peteraski 02.06.08, 07:39 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ansurr Re: Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 07:46 nie trzeba było tego czytać, poza tym w jaki sposób takie artykuły pogłębiają konflikty, hę? Chyba tylko Twój konflikt wewnętrzny ;p Odpowiedz Link Zgłoś
1zorro Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 08:07 czy lesbijki to nie ludzie? Maja taki samo prawo do zycia jak inni. A ksenofobia, rasizm i nieuleczalna glupota w narodzie....to jest dopiero problem! Odpowiedz Link Zgłoś
pklimas Re: Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 09:48 a powiedz, do czego sie jest łatwiej publicznie przyznac w grupie mlodych ludzi? do bycia homoseksualista? czy do bycia sluchaczem Radia Maryja? ktory comming out bedzie trendy a ktory bedzie obciachem? Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 10:05 Teraz "trendy" jest twierdzić, że homoseksualizm jest "trendy". Zupełnie tak, jakby bycie murzynem albo naturalnym zielonookim blondynem mogło być "trendy". Porównanie "coming outu" homoseksualisty i słuchacza RM jest do kitu, bo słuchaczem RM można być albo nie - wedle własnej woli i nie ma w tym nic dziwnego, że inni mogą bycie nim uważać za szczyt obciachu. A orientacji psychoseksualnej się nie wybiera. Odpowiedz Link Zgłoś
xanaxy Re: Przepraszam, jakie konflikty? 02.06.08, 20:17 przykro mi,ale....sie WYBIERA!!!! Te lesby zawsze spaly z facetami, ktorzy ich ...nie chccieli. Powaznie. Z leku - wybieraly baby, ale z leku. Lesbijki sa : zaburzone osobowosciowa,nie chca miec ZADNYCH obowiazkow, dbaja TYLKO o wlasny inters i ...nienawidza matek. Najczesciej psychopatek.Ojcowie sa ...kapciami.Zadnych norm poza d..a.Fakt - cierpia, ale na wlasna prosbe!!! Latwiej uwodzic, niz odpowiadac za siebie,bliskich. MANIPULANTKI i ...NIC nie czuja,mowiac, ze b.czuja. Powtarzam - psychopatologia. Na ogol leczyly sie, bo czuly, ze sa ...inne t.j. NIC nie czuja! Odpowiedz Link Zgłoś
saszenka2 Re: Przepraszam, jakie konflikty? 03.06.08, 01:06 xanaxy napisała: > przykro mi,ale....sie WYBIERA!!!! Te lesby zawsze spaly z facetami, > ktorzy ich ...nie chccieli. Powaznie. Z leku - wybieraly baby, ale z > leku. Lesbijki sa : zaburzone osobowosciowa,nie chca miec ZADNYCH > obowiazkow, dbaja TYLKO o wlasny inters i ...nienawidza matek. > Najczesciej psychopatek.Ojcowie sa ...kapciami.Zadnych norm poza > d..a.Fakt - cierpia, ale na wlasna prosbe!!! Latwiej uwodzic, niz > odpowiadac za siebie,bliskich. MANIPULANTKI i ...NIC nie > czuja,mowiac, ze b.czuja. Powtarzam - psychopatologia. Na ogol > leczyly sie, bo czuly, ze sa ...inne t.j. NIC nie czuja! Czy aby nie przerzucasz swych przykrych doświadczeń na lesbijki? To mi przypomina projekcję własnych lęków i problemów. Z homofobii naprawdę można się leczyć, nim zatruje Ci na dobre życie,. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Przepraszam, jakie konflikty? 03.06.08, 01:32 Xanaxy, masz do powiedzenia mnóstwo złych rzeczy i zero argumentów na ich poparcie. Na czym opierasz swoje "odkrywcze" analizy? I czy musisz wyrażac swoje myśli aż tak chaotycznie, a miejscami do tego wulgarnie? Muszę Cię zmartwić: Twoja wiedza jest - jak wynika z Twojego postu - znikoma. Na dodatek - powtarzasz brednie, które już tysiące razy powtarzali podobni Ci "myśliciele". Nie wynika z tego nic poza ośmieszeniem się. Przykład: w pierwszych słowach twierdzisz, że orientację seksualną się wybiera - to brednia sprzeczna z całą współczesną seksuologią. A "odkrycie" mechanizmu "są lesbijkami bo się boją spać z mężczyznami, którzy ich nie chcą" budzi tylko uśmiech politowania. Naprawdę, więcej będziesz mieć pożytku z nauczenia się czegoś, niż z ośmieszania się takimi tekstami. Przyswajanie wiedzy nie boli :-) Odpowiedz Link Zgłoś
saszenka2 Re: Przepraszam, jakie konflikty? 03.06.08, 01:03 pklimas napisał: > a powiedz, do czego sie jest łatwiej publicznie przyznac w grupie > mlodych ludzi? > do bycia homoseksualista? > czy do bycia sluchaczem Radia Maryja? > > ktory comming out bedzie trendy a ktory bedzie obciachem? Nie wmówisz mi, że w Polsce najbardziej uciskani są katolicy. Ich wiara zawsze spotyka się z akceptacją. Mogą iść do telewizji i opowiadać o tym, o tamtym, za słuchanie Radia Maryja nie oberwą na ulicy, a za homoseksualny coming out można nieźle oberwać. Odpowiedz Link Zgłoś
michal.augustyniak [...] 02.06.08, 08:18 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
pawel1940 Re: Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 08:24 Jesli jestes taki dobry ze spraw koscielnych to za pewne wiesz, ze klamiesz (a to tez grzech) piszac, ze homoseksualizm jest grzechem. Nie jest. Tylko seks homoseksualny jest. I do tego jest potraktowany w Biblii na rowni ze stosunkiem w zwiazkach pozamalzenskich. Jestes bez winy? Odpowiedz Link Zgłoś
ergo12 michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 08:38 Nie zmierzam komentowac tego polskiego bogooczyżnianego belkotu Odpowiedz Link Zgłoś
michal.augustyniak Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 08:46 ergo12 napisał: > > Nie zmierzam komentowac tego polskiego bogooczyżnianego belkotu To nie komentuj. A co do "bogoczyżnianego", co to za słowo? Po Polsku? Albo po języku molestowania dzieci w kościele przez gejów w sukniach? A co do mojego "analfabetyzmu": będę pisał tak jak umiem, bo od dwudziestu siedmiu lat mieszkam poza Polsce, i korzystałem z Angielskiego. Jeśli chcesz, mogę ci przetłumaczyć na Angielskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
unhappy Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 09:23 michal.augustyniak napisał: > mogę ci przetłumaczyć na Angielskiego. Nie musisz. Głupota i homofobia mają charakter pozajęzykowy. Odpowiedz Link Zgłoś
ready4freddy Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 09:24 na chinskiego :) mozesz przetlumaczyc i tez nie bedzie w tym sensu. nie chodzi o jezyk, a o stezenie belkotu, jakie udalo ci sie uzyskac w jednym poscie. nie wiem, co cie tak przerazilo - co jak co, ale lesbijka nikt ci nie kaze byc, mozesz spac spokojnie :DDD Odpowiedz Link Zgłoś
grakona Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 09:48 A ja jednak skomentuję Po pierwsze – rozumiem, jest to efekt nieużywania polskiej mowy na co dzień – mylisz pojęcia „pederasta” i „pedofil”, które tożsame nie są. Kiedyś faktycznie określenie pederasta miało inny wydźwięk – to była „miłość dojrzałych mężczyzna do dojrzewających chłopców”. Dziś jednak „pederasta” jest raczej synonimem „geja”, a geje czy lesbijki (ogólnie homoseksualiści) to osoby mające skłonności ku własnej płci. To partnerski związek między dwojgiem DOROSŁYCH ludzi i do cholery nikt nie ma prawa zaglądać im pod kołdrę. To raczej osoba, która ma ochotę podglądać i omawiać zachowania dowolnej pary w łóżku jest zboczona. Jestem hetero, więc nie zdarza mi się zastanawiać, co też 2 baby/faceci w łóżku robią – mnie to w odróżnieniu od Ciebie nie interesuje – a niech robią co chcą byle było to za obopólną zgodą. Co do pedofilii – to jest obrzydliwe zboczenie i ma dokładnie tyle samo wspólnego z homo jak i heteroseksualistami. Pedofil lubi dzieci – często jest tak, że ogólnie „dzieci” bez rozróżnienia płci (na pierwszy rzut oka zresztą często nie widać jakiej dziecko jest płci bo nie ma wykształconych drugorzędnych cech płciowych). Takiemu choremu dupkowi bardzo często jest wszystko jedno czy to chłopiec czy dziewczynka – ważne żeby małe i niewinne było. Moich 2 kolegów jest homoseksualistami – są to dwa różne środowiska, chłopaki nie epatują swoimi zainteresowaniami. W obu przypadkach dowiedziałam się o ich „inności” po jakimś roku. Do tej pory nie poznałam ich partnerów (nie było okazji), ale nigdy by mi do głowy nie przyszło wypytywać o ich sprawy łóżkowe. Pewien gej jest też przyjacielem moich rodziców – i jak rozumiem będzie to dla Ciebie wisienka na torcie – kilka razy opiekował się mną pod ich nieobecność. „Molestowania” nie kojarzę – za to pamiętam czytanie Kubusia Puchatka i układanie puzzli. Lesbijek żadnych nie znam – a raczej o żadnych w moim towarzystwie nie wiem. Statystycznie jest mało prawdopodobne by ich w okolicy nie było, ale tak jak pisałam wyżej, nie interesuje się życiem seksualnym moich przyjaciół. Podsumowując (ale mi się wykład zrobił), nie twierdzę że wszyscy homoseksualiści są dobrymi ludźmi – skoro są ludźmi to z pewnością trafiają się między nimi i gnoje i zboczeńczy. Ja jednak miałam szczęście i podobnie jak na fajnych hetero trafiam na fajnych homo. Odpowiedz Link Zgłoś
vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 10:12 Też skomentuję. Skoro przyjaciel rodziców jest gejem a Ty sądząc z używanych form kobietą to nic Ci nie groziło :) Mialem to "szczęście" że moja koleżanka czy raczej przyjaciółka, z którą znamy się od 14 lat w wieku 36 stwierdziła że jest les. I dowiedziałem się o tym nie od niej a w wyniku sowjego wścibstwa. Jestem raczej homofobem - homoseksualiści niech i sobie są - nic mi do tego, ale wtedy gdy są to obcy. Tu dziewczynę poznałem gdy miała 22 lata. I nic - w moim odczuciu nie wskazywało, że jest les. Można powiedzieć, ze jesteśmy wspólnikami. I teraz raz, że zaczynam się zastanawiać wobec kogo będzie bardziej lojalna? Wobec swojej "przyjaciółki"? Czy wobec mnie i "firmy". I czy w związku z tym w jaki sposób "sprawa się rypła" nie jest tak że to co gdzieś przeczytałem o homoseksualistach, że są egocentrykami z silnymi ciągotami do oszukiwania, nie jest prawdą. Inna rzecz to próba zrozumienia jak to jest że to że jest "inna" zrozumiała w takim wieku. I czy aby nie jest to delikatnie mówiąc hedonizm w najwyższym stopniu a nie homoseksualizm. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 11:10 vlad1 napisał: > I teraz raz, że zaczynam się zastanawiać wobec kogo > będzie bardziej lojalna? Wobec swojej "przyjaciółki"? > Czy wobec mnie i "firmy". Czy nie za dużo się nad tym zastanawiasz? Albo za mało? Jak często zdarzają się konflikty lojalności "partner życiowy kontra firma"? Przecież to dwie sfery życia, które są zwykle zupełnie niekonkurencyjne! Przeciwnie nawet, lojalność wobec firmy sprzyja stabilizacji materialnej, a ta jest ważna dla kogoś, kto ma życie rodzinne. Badania potwierdzają, że osoby żyjące w trwałych związkach (nieważne - homo- czy hetero-) pracują lepiej. I dlaczego takie podejrzenia masz akurat wobec lesbijki? Czemu nie obawiasz się, że heteroseksualny współpracownik okaże większą lojalność wobec żony niż wobec Ciebie i firmy? Chyba rzeczywiście masz skłonność do homofobii w jej najbardziej klasycznej postaci - obawiasz się czegoś - choć sam nie wiesz czemu, dorabiasz zagrożenia i hodujesz w sobie lęki wynikające z niewiedzy. > I czy w związku z tym w jaki sposób "sprawa się rypła" > nie jest tak że to co gdzieś przeczytałem o homoseksualistach, > że są egocentrykami z silnymi ciągotami do oszukiwania, nie jest > prawdą. To "gdzieś", gdzie przeczytałeś tę niemądrą myśl - to nie jest dobre źródło. Poszukaj sensownych lektur, a nie sięgaj po opinie "gdzieś". Zastanawiasz się nad tym, dlaczego dowiedziałeś się prawdy o Twojej znajomej nie z jej własnej woli? A jak na tę wiadomość reagujesz? Podejrzeniami, niechęcią, powtarzaniem zasłyszanych "gdzieś" negatywnych opinii... Może Twoja znajoma miała powody, żeby się takiej reakcji spodziewać? Może to, że nie "ujawniła się" przed Tobą - to nie o niej tylko o Tobie świadczy źle? Czy jesteś człowiekiem otwartym, tolerancyjnym, okazującym innym zrozumienie, kierującym się oceną innych kształtowaną na podstawie ich wartości - czy może okazujesz nieufność, ksenofobię, lekceważenie innych, oceniasz powierzchownie i schematycznie? Jednym słowem - czy to nie Ty spowodowałeś, że Twoja znajoma nie miała ochoty (albo nawet - odwagi) powiedzieć Ci o swojej orientacji? > Inna rzecz to próba zrozumienia jak to jest że to że jest "inna" > zrozumiała w takim wieku. I czy aby nie jest to delikatnie mówiąc > hedonizm w najwyższym stopniu a nie homoseksualizm. Wiele może być powodów późnego odkrycia własnej orientacji, jednym z najsilniej działających czynników jest presja otoczenia. W społeczeństwie zorientowanym na heteroseksualizm i zachowującym się nietolerancyjnie wobec innych łatwo ulec naciskowi i przyjąć, nawet uwewnętrznić przekonanie o swojej heteroseksualności. Zdarza się to bardzo często, a szczególnie łatwe jest dla kobiety, która może prowadzić życie (hetero-)seksualne (marne, ale jakieś) nawet nie odczuwając pociągu do mężczyzn. A co to ma wspólnego z hedonizmem? Zastanów się, co Ty za głupstwa piszesz? Od kiedy to dla kobiety heteroseksualnej zachowaniem hedonistycznym miałoby być obcowanie z kobietą? Odpowiedz Link Zgłoś
vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 11:39 Zwracam uwagę że po nastu latach znajomości taki sposób poznania faktów już w moim odczuciu budzi wątpliwośći. To nie od niej si o tym dowiedziałem. Jak ktoś "nie jest prawdomówny" w jednym to skąd wniosek że będzie w prawomówny w innej sferze? Związki homoseksualne raczej nie są trwałe. To gdzieś to właśnie dyskusja w Wyborczej i jeśli dobrze pamiętam wniosek taki wynikał z doświadczeń tej osoby która to pisała. I nie ma mowy o lekceważeniu. Po prostu mam prawo wybierać sobie znajomych także biorąc pod uwagę jej seksualność czy stosunek do związków. Nie toleruję także panów, którzy swoje partnerki zdradzają na prawo i lewo. Ostatecznie nawet uwzględniając mój negatywny stosunek do homoseksualistw w tej sytuacji lepsza byłaby "najgorsza prawda" niż podważenie zaufania. Nie sądzisz? Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 12:18 A znasz szczegóły życia intymnego wszystkich swoich znajomych? Wszyscy Ci o tym opowiadają? A jeśli ktoś (jeszcze raz powtarzam - byc może z Twojej własnej winy) nie chce lub obawia się z Tobą o tym mówić - to czemu od razu uznajesz go za kłamcę? Od kiedy to ludzie mają obowiązek opowiadać każdemu współpracownikowi o tym w jaką stronę kierują się ich uczucia i do kogo odczuwają pociąg? Mam dwoje naprawdę bliskich ludzi, prawdziwych przyjaciół. Z każdym z nich bliskość jest taka, że w pewnej chwili poczułem dyskomfort wynikający z omijania pewnych spraw w rozmowach. Obojgu powiedziałem o sobie. Ale po pierwsze - bliskość tego wymagała. Może między Wami takiej bliskości nie ma i Twoja znajoma po prostu nie odczuwa potrzeby wtajemniczania Cię w te sprawy? A po drugie - ja wiedziałem, jak moi przyjaciele zareagują, byłem pewny, że nie spotka mnie żadna, najmniejsza nawet przykrość. Czy Twoja znajoma mogła być pewna takiej Twojej reakcji? Zwłaszcza że deklarujesz się sam jako homofob? Sam widzisz że to "gdzieś", z którego czerpiesz "wiedzę" - to żadne sensowne źródło. "Doświadczenia osoby, która o tym pisała" - dajże spokój, to całkiem jakbym napisał, że ludzie są podejrzliwi, homofobiczni, nieufni - na podstawie Twoich tu wypowiedzi! Owszem, masz prawo wybierać sobie znajomych wedle dowolnych kryteriów (inna sprawa, że jeśli takich, o jakich piszesz - to marnie wróżę tym znajomościom, wartość człowieka nie ma żadnego związku z jego orientacją). Ale jeśli uważasz, że "ukrywanie" orientacji przez znajomego to przemilczenie równe kłamstwu - to chyba jesteś w grubym błędzie. Czemuż to każdy Twój znajomy miałby biec do Ciebie z wynurzeniami na temat swojego życia emocjonalnego i seksualnego? Dlatego, że Ty uważasz to za informację szczególnie istotną dla znajomości? To dość odosobnione oczekiwanie. Jeśli chcesz ludzi dyskwalifikować za te "niedopowiedzenia" - to najpierw wywieś nad sobą transparent "Chcesz być moim znajomym - opowiedz mi o swoim życiu intymnym. Jeśli tego nie zrobisz - uznam, że nie jesteś godny zaufania.". Ale nie czekaj na liczne wyznania, zostaniesz raczej uznany za wścibskiego dziwaka. Dla normalnego człowieka sprawy intymne innych ludzi nie mają znaczenia tak długo, jak długo sam nie jest w nie zaangażowany, a bliskość z tym innym człowiekiem nie jest wystarczająca, żeby czynić sobie nawzajem takie zwierzenia. O Twoim stosunku do mniejszości świadczy też - nieświadomie zapewne - uczynione porównanie. "Nie toleruję także panów, którzy swoje partnerki zdradzają na prawo i lewo.". A więc to ta sama grupa? Dlatego że "gdzieś" przeczytałeś, że związki homoseksualne raczej są nietrwałe? A wiesz, że z badań wynika, że przeciętny homoseksualista ma w życiu mniej partnerów seksualnych niż przeciętny heteroseksualista? Ile znasz par homoseksualnych? Ile z nich ma staż krótki, a ile długi? Czy nie jest przypadkiem (oj, chyba nie przypadkiem...) tak, że Twoje opinie oparte są na znikomej wiedzy i nieuprawnionych uogólnieniach? Bądź ostrożniejszy, wypowiadasz krzywdzące opinie o konkretnej osobie biorąc za podstawę byle gdzie zasłyszane wiadomości ogólne, na dodatek dośc kiepskiej jakości. Odpowiedz Link Zgłoś
vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 12:54 I teraz Ty wypowiadazs jakiś sąd nie znając kontekstu. Skoro pytasz o moją dociekliwość dot. życia seksualnego to zapytam inaczej - a z iloma z tych osób znasz się naście lat. Z iloma zdarzało Ci sie być na tyle blisko że mogłeś o tym powiedzieć prawie jak siostra? Nie wchodzę tu w szczegóły bo to jakby nie Twoja sprawa...Więc nie mówimy li tylko o "znajomych". Życie seksualne znajomych mnie nie interesuje. A jeśli chodzi o poznanie. Poczytałem sobie trochę wypowiedzi les na ich forach (kk, inna strona). Więc nie pisz że wiedzę zdobywam tylko w "takich" miejscach. Miałem też wątpliwą przyjemnosc rozmawiać przez telefon z jedną ze znajomych mojej przyjaciółki/koleżanki. Choć zdaję sobie sprawę ze w każdym środowisku są czarne owce. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 13:18 Czegoś w Twoich tekstach nie rozumiem. Poznaliście się, kiedy ona miała 22 lata. Po 14 latach znajomości dowiedziałeś się że jest lesbijką. Ona uświadomiła to sobie mając lat 36, czyli właśnie po 14 latach znajomości z Tobą. To jakim cudem miała Cię o tym poinformować wcześniej? Jestem zapewne znacznie starszy od Ciebie, mam 48 lat. Wyobraź sobie, że mam znajomych od lat 30, o których życiu intymnym nie wiem nic. Oni o moim - też nic. Po prostu stopień zażyłości nie wymaga wymiany informacji o tej sferze życia. Mam też znajomych bliższych, którym powiedziałem o sobie - bo uważałem to za wskazane ze względu na szczerość potrzebną w bliskich związkach. Ale czemu uważasz, że jeśli ona Ci o tym nie powiedziała, to ma być nielojalna wobec Ciebie? Jeszcze raz powtarzam: zastanów się lepiej nad tym DLACZEGO Ci o tym nie powiedziała. Czy naprawdę jest "prawie jak siostra"? A może ona nie czuje tego żebyś Ty był dla niej "prawie jak brat"? A może czuje, że - podobnie jak to z braćmi niestety bywa - zareagowałbyś źle? Sądząc z Twoich wypowiedzi - nie myliłaby się... A jeśli chodzi o poznanie - potwierdzasz, że wiadomości czerpiesz z marnych źródeł i że są one bardzo wyrywkowe. Internet - to jest właśnie "takie" miejsce, a już fora (homo- i jakiekolwiek inne w tym samym stopniu) to kopalnia bzdur wszelakich. Na szczęście istnieje jeszcze prawdziwa literatura - psychologiczna, seksuologiczna i wreszcie piękna. No, a o rozmowie telefonicznej z jedną lesbijką to już lepiej nie wspominać jako o źródle wiedzy, sam zresztą to potwierdzasz. Odpowiedz Link Zgłoś
vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 13:40 Tak skokami. Uznałeś widać że moje wypowiedzi są "niewyważone" i niedojrzałe. Stąd piszesz że jesteś sporo starszy. Niestety - "a imię jego...".Tak, ze nie jesteś tak dużo starszy. Miałem na myśli to, że skoro coś sie zmienia, a w jakiś spośób zmienia, to po tak długiej znajomości i zażyłej (możesz mi uwierzyć - także z jej strony) nawet uwzględniając moją "homofobię" taka "tajemnica" i tak by sie nie uchowała. Więc to było z jej strony nierozsądne. Zaczynamy teraz wchodzić w pewne szczegóły, o których nie chcę pisać na forum publicznym. I przykro mi to powiedzieć, ale obraz środowiska budują także, a może przede wszystkim takie czarne owce, fora i wypowiedzi różnych panów, takie jak ta o honorowym dawstwie krwi (nazwiska nie podaję i tak jest znane). Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 14:03 Nie, nie uznałem ich za niewyważone ani niedojrzałe, choć się z nimi nie zgadzam. Napisałem o swoim wieku po to, żeby pokazać, że znajomości mogą trwać znacznie dłużej niż lat 14, a nie doprowadzać do zwierzeń, o których tu mowa. Widzisz, teraz mówisz o postępowaniu Twojej znajomej - "nierozsądne". Czyli - i tak musiało się wydać, więc (pomimo Twojej homofobii) powinna była Ci o tym powiedzieć. Ze strachu, że jak się wyda to będzie gorzej? A dlaczego to w ogóle ma mieć jakiekolwiek znaczenie? Czy nie popadasz w błędne koło? Odmawiasz jej zaufania dlatego, że nie powiedziała czegoś co samo w sobie nie ma żadnego związku z pracą i układami Was łączącymi? A później przenosisz ten brak zaufania ze sprawy "niepowiedzenia" na samą jej orientację psychoseksualną? A co do budowani obrazu "środowiska": zgadzam się. Ale człowiek świadomy po pierwsze - nie ulega takiemu obrazowi, powstałemu z oglądania rzeczywistości z jednej strony, po drugie - nie przenosi pseudowiedzy w ten sposób zdobytej na pojedyncze osoby. Nawet gdyby czarny obraz był prawdziwy - nie wolno z tego wyciągać wniosków dotyczących konkretnego człowieka. Bo to sie właśnie nazywa - dyskryminacja z racji orientacji. Odpowiedz Link Zgłoś
vlad1 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 14:42 Oprócz układu zawodowego jest też znajomość o charakterze niezawodowym, "prywatnym". I z racji połączenia - być może jest dodatkowy problem. Jeśli zaś chodzi o przenoszenie obrazu " środowiska" na poszczególne osoby...Cóż nie pomyślałeś że może w tym konkretnym przypadku był jakiś powód.... Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 17:37 > Oprócz układu zawodowego jest też znajomość o charakterze > niezawodowym, "prywatnym". I z racji połączenia - być może jest > dodatkowy problem. Cóż, krzyżowanie się sfery prywatnej z zawodową często prowadzi do problemów. Jednak trzeba umieć udowodnić (nie insynuować), że to, co dotknęło Cię w sferze prywatnej - musi znaleźć odbicie w zawodowej. > Jeśli zaś chodzi o przenoszenie obrazu " środowiska" na poszczególne > osoby...Cóż nie pomyślałeś że może w tym konkretnym przypadku był > jakiś powód.... Powodu do takiego przenoszenia nie ma nigdy. Każdy człowiek jest sobą i tylko sobą, nie obciążają go przywary ani grzechy innych. Statystyka działa tak długo, jak długo dotyczy zbiorowości. Ty masz lat 44, ja 48, średnio mamy 46 i to jest sensowna dla kogoś z zewnątrz informacja statystyczna. Ale jeśli będzie ją chciał odnieść do któregokolwiek z nas - pobłądzi, bo żaden z nas 46 lat nie ma... Przeniesienie z ogółu na pojedynczego człowieka - to nic innego, jak zastosowanie do niego zasady odpowiedzialności zbiorowej. --------------------------------------------------------- Może zresztą dobrze się stało, że do opisanej sytuacji doszło. Masz okazję do przemyślenia swoich poglądów, motor do zdobycia lepszej wiedzy, wreszcie - temat do rozmyślań nad relacjami wiążącymi Cie z Twoją znajomą. Pozdrawiam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
saszenka2 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 03.06.08, 01:18 Niektórzy naprawdę mają wybujałe potrzeby i uważają, że ze wszystkiego ludzie powinni im się zwierzać. A może oni wcale nie traktują Cię jak osoby godnej zaufania? Może nie widzą w Tobie osoby aż tak bliskiej, a Ty tej znajomości nadajesz taki charakter bliskiej zażyłości? A może po prostu te osoby nie mają w zwyczaju opowiadać o swoim życiu intymnym. Jedni swoje stosunki seksualne opisują w Internecie, inni filmują, a jeszcze inni o nich po prostu nie opowiadają. Tak samo jest z każdą inną dziedziną życia. Odpowiedz Link Zgłoś
saszenka2 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 03.06.08, 01:12 vlad1 napisał: > Zwracam uwagę że po nastu latach znajomości taki sposób poznania > faktów już w moim odczuciu budzi wątpliwośći. To nie od niej si o > tym dowiedziałem. Jak ktoś "nie jest prawdomówny" w jednym to skąd > wniosek że będzie w prawomówny w innej sferze? > Związki homoseksualne raczej nie są trwałe. > To gdzieś to właśnie dyskusja w Wyborczej i jeśli dobrze pamiętam > wniosek taki wynikał z doświadczeń tej osoby która to pisała. > I nie ma mowy o lekceważeniu. Po prostu mam prawo wybierać sobie > znajomych także biorąc pod uwagę jej seksualność czy stosunek do > związków. Nie toleruję także panów, którzy swoje partnerki zdradzają > na prawo i lewo. > Ostatecznie nawet uwzględniając mój negatywny stosunek do > homoseksualistw w tej sytuacji lepsza byłaby "najgorsza prawda" niż > podważenie zaufania. Nie sądzisz? Ja również nie otworzyłabym się przed taką osobą. To wynika z faktu, że po prostu chyba nie jesteś tolerancyjny, widać to z Twoich postów, a dziewczyna najwidoczniej nie chciała znowu tłumaczyć po raz n-ty, że te wszystkie stereotypy, że te związki się szybko rozpadają, są nieprawdziwe. Dziś wiele związków heteroseksualnych szybko się rozpada albo też trwają przepełnione zdradami i kłamstwami. Odpowiedz Link Zgłoś
mik-mik Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 02.06.08, 11:07 Fajnie, ze po 27 latach mieszkania poza krajem wciaz korzystasz z polskiej klawiatury. Odpowiedz Link Zgłoś
ilonka45 Re: michal.augustyniak ty analfabeto! 05.11.09, 17:38 Ja od ponad 30 i co to ma do rzeczy??? niby ma wplyw na to, ze nie umiesz pisac po polsku? smiem watpic, gdybys sie urodzil np. w Anglii to rozumiem, ze ci pisanie po polsku nie wychodzi, to po pierwze, a po drugie na dobre ci ten pobyt nie wyszedl, bo nie nauczyles sie podstaw tolerancji, z ktorej slyna kraje anglojezyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
wartak Swietny artykul! 02.06.08, 10:00 Naprawde swietny artykul! To naprawde wzmacniajace, szczegolnie dla tych, ktorzy siedza w swoich szafach i czuja straszliwy lek przed ujawnieniem, nie tylko wobec innych, ale czesto nawet przed samym soba. Brawa dla autorki! Odpowiedz Link Zgłoś
pcx a co to za nowomowa ? 02.06.08, 10:23 Cyuję: Anna Zawadzka - 35-letnia pedagożka i prezeska fundacji "Anka Zet Studio. Co za pedagożka, co za prezeska, może jeszcze ministerkę zamiast ministra zrobicie, wy poprwni politycznie DEBILE ???!!!???!!!??? Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 11:18 Och, wieczny spór... A gdyby nie była "pedagożką" tylko "nauczycielką" to byłoby w porządku i nikt by nie zwrócił uwagi. Nauczycielka matematyki jest matematyczką, prawda? Są w szkole polonistki, anglistki, germanistki... Biolożka już niektórym przeszkadza, a psycholożka budzi powszechne zdumienie. No cóż, może warto przywyknąć do tego, że nie wszystko złe, co się nam nie podoba. No i jeszcze do tego, że nie warto się wdawać w zbędne dyskusje. Norma językowa pozwala na takie formy i tyle. Temat dyskusji pod tym artykułem jest zaś zupełnie inny i dużo ważniejszy. Odpowiedz Link Zgłoś
pederasta.83 Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 13:44 > Temat dyskusji pod tym artykułem jest zaś zupełnie inny > i dużo ważniejszy. No i właśnie o to chodzi. Artykuł jest ważny, a stylistyczny miazmat na końcu niemal go przekreśla: ostentacyjne forsowanie nowomowy może budzić sprzeciw -- wiele osób przeczytawszy słowo "psycholożka" stwierdzi że ten artykuł to kolejna dawka "lewackiej propagandy «Szmaty Wybiórczej»". A szkoda. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 14:06 E tam, przesadzasz, osób, które kierują się takimi względami nie przyuczy się do rozsądnego myślenia i brać ich opinii pod uwagę nie warto. Poza tym - takie formy żeńskie nazw zawodów mają zwolenników i przeciwników (ja jestem zwolennikiem) i są językowo poprawne, więc nie ma powodu do określania ich użycia tak ostrymi słowami. Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra11 Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 14:15 w takim razie zlikwidujmy rowniez slowo "nauczycielka" i powrocmy do starodawnego "nauczyciela" z czasow, kiedy zawod ten wykonywali wylacznie mezczyzni. w koncu nie na darmo mowi sie, ze Polska jest 100 lat za Murzynami na skali rozwoju (bez obrazania Murzynow) Odpowiedz Link Zgłoś
pcx Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 15:09 aleksandra11 napisała: > w takim razie zlikwidujmy rowniez slowo "nauczycielka" i powrocmy do > starodawnego "nauczyciela" z czasow, kiedy zawod ten wykonywali > wylacznie mezczyzni. > w koncu nie na darmo mowi sie, ze Polska jest 100 lat za Murzynami > na skali rozwoju (bez obrazania Murzynow) czasy kiedy w nauczali wyłącznie mężczyźni to odległa historia, ale "zfeminizowanie" zawodu nauczyliela nie ma - niestety - pozytywnego oddziaływania na młodych ludzi. Popytaj psychologów to Ci wytłumaczą jaki wpływ na kształtującą się psychikę młodego chłopca ma taka dominacja kobiet... Odpowiedz Link Zgłoś
ally Re: a co to za nowomowa ? 02.06.08, 14:33 > No i właśnie o to chodzi. Artykuł jest ważny, a stylistyczny miazmat na końcu > niemal go przekreśla: ostentacyjne forsowanie nowomowy może budzić sprzeciw -- > wiele osób przeczytawszy słowo "psycholożka" ostentacyjne? prosze cie... jesli nazwe sie studentka, to tez bedzie ostentacja? Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra11 pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 10:40 w ktorej pracowala pani wypowiadajaca sie w artykule. dyrektor nie rozpowiadal o tym, ze wyrzycil pania za pedofilie, natomiast mowil, ze w zlym smaku bylo wystapienie w programie Ewy Drzyzgi i opowiadanie o swoim zyciu intymnym, bo ten program ogladaja uczniowie i jego zdnaiem niepotrzebnie pozniej dzieci by robily niezdrowa sensacje z faktu, ze pani pedagog jest lezbijka. pomijam to, czy mial prawo wyrzucac kogos za tego typu wystapienia w telewizji czy nie, ale nie ma moim zdaniem nic wspolnego z oskarzeniami o pedofilie! akurat tego dyrektora wspominam z sympatia, to nie byl cwok ani glupol, ktory nie odroznialby pedofilii od homoseksualizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein No bo oszkalować homoseksualistę to be 02.06.08, 12:41 ale jak homoseksualista wygaduje, co mu ślina na język przyniesie, o tych wstrętnych homofobach, to cacy. Bo homoseksualista biedny, zestresowany itp. Nb. argumentacja dyrektora była jak najbardziej słuszna i racjonalna. Podobnie powinien wywalić np. nauczycielkę, która w telewizorze opowiada, że jest miłośniczką sado-maso albo seksu analnego A tak w ogóle to z artykułu wynika, że jeśli tylko ludzie nie są prowokowani, to jakoś ta mityczna "powszechna homofobia" kurczy się do malutkiego marginesu. Co innego gdyby te panie jakiś transparent wywiesiły, albo zorganizowały osiedlową paradę równości. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: No bo oszkalować homoseksualistę to be 02.06.08, 13:01 Oglądałeś ten program? Wiesz, że była tam mowa o technikach uprawiania seksu? Jeśli nie - to Twoje porównanie jest do kitu. Tu mówi się o tym, że dyrektor wyrzucił nauczycielkę, bo uczniowie niezdrowo ekscytowaliby się tym, że jest lesbijką. A więc - wyrzucił ją za ujawnienie orientacji seksualnej. Jeśli taką argumentację uważasz za słuszną i racjonalną - to pewnie się nie dogadamy... A jeśli uważasz, że homofobii nie ma o ile tylko homoseksualiści ukrywają się - no to pogratulować logiki i poglądów. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Proszę się nie emocjonować 02.06.08, 13:33 tylko podać mi argument, czym różni się oświadczenie w telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką seksu analnego" (bez opisu "techniki")? Proszę też nie "domyślać się" moich poglądów ("a jeśli uważasz"), tylko odnosić się DOKŁADNIE do tego, co napisałem. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Proszę się nie emocjonować 02.06.08, 13:47 Proszę bardzo: "jestem lesbijką" oznacza, że kobieta odczuwa pociąg seksualny do kobiet i kieruje swoje uczucia w ich stronę. Zauważ, że nie ma w tym oświadczeniu nawet cienia stwierdzenia, że uprawia jakikolwiek seks, a tym bardziej - stosuje jakąś szczególną technikę... Bądź precyzyjny... Natomiast "jestem miłośniczką seksu analnego" to stwierdzenie o charakterze stricte technicznym, nie mające z uczuciami wyższymi nic wspólnego. Podejrzewam, że jesteś jednym z tych, którzy kojarzą homoseksualizm wyłącznie z uprawianiem stosunków homoseksualnych. Takie osoby są w błędzie - podobnie jak ktoś, kto uważałby, że heteroseksualizm polega na uprawianiu seksu z osobami płci przeciwnej. Stąd bierze się zapewne Twoje przekonanie, że nie ma różnicy między powiedzeniem, że się jest gejem, a powiedzeniem, że się uprawia seks analny. A to jest zupełnie co innego. Aż głupio mówić o tak prostych rzeczach - homoseksualiści kochają, podobnie jak heteroseksualiści. I podobnie jak wśród heteroseksualistów - istnieją związki platoniczne, wielkie miłości bez zbliżenia, dramaty uczuciowe... Ech, przydałoby się niektórym poczytać trochę literatury pięknej... A jeśli chodzi o Twoje poglądy - nie trzeba sie ich domyślać. Sam je wyłożyłeś w zdaniu "A tak w ogóle to z artykułu wynika, że jeśli tylko ludzie nie są prowokowani, to jakoś ta mityczna "powszechna homofobia" kurczy się do malutkiego marginesu.". Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Troszkę logiki 02.06.08, 14:04 > Proszę bardzo: "jestem lesbijką" oznacza, że kobieta odczuwa pociąg > seksualny do kobiet i kieruje swoje uczucia w ich stronę. Zauważ, że > nie ma w tym oświadczeniu nawet cienia stwierdzenia, że uprawia > jakikolwiek seks, a tym bardziej - stosuje jakąś szczególną > technikę... Bądź precyzyjny... Natomiast "jestem miłośniczką seksu > analnego" to stwierdzenie o charakterze stricte technicznym, nie > mające z uczuciami wyższymi nic wspólnego. Rzeczywiście, stwierdzenie "jestem lesbijką" nie pociąga za sobą stwierdzenia "uprawiam seks". Ale identycznie jest z wyrażeniem "jestem miłośniczką seksu analnego". Można sensownie powiedzieć po polsku "pociąga mnie seks analny, chociaż nigdy jeszcze go nie próbowałam". Oświadczenie "jestem lesbijką" mówi o "uczuciach wyższych" również dokładnie tyle samo, co oświadczenie o upodobaniu do seksu analnego. Sam pociąg do kobiet nie gwarantuje "uczuć wyższych". Podobnie upodobanie do seksu analnego uczuć wyższych nie przekreśla (jeśli np. uprawia się ten seks wyłącznie z osobą kochaną). Prawda? > Podejrzewam, że jesteś jednym No i tu kończę czytanie Twojego postu, ponieważ pomimo mojej WYRAŹNEJ prośby znów bawisz się w fantazjowanie na mój temat. To jakaś złośliwość czy fobia...? Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 14:19 W logice trudno będzie mnie zagiąć - jestem z wykształcenia matematykiem :-) Natomiast u Ciebie z logiką chyba nie najlepiej. Otóż "jestem lesbijką" oznacza właśnie to, że zarówno uczucia wyższe, jak popęd płciowy nakierowane są u kobiety na kobiety. Kropka, taka jest definicja orientacji psychoseksualnej. To, co piszesz o niegwarantowaniu uczuć wyższych - nie odpowiada określeniu "lesbijka", najwyżej "osoba uprawiająca seks lesbijski (lub zdradzająca skłonność do niego)". Natomiast wyciąganie jakichkolwiek wniosków dotyczących uczuć wyższych ze stwierdzenia "lubię seks analny" jest nieuprawnione, w jedną i w drugą stronę. Zatem stwierdzenie to o uczuciach wyższych nie mówi nic i nie ma żadnego znaczenia, że ich nie wyklucza. Rozumując po Twojemu - należałoby powiedzieć, że pomiędzy "jestem murzynem" i "lubię buty na obcasach" jest równoważność, bo jedno drugiego nie wyklucza ani nie potwierdza, a poza tym istnieją biali murzyni :-) Nie, to nie złośliwość ani fobia. Może po prostu prawo do snucia przypuszczeń, mieszczące się w zasadach wolności wyrażania poglądów? Jeśli źle Cię oceniłem - to po prostu zaprzecz, nie obrażę się i doczytam Twój post do końca, obrażają sie tylko kucharki. A że nie doczytałeś - to nie ustosunkowałeś się do ostatniego akapitu. Szkoda. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 16:24 > W logice trudno będzie mnie zagiąć - jestem z wykształcenia > matematykiem :-) Na forum możesz przedstawiać się dowolnie, nawet jako wykładowca w Princeton, ale liczy się to, co napiszesz :-) > Otóż "jestem lesbijką" oznacza właśnie to, że zarówno uczucia > wyższe, jak popęd płciowy nakierowane są u kobiety na kobiety. > Kropka, taka jest definicja orientacji psychoseksualnej. No i tu piszesz kompletną nieprawdę! W definicji "orientacji psychoseksualnej" nie ma NIC o uczuciach wyższych. Przecież możesz żywić uczucia wyższe do innego mężczyzny (przyjaciela) nie będąc gejem! Z kolei lesbijka może żywić uczucia wyższe do innych mężczyzn (chyba że uważasz lesbijki za istoty niezdolne do przyjaźni bez podtekstu seksualnego). Poza tym ktoś może być np. heteroseksualistą i jednocześnie psychopatą pozbawionym uczuć wyższych, prawda? Podobnie lesbijka. Chyba, że uważasz (na jakiej podstawie?), że homoseksualiści inaczej funkcjonują w sferze uczuciowej i "z definicji" uczuć wyższycb nie mogą być pozbawieni. Ale to byłby już tylko Twój ideologiczny wymysł. Twoje używanie pojęcia równoważności nie potwierdza Twojego matematycznego wykształcenia. Nie twierdziłem, że zwroty "jestem lesbijką" i "lubię seks analny" są równoważne. Twierdzę jedynie, że oba te stwierdzenia ani nie mówią nic o tym, czy ktoś żywi, czy nie "uczucia wyższe", ani też nie stwierdzają, czy ktoś uprawia seks, czy nie. Twoim jedynym kontrargumentem jest nonsensowne utrzymywanie jakoby w pojęciu "lesbijka" była zawarta informacja o posiadaniu "uczuć wyższych" i to koniecznie skierowanych wyłącznie do osób tej samej płci. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 18:00 Najwyraźniej nie porozumiemy się, a nawet wiem dlaczego - bo Ty tego nie chcesz. 1. Jeśli mówię, że jestem matematykiem - to żeby temu zaprzeczać musiałbyś umieć udowodnić, że nie jestem, inaczej bezpodstawnie zarzucasz mi kłamstwo, a to nie uchodzi. Zresztą - rzecz jest bez znaczenia, napisałem o tym żartobliwie. 2. Używasz określenia "identyczne" dla wyrażeń "jestem lesbijką" i "jestem miłośniczką seksu analnego". Nie bocz się, że podjąłem dyskusję z sensownością stawiania tych zdań na tym samym poziomie. Gdybym był tak uparty jak Ty - duskusja skończyłaby się natychmiast - "identyczny" znaczy "tożsamy", w odniesieniu do zdań "znaczący to samo", więc poległbyś w pierwszym starciu. 3. Unikając skomplikowanego języka, który gmatwa tylko tę dyskusję: "jestem lesbijką" oznacza "jestem kobietą homoseksualną", a to - wbrew Twojej opinii - nie oznacza, że kobieta odczuwa li tylko pociąg płciowy do innych kobiet. Obejmuje to także wszelkie stopnie fascynacji i miłości, luźno związane z seksem. Tak jak Ty kochasz kobiety będąc heteroseksualnym mężczyzną, tak lesbijka kocha je będąc homoseksualną kobietą. No, chyba że w Twoim mniemaniu heteroseksualność sprowadza się do sfery łózkowej. W takim przypadku pozostałyby tylko wyrazy współczucia. Pojmij to, lesbijka ma do kobiet taki stosunek, jak Ty - heteroseksualny mężczyzna. A co do "uczuć wyższych", o których piszesz - nic o ich nieistnieniu nie mówiłem. Obawiam się, ze to nie logika Cie zawodzi. Brak Ci dobrej woli w dyskusji, świadomie przekręcasz tezy w taki sposób, żeby było Ci łatwiej sprzeciwiać się im. Nadto - naginasz fakty do swoich potrzeb. Wbrew Twojemu kategorycznemu stwierdzeniu - homoseksualizm w swojej definicji odnosi się nie tylko do sfery pociągu płciowego. Polecam elementarną lekturę seksuologiczną. Zaczęliśmy od Twojego zdania "Proszę się nie emocjonować tylko podać mi argument, czym różni się oświadczenie w telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką seksu analnego" (bez opisu "techniki")?" Wróćmy do tego: nie widzisz różnicy pomiędzy zdaniami "jestem heteroseksualny" a "lubię klimaty sado-maso"? Hmmm... To już chyba dalsze tłumaczenie nie ma sensu. Po prostu udajesz Greka. Pozostaje tylko współczuć, że niczym nie różniłoby się dla Ciebie zdanie "jestem murzynem" od zdania "nie znoszę brokułów". Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 18:28 > 1. Jeśli mówię, że jestem matematykiem - to żeby temu zaprzeczać Nie zaprzeczam, tylko podkreślam, że takie oświadczenia nie mają nic do rzeczy. Liczą się argumenty > 2. Używasz określenia "identyczne" dla wyrażeń "jestem lesbijką" > i "jestem miłośniczką seksu analnego". Przykro mi, że nie rozumiesz języka polskiego. NIE NAPISAŁEM, że wyrażenia "jestem lesbijką" i "jestem miłośniczką seksu analnego" są identyczne. Naprawdę napisałem "IDENTYCZNIE jest z wyrażeniem...". Taki zwrot po polsku nie oznacza identyczności wyrażeń. Jeśli powiem: "wyrażenie <Janka boli głowa> mówi o stanie zdrowia Janka. Identycznie jest z wyrażeniem <Pawła boli ząb>". Ale z tego nie wynika, że uważam jakoby Janek był identyczny z Pawłem, czy ból głowy z bólem zęba. 3. Stosujesz nagminnie wobec mnie erystyczne chwyty ad personam ("brak ci dobrej woli", "udajesz Greka" itp.). Czy tego typu argumentacji nauczono Cię na matematyce? Natomiast dalej idziesz w zaparte utrzymując jakoby w definicji "orientacji seksualnej" zawierało się posiadanie "uczuć wyższych". Raz jeszcze powtarzam, że gdyby tak było, wówczas pozbawiony uczuć wyższych psychopata nie mógłby być określony ani jako osobnik heteroseksualny ani homoseksualny (czy biseksualny). A to jawna bzdura. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:11 1. A więc matematyka sobie darujmy. Mimo, że naprawdę nim jestem :-) 2. Zacząłeś od pytania "czym różni się oświadczenie w telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką seksu analnego" (bez opisu "techniki")?" zakończmy dysputę stwierdzeniem: TREŚCIĄ. Co do oceny podobieństwa oddziaływania tych wypowiedzi na widzów - nie dogadamy się. 3. Jeszcze raz powtarzam - nie ma tu żadnych chwytów erystycznych, jesteś ciekawym obiektem obserwacji, a ja się tymi obserwacjami z czytelnikami dzielę. A co do związku libido z uczuciami wyższymi - nie rozstrzygniemy tej kwestii w dyskusji na forum. I nie jest to do niczego potrzebne. Mówimy o dwóch zdaniach: "jestem lesbijką" i "jestem miłośniczką seksu analnego". Spytałem, czy wg Ciebie nie różni się zdanie "jestem heteroseksualny" od zdania "jestem miłośnikiem sado-maso". Odpowiesz? Mnie tak naprawdę nie chodzi o nic więcej, niż to, żeby przestano kojarzyć homoseksualizm *wyłącznie* z seksem homoseksualnym. No, chyba że umówimy się, że heteroseksualizm to pojęcie oznaczające *wyłacznie* seksualną sferę życia. Tylko że to nie miałoby żadnego sensu, bo sfery libido i emocji są ze sobą silnie powiązane. Nie zmieni tego nic, nawet nazywanie tego "jawną bzdurą". Za omyłkę w lekturze ("identyczne" - "identycznie") przepraszam. Pozdrawiam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:47 > 2. Zacząłeś od pytania "czym różni się oświadczenie w > telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką > seksu analnego" (bez opisu "techniki")?" zakończmy dysputę > stwierdzeniem: TREŚCIĄ. Chyba muszę Ci wytłumaczyć rzecz prościej. Jeśli zapytam "czym różni się oświadczenie <Janek to kretyn> od oświadczenia <Janek to impotent>, to przecież nie chodzi mi o abstrakcyjną "treść", bo naturalnie oba te wyrażenia też różnią się treścią. Chodzi o to, że oba te wyrażenia są obraźliwe i niektórzy słusznie uważają, że nie należy takich oświadczeń wygłaszać publicznie. Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One też naturalnie różnią się treścią, ale rzecz w tym, że oba są deklaracją na temat swych upodobań seksualnych i w tym wypadku również niektórzy uważają, że nie należy takich oświadczeń wygłaszać publicznie. Zwłaszcza nie powinny tego robić nauczycielki. Przy tym - wbrew temu, co Ty twierdzisz - oba te oświadczenia nie zawierają żadnych deklaracji na temat "uczuć wyższych", ich obecności bądź braku. To po prostu zupełnie inna sprawa. Można być lesbijką i mieć uczucia wyższe, a można też być lesbijką i uczuć wyższych nie mieć. Dokładnie tak samo jest z heteroseksualistami. Czyżbyś się z tym nie zgadzał? Deklaracje "jestem heteroseksualny" i "jestem zwolennikiem sado-maso" też są deklaracjami na temat upodobań seksualnych i również uważam, że żadna nauczycielka nie powinna iść do telewizji po to, by takie deklaracje składać. > chyba że umówimy się, że heteroseksualizm to pojęcie oznaczające > *wyłacznie* seksualną sferę życia. Ależ "orientacja seksualna" dotyczy wyłącznie seksualnej sfery życia! Natomiast uczuciowość homo i heteroseksualistów, ich upodobania kulinarne, poglądy polityczne itp. to zupełnie inne sprawy. Oczywiście niektóre te sprawy częściej łączą się z życiem seksualnym jak np. uczucia, choć są zarówno heteroseksualiści jak i homoseksualiści, którzy prowadzą życie seksualne bez zaangażowania uczuciowego. Czyżbyś się z tym nie zgadzał? I na koniec. Sformułowanie > jesteś ciekawym obiektem obserwacji, nie zachęca do dyskusji z Tobą. Jakbyś się czuł, gdybym napisał "lubię czasem pogadać z gejem; to ciekawa rzecz poobserwować takie osobliwe stworzonko". Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Troszkę logiki 03.06.08, 01:01 No, nareszcie - teraz wiemy już co myślisz. Po co było tak komplikować sprawę? Po co zadawać pytania, na które odpowiedź masz gotową? Uważasz, że "Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One też naturalnie różnią się treścią, ale rzecz w tym, że oba są deklaracją na temat swych upodobań seksualnych (...)". Z takim poglądem nie podejmuję się dyskutować - zrównywanie orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami jest zbyt nonsensowne, żeby takie rzeczy wyjaśniać. EOT. Cały dalszy ciąg Twojej wypowiedzi już tylko potwierdza podstawowe nieporozumienie - uparcie twierdzisz, że sfery seksualna i emocjonalna są od siebie zupełnie niezależne, co jest równie absurdalne, jak poprzednia teza. Zatem - również EOT. Co do "ciekawego obiektu obserwacji" - no cóż, przyznaję, że było w tym trochę złośliwości, ale - mam nadzieję, że nie cierpisz zbyt mocno. A jakbym się czuł gdybyś napisał o mnie jako o "osobliwym stworzonku"? Hmmm... Prawie zero wrażenia. Wiesz dlaczego? Bo: po pierwsze - mam wrażenie że tak o mnie myślisz, więc już nie przejąłbym się tym, gdybyś to napisał; po drugie - nie takie rzeczy o mnie pisano i mówiono, przywykłem. Życie członka mniejszości otoczonego nieżyczliwą i nietolerancyjną większością trochę uodparnia. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 03.06.08, 02:02 > Z takim poglądem nie podejmuję się dyskutować - zrównywanie > orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami jest zbyt > nonsensowne, żeby takie rzeczy wyjaśniać. EOT. > > Cały dalszy ciąg Twojej wypowiedzi już tylko potwierdza podstawowe > nieporozumienie - uparcie twierdzisz, że sfery seksualna i > emocjonalna są od siebie zupełnie niezależne, co jest równie > absurdalne, jak poprzednia teza. Zatem - również EOT. Gdybyś był łaskaw podać, gdzie sformułowałem te poglądy, byłbym wdzięczny. Jest chyba jakaś granica fałszowania cudzych wypowiedzi i dopasowywania ich do swoich fantazji. > pierwsze - mam wrażenie że tak o mnie myślisz Nie masz "wrażenia". Masz nadczynność fantazji. To chyba Twój główny problem. Trudno rozmawiać z kimś, kto w istocie rozmawia sam ze sobą. Pozostaje mi tylko życzyć byś przynajmniej sam ze sobą potrafił się dogadać. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Troszkę logiki 03.06.08, 11:06 > Gdybyś był łaskaw podać, gdzie sformułowałem te poglądy, byłbym wdzięczny. Ależ proszę bardzo: "Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One też naturalnie różnią się treścią, ale rzecz w tym, że *oba są deklaracją na temat swych upodobań seksualnych*". Jest chyba jakaś granica fałszowania własnych wypowiedzi i dopasowywania ich ex post do swoich potrzeb w dyskusji. Dalsza dyskusja nie ma sensu - najwyraźniej trollujesz. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein No i jednak masz kłopoty z logiką 03.06.08, 12:32 Ponieważ - w odróżnieniu od Ciebie - zakładam, że nie "udajesz Greka", tylko naprawdę nie rozumiesz pewnych pojęć, postaram Ci się prosto wyjaśnić Twoją pomyłkę. Ja rzeczywiście napisałem: > "Podobnie z dyskutowanymi przez nas oświadczeniami. One też > naturalnie różnią się treścią, ale rzecz w tym, że *oba są > deklaracją na temat swych upodobań seksualnych*". Natomiast Ty tak to przekręciłeś: > Z takim poglądem nie podejmuję się dyskutować - zrównywanie > orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami jest zbyt > nonsensowne, żeby takie rzeczy wyjaśniać. EOT. Otóż nie "zrównywałem" orientacji seksualnej z seksualnymi upodobaniami, ponieważ pierwsze pojęcie jest szersze (można mieć tę samą orientację, ale różne upodobania "w detalach"). Niemniej jako szersze zawiera też to węższe. Podam mniej drażliwy przykład. Kiedy mówię o moim "stanie majątkowym", to nie jest to to samo, co kiedy mówię "ile mam pieniędzy". Oba te pojęcia różnią się treścią i zakresem i bynajmniej ich nie "zrównuję". Niemniej kiedy mówię o swoim stanie majątkowym, to TAKŻE ogólnie mówię, ile mam pieniędzy. Podobnie kiedy mówię, że jestem heteroseksualistą, to TAKŻE ogólnie mówię o swoich upodobaniach seksualnych. Każdy, kto prawidłowo rozumie pojęcie "heteroseksualista", wie po takiej deklaracji, że np. nie lubię, kiedy inny mężczyzna... Tu pominę obsceniczne szczegóły. Czy jeszcze czegoś nie rozumiesz? Pytaj, chętnie wyjaśnię. Na podobnym nieporozumieniu opiera się Twoja wypowiedź, udająca moje rzekome stanowisko: > Cały dalszy ciąg Twojej wypowiedzi już tylko potwierdza podstawowe > nieporozumienie - uparcie twierdzisz, że sfery seksualna i > emocjonalna są od siebie zupełnie niezależne, co jest równie > absurdalne, jak poprzednia teza. Zatem - również EOT. Nigdzie nie twierdziłem, że sfera seksualna i emocjonalna są od siebie niezależne. Twierdziłem tylko, że definicja "orientacji seksualnej" nie ma związku z posiadaniem lub nie "uczuć wyższych". Można być lesbijką i mieć uczucia wyższe i można być lesbijką i ich nie mieć. W samym pojęciu "bycia lesbijką" informacja taka nie jest zawarta. Temu nie potrafisz zaprzeczyć. Przykład mniej drażliwy. Wyobraź sobie, że podaję definicję "biegacza przez płotki" i zaznaczam, że w definicji tej nie ma słowa o wadze ciała. I teraz wyobraź sobie kogoś, kto czyta tak jak Ty i zaczyna mówić: ach, to absurdalne. Według niego waga ciała nie ma związku z bieganiem itp. itd. Czy widzisz teraz swój błąd? Czego jeszcze nie rozumiesz? Na koniec raz jeszcze podkreślę, że nie jest dobrą metodą wyobrażanie sobie poglądów oponenta i dopasowywanie ich w ten sposób do własnych uprzedzeń. Takim uprzedzeniom ("mam wrażenie") dałeś w tej krótkiej dyskusji wyraz wielokrotnie. Zawsze lepiej po prostu dokładnie czytać. Nie przerzucaj też na mnie swych ewentualnych pretensji do ludzi, którzy być może w życiu sprawili Ci przykrość. To, że jestem heterykiem, nie znaczy, że odpowiadam za winy i poglądy wszystkich innych heteryków, prawda? Spróbuj potraktować mnie tak, jak ja Ciebie próbuję traktować - jako odrębną, unikalną osobę. OK? Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 12:40 Dzięki za wyrozumiałe potraktowanie mnie jako nierozumiejącego pewnych pojęć. Niestety - nic się w moim ich rozumieniu pod wpływem Twoich pouczen nie zmieniło. Nie przekonałeś mnie. Postaram się jeszcze raz wyjaśnić, gdzie - moim zdaniem - jest Twój błąd. Zacząłeś od (retorycznego) pytania: "czym różni się oświadczenie w telewizji "jestem lesbijką" od oświadczenia "jestem miłośniczką seksu analnego"". Określam je jako retoryczne, bowiem z dalszych wypowiedzi wynika, że Twoim zdaniem wygłoszenie tych oświadczeń w telewizji jest równie niestosowne - bowiem "oba są deklaracją na temat swych upodobań seksualnych". I tu właśnie jest problem. Nie mogę zgodzić się z Twoim stwierdzeniem, że "jestem lesbijką" stanowi "deklarację na temat upodobań seksualnych". Żaden rozbiór związków logicznych ("jestem lesbijką" => "pociąga mnie uprawianie seksu lesbijskiego") nie zmieni tego, że stwierdzenie "jestem lesbijką" określa orientację psychoseksualną (która - między innymi - determinuje zachowania seksualne), a "jestem miłośniczką seksu analnego" - właśnie tym, co zgodziliśmy się nazywać "deklaracją na temat upodobań seksualnych". Sam to potwierdzasz mówiąc "(...) pierwsze pojęcie jest szersze (można mieć tę samą orientację, ale różne upodobania "w detalach"). Niemniej jako szersze zawiera też to węższe.". No właśnie. Czy zdanie "To jest śnieg." można nazwać "określeniem koloru przedmiotu"? Moim zdaniem nie, niesie ono więcej informacji niż ta, że przedmiot, o którym zdanie mówi jest biały. Idąc za Twoim przykładem - "opis stanu majątkowego" to NIE jest "informacja o zasobach pieniężnych", choć taką informację w sobie zawiera. Tyle logiki. Nie, cos jeszcze z tej działki: wydaje mi się, że zbyt pochopnie zarzucasz mi kłopoty z logiką - bo to Ty je masz. "Obalając" moje twierdzenie, że orientacja obejmuje nie tylko sprawy seksu ale i uczuć wyższych napisałeś "No i tu piszesz kompletną nieprawdę! W definicji "orientacji psychoseksualnej" nie ma NIC o uczuciach wyższych. Przecież możesz żywić uczucia wyższe do innego mężczyzny (przyjaciela) nie będąc gejem! Z kolei lesbijka może żywić uczucia wyższe do innych mężczyzn (chyba że uważasz lesbijki za istoty niezdolne do przyjaźni bez podtekstu seksualnego).". Toż to klasyczny sofizmat! Ja mówię "Homoseksualizm obejmuje nie tylko seksualną, ale i emocjonalną sferę życia.", a Ty "obalasz" to twierdzenie zdaniami "Heteroseksualista zdolny jest do uczuć wyższych skierowanych do osób tej samej płci." oraz "Homoseksualista zdolny jest do uczuć wyższych skierowanych do osób odmiennej płci.". Obalasz w ten sposób zdania "Tylko homoseksualista jest zdolny do uczuć wyższych skierowanych do osób tej samej płci." oraz "Homoseksualista jest zdolny do uczuć wyższych wyłącznie skierowanych do osób tej samej płci.". Żadne z nich nie jest równoważne z moim zdaniem. Samowolnie dołożyłeś mi kwantyfikatory, ot co. No i teraz - skoro jesteśmy właśnie przy tej kwestii: Twój "dowód" wyłącznie seksualnego charakteru orientacji seksualnej rozpadł się logicznie. Ale nie w tym rzecz. Mylisz się nie dlatego, że zastosowałeś błędne środki dowodowe. Po prostu nie przyjmujesz do wiadomości definicji "Homoseksualizm = zaangażowanie psychoemocjonalne i pociąg seksualny pomiędzy osobami tej samej płci.". I może na tym zakończmy. Cała ta dyskusja nie ma sensu - mówimy o różnych rzeczach, używając tych samych słów. Z tego, że (z rażącymi błędami logicznymi) usiłowałeś dowieść, że orientacja seksualna jest pojęciem ograniczonym do sfery libido i zachowań seksualnych - wynika, że taka jest Twoja definicja. Moja jest inna, z tą chyba przewagą, że w literaturze naukowej to moja jest co najmniej częściej (a w literaturze współczesnej - niemal wyłącznie) spotykana. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 15:02 Od razu przeskoczę do przykładu "mniej drażliwego". > Idąc za Twoim > przykładem - "opis stanu majątkowego" to NIE jest "informacja o > zasobach pieniężnych", choć taką informację w sobie zawiera. Znów piszesz nieprecyzyjnie. Obaj zgadzamy się, że nie ma tu tożsamości tj. "opis stanu majątkowego" nie równa się "informacji o zasobach pieniężnych". Niemniej obaj również zgadzamy się, że "opis stanu majątkowego" zawiera informację o zasobach pieniężnych. Jeśli zatem uznajemy, że w jakiejś sytuacji (np. tajemnica danych osobowych) podanie informacji o zasobach pieniężnych jest niestosowne, to MUSIMY uznać, że równie niestosowne z tych samych powodów jest podanie informacji o stanie majątkowym. Właśnie dlatego, że opis stanu majątkowego ZAWIERA informację o zasobach pieniężnych. Prawda? I tyle logika. Jeśli idzie o drugą kwestię to pastwiąc się nad moimi rzekomymi sofizmatami pominąłeś CAŁKOWICIE mój zasadniczy argument. Przypomnę co napisałem: Można być lesbijką i mieć uczucia wyższe i można być lesbijką i ich nie mieć. W samym pojęciu "bycia lesbijką" informacja taka nie jest zawarta. Temu nie potrafisz zaprzeczyć. Twoje definicja: > "Homoseksualizm = zaangażowanie > psychoemocjonalne i pociąg seksualny pomiędzy osobami tej samej > płci.". jest po prostu błędna. Na gruncie tej definicji psychopata niezdolny do zaangażowania psychoemocjonalnego natomiast odczuwający pociąg seksualny nie może być określony jako homoseksualista (ani - jeśli przyjmujesz symetryczną definicję heteroseksualizmu - jako heteroseksualista). Jest to nonsens. Wiem, że chodzi ci po prostu o obronę banalnego faktu, że homoseksualiści są tak samo zdolni do uczuć wyższych jak heteroseksualiści i że seks homoseksualny nie powinien być ZAWSZE sprowadzany i redukowany do "fizjologicznych detali". Przyjąłeś jednak błędną strategię obrony, bo usiłujesz mnie przekonać do nonsensu, że KAŻDY homoseksualista prowadzi życie seksualne połączone z zaangażowaniem psychoemocjonalnym. Co jest nieprawdą TAKŻE w odniesieniu do heteroseksualistów. Po prostu zafundowałeś swojej tezie duży kwantyfikator i teraz masz kłopoty. Czy to tak trudno przyznać się do pomyłki, zapewne spowodowanej nie Twoim brakiem wiedzy, ale psychoemocjonalnym zaangażowaniem w dyskusję, której temat żywo Cię obchodzi :-) Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 15:52 > Twoje definicja: (...) > jest po prostu błędna. Próbujesz negować definicję encyklopedyczną. Poddaję się... Nie mogę rozmawiać o pojęciu, którego definicję ustalasz Ty, całkowicie arbitralnie, tworząc definicję sprzeczną z przyjętą w publikacjach naukowych, a która przez Ciebie została przedstawiona po zakwestionowaniu Twojej wypowiedzi (czyli - najprawdopodobniej naginasz ją do swoich potrzeb). > Znów piszesz nieprecyzyjnie. Obaj zgadzamy się, że nie ma tu tożsamości tj. > "opis stanu majątkowego" nie równa się "informacji o zasobach pieniężnych". > Niemniej obaj również zgadzamy się, że "opis stanu majątkowego" zawiera > informację o zasobach pieniężnych. Jeśli zatem uznajemy, że w jakiejś sytuacji > (np. tajemnica danych osobowych) podanie informacji o zasobach pieniężnych jest > niestosowne, to MUSIMY uznać, że równie niestosowne z tych samych powodów jest > podanie informacji o stanie majątkowym. Właśnie dlatego, że opis stanu > majątkowego ZAWIERA informację o zasobach pieniężnych. Uciekasz od własnego zdania, które analizujemy. "Niestosowność" pojawiła się później. Jeśli już musisz się tak uparcie bronić - obroń stwierdzenie, że "To jest śnieg" jest "informacją o kolorze oglądanego przedmiotu"... Ale już nie przede mną. Ja tu już nie zamierzam zaglądać. Jak przekonasz kogoś innego niż ja, zawiadom mnie :-P Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: No i jednak masz kłopoty z logiką 04.06.08, 17:37 > oglądanego przedmiotu"... Ale już nie przede mną. Ja tu już nie > zamierzam zaglądać. Jak przekonasz kogoś innego niż ja, zawiadom Przyjmuję rejteradę mego adwersarza bez zaskoczenia. Nie potrafił odpowiedzieć nawet na proste pytanie o orientację seksualną psychopaty pozbawionego wyższych uczuć, więc widocznie temat był dla niego zbyt trudny. Definicje w encyklopediach dobrze jest czytać ze zrozumieniem, na przykład zauważając spójnik "lub" (emotional, romantic, sexual, or affectional attraction), który też ma określone LOGICZNE konsekwencje. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo I wreszcie na koniec... 04.06.08, 16:39 Twój upór, żeby dyskusję toczyć wokół zagadnień językowych i logicznych ma cechy trollowania. Tak naprawdę chodzi o odpowiedź na pytanie: czy nauczycielka może publicznie ujawnić swoją mniejszościową orientację seksualną. Otóż - moim zdaniem - tak. Uznam spójność Twojego rozumowania (nie słuszność, spójność!) o ile na pytanie "Czy nauczycielka może pokazać się w telewizji z mężem?" odpowiesz - nie, to zdradza jej heteroseksualną orientację, a przez to - wynikające z tej orientacji upodobania seksualne, które należą do sfery intymnej i nie powinny być ujawniane publicznie. Pozdrawiam i żegnam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:14 Aha, coś jeszcze. Nie pisz, że Ci przykro, że nie rozumiem języka polskiego. Po pierwsze - wiesz dobrze że rozumiem (choć jestem omylny), po drugie - skoro zwalczasz argumenty "ad personam" - sam ich nie stosuj, po trzecie - nie pisz nigdy "przykro mi", kiedy Ci nie jest przykro. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Troszkę logiki 02.06.08, 19:49 Jeśli ten wtręt uprzytomnił Ci, jak wyglądają od drugiej strony Twoje argumenty ad personam, to spełnił swoje zadanie. Odpowiedz Link Zgłoś
aotearoa Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 12:46 Droga Aleksandro, Z twojej wypowiedzi zakładam że jesteś pedagogiem skoro pracujesz w szkole i miałaś do czynienia z dyrektorem na tyle, żeby oceniać jego intencje. Dlatego, dla dobra wszystkich naszych dzieci w Polsce, mam nadzieję, że „lezbijka” to zwykły błąd podczas klepania w klawiature. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Bardzo merytorycznie 02.06.08, 12:53 Niby nic, ale delikatny smrodek puszczony. Patrzcie, "nauczycielka", a jakie błędy robi ta "Droga Aleksandra". A może "droga Aleksandra" jest świetną nauczycielką od WF-u i robi dla garbiących się dzieci dużo więcej dobrego niż wykształciuchowe polonistki, które zawsze prawidłowo napiszą "lesbijka", ale i na tym ich zasługi się kończą. Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra11 Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 13:58 tak, jest to blad ortograficzny, mea culpa, mea gapiowatosc zazwyczaj rowniez stawiam kropki, przecinki i zaczynam zdania z wielkiej litery, co umknelo uwadze poprawiajacego swoja droga, ze wzgledu na dzwieczne "b" tak wlasnie powinna wygladac spolszczona wersja tego jakze czesto uzywanego na codzien wyrazu Odpowiedz Link Zgłoś
anka_zet_studio Re: pracowalam przez chwile w tej szkole - odp 02.06.08, 14:21 Witam Panią. Chętnie się z Panią spotkam i porozmawiamy. Jeśli faktycznie pracowała Pani w jednej z tych szkół, to wie Pani o różnych sprawach, które powinny dyskwalifikować jednego z dyrektorów z zawodu, i wie Pani, że lokalna społeczność milczy w tej kwestii. Ja nie zdążyłam rozstrzygnąć tych spraw, ale wierzę, że może pojawi się ktoś, kto powstrzyma tego Pana przed byciem dyrektorem, dla dobra dzieci. Natomiast dyrektor drugiego gimnazjum (pracowałam na jednym etacie za ok. 800 zł brutto w 2 gimnazjach i w 2 podstawówkach charytatywnie:)) jest "porządnym" człowiekiem - i prawdopodobnie Jego miała Pani na myśli w swojej wypowiedzi - miałam o Nim bardzo dobre zdanie i byłam zasmucona, dowiadując się, że używał takich argumentów w rozmowie, o jakich się dowiedziałam. Sytuacja jest taka, że historię opowiedziała mi osoba (specjalnie nie podaję płci), która zna to z bezpośrednich przekazów: okoliczności pożegnania mnie jak i plotki o tym, że jestem pedofilem i dlatego zostałam zwolniona i jak postanowiono, że właśnie takiego argumentu będzie się używało, żeby wytłumaczć moją nieobecność. Każdy prawnik wie o tym, żeby udowodnić prawdziwość plotki potrzeba świadków, którzy zeznają, że ją słyszeli. Jeśli ktokolwiek zna małe społeczości to wie, że jest to awykonalne. Ja to rozumiem i nie oczekuję od mieszkańców innego rozwiązania. Jeśli w tym miejscu czytają to osoby z tych szkół to informuję, że zawsze będę twierdzić, że kadra była świetna i oddana dzieciom (z pewnymi wyjątkami, jakie się wszędzie zdarzają), że bardzo lubiłam pracować w tych szkołach i zawsze cieszyłam się z każdych sukcesów dzieci. Pamiętam Was, kochani, często o Was myślę i zastanawiam się, czy podążacie w kierunku rozwoju, co Wam zawsze polecałam. ;). Nie rywalizujcie ze sobą (wiecie, co mam na myśli :)). Działajcie wspólnie. Mieszkacie ze sobą i możecie tworzyć bardzo fajną lokalną społeczność pełną możliwości. Na pewno znacie zespół muzyczny, który z Waszej miejscowości robi oszałamiającą karierę! Mam Ich płytę i lubię jej słuchać i zawsze wtedy przypominam sobie Pokój Pedagog Szkolnej i Was rozmawiających ze mną... Podobny sukces jest w Waszych rękach! Życzę Wam tego. Mam nadzieję, że rozwijacie zainteresowania i pasje, jakie Wam towarzyszyły, kiedy się znaliśmy. Mam nadzieję, że zostaniecie dobrymi ludźmi, że tych niespełna 4 miesięcy kontaktu z lesbijką, (którą bardzo lubiliście i od samego początku Wy - dzieci - rozpoznałyście mnie z telewizji i Wam - dzieciom - to nie przeszkadzało. Zostałam pozbawiona pracy wtedy, gdy dowiedzieli się dorośli) otworzy Was na tolerancyjne postawy w Waszych życiach. Mam nadzieję, że wybraliście dobre ścieżki Waszego życia. Każdej z Was i Każdemu życzę miłości, szczęścia i spełnienia marzeń. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i zapewniam, że nie będę nikogo ścigała po sądach ani brała na świadków. Mam nadzieję, że to wydarzenie będzie dla Państwa okazją do zastanowienia się nad Waszymi decyzjami, jeśli pojawi się podobna okoliczność w przyszłości. Pamiętajmy o elementarnej zasadzie wielkiego człowieka Zamoyskiego: "Takie będą Rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie.", co polecam pamięci wszystkim dorosłym, nie tylko nauczycielom czy pedagogom. Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra11 Re: pracowalam przez chwile w tej szkole - odp 02.06.08, 14:31 cholera. jak to czytam, to strasznie mi sie robi przykro. nie bardzo wiem, czy bede mogla Pani pomoc, pracowalam w jednym gimnazjum i w jednej podstawowce jedynie przez chwile i moge powiedziec, ze nie robiono z tej sprawy jakiejs strasznej sensacji, dowiedzialam sie o niej wlasciwie przez przypadek i podano mi wlasnie takie uzasadnienie, o pedofilii nigdy nic nie uslyszalam. poza tym wypowiadano sie o Pani dobrze i cieplo, ale rozumiem, ze dla konserwatywnej, katolickiej spolecznosci sprawa odmiennej orientacji seksualnej (zwlaszcza u kobiety) byla nie do przeskoczenia. pozdrawiam cieplo i zycze nieustajacych sukcesow. Odpowiedz Link Zgłoś
ally Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 14:31 > oskarzeniami o pedofilie! akurat tego dyrektora wspominam z > sympatia, to nie byl cwok ani glupol, oj chyba jednak byl :-) Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra11 Re: pracowalam przez chwile w tej szkole 02.06.08, 14:42 wydaje mi sie, ze przede wszystkim musial byc strasznym konformista... Odpowiedz Link Zgłoś
slavko.matejovic Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 11:37 Ale chcę coś zauważyć. Dobrze że jakiegoś biednego faceta nie złapały bo miałby biedak przechlapane. A tak się dobrały - ja jestem brzydka, ty jesteś brzydka, po co w to angażować jeszcze dwóch niewinnych mężczyzn :) Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 12:22 Niezwykle dowcipne, głębokie i subtelne, gratulacje Drogi Slavko. Odpowiedz Link Zgłoś
milena.rl Re: Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 12:30 Jak widzę "-vić" od razu wiem na jakim poziomie będzie wypowiedź. Jesteście jeszcze na poziomie jaskiniowców, cud że się jeszcze totalnie nie wybiliście. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein No poszę jaki światły, tolerancyjny człowieczek 02.06.08, 12:44 Już po końcówce nazwiska poznaje, kto kim jest. Nawet nazistom samo "żydowsko brzmiące nazwisko" nie wystarczyło, no ale w "Gazecie" postęp poszedł już dalej... Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Nie mam nic przeciwiko tym paniom! 02.06.08, 12:55 Nie masz racji Mileno. Wpis Slavko jest po prostu niemądry, ale jego nazwisko nie ma z tym nic wspólnego. Teksty rodzą się w głowie, nie w paszporcie. Odpowiedz Link Zgłoś
pcx do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 12:17 1. dlaczego w Polsce tak często używa się określenia "gej" zamiast homoseksualista ? 2. czy możecie zdefiniować pojęcie "homofobia" i uzasadnić używanie tylko w kontekscie osob homoseksualnych ? 3. liczę tylko na poważne odpowiedzi ! Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 12:38 1. zapewne dlatego, że nie mówi się "wkrętak" tylko "śrubokręt", nie "nieżyt śluzówki nosa" tylko "katar" i nie "podatek od wartości dodanej" tylko "VAT". "Gej" to sympatyczne (ze względu na źródłosłów), zwięzłe i potoczne określenie, "homoseksualista" to wyrażenie encyklopedyczne. Aha, przy okazji - co to ma za znaczenie? 2. pl.wikipedia.org/wiki/Homofobia - akurat to hasło w Wikipedii jest godne zaufania, bo solidnie udokumentowane literaturą. Odpowiedz Link Zgłoś
pcx Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 15:15 guglielmo napisał: > 1. > "Gej" to sympatyczne (ze względu na > źródłosłów), zwięzłe i potoczne określenie, "homoseksualista" to > wyrażenie encyklopedyczne. > > 2. pl.wikipedia.org/wiki/Homofobia - akurat to hasło w Wikipedii jest godne zaufania, bo solidnie udokumentowane literaturą. 1. to od razu zacznijmy nazywać "gejów" WESOŁKAMI, taki przecież jest źródłosłów :-))) 2. link jest super, zwłaszcza argumenty przeciw :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 18:08 1. A możesz wyjaśnić, czemu tak Cię interesuje kompletnie marginalna kwestia nazewnicza? Naprawdę siedzimy tu po to, żeby się nad taką duperelą rozwodzić? Tekst jest o życiu, a nie o nazewnictwie. Szczerze mówiąc - możesz o mnie mówić nawet "pedał" (choć to umiarkowanie sympatyczne - a przez to niegrzeczne). Bardziej interesuje mnie - co myślisz o mniejszościach, jak wobec nich postępujesz. 2. Link jest super bo stanowi odpowiedź na Twoje pytanie. Nie chodzi ani o argumenty za ani przeciw, tylko o wiedzę. Pozdrawiam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
pcx Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 02.06.08, 22:25 guglielmo napisał: > 1. A możesz wyjaśnić, czemu tak Cię interesuje kompletnie marginalna > kwestia nazewnicza? Naprawdę siedzimy tu po to, żeby się nad taką > duperelą rozwodzić? Tekst jest o życiu, a nie o nazewnictwie. > Szczerze mówiąc - możesz o mnie mówić nawet "pedał" (choć to > umiarkowanie sympatyczne - a przez to niegrzeczne). Bardziej > interesuje mnie - co myślisz o mniejszościach, jak wobec nich > postępujesz. > > 2. Link jest super bo stanowi odpowiedź na Twoje pytanie. Nie chodzi > ani o argumenty za ani przeciw, tylko o wiedzę. > > Pozdrawiam :-) 1. lubię nazywać rzeczy (choć w tym przypadku o rzeczch mowy być nie może) po imieniu, a jednocześnie pasjami nie cierpię zachwaszczania języka polskiego, zwłaszcza przez pochodzące od anglosasów słowa- klucze. 2. jeszcze raz napiszę, że link jest świetny, nie zmienia to postaci rzeczy, że określenie "homofobia" jest głupie... Agora-, arachno i inne przedrostki fobii pokazuja czego ktoś się chorobliwie obawia. Z określenia homo-fobia (celowo tak piszę) mżna wnioskować, że ktoś chorobliwie boi się ludzi... PS mój stosunek do mniejszości to temat do dużo szerszej dyskusji, niż ta, którą możemy toczyć na forum, To raczej filozofia wolności jednostki w społeczeństwie i jej (wolności) granic . Pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: do poprawnych politycznie i homoseksualistów: 03.06.08, 01:15 1. Oba określenia znaczą to samo i oba są obce, więc mówiąc tak czy tak - nazywasz "rzecz" po imieniu i używasz wyrazów spoza języka polskiego. Poza tym nie jesteśmy na seminarium językowym, rozmawiamy tu o tekście nieco poważniejszych spraw dotyczącym. 2. Masz poniekąd rację w sprawie konstrukcji wyrazu "homofobia". Ale znów - rozmawiajmy o rzeczach, nie o nazwach. "Bielizna" rzadko bywa dziś biała, "spodnie" są odzieniem wierzchnim, a "prześcieradło" z przyczyn zupełnie pozaznaczeniowych może kojarzyć się ze "ścierą". No, ale skoro Twój "stosunek do mniejszości to temat do dużo szerszej dyskusji, niż ta, którą możemy toczyć na forum" - to chyba nie pogadamy. Ja tu jestem właśnie po to, żeby dyskutować o tym, co jest tematem komentowanego artykułu. A to nie jest artykuł o zjawiskach językowych. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
milena.rl co to znaczy poprawny politycznie? 02.06.08, 17:55 Świecki? To dobrze - Polska - póki co jest państwem świeckim. Poprawności religijnej szukaj w Watykanie. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Mniej więcej tyle co "wróg ludu":))) 04.06.08, 22:32 Tylko że w czarnej, a nie w czerwonej, nowomowie. Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 i taka jest prawda 02.06.08, 13:02 Ludzie nie maja pretensji do tego, ze "baba z baba" mieszka, bo nie jest w stanie mezczyzny pokochac. Nie takie wady wrodzone sie zdarzaja. Przeciez gdyby mogla, to nie wybralaby tego, ani nie zyczyla takiego przypadku swoim bliskim. Mozna sie dziwic, ze jej to nie przeszkadza i nie chce tego zmienic. Pewnie to trudno. Natomiast nie mozna uznac odstepstw od normy za rzecz pozadana i nagradzac ich przywilejami malzenstwa. Gdy sie przyjrzec, przywilej malzenstwa dostepny jest dla bardzo waskiej grupy osob. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: i taka jest prawda 02.06.08, 13:35 > Natomiast nie mozna uznac odstepstw od normy za rzecz pozadana i > nagradzac ich przywilejami malzenstwa. Gdy sie przyjrzec, przywilej > malzenstwa dostepny jest dla bardzo waskiej grupy osob. Małżeństwo samo w sobie nie jest żadnym przywilejem i jest powszechnie dostępne pełnoletnim osobom stanu wolnego, w pełni zdolnym do czynności prawnych. Mówisz zapewne o przywilejach wynikających z zawarcia małżeństwa. Pomińmy to, co żadnym przywilejem nie jest (prawo do otrzymywania informacji o stanie zdrowia partnera, prawo do reprezentowania go w różnych sytuacjach, możliwość współposiadania mieszkania spółdzielczego itp.). Takie rzeczy nie są przywilejami bo nic społeczeństwo nie kosztują. Drażliwe są dla wrogów: wspólne opodatkowanie, dziedziczenie ustawowe, świadczenia rentowe po śmierci jednego z partnerów itp. - to wszystko, co wiąże się z kosztami społecznymi. Takie koszta są zrozumiałe - o ile ze sformalizowania związku społeczeństwo ma jakąś korzyść. Otóż - ma! Ludzie żyjący w uregulowanych związkach pracują lepiej, rzadziej chorują, nie potrzebują opieki społecznej bo zapewnia im opiekę partner, popełniają mniej czynów karalnych... Jednym słowem - partner zdejmuje ze społeczeństwa wiele obowiązków, a życie w związku sformalizowanym polepsza społeczną pożyteczność danej osoby. To nie wymysły tylko wyniki dawno już znanych badań. Nie można mówić o "uznaniu odstępstw od normy za rzecz pożądaną i nagradzaniu". Odstępstwa nie znikną, nawet jeśli będziemy zaklinać rzeczywistość bez końca. Pożądane - czy nie. Zresztą - czemu niepożądane? Co komu do tego z kim kto się kocha? Robi jakąś krzywdę innym? Czemu miałoby to być "niepożądane"? Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Niezbyt to spójne 02.06.08, 13:55 Kilka słów komentarza: > Pomińmy to, co żadnym przywilejem nie jest (prawo do otrzymywania > informacji o stanie zdrowia partnera, prawo do reprezentowania go w > różnych sytuacjach, możliwość współposiadania mieszkania > spółdzielczego itp.). Wszystkie te sprawy powinny być dostępne dwóm/dwojgu ludziom niezależnie od tego, jaki jest charakter ich związku (tj. czy prowadzą wspólne życie seksualne, czy tylko po postu się lubią). Zgadza się Pan, czy nie? > Drażliwe są dla wrogów: wspólne opodatkowanie, dziedziczenie > ustawowe, świadczenia rentowe po śmierci jednego z partnerów itp. - > to wszystko, co wiąże się z kosztami społecznymi. Zwrot "drażliwe dla wrogów" to chwyt retoryczny, odpowiednio "ustawiający sprawę". Niemniej znów prosiłbym o argument, dlaczego musiałbym się zadeklarować z przyjacielem jako "związek homoseksualny", by otrzymać te przywileje. Czy dwie przyjaciółki-staruszki mieszkające razem powinny się zadeklarować jako lesbijki, żeby nie mieć ewentualnych kłopotów z dziedziczeniem? Jak Pan widzi, kwestia jest w prawodawstwie ogólnym, a nie mp. w "dyskryminowaniu homoseksualistów". Przyjaciele nie-homoseksualiści są identycznie dyskryminowani! (o ile uznamy obecną sytuację za dyskryminację) Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Niezbyt to spójne 02.06.08, 18:28 > Wszystkie te sprawy powinny być dostępne dwóm/dwojgu ludziom niezależnie od > tego, jaki jest charakter ich związku (tj. czy prowadzą wspólne życie seksualne, > czy tylko po postu się lubią). Zgadza się Pan, czy nie? Nie. Ale nie będę się na ten temat rozwodzić, bo właśnie od słów "Pomińmy to..." ten akapit zacząłem. > Zwrot "drażliwe dla wrogów" to chwyt retoryczny, odpowiednio "ustawiający > sprawę". Nie, to efekt wieloletniej lektury wypowiedzi osób agresywnie zwalczających formalizację związków jednopłciowych. Ale mogę zastąpić go wyrażeniem "Budzące kontrowersje:...". Nie w tym rzecz. > Niemniej znów prosiłbym o argument, dlaczego musiałbym się zadeklarować > z przyjacielem jako "związek homoseksualny", by otrzymać te przywileje. Czy dwie > przyjaciółki-staruszki mieszkające razem powinny się zadeklarować jako lesbijki, > żeby nie mieć ewentualnych kłopotów z dziedziczeniem? Prawodawstwo większości państw, które wprowadziły różne formy formalizacji związków nie wymaga żadnej deklaracji w przedmiocie życia seksualnego - a więc argument jest zupełnie chybiony. Może Szanowny Pan zawrzeć taki związek ze swoim przyjacielem nie podpisując niczego, co by zobowiązywało nawet do jednego pocałunku, a tym bardziej sypiania w jednym łóżku :-) > Jak Pan widzi, kwestia jest w prawodawstwie ogólnym, a nie mp. w > "dyskryminowaniu homoseksualistów". Przyjaciele nie- homoseksualiści są > identycznie dyskryminowani! (o ile uznamy obecną sytuację za dyskryminację) Być może Jaśnie Pan ma rację, o czym zresztą napisałem już w poprzednim akapicie. Jednak rozmydlanie zagadnienia nie służy niczemu dobremu - mówimy tu o homoseksualistach i ich związkach. Ale to, że najduję w Waszmości zwolennika jeszcze szerszego rozwiązania - to tylko mnie cieszy :-) Pójdziemy więc ręka w rękę (Boże broń nie proponuję trzymania się za ręce! To tylko takie wyrażenie), ja domagać się możliwości zawarcia związku z człowiekiem, którego kocham, Wielmożny Pan - z Pańskim przyjacielem :-) -------------------------------------------------- A nie moglibyśmy pisać "Ty", jak to na forach przyjęto? ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 02.06.08, 18:37 > > Wszystkie te sprawy powinny być dostępne dwóm/dwojgu ludziom > niezależnie od > > tego, jaki jest charakter ich związku (tj. czy prowadzą wspólne > życie seksualne, > > czy tylko po postu się lubią). Zgadza się Pan, czy nie? > > Nie. Ale nie będę się na ten temat rozwodzić Ależ rozwiedź się! To zawsze bardzo ciekawe, kiedy ludzie walczący o jakieś prawa dla siebie, jednym tchem odmawiają tych samych praw innym. I nawet nie chce im się podać argumentów. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Niezbyt to spójne 03.06.08, 11:24 Chyba nie doczytałeś do końca - poruszyłem kwestię szerszego dostępu do przywilejów związanych z różnymi związkami. Niczego nikomu nie odmawiam, ale nie sądzę, żeby sztuczne poszerzanie tematu było sensowne, więcej - z doświadczenia wiem, że w tego rodzaju sporach służy rozmydleniu kwestii, o której mowa i marginalizowaniu jej znaczenia. Tekst, pod którym się wypowiadamy dotyczy związków homoseksualnych i dyskryminacji mniejszości seksualnych. To, że nie mam ochoty rozszerzać tematu na np. problemy mniejszości żydowskiej - nie oznacza, że jestem antysemitą. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 03.06.08, 12:48 > odmawiam, ale nie sądzę, żeby sztuczne poszerzanie tematu było > sensowne, więcej - z doświadczenia wiem, że w tego rodzaju sporach W tym punkcie właśnie się różnimy. Ja uważam, że mamy tu do czynienia ze sztucznym ZAWĘŻENIEM. Wszystkie problemy dotyczące dwóch partnerów/partnerek seksualnych dotyczą także par (albo i nawet grup!) przyjacielskich. Samo życie niejako wrzuca ich wszystkich "do jednego wora". Sztuczne jest dopiero wyodrębnianie z tego "wora" określonej grupy i walczenia o zmianę prawa pod hasłem "walki z dyskryminację mniejszości seksualnych". Jeśli jestem brunetem i walczę o to, żeby bruneci mogli bez przeszkód odwiedzać innych brunetów w szpitalu, powinienem mieć bardzo mocne argumenty, dlaczego pomijam blondynów i nie walczę po prostu o to, by każdy każdego mógł swobodnie odwiedzać w szpitalu. Uwagi, że to "sztucznie poszerza", "rozmydla" itp. to zdecydowanie za mało. Oczywiście brunet może się przy swoim stanowisku po prostu upierać (ja - brunet, obchodzą mnie bruneci), ale wtedy inni mają prawo traktować go jako bruneta-szowinistę. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 13:12 > Wszystkie problemy dotyczące dwóch partnerów/partnerek > seksualnych dotyczą także par (albo i nawet grup!) przyjacielskich. Nie "partnerów seksualnych". Małżonkowie nie są "partnerami seksualnymi". Znów popełniasz ten sam, co w równoległej dyskusji błąd - nazywasz określeniem węższym to, co niesie treść szerszą. I nie "wszystkie problemy". Nie chciałem wchodzić w tę poszerzoną dyskusję, bo ona nie poszerza z brunetów na brunetów i blondynów, to manipulanckie porównanie. Problem formalizacji związków homoseksualnych jest istotnie wyróżniony - przez założenie, że związek taki jest z założenia monogamiczny. Twoje przykłady "związków" i "grup" (np. przyjacielskich) należą do kategorii, które z żadnych, ani obiektywnych, ani zwyczajowych powodów nie zakładają wyłączności ("grupy" są tej wyłączności nawet zaprzeczeniem). Zgadzam się, że "związek", który jest wart przywilejów związanych z trwaniem w nich (czyli przynoszący społeczne korzyści, za które społeczeństwo "płaci" przywilejami) nie musi być związkiem opartym na miłości rozumianej tak, jak łącząca małżonków. Nie jest jednak prawdą, że równie naturalne byłoby sformalizowanie związków przyjacielskich, jak homoseksualnych. A to dlatego, że przyjaźń nie żywi się wyłącznością, a miłość - tak (przynajmniej w najszerzej przyjętym w naszym kręgu kulturowym modelu). Dlatego: po pierwsze - problem formalizacji związków homoseksualnych, jako najbardziej przypominających związki heteroseksualne posiadające formalizację w postaci małżeństwa jest ważniejszy, po drugie - jest znacznie łatwiejszy do uregulowania, bowiem formalna strona jest do skopiowania z niewielkimi modyfikacjami z instytucji małżeństwa. Natomiast formalizacja związków "przyjacielskich" wymagałaby albo narzucenia odpowiednika monogamii (sprzecznego z naturą przyjaźni) albo zbudowania dość skomplikowanego modelu prawnego związków niemonogamicznych, z czym jesteśmy w szczerym polu. Na koniec: nie gniewaj się, ale ja zbyt wiele razy słyszałem zarzuty podobne do Twoich. "Czemu walczysz z antysemityzmem, przecież należy walczyć z dyskryminacją wszelkich mniejszości narodowych i rasowych!", "Czemu walczysz z łapówkarstwem wśród urzędników, przecież łapówkarstwo w innych zawodach jest również szkodliwe!" itd. itp. To bez sensu. Tak rozumując należałoby rzucić hasło "Walczmy ze złem wszelakim!" i pod takim transparentem biegać we wszystkoistycznym amoku - nie załatwiając niczego. Ponadto - nie zarzucam Ci tego, ale uświadamiam, że na podobne podejrzenie się narażasz - to rozszerzanie jest stosowane przez przeciwników zmian jako środek do rozmycia problemu i utrudnienia znalezienia rozwiązań, od których oczekuje się uniwersalności, swoista obstrukcja. W skrócie: sposób na pomoc związkom homoseksualnym już jest gotowy i należy go wprowadzić w życie. Nie przeszkadza to dalszemu myśleniu o podobnej pomocy innym związkom, grupom czy układom. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 15:14 Przyjąłem do wiadomości, że w tej kwestii nie różnimy się jakoś fundamentalnie, ale "strategicznie". Niemniej na koniec chciałbym podkreślić, że strategia nie jest obojętna, jeśli chodzi o "społeczny wizerunek" problemu. Proste pytanie. Załóżmy, że gotowy jest i dopięty projekt zwrotu majątku żydowskiego, natomiast kwestie zwrotu mienia innym grupom są "w szczerym polu". Czy przyjęcie takiego projektu doprowadzi do radykalnego wzrostu antysemityzmu. Naturalnie! W dodatku antysemityzmu "przekonującego", podbudowanego racjonalną i prawdziwą argumentacją! Jeśli zatem zależy Panu na zdecydowanym wzroście nastrojów "antygejowskich", proszę kontynuować... Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 16:25 Niestety, i ten argument jest już zgrany. A odpowiedź jest prosta: nie myśl za mnie i nie pochylaj się z troską nad tym, jak silniej będę prześladowany na skutek moich nieroztropnych działań. Nie potrzebuję takiej opieki. Sam sobie dam radę. Ach, wiem, musisz przeciwdziałać temu, co może spodowodować zło, nawet jeśli to zło nie dotyka Ciebie, a sami zainteresowani potrafią je wkalkulować w swoje poczynania. Wiesz, zamiast tych górnolotnych deklaracji i szlachetnie brzmiących zapewnień - zrób cos pożytecznego. Na przykład ochroń jednego człowieka przed czymś złym, co mu grozi, a on pomocy naprawdę potrzebuje i szuka jej. Takich "strategów dobra", którzy nie robią nic, bo rozwiązania są jeszcze nie dość uniwersalne, a zawsze może wyjść z tego coś złego - nikomu nie potrzeba. Albo przyznaj po prostu, że jesteś przeciw i nie kombinuj z argumentami, od których mdło się robi, tyle razy już były w ramach pełnej hipokryzji troskliwości wysuwane. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 17:44 > Albo przyznaj po prostu, że jesteś przeciw i nie kombinuj z > argumentami, od których mdło się robi, tyle razy już były w ramach > pełnej hipokryzji troskliwości wysuwane. Mój adwersarz do pewnego momentu próbował przynajmniej udawać kulturalnego człowieka. Gdy jednak zabrakło mu argumentów, maska opadła... Dla niego z pewnością niczego nie warto robić. Z takim tupetem i arogancją niewątpliwe da sobie w życiu radę sam. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Niezbyt to spójne 04.06.08, 21:03 Hehehe, ogłoś swoje zwycięstwo w najbardziej wzniosłych słowach, jakie potrafisz znaleźć, nie zostaniesz od tego zwycięzcą... Jak się miewa śnieg i zamężna nauczycielka, mądralo? Ubawiłeś mnie uwagą na temat "or". "Or" użyte tak, jak w zdaniu, które cytujesz oznacza, że wystarczy jedna cecha z wymienionych, by przedmiot podpadał pod definicję. Zatem homoseksualistą (wedle tej definicji) jest również osoba, która odczuwa *wyłącznie* "romantic attraction" w stosunku do innej osoby tej samej płci, nawet bez żadnego innego z wymienionych rodzajów "attraction". Sam się topisz. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 05.06.08, 00:59 > Zatem homoseksualistą (wedle tej > definicji) jest również osoba, która odczuwa *wyłącznie* "romantic > attraction" Ależ oczywiście, że MOŻE tak być. Ale nie MUSI. Niczego innego nie pisałem. To Ty utrzymywałeś, że posiadanie "uczuć wyższych" to konieczna cecha "lesbijki". Z definicji wynika, że lesbijką może być też osoba, która odczuwa wyłącznie pociąg seksualny, bez żadnych uczuć. Jednak nie znasz logiki. > Jak się miewa śnieg i zamężna nauczycielka, mądralo? Śnieg i zamężna nauczycielka to Twoje fantazje, które nijak się mają do moich wypowiedzi. Jednak nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Co do braku dobrego wychowania to już wystarczająco zademonstrowałeś go wcześniej. Niemniej Twój kolejny post potwierdza, że jesteś zwykłym chamem. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Niezbyt to spójne 05.06.08, 10:41 Nie denerwuj się, nie ma czym. Palnąłeś parę bzdur i nic wielkiego się nie stało, każdemu się zdarza. Nie uda Ci się zakląć rzeczywistości okrzykami "Jednak nie znasz logiki" - w chwili, kiedy to ja Ci wykazałem, że popełniłeś błąd logiczny. Podobnie - nie unikniesz porażki w dyskusji uciekając od odpowiedzi na pytania o śnieg i zamężną nauczycielkę i ogłaszając, że są to moje fantazje, które nijak się mają do Twoich wypowiedzi. Konstatacja jakobym nie umiał czytać ze zrozumieniem to Twoja fantazja, a raczej nędzny środek obrony w sytuacji, gdy poległeś - właśnie na polu czytania ze zrozumieniem i elementarnej logiki. Rozumiem, że chamstwem jest dla Ciebie złośliwe (nie ukrywam) nazwanie Cię "mądralą" i napisanie, że utopiłeś się sam "analizując" definicję homoseksualizmu. Zgłoś mój post do skasowania, niech mederator oceni. Przy okazji pamiętaj - to Ty pokrzykiwałeś na argumenty "ad personam". Twój post składa się niemal wyłącznie z epitetów pod moim adresem. To już nie są nawet argumenty "ad personam". To zwykłe ujadanie. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Re: Niezbyt to spójne 05.06.08, 13:40 > To zwykłe ujadanie. Miałeś tu podobno się już nie pokazywać? Również kłopoty z pamięcią? Na dalszą rozmowę nie licz, agresywny chamusiu. Moderatora takim planktonem nie będę zanudzał - reprezentujesz w końcu pewien internetowy standard. To tak jakby skarżyć się, że mucha napaskudziła mi na stole. Pa pa! Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo :-D 05.06.08, 15:08 Pokazuję się gdzie chcę i kiedy chcę, nie muszę sie u Pana Aarona odmeldowywać w tym celu. Po raz kolejny odszczekujesz się, nie dość, że głupio - to już naprawdę na żałosnym poziomie wychowania. A pytania, na które nie umiesz odpowiedzieć - pozostaną bez odpowiedzi. Rozumiem, trudno przyznać się do błędu - jeśli ktoś uważa się za Wszechwiedzącego Logika, Autorytet Seksuologiczny, Najdoskonalszego Wychowawcę Lesbijek i Nieomylnego Strażnika Moralności Programów Telewizyjnych. Pa trollu, pa :-) Odpowiedz Link Zgłoś
casablanca777 Do guglielmo i aarona 05.06.08, 16:09 Guglielmo! Jesli naprawde jestes gejem to wstyd mi za twoje zachowanie i kompromitowanie naszej spolecznosci. Zachowujesz sie na prawde po chamsku i jeszcze piszesz kompletne bzdury bez sensu. A moze wcale nie jestes gejem tylko masz radosc jak potem ludzie mysla ze wszyscy geje sa tacy jak sie prezentujesz? Po stylu to bym bardziej cie uznal za jakiegos nudzacego sie wszechpolaka. Aaron! Nie przejmuj sie! Nie wszyscy geje sa porabani. Nie wiem czy tu jeszcze zajrzysz wiec wysylam ci wiadomosc na priwa z moim zdaniem o tej sprawie. Tu nie chce pisac bo po co sie narazac na chamskie docinki. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Do guglielmo i aarona 05.06.08, 17:40 Casablanco! Nie wstydź się! W przeciwieństwie do Ciebie nie roszczę sobie pretensji do "reprezentowania naszej społeczności". Wstydź się lepiej za siebie - pisanie o czyichś wypowiedziach "kompletne bzdury bez sensu" bez słowa uzasadnienia - kompromituje Cię. Myślę, że nie zapoznałeś się z całością dyskusji pomiędzy Aaronem a mną i niezbyt dokładnie przeliczyłeś epitety, którymi on mnie obdarzył zamiast odnieść się do moich argumentów. Nie zadałeś sobie również trudu, by sprawdzić jaką "twórczość" uprawia Aaaron w innych miejscach serwisu. Polecam Ci szczególnie subtelne jego wypowiedzi: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=26269632&a=26298019 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=32130111&a=32160780 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=933&w=39155627&a=39179647 Tutaj znajdziesz zaś odsyłacz do twórczości, którą Aaron zdaje się lubić: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=56872548&a=57039135 . Po pobieżnym zapoznaniu się z aaronowym "dorobkiem" przestałem się dziwić temu, że najpierw hałaśliwie i z wielką pewnością siebie usiłował mnie pouczać, a później - w obliczu kompletnej klęski jego pożal-się-Boże rozumowań - zrejterował plując brudną śliną i jadem przez ramię. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Dziękuję kochany guglielmo! 06.06.08, 11:49 Piszę do Ciebie osobno, żeby nie sprawić przykrości Panu casablance. Gdybym był złośliwy, napisałbym że donosicielstwo pięknie łączy się z innymi cechami Twego charakteru. Ale ponieważ jestem dobroduszny, tylko podziękuję Ci za obszerną reklamę. Naprawdę chciało Ci się czytać moje stare posty? Jest w tym jakaś prawda, że wrogowie często mają dla nas więcej czasu od przyjaciół! Czy jesteś może ofiarą akcji "Hiacynt"? To by w jakimś stopniu tłumaczyło Twoje urazy oraz inwigilacyjną gorliwość. Banalny syndrom sztokholmski: fascynacja metodami swego prześladowcy. Oczywiście z "argumentacją" ma to tyle wspólnego, co odpowiedź Jasia na pytanie mamusi, kto zbił szybę: Jaś czy Staś - że Staś tydzień temu napluł na podłogę. Jak ma się to do zbicia szyby, to już tajemnica dziecięcej logiki Na koniec, ponieważ połaskotałeś mile moją próżność, pomogę Ci zrozumieć, na czym polega błąd w Twoimn "argumencie ze śniegiem". Napisałeś: > No właśnie. Czy zdanie "To jest śnieg." można nazwać "określeniem > koloru przedmiotu"? Moim zdaniem nie, niesie ono więcej informacji > niż ta, że przedmiot, o którym zdanie mówi jest biały. Otóż odpowiedz sobie sam na pytanie, czy jeśli ktoś do Ciebie mówi: "to jest śnieg", wiesz od razu na rzecz jakiego koloru on patrzy, czy nie? Albo inna sytuacja. Umówiłeś się z kimś, że nie powie Twojemu chłopakowi, jakiego koloru jest auto, które kupiłeś, bo ma to być niespodzianka. No i ten ktoś spotyka Twojego chłopaka i mówi mu: fajna bryka, ale w śniegu może się zgubić. Czy dotrzymał słowa i NIE podał koloru samochodu? Jeśli NIE podał, to skąd Twój chłopak już WIE, że samochód jest biały? Jeśli jeszcze czegoś nie rozumiesz, pytaj. Jako mój stały i ulubiony czytelnik masz do tego prawo. Twój ulubiony autor, Aaaron Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Brawo, Panie Aaronie! 06.06.08, 13:45 Brnie Pan dalej w inwektywach puszczając wodze wyobraźni w takim stopniu, że nazywanie przez Pana czegokolwiek, co napisałem wcześniej "fantazjami" zakrawa na żart. Zostałem "donosicielem" bo pozwoliłem sobie zwrócić uwagę ewentualnych zainteresowanych na Pana publiczne wypowiedzi umieszczone na forach GW? Osobliwe rozumienie wyrazu "donosiciel"... Zostałem hipotetyczną ofiarą akcji "Hiacynt" i pacjentem ze zdiagnozowanym syndromem sztokholmskim. Interesujące, Pan - racjonalny do bólu, wolny od wszelkich fantazji i pilnujący czystości dyskusji - pozwala sobie na takie luźne domysły i wycieczki wyobraźni? I to dlatego, że wygrzebałem jakieś Pańskie teksty, jeszcze raz powtarzam - świadomie umieszczone przez Pana w przestrzeni publicznej? Jak się ma zbicie szyby do plucia na podłogę? Oczywiście logicznie nijak, ma Pan rację. Tylko że życie to nie lekcja logiki formalnej i jeśli dziecko łobuzuje od dawna, to w "domowym śledztwie" ma zawsze status pierwszego podejrzanego. Pozwoliłem sobie przywołać Pańską wypowiedź na temat rodzin lesbijek, o których pisano w pewnym artykule GW: "Fajne są rodziny tych panienek Z jednej tatuś dał nogę, w innej mamusia od dawna wie, ale "Kasi ojciec do dzisiaj nic nie wie". W takiej rodzinie to i nerwicy i schizofrenii można dostać. Więc właściwie czemu nie i homoseksualizmu...". Przywołałem ją dlatego, że moim zdaniem daje ona pewien obraz Pańskiej wiedzy ("dostać homoseksualizmu") oraz Pańskiego sposobu myślenia o innych ludziach i ich życiowych problemach. Proponuję zaniechać jednak dalszej dyskusji na temat domniemanych przymiotów Pańskiej oraz mojej skromnej osoby. Wszak jest Pan zwolennikiem ścisłej, precyzyjnej i logicznej dyskusji. Wróćmy do niej. Skoro jest Pan gotów odpowiedzieć na moje pytania - pozwolę sobie zadać następujące: 1) [pytanie porządkowe, dla przypomnienia o czym kiedyś tu dyskutowaliśmy]: czy uważa Pan za naganne ujawnienie przez nauczycielkę w programie telewizyjnym jej orientacji seksualnej w formie stwierdzenia "jestem lesbijką"? 2) [pytanie, na które dość długo już unika Pan odpowiedzi]: czy uważa Pan za naganne pojawienie się nauczycielki w programie telewizyjnym w towarzystwie jej męża (co - tu się, mam nadzieję, zgadzamy - rodzi u widzów domniemanie, że jest ona osobą heteroseksualną)? Gdyby - dowodząc, że moje pytania są "fantazjami" zamierzał się Pan powołać na swoją wypowiedź: "uważam, że żadna nauczycielka nie powinna iść do telewizji po to, by takie deklaracje ["jestem heteroseksualny" - wyj. moje] składać." - by dowieść, że sytuacje z tych pytań nie mają ze sobą wiele wspólnego, to proszę o odpowiedź na pytanie: 3) Czy uważa Pan za naganny występ nauczycielki-lesbijki w telewizji w towarzystwie jej partnerki życiowej, która zostanie w programie przedstawiona jako partnerka życiowa nauczycielki - w sposób nieodbiegający od sposobu zaprezentowania męża nauczycielki heteroseksualnej (np. przed mężem i partnerką umieszczone zostaną tabliczki z napisami "mąż bohaterki programu" i "partnerka życiowa bohaterki programu")? Byłbym wdzięczny za proste odpowiedzi - TAK lub NIE. Skomplikowaną dysputę logiczno-semantyczną mamy już za sobą. Jeśli wyraz "naganne" uważa Pan za nieoddający treści Pańskiej wypowiedzi, od której dyskusja zaczęła się - proszę zastąpić go innym, odpowiadającym temu, co miał Pan na myśli pisząc: "niektórzy uważają, że *nie należy* takich oświadczeń wygłaszać publicznie. Zwłaszcza *nie powinny* tego robić nauczycielki.". Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Kochany guglielmo, ulubiony mój czytelniku 06.06.08, 16:58 Bardzo się cieszę, że mnie dalej wiernie czytasz. Owszem, "puściłem wodze wyobraźni", ponieważ jako Twój ulubiony autor chciałem Ci zrobić dodatkową przyjemność i nawiązać do Twojej ulubionej stylistyki. Po co pisać o rzeczywistości, usiłować zrozumieć cudze wypowiedzi, kiedy wystarczy "wyobrażać sobie" itp. Czyżbyś jednak zmienił upodobania? A może ta stylistyka w zastosowaniu do Twojej osoby nie jest już jednak taka przyjemna? Na pytania naturalnie odpowiem. Oczywiście już w tym momencie możesz zacząć sobie wyobrażać moje odpowiedzi, ale może najpierw się wycisz wewnętrznie, posłuchaj na przykład "Metamorfoz" Straussa (ja właśnie włączyłem). Chyba że czytasz mnie właśnie po to, by się do woli pooburzać, ale to już Twój czytelniczy wybór... > 1) [pytanie porządkowe, dla przypomnienia o czym kiedyś tu > dyskutowaliśmy]: czy uważa Pan za naganne ujawnienie przez > nauczycielkę w programie telewizyjnym jej orientacji seksualnej w > formie stwierdzenia "jestem lesbijką"? Tak, uważam, że naganne jest jeśli nauczycielka idzie do telewizji po to, by tam robić JAKIEKOLWIEK uwagi na tema swojego życia seksualnego, orientacji seksualnej, upodobań seksualnych itp. Wiem, że telewizyjny/gazetowy ekshibicjonizm jest teraz "trendy". Niemniej gdyby nauczycielka mojego dziecka poszła do telewizji po to, by opowiadać, jaką to jest zdecydowaną heteroseksualistką, poprosiłbym dyrekcję szkoły o wyjaśnienie. > 2) [pytanie, na które dość długo już unika Pan odpowiedzi]: czy > uważa Pan za naganne pojawienie się nauczycielki w programie > telewizyjnym w towarzystwie jej męża (co - tu się, mam nadzieję, > zgadzamy - rodzi u widzów domniemanie, że jest ona osobą > heteroseksualną)? Zależy to od tego, po co oboje pojawiają się w telewizji. Jeśli nauczycielka opowiada, jak razem z mężem rozwiązuje problem bezpańskich kotów na swoim osiedlu - może być. Jeśli natomiast opowiada, jak im się układa w małżeństwie - nie! Trudno, ale zawód nauczyciela (dzieci) jest specyficzny i dyskrecja w sprawach życia osobistego to - moim zdaniem - jeden z jego wymogów. Pamiętam z czasów szkoły podstawowej pewną nauczycielkę, która nie dość dyskretnie (na korytarzu) dzieliła się z koleżankami swoimi problemami małżeńskimi (bynajmniej nie superintymnymi). I jakoś tak wszystkie dzieci o tym wiedziały i jakoś tak autorytet tej nauczycielki był zerowy. > Gdyby - dowodząc, że moje pytania są "fantazjami" zamierzał się Pan > powołać... Ponieważ na nic się nie powołuję, na pytanie trzecie nie odpowiedziałem. Ale naturalnie nie widzę powodu, by nauczycielki-lesbijki miały być uprzywilejowane. To też są nauczycielki i też należy wymagać od nich dyskrecji w sprawach osobistych. Nawet jeśli jacyś ideolodzy będą potem te sprawy osobiste przedstawiać jako "walkę w obronie uciśnionej mniejszości". Czy jeszcze coś Ci wyjaśnić, mój drogi guglielmo? Twój Aaron P.S. Ja też na wiele pytań nie otrzymałem odpowiedzi. Najprostsze z nich brzmi: czy osoby niezdolne do uczuć wyższych (niedojrzałe emocjonalnie, psychopaci itp.) mogą mimo to jednocześnie być określone jako posiadające pewną orientację seksualną? Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Kochany guglielmo, ulubiony mój czytelniku 08.06.08, 11:46 Miło, że wprawdzie najwyraźniej dzieli nas wiele, ale upodobanie do muzyki Straussa, a Metamorfoz zwłaszcza - łączy. Zacznę od ostatniego pytania: tak (przyjmując wspólną definicję), ale dla wałkowanego przez nas zagadnienia nie ma to żadnego znaczenia, a nadto - nie wiąże się żadną implikacją z interesującymi nas tezami. Teraz łatwiej mi będzie wyłożyć - co mnie boli w Twoim stanowisku. Otóż - codzienne zachowania heteroseksualisty są - w niedostrzegalny dla większości z nas sposób - związane z niemal nieustającym zaznaczaniem jego orientacji seksualnej. Łatwo się o tym przekonać, próbując wyobrazić sobie dzień przeciętnej heteroseksualnej Kowalskiej, która musiałaby zachowywać się tak, by niczym swojej orientacji nie zdradzić. Kiedy jednak homoseksualista odważy się na gest, słowo czy okazanie wyglądem, że jest z mniejszości - natychmiast okazuje się, że to niedopuszczalne "promowanie", "demonstrowanie", "ujawnianie sfery intymnej" itp. Uważam (a nawet w części - z własnego doświadczenia - wiem), że to niesprawiedliwe, krzywdzące, szkodliwe dla psychiki ludzi zmuszonych do ukrywania się, niezdrowe dla psychiki innych ludzi wychowywanych w atmosferze niezdrowej ciekawości... Oceniając postępowanie konkretnej nauczycielki warto by też wziąć pod uwagę kontekst, w którym się ono mieści, wbrew Twojemu lekceważącemu zdaniu o "walce w obronie uciśnionej mniejszości". Atmosferę nietolerancji, powszechną niewiedzę, represyjne zachowania społeczeństwa i takież pomysły twórców prawa. Nie ma symetrii między nauczycielką hetero- i homoseksualną... W wykonaniu tej pierwszej deklaracje są do niczego niepotrzebne, w wykonaniu drugiej - mają znaczenie w uświadamianiu ludziom (także dzieciom), że homoseksualizm istnieje, nie jest chorobą, nie jest równoznaczny z rozwiązłością/pedofilią/rozpowszechnianiem chorób wirusowych... a niestety - takie przekonania ma wielu naszych współobywateli. Niewiedza szkodzi, a zamykanie oczu nie modyfikuje rzeczywistości, najwyżej utrudnia życie w niej. Kiedy już "wydanie się", że nauczyciel mieszka z partnerem tej samej płci nie będzie miało żadnego znaczenia dla jego kariery zawodowej, oceny jego pracy, traktowania go w środowisku - możemy podyskutować o tym, że ani on, ani jego heteroseksualny kolega nie powinien epatować informacjami ze swojego życia osobistego (choć ja prostego stwierdzenia, że jestem homoseksualistą nie uważam za szczególnie bulwersujące). Ale na razie - tak nie jest i wszelkie działania warto oceniać z punktu widzenia stanu obecnego. Wracając do występów telewizyjnych i tego co byś zrobił gdyby... Czy kiedy v-minister Orzechowski trąbił przy każdej okazji o homoseksualizmie (w godzinach dziecięcej oglądalności), plotąc na dodatek bzdury - poprosiłeś kogokolwiek o wyjaśnienie? Nie przypominam sobie takich wystąpień osób reprezentujących podobny Twojemu pogląd... Nie dziw się zatem, że - pozbawieni wsparcia z Waszej strony - walczymy sami jak umiemy. Nie będziemy "siedzieć w szafie" dlatego tylko, że wolelibyście nas nie widzieć. A drwiące określenie "uciśniona mniejszość" powtórz patrząc w oczy gejowi uciekającemu ze swojego miasta przed nienawiścią sąsiadów, pracownikowi wyrzuconemu z pracy pod byle pretekstem kiedy "wydało się" że jest homo-, lesbijce wysłuchującej uwag w rodzaju "niedorżnięta jesteś, porządnego chłopa ci trzeba", wszystkim ofiarom nacisków psychicznych i napaści fizycznych. Odpowiedz Link Zgłoś
aaron_agorenstein Dziękuję casablnca777 06.06.08, 11:17 Prywatna wiadomość doszła, właśnie wysyłam odpowiedź. Szkoda, że nie chce Pan tego napisać na forum, bo bardzo dobrze mnie Pan zrozumiał. Ale rozumiem tę niechęć. Ja już się na pewną kategorię "dyskutantów" uodporniłem! Serdecznie pozdrawiam. Aaron Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 malzenstwo jest dla wybranych, nie dla wszystkich 02.06.08, 14:18 guglielmo napisał: > Małżeństwo samo w sobie nie jest żadnym przywilejem i jest > powszechnie dostępne pełnoletnim osobom stanu wolnego, w pełni > zdolnym do czynności prawnych. Ograniczen jest wiecej. W Polsce malzenstwo jest wylacznie dla: 1. ludzi (nie mozna poslubic zwierzecia) 2. zywych ludzi (nie mozna kogos poslubic posmiertnie) 3. powyzej okreslonego wieku (Cyganie o tym nie wiedza) 4. osob aktualnie nieposlubionych ("stanu wolnego") 5. dokladnie dwoch osob (ominiecie tego i powyzszego ograniczenia jest karalnym przestepstwem bigamii) 6. osob formalnie malo spokrewnionych lub niespokrewnionych 7. osob roznej plci 8. i cokolwiek jeszcze sie kryje pod tajemniczym pojeciem "w pełni zdolnym do czynności prawnych" (choroby psychiczne, genetyczne, pozbawienie praw obywatelskich?). Zestaw tych ograniczen nie jest przypadkowy, lecz jest wyrazem spolecznego wyboru tego, co nalezy wspierac przywilejami wynikajacymi z malzenstwa. Malzenstwo ma okreslony cel - stworzyc dziecku warunki do rozwoju spolecznego. Taki swiat w pigulce, gdzie jest mezczyzna i kobieta. Dlatego takie wlasnie sa warunki malzenstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: malzenstwo jest dla wybranych, nie dla wszyst 02.06.08, 18:12 Sprowadzenie małżeństwa do instytucji produkującej dzieci i zapewniającej im wychowanie jest dla mnie smutne. A wyliczanka tego, czego potrzeba, żeby zawrzeć związek małżeński (małżonek musi być żywy, musi być człowiekiem itd.) - to dobra zabawa, ale nie służy niczemu. Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 owszem, myslenie o przyszlosci to bagaz 03.06.08, 10:04 guglielmo napisał: > Sprowadzenie małżeństwa do instytucji produkującej dzieci i > zapewniającej im wychowanie jest dla mnie smutne. Wcale sie nie dziwie. Znacznie weselsze jest myslenie typu "po nas chocby potop" i z punktu widzenie jednostki zrozumiale. W perspektywie kilkudziesiecioletniej (gora stuletniej) i tak bedziemy wszyscy martwi. Wiec co se pobrykamy to nasze, a kolejne pokolenia niech sie o siebie martwia. Tymczasem instytucja malzenstwa to jest osiagniecie ludzkosci, madrosc wynikajaca z wiekow i tysiacleci doswiadczen. Przeciez w historii wszystko juz bylo, wszystkiego typu zwiazki juz wyprobowano. Malzenstwo okazalo sie najkorzystniejsze, nabardziej pozadane, i konsekwentnie promowane, wspierane i uprzywilejowane. Odwracanie uwagi od kolejnego pokolenia, skupianie sie na tu i teraz to krotkowzrocznosc, ktora ma zle skutki. "Takie beda rzeczypospolite, jakie mlodziezy chowanie." > A wyliczanka tego, czego potrzeba, żeby zawrzeć związek małżeński > (małżonek musi być żywy, musi być człowiekiem itd.) - to dobra > zabawa, ale nie służy niczemu. Sluzy, sluzy. Pokazaniu, ze malzenstwo to nie jest prawo powszechne, a przywilej dla scisle okreslonej grupy, nadawany w okreslonym celu. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: owszem, myslenie o przyszlosci to bagaz 03.06.08, 11:45 Nie ma sporu, który sugerujesz. Doceniam znaczenie instytucji małżeństwa i jestem jej zwolennikiem. Rzecz jednak w tym, że stałym argumentem przeciw formalizacji związków jednopłciowych jest podkreślanie roli reprodukcyjnej małżeństw. Przywileje należne małżeństwom miałyby być nie do pomyślenia w przypadku związków jednopłciowych, ponieważ rzekomo nie dają one nic społeczeństwu - jako niereprodukcyjne. To błędny pogląd. Po pierwsze - stabilny (a temu sprzyja formalizacja) związek daje społeczeństwu znacznie więcej niż perspektywę "wyprodukowania" płatników emerytur. O tym pisałem wcześniej. Po drugie - rozumując w ten sposób należałoby pozbawić dostępu do przywilejów małżeństwa nieproduktywne, a tego jakoś nikt nie proponuje (na szczęście!). Po trzecie - i o tym właśnie pisałem - takie rozumowanie sprowadza instytucję małżeństwa do swoistej "fabryczki dzieci" - co wydaje mi się bardzo smutne. Nie sądzę, żeby oświadczyny treści "Pobierzmy się, trzeba płodzić następne pokolenia" były największym marzeniem kandydatów/kandydatek do ołtarza. Wracając zaś do "wyliczanki" - nie drwij. Podkreślanie, że nie można wziąć ślubu z trupem i/lub zwierzęciem to niemądra zabawa. Zbyt wiele razy tego rodzaju teksty czytałem i słyszałem, żeby nie obawiać się idącego za nimi przykrego i niemądrego porównywania homoseksualistów do nekrofilów i zoofilów. Rozmawiajmy poważnie i nie wpuszczajmy się w niepotrzebne wojenki. Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 nie wolno otwierac puszki Pandory 03.06.08, 13:16 guglielmo napisał: > Nie ma sporu, który sugerujesz. Doceniam znaczenie instytucji > małżeństwa i jestem jej zwolennikiem. Rzecz jednak w tym, że stałym > argumentem przeciw formalizacji związków jednopłciowych jest > podkreślanie roli reprodukcyjnej małżeństw. Przywileje należne > małżeństwom miałyby być nie do pomyślenia w przypadku związków > jednopłciowych, ponieważ rzekomo nie dają one nic społeczeństwu - > jako niereprodukcyjne. > > To błędny pogląd. To nie poglad, to sa fakty. Malzenstwo jest skonstruowane dla dobra dzieci, a nie dla dobra doroslych. Tymczasem wlasnie teraz trwa proba przesuniecia celu malzenstwa z dobra dzieci na wygode doroslych. To jest szkodliwe dla spoleczenstwa. > Po pierwsze - stabilny (a temu sprzyja formalizacja) związek daje > społeczeństwu znacznie więcej niż perspektywę "wyprodukowania" > płatników emerytur. Nic nie zastapi ludzi, nie ma zadnego "wiecej" niz ludzie. Jesli widzisz ludzi jako "platnikow emerytur" to to nie dziwie sie innym twoim pogladom. > Po drugie - rozumując w ten sposób należałoby pozbawić dostępu do > przywilejów małżeństwa nieproduktywne, Chodzi o ogolna zasade, kryteria widoczne golym okiem, mozliwe do zastosowania zawsze i wszedzie. Nikt ludzim w szczegoly nie bedzie zagladal, chocby przez podstawowy szacunek. > Po trzecie - i o tym właśnie pisałem - takie rozumowanie sprowadza > instytucję małżeństwa do swoistej "fabryczki dzieci" - co wydaje mi > się bardzo smutne. To nie rozumowanie sprowadza, to konstrukcja, warunki zawarcia mazenstwa tego dowodza. Oczywiscie, istnieja weselsze sposoby spedzania czasu i wydawania pieniedzy niz wychowywanie dzieci. "Kto ma pszczoly, ten ma miod, kto ma dzieci, ten ma smrod", "Male dzieci - maly klopot, duze dzieci - duzy klopot", itd. I wlasnie dlatego, ze wychowanie dzieci to wysilek i koszty, jest instytucja malzenstwa i zwiazane z nia przywileje. > Wracając zaś do "wyliczanki" - nie drwij. Podkreślanie, że nie można > wziąć ślubu z trupem i/lub zwierzęciem to niemądra zabawa. to nei sa zarty. Bo sa przyklady, ze ludzie "poslubili" zwierzeta lub zmarlych. W Hiszpanii zas walcza o prawa czlowieka dla malp naczelnych. Ale sa tez inne warunki malzenstwa niz "zywy" i "czlowiek". Chodzi o wiek malzonkow, ilosc osob zawierajacych malzenstwo, stopien pokrewienstwa osob, stan zdrowia. Jesli bysmy uznali argumenty za "stabilizacja" zwiazkow osob tej samej plci, nalezaloby uznac te same argumenty i umozliwic "stabilzacje" przywilejami malzenstwa zwiazkow wieloosobowych (poligamia), zwiazkow z tzw. nieletnimi, zwiazkow z bliskimi krewnymi (tzw. kazirodztwo). Uznanie argumentow za przywilejami malzenstwa dla zwiazkow innych niz dotychczas to rownia pochyla i otwarcie puszki Pandory. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: nie wolno otwierac puszki Pandory 04.06.08, 13:37 > To nie poglad, to sa fakty. Malzenstwo jest skonstruowane dla > dobra dzieci, a nie dla dobra doroslych. O faktach dżentelmeni nie dyskutują. Ale też nie nazywają faktami swoich poglądów. Twoja teza jest tylko i wyłącznie Twoja. Gdyby było tak, jak myślisz, przywileje małżeństwom przyznawane przysługiwałyby wyłącznie małżeństwom dzietnym, a zawarcie małżeństwa nie wiązałoby się z żadnymi pozareprodukcyjnymi regulacjami - np. dziedziczeniem ustawowym po współmałżonku. > Nic nie zastapi ludzi, nie ma zadnego "wiecej" niz ludzie. Owszem, jest. "prokreacja + inne korzyści społeczne z tego, że dwie osoby żyją w związku sformalizowanym" to więcej niż "prokreacja". Dokładnie tyle moje zdanie znaczy, więc nie obalisz go twierdząc, że powiedziałem co innego. > Chodzi o ogolna zasade, kryteria widoczne golym okiem, mozliwe do > zastosowania zawsze i wszedzie. Nikt ludzim w szczegoly nie bedzie > zagladal, chocby przez podstawowy szacunek. Czyli - dostęp do formalizacji związku (i przywilejów z niego wynikających) dla par heteroseksualnych bez względu na wiek - mimo że funkcją małżeństwa jest prokreacja? To jakiś objaw szczególnego szacunku - udawać niewiedzę, że dwoje 70-latków dzieci mieć nie będzie? Zawracanie głowy. Twoje prokreacyjne podejście do instytucji małżeństwa prowadzi Cię na kompletne manowce. > To nie rozumowanie sprowadza, to konstrukcja, warunki zawarcia > mazenstwa tego dowodza. Oczywiscie, istnieja weselsze sposoby > spedzania czasu i wydawania pieniedzy niz wychowywanie dzieci. (...) Ten akapit nie wymaga żadnego komentarza z mojej strony. Nigdzie nie twierdziłem, że małżeństwa powinny się bawić zamiast mieć dzieci. Mówiłem, że małżeństwo nie powinno byc traktowane jako zawierane li tylko w celu spłodzenia dzieci. Rozmawiasz "obok". > Jesli bysmy uznali argumenty > za "stabilizacja" zwiazkow osob tej samej plci, nalezaloby uznac te > same argumenty i umozliwic "stabilzacje" przywilejami malzenstwa > zwiazkow wieloosobowych (poligamia), zwiazkow z tzw. nieletnimi, > zwiazkow z bliskimi krewnymi (tzw. kazirodztwo). Uznanie argumentow > za przywilejami malzenstwa dla zwiazkow innych niz dotychczas to > rownia pochyla i otwarcie puszki Pandory. Z nieuwagi, niewiedzy albo manipulacyjnie mieszasz ograniczenia uzasadnione istotnymi względami (zakaz kazirodztwa - ze względu na ryzyko wad genetycznych potomstwa, zakaz zawierania związków z osobami poniżej pewnego wieku - ze względu na niepełną zdolnośc takiej osoby do oceny znaczenia swoich czynów i oświadczeń woli) z kwestią uregulowania związków homoseksualnych. Do tego dokładasz obliczone na obrzydzenie czytelnika przykłady związane z nekrofilią i zoofilią, które z homoseksualizmem mają tyleż wspólnego, co z heteroseksualizmem. A argument "równia pochyła i puszka Pandory" jest zupełnie nietrafny. "Nie róbmy czegoś dobrego, bo może za tym pójść coś złego.". Przypomina to myślenie "Źle się stało, że odkryto promieniotwórczość, bo wprawdzie aparaty rentgenowskie, igły radowe, bomby kobaltowe itd. uratowały życie i zdrowie milionów ludzi, ale ludność Hiroszimy zapłaciła za to odkrycie straszliwą cenę." Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 wlasnie, i tego sie trzymaj 04.06.08, 14:23 guglielmo napisał: > zakaz kazirodztwa - ze względu na > ryzyko wad genetycznych potomstwa No widzisz, sam doszedles do wniosku, ze w malzenstwie jednak o dobro dzieci chodzi, a nie doroslych. I tego sie trzymaj! Nie wolno zmieniac celu malzenstwa dla dobra dzieci i przyszlych pokolen! Ale coz, lemingi zdarzaja sie i wsrod ludzi. Mam nadzieje, ze u nas nie przewaza. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: wlasnie, i tego sie trzymaj 04.06.08, 16:16 > No widzisz, sam doszedles do wniosku, ze w malzenstwie jednak o > dobro dzieci chodzi, a nie doroslych. I tego sie trzymaj! Jeśli taką logikę stosujesz w swoich rozumowaniach ("jeśli twierdzisz że pewne rzeczy robi się dla dobra dzieci to znaczy, że twierdzisz, że wszystko robi się tylko i wyłącznie dla ich dobra") - nie jestem w stanie kontynuowac dyskusji. > Nie wolno zmieniac celu malzenstwa dla dobra dzieci i przyszlych > pokolen! Ani myślę zmieniać celu małżeństw heteroseksualnych, nawet jeśli tym celem miałoby być wyłącznie płodzenie dzieci. Tylko co to ma do dopuszczalności małżeństw homoseksualnych? Znów brak logiki zmuszający do powiedzenia - dalsza rozmowa nie ma sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 nie ma "malzenstw heteroseksualnych" 11.06.08, 14:05 guglielmo napisał: guglielmo napisał: > ("jeśli > twierdzisz że pewne rzeczy robi się dla dobra dzieci to znaczy, że > twierdzisz, że wszystko robi się tylko i wyłącznie dla ich dobra") Niczego takiego nie twierdze ("wszystko i wylacznie" - co to w ogole znaczy?). Twierdze natomiast, ze nie "wszystko i wylacznie", lecz ze malzenstwa sa dla dobra dzieci. To jest zasada, ktora przejawia sie w takiej a nie innej kompozycji warunkow malzenstwa. Owszem, mozna probowac podwazyc te zasade (i postawic sobie za cel np. wygode doroslych), ale byloby to odrzucenie wielowiekowego doswiadczenia ludzkosci, czyli ryzykownie, a nawet glupio. A kto poniesie ewentualne negatywne skutki tego ryzykownego kroku? Nie obecni dorosli przeciez, a przyszle pokolenia. No, ale co nas to obchodzi, przeciez nie bedziemy wtedy zyc, prawda? Ot, logika ... > Ani myślę zmieniać celu małżeństw heteroseksualnych Nie ma czegos takiego jak malzenstwa heteroseksualne. Seksualnosc nie jest w ogole kryterium malzenstwa. Nikt nie pyta nikogo o sprawy tak intymne jak seksualnosc przy nadawaniu przywileju malzenstwa. Plec sie liczy, liczba oraz wiek pobierajacych sie ludzi. W zwiazki malzenskie wstepuja ludzie o najrozniejszej seksualnosci. > Tylko co to ma do dopuszczalności małżeństw homoseksualnych? Albo wieloosobowych, albo transgatunkowych ... te same argumenty upodoban doroslych mozna wykorzystac do popierania pomyslow faworyzowania przywilejow dla jakichkolwiek zwiazkow. Nie dziwie sie ich lobbystom (przywileje - fajna rzecz), ale dziwie sie spoleczenstwom ulegajacym tym grupom nacisku. Przeciez tu nie chodzi o "dopuszczalnosc". Malzenstwo to wyraz podstawowego interesu spoleczenstwa, czyli przetrwania i rozwoju ludzi, oraz konkretne zwiazane z tym przywileje. Mam nadzieje, ze nie znajdzie poparcia propozycja, by to zmienic i by priorytetem spolecznym nagradzanym malzenstwem i przywilejami byla realizacja preferencji seksualnych. Ale kto wie, czy nie zyjemy w czasach dekadencji ... W koncu spoleczenstwa tez maja swoj cykl powstawania, swietnosci i rozkladu. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: nie ma "malzenstw heteroseksualnych" 17.06.08, 16:04 tees1 napisał: > Mam nadzieje, ze nie znajdzie poparcia propozycja, by to zmienic i > by priorytetem spolecznym nagradzanym malzenstwem i przywilejami > byla realizacja preferencji seksualnych. Chłop swoje - pop swoje. Nie zrozumiemy się do końca świata i dzien dłużej. Rachunek jest prosty - za przywileje przysługujące związkowi społeczeństwo dostaje konkretne korzyści, o których pisałem. A Ty dalej - że umożliwienie zawierania związków osobom tej samej płci zepsuje małżeństwa, że oznacza krok w stronę małżeństw transgatunkowych i że homoseksualiści wiążą się w celu "realizacji preferencji seksualnych". Siły brak na dyskusję z takimi argumentami. Niby jak zawarcie przeze mnie związku z innym mężczyzną popsuje prokreację i wychowanie dzieci przez państwa Kowalskich? Dlaczego ze zgody na formalizację związków jednopłciowych miałoby cos dalej wynikać - czy w którymkolwiek państwie poszła za tym zgoda na małżeństwa transgatunkowe? Czy heteroseksualiści wiążą się "w celu realizacji [swoich heteroseksualnych] preferencji seksualnych"? Chyba nie - więc dlaczego twierdzisz że homoseksualiści tak robią? Zacząłem od wyrażenia opinii, że traktowanie małżeństwa jako instytucji przeznaczonej do produkcji dzieci uważam za smutne. Nie dyskutujmy już dłużej. Zwolennikom takiej koncepcji proponuję, żeby poszli do swoich rodziców i spytali "Czy pobraliście się po to, żeby spłodzić dzieci, czy były jakieś inne powody i cele?". I jeszcze proponuję przypomnieć sobie, że przysięga małżeńska tylko w jednym punkcie dotyczy przyszłych dzieci, wszystkie pozostałe mogą dotyczyć równie dobrze pary osób tej samej płci. Amen. Odpowiedz Link Zgłoś
tees1 zgoda 18.06.08, 10:04 nie dyskutujmy dluzej > Zacząłem od wyrażenia opinii, że traktowanie małżeństwa jako > instytucji przeznaczonej do produkcji dzieci uważam za smutne. Jednych to smuci, innych cieszy. Je ciesze sie, ze spoleczenstwo przejawia madrosc ponadpokoleniowa, ponadjednostkowa, lub chocby instynkt samozachowawczy. To smutne, ze trzeba myslec o przyszlosci, a nie tylko o sobie? Z pewnoscia nie beztroskie. Nie > dyskutujmy już dłużej. Zwolennikom takiej koncepcji proponuję, żeby > poszli do swoich rodziców i spytali "Czy pobraliście się po to, żeby > spłodzić dzieci, czy były jakieś inne powody i cele?". Co za "podchwytliwy" argument. Rodzice nie wymyslili i nie wprowadzili instytucji malzenstwa. Rodzice mieli swoje powody, w tym takze dzieci (a kto wie, czy nie przede wszystkim - "samolubny gen"), by byc razem. Nie musieli sie pobierac, ale z malzenstwem bylo im po drodze. Zostalo zaprojektowane dla takich, jak oni - instytucja malzenstwa sluzy wlasnie do tego, by wspierac i stabilizowac zwiazki, ktore moga wydac i wychowac dzieci. Czyli kobieta + mezczyzna. Inne zwiazki nie maja znaczenia dla przyszlych pokolen, a wspieranie malzenstwem takze ich byloby zmiana podstawowego priorytetu, z przetrwania i rozwoju na uzywanie i beztroske. Byloby to spolecznie samobojcze. Odpowiedz Link Zgłoś
liamg Re: wlasnie, i tego sie trzymaj 11.06.08, 09:36 Piękny wniosek! Powiedzmy że się z nim zgadzam. Ale skoro jesteś tak obeznany w celu małżeństwa, to prosze powiedz mi dlaczego ja nie mogę zarejestrować swój związek pomimo tego, że ja i moja partnerka mamy na celu właśnie wychowywanie dzieci? Przecież nie jest prawdziwe to, że stając się lesbijką tracimy możliwość urodzenia zdrowych dzieci. Jesteśmy zdrowe psychicznie, fizycznie, nie jesteśmy spokrewnione, obie jesteśmy w stanie zapewnić dziecku wszystko co jest potrzebne, a jeśli chodzi o miłość, to napewno nie będzie jej brakować. Zniechęca nas raczej to, że w sytuacji gdyby coś mi się stało to moja partnerka życiowa wobec prawa jest zupełnie obcą osobą dla dzieci które ja urodzę i odwrotnie. W takiej sytuacji dziecko traci nie jednego z rodziców, a odrazu obu. Przepraszam za ewentualne blędy, polski nie jest moim pierwszym językiem. Odpowiedz Link Zgłoś
pcx Re: i taka jest prawda 02.06.08, 15:26 guglielmo napisał: Ludzie żyjący w uregulowanych związkach pracują lepiej, rzadziej chorują, nie potrzebują opieki społecznej bo zapewnia im opiekę partner, popełniają mniej czynów karalnych... Jednym słowem - partner zdejmuje ze społeczeństwa wiele obowiązków, a życie w związku sformalizowanym polepsza społeczną pożyteczność danej osoby. wytłumacz zatem, DLACZEGO liczba osób (heteroseksualnych) żyjących w tzw. wolnych związkach (czytaj: "na kocią łapę", czy jeśli wolisz, "na kartę rowerową") tak dramatycznie rośnie ? Odpowiedz Link Zgłoś
paskudek1 Re: i taka jest prawda 02.06.08, 17:05 fakt iz rośnie liczba nieformalnych związków HETEROSEKSUALNYCH par nie oznacza automatycnzie, że nie należy w żadnym wypadku pozwolić na formalizowanie na prawach małżeństw par homoseksualnych. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: i taka jest prawda 02.06.08, 18:32 A co ma jedno do drugiego? Można tylko ubolewać, że społeczeństwo traci część korzyści, które miałoby ze sformalizowania i utrwalenia tych związków. Ale spadek liczby małżeństw nie jest przecież argumentem zaprzeczającym wynikom badań pokazujących, że małżeństwa są społecznie pożyteczne. Odpowiedz Link Zgłoś
krakus24a [...] 02.06.08, 13:33 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
jassut Fajny tekst 02.06.08, 13:46 Bez napinki, misji itp badziewia. Znam wielu fantastycznych gejów i kilka obrzydliwych ciot, ale proporcje idą raczej po populacji a nie orientacji. Gadanie o zboczeniach w wypadku osób homoseksualnych jest emanacją własnego strachu o własną tożsamość. Najgłośniej wrzeszczą zawsze ci, którzy nie dają rady z własnym bałaganem. Jestem hetero i nijak nie mogę sobie wyobrazić, że ktokolwiek homo mi zagraża. Jeśli by tak było znaczyłoby to, że mam kłopot z własnym hetero. Odpowiedz Link Zgłoś
princealbert w piekle sie bedziecie smazyc :) 02.06.08, 13:55 A Mlodziez Wszechpolska prosto do nieba. Odpowiedz Link Zgłoś
milena.rl :) 02.06.08, 17:51 a w niebie wielki plakat "zakaz pedałowania" :D (żeby i tam się czasem nie zapomnieli) Odpowiedz Link Zgłoś
bambussi "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 13:59 nie mam nic do orientacji seksualnej innych osób - niech sobie mają jaką chcą, tylko dlaczego tak czesto musi się z tym wiązać jakiś dodatkowy "odchył", nieodparta konieczność pokazania się, zamanifestowania inności - musi być "Yga"? Nie może posługiwac się swoim imieniem? to samo z "psycholożką" - poprawność polityczna często prowadzi w skutkach do ośmieszania spraw, które ma promować. jeśli polskie równouprawnienie ma się wyrażać w "psycholożce" to ja mając do wyboru wizyte u "psycholożki" i "psychologa (płci żeńskiej)" wybrałbym drugą opcję :)))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ally Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 14:31 > to samo z "psycholożką" - poprawność polityczna często prowadzi w > skutkach do ośmieszania spraw, które ma promować. problem w tym, ze w polsce polityczna poprawnosc nakazuje wysmiewac sie ze slow typu "psycholozka". Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Pytanie brzmi inaczej, mój drogi: czy trzeba? 02.06.08, 15:16 Bo toże można byc "normalnym" to każdy widzi. 99% społeczeństwa się ugina przed czymś, co jak się okazuje jest presją. Bo gdy 1% chce inaczej reszta nie spocznie, póki nie sprowadzi go do słusznego pionu moralnego. (Często jest to operacja przykra dla tych, którzy są jej poddawani. Ale kogo to obchodzi. Przecież nikt chyba nie ośmieli się powiedzieć, że w "panującej normalności" może być coś złego, nieprawdaż?:) Odpowiedz Link Zgłoś
pcx Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 15:19 ally napisała: > > to samo z "psycholożką" - poprawność polityczna często prowadzi w > > skutkach do ośmieszania spraw, które ma promować. > > problem w tym, ze w polsce polityczna poprawnosc nakazuje wysmiewac > sie ze slow typu "psycholozka". ja raczej widzę problem w tym, że polityczna poprawność nakazuje nazywać cygana, romem, a amerykańskiego murzyna, afroamerykaninem. Tym sposobem, za chwilę nie będziemy mówić, że ktoś jest łysy, tylko, że jest genetycznie pozbawiony owłosienia na górnej części czaszki (lub coś podobnego). Do politycznej poprawności dodam jeszcze galopujący hurrafeminizm i juź jesteśmy w domu, czyli wiemy kto i z jakich pobudek napisał artykuł :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Kto ustala jak Yga ma "naprawdę" na imię?:) 02.06.08, 16:11 > ja raczej widzę problem w tym, że polityczna poprawność nakazuje > nazywać cygana, romem To ty widzisz tu problem (może warto zapytać, gdzie widzi go Rom?:) A tak swoją drogą - w Polsce ciągle więcej przykrości czeka kobietę, która chce być nazywana psycholożką, niż prawicowego buraka, który upiera się mówić "Cygan". Prawdę mówiąc, nawet mówienie Rom poza kręgiem światłych ludzi lub poza sytuacjami oficjalnymi - może stanowić okazję do złośliwych uwag ze strony wszechobecnej w PL "prawackiej poprawności". Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Pani katechetka w szkole?:) 02.06.08, 19:59 Kto w naszej antytotalitarnej ojczyźnie ma powiedzieć dziecku, kim ono naprawdę jest, a co mu się tylko wydaje i jest tylko głupia fanaberią? Może wspólna i jednogłośna postawa aktywu wychowawczego Kościoła i szkoły?:))) Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 18:36 Brawo pcx. Wykryłeś kolejny spisek gejów, feministek, afroamerykanów i łysych. Muszę Cię jednak zmartwić - takie "odkrycia" zostały już dokonane tysiące razy i nie doprowadziły do niczego ponad ośmieszenie się "odkrywców" :-p Odpowiedz Link Zgłoś
paskudek1 Re: "Yga", "psycholożka" - a nie można normalnie? 02.06.08, 17:01 a skąd ty u licha wiesz jak ta Yga ma na prawde na imię? A może własnie YGA??? Skoro można dziecko nazwac Xavier czy Etiennette? Odpowiedz Link Zgłoś
tom1003 Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 14:15 "Wybieramy się na komunię do rodziny, która kiedyś nie zaprosiła Ygi na wesele." Na komunię, to może i do Radia Maryja? Dziwna ta nasza polska rzeczywistość.... Skoro less wybieraja sie na uroczystości do wiernych homofobicznego wyznania. Odpowiedz Link Zgłoś
lubicz Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 14:41 Jestem mężczyzną (wyłącznie heteroseksualnym i chwała Panu za to!), ale nie przeszkadzają mi ani trochę homoseksualiści. Znałem parę osób o takiej orientacji, kiedyś także z jedną sąsiadowałem. Ale to nie zmienia mojej negatywnej oceny homoseksualistów jako takich, w swojej masie. Homoseksualistów promujących publicznie swoje preferencje i żądających ode mnie, pod groźbą uznania mnie za homofoba, uznania ich orientacji za w pełni normalną i równie piękną jak heteroseksualną. Bo w moich oczach tak po prostu nie jest i już. Nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek dyskryminowania ludzi w związku z ich homoseksualizmem ale zdecydowanie nie mam chęci dać sie zastraszyć przez nich i godzić sie na kolejne, coraz bardziej radykalne ich żądania tak zwanego "równouprawnienia"! Małżeństwo i dzieci to sfery życia społecznego które muszą pozostać domeną wyłącznie związków heteroseksualnych, a obnoszenie sie publiczne ze swoja seksualnością i czynienie z tego cnoty świadczy tylko o stępieniu u ludzi "kochających inaczej" (rozumianych w swojej masie, a nie indywidualnie, bo tu bywają chlubne wyjątki) własnej wrażliwości, subtelności i intymności. I na koniec - wiem, że po tym co napisałem zostanę przez ludzi "homo" walczących o prawo do głoszenia własnych poglądów obrzucony inwektywami, bo oczywiście mam prawo mieć swoje poglądy i publicznie je przedstawiać, ale pod jednym warunkiem - że są zgodne z ich poglądami! Inaczej to ja jestem..... itd. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Żeby tak baba z babą? 02.06.08, 18:42 Rozczaruję Cię - nie zamierzam obrzucać Cię inwektywami. Ale zgodzić się z Tobą też nie mogę, bo używasz najsłabszego z istniejących argumentów: "Bo w moich oczach tak po prostu nie jest i już.". I nie epatuj czytelników strasznymi represjami, które Cię moga spotkać za Twoje poglądy. Nazwanie "homofobem" to nic strasznego. W każdym razie w porównaniu z tym, co spotyka homoseksualistów w naszym mało tolerancyjnym społeczeństwie. Próba zlekceważenia problemów mniejszości przez sugerowanie, że samemu się jest ofiarą dyskryminacji wrogów mniejszości - to marna zagrywka. Odpowiedz Link Zgłoś
lubicz Re: Żeby tak baba z babą? 03.06.08, 08:57 Że się ze mną nie godzisz - rozumiem. Że uważasz mój argument, że coś co w moich oczach nie jest normalne - nie jest dla mnie normalne za najsłabszy - tego nie rozumiem? Znaczy się silnym argumentem byłoby stwierdzenie, że choć w moich oczach homoseksualizm jest nienormalny to jednak jest normalny?? Przecież ja przedstawiam swoje stanowisko i swój stosunek do homoseksualistów, a nie Twój! Nazwanie mnie (ewentualne) homofobem Twoim zdaniem to nic strasznego? No cóż - masz odmienną od mojej wrażliwość ale nie narzucaj mi swojej. Ja bym nie napisał, że nazwanie homoseksualisty pederastą nie jest niczym strasznym w porównaniu z....(itd), bo jednak jest! Mimo, że to określenie z dziedziny medycyny. Ale dobrze wiemy jaki ma aktualnie wydźwięk. Nie lekceważę problemu mniejszości ale tez nie godzę sie na marginalizowanie poglądów większości, do której mam przyjemność i satysfakcje sie zaliczać. Próba odwracania przez Ciebie "kota ogonem" to marna zagrywka (cytat z Twojego miłego zakończenia). Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Żeby tak baba z babą? 03.06.08, 10:59 Napisałeś: "Ale to nie zmienia mojej negatywnej oceny homoseksualistów jako takich, w swojej masie. Homoseksualistów promujących publicznie swoje preferencje i żądających ode mnie, pod groźbą uznania mnie za homofoba, uznania ich orientacji za w pełni normalną i równie piękną jak heteroseksualną. Bo w moich oczach tak po prostu nie jest i już." Inaczej rozumiemy pojęcie "normalności". Ty przyznajesz sobie prawo do subiektywnego określania normy, ja wolałbym, żeby wyraz "normalny" miał bardziej obiektywne, społecznie uzgodnione znaczenie. Póki z określenia mnie jako "nienormalnego" nie wynika nic poza zrobieniem mi przykrości - Bóg z Tobą. Niestety zwykle tak nie jest, a za uznaniem za "nienormalnego" idzie dyskryminacja. I może spróbuj traktować ludzi bardziej indywidualnie. Ocenianie "w masie" to stosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej. > Nazwanie mnie (ewentualne) homofobem Twoim zdaniem to nic strasznego? No cóż - > masz odmienną od mojej wrażliwość ale nie narzucaj mi swojej. Z całym szacunkiem dla Twojej wrażliwości - nie porównuj zagrożenia nazwania Cię homofobem z tym, co codziennie spotyka w Polsce homoseksualistów. Byłbym szczęśliwy, gdyby największą przykrością/krzywdą, która mi grozi było np. publiczne nazwanie mnie "pedałem" (i tak ostrzejsze niż określenie kogoś mianem homofoba). Niestety tak nie jest, a o tym jak jest - możesz się łatwo dowiedzieć z raportów dotyczących sytuacji mniejszości. Po prostu nie wypada czynić takich porównań, fakty mówią same za siebie. Nikt nikogo za homofobię nie bije, nie pozbawia pracy, nie próbuje pozbawić konstytucyjnych wolności. Nie jesteśmy w sytuacji symetrycznej i Ty doskonale o tym wiesz. Na koniec drobna uwaga: satysfakcję można mieć z czegoś, co się samemu osiągnęło. Nie zawdzięczasz sobie swojej większościowej orientacji, więc możesz się z niej cieszyć, ale satysfakcja z tego powodu - to chyba nieporozumienie. Odpowiedz Link Zgłoś
e-skin kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia seksual 02.06.08, 14:56 Wygląda na to że GW uzyskała jakieś środki z funduszy UE na kolejną kampanię reklamową lansujacej zboczenia seksualne. A moze jakieś dyrektywy z Brukseli napłynęły w tej sprawie? Odpowiedz Link Zgłoś
irena67elblag Re: piotrek 02.06.08, 16:58 Piotrusiu miły z ułomnymi(czyt. z tobą) też się trzeba integrować. poza tym nieważne kto z kim śpi, byleby dzieci były zdrowe :) siała baba mak.................................. Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia se 02.06.08, 18:51 Uwaga! Ostrzeżenie! Przerażająca, wręcz potworna Unia finansuje akcję przerabiania heteroseksualnych skinów na przegięte cioteczki! Ratuj się kto może! "Kampania reklamowa lansująca zboczenia seksualne" - byłby to przebój sezonu, gdyby takie wyrażenia nie były wałkowane przez homofobów od lat. Dla porządku, żeby nie było, że nie wiedziałeś: 1. Homoseksualizm nie jest zboczeniem. 2. Nie można lansować czegoś, czego człowiek sam nie wybiera. 3. Kampania reklamowa może zachęcać do kupowania szamponu, ale nie może lansować homoseksualizmu - nie kupuje się go, ani nie dostaje od nikogo. 4. Dyrektywy z Brukseli - owszem, polecam lekturę źródeł, nie raz już Unia wypowiadała się na ten temat, m. in. wskazując na dyskryminację mniejszości w Polsce. Nie podoba się? Chcielibyśmy pieniędzy z kasy unijnej, ale uznania wspólnego sposobu myślenia o równouprawnieniu - już nie? Tak dobrze to nie ma, albo jedno i drugie, albo nic. Niechętnym zawsze pozostaje emigracja poza Unię, większośc zdecydowała, że chcemy w niej być, a komu to nie w smak - może poprosić o azyl u Łukaszenki :-p Odpowiedz Link Zgłoś
starybaca Re: kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia se 02.06.08, 19:12 Myślę, że jednak jest to jednak planowa i przemyślana kampania promocyjna. Dzisiaj np. mamy na portaly GW aż trzy artykuły o lesbijkach: 1) "Coming out: Żeby tak baba z babą?" 2) "Sąd odebrał dziecko matce, bo jest lesbijką?" 3) "Lesbijki wybrały Szarapową najseksowniejszą tenisistką" Ktoś postronny mógłby odnieść wrażenie, że homoseksualizm jet najważniejszym zagadnieniem, wokół którego kręci się świat. Mylisz się więc mówiąc, że "Nie można lansować czegoś, czego człowiek sam nie wybiera". Lansować można absolutnie wszystko, i lektura codziennej prasy potwierdza to w 100%. Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że "Kampania reklamowa może zachęcać do kupowania szamponu, ale nie może lansować homoseksualizmu". Może jak najbardziej. Czym bowiem są parady równości, niezliczone broszurki, wydawnictwa rozdawane za darmo, itp. itd., na które organizace gejowskie wydają miliony? W dzisiejszych czasach marketing uprawiają wszyscy. Nie pleć więc bzdur, że lobby homoseksualne tego nie robi - bo każdy rozsądny człowiek widzi, że robi, i to bardzo zręcznie, może się nawet pochwalić całkiem imponującymi sukcesami na tym polu. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 To nie jest kampania "promocyjna" a cywilizacyjna! 02.06.08, 19:55 Drodzy odkrywcy demoralizujących spisków judeo-euro-masońskich! starybaca napisał: > Myślę, że jednak jest to jednak planowa i przemyślana kampania promocyjna. Dzis > iaj np. mamy na portaly GW aż trzy artykuły o lesbijkach Tak. Naprawdę nie trzeba być geniuszem czujności z "Naszego Dziennika", by zauważyć, że trwa tu akcja dziennikarska ("zorganizowana", panie dziejku. Nie tylko GW, także "Polityka"!:). Tylko czy rzeczywiscie jest ona tym demonicznym złem, które w niej widzicie? No, z waszego punktu, katoprawacy, pewnie jest! Tylko że z punktu widzenia cywilizowanego Europejczyka, to wy jesteście patologicznym skansenem dewocji i brutalizmu. I dlatego ta kampania jest w oczach cywilizowanego człowieka właśnie - dobrem. Właśnie dlatego, że jest wymierzona w wasz chory tradycyjny, piętnujący, brutalny i moralizujący świat! Homoseksualizm jest "bardzo ważnym zagadnieniem, wokół którego kręci się dziesiejszy świat". Zaciekłość homofobów jest tego najlepszym dowodem!:) Czy homoseksualizm jest "lansowany"? W pewnym sensie - tak. Ale zaraz muszę wyjaśnić w jakim mianowicie sensie: Jako normalny (w sensie: równoprawny etycznie i obyczajowo) rodzaj seksualności. Ale nie jest, jak sugerują homofobi - "propagowany" (tj. z intencją pozyskania jak największej ilości osób do tego typu erotyki). Może tylko o tyle jest "propagowany", że poniekąd ruch gejowski zachęca osoby, które odkryją w sobie takie skłonności do nietłumienia ich i nieukrywania. To - pewnie tak. Ale nie oznacza to bynajmniej zachęcania do homoseksualizmu - całej populacji. Gdyż jest to kompletnie niemożliwe. Homoseksualizm jest w biologiczny sposób stały - i cechuje ok. 10% populacji. Tyle że w społeczeństwie takim jak polskie tylko 2% przyznaje się do niego przed innymi, a nawet przed samym sobą. Można od biedy powiedzieć, że ruch gejowski "propaguje" homoseksualizm wśród owych pozostałych 8% (w istocie - propaguje akceptację własnej seksualności, zresztą w pewnym sensie nie tylko wśród homoseksualistów! Tak, to jest wywrotowe:) Ale to jest dobre a nie złe!) Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: kolejny etap kampanii lansujacej zboczenia se 03.06.08, 01:36 Mylisz się. To jest kampania promocyjna, ale nie "zboczeń", "homoseksualizmu" itp. To lansowanie normalnego myślenia, tolerancji, poszanowania dla odmienności, równości wobec prawa. Do tego wszystkiego można i należy zachęcać. Nie da się lansować i reklamować homoseksualizmu bo nie da się na homoseksualizm heteroseksualisty namówić. Odpowiedz Link Zgłoś
martynika43 zły smak....... 02.06.08, 15:29 A nie wyrzucil kucharki, bo pomidorowa za slona, a ksiegowej, bo chodzi w non-iron-ie? Czy jego skarpetki obowiązkowo pasuja do koloru obuwia??? Czy on aby na pewno ma dobry gust? Jako dyrektor szkoly powinien swiecic chlubnym przykladem, nalezy w tym celu zwolac komisje. Odpowiedz Link Zgłoś
piotrek20074 Homosi trzeba kochać tak jak inne kaleki 02.06.08, 16:41 miłoscią i wyrozumiałaością. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Jan Paweł II ci to powiedział, zgadłem? 02.06.08, 17:11 Brzmi w każdym razie podobnie (wiem, bo czytałem). Odpowiedz Link Zgłoś
guglielmo Re: Homosi trzeba kochać tak jak inne kaleki 02.06.08, 18:54 Porównanie "homosi" do kalek powoduje, że możesz się już nie wysilać. Twoja "miłość" i "wyrozumiałość" jest funta kłaków nie warta. Odpowiedz Link Zgłoś
milena.rl Re: Homosi trzeba kochać tak jak inne kaleki 02.06.08, 20:06 a dlaczego? To trochę raniące, dla mnie każda istota jest równa w godności, nie rozumiem takiego porównywania.. Nie ważne czy kaleki, czy o innej orientacji. Po prostu napisał że gardzi wszystkimi nie pasującymi do jego szablonu "normalnosci". Ze czuje się od nich lepszy bo bozia go nie pokarała. Lepszy bo ma 2ręce, 2nogi, 2nerki. Zdrowy. Normalny. To typowy nazista. Zakompleksiony samczyk gamma, który tylko z tej swojej "normalności" może sie cieszyc. Odpowiedz Link Zgłoś
saszenka2 Rodzina 03.06.08, 01:01 Wspaniale się czyta ten tekst, zwłaszcza ten fragment dotyczący przyjaznych sąsiadów, szkoda tylko że nie zawsze można żyć normalnie, unikając homofobii. Szkoda, że tego związku nie mogą zalegalizować, stać się w świetle prawa rodziną. Odpowiedz Link Zgłoś
midbroke życzę... 03.06.08, 11:25 życzę Paniom wszystkiego dobrego!!!!!! Fajnie być i żyć z kobietą!! Odpowiedz Link Zgłoś
horatio_valor Żeby tak baba z babą? 18.09.08, 14:12 A czemuż to pani Yga ma na ramieniu wytatuowanie "milczenie"? Deklaracja sprzed coming-outu? A potem zmieniła zdanie? Odpowiedz Link Zgłoś
robin1973 Co to jest psycholożka? 10.05.09, 17:21 Wiem że to termin lansowany przez feministki* Może by spróbowac jeszcze inne słowa: adiunktka, architektka, subiektka, pedriatrka lub chirurgini, dramaturgini, kierowczyni? *feministka - kobieta która nienawidzi ludzi na tyle by zatruwać życie innym kobietom gdy są szczęśliwe w związku z mężczyzną. Odpowiedz Link Zgłoś