Dodaj do ulubionych

Nie potrzebujemy bohaterów z importu

31.05.08, 08:13
Niemcy chcą, abyśmy za ogólnoeuropejski symbol oporu antyhitlerowskiego uznali
Clausa von Stauffenberga. Nie rozumieją, że mamy wielu własnych bohaterów -
pisze historyk z IPN


Historia XX w., a szczególnie okresu II wojny światowej, została włączona w
bieżącą politykę zarówno w Polsce, jak i w innych krajach europejskich.
Punktem odniesienia stała się jednak nie tyle rzeczywista przeszłość, co
potrzeby teraźniejszości, a konkretnie procesu integracji europejskiej
obejmującej nie jak dotychczas tylko sferę ekonomiczną, ale także kulturalną i
duchową.

Walka o wrażliwość

Odbywa się zatem zrozumiała, choć przez nas być może niedoceniana, walka o
wrażliwość i pamięć całego Starego Kontynentu. Wbrew temu, co się twierdzi
oficjalnie, nie polega ona na komplementarności partykularnych tradycji.
Obserwujemy zjawisko narzucania własnego dziedzictwa przez poszczególne, silne
na ogół, narody.

Bez wątpienia w pierwszych latach powojennych dla krajów EWG monopolistą w tej
sferze stała się Francja z jej wkładem w budowę Europy bez wojen (chodzi o
udział Francji w tworzeniu Europy powersalskiej oraz jej rolę w eliminacji
barier w stosunkach z "winnymi" Niemcami). Obecnie jednak Niemcy, które przez
tyle dziesięcioleci (od planu Roberta Schumana poczynając) sekundowały Francji
i jej potrzebom konomiczno-historycznych, odczuwają przemożną potrzebę
wyartykułowania własnej wrażliwości i pamięci historycznej. Jednocześnie
zamierzają - po latach cierpliwego składania danin - stać się wreszcie
beneficjentem współczesnego procesu integracji.

Obowiązująca dziś wizja dziejów Niemiec w latach 1933 - 1949 jest koherentna i
wewnętrznie spójna. Reżim hitlerowski był odpowiedzialny za proces ludobójstwa
i eksterminacji Żydów. To pewnik, a zatem pozostaje poza dyskusją przynajmniej
dla niemieckiej elity intelektualnej i politycznej. Inne niemieckie obrazy
związane z II wojną światową znacznie różnią się nie tylko od polskich czy
rosyjskich.

Zasypywanie okopów

Znakiem rozpoznawczym tragedii wojennej stał się dziś przede wszystkim los
przymusowo przesiedlanych i wypędzanych. W pamięci niemieckiej zjawisko
wypędzeń pojawiło się w latach II wojny światowej, kiedy reżim hitlerowski
zaczął masowo i przymusowo przesiedlać Niemców na tereny podlegające
przyspieszonej germanizacji (np. w Kraju Warty). Niemcy i Polacy stali się
zatem ofiarami tego samego nazizmu. Wprawdzie został pokonany w 1945 r., ale
jego dzieło podjęte zostało przez kolejne reżimy, tym razem Wielką Trójkę i
jej rzekomych beneficjentów - Czechosłowację i Polskę. W tej wizji Niemcy
stają się narodem samowystarczalnym, są zarazem katami i ofiarami.

Podobnie wygląda opowieść o antyhitlerowskim oporze. Jej cechą jest
samowystarczalność. Bodaj rok temu przyszła do mnie - jako do dyrektora Biura
Edukacji Publicznej - sympatyczna delegacja niemiecka z propozycją wsparcia
przez IPN idei "Oratorium dla pokoju >Stauffenberg<": "Celem projektu jest ...
(...)
iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1632&Itemid=1
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka