ewa1-23 Biskupi potępiają in vitro 28.11.08, 17:43 Ile razy natura sama eliminuje nieprawidłowe zarodki? Ile razy kobieta roni, nawet o tym nie wiedząc? A co z pogrzebami martwych noworodków, nie mówiąc o pogrzebie zarodka? A jak urodzi się martwe dziecko - to Kościół pozwie Pana Boga? Kościół stracił, niestety, prawo do bycia moralną wyrocznią przez chciwość, pychę i zakłamanie! Dzisiejszy "hit" z katechezy (lekcje przedmałżeńskie): w trakcie ślubu palą się trzy świece - w zależności od tego, która ewentualnie zgaśnie umrze mąż, żona lub dziecko.... Dlaczego nasze państwo pozwala na szerzenie zabobonów za pieniądze podatników? Przecież to jest skandal! Odpowiedz Link Zgłoś
merigold44 Biskupi potępiają in vitro 28.11.08, 17:43 Powiedzcie to ludziom, którzy nie mogą mieć dzieci. Podobnie jak to, że bezpłodna kobieta nie jest do końca kobietą. Odpowiedz Link Zgłoś
andrea_w Biskupi potępiają in vitro 28.11.08, 18:41 jak wypadek smiertelny na rowerze to koment dla kazdego a jak BISKUPI to z danymi... ? a tak na powaznie, co nas obchodza te pedaly i ich opinie ? co oni wiedza o dzieciach procz tych urodzonych przez "gospodynie"......... Odpowiedz Link Zgłoś
malpka_z Biskupi nie maja racji ... 28.11.08, 19:02 "Kościół nie dopuszcza prokreacji pozaustrojowej, proponując alternatywne możliwości, czyli diagnozę i terapię niepłodności" Kosciol nie zezwala na diagnoze meskiej nieplodnosci, bo to sie wiaze z badaniem spermy uzyskanej przez mezczyzne w wyniku masturbacji. A to jest grzech ciezki. Terapia bez diagnozy mezczyzny jest bez sensu. Wiec biskup mowi bzdury. "Uznał też, że: "In vitro nie leczy bezpłodności. Małżeństwo pozostaje nadal niepłodne" Nieprawda. Urodzenie dziecka "odblokowuje" w wielu przypadkach nieplodnosc. PCO - choroba jajnikow ktora utrudnia zajscie w ciaze, a najlepszym lekarstwem w wielu wypadkach jest wlasnie ciaza. Jestem katoliczka, boli mnie to w jakis sposob traktuje sie malzenstwa nieplodne. Odpowiedz Link Zgłoś
jendza1 moim zdaniem 29.11.08, 13:36 Rozumiem stanowisko hierarchów Kosciola. Boją się nadużyc. Jednak ubieranie tego lęku w sformulowania, jak powyzej, to wylewanie dziecka z kąpielą:(. Szkoda - bo powoduje ono rodzaj zgorszenia, i to nie tylko w Kościele. NIe ma życia bez Pana Boga. Jeśli rodzi się dziecko - zawsze jest tak dlatego, że On tego chciał. I przy okazji chcieli też tego rodzice rzeczonego dziecka. Innej możliwości nie ma, niezależnie od okoliczności poczęcia. Jestem katoliczką. Myśleć nauczyłam się na katechezie, ściślej mówiąc - pozwoliłam sobie na to myślenie dzięki temu, czego mnie na religii nauczono. Tam się bowiem dopiero dowiedziałam, że wszyscy jesteśmy równi wobec Boga - nie wolno mi zatem godzić się na traktowanie mnie jako gorszego. I tam się dowiedziałam, że jest albo 'tak, tak', albo 'nie, nie'. I że trzeba się kochać. I więcej - do dojrzałego, odpowiedzialnego życia - wiedzieć nie trzeba. Mam za sobą kilka procedur in vitro. NIeudanych. NIe mam żalu do Pana Boga. Nie uważam in vitro za grzech, a księża, którzy mi udzielają rozgrzeszenia, o tym wiedzą. I to nie przeszkadza w udzieleniu owego rozgrzeszenia. W przypadku mojej rodziny - oczywiście jesteśmy małżeństwem od wielu lat - in vitro wchodzi w grę tylko i wyłącznie w kontekście naszych 'materiałów' biologicznych. Nie będziemy 'korzystać' ani z dawców nasienia, ani z adopcji komórek jajowych. To ma być nasze maleństwo, tak właśnie, jak przy naturalnym poczęciu. Ta metoda to tylko techniczny 'krok dalej', z pełną akceptacją faktu, że tu też karty rozdaje Ktoś inny. O czym zresztą lekarze także wiedzą, zwłaszcza ci, którzy nie potrafią wyjaśnić nam, dlaczego się nie udaje. Wszystkie nasze zarodki zostały poddane transferowi. Żaden nie został w 'lodówce'. I nie zostanie - jeśli Pan Bóg pozwoli. NIe zdecydowałabym się na in vitro w innych okolicznościach - tak, jak nie zdecydowałabym sie na zdradę małżeńską na przykład, albo celowe 'robienie' sobie dziecka panieńskiego. Bo dziecka - poza wszystkim - nie 'robi się' SOBIE. Życie rzeczywiście zaczyna się od poczęcia. Od połączenia obu komórek. Cóż zatem za problem, by - stosując tę metodę - poddawać zapłodnieniu tylko taką liczbę komórek jajowych, by uniknąć problemu zamrażania 'zbywających' zarodków? Trochę tak właśnie zdecydowali Włosi... Można - tak ustawiając sprawę - w celu maksymalnego wykorzystania ogromnego wysiłku organizmu kobiety zamrozić pozostałe po stymulacji i punkcji komórki jajowe, czyli jeszcze nie zarodki. I po 'kłopocie', wilk syty a owca cała:). A i tak to Pan Bóg decyduje, czy się uda, czy nie. W naszym przypadku - Jego wola była inna. I ja to szanuję. Spróbujemy być może jeszcze raz. BYć może nie będzie trzeba - zobaczymy. Jednak - nie mam do NIEGO żalu. WIdać - z jakichś powodów tak ma być, mam przez to przejść. To przechodzę - kierując się moim sumieniem, popartym wiedzą. I odpowiedzialnością. Ja decyduję, ja ponoszę konsekwencje moich decyzji. I ja będę potem za nie rozliczana. A tego nauczyłam się właśnie w KOściele. Pozdrawiam Wszystkich jendza Odpowiedz Link Zgłoś
magda740310 Biskupi potępiają in vitro 05.12.08, 17:43 ...mówią "że in vitro jest złamaniem prawa do życia poczętych już ludzi" a co jeżeli urodzi się dziecko w 15 tygodniu ciąży? ...mówią że to nie człowiek tylko płód i oczywiście pogrzebu nie będzie bo to nie dozwolone.!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś