Gość: jenny
IP: 213.134.143.*
23.02.03, 01:22
Kategorycznie zaprzeczam jakobym miała tu intencję coś budować, albo burzyć,
albo galanterię między potwory rzucać (że niby kto mię tak kocha, jak po
tysiąc razy czułymi poprzysiągł wyrazy, niech mi teraz rękawiczkę poda), albo
kisiel gotować z wisienek czy innych fioletów.
Tylko to Ewy "naj" mi się (nie misie) kojarzy zawsze w sposób nieodparty z
jedną miniaturą średniowieczną. I to nieodparcie właśnie każe mi - Państwo
pozwolą - zacytować Noblistkę. Może ten wątek - mimo wszystko - kogoś
zainteresuje... A jeśli ktoś byłby ciekawy skąd się wzięła Wisłocka, ciąg
dalszy w następnym numerze.
Po najzieleńszym wzgórzu,
najkonniejszym orszakiem,
w płaszczach najjedwabniejszych.
Do zamku o siedmiu wieżach,
z których każda najwyższa.
Na przedzie xiążę
najpochlebniej niebrzuchaty,
przy xiążęciu xiężna pani
cudnie młoda, młodziusieńka.
Za nimi kilka dworek
jak malowanie zaiste
i paź najpacholętszy,
a na ramieniu pazia
coś nad wyraz małpiego
z przenajśmieszniejszym pyszczkiem
i ogonkiem.
Zaraz potem trzej rycerze,
a każdy się dwoi i troi,
i jak który z miną gęstą,
prędko inny z miną tęgą,
a jak pod nim rumak gniady
to najgniadszy moiściewy,
a wszystkie kopytkami jakoby muskając
stokrotki najprzydrożniejsze.
Kto zasię smutny, strudzony,
z dziurą na łokciu i z zezem,
tego najwyraźniej brak.
Najżadniejszej też kwestii
mieszczańskiej czy kmiecej
pod najlazurowszym niebem.
Szubieniczki nawet tyciej
dla najsokolszego oka
i nic nie rzuca wątpliwości.
Tak sobie przemile jadą
w tym realizmie najfeudalniejszym.
Onże wszelako dbał o równowagę:
piekło dla nich szykował na drugim obrazku.
Och, to się rozumiało
arcysamo przez się.