Dodaj do ulubionych

Żeby tak baba z babą?

02.06.08, 07:39
Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
Obserwuj wątek
    • ansurr Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 07:44
      jaki pozytywny tekst :)
    • ansurr Re: Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 07:46
      nie trzeba było tego czytać, poza tym w jaki sposób takie artykuły pogłębiają
      konflikty, hę? Chyba tylko Twój konflikt wewnętrzny ;p
      • 1zorro Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 08:07
        czy lesbijki to nie ludzie? Maja taki samo prawo do zycia jak inni.
        A ksenofobia, rasizm i nieuleczalna glupota w narodzie....to jest
        dopiero problem!
        • pklimas Re: Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 09:48
          a powiedz, do czego sie jest łatwiej publicznie przyznac w grupie
          mlodych ludzi?
          do bycia homoseksualista?
          czy do bycia sluchaczem Radia Maryja?

          ktory comming out bedzie trendy a ktory bedzie obciachem?
          • guglielmo Re: Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 10:05
            Teraz "trendy" jest twierdzić, że homoseksualizm jest "trendy".
            Zupełnie tak, jakby bycie murzynem albo naturalnym zielonookim
            blondynem mogło być "trendy".

            Porównanie "coming outu" homoseksualisty i słuchacza RM jest do
            kitu, bo słuchaczem RM można być albo nie - wedle własnej woli i nie
            ma w tym nic dziwnego, że inni mogą bycie nim uważać za szczyt
            obciachu. A orientacji psychoseksualnej się nie wybiera.
            • xanaxy Re: Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 20:17
              przykro mi,ale....sie WYBIERA!!!! Te lesby zawsze spaly z facetami,
              ktorzy ich ...nie chccieli. Powaznie. Z leku - wybieraly baby, ale z
              leku. Lesbijki sa : zaburzone osobowosciowa,nie chca miec ZADNYCH
              obowiazkow, dbaja TYLKO o wlasny inters i ...nienawidza matek.
              Najczesciej psychopatek.Ojcowie sa ...kapciami.Zadnych norm poza
              d..a.Fakt - cierpia, ale na wlasna prosbe!!! Latwiej uwodzic, niz
              odpowiadac za siebie,bliskich. MANIPULANTKI i ...NIC nie
              czuja,mowiac, ze b.czuja. Powtarzam - psychopatologia. Na ogol
              leczyly sie, bo czuly, ze sa ...inne t.j. NIC nie czuja!
              • saszenka2 Re: Przepraszam, jakie konflikty? 03.06.08, 01:06
                xanaxy napisała:

                > przykro mi,ale....sie WYBIERA!!!! Te lesby zawsze spaly z
                facetami,
                > ktorzy ich ...nie chccieli. Powaznie. Z leku - wybieraly baby, ale
                z
                > leku. Lesbijki sa : zaburzone osobowosciowa,nie chca miec ZADNYCH
                > obowiazkow, dbaja TYLKO o wlasny inters i ...nienawidza matek.
                > Najczesciej psychopatek.Ojcowie sa ...kapciami.Zadnych norm poza
                > d..a.Fakt - cierpia, ale na wlasna prosbe!!! Latwiej uwodzic, niz
                > odpowiadac za siebie,bliskich. MANIPULANTKI i ...NIC nie
                > czuja,mowiac, ze b.czuja. Powtarzam - psychopatologia. Na ogol
                > leczyly sie, bo czuly, ze sa ...inne t.j. NIC nie czuja!
                Czy aby nie przerzucasz swych przykrych doświadczeń na lesbijki? To
                mi przypomina projekcję własnych lęków i problemów. Z homofobii
                naprawdę można się leczyć, nim zatruje Ci na dobre życie,.
              • guglielmo Re: Przepraszam, jakie konflikty? 03.06.08, 01:32
                Xanaxy, masz do powiedzenia mnóstwo złych rzeczy i zero argumentów
                na ich poparcie. Na czym opierasz swoje "odkrywcze" analizy? I czy
                musisz wyrażac swoje myśli aż tak chaotycznie, a miejscami do tego
                wulgarnie?

                Muszę Cię zmartwić: Twoja wiedza jest - jak wynika z Twojego postu -
                znikoma. Na dodatek - powtarzasz brednie, które już tysiące razy
                powtarzali podobni Ci "myśliciele". Nie wynika z tego nic poza
                ośmieszeniem się.

                Przykład: w pierwszych słowach twierdzisz, że orientację seksualną
                się wybiera - to brednia sprzeczna z całą współczesną seksuologią.
                A "odkrycie" mechanizmu "są lesbijkami bo się boją spać z
                mężczyznami, którzy ich nie chcą" budzi tylko uśmiech politowania.
                Naprawdę, więcej będziesz mieć pożytku z nauczenia się czegoś, niż z
                ośmieszania się takimi tekstami. Przyswajanie wiedzy nie boli :-)
          • saszenka2 Re: Przepraszam, jakie konflikty? 03.06.08, 01:03
            pklimas napisał:

            > a powiedz, do czego sie jest łatwiej publicznie przyznac w grupie
            > mlodych ludzi?
            > do bycia homoseksualista?
            > czy do bycia sluchaczem Radia Maryja?
            >
            > ktory comming out bedzie trendy a ktory bedzie obciachem?

            Nie wmówisz mi, że w Polsce najbardziej uciskani są katolicy. Ich
            wiara zawsze spotyka się z akceptacją. Mogą iść do telewizji i
            opowiadać o tym, o tamtym, za słuchanie Radia Maryja nie oberwą na
            ulicy, a za homoseksualny coming out można nieźle oberwać.
    • michal.augustyniak [...] 02.06.08, 08:18
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • pawel1940 Re: Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 08:24
        Jesli jestes taki dobry ze spraw koscielnych to za pewne wiesz, ze klamiesz (a
        to tez grzech) piszac, ze homoseksualizm jest grzechem. Nie jest. Tylko seks
        homoseksualny jest. I do tego jest potraktowany w Biblii na rowni ze stosunkiem
        w zwiazkach pozamalzenskich. Jestes bez winy?
      • ergo12 michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 08:38

        Nie zmierzam komentowac tego polskiego bogooczyżnianego belkotu
        • michal.augustyniak Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 08:46
          ergo12 napisał:

          >
          > Nie zmierzam komentowac tego polskiego bogooczyżnianego belkotu

          To nie komentuj. A co do "bogoczyżnianego", co to za słowo? Po Polsku? Albo po
          języku molestowania dzieci w kościele przez gejów w sukniach?

          A co do mojego "analfabetyzmu": będę pisał tak jak umiem, bo od dwudziestu
          siedmiu lat mieszkam poza Polsce, i korzystałem z Angielskiego. Jeśli chcesz,
          mogę ci przetłumaczyć na Angielskiego.
          • unhappy Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 09:23
            michal.augustyniak napisał:

            > mogę ci przetłumaczyć na Angielskiego.

            Nie musisz. Głupota i homofobia mają charakter pozajęzykowy.
          • ready4freddy Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 09:24
            na chinskiego :) mozesz przetlumaczyc i tez nie bedzie w tym sensu. nie chodzi o
            jezyk, a o stezenie belkotu, jakie udalo ci sie uzyskac w jednym poscie. nie
            wiem, co cie tak przerazilo - co jak co, ale lesbijka nikt ci nie kaze byc,
            mozesz spac spokojnie :DDD
          • grakona Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 09:48
            A ja jednak skomentuję
            Po pierwsze – rozumiem, jest to efekt nieużywania polskiej mowy na
            co dzień – mylisz pojęcia „pederasta” i „pedofil”, które tożsame nie
            są. Kiedyś faktycznie określenie pederasta miało inny wydźwięk – to
            była „miłość dojrzałych mężczyzna do dojrzewających chłopców”. Dziś
            jednak „pederasta” jest raczej synonimem „geja”, a geje czy lesbijki
            (ogólnie homoseksualiści) to osoby mające skłonności ku własnej
            płci. To partnerski związek między dwojgiem DOROSŁYCH ludzi i do
            cholery nikt nie ma prawa zaglądać im pod kołdrę. To raczej osoba,
            która ma ochotę podglądać i omawiać zachowania dowolnej pary w łóżku
            jest zboczona. Jestem hetero, więc nie zdarza mi się zastanawiać, co
            też 2 baby/faceci w łóżku robią – mnie to w odróżnieniu od Ciebie
            nie interesuje – a niech robią co chcą byle było to za obopólną
            zgodą.
            Co do pedofilii – to jest obrzydliwe zboczenie i ma dokładnie tyle
            samo wspólnego z homo jak i heteroseksualistami. Pedofil lubi
            dzieci – często jest tak, że ogólnie „dzieci” bez rozróżnienia płci
            (na pierwszy rzut oka zresztą często nie widać jakiej dziecko jest
            płci bo nie ma wykształconych drugorzędnych cech płciowych). Takiemu
            choremu dupkowi bardzo często jest wszystko jedno czy to chłopiec
            czy dziewczynka – ważne żeby małe i niewinne było.
            Moich 2 kolegów jest homoseksualistami – są to dwa różne środowiska,
            chłopaki nie epatują swoimi zainteresowaniami. W obu przypadkach
            dowiedziałam się o ich „inności” po jakimś roku. Do tej pory nie
            poznałam ich partnerów (nie było okazji), ale nigdy by mi do głowy
            nie przyszło wypytywać o ich sprawy łóżkowe. Pewien gej jest też
            przyjacielem moich rodziców – i jak rozumiem będzie to dla Ciebie
            wisienka na torcie – kilka razy opiekował się mną pod ich
            nieobecność. „Molestowania” nie kojarzę – za to pamiętam czytanie
            Kubusia Puchatka i układanie puzzli.
            Lesbijek żadnych nie znam – a raczej o żadnych w moim towarzystwie
            nie wiem. Statystycznie jest mało prawdopodobne by ich w okolicy nie
            było, ale tak jak pisałam wyżej, nie interesuje się życiem
            seksualnym moich przyjaciół.
            Podsumowując (ale mi się wykład zrobił), nie twierdzę że wszyscy
            homoseksualiści są dobrymi ludźmi – skoro są ludźmi to z pewnością
            trafiają się między nimi i gnoje i zboczeńczy. Ja jednak miałam
            szczęście i podobnie jak na fajnych hetero trafiam na fajnych homo.
            • vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 10:12
              Też skomentuję.
              Skoro przyjaciel rodziców jest gejem a Ty sądząc z używanych form
              kobietą to nic Ci nie groziło :)
              Mialem to "szczęście" że moja koleżanka czy raczej przyjaciółka, z
              którą znamy się od 14 lat w wieku 36 stwierdziła że jest les. I
              dowiedziałem się o tym nie od niej a w wyniku sowjego wścibstwa.
              Jestem raczej homofobem - homoseksualiści niech i sobie są - nic mi
              do tego, ale wtedy gdy są to obcy.
              Tu dziewczynę poznałem gdy miała 22 lata. I nic - w moim odczuciu
              nie wskazywało, że jest les. Można powiedzieć, ze jesteśmy
              wspólnikami. I teraz raz, że zaczynam się zastanawiać wobec kogo
              będzie bardziej lojalna? Wobec swojej "przyjaciółki"? Czy wobec mnie
              i "firmy". I czy w związku z tym w jaki sposób "sprawa się rypła"
              nie jest tak że to co gdzieś przeczytałem o homoseksualistach, że są
              egocentrykami z silnymi ciągotami do oszukiwania, nie jest prawdą.
              Inna rzecz to próba zrozumienia jak to jest że to że jest "inna"
              zrozumiała w takim wieku. I czy aby nie jest to delikatnie mówiąc
              hedonizm w najwyższym stopniu a nie homoseksualizm.
              • guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 11:10
                vlad1 napisał:

                > I teraz raz, że zaczynam się zastanawiać wobec kogo
                > będzie bardziej lojalna? Wobec swojej "przyjaciółki"?
                > Czy wobec mnie i "firmy".

                Czy nie za dużo się nad tym zastanawiasz? Albo za mało? Jak często
                zdarzają się konflikty lojalności "partner życiowy kontra firma"?
                Przecież to dwie sfery życia, które są zwykle zupełnie
                niekonkurencyjne! Przeciwnie nawet, lojalność wobec firmy sprzyja
                stabilizacji materialnej, a ta jest ważna dla kogoś, kto ma życie
                rodzinne. Badania potwierdzają, że osoby żyjące w trwałych związkach
                (nieważne - homo- czy hetero-) pracują lepiej. I dlaczego takie
                podejrzenia masz akurat wobec lesbijki? Czemu nie obawiasz się, że
                heteroseksualny współpracownik okaże większą lojalność wobec żony
                niż wobec Ciebie i firmy? Chyba rzeczywiście masz skłonność do
                homofobii w jej najbardziej klasycznej postaci - obawiasz się
                czegoś - choć sam nie wiesz czemu, dorabiasz zagrożenia i hodujesz w
                sobie lęki wynikające z niewiedzy.

                > I czy w związku z tym w jaki sposób "sprawa się rypła"
                > nie jest tak że to co gdzieś przeczytałem o homoseksualistach,
                > że są egocentrykami z silnymi ciągotami do oszukiwania, nie jest
                > prawdą.

                To "gdzieś", gdzie przeczytałeś tę niemądrą myśl - to nie jest dobre
                źródło. Poszukaj sensownych lektur, a nie sięgaj po opinie "gdzieś".
                Zastanawiasz się nad tym, dlaczego dowiedziałeś się prawdy o Twojej
                znajomej nie z jej własnej woli? A jak na tę wiadomość reagujesz?
                Podejrzeniami, niechęcią, powtarzaniem zasłyszanych "gdzieś"
                negatywnych opinii... Może Twoja znajoma miała powody, żeby się
                takiej reakcji spodziewać? Może to, że nie "ujawniła się" przed
                Tobą - to nie o niej tylko o Tobie świadczy źle? Czy jesteś
                człowiekiem otwartym, tolerancyjnym, okazującym innym zrozumienie,
                kierującym się oceną innych kształtowaną na podstawie ich wartości -
                czy może okazujesz nieufność, ksenofobię, lekceważenie innych,
                oceniasz powierzchownie i schematycznie? Jednym słowem - czy to nie
                Ty spowodowałeś, że Twoja znajoma nie miała ochoty (albo nawet -
                odwagi) powiedzieć Ci o swojej orientacji?

                > Inna rzecz to próba zrozumienia jak to jest że to że jest "inna"
                > zrozumiała w takim wieku. I czy aby nie jest to delikatnie mówiąc
                > hedonizm w najwyższym stopniu a nie homoseksualizm.

                Wiele może być powodów późnego odkrycia własnej orientacji, jednym z
                najsilniej działających czynników jest presja otoczenia. W
                społeczeństwie zorientowanym na heteroseksualizm i zachowującym się
                nietolerancyjnie wobec innych łatwo ulec naciskowi i przyjąć, nawet
                uwewnętrznić przekonanie o swojej heteroseksualności. Zdarza się to
                bardzo często, a szczególnie łatwe jest dla kobiety, która może
                prowadzić życie (hetero-)seksualne (marne, ale jakieś) nawet nie
                odczuwając pociągu do mężczyzn.

                A co to ma wspólnego z hedonizmem? Zastanów się, co Ty za głupstwa
                piszesz? Od kiedy to dla kobiety heteroseksualnej zachowaniem
                hedonistycznym miałoby być obcowanie z kobietą?


                • vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 11:39
                  Zwracam uwagę że po nastu latach znajomości taki sposób poznania
                  faktów już w moim odczuciu budzi wątpliwośći. To nie od niej si o
                  tym dowiedziałem. Jak ktoś "nie jest prawdomówny" w jednym to skąd
                  wniosek że będzie w prawomówny w innej sferze?
                  Związki homoseksualne raczej nie są trwałe.
                  To gdzieś to właśnie dyskusja w Wyborczej i jeśli dobrze pamiętam
                  wniosek taki wynikał z doświadczeń tej osoby która to pisała.
                  I nie ma mowy o lekceważeniu. Po prostu mam prawo wybierać sobie
                  znajomych także biorąc pod uwagę jej seksualność czy stosunek do
                  związków. Nie toleruję także panów, którzy swoje partnerki zdradzają
                  na prawo i lewo.
                  Ostatecznie nawet uwzględniając mój negatywny stosunek do
                  homoseksualistw w tej sytuacji lepsza byłaby "najgorsza prawda" niż
                  podważenie zaufania. Nie sądzisz?
                  • guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 12:18
                    A znasz szczegóły życia intymnego wszystkich swoich znajomych?
                    Wszyscy Ci o tym opowiadają? A jeśli ktoś (jeszcze raz powtarzam -
                    byc może z Twojej własnej winy) nie chce lub obawia się z Tobą o tym
                    mówić - to czemu od razu uznajesz go za kłamcę? Od kiedy to ludzie
                    mają obowiązek opowiadać każdemu współpracownikowi o tym w jaką
                    stronę kierują się ich uczucia i do kogo odczuwają pociąg?

                    Mam dwoje naprawdę bliskich ludzi, prawdziwych przyjaciół. Z każdym
                    z nich bliskość jest taka, że w pewnej chwili poczułem dyskomfort
                    wynikający z omijania pewnych spraw w rozmowach. Obojgu powiedziałem
                    o sobie. Ale po pierwsze - bliskość tego wymagała. Może między Wami
                    takiej bliskości nie ma i Twoja znajoma po prostu nie odczuwa
                    potrzeby wtajemniczania Cię w te sprawy? A po drugie - ja
                    wiedziałem, jak moi przyjaciele zareagują, byłem pewny, że nie
                    spotka mnie żadna, najmniejsza nawet przykrość. Czy Twoja znajoma
                    mogła być pewna takiej Twojej reakcji? Zwłaszcza że deklarujesz się
                    sam jako homofob?

                    Sam widzisz że to "gdzieś", z którego czerpiesz "wiedzę" - to żadne
                    sensowne źródło. "Doświadczenia osoby, która o tym pisała" - dajże
                    spokój, to całkiem jakbym napisał, że ludzie są podejrzliwi,
                    homofobiczni, nieufni - na podstawie Twoich tu wypowiedzi!

                    Owszem, masz prawo wybierać sobie znajomych wedle dowolnych
                    kryteriów (inna sprawa, że jeśli takich, o jakich piszesz - to
                    marnie wróżę tym znajomościom, wartość człowieka nie ma żadnego
                    związku z jego orientacją). Ale jeśli uważasz, że "ukrywanie"
                    orientacji przez znajomego to przemilczenie równe kłamstwu - to
                    chyba jesteś w grubym błędzie. Czemuż to każdy Twój znajomy miałby
                    biec do Ciebie z wynurzeniami na temat swojego życia emocjonalnego i
                    seksualnego? Dlatego, że Ty uważasz to za informację szczególnie
                    istotną dla znajomości? To dość odosobnione oczekiwanie. Jeśli
                    chcesz ludzi dyskwalifikować za te "niedopowiedzenia" - to najpierw
                    wywieś nad sobą transparent "Chcesz być moim znajomym - opowiedz mi
                    o swoim życiu intymnym. Jeśli tego nie zrobisz - uznam, że nie
                    jesteś godny zaufania.". Ale nie czekaj na liczne wyznania,
                    zostaniesz raczej uznany za wścibskiego dziwaka. Dla normalnego
                    człowieka sprawy intymne innych ludzi nie mają znaczenia tak długo,
                    jak długo sam nie jest w nie zaangażowany, a bliskość z tym innym
                    człowiekiem nie jest wystarczająca, żeby czynić sobie nawzajem takie
                    zwierzenia.

                    O Twoim stosunku do mniejszości świadczy też - nieświadomie zapewne -
                    uczynione porównanie. "Nie toleruję także panów, którzy swoje
                    partnerki zdradzają na prawo i lewo.". A więc to ta sama grupa?
                    Dlatego że "gdzieś" przeczytałeś, że związki homoseksualne raczej są
                    nietrwałe? A wiesz, że z badań wynika, że przeciętny homoseksualista
                    ma w życiu mniej partnerów seksualnych niż przeciętny
                    heteroseksualista? Ile znasz par homoseksualnych? Ile z nich ma staż
                    krótki, a ile długi?

                    Czy nie jest przypadkiem (oj, chyba nie przypadkiem...) tak, że
                    Twoje opinie oparte są na znikomej wiedzy i nieuprawnionych
                    uogólnieniach? Bądź ostrożniejszy, wypowiadasz krzywdzące opinie o
                    konkretnej osobie biorąc za podstawę byle gdzie zasłyszane
                    wiadomości ogólne, na dodatek dośc kiepskiej jakości.
                    • vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 12:54
                      I teraz Ty wypowiadazs jakiś sąd nie znając kontekstu. Skoro pytasz
                      o moją dociekliwość dot. życia seksualnego to zapytam inaczej - a z
                      iloma z tych osób znasz się naście lat. Z iloma zdarzało Ci sie być
                      na tyle blisko że mogłeś o tym powiedzieć prawie jak siostra? Nie
                      wchodzę tu w szczegóły bo to jakby nie Twoja sprawa...Więc nie
                      mówimy li tylko o "znajomych". Życie seksualne znajomych mnie nie
                      interesuje.
                      A jeśli chodzi o poznanie. Poczytałem sobie trochę wypowiedzi les na
                      ich forach (kk, inna strona). Więc nie pisz że wiedzę zdobywam tylko
                      w "takich" miejscach. Miałem też wątpliwą przyjemnosc rozmawiać
                      przez telefon z jedną ze znajomych mojej przyjaciółki/koleżanki.
                      Choć zdaję sobie sprawę ze w każdym środowisku są czarne owce.
                      • guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 13:18
                        Czegoś w Twoich tekstach nie rozumiem. Poznaliście się, kiedy ona
                        miała 22 lata. Po 14 latach znajomości dowiedziałeś się że jest
                        lesbijką. Ona uświadomiła to sobie mając lat 36, czyli właśnie po 14
                        latach znajomości z Tobą. To jakim cudem miała Cię o tym
                        poinformować wcześniej?

                        Jestem zapewne znacznie starszy od Ciebie, mam 48 lat. Wyobraź
                        sobie, że mam znajomych od lat 30, o których życiu intymnym nie wiem
                        nic. Oni o moim - też nic. Po prostu stopień zażyłości nie wymaga
                        wymiany informacji o tej sferze życia. Mam też znajomych bliższych,
                        którym powiedziałem o sobie - bo uważałem to za wskazane ze względu
                        na szczerość potrzebną w bliskich związkach. Ale czemu uważasz, że
                        jeśli ona Ci o tym nie powiedziała, to ma być nielojalna wobec
                        Ciebie? Jeszcze raz powtarzam: zastanów się lepiej nad tym DLACZEGO
                        Ci o tym nie powiedziała. Czy naprawdę jest "prawie jak siostra"? A
                        może ona nie czuje tego żebyś Ty był dla niej "prawie jak brat"? A
                        może czuje, że - podobnie jak to z braćmi niestety bywa -
                        zareagowałbyś źle? Sądząc z Twoich wypowiedzi - nie myliłaby się...

                        A jeśli chodzi o poznanie - potwierdzasz, że wiadomości czerpiesz z
                        marnych źródeł i że są one bardzo wyrywkowe. Internet - to jest
                        właśnie "takie" miejsce, a już fora (homo- i jakiekolwiek inne w tym
                        samym stopniu) to kopalnia bzdur wszelakich. Na szczęście istnieje
                        jeszcze prawdziwa literatura - psychologiczna, seksuologiczna i
                        wreszcie piękna. No, a o rozmowie telefonicznej z jedną lesbijką to
                        już lepiej nie wspominać jako o źródle wiedzy, sam zresztą to
                        potwierdzasz.

                        • vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 13:40
                          Tak skokami. Uznałeś widać że moje wypowiedzi są "niewyważone" i
                          niedojrzałe. Stąd piszesz że jesteś sporo starszy. Niestety - "a
                          imię jego...".Tak, ze nie jesteś tak dużo starszy.
                          Miałem na myśli to, że skoro coś sie zmienia, a w jakiś spośób
                          zmienia, to po tak długiej znajomości i zażyłej (możesz mi uwierzyć -
                          także z jej strony) nawet uwzględniając moją "homofobię"
                          taka "tajemnica" i tak by sie nie uchowała. Więc to było z jej
                          strony nierozsądne. Zaczynamy teraz wchodzić w pewne szczegóły, o
                          których nie chcę pisać na forum publicznym.
                          I przykro mi to powiedzieć, ale obraz środowiska budują także, a
                          może przede wszystkim takie czarne owce, fora i wypowiedzi różnych
                          panów, takie jak ta o honorowym dawstwie krwi (nazwiska nie podaję
                          i tak jest znane).
                          • guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 14:03
                            Nie, nie uznałem ich za niewyważone ani niedojrzałe, choć się z nimi
                            nie zgadzam. Napisałem o swoim wieku po to, żeby pokazać, że
                            znajomości mogą trwać znacznie dłużej niż lat 14, a nie doprowadzać
                            do zwierzeń, o których tu mowa.

                            Widzisz, teraz mówisz o postępowaniu Twojej znajomej -
                            "nierozsądne". Czyli - i tak musiało się wydać, więc (pomimo Twojej
                            homofobii) powinna była Ci o tym powiedzieć. Ze strachu, że jak się
                            wyda to będzie gorzej? A dlaczego to w ogóle ma mieć jakiekolwiek
                            znaczenie? Czy nie popadasz w błędne koło? Odmawiasz jej zaufania
                            dlatego, że nie powiedziała czegoś co samo w sobie nie ma żadnego
                            związku z pracą i układami Was łączącymi? A później przenosisz ten
                            brak zaufania ze sprawy "niepowiedzenia" na samą jej orientację
                            psychoseksualną?

                            A co do budowani obrazu "środowiska": zgadzam się. Ale człowiek
                            świadomy po pierwsze - nie ulega takiemu obrazowi, powstałemu z
                            oglądania rzeczywistości z jednej strony, po drugie - nie przenosi
                            pseudowiedzy w ten sposób zdobytej na pojedyncze osoby. Nawet gdyby
                            czarny obraz był prawdziwy - nie wolno z tego wyciągać wniosków
                            dotyczących konkretnego człowieka. Bo to sie właśnie nazywa -
                            dyskryminacja z racji orientacji.
                            • vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 14:42
                              Oprócz układu zawodowego jest też znajomość o charakterze
                              niezawodowym, "prywatnym". I z racji połączenia - być może jest
                              dodatkowy problem.
                              Jeśli zaś chodzi o przenoszenie obrazu " środowiska" na poszczególne
                              osoby...Cóż nie pomyślałeś że może w tym konkretnym przypadku był
                              jakiś powód....
                              • guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 17:37
                                > Oprócz układu zawodowego jest też znajomość o charakterze
                                > niezawodowym, "prywatnym". I z racji połączenia - być może jest
                                > dodatkowy problem.

                                Cóż, krzyżowanie się sfery prywatnej z zawodową często prowadzi do
                                problemów. Jednak trzeba umieć udowodnić (nie insynuować), że to, co
                                dotknęło Cię w sferze prywatnej - musi znaleźć odbicie w zawodowej.

                                > Jeśli zaś chodzi o przenoszenie obrazu " środowiska" na
                                poszczególne
                                > osoby...Cóż nie pomyślałeś że może w tym konkretnym przypadku był
                                > jakiś powód....

                                Powodu do takiego przenoszenia nie ma nigdy. Każdy człowiek jest
                                sobą i tylko sobą, nie obciążają go przywary ani grzechy innych.
                                Statystyka działa tak długo, jak długo dotyczy zbiorowości. Ty masz
                                lat 44, ja 48, średnio mamy 46 i to jest sensowna dla kogoś z
                                zewnątrz informacja statystyczna. Ale jeśli będzie ją chciał odnieść
                                do któregokolwiek z nas - pobłądzi, bo żaden z nas 46 lat nie ma...
                                Przeniesienie z ogółu na pojedynczego człowieka - to nic innego, jak
                                zastosowanie do niego zasady odpowiedzialności zbiorowej.

                                ---------------------------------------------------------

                                Może zresztą dobrze się stało, że do opisanej sytuacji doszło. Masz
                                okazję do przemyślenia swoich poglądów, motor do zdobycia lepszej
                                wiedzy, wreszcie - temat do rozmyślań nad relacjami wiążącymi Cie z
                                Twoją znajomą. Pozdrawiam :-)
                        • saszenka2 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 03.06.08, 01:18
                          Niektórzy naprawdę mają wybujałe potrzeby i uważają, że ze
                          wszystkiego ludzie powinni im się zwierzać. A może oni wcale nie
                          traktują Cię jak osoby godnej zaufania? Może nie widzą w Tobie osoby
                          aż tak bliskiej, a Ty tej znajomości nadajesz taki charakter
                          bliskiej zażyłości? A może po prostu te osoby nie mają w zwyczaju
                          opowiadać o swoim życiu intymnym. Jedni swoje stosunki seksualne
                          opisują w Internecie, inni filmują, a jeszcze inni o nich po prostu
                          nie opowiadają. Tak samo jest z każdą inną dziedziną życia.
                  • saszenka2 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 03.06.08, 01:12
                    vlad1 napisał:

                    > Zwracam uwagę że po nastu latach znajomości taki sposób poznania
                    > faktów już w moim odczuciu budzi wątpliwośći. To nie od niej si o
                    > tym dowiedziałem. Jak ktoś "nie jest prawdomówny" w jednym to skąd
                    > wniosek że będzie w prawomówny w innej sferze?
                    > Związki homoseksualne raczej nie są trwałe.
                    > To gdzieś to właśnie dyskusja w Wyborczej i jeśli dobrze pamiętam
                    > wniosek taki wynikał z doświadczeń tej osoby która to pisała.
                    > I nie ma mowy o lekceważeniu. Po prostu mam prawo wybierać sobie
                    > znajomych także biorąc pod uwagę jej seksualność czy stosunek do
                    > związków. Nie toleruję także panów, którzy swoje partnerki
                    zdradzają
                    > na prawo i lewo.
                    > Ostatecznie nawet uwzględniając mój negatywny stosunek do
                    > homoseksualistw w tej sytuacji lepsza byłaby "najgorsza prawda"
                    niż
                    > podważenie zaufania. Nie sądzisz?

                    Ja również nie otworzyłabym się przed taką osobą. To wynika z faktu,
                    że po prostu chyba nie jesteś tolerancyjny, widać to z Twoich
                    postów, a dziewczyna najwidoczniej nie chciała znowu tłumaczyć po
                    raz n-ty, że te wszystkie stereotypy, że te związki się szybko
                    rozpadają, są nieprawdziwe. Dziś wiele związków heteroseksualnych
                    szybko się rozpada albo też trwają przepełnione zdradami i
                    kłamstwami.
          • mik-mik Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 11:07
            Fajnie, ze po 27 latach mieszkania poza krajem wciaz korzystasz z polskiej
            klawiatury.
          • ilonka45 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 05.11.09, 17:38
            Ja od ponad 30 i co to ma do rzeczy??? niby ma wplyw na to, ze nie
            umiesz pisac po polsku? smiem watpic, gdybys sie urodzil np. w
            Anglii to rozumiem, ze ci pisanie po polsku nie wychodzi, to po
            pierwze, a po drugie na dobre ci ten pobyt nie wyszedl, bo nie
            nauczyles sie podstaw tolerancji, z ktorej slyna kraje anglojezyczne.
    • wartak Swietny artykul! 02.06.08, 10:00
      Naprawde swietny artykul! To naprawde wzmacniajace, szczegolnie dla
      tych, ktorzy siedza w swoich szafach i czuja straszliwy lek przed
      ujawnieniem, nie tylko wobec innych, ale czesto nawet przed samym
      soba. Brawa dla autorki!
    • pcx a co to za nowomowa ? 02.06.08, 10:23
      Cyuję: Anna Zawadzka - 35-letnia pedagożka i prezeska
      fundacji "Anka Zet Studio.

      Co za pedagożka, co za prezeska, może jeszcze ministerkę zamiast
      ministra zrobicie, wy poprwni politycznie DEBILE ???!!!???!!!???

      • pederasta.83 Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 10:48
        No właśnie
        • guglielmo Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 11:18
          Och, wieczny spór... A gdyby nie była "pedagożką"
          tylko "nauczycielką" to byłoby w porządku i nikt by nie zwrócił
          uwagi. Nauczycielka matematyki jest matematyczką, prawda? Są w
          szkole polonistki, anglistki, germanistki... Biolożka już niektórym
          przeszkadza, a psycholożka budzi powszechne zdumienie. No cóż, może
          warto przywyknąć do tego, że nie wszystko złe, co się nam nie
          podoba. No i jeszcze do tego, że nie warto się wdawać w zbędne
          dyskusje. Norma językowa pozwala na takie formy i tyle. Temat
          dyskusji pod tym artykułem jest zaś zupełnie inny i dużo ważniejszy.
          • pederasta.83 Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 13:44

            > Temat dyskusji pod tym artykułem jest zaś zupełnie inny
            > i dużo ważniejszy.

            No i właśnie o to chodzi. Artykuł jest ważny, a stylistyczny miazmat na końcu
            niemal go przekreśla: ostentacyjne forsowanie nowomowy może budzić sprzeciw --
            wiele osób przeczytawszy słowo "psycholożka" stwierdzi że ten artykuł to kolejna
            dawka "lewackiej propagandy «Szmaty Wybiórczej»".

            A szkoda.


            • guglielmo Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 14:06
              E tam, przesadzasz, osób, które kierują się takimi względami nie
              przyuczy się do rozsądnego myślenia i brać ich opinii pod uwagę nie
              warto.

              Poza tym - takie formy żeńskie nazw zawodów mają zwolenników i
              przeciwników (ja jestem zwolennikiem) i są językowo poprawne, więc
              nie ma powodu do określania ich użycia tak ostrymi słowami.
            • aleksandra11 Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 14:15
              w takim razie zlikwidujmy rowniez slowo "nauczycielka" i powrocmy do
              starodawnego "nauczyciela" z czasow, kiedy zawod ten wykonywali
              wylacznie mezczyzni.
              w koncu nie na darmo mowi sie, ze Polska jest 100 lat za Murzynami
              na skali rozwoju (bez obrazania Murzynow)
              • pcx Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 15:09
                aleksandra11 napisała:

                > w takim razie zlikwidujmy rowniez slowo "nauczycielka" i powrocmy
                do
                > starodawnego "nauczyciela" z czasow, kiedy zawod ten wykonywali
                > wylacznie mezczyzni.
                > w koncu nie na darmo mowi sie, ze Polska jest 100 lat za Murzynami
                > na skali rozwoju (bez obrazania Murzynow)

                czasy kiedy w nauczali wyłącznie mężczyźni to odległa historia,
                ale "zfeminizowanie" zawodu nauczyliela nie ma - niestety -
                pozytywnego oddziaływania na młodych ludzi.
                Popytaj psychologów to Ci wytłumaczą jaki wpływ na kształtującą się
                psychikę młodego chłopca ma taka dominacja kobiet...
            • ally Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 14:33
              > No i właśnie o to chodzi. Artykuł jest ważny, a stylistyczny
              miazmat na końcu
              > niemal go przekreśla: ostentacyjne forsowanie nowomowy może budzić
              sprzeciw --
              > wiele osób przeczytawszy słowo "psycholożka"

              ostentacyjne? prosze cie... jesli nazwe sie studentka, to tez bedzie
              ostentacja?
    • aleksandra11 pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 10:40
      w ktorej pracowala pani wypowiadajaca sie w artykule.
      dyrektor nie rozpowiadal o tym, ze wyrzycil pania za pedofilie,
      natomiast mowil, ze w zlym smaku bylo wystapienie w programie Ewy
      Drzyzgi i opowiadanie o swoim zyciu intymnym, bo ten program
      ogladaja uczniowie i jego zdnaiem niepotrzebnie pozniej dzieci by
      robily niezdrowa sensacje z faktu, ze pani pedagog jest lezbijka.
      pomijam to, czy mial prawo wyrzucac kogos za tego typu wystapienia w
      telewizji czy nie, ale nie ma moim zdaniem nic wspolnego z
      oskarzeniami o pedofilie! akurat tego dyrektora wspominam z
      sympatia, to nie byl cwok ani glupol, ktory nie odroznialby
      pedofilii od homoseksualizmu.
      • aaron_agorenstein No bo oszkalować homoseksualistę to be 02.06.08, 12:41
        ale jak homoseksualista wygaduje, co mu ślina na język przyniesie, o tych
        wstrętnych homofobach, to cacy. Bo homoseksualista biedny, zestresowany itp. Nb.
        argumentacja dyrektora była jak najbardziej słuszna i racjonalna. Podobnie
        powinien wywalić np. nauczycielkę, która w telewizorze opowiada, że jest
        miłośniczką sado-maso albo seksu analnego

        A tak w ogóle to z artykułu wynika, że jeśli tylko ludzie nie są prowokowani, to
        jakoś ta mityczna "powszechna homofobia" kurczy się do malutkiego marginesu. Co
        innego gdyby te panie jakiś transparent wywiesiły, albo zorganizowały osiedlową
        paradę równości.
        • guglielmo Re: No bo oszkalować homoseksualistę to be 02.06.08, 13:01
          Oglądałeś ten program? Wiesz, że była tam mowa o technikach
          uprawiania seksu? Jeśli nie - to Twoje porównanie jest do kitu. Tu
          mówi się o tym, że dyrektor wyrzucił nauczycielkę, bo uczniowie
          niezdrowo ekscytowaliby się tym, że jest lesbijką. A więc - wyrzucił
          ją za ujawnienie orientacji seksualnej. Jeśli taką argumentację
          uważasz za słuszną i racjonalną - to pewnie się nie dogadamy...

          A jeśli uważasz, że homofobii nie ma o ile tylko homoseksualiści
          ukrywają się - no to pogratulować logiki i poglądów.
          • aaron_agorenstein Proszę się nie emocjonować 02.06.08, 13:33
            tylko podać mi argument, czym różni się oświadczenie w telewizji "jestem
            lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką seksu analnego" (bez opisu
            "techniki")? Proszę też nie "domyślać się" moich poglądów ("a jeśli uważasz"),
            tylko odnosić się DOKŁADNIE do tego, co napisałem.
            • guglielmo Re: Proszę się nie emocjonować 02.06.08, 13:47
              Proszę bardzo: "jestem lesbijką" oznacza, że kobieta odczuwa pociąg
              seksualny do kobiet i kieruje swoje uczucia w ich stronę. Zauważ, że
              nie ma w tym oświadczeniu nawet cienia stwierdzenia, że uprawia
              jakikolwiek seks, a tym bardziej - stosuje jakąś szczególną
              technikę... Bądź precyzyjny... Natomiast "jestem miłośniczką seksu
              analnego" to stwierdzenie o charakterze stricte technicznym, nie
              mające z uczuciami wyższymi nic wspólnego.

              Podejrzewam, że jesteś jednym z tych, którzy kojarzą homoseksualizm
              wyłącznie z uprawianiem stosunków homoseksualnych. Takie osoby są w
              błędzie - podobnie jak ktoś, kto uważałby, że heteroseksualizm
              polega na uprawianiu seksu z osobami płci przeciwnej. Stąd bierze
              się zapewne Twoje przekonanie, że nie ma różnicy między
              powiedzeniem, że się jest gejem, a powiedzeniem, że się uprawia seks
              analny. A to jest zupełnie co innego. Aż głupio mówić o tak prostych
              rzeczach - homoseksualiści kochają, podobnie jak heteroseksualiści.
              I podobnie jak wśród heteroseksualistów - istnieją związki
              platoniczne, wielkie miłości bez zbliżenia, dramaty uczuciowe...
              Ech, przydałoby się niektórym poczytać trochę literatury pięknej...

              A jeśli chodzi o Twoje poglądy - nie trzeba sie ich domyślać. Sam je
              wyłożyłeś w zdaniu "A tak w ogóle to z artykułu wynika, że jeśli
              tylko ludzie nie są prowokowani, to jakoś ta mityczna "powszechna
              homofobia" kurczy się do malutkiego marginesu.".
              • aaron_agorenstein Troszkę logiki 02.06.08, 14:04
                > Proszę bardzo: "jestem lesbijką" oznacza, że kobieta odczuwa pociąg
                > seksualny do kobiet i kieruje swoje uczucia w ich stronę. Zauważ, że
                > nie ma w tym oświadczeniu nawet cienia stwierdzenia, że uprawia
                > jakikolwiek seks, a tym bardziej - stosuje jakąś szczególną
                > technikę... Bądź precyzyjny... Natomiast "jestem miłośniczką seksu
                > analnego" to stwierdzenie o charakterze stricte technicznym, nie
                > mające z uczuciami wyższymi nic wspólnego.

                Rzeczywiście, stwierdzenie "jestem lesbijką" nie pociąga za sobą stwierdzenia
                "uprawiam seks". Ale identycznie jest z wyrażeniem "jestem miłośniczką seksu
                analnego". Można sensownie powiedzieć po polsku "pociąga mnie seks analny,
                chociaż nigdy jeszcze go nie próbowałam". Oświadczenie "jestem lesbijką" mówi o
                "uczuciach wyższych" również dokładnie tyle samo, co oświadczenie o upodobaniu
                do seksu analnego. Sam pociąg do kobiet nie gwarantuje "uczuć wyższych".
                Podobnie upodobanie do seksu analnego uczuć wyższych nie przekreśla (jeśli np.
                uprawia się ten seks wyłącznie z osobą kochaną). Prawda?

                > Podejrzewam, że jesteś jednym

                No i tu kończę czytanie Twojego postu, ponieważ pomimo mojej WYRAŹNEJ prośby
                znów bawisz się w fantazjowanie na mój temat. To jakaś złośliwość czy fobia...?
                • guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 14:19
                  W logice trudno będzie mnie zagiąć - jestem z wykształcenia
                  matematykiem :-) Natomiast u Ciebie z logiką chyba nie najlepiej.
                  Otóż "jestem lesbijką" oznacza właśnie to, że zarówno uczucia
                  wyższe, jak popęd płciowy nakierowane są u kobiety na kobiety.
                  Kropka, taka jest definicja orientacji psychoseksualnej. To, co
                  piszesz o niegwarantowaniu uczuć wyższych - nie odpowiada
                  określeniu "lesbijka", najwyżej "osoba uprawiająca seks lesbijski
                  (lub zdradzająca skłonność do niego)". Natomiast wyciąganie
                  jakichkolwiek wniosków dotyczących uczuć wyższych ze
                  stwierdzenia "lubię seks analny" jest nieuprawnione, w jedną i w
                  drugą stronę. Zatem stwierdzenie to o uczuciach wyższych nie mówi
                  nic i nie ma żadnego znaczenia, że ich nie wyklucza.

                  Rozumując po Twojemu - należałoby powiedzieć, że pomiędzy "jestem
                  murzynem" i "lubię buty na obcasach" jest równoważność, bo jedno
                  drugiego nie wyklucza ani nie potwierdza, a poza tym istnieją biali
                  murzyni :-)

                  Nie, to nie złośliwość ani fobia. Może po prostu prawo do snucia
                  przypuszczeń, mieszczące się w zasadach wolności wyrażania poglądów?
                  Jeśli źle Cię oceniłem - to po prostu zaprzecz, nie obrażę się i
                  doczytam Twój post do końca, obrażają sie tylko kucharki.

                  A że nie doczytałeś - to nie ustosunkowałeś się do ostatniego
                  akapitu. Szkoda.
                  • aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 16:24
                    > W logice trudno będzie mnie zagiąć - jestem z wykształcenia
                    > matematykiem :-)

                    Na forum możesz przedstawiać się dowolnie, nawet jako wykładowca w Princeton,
                    ale liczy się to, co napiszesz :-)

                    > Otóż "jestem lesbijką" oznacza właśnie to, że zarówno uczucia
                    > wyższe, jak popęd płciowy nakierowane są u kobiety na kobiety.
                    > Kropka, taka jest definicja orientacji psychoseksualnej.

                    No i tu piszesz kompletną nieprawdę! W definicji "orientacji psychoseksualnej"
                    nie ma NIC o uczuciach wyższych. Przecież możesz żywić uczucia wyższe do innego
                    mężczyzny (przyjaciela) nie będąc gejem! Z kolei lesbijka może żywić uczucia
                    wyższe do innych mężczyzn (chyba że uważasz lesbijki za istoty niezdolne do
                    przyjaźni bez podtekstu seksualnego). Poza tym ktoś może być np.
                    heteroseksualistą i jednocześnie psychopatą pozbawionym uczuć wyższych, prawda?
                    Podobnie lesbijka. Chyba, że uważasz (na jakiej podstawie?), że homoseksualiści
                    inaczej funkcjonują w sferze uczuciowej i "z definicji" uczuć wyższycb nie mogą
                    być pozbawieni. Ale to byłby już tylko Twój ideologiczny wymysł.

                    Twoje używanie pojęcia równoważności nie potwierdza Twojego matematycznego
                    wykształcenia. Nie twierdziłem, że zwroty "jestem lesbijką" i "lubię seks
                    analny" są równoważne. Twierdzę jedynie, że oba te stwierdzenia ani nie mówią
                    nic o tym, czy ktoś żywi, czy nie "uczucia wyższe", ani też nie stwierdzają, czy
                    ktoś uprawia seks, czy nie. Twoim jedynym kontrargumentem jest nonsensowne
                    utrzymywanie jakoby w pojęciu "lesbijka" była zawarta informacja o posiadaniu
                    "uczuć wyższych" i to koniecznie skierowanych wyłącznie do osób tej samej płci.

                    • guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 18:00
                      Najwyraźniej nie porozumiemy się, a nawet wiem dlaczego - bo Ty tego
                      nie chcesz.

                      1. Jeśli mówię, że jestem matematykiem - to żeby temu zaprzeczać
                      musiałbyś umieć udowodnić, że nie jestem, inaczej bezpodstawnie
                      zarzucasz mi kłamstwo, a to nie uchodzi. Zresztą - rzecz jest bez
                      znaczenia, napisałem o tym żartobliwie.

                      2. Używasz określenia "identyczne" dla wyrażeń "jestem lesbijką"
                      i "jestem miłośniczką seksu analnego". Nie bocz się, że podjąłem
                      dyskusję z sensownością stawiania tych zdań na tym samym poziomie.
                      Gdybym był tak uparty jak Ty - duskusja skończyłaby się natychmiast -
                      "identyczny" znaczy "tożsamy", w odniesieniu do zdań "znaczący to
                      samo", więc poległbyś w pierwszym starciu.

                      3. Unikając skomplikowanego języka, który gmatwa tylko tę
                      dyskusję: "jestem lesbijką" oznacza "jestem kobietą homoseksualną",
                      a to - wbrew Twojej opinii - nie oznacza, że kobieta odczuwa li
                      tylko pociąg płciowy do innych kobiet. Obejmuje to także wszelkie
                      stopnie fascynacji i miłości, luźno związane z seksem. Tak jak Ty
                      kochasz kobiety będąc heteroseksualnym mężczyzną, tak lesbijka kocha
                      je będąc homoseksualną kobietą. No, chyba że w Twoim mniemaniu
                      heteroseksualność sprowadza się do sfery łózkowej. W takim przypadku
                      pozostałyby tylko wyrazy współczucia. Pojmij to, lesbijka ma do
                      kobiet taki stosunek, jak Ty - heteroseksualny mężczyzna. A co
                      do "uczuć wyższych", o których piszesz - nic o ich nieistnieniu nie
                      mówiłem. Obawiam się, ze to nie logika Cie zawodzi. Brak Ci dobrej
                      woli w dyskusji, świadomie przekręcasz tezy w taki sposób, żeby było
                      Ci łatwiej sprzeciwiać się im. Nadto - naginasz fakty do swoich
                      potrzeb. Wbrew Twojemu kategorycznemu stwierdzeniu - homoseksualizm
                      w swojej definicji odnosi się nie tylko do sfery pociągu płciowego.
                      Polecam elementarną lekturę seksuologiczną.

                      Zaczęliśmy od Twojego zdania "Proszę się nie emocjonować tylko podać
                      mi argument, czym różni się oświadczenie w telewizji "jestem
                      lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką seksu analnego" (bez
                      opisu "techniki")?" Wróćmy do tego: nie widzisz różnicy pomiędzy
                      zdaniami "jestem heteroseksualny" a "lubię klimaty sado-maso"?
                      Hmmm... To już chyba dalsze tłumaczenie nie ma sensu. Po prostu
                      udajesz Greka. Pozostaje tylko współczuć, że niczym nie różniłoby
                      się dla Ciebie zdanie "jestem murzynem" od zdania "nie znoszę
                      brokułów".
                      • aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 18:28
                        > 1. Jeśli mówię, że jestem matematykiem - to żeby temu zaprzeczać

                        Nie zaprzeczam, tylko podkreślam, że takie oświadczenia nie mają nic do rzeczy.
                        Liczą się argumenty

                        > 2. Używasz określenia "identyczne" dla wyrażeń "jestem lesbijką"
                        > i "jestem miłośniczką seksu analnego".

                        Przykro mi, że nie rozumiesz języka polskiego. NIE NAPISAŁEM, że wyrażenia
                        "jestem lesbijką" i "jestem miłośniczką seksu analnego" są identyczne. Naprawdę
                        napisałem "IDENTYCZNIE jest z wyrażeniem...". Taki zwrot po polsku nie oznacza
                        identyczności wyrażeń. Jeśli powiem: "wyrażenie <Janka boli głowa> mówi o stanie
                        zdrowia Janka. Identycznie jest z wyrażeniem <Pawła boli ząb>". Ale z tego nie
                        wynika, że uważam jakoby Janek był identyczny z Pawłem, czy ból głowy z bólem zęba.

                        3. Stosujesz nagminnie wobec mnie erystyczne chwyty ad personam ("brak ci dobrej
                        woli", "udajesz Greka" itp.). Czy tego typu argumentacji nauczono Cię na
                        matematyce? Natomiast dalej idziesz w zaparte utrzymując jakoby w definicji
                        "orientacji seksualnej" zawierało się posiadanie "uczuć wyższych". Raz jeszcze
                        powtarzam, że gdyby tak było, wówczas pozbawiony uczuć wyższych psychopata nie
                        mógłby być określony ani jako osobnik heteroseksualny ani homoseksualny (czy
                        biseksualny). A to jawna bzdura.
                        • guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:11
                          1. A więc matematyka sobie darujmy. Mimo, że naprawdę nim jestem :-)

                          2. Zacząłeś od pytania "czym różni się oświadczenie w
                          telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką
                          seksu analnego" (bez opisu "techniki")?" zakończmy dysputę
                          stwierdzeniem: TREŚCIĄ. Co do oceny podobieństwa oddziaływania tych
                          wypowiedzi na widzów - nie dogadamy się.

                          3. Jeszcze raz powtarzam - nie ma tu żadnych chwytów erystycznych,
                          jesteś ciekawym obiektem obserwacji, a ja się tymi obserwacjami z
                          czytelnikami dzielę. A co do związku libido z uczuciami wyższymi -
                          nie rozstrzygniemy tej kwestii w dyskusji na forum. I nie jest to do
                          niczego potrzebne. Mówimy o dwóch zdaniach: "jestem lesbijką"
                          i "jestem miłośniczką seksu analnego". Spytałem, czy wg Ciebie nie
                          różni się zdanie "jestem heteroseksualny" od zdania "jestem
                          miłośnikiem sado-maso". Odpowiesz?

                          Mnie tak naprawdę nie chodzi o nic więcej, niż to, żeby przestano
                          kojarzyć homoseksualizm *wyłącznie* z seksem homoseksualnym. No,
                          chyba że umówimy się, że heteroseksualizm to pojęcie oznaczające
                          *wyłacznie* seksualną sferę życia. Tylko że to nie miałoby żadnego
                          sensu, bo sfery libido i emocji są ze sobą silnie powiązane. Nie
                          zmieni tego nic, nawet nazywanie tego "jawną bzdurą".

                          Za omyłkę w lekturze ("identyczne" - "identycznie") przepraszam.

                          Pozdrawiam :-)
                          • aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:47
                            > 2. Zacząłeś od pytania "czym różni się oświadczenie w
                            > telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką
                            > seksu analnego" (bez opisu "techniki")?" zakończmy dysputę
                            > stwierdzeniem: TREŚCIĄ.

                            Chyba muszę Ci wytłumaczyć rzecz prościej.

                            Jeśli zapytam "czym różni się oświadczenie <Janek to kretyn> od oświadczenia
                            <Janek to impotent>, to przecież nie chodzi mi o abstrakcyjną "treść", bo
                            naturalnie oba te wyrażenia też różnią się treścią. Chodzi o to, że oba te
                            wyrażenia są obraźliwe i niektórzy słusznie uważają, że nie należy takich
                            oświadczeń wygłaszać publicznie.

                            Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One też naturalnie różnią się
                            treścią, ale rzecz w tym, że oba są deklaracją na temat swych upodobań
                            seksualnych i w tym wypadku również niektórzy uważają, że nie należy takich
                            oświadczeń wygłaszać publicznie. Zwłaszcza nie powinny tego robić nauczycielki.

                            Przy tym - wbrew temu, co Ty twierdzisz - oba te oświadczenia nie zawierają
                            żadnych deklaracji na temat "uczuć wyższych", ich obecności bądź braku. To po
                            prostu zupełnie inna sprawa. Można być lesbijką i mieć uczucia wyższe, a można
                            też być lesbijką i uczuć wyższych nie mieć. Dokładnie tak samo jest z
                            heteroseksualistami. Czyżbyś się z tym nie zgadzał?

                            Deklaracje "jestem heteroseksualny" i "jestem zwolennikiem sado-maso" też są
                            deklaracjami na temat upodobań seksualnych i również uważam, że żadna
                            nauczycielka nie powinna iść do telewizji po to, by takie deklaracje składać.

                            > chyba że umówimy się, że heteroseksualizm to pojęcie oznaczające
                            > *wyłacznie* seksualną sferę życia.

                            Ależ "orientacja seksualna" dotyczy wyłącznie seksualnej sfery życia! Natomiast
                            uczuciowość homo i heteroseksualistów, ich upodobania kulinarne, poglądy
                            polityczne itp. to zupełnie inne sprawy. Oczywiście niektóre te sprawy częściej
                            łączą się z życiem seksualnym jak np. uczucia, choć są zarówno heteroseksualiści
                            jak i homoseksualiści, którzy prowadzą życie seksualne bez zaangażowania
                            uczuciowego. Czyżbyś się z tym nie zgadzał?

                            I na koniec. Sformułowanie

                            > jesteś ciekawym obiektem obserwacji,

                            nie zachęca do dyskusji z Tobą. Jakbyś się czuł, gdybym napisał "lubię czasem
                            pogadać z gejem; to ciekawa rzecz poobserwować takie osobliwe stworzonko".
                            • guglielmo Re: Troszkę logiki 03.06.08, 01:01
                              No, nareszcie - teraz wiemy już co myślisz. Po co było tak
                              komplikować sprawę? Po co zadawać pytania, na które odpowiedź masz
                              gotową?

                              Uważasz, że "Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One
                              też naturalnie różnią się treścią, ale rzecz w tym, że oba są
                              deklaracją na temat swych upodobań seksualnych (...)".

                              Z takim poglądem nie podejmuję się dyskutować - zrównywanie
                              orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami jest zbyt
                              nonsensowne, żeby takie rzeczy wyjaśniać. EOT.

                              Cały dalszy ciąg Twojej wypowiedzi już tylko potwierdza podstawowe
                              nieporozumienie - uparcie twierdzisz, że sfery seksualna i
                              emocjonalna są od siebie zupełnie niezależne, co jest równie
                              absurdalne, jak poprzednia teza. Zatem - również EOT.

                              Co do "ciekawego obiektu obserwacji" - no cóż, przyznaję, że było w
                              tym trochę złośliwości, ale - mam nadzieję, że nie cierpisz zbyt
                              mocno. A jakbym się czuł gdybyś napisał o mnie jako o "osobliwym
                              stworzonku"? Hmmm... Prawie zero wrażenia. Wiesz dlaczego? Bo: po
                              pierwsze - mam wrażenie że tak o mnie myślisz, więc już nie
                              przejąłbym się tym, gdybyś to napisał; po drugie - nie takie rzeczy
                              o mnie pisano i mówiono, przywykłem. Życie członka mniejszości
                              otoczonego nieżyczliwą i nietolerancyjną większością trochę
                              uodparnia.



                              • aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 03.06.08, 02:02
                                > Z takim poglądem nie podejmuję się dyskutować - zrównywanie
                                > orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami jest zbyt
                                > nonsensowne, żeby takie rzeczy wyjaśniać. EOT.
                                >
                                > Cały dalszy ciąg Twojej wypowiedzi już tylko potwierdza podstawowe
                                > nieporozumienie - uparcie twierdzisz, że sfery seksualna i
                                > emocjonalna są od siebie zupełnie niezależne, co jest równie
                                > absurdalne, jak poprzednia teza. Zatem - również EOT.

                                Gdybyś był łaskaw podać, gdzie sformułowałem te poglądy, byłbym wdzięczny. Jest
                                chyba jakaś granica fałszowania cudzych wypowiedzi i dopasowywania ich do swoich
                                fantazji.

                                > pierwsze - mam wrażenie że tak o mnie myślisz


                                Nie masz "wrażenia". Masz nadczynność fantazji. To chyba Twój główny problem.
                                Trudno rozmawiać z kimś, kto w istocie rozmawia sam ze sobą. Pozostaje mi tylko
                                życzyć byś przynajmniej sam ze sobą potrafił się dogadać.
                                • guglielmo Re: Troszkę logiki 03.06.08, 11:06
                                  > Gdybyś był łaskaw podać, gdzie sformułowałem te poglądy, byłbym
                                  wdzięczny.

                                  Ależ proszę bardzo:

                                  "Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One też
                                  naturalnie różnią się treścią, ale rzecz w tym, że *oba są
                                  deklaracją na temat swych upodobań seksualnych*".

                                  Jest chyba jakaś granica fałszowania własnych wypowiedzi i
                                  dopasowywania ich ex post do swoich potrzeb w dyskusji. Dalsza
                                  dyskusja nie ma sensu - najwyraźniej trollujesz.
                                  • aaron_agorenstein No i jednak masz kłopoty z logiką 03.06.08, 12:32
                                    Ponieważ - w odróżnieniu od Ciebie - zakładam, że nie "udajesz Greka", tylko
                                    naprawdę nie rozumiesz pewnych pojęć, postaram Ci się prosto wyjaśnić Twoją
                                    pomyłkę.

                                    Ja rzeczywiście napisałem:

                                    > "Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One też
                                    > naturalnie różnią się treścią, ale rzecz w tym, że *oba są
                                    > deklaracją na temat swych upodobań seksualnych*".

                                    Natomiast Ty tak to przekręciłeś:

                                    > Z takim poglądem nie podejmuję się dyskutować - zrównywanie
                                    > orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami jest zbyt
                                    > nonsensowne, żeby takie rzeczy wyjaśniać. EOT.

                                    Otóż nie "zrównywałem" orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami,
                                    ponieważ pierwsze pojęcie jest szersze (można mieć tę samą orientację, ale różne
                                    upodobania "w detalach"). Niemniej jako szersze zawiera też to węższe.

                                    Podam mniej drażliwy przykład. Kiedy mówię o moim "stanie majątkowym", to nie
                                    jest to to samo, co kiedy mówię "ile mam pieniędzy". Oba te pojęcia różnią się
                                    treścią i zakresem i bynajmniej ich nie "zrównuję". Niemniej kiedy mówię o swoim
                                    stanie majątkowym, to TAKŻE ogólnie mówię, ile mam pieniędzy. Podobnie kiedy
                                    mówię, że jestem heteroseksualistą, to TAKŻE ogólnie mówię o swoich upodobaniach
                                    seksualnych. Każdy, kto prawidłowo rozumie pojęcie "heteroseksualista", wie po
                                    takiej deklaracji, że np. nie lubię, kiedy inny mężczyzna... Tu pominę
                                    obsceniczne szczegóły.

                                    Czy jeszcze czegoś nie rozumiesz? Pytaj, chętnie wyjaśnię.

                                    Na podobnym nieporozumieniu opiera się Twoja wypowiedź, udająca moje rzekome
                                    stanowisko:

                                    > Cały dalszy ciąg Twojej wypowiedzi już tylko potwierdza podstawowe
                                    > nieporozumienie - uparcie twierdzisz, że sfery seksualna i
                                    > emocjonalna są od siebie zupełnie niezależne, co jest równie
                                    > absurdalne, jak poprzednia teza. Zatem - również EOT.

                                    Nigdzie nie twierdziłem, że sfera seksualna i emocjonalna są od siebie
                                    niezależne. Twierdziłem tylko, że definicja "orientacji seksualnej" nie ma
                                    związku z posiadaniem lub nie "uczuć wyższych". Można być lesbijką i mieć
                                    uczucia wyższe i można być lesbijką i ich nie mieć. W samym pojęciu "bycia
                                    lesbijką" informacja taka nie jest zawarta. Temu nie potrafisz zaprzeczyć.

                                    Przykład mniej drażliwy. Wyobraź sobie, że podaję definicję "biegacza przez
                                    płotki" i zaznaczam, że w definicji tej nie ma słowa o wadze ciała. I teraz
                                    wyobraź sobie kogoś, kto czyta tak jak Ty i zaczyna mówić: ach, to absurdalne.
                                    Według niego waga ciała nie ma związku z bieganiem itp. itd.

                                    Czy widzisz teraz swój błąd? Czego jeszcze nie rozumiesz?

                                    Na koniec raz jeszcze podkreślę, że nie jest dobrą metodą wyobrażanie sobie
                                    poglądów oponenta i dopasowywanie ich w ten sposób do własnych uprzedzeń. Takim
                                    uprzedzeniom ("mam wrażenie") dałeś w tej krótkiej dyskusji wyraz wielokrotnie.
                                    Zawsze lepiej po prostu dokładnie czytać. Nie przerzucaj też na mnie swych
                                    ewentualnych pretensji do ludzi, którzy być może w życiu sprawili Ci przykrość.
                                    To, że jestem heterykiem, nie znaczy, że odpowiadam za winy i poglądy wszystkich
                                    innych heteryków, prawda? Spróbuj potraktować mnie tak, jak ja Ciebie próbuję
                                    traktować - jako odrębną, unikalną osobę. OK?
                                    • guglielmo Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 12:40
                                      Dzięki za wyrozumiałe potraktowanie mnie jako nierozumiejącego
                                      pewnych pojęć. Niestety - nic się w moim ich rozumieniu pod wpływem
                                      Twoich pouczen nie zmieniło. Nie przekonałeś mnie.

                                      Postaram się jeszcze raz wyjaśnić, gdzie - moim zdaniem - jest Twój
                                      błąd.

                                      Zacząłeś od (retorycznego) pytania: "czym różni się oświadczenie w
                                      telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką
                                      seksu analnego"". Określam je jako retoryczne, bowiem z dalszych
                                      wypowiedzi wynika, że Twoim zdaniem wygłoszenie tych oświadczeń w
                                      telewizji jest równie niestosowne - bowiem "oba są deklaracją na
                                      temat swych upodobań seksualnych".

                                      I tu właśnie jest problem. Nie mogę zgodzić się z Twoim
                                      stwierdzeniem, że "jestem lesbijką" stanowi "deklarację na temat
                                      upodobań seksualnych". Żaden rozbiór związków logicznych ("jestem
                                      lesbijką" => "pociąga mnie uprawianie seksu lesbijskiego") nie
                                      zmieni tego, że stwierdzenie "jestem lesbijką" określa orientację
                                      psychoseksualną (która - między innymi - determinuje zachowania
                                      seksualne), a "jestem miłośniczką seksu analnego" - właśnie tym, co
                                      zgodziliśmy się nazywać "deklaracją na temat upodobań seksualnych".
                                      Sam to potwierdzasz mówiąc "(...) pierwsze pojęcie jest szersze
                                      (można mieć tę samą orientację, ale różne upodobania "w detalach").
                                      Niemniej jako szersze zawiera też to węższe.".

                                      No właśnie. Czy zdanie "To jest śnieg." można nazwać "określeniem
                                      koloru przedmiotu"? Moim zdaniem nie, niesie ono więcej informacji
                                      niż ta, że przedmiot, o którym zdanie mówi jest biały. Idąc za Twoim
                                      przykładem - "opis stanu majątkowego" to NIE jest "informacja o
                                      zasobach pieniężnych", choć taką informację w sobie zawiera.

                                      Tyle logiki. Nie, cos jeszcze z tej działki: wydaje mi się, że zbyt
                                      pochopnie zarzucasz mi kłopoty z logiką - bo to Ty je
                                      masz. "Obalając" moje twierdzenie, że orientacja obejmuje nie tylko
                                      sprawy seksu ale i uczuć wyższych napisałeś

                                      "No i tu piszesz kompletną nieprawdę! W definicji "orientacji
                                      psychoseksualnej" nie ma NIC o uczuciach wyższych. Przecież możesz
                                      żywić uczucia wyższe do innego mężczyzny (przyjaciela) nie będąc
                                      gejem! Z kolei lesbijka może żywić uczucia wyższe do innych mężczyzn
                                      (chyba że uważasz lesbijki za istoty niezdolne do przyjaźni bez
                                      podtekstu seksualnego).".

                                      Toż to klasyczny sofizmat! Ja mówię "Homoseksualizm obejmuje nie
                                      tylko seksualną, ale i emocjonalną sferę życia.", a Ty "obalasz" to
                                      twierdzenie zdaniami "Heteroseksualista zdolny jest do uczuć
                                      wyższych skierowanych do osób tej samej płci." oraz "Homoseksualista
                                      zdolny jest do uczuć wyższych skierowanych do osób odmiennej płci.".
                                      Obalasz w ten sposób zdania "Tylko homoseksualista jest zdolny do
                                      uczuć wyższych skierowanych do osób tej samej płci."
                                      oraz "Homoseksualista jest zdolny do uczuć wyższych wyłącznie
                                      skierowanych do osób tej samej płci.". Żadne z nich nie jest
                                      równoważne z moim zdaniem. Samowolnie dołożyłeś mi kwantyfikatory,
                                      ot co.

                                      No i teraz - skoro jesteśmy właśnie przy tej kwestii: Twój "dowód"
                                      wyłącznie seksualnego charakteru orientacji seksualnej rozpadł się
                                      logicznie. Ale nie w tym rzecz. Mylisz się nie dlatego, że
                                      zastosowałeś błędne środki dowodowe. Po prostu nie przyjmujesz do
                                      wiadomości definicji "Homoseksualizm = zaangażowanie
                                      psychoemocjonalne i pociąg seksualny pomiędzy osobami tej samej
                                      płci.".

                                      I może na tym zakończmy. Cała ta dyskusja nie ma sensu - mówimy o
                                      różnych rzeczach, używając tych samych słów. Z tego, że (z rażącymi
                                      błędami logicznymi) usiłowałeś dowieść, że orientacja seksualna jest
                                      pojęciem ograniczonym do sfery libido i zachowań seksualnych -
                                      wynika, że taka jest Twoja definicja. Moja jest inna, z tą chyba
                                      przewagą, że w literaturze naukowej to moja jest co najmniej
                                      częściej (a w literaturze współczesnej - niemal wyłącznie) spotykana.
                                      • aaron_agorenstein Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 15:02
                                        Od razu przeskoczę do przykładu "mniej drażliwego".

                                        > Idąc za Twoim
                                        > przykładem - "opis stanu majątkowego" to NIE jest "informacja o
                                        > zasobach pieniężnych", choć taką informację w sobie zawiera.

                                        Znów piszesz nieprecyzyjnie. Obaj zgadzamy się, że nie ma tu tożsamości tj.
                                        "opis stanu majątkowego" nie równa się "informacji o zasobach pieniężnych".
                                        Niemniej obaj również zgadzamy się, że "opis stanu majątkowego" zawiera
                                        informację o zasobach pieniężnych. Jeśli zatem uznajemy, że w jakiejś sytuacji
                                        (np. tajemnica danych osobowych) podanie informacji o zasobach pieniężnych jest
                                        niestosowne, to MUSIMY uznać, że równie niestosowne z tych samych powodów jest
                                        podanie informacji o stanie majątkowym. Właśnie dlatego, że opis stanu
                                        majątkowego ZAWIERA informację o zasobach pieniężnych. Prawda? I tyle logika.

                                        Jeśli idzie o drugą kwestię to pastwiąc się nad moimi rzekomymi sofizmatami
                                        pominąłeś CAŁKOWICIE mój zasadniczy argument. Przypomnę co napisałem:

                                        Można być lesbijką i mieć uczucia wyższe i można być lesbijką i ich nie mieć. W
                                        samym pojęciu "bycia lesbijką" informacja taka nie jest zawarta. Temu nie
                                        potrafisz zaprzeczyć.

                                        Twoje definicja:

                                        > "Homoseksualizm = zaangażowanie
                                        > psychoemocjonalne i pociąg seksualny pomiędzy osobami tej samej
                                        > płci.".

                                        jest po prostu błędna. Na gruncie tej definicji psychopata niezdolny do
                                        zaangażowania psychoemocjonalnego natomiast odczuwający pociąg seksualny nie
                                        może być określony jako homoseksualista (ani - jeśli przyjmujesz symetryczną
                                        definicję heteroseksualizmu - jako heteroseksualista). Jest to nonsens.

                                        Wiem, że chodzi ci po prostu o obronę banalnego faktu, że homoseksualiści są tak
                                        samo zdolni do uczuć wyższych jak heteroseksualiści i że seks homoseksualny nie
                                        powinien być ZAWSZE sprowadzany i redukowany do "fizjologicznych detali".
                                        Przyjąłeś jednak błędną strategię obrony, bo usiłujesz mnie przekonać do
                                        nonsensu, że KAŻDY homoseksualista prowadzi życie seksualne połączone z
                                        zaangażowaniem psychoemocjonalnym. Co jest nieprawdą TAKŻE w odniesieniu do
                                        heteroseksualistów. Po prostu zafundowałeś swojej tezie duży kwantyfikator i
                                        teraz masz kłopoty. Czy to tak trudno przyznać się do pomyłki, zapewne
                                        spowodowanej nie Twoim brakiem wiedzy, ale psychoemocjonalnym zaangażowaniem w
                                        dyskusję, której temat żywo Cię obchodzi :-)
                                        • guglielmo Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 15:52
                                          > Twoje definicja: (...)
                                          > jest po prostu błędna.

                                          Próbujesz negować definicję encyklopedyczną. Poddaję się... Nie mogę
                                          rozmawiać o pojęciu, którego definicję ustalasz Ty, całkowicie
                                          arbitralnie, tworząc definicję sprzeczną z przyjętą w publikacjach
                                          naukowych, a która przez Ciebie została przedstawiona po
                                          zakwestionowaniu Twojej wypowiedzi (czyli - najprawdopodobniej
                                          naginasz ją do swoich potrzeb).

                                          > Znów piszesz nieprecyzyjnie. Obaj zgadzamy się, że nie ma tu
                                          tożsamości tj.
                                          > "opis stanu majątkowego" nie równa się "informacji o zasobach
                                          pieniężnych".
                                          > Niemniej obaj również zgadzamy się, że "opis stanu majątkowego"
                                          zawiera
                                          > informację o zasobach pieniężnych. Jeśli zatem uznajemy, że w
                                          jakiejś sytuacji
                                          > (np. tajemnica danych osobowych) podanie informacji o zasobach
                                          pieniężnych jest
                                          > niestosowne, to MUSIMY uznać, że równie niestosowne z tych samych
                                          powodów jest
                                          > podanie informacji o stanie majątkowym. Właśnie dlatego, że opis
                                          stanu
                                          > majątkowego ZAWIERA informację o zasobach pieniężnych.

                                          Uciekasz od własnego zdania, które analizujemy. "Niestosowność"
                                          pojawiła się później. Jeśli już musisz się tak uparcie bronić -
                                          obroń stwierdzenie, że "To jest śnieg" jest "informacją o kolorze
                                          oglądanego przedmiotu"... Ale już nie przede mną. Ja tu już nie
                                          zamierzam zaglądać. Jak przekonasz kogoś innego niż ja, zawiadom
                                          mnie :-P
                                          • aaron_agorenstein Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 17:37
                                            > oglądanego przedmiotu"... Ale już nie przede mną. Ja tu już nie
                                            > zamierzam zaglądać. Jak przekonasz kogoś innego niż ja, zawiadom

                                            Przyjmuję rejteradę mego adwersarza bez zaskoczenia. Nie potrafił odpowiedzieć
                                            nawet na proste pytanie o orientację seksualną psychopaty pozbawionego wyższych
                                            uczuć, więc widocznie temat był dla niego zbyt trudny. Definicje w
                                            encyklopediach dobrze jest czytać ze zrozumieniem, na przykład zauważając
                                            spójnik "lub" (emotional, romantic, sexual, or affectional attraction), który
                                            też ma określone LOGICZNE konsekwencje.
                                        • guglielmo I wreszcie na koniec... 04.06.08, 16:39
                                          Twój upór, żeby dyskusję toczyć wokół zagadnień językowych i
                                          logicznych ma cechy trollowania.

                                          Tak naprawdę chodzi o odpowiedź na pytanie: czy nauczycielka może
                                          publicznie ujawnić swoją mniejszościową orientację seksualną. Otóż -
                                          moim zdaniem - tak.

                                          Uznam spójność Twojego rozumowania (nie słuszność, spójność!) o ile
                                          na pytanie "Czy nauczycielka może pokazać się w telewizji z mężem?"
                                          odpowiesz - nie, to zdradza jej heteroseksualną orientację, a przez
                                          to - wynikające z tej orientacji upodobania seksualne, które należą
                                          do sfery intymnej i nie powinny być ujawniane publicznie.

                                          Pozdrawiam i żegnam :-)
                        • guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:14
                          Aha, coś jeszcze. Nie pisz, że Ci przykro, że nie rozumiem języka
                          polskiego. Po pierwsze - wiesz dobrze że rozumiem (choć jestem
                          omylny), po drugie - skoro zwalczasz argumenty "ad personam" - sam
                          ich nie stosuj, po trzecie - nie pisz nigdy "przykro mi", kiedy Ci
                          nie jest przykro.
                          • aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:49
                            Jeśli ten wtręt uprzytomnił Ci, jak wyglądają od drugiej strony Twoje argumenty
                            ad personam, to spełnił swoje zadanie.
      • aotearoa Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 12:46
        Droga Aleksandro,
        Z twojej wypowiedzi zakładam że jesteś pedagogiem skoro pracujesz w
        szkole i miałaś do czynienia z dyrektorem na tyle, żeby oceniać jego
        intencje.
        Dlatego, dla dobra wszystkich naszych dzieci w Polsce, mam nadzieję,
        że „lezbijka” to zwykły błąd podczas klepania w klawiature.
        • aaron_agorenstein Bardzo merytorycznie 02.06.08, 12:53
          Niby nic, ale delikatny smrodek puszczony. Patrzcie, "nauczycielka", a jakie
          błędy robi ta "Droga Aleksandra". A może "droga Aleksandra" jest świetną
          nauczycielką od WF-u i robi dla garbiących się dzieci dużo więcej dobrego niż
          wykształciuchowe polonistki, które zawsze prawidłowo napiszą "lesbijka", ale i
          na tym ich zasługi się kończą.
        • aleksandra11 Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 13:58
          tak, jest to blad ortograficzny, mea culpa, mea gapiowatosc
          zazwyczaj rowniez stawiam kropki, przecinki i zaczynam zdania z
          wielkiej litery, co umknelo uwadze poprawiajacego
          swoja droga, ze wzgledu na dzwieczne "b" tak wlasnie powinna
          wygladac spolszczona wersja tego jakze czesto uzywanego na codzien
          wyrazu

      • anka_zet_studio Re: pracowalam przez chwile w tej szkole - odp 02.06.08, 14:21
        Witam Panią.
        Chętnie się z Panią spotkam i porozmawiamy. Jeśli faktycznie
        pracowała Pani w jednej z tych szkół, to wie Pani o różnych
        sprawach, które powinny dyskwalifikować jednego z dyrektorów z
        zawodu, i wie Pani, że lokalna społeczność milczy w tej kwestii.
        Ja nie zdążyłam rozstrzygnąć tych spraw, ale wierzę, że może pojawi
        się ktoś, kto powstrzyma tego Pana przed byciem dyrektorem, dla
        dobra dzieci.

        Natomiast dyrektor drugiego gimnazjum (pracowałam na jednym etacie
        za ok. 800 zł brutto w 2 gimnazjach i w 2 podstawówkach
        charytatywnie:)) jest "porządnym" człowiekiem - i prawdopodobnie
        Jego miała Pani na myśli w swojej wypowiedzi - miałam o Nim bardzo
        dobre zdanie i byłam zasmucona, dowiadując się, że używał takich
        argumentów w rozmowie, o jakich się dowiedziałam.

        Sytuacja jest taka, że historię opowiedziała mi osoba (specjalnie
        nie podaję płci), która zna to z bezpośrednich przekazów:
        okoliczności pożegnania mnie jak i plotki o tym, że jestem pedofilem
        i dlatego zostałam zwolniona i jak postanowiono, że właśnie takiego
        argumentu będzie się używało, żeby wytłumaczć moją nieobecność.

        Każdy prawnik wie o tym, żeby udowodnić prawdziwość plotki potrzeba
        świadków, którzy zeznają, że ją słyszeli. Jeśli ktokolwiek zna małe
        społeczości to wie, że jest to awykonalne. Ja to rozumiem i nie
        oczekuję od mieszkańców innego rozwiązania.


        Jeśli w tym miejscu czytają to osoby z tych szkół to informuję, że
        zawsze będę twierdzić, że kadra była świetna i oddana dzieciom (z
        pewnymi wyjątkami, jakie się wszędzie zdarzają), że bardzo lubiłam
        pracować w tych szkołach i zawsze cieszyłam się z każdych sukcesów
        dzieci. Pamiętam Was, kochani, często o Was myślę i zastanawiam się,
        czy podążacie w kierunku rozwoju, co Wam zawsze polecałam. ;). Nie
        rywalizujcie ze sobą (wiecie, co mam na myśli :)).
        Działajcie wspólnie.
        Mieszkacie ze sobą i możecie tworzyć bardzo fajną lokalną
        społeczność pełną możliwości. Na pewno znacie zespół muzyczny, który
        z Waszej miejscowości robi oszałamiającą karierę! Mam Ich płytę i
        lubię jej słuchać i zawsze wtedy przypominam sobie Pokój Pedagog
        Szkolnej i Was rozmawiających ze mną...

        Podobny sukces jest w Waszych rękach! Życzę Wam tego.
        Mam nadzieję, że rozwijacie zainteresowania i pasje, jakie Wam
        towarzyszyły, kiedy się znaliśmy.
        Mam nadzieję, że zostaniecie dobrymi ludźmi, że tych niespełna 4
        miesięcy kontaktu z lesbijką, (którą bardzo lubiliście i od samego
        początku Wy - dzieci - rozpoznałyście mnie z telewizji i Wam -
        dzieciom - to nie przeszkadzało. Zostałam pozbawiona pracy wtedy,
        gdy dowiedzieli się dorośli) otworzy Was na tolerancyjne postawy w
        Waszych życiach.

        Mam nadzieję, że wybraliście dobre ścieżki Waszego życia. Każdej z
        Was i Każdemu życzę miłości, szczęścia i spełnienia marzeń.


        Serdecznie wszystkich pozdrawiam i zapewniam, że nie będę nikogo
        ścigała po sądach ani brała na świadków.
        Mam nadzieję, że to wydarzenie będzie dla Państwa okazją do
        zastanowienia się nad Waszymi decyzjami, jeśli pojawi się podobna
        okoliczność w przyszłości.
        Pamiętajmy o elementarnej zasadzie wielkiego człowieka
        Zamoyskiego: "Takie będą Rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie.",
        co polecam pamięci wszystkim dorosłym, nie tylko nauczycielom czy
        pedagogom.
        • aleksandra11 Re: pracowalam przez chwile w tej szkole - odp 02.06.08, 14:31
          cholera. jak to czytam, to strasznie mi sie robi przykro.
          nie bardzo wiem, czy bede mogla Pani pomoc, pracowalam w jednym
          gimnazjum i w jednej podstawowce jedynie przez chwile i moge
          powiedziec, ze nie robiono z tej sprawy jakiejs strasznej sensacji,
          dowiedzialam sie o niej wlasciwie przez przypadek i podano mi
          wlasnie takie uzasadnienie, o pedofilii nigdy nic nie uslyszalam.
          poza tym wypowiadano sie o Pani dobrze i cieplo, ale rozumiem, ze
          dla konserwatywnej, katolickiej spolecznosci sprawa odmiennej
          orientacji seksualnej (zwlaszcza u kobiety) byla nie do
          przeskoczenia.
          pozdrawiam cieplo i zycze nieustajacych sukcesow.
      • ally Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 14:31
        > oskarzeniami o pedofilie! akurat tego dyrektora wspominam z
        > sympatia, to nie byl cwok ani glupol,

        oj chyba jednak byl :-)
        • aleksandra11 Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 14:42
          wydaje mi sie, ze przede wszystkim musial byc strasznym
          konformista...
    • slavko.matejovic Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 11:37
      Ale chcę coś zauważyć. Dobrze że jakiegoś biednego faceta nie
      złapały bo miałby biedak przechlapane. A tak się dobrały - ja jestem
      brzydka, ty jesteś brzydka, po co w to angażować jeszcze dwóch
      niewinnych mężczyzn :)
      • guglielmo Re: Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 12:22
        Niezwykle dowcipne, głębokie i subtelne, gratulacje Drogi Slavko.
      • milena.rl Re: Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 12:30
        Jak widzę "-vić" od razu wiem na jakim poziomie będzie wypowiedź.
        Jesteście jeszcze na poziomie jaskiniowców, cud że się jeszcze
        totalnie nie wybiliście.
        • aaron_agorenstein No poszę jaki światły, tolerancyjny człowieczek 02.06.08, 12:44
          Już po końcówce nazwiska poznaje, kto kim jest. Nawet nazistom samo "żydowsko
          brzmiące nazwisko" nie wystarczyło, no ale w "Gazecie" postęp poszedł już dalej...
        • guglielmo Re: Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 12:55
          Nie masz racji Mileno. Wpis Slavko jest po prostu niemądry, ale jego
          nazwisko nie ma z tym nic wspólnego. Teksty rodzą się w głowie, nie
          w paszporcie.
    • pcx do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 12:17
      1. dlaczego w Polsce tak często używa się określenia "gej" zamiast
      homoseksualista ?
      2. czy możecie zdefiniować pojęcie "homofobia" i uzasadnić używanie
      tylko w kontekscie osob homoseksualnych ?
      3. liczę tylko na poważne odpowiedzi !
      • guglielmo Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 12:38
        1. zapewne dlatego, że nie mówi się "wkrętak" tylko "śrubokręt",
        nie "nieżyt śluzówki nosa" tylko "katar" i nie "podatek od wartości
        dodanej" tylko "VAT". "Gej" to sympatyczne (ze względu na
        źródłosłów), zwięzłe i potoczne określenie, "homoseksualista" to
        wyrażenie encyklopedyczne.

        Aha, przy okazji - co to ma za znaczenie?

        2. pl.wikipedia.org/wiki/Homofobia - akurat to hasło w
        Wikipedii jest godne zaufania, bo solidnie udokumentowane literaturą.
        • pcx Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 15:15
          guglielmo napisał:

          > 1. > "Gej" to sympatyczne (ze względu na
          > źródłosłów), zwięzłe i potoczne określenie, "homoseksualista" to
          > wyrażenie encyklopedyczne.
          >

          > 2. pl.wikipedia.org/wiki/Homofobia - akurat to
          hasło w Wikipedii jest godne zaufania, bo solidnie udokumentowane
          literaturą.

          1. to od razu zacznijmy nazywać "gejów" WESOŁKAMI, taki przecież
          jest źródłosłów :-)))
          2. link jest super, zwłaszcza argumenty przeciw :-)))
          • guglielmo Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 18:08
            1. A możesz wyjaśnić, czemu tak Cię interesuje kompletnie marginalna
            kwestia nazewnicza? Naprawdę siedzimy tu po to, żeby się nad taką
            duperelą rozwodzić? Tekst jest o życiu, a nie o nazewnictwie.
            Szczerze mówiąc - możesz o mnie mówić nawet "pedał" (choć to
            umiarkowanie sympatyczne - a przez to niegrzeczne). Bardziej
            interesuje mnie - co myślisz o mniejszościach, jak wobec nich
            postępujesz.

            2. Link jest super bo stanowi odpowiedź na Twoje pytanie. Nie chodzi
            ani o argumenty za ani przeciw, tylko o wiedzę.

            Pozdrawiam :-)
            • pcx Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 22:25
              guglielmo napisał:

              > 1. A możesz wyjaśnić, czemu tak Cię interesuje kompletnie
              marginalna
              > kwestia nazewnicza? Naprawdę siedzimy tu po to, żeby się nad taką
              > duperelą rozwodzić? Tekst jest o życiu, a nie o nazewnictwie.
              > Szczerze mówiąc - możesz o mnie mówić nawet "pedał" (choć to
              > umiarkowanie sympatyczne - a przez to niegrzeczne). Bardziej
              > interesuje mnie - co myślisz o mniejszościach, jak wobec nich
              > postępujesz.
              >
              > 2. Link jest super bo stanowi odpowiedź na Twoje pytanie. Nie
              chodzi
              > ani o argumenty za ani przeciw, tylko o wiedzę.
              >
              > Pozdrawiam :-)

              1. lubię nazywać rzeczy (choć w tym przypadku o rzeczch mowy być nie
              może) po imieniu, a jednocześnie pasjami nie cierpię zachwaszczania
              języka polskiego, zwłaszcza przez pochodzące od anglosasów słowa-
              klucze.
              2. jeszcze raz napiszę, że link jest świetny, nie zmienia to postaci
              rzeczy, że określenie "homofobia" jest głupie...
              Agora-, arachno i inne przedrostki fobii pokazuja czego ktoś się
              chorobliwie obawia. Z określenia homo-fobia (celowo tak piszę) mżna
              wnioskować, że ktoś chorobliwie boi się ludzi...

              PS
              mój stosunek do mniejszości to temat do dużo szerszej dyskusji, niż
              ta, którą możemy toczyć na forum, To raczej filozofia wolności
              jednostki w społeczeństwie i jej (wolności) granic .

              Pozdro.


              • guglielmo Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 03.06.08, 01:15
                1. Oba określenia znaczą to samo i oba są obce, więc mówiąc tak czy
                tak - nazywasz "rzecz" po imieniu i używasz wyrazów spoza języka
                polskiego. Poza tym nie jesteśmy na seminarium językowym, rozmawiamy
                tu o tekście nieco poważniejszych spraw dotyczącym.

                2. Masz poniekąd rację w sprawie konstrukcji wyrazu "homofobia". Ale
                znów - rozmawiajmy o rzeczach, nie o nazwach. "Bielizna" rzadko bywa
                dziś biała, "spodnie" są odzieniem wierzchnim, a "prześcieradło" z
                przyczyn zupełnie pozaznaczeniowych może kojarzyć się ze "ścierą".

                No, ale skoro Twój "stosunek do mniejszości to temat do dużo
                szerszej dyskusji, niż ta, którą możemy toczyć na forum" - to chyba
                nie pogadamy. Ja tu jestem właśnie po to, żeby dyskutować o tym, co
                jest tematem komentowanego artykułu. A to nie jest artykuł o
                zjawiskach językowych.

                Pozdrawiam
      • milena.rl co to znaczy poprawny politycznie? 02.06.08, 17:55
        Świecki? To dobrze - Polska - póki co jest państwem świeckim.
        Poprawności religijnej szukaj w Watykanie.
        • nick3 Mniej więcej tyle co "wróg ludu":))) 04.06.08, 22:32

          Tylko że w czarnej, a nie w czerwonej, nowomowie.
    • tees1 i taka jest prawda 02.06.08, 13:02
      Ludzie nie maja pretensji do tego, ze "baba z baba" mieszka, bo nie
      jest w stanie mezczyzny pokochac. Nie takie wady wrodzone sie
      zdarzaja. Przeciez gdyby mogla, to nie wybralaby tego, ani nie
      zyczyla takiego przypadku swoim bliskim. Mozna sie dziwic, ze jej to
      nie przeszkadza i nie chce tego zmienic. Pewnie to trudno.

      Natomiast nie mozna uznac odstepstw od normy za rzecz pozadana i
      nagradzac ich przywilejami malzenstwa. Gdy sie przyjrzec, przywilej
      malzenstwa dostepny jest dla bardzo waskiej grupy osob.
      • guglielmo Re: i taka jest prawda 02.06.08, 13:35
        > Natomiast nie mozna uznac odstepstw od normy za rzecz pozadana i
        > nagradzac ich przywilejami malzenstwa. Gdy sie przyjrzec,
        przywilej
        > malzenstwa dostepny jest dla bardzo waskiej grupy osob.

        Małżeństwo samo w sobie nie jest żadnym przywilejem i jest
        powszechnie dostępne pełnoletnim osobom stanu wolnego, w pełni
        zdolnym do czynności prawnych. Mówisz zapewne o przywilejach
        wynikających z zawarcia małżeństwa.

        Pomińmy to, co żadnym przywilejem nie jest (prawo do otrzymywania
        informacji o stanie zdrowia partnera, prawo do reprezentowania go w
        różnych sytuacjach, możliwość współposiadania mieszkania
        spółdzielczego itp.). Takie rzeczy nie są przywilejami bo nic
        społeczeństwo nie kosztują.

        Drażliwe są dla wrogów: wspólne opodatkowanie, dziedziczenie
        ustawowe, świadczenia rentowe po śmierci jednego z partnerów itp. -
        to wszystko, co wiąże się z kosztami społecznymi.

        Takie koszta są zrozumiałe - o ile ze sformalizowania związku
        społeczeństwo ma jakąś korzyść. Otóż - ma! Ludzie żyjący w
        uregulowanych związkach pracują lepiej, rzadziej chorują, nie
        potrzebują opieki społecznej bo zapewnia im opiekę partner,
        popełniają mniej czynów karalnych... Jednym słowem - partner
        zdejmuje ze społeczeństwa wiele obowiązków, a życie w związku
        sformalizowanym polepsza społeczną pożyteczność danej osoby. To nie
        wymysły tylko wyniki dawno już znanych badań.

        Nie można mówić o "uznaniu odstępstw od normy za rzecz pożądaną i
        nagradzaniu". Odstępstwa nie znikną, nawet jeśli będziemy zaklinać
        rzeczywistość bez końca. Pożądane - czy nie. Zresztą - czemu
        niepożądane? Co komu do tego z kim kto się kocha? Robi jakąś krzywdę
        innym? Czemu miałoby to być "niepożądane"?
        • aaron_agorenstein Niezbyt to spójne 02.06.08, 13:55
          Kilka słów komentarza:

          > Pomińmy to, co żadnym przywilejem nie jest (prawo do otrzymywania
          > informacji o stanie zdrowia partnera, prawo do reprezentowania go w
          > różnych sytuacjach, możliwość współposiadania mieszkania
          > spółdzielczego itp.).

          Wszystkie te sprawy powinny być dostępne dwóm/dwojgu ludziom niezależnie od
          tego, jaki jest charakter ich związku (tj. czy prowadzą wspólne życie seksualne,
          czy tylko po postu się lubią). Zgadza się Pan, czy nie?

          > Drażliwe są dla wrogów: wspólne opodatkowanie, dziedziczenie
          > ustawowe, świadczenia rentowe po śmierci jednego z partnerów itp. -
          > to wszystko, co wiąże się z kosztami społecznymi.

          Zwrot "drażliwe dla wrogów" to chwyt retoryczny, odpowiednio "ustawiający
          sprawę". Niemniej znów prosiłbym o argument, dlaczego musiałbym się zadeklarować
          z przyjacielem jako "związek homoseksualny", by otrzymać te przywileje. Czy dwie
          przyjaciółki-staruszki mieszkające razem powinny się zadeklarować jako lesbijki,
          żeby nie mieć ewentualnych kłopotów z dziedziczeniem?

          Jak Pan widzi, kwestia jest w prawodawstwie ogólnym, a nie mp. w
          "dyskryminowaniu homoseksualistów". Przyjaciele nie-homoseksualiści są
          identycznie dyskryminowani! (o ile uznamy obecną sytuację za dyskryminację)
          • guglielmo Re: Niezbyt to spójne 02.06.08, 18:28
            > Wszystkie te sprawy powinny być dostępne dwóm/dwojgu ludziom
            niezależnie od
            > tego, jaki jest charakter ich związku (tj. czy prowadzą wspólne
            życie seksualne,
            > czy tylko po postu się lubią). Zgadza się Pan, czy nie?

            Nie. Ale nie będę się na ten temat rozwodzić, bo właśnie od
            słów "Pomińmy to..." ten akapit zacząłem.

            > Zwrot "drażliwe dla wrogów" to chwyt retoryczny,
            odpowiednio "ustawiający
            > sprawę".

            Nie, to efekt wieloletniej lektury wypowiedzi osób agresywnie
            zwalczających formalizację związków jednopłciowych. Ale mogę
            zastąpić go wyrażeniem "Budzące kontrowersje:...". Nie w tym rzecz.

            > Niemniej znów prosiłbym o argument, dlaczego musiałbym się
            zadeklarować
            > z przyjacielem jako "związek homoseksualny", by otrzymać te
            przywileje. Czy dwie
            > przyjaciółki-staruszki mieszkające razem powinny się zadeklarować
            jako lesbijki,
            > żeby nie mieć ewentualnych kłopotów z dziedziczeniem?

            Prawodawstwo większości państw, które wprowadziły różne formy
            formalizacji związków nie wymaga żadnej deklaracji w przedmiocie
            życia seksualnego - a więc argument jest zupełnie chybiony. Może
            Szanowny Pan zawrzeć taki związek ze swoim przyjacielem nie
            podpisując niczego, co by zobowiązywało nawet do jednego pocałunku,
            a tym bardziej sypiania w jednym łóżku :-)

            > Jak Pan widzi, kwestia jest w prawodawstwie ogólnym, a nie mp. w
            > "dyskryminowaniu homoseksualistów". Przyjaciele nie-
            homoseksualiści są
            > identycznie dyskryminowani! (o ile uznamy obecną sytuację za
            dyskryminację)

            Być może Jaśnie Pan ma rację, o czym zresztą napisałem już w
            poprzednim akapicie. Jednak rozmydlanie zagadnienia nie służy
            niczemu dobremu - mówimy tu o homoseksualistach i ich związkach. Ale
            to, że najduję w Waszmości zwolennika jeszcze szerszego rozwiązania -
            to tylko mnie cieszy :-) Pójdziemy więc ręka w rękę (Boże broń nie
            proponuję trzymania się za ręce! To tylko takie wyrażenie), ja
            domagać się możliwości zawarcia związku z człowiekiem, którego
            kocham, Wielmożny Pan - z Pańskim przyjacielem :-)

            --------------------------------------------------

            A nie moglibyśmy pisać "Ty", jak to na forach przyjęto? ;-)


            • aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 02.06.08, 18:37
              > > Wszystkie te sprawy powinny być dostępne dwóm/dwojgu ludziom
              > niezależnie od
              > > tego, jaki jest charakter ich związku (tj. czy prowadzą wspólne
              > życie seksualne,
              > > czy tylko po postu się lubią). Zgadza się Pan, czy nie?
              >
              > Nie. Ale nie będę się na ten temat rozwodzić

              Ależ rozwiedź się! To zawsze bardzo ciekawe, kiedy ludzie walczący o jakieś
              prawa dla siebie, jednym tchem odmawiają tych samych praw innym. I nawet nie
              chce im się podać argumentów.
              • guglielmo Re: Niezbyt to spójne 03.06.08, 11:24
                Chyba nie doczytałeś do końca - poruszyłem kwestię szerszego dostępu
                do przywilejów związanych z różnymi związkami. Niczego nikomu nie
                odmawiam, ale nie sądzę, żeby sztuczne poszerzanie tematu było
                sensowne, więcej - z doświadczenia wiem, że w tego rodzaju sporach
                służy rozmydleniu kwestii, o której mowa i marginalizowaniu jej
                znaczenia. Tekst, pod którym się wypowiadamy dotyczy związków
                homoseksualnych i dyskryminacji mniejszości seksualnych. To, że nie
                mam ochoty rozszerzać tematu na np. problemy mniejszości żydowskiej -
                nie oznacza, że jestem antysemitą.
                • aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 03.06.08, 12:48
                  > odmawiam, ale nie sądzę, żeby sztuczne poszerzanie tematu było
                  > sensowne, więcej - z doświadczenia wiem, że w tego rodzaju sporach

                  W tym punkcie właśnie się różnimy. Ja uważam, że mamy tu do czynienia ze
                  sztucznym ZAWĘŻENIEM. Wszystkie problemy dotyczące dwóch partnerów/partnerek
                  seksualnych dotyczą także par (albo i nawet grup!) przyjacielskich. Samo życie
                  niejako wrzuca ich wszystkich "do jednego wora". Sztuczne jest dopiero
                  wyodrębnianie z tego "wora" określonej grupy i walczenia o zmianę prawa pod
                  hasłem "walki z dyskryminację mniejszości seksualnych".

                  Jeśli jestem brunetem i walczę o to, żeby bruneci mogli bez przeszkód odwiedzać
                  innych brunetów w szpitalu, powinienem mieć bardzo mocne argumenty, dlaczego
                  pomijam blondynów i nie walczę po prostu o to, by każdy każdego mógł swobodnie
                  odwiedzać w szpitalu. Uwagi, że to "sztucznie poszerza", "rozmydla" itp. to
                  zdecydowanie za mało. Oczywiście brunet może się przy swoim stanowisku po prostu
                  upierać (ja - brunet, obchodzą mnie bruneci), ale wtedy inni mają prawo
                  traktować go jako bruneta-szowinistę.
                  • guglielmo Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 13:12
                    > Wszystkie problemy dotyczące dwóch partnerów/partnerek
                    > seksualnych dotyczą także par (albo i nawet grup!) przyjacielskich.

                    Nie "partnerów seksualnych". Małżonkowie nie są "partnerami
                    seksualnymi". Znów popełniasz ten sam, co w równoległej dyskusji
                    błąd - nazywasz określeniem węższym to, co niesie treść szerszą.

                    I nie "wszystkie problemy". Nie chciałem wchodzić w tę poszerzoną
                    dyskusję, bo ona nie poszerza z brunetów na brunetów i blondynów, to
                    manipulanckie porównanie. Problem formalizacji związków
                    homoseksualnych jest istotnie wyróżniony - przez założenie, że
                    związek taki jest z założenia monogamiczny. Twoje
                    przykłady "związków" i "grup" (np. przyjacielskich) należą do
                    kategorii, które z żadnych, ani obiektywnych, ani zwyczajowych
                    powodów nie zakładają wyłączności ("grupy" są tej wyłączności nawet
                    zaprzeczeniem).

                    Zgadzam się, że "związek", który jest wart przywilejów związanych z
                    trwaniem w nich (czyli przynoszący społeczne korzyści, za które
                    społeczeństwo "płaci" przywilejami) nie musi być związkiem opartym
                    na miłości rozumianej tak, jak łącząca małżonków. Nie jest jednak
                    prawdą, że równie naturalne byłoby sformalizowanie związków
                    przyjacielskich, jak homoseksualnych. A to dlatego, że przyjaźń nie
                    żywi się wyłącznością, a miłość - tak (przynajmniej w najszerzej
                    przyjętym w naszym kręgu kulturowym modelu).

                    Dlatego: po pierwsze - problem formalizacji związków
                    homoseksualnych, jako najbardziej przypominających związki
                    heteroseksualne posiadające formalizację w postaci małżeństwa jest
                    ważniejszy, po drugie - jest znacznie łatwiejszy do uregulowania,
                    bowiem formalna strona jest do skopiowania z niewielkimi
                    modyfikacjami z instytucji małżeństwa.

                    Natomiast formalizacja związków "przyjacielskich" wymagałaby albo
                    narzucenia odpowiednika monogamii (sprzecznego z naturą przyjaźni)
                    albo zbudowania dość skomplikowanego modelu prawnego związków
                    niemonogamicznych, z czym jesteśmy w szczerym polu.

                    Na koniec: nie gniewaj się, ale ja zbyt wiele razy słyszałem zarzuty
                    podobne do Twoich. "Czemu walczysz z antysemityzmem, przecież należy
                    walczyć z dyskryminacją wszelkich mniejszości narodowych i
                    rasowych!", "Czemu walczysz z łapówkarstwem wśród urzędników,
                    przecież łapówkarstwo w innych zawodach jest również szkodliwe!"
                    itd. itp. To bez sensu. Tak rozumując należałoby rzucić
                    hasło "Walczmy ze złem wszelakim!" i pod takim transparentem biegać
                    we wszystkoistycznym amoku - nie załatwiając niczego. Ponadto - nie
                    zarzucam Ci tego, ale uświadamiam, że na podobne podejrzenie się
                    narażasz - to rozszerzanie jest stosowane przez przeciwników zmian
                    jako środek do rozmycia problemu i utrudnienia znalezienia
                    rozwiązań, od których oczekuje się uniwersalności, swoista
                    obstrukcja.

                    W skrócie: sposób na pomoc związkom homoseksualnym już jest gotowy i
                    należy go wprowadzić w życie. Nie przeszkadza to dalszemu myśleniu o
                    podobnej pomocy innym związkom, grupom czy układom.
                    • aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 15:14
                      Przyjąłem do wiadomości, że w tej kwestii nie różnimy się jakoś fundamentalnie,
                      ale "strategicznie". Niemniej na koniec chciałbym podkreślić, że strategia nie
                      jest obojętna, jeśli chodzi o "społeczny wizerunek" problemu.

                      Proste pytanie. Załóżmy, że gotowy jest i dopięty projekt zwrotu majątku
                      żydowskiego, natomiast kwestie zwrotu mienia innym grupom są "w szczerym polu".
                      Czy przyjęcie takiego projektu doprowadzi do radykalnego wzrostu antysemityzmu.
                      Naturalnie! W dodatku antysemityzmu "przekonującego", podbudowanego racjonalną i
                      prawdziwą argumentacją! Jeśli zatem zależy Panu na zdecydowanym wzroście
                      nastrojów "antygejowskich", proszę kontynuować...
                      • guglielmo Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 16:25
                        Niestety, i ten argument jest już zgrany. A odpowiedź jest prosta:
                        nie myśl za mnie i nie pochylaj się z troską nad tym, jak silniej
                        będę prześladowany na skutek moich nieroztropnych działań. Nie
                        potrzebuję takiej opieki. Sam sobie dam radę. Ach, wiem, musisz
                        przeciwdziałać temu, co może spodowodować zło, nawet jeśli to zło
                        nie dotyka Ciebie, a sami zainteresowani potrafią je wkalkulować w
                        swoje poczynania. Wiesz, zamiast tych górnolotnych deklaracji i
                        szlachetnie brzmiących zapewnień - zrób cos pożytecznego. Na
                        przykład ochroń jednego człowieka przed czymś złym, co mu grozi, a
                        on pomocy naprawdę potrzebuje i szuka jej. Takich "strategów dobra",
                        którzy nie robią nic, bo rozwiązania są jeszcze nie dość
                        uniwersalne, a zawsze może wyjść z tego coś złego - nikomu nie
                        potrzeba.

                        Albo przyznaj po prostu, że jesteś przeciw i nie kombinuj z
                        argumentami, od których mdło się robi, tyle razy już były w ramach
                        pełnej hipokryzji troskliwości wysuwane.
                        • aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 17:44
                          > Albo przyznaj po prostu, że jesteś przeciw i nie kombinuj z
                          > argumentami, od których mdło się robi, tyle razy już były w ramach
                          > pełnej hipokryzji troskliwości wysuwane.

                          Mój adwersarz do pewnego momentu próbował przynajmniej udawać kulturalnego
                          człowieka. Gdy jednak zabrakło mu argumentów, maska opadła...

                          Dla niego z pewnością niczego nie warto robić. Z takim tupetem i arogancją
                          niewątpliwe da sobie w życiu radę sam.
                          • guglielmo Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 21:03
                            Hehehe, ogłoś swoje zwycięstwo w najbardziej wzniosłych słowach,
                            jakie potrafisz znaleźć, nie zostaniesz od tego zwycięzcą...

                            Jak się miewa śnieg i zamężna nauczycielka, mądralo?

                            Ubawiłeś mnie uwagą na temat "or". "Or" użyte tak, jak w zdaniu,
                            które cytujesz oznacza, że wystarczy jedna cecha z wymienionych, by
                            przedmiot podpadał pod definicję. Zatem homoseksualistą (wedle tej
                            definicji) jest również osoba, która odczuwa *wyłącznie* "romantic
                            attraction" w stosunku do innej osoby tej samej płci, nawet bez
                            żadnego innego z wymienionych rodzajów "attraction". Sam się topisz.
                            • aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 05.06.08, 00:59

                              > Zatem homoseksualistą (wedle tej
                              > definicji) jest również osoba, która odczuwa *wyłącznie* "romantic
                              > attraction"

                              Ależ oczywiście, że MOŻE tak być. Ale nie MUSI. Niczego innego nie pisałem. To
                              Ty utrzymywałeś, że posiadanie "uczuć wyższych" to konieczna cecha "lesbijki". Z
                              definicji wynika, że lesbijką może być też osoba, która odczuwa wyłącznie pociąg
                              seksualny, bez żadnych uczuć. Jednak nie znasz logiki.

                              > Jak się miewa śnieg i zamężna nauczycielka, mądralo?

                              Śnieg i zamężna nauczycielka to Twoje fantazje, które nijak się mają do moich
                              wypowiedzi. Jednak nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

                              Co do braku dobrego wychowania to już wystarczająco zademonstrowałeś go
                              wcześniej. Niemniej Twój kolejny post potwierdza, że jesteś zwykłym chamem.
                              • guglielmo Re: Niezbyt to spójne 05.06.08, 10:41
                                Nie denerwuj się, nie ma czym. Palnąłeś parę bzdur i nic wielkiego
                                się nie stało, każdemu się zdarza.

                                Nie uda Ci się zakląć rzeczywistości okrzykami "Jednak nie znasz
                                logiki" - w chwili, kiedy to ja Ci wykazałem, że popełniłeś błąd
                                logiczny.

                                Podobnie - nie unikniesz porażki w dyskusji uciekając od odpowiedzi
                                na pytania o śnieg i zamężną nauczycielkę i ogłaszając, że są to
                                moje fantazje, które nijak się mają do Twoich wypowiedzi.

                                Konstatacja jakobym nie umiał czytać ze zrozumieniem to Twoja
                                fantazja, a raczej nędzny środek obrony w sytuacji, gdy poległeś -
                                właśnie na polu czytania ze zrozumieniem i elementarnej logiki.

                                Rozumiem, że chamstwem jest dla Ciebie złośliwe (nie ukrywam)
                                nazwanie Cię "mądralą" i napisanie, że utopiłeś się sam "analizując"
                                definicję homoseksualizmu. Zgłoś mój post do skasowania, niech
                                mederator oceni. Przy okazji pamiętaj - to Ty pokrzykiwałeś na
                                argumenty "ad personam". Twój post składa się niemal wyłącznie z
                                epitetów pod moim adresem. To już nie są nawet argumenty "ad
                                personam". To zwykłe ujadanie.
                                • aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 05.06.08, 13:40
                                  > To zwykłe ujadanie.

                                  Miałeś tu podobno się już nie pokazywać? Również kłopoty z pamięcią? Na dalszą
                                  rozmowę nie licz, agresywny chamusiu. Moderatora takim planktonem nie będę
                                  zanudzał - reprezentujesz w końcu pewien internetowy standard. To tak jakby
                                  skarżyć się, że mucha napaskudziła mi na stole. Pa pa!
                                  • guglielmo :-D 05.06.08, 15:08
                                    Pokazuję się gdzie chcę i kiedy chcę, nie muszę sie u Pana Aarona
                                    odmeldowywać w tym celu. Po raz kolejny odszczekujesz się, nie dość,
                                    że głupio - to już naprawdę na żałosnym poziomie wychowania. A
                                    pytania, na które nie umiesz odpowiedzieć - pozostaną bez
                                    odpowiedzi. Rozumiem, trudno przyznać się do błędu - jeśli ktoś
                                    uważa się za Wszechwiedzącego Logika, Autorytet Seksuologiczny,
                                    Najdoskonalszego Wychowawcę Lesbijek i Nieomylnego Strażnika
                                    Moralności Programów Telewizyjnych. Pa trollu, pa :-)
                                    • casablanca777 Do guglielmo i aarona 05.06.08, 16:09
                                      Guglielmo! Jesli naprawde jestes gejem to wstyd mi za twoje zachowanie i kompromitowanie naszej spolecznosci. Zachowujesz sie na prawde po chamsku i jeszcze piszesz kompletne bzdury bez sensu. A moze wcale nie jestes gejem tylko masz radosc jak potem ludzie mysla ze wszyscy geje sa tacy jak sie prezentujesz? Po stylu to bym bardziej cie uznal za jakiegos nudzacego sie wszechpolaka.

                                      Aaron! Nie przejmuj sie! Nie wszyscy geje sa porabani. Nie wiem czy tu jeszcze zajrzysz wiec wysylam ci wiadomosc na priwa z moim zdaniem o tej sprawie. Tu nie chce pisac bo po co sie narazac na chamskie docinki.
                                      • guglielmo Re: Do guglielmo i aarona 05.06.08, 17:40
                                        Casablanco! Nie wstydź się! W przeciwieństwie do Ciebie nie roszczę
                                        sobie pretensji do "reprezentowania naszej społeczności". Wstydź się
                                        lepiej za siebie - pisanie o czyichś wypowiedziach "kompletne bzdury
                                        bez sensu" bez słowa uzasadnienia - kompromituje Cię. Myślę, że nie
                                        zapoznałeś się z całością dyskusji pomiędzy Aaronem a mną i niezbyt
                                        dokładnie przeliczyłeś epitety, którymi on mnie obdarzył zamiast
                                        odnieść się do moich argumentów. Nie zadałeś sobie również trudu, by
                                        sprawdzić jaką "twórczość" uprawia Aaaron w innych miejscach
                                        serwisu. Polecam Ci szczególnie subtelne jego wypowiedzi:
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=26269632&a=26298019
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=32130111&a=32160780
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=933&w=39155627&a=39179647
                                        Tutaj znajdziesz zaś odsyłacz do twórczości, którą Aaron zdaje się
                                        lubić:
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=56872548&a=57039135 .
                                        Po pobieżnym zapoznaniu się z aaronowym "dorobkiem" przestałem się
                                        dziwić temu, że najpierw hałaśliwie i z wielką pewnością siebie
                                        usiłował mnie pouczać, a później - w obliczu kompletnej klęski jego
                                        pożal-się-Boże rozumowań - zrejterował plując brudną śliną i jadem
                                        przez ramię.
                                        • aaron_agorenstein Dziękuję kochany guglielmo! 06.06.08, 11:49
                                          Piszę do Ciebie osobno, żeby nie sprawić przykrości Panu casablance. Gdybym był złośliwy, napisałbym że donosicielstwo pięknie łączy się z innymi cechami Twego charakteru. Ale ponieważ jestem dobroduszny, tylko podziękuję Ci za obszerną reklamę. Naprawdę chciało Ci się czytać moje stare posty? Jest w tym jakaś prawda, że wrogowie często mają dla nas więcej czasu od przyjaciół!

                                          Czy jesteś może ofiarą akcji "Hiacynt"? To by w jakimś stopniu tłumaczyło Twoje urazy oraz inwigilacyjną gorliwość. Banalny syndrom sztokholmski: fascynacja metodami swego prześladowcy.

                                          Oczywiście z "argumentacją" ma to tyle wspólnego, co odpowiedź Jasia na pytanie mamusi, kto zbił szybę: Jaś czy Staś - że Staś tydzień temu napluł na podłogę. Jak ma się to do zbicia szyby, to już tajemnica dziecięcej logiki

                                          Na koniec, ponieważ połaskotałeś mile moją próżność, pomogę Ci zrozumieć, na czym polega błąd w Twoimn "argumencie ze śniegiem".

                                          Napisałeś:

                                          > No właśnie. Czy zdanie "To jest śnieg." można nazwać "określeniem
                                          > koloru przedmiotu"? Moim zdaniem nie, niesie ono więcej informacji
                                          > niż ta, że przedmiot, o którym zdanie mówi jest biały.

                                          Otóż odpowiedz sobie sam na pytanie, czy jeśli ktoś do Ciebie mówi: "to jest śnieg", wiesz od razu na rzecz jakiego koloru on patrzy, czy nie? Albo inna sytuacja. Umówiłeś się z kimś, że nie powie Twojemu chłopakowi, jakiego koloru jest auto, które kupiłeś, bo ma to być niespodzianka. No i ten ktoś spotyka Twojego chłopaka i mówi mu: fajna bryka, ale w śniegu może się zgubić. Czy dotrzymał słowa i NIE podał koloru samochodu? Jeśli NIE podał, to skąd Twój chłopak już WIE, że samochód jest biały?

                                          Jeśli jeszcze czegoś nie rozumiesz, pytaj. Jako mój stały i ulubiony czytelnik masz do tego prawo.

                                          Twój ulubiony autor, Aaaron
                                          • guglielmo Brawo, Panie Aaronie! 06.06.08, 13:45
                                            Brnie Pan dalej w inwektywach puszczając wodze wyobraźni w takim
                                            stopniu, że nazywanie przez Pana czegokolwiek, co napisałem
                                            wcześniej "fantazjami" zakrawa na żart.

                                            Zostałem "donosicielem" bo pozwoliłem sobie zwrócić uwagę
                                            ewentualnych zainteresowanych na Pana publiczne wypowiedzi
                                            umieszczone na forach GW? Osobliwe rozumienie wyrazu "donosiciel"...

                                            Zostałem hipotetyczną ofiarą akcji "Hiacynt" i pacjentem ze
                                            zdiagnozowanym syndromem sztokholmskim. Interesujące, Pan -
                                            racjonalny do bólu, wolny od wszelkich fantazji i pilnujący
                                            czystości dyskusji - pozwala sobie na takie luźne domysły i
                                            wycieczki wyobraźni? I to dlatego, że wygrzebałem jakieś Pańskie
                                            teksty, jeszcze raz powtarzam - świadomie umieszczone przez Pana w
                                            przestrzeni publicznej?

                                            Jak się ma zbicie szyby do plucia na podłogę? Oczywiście logicznie
                                            nijak, ma Pan rację. Tylko że życie to nie lekcja logiki formalnej i
                                            jeśli dziecko łobuzuje od dawna, to w "domowym śledztwie" ma zawsze
                                            status pierwszego podejrzanego. Pozwoliłem sobie przywołać Pańską
                                            wypowiedź na temat rodzin lesbijek, o których pisano w pewnym
                                            artykule GW:

                                            "Fajne są rodziny tych panienek Z jednej tatuś dał nogę, w innej
                                            mamusia od dawna wie, ale "Kasi ojciec do dzisiaj nic nie wie". W
                                            takiej rodzinie to i nerwicy i schizofrenii można dostać. Więc
                                            właściwie czemu nie i homoseksualizmu...".

                                            Przywołałem ją dlatego, że moim zdaniem daje ona pewien obraz
                                            Pańskiej wiedzy ("dostać homoseksualizmu") oraz Pańskiego sposobu
                                            myślenia o innych ludziach i ich życiowych problemach.

                                            Proponuję zaniechać jednak dalszej dyskusji na temat domniemanych
                                            przymiotów Pańskiej oraz mojej skromnej osoby. Wszak jest Pan
                                            zwolennikiem ścisłej, precyzyjnej i logicznej dyskusji. Wróćmy do
                                            niej.

                                            Skoro jest Pan gotów odpowiedzieć na moje pytania - pozwolę sobie
                                            zadać następujące:

                                            1) [pytanie porządkowe, dla przypomnienia o czym kiedyś tu
                                            dyskutowaliśmy]: czy uważa Pan za naganne ujawnienie przez
                                            nauczycielkę w programie telewizyjnym jej orientacji seksualnej w
                                            formie stwierdzenia "jestem lesbijką"?

                                            2) [pytanie, na które dość długo już unika Pan odpowiedzi]: czy
                                            uważa Pan za naganne pojawienie się nauczycielki w programie
                                            telewizyjnym w towarzystwie jej męża (co - tu się, mam nadzieję,
                                            zgadzamy - rodzi u widzów domniemanie, że jest ona osobą
                                            heteroseksualną)?

                                            Gdyby - dowodząc, że moje pytania są "fantazjami" zamierzał się Pan
                                            powołać na swoją wypowiedź: "uważam, że żadna nauczycielka nie
                                            powinna iść do telewizji po to, by takie deklaracje ["jestem
                                            heteroseksualny" - wyj. moje] składać." - by dowieść, że sytuacje z
                                            tych pytań nie mają ze sobą wiele wspólnego, to proszę o odpowiedź
                                            na pytanie:

                                            3) Czy uważa Pan za naganny występ nauczycielki-lesbijki w telewizji
                                            w towarzystwie jej partnerki życiowej, która zostanie w programie
                                            przedstawiona jako partnerka życiowa nauczycielki - w sposób
                                            nieodbiegający od sposobu zaprezentowania męża nauczycielki
                                            heteroseksualnej (np. przed mężem i partnerką umieszczone zostaną
                                            tabliczki z napisami "mąż bohaterki programu" i "partnerka życiowa
                                            bohaterki programu")?

                                            Byłbym wdzięczny za proste odpowiedzi - TAK lub NIE. Skomplikowaną
                                            dysputę logiczno-semantyczną mamy już za sobą. Jeśli wyraz "naganne"
                                            uważa Pan za nieoddający treści Pańskiej wypowiedzi, od której
                                            dyskusja zaczęła się - proszę zastąpić go innym, odpowiadającym
                                            temu, co miał Pan na myśli pisząc: "niektórzy uważają, że *nie
                                            należy* takich oświadczeń wygłaszać publicznie. Zwłaszcza *nie
                                            powinny* tego robić nauczycielki.".
                                            • aaron_agorenstein Kochany guglielmo, ulubiony mój czytelniku 06.06.08, 16:58
                                              Bardzo się cieszę, że mnie dalej wiernie czytasz. Owszem, "puściłem wodze
                                              wyobraźni", ponieważ jako Twój ulubiony autor chciałem Ci zrobić dodatkową
                                              przyjemność i nawiązać do Twojej ulubionej stylistyki. Po co pisać o
                                              rzeczywistości, usiłować zrozumieć cudze wypowiedzi, kiedy wystarczy "wyobrażać
                                              sobie" itp. Czyżbyś jednak zmienił upodobania? A może ta stylistyka w
                                              zastosowaniu do Twojej osoby nie jest już jednak taka przyjemna?

                                              Na pytania naturalnie odpowiem. Oczywiście już w tym momencie możesz zacząć
                                              sobie wyobrażać moje odpowiedzi, ale może najpierw się wycisz wewnętrznie,
                                              posłuchaj na przykład "Metamorfoz" Straussa (ja właśnie włączyłem). Chyba że
                                              czytasz mnie właśnie po to, by się do woli pooburzać, ale to już Twój
                                              czytelniczy wybór...

                                              > 1) [pytanie porządkowe, dla przypomnienia o czym kiedyś tu
                                              > dyskutowaliśmy]: czy uważa Pan za naganne ujawnienie przez
                                              > nauczycielkę w programie telewizyjnym jej orientacji seksualnej w
                                              > formie stwierdzenia "jestem lesbijką"?

                                              Tak, uważam, że naganne jest jeśli nauczycielka idzie do telewizji po to, by tam
                                              robić JAKIEKOLWIEK uwagi na tema swojego życia seksualnego, orientacji
                                              seksualnej, upodobań seksualnych itp. Wiem, że telewizyjny/gazetowy
                                              ekshibicjonizm jest teraz "trendy". Niemniej gdyby nauczycielka mojego dziecka
                                              poszła do telewizji po to, by opowiadać, jaką to jest zdecydowaną
                                              heteroseksualistką, poprosiłbym dyrekcję szkoły o wyjaśnienie.

                                              > 2) [pytanie, na które dość długo już unika Pan odpowiedzi]: czy
                                              > uważa Pan za naganne pojawienie się nauczycielki w programie
                                              > telewizyjnym w towarzystwie jej męża (co - tu się, mam nadzieję,
                                              > zgadzamy - rodzi u widzów domniemanie, że jest ona osobą
                                              > heteroseksualną)?

                                              Zależy to od tego, po co oboje pojawiają się w telewizji. Jeśli nauczycielka
                                              opowiada, jak razem z mężem rozwiązuje problem bezpańskich kotów na swoim
                                              osiedlu - może być. Jeśli natomiast opowiada, jak im się układa w małżeństwie -
                                              nie! Trudno, ale zawód nauczyciela (dzieci) jest specyficzny i dyskrecja w
                                              sprawach życia osobistego to - moim zdaniem - jeden z jego wymogów. Pamiętam z
                                              czasów szkoły podstawowej pewną nauczycielkę, która nie dość dyskretnie (na
                                              korytarzu) dzieliła się z koleżankami swoimi problemami małżeńskimi (bynajmniej
                                              nie superintymnymi). I jakoś tak wszystkie dzieci o tym wiedziały i jakoś tak
                                              autorytet tej nauczycielki był zerowy.

                                              > Gdyby - dowodząc, że moje pytania są "fantazjami" zamierzał się Pan
                                              > powołać...

                                              Ponieważ na nic się nie powołuję, na pytanie trzecie nie odpowiedziałem. Ale
                                              naturalnie nie widzę powodu, by nauczycielki-lesbijki miały być uprzywilejowane.
                                              To też są nauczycielki i też należy wymagać od nich dyskrecji w sprawach
                                              osobistych. Nawet jeśli jacyś ideolodzy będą potem te sprawy osobiste
                                              przedstawiać jako "walkę w obronie uciśnionej mniejszości".

                                              Czy jeszcze coś Ci wyjaśnić, mój drogi guglielmo?

                                              Twój Aaron

                                              P.S. Ja też na wiele pytań nie otrzymałem odpowiedzi. Najprostsze z nich brzmi:
                                              czy osoby niezdolne do uczuć wyższych (niedojrzałe emocjonalnie, psychopaci
                                              itp.) mogą mimo to jednocześnie być określone jako posiadające pewną orientację
                                              seksualną?
                                              • guglielmo Re: Kochany guglielmo, ulubiony mój czytelniku 08.06.08, 11:46
                                                Miło, że wprawdzie najwyraźniej dzieli nas wiele, ale upodobanie do muzyki
                                                Straussa, a Metamorfoz zwłaszcza - łączy.

                                                Zacznę od ostatniego pytania: tak (przyjmując wspólną definicję), ale dla
                                                wałkowanego przez nas zagadnienia nie ma to żadnego znaczenia, a nadto - nie
                                                wiąże się żadną implikacją z interesującymi nas tezami.

                                                Teraz łatwiej mi będzie wyłożyć - co mnie boli w Twoim stanowisku.

                                                Otóż - codzienne zachowania heteroseksualisty są - w niedostrzegalny dla
                                                większości z nas sposób - związane z niemal nieustającym zaznaczaniem jego
                                                orientacji seksualnej. Łatwo się o tym przekonać, próbując wyobrazić sobie dzień
                                                przeciętnej heteroseksualnej Kowalskiej, która musiałaby zachowywać się tak, by
                                                niczym swojej orientacji nie zdradzić.

                                                Kiedy jednak homoseksualista odważy się na gest, słowo czy okazanie wyglądem, że
                                                jest z mniejszości - natychmiast okazuje się, że to niedopuszczalne
                                                "promowanie", "demonstrowanie", "ujawnianie sfery intymnej" itp.

                                                Uważam (a nawet w części - z własnego doświadczenia - wiem), że to
                                                niesprawiedliwe, krzywdzące, szkodliwe dla psychiki ludzi zmuszonych do
                                                ukrywania się, niezdrowe dla psychiki innych ludzi wychowywanych w atmosferze
                                                niezdrowej ciekawości...

                                                Oceniając postępowanie konkretnej nauczycielki warto by też wziąć pod uwagę
                                                kontekst, w którym się ono mieści, wbrew Twojemu lekceważącemu zdaniu o "walce w
                                                obronie uciśnionej mniejszości". Atmosferę nietolerancji, powszechną niewiedzę,
                                                represyjne zachowania społeczeństwa i takież pomysły twórców prawa. Nie ma
                                                symetrii między nauczycielką hetero- i homoseksualną... W wykonaniu tej
                                                pierwszej deklaracje są do niczego niepotrzebne, w wykonaniu drugiej - mają
                                                znaczenie w uświadamianiu ludziom (także dzieciom), że homoseksualizm istnieje,
                                                nie jest chorobą, nie jest równoznaczny z
                                                rozwiązłością/pedofilią/rozpowszechnianiem chorób wirusowych... a niestety -
                                                takie przekonania ma wielu naszych współobywateli. Niewiedza szkodzi, a
                                                zamykanie oczu nie modyfikuje rzeczywistości, najwyżej utrudnia życie w niej.

                                                Kiedy już "wydanie się", że nauczyciel mieszka z partnerem tej samej płci nie
                                                będzie miało żadnego znaczenia dla jego kariery zawodowej, oceny jego pracy,
                                                traktowania go w środowisku - możemy podyskutować o tym, że ani on, ani jego
                                                heteroseksualny kolega nie powinien epatować informacjami ze swojego życia
                                                osobistego (choć ja prostego stwierdzenia, że jestem homoseksualistą nie uważam
                                                za szczególnie bulwersujące). Ale na razie - tak nie jest i wszelkie działania
                                                warto oceniać z punktu widzenia stanu obecnego.

                                                Wracając do występów telewizyjnych i tego co byś zrobił gdyby... Czy kiedy
                                                v-minister Orzechowski trąbił przy każdej okazji o homoseksualizmie (w godzinach
                                                dziecięcej oglądalności), plotąc na dodatek bzdury - poprosiłeś kogokolwiek o
                                                wyjaśnienie? Nie przypominam sobie takich wystąpień osób reprezentujących
                                                podobny Twojemu pogląd... Nie dziw się zatem, że - pozbawieni wsparcia z Waszej
                                                strony - walczymy sami jak umiemy. Nie będziemy "siedzieć w szafie" dlatego
                                                tylko, że wolelibyście nas nie widzieć. A drwiące określenie "uciśniona
                                                mniejszość" powtórz patrząc w oczy gejowi uciekającemu ze swojego miasta przed
                                                nienawiścią sąsiadów, pracownikowi wyrzuconemu z pracy pod byle pretekstem kiedy
                                                "wydało się" że jest homo-, lesbijce wysłuchującej uwag w rodzaju "niedorżnięta
                                                jesteś, porządnego chłopa ci trzeba", wszystkim ofiarom nacisków psychicznych i
                                                napaści fizycznych.

                                      • aaron_agorenstein Dziękuję casablnca777 06.06.08, 11:17
                                        Prywatna wiadomość doszła, właśnie wysyłam odpowiedź. Szkoda, że nie chce Pan
                                        tego napisać na forum, bo bardzo dobrze mnie Pan zrozumiał. Ale rozumiem tę
                                        niechęć. Ja już się na pewną kategorię "dyskutantów" uodporniłem! Serdecznie
                                        pozdrawiam.

                                        Aaron
        • tees1 malzenstwo jest dla wybranych, nie dla wszystkich 02.06.08, 14:18
          guglielmo napisał:

          > Małżeństwo samo w sobie nie jest żadnym przywilejem i jest
          > powszechnie dostępne pełnoletnim osobom stanu wolnego, w pełni
          > zdolnym do czynności prawnych.

          Ograniczen jest wiecej.

          W Polsce malzenstwo jest wylacznie dla:

          1. ludzi (nie mozna poslubic zwierzecia)
          2. zywych ludzi (nie mozna kogos poslubic posmiertnie)
          3. powyzej okreslonego wieku (Cyganie o tym nie wiedza)
          4. osob aktualnie nieposlubionych ("stanu wolnego")
          5. dokladnie dwoch osob (ominiecie tego i powyzszego ograniczenia
          jest karalnym przestepstwem bigamii)
          6. osob formalnie malo spokrewnionych lub niespokrewnionych
          7. osob roznej plci
          8. i cokolwiek jeszcze sie kryje pod tajemniczym pojeciem "w pełni
          zdolnym do czynności prawnych" (choroby psychiczne, genetyczne,
          pozbawienie praw obywatelskich?).

          Zestaw tych ograniczen nie jest przypadkowy, lecz jest wyrazem
          spolecznego wyboru tego, co nalezy wspierac przywilejami
          wynikajacymi z malzenstwa. Malzenstwo ma okreslony cel - stworzyc
          dziecku warunki do rozwoju spolecznego. Taki swiat w pigulce, gdzie
          jest mezczyzna i kobieta. Dlatego takie wlasnie sa warunki
          malzenstwa.
          • guglielmo Re: malzenstwo jest dla wybranych, nie dla wszyst 02.06.08, 18:12
            Sprowadzenie małżeństwa do instytucji produkującej dzieci i
            zapewniającej im wychowanie jest dla mnie smutne.

            A wyliczanka tego, czego potrzeba, żeby zawrzeć związek małżeński
            (małżonek musi być żywy, musi być człowiekiem itd.) - to dobra
            zabawa, ale nie służy niczemu.
            • tees1 owszem, myslenie o przyszlosci to bagaz 03.06.08, 10:04
              guglielmo napisał:

              > Sprowadzenie małżeństwa do instytucji produkującej dzieci i
              > zapewniającej im wychowanie jest dla mnie smutne.

              Wcale sie nie dziwie. Znacznie weselsze jest myslenie typu "po nas
              chocby potop" i z punktu widzenie jednostki zrozumiale. W
              perspektywie kilkudziesiecioletniej (gora stuletniej) i tak bedziemy
              wszyscy martwi.

              Wiec co se pobrykamy to nasze, a kolejne pokolenia niech sie o
              siebie martwia. Tymczasem instytucja malzenstwa to jest osiagniecie
              ludzkosci, madrosc wynikajaca z wiekow i tysiacleci doswiadczen.
              Przeciez w historii wszystko juz bylo, wszystkiego typu zwiazki juz
              wyprobowano. Malzenstwo okazalo sie najkorzystniejsze, nabardziej
              pozadane, i konsekwentnie promowane, wspierane i uprzywilejowane.
              Odwracanie uwagi od kolejnego pokolenia, skupianie sie na tu i teraz
              to krotkowzrocznosc, ktora ma zle skutki. "Takie beda
              rzeczypospolite, jakie mlodziezy chowanie."

              > A wyliczanka tego, czego potrzeba, żeby zawrzeć związek małżeński
              > (małżonek musi być żywy, musi być człowiekiem itd.) - to dobra
              > zabawa, ale nie służy niczemu.

              Sluzy, sluzy. Pokazaniu, ze malzenstwo to nie jest prawo powszechne,
              a przywilej dla scisle okreslonej grupy, nadawany w okreslonym celu.
              • guglielmo Re: owszem, myslenie o przyszlosci to bagaz 03.06.08, 11:45
                Nie ma sporu, który sugerujesz. Doceniam znaczenie instytucji
                małżeństwa i jestem jej zwolennikiem. Rzecz jednak w tym, że stałym
                argumentem przeciw formalizacji związków jednopłciowych jest
                podkreślanie roli reprodukcyjnej małżeństw. Przywileje należne
                małżeństwom miałyby być nie do pomyślenia w przypadku związków
                jednopłciowych, ponieważ rzekomo nie dają one nic społeczeństwu -
                jako niereprodukcyjne.

                To błędny pogląd.

                Po pierwsze - stabilny (a temu sprzyja formalizacja) związek daje
                społeczeństwu znacznie więcej niż perspektywę "wyprodukowania"
                płatników emerytur. O tym pisałem wcześniej.

                Po drugie - rozumując w ten sposób należałoby pozbawić dostępu do
                przywilejów małżeństwa nieproduktywne, a tego jakoś nikt nie
                proponuje (na szczęście!).

                Po trzecie - i o tym właśnie pisałem - takie rozumowanie sprowadza
                instytucję małżeństwa do swoistej "fabryczki dzieci" - co wydaje mi
                się bardzo smutne. Nie sądzę, żeby oświadczyny treści "Pobierzmy
                się, trzeba płodzić następne pokolenia" były największym marzeniem
                kandydatów/kandydatek do ołtarza.

                Wracając zaś do "wyliczanki" - nie drwij. Podkreślanie, że nie można
                wziąć ślubu z trupem i/lub zwierzęciem to niemądra zabawa. Zbyt
                wiele razy tego rodzaju teksty czytałem i słyszałem, żeby nie
                obawiać się idącego za nimi przykrego i niemądrego porównywania
                homoseksualistów do nekrofilów i zoofilów. Rozmawiajmy poważnie i
                nie wpuszczajmy się w niepotrzebne wojenki.
                • tees1 nie wolno otwierac puszki Pandory 03.06.08, 13:16
                  guglielmo napisał:

                  > Nie ma sporu, który sugerujesz. Doceniam znaczenie instytucji
                  > małżeństwa i jestem jej zwolennikiem. Rzecz jednak w tym, że
                  stałym
                  > argumentem przeciw formalizacji związków jednopłciowych jest
                  > podkreślanie roli reprodukcyjnej małżeństw. Przywileje należne
                  > małżeństwom miałyby być nie do pomyślenia w przypadku związków
                  > jednopłciowych, ponieważ rzekomo nie dają one nic społeczeństwu -
                  > jako niereprodukcyjne.
                  >
                  > To błędny pogląd.

                  To nie poglad, to sa fakty. Malzenstwo jest skonstruowane dla dobra
                  dzieci, a nie dla dobra doroslych. Tymczasem wlasnie teraz trwa
                  proba przesuniecia celu malzenstwa z dobra dzieci na wygode
                  doroslych. To jest szkodliwe dla spoleczenstwa.

                  > Po pierwsze - stabilny (a temu sprzyja formalizacja) związek daje
                  > społeczeństwu znacznie więcej niż perspektywę "wyprodukowania"
                  > płatników emerytur.

                  Nic nie zastapi ludzi, nie ma zadnego "wiecej" niz ludzie. Jesli
                  widzisz ludzi jako "platnikow emerytur" to to nie dziwie sie innym
                  twoim pogladom.

                  > Po drugie - rozumując w ten sposób należałoby pozbawić dostępu do
                  > przywilejów małżeństwa nieproduktywne,

                  Chodzi o ogolna zasade, kryteria widoczne golym okiem, mozliwe do
                  zastosowania zawsze i wszedzie. Nikt ludzim w szczegoly nie bedzie
                  zagladal, chocby przez podstawowy szacunek.

                  > Po trzecie - i o tym właśnie pisałem - takie rozumowanie sprowadza
                  > instytucję małżeństwa do swoistej "fabryczki dzieci" - co wydaje
                  mi
                  > się bardzo smutne.

                  To nie rozumowanie sprowadza, to konstrukcja, warunki zawarcia
                  mazenstwa tego dowodza. Oczywiscie, istnieja weselsze sposoby
                  spedzania czasu i wydawania pieniedzy niz wychowywanie dzieci. "Kto
                  ma pszczoly, ten ma miod, kto ma dzieci, ten ma smrod", "Male
                  dzieci - maly klopot, duze dzieci - duzy klopot", itd. I wlasnie
                  dlatego, ze wychowanie dzieci to wysilek i koszty, jest instytucja
                  malzenstwa i zwiazane z nia przywileje.

                  > Wracając zaś do "wyliczanki" - nie drwij. Podkreślanie, że nie
                  można
                  > wziąć ślubu z trupem i/lub zwierzęciem to niemądra zabawa.

                  to nei sa zarty. Bo sa przyklady, ze ludzie "poslubili" zwierzeta
                  lub zmarlych. W Hiszpanii zas walcza o prawa czlowieka dla malp
                  naczelnych.

                  Ale sa tez inne warunki malzenstwa niz "zywy" i "czlowiek". Chodzi o
                  wiek malzonkow, ilosc osob zawierajacych malzenstwo, stopien
                  pokrewienstwa osob, stan zdrowia. Jesli bysmy uznali argumenty
                  za "stabilizacja" zwiazkow osob tej samej plci, nalezaloby uznac te
                  same argumenty i umozliwic "stabilzacje" przywilejami malzenstwa
                  zwiazkow wieloosobowych (poligamia), zwiazkow z tzw. nieletnimi,
                  zwiazkow z bliskimi krewnymi (tzw. kazirodztwo). Uznanie argumentow
                  za przywilejami malzenstwa dla zwiazkow innych niz dotychczas to
                  rownia pochyla i otwarcie puszki Pandory.
                  • guglielmo Re: nie wolno otwierac puszki Pandory 04.06.08, 13:37
                    > To nie poglad, to sa fakty. Malzenstwo jest skonstruowane dla
                    > dobra dzieci, a nie dla dobra doroslych.

                    O faktach dżentelmeni nie dyskutują. Ale też nie nazywają faktami
                    swoich poglądów. Twoja teza jest tylko i wyłącznie Twoja. Gdyby było
                    tak, jak myślisz, przywileje małżeństwom przyznawane przysługiwałyby
                    wyłącznie małżeństwom dzietnym, a zawarcie małżeństwa nie wiązałoby
                    się z żadnymi pozareprodukcyjnymi regulacjami - np. dziedziczeniem
                    ustawowym po współmałżonku.

                    > Nic nie zastapi ludzi, nie ma zadnego "wiecej" niz ludzie.

                    Owszem, jest. "prokreacja + inne korzyści społeczne z tego, że dwie
                    osoby żyją w związku sformalizowanym" to więcej niż "prokreacja".
                    Dokładnie tyle moje zdanie znaczy, więc nie obalisz go twierdząc, że
                    powiedziałem co innego.

                    > Chodzi o ogolna zasade, kryteria widoczne golym okiem, mozliwe do
                    > zastosowania zawsze i wszedzie. Nikt ludzim w szczegoly nie bedzie
                    > zagladal, chocby przez podstawowy szacunek.

                    Czyli - dostęp do formalizacji związku (i przywilejów z niego
                    wynikających) dla par heteroseksualnych bez względu na wiek - mimo
                    że funkcją małżeństwa jest prokreacja? To jakiś objaw szczególnego
                    szacunku - udawać niewiedzę, że dwoje 70-latków dzieci mieć nie
                    będzie? Zawracanie głowy. Twoje prokreacyjne podejście do instytucji
                    małżeństwa prowadzi Cię na kompletne manowce.

                    > To nie rozumowanie sprowadza, to konstrukcja, warunki zawarcia
                    > mazenstwa tego dowodza. Oczywiscie, istnieja weselsze sposoby
                    > spedzania czasu i wydawania pieniedzy niz wychowywanie dzieci.
                    (...)

                    Ten akapit nie wymaga żadnego komentarza z mojej strony. Nigdzie nie
                    twierdziłem, że małżeństwa powinny się bawić zamiast mieć dzieci.
                    Mówiłem, że małżeństwo nie powinno byc traktowane jako zawierane li
                    tylko w celu spłodzenia dzieci. Rozmawiasz "obok".

                    > Jesli bysmy uznali argumenty
                    > za "stabilizacja" zwiazkow osob tej samej plci, nalezaloby uznac
                    te
                    > same argumenty i umozliwic "stabilzacje" przywilejami malzenstwa
                    > zwiazkow wieloosobowych (poligamia), zwiazkow z tzw. nieletnimi,
                    > zwiazkow z bliskimi krewnymi (tzw. kazirodztwo). Uznanie
                    argumentow
                    > za przywilejami malzenstwa dla zwiazkow innych niz dotychczas to
                    > rownia pochyla i otwarcie puszki Pandory.

                    Z nieuwagi, niewiedzy albo manipulacyjnie mieszasz ograniczenia
                    uzasadnione istotnymi względami (zakaz kazirodztwa - ze względu na
                    ryzyko wad genetycznych potomstwa, zakaz zawierania związków z
                    osobami poniżej pewnego wieku - ze względu na niepełną zdolnośc
                    takiej osoby do oceny znaczenia swoich czynów i oświadczeń woli) z
                    kwestią uregulowania związków homoseksualnych. Do tego dokładasz
                    obliczone na obrzydzenie czytelnika przykłady związane z nekrofilią
                    i zoofilią, które z homoseksualizmem mają tyleż wspólnego, co z
                    heteroseksualizmem.

                    A argument "równia pochyła i puszka Pandory" jest zupełnie
                    nietrafny. "Nie róbmy czegoś dobrego, bo może za tym pójść coś
                    złego.". Przypomina to myślenie "Źle się stało, że odkryto
                    promieniotwórczość, bo wprawdzie aparaty rentgenowskie, igły radowe,
                    bomby kobaltowe itd. uratowały życie i zdrowie milionów ludzi, ale
                    ludność Hiroszimy zapłaciła za to odkrycie straszliwą cenę."
                    • tees1 wlasnie, i tego sie trzymaj 04.06.08, 14:23
                      guglielmo napisał:

                      > zakaz kazirodztwa - ze względu na
                      > ryzyko wad genetycznych potomstwa

                      No widzisz, sam doszedles do wniosku, ze w malzenstwie jednak o
                      dobro dzieci chodzi, a nie doroslych. I tego sie trzymaj!

                      Nie wolno zmieniac celu malzenstwa dla dobra dzieci i przyszlych
                      pokolen!

                      Ale coz, lemingi zdarzaja sie i wsrod ludzi. Mam nadzieje, ze u nas
                      nie przewaza.
                      • guglielmo Re: wlasnie, i tego sie trzymaj 04.06.08, 16:16
                        > No widzisz, sam doszedles do wniosku, ze w malzenstwie jednak o
                        > dobro dzieci chodzi, a nie doroslych. I tego sie trzymaj!

                        Jeśli taką logikę stosujesz w swoich rozumowaniach ("jeśli
                        twierdzisz że pewne rzeczy robi się dla dobra dzieci to znaczy, że
                        twierdzisz, że wszystko robi się tylko i wyłącznie dla ich dobra") -
                        nie jestem w stanie kontynuowac dyskusji.

                        > Nie wolno zmieniac celu malzenstwa dla dobra dzieci i przyszlych
                        > pokolen!

                        Ani myślę zmieniać celu małżeństw heteroseksualnych, nawet jeśli tym
                        celem miałoby być wyłącznie płodzenie dzieci. Tylko co to ma do
                        dopuszczalności małżeństw homoseksualnych? Znów brak logiki
                        zmuszający do powiedzenia - dalsza rozmowa nie ma sensu.
                        • tees1 nie ma "malzenstw heteroseksualnych" 11.06.08, 14:05
                          guglielmo napisał:

                          guglielmo napisał:

                          > ("jeśli
                          > twierdzisz że pewne rzeczy robi się dla dobra dzieci to znaczy, że
                          > twierdzisz, że wszystko robi się tylko i wyłącznie dla ich dobra")

                          Niczego takiego nie twierdze ("wszystko i wylacznie" - co to w ogole
                          znaczy?).
                          Twierdze natomiast, ze nie "wszystko i wylacznie", lecz ze
                          malzenstwa sa dla dobra dzieci. To jest zasada, ktora przejawia sie
                          w takiej a nie innej kompozycji warunkow malzenstwa. Owszem, mozna
                          probowac podwazyc te zasade (i postawic sobie za cel np. wygode
                          doroslych), ale byloby to odrzucenie wielowiekowego doswiadczenia
                          ludzkosci, czyli ryzykownie, a nawet glupio. A kto poniesie
                          ewentualne negatywne skutki tego ryzykownego kroku? Nie obecni
                          dorosli przeciez, a przyszle pokolenia. No, ale co nas to obchodzi,
                          przeciez nie bedziemy wtedy zyc, prawda? Ot, logika ...

                          > Ani myślę zmieniać celu małżeństw heteroseksualnych

                          Nie ma czegos takiego jak malzenstwa heteroseksualne. Seksualnosc
                          nie jest w ogole kryterium malzenstwa. Nikt nie pyta nikogo o sprawy
                          tak intymne jak seksualnosc przy nadawaniu przywileju malzenstwa.
                          Plec sie liczy, liczba oraz wiek pobierajacych sie ludzi. W zwiazki
                          malzenskie wstepuja ludzie o najrozniejszej seksualnosci.

                          > Tylko co to ma do dopuszczalności małżeństw homoseksualnych?

                          Albo wieloosobowych, albo transgatunkowych ... te same argumenty
                          upodoban doroslych mozna wykorzystac do popierania pomyslow
                          faworyzowania przywilejow dla jakichkolwiek zwiazkow. Nie dziwie sie
                          ich lobbystom (przywileje - fajna rzecz), ale dziwie sie
                          spoleczenstwom ulegajacym tym grupom nacisku.

                          Przeciez tu nie chodzi o "dopuszczalnosc".
                          Malzenstwo to wyraz podstawowego interesu spoleczenstwa, czyli
                          przetrwania i rozwoju ludzi, oraz konkretne zwiazane z tym
                          przywileje.
                          Mam nadzieje, ze nie znajdzie poparcia propozycja, by to zmienic i
                          by priorytetem spolecznym nagradzanym malzenstwem i przywilejami
                          byla realizacja preferencji seksualnych.
                          Ale kto wie, czy nie zyjemy w czasach dekadencji ... W koncu
                          spoleczenstwa tez maja swoj cykl powstawania, swietnosci i rozkladu.
                          • guglielmo Re: nie ma "malzenstw heteroseksualnych" 17.06.08, 16:04
                            tees1 napisał:

                            > Mam nadzieje, ze nie znajdzie poparcia propozycja, by to zmienic i
                            > by priorytetem spolecznym nagradzanym malzenstwem i przywilejami
                            > byla realizacja preferencji seksualnych.

                            Chłop swoje - pop swoje. Nie zrozumiemy się do końca świata i dzien
                            dłużej. Rachunek jest prosty - za przywileje przysługujące związkowi
                            społeczeństwo dostaje konkretne korzyści, o których pisałem. A Ty
                            dalej - że umożliwienie zawierania związków osobom tej samej płci
                            zepsuje małżeństwa, że oznacza krok w stronę małżeństw
                            transgatunkowych i że homoseksualiści wiążą się w celu "realizacji
                            preferencji seksualnych". Siły brak na dyskusję z takimi
                            argumentami. Niby jak zawarcie przeze mnie związku z innym mężczyzną
                            popsuje prokreację i wychowanie dzieci przez państwa Kowalskich?
                            Dlaczego ze zgody na formalizację związków jednopłciowych miałoby
                            cos dalej wynikać - czy w którymkolwiek państwie poszła za tym zgoda
                            na małżeństwa transgatunkowe? Czy heteroseksualiści wiążą się "w
                            celu realizacji [swoich heteroseksualnych] preferencji seksualnych"?
                            Chyba nie - więc dlaczego twierdzisz że homoseksualiści tak robią?

                            Zacząłem od wyrażenia opinii, że traktowanie małżeństwa jako
                            instytucji przeznaczonej do produkcji dzieci uważam za smutne. Nie
                            dyskutujmy już dłużej. Zwolennikom takiej koncepcji proponuję, żeby
                            poszli do swoich rodziców i spytali "Czy pobraliście się po to, żeby
                            spłodzić dzieci, czy były jakieś inne powody i cele?".

                            I jeszcze proponuję przypomnieć sobie, że przysięga małżeńska tylko
                            w jednym punkcie dotyczy przyszłych dzieci, wszystkie pozostałe mogą
                            dotyczyć równie dobrze pary osób tej samej płci. Amen.
                            • tees1 zgoda 18.06.08, 10:04
                              nie dyskutujmy dluzej

                              > Zacząłem od wyrażenia opinii, że traktowanie małżeństwa jako
                              > instytucji przeznaczonej do produkcji dzieci uważam za smutne.

                              Jednych to smuci, innych cieszy. Je ciesze sie, ze spoleczenstwo
                              przejawia madrosc ponadpokoleniowa, ponadjednostkowa, lub chocby
                              instynkt samozachowawczy. To smutne, ze trzeba myslec o przyszlosci,
                              a nie tylko o sobie? Z pewnoscia nie beztroskie.

                              Nie
                              > dyskutujmy już dłużej. Zwolennikom takiej koncepcji proponuję,
                              żeby
                              > poszli do swoich rodziców i spytali "Czy pobraliście się po to,
                              żeby
                              > spłodzić dzieci, czy były jakieś inne powody i cele?".

                              Co za "podchwytliwy" argument. Rodzice nie wymyslili i nie
                              wprowadzili instytucji malzenstwa. Rodzice mieli swoje powody, w tym
                              takze dzieci (a kto wie, czy nie przede wszystkim - "samolubny
                              gen"), by byc razem. Nie musieli sie pobierac, ale z malzenstwem
                              bylo im po drodze. Zostalo zaprojektowane dla takich, jak oni -
                              instytucja malzenstwa sluzy wlasnie do tego, by wspierac i
                              stabilizowac zwiazki, ktore moga wydac i wychowac dzieci. Czyli
                              kobieta + mezczyzna. Inne zwiazki nie maja znaczenia dla przyszlych
                              pokolen, a wspieranie malzenstwem takze ich byloby zmiana
                              podstawowego priorytetu, z przetrwania i rozwoju na uzywanie i
                              beztroske. Byloby to spolecznie samobojcze.
                      • liamg Re: wlasnie, i tego sie trzymaj 11.06.08, 09:36
                        Piękny wniosek! Powiedzmy że się z nim zgadzam. Ale skoro jesteś tak obeznany w celu małżeństwa, to prosze powiedz mi dlaczego ja nie mogę zarejestrować swój związek pomimo tego, że ja i moja partnerka mamy na celu właśnie wychowywanie dzieci? Przecież nie jest prawdziwe to, że stając się lesbijką tracimy możliwość urodzenia zdrowych dzieci. Jesteśmy zdrowe psychicznie, fizycznie, nie jesteśmy spokrewnione, obie jesteśmy w stanie zapewnić dziecku wszystko co jest potrzebne, a jeśli chodzi o miłość, to napewno nie będzie jej brakować. Zniechęca nas raczej to, że w sytuacji gdyby coś mi się stało to moja partnerka życiowa wobec prawa jest zupełnie obcą osobą dla dzieci które ja urodzę i odwrotnie. W takiej sytuacji dziecko traci nie jednego z rodziców, a odrazu obu.


                        Przepraszam za ewentualne blędy, polski nie jest moim pierwszym językiem.
        • pcx Re: i taka jest prawda 02.06.08, 15:26
          guglielmo napisał:

          Ludzie żyjący w uregulowanych związkach pracują lepiej, rzadziej
          chorują, nie potrzebują opieki społecznej bo zapewnia im opiekę
          partner, popełniają mniej czynów karalnych... Jednym słowem -
          partner zdejmuje ze społeczeństwa wiele obowiązków, a życie w
          związku sformalizowanym polepsza społeczną pożyteczność danej osoby.

          wytłumacz zatem, DLACZEGO liczba osób (heteroseksualnych) żyjących w
          tzw. wolnych związkach (czytaj: "na kocią łapę", czy jeśli
          wolisz, "na kartę rowerową") tak dramatycznie rośnie ?
          • paskudek1 Re: i taka jest prawda 02.06.08, 17:05
            fakt iz rośnie liczba nieformalnych związków HETEROSEKSUALNYCH par nie oznacza automatycnzie, że nie należy w żadnym wypadku pozwolić na formalizowanie na prawach małżeństw par homoseksualnych.
          • guglielmo Re: i taka jest prawda 02.06.08, 18:32
            A co ma jedno do drugiego? Można tylko ubolewać, że społeczeństwo
            traci część korzyści, które miałoby ze sformalizowania i utrwalenia
            tych związków. Ale spadek liczby małżeństw nie jest przecież
            argumentem zaprzeczającym wynikom badań pokazujących, że małżeństwa
            są społecznie pożyteczne.
    • krakus24a [...] 02.06.08, 13:33
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • jassut Fajny tekst 02.06.08, 13:46
      Bez napinki, misji itp badziewia. Znam wielu fantastycznych gejów i
      kilka obrzydliwych ciot, ale proporcje idą raczej po populacji a nie
      orientacji. Gadanie o zboczeniach w wypadku osób homoseksualnych
      jest emanacją własnego strachu o własną tożsamość. Najgłośniej
      wrzeszczą zawsze ci, którzy nie dają rady z własnym bałaganem.
      Jestem hetero i nijak nie mogę sobie wyobrazić, że ktokolwiek homo
      mi zagraża. Jeśli by tak było znaczyłoby to, że mam kłopot z własnym
      hetero.
    • princealbert w piekle sie bedziecie smazyc :) 02.06.08, 13:55
      A Mlodziez Wszechpolska prosto do nieba.
      • milena.rl :) 02.06.08, 17:51
        a w niebie wielki plakat "zakaz pedałowania" :D
        (żeby i tam się czasem nie zapomnieli)
    • bambussi "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 13:59
      nie mam nic do orientacji seksualnej innych osób - niech sobie mają
      jaką chcą, tylko dlaczego tak czesto musi się z tym wiązać jakiś
      dodatkowy "odchył", nieodparta konieczność pokazania się,
      zamanifestowania inności - musi być "Yga"? Nie może posługiwac się
      swoim imieniem?

      to samo z "psycholożką" - poprawność polityczna często prowadzi w
      skutkach do ośmieszania spraw, które ma promować. jeśli polskie
      równouprawnienie ma się wyrażać w "psycholożce" to ja mając do
      wyboru wizyte u "psycholożki" i "psychologa (płci żeńskiej)"
      wybrałbym drugą opcję :))))))))
      • ally Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 14:31
        > to samo z "psycholożką" - poprawność polityczna często prowadzi w
        > skutkach do ośmieszania spraw, które ma promować.

        problem w tym, ze w polsce polityczna poprawnosc nakazuje wysmiewac
        sie ze slow typu "psycholozka".
        • nick3 Pytanie brzmi inaczej, mój drogi: czy trzeba? 02.06.08, 15:16

          Bo toże można byc "normalnym" to każdy widzi.

          99% społeczeństwa się ugina przed czymś, co jak się okazuje jest
          presją.

          Bo gdy 1% chce inaczej reszta nie spocznie, póki nie sprowadzi go do
          słusznego pionu moralnego.

          (Często jest to operacja przykra dla tych, którzy są jej poddawani.
          Ale kogo to obchodzi.
          Przecież nikt chyba nie ośmieli się powiedzieć, że w "panującej
          normalności" może być coś złego, nieprawdaż?:)
        • pcx Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 15:19
          ally napisała:

          > > to samo z "psycholożką" - poprawność polityczna często prowadzi
          w
          > > skutkach do ośmieszania spraw, które ma promować.
          >
          > problem w tym, ze w polsce polityczna poprawnosc nakazuje
          wysmiewac
          > sie ze slow typu "psycholozka".


          ja raczej widzę problem w tym, że polityczna poprawność nakazuje
          nazywać cygana, romem, a amerykańskiego murzyna, afroamerykaninem.
          Tym sposobem, za chwilę nie będziemy mówić, że ktoś jest łysy,
          tylko, że jest genetycznie pozbawiony owłosienia na górnej części
          czaszki (lub coś podobnego).
          Do politycznej poprawności dodam jeszcze galopujący hurrafeminizm i
          juź jesteśmy w domu, czyli wiemy kto i z jakich pobudek napisał
          artykuł :-)))
          • nick3 Kto ustala jak Yga ma "naprawdę" na imię?:) 02.06.08, 16:11

            > ja raczej widzę problem w tym, że polityczna poprawność nakazuje
            > nazywać cygana, romem

            To ty widzisz tu problem (może warto zapytać, gdzie widzi go Rom?:)

            A tak swoją drogą - w Polsce ciągle więcej przykrości czeka kobietę,
            która chce być nazywana psycholożką, niż prawicowego buraka, który
            upiera się mówić "Cygan".

            Prawdę mówiąc, nawet mówienie Rom poza kręgiem światłych ludzi lub
            poza sytuacjami oficjalnymi - może stanowić okazję do złośliwych
            uwag ze strony wszechobecnej w PL "prawackiej poprawności".
            • nick3 Pani katechetka w szkole?:) 02.06.08, 19:59

              Kto w naszej antytotalitarnej ojczyźnie ma powiedzieć dziecku, kim
              ono naprawdę jest, a co mu się tylko wydaje i jest tylko głupia
              fanaberią?

              Może wspólna i jednogłośna postawa aktywu wychowawczego Kościoła i
              szkoły?:)))
          • guglielmo Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 18:36
            Brawo pcx. Wykryłeś kolejny spisek gejów, feministek, afroamerykanów
            i łysych. Muszę Cię jednak zmartwić - takie "odkrycia" zostały już
            dokonane tysiące razy i nie doprowadziły do niczego ponad
            ośmieszenie się "odkrywców" :-p
      • paskudek1 Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 17:01
        a skąd ty u licha wiesz jak ta Yga ma na prawde na imię? A może własnie YGA??? Skoro można dziecko nazwac Xavier czy Etiennette?
    • tom1003 Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 14:15
      "Wybieramy się na komunię do rodziny, która kiedyś nie zaprosiła Ygi na wesele."

      Na komunię, to może i do Radia Maryja?

      Dziwna ta nasza polska rzeczywistość.... Skoro less wybieraja sie na
      uroczystości do wiernych homofobicznego wyznania.
    • lubicz Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 14:41
      Jestem mężczyzną (wyłącznie heteroseksualnym i chwała Panu za to!), ale nie
      przeszkadzają mi ani trochę homoseksualiści. Znałem parę osób o takiej
      orientacji, kiedyś także z jedną sąsiadowałem. Ale to nie zmienia mojej
      negatywnej oceny homoseksualistów jako takich, w swojej masie. Homoseksualistów
      promujących publicznie swoje preferencje i żądających ode mnie, pod groźbą
      uznania mnie za homofoba, uznania ich orientacji za w pełni normalną i równie
      piękną jak heteroseksualną. Bo w moich oczach tak po prostu nie jest i już. Nie
      wyobrażam sobie jakiegokolwiek dyskryminowania ludzi w związku z ich
      homoseksualizmem ale zdecydowanie nie mam chęci dać sie zastraszyć przez nich i
      godzić sie na kolejne, coraz bardziej radykalne ich żądania tak zwanego
      "równouprawnienia"! Małżeństwo i dzieci to sfery życia społecznego które muszą
      pozostać domeną wyłącznie związków heteroseksualnych, a obnoszenie sie publiczne
      ze swoja seksualnością i czynienie z tego cnoty świadczy tylko o stępieniu u
      ludzi "kochających inaczej" (rozumianych w swojej masie, a nie indywidualnie, bo
      tu bywają chlubne wyjątki) własnej wrażliwości, subtelności i intymności. I na
      koniec - wiem, że po tym co napisałem zostanę przez ludzi "homo" walczących o
      prawo do głoszenia własnych poglądów obrzucony inwektywami, bo oczywiście mam
      prawo mieć swoje poglądy i publicznie je przedstawiać, ale pod jednym warunkiem
      - że są zgodne z ich poglądami! Inaczej to ja jestem..... itd.
      • guglielmo Re: Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 18:42
        Rozczaruję Cię - nie zamierzam obrzucać Cię inwektywami. Ale zgodzić
        się z Tobą też nie mogę, bo używasz najsłabszego z istniejących
        argumentów: "Bo w moich oczach tak po prostu nie jest i już.".

        I nie epatuj czytelników strasznymi represjami, które Cię moga
        spotkać za Twoje poglądy. Nazwanie "homofobem" to nic strasznego. W
        każdym razie w porównaniu z tym, co spotyka homoseksualistów w
        naszym mało tolerancyjnym społeczeństwie. Próba zlekceważenia
        problemów mniejszości przez sugerowanie, że samemu się jest ofiarą
        dyskryminacji wrogów mniejszości - to marna zagrywka.
        • lubicz Re: Żeby tak baba z babą? 03.06.08, 08:57
          Że się ze mną nie godzisz - rozumiem. Że uważasz mój argument, że coś co w moich
          oczach nie jest normalne - nie jest dla mnie normalne za najsłabszy - tego nie
          rozumiem? Znaczy się silnym argumentem byłoby stwierdzenie, że choć w moich
          oczach homoseksualizm jest nienormalny to jednak jest normalny?? Przecież ja
          przedstawiam swoje stanowisko i swój stosunek do homoseksualistów, a nie Twój!
          Nazwanie mnie (ewentualne) homofobem Twoim zdaniem to nic strasznego? No cóż -
          masz odmienną od mojej wrażliwość ale nie narzucaj mi swojej. Ja bym nie
          napisał, że nazwanie homoseksualisty pederastą nie jest niczym strasznym w
          porównaniu z....(itd), bo jednak jest! Mimo, że to określenie z dziedziny
          medycyny. Ale dobrze wiemy jaki ma aktualnie wydźwięk. Nie lekceważę problemu
          mniejszości ale tez nie godzę sie na marginalizowanie poglądów większości, do
          której mam przyjemność i satysfakcje sie zaliczać. Próba odwracania przez Ciebie
          "kota ogonem" to marna zagrywka (cytat z Twojego miłego zakończenia).
          • guglielmo Re: Żeby tak baba z babą? 03.06.08, 10:59
            Napisałeś:

            "Ale to nie zmienia mojej negatywnej oceny homoseksualistów jako
            takich, w swojej masie. Homoseksualistów promujących publicznie
            swoje preferencje i żądających ode mnie, pod groźbą uznania mnie za
            homofoba, uznania ich orientacji za w pełni normalną i równie piękną
            jak heteroseksualną. Bo w moich oczach tak po prostu nie jest i już."

            Inaczej rozumiemy pojęcie "normalności". Ty przyznajesz sobie prawo
            do subiektywnego określania normy, ja wolałbym, żeby
            wyraz "normalny" miał bardziej obiektywne, społecznie uzgodnione
            znaczenie. Póki z określenia mnie jako "nienormalnego" nie wynika
            nic poza zrobieniem mi przykrości - Bóg z Tobą. Niestety zwykle tak
            nie jest, a za uznaniem za "nienormalnego" idzie dyskryminacja.

            I może spróbuj traktować ludzi bardziej indywidualnie. Ocenianie "w
            masie" to stosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej.

            > Nazwanie mnie (ewentualne) homofobem Twoim zdaniem to nic
            strasznego? No cóż -
            > masz odmienną od mojej wrażliwość ale nie narzucaj mi swojej.

            Z całym szacunkiem dla Twojej wrażliwości - nie porównuj zagrożenia
            nazwania Cię homofobem z tym, co codziennie spotyka w Polsce
            homoseksualistów. Byłbym szczęśliwy, gdyby największą
            przykrością/krzywdą, która mi grozi było np. publiczne nazwanie
            mnie "pedałem" (i tak ostrzejsze niż określenie kogoś mianem
            homofoba). Niestety tak nie jest, a o tym jak jest - możesz się
            łatwo dowiedzieć z raportów dotyczących sytuacji mniejszości. Po
            prostu nie wypada czynić takich porównań, fakty mówią same za
            siebie. Nikt nikogo za homofobię nie bije, nie pozbawia pracy, nie
            próbuje pozbawić konstytucyjnych wolności. Nie jesteśmy w sytuacji
            symetrycznej i Ty doskonale o tym wiesz.

            Na koniec drobna uwaga: satysfakcję można mieć z czegoś, co się
            samemu osiągnęło. Nie zawdzięczasz sobie swojej większościowej
            orientacji, więc możesz się z niej cieszyć, ale satysfakcja z tego
            powodu - to chyba nieporozumienie.
    • e-skin kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia seksual 02.06.08, 14:56
      Wygląda na to że GW uzyskała jakieś środki z funduszy UE na kolejną
      kampanię reklamową lansujacej zboczenia seksualne. A moze jakieś
      dyrektywy z Brukseli napłynęły w tej sprawie?
      • irena67elblag Re: piotrek 02.06.08, 16:58
        Piotrusiu miły z ułomnymi(czyt. z tobą) też się trzeba integrować. poza tym
        nieważne kto z kim śpi, byleby dzieci były zdrowe :)
        siała baba mak..................................
      • guglielmo Re: kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia se 02.06.08, 18:51
        Uwaga! Ostrzeżenie! Przerażająca, wręcz potworna Unia finansuje
        akcję przerabiania heteroseksualnych skinów na przegięte cioteczki!
        Ratuj się kto może!

        "Kampania reklamowa lansująca zboczenia seksualne" - byłby to
        przebój sezonu, gdyby takie wyrażenia nie były wałkowane przez
        homofobów od lat.

        Dla porządku, żeby nie było, że nie wiedziałeś:

        1. Homoseksualizm nie jest zboczeniem.
        2. Nie można lansować czegoś, czego człowiek sam nie wybiera.
        3. Kampania reklamowa może zachęcać do kupowania szamponu, ale nie
        może lansować homoseksualizmu - nie kupuje się go, ani nie dostaje
        od nikogo.
        4. Dyrektywy z Brukseli - owszem, polecam lekturę źródeł, nie raz
        już Unia wypowiadała się na ten temat, m. in. wskazując na
        dyskryminację mniejszości w Polsce. Nie podoba się? Chcielibyśmy
        pieniędzy z kasy unijnej, ale uznania wspólnego sposobu myślenia o
        równouprawnieniu - już nie? Tak dobrze to nie ma, albo jedno i
        drugie, albo nic. Niechętnym zawsze pozostaje emigracja poza Unię,
        większośc zdecydowała, że chcemy w niej być, a komu to nie w smak -
        może poprosić o azyl u Łukaszenki :-p
        • starybaca Re: kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia se 02.06.08, 19:12
          Myślę, że jednak jest to jednak planowa i przemyślana kampania promocyjna. Dzisiaj np. mamy na portaly GW aż trzy artykuły o lesbijkach:
          1) "Coming out: Żeby tak baba z babą?"
          2) "Sąd odebrał dziecko matce, bo jest lesbijką?"
          3) "Lesbijki wybrały Szarapową najseksowniejszą tenisistką"

          Ktoś postronny mógłby odnieść wrażenie, że homoseksualizm jet
          najważniejszym zagadnieniem, wokół którego kręci się świat.

          Mylisz się więc mówiąc, że "Nie można lansować czegoś, czego
          człowiek sam nie wybiera". Lansować można absolutnie wszystko,
          i lektura codziennej prasy potwierdza to w 100%.

          Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że "Kampania reklamowa
          może zachęcać do kupowania szamponu, ale nie może lansować homoseksualizmu". Może jak najbardziej. Czym bowiem są parady równości, niezliczone broszurki, wydawnictwa rozdawane za darmo, itp. itd., na które organizace gejowskie wydają miliony?

          W dzisiejszych czasach marketing uprawiają wszyscy. Nie pleć
          więc bzdur, że lobby homoseksualne tego nie robi - bo każdy
          rozsądny człowiek widzi, że robi, i to bardzo zręcznie, może się nawet pochwalić całkiem imponującymi sukcesami na tym polu.
          • nick3 To nie jest kampania "promocyjna" a cywilizacyjna! 02.06.08, 19:55

            Drodzy odkrywcy demoralizujących spisków judeo-euro-masońskich!

            starybaca napisał:

            > Myślę, że jednak jest to jednak planowa i przemyślana kampania
            promocyjna. Dzis
            > iaj np. mamy na portaly GW aż trzy artykuły o lesbijkach


            Tak. Naprawdę nie trzeba być geniuszem czujności z "Naszego
            Dziennika", by zauważyć, że trwa tu akcja dziennikarska
            ("zorganizowana", panie dziejku. Nie tylko GW, także "Polityka"!:).


            Tylko czy rzeczywiscie jest ona tym demonicznym złem, które w niej
            widzicie?

            No, z waszego punktu, katoprawacy, pewnie jest!

            Tylko że z punktu widzenia cywilizowanego Europejczyka, to wy
            jesteście patologicznym skansenem dewocji i brutalizmu.

            I dlatego ta kampania jest w oczach cywilizowanego człowieka
            właśnie - dobrem.

            Właśnie dlatego, że jest wymierzona w wasz chory tradycyjny,
            piętnujący, brutalny i moralizujący świat!


            Homoseksualizm jest "bardzo ważnym zagadnieniem, wokół którego kręci
            się dziesiejszy świat".

            Zaciekłość homofobów jest tego najlepszym dowodem!:)

            Czy homoseksualizm jest "lansowany"? W pewnym sensie - tak.

            Ale zaraz muszę wyjaśnić w jakim mianowicie sensie:

            Jako normalny (w sensie: równoprawny etycznie i obyczajowo) rodzaj
            seksualności.


            Ale nie jest, jak sugerują homofobi - "propagowany" (tj. z intencją
            pozyskania jak największej ilości osób do tego typu erotyki).


            Może tylko o tyle jest "propagowany", że poniekąd ruch gejowski
            zachęca osoby, które odkryją w sobie takie skłonności do
            nietłumienia ich i nieukrywania.

            To - pewnie tak.

            Ale nie oznacza to bynajmniej zachęcania do homoseksualizmu - całej
            populacji.

            Gdyż jest to kompletnie niemożliwe.

            Homoseksualizm jest w biologiczny sposób stały - i cechuje ok. 10%
            populacji.

            Tyle że w społeczeństwie takim jak polskie tylko 2% przyznaje się do
            niego przed innymi, a nawet przed samym sobą.

            Można od biedy powiedzieć, że ruch gejowski "propaguje"
            homoseksualizm wśród owych pozostałych 8% (w istocie - propaguje
            akceptację własnej seksualności, zresztą w pewnym sensie nie tylko
            wśród homoseksualistów!

            Tak, to jest wywrotowe:)

            Ale to jest dobre a nie złe!)
          • guglielmo Re: kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia se 03.06.08, 01:36
            Mylisz się. To jest kampania promocyjna, ale
            nie "zboczeń", "homoseksualizmu" itp. To lansowanie normalnego
            myślenia, tolerancji, poszanowania dla odmienności, równości wobec
            prawa. Do tego wszystkiego można i należy zachęcać. Nie da się
            lansować i reklamować homoseksualizmu bo nie da się na
            homoseksualizm heteroseksualisty namówić.
    • martynika43 zły smak....... 02.06.08, 15:29
      A nie wyrzucil kucharki, bo pomidorowa za slona, a ksiegowej, bo
      chodzi w non-iron-ie? Czy jego skarpetki obowiązkowo pasuja do
      koloru obuwia??? Czy on aby na pewno ma dobry gust? Jako dyrektor
      szkoly powinien swiecic chlubnym przykladem, nalezy w tym celu
      zwolac komisje.
    • piotrek20074 Homosi trzeba kochać tak jak inne kaleki 02.06.08, 16:41
      miłoscią i wyrozumiałaością.
      • nick3 Jan Paweł II ci to powiedział, zgadłem? 02.06.08, 17:11

        Brzmi w każdym razie podobnie (wiem, bo czytałem).
      • guglielmo Re: Homosi trzeba kochać tak jak inne kaleki 02.06.08, 18:54
        Porównanie "homosi" do kalek powoduje, że możesz się już nie
        wysilać. Twoja "miłość" i "wyrozumiałość" jest funta kłaków nie
        warta.
        • milena.rl Re: Homosi trzeba kochać tak jak inne kaleki 02.06.08, 20:06
          a dlaczego? To trochę raniące, dla mnie każda istota jest równa w
          godności, nie rozumiem takiego porównywania..
          Nie ważne czy kaleki, czy o innej orientacji. Po prostu napisał że
          gardzi wszystkimi nie pasującymi do jego szablonu "normalnosci". Ze
          czuje się od nich lepszy bo bozia go nie pokarała. Lepszy bo ma
          2ręce, 2nogi, 2nerki. Zdrowy. Normalny. To typowy nazista.
          Zakompleksiony samczyk gamma, który tylko z tej swojej "normalności"
          może sie cieszyc.
    • saszenka2 Rodzina 03.06.08, 01:01
      Wspaniale się czyta ten tekst, zwłaszcza ten fragment dotyczący
      przyjaznych sąsiadów, szkoda tylko że nie zawsze można żyć
      normalnie, unikając homofobii. Szkoda, że tego związku nie mogą
      zalegalizować, stać się w świetle prawa rodziną.
    • midbroke życzę... 03.06.08, 11:25
      życzę Paniom wszystkiego dobrego!!!!!! Fajnie być i żyć z kobietą!!
    • scolopetarius Obrzydzenie bierze na takie zboczeństwa 06.06.08, 13:56
      fuj.
    • rademennes Wspaniała historia! 02.07.08, 01:35
      'o wspólnej lodówce' :) :) ;)
    • horatio_valor Żeby tak baba z babą? 18.09.08, 14:12
      A czemuż to pani Yga ma na ramieniu wytatuowanie "milczenie"?

      Deklaracja sprzed coming-outu? A potem zmieniła zdanie?
    • robin1973 Co to jest psycholożka? 10.05.09, 17:21
      Wiem że to termin lansowany przez feministki*
      Może by spróbowac jeszcze inne słowa: adiunktka, architektka, subiektka, pedriatrka lub chirurgini, dramaturgini, kierowczyni?

      *feministka - kobieta która nienawidzi ludzi na tyle by zatruwać życie innym kobietom gdy są szczęśliwe w związku z mężczyzną.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka