Dodaj do ulubionych

Pozwoliłam się uwieść

08.04.08, 06:13
problem leży pewnie po stronie rodziców którzy nigdy nie okazywali sobie
miłości w domu i częściowo po stronie wrodzonej nieśmiałości , której z
powodów religijnych ta Pani nie miała okazji nigdy przezwyciężyć. Smutne jest
jednak to że zamiast na swoje pragnienia//uczucia postawiła na coś co tak
naprawdę nie istnieje. Widocznie nie mogła unieść presji społecznej.
Może parę sesji z prawdziwym psychologiem [ nie związanym z kościołem ] dałyby
jakieś efekty
Obserwuj wątek
    • ellubis Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 07:24
      Ktoś, kto wyobraża sobie, że jest Napoleonem, trafia do psychiatryka. Ktoś, kto
      wyobraża sobie, że jest żoną Chrystusa, zostaje poświęcony przez Kościół jako
      "dziewica poślubiona Bogu", Chrystus ma w Polsce około 60 takich żon. Czy jednak
      nie kłóci się to z nauką Kościoła, że małżeństwo, to kobieta i mężczyzna? Z krwi
      i kości? Nie kłóci się! Te tzw. "dziewice konsekrowane" nauczają naszą młodzież.
      Doktor psychologii (KUL) uważa, że "wszystko w porządku". Cool.
      • romulus_remulus Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 13:21
        zapraszamy wszystkich "tolerancyjnych" do wyrażenia oburzenia i poplucia sobie :)
        Tak kochacie wszystkich innych, homosiów, itp więc pokażcie swoją wspaniałą tolerancję !!!! :)

        • totalna_apokalipsa Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 17:57
          Zastanawia mnie bardzo , dlaczego nie ma męzów poślubionych
          Chrystusowi...to wszystko na odległość pachnie mi jakimś sad-maso
          psychicznym ...Przy czym wydaje mi się, z e instytucja dziewicy
          konsekrowanej była kiedyś idealna, jesli chciało się uciec przez 10
          dzieci, smiercią w połogu , czytać ksiązki, modlić się i miec sw
          spokój... a przy tym nikt sie ciebie nie mógł czepić , ze jesteś
          odmieńcem, bo firmował to Bóg:) I myslę, ze to naprawdę mogło sie
          przydawać niegdyś kobietom. Czy dzisiaj - niekoniecznie.
          • junkier_ciul Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 08:29
            Są! Nazywają sie księża.
            • a7721 Znak dla świata 09.04.08, 08:54
              To niesamowita odwaga podjąć taką decyzję. To chyba rzeczywiście trudniejsze od
              pójścia do zakonu. W dzisiejszym świecie nastawionym na konsumpcjonizm -
              maksymalnie dużo przyjemności dla siebie, seks, pieniądze, władza i
              posiadanie... - to coś nienormalnego.

              Ale jest to wyzwanie. Takie, które uwiera tych, co tak nie chcą i nie mogą się
              do tego przyznać.
              • angelika_20 Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 08:58
                seksualnych nie jest wielkim wyzwaniem.
                Skoro można przynać się otwarcie do homeseksualizmu to czemu nie do
                fantazji erotycznych z Jezusem?
                • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:12
                  Jeżeli tak płytko traktujesz sprawy wiary, to znaczy, ze NIC z tego nie
                  rozumiesz. Jak można porównywać ludzkie ekscesy seksualne do kontaktu z
                  Wszechmogącym Bogiem? To Bóg stworzył Wszechświat i wszelkie byty - nawet Ciebie.
                  • totalna_apokalipsa Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:28
                    Wiesz co? Konsumpcja konsumpcją , ale nawet w tym dzisiejszym
                    swiecie sa ludzie, którzy zawsz\e byli tylko z jednym czlowiekiem ,
                    kochają sie maja dzieci, pomagaja w miarę możliwości innym itp

                    stawianie alternatywy - albo wieczne życie w dziewictwie z Jezusem,
                    albo seks i prochy to po prostu zakłamanie rzeczywistosci. Nic
                    ponad to.
                    • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:34
                      Co Ty za bzdury piszesz? Jaka alternatywa? Ja też mam jedną żonę i dzieci, które
                      kocham, ale bardzo szanuję takie osoby jak ta dziewczyna, bo ona pokazuje
                      światu, jak ważne są inne duchowe wartości.

                      Czytaj ze zrozumieniem.
                      • solarv [...] 09.04.08, 10:14
                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • znajomy_jennifer_lopez Dziewica Kons. brzmi jak Pogrzebany za Życia 09.04.08, 10:53
                          Ale tak wydaje sie mi, jej wydaje sie ze jest super duper.
                          A że to jej życie a nie moje, to "z Bogiem" dziewczyno, rób jak Ci pasuje. Zwłaszcza jakbys miała trafic na męza pijaka-bijaka.
                          • cesarz_lodow_smietankowych Czy ktoś zapytał Chrystusa o zgodę? 09.04.08, 12:29
                            :S
                            • klod1 Re: Czy ktoś zapytał Chrystusa o zgodę? 09.04.08, 12:34
                              a mial nauki przedslubne
                              • lth Re: Czy ktoś zapytał Chrystusa o zgodę? 09.04.08, 14:24
                                no wlasnie.. a mzoe Jezus nie chce sie za nią wychodzic ? ;p

                                Btw ciekawe co by bylo jakby ta pani sie "puscila" i urodzila...
                                to by bylo chyba niepokalanie poczecie..
                                albo syn Bozy 21 wieku..
                                • sobi84 Panie, modlę się o szybką dechrystianizację Polski 09.04.08, 15:02
                                  Bowiem sekularyzacja i dechrystianizacja są jedynym gwarantem tego, że w Polsce
                                  będzie kiedyś normalnie. Na szczęście wszystkie kraje europejskie po wstąpieniu
                                  do Unii Europejskiej przechodzą takie procesy, więc jestem pełen nadziei.
                                  • mis22 Kobieta normalna, tylko dziwaczny katolicki rytuał 09.04.08, 15:18
                                    Mieszkam w Stanach gdzie obecnie ponad 30% dorosłych ludzi zyje
                                    samotnie. Decyzja tej kobiety, że chce żyć samotnie nie jest więc
                                    niczym wyjątkowym. Mówi, że nie zamierza się izolować od ludzi,
                                    normalnie pracuje, ma przyjaciół.

                                    Tylko katolicki rytuał zaślubin z duchem Jezusa jest dziwaczny,
                                    anachroniczny i pozbawiony logiki. Ale taki ten kościół już jest.
                                    Wierni jedzą podczas komunii ciało swego Boga, a kapłan pije jego
                                    krew. Kanibalizm rytualny w XXI wieku jest zaskakujący dla ludzi nie
                                    będących do tego wdrożonych od dzieciństwa.
                                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Dlaczego nie ma prawiczków konsekrowanych?? 09.04.08, 17:58
                                      Pozostaję z całym szacunkiem dla wyboru tej pani.
                                      Ale nie rozumiem jednego: dlaczego w Kościele nie ma prawiczków konsekrowanych??
                                      Pytam zupełnie poważnie.
                                      • michalng Re: Dlaczego nie ma prawiczków konsekrowanych?? 09.04.08, 18:13
                                        Bo bycie dziewica to o"chwała" a bycie prawiczkiem to "wstyd". Podobnie jak
                                        bycie "Casanova" i "puszczalską" Podejście ludzi do seksualności kobiet i
                                        mężczyzn rożni sie znacznie.
                                        • poszeklu Piekni ludzie 09.04.08, 21:24
                                          Ludzie, ktorzy nie ulegaja presji, spoleczenstwa,
                                          mediow, szukaja i znajduja najprawdziwsze piekno,
                                          jedyna i nieskalana milosc. Mozemy gratulowac i
                                          pozazdroscic wewnetrznego ladu, doskonalego wyboru.
                                          Malo jest takich ludzi, a szkoda.
                                          • 444a Re: Piekni ludzie 10.04.08, 22:43
                                            Jakie piękno odnalazła? Czy piękny jest brak seksu???
                                            Co do wewnętrznego ładu, to po jej wypowiedziach widać właśnie bałagan emocjonalny.
                                            • almagus Re: Jak plama z obrusa, 12.04.08, 16:50
                                              Jak plama z obrusa,
                                              Przypomina Chrystusa.
                                              I ta rysa na ścianie.
                                              Czy mam powołanie¿

                                              Jak kulki kaktusa.
                                              Mają wygląd Chrystusa.
                                              Światełka mruganie.
                                              Czy mam powołanie¿
                                              • almagus Re: Powołanie. 12.04.08, 19:24
                                                Powołanie.

                                                W plamie z obrusa,
                                                Widzę Chrystusa.
                                                W rysie na ścianie.
                                                Czy mam powołanie?

                                                W kulkach kaktusa.
                                                Widzę Chrystusa.
                                                Światła mruganie.
                                                Czy mam powołanie?

                                                Jak grają bluesa.
                                                Słyszę Chrystusa.
                                                Z kropelką w kranie.
                                                Czy mam powołanie?

                                                W jadzie sługusa.
                                                Nie ma Chrystusa.
                                                Koguta pianie.
                                                Szatana wezwanie¿

                                                W rogach beanusa.
                                                Nie ma Chrystusa.
                                                Owcy bekanie.
                                                Szatana wezwanie¿

                                                Widok garbusa.
                                                Dziełem Chrystusa.
                                                Dam mu miłowanie.
                                                Czy mam powołanie?
                                        • angelika_20 Re: Dlaczego nie ma prawiczków konsekrowanych?? 10.04.08, 08:34
                                          Dokładnie tak,
                                          KK nie jest w stanie znieść wyłącznie jednej rzeczy - kobiety
                                          decydującej samodzielnie o swojej seksualności.

                                          Mężczyzna - czy to pedofil w kręgach kościoła, czy też mający wiele
                                          kochanek "przykładny ojciec rodziny" jest bardziej do zniesienia niż
                                          kobieta mówiąca otwarcie że używa wibratora, ma wielu partnerów czy
                                          jest dziewicą bo tak chce.

                                          Z powodu przechyłu w sposobie myślenia kościoła na męską stronę (z
                                          wiadomych powodów), w KK wizerunek idealnej kobiety to skromna,
                                          suszczająca oczy niewiasta. Matka posłuszna Bogu i kościołowi.

                                          Kobieta mówiąca o seksie to ladacznica, dziwka, jawnogrzesznica ew.
                                          sfiksowana stara panna.
                                      • kkrolewna Re: Dlaczego nie ma prawiczków konsekrowanych?? 09.04.08, 23:07
                                        Proste: bo nie maja kogo poslubic
                                        Bog jest mezczyzna
                                      • szmul_zygelbojm Jarek K. jest prawiczkiem 10.04.08, 09:26
                                        ... konsekrowanym przez samego ojca redaktora

                                        • angelika_20 Re: Jarek K. jest prawiczkiem 10.04.08, 11:30
                                          A nie zgadzam się.
                                          Od wielu lat żyje w związku z kotem Alikiem.
                                  • marl57 a ty z tą nadzieją wyjeżdżasz, że .... 09.04.08, 17:42
                                    a ty z tą nadzieją wyjeżdżasz zupełnie jakbyś z kościoła jakiego właśnie wyszedł.
                                    Nadzieja jest dla niepotrafiących zobaczyć żadnej czytelnej perspektywy. Tzn, że może będzie dobrze.
                                    W zjawiskach które opisujesz jest za to optymizm i o to chodzi.
                                    Optymizm wynikający z tego że człek myślący własną kiepełą patrzy, widzi, sprawdza próbuje, wybiera to co działa, resztki pozostawia chcącym mieć nadzieję bo samodzielnie widzieć i ocenić nie potrafią.

                                  • irena1949 Re: Panie, modlę się o szybką dechrystianizację P 09.04.08, 20:24
                                    To wszystko jest chore.To nienormalne zachowanie.Mam dosyć
                                    kościoła.Jeżeli biskupi w tym marnym spektaklu uczestniczą to ja nie
                                    chcę należeć do takiego kościoła.Jej potrzeby jest
                                    psychiatra.Przecież to wariatka.Jak można wyjść za mąż zajezuza bez
                                    uzyskania Jego zgody.To jest wariactwo.
                            • angelika_20 Jezus jak Che Guevara 09.04.08, 13:18
                              do umieszczania na koszulkach i gadżetach reklamowych.

                              Kto by się tam maszynki do krojenia kasy o zgodę pytał...
                              • parmalat Re: Jezus jak Che Guevara 09.04.08, 16:57
                                a Chrystus na to...
                      • totalna_apokalipsa Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:28
                        No własnie czytam ze zrozumieniem. I cały czas zastanawiam sie
                        jakie "inne duchowe wartości " mi ta DZIEWCZYNA POKAZUJE? Bo uważam,
                        z e ona sama potrzebuje pomocy - z całego tego wywiadu biją dwie
                        rzeczy - samotność i zawiedzione uczucia. Ciekawe, ze nie widzisz ,
                        ile w tych jej duchowych wartościach podskórnej erotyki - i jakoś
                        nie wydaje ci sie to dziwne, ze ktoś moze ogłaszać sie żoną Jezusa,
                        skoro on sam zył w celibacie. Rozumiem, zakonice, pustelnice,
                        ale "mistyczne żony oblubieńca" to juz dla mnie za dużo.
                        • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:32
                          a co tu się zastanawiać, dziewczyna potrzebuje dobrego psychiatry, który pomaga
                          także ludziom uważającym się za Napoleona.
                          • jerry21 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:43
                            psychiatra tutaj nie pomoze - musialby byc bardzo dobrym - a
                            takich raczej nie ma ...
                            mysle ze pomalu , z czasem ta dziewczyna dojrzeje do
                            rozwodu z oblubiencem - on jej w tym pomoze
                            zastanawia mnie inna kwestia - czy oblubieniec , ukochany jest
                            pytany o zdanie w kwestii slubu - i druga pochodna sprawa
                            czy nie jest to propagacja poligami na ksztalt prawie
                            arabski ?
                            harem niech by nawet duchowy - to nie jest chyba szczytowe
                            osiagniecie ducha ludzkego i ... swietego
                          • totalna_apokalipsa Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:44
                            Przede wszystkim przychodzi mi do głowy jedno - jest bardzo
                            religijna i bardzo wrazliwa, a przy tym - od zawsze obracała sie w
                            jednym środowisku. Zawiodła sie na męzczyznach, nie udało sie
                            zbudować nic trwałego - osoby nadwrażliwe, takie rzeczy zniechęcają
                            do podejmowania kolejnych prób. Nie sądze, zeby była, jak wielu tu
                            twierdzi, psychicznie chora...Na pewno za to zagubiona, niepewna,
                            szukająca i potwornie wręcz pozbawiona odwagi by kierowac własnym
                            zyciem przez działanie, nie kontemplację.
                            Wszystko to pewnie inaczej wyglądałoby, gdyby została zakonnica, ale
                            nie czuje do tego powołania. A kosciól nie ma żadnej drogi i
                            wskazówek dla niej na tym etapie, na jakim sie znalazała, tak samo
                            jak nie ma jej dla pustelników i pustelnic, którch też jest w Polsce
                            kilku. Podejrzewam, ze tak naprawdę to sa ludzie z ogromnym
                            potencjałem i wrazliwoscia, którymi NIKT NIGDY rozsądnie nie
                            pokierował jako mistrz duchowy. I dlatego zwyczajnie mi jej zal, bo
                            nei bedzie szczęsliwa w tym wyborze - własciwie to juz nie ejst ,
                            choc tłumaczy to zwatpieniami...
                            • totalna_apokalipsa i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 10:50
                              Nie wiem,, czy będzie czytała komentarze na forum, ale jesli tak, to
                              chciałam jej cos napisac , co do medytacji.

                              To o czym mówi, jako o obecności szatana i złego ducha, ktory opętał
                              ją w czasie medytacji i o tym, jak tym zgrzeszyła, to NIc wiecej,
                              absolutnie zupełnie nic wiecej ponad wyjasnienie tego stanu przez
                              kościól katolicki - słowem potepienie medytacji w najprymitywneijszy
                              z mozliwych sposób.

                              W rzeczywistości stan ten jest zupełnei normalny, fizjologiczny.
                              To tzw. makio lub makyo - w buddyzmie zen tak okresla sie
                              euforyczne lub nieprzyjemne stany psychiczne występujące niekiedy
                              podczas medytacji. I rzecz ta przydarza sie kazdemu medytującemu,
                              mistrzowie uczą , z enei mozna na to zwracac uwagi i zatrzymywać sie
                              na tym poziomie - to coś , jak produkt przemiany materii, element
                              zakłócajacy, nie demon i nie szatan. Medytacja wywodzi się z innego
                              kręgu kulturowego i naprawde , nie mozna tego tak traktować.
                              chciałabym, zebyś oprócz lit. katolickeij czytaał wciąż o tych
                              tradycjach - wbrew pozorom to moze ci bardzo pomóc.
                              • a7721 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:08
                                Ta "medytacja" o której piszesz, to w rzeczywistości otwieranie się na siły Zła,
                                które też istnieją. Dla niewtajemniczonych: pochodna tych pseudo-duchowości jest
                                mi.in. psychotronika, karty tarota, astrologia, różdżkarstwo, wahadlarstwo,
                                niektóre "wyższe" formy jogi i innych filozofii wschodu. Ludzie, którzy się tym
                                zajmują często popadają w obłęd a nawet opętania. Znam takie przypadki.
                                • totalna_apokalipsa Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:14
                                  Słuchaj cżłowieku, medytacja jest tradycją buddyzmu i praktyką
                                  religijną o wiele starszą niz całe chrzescijaństwo.

                                  Miło by ci było, gdybym powiedziała ci, ze sw. komunia to tradycja
                                  zjadania kawałka ciała , zła praktyka kanibali? Nie sądze.

                                  Zatem nie mieszaj swoich osądów do elementów innnych religii, bo w
                                  tych innych religiach twoje pojęcia "Zła" po prostu nei istnieje.

                                  I jeszcze jedno - ja piszę o medytacji buddyjskiej.

                                  Uprasza sie, o nie zasmiecanie tej religijnej tradycji jakimiś
                                  wtrętami o różdzkarstwie, wahadlarstwie, psychotronice i tym
                                  podobnych.

                                  • lava71 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:24
                                    ... ależ właśnie trzeba otwarcie i głośno nazywać słowa po imieniu. Komunia to
                                    czczenie zachowań kanibalistycznych. "Jego krew i ciało" ... oczywiście dla
                                    Chrześcijanina to normalne i prawidłowe ... tyle, że jak by mu kazać to zrobić
                                    na prawdę to by nagle doznał szoku. Religia wypacza znaczenie podstawowych słów.
                                    • a7721 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:30
                                      Jeżeli nie odpowiada Ci interpretacja katolicka (lub, co bliższe prawdy - po
                                      protu jej nie rozumiesz) to możesz odwołać się do protestanckiej. Myślę jednak,
                                      że i tego nie zniesiesz, więc niepotrzebnie podpierasz się gierkami
                                      lingwistycznymi.
                                      • lava71 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:34
                                        metafory, symbolika a teraz i gierki lingwistyczne. Tak, to jest właśnie sedno
                                        religii ... taka interpretacja słów aby pasowała do danej chwili.
                                        • a7721 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:37
                                          Tak płytko???? Myślałem, że masz trochę więcej argumentów.
                                          • lava71 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:39
                                            a w jakim temacie? manipulacji informacją?
                                    • kloktat_dehet Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 14:21
                                      czy Pan/Pani lava71 bierze tak literalnie cale zycie?
                                      jezeli tak, to zal mi Pana/Pani.

                                      co do symboliki mszy, to odsylam rowniez do Junga, jezeli wykladnia religijna
                                      Pana/Pani nie satysfakcjonuje.

                                  • a7721 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:25
                                    To, że buddyzmie "zło" nie istnieje, wcale nie znaczy, że go nie ma. Po prostu
                                    do tego nie doszli...
                                    • totalna_apokalipsa Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:42
                                      To, ze w chrzescijanstwie Zło istnieje jako ingerencja z zewnatrz
                                      nazywana Szatanem nie znaczy, z e szatan istnieje...Po prostu
                                      jeszcze nie doszli do tego, ze zło wytwarza tylko i wyłacznie
                                      człowiek.

                                      Miło? Nawet nie zdajesz sobie sprawy z teogo , jak ograniczasz swoje
                                      własne myslenie przez wyklepane regułki - najlepiej, najwiecej,
                                      najlepsza religia, jedyna zbawiajaca;/
                                      • jerry21 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 12:13
                                        racja oczywista - zwalanie na szatana zla , wytwarzanego przez
                                        czlowieka - sprytne ale malo skuteczne - jezeli chce sie
                                        minimalizowac zlo w swiecie.
                                        masz co wybierasz - wybierasz BYCIE zlym - masz zlo.
                                    • drakaina Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 13:32
                                      A dlaczego koncepcja zła, jaką przyjęło chrześcijaństwo, miałaby być prawdziwa?
                                      Jest dość nowa i dość nieskładna.

                                      Na przełomie XI i X w. przed tzw. "naszą" erą czyli przed rokiem uważanym
                                      arbitralnie za rok narodzenia Jezusa (choć już wiadomo, że jest to datowanie
                                      błędne) powstała koncepcja awestyjska, zoroastriańska, która jest znacznie
                                      pełniejsza i mniej narażona na problemy typu "unde malum". Wg tej koncepcji siły
                                      dobra i zła są pierwotne w świecie (złe duchy to nie zbuntowane dobre) i toczą
                                      ze sobą walkę, którą w końcu musi wygrać dobro, a obdarzony wolną wolą człowiek
                                      powinien brać czynny udział w tej walce - a żeby być dobrym (także pod względem
                                      religijnym) człowiekiem zasadniczo powinien opowiedzieć się po stronie dobra.
                                      Dobry, twórczy bóg jest bogiem światła, jego przeciwnik przede wszystkim panem
                                      kłamstwa.

                                      Coś ci to przypomina? Bo powinno, jako że ta koncepcja bardzo mocno oddziałała
                                      przez Persję na judaizm (Ezdrasz uczył się w perskim Babilonie), a poprzez
                                      judaizm na chrześcijaństwo, które do II w. było sektą w obrębie judaizmu.

                                      Problem z teologią chrześcijańską polega jednak na tym, że uznało, że siły zła
                                      to zbuntowani aniołowie (nawiasem mówiąc aniołowie i demony to też istoty z
                                      mitologii perskiej), no a w rezultacie tego wszystkiego pojawił się problem
                                      teodycei, czyli jak pogodzić istnienie zła w świecie z najwyższym dobrym bogiem,
                                      skoro zło nie jest samoistne. A wyszli od tak składnej i sensownej koncepcji...
                                      • 444a Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 18:00
                                        Jedyne co można powiedzieć w takiej sytuacji to, że jesteś nieszczęśliwą, z
                                        powodu oddalenia od jedynego miłosiernego boga, niewidzącą jedynej prawdy
                                        objawionej, głuchą na głos Jedynego, śmieszną w swym grzesznym uporze wobec
                                        wszechpotężnego, rozsadniczką cywilizacji śmierci, która prostą drogą zmierza w
                                        kierunku szatana...

                                        Kiedy się obejrzysz będzie już za późno, a na skutek medytacji złe moce opanują
                                        twoje ciało i umysł, będziesz cierpieć, a miłosierny i wszechpotężny bóg nie
                                        uratuje cię z twojego grzechu. Medytacja otwiera cię na Nie-Wiadomo-Co a my
                                        wiemy już czym to jest.

                                        Nieposłuszeństwo wobec jedynych i prawdziwych posłańców najwyższego na ziemi
                                        spowoduje, że będziesz zgrzytać zębami, mantra oddali cię od cudownego rytuału
                                        mszy katolickiej - rzymskiej. O ileż piękniejsza jest modlitwa katolicka? Czy
                                        coś tak pięknego może prowadzić na manowce?

                                        Jedyne lekarstwo na twoją prowadzącą ku Złemu drogę przez nie-wiadomo-skąd
                                        wziętą medytację jest żarliwa litanija do malutkiego i bezbronnego kochanego
                                        serca Jezuska. Tylko ten mały słodki Jezusek w swej mocy miłosierdzia i mądrości
                                        wskaże ci drogę ku prawdziwemu przeznaczeniu, ku prawdziwej wolności, która
                                        przecież nie jest niczym innym jak tylko pełnym żarliwości oddaniem się woli
                                        kościoła...
                                        • kola Re: i jeszcze co do medytacji... 10.04.08, 14:30
                                          jedyne co można powiedzieć w twojej sytuacji to: - Lekarza!!!
                                    • parmalat Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 17:01
                                      a7721 napisał:

                                      > To, że buddyzmie "zło" nie istnieje, wcale nie znaczy, że go nie ma. Po prostu
                                      > do tego nie doszli...

                                      To, ze w chrzescijanstwie "Zlo" istnieje, wcale nie znaczy, ze jest. Po prostu
                                      jeszcze do tego nie doszli... I co Ty na to?
                                  • marl57 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 17:51
                                    używasz przyjacielu argumentacji jakbyś zupełnie zakładał że z osobą rozumującą polemizujesz, szukajacą odpowiedzi na pytania które ona sama postawiła.
                                    Chcesz mówić o świadomości, tymczasem on ciagle coś o duszy, ty o rozwoju, on o zdewociałej, strachliwej i ciemnej pobożności,
                                    uważasz dalej że mówisz na temat?
                                    Tyle błędów w jednym miejscu ....
                                    A swoją drogą, to jak z ciemnym "daltonistą" o kolorach rozmawiać ?
                                    Nie obrażając daltonistów naturalnie.
                                • lava71 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:20
                                  "... siły Zła", "...niewtajemniczonych..." A co to za slang? Umiesz pisać po polsku?
                                  No i znowu "my jesteśmy lepsi a inni to popadają w obłęd i opętanie". Co za
                                  prostota myślenia...
                                  • a7721 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:26
                                    Nie wiedziałem, że Twoja znajomość polskiego jest tak selektywna...
                                    • lava71 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:36
                                      selektywna oznacza wybiórcza ... co w Twoim przypadku oznacza używanie wybranych
                                      słów do nadania im "tajemniczości", "mądrości" ... "lepsiejszości:)"
                                • 40bolszewikow Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 18:24
                                  Juz z tego krotkiego posta widac, ze "swietnie" sie na tym znasz,
                                  wiec daruj sobie to uswiadamianie.

                                  (Zeby bylo jasne: w ezoteryke nie wierze i nie lubie jej, a religie
                                  Wschodu sa mi dosc dalekie duchowo i intelektualnie.)


                                  a7721 napisał:

                                  > Ta "medytacja" o której piszesz, to w rzeczywistości otwieranie
                                  się na siły Zła
                                  > ,
                                  > które też istnieją. Dla niewtajemniczonych: pochodna tych pseudo-
                                  duchowości jes
                                  > t
                                  > mi.in. psychotronika, karty tarota, astrologia, różdżkarstwo,
                                  wahadlarstwo,
                                  > niektóre "wyższe" formy jogi i innych filozofii wschodu. Ludzie,
                                  którzy się tym
                                  > zajmują często popadają w obłęd a nawet opętania. Znam takie
                                  przypadki.
                              • panistrusia Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 11:40
                                Pewnie nie wiesz, ale Kościół Katolicki nie potępia medytacji.
                                Co więcej: zaleca ją jako formę modlitwy.
                                • netizen Zdecydowanie RCC nie zaleca medytacji 09.04.08, 14:27
                                  Zdecydowanie RCC nie zaleca medytacji jako formy modlitwy. Prosze o
                                  niewprowadzanie w blad. Jezeli jestes innego zdania prosilbym o podanie zrodla.
                                  • jbyszewski Re: Zdecydowanie RCC nie zaleca medytacji 09.04.08, 22:53
                                    Wystarczy w tym celu google. Polecam zerknąć np. tu:

                                    www.wccm.org/images/PDF/InterviewwithFrLaurenceLondon.pdf .
                                  • panistrusia Re: Zdecydowanie RCC nie zaleca medytacji 09.04.08, 22:54
                                    www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/zbior/t_2_24.html
                                    pl.wikipedia.org/wiki/Medytacja_ignacja%C5%84ska
                                    Dalej?


                                    Nawet w, hmmm dość 'ortodoksyjnym', Radiu Maryja codziennie około północy jest
                                    prowadzona medytacja...
                              • mg2005 Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 14:09
                                > To tzw. makio lub makyo - w buddyzmie zen tak okresla sie
                                > euforyczne lub nieprzyjemne stany psychiczne występujące niekiedy
                                > podczas medytacji

                                Zauważ, że ten 'nieprzyjemny stan' pojawił się nie podczas
                                medytacji, ale podczas modlitwy...
                                • totalna_apokalipsa Re: i jeszcze co do medytacji... 09.04.08, 14:55
                                  To nie ma najmniejszego znaczenia. Jesli ktoś już kiedyś nauczył
                                  sięmedytacji i praktykowąl ją, w modlitwie będzie również
                                  doprowadzał przynajmniej do pierwszego stopnia czyli oczyszczenia
                                  umysłu i skupienia. zmienia sie tylko nazwa, nei dziąłanie mózgu.
                              • 444a Re: i jeszcze co do medytacji... 14.04.08, 12:34
                                Moim zdaniem to nie było makyo w stereotypowym rozumieniu.

                                Dziewczyna uświadomiła sobie po prostu samotność, która np. osobom w depresji
                                jawi się jako właśnie pustka, ciemna przestrzeń.

                                No i wyciaganie wniosku, ze medztacja jest zla, bo w trakcie modlitwy cos szlo
                                nie tak, jest delikatnie mowiac gruba pomylka.
                          • bobkusss jeśli kogoś obraże to z góry przepraszam 09.04.08, 11:39
                            ta dziewczyna nie potrzebuje psychiatry tylko bolca, a ze nie dostała zawczasu
                            to teraz przyszło jej udawać świętą. swoją drogą, wiecie jak się produkuje
                            szamanów w puszczy amazońskiej? odcinają im wacka- tak uczą się obcować z duchami.
                            • hera9 Re: jeśli kogoś obraże to z góry przepraszam 09.04.08, 11:44
                              cos w tym jest :)
                            • kobrakobra Re: jeśli kogoś obraże to z góry przepraszam 09.04.08, 16:09
                              Broniłam sie na wszelkie sposoby przed przyznaniem Ci racji, ale doszlam do
                              wniosku, ze chyba rzeczywiście tak to wyglada. No nie oszukujmy sie...
                            • nikosis Re: jeśli kogoś obraże to z góry przepraszam 09.04.08, 17:18
                              lol- brawo za sttyl i wy[powiedź jakiej tu brakowało:)
                        • 444a Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:41
                          No właśnie, w chorej wizji seksualności "wartością" jest życie bez seksu. Ale
                          taka wizja jest chora...

                          Czy nie-współżycie jest wartością? Dlaczego? Czy współżycie jest w takim razie
                          antywartością?
                        • 40bolszewikow Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 18:17
                          Dokladnie tak, totalna_apokalipsa...
                          Odejscie od konsumpcji? To czemu kupuje sobie ladne ciuchy, dostaje
                          z okazji konsekracji wieze i pieniadze, itd.? Nie widze w tym
                          swiadectwa zadnych innych czy lepszych wartosci. Chyba, ze wartoscia
                          jest samo zycie bez seksu. Nie kwestionuje wiary tej pani i nic mi
                          do tego, ale zza jej decyzji przeswituje raczej samotnosc i
                          rozpaczliwe poszukiwanie spelnienia.
                      • floo77 ta dziewczyna sobie nie radzi i chce nadać sens 09.04.08, 12:00
                        swojemu życiu. nigdy sie nikt nią w zasadzie nie interesował, zawsze
                        była wycofana - ja to znam, jestem podobna, ale zaczepianie się o
                        coś takiego, żeby nadać sens temu jak wygląda moje życie, jest nie
                        do przyjęcia, jest niedojrzałe...
                      • vladek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 13:07
                        Oczywiscie ze wazne sa duchowe wartosci. Ale co ma wspolnego z
                        zyciem duchowym religia katolicka w Polsce i polaczenie fanatyzmu
                        religijnego z delikatnie mowiac problemami psychicznymi tej Pani
                        tego juz za bardzo pojac nie moge.
                        Wiem ze ludzie maja czasem problemy z akceptacja swiata ktory ich
                        otacza czy z odnalezieniem wlasnego tempa zycia gdy wszystko wokol
                        ciebie zmienia sie jak na karuzeli i wydaje sie nie miec wiekszego
                        sensu, ale ucieczka w wirtualny swiat wlasnego umyslu to nie jest
                        cos co powinno znajdowac w tym miejscu oprawione w ramki jako
                        nobliwy przyklad do nasladowania.
                        I po co to dorabianie ideologii? Fanatyzm religijny pozostaje nim
                        bez wzgledu na to czy fanatyk wysadza swiatynie 'wrogich' religii,
                        nie je wieprzowiny czy tez postanawia zyc w dziewictwie.
                        Wspulczuje jej rodzinie.
                        Widza co sie dzieje i nic nie moga na to poradzic...
                        Smutna historia.
                        • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 13:39
                          Kazdy ma swoj sposob aby wyroznic sie z tlumu.
                          To taka religijna forma eventu.
                  • angelika_20 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:28
                    Wiara to narkotyk dla biednych.
                    Jedni wierzą w brodatego szczupłego Jezusa jako męża inny w wielką
                    biedronkę - stworzyciela wszechświata.

                    Ta pani jest po prostu dewiantką seksualną i osobą niezborną
                    społecznie.

                    A na domiar złego KK sankcjonuje takie zboczenia jednocześnie
                    piętnując homoseksualizm.

                    Ale to mnie nie dziwi ponieważ już sam celibat i życie zakonne jest
                    chore i perwersyje samo w sobie - jakie rodzi skutki widzimy w
                    postaci afer homoseksualnych i pedofilskich w kościele.
                    • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:40
                      Jeżeli czujesz upodobanie do homoseksualizmu, to Twoja prywatna sprawa.
                      Jeżeli chcesz pomniejszyć własne poczucie winy negując istnienie Boga, lub
                      przyrównując Go do małej biedronki, to też Twoja sprawa.

                      Choćbyś napisała jeszcze 1000 głupot na tym forum i tak będziesz dowodem
                      istnienia Boga Miłosiernego, który pozwala swojemu dziecku na tak niepoważne
                      wybryki.
                      • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:57
                        O jakim bogu piszesz? Ra, Balu, Jahwe? ... Każdy był złośliwy i jakoś dziwnie
                        faworyzował tylko wybrane grupy ludzi. A jak masz na myśli tego ostatniego
                        czczonych przez Chrześcijan to proponuje lekturę Biblii. Tam jest czarno na
                        białym jaki to ten twój "bóg" jest miłosierny i dobry. Krew, zabójstwa i
                        zniszczenie...
                        • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:01
                          Mało wnikliwie czytałeś...
                          • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:06
                            No nie wstydź się ... podaj przykłady ... Wiem, że łatwiej jest komuś zarzucić
                            niewiedzę. aż ciśnie się na usta anegdota z belką we własnym oku.
                            • panistrusia Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:45
                              Jak żyję, to anegdoty o belce w oku nie słyszałam... Możesz przytoczyć, bom
                              ciekawa:)?
                            • oranvag Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:00
                              O północy Pan pozabijał wszystko pierworodne Egiptu: od pierworodnego syna
                              faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego tego, który był
                              zamknięty w więzieniu, a także wszelkie pierworodne z bydła.

                              Ten tekst powinien być znany każdemu. Ale jeśli ktoś Biblię zna tylko z
                              opowiadań, to polecam stronę:

                              www.infidels.org/library/modern/donald_morgan/atrocity.html
                              • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:24
                                oranvag napisał:

                                > ... Ten tekst powinien być znany każdemu.

                                Powiedzial radykal chrzescijanski do radykala hinduistycznego.
                          • gresiek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:46
                            a7721 napisał:

                            > Mało wnikliwie czytałeś...

                            typowy argument tych co czytali "wnikliwie" i
                            oczywiscie "zrozumieli" wszystko z historyjek napisanych w koncu
                            przez ludzi (ale rzekomo natchnionych duchem). a to ze przeczytali i
                            zrozumieli po swojemu to juz inna inszosc. a to ze biblia to zlepek
                            historii wybranych kiedys tam w watykanie coby sie wszystko
                            wzglednie kupy trzymalo to juz nikt na to nie zwraca jakos uwagi :)
                            pozdrawiam!
                        • gresiek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:41
                          lava71 napisał:

                          > O jakim bogu piszesz? Ra, Balu, Jahwe? ... Każdy był złośliwy i
                          jakoś dziwnie
                          > faworyzował tylko wybrane grupy ludzi. A jak masz na myśli tego
                          ostatniego
                          > czczonych przez Chrześcijan to proponuje lekturę Biblii. Tam jest
                          czarno na
                          > białym jaki to ten twój "bóg" jest miłosierny i dobry. Krew,
                          zabójstwa i
                          > zniszczenie...

                          no wlasnie :)
                      • angelika_20 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:59
                        Albo dowód na istnienie biedronki miłosiernej, jechowy, buddy,
                        ateny, zeusa, szatana, mistrzów Jedi, allaha...

                        Ufff... strasznie dużo czytasz między wierszami, a prawie wcale z
                        samych wierszy.

                        Uważam że opis ceremoni podany w artykule budzi moje zażenowanie,
                        niesmak i wstyd za ciemnotę i zabobony w KK. Kojarzy mi sie
                        jednoznacznie z opisami opętania przez szatana i stosunkami
                        seksualnymi które podobno niektóre opętane kobiety z nim miały. Tu
                        jes przegięcie w drugą stronę. Dozgonne dziewictwo, przystojny super
                        mąż Jezus - CEO jednego z najbardziej dochodowych przedsiębiorstw na
                        świecie itd.

                        Dla mnie perwersyjne w swojej treści.

                        Tylko co w takim razie z prawami do wspólnego majątku - czyli części
                        którą do małżeństwa wnosi Jezus (posiadłości KK) :)
                        • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:04
                          Jezus wniesie jej życie wieczne w posagu, Ona mu majątek doczesny, którym dla
                          Jej wygody zarządzać będzie KK. Tak było od wieków i widać nic się nie zmieniło.
                          Szkoda tylko dziewczyny ...
                          • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:32
                            Przepraszam za kolokwializm, ale Ty ten majątek przeżresz i zgnije z Tobą w
                            grobie. Ona ma chociaż bardziej subtelne ideały.
                            • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:37
                              Tak, dziewczyna ta ma subtelne ideały ... za to czarne darmozjady już nie.
                              • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:40
                                Nie zmieniaj tematu. Czarnych darmozjadów i tak jest znacznie mniej, niż tych
                                kolorowych (a zwłaszcza czerwonych...).
                                • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:42
                                  i kto tu mówi o zmianie tematu? ... ach zapomniałem o tych w szkarłacie.
                            • angelika_20 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:49
                              Ale jakie to ideały?
                              Wyimaginowany związek z pachnącym Jezusikiem w tunice od armaniego i
                              z wymodelowaną bródką?

                              Pierścionek ślubny i podkreślające kobiecość wdzianko na ceremonię.
                              Jarmarczna wiara w czystej postaci.

                              To nie są subtelne ideały tylko dziecinne postrzeganie świata.
                              Kobieta jest niezdolna do życia w społeczeństwie - idealna ofiara
                              takiej czy innej sekty - w tym przypadku sekty w czerni i purpurze..
                              • agata789 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:33
                                Nie można powiedzieć, że jest niezdolna do życia w społeczeństwie. Skończyła
                                przecież studia, pracuje, dokształca się i generalnie jakoś sobie radzi. Jej,
                                nazwijmy to, życie uczuciowe, zatrzymało się jednak na poziomie trzynastolatki.
                                Tylko że gimnazjalistki przysięgają wieczną miłość gwiazdom ekranu lub piosenki,
                                które znają tylko z mediów, a ona w to miejsce wstawiła Jezusa.
                            • 444a Re: Spełnianie swoich fantazji... 10.04.08, 18:08
                              Jakie ideały? Ładna sukienka na ślubie z Jezusem?

                              Za przeproszeniem, na jakiej podstawie sądzisz, że nieuprawianie sexu oznacza
                              posiadanie jakiś wyższych ideałów? To raczej moralne dno utożsamiać sex z czymś
                              brudnym i złym.
                        • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:35
                          angelika_20 napisała:

                          > ... opis ceremoni ... Kojarzy mi sie
                          > jednoznacznie z opisami opętania przez szatana i stosunkami
                          > seksualnymi które podobno niektóre opętane kobiety z nim miały.

                          Każdy sądzi wg stanu własnego umysłu. CBDO.
                          • angelika_20 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:53
                            W tym wypadku według stanu umysłu innych.
                            Czy nikt Ci nie mówił że argumenty ad personam w dyskusji są jak
                            puszczenie bąka w towarzystwie?
                          • floo77 Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 12:10
                            a ja znam takie życie jakie ona prowadzi - osamotnienie, wycofanie,
                            brak zainteresowania ze strony mężczyzn (ona mówi, że jak ktoś ją
                            zagadnie zaprosi do kina to pojdzie ale powie ze zajęta, ale za
                            chwilę dodaje, że takiej sytuacji w zasadzie jeszcze nie było -
                            kolejne fantazjowanie heh, ktoś ja zaprosi, ale ona powie, że jes
                            zajęta, powie, że ma męża...).
                            Więc ja widzę i wiem, że ona ma problemy ze sobą, że jest
                            niedostosowana i ludzie, którzy tak piszą maja rację, bo ja jestem
                            podobna i widzę, że jestem po prostu niedostosowana. Ale Ty tego nie
                            zrozumiesz, bo nie zyłes nigdy w ten sposób, bo nie było tak, że
                            zawsze byłes sam i nikt Cie nie dotykał, więc po prostu widzisz
                            jakiś hm.. ładniejszy aspekt, powierzchnie tego czym tak naprawdę
                            jest jej decyzja, a to po prostu proba nadania sensu życiu, które
                            nie wiadomo czemu wygląda tak jak wygląda. Bo czemu inni maja to
                            wszystko? Mają zainteresowani innych, dotyk, rodzinę, a inni sa
                            dziwakami, stojącymi na uboczu?
                            • totalna_apokalipsa Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 12:20
                              Ale nad takimi rzeczami mozna pracować! Od tego są (dobrzy!)
                              psycholodzy, grupy terapeutyczne itp. To nie jest rzecz nadana na
                              zawsze i niezmienna. Jesli ktoś ma lęk przestzreni, to też mozna z
                              nim walczy psychologicznie i wreszcie wygrac, lub w ciezkich
                              przypadkach - załagodzić. Dlaczego w takim wypadku miałoby byc
                              inaczej?
                              • vladek Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 13:28
                                > (..)walczy psychologicznie i wreszcie wygrac, lub w ciezkich
                                > przypadkach - załagodzić. Dlaczego w takim wypadku miałoby byc
                                > inaczej?

                                Ano dlatego ze trafila pod opiekuncze skrzydla KK. Teraz kazda proba
                                ingerencji bedzie przez nia odbierana jako atak na nia i jej 'meza'
                                przypuszczany przez mroczne sily Zla. Jesli sama sie z tego nie
                                otrzasnie w ciagu kilku miesiecy czy lat skonczy jak sasiadka mojej
                                znajomej, mamroczac do siebie i zegnajac sie na widok obcislych
                                portek...
                              • agata789 Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 14:43
                                totalna_apokalipsa napisała:

                                > Ale nad takimi rzeczami mozna pracować! Od tego są (dobrzy!)
                                > psycholodzy, grupy terapeutyczne itp. To nie jest rzecz nadana na
                                > zawsze i niezmienna. Jesli ktoś ma lęk przestzreni, to też mozna z
                                > nim walczy psychologicznie i wreszcie wygrac, lub w ciezkich
                                > przypadkach - załagodzić. Dlaczego w takim wypadku miałoby byc
                                > inaczej?

                                To nie tak. Są kobiety, których nikt nie che. Naprawdę. Znałam taki przypadek. W
                                dodatku dziewczyna była bardzo lubiana towarzysko i całkiem niebrzydka. Nie wiem
                                dlaczego, ale do trzydziestki nie miała żadnego faceta, choć sama mówiła, że by
                                chciała. Potem pojechała służbowo do USA i zakochała się z wzajemnością w
                                Amerykaninie, za którego szczęśliwie wyszła. Gdyby nie wyjechała, prawdopodobnie
                                pozostałaby samotna, zwłaszcza że na tutejsze "standardy" była już za stara.
                                Niektórzy po prostu zostają sami, i na pewno trudniej jest im znaleźć sens życia
                                niż "sparowanym".
                                • totalna_apokalipsa Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 15:03
                                  > To nie tak. Są kobiety, których nikt nie che. Naprawdę.

                                  No ale co naprawdę? Przeciez opisałaś mi, wypisz wymaluj, historię
                                  kobiety, z która nie chciał być nikt z jednego jedynego środowiska.
                                  Zmieniła środowisko i od razu znalazł się tam ktoś. Jak to sie ma do
                                  ogólnej prawdy - są kobiety, któych nikt nie chce? Bo ja uwazam, ze
                                  nijak. Polecam przeczytać naiwną, ale mądrą w głebi
                                  ksiązkę "Biegnąca z wilkami" Jesli rozdajesz swoje ciepło za nic i w
                                  miejscu, które niczego nie daje w zamian - to musisz zmienić
                                  miejsce, a nie czekać, az rozdasz wszystko i nic ci nie zostanie.
                                  • agata789 Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 17:34
                                    To był przypadek, że ona tam pojechała. Firma ją wysłała na szkolenie. Czytałam
                                    kiedyś artykuł o dziewczynach, które nie miały powodzenia w Polsce, a po
                                    wyjeździe za granicę nie mogły opędzić się od adoratorów. To kwestia mentalności
                                    i gustów w danym kraju - podobnie jak z towarami, ten sam w jednym kraju może
                                    sprzedawać się świetnie, w innym nie. Tylko że nawet gdyby ta moja znajoma
                                    przeczytała Twoją książkę, to też trudno byłoby jej zgadnąć, czy ma wyjechać do
                                    USA, czy np. do Hiszpanii, bo podejrzewam, że ideały kobiet i żon w tych krajach
                                    cokolwiek się od siebie różnią. I mogłaby tak co parę lat przeprowadzać się aż
                                    do menopauzy.

                                    Zawsze były kobiety, które się nie podobały. Takie, których na balach nikt nie
                                    prosił do tańca. W dawnych czasach wychodziły za mąż z rozsądku za mężczyzn,
                                    którzy je od początku zdradzali, lub szły do klasztoru. Żadne z tych rozwiązań
                                    szczęścia im raczej nie zapewniało. Są samotnicy z wyboru, którym jest z tym
                                    dobrze, ale jeśli ktoś zostaje sam, bo nie może znaleźć partnera, to musi być
                                    bardzo smutne. Bohaterka reportażu znalazła sobie "ersatz" w postaci swoiście
                                    pojmowanego Jezusa. Nie wiem, czy z tym długo wytrzyma.
                                    • totalna_apokalipsa Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 18:18
                                      To kwestia mentalnośc
                                      > i
                                      > i gustów w danym kraju - podobnie jak z towarami, ten sam w jednym
                                      kraju może
                                      > sprzedawać się świetnie, w innym nie.

                                      Obawiam się, ze niestety tak nie jest , bo w żadnym kraju wszyscy
                                      nie sa identyczni i wszyscy męzczyzni nie mają identycznego ideału
                                      kobiety. Nie wiedzę mozliwosci, aby ten sam ideał fizyczno-
                                      intelektualny posiadał profesor filologii klasycznej i pan Heniek,
                                      robotnik niewykwalifikowany. Gdybym poszukiwała dla siebie partnera
                                      wsród facetów jezdzących BMW, łysych i spędzajacych wiekszość czasu
                                      na siłowni, to wiadomo- że dla nich byłabym
                                      beznadziejnym "towarem",który do niczego sie nie nadaje. Za
                                      wyszczekane, za madre i rządzi sie zamiast cicho siedziec i biegać
                                      na solarium w obcasach. I tu nie chodzi o zmianę kraju , ale o
                                      zmianę srodowiska mentalnego .

                                      Zawsze były kobiety, które się nie podobały. Takie, których na
                                      balach nikt nie
                                      > prosił do tańca. W dawnych czasach wychodziły za mąż z rozsądku za
                                      mężczyzn,
                                      > którzy je od początku zdradzali, lub szły do klasztoru

                                      Jasne, tyle tylko, ze to było w dawnych czasach, kiedy jedynym
                                      sposobem utrzymania i przezycia dla kobiety było małzeństwo lub
                                      klasztor. Jesli nie udało się zaczepić w zadnym (bo klasztory
                                      wymagały też posagu) - pozostawało najgorsze - los prostytutki na
                                      ulicy. Od dawna jednak nie mamy juz tych dawnych czasów, na
                                      szczęscie i kazdy ma wolny wybór. Ty natomiast w dziwny sposób
                                      dowodzisz, ze kobieta jest jak towar w XIX wieku i męzczyzna
                                      wybiera go, przebierajac na półce, bo ona nie ma żadnej innej
                                      mozliwosci, jak czekanie czy zwróci uwagę. Nie te czasy:) Wystarczy
                                      otworzyć sie na ludzi i zacząć polowac, zamiast bawić się w ofiarę .
                                      I własnie z tym pomaga uporać się ludziom niesmiałym, zagubionym -
                                      PSYCHOLOG. z większości poczwarwek lęgną sie motyle, jesli tylko
                                      pzrepracuje sie z nimi porządnie ptrzyczyny i konsekwencje takich a
                                      nie innych zachowań i delikatnei pomoze wyjść z dołka. To nei
                                      męzczyzna jest tu celem do osiągniecia, ale swiadomosć własnej
                                      wartości. Jedną rzecz mozna powiedziec na setki sposobów - i tak
                                      samo jest z jednym zyciem - mozna je przezyć na setki sposobów, o
                                      ile nie da sie za wygraną na starcie :)
                                      I własnie dlatego zyczyłabym naszej dziewicy SPEŁNIENIA.
                                      • agata789 Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 18:56
                                        Chyba nie do końca się rozumiemy. Zgadzam się, że chodzi o zmianę środowiska mentalnego - sama też znalazłam kogoś dopiero gdy wyjechałam z rodzinnego miasteczka na studia. Nie jest jednak tak, że jak ktoś "naprawdę chce", to znajdzie. Chociażby dlatego, że liczba kobiet i mężczyzn w tych samych "środowiskach mentalnych" nie zawsze jest równa. Podałam przykład kobiet, których "nikt nie chce", ale to samo może dotyczyć również mężczyzn. Na wsiach jest podobno sporo starych kawalerów po 50-tce, którzy zostali sami, bo ich rówieśniczki 30 lat temu masowo uciekały do miast, mimo że wtedy na wsi można było nieźle się dorobić. Dla chłopaków, którzy chcieli zostać, kobiet po prostu zabrakło. Praw matematyki nie da się przeskoczyć.

                                        A jeśli chodzi o "aktywne szukanie", to też mam różne obserwacje. Są dziewczyny, które robią wrażenie, że "siedzą cichutko w kącie", a i tak faceci się o nie biją. Nie wiem, na czym to polega - pewnie mają to "coś", czego ja jako kobieta nie dostrzegam. I pewnie są też kobiety, które "tego czegoś" nie posiadają, nawet jeśli z pozoru niczego im nie brakuje.
                                      • agata789 Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 19:03
                                        I jeszcze jedno. Piszesz:

                                        Nie te czasy:) Wystarczy
                                        otworzyć sie na ludzi i zacząć polowac, zamiast bawić się w ofiarę .
                                        I własnie z tym pomaga uporać się ludziom niesmiałym, zagubionym -


                                        Znajoma, o której pisałam, była wyjątkowo otwartą i energiczną osobą. Miała
                                        świetne poczucie humoru i wszyscy zapraszali ją na imprezy, gdzie była duszą
                                        towarzystwa. Mam jednak wrażenie, że tym właśnie odstraszała facetów, którzy
                                        bali się, że zostaną przez nią zdominowani. Podobno w Polsce takim kobietom jest
                                        trudno kogoś znaleźć, bo takie już tu mamy "środowisko mentalne".
                                      • kalokagathia Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 13.04.08, 13:53
                                        Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)
                                  • 444a Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 18:13
                                    Jesli rozdajesz swoje ciepło za nic i w
                                    > miejscu, które niczego nie daje w zamian - to musisz zmienić
                                    > miejsce, a nie czekać, az rozdasz wszystko i nic ci nie zostanie.

                                    Jako paskudny maskulinista powiedziałbym raczej, że jeśli nie rozdajesz ciepła,
                                    to go nie dostaniesz, a jak chcesz coś dostać to chociaż poproś, a nie czekaj aż
                                    samo przyjdzie.
                                    • totalna_apokalipsa Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 18:25
                                      Mozna i tak, to chyba niezalezne od płci:) Chodzi jednak o to, aby
                                      nie rozdawać ciepła za wszelką cenę ludziom, którzy go nie chcą i
                                      nie dojsc do punktu, w którym dalej jest już tylko urwisko.
                                      Nieodwzajemnione zabija - i dotyczy to wszystkiego:)
                                      • 444a Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 18:35
                                        > Mozna i tak, to chyba niezalezne od płci:)

                                        Niby tak, ale w praktyce czekanie na załatwienie wszystkiego przez partnera
                                        dotyczy prawie wyłącznie kobiet.
                                        Począwszy od zauważenia JEJ i przełamania przez niego JEJ nieśmiałości, po
                                        dawanie JEJ poczucia JEJ wartości, JEJ satysfakcji z życia i JEJ orgazmów.
                                        • totalna_apokalipsa Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 18:52
                                          Dotyczy to w równym stopniu obu płci. Nie wierze, zeby facet mógł
                                          dobrze funkcjonowac, jesli Jego kobieta go nie podziwia, nie
                                          wspiera, nie zauważa kompleksów i nie pomaga z nimi walczyć, itp

                                          I tu nie chodzi o czekanie na załatwienie wszystkiego przez
                                          partnera, ale o wzajemne zauwazanie własnych potrzeb i naukę
                                          komunikowania się.

                                          A mówiąc o srodowisku, nie miałam na mysli tylko płci przeciwnej,
                                          ale ogólnie otoczenie. Jesli masz ogromny talent malarski, a uparcie
                                          tkwisz w środowisku ogrodników i jest ci zle, bo cie nie doceniaja,
                                          to nei ma sensu tkwić tam do smierci, ale nalezy poszukać innych
                                          malarzy .
                                          • 444a Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 19:13
                                            Nie wierze, zeby facet mógł
                                            > dobrze funkcjonowac, jesli Jego kobieta go nie podziwia, nie
                                            > wspiera, nie zauważa kompleksów i nie pomaga z nimi walczyć, itp

                                            co do kompleksów to może nie zauważać, nie sądzę, żeby facet był szczęśliwy z
                                            tego powodu, typowe kobiece podejście...

                                            > I tu nie chodzi o czekanie na załatwienie wszystkiego przez
                                            > partnera, ale o wzajemne zauwazanie własnych potrzeb i naukę
                                            > komunikowania się.

                                            Tak, tak, tak!

                                            Ok. nie chce mi się dzisiaj kłócić:) ale tylko jedno pytanie: Co znaczy jeśli
                                            kobieta na widok nieznajomego faceta odwraca głowę w przeciwną stronę?
                                    • lilithh Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 10.04.08, 12:49
                                      Kocham Cię.
                                      Ożeń się ze mną ;-)
                                      • 444a Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 10.04.08, 16:45
                                        Nie wiem czy to do mnie, może do Jezusa...

                                        Oczywiście też Cię kocham i ożenię się, byle nie małżeństwo konsekrowane...
                                        • lilithh Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 10.04.08, 22:11
                                          444a napisał:

                                          > Nie wiem czy to do mnie, może do Jezusa...
                                          >
                                          > Oczywiście też Cię kocham i ożenię się, byle nie małżeństwo konsekrowane...

                                          Ależ do Ciebie, oczywiście że do Ciebie!!!

                                          Tak po prostu spontanicznie zareagowałam na Twoją deklarację:
                                          "Jako paskudny maskulinista powiedziałbym raczej, że jeśli nie rozdajesz ciepła,
                                          to go nie dostaniesz, a jak chcesz coś dostać to chociaż poproś, a nie czekaj aż
                                          samo przyjdzie."

                                          i z zadowoleniem stwierdzam ze nie rzucasz słów na wiatr.
                                          Kocham Cię coraz bardziej.
                                          • 444a Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 10.04.08, 22:36
                                            > Kocham Cię coraz bardziej.

                                            Widzę, że nasza miłość ogrzewa to forum a niedługo spali i serwery. Ocean mojego
                                            gorąca czeka by zalać twoje stopy, uda, no i tę resztę ciała...

                                            Tak, kocham Cię tak mocno, Jedyna. Zawszeć to lepszy wróbel w garści niż gołąb
                                            na dachu, choć nie wiem nawet czy wróbel ten to nie kanarek. I czy w garści, czy
                                            w Elblągu. Lecz "co różą zwiemy pod inną nazwą równie by pachniało..."

                                            Pisz do mnie jeszcze bom stęskniony:)
                                            • lilithh Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 10.04.08, 22:55
                                              "...moja miłość równie jest głęboka
                                              Jak morze, równie jak ono bez końca;
                                              Im więcej ci jej udzielam, tym więcej
                                              Czuję jej w sercu
                                              Wołają mię. — Zaraz.
                                              Bądź zdrów, kochanku drogi! — Zaraz, zaraz.
                                              — Najmilszy, pomnij być stałym! "
                                              • 444a Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 10.04.08, 23:40
                                                "Chciałbym cię wprowadzić na wieżę wysoką,
                                                Skąd by daleko sięgało twe oko,
                                                A do tej wieży, do tej jednej mety,
                                                Z całego świata wezwałbym kobiety.

                                                I rzekłbym tobie: - Widzisz to skwiecone morze,
                                                Z którego w niebie i tęczę, i zorze?...
                                                Ile w nim jest dusz z miłością przelaną,
                                                Żadna z nich nie jest tak jak ty kochaną."

                            • mikado23 Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 09.04.08, 23:41
                              Nikt nie jest skazany na wieczną samotność! A już napewno nie ludzie wrażliwi,
                              potrafiący zrozumieć innych. Jest sporo sposobów na wyjście z zaklętego kręgu,
                              to nie wstyd szukać pomocy i tę pomoc przyjąć. Nasza "bohaterka", bardzo
                              infantylna i niewiedząca czego chce od życia, obsesyjnie uwikłana w myślenie o
                              sprawach seksu, nie dostała pomocy. Wręcz przeciwnie: pogrążono ją w dalszym
                              szaleństwie, przy pomocy kolejnej szalonej konsekrowanej dziewicy i biskupa,
                              zgroza ogarnia...
                            • 444a Re: Ty nie zrozumiesz, bo nigdy tak nie zyłeś 10.04.08, 13:36
                              tak naprawdę
                              > jest jej decyzja, a to po prostu proba nadania sensu życiu

                              Tylko, że to próba nadania sensu życiu równie udana co tłumaczenie picia
                              alkoholu z powodu "ciężkiego życia".

                              Sens życiu nadałaby walka z tą sytuacją. Taka walka właśnie pozwala wydobyć
                              pełnię człowieczeństwa, prawdę o życiu. Bagnet na broń!, trzeba krwi...

                              Takie zmyślone małżeństwo jest tylko ucieczką od problemu. Widać po tej
                              dziewczynie, że nie jest to decyzja emocjonalnie zrównoważona.

                              Naturalne, że łatwiej jest uciec, ale to w efekcie przynosi dalsze cierpienie.
                              Dziewczyna jest całkiem, całkiem, umalowana wyglądałaby świetnie, jak sama mówi
                              ktoś się nią interesował ("gdyby wtedy powiedział "tak"...")
                              Złem jest postępowanie kościoła w tej sytuacji, który cieszy się z infantylnego
                              zachowania i je wzmacnia.

                              Jak zauważyłem prawie nikt tutaj nie krytykuje samej abstynencji seksualnej, ale
                              przyczyny tej konkretnej,
                              Kult nieuprawiania seksu nie jest antidotum na przymus pieprzenia.
                        • 444a Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 18:11
                          Tytułem Buddy i buddyzmu, bo się na tym odrobinę znam:

                          W buddyzmie (np. budyzmie zen) nie jest aż tak niesamowicie istotne czy Budda
                          żył naprawdę, bo celem medytacji jest poznanie prawdy, uleczenie cierpienia,
                          nauka koncentracji na tu i teraz, oraz kierowanie się rozumem, nie fantazjami,
                          wyobrażeniami o jakimś "innym świecie".

                          Nie jest celem opisywanie czy bóg ma brodę, czy lubi prezerwatywy i czy jego
                          matka była dziewicą - to wszystko nie jest aż tak istotne dla uleczenia
                          człowieka z cierpienia.

                          No i buddyści uznają Buddę za człowieka nie za boga. Niestety wiedza o tej
                          starszej o 500 lat od chrześcijaństwa religii jest w Polsce jeszcze znikoma,
                          dlatego takie pomyłki (w takim przypadku zrozumiałe).
                          • ignatz Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 18:32
                            Mam pytanie: i jak wygląda to leczenie ludzi z cierpienia po 2500 lat?
                            • 444a Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 18:42
                              > Mam pytanie: i jak wygląda to leczenie ludzi z cierpienia po 2500 lat?

                              Tak jak leczenie grypy, daje się wyleczyć większość chętnych. Chociaż grypa
                              wciąż istnieje.
                              • 444a Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 19:06
                                Tylko, że dyskusja tu schodzi już na poziom czysto spekulatywnego myślenia,
                                "akademickiej" dyskusji.

                                Cierpienie istnieje, nie da się zlikwidować np. bólu przy złamaniu nogi, można
                                go lekami stępić (czasem nawet wyeliminować).

                                Chodzi o poznanie takiej prawdy, która pozwala znosić cierpienie fizyczne i
                                psychiczne.

                                Poznanie prawdy nie na postawie ślepej "wiary" w jakieś wyobrażenie, ale na
                                podstawie własnego doświadczenia, właściwie wyłącznie własnego doświadczenia -
                                inaczej tylko żyje się fałszywymi wyobrażeniami, które nie przynoszą ulgi (tak
                                jak tej dziewczynie).

                                Oprócz tego, cierpimy, bo boimy się śmierci, buddyzm stara się mówić, doświadcz!
                                drogi do "życia wiecznego". Samo "uwierzenie" w czyjeś słowa jest tyle warte co
                                wiara w jednorożce.
                                To doświadczenie to m.in. koncentracja na "tu i teraz".

                                Ponieważ boimy się śmierci, chwytamy się przedmiotów i idei! które mają dać
                                ułudę trwania, w medytacji m.in. chodzi o to żeby się nie przywiązywać do
                                złudzeń jakim są "brodaty bóg", "prezerwatywa", "hurysy" czy inne fantazje nt.
                                domniemanego życia po śmierci, religii.

                                Podobno:) drogą do tej prawdy i uniknięcia cierpienia jest stałe zadawanie sobie
                                pytania "kim jestem?".
                            • 444a Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 18:47
                              ignatz napisał:

                              > Mam pytanie: i jak wygląda to leczenie ludzi z cierpienia po 2500 lat?

                              Jak leczenie grypy, ciągle istnieje, ale można wyleczyć większość z tych, którzy
                              chcą.
                        • chiriko Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 23:48
                          Opis ceremonii swoją drogą, ale mnie rozwaliła sesja zdjęciowa z
                          kryżem w tle. "Świetnie, a teraz przechyl głowę w lewo... zamknij
                          oczy... Pięknie, spróbuj przybrać bardziej uduchowiony wyraz twarzy,
                          o tak, wspaniale! I jeszcze fotka z kotkiem." To mnie żenuje podonie
                          jak sesja zdjęciowa Steczkowskiej na grobie ojca.
                      • sqader Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:40
                        wiara w boga to oznaka słabości człowieka i dowód na ograniczony
                        umysł.
                      • abacaxi Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:07
                        Idź się leczyć, człowieku! Nawet sobie nie zdajesz sprawy, że jesteś
                        najlepszym dowodem na prawdziwość teorii angeliki_20, choćbyś ze
                        wszystkich sił próbował się jej przeciwstawić.
                        • abacaxi Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:09
                          abacaxi napisała:

                          > Idź się leczyć, człowieku! Nawet sobie nie zdajesz sprawy, że jesteś
                          > najlepszym dowodem na prawdziwość teorii angeliki_20, choćbyś ze
                          > wszystkich sił próbował się jej przeciwstawić.

                          Przepraszam Cię, squader. To było do a7721, nie do Ciebie. Wrzuciło
                          post nie tam, gdzie powinno. A z Tobą w pełni się zgadzam.
                      • okulele99 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 15:15
                        a7721

                        wtlukblym ci do glowy bardzo chetnie skad wziela sie religia katolicka i ze
                        takich osobistosci z ksiazek jak jezus byly setki w pomniejszych wiarach w calej
                        historii swiata, bo jezus to tylko alegoria slonca zaczerpnieta z najstarszych
                        afrykanskich wierzen, ale juz teraz wiem ze moich argumentow nie przyjmiesz i
                        bedziesz pie..l ze jestem dzieckiem boga i go neguje a on mi na to pozwala.
                        wiec mam cie w dupie, i cala twoja religie ktora jest twoim zyciowym opium bo
                        jestes nieudacznikiem ktory zamiast ruszyc dupe i wziac sie do roboty splatach
                        paluchy i szukas zpomocy w niebiosach ktorych nie jestes w stanie udowodnic
                        niczym innym niz tylko wlasna psychiczna slaboscia. apage.

                        -----------------------------------
                        "bo oni by chcieli zeby oni rzadzili"
                        krol konus pierwszy
                      • nikosis Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:17
                        > Choćbyś napisała jeszcze 1000 głupot na tym forum i tak będziesz dowodem
                        > istnienia Boga Miłosiernego, który pozwala swojemu dziecku na tak niepoważne
                        > wybryki.

                        Wybacz, że się wtrącę, ale już tutaj zaszła mała pomyłka chyba. bo dlaczego narzucać komus swoje własne przekonania? Ja uważam, że Anna ( pozwolę sobie nazwac ją po imieniu) się troszeczkę zagubiła.być moze zaślubiny z Jezusem, pozwoliły się jej odnaleźć. a być może jesteś slepo zapatrzonym w swoją religię katolikiem inei dociera do Ciebie nic innego jak tylko to, że Bóg stworzył człowieka. Nie dopuszczając innej możliwości stajesz się taki/taka jak ona. nie neguję wiary katolickiej, ale po prostu mnie ona nie przekonuje. jestem niewierzący jeżeli o to chodzi. i bardzo mnie irytuje Zachowanie takie jak Twoje. mimo wszystko pozdrawiam
                      • 40bolszewikow Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 18:40
                        Gdzie, do cholery, napisala, ze czuje upodobanie do homoseksualizmu?

                        a7721, jezeli czujesz istnienie Boga, to Twoja prywatna sprawa.
                        Jezeli uwazasz, ze homoseksualizm jest grzechem, to Twoja prywatna
                        sprawa. Jezeli jestes zdania, ze nie ma zbawienia poza KK, to twoja
                        prywatna sprawa. Chocbys napisal jeszcze miliardy glupot na tym
                        forum, nie zmienia to faktu, ze jestes czlowiekiem takim, jak my
                        wszyscy i masz prawo do swoich pogladow. Ale do cholery nie wmuszaj
                        nam ich za pomoca takich paternalistycznych i zwyczajnie niemilych i
                        glupich gadek.


                        a7721 napisał:

                        > Jeżeli czujesz upodobanie do homoseksualizmu, to Twoja prywatna
                        sprawa.
                        > Jeżeli chcesz pomniejszyć własne poczucie winy negując istnienie
                        Boga, lub
                        > przyrównując Go do małej biedronki, to też Twoja sprawa.
                        >
                        > Choćbyś napisała jeszcze 1000 głupot na tym forum i tak będziesz
                        dowodem
                        > istnienia Boga Miłosiernego, który pozwala swojemu dziecku na tak
                        niepoważne
                        > wybryki.
                    • sonix24 brawo! 09.04.08, 10:30
                      Rozumne spojrzenie na świat. Popieram Twoje zdanie na ten temat.
                    • grzeg_sz_1 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:58
                      angelika_20 napisała:

                      >
                      > Ale to mnie nie dziwi ponieważ już sam celibat i życie zakonne jest
                      > chore i perwersyjne samo w sobie - jakie rodzi skutki widzimy w
                      > postaci afer homoseksualnych i pedofilskich w kościele.
                      >
                      interesujące, nie wiedziałem że dyrygent z Poznania, psycholog w Warszawy są
                      ofiarami celibatu i życia zakonnego:):)
                      • parmalat Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:11
                        grzeg_sz_1 napisał:

                        > angelika_20 napisała:
                        >
                        > >
                        > > Ale to mnie nie dziwi ponieważ już sam celibat i życie zakonne jest
                        > > chore i perwersyjne samo w sobie - jakie rodzi skutki widzimy w
                        > > postaci afer homoseksualnych i pedofilskich w kościele.
                        > >
                        > interesujące, nie wiedziałem że dyrygent z Poznania, psycholog w Warszawy są
                        > ofiarami celibatu i życia zakonnego:):)

                        a co dwaj przywolani maja wspolnego z kosciolem? a o abp. Paetzu nie slyszal? o
                        aferach w USA nie czytal?
                      • miklosz666 Re: Spełnianie swoich fantazji... 10.04.08, 04:52
                        to sprawdź życiorysy tych pedziofilów i przekonasz się, że żarliwie do mszy
                        służyli za młodu jako ministranci (czy inni ministrele :)), a ksiądz pleban,
                        gmerając im w rozporkach szukał pewnikiem nieśmiertelnej duszy.
                        (organoleptycznie)he,he.
                    • mg2005 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:33
                      angelika_20 napisała:

                      > Wiara to narkotyk dla biednych.

                      Ateizm to narkotyk groźniejszy w skutkach - co widać po tobie...
                    • mari1966 Re: Spełnianie swoich fantazji... 10.04.08, 23:56
                      jasne, jednoznaczne, i dlatego dobre, gratuluje ci angeliko-20
                      dosadności Twoich słów, do mnie one trafiły ale próbowałbym odzielic
                      KK od Wiary w Boga. Bo KK z Wiarą wcale nie idzie w parze. KK
                      wykorzytuje Naszą Wiarę do swoich zamirzeń.
                  • gekon010 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:31
                    Bóg nas wszystkich zgwałcił a ciebie jeszcze "piłuje".
                  • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:35
                    a7721: Myślę, że przespałaś/przespałeś kilka ważnych lekcji z biologii w szkole
                    podstawowej. Nikt niczego nie stwarzał ... takie baje były dobre w Średniowieczy
                    gdy ludzie byli ciemni i zniewoleni przez czarnych darmozjadów. Słyszałaś/łeś o
                    Darwinie i jego Teorii Ewolucji? Do książek ... nauka nie boli.
                    • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:47
                      Nawet najbardziej sfanatyzowanym agnostykom odrobina refleksji (jeszcze lepiej
                      wsparta odrobiną wiedzy i inteligencji) nie zaszkodzi. Może więc warto by ruszyć
                      mózgownicą i pomyśleć skąd się wzięły owe komórki, które potem ewoluowały? A w
                      jaki sposób powstała materia (atomy, cząstki elementarne, fotony...) z której
                      można było uformować komórki?

                      Co? O tym Darwin nie mówi? Czyżbyśmy mieli problem?
                      • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:53
                        jesteś agnostykiem? a to przepraszam;)
                        A skąd się wszystko ... no jak to nie wiesz? bóg to stworzył ... bóg
                        zapchajdziura, ulubieniec Kreacjonistów.
                        Darwin mówi o Ewolucji a nie o tworzeniu materii czy życia. Głupio co? ... taka
                        pomyła. Co ja mówię ... to nie pomyłka to wyłazi brak wiedzy i indoktrynacja kk.
                        • a7721 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:59
                          Ironią nie zastąpisz braku logiki i wykształcenia. Może tylko udajesz, że nie
                          rozumiesz?
                          Więc prosto: teoria ewolucji wcale nie jest sprzeczna z Biblią i nauczaniem KK.
                          Większość chrześcijan jej nie kwestionuje. Ewolucja życia na Ziemi, to jedynie
                          niewielka część powstania i kształtowania się Wszechświata.
                          • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:08
                            > a7721 napisał:
                            > Ironią nie zastąpisz braku logiki i wykształcenia.
                            >

                            Po coz emocje, spokojnie. Masz prawo do swojej wiary. Wiara nie podlega dyskucji
                            ani logice. Wiara zaczyna sie i konczy na zlozeniu: Ja wierze. Zadna logika,
                            zadnych dyskusji, wierzysz i wara innym od tego. Jedni wierza w ufoludki kiedys
                            wierzono w krasnoludki. A jeszcze inni w bogow, ktorych ludzkosc nam namnozyla.
                            Wiara to rzecz indywidualna i nie musi podlegac logicznemu myśleniu.
                          • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:12
                            Jasne ... niby jak Teoria Ewolucji ma nie być w sprzeczności z wiarą w
                            stworzenie człowieka przez jakiegoś dziadka z brodą. Tak więc Chrześcijanie
                            odrzucają najważniejszy dogmat kościelny o tym, ze bóg stworzył człowieka?
                            A jak już mowa o logice to zróbmy krok dalej i poproszę o odpowiedź kto stworzył
                            boga i kto stworzył stwórcę boga. Jak już na to odpowiesz to poproszę o
                            odpowiedz jeszcze dlaczego.
                            I nie zapomnij, że każdy mierzy innych swoją miarą. Oznacza to, że sam miałeś
                            problemy w szkole.
                            • p.pirx Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:38
                              lava71 napisał:
                              > A jak już mowa o logice to zróbmy krok dalej i poproszę o
                              odpowiedź kto stworzy
                              > ł
                              > boga i kto stworzył stwórcę boga. Jak już na to odpowiesz to
                              poproszę o
                              > odpowiedz jeszcze dlaczego.

                              Z całym szacunkiem lava71, ale zadając tego typu retoryczne pytania
                              niczego nie wykazujesz. Brak możliwości odpowiedzi na pytanie o
                              istnienie Boga nie jest ani dowodem za ani dowodem przeciw. Jeżeli
                              wydaje ci się, że twoja logika i odwołanie do "boga - zatkajdziury"
                              jest niepodważalna jako wykazanie nieistnienia Boga to jesteś równie
                              śmieszny jak żydowskie plemiona kilka tys. lat temu wierzące w
                              złośliwego boga Jahwe.
                              Wyobraź sobie, że szukasz bursztynowej komnaty (a nie wiemy czy
                              istnieje). W związku z tym sprawdzasz w szawce pod umywalką, przez
                              lornetkę zaglądasz do domu sąsiada, systematycznie przeglądasz
                              schowki i pułki i nic - nie ma! Co więcej z twoich w zupełności
                              prawidłowych przemyśleń wynika, że jest niemożliwe, żeby była, bo
                              jest w założeniu za duża, żeby mogła się gdzieś zmieścic u ciebie w
                              domu. Do jakiego wniosku dochodzisz? Bursztynowa komnata nie
                              istnieje!
                              To jest własnie rozumowanie, które ma wykazać, że nie ma Boga.
                              Wyobraź sobie jeszcze jedną rzecz. Jak myślisz - czy mucha jest w
                              stanie pojąć zasadę działania komputera? Raczej nie! Czy
                              przekładając to stwierdzenie na nieco lepiej wyewoluowany mózg
                              ludzki można stwierdzić, że możemy pojąć już wszystko? Raczej nie!
                              Za miliard lat, jeżeli ewolucja będzie postępować, istoty które z
                              nas wyewoluują być może powołają homo sapiens sapiens jako przykład
                              analogiczny do tej wskazanej przeze mnie nieszczęstnej muchy.
                              pzdr
                              • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:56
                                Och tak ... zawsze można napisać, ze my ludzie jesteśmy za głupi i za ciemni na
                                to żeby pojąć boski plan i boga w ogóle. Wybacz ale takie teksty można mówić
                                dzieciom, które jeszcze są podatne ta taką indoktrynację. Najlepiej pozostawić
                                to tym, którzy przyjdą po nas i którzy będą w stanie to pojąć? Ciekawe tylko
                                gdzie byśmy teraz byli gdyby jakiś pierwotny nasz przodek powiedział innemu
                                naszemu pierwotnemu przodkowi, że błyskawica to wcielenie boga i żeby się tym
                                nie zajmował bo tego i tak jego mały móżdżek nie pojmie. Dalej byśmy siedzieli w
                                pieczarach i dalej byśmy uważali, że błyskawica to wcielenie boga. To co
                                zaprezentowałeś to jest dokładnie postawa kreacjonistyczna ... "nie wiem jak to
                                działa ... na pewno stworzył to bóg".
                                Bursztynowa komnata .. jak sama nazwa wskazuje była komnatą więc nie ma potrzeby
                                jej szukać w szafce pod umywalką. W odróżnieniu od Ciebie moje myślenie nie
                                kończy się na moim domu. Poza własnym nosem widzę innych ludzi to co mnie
                                otacza. Twój wniosek jaki chciałeś mi wcisnąć obnaża tylko prostotę Twojego
                                myślenia. Oczywiście, że nie da się udowodnić że boga nie ma. Myślałeś, że tak
                                łatwo uda ci się ten temat tu przemycić. Tak więc powiem Ci, nie tylko to
                                dotyczy boga ale i smoków, krasnoludków, Śpiącej Królewny i wszystkich innych
                                bajkowych bohaterów.
                                • p.pirx Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:23
                                  lava71 napisał:
                                  "Twój wniosek jaki chciałeś mi wcisnąć obnaża tylko prostotę Twojego
                                  myślenia. Oczywiście, że nie da się udowodnić że boga nie ma."

                                  :) Myślę, że obnaża nie tyle mój wniosek co Twoja odpowiedź i nie
                                  tyle mojego co Twojego myślenia prostotę.
                                  Nie sugeruję Ci wiary w Boga, sugeruję Ci tylko, że metody badawcze
                                  i poziom naszej wiedzy jest tak niewielki, że wniosek o nieistnieniu
                                  Boga jest wręcz komiczny. Tak jak z tą bursztynową komnatą. Po
                                  prostu nie zrozumiałeś tego co próbuje Ci uzmysłowić. Nie twierdzę,
                                  że jesteś taki głupi, żeby nie wiedzieć, że nie masz jej pod
                                  umywalką. Twierdzę jedynie, że przesłanki, na podstawie których
                                  negujesz istnienie Boga mają z logicznego punktu widzenia taką samą
                                  wartość jak twierdzenie, że nie znalazłeś bursztynowej komnaty pod
                                  umywalką, w związku z czym jej nie ma.
                                  Nie wiem w jaki sposób nieweryfikowalne i ograniczone do praw
                                  rządzących naszym wszechświatem twierdzenia negujące istnienie Boga
                                  miałyby przysłużyć się rozwojowi cywilizacji (jak w twoim
                                  przykładzie z błyskawicą). Mnie się raczej wydawało, że rozwój
                                  determinowany jest zadawaniem pytań, a nie udzielaniem odpowiedzi z
                                  sufitu i zamykaniem sprawy. Nie wiem czy będziemy kiedyś w stanie
                                  odpowiedzieć na pytanie o istnieni Boga na podstawie dowodów
                                  naukowych. Wiem natomiast, że odpowiedź na to pytanie dzisiaj to jak
                                  stwierdzenie, że bursztynowa komnata nie istnieje, bo nie ma jej pod
                                  moją umywalką.
                                  • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:32
                                    ładne odwrócenie tematu;)
                                    Rozwój właśnie polega na zadawaniu pytań i szukaniu odpowiedzi. Wiara mówi
                                    dokładnie co innego. Należy wierzyć i nie poddawać w wątpliwość. KK ma w tym
                                    temacie wielowiekową tradycję i setki stosów z ludźmi szukającymi odpowiedzi.
                                    Znowu się nie rozumiemy ... ja nie chcę udowodnić, że boga nie ma ... ja chcę
                                    żebyś to Ty mi udowodnił że on jest. W odróżnieniu od Ciebie ja nie zabraniam Ci
                                    wierzyć w boga, ja chcę tylko abyś ty i inni członkowie kk nie zmuszali mnie do
                                    życia w państwie religijnym gdzie nauka religii .. oczywiście katolickiej jest w
                                    szkołach publicznych. I proszę bez tekstów typu etyka w zamian bo to jest
                                    hipokryzja.
                                    • margotje BRAWO !!! LAVA!!! 09.04.08, 11:33
                                      lava71 napisał:

                                      > ładne odwrócenie tematu;)
                                      > Rozwój właśnie polega na zadawaniu pytań i szukaniu odpowiedzi. Wiara mówi
                                      > dokładnie co innego. Należy wierzyć i nie poddawać w wątpliwość. KK ma w tym
                                      > temacie wielowiekową tradycję i setki stosów z ludźmi szukającymi odpowiedzi.
                                      > Znowu się nie rozumiemy ... ja nie chcę udowodnić, że boga nie ma ... ja chcę
                                      > żebyś to Ty mi udowodnił że on jest. W odróżnieniu od Ciebie ja nie zabraniam C
                                      > i
                                      > wierzyć w boga, ja chcę tylko abyś ty i inni członkowie kk nie zmuszali mnie do
                                      > życia w państwie religijnym gdzie nauka religii .. oczywiście katolickiej jest
                                      > w
                                      > szkołach publicznych. I proszę bez tekstów typu etyka w zamian bo to jest
                                      > hipokryzja.
                                    • p.pirx Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:49
                                      lava71 napisał:

                                      > ładne odwrócenie tematu;)
                                      > Rozwój właśnie polega na zadawaniu pytań i szukaniu odpowiedzi.
                                      Wiara mówi
                                      > dokładnie co innego. Należy wierzyć i nie poddawać w wątpliwość.
                                      KK ma w tym
                                      > temacie wielowiekową tradycję i setki stosów z ludźmi szukającymi
                                      odpowiedzi.
                                      > Znowu się nie rozumiemy ... ja nie chcę udowodnić, że boga nie
                                      ma ... ja chcę
                                      > żebyś to Ty mi udowodnił że on jest. W odróżnieniu od Ciebie ja
                                      nie zabraniam C
                                      > i
                                      > wierzyć w boga, ja chcę tylko abyś ty i inni członkowie kk nie
                                      zmuszali mnie do
                                      > życia w państwie religijnym gdzie nauka religii .. oczywiście
                                      katolickiej jest
                                      > w
                                      > szkołach publicznych. I proszę bez tekstów typu etyka w zamian bo
                                      to jest
                                      > hipokryzja.

                                      nie uważam się za katolika:), nie jestem też obrońcą wiary:). Bronię
                                      zdrowego rozsądku:). Materialistyczne odpowiedzi ateistów (np. R.
                                      Dawkins) mające potwierdzać nieistnienie Boga mnie śmieszą.
                                      A co do istoty państwa świeckiego, to nawet nie wiesz jak bardzo się
                                      z Tobą zgadzam;).
                                      Pozdrawiam

                                      • shaft26 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:47
                                        popieram, zakładanie apriori ze bog w jakiejkolwiek formie nie istnieje jest tak
                                        samo ignoranckie jak bycie pewnym ze istnieje. jedno mozna stwierdzic z
                                        pewnoscia, jezeli istnieje jakas wyzsza energia, jakas sila sprawcza to NIE ma
                                        ona nic wspolnego z ktorakolwiek z ziemskich religii wymyslonych przez ludzi.
                                        "czlowiek jest istota tak samolubna, że stworzył boga na swoje podobienstwo"
                                      • vladek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:53
                                        p.pirx napisał:

                                        > nie uważam się za katolika:), nie jestem też obrońcą wiary:).
                                        Bronię
                                        > zdrowego rozsądku:). Materialistyczne odpowiedzi ateistów (np. R.
                                        > Dawkins) mające potwierdzać nieistnienie Boga mnie śmieszą.
                                        > A co do istoty państwa świeckiego, to nawet nie wiesz jak bardzo
                                        się
                                        > z Tobą zgadzam;).
                                        > Pozdrawiam

                                        Nie wiem jak mozesz to pisac. Najwyrazniej nie przeczytales tego co
                                        pisze Dawkins zbyt uwaznie.
                                        O ile wiem Dawkins nigdy nie porywal sie na z gory skazane na
                                        niepowodzenie udowadnianie nieistnienia Boga. To jest to samo co
                                        udowadnianie nieistnienia slynnego czajniczka... albo krasnali czy
                                        wilkolakow. Dawkins pisze tylko ze istnienie Boga jest niepotrzebne
                                        by wytlumaczyc nasze pochodzenie, a zalozenie jego istnienia rodzi o
                                        wiele wiecej pytan i problemow. Pisze rowniez o ogromie zla jakie
                                        wyrzadza religia i ludzie ktorzy walcza w imie Boga na swiecie. Bog
                                        i powiazana z nim religia jest dzis ludzkosci zbedna i wrecz
                                        szkodliwa, nawet jesli kiedys byla przydatna dzis juz nie jest.
                                        Jako Ludzkosc powinnismy sobie znalezc inne, pozareligijne, kierunki
                                        rozwoju duchowego. Dla naszego wlasnego dobra.
                                        • p.pirx Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 15:57
                                          vladek napisał:

                                          > Nie wiem jak mozesz to pisac. Najwyrazniej nie przeczytales tego
                                          co
                                          > pisze Dawkins zbyt uwaznie.
                                          > O ile wiem Dawkins nigdy nie porywal sie na z gory skazane na
                                          > niepowodzenie udowadnianie nieistnienia Boga.

                                          hmm...Zbyt uważnie powiadasz?
                                          To może cytat: "...Bóg niemal na pewno nie istnieje. Jak dotąd to
                                          najważniejsza konkluzja mojej książki..." strona 224 "Bóg urojony"

                                          Co mam ci zatem odpowiedzieć? Ze zacząłeś już interpretować książkę
                                          Dawkinsa tak jak Ci wygodnie? Czym zatem różnisz się od
                                          interpretatorów "Biblii"? :D
                                          Sęk w tym, że książka R.D. dotyczy braku znanych nauce dowodów na
                                          istnienie Boga, a wnioski na tej podstawie wysnute przez autora
                                          zacytowałem powyżej. Cała zresztą książka ma więcej wspólnego z
                                          hochsztaplerstwem a nie nauką, chociaż przyznam, że pobudza do
                                          myślenia i dlatego warto ją przeczytać.
                                          • gresiek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:55
                                            tak, ale jeszcze trzeba sobie zadac pytanie czy ten bog w ogole nas
                                            slucha czy moze ma nas gdzies. moim zdaniem ma nas gdzies i tyle.
                                            rozmawianie z nim nie ma sensu skoro nas nie slucha. a nie slucha,
                                            co mozna stwierdzic studiujac losy bogobojnej czesci ludzkosci.
                                            bog jest za to starannie wykorzystywany do gloszenia slusznosci
                                            jednych racji na innymi, do udawadniania wyzszosci jednych nad
                                            drugimi itp, itd a to prowadzi do rzezi i wojen ktorych w historii
                                            ludzkosci bylo juz wiele.
                                            a jezeli komus bog jest potrzebny do tego zeby sie pilnowac i zeby
                                            byc "dobrym", to prosze bardzo, problem polega na tym, ze ten sam
                                            (ekumeniczny) bog innym sluzy do tego zeby byc "niedobrym" i bledne
                                            kolo sie zamyka.
                                            i tyle. uproszczone do bolu ale nie mam ochoty wdawac sie w glebsze
                                            dysputy na tym forum :)
                                            pozdrawiam!
                                    • joasia85 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:29
                                      Jak widze niektorzy marnuja mozg, ktory, zgodnie z ich przekonaniem
                                      dostali od Boga. Po co Wam on skoro go nie uzywacie i jeszcze macie
                                      pretensje do ludzi, ktorzy to robia. Po prostu marnotrawstwo. Czy
                                      religia zabrania pytac? Czy Wasza wiara jest taka wiara, na ktorej
                                      zalezaloby Bogu? Bezgraniczne zufanie do kosciola, ktory ma liczne
                                      grzechy na swoim sumieniu, do ksiezy, ktorzy maja doktryne, ktora
                                      sami ustanawiali, za nic a oczekuja od zwyklego wyznawcy scislego
                                      jej przestrzegania, do kosciola, ktory wmawia Wam, ze najwiecej Boga
                                      jest w kosciele co jest zupelna bzdura, do ludzi, ktorzy decyduja o
                                      tym co powinno znalezc sie w Bibli a co nie. Macie klapki na oczach?
                                      Kosciol, ktory sam ustanowil grzechy i kazal wam wierzyc, ze takie a
                                      nie inne zachowanie zasluguje na potepienie sam tego nie
                                      przestrzega. Jak nazwac czlowieka, ktory tuszuje akt pedofilii, a
                                      tak postepuje wiekszosc wyzszych hierarchow koscielnych. Jak ksiadz,
                                      ktory ma na sumieniu grzech bydz moze wiekszy niz Wasz moze udzielic
                                      rozgrzeszenia? Wedlug Was taka spowiedz cos znaczy? Jak to sie ma do
                                      tego co glosil Jezus? Jezus mowil o milosci a kosciol szerzy
                                      nienawisc, uprzedzenia i zabobony. Jezeli naprawde chcecie wierzyc
                                      to wierzcie w Boga a nie w kosciol. Gdyby to zalezalo od KK to nadal
                                      panowaloby sredniowiecze. Uwierzcie mi na slowo myslenie naprawde
                                      nie boli.
                                      lava71 popieram w 100% to co piszesz.
                                  • vladek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:27
                                    :) Myślę, że obnaża nie tyle mój wniosek co Twoja odpowiedź i nie
                                    tyle mojego co Twojego myślenia prostotę.
                                    Nie sugeruję Ci wiary w Krasnoludki, sugeruję Ci tylko, że metody
                                    badawcze
                                    i poziom naszej wiedzy jest tak niewielki, że wniosek o nieistnieniu
                                    Krasnoludkow jest wręcz komiczny. Tak jak z tą bursztynową komnatą.
                                    Po
                                    prostu nie zrozumiałeś tego co próbuje Ci uzmysłowić. Nie twierdzę,
                                    że jesteś taki głupi, żeby nie wiedzieć, że nie masz jej pod
                                    umywalką. Twierdzę jedynie, że przesłanki, na podstawie których
                                    negujesz istnienie Krasnoludkow mają z logicznego punktu widzenia
                                    taką samą
                                    wartość jak twierdzenie, że nie znalazłeś bursztynowej komnaty pod
                                    umywalką, w związku z czym jej nie ma.
                                    Nie wiem w jaki sposób nieweryfikowalne i ograniczone do praw
                                    rządzących naszym wszechświatem twierdzenia negujące istnienie
                                    Krasnoludkow
                                    miałyby przysłużyć się rozwojowi cywilizacji (jak w twoim
                                    przykładzie z błyskawicą). Mnie się raczej wydawało, że rozwój
                                    determinowany jest zadawaniem pytań, a nie udzielaniem odpowiedzi z
                                    sufitu i zamykaniem sprawy. Nie wiem czy będziemy kiedyś w stanie
                                    odpowiedzieć na pytanie o istnienie Krasnoludkow na podstawie
                                    dowodów
                                    naukowych. Wiem natomiast, że odpowiedź na to pytanie dzisiaj to jak
                                    stwierdzenie, że bursztynowa komnata nie istnieje, bo nie ma jej pod
                                    moją umywalką.


                                    Taaaaak. Jak dla mnie to zamyka dyskusje.
                                • totalna_apokalipsa Do lava71 :)))))))))) 09.04.08, 12:01
                                  Omal się nie udławiłam czytajac ten takt:))))))))))))

                                  "Bursztynowa komnata .. jak sama nazwa wskazuje była komnatą więc
                                  nie ma potrzeby
                                  jej szukać w szafce pod umywalką"

                                  Mozna by takie koszyulki sprzedawać:)))))))))
                                  • lava71 Re: Do lava71 :)))))))))) 09.04.08, 12:07
                                    udzielam bezpłatnie praw autorskich:)
                                    • angelika_20 Re: Do lava71 :)))))))))) 09.04.08, 12:09
                                      Przyznam że argumentacja o komnacie była powalająca dosadnością
                                      sformułowania :))))))
                              • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:08
                                Dowodzic mozna jedynie istnienie czegos.
                                Jezeli nie odnaleziono do dzisiaj bursztynowej komnaty to mamy doczynienia
                                jedynie z zalozeniem ze ona moze istnieje lub nie istnieje.
                                Identycznie jest z bogami - to zalozenia ze moze sa.
                                Tyle ze religia to przemilcza.
                                • p.pirx Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:27
                                  dokładnie tak! zgadzam się w zupełnosci.
                                • mala.mi74 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:09
                                  Rysiu, rozumiem przez to co napisałes,ze religia przemilcza ,ze
                                  wiara jest wiarą???
                                  • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:17
                                    mala.mi74 napisała:

                                    > Rysiu, rozumiem przez to co napisałes,ze religia przemilcza ,ze
                                    > wiara jest wiarą???

                                    Moze teraz obron swoj wniosek, ze z mojej wypowiedzi mozna wyciagnąc takie maslo
                                    maslane. Ale coz nie ktorzy lubia robic maślane oczy do tego co zMARCHWIwstal...
                            • mojboze Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:44
                              Chrześcijaństwo nie odrzuca ewolucjonizmu. Wychodzi z założenia, że przekaz
                              biblijny dotyczący stworzenia jest metaforą. W tym wypadku, to co dla Boga jest
                              jednym dniem, tak naprawdę mogło trwać tysiące lat naszej rachuby. Można
                              powiedzieć, ze ewolucja jest dziełem Boga. Lava 71, jeśli chcesz dyskutować na
                              temat teologii i biblii uzupełnij informacje! Żaden chrześcijanin nie wierzy w
                              dziadka z brodą (to Święty Mikołaj!:))
                              Jeśli chodzi o bohaterkę artykułu-w mojej opinii dziewczyna ma problemy ze sobą.
                              Gdyby jej oblubieńcem był Anakin Skywalker albo Harry Potter musiałaby się
                              leczyć. Życie w iluzji - to nigdy nie jest objaw zdrowia, niezależnie od naszej
                              wiary.
                              Dlaczego niektórzy wrzucają w to wątek tolerancji i homoseksualizmu? Przecież to
                              zupełnie dwie różne rzeczy, homoseksualizm nie jest chorobą psychiczną, a życie
                              doczesne z wyobrażonym kochankiem tak. Dziewczyna zatrzymała się psychicznie na
                              etapie 13-latki. A KK to uświęca, bo zmiany KK są znacznie bardziej powolne niż
                              zmiany wokół niego.
                              • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:01
                                Dziękuję za stwierdzenia na temat metafory. Oczywiście Chrześcijanie wiedza
                                gdzie kończy się metafora a zaczyna prawda. Jeżeli stworzenie to metafora, to
                                taką metafora może być wszystko. Słowo metafora jest wytrychem, które wynaleźli
                                Chrześcijanie na obronę zapisów w Biblii a tak na prawdę jest gwoździem do jej
                                trumny.
                              • mg2005 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:47
                                mojboze napisała:

                                > Gdyby jej oblubieńcem był Anakin Skywalker albo Harry Potter
                                musiałaby się
                                > leczyć.

                                Porównanie bezsensu...

                                > Życie w iluzji - to nigdy nie jest objaw zdrowia,

                                Miłość Chrystusa to iluzja ??!...

                                > Dlaczego niektórzy wrzucają w to wątek tolerancji i
                                homoseksualizmu? Przecież t
                                > o
                                > zupełnie dwie różne rzeczy, homoseksualizm nie jest chorobą
                                psychiczną,

                                Mylisz się...

                                >a życie
                                > doczesne z wyobrażonym kochankiem tak.

                                Kochankiem ??!... Nie masz pojęcia o czym piszesz...
                            • mala.mi74 Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 10:47
                              1. Teoria ewolucji jest tylko jedna z teorii nie potwierdzona przez
                              nauke!
                              2. Kk nie zajmuje sie nauka w sensie scisłym, przyjmuje ewolucje
                              jaka jedna z mozliwych koncepcji stworzenia swiata ale niczego nie
                              potwierdza i nie obala bo to nie jej "bramka"
                              3. Kreacjonizm nie jest czescią nauki katolickiej
                              4. Ksiaga Rodzaju o stworzeniu swiata jest księgą symboliczna i w
                              niczym nie jest sprzeczna z nauką (opisywany przez nia "dzien" to
                              nie 24 godzin ale "jakis okres czasu") Trzeba umiec czytac Biblie
                              jak się chce cos o niej powiedziec,
                              5.Bóg nie jest dziadkiem z broda, jest duchem a te nie mają płci(tym
                              bardziej brody).
                              6. jesli Bog jest Stworzycielem i Duchem to trudno mówic, kto Go
                              stworzył.Jeslli "ktos" to i "kiedy" a tutaj zawezamy horyzonty
                              myslenia
                              7. Nauka nie jest czyms wszechwiedzacym i nie rosci sobie praw do
                              wszechwiedzy.
                              Troche pokory....

                              • lava71 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 11:04
                                Pokory ... raczej litości. Jak ja śmiałem negować święte zapiski z książki,
                                którą napisali ludzie.
                                Oczywiście znowu metafora, przenośnia i symbolika. Cała Biblia jest właśnie taka
                                a Ci co próbują wyciągać z niej racjonalne wnioski po prostu naginają i ją do
                                własnych potrzeb.
                                Tak pan stworzył nas na własne podobieństwo ... to także metafora i symbolika? ...
                                • a7721 Metafory i symbolika 09.04.08, 11:23
                                  Powinieneś wiedzieć, że najbardziej zaawansowane wytwory ludzkiego umysłu też
                                  odwołują się do symboli, by w ten sposób choćby usystematyzować stan naszej
                                  wiedzy. Wystarczy popatrzeć na zaawansowane działy matematyki (topologia
                                  algebraiczna, teoria mnogości, geometria różniczkowa itd.), czy fizyki
                                  współczesnej (teorie pola, model standardowy, modele strun, teoria grawitacji
                                  itp.). Dla laika to tylko "krzaczki". Jak więc Bóg ma nam przekazać jeszcze
                                  bardziej fundamentalna wiedzę, jak nie językiem obrazów i metafor?
                                  • lava71 Re: Metafory i symbolika 09.04.08, 12:12
                                    pomyłka ... symbolika to nie zapis za pomocą symboli matematycznych.
                                • angelika_20 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 11:28
                                  Metafora to piękne słowo-klucz dla zawodowych czytaczy biblii KK w
                                  sutannach.

                                  Pozwala z tego dzieła wyciągnąć to co w danej chwili jest w zgodzie
                                  z interesem KK a zanegować co jest z nim sprzeczne.

                                  Jakoś KK nie wypowiada się o wyczynach seksualnych króla Dawida a
                                  skupia się na tym co jest wygodne.
                                • mala.mi74 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke.Lava 09.04.08, 12:08
                                  lava,wiecej pokory w mówieniu o nauce i teologii.Niestety za jedno i
                                  za drugie na tym forum biora się ludzie,ktorzy nie maja o tym
                                  pojecia...Akurat co mówi a co nie mówi nauka,co udowodniła,a co nie,
                                  co mówi teologia i jaka jest tresc Biblii-mozna sie tego nauczyc,
                                  niekoniecznie w to wierzyc.
                                  • lava71 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke.Lava 09.04.08, 12:15
                                    teologia nie jest nauką i to jest problem katolików.
                                    • mala.mi74 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke.Lava 09.04.08, 12:32
                                      pl.wikipedia.org/wiki/Teologia
                                      Uwazasz się za speca w sprawach teologii a zupelnie nie wiesz co to
                                      jest i o czym ona mówi?
                                      Krytykowac cos czego się nie zna to typowe ideologiczne
                                      odintelektualizowanie.
                                      Zarzucasz katolikom swoje własne wady.To się nazywa typowa
                                      projekcja...
                                      • lava71 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke.Lava 09.04.08, 13:30
                                        to jeszcze sprawdź co znaczy etymologia jak już wiesz, że istnieje coś takiego
                                        jak Wikipedia.
                                        Jak byś nie zrozumiała to chodzi o to, że słowo teologia zawiera końcówkę logos
                                        oznaczającą myśl, rozum. Dodanie takiej końcówki do pierwszego lepszego słowa
                                        nie oznacza, ze powstała nowa dziedzina wiedzy.
                                        To tak jak z głupotologią i ciemnotologią.
                                        Ci innego historia, mitologia czy bibliologia i to te dziedziny powinny zajmować
                                        się Biblią.
                                      • parmalat Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke.mi 09.04.08, 17:41
                                        Teologia jest teoria, ale nie nauka. Teologia, nie spelnia kryterium teorii
                                        naukowej okreslonego przez Karla Poppera: jesli jakiejs teorii nie da sie
                                        eksperymentalnie obalic, to nie jest to teoria naukowa. Ten paradygmat jest
                                        czescia wspolczesnej metodologii naukowej, wiec czegos, na podstawie czego
                                        stwierdzamy ze cos jest nauka, a cos nia nie jest. Jesli uwazasz, ze nauka jest
                                        teologia, to za naukowe musimy uznac rowniez takie teorie, jak astrologia czy
                                        marksistowsko-leninowski materializm dialektyczny.
                                        Teologia korzysta z narzedzi nauk, teologowie przyczynili sie do rozwoju m.in.
                                        logiki - ale nauki nie stworzyli.
                                      • jj1978 Re: wikipedia jako odnosnik - wstyd! 09.04.08, 20:32
                                        referencje do wikipedii jako zrodla czegokolwiek sa warte dokladnie
                                        tyle co referencje do biblii koranu albo innej bajki.
                                        wikipedia nie moze byc traktowana jako zrodlo wiedzy - slyszalam ze
                                        w Polsce na uniwesytetach prace pisemne maja adnosniki do wikipedii
                                        i nie dostaje sie za to dwui. wstyd!
                              • mcgoo Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 11:19
                                Bog jest najprzebieglejszy z przebieglych - najpierw stworzyl
                                czlowieka, a pozniej powiedzial mu "czyncie sobie ziemie poddana" -
                                to tak jakby pierwotnie postawil zagadke, a pozniej z dzika rozkosza
                                zadal nam zadanie domowe do odrobienia mowiac "dochodzcie przez
                                wieki" do tego co ja juz wiem ... po drodze wraz z nabyta wiedza
                                napotkacie wiele mielizn, ktore moga was wykoczyc (i tu zasmial sie
                                znaczaco myslac o Dawrinie, energii atomowej, zywnosci modyfikowanej
                                genetycznie zaplodnieniu pozaustrojowym itp .. itd).

                                Bog rzucil nam rekawice, swoiste wyzwanie cywilizacyjne wiedzac, ze
                                nasza swiadomosc kreowana jest przez nasze urojenia, a
                                nieskonczonego absolutu mozemy dotykac niczym plaski robak na kuli
                                wlasnego tylka.

                                Chrzescijanstwo przybliza nam PRAWDE w sposob jedyny dla nas
                                dostepny czyli na wiare. Inndego sposobu niz WIARA nie znajdziemy
                                nigdy. W naszych uwarunkowaniach kulturowych nie ma lepszego
                                narzedzia do przyblizania prawdy ... z uwagi na uzytecznosc i w
                                sposob czysto utylitarny warto uzywac narzedzia o
                                nazwie "CHRZESCIJANSTWO". Chociaz wciaz trzeba miec na uwadze ze i
                                najlepsza siekiera mozna sobie uciac noge podczas rabania drewna.

                                Moim zdaniem taka ucieta noga to wlasnie ta dziewczyna.
                              • dgajewski Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 11:19
                                mala.mi74 napisała:

                                > 1. Teoria ewolucji jest tylko jedna z teorii nie potwierdzona przez
                                > nauke!
                                Taka wypowiedz to już nie nieuctwo to kłamstwo, chętnie usłyszał bym inne
                                (naukowe teorie). Jest to jedyna potwierdzona przez naukę teoria.
                                • mala.mi74 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 11:59
                                  Dgajewski bzdury piszesz.
                                  W tym temacie akurat wkuwałam na egzaminie na studiach na AR.
                                  Zarzucacie wierzacym wiare w bajki (co nie mozecie udowodnic),a sami
                                  wierzycie w bajki,co akurat mozna udowodnic.
                                  • dgajewski Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 12:21
                                    to nie zdasz.... ja wole jednak opinię profesorów niż niedouczonych studentów
                                    • mala.mi74 Przypisujecie wierzacym swoje wlasne wady 09.04.08, 12:34
                                      dgajewski napisał:

                                      > to nie zdasz.... ja wole jednak opinię profesorów niż
                                      niedouczonych studentów

                                      Ja juz kilka lat po studiach.
                                      Poza tym mylicie teorie ewolucji z hipoteza ewolucji jednego gatunku
                                      Darwina(ta jest kontrowersyjna ,a z punktu widzenia filozofii
                                      nielogiczna).
                                      Za duzo ideologii antyklerykalnej a za mało wiedzy drodzy panstwo...
                                      Przypisujecie wierzącym swoje wlasne wady.
                                      • dgajewski Re: Przypisujecie wierzacym swoje wlasne wady 09.04.08, 12:46
                                        można by sie tak długo pstrykać szkoda że jak jakiś wierzący zachoruje to pędzi
                                        do lekarza i nie przeszkadza mu że wiedza lekarzy opiera się tylko o teorie
                                        stworzone przez ludzi a ci się mylą!!! wiec negujcie lata pracy krytycznie
                                        myślących ludzi by wierzyć w podania prymitywnego ludu z epoki brązu i najlepiej
                                        nie chodźcie do lekarza jak wam sie coś stanie a jak pęknie ci rura w mieszkaniu
                                        to może to jednak złe duchy i lepiej odprawić egzorcyzmy, lub spalić sąsiadkę
                                        pewnie za pomocą czarnej magii doprowadziła do tego...
                                        • mg2005 Re: Przypisujecie wierzacym swoje wlasne wady 09.04.08, 14:41
                                          dgajewski napisał:

                                          wiec negujcie lata pracy krytycznie
                                          > myślących ludzi by wierzyć w podania prymitywnego ludu z epoki
                                          brązu i najlepie
                                          > j
                                          > nie chodźcie do lekarza jak wam sie coś stanie a jak pęknie ci
                                          rura w mieszkani
                                          > u
                                          > to może to jednak złe duchy i lepiej odprawić egzorcyzmy, lub
                                          spalić sąsiadkę
                                          > pewnie za pomocą czarnej magii doprowadziła do tego...


                                          Ocho... wylazla z ciebie ideologiczna religiofobia...
                                          I kto tu kieruje się rozumem ?... :)
                                      • cyklista Re: Przypisujecie wierzacym swoje wlasne wady 09.04.08, 14:07
                                        Najgorzej udokumentowana hipoteza ewolucyjna, ma więcej sensu niż którakolwiek
                                        hipoteza boga.

                                        A wracając do dziewczyny, jest elementem społeczeństwa który powinniśmy
                                        tolerować, podobnie jak homosiów, lesby, ateistów i cyklistów.
                                        • mg2005 Re: Przypisujecie wierzacym swoje wlasne wady 09.04.08, 14:16
                                          cyklista napisała:

                                          > Najgorzej udokumentowana hipoteza ewolucyjna, ma więcej sensu niż
                                          którakolwiek
                                          > hipoteza boga.

                                          A to czemu, 'mędrcu' ??... :)
                                          Albo jesteś geniuszem, albo... :)
                                • mg2005 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 14:39
                                  dgajewski napisał:

                                  > mala.mi74 napisała:
                                  >
                                  > > 1. Teoria ewolucji jest tylko jedna z teorii nie potwierdzona
                                  przez
                                  > > nauke!
                                  > Taka wypowiedz to już nie nieuctwo to kłamstwo, chętnie usłyszał
                                  bym inne
                                  > (naukowe teorie). Jest to jedyna potwierdzona przez naukę teoria.

                                  Nie jest potwiedzona, nie jest nawet teorią , a jedynie hipotezą
                                  - więcej w niej naukowej fantazji niż dowodów...
                                  • dgajewski Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 15:31
                                    cóż nawet nie ma wspólnej platformy rozmowy z tobą i współczuję inteligencji
                                    katolickiej bo mając takich sprzymierzeńców nie trzeba mieć wrogów...
                                    • mg2005 Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 21:38
                                      dgajewski napisał:

                                      > cóż nawet nie ma wspólnej platformy rozmowy z tobą i współczuję
                                      inteligencji
                                      > katolickiej

                                      Rzeczywiście, nie mam z tobą wspolnej platformy , i gratuluję
                                      "inteligencji ateistycznej" :)
                              • rysiu.ochucki Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 11:59
                                Szkoda ze religia nie ma tej pokory o której piszesz bo parafrazujac twoje
                                wypowiedzi:
                                1. Religia jest tylko jedna z tysiaca teorii niepotwierdzonych przez nikogo!
                                2. Nauka nie zajmuje sie kk w sensie scisłym, przyjmuje jedynie religię jaka
                                jedna z mozliwych teorii wiary potrzebnej czlowiekowi na tym lez padole
                                3. Kreacjonizm nie jest czescią nauki katolickiej ale nie znajdziesz wsrod
                                kreacjonistow ateistow a wsrod wierzacych jest wielu przyjmujacych teorie ewolucji
                                4. Ksiaga Rodzaju o stworzeniu swiata jest księgą symboliczna i niech taka
                                pozostanie jak i inne podania plemienne,
                                5.Bóg nie jest dziadkiem z broda, jest duchem a te nie mają płci(tym
                                bardziej brody), mózgu też nie mają i co to dowodzi?
                                6. Jesli swiat byl zawsze to po co druga teoria?
                                Jeslli "ktos" to i "kiedy" a tutaj zawezamy horyzonty
                                myslenia.
                                7. Nauka nie jest czyms wszechwiedzacym i nie rosci sobie praw do
                                wszechwiedzy tak jak religia z bogiem wszechwiedzacym.
                              • tamashumi Re: Do tych co do szkoły mieli pod górke 09.04.08, 13:58
                                no prosze cie... i kto tu mial pod gorke?
                                1. teoria ewolucji owszem jest potwierdzona przez nauke. przez badanie
                                skamienialosci, symulacje komputerowe, a ostatnio nawet empirycznie w
                                laboratoriach na zywych (jeszcze dosc prostych ale wielokomorkowych) organizmach
                                2. ewolucja nie jest, ani nigdy nie byla koncepcja stworzenia swiata (poza tym
                                zdefiniuj co masz na mysli mowiac swiat)
                                3. tu nie mam pewnosci ale czym jest "pierwszego dnia Bog stworzyl..., kolejnego
                                dnia stowrzyl czlowieka, itd... " jesli nie kreacjonizmem. choc tu moge lyknac
                                te cala metafore
                                4. no tak, trzeba w ogole ja czytac ale ile osob uznajacych sie za wiernych KK
                                kiedykolwiek ja czytalo? (o zrozumieniu nie wspominajac)
                                5. nie wiadomo czy Bog jest, takze tym bardziej nie wiadomo jaki jest - prosty
                                wniosek logiczny. Ale tez bym sie przychylal ze przypisywanie temu bytowi
                                konkretnej plci jest pomylka.
                                6. wysoki poziom abstrakcji filozoficznej. czy moze powstac cos z niczego.
                                innymi slowy czy Bog mogl stworzyc siebie sam? Doskonaly temat na
                                nigdy-niekonczaca-sie dyskusje. Wnioskow raczej brak. Co do czasu, to juz dosc
                                dawno temu Einstein wykazal, ze jest wzgledny. Trzeba bylo by je jeszcze
                                polaczyc z pytaniem "gdzie" aby moc powiedziec kiedy jako ze czas i przetrzen
                                jest nierozlacznym kontinuum czasoprzestrzeni. Tylko ludzkie uproszczone
                                postrzegania to rozdziela. Dodatkowo jesli Bog stworzyl (wszech)swiat, czyli i
                                czasoprzestrzen. to czy przed bylo jakiekolwiek gdzie albo kiedy? (kolejny nic
                                nie wnoszacy wysoki poziom abstrakcji filozoficznej).
                                BTW. znany nam wszechswiat powstal w tzw. Wielkim Wybuchu (ang. BigBang) sa
                                rowniez teorie co bylo przed tym jednak te juz niezmiernie trudno potwierdzic
                                przy aktualnych mozliwosciach technicznych. Ta kwestia pozostaje na razie
                                jedynie w sferze, takze naukowych ale, spekulacji
                                7. no ba! blad logiczny. nauka nie jest osoba, i w ogole nie moze "wiedziec".
                                Jednak juz idac torem personifikacji nauki, jest tworem lakomym aby wiedziec jak
                                najwiecej. Dobrze wykorzystana wiedza jeszcze nikomu nie zaszkodzila. Sa zli i
                                dobrzy ludzie i w tenze sposob ta nauke proboja wykorzystywac. Jednak naukowiec
                                ateista krzywdzac bliznich (np. przez wynaleziona przez niego bron) bedzie
                                wiedzial, ze czyni zle. A wierzacy krzywdzac bliznich (np. nie-wierzacych)
                                bedzie myslal ze czyni dobrze i powie, ze to w imie Boga. Pokora jest potrzebna
                                najbardziej samym przedstawicielom (kaplanom) niektorych relgii w tym KK.
                            • jerry21 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:52
                              koles , troche sie zagalopowales!
                              Myslisz np, ze dla Boga jest niemozliwym stworzyc czlowieka
                              na drodze ewolucj chociazby - i to dla Niego jest
                              KREACJONIZM.
                              Sadzisz ze czas istniej dla Boga ?!
                              • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:07
                                łoj ... uśmiałem, się setnie. po pierwsze nie koleś i nie zagalopowałeś ..
                                Po drugie ewolucja to nie stwarzanie. Pomyliłeś terminy.
                                "Sadzisz ze czas istniej dla Boga" a co to za kalambur językowy? Po pierwsze
                                podaj mi definicję boga to wtedy porozmawiamy o kwestiach czasu. Tylko nie
                                zaglądaj do Wikipedii tak nie ma tego;)
                                • jerry21 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:30
                                  a co ty wiesz "koles" o stwarzaniu - stworzyles cos!?

                                  wedle mnie sie zagalopowales w swoich doktrynerskich dywagacjach
                                  ow kalambur jezykowy to - "Sadzisz , ze czas istnieje dla
                                  Boga?" - jezeli brak jednej literki na koncu wyrazu nie
                                  czyni dla Ciebie kalamburem proste zapytanie - to Twoj problem.
                                  Definicaj Boga ( nie boga - jak napisales) , prosze bardzo -
                                  NAJWYZSZA FORMA BYTU _ ISTNIENIA( duchowego a takze materialnego
                                  wedle Boskiej Woli ) - JEST , KTORY JEST .
                                  Objasnienie specjalnie dla Ciebie.
                                  Byt ma formy od najprostszych podstawowych , "materialnych" do
                                  najwyzszych duchowych.
                                  NIE MA ZADNEGO UZASADNIONEGO POWODU BY BYT KONCZYL SIE NA
                                  FORMACH POSREDNICH TAKICH JAK TY ( i ja) - materialno-duchowych.
                                  Cale quantum istnienia - nie moze obyc sie bez BOGA , gdyz
                                  ON-ONA-ONO JEST ZRODLEM i POLEM istnienia ..
                                  tyle narazie .. teraz zacznij myslec ... czyli uzywac duchowej
                                  funkcjonalnosci swego bytu ....
                                  powodzenia " koles"
                                  • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:00
                                    najwyższa forma bytu? ... litości, takie definicje to na katechezie w
                                    przedszkolu. Problem w użycia słowa naj jest taki, że wywołuje problem
                                    rekurencji, który nie ma końca. No ale oczywiście ... ostatnim czym możemy sobie
                                    wyobrazić jest bóg. To się nazywa pokazanie, że my ludzie to marny pył i
                                    potrzebujemy wyższego dozorcy.
                                    • jerry21 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:35
                                      to pokazuje miejsce w szeregu ... a nie zadny marny pyl.
                                      postaram sie pobudzic Twoje procesy myslowe bardziej takim
                                      konceptem ..
                                      moze slyszales "koles" o Solaris , ksiazce napisanej przez S.
                                      Lema.
                                      Jak sadzisz czy jest logicznie sprzecznya idea , ze gdzies
                                      tam w otchlani wszechswiata na drodze EWOLUCJI powstal myslacy
                                      wszechocean o potencjale intelektualnym "o niebo
                                      przewyzszajcym" ludzki. Wedle naszej swiadomosci bylby bogiem -
                                      gdyz posiadalby boskie wlasciwosci - np kreacji materii i ducha
                                      ( tzn . panowania nad forma i funkcja materii oraz
                                      tzw. "czasem" )
                                      Taka wizja nie jest chyba niedorzeczna zwazywszy , iz
                                      wszechswiat istnieje iles tam miliardow lat a widzialne jego
                                      rozmiary to miliardy lat swietlnych ...
                                      Wystarczy ze taka kosmiczna inteligencja wyprzedza nas w
                                      rozwoju o kilkaset milionow lat "ziemskich" i rozwija sie w
                                      sposob harmonijny i brdziej duchowy ( tzn. duch niejako
                                      wyprzedza materie w rozwoju ) gdyz ma organizacje ,
                                      strukture "niekonfliktowa" w przeciwienstwie do naszej
                                      cywilizacji...
                                      Wykluczyc tego nie mozemy na drodze naukowej , gdyz nauka
                                      dopuszcza istnienie zycia pozaziemskiego , w przeciwienstwie do
                                      religii ( w wiekszosci) .
                                      • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 13:35
                                        Nie S. Lem tylko Stanisław Lem. "Solarisa" bardzo fajna książka ale ma sie nijak
                                        do koncepcji boga.
                                        To że poza nami w Kosmosie mogą istnieć inne formy życia to "odkrycie"
                                        przypisywane jest Giordano Bruno, który za to poszedł na stos. Inne formy życia
                                        i to nawet inteligentniejsze nie oznaczają bycia bogiem. W podobnej skali możemy
                                        porównać ludzi i mrówki.
                                        • jerry21 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 18:56
                                          o kurcze " koles " ty masz jakis kompleks literek - ciagle ci
                                          ich brakuje ... nawet dodajesz . jak juz lubisz bawic sie w
                                          literki to chyba nie "solarisa" tylko "solaris" ...
                                          przyklady innych form zycia - nawet najinteligentniejszych
                                          oznaczaja ewolucje swiadomosci... ktora nie ma granic lub tez
                                          inaczej - granica jest swiadomosc boska - czyli istnienie Boga.
                                          to ta wlasnie Najwyzsza Forma Bytu , o ktorej juz pisalem ...
                                          i nie ma zadnego racjonalnego powodu by granica ta byla
                                          gdzies "nizej".
                                          porownanie mrowki z czlowiekiem jest takie sobie - oba te
                                          twory sa bardzo materialne i maja sporo wspolnego - liczy sie
                                          poziom swiadomosci - mrowka nie ma swiadomosci ze istnieje
                                          czlowiek jako stworca cywilizacji - czlowiek ma swiadomosc spora
                                          istnienia mrowki i jej spolecznosci "cywilizacji" - tak jest i
                                          z toba nie masz swiadomosci istnienia Boga i jego "cywilizacji" -
                                          Bog ma pelna swiadomosc twego istnienia " w nieswiadomosci" -
                                          do czasu az kiedys sie obudzisz i ujrzysz JAK JEST.
                                          • figgin1 za duzo kwantow... ;) 11.04.08, 00:06
                                            w kosmosie jakas forma zycia wyeluowala tak ze stworzyla wszeschwiat... po
                                            krotkim namysle uwazam za logiczne.
                                  • angelika_20 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:03
                                    Force of the catechism of catholic church is strong in this one...
                                • titta Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 13:07
                                  a czemu ewolucja to nie stwarzanie? Ewolucja oznacza tylko i
                                  wylacznie kierunkowy powolny proces. Jesli proces ten jest
                                  inspirowany przez Boga to jest to kreacja. Wedlug wielu naukowcow (
                                  a wiem co mowie, bo sama jestem biologiem ewolucjonista) nie ma
                                  sprzecznosci. Rownica polega na wierze, powtarzam WIERZE w
                                  przypadkowosc procesu lub w ponadnaturalna inspiracje. (Oczywiscie
                                  nie jest to sprawdzalne empirycznie wiec nauka sie tym nie zajmuje i
                                  tyle.)
                                  • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 13:36
                                    stworzenie to zdarzenie a ewolucja to proces. I proszę nie powtarzaj w kręgach
                                    znajomych, że nie znałaś różnicy między tymi pojęciami. To nie nobilituje.
                                    • jerry21 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 19:19
                                      stworzenie to zdarzenie a nie proces - napisal autorytarnie
                                      lava71.
                                      juz raz sie pytalem , raz jeszcze - koles czy stworzyles juz
                                      cos ?!
                                      czy stworzenie komputera to proces czy zdarzenie ?
                                      czy stworzenie czegokolwiek to proces czy zdarzenie?

                                      czlowieku prochu marny ( to ty tak pisales wiec zwracam ci to
                                      okreslenie) nie ma czegos takiego jak zdarzenie wedle twego
                                      pojecia - kazde zdarzenie jest procesem - sprobuj to pojac ,
                                      pojmij to ! To nie jest takie trudne wbrew pozorom;
                                      KAZDE ZDARZENIE JEST PROCESEM lub inaczej
                                      WSZYSTKO JEST EWOLUCJA
                                      ZMIANA RODZACA NOWA ZMIANE
                                      jednego tylko mozesz byc pewnym - ZMIANY
                                      NAWET BOG SIE ZMIENIA;;;;;;
                      • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:55
                        Warto myslec to prawda.
                        Zadac sobie proste pytanie. Na co mogl chorowac Mojzesz jak zagdal do niego
                        plonacy krzak, jezeli wiemy dzisiaj ze jest ktos taki jak schizofrenik?
                        • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 09:59
                          Najgorsze jest to, że wiara ma to do siebie, że nie przyjmuje racjonalnych
                          wytłumaczeń. Gorzej, coś takiego jak cuda .. czyli zdarzenia nieprawdopodobne są
                          uważane za jej integralne składniki. Ciemnota, i zabobony.
                          • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:13
                            > lava71 napisał:
                            > Najgorsze jest to, że wiara ma to do siebie, że nie przyjmuje
                            > racjonalnych wytłumaczeń.

                            Wiara na tym polega.
                            Wyobraz sobie ze racjonalizm to plaszczyzna prostopadla do plaszczyzny wiary.
                            Maja te plaszczyzny czesc wspolna lecz to nie oznacza ze obie maja akceptowac te
                            same mechanizmy i zalozenia.
                            Akceptacja, akceptacja...

                            > Ciemnota, i zabobony.
                            Uzywasz okreslen obrazliwych. Tylko po co? Daje ci to jakas przewage?
                            W sredniowieczy uzywano okreslen obrazliwych jajoglowi dzis czesciej sie mowi o
                            miesniakach. Lecz te okreslenie niczego nie lacza a jedynie dziela.
                            • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:21
                              Skłonny byłbym bardziej za stwierdzeniem, że wiara i racjonalizm to dwa
                              wykluczające się zbiory. Wiara z definicji oznacza wierzenie w coś bez
                              dowodzenia i podawania w wątpliwość. Racjonalizm to przede wszystkim analiza i
                              przeprowadzanie procesów dowodowych.
                              Mówisz, że obraźliwe słowa ...hmm.. zawsze można nazwać to nieuctwem, i brakiem
                              asertywności względem sekt.
                              • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:33
                                Nie ma zbiorów wykluczających się. Juz samym lacznikiem tych zbiorow jest sam
                                czlowiek, ktory wie co to logika i postepuje zgodnie z jej zasadami w zyciu
                                doczesnym a zarazem ma potrzebe oparcia w mocach nadprzyrodzonych.

                                A co do sekt to trzeba pamietac ze w nauce tez wystepuja sekty.
                                Warto tez wiedziec ze sekty same w sobie nie sa zle. Sekty np. religijne czyli
                                inaczej odlamy religijne sa tylko potwierdzeniem teorii ewolucji. Od taki psikus
                                dla wierzacych majacych problem ze zrozumieniem teorii ewolucji.
                                Ty w swej wypowiedzi, zapewne miales na mysli sekty destrukcyjne. :)
                                • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:41
                                  ładnie powiedziane, że człowiek jest łącznikiem. Człowiek to tylko stworzenie
                                  potrafiące czerpać zasoby z tych zbiorów. Zbiory nauki (racjonalizm) i wiary nie
                                  mają żadnego pomostu, który tak bardzo chcą znaleźć fundatorzy nagrody
                                  Temletona. Tak było zawsze bo te dwie dziedziny mają zupełnie inne podstawy.
                                  Sekty to sekty. Niezależnie czy religijne, społeczne czy naukowe. Każde w swoim
                                  programie głoszą wyższość "swoich" tez nad tezami innych. A co do dokładności to
                                  oczywiście mam na myśli sekty destrukcyjne, które w swoim programie mają
                                  wpajanie niechęci do nauki i całkowite podporządkowanie.
                                • figgin1 Re: Spełnianie swoich fantazji... 11.04.08, 00:09
                                  rysiu.ochucki napisał:

                                  > Nie ma zbiorów wykluczających się.

                                  kchm... spales na matematyce?
                      • look1976 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:39
                        a7721 napisał:

                        > Może więc warto by ruszy
                        > ć
                        > mózgownicą i pomyśleć skąd się wzięły owe komórki, które potem ewoluowały? A w
                        > jaki sposób powstała materia (atomy, cząstki elementarne, fotony...) z której
                        > można było uformować komórki?
                        >
                        > Co? O tym Darwin nie mówi? Czyżbyśmy mieli problem?

                        Nie znamy jeszcze odpowiedzi na te pytania. Podobnie nie znaliśmy 200 lat temu
                        odpowiedzi na pytanie jak rozszczepić atom. Na wszystko przyjdzie czas.
                        "Wiara to narkotyk dla biednych" - popieram.
                      • vladek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 13:45
                        Czy wspolczesni Kopernika mieli problem bo nie wiedzieli ze Ziemia
                        krazy wokol Slonca? Nie, nie mieli, po prostu wierzyli w bzdury o
                        plaskiej Ziemi, zolwiach i innych krokodylach podtrzymujacych swiat.

                        Czy Ty, dzis, masz problem nie wiedzac ze w sprzyjajacych warunkach
                        mozliwe jest samorzutne powstawanie prostych i zlozonych zwiazkow
                        organicznych tworzacych podstawowe cegielki kazdego zywego
                        organizmu? Nie, nie masz, po prostu wierzysz w bzdury zapisane przez
                        jakichs rabinow zydowskich plemion koczowniczych okolo trzy tysiace
                        lat temu o Bogu i Stworzeniu swiata.

                        Ja wierze w rozwoj nauki. Tak jak 200 lat temu nikt nie wiedzial co
                        to ewolucja, tak i my dzis nie mamy spojnej i udowodnionej teorii
                        grawitacji. Choc niewatpliwie grawitacja dziala - bez wzgledu na to
                        czy potrafimy ja wyjasnic czy nie.

                        Swiadomosc za 200 lat poziom naukowej wiedzy zwalilby z nog
                        dzisiejszych noblistow pozwala mi smiac sie ze slabych religijnych
                        ludzi ktorzy nie potrafia zyc ze swiadomoscia niewytlumaczalnego
                        wokol nich. Ludzi ktorzy jak piecioletnie dziecko musza dostac pelna
                        odpowiedz Jak i Dlaczego juz, teraz, natychmiast - chocby to byla
                        odpowiedz ktora jego osmioletniego braciszka przyprawia o bol
                        brzucha ze smiechu...
                        • jerry21 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 19:43
                          gdzie to niby jest odpowiedz na pytanie JAK I DLACZEGO ?
                    • homofaszysta1 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:15
                      @lava71

                      Okazuje się, że czym ktoś bardziej tępy tym mocniej przekonany o własnej
                      nieomylności. Darwin, teoria ewolucji - fajnie, tyle tylko, że jak mówi sama
                      nazwa to tylko teoria i jest tyle samo przekonanych o jej prawdziwości co i
                      przeciwników. Ale dzieci wychowane na GW tak mają, wiedzą, że gdzieś dzwoni a
                      to im w uszach,,,
                      • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:23
                        > homofaszysta1 napisał:
                        > ... gdzieś dzwoni a to im w uszach,,,

                        Gorzej, gdy ktos szumy w uszach wzmacnia dzwonami by zagluszyc myslenie o
                        mozliwosci wyleczenia szumow w uszach.
                      • lava71 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:29
                        Tak .. Teoria bo wciąż się ją dowodzi. Tyle, że w stosunku do bajek z książki
                        zwanej Biblią za nią stoi wiedza.
                        Oczywiście przeciwnicy to kreacjoniści, którzy swojego boga uczepiają każdej
                        dziurki jeszcze niezbadanej przez naukę.
                        A co do ilości przeciwników i zwolenników ... podobnie jest z teorią, że dzieci
                        przynoszą bociany.
                      • boulihacker Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:33
                        > Darwin, teoria ewolucji - fajnie, tyle tylko, że jak mówi sama
                        > nazwa to tylko teoria

                        Dowiedz się co znaczy słowo "teoria" w terminologii naukowej zanim znowu
                        publicznie zrobisz z siebie idiotę.
                        • rysiu.ochucki Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:42
                          Oj, on nie robi z siebie idioty. Jest tylko ulomnym czlowiekiem jak kazdy.
                          Wpadl jedynie w sidla pojec dogmatycznych.
                          Przykladowo u Swiadkow Jehowy mowi sie ze sie jest w "prawdzie". Czyli ze ci co
                          nie sa SJ zyja w klamstwie.
                          W religii nie ma teorii wiec wszystko co nie jest związane z religia jest
                          teoria, czyli czyms gorszym.
                          Takim ludziom trzeba wspolczuc. Tylko wspolczuciem mozna im pomoc.
                        • angelika_20 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:47
                          To publiczne robienie z siebie idioty stwierdzeniem "to tylko teoria
                          ta Darwina jest" to typowe dla środowisk radiomaryjnych zachowanie...
                      • bercik_28 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:35
                        Popełniasz podstawowy błąd odnośnie słowa "teoria". Wedlug wikipedii:
                        "Teoria to system pojęć, definicji, aksjomatów i twierdzeń ustalających relacje
                        między tymi pojęciami i aksjomatami, tworzący spójny system pojęciowy opisujący
                        jakąś wybraną fizyczną lub abstrakcyjną dziedzinę."
                        "Teoria" w nauce to nie to samo co "teoria" w codziennym, potocznym znaczeniu.
                        Żeby coś było teorią to musi tworzyć spójny, weryfikowalny zespół pojęć,
                        twierdzeń itd. Chyba mylisz hipotezę w nauce z teorią. Czy na teorie grawitacji
                        też powiesz, że to tylko teoria?
                        • mala.mi74 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:20
                          bercik_28 napisał:

                          > Popełniasz podstawowy błąd odnośnie słowa "teoria". Wedlug
                          wikipedii:
                          > "Teoria to system pojęć, definicji, aksjomatów i twierdzeń
                          ustalających relacje
                          > między tymi pojęciami i aksjomatami, tworzący spójny system
                          pojęciowy opisujący
                          > jakąś wybraną fizyczną lub abstrakcyjną dziedzinę."
                          > "Teoria" w nauce to nie to samo co "teoria" w codziennym,
                          potocznym znaczeniu.
                          > Żeby coś było teorią to musi tworzyć spójny, weryfikowalny zespół
                          pojęć,
                          > twierdzeń itd. Chyba mylisz hipotezę w nauce z teorią. Czy na
                          teorie grawitacji
                          > też powiesz, że to tylko teoria?
                          Słowo teoria pada w okresleniach ksiazek do szkoł podstawowych
                          czasów komunistycznych( a podejrzewam,ze tutejsi ideologowie
                          pozostali na tym poziomie). Zeby zobaczyc jak z ta ewolucja
                          faktycznie jest wystarcza jakies studia wyzsze w tym kierunku.
                          Aktualnie wiecej ma ona przeciwników,a co najmniej krytyków(czemu
                          akurat kreacjonistów,to juz nie ma inych naukowców?),niz
                          zwolenników.
                          • bercik_28 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 13:09
                            No wiec jeśli cytat czym jest teoria z polskiej wikipedii Cie nie przekonał
                            (fakt twórcy może uczyli się z książek komunistycznych) to cytat z wikipedii
                            światowej, siłą rzeczy po angielsku:

                            "In scientific usage, a theory does not mean an unsubstantiated guess or hunch,
                            as it can in everyday speech. A theory is a logically self-consistent model or
                            framework for describing the behavior of a related set of natural or social
                            phenomena."
                            Kluczowe jest pierwsze zdanie - teoria w nauce to nie zbiór przypuszczeń. Jeśli
                            dalej nie uznajesz tego, że toeria to nie hipoteza, to może zaproponujesz swoją
                            definicję teorii (oczywiście cały czas mówimy o ujęciu naukowym). Rozumiem, że
                            pisząc o ewolucji mówimy o neodarwinizmie, tak? Możesz wymienić kilka nazwisk
                            krytków neodarwinizmu? Najlepiej jakieś polskie znane w środowisku nazwiska.
                            Skoro jest ich więcej niz zwolenników powinnaś mieć łatwo.
                          • parmalat Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:51
                            mala.mi74 napisała:

                            > Zeby zobaczyc jak z ta ewolucja
                            > faktycznie jest wystarcza jakies studia wyzsze w tym kierunku.

                            a ktore wyzsze seminarium duchowne polecasz?
                          • boulihacker Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 19:57
                            > Aktualnie wiecej ma ona przeciwników,a co najmniej krytyków(czemu
                            > akurat kreacjonistów,to juz nie ma inych naukowców?),niz
                            > zwolenników.

                            Jeśli głoś pani Krysi z mięsnego zrównamy z głosem członków PAN to może
                            faktycznie masz rację. Wyjdzie jednak inaczej, jeśli policzymy ludzi, którzy
                            mają choć trochę więcej niż zerowe pojęcie o sprawie.
                      • parmalat Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:48
                        homofaszysta1 napisał:

                        > @lava71
                        >
                        > Okazuje się, że czym ktoś bardziej tępy tym mocniej przekonany o własnej
                        > nieomylności. Darwin, teoria ewolucji - fajnie, tyle tylko, że jak mówi sama
                        > nazwa to tylko teoria i jest tyle samo przekonanych o jej prawdziwości co i
                        > przeciwników. Ale dzieci wychowane na GW tak mają, wiedzą, że gdzieś dzwoni a
                        > to im w uszach,,,

                        Okazuje się, że czym ktoś bardziej tępy tym mocniej przekonany o własnej
                        > nieomylności. ;)
                    • hera9 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:47
                      jest jeszcze giertychowska teoria.....hehe
                  • aro7 to Jezus ma wiecej żon niż Mahomet... 09.04.08, 09:41
                    to właśnie Kościół traktuje płytko tą sferę i całe sacrum sprowadza do
                    manipulacji genitalno-mentalnych. czy wiesz, że wystarczy używać prezerwatywy by
                    dostać unieważnienie małżeństwa- niezłożenie nasienia w macicy kobiety...?
                    fajnie nie? tylko powiedz to tym, którym KK każe żyć z pijącym i bijącym mężem.
                    Można wybrać celibat i życie w samotności, poświecić je Bogu, nauce, filozofii,
                    sobie itp ale ta laska marzy o dzieciach, mężu rodzinie tylko sie boi tego wiec
                    wymyśliła sobie męża Jezusa
                  • miecia3 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:09
                    uuuuu widzę, że tu kolejna ochotniczka do bycia 61 żoną.. bleeeee
                  • komorka25 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:11
                    a7721 napisał:

                    > ... Jak można porównywać ludzkie ekscesy seksualne do kontaktu z
                    > Wszechmogącym Bogiem? To Bóg stworzył Wszechświat i wszelkie byty -
                    > nawet Ciebie.

                    Biedactwo, bardzo ci współczuję. JA ZNAM SWOICH RODZICÓW. No i nie
                    musze uciekać w świat fantazji seksualnych z wszechmogącycm.

                  • boulihacker Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 10:14
                    >To Bóg stworzył Wszechświat i wszelkie byty - nawet Ciebi
                    > e.

                    Tak. I Smoka Wawelskiego.
                  • margotje Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 11:28
                    a7721 napisał:

                    > Jeżeli tak płytko traktujesz sprawy wiary, to znaczy, ze NIC z tego nie
                    > rozumiesz. Jak można porównywać ludzkie ekscesy seksualne do kontaktu z
                    > Wszechmogącym Bogiem? To Bóg stworzył Wszechświat i wszelkie byty - nawet Ciebi
                    > e.

                    A Ty - widac - masz mozg wyprany!
                    Twoj Bog nie jest moim bogiem. Fakt ze ta panienka (na dzien dzisiejszy tak sie
                    jej wydaje) pragnie umrzec dziewica, to jej sprawa. Czy ona w tym wytrwa? To
                    inna rzecz (popatrz na ksiezy katolickich i zakonnice, ktore wedle dogmatu winni
                    zyc w celibacie)
                    Natomiast Maria matka Jezusa dziewica byla do momentu zaplodnienia jej przez
                    Jozefa.
                    • oranvag Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:08
                      Jakiego Józefa? Józef był już stary. Według źródeł historycznych, to było
                      dziecko jej i rzymskiego legionisty! A jak brzuch urósł trzeba było wymyślić
                      bajkę...
                  • util Żadne fantazje. 09.04.08, 11:46
                    a7721 napisał:

                    > Jak można porównywać ludzkie ekscesy seksualne do kontaktu z
                    > Wszechmogącym Bogiem?

                    Żadne ekscesy seksualne, tylko miłość do drugiej osoby. Dzielenie codziennych trosk i radości do końca życia, wspólne przeżywanie sukcesów i porażek, wzajemne wspieranie się, pomoc, zrozumienie, pożądanie, potrzeba bliskości. Prawdziwa miłość do drugiej osoby to jednakowe uczucie, niezależnie czy w związku hetero czy homo - seksualność jest tego niezbędnym dopełnieniem, ale nie istotą.

                    Zastępowanie ziemskiego wymiaru wymiarem boskim jest conajmniej groteskowe. Myślę, że i ta kobieta to jeszcze zrozumie.
                  • floo77 ona sama tak płytko o tym mowi, ze Jezus jak facet 09.04.08, 11:58
                    i to chyba wydaje się niezrozumiałe i niedojrzałe, bo wiara to cos
                    więcej, a nie zaczepianie się na ludzkich wyobrażeniach, a ona sama
                    tak o tym mowi...
                  • sqader Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 12:38
                    halo!
                    boga nie ma, obudź się!
                  • agata789 Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 14:21
                    a7721 napisał:

                    > Jeżeli tak płytko traktujesz sprawy wiary, to znaczy, ze NIC z tego nie
                    > rozumiesz. Jak można porównywać ludzkie ekscesy seksualne do kontaktu z
                    > Wszechmogącym Bogiem? To Bóg stworzył Wszechświat i wszelkie byty - nawet Ciebi
                    > e.

                    Przykro mi, ale ten przypadek naprawdę nie wygląda na kontakt z wszechmogącym
                    Bogiem. Na moje oko dziewczyna ma dwa problemy: psychikę trzynastolatki i pech
                    do płci przeciwnej. Trudno powiedzieć, czy to drugie wynika z pierwszego, czy
                    pierwsze z drugiego.
                  • gresiek Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 17:38
                    tak, z pewnoscia stworzyl mnie, na pewno mnie :)
                    bog, o ktorym piszesz z taka czcia pewnie stworzyl materie i prawa
                    fizyki, a reszta sie sama zrobila. ja nie widze sensu komunikacji z
                    bogiem bo czemuz to on mialby sie nami przejmowac??? bo byl prorok
                    chrystus? hmmm, prorokow w historii ludzkosci bylo wielu i nic z
                    tego nie wyniklo, oprocz wojen religijnych.
                    pozdrawiam,
                    grr
                  • otawszczyk Re: Spełnianie swoich fantazji... 09.04.08, 21:18
                    Jezeli seks jest rozkosza to znaczy ze Bog chcial zeby tak bylo.
                    Przezywanie orgazmu jest wiec najwyzsza forma chwalenia p. Boga, a odrzucanie
                    seksu jest Boga obrazaniem.

                    "Cnota jest najbardziej sprzecznym z natura zboczeniem seksualnym" - Huxley
                  • shehare Re: Spełnianie swoich fantazji... 10.04.08, 03:23
                    a kto stworzyl sex?
                    • angelika_20 Re: Spełnianie swoich fantazji... 10.04.08, 08:10
                      Szatan pewnie....
                • angelika_20 I jeszcze jedno 09.04.08, 10:31
                  Wśród nich o dziewicach nauczał św. Ambroży (żył w IV wieku), biskup
                  mediolański.

                  Prochownik pisze: „Chciał, aby one pragnęły wejść w najgłębszą
                  zażyłość z Oblubieńcem, który może napełnić je rozkoszą, aby
                  pozostały Mu wierne i odpowiedziały miłością za miłość. Ludzkimi
                  słowami trudno wyrazić ten stan ducha. Lepiej wyrażają go
                  słowa: »Połóż mię jak pieczęć na Twoim sercu, jak pieczęć na Twoim
                  ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość «”.



                  Czy tekst o Oblubieńcu napełniającym rozkoszą Oblubienice nie jest
                  sam w sobie zboczony?


                  Dziewice, podaje Prochownik, posiadają trzy przywileje: "Mogą myśleć
                  o Bogu z większą intensywnością, służyć mu z większą gorliwością,
                  podobać się z większą uwagą. Ale też są zobowiązane chwalić Pana z
                  większą słodyczą, ufać mu z większą radością i kochać Go z większą
                  żarliwością".


                  He he a już tekst o myśleniu z większą intensywnością to już czyste
                  pieprzenie głupot. To jak mówienie że pedofil z większą
                  intensywnością myśli o dzieciach, zoofil o zwierzątkach futerkowych,
                  a Jarosław o IV RP...
                  • figgin1 Re: I jeszcze jedno 11.04.08, 00:15
                    angelika_20 napisała:

                    > He he a już tekst o myśleniu z większą intensywnością to już czyste
                    > pieprzenie głupot. To jak mówienie że pedofil z większą
                    > intensywnością myśli o dzieciach, zoofil o zwierzątkach futerkowych,
                    > a Jarosław o IV RP...

                    eee, dziewica bogu chyba krzywdy nie zrobi...
              • sarmata Znak dla świata i dla glupcow 09.04.08, 09:34
                Dzisiejszy konsumpcjonizm, na ktory tak stanowczo narzekasz,
                najbardziej chyba widoczny jest w zyciu katolickich biskupow oraz w
                zachlannosci instytucji kosciola na roznego rodzaju dobra materialne
                bezpardonowo wyludzane od panstwa. Ta dziewica nie zmieni
                nadszarpnietego wizerunku kosciola. A poza tym nie widze nic zlego w
                dazeniu do przyjemnosci i w czynieniu zycia radosniejszym. Dziwi
                mnie jednak fakt, ze ci ktorzy promuja ograniczenia w tym zakresie
                sami najczesciej korzystaja z wyrafinowanych uciech popadajac przy
                tym nawet w konflikt z prawem.
                • a7721 Re: Znak dla świata i dla glupcow 09.04.08, 09:53
                  Myślę, że ona jest znakiem także dla Kościoła, który wcale nie składa się, jak
                  słusznie zauważasz, z samych ideałów.
                  Pan Bóg wcale nie jest przeciwny radości i czynieniu tego świata bardziej
                  przyjaznym i przyjemnym - wręcz przeciwnie! Problem tylko w hierarchii wartości.
                  Przyjemność nie może się stać celem samym w sobie.
              • uzaz Re: Znak dla świata 09.04.08, 09:45
                Szkoda, że wśród księży jest tak wielu, którzy olewają podobne ślubowania i idą
                za głosem natury. Ale idea jest bardzo dobra.
                Powinniśmy wszyscy ślubować czystość i wymrzeć bezpotomnie, bo ludzka głupota
                jak widać nabiera coraz to groźniejszych wymiarów.
                A w ogóle, to ten przypadek powinien być raczej opisywany w prasie
                specjalistycznej a nie codziennej. Szpital abramowicki (psychiatria) proszony
                jest tu o fachową interwencję
              • bunia1974 Re: Znak dla świata 09.04.08, 11:12
                O ile się nie mylę ta panna-dziewica też ma chęć posiadania
                (czerwony samochód)i chciałaby się wtulać w czyjeś ramiona, czuje
                instynkt macierzyński. Jestem katoliczką, potrafię zrozumieć
                zgromadzenia zakonne ale jeżeli te wszystkie panie wyobrażają sobie,
                że są żonami Boga to brzmi jak herezja. Małżeństwo, macierzyństwo to
                jest wyzwanie! Można ucikać przed bliskością z drugim człowiekiem,
                przed odpowiedzalnością za dzieci , można tego nie chcieć- ok! Ale
                żeby przypisywać taką ideologię??? Brrrr.....
            • kochanekbosaka Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:14
              Pamiętacie piosenkę Type O'Negative o kobiecie, która wyobrażała sobie, że jej
              kochankiem jest Jezus? Gdy o tym śpiewał zespół metalowy,katolicy byli oburzeni.
            • totalna_apokalipsa Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:25
              junkier_ciul napisała:

              > Są! Nazywają sie księża.



              nic podobnego - w rytuale wyswiecania, w seminarium itp - nikt nigdy
              nie stosuje topiki erotycznej.
            • aaaurelia Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 10:02
              to ne to samo, bo dziewica konsekrowana nie jest zakonnicą.
        • ellubis Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 07:18
          są takie rzeczy, których tolerować się nie da i nie należy tego robić, jakiegoś
          systemu wartości trzymać się trzeba, relatywizowanie wszystkiego prowadzi do
          zamętu w etyce. czy ktoś toleruje na przykład wciąganie młodzieży do
          niebezpiecznych sekt wypaczających charakter? czy ktoś zdrowy na umyśle może
          tolerować praktyki religijne w innych niż chrześcijańska religiach takich jak
          poważne okaleczenia ciała, kamienowanie za "niewierność" (np. gdy kobieta
          została zgwałcona, za tę "niewierność" się ją jeszcze kamienuje)? a jeśli nie
          tolerujemy w innych religiach, to tym bardziej w tej, która jest nam
          (naj)bliższa. owszem, może to rzeczywiście był kiedyś sposób, jak tu ktoś
          napisał, na singielki (społeczeństwo piętnowało samotne kobiety, "poświęcone
          Bogu" zostawiało w spokoju, chore to, ale lepsze, niż wieczne wytykanie lub
          wręcz ostracyzm), ale w dzisiejszych czasach taką kobietę można by zapewne (?)
          wyleczyć terapią z jej urojenia i chorobliwej nieśmiałości. chciałaby się
          zakochać, chciałaby mieć dzieci... gdyby się nie modliła bez przerwy, nie
          odstraszałaby mężczyzn. miałam lepsze zdanie o abp Życińskim. a swoją drogą, to
          nie wiedziałam, że na teologii każdy wykład zaczyna się modlitwą. myślałam, że
          teologia to nauka a nie praktyki religijne. a może to tylko na KUL-u tak? może
          tylko w Polsce?
          • pszeszczep666 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 08:29
            Dziwne to dla nas, ok, ale to jej sprawa i nikomu krzywdy nie robi ewentualnie poza sobą. Nie da się zmienić z dnia na dzień systemu, który kształtuje takie niedostosowane osoby. A poza tym niedostosowani zawsze byli i będą. Nie zaślubiłaby się Jezusowi to zaślubiłaby się Krisznie, albo innemu wyimaginowanemu panu. (To znaczy nie twierdzę, że Jezus jest wyimaginowany, bo jestem wierzący, ale nie jestem wierzący w małżeństwa z Jezusem:)
            A że to smutne życie i co to za życie? A ile innych osób, żyje w takiej samej "cichej desperacji" jak ona? Co za różnica czy jest poślubiona Jezusowi czy mężowi debilowi, z którym jest bo z kims trzeba być? Ale takich nikt nie zauważa, nikt im nie współczuje, nikogo to nie oburza.
            • ellubis Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 12:19
              > Dziwne to dla nas, ok, ale to jej sprawa i nikomu krzywdy nie robi ewentualnie
              poza sobą.

              byłoby jej sprawą, gdyby nie uczyła dzieci. jej nawiedzenie może kogoś wypaczyć.

              a poślubionej debilowi współczuję i oburza mnie to.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Pozwoliłam się uwieść 10.04.08, 20:04
              pszeszczep666 napisał:

              > Dziwne to dla nas, ok, ale to jej sprawa i nikomu krzywdy nie robi ewentualnie
              > poza sobą. Nie da się zmienić z dnia na dzień systemu, który kształtuje takie n
              > iedostosowane osoby. A poza tym niedostosowani zawsze byli i będą. Nie zaślubił
              > aby się Jezusowi to zaślubiłaby się Krisznie, albo innemu wyimaginowanemu panu.
              > (To znaczy nie twierdzę, że Jezus jest wyimaginowany, bo jestem wierzący, ale
              > nie jestem wierzący w małżeństwa z Jezusem:)
              > A że to smutne życie i co to za życie? A ile innych osób, żyje w takiej samej "
              > cichej desperacji" jak ona? Co za różnica czy jest poślubiona Jezusowi czy mężo
              > wi debilowi, z którym jest bo z kims trzeba być? Ale takich nikt nie zauważa, n
              > ikt im nie współczuje, nikogo to nie oburza.

              Przeszczepie - bardzo mi się podoba to, co napisałeś.
              Dla mnie jej decyzja jest owszem dziwaczna i w życiu bym takiej nie podjęła. Ale
              skoro jej tak dobrze, do dlaczego wszyscy chcą ją uszczęśliwiać na siłę? Widzę,
              że dla dziwaków ludzie mają o wiele mniej tolerancji niż np. dla chorych na
              zespół Downa, autyzm czy schozofrenię. A ja wam powiem, że pracuję w takim
              środowisku - naukowcy, fizycy - gdzie co krok to ekscentryk, dziwak, wariat... i
              nic. Wszyscy się tolerują, często - przyjaźnią, współpracują ze sobą, tworzą
              nieraz wielkie rzeczy. Nie każdy musi być normalny, naprawdę.
              • 444a Re: Pozwoliłam się uwieść 10.04.08, 22:20
                Tylko, że właśnie jak wynika z artykułu ona nie potrafi stworzyć relacji między
                ludźmi. Będąc nawet ładną dziewczyną i chcąc związku nie mogła go stworzyć mimo
                potencjalnych możliwości.

                I zamiast szukać zdrowych relacji uciekła od nich. Wielką złą rolę ma tutaj
                psycholog z KUL, która zamiast zauważyć niedojrzałą osobowość, z powodów
                religijnych zamknęła oczy i stwierdziła, że wszystko jest OK.

                Tak, współczuję (nie lituję się) osobom odrzuconym, innym, m.in. bo są ciekawi,
                ale też jeśli np. schizofrenia przynosi cierpienie to nie będę wmawiał sobie, że
                to ot tylko inny styl życia.

                I z tego co dziewczyna pisze wcale nie widać wielkiego szczęścia.
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Pozwoliłam się uwieść 10.04.08, 22:39
                  > Tylko, że właśnie jak wynika z artykułu ona nie potrafi stworzyć relacji między
                  > ludźmi.

                  Skoro nie chce ich tworzyć, to nie musi. Naprawdę nie rozumiem, po co to
                  uszczęśliwianie na siłę. Jak sobie żyje np. jakiś facet, samotny i zdziwaczały
                  stary kawaler, to ludzie się tyle nie podniecają. Nie wypisują po forach z
                  troską, że biedny, nie umie nawiązywać relacji i trzeba go koniecznie leczyć.
                  Dajcie żyć ludziom. Ludzie potrafią żyć w takich nieraz dziwnych układach, że
                  głowa mała - i znajdują w tym satysfakcję. Co to kogo w ogóle obchodzi? To
                  dorosła osoba, a nie dziecko. Nie potrzeba, żeby wszyscy bliźni się nagle
                  troszczyli o jej rozwój.
                  • 444a Re: Pozwoliłam się uwieść 11.04.08, 00:03
                    > Skoro nie chce ich tworzyć, to nie musi.

                    Nie musi, ale też skoro publicznie się z tym obnosi to mamy prawo do krytyki, do
                    szukania przyczyn tego faktu.

                    Jak sobie żyje np. jakiś facet, samotny i zdziwaczały
                    > stary kawaler, to ludzie się tyle nie podniecają.

                    "Tyle", nie, ale też rodzina go ciśnie - pewnie, że mniej niż kobiety.
                    No i różnica jest też taka, że stary kawaler nie żeni się z Maryją - dziewicą...
                    i rzadko składa śluby niewspółżycia.

                    Nie wypisują po forach z
                    > troską, że biedny, nie umie nawiązywać relacji i trzeba go koniecznie leczyć.

                    Ponieważ rzadko są skrajnymi przypadkami to rzadziej, ale wypisują. Nie wspomnę
                    już starokawalerstwa b. premiera, czy ogólnie księży.

                    To
                    > dorosła osoba, a nie dziecko. Nie potrzeba, żeby wszyscy bliźni się nagle
                    > troszczyli o jej rozwój.

                    Pod względem podejmowania decyzji/wieku dorosła, emocjonalnie - nie.
                    A bliźni mają to do siebie, że chcą się troszczyć o innych, to naturalne i chyba
                    dobre, nie?

                    Ludzie potrafią żyć w takich nieraz dziwnych układach, że
                    > głowa mała - i znajdują w tym satysfakcję

                    Sęk w tym, że wcale nie zawsze znajdują. Często ściemniają i to widać.

                    Problem zresztą nie polega na nie-uprawianiu seksu tylko na przyczynach tej
                    wstrzemięźliwości i "ślubie z Elvisem" upss, z Jezusem...
                  • agata789 Re: Pozwoliłam się uwieść 11.04.08, 00:41
                    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                    > > Tylko, że właśnie jak wynika z artykułu ona nie potrafi stworzyć relacji
                    > między
                    > > ludźmi.
                    >
                    > Skoro nie chce ich tworzyć, to nie musi. Naprawdę nie rozumiem, po co to
                    > uszczęśliwianie na siłę.

                    Ja też nie rozumiem. Razi mnie infantylizm tej dziewczyny i pochwalanie przez Kościół takiego podejścia do Jezusa, ale chyba jeszcze bardziej rażą przedstawione tu licznie opinie podobne do tej, którą zacytowałaś.

                    Jeśli ktoś uważa, że kobieta nie ma prawa do tego, aby nie uprawiać seksu, nie mieć dzieci i nie zakładać rodziny, robi dokładnie to, co Kościół i inne podejrzane instytucje: chce narzucić wszystkim swoją JEDYNIE SŁUSZNĄ drogę, i to w bardzo osobistej sferze życia (oczywiście po to, żeby ich uszczęśliwić, a jakże ;)
          • shroeder1970 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:04
            Podobają mi się Twoje poglądy.
            Co do teologii - funkcjonuje w społecznym obiegu jako nauka... ale jaka może to być nauka? Nauka o fikcji? Nauka o zwidach, omamach i wizjach, podbudowanych pismem i milionem synodalnych/papieskich zakazów/nakazów/wykładni? Czy to jest nauka oparta na racjonalnych przesłankach? Teologia jako nauka sama w sobie to oksymoron. Nauka to coś, co w celu odkrycia rzeczywistości posługuje się określonymi prawidłami, metodologią i badaniami, opartymi na logice, a nie na wierze. Już bliższa nauce byłaby science-fiction-logia.
            Zgodzę się, że osoby, które publicznie ogłaszają, że "śpią z Jezusem" powinno się tak traktowac jak tych, którzy są Napoleonami.
            • ellubis Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 12:12
              > Podobają mi się Twoje poglądy.

              :)

              > Co do teologii - funkcjonuje w społecznym obiegu jako nauka... ale jaka może
              to być nauka? Nauka o fikcji?

              a jednak jest trochę takich "nauk o fikcji", jak choćby, szerzej niż teologia,
              mitologia. nauka o tym co i dlaczego ludzka wyobraźnia w kwestii zrozumienia
              świata i jakiegoś uporządkowania społeczno-prawno-moralnego naprodukowała, to
              projekcje, ale wiele mówiące. nauka o ... pozwala zrozumieć naszych przodków,
              pozwala zrozumieć i nas samych, cały ten ogromny zestaw symboli, archetypów,
              toposów funkcjonuje jak najbardziej nadal, choć ulega pewnym modyfikacjom,
              uwspółcześnieniom, dziś zawiera się w memetyce. o tym można się uczyć. i wcale
              nie musi się w to wierzyć. a nawet lepiej, jeśli się nie wierzy, choć akurat
              teologię studiują pewnie głównie wierzący. ale mitologie świata już nie ;P.

              science-fiction-logii nie ma, ale jest futurologia. choć just Lem sobie z tego
              dworował (!), ale jednak pewne trendy można badać.

              a wracając do "poślubionej Chrystusowi", myślę, że to właśnie KK mógł ją z tego
              wyciągnąć, nakierowując na przykład na współpracę z Caritas, bo czemu nie? może
              tam poznałaby mężczyznę swego życia?

              pozdrowionka :)
              • shroeder1970 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 15:50
                Tak, tak, zgadzam się z tym, co piszesz, co do kierunków nauk etc. Miałem na
                myśli takie bardziej filozoficzne rozważania.
                Wszak wiele z tych dziedzin... "nauk" swobodnie mieściłoby się w innych naukach,
                jak kulturoznawstwo, historia sztuki, filozofia czy psychologia lub socjologia -
                w ich odpowiednim aspekcie. Czy jest potrzeba tworzenia odrębnego kierunku,
                który - zwłaszcza w naszej lokalnej realizacji - jest w istocie indoktrynacją, a
                nie nauką?
                Pozdrawiam. :)
                • ellubis Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 17:18
                  > Wszak wiele z tych dziedzin... "nauk" swobodnie mieściłoby się w innych
                  naukach, jak kulturoznawstwo, historia sztuki, filozofia czy psychologia lub
                  socjologia - w ich odpowiednim aspekcie.

                  jasne, tylko że teologia była pierwsza. pewnie z czasem spotka ją to, co
                  spotkało astrologię, przejdzie między bajki, w każdym razie z tych dwóch
                  dziedzin nauki teologia bardziej się tam kwalifikuje. Słońce i Księżyc, dwie
                  starożytne planety :-), z cała pewnością mają wpływ na psychikę ludzką, więc...?

                  #ależ się porobiło, czy ktoś jest w stanie przeczytać wszystkie te komentarze?
                  niemniej, gdyby Ci było za mało czytania, polecam racjonalistę.pl, a tam o
                  limbusie puerorum, to jest dopiero historia!
        • shroeder1970 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 08:59
          To nie jest kwestia źle pojętej tolerancyjności, tylko kwestia braku zgody na umysłowe zniewolenie przez sektę i jej psychologów.
          • andrzej369 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 13:09
            shroeder1970 napisał:

            > To nie jest kwestia źle pojętej tolerancyjności, tylko kwestia
            braku zgody na u
            > mysłowe zniewolenie przez sektę i jej psychologów.

            Dokladnie tak jest, poza malym "ale".
            Kto dokonal indoktrynacji na tych, ktorzy indoktrynuja innych ?
            To jest dopiero ciekawy temat, i mysle, zeby dowiedziec sie cos
            wiecej, trzeba siegnac do odleglych czasow starozytnych.

            Nie wiemy jeszcze wszystkiego ?!
            • shroeder1970 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 15:54
              > Kto dokonal indoktrynacji na tych, ktorzy indoktrynuja innych ?
              > To jest dopiero ciekawy temat, i mysle, zeby dowiedziec sie cos
              > wiecej, trzeba siegnac do odleglych czasow starozytnych.
              > Nie wiemy jeszcze wszystkiego ?!
              Och... wystarczy jeden ideolog, psychol kategorii Hitlera czy Napoleona, który
              sam wymyśla ideologię, a barany idą za nim. Nie inaczej było w tym kontekście -
              to tylko kwestia nośności idei w określonych warunkach społeczno -
              ekonomicznych. A wszystkiego się nigdy nie dowiemy. Skoro bóg miałby być czymś
              ponad naszym wszechświatem, musielibyśmy wyjść poza ten wszechświat, by go
              zobaczyć czy zrozumieć. Poza tym... mógłby się okazać takim bogiem, jak my dla
              mrówki... i znowu wracamy do podstawowego pytania, czym jest bóg? ;)
        • zdzisiek66 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:00
          > zapraszamy wszystkich "tolerancyjnych" do wyrażenia oburzenia i
          poplucia sobie :)
          > Tak kochacie wszystkich innych, homosiów, itp więc pokażcie swoją
          wspaniałą tolerancję !!!! :)

          Musisz być zawiedziony, że większość poniżej wykazuje raczej
          współczucie niż oburzenie? Gdyby oceniać według kryteriów
          oficjalnych specjalistów od kontaktów z Panem Bogiem, to należałoby
          tę panią chyba rozstrzelać. Skoro homoseksulalistów należy zamykać w
          szpitalach psychiatrycznych, to co wg logiki Kościoła Katolickiego
          zrobić z taką osobę naprawdę chorą psychicznie?
          A tu widzisz, krwiożerczy lewacy piszą w stylu: przykre, że chora,
          ale skoro nikomu oprócz siebie nie szkodzi, to jej sprawa.
        • the_dzidka Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:29
          > Tak kochacie wszystkich innych, homosiów, itp

          Właśnie pokazałeś swoją, katoliku pełen miłości.
        • anegra Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:32
          hm, "homosiów nie kocham", sama żyję w celibacie już kilka lat (bo
          podobno zniechęcam do siebie facetów), i jakoś to znoszę;
          ale "dziewica konsekrowana" i dziewictwo z założenia to jakieś
          nienormalne i sekciarskie.
        • razorjack tolerancji dla obłudy/debilizmu/zacofania... 09.04.08, 13:26
          ...NIE BęDZIE.

          to się akurat tępi, a nie toleruje.
        • jarnes Jesus, czy to ten koleś z Meksyku? 10.04.08, 02:42
          Podobno pracuje w lodziarni.
      • priller jezus poligamista? 08.04.08, 14:11
        ellubis napisała:

        Chrystus ma w Polsce około 60 takich żon.
        • 444a Re: jezus poligamista? 08.04.08, 18:24
          A kto by nie chciał orgietki?
          • noducks Re: jezus poligamista? 08.04.08, 19:31
            a czy ktos w ogole pytal chrystusa czy chce takie zony??? a moze on
            gustuje w czarnych lub aziatkach??? mozna oczywiscie powiedziec ze
            chrystus kocha wszystkich ale wtedy otwarta droga dla facetow do
            konsekracji. a to brzydko pachnie :)))))
            • priller Re: jezus poligamista? 09.04.08, 05:00
              stary, to jezus stworzyl ten caly kosciol. apostolowie, dziewice,
              sakramenty i te rzeczy.
              • julia.switalska Re: jezus poligamista? 09.04.08, 08:22
                priller napisał:

                > stary, to jezus stworzyl ten caly kosciol. apostolowie, dziewice,
                > sakramenty i te rzeczy.


                Stary, ty chyba zartujesz !
                To nie Jezus, to sredniowieczny kler stworzyl rytualy, dziewice
                sakramenty i te rzeczy. Zostaw Jezusa w spokoju !
              • kpaxxx Re: jezus poligamista? 09.04.08, 08:40
                Może Jezus stworzył również "gruszkę papieża" i inne narzędzia tortur stosowane
                przez inkwizycję ??
              • wojtek45-1 Re: jezus poligamista? 09.04.08, 09:48
                g.prawda.
                On tylko nauczał.
                Kościół stworzyli św Paweł i kilkadziesiąt pokoleń (?) klechów.
                • priller Re: jezus poligamista? 09.04.08, 13:50
                  wojtek45-1 napisał:

                  > g.prawda.
                  > On tylko nauczał.
                  > Kościół stworzyli św Paweł i kilkadziesiąt pokoleń (?) klechów.

                  o tak, koles nic z tym nie mial wspolnego. tylko tych dwunastu
                  kolesi sie za nim paletalo, bo lubili sie uczyc. no bo on byl dobry
                  i ktos inny mu ten biznes spartolil. to juz wtedy zamyslali nad oaza
                  dla wielbicieli sukienek i pedofili.
          • viornisko Re: jezus poligamista? 09.04.08, 09:54
            Załosny(a) jestes
      • kpaxxx Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 08:38
        Dokładnie to samo zauważył Richarda Dawkins w książce "Bóg urojony" ...
      • al48 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 08:41
        Ciekawe kto dopuszcza takie osoby do uczenia dzieci.Przecież to chore!!!
      • arme Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:26
        Wszystko pięknie i wspaniale ale czy Jezus powiedział tak? :E
      • geralt9 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 10:41
        ellubis napisała:

        > Ktoś, kto wyobraża sobie, że jest Napoleonem, trafia do psychiatryka.

        A ktos kto wyobraza sobie ze mysli samodzielnie trafia na forum wyborczej.

        Ktoś, kto
        > wyobraża sobie, że jest żoną Chrystusa, zostaje poświęcony przez Kościół jako
        > "dziewica poślubiona Bogu", Chrystus ma w Polsce około 60 takich żon. Czy jedna
        > k
        > nie kłóci się to z nauką Kościoła, że małżeństwo, to kobieta i mężczyzna? Z krw
        > i
        > i kości? Nie kłóci się! Te tzw. "dziewice konsekrowane" nauczają naszą młodzież
        > .
        > Doktor psychologii (KUL) uważa, że "wszystko w porządku". Cool.
        • ellubis Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 13:28
          > ellubis napisała:
          >
          > > Ktoś, kto wyobraża sobie, że jest Napoleonem, trafia do psychiatryka.
          >
          > A ktos kto wyobraza sobie ze mysli samodzielnie trafia na forum wyborczej.

          witaj w klubie, geralt9 ;)
          • geralt9 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 18:01
            ellubis napisała:
            > witaj w klubie, geralt9 ;)

            Nie nie, ja tu nawracam;)
            • ellubis Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 19:07
              > Nie nie, ja tu nawracam;)

              ops, to witaj w klubie na przeciwnym brzegu rzeki ;)
      • hera9 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 11:42
        masz racje,nauki kosciola mowia,ze rodzina,to 1 kobieta +1 mezczyzna,z krwi i
        kosci.Nie tylko to jest zaklamaniem w tej instytucji.Swoja droga niezly harem....
      • tomek854 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 11:46
        > Ktoś, kto wyobraża sobie, że jest Napoleonem, trafia do psychiatryka. Ktoś, kto
        > wyobraża sobie, że jest żoną Chrystusa, zostaje poświęcony przez Kościół jako
        > "dziewica poślubiona Bogu"

        prawda?

        Pójdę dalej: ktoś kto widzi latające spodki albo przychodzi do niego świetlisty
        zielonoskóry blondyn namawiający go aby przekonał ludzkość do zawarcia pokoju na
        świecie zostaje wsadzony do czubków.

        Ktoś do kogo przychodzi Jezus z promieniami bijącymi z serca i namawia aby się
        ludzie miłowali zostaje świętą.
      • dalville Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 15:45
        Czy w świetle polskiego prawa małżeństwo z trupem jest legalne?
      • zbujowachata Re: Pozwoliłam się uwieść/To jest horror !!!! 09.04.08, 15:52
        Jestem katolikiem od 65 lat , wychowałem
        nasze dzieci mam czwórekę wspaniałych ,
        młodych wnuków , ale to co czytam jest horrorem
        co dziewczyna młoda wchodząca dopiero do dorosłego
        życia może wiedzieć o miłości ,uczuciu i decyzji na
        całe życie, nie to jest horror 21 wieku !!!
      • mkk1976 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 18:21
        bardzo ciekawy temat, nie czytałem jeszcze całego forum, ale bardzo mnie
        zaciekawiło to, że je Jezus ma 60 żon z Polski. Hm i nie będą potem o siebie
        zazdrosne, a ile ma jeszcze z innych krajów.. bardzo interesujące.
    • moherfucker1 Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 07:40
      Tutaj tylko jakas intensywna sesja terapeutyczna moze przyjsc z pomoca.

      Kadzidlo jej zaszkodzilo.
    • katerina2 Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 09:39
      "...co tak naprawde nie istnieje..."??? Co Ty bredzisz człowieku?
      • nrmaus1337 Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 10:28
        to poprosze o dowod na istnienie Boga lub innego wyzszego bytu
        • l0de Tak jest! 08.04.08, 10:32
          Nieistnienie Boga przed Dawkinsem udowodnił sam Jurij Gagarin, który z
          kosmosu meldował Chruszczowowi: w niebo uletieł, boha nie widieł!
          • nrmaus1337 Re: Tak jest! 08.04.08, 11:10
            i dlatego prosze o dowod NA ISTNIENIE . Jezeli go posiadasz to podziel sie ze
            mna prosze
            • noducks za pascalem 08.04.08, 19:40
              lepiej w boga wierzyc. przy zalozeniu ze istnieje czlowieka
              wierzacego czeka nagroda zas niewierzacego kara. jesli boga nie ma
              nie ma ani nagrody ani kary. wierzacy moze wiec tylko zyskac. czysty
              pragmatyzm :))) z drugiej jednak strony optymista katolik moze sie
              niemile rozczarowac natomiast pesymistyczny ateista moze tylko sie
              mile zaskoczyc :))) dowodow na jego istnienie jednak brak choc wielu
              przysiega ze z nim rozmawialo. ci w czarnych sukienkach maja dzieki
              temu wikt a inni laduja u czubkow :)))

              <<< po smierci i tak wszyscy zostaniemy ateistami >>>
              • htoft Re: za pascalem 09.04.08, 08:11
                To, o czym piszesz, to tzw. zakład Pascala. To rozumowanie zostało już dawno
                obalone, bo logicznie jest błędne. Poczytaj sobie tu:
                pl.wikipedia.org/wiki/Zak%C5%82ad_Pascala
            • katerina2 Re: Tak jest! 09.04.08, 15:11
              kazde zycie jest dowodem na istnienie Boga.
              • ready4freddy Re: Tak jest! 09.04.08, 15:57
                glebokie, ale bez wiekszego sensu. kazde zycie jest tylko dowodem na dzialanie
                praw chemii, fizyki i biologii, nie "istnienia boga/Boga".
          • neacail Re: Tak jest! 09.04.08, 08:56
            > Jurij Gagarin, który z kosmosu meldował Chruszczowowi: w niebo
            > uletieł, boha nie widieł!

            No iskał on?
            Ale czy szukał?

            • zigzaur Stary kawał o Gagarinie: 09.04.08, 10:32
              Po locie w kosmos Chruszczow wezwał Gagarina na rozmowę w 4 oczy i pyta go:
              - Boga ty widieł, a?
              Gagarin odpowiada:
              - Da, widieł.
              Chruszczow powiedział:
              - Ja też myślałem, że istnieje. Masz tu medal, talon na moskwicza i siedź cicho,
              bo inaczej, to wiesz co.

              Potem Gagarin spotyka się z papieżem Janem XXIII. Papież pyta:
              - A Pana Boga widziałeś?
              Gagarin odpowiada:
              - Nie.
              Papież na to:
              - Tak też i ja myślałem. Masz tu numer tajnego konta, na które wpłynie niezła
              sumka. Ale wiesz, lepiej siedzieć cicho.

              Potem Gagarin spotkał się z Johnem F. Kennedym. Prezydent mówi:
              - Wśród obywateli mojego kraju są ludzie różnych religii ale także niewierzący.
              Przez ciekawość jednak zapytam, czy widziałeś Pana Boga?
              Gagarin odpowiada:
              - Tak.
              Prezydent pyta:
              - I co?
              Gagarin na to:
              - To jest Murzynka.
      • oranvag Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 11:16
        Hyba autor tej myśli wyraził się dostatecznie jasno. Jak inaczej zdefiniować
        "nie istnienie"? Chyba, że chodzi Ci o znaczenie bardziej mietafizyczne:
        istnieje zabobon o nazwie bóg, tak więc można przyjąć że jest to pewien byt, a
        tym samym zabobon istnieje, tak?
    • princealbert Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 09:41
      Jak dla mnie, to moze nawet slubowac oddanie stonce ziemniaczanej.

      Jesli jej z tym dobrze, to powodzenia!
      • ellubis Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 09:50
        "Jak dla mnie, to moze nawet slubowac oddanie stonce ziemniaczanej."

        Też tak uważam, gorzej, że (taka chora osoba) uczy dzieci.
        • latouche ale ona pracuje w serwisie sprzetu komputerowego.. 08.04.08, 13:20
          a nie uczy, o ile zrozumialam? I dodatkowo udziela sie pomagajac w katechezach,
          ale w parafii, a nie w szkole, wiec nikt nie musi posylac tam swojego dziecka.
          Ja bym nie posylala :)
          Ale skoro ja to czyni szczesliwa, to super, kazdy ma prawo zyc jak lubi. Jeden
          szybko traci cnote bo nie znajduje dla niej zadnego zastosowania, inny sobie ja
          pielegnuje jak roslinke egzotyczna cale zycie, i fajnie dopoki ani jeden ani
          drugi nie chodza i nie gledza innym, ze to jedyna sluszna droga.
          Jednak zaprzyjaznic sie z taka osoba to bym raczej nie mogla - strasznie mnie
          irytuja ludzie, ktorzy tak stuprocentowo koncentruja sie na sobie i swoim zyciu
          wewnetrznym :)

    • loppe Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 10:31
      a niby co jest jakościowo gorszego w jej recepcie na szczęście niż w
      np. pozwoleniu się uwieść karierze?:)
      • gabrielafrancuz Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 10:44
        Z karierą nikt nie bierze ślubu?
        • maura4 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 08:14
          Z karierą można wziąc rozwód ,a z Jezusem ? Swoja drogą życie w
          wirtualnym związku,małżeństwie to nie wymysł internetu,to znacznie
          starszy wynalazek.
      • orliczanka Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 10:50
        Na przyklad to,ze dziewczyna stracila kontakt z rzeczywistoscia...
        No coz jej wybor, ale nie wydaje mi sie, aby jakikolwiek psycholog
        uznal,ze z jej osobowoscia wszystko jest w porzadku... Dziewczyna po
        prostu zagubila sie w swiecie i w taki akurat sposob znalezla
        mozliwosc uporzadkowania wszystkiego. Na swoim koncie ma jeden
        miesieczny zwiazek... Jakos trzeba bylo sie w tym uporac, a
        najlatwiej ulozyc wszystko tak, aby znalzalo sie jakies - nazwijmy
        to - logiczne wyjasnienie.. I nie twierdze,ze konieczne zwiazek z
        drugim czlowiekiem musi byc celem zycia,ale takie postepowanie
        dowodzi po prostu,ze ona nie umie nawiazac takich relacji i znalazla
        sobie substytut bezpieczny, bo przeciez "Pan Jezus" czy istnieje,
        czy nie, przeciez jej nie odrzuci, nie zostawi, nie zdradzi...
        Jesli jest szczesliwa ok - ale nie wiem, czy nie majac porownania,
        bo nie prowadzila innego zycia, moze swiadomie byc szczeliwa z
        takiego wyboru.. Coz jest dorosla - smutne tylko,ze ludzie
        umartwiaja sie i dokladaja sobie cierpien w imie Boga, ktory wedle
        ich slow jest dobry i kochajacy... Chyba zaden dobry i kochajacy
        rodzic nie wymagalby takich poswiecen ze strony swojego dziecka.
        • loppe Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 11:08
          Mało kto ma tak naprawde kontakt z rzeczywistością, większość ludzi
          żyje w omamach przerozmaitego typu.

          Wystarczy np. - dla jasności - że ktos myśli ż szef albo koleżnaki w
          pracy go nienawidzą a nie jest tak w rzeczywistości, by już żył bez
          kontaktu z rzeczywistościa. Pracoholizm, internetoholim, narkomania
          i tak dalej to inne przyklady utraty kontaktu z rzeczyistością
          • basia172 Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 11:29
            To, ze jest inna dostrzega nawet ona sama. Tylko co jej daje prawo uważać, że jest lepsza? Bo nie chowała piwa w swoim pokoju na wycieczce szkolnej? To, że jest dziewicą oznacza dla mnie jedynie, że brak jej wiedzy i doświadczenia w dziedzinie która jest dla człowieczeństwa bardzo istotna. Mamy tu obraz dorosłej kobiety, która parę razy byla zakochana bez wzajemności w chłopakach i mężczyznach, którzy albo jej nie zauważali, albo z nią zrywali. Z dziewczynami też zreszta nie potrafiła nawiązać przyjaźni, nawet w szkole. Wkońcu wybrała dożywotnie poświęcenie dla ideału mężczyzny jakim jest dla niej Jezus. Jej sprawa. Ja jej za to nie podziwiam.
            • loppe Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 11:33
              Jej sprawa owszem, a jeśli chodzi o podziwianie lub nie - odrobina
              podziwu dla Jej oryginalności/nonkonformizmu nieszkodliwego przecież
              dla innych byłaby na miejscu - by zachęcić innych ludzi do
              wybierania wlasnej ścieżki życia
              • slawek73 Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 11:53
                rany, jaki przygnebiajacy ten reportaż...
                ale macie racje w jednym - jej potrzebny jest psycholog.
                • ylemai Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 12:31
                  A może raczej - gang bang. W wykonaniu AliBaby i 40 rozbójników. No co, skoro
                  można wyjść za mąż za postać literacką, to można być też zgwałconym przez
                  postacie literackie.
                  • noducks Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 19:44
                    i tu mamy wspaniale pole do popisu dla nastepcow casanovy. wyrwac
                    takiego chwasta to bedzie sztuka :)))
                • szaramysz2 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 10:01
                  slawek73 napisał:


                  > ale macie racje w jednym - jej potrzebny jest psycholog.

                  albo dobre pukanko ;)
                  • karola1008 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 13:39
                    Te, szaramysz ileś tam, jesteś taki sam prymityw, jak zapluty
                    obszczymurek spod budki z piwem, który krzyczy do dwóch lesbijek, że
                    chłopa im trzeba.
          • loppe Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 11:35
            ps. najpowszechniejsze - telewizjoholizm
          • obseerwator loppe, paradoksalnie przyznajesz rację krytykom 08.04.08, 11:54
            Pracoholizm, internetoholim, narkomania
            > i tak dalej to inne przyklady utraty kontaktu z rzeczyistością

            ani pracoholizm, ani narkomania, ani bycie konsekrowaną dziewicą nie
            jest czymś godnym pochwały.

            smutna ucieczka od otaczającej nas rzeczywistości, która, przyznaję,
            kolorowa nie jest, ale nikt nie obiecywał, że życie będzie łatwe.
            • loppe Re: loppe, paradoksalnie przyznajesz rację krytyk 08.04.08, 12:18
              no tak, teraz należy rozważyć czy brak prawidłowego kontaktu z
              rzeczywistością - który cechuje wg mnie jakieś 80% populacji - to
              materiał na krytykę/rozpaczanie/etc :)
            • priller a co nierealnego jest w pracoholizmie? 08.04.08, 14:21
              loppe pisze glupoty dla samego pisania. ale moze dlatego tak uwazam,
              ze nie wierze w zadne zabobony. w umilowanie pracy rowniez.
              • loppe Re: a co nierealnego jest w pracoholizmie? 08.04.08, 14:41
                obawiam się że nie zrozumiałeś - o czym świadczy idiotyczne pytanie:)

                a ja np. miałem na uwadze że pracoholik traci kontakt
                zrzeczywistością oraz zaniedbuje ślubnego/ną (de facto porzuca ją
                dla bożka swego Pracusia) i dzieci :(
                • fluxxx Re: a co nierealnego jest w pracoholizmie? 08.04.08, 22:03
                  loppe napisał:

                  > obawiam się że nie zrozumiałeś - o czym świadczy idiotyczne pytanie:)
                  >
                  > a ja np. miałem na uwadze że pracoholik traci kontakt
                  > zrzeczywistością oraz zaniedbuje ślubnego/ną (de facto porzuca ją
                  > dla bożka swego Pracusia) i dzieci :(

                  Twoj relatywizm naiwny jest obledny...
                • priller Re: a co nierealnego jest w pracoholizmie? 09.04.08, 05:06
                  mysle, ze powinienes spedzic chwile z leksykonem.
            • kuku85 Re: loppe, paradoksalnie przyznajesz rację krytyk 08.04.08, 16:32
              tyle że w przypadku konsekrowanej dziewicy pojawia się instytucja wyższa, która
              twierdzi, że to JEST godne pochwały. Może powinni zacząć też sankcjonować inne
              formy zrywania kontaktu z rzeczywistością?? Ślub z telewizorem lub butelką wódki...
        • mozart Mysle, ze masz racje 09.04.08, 09:10
          Dokladnie jest tak u mnie tyle, ze nie potrzebuje do tego religii. Jestem
          pracoholikiem z ADHD i ze zdiagnozowanym zespolem Aspergera. Mialem w swoim
          zyciu o tyle szczescia, ze pracuje w tym, co kocham. Jesli wykluczyc w przypadku
          tej pani zranienia psychiczne, to byc moze jej mozg nie jest zdolny do glebszych
          zwiazkow miedzyludzkich (slabe wytwarzanie noradrenaliny), a co za tym idzie,
          znalazla sobie zrodlo napedu zastepczego (religia, praca), co sztucznie
          podtrzymywaloby poziom dopaminy w jej mozgu.
      • 444a No więc, krytyka wyglada tak: 08.04.08, 18:48
        Po pierwsze katolicki psycholog potwierdził poczytalność, ale już nie zdrowie
        psychiczne... to nie to samo.

        A teraz co lepsze fragmenty:

        - Jeżeli ktoś zapyta o męża, mówię wprost. Jest nim Jezus Chrystus.

        Rozumiem, że będzie szybkie unieważnienie z powodu nie skonsumowania małżeńśtwa?
        (obowiązek katolicki).

        (- Sama ją zaprojektowałam. Taką sobie wymarzyłam. Taką, która pokazywała, że
        jestem kobietą, oblubienicą. Dopasowaną do mnie).

        Słowem nie jest to poświęcenie zycia doczesnego tylko jak najbardziej
        przywiązanie do doczesnosci, "jestem kobietą, chcę mieć ładną sukienkę na ślubie".

        dalej:

        "To była cała radość ją kupować. Z przyjaciółką obeszłam wszystkich jubilerów w
        mieście. A potem jeszcze radziłam się jej brata, czy będę w niej dobrze wyglądać
        jako mężatka)."


        I czy to już nie poszlaka zaburzenia?:


        "Nie zamykam się na relacje z osobami niewierzącymi. Ale nie mam wśród nich
        przyjaciół. "


        "Jeżeli widzę, że jest ktoś, kto czuje miętę To znaczy jeszcze nie byłam w
        takiej sytuacji (sic!), więc nie będę wymyślać, co mówię. Ale powiem pewnie, że
        jestem zajęta."


        "Ukochany, mój miły - tak mówię do niego najczęściej. Poza tym - wszechmogący,
        najwierniejszy, najpiękniejszy. Ale ja nie przywiązuje wagi do tego, jak Jezus
        wygląda. Nie modlę się przed obrazkiem. Choć i tak wiem, że on jest
        najpiękniejszy. Bo jest Bogiem."

        A inne dziewice to nie zdrada?
        Czyli nie przywiazuje się dowyglądu, ale i tak wie, że najpiękniejszy i w ogóle
        debeściak, ma nie tylo najładniejszy uśmiech, furę i mięśnie, ale po prostu nie
        da się wymysleć nikogo lepszego.


        "Nigdy nie miałam masy koleżanek, najwyżej dwie-trzy, podobne do mnie. Nie
        chodziłyśmy na imprezy, byłyśmy jakieś takie ciche, wycofane. Czasami, owszem,
        czułam się odrzucona. "

        Co to znaczy? że modlitwa wciaga w ciemność?:

        "W czasie seminarium Odnowy w Duchu Świętym, gdy zaczęłam się modlić,
        zobaczyłam, że ogarnia mnie ciemność. Taka, której nie da się opisać.
        Przestraszyłam się. To był zły duch. Przypomniałam sobie kurs."

        "A przede wszystkim, jak mi się jakiś mężczyzna spodoba, staram się go unikać.
        Nie spotykać z nim. Bo ja już jestem zakochana. "
        - zaraz, zaraz tak zakochana, że musi uciekać do sytuacji sprzyjających? bo co
        się stanie?

        no na koniec, były dominikanin:

        ktoś nie może znaleźć sobie partnera, znajduje go we własnej głowie i utrzymuje
        z nim kontakty. Bez wątpienia to nie jest zdrowy rozwój osobowości.
        Najwazniejsze:
        Religia nie powinna służyć ucieczce przed bliskością z drugim człowiekiem.


        Smutne jest życie tej dziewczyny, z całego opisu niewiele widać ludzkich,
        koleżeńskich uczuć. Bycie czyjąś żoną przecież nie oznacza zerwania kontaktów z
        ludźmi...

        Nie-uprawianie seksu nie może równac się z brakiem przyjaźni.

        Jeśli uda jej się wyleczyć, będzie musiała zwalczyć silne poczucie winy,
        wtłoczone zresztą przez kler (slub na zawsze, mimo, że z nieświadomych pobudek).
        • wypasiona_foczka Re: No więc, krytyka wyglada tak: 09.04.08, 09:56
          Zgadzam się z dużą częscią Twojego wywodu.
          Od siebie dodałabym jeszcze, że mam przeczucie, że ta pani żyje w
          jakimś ciągłym nieracjonalnym strachu przed "grzechem" i
          tym "grzechem" jest dla niej niemal wszystko co nie wiąze się
          zchodzeniem do kościoła lub modlitwą. To okropne żyć w ten sposób,
          wmawiać sobie, że grzeszę jeśli w pracy nie zajmuję się pracą itp.
          Poczucie grzechu nierozłacznie wiąże się z poczuciem winy i ta Pani
          z tą wyimaginowaną winą żyje. Strach przed "grzechem" uniemozliwia
          tej pani normalne egzystowanie.
          Człowiek nie jest istotą stworzoną do życia w samotnosci, prędzej
          czy później ta samotnośc da znać o sobie. Oprócz wyobrażania sobie
          Jezusa człowiekowi potrzebne jest zwykłe przytulenie, spacer za ręke
          po parku i szczera rozmowa z druga osobą. Ta pani nie umie nawiązac
          relacji damsko-meskiej, mam wrażenie, że widzi wszystko przez
          pryzmat grzesznego seksu itp.

          Z całego serca życze jej jak najlepiej ale gdzies pod skórą czuję,
          że jeszcze parę lat takiego zycia a okaże sie, że nie jest tak
          kolorowo...

          ---
          "Trzeba żyć tu by wiedzieć, co dosłownie jest co noc
          Gdy samochody płoną, latarnie gasną,
          Los przypadkowych pieszych łapie za gardło.
          Ten świat jest pułapką, tu nawet z nieba wrócę
          Ten świat to Bałuty, stąd nie da się uciec..."
          • kalokagathia Re: No więc, krytyka wyglada tak: 09.04.08, 10:54
            Najgorsze jest to, że ta nieumiejętność stworzenia relacji damsko-męskiej nie
            musi być związana z ortodoksyjnym wyznawaniem katolicyzmu. Ta Pani przynajmniej
            żyje jakąś wizją, jakąś "prawdą", w którą wierzy i to czyni ją szczęśliwą.
            Gorzej, gdy człowiek nie chce się oszukiwać, nie chce szukać ułatwień...
            Pozostaje strasznie gorzka samotność.
          • ready4freddy Re: No więc, krytyka wyglada tak: 09.04.08, 16:09
            "Od siebie dodałabym jeszcze, że mam przeczucie, że ta pani żyje w
            jakimś ciągłym nieracjonalnym strachu przed "grzechem" i
            tym "grzechem" jest dla niej niemal wszystko co nie wiąze się
            zchodzeniem do kościoła lub modlitwą. To okropne żyć w ten sposób,
            wmawiać sobie, że grzeszę jeśli w pracy "

            od razu skojarzyl mi sie jeden z odcinkow the Simpsons, gdzie jeden z wiernych
            moiw do wielebnego Lovejoy'a "ale czy to nie grzech?" na co wielebny odpowiada
            "zasadniczo wszystko jest grzechem.." (pokazujac na Biblie) "czytales to?
            praktycznie rzecz biorac nie powinnismy nawet chodzic do lazienki!" :)))
    • fluxxx Re: Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 11:53
      Pa-ra-no-ja...
    • ylemai Kościół zakazuje poligamii. Jezus: 60+ żon? 08.04.08, 12:14
      Trochę przegięcie mieć 60 żon, także z punktu widzenia polskiego prawa. Jezusem
      powinien zainteresować się prokurator.
    • hermenegilda_zenia Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 12:42
      Kościół tak pogardza gejami i lesbijkami, piętnując ich praktyki
      jako nienaturalne ,a to co robią te kobiety jak nazwać? Dla mnie TO
      właśnie jest nienormalne - konsekrowane dziewice, koń by się uśmiał.
      Przecież wystarczy pójść do zakonu, nie potrzeba wymyślać wzniosłych
      teoryjek dla swojej niezdolności znalezienia partnera i zbudowania
      związku z drugą osobą. A już wynurzenia bohaterki tego reportażu o
      ukochanym Jezusie poddają w wątpliwość jej dojrzałość psychiczną, bo
      przypominają bredzenia 13- latki a nie kobiety 30-letniej. I dla
      zwieńczenia absurdalności tego wszystkiego jeszcze obrazek
      rozpływających się nad dziewicami przedstawicieli kleru - to ma być
      kościół w XXI wieku? Brakuje mi tu tylko smoka, któremu możnaby te
      dziewice rzucić na pożarcie. Zgroza, zgroza i jeszcze raz zgroza.
    • brat_oblat Ograniczyc przyrost naturalny - dobry pomysl 08.04.08, 12:48
      Według holenderskiego biskupa Everarda de Jonga młodzi ludzie,
      którzy mają problemy z zachowaniem czystości seksualnej, powinni
      jeść mniej mięsa, gdyż stymuluje ono ich seksualne popędy.
      Biskup udzielił tej rady w czasopiśmie dla młodych, holenderskich
      katolików, `Omega'. Poza nie jedzeniem dużej ilości mięsa młodzież
      powinna również prosić o pomoc Boga, Dziewicę Maryję, świętych i
      aniołów, radzi biskup.
      Ojcowie Kościoła często podkreślali relację pomiędzy łakomstwem i
      seksualnymi pożądaniami, przy czym wskazywali tutaj zwłaszcza na
      mięso, jako winne wzrostu popędu seksualnego, uważa biskup. Doradza
      przy tym młodzieży, aby ta oddalała od siebie nieczyste myśli i
      związane z nimi napięcie opowiadaniem dowcipów, oczywiście
      przyzwoitych!
      • maadzik3 Re: Ograniczyc przyrost naturalny - dobry pomysl 09.04.08, 09:23
        Założenie w dawnych wiekach słuszne (że ograniczenie mięsa prowadzi do obniżenia
        libido). Po prostu większośc była zabiedzona, przygłodzona i opanowana przez
        pasożyty a w tym stanie i libido spada - po odkarmieniu rośnie. Tyle że dzisiaj
        to już się tak prosto nie przekłada...
    • www.nasznocnik.pl Re: problem leży pewnie po stronie 08.04.08, 13:24
      Problem ? Jaki "problem" ?


      Żyj i daj żyć innym (jak chcą) - a zniknie wiele "problemów" :->
      • loppe dokładnie, abo mało to geeków?:) 08.04.08, 14:05
        dublin.gazeta.pl/Dublin/1,86238,5076835.html
      • fluxxx Re: problem leży pewnie po stronie 08.04.08, 15:57
        Pomiedzy stwierdzeniem "ktos ma problem" a "on sie musi zmienic" (ew. w
        lagodniejszej formie) "musze mu pomoc" jest naprawde daleeeka droga.
    • priller ej, ale KK udziela rozwodow? 08.04.08, 14:15
      nieprawdaz? pytam na wypadek, gdyby ta panienka ozdrowiala. w
      sprawie rozwodowej polowa majatku (wierzy sony i spiworka) dla
      kosciola?
      • kuku85 Re: ej, ale KK udziela rozwodow? 08.04.08, 16:40
        priller napisał:

        > nieprawdaz? pytam na wypadek, gdyby ta panienka ozdrowiala. w
        > sprawie rozwodowej polowa majatku (wierzy sony i spiworka) dla
        > kosciola?

        myślisz, że w przypadku tej pani nawet wieża sony wierzy?? :)
    • cygan37 Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 14:45
      No cóż, stara panna.
      Tak niektóre mają.
    • gia_p Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 15:37
      Ciężko dyskutować o ideach, każdy ma swoje przekonania, być może każdy ma rację - to jak spierać się o to, jaki kolor jest najładniejszy.
      Ja cieszę się, że istnieją ludzie którzy nie boją się postawić wszystkiego na jedną kartę, którzy umieją podejmować tak radykalne decyzje. Ktoś wspomniał w swoim komentarzu o nonkonformizmie - szkoda, że jest go coraz mniej w społeczeństwie, składającym się głównie z jednostek "zgalaretowacialych", konsumujących i wydalających. Nawet jeśli ta konsekracja to szaleństwo - jest to szaleństwo nieszkodliwe, jest to sposób na życie, który nie ogranicza wolności innych ludzi (bo ta pani przecież nikogo nie namawia do podążania taką samą jak ona drogą).
      Gratuluję decyzji, podziwiam odwagę i życzę wytrwałości.
      • dr_avalanche Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:07
        To niewątpliwie nonkonformizm, ale chyba ma mało wspólnego z prawdziwym
        przeżywaniem chrześcijaństwa, którego istotą jest wchodzenie w interakcję z
        innymi ludźmi i dawanie im swojej miłości. Ta pani jest skoncentrowana głównie
        na sobie. Ewentualnie na cierpiących w wyniku ludzkich błędów czy niegodziwości
        zwierzątkach umierających po wypadku tankowca i drzewkach ściętych w Puławach.
      • 52e52 Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:10
        "Nawet jeśli ta konsekracja to szaleństwo - jest to szaleństwo nie szkodliwe"

        Nieszkodliwe? Chyba przespałem fragment dotyczący uczenia dzieci i pomocy w
        katechezie... Owszem, każdy ma prawo do własnego kuku, ale zarażanie tym
        małoletnich? Zgroza...
    • ateista.polski Normalnie... 08.04.08, 15:40
      to jest swietny pomysl!! Z nikim sie de facto nie wiazesz, nie trzeba sie potem
      z chlopem/baba uzerac, ale za to prezenty slubne kasuje sie jak najbardziej
      realne :D ha!! dobrze ze sie o tym dowiedzialem przed slubem i ze jestem
      facetem, bo nie udowodnia mi ze nie jestem dziewica :P
      • no_nick Gratuluję decyzji i życzę wytrwania 08.04.08, 16:01
        a teraz obrońcy toleranji wobec wszystkich,licznie reprezentowani w
        postach powyżej - wylejcie na mnie wiadra pomyj,wyzwijcie od
        watykańskiego gnoju i podpowiedzcie psychologa,tylko takiego,który
        będzie odpowiadał Waszym wyobrażeniom.Będzie to bardzo poprawne
        politycznie.

        Serdecznie pozdrawiam i pamiętam w modlitwie.
        • moherfucker1 Re: Gratuluję decyzji i życzę wytrwania 08.04.08, 16:14
          - wylejcie na mnie wiadra pomyj,wyzwijcie od
          > watykańskiego gnoju i podpowiedzcie psychologa,tylko takiego,który
          > będzie odpowiadał Waszym wyobrażeniom.


          Aaa!! Na przyjemnosc to trzeba sobie najpierw zasluzyc moj drogi...
          • ateista.polski .. 08.04.08, 16:53
            Co racja to racja moherfucker1 ;)
      • pochodnia_nerona Re: Normalnie... 08.04.08, 16:03
        Gdy czytałam ten artykuł, narastało we mnie oburzenie w tempie geometrycznym. Nie na tę pożałowania godną kobietę, ale na Kościół Katolicki, który tego typu postawy błogosławi i konsekruje. Tu nie chodzi o jej wybór życia w "czystości". Dziewczyna po prostu zatrzymała się w rozwoju emocjonalnym na poziomie religijnej, ale egzaltowanej nastolatki, która znajduje sobie idola, którego darzy szczeniacką miłością. Czy miłość do Chrystusa polega na umartwianiu się, na odjęciu sobie prawa do życia w rodzinie? To już zakony sa pod tym względem lepsze (jakkolwiek i tak w większości chore), gdyż jest tam świadome zerwanie z jakimkolwiek życiem zewnętrznym, zamknięcie się na świat, a oddanie się życiu duchowemu. Tu natomiast święci się w kościele wybór nieświadomej życia dziewczyny, która uczestniczy i jednocześnie nie uczestniczy w życiu codziennym. Uczestniczy, gdyż ma kontakt z ludźmi, pracuje, mieszka w swoim domu. Nie uczestniczy, gdyż wbrew sobie (tęskni za bliskością mężczyzny, za macierzyństwem) rezygnuje z życia rodzinnego. Już nawet nie o seks chodzi, tylko o to, że KK błogosławi postawę wyrzeczenia wbrew naturalnym skłonnościom dorosłego człowieka. Przecież Jezus nie wymagał od człowieka ascezy, wyrzeczenia, a "jedynie" miłość drugiej istoty. Wydaje mi się - może jestem naiwna - że w ten sposób naśladuje się Chrystusa, zaś dziewictwo okupione wyrzeczeniami jest skupieniem na sobie, na walce ze swoją naturą. Czy tego chce Bóg?
        Fragmenty, które oburzyły mnie najbardziej, mówią o tym, że w 1927 r. zaniechano tej idiotycznej praktyki, jaką jest konsekracja dziewic, zaś Kościół posoborowy ją przywrócił. Przecież to powrót ciemnogrodu.
        Następny fragment - badania psychologiczne przeprowadzone przez kolejną "świętą dziewicę". No jasne, jak miała ona potępić jej wybór, skoro sama go dokonała? A, żeby go dokonać, trzeba być odpowiednio zindoktrynowanym.
        Dlatego powoli dojrzewam do decyzji opuszczenia KK. Powody?
        - kompletne oderwanie od rzeczywistości i ludzkich problemów
        - pielęgnowanie starożytnych, idiotycznych obyczajów
        - zamiatanie pod dywan skandali i problemów
        - bałwochwalstwo (czczenie obrazów, obnoszenie i czczenie relikwii)
        - wmawianie bzdur o niepokalanej Maryi, itp.
        a poza tym 7 grzechów głównych, popełnianych przez ludzi KK.

        • 444a Re: Normalnie... 09.04.08, 18:25

          Tu nie chodzi o jej wybór życia w "czystości".
          > Dziewczyna po prostu zatrzymała się w rozwoju emocjonalnym na poziomie religijn
          > ej, ale egzaltowanej nastolatki,

          Tak, właśnie to.

          "Następny fragment - badania psychologiczne przeprowadzone przez kolejną "świętą
          dziewicę". No jasne, jak miała ona potępić jej wybór, skoro sama go dokonała? A,
          żeby go dokonać, trzeba być odpowiednio zindoktrynowanym."

          No właśnie, dodam tylko, że uczelnie katolickie znane są z niskiego poziomu
          wykładanej psychologii.
          • ponurak Re: Normalnie... 10.04.08, 18:42
            444a napisał:

            > dodam tylko, że uczelnie katolickie znane są z niskiego poziomu
            > wykładanej psychologii.

            KUL to nie tylko pani Aleksandra Gała
            • 444a Re: Normalnie... 10.04.08, 19:08
              > KUL to nie tylko pani Aleksandra Gała

              Tak i nie tylko ona jest "katolickim psychologiem", co zwykle oznacza
              ideologizację nauki/dopasowywanie "wiedzy" do papieskich założeń.

              Można się nieźle pośmiać słuchając "katolickich psychologów" ("katolickich
              matematyków") mówiących np. o seksie
              • ponurak Re: Normalnie... 10.04.08, 21:33
                444a napisał:

                > nie tylko ona jest "katolickim psychologiem", co zwykle oznacza
                > ideologizację nauki/dopasowywanie "wiedzy" do papieskich założeń.

                I po co przeinaczasz fakty? Ostatnie lata prób dogadania sie wiary z
                nauką to głównie ekwilibrystyka Watykanu, by dogonić ideologicznie,
                być może czasami infantylnie, ale jednak, uzasadnione w piśmie,
                pomiarach, badaniach, teoriach i eksperymentach aksjomaty naukowców.

                > Można się nieźle pośmiać słuchając "katolickich psychologów"
                ("katolickich
                > matematyków") mówiących np. o seksie
                Znasz jakakolwiek grupę, oprócz biologów, której wypowiedz w tym
                akurat temacie jest nie-śmieszna, nie-trywializująca, nie-chamska,
                nie-pobieżna, nie-.....?
                • 444a Re: Normalnie... 10.04.08, 22:03
                  > Znasz jakakolwiek grupę, oprócz biologów, której wypowiedz w tym
                  > akurat temacie jest nie-śmieszna, nie-trywializująca, nie-chamska,
                  > nie-pobieżna, nie-.....?

                  Zawsze da się jakieś "nie". Opisanie promieniowania też można uznać za
                  "trywializowanie natury materii".

                  Znam seksuologów, miałem okazję też posłuchać na żywo cytowanego tu prof.
                  Izdebskiego. Akurat jego wypowiedź w artykule trochę skrócono, przekręcono i
                  wychodzi tak jakby nawet popierał działanie tej biednej dziewczyny, domyślam
                  się, że tak nie jest.
    • astromysz Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 16:53
      Ja to mam kilka pytań:
      1) czy ktoś pytał Jezusa o zdanie czy chce tą a tą za żonę?
      2) czy za mąż można wyjść tylko za Jezusa, czy jakiś święty też wchodzi w grę?
      3) normalnie ślub można unieważnić jeśli nie ma pożycia; to też tu się sprawdza?

      I nie dziwię się rodzicom tej dziewczyny. Zazwyczaj fantazje dziecka o
      wyimaginowanym przyjacielu są dla nich niepokojące, a co dopiero małżeństwo z
      Jezusem... a jeśli ta dziewczyna ma jakieś fantazje erotyczne z Jezusem to jest
      to chore.

      PS. Dla tego, kto na forum pisze jak to źle tolerować gejów. ''Tolerować'' to
      nie znaczy ''popierać'', a czasem nawet ''akceptować''.
      • xfish Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 09:48
        astromysz napisała:
        > Ja to mam kilka pytań:
        > ...
        > 2) czy za mąż można wyjść tylko za Jezusa, czy jakiś święty też wchodzi w grę?
        Mysle ze tylko za Boga mozna wyjsc, ale mamy do wyboru 3 opcje:
        Bog Ojciec - dla tych, dla ktorych wazne sa uczucia a nie roznica wieku
        Syn Bozy - dla takich jak bohaterka nieprzystosowanych do rzeczywistosci starych
        panien
        i Duch Swiety - dla fanek Ghostbusters
        • astromysz Re: Pozwoliłam się uwieść 09.04.08, 16:45
          xfish napisał:
          > Mysle ze tylko za Boga mozna wyjsc, ale mamy do wyboru 3 opcje:
          > Bog Ojciec - dla tych, dla ktorych wazne sa uczucia a nie roznica wieku
          > Syn Bozy - dla takich jak bohaterka nieprzystosowanych do rzeczywistosci
          starych panien
          > i Duch Swiety - dla fanek Ghostbusters

          To ja się poważnie zastanowię nad Duchem:)
    • naturat Żydzi mówią "Każdy człowiek to jeden świat" 08.04.08, 16:59
      A Mnie to zdumiewa że tak naprawde to też "każdy człowiek to inny
      świat"
      a może świat dzieli się tylko na głupich i mądrych.
    • toja3003 co to znaczy nrmaus1337 "postawiła na coś co tak 08.04.08, 17:19
      postawiła na coś co tak naprawdę nie istnieje"?

      A nie zastanowiło cię nigdy, że większość ludzkości deklaruje, że
      wierzy w Boga? Dlaczego większość ludzi nie akceptuje twojej logiki
      udowadniania, że coś istnieje albo nie istnieje?

      A skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z siebie, się
      sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej powstać i
      tego uczy cała Nauka, więc skąd?
      • omat_koboska Re: co to znaczy nrmaus1337 "postawiła na coś co 09.04.08, 08:16
        A wyjasnij mi dlaczego bóg mógł się wziąć z nicości albo od zawsze
        istnieć, a Wszechświat nie?
        • p.pirx Re: co to znaczy nrmaus1337 "postawiła na coś co 09.04.08, 09:46
          omat_koboska napisał:

          > A wyjasnij mi dlaczego bóg mógł się wziąć z nicości albo od zawsze
          > istnieć, a Wszechświat nie?

          Cóż...odpowiedź przynajmniej w sensie filozoficznym jest prosta.
          wszechświat podlega niezmiennym prawom i tylko w ich zakresie
          funkcjonuje, a biorąc to pod uwagę pytanie na które przewrotnie
          odpowiadasz pytaniem jest w pełni aktualne:). Bóg bowiem, a
          przynajmniej to co jesteśmy sobie w stanie na jego temat wyobrazić w
          naszych małych mózgach tym prawom podlegać przecież nie musi.
          Spróbuj sobie wyobrazić, że Bóg jest bytem funkcjonującym poza
          czasem i masz gotową różnicę między twierdzeniem deisty a ateisty.
          PS. na ten problem nie znajdziesz odpowiedzi u R.Dawkinsa, bo temat
          ten konsekwentnie omija.
          Pozdrawiam i życzę otwartości umysłu, a nie zamykania się w
          dogmatach czy to religijnych czy to ateistycznych, bo stanowią takie
          same de facto ograniczenia.
        • toja3003 wyjaśniam skąd się wziął Bóg, otóż 09.04.08, 10:27
          Po prostu Bóg, z definicji, jest Wszechmogący może zatem się
          stwarzać „z niczego”. Natomiast materia, jak pokazują wszelkie prawa
          chemii, fizyki i innych nauk, takiej właściwości, z definicji, nie
          ma. Oczywiście materialista może uzupełnić model materialistyczny o
          założenie, że wyjątkowo czy cudownie powstała materia miała
          możliwość samostworzenia się „na początku” ale to oznaczałoby
          przypisanie materii cech boskich właśnie a więc powrót do idei Boga.
          Innymi słowy mówiąc, uważam, że gdyby Boga nie było, to trzebaby go
          wymyśleć aby stworzyć bardziej spójny model opisujący świat.

          Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i
          to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła
          wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są
          inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać
          inaczej to chętnie posłucham.

          Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać,
          twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można
          przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i
          dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z
          samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową)
          ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga”
          zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę
          wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z
          materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej”
          itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I
          jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
          człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

          Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu
          sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie.



          • oranvag Re: wyjaśniam skąd się wziął Bóg, otóż 09.04.08, 12:26
            > Po prostu Bóg, z definicji, jest Wszechmogący może zatem się
            > stwarzać „z niczego”. Natomiast materia, jak pokazują wszelkie praw
            > a
            > chemii, fizyki i innych nauk, takiej właściwości, z definicji, nie
            > ma.

            Widzisz - z fizyki pała. Poczytaj sobie o próżni i wirtualnych cząstkach.
            • toja3003 oranvag, czyżbyś zakończył swoją edukację z fizyki 09.04.08, 14:56
              na książeczkach z podstawówki? Sam sobie wystaw pałę skoro nie
              odróżniasz próżni od nicości.

              Próżnia jest już czymś, tzn. co najmniej czasoprzestrzenią
              wypełnioną znanymi nam oddziaływaniami polowymi. Takim
              doświadczeniem byłoby np. pojawienie się opisywanej próżni o znanych
              nam właściwościach właśnie z nicości i to jest pytanie, które
              stawiam: skąd taka próżnia o takich właściwościach, że mogą w niej
              zachodzić fluktuacje kwantowe, tzn. skoro mamy fluktuacje to one są
              już czymś. Dlaczego zatem są? Dlaczego mają akurat taką
              charakterystykę?. Pytam też: dlaczego świat jest poznawalny w sensie
              jego matematyzowalności.

              Zasada zachowania materii (piszę materii żeby uniknąć spekulacji
              typu „coś” powstaje z „niczego” na zasadzie samostwarzania symetrii
              niższych z wyższych itp.) nadal w fizyce obowiązuje. Wiem, że
              istnieją modele teoretyczne, które próbują zastąpić zasadę
              przyczynowości zasadą samoprzyczynowości ale w żadnym laboratorium
              jak dotąd nie przeprowadzono doświadczenia obalającego zasadę
              zachowania materii. Można dokonywać jej transformacji ale nie
              samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni sposób nie uzyskano dotąd
              choćby jednej, najmniejszej cząsteczki. Jeśli ktoś twierdzi inaczej
              to niech poda źródło naukowe opisujące takie powtarzalne
              doświadczenie. Pominę dalsze rozważania teoretyczne jakie warunki
              musiałyby być spełnione aby takie doświadczenie przeprowadzić.
              Heisenberg to przy tym drobnostka. M.in. musiałoby nie być żadnych
              pól ani czasoprzestrzeni, żadnych obserwatorów, żadnego
              Wszechświata. Niemożliwe? A więc taka teoria pozostaje bezdowodową
              spekulacją.

              Skoro jednak próżnia ma takie własności, że doprowadziła do
              powstania nie tylko CZEGOŚ ale jeszcze dodatkowo i ANTYCZEGOŚ to
              przyznasz, że musiała zawierać też pewien PLAN (IMPULS, ALGORYTM,
              POCZĄTEK) a w szczególności masowo-energetyczny ekwiwalent naszego
              Wszechświata, który przez PUNKT Big-Bangu transformował się do
              postaci znanej nam (i nieznanej) materii i antymaterii. Zatem
              uszczegóławiasz tylko użytą przeze mnie kategorię CZEGOŚ (powiadasz,
              że moje COŚ to twoje COŚ+ANTYCOŚ) a postawione pytania o przyczynę
              NICOŚCI pozostają.

              Zero i „nic” to dwie różne rzeczy. Służę przykładami: np. z ekonomii
              zerowy bilans istniejącej firmy a brak bilansu nieistniejącej firmy
              to dwie różne rzeczy. Fizyka: równowaga sił oddziałujących na obiekt
              a brak tych sił i brak obiektu to też dwie różne rzeczy. Matematyka
              stosowana: w praktyce bazodanowej rozróżnia się zerową wartość pola
              (lub np. spacje dla zmiennych znakowych) oraz brak wartości
              czyli „nic” (=NULL czyt. nal, termin angielski, nie mylić z
              niemieckim Null czyli zerem właśnie). Definicje
              matematyczne „niczego” są najbardziej zaawansowane formalnie i
              oznaczają np. wyróżnioną wartość, którą można przypisać dowolnemu
              atrybutowi dowolnego typu. Oznacza ona, że faktyczna wartość tego
              atrybutu jest niedostępna, nieprzypisana, nieznana lub nieistotna.

              Wniosek: wartość zerowa dla rozważań kosmologicznych dot.
              praprzyczyny jest nieprzydatna; należy wychodzić od braku wartości.
              Analogicznie: próżnia to nie to samo co nicość.
      • bercik_28 Re: co to znaczy nrmaus1337 "postawiła na coś co 09.04.08, 11:00
        Otóż nauka, a konkretnie fizyka kwantowa uczy że jak najbardziej może powstać
        coś z nicości, czyli próżni. Polecam lekturę o cząstkach wirtualnych, które
        powstają parami cząstka-antycząstka, a które mogą stać się cząstkami
        rzeczywistymi. Ten efekt powoduje tzw parowanie czarnych dziur. Coś powstaje z
        niczego :)
        • toja3003 bercik_28, nicość to nie to samo co próżnia, 09.04.08, 11:55
          zatem nie zgadzam się z twoim twierdzeniem "jak najbardziej może
          powstać coś z nicości, czyli próżni".

          Zasada zachowania materii (piszę materii żeby uniknąć spekulacji
          typu „coś” powstaje z „niczego” na zasadzie samostwarzania symetrii
          niższych z wyższych itp.) nadal w fizyce obowiązuje. Wiem, że
          istnieją modele teoretyczne, które próbują zastąpić zasadę
          przyczynowości zasadą samoprzyczynowości ale w żadnym laboratorium
          jak dotąd nie przeprowadzono doświadczenia obalającego zasadę
          zachowania materii. Można dokonywać jej transformacji ale nie
          samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni sposób nie uzyskano dotąd
          choćby jednej, najmniejszej cząsteczki. Jeśli ktoś twierdzi inaczej
          to niech poda źródło naukowe opisujące takie powtarzalne
          doświadczenie. Pominę dalsze rozważania teoretyczne jakie warunki
          musiałyby być spełnione aby takie doświadczenie przeprowadzić.
          Heisenberg to przy tym drobnostka. M.in. musiałoby nie być żadnych
          pól ani czasoprzestrzeni, żadnych obserwatorów, żadnego
          Wszechświata. Niemożliwe? A więc taka teoria pozostaje bezdowodową
          spekulacją.

          I teraz do cząstek wirtualnych oraz par cząstka-antycząstka.
          Efekty, o których mówisz dotyczą środowiska próżniowego a próżnia
          jest już czymś, tzn. co najmniej czasoprzestrzenią wypełnioną
          znanymi nam oddziaływaniami polowymi. Takim doświadczeniem byłoby
          np. pojawienie się opisywanej próżni o znanych nam właściwościach
          właśnie z nicości i to jest pytanie, które stawiam: skąd taka
          próżnia o takich właściwościach, że mogą w niej zachodzić fluktuacje
          kwantowe, tzn. skoro mamy fluktuacje to one są już czymś. Dlaczego
          zatem są? Dlaczego mają akurat taką charakterystykę?. Pytam też:
          dlaczego świat jest poznawalny w sensie jego matematyzowalności.

          A gdyby nawet NICOŚĆ miała takie własności, że doprowadziła do
          powstania nie tylko CZEGOŚ ale jeszcze dodatkowo i ANTYCZEGOŚ to
          przyznasz, że musiała zawierać też pewien PLAN (IMPULS, ALGORYTM,
          POCZĄTEK) a w szczególności masowo-energetyczny ekwiwalent naszego
          Wszechświata, który przez PUNKT Big-Bangu transformował się do
          postaci znanej nam (i nieznanej) materii i antymaterii. Zatem
          uszczegóławiasz tylko użytą przeze mnie kategorię CZEGOŚ (powiadasz,
          że moje COŚ to twoje COŚ+ANTYCOŚ) a postawione pytania o przyczynę
          NICOŚCI pozostają.

          I dalej: zero i „nic” to dwie różne rzeczy. Służę przykładami: np. z
          ekonomii zerowy bilans istniejącej firmy a brak bilansu
          nieistniejącej firmy to dwie różne rzeczy. Fizyka: równowaga sił
          oddziałujących na obiekt a brak tych sił i brak obiektu to też dwie
          różne rzeczy. Matematyka stosowana: w praktyce bazodanowej rozróżnia
          się zerową wartość pola (lub np. spacje dla zmiennych znakowych)
          oraz brak wartości czyli „nic” (=NULL czyt. nal, termin angielski,
          nie mylić z niemieckim Null czyli zerem właśnie). Definicje
          matematyczne „niczego” są najbardziej zaawansowane formalnie i
          oznaczają np. wyróżnioną wartość, którą można przypisać dowolnemu
          atrybutowi dowolnego typu. Oznacza ona, że faktyczna wartość tego
          atrybutu jest niedostępna, nieprzypisana, nieznana lub nieistotna.

          Wniosek: wartość zerowa dla rozważań kosmologicznych dot.
          praprzyczyny jest nieprzydatna; należy wychodzić od braku wartości.
          Analogicznie: nie należy stawiać znaku równości między nicością a
          próżnią.
          • bercik_28 Re: bercik_28, nicość to nie to samo co próżnia, 09.04.08, 13:21
            Bardzo ładnie napisane :)
            O ile dobrze zrozumiałem nie podważasz możliwości tworzenia par
            cząstka-antycząstka, tyle że odbywają się one w próżni, a Ty pisząc nicość
            miałeś na myśli brak czasoprzestrzeni itd, czyli stan sprzed wielkiego wybuchu.
            Jak sam piszesz nie jesteśmy w stanie laboratoryjnie odtworzyć tego stanu żeby
            przeprowadzić badania jego własności i teraz karkołomna teza: jeśli do cech
            próżni należy możliwość istnienia fluktuacji kwantowych być może powstawanie
            wszechświatów należy do cech nicości?
            • toja3003 Pozwól, że skomentuję Twoją tezę „jeśli do cech pr 09.04.08, 15:19
              Pozwól, że skomentuję Twoją tezę „jeśli do cech próżni należy
              możliwość istnienia fluktuacji kwantowych być może powstawanie
              wszechświatów należy do cech nicości?”. Być może. I jest to tak samo
              dobra teza jak każda inna. Dlaczego?

              Matematyczny język fizyki jest aksjomatyczno-dedukcyjny. A zatem u
              fundamentów tego języka znajdują się aksjomaty, które przyjmuje się
              dogmatycznie na wiarę, bo aksjomat jest, z definicji, „prawdą”.
              Tymczasem na każdy aksjomat jest inny aksjomat. W logice boolowskiej
              są tylko 2 kategorie: „prawda” i „fałsz”, natomiast w logice
              wielowartościowej ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem w nauce
              niepodważalnych pewników. Czy to też „pewnik”? Osąd zostawiam
              każdemu wedle własnego rozeznania. Więcej, już w ramach samego
              systemu aksjomatycznego istnieją zdania, o których prawdziwości czy
              fałszywości nie jesteśmy w stanie niczego powiedzieć w ramach tego
              systemu (twierdzenia Gödla). Z kolei empiria także nie jest jakimś
              absolutem, w który trzeba bezwarunkowo wierzyć. Nie ma „czystych
              danych empirycznych”. Zawsze związane są one z naszą zmysłową i
              modelową interpretacją. Zmysły mają swoje ograniczenia a model jest
              tylko uproszczeniem rzeczywistości. W jaki sposób, bez nauk
              humanistycznych, mamy badać fenomeny związane z naturą człowieka jak
              świadomości czy wolnej woli? Tylko mierząc oddziaływania bio-chemo-
              elektromagnetyczne w mózgu? Cóż pocznie matematyk bez lingwistyki i
              to także tej odnoszącej się nie tylko do języków sztucznych ale i
              naturalnego. I wtedy, w takim modelu, faktycznie dostrzegasz jego
              ograniczenia w odniesieniu do pytania „dlaczego w ogóle istnieje
              coś”. Ale to już wykazał Gödel, pokazując ograniczenia nauki ale
              można to też interpretować jako pokazanie ich braku, bo wskazał
              jakie warunki powinny być spełnione dla wykazania zupełności i
              niesprzeczności systemu a więc rozstrzygalności zdań.

              Pozornie mogłoby się wydawać, że wierzącego od ateisty dzieli
              światopoglądowa przepaść. Ale możnaby też powiedzieć, że i ateista
              jest wierzący – wierz w niestnienie Boga. Albo inaczej: przecież
              może ateista powiedzieć np. „Wierzę w materię wiecznie istniejącą,
              przyczynę wszelkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia
              prawdziwa z materii prawdziwej, kosmos z kosmosu, wszechświat ze
              wszechświata, samostwarzający się a niezniszczalny. Wierzę w
              człowieka, efekt ewolucyjnych przemian materii. Wierzę w
              uniwersalny, powszechny, oświecony i naukowy humanizm. Wyznaję
              zdolność poznawania świata rozumem. Itp.itd.”. To oczywiście
              prafraza klasycznego wyzania wiary „Wierzę w Boga” gdzie po prostu
              użyłem innych słów. Jest to jednak w gruncie rzeczy podobne wyznanie
              wiary jak moje tylko w innym języku. I jeśli ktoś tak to rozumie to
              jego sprawa. Też jest dla mnie człowiekiem wierzącym, może nie
              zdając sobie z tego sprawy.

      • bobkusss o wszechświecie i logice 09.04.08, 14:59
        słyszałaś/-eś kiedykolwiek o antymaterii? każda cząsteczka ma anty cząsteczkę i PRAWDOPODOBNIE z antymaterii powstała materia i tak powstał wszechświat. Z drugiej jednak strony idąc Twoim tokiem myślenia odpowiedz sobie na następujące pytanie: jeśli nic nie może powstać samo z siebie to jak powstał Bóg? przecież musiał mieć początek . pewnie nie będziesz się nad tym długo zastanawiała albowiem pytanie rodzi wątpliwość.
        • toja3003 odpowiadam, bobkusss, otóż 09.04.08, 15:30
          Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i
          to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła
          wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są
          inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać
          inaczej to chętnie posłucham.

          Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać,
          twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można
          przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i
          dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z
          samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową)
          ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga”
          zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę
          wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z
          materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej”
          itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I
          jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
          człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

          Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu
          sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i
          będzie.

          Natomiast cząstki i antycząstki dotyczą środowiska próżniowego a
          próżnia jest już czymś, tzn. co najmniej czasoprzestrzenią
          wypełnioną znanymi nam oddziaływaniami polowymi. Takim
          doświadczeniem byłoby np. pojawienie się opisywanej próżni o znanych
          nam właściwościach właśnie z nicości i to jest pytanie, które
          stawiam: skąd taka próżnia o takich właściwościach, że mogą w niej
          zachodzić fluktuacje kwantowe, tzn. skoro mamy fluktuacje to one są
          już czymś. Dlaczego zatem są? Dlaczego mają akurat taką
          charakterystykę?. Pytam też: dlaczego świat jest poznawalny w sensie
          jego matematyzowalności.

          Zero i „nic” to dwie różne rzeczy. Służę przykładami: np. z ekonomii
          zerowy bilans istniejącej firmy a brak bilansu nieistniejącej firmy
          to dwie różne rzeczy. Fizyka: równowaga sił oddziałujących na obiekt
          a brak tych sił i brak obiektu to też dwie różne rzeczy. Matematyka
          stosowana: w praktyce bazodanowej rozróżnia się zerową wartość pola
          (lub np. spacje dla zmiennych znakowych) oraz brak wartości
          czyli „nic” (=NULL czyt. nal, termin angielski, nie mylić z
          niemieckim Null czyli zerem właśnie). Definicje
          matematyczne „niczego” są najbardziej zaawansowane formalnie i
          oznaczają np. wyróżnioną wartość, którą można przypisać dowolnemu
          atrybutowi dowolnego typu. Oznacza ona, że faktyczna wartość tego
          atrybutu jest niedostępna, nieprzypisana, nieznana lub nieistotna.
          Pominę dalsze przykłady i komentarze – temat obszerny.

          Wniosek: wartość zerowa dla rozważań kosmologicznych dot.
          praprzyczyny jest nieprzydatna; należy wychodzić od braku wartości.
          Analogicznie: próżnia to nie to samo co nicość.

          Ale skoro ta NICOŚĆ miała takie własności, że doprowadziła do
          powstania nie tylko CZEGOŚ ale jeszcze dodatkowo i ANTYCZEGOŚ to
          przyznasz, że musiała zawierać też pewien PLAN (IMPULS, ALGORYTM,
          POCZĄTEK) a w szczególności masowo-energetyczny ekwiwalent naszego
          Wszechświata, który przez PUNKT Big-Bangu transformował się do
          postaci znanej nam (i nieznanej) materii i antymaterii. Zatem
          uszczegóławiasz tylko użytą przeze mnie kategorię CZEGOŚ (powiadasz,
          że moje COŚ to twoje COŚ+ANTYCOŚ) a postawione pytania o przyczynę
          NICOŚCI pozostają.

          W związku z przedmiotowym pytaniem „dlaczego w ogóle istnieje coś”
          wskazałem na konieczność podejścia wielodziedzinowego i wymieniłem
          jakie dziedziny byłyby tu istotne: potrzebne są z jednej strony
          dokonania nauk humanistycznych a z drugiej ich powiązanie np. z
          biologią, chemią, genetyką, informatyką (infogenetyką), neurologią;
          z fizyką oczywiście też. W szczególności w obszarze fizyki
          obowiązuje stosowanie języka matematyki i potwierdzanie tez
          doświadczeniem. Jeśli ktoś uważa, że fizyka nie jest nauką
          doświadczalną to ma swój pewnik ale ja mam prawo się z tym nie
          zgadzać. Zatem zasada zachowania materii (piszę materii żeby uniknąć
          spekulacji typu „coś” powstaje z „niczego” na zasadzie
          samostwarzania symetrii niższych z wyższych itp.) nadal w fizyce
          obowiązuje. Wiem, że istnieją modele teoretyczne, które próbują
          zastąpić zasadę przyczynowości zasadą samoprzyczynowości ale w
          żadnym laboratorium jak dotąd nie przeprowadzono doświadczenia
          obalającego zasadę zachowania materii. Można dokonywać jej
          transformacji ale nie samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni
          sposób nie uzyskano dotąd choćby jednej, najmniejszej cząsteczki.
          Jeśli ktoś twierdzi inaczej to niech poda źródło naukowe opisujące
          takie powtarzalne doświadczenie. Pominę dalsze rozważania
          teoretyczne jakie warunki musiałyby być spełnione aby takie
          doświadczenie przeprowadzić. Heisenberg to przy tym drobnostka.
          M.in. musiałoby nie być żadnych pól ani czasoprzestrzeni, żadnych
          obserwatorów, żadnego Wszechświata. Niemożliwe? A więc taka teoria
          pozostaje bezdowodową spekulacją.I dalej: matematyczny język fizyki
          jest aksjomatyczno-dedukcyjny. Czy to pewnik? Jeśli uważasz, że
          nie, to wykaż to, inaczej twoje podejście nie jest naukowe. A zatem
          u fundamentów tego języka znajdują się aksjomaty, które przyjmuje
          się dogmatycznie na wiarę, bo aksjomat jest, z definicji, „prawdą”.
          Tymczasem na każdy aksjomat jest inny aksjomat. W logice boolowskiej
          są tylko 2 kategorie: „prawda” i „fałsz”, natomiast w logice
          wielowartościowej ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem w nauce
          niepodważalnych pewników. Czy to też „pewnik”? Osąd zostawiam
          każdemu wedle własnego rozeznania. Więcej, już w ramach samego
          systemu aksjomatycznego istnieją zdania, o których prawdziwości czy
          fałszywości nie jesteśmy w stanie niczego powiedzieć w ramach tego
          systemu (twierdzenia Gödla). Z kolei empiria także nie jest jakimś
          absolutem, w który trzeba bezwarunkowo wierzyć. Nie ma „czystych
          danych empirycznych”. Zawsze związane są one z naszą zmysłową i
          modelową interpretacją. Zmysły mają swoje ograniczenia a model jest
          tylko uproszczeniem rzeczywistości. W jaki sposób, bez nauk
          humanistycznych, mamy badać fenomeny związane z naturą człowieka jak
          świadomości czy wolnej woli? Tylko mierząc oddziaływania bio-chemo-
          elektromagnetyczne w mózgu? Cóż pocznie matematyk bez lingwistyki i
          to także tej odnoszącej się nie tylko do języków sztucznych ale i
          naturalnego. W odniesieniu do pytania „dlaczego w ogóle istnieje
          coś” Gödel, pokazał ograniczenia nauki ale można to też
          interpretować jako pokazanie ich braku, bo wskazał jakie warunki
          powinny być spełnione dla wykazania zupełności i niesprzeczności
          systemu a więc rozstrzygalności zdań.

          • bobkusss Re: odpowiadam, bobkusss, otóż 09.04.08, 16:19
            chciałem nawiązać do teorii impulsu(algorytmu?), który miałby zapoczątkować
            rozpad próżni (nie nicości) na materię i antymaterię. Jak sama powiedziałaś (nie
            wiedzieć czemu jestem przekonany, że jesteś kobietą) próżnia jest wypełniona
            oddziaływaniami polowymi. (nigdzie nie spotkałem się z twierdzeniem które zaraz
            wysnuję jednak wydaje mi się logiczne. ) czy wyjątkowo doże natężenie pól lub
            ich oddziaływań nie mogło zapoczątkować procesu rozkładu próżni?

            a tak na marginesie; nie jestem ateistą (wierzę w siłę sprawczą ale nie nazywam
            jej bogiem), jednak KK potępiam, to dla czego pozastawię sobie
            • toja3003 Prawo zachowania materii jest dla mnie dowodem na 09.04.08, 17:04
              Prawo zachowania materii jest dla mnie dowodem na wyższą spójność
              modelu powstania Wszechświata stworzonego przez Boga niż bez, co
              pokazałem wcześniej; kwestie związków moralności z religiami to
              odrębny temat, który mnie tu naukowo nie interesuje ja stawiam tylko
              pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś”. Owszem, nie znamy na nie
              odpowiedzi ale właśnie od sposobu w jaki sposób na to pytanie
              n i e odpowiemy zależy bardzo wiele prawda?

              Swoją drogą ciekawe dlaczego jesteś przekonany o mojej kobiecości?
              Zresztą łatwo to przetestować. Spuść mi gorące żelazko na nogę - jak
              powiem "ojojoj" to jestem kobietą a jak krzyknę "do k...y nędzy!" to
              zdaje się, że facetem.

              • bobkusss Re: Prawo zachowania materii jest dla mnie dowode 09.04.08, 17:18
                moje wątpliwości jakoby zanikły "powiedziałem" jest dla mnie wystarczające,
                obejdzie się bez żelazka ;]
              • bobkusss Re: Prawo zachowania materii jest dla mnie dowode 09.04.08, 17:26
                poprosiłbym jeszcze o jakikolwiek link do teorii zachowania materii lub poprawną
                nazwę bom ciekaw straszliwie. czy nie chodzi czasem o prawo zachowania masy i
                energii?
                • toja3003 Proponuję do googla wklepać hasło „prawo zachowani 10.04.08, 08:36
                  Proponuję do googla wklepać hasło „prawo zachowania materii” –
                  pojawi się szereg linków odnoszących się do tej zasady, która na
                  gruncie fizyko-chemicznym pokazuje równoważność zjawisk masowo-
                  energetycznych ale nie wyczerpuje to odpowiedzi na przedmiotowe
                  pytanie „dalczego w ogóle istnieje coś”. Polecam tu linki do
                  hasła „Michał Heller”.

                  Otóż pojęcie materia ma co najmniej dwa znaczenia. Pierwsze, wąskie
                  oznacza obiekty masowo-energetyczne a więc to czego doświadczamy
                  zmysłowo w naszym codziennym życiu w kontaktach z przedmiotami czy
                  zjawiskami. Czyli mówiąc językiem fizyki materia to wszystko co
                  posiada masę względnie energię. Taka wąska definicja nie wystarcza
                  do poszukiwania odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie,
                  wykraczające poza obszar zainteresowań fizyki. Drugie
                  znaczenie „materii” jest szersze i oznacza całość rzeczywistości,
                  którą da się kategoryzować np. pięciorako: masa, energia,
                  przestrzeń, czas, informacja. W tym kontekście zasada zachowania
                  materii oznacza, że rzeczywistość podlega transformacjom ale nie
                  może być „zniszczona” tzn. doprowadzona do stanu nicości.
                  Jednocześnie działa zasada odwrotna: z nicości nie może coś powstać.
                  Ta druga zasada koresponduje z zasadą przyczynowości.

                  W szczególności nie ma doświadczenia pokazującego, że cokolwiek może
                  powstać z nicości. Nie ma też doświadczenia pokazującego, że
                  cokolwiek zachodzi bezprzyczynowo.
                  • vogon.jeltz Re: Proponuję do googla wklepać hasło „praw 10.04.08, 09:03
                    > Skoro materia nie może powstać z niczego

                    Weź już nie pitol, bo w ten sposób istnienia żadnego boga nie udowodnisz, a już
                    z pewnością nie tego prymitywnego plemiennego dzikusa JHVH i jego ześwirowanego
                    samozwańczego synusia.

                    Po pierwsze: nie znasz warunków brzegowych, a bardzo często wtedy występują
                    anomalie. W stanie, który fizycy nazywają "osobliwością" znane nam prawa fizyki
                    nie obowiązują i być może materia może powstawać ex nihilo.

                    Po drugie: skoro coś nie może powstawać z nicości, to wyjaśnienie może być
                    proste - "coś" istniało zawsze, bez potrzeby wprowadzania dodatkowych bytów.

                    Po trzecie: przyjmując dowolne definicje i założenia możesz sobie udowodnić
                    cokolwiek, ale to nie znaczy, że coś takiego istnieje. Problem w tym, że musi to
                    być zgodne z obserwacjami, a żadne obserwacje istnienia boga jak dotychczas nie
                    potwierdzają. A przecież jeśli miałby on możliwość oddziaływania na materię, to
                    to oddziaływanie powinno zostać wykryte.

                    Po czwarte: nawet jeśli przyjąć, że do zaistnienia niezbędny był stwórca, to
                    nijak nie wynika z tego, że stwórcą tym był prymityw JHVH. Nie wynika nawet, że
                    w jakikolwiek sposób jest ów twór zainteresowany życiem i moralnością homo
                    sapiens, że istnieje tzw. "dusza", tzw. "niebo", tzw. "piekło" i cały ten
                    gó..any religijny stuff. Nie tylko musisz więc udowodnić na gruncie fizyki i
                    logiki, że bozia istnieje, ale także, że jest to bozia dokładnie taka, jak
                    przedstawiają ją katole (muslimy czy kim tam akurat jesteś). A to już może być
                    dla ciebie lekki overkill, daj więc sobie spokój.
                    • toja3003 Twoje argumenty typu „Weź już nie pitol”, „cały te 10.04.08, 11:44
                      Twoje argumenty typu „Weź już nie pitol”, „cały ten gó..any
                      religijny stuff”, „to już może być dla ciebie lekki overkill, daj
                      więc sobie spokój” nie dotyczą tematu więc proponuję rozmawiać ze
                      sobą a nie o sobie.

                      Piszesz: „W stanie, który fizycy nazywają "osobliwością" znane nam
                      prawa fizyki nie obowiązują i być może materia może powstawać ex
                      nihilo.”. Otóż „być może” nie jest dla mnie dowodem, że tak było ale
                      spekulacją. Kiedy doświadczalnie zostanie udowodniona
                      bezprzyczynowość oraz powstawanie czegoś z niczego, chętnie
                      zrewiduję moje poglądy, na razie są one niepodważalne.

                      I dalej „skoro coś nie może powstawać z nicości, to wyjaśnienie może
                      być proste - "coś" istniało zawsze, bez potrzeby wprowadzania
                      dodatkowych bytów.”. Owszem, może być takie wyjaśnienie i faktycznie
                      jest ono proste ale mnie nie zadowalają twierdzenia typu „zawsze
                      były choroby, pioruny, trzęsienia ziemii, gwiazdy więc po co
                      wprowadzać dodatkowe byty”. Setki lat przyjmowano, że „choroby biorą
                      się z brudu” aż Pasteur zaczął stawiać pewne pytania i wykrył wirusy
                      i szczepionki. Ja też stawiam, przede wszystkim sobie, pewne pytania
                      i szukam na nie odpowiedzi. Takim centralnym pytaniem jest dla
                      mnie „dlaczego w ogóle istnieje coś” i nie zadowala mnie
                      odpowiedź „bo tak zawsze było”. Jak pisałem wcześniej, model
                      Wszechświata z Bogiem jest dla mnie bardziej spójny niż bez Boga.

                      Zgoda natomiast na to, że „przyjmując dowolne definicje i założenia
                      możesz sobie udowodnić cokolwiek”. Tak właśnie działa nauka.
                      Przyjmuje się na wiarę pewne dogmaty i na zasadzie aksjomatyczno-
                      dedukcyjnej wyprowadza twierdzenia typu założenie-teza-dowód. Owe
                      aksjomaty mają zatem kluczowe znaczenie o czym pisałem w kontekście
                      logik (binarnej, wielowartościowej, rozmytej). Oczywiście teoria
                      jest w nauce weryfikowana empirycznie ale tu też przyjmuje się pewne
                      modele dla eksperymentalnych pomiarów, też jest obserwator, jego
                      zmysły i definicja „istnienia”. Fizyka to za mało aby odpowiedzieć
                      na zadane wyżej pytanie. W jaki sposób badać fenomeny związane z
                      naturą człowieka jak świadomości czy wolnej woli? Tylko mierząc
                      oddziaływania bio-chemo-elektromagnetyczne w mózgu? Osobiście,
                      deklarując się jako katolik, stwierdzam, że są mi bliskie elementy
                      panteizmu tzn. pod pojęciem Boga rozumiem także Rzeczywistość jako
                      całość zatem istnienie Boga jest dla mnie jak najbardziej
                      potwierdzone obserwacjami i również za udowodnione
                      uważam „oddziaływanie Boga na materię”.

                      Kwestie związków moralności z religiami to odrębny temat, który mnie
                      tu naukowo nie interesuje ja stawiam tylko pytanie „dlaczego w ogóle
                      istnieje coś”. Owszem, nie znamy na nie odpowiedzi ale właśnie od
                      sposobu w jaki sposób na to pytanie n i e odpowiemy zależy
                      bardzo wiele prawda?
                      • ponurak Re: Twoje argumenty typu „Weź już nie pitol 10.04.08, 18:46
                        toja3003 napisał:

                        > Twoje argumenty typu „Weź już nie pitol”, „cały ten gó..any
                        > religijny stuff”, „to już może być dla ciebie lekki overkill, daj
                        > więc sobie spokój” nie dotyczą tematu więc proponuję rozmawiać ze
                        > sobą a nie o sobie.
                        >
                        > Piszesz: „W stanie, który fizycy nazywają "osobliwością" znane nam
                        > prawa fizyki nie obowiązują i być może materia może powstawać ex
                        > nihilo.”. Otóż „być może” nie jest dla mnie dowodem, że tak b
                        > yło ale
                        > spekulacją. Kiedy doświadczalnie zostanie udowodniona
                        > bezprzyczynowość oraz powstawanie czegoś z niczego, chętnie
                        > zrewiduję moje poglądy, na razie są one niepodważalne.

                        Forum "Nauka" czyta i pisze o niepokalanym dziewictwie??!
                        • toja3003 Czym jest „nauka”? To pewna metodolo 11.04.08, 08:30
                          metodologia i jeśli konsekwentnie stosowana to rzeczą wtórną jet
                          przedmiot. Mówię tu tylko o naukowym wymiarze zagadnienia a nie
                          religijnym. Wiara nie podlega prawom nauki choć, zdaniem
                          JPII, „nasza cywilizacja potrzebuje do lotu dwóch skrzydeł: wiary i
                          nauki; z jednym skrzydłem nie da się latać”. I z tym zdaniem się
                          osobiście zgadzam.
    • totalna_apokalipsa Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 17:53
      >A przede wszystkim, jak mi się jakiś mężczyzna spodoba, staram się
      >go unikać. Nie spotykać z nim. Bo ja już jestem zakochana...

      Nie jesteś ...I dla mnie te twoje słowa znacza wszystko -
      zrezygnowałaś z czegoś po coś, nie zdajac sobie sprawy - do końca-
      jakie beda skutki. Kiedyś zrezygnowałam podobnie - tego się nie da
      uniknać i wróci zawsze, po latach. Również i do ciebie.
    • gieroy_asfalta smutne, chora kobieta 08.04.08, 18:05
      choroba psychiczna niejedno ma imię...
    • amerykanin09 czy Jezus jest mezczyzna czy kobieta? 08.04.08, 18:06
      Czy jego ojciec jest mezczyzna czy kobieta?
      Duch swiety? jaka ma plec? lol
      Jak ktos zauwazyc wczesniej czy ja tez moglbym zostac zona Jezusa,
      Ojca albo chociaz tego ducha?
      Lub tez zona?
    • grogs Pozwoliłam się uwieść 08.04.08, 18:18
      To wszystko mi wyglada na okropna mentalna masturbacje.
      Blad katolickiego sposobu myslenia polega na tym ze sexualnosc sie jest
      zredukowana do genitaliow. Jezeli pomyslimy o upodobaniach takich jak SM, albo I
      nawet inne zwykle relacje, zdarza sie ze dla niektorych osob elementem
      podniecajacym jest mysl o partnerze posiadajacym wladze absolotna. Ta dziewczyne
      kreci oddanie sie absolutne komus i ma obsesje na temat bycia zakochanym. Bycie
      zakochanym polega na wyobrazaniu sobie osoby ukochanej i dzieleniu sie z tym
      wyobrazeniem swoimi myslami (Na przyklad ogladamy film bez partnera I wiemy ze
      ten zart tez by ich rozsmieszyl I wyobrazamy sobie konwersacje jaka by mogla sie
      zdazyc gdyby ten film byl razem ogladany) Jezel jest to normaly zwiazek to te
      nasze wyobrazenia beda weryfikowane za kazdym razem kiedy mamy okazje w
      rzeczywstosci podzielic sie z ta osoba naszymi myslami. I przedewszystkim
      bedziemy swiadomi ze to sa tylko wyobrazenia.
      Ta kobieta ma tylko zwiazek ze swoim wyobrazeniem jezusa I logicznie, ma
      zwiazek sama ze soba! mam na to jedno slowo :perwersja...i seksualna hipokryzja
      bo ta sytuacja jest bardzo erotyczna, jezeli nie genitalna.
      Posiadam zrozumienie dla czyjejs decyzji niepodejmowiania kontaktow plciowych I
      taka decyzja, religijna, czy nie zasluguje na szacunek, ale w tym przypadku ta dziewczyna sobie cos bardzo chorego z tego zrobila.
      I przygnebia mnie to ze prawdziwy psychologiczny problem ukrywa sie pod przykrywka religijnosci i w zwiazku z tym nikt nie bedzie chcial sie mieszac w te sytuacje, dlatego ze to "wolnosc sumienia".
      Wydaje mi sie to nawet przeciw religijne, bo z tego co pamietam z lekcji religii to czlowiek dostaje od boga ziarno ale sam juz je sobie musi zasiac, czyli ciezka praca i odpowiedzialnosc za wlasne zycia, i z tego co pamietam ksiadz ktory nas uczyl(ksieza tez ludzie nie tylko dziwacy ktorzy sie za sutanna ukrywaja) ze nie ktorzy ludzie traktuja religie jak mechanizm do unikniecia odpowiedzialnosci za wlasne zycie (nie wiem co robic to sie pomodle)Z tego co mnie uczono wynikalo ze trzeba byc odpowiedzialnym za swoje uczynki.
      (nie bronie tutaj kosciola ale prawdopodobnie paru ksiezy tez by bylo zniesmaczonych jej dziwactwem)

    • abhaod ucieczki od życia mają wiele twarzy 08.04.08, 18:19
      "A przede wszystkim, jak mi się jakiś mężczyzna spodoba, staram się go unikać."

      ciekawe jakie ma sny ...
      • wnec2005 Elvis Presley 08.04.08, 18:47
        Kobiety kochaja sie na smierc w Elvisie, ten facet rzeczywiscie byl
        odjazdowy. Mozna go posluchac i obejrzec na filmach, mozna tez
        zbierac rozne smiecie zwiazane z jego zyciem. Kobiety sie do niego
        modla i sa szczesliwe ,do tego Presley spiewa za grobu mrugajac
        oczkami. Presley jest bez brody, Jezus byl ponoc z broda nikt nie
        widzial Jezusa wiec dorabia mu sie dlugie wlosy, brode niebieskie
        lub czarne oczka, wypielegnowany pachnacy ubrany w rozowe kolorki
        krotko alegancki. A tak wogole moglby przeciez byc lysy, miec zeza
        itp. Presleya kazdy moze zobaczyc i uslyszec a nawet jechac na jego
        grob i rzucic sie na mogile z kwikiem. Kto jak chce , kobiety zawsze
        mialy cos z glowami jezeli chodzi o akty rzucania swego zycia
        jakiemus bustwu to juz tak od poczatku swiata. Czytalem kiedys o
        kaplankach ktore odawaly sie wiernym..w starozytnym Rzymie..i tak
        dalej bla bla bla.
    • grzegorzlubomirski Nie rozglaszajcie tego bo gaye zechca zostawac 08.04.08, 18:58
      oblubiencami Jezeusa. Jezeli nie ma w tym zadnej seksualnosci to
      dlaczego nie mogliby, ale problem w tym ze jest i kosciol by na to
      nie pozwolil. Oblubieniec Jezusa, jak to brzmi?

      Powiedzmy sobie szczerze, chrzescijanstwo jest strasznie
      mitologiczna religja przynajmniej na poziomie mitow greckich. Sila
      rzeczy nie moze byc prawdziwe, za duzo tu stworow, bytow i relacji
      mitlogicznych. Przy Islamie wyglada na jakas przestarzala i zacofana
      sekte, tam jest tylko Bog, Mahomet tylko czlowiekiem z przeslaniem,
      modlic sie mozna tylko do Boga, do Mahometa nie.
      • 444a stary bomba, to oczywiste 08.04.08, 22:44
        skoro homoseksualizm nie jest grzechem (o ile się nie uprawia seksu - wtedy tak)
        to jak najbardziej można być prawiczkiem konsekrowanym.
      • drojb Re: Zakonnicy są "oblubieńcami" Maryi 08.04.08, 23:59
        W katolicyzmie seksualność jest sublimowana w fantazmatach (Maria "wieczna
        dziewica", "oblubieniec"Jezus, a dla sado-maso - adorowanie Męki Pańskiej).
    • noducks radze skontaktowac sie z psychiatra 08.04.08, 19:27
      silny niedorozwoj emocjonalny lub choroba psychiczna oto moja
      diagnoza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka