuję sobie
      zadanie matematyczne, jakieś proste funkcje liniowe czy kwadratowe, byle by coś
      "stworzyć"... albo coś chwilkę szkicuję...

      Od października nie miałem okazji wykazać się własną inwencją na polu
      praktycznym, od początku studiów obracam się jedynie na polu teorii,
      doskwiera mi ewidentny brak dynamizmu. I to dotyczy nie tylko Prawa. Oczywiście,
      "dla chcącego - nic trudnego",
      ot na Logikę mogłem napisać kilkunastostronicowy referat o Erystyce wg
      Schopenhauera i go wygłosić, i tyle mojego "praktycznego" działania.
      Bardzo chciałbym otrzymać konkretne narzędzia i coś tworzyć, jednakowoż,
      98% czasu pochłania mi nauka - ważnych - ale bardzo statycznych informacji.
      Typowa pamięciówka. (2% to czekanie w różnych kolejkach).

      Mimo, że nie jest mi łatwo, to staram się nie zniechęcać, moja Uczelnia wszakże
      zapewnia mi kompleksową usługę kształcenia - i przysięgałem jej wdzięczność i
      szacunek za to.

      Oczywiście, wolałbym móc wypowiadać się na konkretne tematy, uczyć się tego o
      czym wiem, że mi będzie potrzebne,
      być wysłuchanym, mieć ujście kreatywności, ale to obecnie wygląda tak, że
      student, choć jak byłby inteligentny i wygadany,
      nie może być partnerem w dialogu z pracownikiem naukowym (każdego stopnia)
      polskiego Uniwersytetu.


      Nie wiem jak nauka w uczelniach zagranicznych wygląda, ale coraz bardziej
      przemawia do mnie
      sugestywne przesłanie płynące z wypowiedzi zamieszczonych w artykule: polskie
      metody nauczania są passe,
      nie nadążają za rozwojem społecznym i trudno im będzie dogonić pod tym względem
      kraje wysoko rozwinięte.


      W tych rozważaniach, doszedłem do jednego pozytywnego aspektu nauki w Polsce:
      stać mnie na nią.
      Pisze ten list o godzinie czwartej w nocy, dzięki studiom, oduczyłem się
      spania...mimo, że już po sesji, moja doba relatywnie sie wydłużyła...
      Takie są plusy.



      ---
      Lublin Europejska Stolica Kultury 2016
      www.lublin2016.pl
    • przyladek.dobrej.nadziei Re: Bajka o studiach 14.02.08, 06:02
      szakal51 napisał:

      "Magda potrafi założyć firmę, przygotować jej biznesplan i ocenić ryzyko handlu
      z Rosją."

      A co sprzdaje, ropę?
    • nfa05 studia to nie jest bajka 14.02.08, 07:45
      np. Patologie środowiska akademickiego
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?topic=1
    • adamn19 Bajka o studiach 14.02.08, 11:18
      najważniejsze z tego artykułu jest to że na zachodnich uczelniach uczą ludzi
      myśleć (twórczo, krytycznie etc etc.) i wyszukiwać odpowiednie informacje. TO
      jest podstawowa różnica. Wiem co mówię bo studiowałem w stanach i na
      "wspaniałym" UW w polsce.

      Podejście do studenta też ma duże znaczenie. Bylem w szoku ze profesorowie
      traktują nas poza wykładami jak powietrze i trzeba im sie klaniac w pas i w
      ogole podlizywać. Koledzy i koleżanki z roku wyglądali na bardzo zestresowanych
      i zastraszonych.
      A tak poza tym to ich wiedza czesto jest cały czas z poprzedniej epoki. Na
      stosunkach międzynarodowych mielismy jakies podręczniki z 1974 r. !!!!! Masakra

      No i oczywiście zadnego wkuwania na pamięć. Jak powiadał moj profesor od
      finansów (Doktorat z Univ of Chicago), formułkę i wzór na pamięć to on nauczy
      nawet małpę, gorzej będzie nauczyć małpę zastosować tę formułę w konkretnym
      zadaniu. Czyli powracamy do uczenia myślenia.

      • defunt Re: Bajka o studiach 21.03.08, 13:44
        Po efektach ich poznacie.

        Amerykanie po najlepszych uczelniach nic a nic nie potrafią myśleć i powtarzają
        same idiotyczne formułki i wzory. Wystarczy trochę poczytać wypowiedzi
        amerykańskich anali.

        A z tego co widzę poziom nauczania ekonomicznego jest równie denny jak w Polsce.
        Różnica jest taka, że Polak zna trochę teorii i nie potrafi myśleć samodzielnie,
        a Amerykanin nie potrafi tylko myśleć samodzielnie.
    • matmis Bajka o studiach 14.02.08, 12:52
      Artykuł porównuje studia na najlepszych zachodnich uczelniach (np. Harvard) ze studiami w kiepskich polskich uczelniach (Akademia Świętokrzyska). Podobnie wypadłoby porównanie polskich najlepszych kierunków z polskimi najgorszymi.
    • toja3003 Więcej komercjalizacji i prywatyzacji nauki w Pols 14.02.08, 14:52
      Więcej komercjalizacji i prywatyzacji nauki w Polsce!
      Model państwowy jaki jest każdy widzi.
      Czy to państwowa służba zdrowia czy państwowy urzędnik
      czy państwowy naukowiec, czy państwowe PKP, poczta albo organizacja
      Euro2012, wszystko działa gorzej niż prywata. Tylko nie mówić, że
      państwowe drogi są lepsze od prywatnych albo państwowa TV lepsza.
      Też w to nie uwierzę. Jeszcze nam państwowych gazet
      brakuje i państwowego gazetowego abonamentu żeby je finansować
      - kasować od każdego kto umie czytać, a co tam!
    • corwin_9 Nic dodac, nic ujac... 14.02.08, 17:05
      Mowiac w skrocie - szkoda byloby mi wysylac moje dziecko na studia w Polsce. Po
      co ma sie meczyc? Jesli bedzie mialo szczescie (jakis sensowniejszy kierunek) i
      duzo wytrwalosci (na prace poza uczelnia) to moze zdobedzie w miare porzadna
      edukacje na poziomie do licencjata lub inzyniera. Bo juz studia magisterskie sa
      czesto na kiepskim poziomie, a doktoranckie praktycznie nie istnieja (w koncu
      doktoranci musza sie z czegos utrzymac, wiec kiedy maja studiowac?). Tylko ze
      jest ogromna szansa ze sam proces przyswajania wiedzy bedzie bardzo nieprzyjemny...
    • fleshless Re: Bajka o studiach 15.02.08, 07:51
      >Koniecznie po łacinie.

      szkoda że nie muszą jeszcze tego zapisywać pismem klinowym, wtedy ich wiedza byłaby dopiero szlachetna...
      to nic, że bezużyteczna...
    • post_scriptum Re: Bajka o studiach 15.02.08, 12:07
      Wszystko pięknie, ale jest wiele niedociągnieć w artykule. Mozna
      wręcz mówić o zatajeniu informacji. Oczywiście, że w Wlk Bryt
      inaczej się studiuje prawo - u nich jest common law a u nas prawo
      stanowione. Ciekawe czy studia tam znacząco różniłyby się od
      naszych, gdyby mieli p. stanowione...
    • kenna Bajka o studiach 15.02.08, 16:57
      Hahahahaha
      Jak ktoś mądrze powiedział z przedmówców: jak to możliwe, żeby
      napisać artykuł porównujący Akademię Świętokrzyską i Uniwersytet
      Opolski z najlepszymi światowymi uczelniami typu Harvard? Jakim
      ignorantem trzeba być...?

      Tak się składa, że ja studiuję dwa kierunki na UJ, na różnych
      wydziałach - i wydaje mi się, że to daje mi jakieś prawo do
      wypowiadania się o tej uczelni.

      Spróbujmy więc porównać UJ z tym Bajkowym-Wymarzonym-Światem-
      Zachodu. Wydaje mi się, że to porównywalna klasa co przytaczane
      uczelnie, więc porównanie może wypaść ciekawiej niż to w artykule,
      gdzie na czołgi (Harvard) naciera się na Uniwersytetach Opolskich i
      Akademiach Świętokrzyskich.

      "Magda potrafi założyć firmę, przygotować jej biznesplan i ocenić
      ryzyko handlu z Rosją." - co prawda nie studiuję nic związanego z
      biznesem, więc niewątpliwie Magda bije mnie w tych zagadnieniach na
      głowę, ale... Biznesplan przykładowo tez umiem napisać - nauczyłam
      się tego w liceum, na przedmiocie zwanym przedsiębiorczością. I całą
      winę mogę zwalić na przestarzały, straszny, niezachodni i
      zawstydzający system polskiej edukacji - który uczy wszystkiego po
      trochu, i biologii i pisania biznesplanów. Tak! Wprowadźmy większą
      specjalizację wiedzy! Po co każdy człowiek ma wiedzieć z liceum, jak
      napisć biznesplan? Na zachodzie mają lepiej, nie muszą się tyle
      uczyć, jak ktoś chce zostać biologiem to w ostatniej klasie ma tylko
      biologię (upraszczam) - po cholerę ma umieć pisać biznesplany,
      przecież na pewno nie przyda mu się w życiu wiedza o funkcjonowaniu
      firmy...

      "W tym roku akurat studiuje w Paryżu - amerykańska uczelnia
      finansuje jej stypendium w Szkole Nauk Politycznych: czesne,
      mieszkanie, wyżywienie, podręczniki i komunikację miejską." -
      uczelnie polskie uczestniczą w programie Erazmus, wysyłają studentów
      na stypendia za granicę i również zwracają te koszty.

      "Joannę pasjonuje prawo humanitarne. Nie musi wkuwać na pamięć
      wszystkich paragrafów, tylko znać te, które dotyczą zbrodni
      przeciwko ludzkości." - miałam na politologii zajęcia dot. praw
      człowieka - i też, o dziwo nie kazali nam wkuwać paragrafów... To
      chyba łamie stereotyp polskiej uczelni, który usiłuje nam zaserwować
      pan autor - powtarzam: nie, na polskich uniwerystetach nie uczymy
      się paragrafów na pamięć.

      "I uzasadnić, czy za takie można uznać zbrodnie popełnione przez
      oddziały paramilitarne w Kolumbii: - Wykładowca nie podaje mi
      gotowych interpretacji. Najważniejsze jest, co ja sądzę i jak tu
      uzasadnię. Szkoła ma uczyć twórczego myślenia, poszerzać
      horyzonty." - na tym właśnie polegały te zajęcia. Kurcze... gdzie ja
      studiuję? Czy aby na pewno w Polsce? Przecież u nas to nie możliwe,
      u nas przecież uczymy się na pamięć EKPC i nie jest ważna wiedza
      praktyczna. Litości, panie autorze.

      "Joanna może z biblioteki pożyczyć nie dziesięć książek na rok,
      tylko tyle, ile potrzebuje." E... tam gdzie pan autor studiował,
      można było pożyczać 10 książęk na rok? Współczuję. Ja mogę pożyczać
      tyle, ile potrzebuję z Biblioteki Jagiellońskiej (no dobra, mam
      limit - nie więcej niż 8 na raz - ale nigdy nie zdołałam dobić nawet
      do 5), która jest jedną z najlepiej zaopatrzonych w kraju. Mogę też
      korzystać z dwóch bibliotek instytutowych, w których, z definicji,
      zajdują się książki bardziej ukierunkowane na przedmiot studiów.
      Gdzie ja studiuję? Coraz mniej wierzę, że w tej strasznej Polsce...

      "zwłokę w zwrocie podręcznika student dostaje tygodniowy zakaz
      wstępu do biblioteki" - O kurczę, czyżby u nas, w zacofanym kraju
      było lepiej niż w Paryżu? My płacimy 20 gr kary za dzień. Nikt nam
      nie zabrania korzystania z dobrodziejstw biblioteki.

      "Zajęcia? Zaskakujące, bo ilustrowane prezentacjami
      multimedialnymi." - Cholera, to ja powinnam być zaskoczona po każdym
      wykładzie. Na jednym z kierunków zdawałam w tym semestrze 3
      przedmioty i na wszystkich 3 wykładowca posiłkował się takimi
      prezentacjami. I teraz najlepsze - były one dostępne dla studentów w
      internecie. Można je było sobie ściągnąć (jeśli się znało hasło -
      podane na wykładzie) i potraktować jako pomoc naukową. Uwierzy pan,
      panie autorze? W Polsce takie rzeczy...

      "A książki czekają na każdego w internetowej wypożyczalni." O, coś
      jak w Bibliotece Jagiellońskiej.

      "Matematyka? Żadnych nieprzydatnych później w pracy całek i macierzy
      jak w Polsce" - o skutkach niewiedzy z zakresu matematyki już pisał
      ktos z przedmówców, więc nie będę się powtarzać.

      "Po dwóch latach studiów w Finlandii Magda umie już korzystać z
      programów statystycznych" - u mnie na studiach po roku studiów
      ludzie też umieją korzystać z programów statystycznych. Rety!!!
      Praktyka!!! I to w Polsce... w głowie się nie mieści.

      "Tutaj nauczyciel nie jest od przekazywania wiedzy z podręczników,
      tylko od tego, bym pojęła, co w tych podręcznikach jest. A w Polsce
      wykładowca pisze coś na tablicy" - tak? coraz bardziej utwierdzam
      się w przekoaniu, że Kraków leży w Finlandii a nie w Polsce.

      "Ale w jednym studenci mają gorzej niż w Polsce: - Nie da się tak
      jak w Polsce uczyć tylko przed sesją. Trzeba to robić
      systematycznie, bo do każdej dyskusji na zajęciach trzeba być
      przygotowanym." - Tak! Już wiem - UJ jest fińską uczelnią! Bo u nas
      jest na zajęciach tak samo, jak opowiada Magda. Jak dobrze, że nawet
      z takiego artykułu człowiek może dowiedzieć się czegoś nowego :-)

      "Nie musi odróżnić ściany tętnicy udowej od ramieniowej albo
      wiedzieć, że pod kątem 45 stopni zakręca pod aortą jakiś nerw. " -
      Jezu... powoli odkrywam, dlaczego za granicą tak cenią polskich
      lekarzy.

      "Najsłabsi odpadają dopiero na stażu po studiach." - czy to jest
      rzeczywiście dobry system, panie autorze? Ja chyba wolałabym odpaść,
      jeśli się nie nadaję, podczas pierwszej sesji - żeby zdążyć się
      jeszcze zająć czymś innym w życiu - a nie po kilku zmarnowanych
      latach.

      "Na prawie toleruje się wykładowcę, którego wykład polega na
      czytaniu fragmentów książki jednego z naszych naukowców. Wystarczy
      zakreślać wypowiadane zdania. Później trzeba to wykuć na pamięć, bo
      egzamin to terror." - w takich chwilach doceniam system oceny
      wykładowców przez ankiety studenckie, który działa na mojej fińskiej
      uczelni UJ.

      ", Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu: - Książkę do
      filozofii musieliśmy kserować, bo w bibliotece są dwa egzemplarze, a
      wykładowca ma jeden z nich. Czy nie można kupić więcej książek? " -
      a u mnie, kiedy w tym roku zmieniali jeden z podręczników (ze
      starego na nowe wydanie) z przedmiotu należącego do kanonu (czyt.
      obowiązkowego) biblioteka instytutowa kupiła 20 egz nowego wydania.
      Jak dobrze się uczyć na takiej fińskiej uczelni:)

      "Marek, Uniwersytet Opolski. Gdyby mógł raz jeszcze wybrać kierunek,
      nie wybrałby politologii, którą kończy: - Nie wiem, jak wykorzystać
      swoją wiedzę w praktyce. Nie umiem napisać wniosku o fundusze
      europejskie, ale znam daty z historii polskiej, powszechnej oraz
      paragrafy prawa międzynarodowego. Staż, który sam sobie załatwiłem w
      urzędzie, polegał na przekładaniu papierków." - żal, mi, że nie
      potrafi napisać wniosku o fundusze. Ale bardziej mi żal, że załatwił
      sobie nudny staż i obwinia o to uczelnię. To akurat jest chyba mało
      fińskie.

      Na zakończenie chciałabym pozdrowić szanownego pana autora i
      zaprosić do mnie, do Finlandii, na UJ.
      Może by tak tę uczelnię porównać z Harvardem?
      • fraps Re: Bajka o studiach 24.02.08, 13:00
        kenna napisała:

        > Hahahahaha
        > Jak ktoś mądrze powiedział z przedmówców: jak to możliwe, żeby
        > napisać artykuł porównujący Akademię Świętokrzyską i Uniwersytet
        > Opolski z najlepszymi światowymi uczelniami typu Harvard? Jakim
        > ignorantem trzeba być...?
        Dziennikarzem GW?

        > "Nie musi odróżnić ściany tętnicy udowej od ramieniowej albo
        > wiedzieć, że pod kątem 45 stopni zakręca pod aortą jakiś nerw. " -
        > Jezu... powoli odkrywam, dlaczego za granicą tak cenią polskich
        > lekarzy.
        :D:D:D



        > Na zakończenie chciałabym pozdrowić szanownego pana autora i
        > zaprosić do mnie, do Finlandii, na UJ.

        Nie jestem autorem, ale pozwolisz, ze kiedys wstapie.. ;)
    • boed Re: Bajka o studiach 15.02.08, 19:45
      A mnie rozbawila jedna rzecz: jedna Pani, ktora studiuje na renomowanym
      uniwersytecie medycynę nie boi sie, ze ja wywala, poniewaz wykladowcom zalezy na
      tym aby za wszelka cene zaliczyla zajecia.........
      Toz to u nas jest to samo: ciagnie sie takich niemilosiernie za uszy bez wzgledu
      co soba reprezentuja, tym samym mamy europejski poziom nauczania na akademiach
      medycznych :/
      • fraps Re: Bajka o studiach 24.02.08, 12:58
        Hahah, swiete slowa.
    • boed Re: Bajka o studiach 15.02.08, 20:01
      "Zajęcia? Zaskakujące, bo ilustrowane prezentacjami multimedialnymi. Żadnego
      pośpiechu w notowaniu nudnych wykładów, byleby tylko zdążyć, nim wykładowca
      zetrze notatki z tablicy. Wykładowca sam rozdaje wydrukowane artykuły do
      przeczytania. A książki czekają na każdego w internetowej wypożyczalni."
      Dziwne, na zajeciach, ktore prowadza moi znajomi i ja korzystamy przede
      wszystkim z materialow multimedialnych i rowniez tlumaczymy trudniejsze
      zagadnienia (wszystkiego nie da sie zrobic w ciagu dwoch godzin seminarium) i
      takze rozdajemy artykuly dotyczace tematu. Dziwnym jednak jest to, ze w sumie
      potem zaledwie 2-3 osoby w grupie pamietaja o czym byl poprzedni film, artykulow
      nikt nie czyta (raczej skarza sie, ze jest zbyt duzo wiedzy nadprogramowej w
      zwiazku z tym) a towarzystwo mowi wiadomosciami z wikipedii zamiast podrecznika
      i artykulu. Ciekawi mnie jeszcze jedno, ze Polak wyjezdzajacy na zagraniczne
      studia zwraca uwage, ze tam potrzebna jest systematycznosc, natomiast w Polsce
      realizuje sie model "do sesji", pomimo tego, ze wiekszosci rzeczy nie uda sie
      nauczyc w ten sposob (wykuc i zdac owszem, ale to nie jest nauka).
      Podsumowujac: szukanie drzazgi u innych a niedostrzeganie belki w swoim oku.
      Dobijaja mnie te artykuly w tej wyborczej: swoja stronniczoscia i zawezeniem
      zagadnienia do wylacznie jednej pespektywy. Racje ma moj Szef (notabene uznany
      autorytet naukowy na swiecie), ze nie przepada za tym tytulem.
      Pozdrawiam tych, ktorzy nie daja sie frustratom i robia swoje.
      • malgorzata.academicus Re: Bajka o studiach 15.02.08, 23:11
        > Ciekawi mnie jeszcze jedno, ze Polak wyjezdzajacy na zagraniczne
        > studia zwraca uwage, ze tam potrzebna jest systematycznosc, natomiast w Polsce
        > realizuje sie model "do sesji", pomimo tego, ze wiekszosci rzeczy nie uda sie
        > nauczyc w ten sposob (wykuc i zdac owszem, ale to nie jest nauka).

        Drogi boend, na uczelni brytyjskiej gdzie pracowalam byly trzy semestry, zajecia byly prowadzone przez dwa a trzeci byl poswiecany glownie pracy indywidualnej i zaliczeniom przedmiotow. To pierwsza roznica do polskich dwoch semestrow zakonczonych dwutygodniowymi sesjami z egzaminami-kobylami co kilka dni. W POlsce mozna zaliczyc wszystkie kolokwia czastkowe spiewajaco i powtarzac rok z powodu egzaminu zle sprawdzajacego wiedze.

        Druga roznica to ocenianie. W ciagu semestru dostaje sie czastkowe punkty za roznego rodzaju prace, tzw assessments. Czesc z nich wykonuje sie w domu, a czesc w warunkach egzaminacyjnych. W ten sposob przedmiot zalicza sie przez caly semestr, a koncowy egzamin to 20-30% z calej oceny...

        Czy zaspokoilam Twoja ciekawosc?
        • mr_pope Re: Bajka o studiach 16.02.08, 00:52
          > W POlsce mozna zaliczyc wszystkie kolokwia czastkowe spiewajaco i
          > powtarzac rok z powodu egzaminu zle sprawdzajacego wiedze.

          W takim razie to wina studenta, który nie potrafi się przygotować do egzaminu.
          Jeśli materiał z wykładów pokrywa się z materiałem przerabianym na
          konwersatoriach, to nie ma szans by student, który ćwiczenia zaliczył uczciwie
          oblał potem egzamin. Chyba, że to efekt jakichś problemów osobistych, ale w
          takim razie to sytuacja, która może się przydarzyć w każdych realiach.

    • tetanus77 medycyna PL wypisz wymaluj 17.02.08, 15:53
      Studia medyczne byly dla mnie w wiekszym fragmencie strata czasu. Pierwsze 3
      lata teoretyczne nie nalezaly do najlatwiejszych, szczególnie anatomia wypisz
      wymaluj jak ta opisana w artykule, bez zadnego odniesienia do praktyki, za to z
      ogromnym naciskiem na detale. Za to póżniejsze lata kliniczne, ha, nie wymagano
      od nas nic bo i nic nie uczono. Sumiennie byla tylko sprawdzana lista obecności.
      Asystenci regularnie nie przychodzacy do studentow na ćwiczenia, grupy
      studenckie tracace czas na korytarzu lub w bufecie to reguła. Pamietam miesiac
      chirurgii gdzie po sprawdzeniu listy o 7:30 wychodzilismy do parku na 5h aby
      pokazac sie pozniej na wykladzie gdzie również byla sprawdzana obecność.
      Asystent nam podsunął takie rozwiązanie gdyż był zajęty na bloku operacyjnym i
      nie miał dla nas czasu, poza tym jak powiedział nikt mu za uczenie nie płaci a
      on tym bardziej nie jest zainteresowany kształceniem dla siebie konkurencji Na
      studiach odpadło może 10%, większość za namową asystentów skutecznie zniechęceni
      do zawodu.
    • wyksztalciuch-37 Bajka o studiach 17.02.08, 19:48
      Studenci powinni pamiętać, ze zajmowanie się na polskich uczelniach dydaktyką,
      poświęcanie jej większej uwagi, pisanie skryptów, opracowywanie pomocy
      dydaktycznych, itd., jest dla nauczyciela akademickiego, dla jego kariery
      działaniem samobójczym. A rzetelnej oceny takiej pracy praktycznie nie ma. Dba
      się jedynie o wypełnienie limitu godzin, bo z tego tylko są "rozliczani"
      nauczyciele. A jak są wnioski awansowe np. na profesorów, to wszyscy są
      genialnymi dydaktykami.
      • ptysiek2 Re: Bajka o studiach 18.02.08, 11:33
        Praktyka - ja po studiach i tak musiałam pracować drugie tyle aby pracodawca
        stwierdził, że mam praktykę.
        Eeee tam to zależy, ja trafiałam na takich wykładowców u których trzeba było
        wykuć, napisać, zaliczyć, zapomnieć. Byli i tacy którzy umieli zachęcić i
        lubiłam z nimi zajęcia - były (jak ktoś to ładnie ujął) kreatywne. Jak profesor
        nie lubi wykładać ale musi to nie dziwne, że traktuje studentów "per noga". Z
        drugiej strony studenci też słodcy nie są, nie przychodzą na zajęcia a on gada
        do 15 osobowej grupy, na zaliczenie przychodzą tłumnie - niektórych ciągnie za
        uszy - zaliczenie się przedłuża zamiast skończyć o 16.00 wychodzi o 19.00 bo
        jacyś maruderzy zostali. Ja to widziałam i powiem, jak komus zależy to w każdych
        warunkach sobie da radę. Moim zdaniem to problem z dostępem na bezpłatnych
        kierunkach albo wieczorowe lub zaoczne - wiecie jak się trzeba naharować aby
        opłacić studia, biegać do pracy, zaliczać kolokwia, ćwiczenia, w pracy być
        energicznym, nie trzymać książki pod biurkiem, nie zawalić zlecenia bo premii
        nie będzie na święta. To są prawdziwe problemy.
    • nick.crestone Ani ci w Polsce, ani ci za granicą nie studiują! 20.02.08, 04:41
      Ci w Polsce, co myślą, że są na studiach, tak naprawdę zakuwają
      formułki przed sesją bez zrozumienia. I nie ma czemu się dziwić -
      jak "studiują" miliony, to nie są to studia wyższe, tylko szkoła
      powszechna, i taki też jest poziom, dostosowany do poziomu
      przeciętnego człowieka z ulicy.

      Ci za granicą też nie studiują, tylko uczą się zawodu, a to różnica.

    • hk_pl Bajka o studiach 20.02.08, 15:23
      no dajcie spokój!całki,macierze to problem na poziomie byle jakiej szkoły śr.
      może teologii się uczcie
    • nfa05 Inna bajka o studiach 20.02.08, 15:34

      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=33
      negatywnie oceniana winna być szkoła wyższa (kierunek) jeśli:

      1. kierowana jest przez osoby nie należące do korporacji nauczanych
      i nauczających poszukujących prawdy

      2. wyklucza z populacji zatrudnionych nauczycieli akademickich
      mających poczucie własnej wartości

      3. wyklucza z populacji zatrudnionych nauczycieli akademickich
      mających cywilną odwagę wypowiadania krytycznych opinii o patologii
      uczelni

      4. utajnia czy fałszuje osiągnięcia naukowe nauczycieli akademickich

      5. fałszuje osiągnięcia edukacyjne nauczycieli akademickich

      6. nadal respektuje 'prawo' stanu wojennego w życiu szkoły wyższej,
      w szczególności w polityce kadrowej

      7. instytutem, katedrą czy zakładem uczelni zarządza dożywotni
      feudał, bez potencjalnego następcy, z powodu wytępienia konkurentów

      8. zatrudnia 'wieloetatowców' m.in. 'profesorów' na fikcyjnych
      etatach (dla punktowania!)

      9. zatrudnia osoby obciążone zajęciami edukacyjnymi powyżej 8 godz.
      dziennie i prowadzące oficjalnie ponad 10 magistrantów

      10. realizuje politykę kadrową poprzez organizowanie 'konkursów' na
      obsadzanie stanowisk przez swoich, zgodnie z kryteriami
      dostosowanymi do ich poziomu intelektualnego lub według kryteriów
      genetyczno-towarzyskich

      11. uznaje aktywnych badaczy za element niepożądany na uczelni

      12. jej kadra jest niezdolna do wykrywania plagiatów lub/i wykazuje
      przyjazny stosunek do plagiaryzmu

      13. tworzy nowe kierunki studiów jedynie dla zapewnienia obecnej,
      zamkniętej na 'obcych' kadrze, dodatkowych źródeł utrzymania

      14. przyjmuje ogromną ilość studentów, bez możliwości ich należytego
      kształcenia, tylko po to, aby obecna kadra mogła więcej zarobić

      15. akceptuje mobbing w stosunku do nauczycieli akademickich
      przewyższających kadrę zarządzającą intelektem i uznaniem wśród
      studentów

      16. nie stosuje się do zasad etyki i dobrych obyczajów w nauce i
      edukacji

      17. wykazuje analogie do orwellowskiego Ministerstwa Prawdy, w
      którym wartości mają odwrócony znak
    • fraps Bajka o studiach 24.02.08, 12:52
      Matematyka? Żadnych nieprzydatnych później w pracy całek i macierzy jak w Polsce, gdzie z Magdy roku przez oblany egzamin z matmy odpadła większość studentów.



      Calki nie sa po to, zeby z nich codziennie korzystac, tylko, podobnie jak wiekszosc matematyki, zeby nauczyc logicznego myslenia.

      I zeby odsiac myslacych od idiotow. Nie kazdy potrzebuje miec licencjat czy magistra z 'biznesu miedzynarodowego'.
    • jsq Bajka o studiach 21.03.08, 10:29
      Nie można też generalizować. Studiuję prawo w Krakowie, gdzie studia stoją na
      bardzo wysokim poziomie merytorycznym a zajęcia i egzaminy prowadzone są w
      sposób praktyczny - rozwiązywanie kazusów, pisanie umów, pozwów etc. Niemal
      wszyscy wykładowcy i ćwiczeniowcy to praktycy, którzy pokazują na bieżąco do
      czego przydaje się wiedza teoretyczna (nawet na przedmiotach historycznych).
      Owszem, wiele osób narzeka na potrzebę "wrycia" książek dwa razy grubszych niż
      gdzie indziej (o "paragrafach" nie ma co dyskutować), ale dopiero w praktyce
      okazuje się że wówczas posiada się dwa razy większą wiedzę. Co doceniają
      pracodawcy :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka