Dodaj do ulubionych

Mieszkaniowe rozterki AD 2009

05.01.09, 00:58
Wielgo nie naganiaj już. I nie pisz takich bzdur:
"Ale ta obfitość może się okazać krótkotrwała. Bo deweloperzy już
wstrzymują nowe inwestycje. Na rynku mieszkaniowym szykuje się
posucha." W polsce buduje się wg danych GUS 730 000 mieszkań. Do
tego spekulacyjne, komornicze i wtórny. Kto i za co to kupi???????
Obserwuj wątek
    • kretynofil Marek Wielgo... i wszystko jasne :) 05.01.09, 08:22
      Gdy zaczalem czytac ten artykul bylem zdziwiony - Marek Wielgo pisze o spadkach?
      Przeciez nie dalej niz pol roku temu byl swiecie przekonany, ze ceny spasc nie
      moga... NIGDY!

      No, ale potem doszedlem do konkluzji o tym ze na rynku nieruchomosci zapanuje
      posucha - i zdziwienie zastapila irytacja i znuzenie. Panie Wielgo, przestan sie
      Pan kompromitowac. Dane sa nieublagane, a te mowia o mniej niz 2,5 osoby na
      mieszkanie (w miastach, na wsi jest okolo 3,5). To juz nie jest niedobor - rynek
      sie nasycil, a jeszcze duuuuzo mieszkan jest w budowie.

      Jesli w ogole nastapi jakis wzrost cen, to najwczesniej za piec lat i tylko
      jesli dojdzie do masowych wyburzen starych budynkow - tylko ze nic na to nie
      wskazuje. Zreszta, mieszkancy lokali komunalnych nigdy nie beda mieli zdolnosci
      kredytowej - wiec im i tak trzeba bedzie zbudowac mieszkania z budzetu. To tez
      nie spowoduje wzrostu cen...

      A najbardziej w artykule podobal mi sie dobor ekspertow:

      "Paweł Majtkowski z Expandera, pośrednika w kredytach hipotecznych, uważa, że do
      tego czasu mieszkania jeszcze potanieją o mniej więcej 15 proc. A wtedy szybko
      zaczną znikać z rynku, bo przybędzie nabywców."

      "Ale Michał Macierzyński z serwisu Bankier.pl radzi odłożyć zakup nawet o
      dwa-trzy lata, bo dopiero wtedy ceny mieszkań osiągną dno. (...) Macierzyński
      ocenia, że realna wartość mieszkań spadnie średnio o 30-50 proc. w porównaniu ze
      szczytem cen w połowie 2007 r."

      Czym roznia sie te dwie osoby?

      Ta druga zyje ze swojej pracy i zarabia dzieki znajomosci rynku.

      Ta pierwsza zyje z naciagania jeleni i prowizji, ktore otrzymuje wciskajac im
      przewartosciowane klity w bunkrach.

      Chyba nie ma watpliwosci, kto ma racje, prawda?
      • hegemon72 [...] 05.01.09, 10:16
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • znajomy_jennifer_lopez Zgadzam się z M.Macierzyńskim co do wielkości 05.01.09, 11:13
          i terminu dna czyli spadki 30%-50% i 2-3 lata
          Smiech mnie bierze gdy czytam że ktoś uważa że dobry moment bedzie miedzy wiosną a jesienią 2009r?
          Really? Z jakich powodów niby?

          Jest jedna podstawowa róznica w Stanach pękniecie bańki nieruchomosciowej jest PRZYCZYNĄ kryzysu a u nas bedzie raczej SKUTKIEM kryzysu.
          Pomyślmy zresztą: niby dlaczego wiosną miałoby być tak okazyjnie?
          Dlaczego ceny miałyby nagle poleciec?

          1) Rynek wtórny - mieszkania są tu często sprzedawane przez rok, to nie jabłka, własciciel nie bedzie obniżał ceny o 10% co tydzien. Rynek nieruch. jest inercyjny (bezwładny) i potrzeba czasu, dopiero po pół roku-roku zaczną ujawniać sie zmiany - jedni bedą "stali" z mieszkaniami i chorymi cenami, inni sprobują wynając, jeszcze inni -zdecydowani na sprzedaz - po prostu obniżą cenę. Ponieważ jednak człowiek łatwo przyzwyczaja sie do lepszego a poza tym "bedzie miał nadzieje ze wkrótce rynek sie odbije" - dużo tu takich mańków na forum musi minąć ładnych kilka miesiecy.
          Po drugie ceny w dół bedą ciągneły ceny materiałów budowlanych - wiele osób sprzedaje mieszkania bo buduje sobie domy, jesli ceny cegieł spadną np o połowe nie bedzie takiego ciśnienia żeby sprzedac mieszkanie za 250 tys zamiast za 400 tys. bo liczy sie że "dokładając i tak i teraz 100 tys mogę mieć dom". Oczywiscie część "mądrych" będzie czekać czekac i czekać.
          Inni z kolei bedą probowac wynając i wkrótce sie opamiętają (biznes pt wynajem)

          2) Rynek pierwotny: kryzys spowodowany głownie tym że banki udzielają 10x mniej kredytów dopiero od listopada. W budowie nadal jest wiele inwestycji JUŻ SPRZEDANYCH, jako dziura w ziemi. Dopiero w 2009 a może nawet 2010 na rynek wejdzie wieksza ilośc mieszkań jeszcze niesprzedanych.
          Developerzy wystarczy ze sprzedali jedno mieszkanie które sfinansowało budowe trzech - z pozostałymi dwoma mogą czekac, mają czas (choc co bystrzejsi beda probowali to jednak upchnąć)

          2a) Ruchy developerów mają OGRANICZONE ZNACZENIE. Ich podaż na poziomie 100 tys NIE MA DECYDUJACEGO ZNACZENIA. Developerzy budowali zawsze po 70-120 tys mieszkan. Na rynku jest od wielu lat - takze w latach 2001-2002 stabilny poziom ok 100 000 domów rocznie gdzie znaczenie mają głownie KOSZTY MATERIAŁOW BUDOWLANYCH a nie kosmiczna cena pana developera.
          Koszt budowy domu to KOSZT budowy domu. Materiały budowlane tanieją i taniec beda jeszcze długo. Ludzie nadal beda budowac domy i sprzedawac mieszkania na rynku wtórnym. Majac kredyt "budowlany" na głowie plus np strata pracy beda woleli sprzedac i spłacic mieszkanie
          Poza tym jesli wczesniej dom miał kosztowac 500 tys (300+150dzialka) a teraz wyniesie 300 tys (150 tys + 150działka) to i tak sprzedajac za 250 teraz niz wczesniej za 400 tys jest i tak w lepszej sytuacji (do domu "dopłaca" 100 tys).

          3) Decydujące znaczenie mają BANKI.
          W 2007roku udzieliły 311 000 kredytów czyli ponad 25 000 średniomiesiecznie.
          W XI 2008 udzieliły.... około 2500 kredytów.
          Jeśli taka sytuacja sie generalnie utrzyma - np banki nadal bedą udzielaly po 5000-8000 tys kredytów miesiecznie, to oznacza to 50-100 tys kredytów rocznie. W przypadku gospodarki lewarowanej kredytem - a na rynku nieruchomosci wiekszosc transakcji jest z kredytem oznacza to ZAPASC na tym rynku

          4) Co to oznacza? Same dobre rzeczy - spadek cen. Dobre, ale jedna uwaga, dobre dla ludzi których na mieszkanie stac ale czekają. Kto miał zdolnośc na granicy, nie ma oszczędnosci niech sie raczej przygotuje na lata wynajmu. Na pocieszenie - ceny najmu w duzych miastach spadną wraz ze wzrostem bezrobocia w tych miastach.
          Ci którzy wczesniej wzieli kredyt "po korek" na granicy zdolnosci i na 100% wartosci moze dobrze zrobili - teraz o kredycie i mieszkaniu mogą jedynie pomarzyć. Oby tylko nie stracili pracy
          • dzondzon Re: Zgadzam się z M.Macierzyńskim co do wielkości 05.01.09, 11:38
            "Ci którzy wczesniej wzieli kredyt "po korek" na granicy zdolnosci i na 100%
            wartosci moze dobrze zrobili - teraz o kredycie i mieszkaniu mogą jedynie
            pomarzyć. Oby tylko nie stracili pracy"

            Przy założeniu, że mają dobry zawód, pewną pracę, kredyt z walucie w której
            zarabiają oraz, że ceny nie spadną więcej niż 20%. Jeśli natomiast wzięli kredyt
            w CHF na 100%, w momencie kiedy nasza waluta była najmocniejsza oraz wartość
            nieruchomości spadnie powyżej 20% to może dojść nawet do odebrania nieruchomości
            przez bank.
            • znajomy_jennifer_lopez Restrykcyjna polityka banków, nie chcą ale muszą 05.01.09, 11:56
              dzondzon napisał:

              . Jeśli natomiast wzięli kredy
              > t> w CHF na 100%, w momencie kiedy nasza waluta była najmocniejsza oraz wartość
              > nieruchomości spadnie powyżej 20% to może dojść nawet do odebrania nieruchomośc
              > i> przez bank.

              Wątpie by banki odważyły sie na taki krok.
              Może to jednak tym bardziej uczulić je (czyt podejsc duzo bardziej restrykcyjnie) do nowych kredytów.
              Ci którzy bedą grzecznei spłacać moga spać spokojnie. Ich banki nie ruszą.
              Za to ciekawiej może zacząc być w przypadkach gdzie ludzie przestaną spłacac kredyt bo bank MUSI zareagować, wiadomo odroczenia, wakacje ratowe itp ale to środek dorażny. Powiedzmy na problemy 2009r. Co jesli kryzys sie przedłuzy? No job, no cash, no cash, no power.
              Bank bedzie musiał sprzedać mieszkanie - i wtedy bedzie miał klops.
              Bo 1)zabezpieczneie warte np 70% kredytu, minus koszty komornik, dla banku zostanie moze i 50% (na licytacjach mieszkania i domy są czesto tansze bo z promesa nie wyskoczysz). Więc bedzie wciąż miał 50% kasy do odzyskania - bardzo trudnej do odzyskania kasy. Ale te problemy ujawnią sie dopiero w 2010r, dlatego "panie świeć nad dusza banków" ktore udzielały wielu kredytów w latach 2007-2008.
              2) problem w ogole z doprowadzeniem do punktu 1) bo najpierw bedzie chyba musiał zapewnic lokal zastepczy - czyli zamiast 50% kasy ma 0% i prawo wejscia na zasiłek dla bezrobotnych (albo i nie)

              To s/powoduje ze banki nawet chcąć (chciwość) zarobic jak najwiecej beda musiały uważać i liczyć sie z groźba utraty pracy przez kredytobiorce, spadkiem wartosci zabezpieczenia kredytu i dlatego ich polityka bedzie musiała być restrykcyjna.
              • dzondzon Re: Restrykcyjna polityka banków, nie chcą ale mu 05.01.09, 12:08
                W USA i Wielkiej Brytanii banki zabrały domy dziesiątkom tysięcy kredytobiorców.
                W USA [nie wiem jak na wyspach] kredytobiorca odpowiada tylko nieruchomością,
                która jest zastawiona za kredyt. Natomiast w Polsce odpowiada całym swoim
                majątkiem. Co to oznacza? Jeśli wartość mieszkania jest znacznie niższa niż
                zabezpieczenie to bank może się domagać zwiększenia zabezpieczenia lub
                dodatkowego ubezpieczenia kredytu. Moim zdaniem w przypadku niektórych klientów
                bankowi będzie na rękę sprzedać dług jakiejś firmie windykacyjnej. Zazwyczaj
                prócz mieszkania klient banku ma samochód, jakieś wartościowe rzeczy w
                mieszkaniu itp. a dodatkowo wierzyciel może z takiego klienta do końca jego
                życia ściągać z pieniądze z wypłaty. Więc może się okazać, że bank zarobi więcej
                na niewypłacalnym kliencie niż na kliencie, który regularnie spłaca raty z
                bardzo niską marżą.
                • lipa70 Re: Restrykcyjna polityka banków, nie chcą ale mu 05.01.09, 12:25
                  teoretycznie, bo PijaRowo to strzał w łeb i konieczność wydania wielokrotnie
                  więcej kasy na odbudowanie wizerunku niż zarobek.
                  Nie bój - powyższy tryb to dla banków ostateczność
                  • kxx1 Lepiej NIE sluchac Expandera. Dla nich czym wiecej 05.01.09, 12:42
                    kredytów tym lepiej. Poza tym nie wiadomo jakie sa prawdziwe ceny transakcyjne -
                    na pewno mniejsze niz te podane w artykule
                    • znajomy_jennifer_lopez Podejrzana tabelka w artykule 05.01.09, 12:54
                      Może sie czepiam ale:
                      w tabelce jest gwiazdka - ze maj-lipiec to średnia cena mieszkan SPRZEDANYCH w okresie maj-lipiec.
                      A listopad? Jesli by TEZ była cena sprzedanych to albo i tu byłaby gwiazdka albo - po prostu NIE BYŁOBY żadnych gwiazdek - sam tytuł tabeli wskazuje: "Po ile mieszkania SPRZEDALI..."
                      Znając jednak pana Marka jestem prawie pewny że listopad to ceny ofertowe.
                      I tak oto mamy 1,5% spadek cen potem.
                      ps. Jeżeli listopad to ceny ofertowe to to co ktoś z GW zrobił jest nie tylko nierzetelne ale wbrew wszelkim zasadom statystycznym (porownywac porownywalne). Jeśli tak zrobili to proponuje jutro dać art o wzroscie cen fasoli o 1000% - z lewej maj-lipiec cena sprzedazy kg fasoli, z prawej listopad cena sprzedazy kg pieprzu i wyliczyć %zmian.
                • znajomy_jennifer_lopez Re: Restrykcyjna polityka banków, nie chcą ale mu 05.01.09, 12:36
                  Tu sie zgodze. Część osób nie wie ze prawdziwe rekiny to nie pazerni developerzy a banki, z deszczu pod rynne.
                  Banki juz nie raz robiły numery z firmami wypowiadając im umowy kredytowe z dnia na dzien - a to prawie kazdą firme, zwłaszcza w czasach kryzysowej niepewnosci doprowadza do upadłosci (drugi bank nie pozyczy bo "woli nie ryzykowac"/psuc biznesu pierwszemu).
                  Ale nie nie, żadna upadłość, ot bank "kupuje/obejmuje" udziały w firmie. Że za procent rzeczywistej wartosci to chyba nie musze dodawać?
                  Cała gospodarka niemiecka siedzi w rękach banków bo w prawie kazdej powazne udziały ma bank (przez to wie w jakiej firmie jest kondycji i kiedy moze ją "przycisnąć" do muru i przejąć kolejny kawałek)

                  Czy taki scenariusz jest mozliwy na detalu? Wątpliwe acz niewykluczone
                  Pare bankow ma swoje "ramienia" w rodzaju ING Real Estate.
                  Tyle ze musiałoby być tak:
                  Gdzies w okolicach dna spowolnienai gospodarczego
                  Mieszkanie kupione za 400 tys, warte ok 250 tys, ale teraz nawet 200tys.
                  Komornik wystawia za 135 tys (2/3 wyceny rzeczoznawcy), bank kupuje za tyle. Po powrocie koniunktury (dlatego musi to byc juz blisko odbicia zeby nie stac z tym latami) sprzedaz takiego mieszkania za 250 tys.
                  Ale to ciezki temat w PL (koniecznosc zapewnienia lokalu zastepczego)

                  W sytuacjach prostszych np rodzice "dołozyli" swoje mieszkanie pod zastaw: Kredyt na 400 tys, mieszkanie warte teraz 250 ale za to jest jeszcze jedno, do opchniecia za 200 moze byc ciekawiej. Ale do tego potrzeba lat - az banki wybuduja osiedla lokali zastepczych hehe, czyli kolejna małorealna sprawa.
                  • dzondzon Re: Restrykcyjna polityka banków, nie chcą ale mu 05.01.09, 13:10
                    Wystarczy, że przepchną ustawę w której będą mieli prawo wywalić na bruk lokatora.

                    Jeśli się udało przepchnąć ustawę z 40% dopłatami Państwa do marż deweloperów z
                    naszych podatków to wszystko jest możliwe.
          • znajomy_jennifer_lopez Ceny mieszkan bedą spadać ale musi minąc z rok 05.01.09, 11:42
            w kryzysie. Wersja skrócona:
            1) rynek wtórny, wraz z upływem czasu ci którzy naprawde CHCA/MUSZĄ sprzedac mieszkanie obniża cene i sprzedadzą.
            Coraz szybciej lecące ceny i bezrobocie bedą tez dla opornych "kijkiem".
            Spadajace ceny materiałow budowlanych (spadek kosztu budowy domu) bedzie z kolei marchewą by opchnąc taniej (dzieki "zarobkowi" na budowie domu mniej boli "strata" na mieszkaniu)

            2) Developerzy beda czekać, wiekszosc tego co budują (produkują) mają sprzedane. Na dodatek wczesniej budowali trzy mieszkania a koszt budowy pokrywał im jeden frajer który brał jedno z takich mieszkanek.
            Dwa pozostałe mają "na czysto" - wiec mogą czekać. Z czasem d... im scierpnie. Inni z kolei zaczną sie zastanawiac - produkuje (buduje) taniej czy zmieniam branze.

            2a) Podaż developerów ma ograniczone znaczenie (to a propos straszenia "szybko, szybko kupujcie bo bedzie posucha i nie bedzie mieszkan). Nawet jesli ich podaż spadnie o (!!!) 50%, czy nawet 70%, beda budować 1/3 tego co wczesniej (nierealne) to i tak bedzie to spadek ogólnej liczby nowych mieszkan i domów o ok 20-30%
            250 tys (domy i mieszkania) z czego ok 100 tys mieszkan dev.
            Jesli mieszkan dev bedzie tylko 50 tys a pozostałych (głownie domów jednorodzinnych, troche mieszkan spoldzielczych itp) stabilne 150 tys to spadek liczby nowych domow i mieszkan wyniesie ok 20% (z 250 tys na 200).

            A co dostaje po głowie w kryzysie? Tanie towary czy te w cenach "luksusowych" (nie mylić z jakością). Chyba nie relatywnie tanie domy budowane samemu. Po łbie dostaną najmocniej "apartamenty" w zaciszu czyt na zad... Dlatego ta cała "posucha" mieszkan dev. to takie strachy na lachy Pana Naganiacza Wielgo Marka.

            3) Najwiecej zalezy od banków. Rynek nieruchomosci to pewnie z 70-90% transakcje z kredytem. Jesli zamiast 300 tys kredytow banki udzielą 100 tys kredytow to sami wiecie co bedzie z developerami - sprzedadza nawet po kosztach byle wyjsc z tego bagna.

            4) Ceny spadną ale dla osob ktore brały na 100% zdolnosci i 100% wartosci mieszkania to był ostatni dzwonek na wzięcie kredytu. Kredyty dla golców skończyły sie, na pare lat co najmniej.
            Za to dla tych co mają pieniądze nastaną wreszcie normalne czasy - stojąc po jabłka nie bedzie ci juz groziło ze przyjdzie jakis szaleniec z promesą krzycząć - >>Biorę wszystko, płace 10zł/kg, płace dyche, biore biorę, że przepłacam? Co z tego, taka mam zdolnosc czyli "stać mnie".<<
            To sie skończyło.
            • darek9999 Re: Ceny mieszkan bedą spadać ale musi minąc z ro 05.01.09, 17:59
              Od siebie dorzucę jeszcze jeden wątek.Tym razem o mądralach którzy już
              stracili.Stracili i to nie mało.Mowa tu o inwestorach z Irlandii czy
              Hiszpanii.Nawet jeśli cena stoi w miejscu to ich postawa mająca na celu
              przeczekanie dała im po tyłku.Dlaczego?Dlatego,ze ich interesuje także cena w
              euro.Jeśli 3 miechy temu posiadali mieszkanie warte 400 tys zł,to dla nich to
              było 120 tys eurasków.Czekali,czekali i dziś to samo mieszkanie(niby warte 400
              tys)to tylko 95 tys.25 tys poszło się wietrzyć.Ta różnica kursowa to kiedyś był
              argument za tym,że ci inwestorzy spekulacyjni są w stanie długo czekać ze
              sprzedażą.Wszak inwestowali euro po 4,1,a ta waluta kosztowała nawet 3,2.Teraz
              jak się okazuje nie ma to już znaczenia.Ciekawe DLACZEGO?
          • mahat1 Re: Zgadzam się z M.Macierzyńskim co do wielkości 05.01.09, 12:46
            Niezle panie psorze, widac ze w koncu sie pan czegos nauczyl,
            niezla analiza, pozdr.
          • maniek_ok Re: Zgadzam się z M.Macierzyńskim co do wielkości 05.01.09, 13:46
            A wg mnie to przeginasz w druga strone.
            Dna spadkow cen nikt nie wymysli, wybacz - ale nawet Ty. Dno spadkow bedzie tam
            gdzie ceny zaczna byc akceptowalne dla ludzi. Wg mnie taki prog to w Poznaniu
            okolo 4-4,5kpln za metr. I wroca transakcje - takie jest zycie i tacy sa ludzie.
            Twoje prognozy, i nie tylko Twoje, sa strasznie pesymistyczne, a jak na razie to
            mamy kryzys w ktorym w gorach nie bylo wolnych miejsc na okolice swiat.
            Ktos te kredyty bral - i wiekszosc z kredytobiorcow nie byla golod***cami, ale
            miala swoja kase w kieszeni - dzis jest tak samo. I to zwykle calkiem duza.
            Czemu brano kredyty na 100% i wiecej? To chyba jasne jak slonce. A to ze kilku
            jeleni bez zadnych oszczednosci sie poslizgnie to juz szczegol, i ich "myslenie".
            Wg mnie, na wiosne jak wroca kredyty, albo jak ludziska przyzwyczaja sie do
            nowych procentow - wszystko zacznie sie krecic jak kiedys. A moze nawet
            szybciej, bo wielu bedzie chcialo kupic teraz, a nie pozniej. A jezeli wroci
            kredyt w chf to zacznie sie prawdziwe szalenstwo, bo nawet w tej chwili raty
            kredytow w chf sa mniej wiecej rowne tym z lipca... Ot, taki cud rzeczywistosci.
            • znajomy_jennifer_lopez Wszystko zależy od banków 05.01.09, 15:00
              Maniek Ty zawsze udajesz że pada jak plują, po prostu udajesz Greka - nie wiem czemu, cos kupiłeś na wynajem/inwestycyjnie/dla siebie w okresie 2005-2008?

              Co to znaczy akceptowalne? Ludzie kupują BEZ PATRZENIA NA CENE, liczy sie - dla licznego stada - ile wyniesie rata i czy bank "da" kredyt, czyli zdolność kredytowa wyliczona przez kochanego pana Ołpenfajansa.
              Jeśli banki bedą udzielały kredytów to wkrótce ceny wrocą do chorego poziomu, tzn zatrzymają sie na tym co teraz jeszcze jest 5, 7, 10 tys/m2.
              Tyle ze uważam że banki zakręca kurek
              1) niepewnosc, brak zaufania mbankowego
              2) recesja, bezrobocie
              3) kiepska kondycja firm-matek (ING BS pożyczył kasę swojej "matce", dopóki ta nie stanie na nogi i kasy nie odda - a to potrwa moze i dwa lata dopoty nie beda specjalnie zainteresowani "wypychaniem" pieniadza z banku za wszelką cene
              4) spadek cen mieszkan (ryzyko, zabezpieczenia itp, wymóg wkładu wkłasnego)
              5) rekomendacja T
              6) upadki developerów (znow, rosnie ryzyko - mamy frajera ktory ma kredyt ale nie ma mieszkania, nadal musi wynajmowac)

              itd itp

              A jako że lubisz liczby podam Ci:
              2007r: 311 tys kredytów
              XI 2008: 2500, może 3000 kredytów na kwote 600mln zł.
              XII 2008, 2009r? Nie ma praktycznie przesłanek do tego by sądzić że banki ostro odkręcą kurek, wzrost bedzie może o 100% może o 300% czyli do 5-8 tys kredytów miesięcznie. 50, może 100 tys kredytów, nawet 150 tys zamiast 300 tys kredytów oznacza że Twoje "akceptowalne" możesz sobie wiesz gdzie włożyć. Bo cene bedzie dyktować dostepnosć kredytu, tak jak dyktuje (chorą) od dwóch lat. Dopiero gwałtowny spadek ilosci kredytów wprowadzi do cen zasady "rozsadku" i myslenia, i normalne wyceny - warto/nie warto. Na razie jest dostane na to kredyt/nie dostane.
              Mieszkania masz podane czasami niemalże nie w cenie a w wysokosci miesiecznej raty.
              Akceptowalne są - jak pokazuje historia - KAZDE ceny, ludzie kupią BEZ WZGLEDU na cene, i to smutne.

              Ci którzy MYSLĄ i/lub płacą SWOIMI pieniędzmi nie wpływają na rynek.
              Czy oni nie kupowali w 2000r, w 2002r? Kupowali. Czy kupowali gołodupcy na "tani i dostepny" kredyt, "inwestorzy spekulacyjni"? W wiekszosci NIE.
              A w latach 2005-2007 liczba kredytów wzrosła w stopniu geometrycznym:

              2002 ok 130 tys kredytów wartosci 8-9 mld
              2005 202 tys kredytów wartosci ok 24 mld
              2006 280 tys kredytów na ponad 30 mld
              2007 311 tys kredytów na ok 60 mld
              I połowa 2008 165 tys kredytów wartosc 36 mld (szacuje sie 68mld w całym)


              W roku 2002 udzielono ok 130 000 kredytów na kwote ok 8-9 mld zł czyli srednio ok 60 tys zł. Można sie tylko domyślać że było to albo na kawalerki albo na CZĘŚĆ inwestycji - dom z działka to wtedy ponad 100 tys zł, mieszkanie ok 2000zł/m2. Jeszcze w 2005-2006 (a wiec juz w UE) sredni kredyt był wartości 80-90 tys zł!

              Dopiero ostatnie 2 lata to szaleństwo niespotykane, po prostu bańka:
              po 300 tys kredytów i każdy nie po 60 czy 100tys a ponad 200 000zł, zważywszy że nadal jest ze 50 tys kredytów "normalnych" po 50-100 tys zł na wybudowanie chałupy na miedzy koło ojca (nie po korek a np 50%) to zznacza ze na rynku mamy z 200 tys kredytow po 250-300 tys każdy.

              Dlatego uważam że dopiero jak kredyty przestaną być cenotwórcze (tzn znacznei zmniejszy sie idh wpływ na cene i popyt) dopiero wtedy rzeczywista wartosc i "akceptowalnosć - czyli ocena czy sie opłaca" zacznie miec znaczenie dla kwoty transakcji. A to bedzie przy kilkudziesieciu, może 100 tys kredytów.
            • areq1971 Re: Zgadzam się z M.Macierzyńskim co do wielkości 05.01.09, 18:15
              Maniek.Już ceny OFERTOWE za 3pokojowe mieszkanie na wtórnym w
              Poznaniu /Kopernika,Rusa,Sobieskiego,Dębiec/ zwłaszcza w blokach
              >10pięter to około 4,000-4,300zł/mkw
              Jak podzwonisz po "pacjentach" to spuszczą Ci z ceny minimum 10-15%
              Na wiosnę kredyty nie wrócą "ot tak sobie",one są cały czas
              tyle,że w PLN na 7,5%:):).Rynek napędzały głównie te w CHF,z
              wyłączeniem okresu początku 2007 bodajże gdzie można było dostać
              kredyt w PLN na 4,4-4,8% i część ludzi nagle zaczynała brać w
              złotówkach.
          • arkaszka1 Re: Zgadzam się z M.Macierzyńskim co do wielkości 05.01.09, 19:52
            Do wszystkich argumentów znajomy_jennifer_lopez dodam jeszcze jeden
            malutki
            Czy widzieliście te tłumy powracających emigrantów z walizkami
            funciaków, bo przecież 100 000F trochę waży, raczej nie. Ci którzy
            byli by w stanie odłożyć 30 000F rocznie raczej tu niewracają
            A pozostali przywoża troche grosza, ale to kasa za która moga garaż
            sobie kupić.
            A żeby dostać kredyt w Polsce muszą tu znaleźć pracę, pracować min 6
            miesięcy i mieć zdolność
            Argument o hordach wracających, pragnących tylko kupić mieszkanie
            jest równie słaby jak cały artykół
          • ffstv Decydujące znaczenie mają BANKI. 05.01.09, 22:01
            i to jest kluczowe zdanie. Banki najpierw dawaly wszystkim kredyty a
            teraz nikomu - od sciany do sciany, jak p...lnieci klienci biur
            maklerskich w latach 90.
          • fugazzi77 Re: Zgadzam się z M.Macierzyńskim co do wielkości 05.01.09, 23:10
            zgadzam sie z Toba co do spadku cen, ale...
            ... nic nie jest czarno-biale. rynek jest zjawiskiem, gdzie czesto sily dzialaja
            w przeciwnych kierunkach, wzajemnie sie znoszac.

            czy przy obecnym kursie CHF mieszkania beda sprzedawac ludzie, ktorzy wzieli
            kredyt w tej walucie po kursie w granicach 2,20-2,40? raczej watpie, bez wzgledu
            na to czy buduja dom, czy tez maja drugie mieszkanie. poniewaz musieliby
            doplacic jeszcze bankowi, chyba ze kupili przed 2006 rokiem po duuzo nizszych
            cenach. a kredytow we franku bylo wiecej niz polowa... kurs walutowy przy
            obnizkach stop procentowych w kraju ma sklonnosc do deprecjacji, wiec szybko bym
            sie nie spodziewal franka ponizej 2,30.
      • samoistny Trzeba się uwiarygodnić 05.01.09, 11:02
        > Gdy zaczalem czytac ten artykul bylem zdziwiony - Marek Wielgo pisze
        > o spadkach?

        Trzeba się jakoś uwiarygodnić - nawet w propagandzie wojennej jak już na głowę
        lecą bomby to trzeba dać o tym wzmiankę żeby ludzie uwierzyli w zapewnienia o
        bliskim zwycięstwie :)
        • pklimas Cały ten artykuł to jeden wielki bełkot. 05.01.09, 17:41
          Mieszkania za 7400 zl/m2 w Katowicach?
          Komus sie tabelki poprzestawiały. W czasach goraczki budowlanej
          jeden deweloper probowac sprzedawac mieszkania powyzej 5000 zl/m2.
          Standardowa cena w nowych blokach to ponizej 4000 zl/m2 a na rynku
          wtornych 1800-3000 zl/m2.
          Pisanie kłamstw by udawadniac inne kłamstwa - oto dziennikarstwo AD
          2009.
          • swoboda_t Re: Cały ten artykuł to jeden wielki bełkot. 05.01.09, 18:03
            Niezupełnie masz rację. W tabelce jest tylko średnia cena sprzedaży
            nowych mieszkań i ta w Kato jest jak najbardziej prawdopodobna. Jak
            to możliwe?? Ano tak, że rynek jest płytki i specyficzny. W
            Katowicach z racji nasycenia mieszkaniami mało się buduje, a jak już
            to budynki w podwyższonym standardzie. Ceny np. takiego Millenium
            IQ2 (nie mylić z pierwszym IQ) zaczynają się w okolicach 7000. Mała
            Skandynawia, Osiedle Książece, Pastelowe itp. też mają wysokie ceny
            i przy płytkim rynku to wystarczy, do podbicia cen. Jeśli w Kato
            sprzedano np. 30 nowych mieszkań, z tego 20 w "luksusowych"
            budynkach, to potem taka cena wychodzi. Cena 7500 jest za okres maj-
            lipiec. Wtedy prowadzono sprzedaż Apartamentów Moderna, które
            ostatecznie nie powstaną (bo się nie sprzedały w dostatecznej
            ilości), być może do tej średniej weszły mieszkania w Apartamentach
            Widok (póki co nie wiadomo co z tą inwestycją), luksusowym wieżowcu
            Jupiter, który w najbliższych latach nie powstanie itp. Poza tym w
            zwykłych blokach marketingowo pozycjonowanych jako apartamenty czyli
            np. Dębowych Tarasach czy wieżowcach Activa na Tauzenie ceny
            ofertowe do niedawna wynosiły 6-7 tysięcy za metr dając dowód
            wyjątkowego poczucia humoru deweloperów. Dziś widziałem ogłoszenie
            n/t nowego mieszkania w Tarasach za 4999 i - śmiem twierdzić - nikt
            go i tak za tą cenę nie kupi.
      • rydzyk_fizyk Re: Marek Wielgo... i wszystko jasne :) 05.01.09, 11:19
        Z innej beczki - myślę, że kluczem jest uwzględnianie makroekonomii.

        Facet z Expandera myśli jak chłop, który zobaczył, że w zeszłym roku
        sąsiad zasadził truskawki i sprzedał je po 10 zł za kilogram. Czym
        to się skończy w kolejnym roku - wiadomo.
      • kubicki4ever Re: Marek Wielgo... i wszystko jasne :) 05.01.09, 12:46
        Zastanawiam sie jak samopoczucie pana Wielgo musi sie miec, kiedy
        czyta jak wszyscy go w komentarzach od miesiecy jeb....ia . Ja bym
        sie zalamal i przestal pisac. Widocznie dobrze placa w Wyborczej a
        portalowi nie przeszkadza wyjatkowa niekompetencja wyzej
        wymienionego.

        Panie Wielgo !

        Zapraszamy, niech Pan sie wypowie jak to jest kiedy wszyscy uwazaja
        to, co Pan pisze za stek bzdur. Chetnie poczytamy.
        • exxon71 Re: Marek Wielgo... i wszystko jasne :) 06.01.09, 08:27
          > Widocznie dobrze placa w Wyborczej a
          > portalowi nie przeszkadza wyjatkowa niekompetencja wyzej
          > wymienionego.

          Myślę że raczej p. Wielgo z taką reputacją nigdzie indziej pracy by
          nie znalazł (bo deweloperzy raczej będą ciąć zatrudnienie), więc
          trzyma się Wyborczej kurczowo - to jego jedyna życiowa szansa. A
          pewnie sam ma kredyt na mieszkanie - prawie mi go żal normalnie.
      • m-kow Macierzyński napisał b. rozsądny 05.01.09, 14:00
        tekst dla bankiera.pl
        media.bankier.pl/PressOffice/PressRelease.107764.po
        przy którym ostanio modne "5 powodów dla których warto kupić
        mieszkanie" wypada b. blado...
      • usak Re: Marek Wielgo... i wszystko jasne :) 05.01.09, 18:17
        >Zreszta, mieszkancy lokali komunalnych nigdy nie beda mieli
        >zdolnosci kredytowej - wiec im i tak trzeba bedzie zbudowac
        >mieszkania z budzetu. To tez nie spowoduje wzrostu cen...

        Nie zbudowac z budzetu, a sfinansowac z budzetu zakup pustostanow od
        walczacych o przetrwanie developerow - oczywiscie po cenie
        ofertowej. Wszystkim bedzie to na reke: bankom, developerom i panu
        Bugajowi.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26&w=89178200&a=89182015
    • jwojcie Witamy Pana Marka! ;-) 05.01.09, 10:40
      Panie Marku, a może by tak napisać, że nie jakieś tam ufoludki się pomyliły, ale
      że "Ja Marek Wielgo też się pomyliłem!" ? Mógłby Pan nas w ten sposób nieco
      zmylić co do motywów własnych "pomyłek". Bo obecnie kworum na forum ma poczucie,
      że należy Pan do grona zależnych naganiaczy...
    • nit21 Mieszkaniowe w 2009 tanieją i tak będzie dalej 05.01.09, 10:45
      "Nie ma podstaw by mieszkania w Polsce kosztowały tyle, co na zachodzie". Mieszkania kosztowały w swoim szczycie dużo więcej niż w Berlinie i dużo więcej niż w Czeskiej Pradze. A tutaj przy zarobkach, ceny mieszkań i ich wynajmu stały się absurdalnie wysokie, a wynajmu nadal są absurdalne.
      Deweloprrzy nakręcili spiralę cen, wmawiając mediom i ludziom o olbrzymich zwyżkach cen ziemi i nikt z dziennikarzy nie sprawdził jak się to ma do ceny samych mieszkań. Ale tak samo było z krachem akcji w Polsce w przeszłości, dziennikarze nie wskazali, że ceny są absurdalnie wysokie i analizy nie potwierdzają już żadnej logiki w ich wzroście, bo nie wiążą się z żadną wartością, którą reprezentują.
      Daj boże nam niezależne rozsądne media, albo pozwól nam wszystkim nie wierzyć w to, co piszą.
      Warto jeszcze poczekać. Dużo osób kupiło mieszkania jako lokatę i oni też chcą się ich teraz pozbyć, bo tracą i wiedzą, że raczej na nich już nie zyskają /bo ceny nie mają podstaw by rosnąć, czy zatrzymać się na dzisiejszej cenie/. Na krótką chwilę rozwiązaniem jest wynajem, ale i tak oni będą musieli sprzedać w przyszłości.
      Wydaje się, że należy robić tak, jak robią rozsądni ludzie z kupnem samochodu. Sprawdzić ceny na zachodzie, bo tam okazuje się, że samochody nowe, są dużo tańsze /pomimo wielokrotnie wyższych pensji niż u nas/. Podobnie zakup przez Brokera, to minimum 20 procent oszczędności bez żadnych targów i dyskusji i ma się możliwość wyboru i koloru i wyposażenia. A dilerzy ściemniają, że marże mają niziutkie i się bogacą kosztem ufnych klientów, których okradają, mówiąc: przy tak korzystnych warunkach kredytowych, różnica w cenie nie ma prawie znaczenia, i takie tam gadki manipulacyjne.
      Dużo musi się jeszcze u nas zmienić i kryzys dodał trochę logiki w naszym życiu.
      • bogulo2 banki a nie deweloperzy... 05.01.09, 14:18
        ...nakręcili bańkę...banki. To dla banków twoja umowa kredytowa jest aktywem którym można pohandlowac :)
        • nit21 Re: banki a nie deweloperzy... 05.01.09, 16:30
          Ale forsę z banku wzieli deweloperzy i im zależało najbardziej na zwyżce cen, a łatwiejszy, zbyt łatwy dostęp do kredytów /to tylko głupota i krótkowzroczność banków.
          • bogulo2 Re: banki a nie deweloperzy... 05.01.09, 19:10
            To ze deweloperom zalezy na wysokich cenach to nic dziwnego. każdemu sprzedawcy zalezy na tym by disać jak najwięcej
      • eres39 Re: Mieszkaniowe w 2009 tanieją i tak będzie dale 05.01.09, 19:03
        Mieszkania w Berlinie sa w dalszym ciagu tansze ! 40 metrowa
        klitka w blokowisku , to koszt ok. 22 - 30 tys Euro. Czyzby
        nasze czolowe miasta , przewyzszaly klasa Berlin ? Moge wiedziec
        czym ?
    • end_of_job Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 11:17
      >>Przed tą piekielnie trudną decyzją stoją dziś dziesiątki tysięcy Polaków,
      także ci, którzy wracają z pieniędzmi zarobionymi za granicą.<<<
      hahaha, az oblalem sie kawa. Kto wraca z pieniedzmi? Bez zartow. Najczesciej
      wracaja ci ktorym sie nie udalo. Bez kasy albo z taka iloscia, ze napewno nie
      starczy na mieszkanie. Kredytu tez nie dostana, brak zdolnosci kredytowej.
      Ci, ktorym sie udalo, kupuja za granica- taniej i wieksze perspektywy
    • dzondzon Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 11:25
      Jaka jest realna wartość mieszkania?

      Nie trudno to obliczyć, wystarczy posłużyć się średnim kosztem budowy metra
      kwadratowego. Dane te udostępnia Główny Urząd Statystyczny:
      www.stat.gov.pl/gus/45_4671_PLK_HTML.htm
      Podany koszt dotyczy cytuje "wszystkich kosztów poniesionych od początku
      realizacji do momentu oddania budynku do użytkowania" a dane te są dostarczane
      przez developerów, więc są wiarygodne. Wniosek jest tylko jeden. Realna cena
      [taka jak w innych cywilizowanych krajach] to całkowity średni koszt budowy
      [dla Polski 3000zł] + 10-15% marży developera = 3300zł-3450zł za metr.

      Moim zdaniem takich cen będziemy mogli oczekiwać w bliskiej przyszłości, tj.
      latach 2009-2011. Swoje zdanie opieram na następujących argumentach:

      1. Zaostrzenie liczenia zdolności kredytowej przez banki, trudności w
      pozyskaniu pieniądza, 2-3 krotny wzrost marż. To wszystko powoduje, że kredyty
      hipoteczne są mniej atrakcyjne i trudniej dostępne.

      2. Globalny kryzys gospodarczy, którego przyczyną będzie zahamowanie
      konsumpcji i wzrostu gospodarczego oraz wzrost bezrobocia.

      3. Kryzys branży budowlanej. Aby rozpocząć nowe inwestycje developerzy będą
      zmuszeni sprzedać już wybudowane, zalegające mieszkania po realnych cenach,
      akceptowalnych przez rynek. Jeśli przestaną budować to upadną a na ich miejsce
      przyjdą nowe, mniej pazerne firmy, budujące w cenie GUS'owskiego koszta budowy
      m2 + 10-15% marży. Warto w tym miejscu dodać, że developerzy aktualnie nie
      budują bo jest zima a nie bo się nie opłaca.

      4. Koniec popytu inwestycyjnego na mieszkania. W 2006-2007 roku ceny rosły w
      szaleńczym tempie dlatego wiele osób i instytucji zakup mieszkania traktowało
      jako inwestycje. Teraz już nikt nie wierzy we wzrosty natomiast poddawany
      spekulacją jest rozmiar przyszłych spadków. Wiele mieszkań kupionych na
      inwestycje jest teraz sprzedawanych z obawy o szybką utratę wartości.

      5. Niższe koszty materiałów budowlanych i robocizny niż na górce z 2007 roku.

      6. Pęknięta bańka medialna na temat rynku nieruchomości. Jeszcze do niedawna
      od 2006 roku na wszelkiej maści portalach mogliśmy przeczytać, że ceny będą
      zawsze rosły i to w zawrotnym tempie. Następnie pisało się o stabilizacji w
      okresie gdy ceny powoli spadały. Teraz gdy spadki są coraz większe pisze się o
      nieznacznych spadkach i bardzo dobrych prognozach na przyszły rok. Oczywiście
      autorami artykułów [proszę na to zwracać uwagę!] są firmy, którym zależy na
      wysokich cenach lub nakłonieniu ludzi do zakupu mieszkania.

      7. Duża podaż, mały popyt. Pozwolę sobie zacytować kawałek artykułu Pana
      Michał Macierzyńskiego, zresztą polecam przeczytać cały, ze wszystkimi
      punktami się zgadzam, niektóre nawet pokrywają się z moimi:
      www.bankier.pl/wiadomosc/11-powodow-dla-ktorych-ceny-mieszkan-w-Polsce-spadna-1842264.html
      "Koronnym argumentem za tym, że ceny mieszkań muszą rosnąć, jest ich poważny
      deficyt. Poważne firmy wyliczają, że można go szacować na około 1,5 miliona
      mieszkań. Niektórzy zapędzają się nawet do dwóch milionów. W ciągu tych kilku
      lat nie pokuszono się o sprawdzenie tej wielkości. Wszyscy przyjęli deficyt za
      pewnik, a twierdzenie powtarzane wielokrotnie stało się funkcjonującą
      „prawdą”. Jaka jest rzeczywistość? Odnośnikiem powinien tu być narodowy spis
      powszechny przeprowadzony w 2002 roku. Według niego statystyczny deficyt
      mieszkań wynosił wówczas 1,7 mln lokali. Statystyczny - to znaczy obejmował on
      coroczne ubytki mieszkań oraz ok. 126 tys. mieszkań do rozbiórki
      zarejestrowanych w narodowym spisie powszechnym. Deficyt w wysokości 1,7 mln
      mieszkań oznaczałby, że analitycy - na co dzień zajmujący się dogłębną analizą
      rynku - teoretycznie mają rację. Problem w tym, że to tylko statystyka, która
      jest podawana wybiórczo. Dlaczego? Otóż z 1,7 miliona mieszkań 615 tys.
      brakowało na wsi, a 1,089 w miastach. To ważna informacja, bo jeśli mówimy o
      mieszkaniach, to mamy na myśli przede wszystkimi miasta, a nie wieś. Kolejną
      rzeczą osłabiającą siłę tych 1,7 mln brakujących mieszkań jest fakt, że wciąż
      wiele mieszkań oddawanych do użytku to budownictwo indywidualne. A tam raczej
      nie ma mowy o 40-procentowej marży ukrytej w cenie metra mieszkania. Żeby
      jednak ostatecznie pogrążyć wiarygodność tych 1,7 mln brakujących wciąż
      mieszkań warto podać dane GUSu dotyczące liczby mieszkań oddanych do użytku od
      2002 roku do końca sierpnia 2008. Jest to ni mniej nie więcej, a… 825 tysięcy!
      Ciekawa jest też informacja podana przez GUS w czerwcu 2008 roku. Urząd
      szacuje mianowicie, że w końcu marca 2008 r. w budowie było 681,1 tys.
      mieszkań, tj. o 8,0% więcej niż w końcu marca 2007 r. Czy potrzeba jeszcze
      jakiegoś komentarza? Przy okazji - warto pamiętać, że przed wejściem do Unii
      Europejskiej miliony Polaków nie mieszkały pod mostami. W międzyczasie zaś z
      naszego kraju wyjechało kilkaset tysięcy, przeważnie młodych, rodaków. Skalę
      brakujących mieszkań odnajdziemy też w serwisach internetowych, gdzie
      znajdziemy po kilkadziesiąt a nawet kilkaset tysięcy ogłoszeń o sprzedaży
      mieszkań i domów. Jak zatem widać, podaż mieszkań jest - i cały czas zresztą
      rośnie… " ja jeszcze dodam od siebie, że mamy ujemny przyrost naturalny więc z
      każdym rokiem tylko z tego tytułu przybywa mieszkań.

      8. Efekt psychologiczny. Jeśli ceny spadają od roku i wszyscy o tym otwarcie
      mówią to każdy czeka na większe spadki. Od 2006 roku ludzie byli przekonani,
      że ceny mogą już tylko rosnąć i faktycznie rosły. Teraz balon pękł i ceny będą
      spadać do poziomu realnego kosztu budowy + 10-20% marży.

      9. Możliwości finansowe Polaków. Przeciętny Polak zarabia 2100zł na "rękę".
      Owe 2100zł osiąga tylko co 3 nasz rodak, więc jak dobrze liczę średnio co 9
      rodzina dysponuje miesięcznym dochodem netto 4200zł. Natomiast rata kredytu w
      wysokości 300.000zł na 30 lat w złotówkach przy oprocentowaniu 8% wynosi ponad
      50% zarobków bo 2201zł. Każdy jasno myślący człowiek wie, że takie obciążenie
      rodzinnego budżetu na okres 30 lat jest samobójstwem.

      10. W pewnym momencie ceny Polskich nieruchomości były jednymi z najdroższych
      w Europie zachodniej i na świecie. Na zachodzie są dużo wyższe zarobki a na
      świecie jest wiele miejsc, czasami bardziej przyjaznych do życia niż Polska.

      Ciekawe artykuły:
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33209,6085897,Rynek_mieszkan__zle_jak_nigdy_dotad.html
      www.bankier.pl/wiadomosc/11-powodow-dla-ktorych-ceny-mieszkan-w-Polsce-spadna-1842264.html
      spekulant.blox.pl/2008/10/Nieruchomosci.html
      Ps. "expertów" z firm doradczych, pośredników i deweloperów dla których spadek
      liczby transakcji oznacza spadek zysków nie radzę brać na poważnie.
      • znajomy_jennifer_lopez Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 12:20
        dzondzon napisał:

        a dane te są dostarczane
        > przez developerów, więc są wiarygodne.

        Weż jeszcze pod uwage ze do kosztu dev wlicza wysokie premie, jakies k..y dla załogi itp. Po prostu to są koszty w warunkach prosperity - a wtedy nie tnie sie kosztów tylko podnosi ceny. Jak bedzie kryzys koszty spadną.
        O ile? Może i o 50% (materiały 30-70%, płace 10-40%)

        Wniosek jest tylko jeden. Realna cena
        > [taka jak w innych cywilizowanych krajach] to całkowity średni koszt budowy> [dla Polski 3000zł] + 10-15% marży developera = 3300zł-3450zł za metr.

        Dlatego cały czas uważam że cena 4000zł/m2 w duzym miescie oraz max 5000zł w stolicy to maksymalna cena za jaką ktoś rozsądny może kupowac. Drozej to juz tylko przepłaca.
        Na dodatek w mniejszych miastach ceny są niższe dlatego np w miasteczkach 50tys mieszkancow cena "graniczna" moze byc na poziomie 2000zł.

        W czasie kryzysu koszt budowy moze spaść o 20-50%. Z Twoich 3500 robi sie np 2200zł plus marza = 2500zł i nadal dev zarabia. NIEMOZLIWE? A jednak.


        > Moim zdaniem takich cen będziemy mogli oczekiwać w bliskiej przyszłości, tj.
        > latach 2009-2011. Swoje zdanie opieram na następujących argumentach:
        >
        > 1. Zaostrzenie liczenia zdolności kredytowej przez banki, trudności w
        > pozyskaniu pieniądza, 2-3 krotny wzrost marż. To wszystko powoduje, że kredyty> hipoteczne są mniej atrakcyjne i trudniej dostępne.

        Wzrost marż bedzie miał zerowe znaczenie - spadek WIBOR o jakieś 2pkt skutecznie zniweluje ten wzrost.
        Co do liczenia zdolnosci i restrykcyjnosci wzrosnie bardzo mocno.
        Zamiast 300 tys kredytow bedzie 50 tys, moze 100 tys ale to i tak oznacza ZAPAŚĆ dla branzy dev.

        > 3. Kryzys branży budowlanej. Aby rozpocząć nowe inwestycje developerzy będą> zmuszeni sprzedać już wybudowane, zalegające mieszkania po realnych cenach,

        Widac ze wielu developerów to chłopki-roztropki "a ja sobie wąsów obciąć nie pozwole, noszę wąsy od sprzed wojny". Wiadomo że biznes to obrót, kupujesz-sprzedajesz, albo produkujesz-sprzedajesz, bierzerz kase inwestujesz dalej. Dopóki cena>koszt produkujesz.
        Poczynania dev. maja uzasadnienie jesli miałoby nastapic wkrótce (2-3 lata) odbicie rynku - zamiast narzutu 20% na 5 mieszkaniach lepiej miec 100% na dwóch.

        Co do reszty to nie mieli racji ani praktycznie ani teoretycznie.
        Ktoś nieświadomie (?) zrównał pojęcie deficytu (chęci) z popytem (możliwościami). Gdyby w spisie powszechnym była rubryka "Porsche" okazałoby sie że brakuje ok 10 mln Porsche w Polsce.

        Zresztą, od spisu z 2mln osób wyemigrowało (ok 1mln mieszkan), wybudowano drugi 1mln mieszkan, i jeszcze z 1mln domów - czesto tylko nominalnie jednorodzinnych a faktycznie dużych, współfinansowanych, dwurodzinnych (nie wszyscy mają tesciów potworów a i niejednemu wystarczy 70-100m2 a nie 170-200m2). Czyli wybudowano mieszkania dla 2-2,5mln rodzin, dalszy 1mln mieszkan na razie nie jest potrzebny. To gdzie ten straszny deficyt 3mln mieszkań?
        • dzondzon Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 12:51
          dzon>> [taka jak w innych cywilizowanych krajach] to całkowity średni koszt
          budowy> [dla Polski 3000zł] + 10-15% marży developera = 3300zł-3450zł za metr.
          --
          znajomy>Dlatego cały czas uważam że cena 4000zł/m2 w duzym miescie oraz max
          5000zł w stolicy to maksymalna cena za jaką ktoś rozsądny może kupowac. Drozej
          to juz tylko przepłaca.
          Na dodatek w mniejszych miastach ceny są niższe dlatego np w miasteczkach 50tys
          mieszkancow cena "graniczna" moze byc na poziomie 2000zł.
          --
          Tak masz racje, deweloperzy jako koszt podają zawyżoną cenę grutnów budowlanych,
          płac i materiałów. Pewnie są jeszcze inne legalne sposoby aby wykazać jak
          najwyższe koszty w celu zapłacenia niższych podatków od dochodu.

          dzon>> Moim zdaniem takich cen będziemy mogli oczekiwać w bliskiej przyszłości, tj.
          latach 2009-2011. Swoje zdanie opieram na następujących argumentach:
          1. Zaostrzenie liczenia zdolności kredytowej przez banki, trudności w
          pozyskaniu pieniądza, 2-3 krotny wzrost marż. To wszystko powoduje, że kredyty>
          hipoteczne są mniej atrakcyjne i trudniej dostępne.
          --
          znajomy>Wzrost marż bedzie miał zerowe znaczenie - spadek WIBOR o jakieś 2pkt
          skutecznie zniweluje ten wzrost.
          Co do liczenia zdolnosci i restrykcyjnosci wzrosnie bardzo mocno.
          Zamiast 300 tys kredytow bedzie 50 tys, moze 100 tys ale to i tak oznacza ZAPAŚĆ
          dla branzy dev.
          --
          Pamiętaj tylko, że kredyt na mieszkanie ludzie zazwyczaj biorą na ponad 15 lat.
          Wibor może przez ten czas wiele razy wzrosnąć i spaść, natomiast marża
          pozostanie na tym samym stałym poziomie. Dlatego ja wole wziąć kredyt z marżą
          0,5% i wysokim wiborem, który może spaść, niż z marżą 1,5% i wiborem nawet
          niższym o 2%.

          znajomy>Zresztą, od spisu z 2mln osób wyemigrowało (ok 1mln mieszkan),
          wybudowano drugi 1mln mieszkan, i jeszcze z 1mln domów - czesto tylko nominalnie
          jednorodzinnych a faktycznie dużych, współfinansowanych, dwurodzinnych (nie
          wszyscy mają tesciów potworów a i niejednemu wystarczy 70-100m2 a nie
          170-200m2). Czyli wybudowano mieszkania dla 2-2,5mln rodzin, dalszy 1mln
          mieszkan na razie nie jest potrzebny. To gdzie ten straszny deficyt 3mln mieszkań?
          --
          Deficytu 3mln nigdy nie było. Ktoś to napisał, ludzie zaczęli powtarzać aż w
          końcu zostało to uznane za prawdę. W 2002 roku brakowało 1.700.000 mieszkań a
          przez ten czas jak słusznie zauważyłeś przybyło dużo nowych mieszkań. Szacuje
          się, że tylko w 2008 roku wybudowano ich 150.000. Do tego dochodzą jeszcze domy
          jedno i wielorodzinne. Ujemny przyrost naturalny, emigracja itp.
          • znajomy_jennifer_lopez Lepsze gołe odsetki czy czynsz za wynajem? 05.01.09, 13:34
            No... tak, kredyt na 15 lat a chyba raczej 30 (czytałem jakąś analizę że kredyty są brane średnio na 28 lat - czyli wiekszosc bierze na 30)
            Tyle ze jest cos takiego jak refinansowanie. Za kilka lat renegocjujesz z bankiem umowe a jak nie to spłacasz refinansowym, albo po prostu w pare lat spłacasz cały kredyt (warunek - nie wzięty "po korek"). Choć nie mozna wykluczyć że nędza bedzie taka że banki nadal beda mieć wysokie marże na kredyty.


            Z innej jeszcze mańki, zainspirowany przeżyciami moich znajomych policzyłem wczoraj ciekawą rzecz:
            Niektórzy kupili mieszkania "na zaś" - młode małżeństwo ale wiadomo beda dzieci to tamto, wiec potrzebne bedzie większe mieszkanie. Żeby sie potem nie przeprowadzac, teraz kupic duze bo potem nei dostaniemy takiego kredytu itp itd. biorą mieszkanie duże
            Efekt?
            Zamiast mieszkania 1-2 pokojowego od razu 3-4 pokojowe.
            Co mamy przez 4 lata:
            Mieszkanie A (duze) kredyt 500 000zł, 30lat PLN, rata 3300 w tym srednio 300zł (od 200 do 400) spłąty kapitału. Przez 4 lata spłata 160 tys zł w tym... 15000zł kapitału.
            To mozna orientacyjnie policzyc www.millenet.pl
            Przez 4 lata, fakt, nie wynajmujesz, masz juz swoje. Ale spłacasz 15 000zł, a za "luksus" mieszkania "na swoim" placisz 3000zł/mc (gołe odsetki, BEZ spłaty kapitału)

            Mieszkanie B (małe) kredyt 250 000zł, 30 lat, PLN, rata 1600zł w tym średnio 150zł kapitału. Przez 4 lata spłaca prawie 80 000zł w tym... 8000zł kapitału. Ale! ma 3300-1600zł =1700zł tyle mniej wydaje na rate x 4 lata = 80 000zł - tyle może nadpłacić, spłacic pożyczonego kapitału, nie odsetek.

            To tak dla tych co biorą kredyty po korek i dla tych co mówią że "są na swoim" i "spłacają" kredyt. Odsetki ludziki spłacacie. Kredyt przy racie równej zaczynacie sensownie spłacac pod koniec drugiej dziesięciolatki.
      • slodkimisio Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 18:01
        Napisales bardzo ciekawa i niezla analize. Najbardziej napedzil rynek
        tani kredyt.
      • irreality.net Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 21:02
        Nie jestem developerem ale jak widzę takie teksty to ręce mi
        opadają...

        > [dla Polski 3000zł] + 10-15% marży developera = 3300zł-3450zł za
        metr.

        Najpierw proponuję zapoznać się z różnicą pomiędzy narzutem a
        marżą...

        Następnie przyjąć do wiadomości że to rynek dyktuje ceny a nie
        jakieś odgórne ustalenia że 10-15% marży to przyzwoite. A czemu nie
        3-5%?

        Potem uświadom sobie, że w większości branż różnica ceny pomiędzy
        producentem a ceną detaliczną wynosi kilkaset procent. Nie wierzysz?
        To zobacz po ile np. skupowane jest mięso od rolników, ile kosztuje
        w dyskoncie, w sklepie osiedlowym, w supermarkecie a ile w
        ekskluzywnym sklepiku "ze zdrową żywnością dla bogatych ludzi".

        Chcesz wiedzieć ile kosztuje wyprodukowanie 10g tubeczki maści na
        dziąsła niemowlaka (np. Dentinox - 23 zł w aptece)? Policz sobie ile
        to jest za kilogram... i jaka marża.

        Kombinezon dla dziecka - w sklepie 160 zł, na bazarze 40 zł. W
        hurcie po 30 zł a w Chinach skąd wszyscy biorą to za 10 zł masz
        kilka kilogramów zapewne...

        A opłaty za usługi? Jakoś nikt za 1000 zł opłaty wpisu do KRS
        problemu nie robi? 160 zł/miesiąc za prawo do zaparkowania w centrum
        Wrocławia to też jest niby OK... Notariusz biorący 2000 zł za
        odczytanie i podpisanie aktu jaką ma marżę?

        Jeżeli uważasz, że za 3000 zł można wybudowąć m2 mieszkania w dużym
        mieście i z 10% sfinansować jego narzuty administracyjne,
        marketingowe czy finansowe i jeszcze osiągnąć zysk, przy którym
        warto się w to bawić to właśnie odkryłeś złoty biznes!

        Nic tylko zakładać firmę i budować mieszkania. Przecież nic nie
        potrzeba - kasę przyniosą w zębach kupujący, ekipy budowlane którym
        widmo "kryzysu GW" obniży aspiracje wybudują za pół ceny, a Ty z tej
        kasy wybudujesz osiedle. Zbuduj blok na 1800 m2 i zarób na każdym
        metrze te 300 zł narzutu o którym piszesz to zostaje Ci na czysto
        540 tys zł... Dwa bloki i nie trzeba w lotto grać...
        • dzondzon Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 21:57
          Człowieku porównujesz maści na dziąsła z mieszkaniami?

          A co do Twojego koronnego a wręcz śmiesznego argumentu:

          > Jeżeli uważasz, że za 3000 zł można wybudowąć m2 mieszkania w dużym
          > mieście i z 10% sfinansować jego narzuty administracyjne,
          > marketingowe czy finansowe i jeszcze osiągnąć zysk, przy którym
          > warto się w to bawić to właśnie odkryłeś złoty biznes!

          5 lat temu opłacało się sprzedać za 2500zł a teraz nie można wybudować za
          3000zł? Widać, że masz blade pojęcie o tej branży.

          > Następnie przyjąć do wiadomości że to rynek dyktuje ceny a nie
          > jakieś odgórne ustalenia że 10-15% marży to przyzwoite. A czemu nie
          > 3-5%?

          Jakie to odkrywcze, naprawdę podziwiam Pana :)
          Rozumiem, że nie zrozumiałeś punktu w którym piszę o zakręceniu kurka kredytów
          hipotecznych, który musi się przełożyć w przypadku znacznie wyższej podaży nad
          popytam na obniżki cen. No trudno, bardziej łopatologicznie tego nie
          przetłumaczę. Jeśli uważasz, że ceny nie mają z czego spaść to zapraszam do
          kupna mieszkania w czym problem? :)
          • irreality.net Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 22:34
            > Człowieku porównujesz maści na dziąsła z mieszkaniami?

            Produkt jak każdy inny. Skoro jednym narzucamy cena = koszt surowca
            + robocizny na wytworzenie + narzut 10-15%...

            > 5 lat temu opłacało się sprzedać za 2500zł a teraz nie można
            >wybudować za 3000zł? Widać, że masz blade pojęcie o tej branży.

            O branży budowlanej mam blade pojęcie. Na koszty budowy patrzę przez
            pryzmat trwającej własnej budowy pod Wrocławiem i wiem ile co
            kosztuje...

            5 lat temu mogłeś we Wrocławiu zlecić zrobienie profesjonalnej
            witryny WWW (3 projekty graficzne do wyboru, CMS, baza danych) za 3-
            5 tys. zł. Dziś wyceny od 15 tys. w górę - o czym to świadczy?

            > Jakie to odkrywcze, naprawdę podziwiam Pana :)

            To nie jest odkrywcze. To jest truizm. Skoro się z nim zgadzasz to
            po co wypisujesz bzdury?

            > Rozumiem, że nie zrozumiałeś punktu w którym piszę o zakręceniu
            >kurka kredytów
            > hipotecznych, który musi się przełożyć w przypadku znacznie
            wyższej podaży nad
            > popytam na obniżki cen.

            Zakręcenie kurka kredytów hipotecznych? Jakoś w PLNach albo z marżą
            3% dają... Moim zdaniem banki w rywalizacji o klientów zagalopowały
            się z obniżką marż i kosztów tak daleko, że w pewnym momencie
            przestało się to opłacać. Teraz jest moment podwindować je trochę
            biorąc klientów na przeczekanie. No bo w końcu kto ma cash ten
            stawia warunki...

            No ale to tylko moje zdanie z którym można się zgodzić lub nie.

            > który musi się przełożyć w przypadku znacznie wyższej podaży nad
            > popytam na obniżki cen

            Moim zdaniem przez moment. Kiedy sprzedadzą ci co sprzedać musieją.
            I na tym koniec. Nowej podaży nie będzie do czasu aż nie odbuduje
            się popyt i już.

            Żeby nie było że mieszkania do maści do dziąseł...

            Jakoś popyt na nowe samochody też spadł. No i co? Pozwalniają ludzi,
            pozamykają fabryki i spokój. Kasa zmieni właściciela lub zostanie
            zamrożona. Te firmy które są bez gotówki splajtują. Te które mają
            gotówkę je kupią i biznes się kręci.
            I pomimo spadku popytu, produkcji i generalnej zapaści jakoś
            spektakularnych spadków cen samochodów nie widać.... a też uważam,
            że są przewartościowane ;-)

            > Jeśli uważasz, że ceny nie mają z czego spaść to zapraszam do
            > kupna mieszkania w czym problem? :)

            Nie mam czasu ani głowy na takie zabawy jak spekulowanie
            nieruchomościami. Nie znam się na tym i nie moja to braża. 80%
            nieruchomości w Polsce kupowane było i będzie na potrzeby własne. A
            człowieka kupującego dla siebie obchodzi oprócz ceny lokalizacja,
            standard życia i co miesięczne koszty... i tak jest to jedyne dobro
            konsumpcyjne które znam, które po kilku-nastu latach używania można
            sprzedać za tyle co się kupiło lub z zyskiem...
    • areq1971 Wszyscy "analytycy" się mylili...? 05.01.09, 12:08
      Ale M.Macierzyński jakoś nie....:):)Cud? Może chłop ma jaja i nie
      jest konformistą??!!
      Panie Marku,proszę o cytowanie REALISTÓW a nie osób żyjących z
      prowizji.
      Rynek napędzały łatwodostępne i małooprocentowane kredyty głównie w
      CHF i nie ma dyskusji...A to tak a to siak,niuanse i inne pierdy.
      Się skończyło to i spadną ceny.Obnizka o 10-15% to żadna
      obniżka,żeby ponownie ruszyła sprzedaż ceny muszą zmaleć o mnimum 30-
      35%,tak by biorąc kredyt w PLN ne te obecne 7,5-8,0% potencjalna
      rata nie zabiła kredytobiorcy:):)
      • marek.wielgo2 Re: Wszyscy "analytycy" się mylili...? 05.01.09, 13:42
        Nie będę!
        Nie za to mi płacą bym cytował ludzi, którzy zmniejszają moj dochód.
        Wybij to sobie z głupiego łba
        • bogulo2 pocałuj mnie w pompę 05.01.09, 14:20
          i tak od ciebei chaty nie kupię :D
    • mikim30 z drugiej strony barykady... 05.01.09, 12:08
      Spekulowałem/zarabiałem na mieszkaniach. Duże miasto,3 mieszkania, średnia
      zakupu 2200zł/m2. Jedno z mieszkań sprzedałe 3-tygodnie temu w cenie 5300zł/m2
      (na górce szły od ręki za 6000zł/m2). Uzyskany zysk mnie satysfakcjonuje.
      Zastanawiam się czy sprzedać kolejne... Mam teraz na koncie 300tys.zł i
      problem... I co z tym fantem zrobić... Wszyscy piszą, że ceny mieszkań są
      przewartościowane... A co z wartością pieniądza? Czy to nie kolejna "bańka
      spekulacyjna"? Czy to właśnie Czy za niedługi okres czasu (miesiące/lata ?)
      okaże się, że następstwem obecnego kryzysu będzie hiperinflacja? Może byłoby to
      najkorzystniejsze zarówno dla gospodarek zadłużonych państw, jak również dla
      zadłużonych na "dziesięciolecia" obywateli... Wtedy Ci z pieniędzmi na kontach,
      i bez mieszkań będą sobie pluć w brody... Może bardziej "opłacalne" jest
      posiadanie długu, niż gotówki?
      • dzondzon Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 12:16
        Jeśli ceny mieszkań wzrosły o 300% w 2 lata to równie dobrze przez kolejne 2
        lata mogą spaść o 50%. Nieruchomości to taka sama bańka jak akcje.

        Ja na Twoim miejscu sprzedałbym pozostałe 2 mieszkania, kasę włożył na lokatę a
        jak zażegnamy kryzys gospodarczy to za wszystko kupiłbym akcje. Jeśli się na tym
        w ogóle nie znasz to np. po trochu akcje wszystkich spółek z WIG20. Powinien być
        dużo wyższy zysk niż z lokaty.
      • posraldescu Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 12:17
        W warunkach hiperinflacji dług też będze "rewaloryzowany". Dlatego trudno powiedzieć czy posiadanie wartościowego długu jest na pewno lepsze od bezwartościowej gotówki.
      • panzwarszawy Re: z drugiej strony barykady... // speku;acje 05.01.09, 12:26
        Mądrze człowieku piszesz.

        Ja bym Ci radził zainwestować te pieniążki w złoto // diamenty - te
        czym większy burdel na rynku - tym droższe.

        Jesli chodzi o spekulacje - to zawsze jest ryzyko. Ja zaryzykowałem
        z dolarem i na każdym zarobiłem po ok. 0,50 PLN ( gdybym się nie
        zastanawiał, to być może wyszłoby coś prawie... 1 PLN na każdym
        zakupionym przeze mnie dolarze! ).
      • atomm Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 12:37
        Hmm... rozsadny glos...
        Niektorzy wypowiadajacy sie wczesniej maja taka mentalnosc ze
        popadaja od jednej przesday do drugiej...
        Jasne ze ceny mieszkan w ostatnich dwoch latach w Warszawie,
        Krakowie, Poznaniu i innych miastach byly przesadzone...
        Rownie rozsadne wydaje sie ze ceny realnie powinny sporo spasc (co w
        niektorych miastach np. Lodz ma juz miejsce)
        Problem pozostaje ze realnie to nie zawsze znaczy nominalnie.
        Mamy przyklady zza wschodniej granicy jak szybko wartosc pieniadza
        moze spasc...
        A teraz policzcie sobie ceny mieszkan w EUR w 2007 i obecnie...

        Jesli mialbym pieniadze i w planach zakup mieszkania nie czekalbym
        dluzej niz 3-6 miesiecy. Pieniadze moga szybko stracic wartosc a
        mozna znalesc juz dobra okazje.
        A jak mnie nie stac (czyt. planuje kredyt) to lepiej poczekac...

        Do tego dochodzi kwestia ze mieszkania budowane w latach 2006-2008 z
        racji boomu i braku dobrej sily roboczej sa kiepskiej jakosci
        i czasem lepiej kupic mieszkanie 5-letnie niz nowe...
      • rydzyk_fizyk Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 12:51
        Przykro mi ale przy zmiennym oprocentowaniu dług w warunkach
        hiperinflacji to pętla na szyję.
      • znajomy_jennifer_lopez Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 13:03
        Mieszkania sprzedaj PKD, wrzuc na lokate na do pół roku a potem jak juz sie zacznie cyrk to pakuj w złoto. Wkrótce rynek "wyceni" bilionowe deficyty USA i strefy Euro a wtedy lepiej przeczekac z kruszcem w reku niz z papierem. Zreszta USA jest z wyprzedzeniem do nas wiec tam moze sie zaczac juz wkrotce ucieczka od dolara = wzrost cen złota. Wiec moze i juz dzis pakowac w złoto a 5% na lokacie olać.
        • estta1 Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 14:24
          ja jestem w sytuacji, ze nie wiem co zrobić z pieniędzmi - ale co
          sztabkę złota mam kupić, dla mnie to kompletna abstrakcja jak się za
          to wziąsć.
          • bogulo2 Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 14:30
            mennica sprzedaje....bez problemu :)
          • atomm Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 14:35
            Najlepiej kupic sztabke zlota ;)
            Ewentualne mozesz kupic udzialy w "funduszu" ktory posiada zloto.
            RCB wyemitowalo takie papiery - mozesz je kupic na GPW (RCGLDAOPEN).
            Poczytaj wczesniej co kupujesz...

            Choc osobiscie nie polecam inwestowania w zloto.
            Zbyt popuarne i za duzo sie o tym mowi, zwlaszcza ze zloto ma za
            soba 3-krotny wzrost...
            Juz lepiej ropa (dla ryzykantow) lub ziemia (dzialki - zeby nie
            stracic)...
          • panzwarszawy Złoto, to żadna abstrakcja. 05.01.09, 20:23
            Żadna abstrakcja - kupujesz sztabki złota w Mennicy Państwowej-
            oryginalnie zapakowane i z certyfikatem.
            Jeśli nie pokusisz się o ich rozpakowanie ( są zalane w plastikowej
            lub szklanej formie ) i nie uczkniesz//przetopisz, to masz 100 %
            gwarancję Mennicy na odkupienie po cenach rynkowych ( skupu ).
            Jak chcesz, to możesz sobie zamówić nawet przez internet, ale
            Mennica większych jak 10g nie wysyła.
            Im więcej złta za jednym razem kupisz w jednej sztabie, tym tańsze
            złoto ( odchodzą koszty bicia, ważenia, certyfikacji ).
            Ot - cała filozofia.
            • irreality.net Re: Złoto, to żadna abstrakcja. 05.01.09, 21:13
              "Obecnie nie posiadamy sztabek złota i monet lokacyjnych w
              sprzedaży. Zapraszamy wkrótce."

              www.sklep.mennica.com.pl/grupa.php?idg=54
      • bogulo2 Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 14:29
        Hmm...jezeli weźmiemy pod uwagę, że pieniądz=praca, to raczej czeka kredytobiorców usilne odpracowywanie tego co zostało pożyczone, czyli zamiast kupować bilety do kina/samochody/przyjemności będą spłacać ratę...to zaś doprowadzi raczej do spadku cen i deflacji. Po prostu na rynek wpadnie mniej pieniędzy, które pójda do systemu bankowego.

        Popyt był sztuczny, a pieniądz jest niczym innym jak nasza pracą - naszymi możliwościami jego wypracowania. Te możliwości są ograniczone.

        Z drugiej strony jak nasza mennica zacznie drukować jak amerykanie drukują dolary (już im farby zielonej brakuje) to podtrzymamy obecny stan i w perspektywie czasu stracisz na trzymaniu kasy w banku.

        Proponuję ci przy niskich cenach materiałów budowlanych wybudować sobie dom, zrobić dzieci i w nie zainwestować itp.
      • darek9999 Re: z drugiej strony barykady... 05.01.09, 17:45
        ...i jeszcze musisz zapłacić podatek
    • dzondzon Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 12:17
      Jak nieruchomości osiągną dno to sprzedaż akcje i kupisz 10 mieszkań :)
    • swoboda_t Decyzja piekielnie trudna?? Bynajmniej! 05.01.09, 13:19
      Teza artykułu jest śmieszna. Najbliższa przyszłość rynku
      nieruchomości w PL nie jest trudna do przewidzenia. Ceny będą spadać
      nadal i to coraz wyraźniej, bo póki co zmiany są kosmetyczne.
      Sugerowanie, jakoby najtaniej miało być na wiosnę to kpina z
      inteligencji przeciętnego czytelnika. Taniej niż na wiosnę 2009
      będzie jesienią 2009, na wiosnę 2010, prawdopodobnie również w 2011.
      Analizy dowodzące tego były po tysiąckroć wałkowane na forach.
      Naganianie na zakup "teraz, zaraz bo potem to nie wiadomo, ale na
      pewno drożej" jest żałosne. Spokój, cierpliwość, a nade wszystko
      zdrowy rozsądek (również przy szacowaniu realnej wartości
      meiszkania) - tym należy się kierować przy zakupie. W latach 05-07
      homo lemings o tym zapomniały, ale teraz siedzą po uszy w długach
      ustąpiwszy miejsca na rynku homo sapiens.
    • aurice_goldfinger Pada ostatni silnik który napędzał rynek mieszkań 05.01.09, 13:25
      Coraz bardziej dławią się już silniki z napisem "spekulacja" oraz "kredyt
      dostępny dla każdego". Pozostał jeszcze jeden, ale paliwa ma już niewiele - jest
      to stosunkowo dobra sytuacja społeczno-gospodarcza. Prawda jest taka że przede
      wszystkim ten czynnik napędzał popyt. Co będzie gdy wzrost płac się zatrzyma a
      zatrudnienie będzie spadało? Kto to ma kupować?
      Druga kwestia - nie przekonuje mnie argument wedle którego deweloperzy ograniczą
      inwestycje, tym samym spadnie podać i na nowo wzrosną ceny - mieszkanie stanie
      się tzw. produktem niszowym dostępnym dla garstki. Takie jest marzenie deweloperów.
      Przypomnę tylko, że np. w roku 1997 oddano do użytku 63 tys. mieszkań z czego
      tzw. segment deweloperski - ok. 18 tys.
      Czy wtedy ludzie mieszkali pod mostami? A może ceny były podobne do obecnych?
      Pytania retoryczne.
      Moim zdaniem dno osiągnięte zostanie na przełomie lat 2010/11, niewielkiego
      odbicia można się spodziewać na około 1,5 roku przed Euro2012 i to też pod
      warunkiem ponownego odbicia w górę gospodarki.
    • marek.wielgo2 To niemożliwe!!!!!!!!!!!! 05.01.09, 13:28
      Marek nie byłby taki sprzedajnym leszczem żeby proponować
      złe kredyty.
      Nieeeee,to nie on!!!!
      On jest czysty jak łzaa!!!
      To tylko inni niewdzięcznicy uważają że sprzedał swój odbyt firmie REAS.
      Nie słuchajcie ich!!!!!
    • pawro Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 13:41
      mieszkanie to tv!, ludzie w zdecydowanej większości kupują gdy z
      różnych powodów muszą kupić!, czekać 3 lata - pod mostem?, u mamusi?.
      • bogulo2 Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 14:32
        jak kupią teraz to raczej opcja pod mostem się do nich zblizy jak nigdy wcześniej
    • b140 Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 13:42
      To dno też ma granice. Grunty przy dobrych lokalizacjach w Warszawie
      to kilka tysiecy za 1m a i wybudowanie też kosztuje. tak więc
      niewiele tu da się wycisnąć.
      • nit21 Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 16:49
        Grunty są wielokrotnie przeszacowane, aż absurdalnie. Na fali wejścia naszego kraju do Unii nastąpiła spekulacyjna zwyżka cen, a potem pobudzana nagonką na zwyżkę cen mieszkań. Uzasadnianą właśnie ceną ziemi: ). Uzasadnianie było takie też jak podajesz. Jednak cena wybudowania metra jest gdzieś wyliczona w tym wątku. pozdrawiam
    • gtpress Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 13:45
      dla mnie ekspert Macierzynski to tylko Macierzynski.....
    • lendo Ceny jeszcze nawet się nie zbliżyły do dna 05.01.09, 14:12
      Dopiero jak ceny ( w większości gó...anych z reguły) działek w
      takich centrach jak oddalona o 17 kilometrów od centrum Białołeka
      spadna z obecnych ponad 500PLN na jakieś 150 to ZACZNIEMY zbliżać
      się do rozsądku.
      A wtedy ostatni argument o tym że mieszkania muszą byćtak drogie bo
      drogi jest grunt ostatecznie upadnie ...
      Czego sobie i innym życzę w nowym roku.
      PS. Mam na szczeście mieszkanie - ale chętnie zmienie nia większe ;)
    • pklark Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 14:43
      Gdzie dno spadków ? od dawna pisze ,ze w momencie gdy cena 1 mkw sredniej klasy mieszkania dojdzie do sredniej pensji netto w danym regionie ......czyli Wawa 4 k /mkw ,wrocław 3,5 k/mkw ,zielona góra 2,5 k/mkw....pcim dolny 1 k/mkw.......czyli jeszcze z rok moze dwa...
      • swoboda_t Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 15:02

        Zmartwię Cię. Po dwakroć. Po pierwsze - wskaźnik pensja/m2 jest
        rozsądny i świadczy o dojrzałym rynku, ale w PL jeszcze długo nie
        wystąpi. Tzn. w Warszawie, Krakowie, Wrocku - najbardziej
        przereklamowanych miastach. W najbardziej przewartościownaych
        miastach (Lublin, Olsztyn, Białystok itp.), tj. drogich ale
        ekonomicnzie słabych pewnie długofalowo do tego dojdzie, ale kiedy
        to nastąpi... W Katowicach wskaźnik jest nieodległy od tego poziomu,
        a Poznań i Gdańsk/Gdynia (bo nie idiotycznie drogi Sopot) mają
        szansę się zbliżyć.

        Po drugie: zmartwię Cię co do średnich zarobków. Warszawa, Poznań,
        Gdańsk: ok. 3100 netto, Kraków i Wrocław - ok. 2600 netto, mniej
        więcej tyle co Rzeszów :D Takich cen średnich nie będzie, to pewne.
        • pklark Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 15:22
          No to zakład -roztrzygniecie w 2010 roku.....juz dzis w zielonej górze aby SPRZEDAC mieszkanie trzeba zejsc do 3 k/mkw a często i poniżej....a i tak nikt z kupujących sie nie zabija .........za mieszkanie wykonczone w sensownym niestarym bloku.....
          • swoboda_t Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 16:18
            Wiem, jakie są ceny w Zielonej - bywam tam, a niedawno znajomi
            kupili mieszkanie. W ogóle to miasto jest jednym z bardziej
            sensownych miejsc do życia w Polsce i wpisuje się taki śląski
            rozsądek cenowy (od BB po ZG tylko we Wrocku kupujących totalnie
            powaliło :P). Ale nie o ZG tu mowa, tylko o Wawie, Kraku i Wrocku,
            które są od Zielonej dwu-trzykrotnie droższe, oferując przy tym
            zarobki wyższe o kilkadziesiąt procent (Warszawa) lub prawie wcale
            (Wrocław, Kraków). Tam ceny nie spadną do poziomu równego średniej
            pensji netto, bo czynnik psychologiczny jest ważnym elementem wycen
            nieruchomości. A czynnik działa tak, że abstrahując od realiów
            ekonomicznych i faktycznej jakości życia dla przeciętnego
            obywatela "Wrocław (Kraków) jest superduperhiper i warto tam
            mieszkać, choćby zażynajac się 30 lat dla kredytu",
            natomiast "Zielona Góra??(Rzeszów??) A gdzie to jest i czy tam już
            mają elektryczność??". Wawa, Krak, Wrocek, Sopot, Zakopiec itp.
            zawsze będą idiotycznie drogie. Co nie znaczy, że nie stanieją, bo
            ten proces już postępuje, a jako członek-założyciel Klubu Zaklinaczy
            Spadków ;P jestem pewien, że do dna jeszcze daleko. Tym niemniej
            jedyne z nazwijmy je "głównych" miast, w których pożądany wskaźnik
            zarobki/ceny ma szansę zaistnieć to Katowice (tu już jest blisko,a
            biorąc pod uwagę ceny transakcyjne zapewne występuje), Poznań i
            Gdańsk.
            Bo zarobki tam są stosunkowo wysokie (średnio 3,1-3,5 netto), a
            takie ceny jak najbardziej możliwe.

            Zakładu nie przyjmuję, bo nie masz szans - średnie ceny na poziomie
            3000 w Kraku i Wrocku (3500 w Warszawie) nie wrócą. Raczej 5000
            Wro,Krk, 6000 Waw. W miastach typu Olsztyn, Lublin, Białystok itp.
            ceny również spadną, ale z uwagi na stosunkowo niski poziom zarobków
            relacji pensja/m2 raczej nie osiągną (dopiero za kilka lat, gdy
            średnia płaca netto dobije tam do 3000).

            P.S.: A propos zakładów, to w grudniu proponowałem plosiak-owi
            wetnąć się o Ballantines'a, że na koniec 2009 roku ceny wynajmu
            spadną wobec tych z 2008. Kaj żeś jest ptysiu?? ;P
            • areq1971 Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 18:07
              Muszę Cię sprostować.Pracuje w Poznaniu i średnia pensja netto to
              około 2,5-2,6tys czyli mniej wiecej tyle samo co we Wr,Gd czy ciut
              więcej niż w Kr.
              Obserwacje po znajomych i rynku pracy dla człowieka powiedzmy 5lat
              po studiach.
              Owszem są branże gdzie płaci się więcej,dużo więcej oraz takie gdzie
              średnia scyluje wokół 2tysnetto i mniej,też dużo mniej:):)
              • swoboda_t Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 18:18
                Średnia jest dla wszystkich zatrudnionych w przedsiębiorstwach, a
                nie dla ludzi 5 lat po studiach :) Jest to ułomna statystyka, ale
                coś tam
                pokazuje. Dodając do tego dane dotyczące PKB czy bezrobocia widać
                wyraźnie, że wbrew pr-owskim zabiegom Wrocław jest od Poznania
                biedniejszy. A droższy :P
                • areq1971 Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 18:23
                  swoboda_t napisał:

                  <Średnia jest dla wszystkich zatrudnionych w przedsiębiorstwach>
                  Heh,jak tak to odejmij od mojej podanej kwoty z dwie stówy.

                  Co do wyższości świąt bożego nar... Wrocławia nad Poznaniem czy
                  odwrotnie:):) to powiem Ci,że w moim mieście panuje POWSZECHNE
                  przekonanie,że we Wrocku wiara zarabia średnio lepiej niż w Poznaniu.
                  Urban Legends:):)
                  • swoboda_t Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 18:40
                    W ogóle Wrocław to jedno wielkie Urban Legend. Mnie się w
                    poniemieckiej części bardzo podoba, chyba najbardziej ze wszystkich
                    miast w Polsce. Zazdroszczę wrocławianom władz miasta, które co
                    prawda nie są jakimś szczytem marzeń, ale znakomicie Wrocek promują,
                    co wpływa na jego rozwój i zamożność. Ale z drugiej strony są
                    tysiące zrujnowanych kamienic, wstrętne blokowiska, zanieczyszczone
                    powietrze (Wrocław ma wiekszą emisję zanieczyczeń przemysłowych niż
                    Katowice :P) i drogi, którymi miałem okazję ostatnio pojeździć i
                    które chyba najlepiej opisuje słowo "porozpie..ane".

                    Poznań dużo słabiej promuje się na zewnątz i do środka, więc
                    powszechne przekonanie ludu o "lepsiejszości" Wrocławia nie dziwi :)
                • bogulo2 Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 19:37
                  swoboda_t napisał:

                  > Średnia jest dla wszystkich zatrudnionych w przedsiębiorstwach, a
                  > nie dla ludzi 5 lat po studiach :) Jest to ułomna statystyka, ale
                  > coś tam pokazuje.

                  Ci do 5 lat po studiach mają nawiększe ciśnienie na wlasną chawirkę. Mieszkam w Poznaniu i z moich obserwacji wynika że areq1971 ma rację. Są wyjatki od reguły, ale z większości potrzebujących mieszkania i skłonnych je kupić jakich widzę w otoczeniu ma zarobki do ok 3k/m-c. Niedawno dostaliby kredyt ze spokojem na 300k-350k i 100% wartości (parka, nie singiel). Teraz muszą miec wkład własny i czas na zebranie oszczędności. jest to tym trudniejsze, że większość osób wynajmuje mieszkania i oszczędzić wiele się nie da :/

                  Także, ceny polecą nieubłaganie. Trust reklamuje od początku grudnia przetarg na mieszkanie w triangulum na 1p. 77m2 za 4,5k/m2. Do tej pory na stronie wisi jako dostępne...
    • maniakon poczekac stanowczo poczekac 05.01.09, 14:47
      polska wlasnie sie lapie na ogon swiatowego kryzysu, napewno nie
      bedzie tak dotkliwy jak w hiszpanii czy uk ale juz niebawem
      przestanie dzialac wiele z naszych montowni gdzie polacy calkiem
      niezle w stosunku do rodzimych krwiopijcow zarabiali, pare miesiecy
      zastoju w vw czy wytworni lcd, setki osob na bruku lub w czas
      niepewny ze zredukowana do minimum checia wydawania na konsumpcje i
      caly rynek to poczuje, brak zapotrzebowania na skutek strachu przed
      konsumpcja spowoduje zagrozenie wielu etatow, mysle ze nawet
      budzetowce sie dostanie, a to przelozy sie na tysiace pustostanow,
      tych zupelnie nowych i tych raptem rok lub dwa uzywanych z odzysku
      bankowego ;D
    • az.anonim TokFM nieruchomości: rozmowa z Ryszardem Kowalskim 05.01.09, 17:26
      Rozmowa z Ryszardem Kowalskim, prezesem związku pracodawcow i producentów
      materiałów dla budownictwa.
      Bardzo ciekawy program, dlatego zdecydowałem się go nagrać i puścić w sieć:
      tnij.org/cm9e
      Niestety nie udało mi się go zarejestrować od samego początku z przyczyn
      technicznych, ale brakuje jedynie kilkunastu sekund wstępu.
      Co ciekawe rozmowa dotyczy między innymi dzisiejszego artykułu Marka Wielgo
      linkowanego na portalu gazeta.pl:
      tnij.org/cm9f
      podsumowanego ciekawą puentą RK.

      Miłego słuchania, mam nadzieję że cenzor tego nie usunie, zwłąszcza że materiał
      pochodzi z zaprzyjaźnionej z gazeta.pl stacji.
      • swoboda_t Ciekawa rozmowa, ważna konkluzja! 05.01.09, 17:49
        "Rozmowa z Ryszardem Kowalskim, prezesem związku pracodawcow i
        producentów materiałów dla budownictwa"

        Otóż tenże prezes stwierdził wprost, że wzrost kosztów budowy na
        przestrzeni ostatnich trzech lat był taki, że uzasadniał podwyżkę
        cen mieszkań o.... 20%. Mieszkania sprzedawane w 2005 po 2500-3000
        dziś możnaby wybudować za 3000-3600. Tymczasem wzrost był o 150%-
        200% i te klitki kosztują 6000-9000. Margines zjazdu cenowego w
        nowych inwestycjach jest bardzo duży i mówi o tym człowiek z branży.
        Ktoś jescze wierzy w zaklęcia pośredników i deweloperów, że taniej
        isę nie da, że przestaną budować i basta?! Przez dwa lata rynkiem
        rządziła zaje...a naiwność i brak rozsądku, czas się obudzić.
    • romaga1 No i po problemie mieszkaniowym! 05.01.09, 17:28
      Oto kolejny "mędrzec" rozwiązał kwestię mieszkaniową. Wg tego "eksperta" ceny
      spadną o 50%, do tego spadną ceny najmu - rynek zaleje fala mieszkań na wynajem.
      Wniosek z tego płynie prosty. Nie potrzeba już więcej mieszkań w Polsce, bo po
      co, skoro jest ich tyle, że tanieją same, a w dodatku jeszcze najem. A może ten
      "fachowiec" nam powie, ile jest wolnych mieszkań na rynku, a na ile ocenia się
      liczbę rodzin bez mieszkania. Takie gadanie przypomina doradztwo finansowe
      sprzed kryzysu, np. kup mieszkanie na kredyt, a środki ulokuj w funduszach, tzn.
      (czytaj) daj mi frajerze zarobić podwójnie - na prowizji z kredytu i funduszu.
      Nie słuchajcie tych bredni, myślcie sami.
      • dzondzon Re: No i po problemie mieszkaniowym! 05.01.09, 18:30
        Ten jak go nazwałeś mędrzec w swoim artykule pod adresem: już odpowiedział na
        Twoje pytanie:
        www.bankier.pl/wiadomosc/11-powodow-dla-ktorych-ceny-mieszkan-w-Polsce-spadna-1842264.html
        "Skoro w Polsce popyt wcale nie kształtuje się tak, jak do tej pory był
        przedstawiany, to warto jeszcze pamiętać o czymś innym. Wiele osób, które
        mieszkanie chciałoby kupić i które zgłasza popyt na mieszkanie, nigdy nie będzie
        mogło go nabyć. Oznacza to, że należy odróżnić popyt deklarowany od tego
        rzeczywistego. Z faktu, że zdecydowana większość posiadaczy samochodów chciałaby
        jeździć Mercedem lub Porsche (lub inną drogą marką) nie wynika, że producenci
        tych aut powinni podwyższać ceny – bo jest na nie ogromny popyt. Mieszkanie
        oczywiście jest dobrem innego typu, ale ma swoje substytuty – od mieszkania z
        rodzicami, poprzez wynajem, a na budowie własnego domu pod miastem lub emigracją
        skończywszy. Problem w Polsce jest taki, że nie ma mieszkań w cenie, która
        byłaby akceptowalna dla większości osób zgłaszających popyt na własne lokum.
        Innymi słowy - nasz rynek wygląda tak, jakby wszyscy musieli jeździć
        Mercedesami. Co więcej, swoją cenę trzymają nie tylko najnowsze modele, ale
        również stare i powypadkowe (mieszkania z wielkiej płyty, w słabych
        lokalizacjach) – tylko dlatego, że to „samochód” właśnie „tej marki”. Żeby
        jednak zaspokoić popyt całego rynku, ceny mieszkań muszą odpowiadać sile
        nabywczej wszystkich chętnych. Co oznacza - trzymając się naszego przykładu - że
        do nabycia powinny być marki innych samochodów, nawet starych „Maluszków”. Jak
        zatem na mieszkanie mają sobie pozwolić osoby, które zarabiają poniżej średniej
        krajowej? Zwłaszcza, że z badań GUS wynika, że dwie trzecie Polaków zarabia
        poniżej tej średniej! Duża część osób może liczyć na mieszkanie tylko i
        wyłącznie dzięki pomocy państwa i nie zmieni tego nawet najniższe oprocentowanie
        kredytów. Chyba że chcemy zafundować sobie taki sam problem, jaki mają teraz
        Amerykanie. A to właśnie zapewnienie za wszelką cenę własnego mieszkania
        wszystkim zgłaszającym potrzebę stworzyło obecne problemy na całym świecie.
        Dlatego można w tym przypadku założyć, że te osoby, które miały odpowiednią
        zdolność kredytową, mieszkanie już kupiły, a teraz czeka nas już tylko stabilny
        napływ kolejnych chętnych, mających gotówkę lub odpowiednią zdolność kredytową. "
    • slodkimisio Ja wiem kiedy kupowac !!! 05.01.09, 17:53
      W czerwcu 2007 w pewnym serwisie aukcyjnym wystawione bylo 7'500
      ofert sprzedazy mieszkan. Dzis jest ponad 215'000 (wzrost x28!!!)

      Jak liczba ofert spadnie do 100'000, to juz warto miec mieszkanie.
      Aha - megakosmiczny popyt na mieszkania zostal zaspokojony w latach
      2005-2008. Wiecej moich znajomych ma swoje lokum niz wynajmuje.
    • ma_gala Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 20:08
      czekać z zakupem mieszkania 2-3 lata... do tego czasu wynajmować...
      po co?? - skoro moja rata kredytu jest mniejsza niż "czynsz" za
      wynajem mieszkania? Płacę za własne M, a tak 2-3 lata będę płacić
      komuś do kieszeni. Później się okaże, ze "analitycy" znowu nie
      trafili w prognozę i z 3 lat zrobi się 5-6, a to już na wynajem
      zdecydowanie za długo i nieopłacalnie! Poza tym - niektórzy musieli
      w tych niesprzyjających czasach kupić mieszkanie, chcąc wyprowadzić
      się od rodziców i zacząć samodzielne życie. Nie wszyscy mają bogatą
      rodzinę albo mieszakanie pod dziadkah. Ktoś to bierze pod uwagę
      pisząc takie pseudoanalizy? 30 latkowie nie chcą dzielić 50m2 z
      rodzicami...
      • tomasso3 Re: Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 21:23
        rok nie wyrok, 2 lata jak dla brata :)

        Mieszkanie to nie rower czy buty. Skoro miałbym się związać kredytem na 30 lat
        to jednak wolę sprawdzić czy tym razem, dla odmiany, analitycy trafią z prognozą.

        Kilkaset zł miesięcznie mniej bankowego haraczu, albo kilka lat mniej do spłaty
        jest zbyt kuszące, żeby nie spróbować.

        A co do mieszkania z rodzicami - czy jeżeli każdy ma swoje piętro, oddzielne
        wejścia, rachunki, widuje się z rodzicami kilka razy w miesiącu to nadal jest to
        mieszkanie "u mamusi"? Jakoś nijak braku swobody czy samodzielności nie czuję.
      • znajomy_jennifer_lopez Usamodzielnienie - to samodzielne założenie sobie 06.01.09, 00:07
        pętli na szyi. Jesli taką przyjmiemy def. usamodzielnienia sie to zgoda

        A poważnie:
        1. Really? Uważasz że mieszkając w mieszkaniu banku się usamodzielniłaś?
        Czy wiesz że spłacając z 2000zł raty 1800 to gołe odsetki (wiec NIE SPŁACASZ "swojego", spłacasz rocznie z 2500zł kapitału (12x200zł) a bulisz 25 000. Czyli 22500 netto jest za przyjemność przebywania w mieszkaniu banku.

        2. Musieli kupić? Aha.
        • cloclo80 Re: Usamodzielnienie - to samodzielne założenie s 06.01.09, 02:07
          Nie trudno wywnioskować, że jedną z przyczyn kryzysu w USA jest wczesne
          usamodzielniania się dzieci, tak typowe w kulturze anglosaskiej. Problem jednak
          w tym, że opuszczaniu domu rodzinnego rzadko zdarza się w momencie gdy młody
          Yankee ma dochody pozwalające mu ma rozpoczęcie samodzielnego życia. A to prosta
          droga do tego by wszystko co się posiada (ma we władaniu) było na kredyt, a
          typowy dla młodego wieku brak rozwagi i wiedzy powoduje, że niemal niemożliwe
          staje się kalkulacja opłacalności operacji pt. kredyt na mieszkanie.
          • areq1971 Re: Usamodzielnienie - to samodzielne założenie s 06.01.09, 07:52
            Rzadko który "młody amerykanin" kupuje.90% wynajmuje.No powiedzmy że
            w latach 2003-2007 ta proporcja się zmieniła nieco ze względu na
            bardzo opłacalny system kredytowania,zwłaszcza w początkowej fazie
            spłat:).
            Domy kupują głównie rodziny,mieszkania,penthausy,apartamenty
            bogate:) single,reszta wynajmuje.
    • bronimir Ludzie czekają na wypowiedzenia. 05.01.09, 21:21
      Kto zainwestuje w mieszkanie, zrobione za granicą pieniądze, jeśli nie będzie
      miał zatrudnienia w kraju? Teraz kto ma pracę za granicą to nie wraca.
      Powracający mają co najwyżej na wkład własny wymagany dla uzyskania kredytu. Jak
      wziąć kredyt nie pracując? Wolne żarty. Ceny mieszkań muszą spaść znacząco,
      nawet o 60%.
    • mih.po W Poznaniu średnia cena 8300 PLN za m2?! 05.01.09, 21:27
      Tylko co za matołki tak masowo kupowali (miedzy majem a lipcem br) mieszkania w
      Poznaniu po cenach warszawskich? Bardzo mnie zainteresowało w jaki sposób
      tabelaofert.pl doszła do tak zaskakującego wyniku. Teraz za 7774 za m2 można
      kupić w większości poznańskich "lokalizacji" rozumie więc, że nadal sprzedają
      się hurtowo apartamenty i różnego typu "podwyższone standardy" ;)
    • tersup Mieszkaniowe rozterki AD 2009 05.01.09, 21:59
      Piekny dom w Oklahomie 75000f a u nas ceny mafijne za byle g..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka