Dodaj do ulubionych

Na biskupach Kościół się nie kończy

12.10.08, 02:01
Niezwykle ważny tekst.

Jak na polskie warunki, wręcz rewolucyjny. Tak bezkompromisowa
refleksja jest czymś wyjątkowym w polskim katolicyzmie (formacji -
trzeba to powiedzieć otwrtym tekstem - odzwyczajającej od
autentycznej ludzkiej refleksji).

Ze swej strony mogę tylko wyrazić obawę, że pewnie moja sympatia
wobec tekstu autora jest "pocałunkiem śmierci".

Odrzucam bowiem chrześcijaństwo (oraz inne religie Objawienia, jak
judaizm czy islam).

Uważam, że fundamentalna dla tych religii koncepcja "Objawienia raz
na zawsze danego" (słowa z tekstu autora) jest koncepcją
przypisującą Bogu akt niedialogiczny.

"Raz powiedziałem."

Jest to akt przemocy, a nie rozmowa z osobą (jakkolwiek wzniosła nie
była treść samego Objawienia)

Trudno też takie słowo nazywać "Słowem Żywym" (choć nieustannie jest
w ten sposób nazywane).

Dlatego też, choć autor maksymalnie próbuje dążyć we właściwym
kierunku, jest ograniczony naturą samej religii zakończonego
Objawienia.

Patrzę na jego wysiłek, jak na wysiłek dysydenta komunisty dążącego
do humanizacji realsocjalizmu.

Uważam, że religie Objawienia są, tak samo jak komunizm, systemami
nieuleczalnie totalitarnymi (choć oczywiście nie operują one
terrorem fizycznym jak reżimy polityczne, lecz moralno-
psychologicznym - co jest właściwe właśnie władzy religii nad
człowiekiem).
Obserwuj wątek
    • adrem63 Re: Na biskupach Kościół się nie kończy 13.10.08, 10:49
      Hallo nick3 !

      KK jak i inne „religie objawienia” to wspólnota ludzi, która
      egzystuje w zmieniających się warunkach zewnętrznych i musi być
      zdolna do zmian dostosowawczych, w przeciwnym wypadku grozi mu
      wymarcie.

      Głos autora tego tekstu można widzieć nie tylko jako głos dysydenta
      w „nieuleczalnym” systemie totalitarnym, ale jako działanie sił
      ewolucyjnych.

      W religiach z natury rzeczy zdolności dostosowawcze są bardzo
      niewielkie dlatego we współczesnym świecie tracą znaczenie,
      ale wszystko jest jeszcze możliwe.

      • brat_oblat Re: Na biskupach Kościół się nie kończy 13.10.08, 21:52
        Religie traca znaczenie w miare postepow edukacji i szerokiego
        dostepu do wiedzy... Czlowiek, jak kazde inne zwierze, ma jednak
        potrzebe przebywania i przezywania czegos w grupie, a religie
        dostarczaja mu takie ludyczne spektakle za darmo )))
        • adrem63 Re: Na biskupach Kościół się nie kończy 14.10.08, 10:23
          Ogólnie zgadza się, chociaż co do szczegółów mam zastrzeżenia.
          Owe „ludyczne spektakle” uważam za drugorzędne w skali potrzeb
          zwierzęcia z dużym mózgiem.

          Napisałeś „przeżywania czegoś w grupie” – no właśnie, czego?
          Widocznie czegoś czego nie dostarcza pop-kultura, kino, teatr, sport,
          itp.
          Może to jest poczucie, że jest się czymś więcej niż nawozem
          tej ziemi ?
          Może pragnienie miłości, a może ucieczka przed poczuciem
          osamotnienia we wszechświecie ?
      • jabeta Re: Na biskupach Kościół się nie kończy 19.10.08, 09:50
        Wklejam, co znalazłam na stronie PAT (jako uzasadnienie pisma ks. Rektora J.M.
        Dyducha)
        Ks. Tomasz Jelonek
        Wydział Nauk Społecznych
        Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie
        Ks. Tomasz Jelonek
        Wydział Nauk Społecznych
        Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie

        Odpowiedź na artykuł p. Piotra Sikory pod tytułem:
        Na biskupach Kościół się nie kończy

        P. Sikora w swoim artykule stawia dwie tezy. Pierwsza brzmi: Podział na
        „Kościół nauczający” i „nauczanych wiernych” jest sprzeczny z przesłaniem Nowego
        Testamentu; druga teza stwierdza, że Nie istnieje coś takiego jak nauka Kościoła.
        Jako biblista zajmę się przede wszystkim tezą pierwszą, która zupełnie
        bezpodstawnie powołuje się na Nowy Testament. Wykażę, że Nowy Testament
        upoważnia nas do postawienia tezy diametralnie różnej od podanej przez P.
        Sikorę: Nowy Testament ukazuje strukturę Kościoła, w której z ustanowienia
        Jezusa, podjętego przez rodzący się Kościół, istnieje urząd nauczycielski różny
        od ogółu wiernych, którzy temu urzędowi winni są posłuszeństwo wiary.
        Taki jest Kościół od początku, w takim zostałem ochrzczony i w takim chce
        wytrwać do końca życia, bo innego Kościoła Chrystusowego nie ma. Moją wiarę
        opieram w pierwszym rzędzie na nauczaniu Nowego Testamentu, można ją wykazać
        również na podstawie Tradycji Kościoła, ale to wykazanie pozostawiam
        specjalistom od eklezjologii.
        Jezus, który wystąpił jako Nauczyciel od początku gromadził koło siebie
        uczniów, których specjalnie powoływał i wyraźnie odróżniał od słuchających go
        tłumów. Nowy Testament opisuje kilka takich powołań: Szymona (Piotra) i
        Andrzeja, Jakuba i Jana, Filipa i Mateusza. O szczególnym wyróżnieniu tych,
        którzy chodzili z Jezusem mówi miedzy innymi św. Marek: Osobno zaś objaśniał
        wszystko swoim uczniom (4,34). Ich zabrał w okolice Cezarei Filipowej, aby w
        drodze specjalnie ich pouczać i zapytać, za kogo Go uważają.
        Te i inne fakty opisane w Ewangeliach świadczą o tym, ze Jezus
        przygotowywał apostołów, aby po Jego odejściu byli nauczycielami w religijnej
        społeczności, która zawiąże się w Jego Imię. Taką rolę podejmą w Kościele według
        relacji Dziejów Apostolskich.
        Jezus zatem chciał i założył Kościół jako społeczność składającą się z
        nauczających i nauczanych, do tych pierwszych zaliczało się grono dwunastu a
        także siedemdziesięciu dwu innych posłanych, aby uzdrawiali i głosili przyjście
        Królestwa Bożego. Z nauczającymi Jezus pragnie się w pewien sposób utożsamić,
        mówiąc do nich: Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz
        kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał (Łk 10,16).
        Temu pouczeniu o strukturze Kościoła, wynikającego z całej Ewangelii, nie
        przeczy zacytowany przez p. Sikorę tekst z Ewangelii św. Mateusza: Otóż wy nie
        pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy
        braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem
        jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano
        mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus (23,8-10).
        W tym miejscu Jezus nie mówi o strukturze Kościoła, ale o postawie jego
        członków. Polemizując z postawami uczonych w Piśmie i faryzeuszy, wskazuje, że w
        Kościele wszyscy nauczający (ci mają większą pokusę do odmiennego postępowania)
        i nauczani powinni praktykować pokorę i postawę służby, na którą wskazywał Jezus
        niejednokrotnie jako na cechę rozpoznawczą wszystkich członków Kościoła.

        Dzieje Apostolskie i Listy św. Pawła wyraźnie ukazują Kościół jako
        społeczność hierarchiczną, na czele której stoją ci, którzy mają władzę
        nauczania. Kościoły lokalne były wspólnotami zakładanymi przez tych, którzy od
        hierarchów otrzymywali misję i tradycję, jakiej mieli nauczać. W zakładanych
        Kościołach byli starszymi (presbiteroi) i tymi, którzy czuwali nad
        społecznością, patrzyli z góry (episkopoi).
        Posiadanie przez wszystkich członków Kościoła szczególnych darów i
        niezwykłego wyposażenia duchowego, o którym miedzy innymi pisze św. Paweł w
        Liście do Efezjan czy Pierwszy List św. Jana (cytowane przez p. Sikorę) nie
        przekreślało tej zasadniczej struktury, którą ukazuje cały Nowy Testament.
        Świadczy o tym między innymi Pierwszy List św. Pawła do Koryntian:

        Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania,
        ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca
        wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra.
        Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność
        poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu,
        innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu,. innemu dar czynienia cudów, innemu
        proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu
        łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając
        każdemu tak, jak chce.
        Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a
        wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i
        z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby
        stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni.
        Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden
        członek, lecz liczne [członki]. Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem
        ręką, nie należę do ciała - czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała?
        Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała -
        czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby
        słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak
        chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość
        była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są
        członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi
        potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Raczej nawet niezbędne są dla
        ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne
        szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się
        troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do
        wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że
        zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było
        rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie
        nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne
        członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą
        się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi
        członkami.
        I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po
        trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania
        pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są
        apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy
        mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy
        przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć? (1 Kor 12,4-30).

        Trzeba uwzględnić cały wywód św. Pawła, aby zobaczyć w Kościele bogactwo
        darów i zadań, a równocześnie dostrzec, że ich istnienie nie zaciera różnic
        pomiędzy apostołami, prorokami i nauczycielami, a innymi charyzmatykami.
        Bogactwo darów istnieje w strukturze, którą wyżej przedstawiliśmy, w strukturze
        hierarchicznej.
        P. Sikora żongluje wyjętymi z tej całości zdaniami, aby sprowadzić
        wszystkie zadania w Kościele na jeden poziom. Z pewnością jest to
        nadinterpretacja niezgodna z myślą Nowego Testamentu.

        Nadinterpretacją jest też powoływanie się na Rz 4, 1-12 jako na dowód na
        to, że w Kościele nie istnieje jakaś ustalona nauka, a wszystko dopiero w sobie
        samych odkrywamy. Przykład Abrahama w tym względzie także nic nie mówi. Abraham
        nie b
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Odrzucenie religii 18.10.08, 10:10
      @nick3:

      Stąd wydaje mi się, że często odrzucenie religii (tej lub innej lub wszystkich)
      jest w rzeczywistości odrzuceniem pewnej interpretacji religii.

      Zwłaszcza w krajach konserwatywnie lub fundamentalistycznie religijnych, ludzie
      odrzucający tego typu interpretacje mogą nawet sami być przekonani, że odrzucają
      religię jako taką. Przypuszczam, że w części przypadków odrzucają oni jedynie
      otaczający ich fundamentalizm.
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Władze PAT grożą autorowi!!! 18.10.08, 10:14
      ekai.pl/serwis/?MID=16408
      Rektor PAT grozi konsekwencjami autorowi artykułu w „GW”

      Z ostrą krytyką artykułu, jaki w „Gazecie wyborczej” opublikował dr. Piotr
      Sikora z Papieskiej Akademii Teologicznej wystąpił w przekazanym KAI liście
      otwartym rektor tej uczelni ks. prof. dr hab. Jan M. Dyduch.

      Rektor PAT domaga się od autora naprawienia krzywdy wyrządzonej tekstem pt. „Na
      biskupach Kościół się nie kończy”. W przeciwnym razie grozi autorowi
      „konsekwencjami, wynikającymi z przepisów kościelnych”.

      Poniżej publikujemy tekst litu otwartego przekazanego KAI przez rzecznika PAT
      Jędrzeja Majkę:

      „Szanowny Pan

      dr Piotr Sikora

      w/m

      W „Gazecie Wyborczej” z dnia 11-12 października 2008 roku ukazał się artykuł „Na
      biskupach Kościół się nie kończy” napisany przez Pana. Artykuł ten
      charakteryzuje się niechęcią do Kościoła i zawiera błędy z zakresu teologii i
      metodologii. Dlatego jest szkodliwy, szkodzi przede wszystkim uczelni
      kościelnej, jaką jest Papieska Akademia Teologiczna w Krakowie.

      W związku z powyższym zwracam się do Pana o przedstawienie do dnia 23
      października br. sposobu naprawienia wyrządzonej krzywdy. W przypadku braku
      odpowiedniego zadośćuczynienia musi się Pan liczyć z konsekwencjami,
      wynikającymi z przepisów kościelnych. Nadmieniam, że ostateczną decyzję,
      dotyczącą poruszonej sprawy, podejmie Ks. Kardynał Stanisław Dziwisz, Wielki
      Kanclerz Akademii.

      Z pozdrowieniami

      Ks. prof. dr hab. Jan M. Dyduch

      Rektor

      Kraków, dnia 17 października 2008 r.”
      • przemek05 Ks Jelonek i ks Dyduch - 2 postawy 19.10.08, 23:06
        O ile cytowany w tej dyskusji ks.Jelonek podejmuje probe
        merytorycenrj dyskusji (mozna sie z nim zgadzac lub nie, ale postawe
        taka nalezy pochwalic), o tyle ks.Dyduch posluguje sie argumentami
        pozamerytorycznymi, straszac (o zgrozo!) jakimis konsekwencjami.
        Tymczasem wszyscy szukamy Bpga, mamy prawo dyskutowac, mamy prawo
        sie mylic. A jesli nie trafiaja do nas argumenty przeciwnej strony,
        mamy nawet prawo trwac w bledzie, jesli jestesmy przekonani o
        wlasnej racji. Takie prawo sformulowal nie kto inny jak sw.Tomasz z
        Akwinu, i chwala niech mu bedzie za to.
    • kocham_prage Troska o Kosciol 18.10.08, 15:38
      I to jest strasznie smutne, ze ten niezly artykul, dajacy do myslenia, stal sie
      powodem takiego nieporozumienia. Tak to rozumiem...

      Przeczytalam ten artykul pare dni temu, ucieszylam sie, ze Autor przypomnial, ze
      Kosciol to nie tylko duchowni - nie dlatego ze mam cos przeciw duchownym, ale
      dlatego ze ja takze czuje sie bardzo odpowiedzialna za Kosciol katolicki:
      zostalam w nim ochrzczona i bierzmowana, staralam sie zawsze uczestniczyc w
      zyciu parafii, diecezji, ruchu Swiatlo-Zycie, do ktorego nalezalam jako
      nastolatka. Oczywiscie, wiem, ze nie jestem biskupem i moja rola w Kosciele jest
      inna. Ale nigdy nie rozumialam, jak ma sie wiara w dzialanie Ducha Swietego w
      sercach wiernych (a co za tym idzie sensus fidei, swiadectwa wielkich
      chrzescijan - takze tych, nie bedacymi biskupami czy ksiezmi: jak Franciszek z
      Asyzu, ktory przeciez nie chcial przyjac swiecen (chyba ze cos mi sie
      pomieszalo), Matka Teresa z Kalkuty, sw.Faustyna, czy inni swieci i meczennicy
      tylu wiekow) - czy ich zycie i gloszenie - slowem, czynem, smiercia... nie jest
      gloszeniem Ewangelii? Czy przez ich zycie i dzialanie nie poznajemy Boga,
      Kosciola, prawdy? Nie mowiac juz o tysiacach katechetow, katechistow, teologow
      na calym swiecie... A co z rodzicami, dziadkami, wspolmalzonkami - przeciez Oni
      potrafia byc swiadkami wiary, nauczycielami, egzegetami o niezwyklym wplywie na
      zycie wlasnej rodziny, ale i szerszej wspolnoty...
      Zapewne podzial na "Kosciol nauczajacy" i "nauczany" mial czemus dobremu sluzyc,
      ale wydaje mi sie bardziej pewnym niuansem prawa kanonicznego niz centrum
      katolickiej eklezjologii!
      Widac to przeciez w praktyce Kosciola, chocby w tym jak Jan Pawel II traktowal
      opinie wielu swieckich ekspertow, jak powaznie wschluchiwal sie w glos Kosciola
      - takze tego Kosciola najslabszych i najbiedniejszych: dzieci, ubogich, bardziej
      lub mniej wyksztalconych na calym swiecie. Czy to bylo tylko na pokaz? Nie wierze!

      List rektora PATu przerazil mnie zwlaszcza jedna rzecza, ktora wydalaby sie
      groteskowa, gdyby nie chodzilo o sprawy tak powazne: twierdzeniem, ze Autor
      artykulu kieruje sie "niechecia do Kosciola". Jak Ksiadz Rektor pojmuje Kosciol?
      Czy nie jest to smutne potwierdzenie potrzeby tego artykulu?

      Ufam, ze sprawa rozwiaze sie dobrze... dla Kosciola, o ktory - nie mam
      watpliwosci - troszczy sie w tym sporze zarowno Autor tekstu, jak i Rektor
      PATu... Dobrze byloby, aby udalo im sie lepiej zrozumiec.
    • kantyjan Na biskupach Kościół się nie kończy 18.10.08, 17:27
      Jestem katolikiem i mogę powiedzieć, że miałem szczęście że religii uczyli mnie
      prawdziwi teolodzy. Moja parafia tradycyjnie wspierana była przez kadrę
      pobliskiego seminarium duchownego.

      I pewnie dlatego artykuł Pana Piotra Sikory specjalnie mnie nie zbulwersował.
      Właściwie wcale. Ja większość z tego słyszałem i to od księży. Kościół to my
      wszyscy. Dowodem istnienia Boga jest to, że większość w niego wierzy bo "głos
      ludu jest głosem Boga". Nawet Papież jest nieomylny tylko i wyłącznie gdy
      ogłasza dogmaty, a najlepiej żeby to robił Sobór Powszechny, najlepsze naczynie
      dla Ducha Świętego. I że sumienie przebija naukę nawet Księdza Proboszcza. Piszę
      z pamięci i po latach ale tak to mniej więcej pamiętam ducha tych nauk. I do
      dziś uważam, że były to mądre nauki, chociaż znam księży (mądrych i przyzwoitych
      ludzi), których niektóre z nich gorszyły gdy im o tym opowiadałem.

      I może dlatego, od razu gdy przeczytałem ten artykuł, wiedziałem że autor będzie
      miał problemy. I to mimo, że pisał mniej więcej to samo czego ja uczyłem się na
      religii w szkole podstawowej. A dlatego, że nastąpił na odcisk tych dla których
      "Wierni" to zbiór rozłączny z "Kościołem". Poza tym dość lat żyłem już w naszej
      Polsce aby to wyczuć od razu. U nas się nie wali nawet prawdą kawę na ławę. No
      chyba, że ex cathedra, gdy już jest się co najmniej biskupem (a i wtedy wielu to
      gorszy).

      Nie słyszałem, żeby ktoś zarzucał autorowi, że jego tekst jest heretycki. Bo
      ewidentnie nie jest. Ale to, że wielu ludzi (jak na przykład autor komentarza na
      który odpowiadam ale też chyba niektórzy księża) nigdy nie słyszeli poglądów, o
      których ja uczyłem się na lekcjach religii, powoduje traktowanie tego tekstu
      jako sensację i skandal.

      Mam nadzieję, że w Polsce da się uprawiać teologie na poziomie światowym, a nie
      koniunkturalno-wazeliniarskim. Sam jestem naukowcem - w zupełnie innej
      dziedzinie - i dlatego boli mnie gdy innych naukowców karci się za głoszone
      poglądy. Na szczęście od mojej dziedziny głupcy (i to zarówno kościelni jak i
      ateistyczni) odczepili się co najmniej parędziesiąt lat temu. Jednak gdy tak
      dalej pójdzie to może będę się musiał spowiadać z wiary w istnienie dinozaurów
      innych niż Smok Wawelski. Albo, że wiem co to jest DNA.

      Niestety w takim kościele dla mnie miejsca nie będzie. Dla Pana Piotra pewnie
      też nie. I tego się boję.

      I to mnie boli.

      • jabeta Re: Na biskupach Kościół się nie kończy 19.10.08, 09:54
        Wklejam, co znalazłam na stronie PAT (jako uzasadnienie pisma ks. Rektora J.M.
        Dyducha- jak mniemam):
        P. Sikora w swoim artykule stawia dwie tezy. Pierwsza brzmi: Podział na „Kościół
        nauczający” i „nauczanych wiernych” jest sprzeczny z przesłaniem Nowego
        Testamentu; druga teza stwierdza, że Nie istnieje coś takiego jak nauka Kościoła.
        Jako biblista zajmę się przede wszystkim tezą pierwszą, która zupełnie
        bezpodstawnie powołuje się na Nowy Testament. Wykażę, że Nowy Testament
        upoważnia nas do postawienia tezy diametralnie różnej od podanej przez P.
        Sikorę: Nowy Testament ukazuje strukturę Kościoła, w której z ustanowienia
        Jezusa, podjętego przez rodzący się Kościół, istnieje urząd nauczycielski różny
        od ogółu wiernych, którzy temu urzędowi winni są posłuszeństwo wiary.
        Taki jest Kościół od początku, w takim zostałem ochrzczony i w takim chce
        wytrwać do końca życia, bo innego Kościoła Chrystusowego nie ma. Moją wiarę
        opieram w pierwszym rzędzie na nauczaniu Nowego Testamentu, można ją wykazać
        również na podstawie Tradycji Kościoła, ale to wykazanie pozostawiam
        specjalistom od eklezjologii.
        Jezus, który wystąpił jako Nauczyciel od początku gromadził koło siebie
        uczniów, których specjalnie powoływał i wyraźnie odróżniał od słuchających go
        tłumów. Nowy Testament opisuje kilka takich powołań: Szymona (Piotra) i
        Andrzeja, Jakuba i Jana, Filipa i Mateusza. O szczególnym wyróżnieniu tych,
        którzy chodzili z Jezusem mówi miedzy innymi św. Marek: Osobno zaś objaśniał
        wszystko swoim uczniom (4,34). Ich zabrał w okolice Cezarei Filipowej, aby w
        drodze specjalnie ich pouczać i zapytać, za kogo Go uważają.
        Te i inne fakty opisane w Ewangeliach świadczą o tym, ze Jezus
        przygotowywał apostołów, aby po Jego odejściu byli nauczycielami w religijnej
        społeczności, która zawiąże się w Jego Imię. Taką rolę podejmą w Kościele według
        relacji Dziejów Apostolskich.
        Jezus zatem chciał i założył Kościół jako społeczność składającą się z
        nauczających i nauczanych, do tych pierwszych zaliczało się grono dwunastu a
        także siedemdziesięciu dwu innych posłanych, aby uzdrawiali i głosili przyjście
        Królestwa Bożego. Z nauczającymi Jezus pragnie się w pewien sposób utożsamić,
        mówiąc do nich: Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz
        kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał (Łk 10,16).
        Temu pouczeniu o strukturze Kościoła, wynikającego z całej Ewangelii, nie
        przeczy zacytowany przez p. Sikorę tekst z Ewangelii św. Mateusza: Otóż wy nie
        pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy
        braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem
        jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano
        mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus (23,8-10).
        W tym miejscu Jezus nie mówi o strukturze Kościoła, ale o postawie jego
        członków. Polemizując z postawami uczonych w Piśmie i faryzeuszy, wskazuje, że w
        Kościele wszyscy nauczający (ci mają większą pokusę do odmiennego postępowania)
        i nauczani powinni praktykować pokorę i postawę służby, na którą wskazywał Jezus
        niejednokrotnie jako na cechę rozpoznawczą wszystkich członków Kościoła.

        Dzieje Apostolskie i Listy św. Pawła wyraźnie ukazują Kościół jako
        społeczność hierarchiczną, na czele której stoją ci, którzy mają władzę
        nauczania. Kościoły lokalne były wspólnotami zakładanymi przez tych, którzy od
        hierarchów otrzymywali misję i tradycję, jakiej mieli nauczać. W zakładanych
        Kościołach byli starszymi (presbiteroi) i tymi, którzy czuwali nad
        społecznością, patrzyli z góry (episkopoi).
        Posiadanie przez wszystkich członków Kościoła szczególnych darów i
        niezwykłego wyposażenia duchowego, o którym miedzy innymi pisze św. Paweł w
        Liście do Efezjan czy Pierwszy List św. Jana (cytowane przez p. Sikorę) nie
        przekreślało tej zasadniczej struktury, którą ukazuje cały Nowy Testament.
        Świadczy o tym między innymi Pierwszy List św. Pawła do Koryntian:

        Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania,
        ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca
        wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra.
        Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność
        poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu,
        innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu,. innemu dar czynienia cudów, innemu
        proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu
        łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając
        każdemu tak, jak chce.
        Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a
        wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i
        z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby
        stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni.
        Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden
        członek, lecz liczne [członki]. Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem
        ręką, nie należę do ciała - czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała?
        Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała -
        czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby
        słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak
        chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość
        była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są
        członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi
        potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Raczej nawet niezbędne są dla
        ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne
        szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się
        troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do
        wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że
        zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było
        rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie
        nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne
        członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą
        się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi
        członkami.
        I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po
        trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania
        pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są
        apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy
        mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy
        przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć? (1 Kor 12,4-30).

        Trzeba uwzględnić cały wywód św. Pawła, aby zobaczyć w Kościele bogactwo
        darów i zadań, a równocześnie dostrzec, że ich istnienie nie zaciera różnic
        pomiędzy apostołami, prorokami i nauczycielami, a innymi charyzmatykami.
        Bogactwo darów istnieje w strukturze, którą wyżej przedstawiliśmy, w strukturze
        hierarchicznej.
        P. Sikora żongluje wyjętymi z tej całości zdaniami, aby sprowadzić
        wszystkie zadania w Kościele na jeden poziom. Z pewnością jest to
        nadinterpretacja niezgodna z myślą Nowego Testamentu.

        Nadinterpretacją jest też powoływanie się na Rz 4, 1-12 jako na dowód na
        to, że w Kościele nie istnieje jakaś ustalona nauka, a wszystko dopiero w sobie
        samych odkrywamy. Przykład Abrahama w tym względzie także nic nie mówi. Abraham
        nie był członkiem Kościoła i jego droga była inna. Kościół natomiast posiada
        depozyt wiary, który strzeże i przekazuje. Uczy o tym Nowy Testament.
        • kocham_prage Watki biblijne zacytowanej odpowiedzi - kilka uwag 19.10.08, 10:50
          Hmm, wydaje mi sie, ze Autor artykulu i Autor odpowiedzi zapomnieli przypomniec,
          ze Nowy Testament jest bardzo pluralistyczny w ujeciach Kosciola. I na pewno
          wystepuja tam elementy hierarchiczne, ale chyba faktycznie dominujacy jest obraz
          zywej wspolnoty o roznych charyzmatach. Poza tym wydaje mi sie, ze autor
          odpowiedzi - biblista - troche za latwo przenosi pewne elementy obrazu
          biblijnego na praktyke prawa kanonicznego czy nawet eklezjologii. Biskupi to nie
          to samo co apostolowie, nawet jesli sa straznikami depozytu wiary (por. List do
          Tytusa, swoja droga mocno wskazujacy na role biskupa jako nauczyciela, ale 1)
          ten nauczyciel jest wlasnie pouczany przez Apostola; 2) nigdzie nie ma w liscie
          mowy, ze Tytus jest nauczycielem w przeciwienstwie do tych, ktorych naucza, nie
          ma tam wyraznego podzialu na "2 Koscioly" - nauczajacych i nauczanych,
          przynajmniej ja nie widze tu az takiego podzialu jak w popularnej dognatyce - a
          List do Tytusa wydaje mi sie w tym wzgledzie najradykalniejszym pismem NT).
          Nawet jesli mylilabym sie w tym, co powyzej, to co do tego co ponizej, nie mam
          zadnych watpliwosci. Ks. Prof. Jelonek, z calym dla niego szacunkiem, okrutnie
          sie zagalopowal, piszac:
          "Przykład Abrahama w tym względzie także nic nie mówi. Abraham
          nie był członkiem Kościoła i jego droga była inna.(...)"
          Slucham? A co z Listami do Rzymian i do Hebrajczykow, gdzie Abraham jest
          stawiany jako wzor NASZEJ (!) wiary? Nawet gdyby ksiadz profesor byl marcjonista
          i odrzucil Biblie hebrajska (o co oczywiscie go nie podejrzewam), to przeciez
          Pawel wyraza sie bardzo jasno, stawiajac Abrahama jako przyklad - Ojca wiary -
          chrzescijan!
    • jabeta Re: Na biskupach Kościół się nie kończy 19.10.08, 09:52
      c.d
      Św. Paweł po pierwszej wyprawie misyjnej udał się do Jerozolimy, aby u tych,
      którzy cieszą się powagą w Kościele i są jego filarami uzyskać potwierdzenie
      swojej nauki (por. Ga 2, 1-10). Od początku zatem była w Kościele jego ustalona
      nauka. Tę naukę głosił Paweł z całą mocą i stałością. O niej pisze: Innej jednak
      Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy
      chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z
      nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie
      przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto
      głosił Ewangelię różną od tej, którą /od nas/ otrzymaliście - niech będzie
      przeklęty! (Ga 1,7-9).
      Apostoł należy do nauczających w Kościele i on i inni nauczający głoszą to,
      co jest pewne i niezmienne. To stanowi zrąb nauki Kościoła. Św. Paweł nazywa to
      depozytem (coś, co jest przechowywane i strzeżone, aby zachowało się
      nienaruszone), napominając Tymoteusza, aby strzegł depozytu wiary (1 Tm 6, 20; 2
      Tm 1, 13). Ten depozyt Tymoteusz otrzymał od Pawła, Tymoteusz ma go przekazać
      innym, aby oni mogli nauczać dalszych słuchaczy. Mamy w Drugim Liście do
      Tymoteusza zarysowaną dokładnie drogę i rolę tradycji w Kościele, która
      przekazuje jego naukę. Od początku zatem Kościół posiadał swoją naukę i był tego
      świadom. Nie można zatem twierdzić, jeżeli chce się wierzyć Pismu Świętemu, że
      nie istnieje coś takiego jak nauka Kościoła.

      Na podstawie Nowego Testamentu można zatem wykazać, że obie tezy p. Sikory
      nie mają nic wspólnego z Nowym Testamentem, a wręcz przeciwnie są całkowicie z
      nim sprzeczne. Jako takie nie mogą być głoszone przez teologa występującego w
      imieniu katolickiej Uczelni. P. Sikora rozminął się z teologią katolicką. Warto,
      aby sobie rozważnie przeczytał zacytowane wyżej zdania z Listu do Galatów.

      Kraków, dnia 15 października 2008 roku.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Bez sensu 19.10.08, 22:19
        Ale zaraz, jak to?

        Reprymendę - bez żadnych argumentów merytorycznych - napisał ks. rektor Jan
        Maciej Dyduch.
        A polemikę - z argumentami - napisał kto inny: ks. prof. Tomasz Jelonek.

        Jakieś to bez sensu wszystko.
        • jabeta Re: Bez sensu 20.10.08, 08:23
          Co dwie głowy, to nie jedna? ))))))
          (Jak w dowcipie o .....)
    • adrem63 Być Kościołem obok wiernych czy Kościołem wiernych 19.10.08, 16:09
      oto jest pytanie.
      Każdy ma prawo do interpretacji NT według własnego sumienia. Tym
      bardziej, że sformułowania NT jak i cały kontekst kulturowo-
      historyczny zmuszają do ciągłych dociekań.
      Ciekaw jestem co odpowie P. Sikora, a także co myślą o tym
      poszczególni hierarchowie.
      A może zabolał lapsus jaki się zdarzył :
      „Przykładem niech będzie tekst zamieszczony na oficjalnej stronie
      Konferencji Episkopatu Polski. Znajdujemy tam stwierdzenie, że Rada
      Stała KEP może zająć stanowisko w sprawach publicznych, "kiedy tego
      wymaga dobro Kościoła albo wiernych". ”

      Ludziom, nawet namaszczonym i nauczającym zawsze zdarzają się
      lapsusy i przekręty.
      • jabeta Re: Być Kościołem obok wiernych czy Kościołem wie 27.10.08, 15:27
        Tak, również według mnie to jest zasadniczym problemem:
        dobro Kościoła ALBO wiernych.
    • najwyzszy-czas Artykuł teologa i list rektora 20.10.08, 08:34
      Rektor PAT zarzuca dr. Sikorze niechęć do Kościoła, błędy i szkodliwość jego artykułu. Postaram się wykazać, że jest dokładnie na odwrót: wypowiedź Sikory emanuje troską o Kościół, nie zawiera błędów i podnosi istotny temat, który wypełnia ogromną lukę (oczywiście, na polskim, jałowym gruncie teologicznym). Przeciwnie także: to list rektora cechuje niechęć do Kościoła i błędy i jest szkodliwy dla Kościoła i Akademii.
      Z komentarza profesora tej Akademii, ks. T. Jelonka, dowiadujemy się, że podważono dwie tezy Sikory: 1/ „Podział na «Kościół nauczający» i «nauczanych wiernych» jest sprzeczny z przesłaniem Nowego Testamentu”; 2/ „Nie istnieje coś takiego jak nauka Kościoła”. Myślę, że to zakwestionowanie wynika z niezrozumienia a może z braku dobrej woli w odczytaniu artykułu krakowskiego teologa.
      Jeżeli ktoś przyłożył się do lektury tego artykułu, mógł zauważyć, że teza pierwsza nie neguje istnienia pasterzy czy starszych w Kościele, przedstawionym na łamach Nowego Testamentu, ale po prostu neguje uproszczony, dychotomiczny podział wiernych na dwa chóry: tych, którzy posiedli znajomość prawd Bożych, i tych, którzy muszą polegać na tych pierwszych w ich zrozumieniu. Autor wykazuje, że obraz pierwotnej wspólnoty jest o wiele bardziej bogaty i złożony. I że autorzy tekstów Nowego Testamentu oraz Soboru Watykańskiego II o wiele bardziej ufają zdolności chrześcijanina do poznawania prawdy aniżeli ufa się jej w Kościele instytucjonalnym na co dzień.
      Teza druga jest cytowana w sposób niepełny – bez podanych przez Sikorę uwarunkowań - i dlatego brzmi nieprawdziwie. Proroczy i twórczy paradoks Sikory miał za zadanie wyeksponować Objawienie Boże, jego prymat i wyłączność w nauczaniu Kościoła. Został pomyślany jako odtrutka na bałwochwalstwo, jako powrót do źródeł w duchu tego Soboru, który nazwano przecież „przejściem Ducha Świętego przez Kościół”. Sam Jezus zwracał uwagę na możliwość istnienia pewnego problemu u depozytariuszy wiary i potrzebę nieustannego oczyszczania depozytu i poszukiwania prawa Bożego: „uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji” (Mk 7,8).
      Teza autora jest paradoksem, bo Sikora dobrze wie, że istnieje Magisterium Kościoła. Ale jego myśl jest zwykłym rozwinięciem myśli zaczerpniętej z soborowej konstytucji Dei Verbum: „Urząd Nauczycielski (…) naucza tylko tego, co zostało przekazane”. Teza Sikory brzmi tak: „Nie istnieje nic takiego jak nauka Kościoła, przynajmniej w pewnym rozpowszechnionym sensie, jaki przypisujemy tym słowom”. Sikora więc obawia się, że rozpowszechniło się rozumienie nauki Kościoła w takim sensie, w jakim nie byłaby ona nauczaniem tego i tylko tego, co zostało przekazane w Objawieniu. Pełna wersja napiętnowanej tezy Sikory brzmi: „ Kościół – o ile nie jest wspólnotą wierną swojemu Założycielowi i Mistrzowi - nie posiada żadnej swojej nauki”. Dlaczego? Bo „Urząd Nauczycielski”, odpowiada Sikora, powołując się na Dei Verbum, „naucza tylko tego, co zostało przekazane”.
      Tak więc tych kilka zdań z tekstu Sikory jest logicznym wnioskiem rozumu, wyciągniętym z depozytu wiary i tekstów Kościoła – czyli czynnością właściwą jego profesji jako teologa – refleksją, która otrzymuje tu formę paradoksu (czyli pozornej sprzeczności). Ale to dopiero paradoksy budzą nas z uśpienia! Szkoda, że rektor i osoby mu doradzające, które, jak mniemam, znają teksty i znaczenie Soboru Watykańskiego II, nie przeczytały tego wnikliwie i z dobrą wolą. Wyczuwa się tu postawę właściwą tym, którzy „dbają [tylko] o czystość zewnętrznej strony kubka i misy” (Mt 23,5), „odcedzają komara, a połykają wielbłąda”. Przecież tekst Sikory wyniknął z troski o „sprawy najbardziej fundamentalne”, jak pisze, z troski o sumienia chrześcijan, troski o głębsze odczytanie Vaticanum II. Być może chodziło mu o te, by użyć słów Jezusa, „ciężary wielkie i nie do uniesienia” (Mt 23,4), wkładane na barki chrześcijan (przywołuję kontekst wspomnianej we wstępie artykułu encykliki Humanae vitae).
      Jak zauważył „kocham-Pragę”, imputowanie Sikorze przez rektora „niechęci do Kościoła” jest akurat ilustracją myślenia rektora w duchu przedsoborowej (dziś już błędnej) eklezjologii, czyli obserwacji Sikory na temat „lapsusów języka” popełnianych w mówieniu o Kościele. „Uderz w stół…” Być może rektor miał na myśli niechęć autora do kleru? Kiedy się mówi, że nie ma dwóch chórów w Kościele, to czasem chór uprzywilejowanych traktuje to jako ujmę.
      Jako teolog myślący, uprawiający autentyczną teologię, odpowiadający na prawdziwe bolączki Kościoła, Sikora jest chlubą krakowskiej uczelni papieskiej, przypominając, że wyrosła ona z najstarszego na ziemiach I Rzeczpospolitej uniwersytetu, posiadającego sławną na cały świat tradycję myślenia i dysputy. Niestety, dalekie od tej tradycji, dalekie od ducha Ewangelii i Vaticanum II, jawne policyjne wystąpienie rektora - zawierające szantaż i zastraszenie - cofa tę placówkę w rozwoju i psuje jej PR. A to dopiero szkoda - dla PAT i dla Kościoła!
      • kocham_prage Re: Artykuł teologa i list rektora 20.10.08, 08:46
        Ano. Podpisuje sie pod powyzszym obiema rekami.
        Wszystko co pisze najwyzszy-czas wydaje sie zupelnie jasne dla nieuprzedzonego
        czytelnika tekstu Piotra Sikory. Wydaje mi sie jednak, ze uprzedzonego nawet tak
        madry komentarz nie przekona.
        I to jest dla mnie najsmutniejsze - ze zamiast rozmawiac, najpierw sie o(d)sadza
        (od czci i wiary). Pozostaje jednak nadzieja, ze - mimo niefortunnego
        wystapienia rektora PAT - ten artykul bedzie jakims impulsem dla naszego
        myslenia o Kosciele.
        Dla mnie osobiscie ten wlasnie paradoks, ze nie ma "nauki Kosciola" jako takiej
        jest bardzo ubogacajacy. Naprawde duzo mi dal w mysleniu o tym, co nalezy czynic
        - i to bynajmniej nie sklaniajac mnie do relatywizmu. Wrecz przeciwnie, warto
        sobie przypomniec, ze tu naprawde chodzi o Boga, ktory sie objawia, i droge,
        ktora pokazuje. Nawet jesli biskupi mojego Kosciola wyrazaja te prawdy w sposob
        czasem malo czytelny.
        Dziekuje Autorowi za danie do myslenia.
        Ufam, ze wszystko bedzie dobrze.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Co spotka teologa? 20.10.08, 09:17
          > Pozostaje jednak nadzieja, ze - mimo niefortunnego
          > wystapienia rektora PAT - ten artykul bedzie jakims impulsem dla naszego
          > myslenia o Kosciele.

          Ale sytuacja dr Sikory nie jest do pozazdroszczenia. Co się dzieje, jeśli
          świeckiemu teologowi władze kościelne cofną misję kanoniczną? Nie może on już
          pracować w imieniu Kościoła, a więc prawdopodobnie traci pracę na kościelnej
          uczelni. Facet z żoną i trójką dzieci. Niewesoło. Gdy to samo spotyka księdza,
          to przynajmniej Kościół odsyła go do jakiegoś zacisznego klasztoru albo
          oddalonej parafii, gdzie ma wikt, opierunek i dach nad głową.
          • kocham_prage Re: Co spotka teologa? 20.10.08, 09:48
            Tak, Twoje zaniepokojenie jest bardzo na miejscu. Zdaje sobie sprawe, ze takie
            konsekwencje zagrozily Autorowi artykulu.
            Jesli mialoby sie to stac, sadze, ze uda sie zmobilizowac wiecej osob w naszym
            Kosciele, by publicznie wstawily sie za Panem Piotrem Sikora. Jestem pierwsza
            osoba, ktora podpisalaby taki list, ale nie watpie, ze jest wiele innych, ktore
            by nie pozwolily sie wyprzedzic - a innych trzeba by zmobilizowac.
            Poki co zachecam wszystkich do modlitwy - i za wladze uczelni i za Autora.

            Pozdrawiam:-)
      • aalfaomega teologiczne myślenie w spotkaniu z małostkowością 20.10.08, 17:55
        Zgadzam się i z P. Sikorą i z wypowiedzią "najwyzszy-czas".
        Uważam podobnie: P. Sikora podejmuje temat w taki sposób że można podbudować wiarę i myślenie.
        Sikora jest myślącym i wierzącym teologiem.

        Reakcja władz uczelni nacechowana jest przemocą i prezentuje się małostkowo. Rzuca fatalny cień na uczelnię i na Kościół, przyczynia się do smutnych (coraz smutniejszych) refleksji na temat zatracenia ducha prawdziwego dialogu i debaty teologicznej oraz ewangelicznego spojrzenia na rzeczywistość.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: teologiczne myślenie w spotkaniu z małostkowo 20.10.08, 18:59
          > Reakcja władz uczelni nacechowana jest przemocą i prezentuje się
          > małostkowo. Rzuca fatalny cień na uczelnię i na Kościół

          Przede wszystkim świadczy o poziomie uczelni i psuje jej markę (powiedzmy, że
          jak na Polskę chyba niegdyś dobrą).
          • jabeta Re: teologiczne myślenie w spotkaniu z małostkowo 23.10.08, 10:51
            Wyjaśnienie dra Piotra Sikory (ze strony PAT)
            WYJAŚNIENIE

            Mój artykuł opublikowany w „Gazecie Wyborczej” (11-12 października) wywołał znaczące nieporozumienia i kontrowersje. Przypuszczam, że nieporozumienia te były częściowo spowodowane niezręcznością moich sformułowań, przyczynić się do nich mogła także zmiana tytułu, dokonana przez Redakcję (proponowany przeze mnie tytuł brzmiał: „Uczniowie jednego Mistrza”). Niżej podaję więc wyjaśnienia najważniejszych moich twierdzeń, które też wzbudziły najwięcej kontrowersji.
            Pisząc, że „podział na ‘Kościół nauczający’ i ‘nauczanych wiernych’ jest sprzeczny z przesłaniem Nowego Testamentu” chciałem przeciwstawić się stereotypowi, zgodnie z którym Kościół utożsamiony jest jedynie z duchownymi, a wierni świeccy są jedynie biernymi odbiorcami ich nauczania. Chciałem zatem wskazać, że zgodnie z Pismem, a także zgodnie z tym, co odnajdujemy w tekstach Soboru Watykańskiego II, każdy chrześcijanin, jako członek Kościoła, jest powołany do trudu aktywnego zgłębiania Bożego Objawienia. Nie miałem zamiaru kwestionowania istotnej roli, jaką w procesie zgłębiania Bożego Objawienia pełnią biskupi.
            Prawdopodobnie jeszcze większe nieporozumienia wywołała moja druga teza, która brzmiała, że „ściśle rzecz ujmując, nie istnieje nic takiego jak nauka Kościoła”. Miałem na myśli to, że Kościół (zarówno biskupi, księża, jak i świeccy) pozostając wierny swojemu jedynemu Mistrzowi, Jezusowi Chrystusowi, odczytuje i głosi przekazane mu Boże Objawienie, a nie swoją własną, tj. wymyśloną przez siebie, naukę. Nie było moim zamiarem kwestionowanie ani obiektywnego charakteru Bożej Prawdy uobecniającej się w Kościele, ani tego, że jednym z podstawowych zadań Kościoła jest głoszenie tej Prawdy i nauczanie o niej.
            Na koniec chciałbym poruszyć kwestię dla mnie szczególnie bolesną – zarzut, iż mój tekst charakteryzuje się niechęcią do Kościoła. Napisałem go bowiem, być może w sposób niedoskonały, z powodu troski o Kościół, Wspólnotę zgromadzoną przez mojego Mistrza. Wspólnotę, którą kocham, jak umiem.

            Piotr Sikora

            Zatem- P. Sikora uratował swą skórę, a w lud poszło ostrzeżenie: widzimy, czuwamy- nie podskakujcie.
            • kocham_prage o skórze 24.10.08, 21:19
              Nie byłabym taka skora w ocenach co do ratowania skóry bądź nie. Wydaje mi się,
              że wyjaśnienie jest faktycznie wyjaśnieniem, a nie wycofaniem się. Skąd więc
              takie oceny i sprowadzanie wszystkiego do porażki? Nie zgadzam się z taką wizją.

              Pozdrawiam
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: o skórze 24.10.08, 23:21
                No bo wyraźnie widać spiłowanie kantów... Wszystko na okrągło...
              • jabeta Re: o skórze 25.10.08, 06:59
                Poniższe formułowania mogą wieść w tym kierunku?
                - „(…) nieporozumienia te były częściowo spowodowane niezręcznością moich
                sformułowań”.
                - „Nie miałem zamiaru kwestionowania istotnej roli, jaką w procesie zgłębiania
                Bożego Objawienia pełnią biskupi”.
                - „Napisałem go bowiem, być może w sposób niedoskonały, z powodu troski o
                Kościół, Wspólnotę zgromadzoną przez mojego Mistrza. Wspólnotę, którą kocham,
                jak umiem”.
                • kocham_prage Re: o skórze 26.10.08, 20:52
                  Hmmm, często wychodzi na to, że jestem naiwna, ale mimo to myślę sobie, że ten
                  artykuł naprawdę może wynikać z miłości do Kościoła ani też nie ma na celu
                  kwestionować roli biskupów:-) A że nasze sformułowania bywają niezręczne, no to
                  chyba każdy zdrowo myślący człowiek jest gotów przyznać czasem;-)
                  Przyczepiłam się tej "skóry", bo taka ocena mi brzmiała troszeńkę arogancko.
                  • jabeta Re: o skórze 27.10.08, 13:39
                    O ile znam to, co pisze P. Sikora, to jest on dość niezależnym teologiem. Myślę,
                    że napisał w swym artykule to, co chciał powiedzieć (w tym o kwestionowaniu roli
                    biskupów). Późniejszą kwestią jest wycofywanie się z tego (pobrzmiewa tu głos
                    Tadeusza Dzidka).
                    Podtrzymuję swe zdanie i sformułowanie o skórze, jakkolwiek brzmi.
                    Pozdrawiam
    • adamkam12 Na biskupach Kościół się nie kończy 24.10.08, 14:23
      W nawiązaniu do WYJAŚNIENIA AUTORA z 23-10-2008:

      Pan Sikora napisał dobry, ba - jak na warunki polskie, to wybitny! artykuł. Ale widać, już siły do jego obrony zabrakło. Nie rzucam pochopnych oskarżeń - wiem, że nie jednego kontrreformacja zmiażdżyła. Żałuję tylko, że taki tego koniec...
      W zasadzie jednak, od człowieka - który przecież osiągnął już pewien stopień świadomości, zdecydowanie wykraczający poza ramy narzucone przez duchowy reżim katolicyzmu - można oczekiwać, by nieco odważniej kroczył za swoim MISTRZEM. Bo co mówili apostołowie Piotr i Jan?..
      Dz 5:29
      29. Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi - odpowiedział Piotr i Apostołowie.
      (BT)
      Autorowi życzę zwycięstwa!

    • toni25 Uratować skórę 24.10.08, 20:56
      Uratować skórę - ważna sprawa. Zwłaszcza, jeśli człowiek odpowiada za młode "skórki", tzn. ma na utrzymaniu własną dziatwę, co w przypadku świeckiego teologa jest dość prawdopodobne. Więc skóra uratowana, a co z duchem?

      Autora chętnie bym zapytał, gdzie, w jego przekonaniu, przebiega granica wspólnoty zgromadzonej wokół Jezusa. Czy można należeć do niej nie posiadając przypieczętowanych przez proboszcza/biskupa dokumentów? Albo odwrotnie - czy postawiona w kancelarii parafialnej pieczęć automatycznie czyni z człowieka uczennicę/ucznia Jezusa?

      Z oburzenia rektora PAT, ks.J.M.Dyducha widać wyraźnie, że w jego przekonaniu na duchownych, ze szczególnym uwzględnieniem hierarchów, Kościół się kończy, a pewnie i zaczyna. Jest więc Kościół właściwy (nauczający) i nauczani wierni. Patrząc z perspektywy rektora PAT udzielone publicznie nagana i ostrzeżenie przed konsekwencjami są zrozumiałe - wszak Piotr Sikora spróbował naruszyć granicę wydzielającą specjalny sektor dla VIP-ów Bożego Objawienia od rzeszy nieobdarzonych łaską Objawienia świeckich. Ba, stwierdził, że utrzymywanie "VIP-owskiego sektora" jest sprzeczne z przesłaniem NT. Okazał się więc zdecydowanie niechętny tak pojmowanemu "Kościołowi". A czy obecna struktura hierarchiczna jest, czy nie jest zgodna z duchem ewangelii, roztrząsać nie powinien, bo choć teolog, to jako świecki jest tylko "szukającym drogi" i "nauczanym wiernym", i w przeciwieństwie do "Kościoła" nie znajduje się w posiadaniu Prawdy. Dlatego "Kościół", czyli w tym konkretnym przypadku ks. Rektor, "pouczył" świeckiego teologa, że zbłądził. A że do tego pobłądził w sposób wysoce dla "Kościoła" nieprzyjemny, winien mu jest zadośćuczynienie.

      Mimo wszystko wierzę, że choć "skóra" świeckiego teologa należy do "Kościoła", to najważniejsza dla niego będzie wspólnota z tymi, co z różnych stron podążają za Jezusem i podejmują trud osobistego zgłębiania Bożego Objawienia.

    • red-koltun "Wszystkim objawia się Duch" 09.10.09, 09:26
      "Prisoners of a White God"

      video.google.pl/videoplay?docid=-5151512921334112942&ei=QtjOSsLOKILG2wLOjonVDw&q=Prisoners+of+a+White+God#

      Fragmenty artykułu z Angory-2009-04-12

      "„Jeńcy białego Boga” scenarzysta
      i autor zdjęć, Tomáš Ryška,
      33-letni czeski antropolog. Współpracował
      z czesko-amerykańskim
      dokumentalistą, reżyserem Stevem
      Lichtagiem (autorem książek
      i filmów o rekinach). Ich wspólne
      dzieło otrzymało w roku 2008 liczne
      nagrody na czeskich i słowackich
      festiwalach filmowych oraz
      Grand Prix na RAFF (Rosyjski Antropologiczny
      Festiwal Filmowy)."

      "Film jest opowieścią Tomáša
      o górskim tubylczym narodzie
      Akha, zamieszkującym tereny tzw.
      Złotego trójkąta, regionu słynącego
      z produkcji, handlu i przemytu narkotyków
      na granicach Tajlandii, Laosu
      i Birmy."

      "Naczelnik pewnej akhajskiej wioski
      opowiedział Tomášowi, że miejscowi
      ludzie najbardziej cierpią z powodu
      straty dzieci, zabieranych przez misjonarzy
      na wychowanie do domów
      dziecka. Antropolog podczas wędrówek
      po wioskach widział co prawda
      kościoły z betonu, które jego zdaniem
      nie pasowały do domków z bambusu,
      drewna i trawy, nie wiedział jednak
      zbyt wiele o zakresie działalności misyjnej
      wśród Akhajów. Opuścił więc
      góry i udał się do miasta Chang Rai.
      Chciał zbadać, jak żyją i pracują misjonarze.
      Przy spotkaniach ich pierwsze
      pytanie brzmiało: czy jest chrześcijaninem.
      Tomáš, choć uważający
      się za człowieka wierzącego, zgodnie
      z prawdą odpowiadał, że nim nie jest.
      To natychmiast zamykało wszystkie
      misyjne drzwi. Po kilku niepowodzeniach
      zmienił taktykę..."

      "Tomáš zaobserwował, że dzieci przebywające
      w domach dziecka mówią
      wyłącznie po tajsku, że przestały porozumiewać
      się swoim językiem. W sierocińcach
      panuje wojskowy dryl, dzieci
      są pozbawione wolności, którą cieszyły
      się w swoich wioskach. Badacz zdobył
      wykaz misji działających w okolicach
      miasta. Było ich sto. Jeden z misjonarzy,
      którzy żyją tam w świetnych
      warunkach, zapytany, ilu pracowników
      zatrudnia w swoim domu dziecka, odpowiedział,
      że ma przecież 60 dzieci
      i żadnych pracowników nie potrzebuje.
      Inny misjonarz, Amerykanin, ma w misji
      same dziewczęta.
      Misjonarze zabierają akhajskie
      dzieci do domów dziecka, twierdząc,
      że chodzi o sieroty. Dzięki czemu
      otrzymują na nie od różnych
      amerykańskich i europejskich organizacji
      duże dotacje. Wszystko pod
      pretekstem zapewnienia „sierotom”
      wykształcenia, nauczenia podstawowych
      zasad higieny itp. Antropolog
      stwierdził, że w znacznej większości
      nie są to sieroty, a liczni rodzice
      powierzyli misjonarzom swoje
      pociechy dobrowolnie, w dobrej
      wierze, że zapewniają im w ten sposób
      lepsze życie.Z czasem Ryška zorientował się, że
      podobnie nieetycznie wobec narodu
      Akha zachowują się pracownicy niektórych
      organizacji, pracujących
      w Laosie. Świadkowie powiedzieli
      mu, że z 10 pracowników, którzy przyjadą
      do wioski, 7 chce na noc dziewczynkę
      lub chłopca. W Laosie działają
      głównie norweska organizacja humanitarna
      NCA, którą finansuje ONZ
      oraz francuska organizacja AFC."


    • nihilsupra Na biskupach Kościół się nie kończy 08.03.11, 09:38
      do puki ci którzy mieli dawać przykład stojąc na świeczniku sami służą mamonie i pozwalają podległym niby duchownym handlować,wypominkami,mszami,chrztami,komuniami,ślubami i pogrzebami mówiąc co łaska ale niemniej niż i tu kwota i nie dają rachunku czyli okradają swoich braci żerując na nich nie będzie dobrze ,przywłaszczyli sobie miano kościoła a to wszyscy wierzący w chrystusa są kosciołem i bóg nimi kieruje tak jak chce niech kler zacznie płacić podatki od pobieranych pieniędzy amen.kobieta za ksero dowodu nie dała rachunku i za 2gr.została ukarana 500zł. kolegium,proboszcz za pogrzeb bierze1600zł nie płaci podatku nie daje rachunku i mówi że to nie grzech i jemu wolno hańba i wstyd

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka