Dodaj do ulubionych

Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ...

17.08.09, 08:06
Niestety, mam symptomy uzależnienia.
Godzinę po wstaniu z łóżka już siedzę przy kompie.
Nim obskoczę newsy i gieldy mija kolejna godzina.
Potem poczta i już mamy południe. Zaczynam odwyk.
Syn sąsiadów prawie nie wychodzi z domu. Siedzi przed kompem
w pozycji półleżącej po parę godzin z rzędu. Prawie się nie rusza i nie odzywa.
Pocieszam się, ze w jego wieku ganiałem za piłką,
czytałem książki i jeździłem na kolonie, gdzie podrywałem dziewczyny. To było
życie!!!

w4l
Obserwuj wątek
    • ascocenda Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 17.08.09, 08:53
      Niezwykle trafne uwagi. Az zaczynam się bać;) Należę do pokolenia "środkowego": wychowałam się na książkach czytanych namiętnie i szybko od dzieciństwa, w wieku dojrzałym odkryłam komputery i pokochałam je.
      Bez komputera nie wyobrażam sobie życia, tym bardziej że tak jakoś wyszło że zajmuję się naukowo rzeczami niemożliwymi do badania bez kontaktu ze światem (a nie da się spędzić życia tylko w delegacjach i na kwerendach zagranicznych..) Zauważyłam jednak dziwną rzecz, która potwierdza opinie autora: jeśli chcę znaleźć konkretne informacje, "rozdłubać" problem wymagający danych zewnętrznych, nie ma jak wieczór przy komputerze. Ale jeśli próbuję stworzyć coś nowego, zaprojektować zarys pracy, komputer przeszkadza, ogłupia, kieruje moja myśl w utarte koleiny zamiast pobudzać kreatywność.
      Musimy uczyć młodzież przede wszystkim selekcji informacji i sztuki podejmowania własnego wolnego wyboru, bo komputer tylko pokaże im jak naśladować innych (widać to po pracach studentów..)
      • marco-wr Zgadzam się. Bardzo ważny artykuł. 17.08.09, 13:52
        Ale wymaga czytania ze zrozumieniem. Czy młodzi dadzą radę go pojąć?
        • chani Re: Zgadzam się. Bardzo ważny artykuł. 19.08.09, 15:02
          A czy wszyscy ze starszego pokolenia umieją czytać ze zrozumieniem? Nie wydaje
          mi się, żeby się wiele zmieniło na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
          • kretynofil Wazny artykul? Chyba kpisz... 24.08.09, 09:06
            Pozwole sobie polemizowac z wypowiedziami naukowca, ktory w tym wywiadzie, moim zdaniem, prowadzi co najwyzej glowologie stosowana.

            Po pierwsze, przywolanie IQ wydaje mi sie troche smieszne. Pamietam jak na moim wydziale pan Zdzislaw Ploski (najlepszy w Polsce tlumacz literatury fachowej IT) wywiesil taka notatke: piecset lat temu powszechne bylo przekonanie ze umiejetnosc opanowania podstawowych dzialan arytmetycznych posiada zaledwie niewielki odsetek populacji; wedle tego przekonania, mozna bylo mierzyc inteligencje danej osoby na podstawie umiejetnosci mnozenia. Czy tak samo za piecset lat beda traktowane rebusy, zwane testami IQ?

            Oczywiscie, nie stoi to w sprzecznosci z efektem Flynna, ktory stara sie ten fenomen jakos wyjasnic - ale bardziej mi to przypomina dorysowywanie dodatkowych elips do map ruchu planet w geocentrycznym modelu Ukladu Slonecznego, czyli: mamy anomalie, ktora stoi w sprzecznosci z nasza teoria - wymyslmy efekt Flynna, walnijmy jakas stala, dopiszmy pare zmiennych i jestesmy w domu, mozna isc spac spokojnie :)

            Po drugie, skoro pan naukowiec tak bardzo lubuje sie w analizie, to niech przeanalizuje swoje wlasne teorie - niech sprobuje sobie odpowiedziec na pytanie, co on sam by mowil, studiujac rozwoj wlokiennictwa na progu rewolucji technologicznej.

            Nasze babcie umialy robic przetwory, piec ciasta, cerowac skarpetki - bo swiat w ktorym zyly, tego wymagal. Nie musialy sie specjalizowac zawodowo, mogly sie zajac efektywnym (niskokosztowym) wykorzystaniem zasobow dostarczanych przez naszych dziadkow.

            Dzisiaj swiat sie zmienil, wyspecjalizowal, dzieki czemu moge zjesc doskonale ciasto za niewielkie pieniadze, zrobione przez wykwalifikowanego cukiernika, samemu swiadczac mu uslugi, w ktorych ja sie specjalizuje.

            Oczywiscie, czasami brakuje mi pewnych umiejetnosci, chcialbym umiec sam sobie uszyc ubranie czy ulozyc kafelki - ale to byloby nieefektywne wykorzystanie mojego talentu i mojej wiedzy.

            Tak wiec nie ma co rozpaczac nad mlodym pokoleniem, ktore bedzie zylo w swiecie troche innym; nie ma co drzec szat nad zanikiem wiezi miedzyludzkich, bo moze w przyszlym spoleczenstwie nie beda one az tak istotne. Pan dochtor tez zyje w innych relacjach spolecznych, co, miedzy innymi, pozwolilo mu zajac sie studiowaniem jego dziedziny. Nie bylby w stanie, muszac piec chleb i noszac wode ze studni.

            A kmiotek ze sredniowiecza tez by sobie w naszej rzeczywistosci poradzil - wychwytujac informacje, ktorych my nie dostrzegamy - zamiast siedziec w korpo i zarabiac na kotlet w McDo, zamieszkalby przy autostradzie i zywil sie potraconymi psami. Jego zoladek by sobie poradzil, w odroznieniu od naszych...

            Po trzecie, tak jak wyoutsource'owalismy pieczenie chleba, szycie ubran i kucie mieczy, tak samo mozemy wyoutsource'owac nasza wiedze. Moja opiekunka grupy na studiach mawiala ze leb nie smietnik, nie ma sensu skupiac sie na zapamietywaniu wiedzy powszechnie dostepnej, warto wylacznie pamietac mechanizmy, koncepcje, ktore ta wiedze generalizuja, uogolniaja. W trakcie pisania tego posta nie bylem pewien czy przeciwienstwo teorii heliocentrycznej na pewno nazywalo sie teoria geocentryczna - ale od tego jest wiki. I dobrze :)

            To samo obserwuje w pracy - duzo bardziej przydaje mi sie powierzchowna wiedza, ktora w razie koniecznosci moge poglebic znajac jakies uniwersalne mechanizmy, niz specjalizacja w jednej dziedzinie. Multitasking tez sie przydaje - w zeszlym roku bylem zaangazowany w osiemnascie roznych projektow w kilku skrajnie odmiennych systemach, pracujac z roznymi ludzmi - i nie wpadlem w stupor, nie stracilem pracy, tylko przelaczalem kontekst w razie koniecznosci. Wszystkie projekty udalo sie ukonczyc :)

            Jesli chce sie pan dochtor wypowiadac o oczekiwaniach rynku pracy, to radzilbym sie wybrac na badania "w terenie" i zobaczyc jak to wyglada.

            Po czwarte, zgadzam sie ze system edukacji kuleje - ale nie rozumiem niecheci do niego pana dochtora. Przeciez ten system edukacji jest ucielesnieniem tego co pan dochtor postuluje - nie jest powierzchowny, tylko doglebny, nie zacheca do analizy informacji, tylko do jej przyswajania, zniecheca do stosowania zdobyczy techniki.

            No to o co chodzi? Ze mlodsze pokolenie jest inne? Ja tez nie rozumiem dzisiejszych nastolatkow, tak jak mnie nie rozumieli rodzice... Ja tez lubilem ganiac za pilka, ale swoje przy komputerze odsiedzialem i ani jedno ani drugie mi nie zaszkodzilo...

            Podsumowujac - nie mozna badac takich zjawisk podchodzac do nich z uprzedzeniem, z przekonaniem ze cos zlego sie dzieje... Warto sie zastanowic natomiast jak nawiazac dialog z mlodym pokoleniem, postarac sie zrozumiec jak my wplywamy na to, jak oni sa uksztaltowani - czy czasem to co robia to nie jest forma adaptacji do naszych oczekiwan...
            • zumber Brawo 24.08.09, 09:59
              Podpisuję się pod Twoim komentem.
              Teoria Pana dochtora (choć z UAM, sam kończyłem tę zacną uczelnię)
              jest raczej wymyślona na kanapie i nie ma nic wspólnego z
              rzeczywistym światem.
              Społeczeństwo się zmienia i dzisiejsza młodzież jest już inna. Nie
              wiadomo czy lepsza czy gorsza, tak stawiać sprawy nie można. Świat
              jest inny. Dla dzisiejszej młodzieży książki to przeżytek, podobnie
              jak liczydło czy piekarnik (to a'propos bardzo cennej uwagi o
              pieczeniu ciast). To się nazywa ewolucja.
              Jeden dzień w tygodniu bez komputera? A dlaczego nie bez ciepłej
              wody czy mycia zębów? Przecież nasi przodkowie też tego nie
              używali/robili. Bzdura. Nawet w sobotę przed wyjazem na
              całodziennego grilla na łonie przyrody (pewnie ulubiona rozrywka
              kadry naukowej), można w 10 minut sprawdzić maile i wiadomości. Np.
              czy nie będzie padało i grill się uda;)
              A ocena kierunku ewolucji to juz raczej powinna należeć do
              filozofii. Człowiek wszystko przetrzyma, nawet informatyzację;)
              pzdr.
              • drakaina Przodkowie 24.08.09, 10:18
                zumber napisał:

                > Jeden dzień w tygodniu bez komputera? A dlaczego nie bez ciepłej
                > wody czy mycia zębów? Przecież nasi przodkowie też tego nie
                > używali/robili.

                Zależy, którzy przodkowie. Przeciętny Rzymianin nie wyobrażał sobie dnia bez
                wizyty w termach, a ci bogatsi tak już na przełomie er dodatkowo mieli też
                łazienki z bieżącą (i ciepłą) wodą w domach. A termy to nie była tylko kwestia
                czystości, ale również miejsce spotkań towarzyskich i wymiany informacji.

                To, że w średniowieczu to wszystko upadło z powodu splotu skomplikowanych
                okoliczności, nie znaczy, że jeszcze 2 tysiące lat temu nie mieliśmy szans na
                inne tempo rozwoju cywilizacyjnego - znacznie szybszego, znaczy się.
                Hellenistyczni uczeni wynaleźli tyle różnych "nowoczesnych" wynalazków, jak
                choćby maszynę parową i znacznie lepsze działa niż te, które stosowano jeszcze w
                wojnach napoleońskich - sęk w tym, że nie bardzo mieli pomysły na praktyczne
                zastosowanie tych różnych gadżetów, ale prędzej czy później ktoś by na nie
                wpadł, gdyby nie tenże pechowy splot okoliczności, który cofnął cywilizację o co
                najmniej kilkaset lat.

                --
                Scribere necesse est
                Antiquitates
                Hellenika
                • kretynofil Ktos czytal "Historie brudu" :) 24.08.09, 10:35
                  Dywagacje na temat tego, z ktorej ze zdobyczy cywilizacyjnych powinnismy rezygnowac, zaciemniaja dyskusje...

                  Moze powinnismy wprowadzic "dzien bez druku"? Chcialbym zwrocic uwage, ze wiele dziel literackich z okresu, na ktory sie powolujesz w swoim poscie, powstalo przed wynalezieniem prasy drukarskiej.

                  Pan dochtor tez cos bredzi o szelescie papieru - i chociaz jest w tym troche slusznosci, oczy mniej sie mecza, to chcialbym wskazac jeszcze jedna glupote w takim rozumowaniu.

                  Przed upowszechnieniem druku informacje byly przekazywane, tak jak pan dochtor sobie zyczy, twarza w twarz, a tempo opowiesci, ciezar konkretnych akcentow zalezal od interakcji pomiedzy opowiadajacym a sluchaczem - ta sama opowiesc w wersji "dla mezczyzn" zawierala szczegoly uzbrojenia i kunsztu wojennego dzielnych zolnierzy, a opowiadana kobietom skupiala sie na bogactwie krolow, kunszcie zlotnikow i przepychu dworskich strojow - sama walka o te dobra nie byla istotna, bo odbiorce to nie interesowalo.

                  I nagle przychodzi ten cwaniak, Gutenberg, i wymysla sobie jak zbic fortune na popularyzacji opowiesci, przyspieszeniu ich obiegu, unimoformizacji informacji. Pomysl jakie mialby pan dochtor uzywanie w tamtym okresie, jakby przeklinal zanik wiezi miedzyludzkich w wyniku popularyzacji druku. Po co wnuk ma spedzac czas u dziadka, sluchajac opowiesci o wielkich wojnach, wychwytujac ze skrojonego na miare przekazu to co dla niego najbardziej wartosciowe, skoro moze wziac do reki to dzielo Szatana, tfu tfu, papierowa ksiazke i utracic kontakt z dziadkem!

                  Wczorajsze plugastwo szatana staje sie jutrzejszym boskim objawieniem. Rzeczywiscie, potrzeba tytulu naukowego, zeby to ogarnac!

                  Ku refleksji...
                  • tetlian Ani słowa o technologicznej osobliwości?! 24.08.09, 11:07
                    Dziwne, wstęp sugerował, że będzie to artykuł o technologicznej osobliwości,
                    która zbliża się wielkimi krokami (osiągniemy ją mniej więcej w połowie tego
                    stulecia). Niestety w tym wywiadzie nie było nic na ten temat. W skrócie o
                    technologicznej osobliwości:

                    Termin ten oznacza prognozowany "punkt" w rozwoju ludzkiej cywilizacji, w którym
                    postęp technologiczny jest tak szybki i gwałtowny, iż jego skutki przestają być
                    zrozumiałe dla "dzisiejszego człowieka"1. Z reguły przewiduje się, iż głównym
                    czynnikiem prowadzącymi do Technologicznej Osobliwości będzie rozwój Ogólnej
                    Sztucznej Inteligencji (AGI2), inaczej mówiąc powstanie sztucznej inteligencji o
                    możliwościach intelektualnych zbliżonych do człowieka. Taki sztuczny mózg będzie
                    w stanie modyfikować sam siebie (wynika to z łatwości dostępu do własnego "kodu
                    źródłowego"). Po stworzeniu swojego następcy, tenże następca będzie mógł
                    kontynuować prace nad samym sobą tworząc kolejnych, coraz bardziej
                    inteligentnych potomków. Ciąg ten nie będzie miał końca i prawdopodobnie będzie
                    postępował coraz szybciej. W tym miejscu wszelkie przewidywania się kończą - nie
                    jesteśmy w stanie powiedzieć jak będzie wyglądał świat, w którym będą żyły takie
                    istoty. Nie możemy sobie wyobrazić o czym będą myślały stworzenia wielokrotnie
                    mądrzejsze od nas, tak samo jak zwierzęta nie są w stanie pojąć fizyki.

                    Więcej tu:

                    pl.wikipedia.org/wiki/Technologiczna_osobliwo%C5%9B%C4%87

                    I tu:

                    singularity.wikidot.com/
                  • bucefal_macedonski Te, kretynofil 24.08.09, 16:27
                    > Przed upowszechnieniem druku informacje byly przekazywane, tak jak pan dochtor
                    > sobie zyczy, twarza w twarz, a tempo opowiesci, ciezar konkretnych akcentow zal
                    > ezal od interakcji pomiedzy opowiadajacym a sluchaczem - ta sama opowiesc w wer
                    > sji "dla mezczyzn" zawierala szczegoly uzbrojenia i kunsztu wojennego dzielnych
                    > zolnierzy, a opowiadana kobietom skupiala sie na bogactwie krolow, kunszcie zl
                    > otnikow i przepychu dworskich strojow - sama walka o te dobra nie byla istotna,
                    > bo odbiorce to nie interesowalo.

                    Ciekawa bajka, ale ty skąd o tym wiesz, jak przed rozpowszechnieniem druku
                    przekazywano informacje? Z ustnego przekazu, czy może gdzieś to wyczytałeś? A
                    jeśli wyczytałeś, to na pożółkłym, zatęchłym biblioteką papierze, czy na Wiki?

                    W swoim internetowym wyłapywaniu głupców już nie po raz pierwszy strzelasz sobie
                    w stopę. Powinno Cię to chyba zacząć niepokoić, wirtualny mądralo.

                    Artykuł jest bardzo ciekawy, i choćbyś nie wiem jak sobie dworował z pana
                    "dochtora", sieciowy bojowniku o prawdę i słuszność, to mądrze gada, dać mu
                    wody. A sobie siana.
                    • tetlian Re: Te, kretynofil 24.08.09, 18:11
                      > Artykuł jest bardzo ciekawy, i choćbyś nie wiem jak sobie dworował z pana
                      > "dochtora", sieciowy bojowniku o prawdę i słuszność, to mądrze gada, dać mu
                      > wody. A sobie siana.
                      >

                      Może trochę i mądrze, ale w ogóle nie bierze pod uwagę postępu technologicznego,
                      który zmieni całkowicie świat w taki sposób, że każdy będzie miliony razy
                      inteligentniejszy niż współczesny człowiek.

                      No, ale czego można oczekiwać humaniście.
                      • eruve.elen Re: Te, kretynofil 24.08.09, 19:18
                        > No, ale czego można oczekiwać humaniście.

                        Humanizmu, podejrzewam.
                        Dobrze przynajmniej, że nie marzeń o technicznym dopaleniu inteligencji, choć
                        bywają tacy, którym by się z pewnością przydało.
                        • tetlian Re: Te, kretynofil 24.08.09, 22:42
                          eruve.elen napisała:

                          > > No, ale czego można oczekiwać humaniście.
                          >
                          > Humanizmu, podejrzewam.
                          > Dobrze przynajmniej, że nie marzeń o technicznym dopaleniu inteligencji, choć
                          > bywają tacy, którym by się z pewnością przydało.


                          Miało być "oczekiwać po humaniście.". Przepraszam za błąd.

                          A techniczne dopalenie inteligencji będzie konieczne. Bez tego postęp się
                          zatrzyma, ponieważ nikt na Ziemi nie będzie wstanie zrozumieć tak zaawansowanej
                          nauki.
            • lahdaan Re: Wazny artykul? Chyba kpisz... 24.08.09, 10:39
              Ot co! Zgadzam się szczególnie z tym fragmentem Twojej wypowiedzi:

              kretynofil napisał:

              > To samo obserwuje w pracy - duzo bardziej przydaje mi sie powierzchowna wiedza,
              > ktora w razie koniecznosci moge poglebic znajac jakies uniwersalne mechanizmy,
              > niz specjalizacja w jednej dziedzinie. Multitasking tez sie przydaje - w zeszl
              > ym roku bylem zaangazowany w osiemnascie roznych projektow w kilku skrajnie odm
              > iennych systemach, pracujac z roznymi ludzmi - i nie wpadlem w stupor, nie stra
              > cilem pracy, tylko przelaczalem kontekst w razie koniecznosci. Wszystkie projek
              > ty udalo sie ukonczyc :)

              Dokładnie tak. Współczesne gromadzenie wiedzy, to nie "opasły tom", który marzy
              się panu dr-owi, lecz właśnie owa broszurka. Moim zdaniem jeszcze lepiej
              pasowało by określenie TAGOWANIE wiedzy - katalogowanie jej w oparciu o
              okrojone, wręcz symboliczne fenomeny.

              Uważam ponadto, że następuje powrót do formy "renesansowego" wykształcenia. Z tą
              różnicą, że wiedza z różnych dziedzin byłaby nie zgłębiana, lecz sygnalizowana -
              jedna osoba władałaby wiedzą zarówno z dziedzin nauk ścisłych jak i
              humanistycznych, lecz nie nie w formie specjalistycznej, a ogólnej. Wiedza ta
              zdolna byłaby do zauważania zjawisk, ich łączenia na polu różnych dziedzin, a
              także szybkiego pogłębienia wiedzy na ich temat. Wtedy, moim zdaniem, opis
              świata w jaki otrzymywałby wtedy człowiek mógłby być najbardziej pełny.
            • xdevx Re: Wazny artykul? Chyba kpisz... 24.08.09, 13:44
              Generalnie zgodziłbym się z Tobą. Generalnie - bo nie w kontekście tego
              artykułu. Już wyjaśniam dlaczego.

              Moim zdaniem to, co napisałeś w żaden sposób nie wyklucza teorii opisanej w
              artykule (a nawet jest w pewien sposób do niej komplementarne). Nie zauważyłem,
              aby Dr Wiener jakoś szczególnie ubolewał nad tym, że nowe pokolenie jest inne;
              po prostu opisuje je i pokazuje efekt tego, o czym Ty napisałeś - specjalizacji
              zawodowej, rozwoju technologicznego itd. Być może nie wspomina o przyczynach
              tylko dlatego, że wszyscy je znamy. Opisuje za to przystosowanie się (a
              właściwie jego brak) ludzkiego mózgu do nowoczesnego świata. Tylko tyle i aż tyle.

              Pełna zgoda co do testów IQ i przyswajania wiedzy, ale już nie co do człowieka z
              średniowiecza. Opisany przez Ciebie przykład pokazuje wbrew pozorom coś
              odwrotnego niż było zamierzone - że taki człowiek nie byłby w stanie się
              przystosować co życia w nowoczesnym społeczeństwie. Przetrwałby, ale - podążając
              przykładem przytoczonym przez Ciebie - nie pojąłby otaczającego świata, nie
              zdołał w nim funkcjonować społecznie. (Mam ciekawsze pytanie: czy my
              przystosowalibyśmy się do życia w średniowieczu? Przystosowali - nie przeżyli).

              I o to właśnie chodzi w całym artykule - czy postęp który dokonał się od połowy
              XX wieku nie jest równie wielki jak rewolucja neolityczna, ale zarazem tak
              szybki i niespodziewany, że ludzkość biologicznie nie jest nadal przystosowana
              do tego by korzystać z pełni jego owoców? A przecież - ponoć - ten postęp
              dopiero nabiera rozpędu...

              Pozdrawiam,
              Artur
              • xdevx Re: Wazny artykul? Chyba kpisz... 24.08.09, 13:47
                Oczywiście moja odpowiedź była do pierwszej wypowiedzi Kretynofila.
              • kretynofil Garsc cytatow :) 24.08.09, 14:30
                Dzieki za przyznanie racji, ale chyba nie przeczytales artykulu zbyt dokladnie. Pozwole sobie zacytowac wypowiedzi pana dochtora i podkreslic te fragmenty, ktore dowodza tego ze wypowiada sie krytycznie o zmianach w sposobie komunikacji:

                "Okazuje się, że za te korzyści płacimy długą listą negatywnych zmian, widocznych choćby u obecnych nastolatków. I jeśli nic z tym nie zrobimy, doczekamy się pokolenia funkcjonalnych autystyków, ludzi niepotrafiących nawiązywać prawidłowych relacji społecznych."

                "To spłycamy myślenie i obojętniejemy."

                "Można więc powiedzieć, że nadmiar informacji uwstecznia nas jako ludzi."

                "Innymi słowy dzieci szybko zdobywają wiedzę, ale nie umieją czynić z niej użytku."

                "Egzaminatorzy podkreślali brak zdolności samodzielnego myślenia, zastosowania teorii w praktyce i wtórny analfabetyzm."

                "Jeśli zadam moim studentom 30 stron książki, mogę być pewien, że żaden nie przeczyta."

                "(...) czyli błądzimy po sieci bez celu."

                "Dorastając przed komputerem, ryzykujemy, że będziemy ślepi na emocje innych."

                "Społeczeństwo złożone z siecioholików byłoby własną karykaturą."

                "W zasadzie ich umysły są odbiciem panującego w sieci chaosu: i tu, i tu jest pełno informacji, ale to raczej impresje i definicje niż pogłębione analizy."

                "To u nas byłoby dużo opasłych tomów stojących na wysokich regałach. A u nastolatka przeważałyby broszurki porozrzucane po podłodze. Kompletnie nieistotne fakty obok tych o kardynalnym znaczeniu."

                "Odradzam. Utracą swoje atuty, nic w zamian nie zyskując. Jeśli wzorem młodych zaczną robić kilka rzeczy naraz i śledzić informacje z wielu źródeł, szybko pogrążą się w chaosie, z którym ich mózg sobie nie poradzi."

                "Pierwszym symptomem będzie obniżenie IQ, kolejnym - wycofanie, a końcowym stupor, czyli całkowite zobojętnienie i niezdolność do konstruktywnego działania."

                Ten komentarz dedykuje wszystkim adwersarzom w tym watku, ktorzy utrzymuja, ze wywiad nie byl odwzorowaniem negatywnego nastawienia pana dochtora do przemian, ktorych wyraznie nie rozumie - nie wspominajac o przyczynach, ktore sa dla niego jasne jak dla swini gwiazdy...
            • wroclawianka87 zanik więzi 25.08.09, 02:19
              nie ma co drzec szat nad zanikiem wiezi miedzyludzkich, bo moze
              > w przyszlym spoleczenstwie nie beda one az tak istotne

              Problem w tym, że na razie nie przestają być istotne, przynajmniej dla mnie, a
              jednak zanikają. Z moimi rówieśnikami trudno się spotkać i normalnie
              porozmawiać, większość woli pisać krótkie teksty na gadu-gadu, wyrażać uśmiech
              za pomocą nawiasu i dwukropka. I jeszcze na tym gadu-gadu rozmawiają naraz z 5
              osobami, przy okazji przeglądając pocztę, także nikomu z tych rozmówców nie
              poświęcają szczególnej uwagi.
              • fireseeker Re: zanik więzi 25.08.09, 05:06
                Też zauważyłem ten proces i znalazłem na to metodę! Jestem cały czas
                niedostępny, bardzo rzadko odpisuję komukolwiek, nie odpisuję na
                esemesy, sam pisząc bardzo mało z kim nie mam kontaktu od dłuższego
                czasu. Dzwonić - dzwonię jak najbardziej. Oczywiście są osoby z
                którymi spotykam się raz na kilka miesięcy, i rozmawiamy tak,
                jakbyśmy widzieli się wczoraj. To kwestia podejścia i poziomu owych
                relacji.
                Celowo ograniczam kontakt z osobami poza moim kręgiem najbliższych
                znajomych. Myślę nieraz o kimś: fantastyczna osoba, inteligentna,
                dowcipna, warta poznania. Jednak w jakiś podświadomy sposób nie jest
                dla mnie atrakcyjna (nie w sensie seksualnym), warta zachodu,
                podjęcia działań poznawczych, że tak powiem:) Ilość bliskich mi osób
                przekroczyła masę krytyczną, i większość przyszłych relacji będzie
                powierzchowna, czysto praktyczna, właśnie z mojej winy. Sam o tym
                decyduję. Nie mogę być przyjacielem, super kumplem wszystkich i
                całego świata jeszcze..

    • 1a-z ludzkosc szybko glupieje 17.08.09, 10:04
      na to wskazuja testy IQ prowadzone na calym swiecie wsrod uczniow. dzieje
      sie tak od co najmniej 30 lat. Przedtem IQ ludzi wzrastalo z pokolenia na
      pokolenie, teraz spada, co znaczy schylek ludzkosci na tym padole.
      Wykonczy siebie sama. Dlatego trzeba pozbyc sie telewizorow i
      przeprowadzic sie na wies.
    • fast_eddy Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 17.08.09, 10:30
      Faktycznie, jak wchodzę do pokoju syna, to chodzę po samych broszurkach:-).
      Ale jak mówię żonie, że młody ma sieczkę w głowie,
      to ona się denerwuje, a jemu zwisa.

      f_e
      • piotrek.jak przepraszam: co komu po kreatywnosc? 17.08.09, 11:02
        moim zdaniem dyskusja jest czysto akademicka. kreatywnosci wymaga
        sie od 1% spoleczenstwa. cala reszta ma do wykonania okreslone
        zadania, ma sluchac sie szefa, nie dyskutowac. kopac rowy albo robic
        kalkulacje na programie, ginac na froncie. to troche tak jakby
        narzekac, ze praca w polu na zawsze zaprzepaszcza talenty
        pianistyczne.
        • sumer55 piotruś, przestań bełkotać. Przeczytaj jakąś 18.08.09, 23:57
          książkę, pomyśl trochę a nie siedź w tym kompie a zobaczysz jak ten świat
          wygląda. No ale wcześniej czy później dorośniesz i sam zobaczysz jakimi
          kretyństwami dzieliłeś się z innymi,
          • piekny_romanek Re: piotruś, przestań bełkotać. Przeczytaj jakąś 24.08.09, 09:07
            hehe nie wiem czemu sie oburzasz? Przeciez napisal sama prawde. Jakis niewielki procent populacji to ludzie kreatywni, ktorzy ciagna swiat do przodu (technicznie, inzyniersko czy w jakikolwiek inny sposob). Poza tym 95% bogactwa calego swiata jest w rekach 5% populacji. Pozostale 95% ludzi to wlasnie frajerzy do krojenia pracujacy cale zycie na etacie, sluchajacy innych i jeszcze zadowoleni, ze maja pelna miche, dach nad glowa i dostep do jakiejs rozrywki :-)
          • hyakinthos Re: piotruś, przestań bełkotać. Przeczytaj jakąś 24.08.09, 11:02
            ??? Co na niego napadasz. Sama prawde napisal. Jak nie wierzysz to pomysl
            chwilke ile osob, np w Polsce, ze tak powiem pcha cywilizacje do przodu dzieki
            swojej kreatywnosci. Poodliczaj zawody, ktore tego nie wymagaja itd i bardzo
            szybko dojdziesz do tej samej liczby.
            • pensioner63 Wykorzystanie twórczych i inteligentych ludzi 25.08.09, 00:12
              piotrek.jak napisał:
              > kreatywnosci wymaga sie od 1% spoleczenstwa.

              Wymagać to można kreatywnosci od każdego ale bezskutecznie. Nikt nie wynalazł
              metody na zwiększenie inteligencji. Kraje, które wykorzystują talent najbardziej
              intelignentnych i twórczych ludzi rozwinęły się i mają wysoką stopę życiową.
              Kraje zastygłe w feudalnym maraźmie, z których twórczy ludzie muszą emigrować,
              pozostają daleko w tyle.
              • kebir Re: Wykorzystanie twórczych i inteligentych ludzi 27.08.09, 22:08
                Kraje, które wykorzystują talent najbardziej
                > intelignentnych i twórczych ludzi rozwinęły się i mają wysoką
                stopę życiową.
                > Kraje zastygłe w feudalnym maraźmie, z których twórczy ludzie
                muszą emigrować,
                > pozostają daleko w tyle

                Też prawda, ale w tym kontekście nie chodzi o to, gdzie znajdują się
                centra kreatywności, tylko jakie są proporcje liczby potrzebnych
                jednostek kreatywnych (tych, które tworzą coś nowego) do całej
                reszty. Na przykład ilu ludzi tworzy nowe generacje komputerów czy
                systemów operacyjnych, a ilu zajmuje się ich dystrybucją, sprzedażą,
                instalowaniem, obsługą itp. To, że Krzemowa Dolina znajduje się w
                USA, ma w tym przypadku mniejsze znaczenie. Gdyby znajdowała się w
                Polsce ;), nie zmieniłoby to sytuacji w skali globalnej.
        • nick_in_the_cave Re: przepraszam: co komu po kreatywnosc? 24.08.09, 13:21
          trafne! :)
    • princealbert Klucz lezy w edukacji 17.08.09, 14:00
      Pamietam jaki szok kulturowy przezylem, gdy na zagranicznej uczelni
      profesor na egzaminie z prawa zachecal do uzywania ksiazek i
      notatek. Pytania ulozone byly tak, by wykazac umiejetnosc
      wykorzystania wiedzy a nie odtworzenie jej.

      A w Polsce moi profesorzy byli najbardziej szczesliwi gdy potrafilem
      na pamiec odbebnic definicje, uzywajac dokladnie tych samych slow,
      ktorych oni uzyli w swych publikacjach.

      Przepasc po prostu.
      • pitrusza Niestety potwierdzam słowa przedmówcy 24.08.09, 09:30
        Gdy na egzaminie powiedziałem definicję własnymi słowami, to nie dostałem
        dwójki, ale musiałem przyjść jeszcze raz i zarecytować słowa doktora.
      • fireseeker Re: Klucz lezy w edukacji 25.08.09, 05:16
        HaHa! Po prostu cały fundament Nauki Polskiej. Przyswajanie wiedzy na studiach zakrawa na kpinę..
    • horatio_valor Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 17.08.09, 14:27
      Kolejny obrażony na internet.

      Książka stymuluje mózg? Co dokładnie? Szelest papieru?! Wolne żarty. Ważna
      jest treść, myśl, która się za nią kryje, a nie nośnik, na jakim jest
      wydrukowana. To, czy jest na papierze, czy na ekranie komputera czy komórki,
      jest dla istoty rzeczy kompletnie nieistotne, poza tym, że tekst elektroniczny
      jest stokroć wygodniejszy w użyciu. To tak jakby przywiązywać wagę do tego,
      czy tekst jest drukowany czcionką szeryfową lub bezszeryfową, czarną, czy
      niebieską, albo przywiązywanie się do gramatury papieru. Nie przeczę, że ktoś
      może woleć teksty makulaturowe, ale jest to kwestia indywidualnych
      preferencji, może rodzaju fetyszyzmu, ale nie twierdźcie, że papier jest
      immanentnie lepszy i mądrzejszy.

      "Na połowie forów obrzucamy się obelgami". Znowu znawca, co nie wyszedł poza
      Onet i Pudelka. Owszem, bluzgi są, ale głównie na forach najpopularniejszych i
      najłatwiej dostępnych. Zresztą są to głównie tablice ogłoszeń, gdzie każdy
      dzieciak anonimowo wchodzi i zostawia bluzg na temat jakichś znanych mu
      gwiazdeczek showbiznesu czy sportu. Zajrzyjcie na prawdziwe fora dyskusyjne, z
      logowaniem, wątkami, rangami - czy tam ludzie jadą po matuszkie? No właśnie. A
      przecież użytkownicy są tak samo anonimowi.

      W artykule jest wiele słusznych, pożytecznych i ciekawych myśli, ale ogólnie
      rzecz biorąc wolałbym już zacząć czytać o tym, jaką rewolucją w naszej
      tożsamości kulturowej i cywilizacyjnej stał się internet, ale kolejnych
      jeremiad, jak to paskudna sieć psuje nam młodzież, a relacje międzyludzkie są
      tak boleśnie spłycone.
      • eruve.elen Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 17.08.09, 15:49
        To tak jakby przywiązywać wagę do tego, czy tekst jest drukowany czcionką
        szeryfową lub bezszeryfową, czarną, czy niebieską, albo przywiązywanie się do
        gramatury papieru.


        To jest wręcz zdumiewające, że ludzie przez dziesiątki czy setki lat stworzyli
        takie profesje jak typograf, projektant publikacji, DTP-owiec, których zadaniem
        jest dbanie o formę i namacalny kształt publikacji papierowych, bo - wydawało
        się dotychczas - wpływa on na postrzeganie i przyswajanie informacji w tekście.
        Ale cóż, przyszły nowe czasy i ludzie nie widzą różnicy między e-bookiem a
        dobrze zaprojektowaną książką.

        poza tym - mam wrażenie, że gość tam jakieś badanie wspominał, potwierdzające
        jego pro-książkowe wywody?


        "Na połowie forów obrzucamy się obelgami". Znowu znawca, co nie wyszedł poza
        Onet i Pudelka.

        on o ogóle, Ty o wyjątkach. zresztą przecież nie o same obelgi chodzi, a o
        różnicę pomiędzy relacją przez internet a relacją twarzą w twarz. też nie
        widzisz różnicy? ;)
        • kretynofil Bredzisz... 24.08.09, 09:15
          > on o ogóle, Ty o wyjątkach. zresztą przecież nie o same obelgi chodzi, a o różnicę pomiędzy relacją przez internet a relacją twarzą w twarz. też nie widzisz różnicy? ;)

          Ja widze. Za pol godziny bede w biurze i dostane maila od kogos, kto pracuje w Bangalore.

          Rozumiem ze zeby zaspokoic Twoje i pana dochtora fantazje, mam wsiasc w samolot i przeleciec sie tam, zeby durnego Hindusa opieprzyc twarza w twarz?

          Pokolenie pana dochtora zmienilo swiat w globalna wioske dla wlasnych korzysci i wlasnej wygody a teraz zaczyna sie rozdzieranie szat, ze mlode pokolenie sobie w tej rzeczywistosci radzi lepiej niz oni?

          Zrozum, wiekszosc kontaktow zawodowych odbywam z ludzmi, ktorych nigdy na oczy nie zobacze - bo tak jest swiat urzadzony... Nie moge uposledzac samego siebie ograniczajac umiejetnosc odczytywania nastroju rozmowcy tylko do jego twarzy - bo tak bym sobie w zyciu nie poradzil w negocjacjach z partnerem zza oceanu...

          Pitolicie tu wszyscy od rzeczy...
          • eruve.elen Re: Bredzisz... 24.08.09, 09:58
            > Pitolicie tu wszyscy od rzeczy...

            aż by się chciało dodać: "nie wyłączając szanownego przedmówcy" ;)

            z czym się kłócisz? "dochtor" zastanawia się, jaki wpływ zmiana sposobu
            porozumiewania się ma na ludzkość w ogóle, również na zmianę w relacjach "twarzą
            w twarz".

            jeszcze raz: zastanawia się nad wpływem (choć rozumiem, że wolałbyś, żeby
            urządził samobiczowanie w ramach pokuty za nierozważne postępki jego
            wynalazczego pokolenia).

            nikt Cię nie zmusza do "upośledzania się". co najwyżej do zastanowienia się, czy
            i jak bardzo zmiana zasady kontaktów czyni z Ciebie - również z dala od
            kontaktów z Hindusami - zmodyfikowaną odmianę człowieka.
            tzn. na ile ma to na Ciebie realny wpływ.

            jeśli nie mawcale, o ile to możliwe, to bym się na Twoim miejscu zastanowiła,
            czy mówisz rzeczy istotne ;).
            • kretynofil A konkretnie? 24.08.09, 10:13
              > z czym się kłócisz? "dochtor" zastanawia się, jaki wpływ zmiana sposobu porozumiewania się ma na ludzkość w ogóle, również na zmianę w relacjach "twarzą w twarz".

              A ja sie zastanawiam jaki ma sens uprawianie takiej glowologii stosowanej.

              I wybacz, ale jesli zamierzasz mi zarzucic ze ma do tego prawo, to zrozum jedna rzecz: gdyby trzy lata temu w stanach naukowcy zaczeli badac fenomen przegrzania rynku nieruchomosci, zamiast dywagowac o prognozach cen (czyli: analiza przyczyn vs. analiza skutkow), to moze nie mielibysmy kryzysu.

              Ja tez uwazam ze jego pokolenie, zamiast biadolic ze nie potrafi sobie poradzic ze stworzonymi przez siebie (sic!) narzedziami, mogloby raczej sie skupic na analizie przyczyn tego stanu rzeczy, dla dobra przyszlych pokolen.

              Bo, tak na moje, u podstaw tego wszystkiego lezy chciwosc, ktorej jakos pan dochtor nie ma ochoty analizowac, bo juz sie nachapal. Zamiast tego woli zapewniac sobie byt a podobnym Tobie zajecie, lamentujac nad upadkiem cywilizacji - bo glupi pietnastolatek potrafi przekazac swoje emocje w SMSie, ale jak ma na tym zarobic pan dochtor?!

              > choć rozumiem, że wolałbyś, żeby urządził samobiczowanie w ramach pokuty za nierozważne postępki jego wynalazczego pokolenia

              Nie. Po prostu, chociaz mi blizej wiekiem do pana dochtora niz nastolatka z wypasnym fonem, nie widze powodu do zalamywania rak, przynajmniej nie nad tym nastolatkiem.

              A badania w stylu "niebo jest niebieskie - ale czy na pewno?" to niech sobie pan dochtor za wlasne pieniadze prowadzi, droga wolna. Jesli jednak ja mam sponsorowac te badania, to sie sprzeciwiam.

              > nikt Cię nie zmusza do "upośledzania się". co najwyżej do zastanowienia się, czy i jak bardzo zmiana zasady kontaktów czyni z Ciebie - również z dala od kontaktów z Hindusami - zmodyfikowaną odmianę człowieka.

              Wiesz, wole byc ta "zmodyfikowana odmiana czlowieka" (rozumiem ze pejoratywny wydzwiek tego okreslenia, ktory ja lapie w mig, byl zupelnie niezamierzony, co?), niz nadetym bufonem, ktory zyje sobie w swiecie swoich urojen za moje podatki.

              Bo wiesz, czlowieczenstwo to nie tylko snobistyczny lans, to przede wszystkim umiejetnosc zrozumienia drugiego czlowieka, nawet jesli ten oglada telewizje, gapi sie na mini i pisze smsy, zamiast studiowac uczone prace pana dochtora...

              I tak, czuje sie bardziej czlowieczy od Ciebie, biorac czesc winy za to "uposledzenie" na siebie...

              > jeśli nie mawcale, o ile to możliwe, to bym się na Twoim miejscu zastanowiła, czy mówisz rzeczy istotne ;).

              Bo co? Bo mozna mowic tylko tak, zeby Twoje ego polechtac, albo wcale?

              Snobizm wyznacznikiem "jakosci odmiany czlowieka". Paradne...
              • fast_eddy Re: A konkretnie? 24.08.09, 10:47
                kretynofil napisał:

                > "dochtor" nadetym bufonem, ktory zyje sobie w swiecie swoich urojen za moje
                podatki

                > I tak, czuje sie bardziej czlowieczy od Ciebie

                To świetna ilustracja tez poruszonych w artykule. Między innymi
                o wypaczonym postrzeganiu siebie (na plus) i innych (na minus)
                przez piszących na forach internetowych.

                PS. kretynofil - bardzo trafny nick, choć zalatuje narcyzmem.
                • kretynofil Hihihihi, czekalem na to... 24.08.09, 11:56
                  > To świetna ilustracja tez poruszonych w artykule.

                  Heh, Twoj post tez jest swietna ilustracja - krotko i nie na temat :)

                  A tak konkretnie - to masz tu kilka dluzszych moich wypowiedzi, chetnie poczytam Twoja polemike...
                  • eruve.elen Re: Hihihihi, czekalem na to... 24.08.09, 12:30
                    @kretynofil
                    czasem mam wrażenie, że gdy ktoś bywa ilustracją jakiegoś tekstu, to tego tekstu
                    za chińskiego boga nie zrozumie.

                    no, ale przyznać trzeba, że ilustracją tekstów z wywiadu są tu - w jakimś
                    stopniu - wszyscy, czy to w sensie pozytywnym, czy negatywnym, więc dyskusję
                    prowadzimy raczej zabawną.


                    nie mam pojęcia, dlatego czujesz się atakowany - tak przeze mnie, jak i przez
                    udzielającego wywiadu osobnika, dosyć wrogo nazywanego przez Ciebie "dochtorem"
                    - ani dlaczego w reakcji na wyimaginowany raczej atak sam zaciekle nacierasz,
                    redukując innych do roli nieczułych trucheł pilnujących starego porządku świata
                    i własnej kabzy (co już jest, nota bene, zupełnie nie w temacie).

                    mnie nie chodzi o żaden upadek cywilizacji (hę?), ja wśród tej zmiany spojrzenia
                    na wartości żyję i to w samym centrum.
                    wydaje mi się, że chodzi tu raczej o zmianę wartości, przy czym te wchodzące nie
                    zawsze dają w zamian za stare coś adekwatnego - i to martwi mnie, może martwi i
                    człowieka z wywiadu.


                    chcesz analizy przyczyn? przyczyną jest IMO po prostu rozwój, który z jakichśtam
                    względów poszedł w tym lekko odczłowieczonym kierunku. A raczej przywiązanie do
                    wartości fizycznych i technicznych, zamiast wartości umysłu.
                    Może "pokoleniu" nie starczyło inteligencji, by pójść w inną stronę. I może
                    dostrzegają to teraz, na przykładzie młodych.
                    To jest też ich porażka, a w dodatku, jak sam piszesz, jako przegranej tego
                    traktować nie można, bo to jest nowa rzeczywistość i żyją nią wszyscy.


                    > Bo wiesz, czlowieczenstwo to nie tylko snobistyczny lans, to
                    > przede wszystkim umiejetnosc zrozumienia drugiego czlowieka, nawet
                    > jesli ten oglada telewizje, gapi sie na mini i pisze smsy, zamiast
                    > studiowac uczone prace pana dochtora...

                    Zrozumieć gapienie się na mini i TV to co innego, niż zrozumieć i olać, że ten
                    człowiek do niczego innego nie dąży, a i jego dzieci poza to nie wyjdą.
                    Zrozumienie nie oznacza perswazyjnego sprzeciwu, przynajmniej nie zawsze.


                    > nie widze powodu do zalamywania rak

                    nie widzisz? ja widzę. tak u młodych, jak i u starych. to nie jest kwestia
                    różnicy pokoleniowej, tylko tego, jak się z wynalazków różnej maści korzysta.
                    a to, że ci relatywnie 'starzy' są winni tego, że młodzi przekazują emocje w
                    SMSie (to umowne, bo - na litość Boską - niektórych emocji nie da się książką
                    przekazać, a co dopiero krótką wiadomością), to nie jest problem
                    wyłącznie 'starych'. nie bądźże zbuntowanym dzieckiem - to jest, albo
                    będzie, kłopot głównie dla młodych.
                    ważne jest, czy będą w stanie z tym powalczyć, czy za kilkanaście lat będą mieć
                    do tej walki fundament.
                    i gość się nad tym też zastanawia.


                    bo pytanie jest trochę ważniejsze, niż ślepe piętnowanie rzeczy nowych, które tu
                    ludziom wmawiasz - jak to, co nowe, wykorzystać bez generalnego uwstecznienia
                    człowieka, a przy postępie maszynerii.
                    • kretynofil No i znowu to samo... 24.08.09, 12:51
                      > czasem mam wrażenie, że gdy ktoś bywa ilustracją jakiegoś tekstu, to tego tekstu za chińskiego boga nie zrozumie.

                      Wiesz, ja zauwazylem inne ciekawe zjawisko - jak ktos sie poczuje mile polechtany przez infotainment, to bedzie go bronil do upadlego nawet kosztem dorobienia do niego interpretacji, ktora z oryginalnym tekstem nie ma nic wspolnego.

                      Tez zabawne, na marginesie...

                      > nie mam pojęcia, dlatego czujesz się atakowany - tak przeze mnie, jak i przez udzielającego wywiadu osobnika, dosyć wrogo nazywanego przez Ciebie "dochtorem"

                      Nie czuje sie atakowany, bo nastolatkiem od dawna nie jestem i o mnie ten artykul raczej nie traktuje. Po prostu nie podobaja mi sie takie kretynskie dywagacje kanapowe, ktore nie dosc ze niepotrzebne, to bywaja szkodliwe...

                      > redukując innych do roli nieczułych trucheł pilnujących starego porządku świata i własnej kabzy

                      Bo tak juz jest swiat urzadzony, ze stare truchla pilnuja starego porzadku, ktory napycha im kabze - a widze to, bo dobijajac trzydziestki widze ta "wojne pokolen" lepiej niz jakikolwiek jej uczestnik...

                      > wydaje mi się, że chodzi tu raczej o zmianę wartości, przy czym te wchodzące nie zawsze dają w zamian za stare coś adekwatnego

                      No wlasnie - dlaczego tak uwazasz? Jak sadzisz, dlaczego taki nastolatek przestawia sie na SMSy? Bo chce byc glabem i pozbywac sie wartosci swoich rodzicow?

                      A moze te wartosci dla niego sie skompromitowaly? Moze po prostu szuka nowej, wlasnej drogi, w swiecie opartym na innych wymiarach? Dla Ciebie taki swiat moze byc plaski, moze byc pozbawiony pewnej glebi - ale to tylko i wylacznie wina Twojego spojrzenia.

                      Myslisz ze nastolatki teraz mniej kochaja? Mniej daza do szczescia?

                      Guzik prawda - po prostu to, co Ty robilas, one robia inaczej. Od powtarzania ze zle robia nie zaczna sie zachowywac tak jak Ty bys sobie wymarzyla...

                      > przyczyną jest IMO po prostu rozwój, który z jakichśtam względów poszedł w tym lekko odczłowieczonym kierunku.

                      Ale kiedy poszedl? Ten artykul i Wasze wypowiedzi sugeruja ze poszedl w ciagu ostatnich dwudziestu lat, a to jest proces, ktory trwa tyle ile istnieje gatunek ludzki...

                      To tak jak robic badania geologiczne na wysypisku smieci - mozna, ale po co? Strata czasu i pieniedzy...

                      > Może "pokoleniu" nie starczyło inteligencji, by pójść w inną stronę.

                      A moze sami tez to robili?

                      Zrozum, co pokolenie pojawia sie nowa klasa utyskiwaczy, jak to ktos ladnie w tym watku napisal, na to ze kiedys chleb, pogoda i mlodziez byly o niebo lepsze. Kobiety piekniejsze, chmury bardziej romantyczne itd. Podnoszenie takiego radiomaryjnego utyskiwania na caly swiat (skrywajacego, tak naprawde, rozpacz z powodu uwiadu czlonka) do rangi nauki jest kpina z prawdziwych badan naukowych.

                      Takie "badania" sa tym samym dla nauki, czym pisanie SMSow dla prawdziwej konwersacji. I w tym tkwi ironia :)

                      > Zrozumieć gapienie się na mini i TV to co innego, niż zrozumieć i olać, że ten człowiek do niczego innego nie dąży, a i jego dzieci poza to nie wyjdą.

                      Tjaaaa. Oczywiscie - i w ogole wszyscy sa pozbawieni ambicji oprocz pana dochtora i jego wiernej swity obroncow :)

                      Wolne zarty :) Skad takie wnioski?!

                      > nie widzisz? ja widzę. tak u młodych, jak i u starych. to nie jest kwestia różnicy pokoleniowej, tylko tego, jak się z wynalazków różnej maści korzysta.

                      Korzysta sie w optymalny sposob. Po prostu. Jesli SMSy sa tansze niz rozmowy - to sie SMSuje. Jesli latwiej utrzymywac kontakt ze znajomymi przez GG, to sie gadulcuje. A dlaczego latwiej?

                      Bo pracowac trzeba coraz wiecej, bo coraz wiecej szamanstwa zeruje na spoleczenstwie, domagajac sie coraz wiekszej ilosci nakladow na rownie wartosciowe badania...

                      > ważne jest, czy będą w stanie z tym powalczyć, czy za kilkanaście lat będą mieć do tej walki fundament. i gość się nad tym też zastanawia.

                      Ale walczyc z czym? Z SMSami? Czy Twoi rodzice walczyli z pralka automatyczna, telewizorem, radiem?

                      A dlaczego nie? Przeciez to tak rozbija rodziny :)

                      Nie ma to jak wszystkie kobiety ze wsi ida nad potok i opowiadaja sobie najswiezsze ploty na poziomie superaka (i to bynajmniej nie trzynastozgloskowcem) przy odglosie napie*dalania kijankami o balie z bielizna... No co? Przeciez o to sie rozchodzi panu dochtorowi!
                      • eruve.elen Re: No i znowu to samo... 24.08.09, 13:42
                        jeszcze trochę pogadamy, to się nam scrolle w myszach popsują od tego
                        przewijania ;).

                        > > Zrozumieć gapienie się na mini i TV to co innego, niż zrozumieć
                        > i olać, że ten człowiek do niczego innego nie dąży, a i jego
                        > dzieci poza to nie wyjdą.
                        > Tjaaaa. Oczywiscie - i w ogole wszyscy sa pozbawieni ambicji
                        > oprocz pana dochtora i jego wiernej swity obroncow :)
                        > Wolne zarty :) Skad takie wnioski?!

                        jakie wnioski? to nie ja wywlokłam tutaj TV-i-mini-oglądaczy, tylko Ty, przecież
                        :). Ty twierdzisz, że tacy ludzie są, i należałoby ich zrozumieć. No to ja
                        rozumiem, ale chciałabym, żeby ci konkretni zobaczyli coś więcej niż mini i TV.
                        gdzie ja coś mówię o 'wszystkich'?


                        > No wlasnie - dlaczego tak uwazasz? Jak sadzisz, dlaczego taki
                        > nastolatek przestawia sie na SMSy? Bo chce byc glabem i
                        > pozbywac sie wartosci swoich rodzicow?
                        >
                        > A moze te wartosci dla niego sie skompromitowaly? Moze po prostu
                        > szuka nowej, wlasnej drogi, w swiecie opartym na innych wymiarach?
                        > Dla Ciebie taki swiat moze byc plaski, moze byc pozbawiony pewnej
                        > glebi - ale to tylko i wylacznie wina Twojego spojrzenia.

                        Ale jakie wartości się skompromitowały? Inteligencja? Mądrość, miłość?
                        Sam piszesz - one były i są.

                        Tu nie chodzi o kompromitację wartości - a jeśli komuś chodzi, to niech mi
                        wytłumaczy, o co dokładnie mu idzie - tylko o to, że forma, jaką przybiera
                        stricte nowoczesna, techniczna komunikacja, właśnie optymalizuje wartości pod
                        siebie
                        .

                        Tzn. SMS (SHORT Message) jest funkcjonalny i wygodny, ale jeśli się nie
                        rozgraniczy, kiedy lepiej użyć dłuższej FORMY pomijając wygodę (bo czasem trzeba
                        pominąć, co przestaje być oczywiste w tej rozmowie), to trzeba przyciąć ilość
                        przekazywanych informacji właśnie do niego.

                        I to jest zagrożenie, że to komuś wejdzie w krew i tak zostanie, a nie jakieś
                        walki pokoleń i zwietrzałe wartości.
                        Bo one - jeśli już - wydają się zmieniać pod wpływem technologii a nie
                        'starości' (nie mówię, że wszystkie, bo to byłby absurd, każdy rozmawia twarzą w
                        twarz z kimś tam).


                        > Myslisz ze nastolatki teraz mniej kochaja? Mniej daza do
                        > szczescia?
                        > Guzik prawda - po prostu to, co Ty robilas, one robia inaczej. Od
                        > powtarzania ze zle robia nie zaczna sie zachowywac tak jak Ty bys
                        > sobie wymarzyla...

                        dla sprostowania tego wizerunku przedemerytalnej pani popłakującej nad erozją
                        wartości - ja jestem tuż za płotem 'nastoletniości'. Mnie wszystko z nią
                        związane nie jest obce, ani odległe, mnie po prostu przeszkadza, gdy forma
                        wpływa na treść.

                        A że zawsze się chlipie nad tym, że 'dawniej było lepiej' - to oczywistość.
                        tyle, że, powtarzam, to nie o to chodzi, żeby pochlipywać czy pochlipywanie
                        wyśmiewać, tylko o to, żeby się zastanowić.
                        • kretynofil No to smysmy sie chyba dogadali ;) 24.08.09, 14:59
                          > Ty twierdzisz, że tacy ludzie są, i należałoby ich zrozumieć. No to ja rozumiem, ale chciałabym, żeby ci konkretni zobaczyli coś więcej niż mini i TV.

                          Raz, wypadaloby napisac co takiego mieliby zobaczyc. Sztuke? Nauke? Prosze, rozwin.

                          Dwa, oni widza swiat swoimi oczami, ktore dalismy im my, "dorosli". Jesli nie widza tego co chcielismy pokazac, to znaczy ze moze slabo pokazywalismy, co?

                          > Ale jakie wartości się skompromitowały? Inteligencja? Mądrość, miłość? Sam piszesz - one były i są.

                          Tak, te pierwotne zostaly. Tyle ze inteligencja akurat sie strasznie skompromitowala w naszym kraju, za co podziekowac nalezy tak komunie, jak i jej "obalaczom".

                          Madrosc? Ten termin jest zbyt rozmyty.

                          A milosc? No coz, jesli matka z ojcem ciagle na siebie burcza, to rzeczywiscie mozna ja zaczac postrzegac inaczej. A burcza nie dlatego ze przestali kochac, tylko dlatego ze rzeczywistosc ich przerosla - i to bynajmniej nie ta informacyjna, nad ktora pan dochtor z takim zainteresowaniem sie pochyla.

                          Czego mi brakuje? Wyczucia stylu, klasy, indywidualizmu - ale one zanikaja nie dlatego ze mlodzi ich nie chca, tylko dlatego ze dorosli pokazuja im swiat oparty na ich negacji.

                          > Tu nie chodzi o kompromitację wartości - a jeśli komuś chodzi, to niech mi wytłumaczy, o co dokładnie mu idzie - tylko o to, że forma, jaką przybiera stricte nowoczesna, techniczna komunikacja, właśnie optymalizuje wartości pod siebie.

                          Nie do konca rozumiem to sformulowanie.

                          Moze tak: ja uwazam ze milosc mozna wyrazic trzynastozgloskowcem, siedzac na bialym rumaku, posrod wrzosow pod rozgwiezdzonym niebem.

                          I, rownie skutecznie, rownie szczerze i rownie prawdziwie mozna to zrobic SMSem w galerii handlowej.

                          Piekno jest w oku obserwatora - ktos nie zaakceptuje niczego mniej niz pierwszy obrazek, dla kogos innego bedzie on symbolem taniego kiczu. To nie jest skala "lepsze-gorsze", jak pan dochtor to przedstawia, to jest skala "inne-inne" - wiec nie ma sensu dyskutowac o formie komunikacji.

                          Zwlaszcza ze udany eksperyment jakim jest komunikacja elektroniczna pozwala patrzec na rzeczywistosc inaczej, pozwala stawiac duzo ciekawsze pytania niz "czy SMSy dehumanizuja?".

                          Pamietam artykul w ktorym ktos sie zastanawial czy programy typu Alicja czy Eliza (odsylam do gugla) moga stanowic zalazek niesmiertelnosci - czy mozliwosc rozmowy z bytem, ktory stanowi kserokopie pogladow jego autora nie jest czasem czyms w rodzaju wywolywania duchow?

                          Druga refleksja: Douglas Coupland "Poddani Microsoftu" (to facet, ktory wymyslil termin Pokolenie X) - jeden z bohaterow zakochuje sie w osobie poznanej przez internet, nie znajac jej plci. Na pytanie co zrobi, jesli "ukochana" okaze sie facetem, odpowiada "zostane gejem". Pomysl o tym! Czy taka milosc, oparta na braterstwie dusz, zgodnosci pogladow, nie jest bardziej prawdziwa niz oparta na pozadaniu, na fascynacji czyims cialem? To sa ciekawe pytania, a nie brednie o funkcjonalnym autyzmie pokolenia SMS.

                          Pamietam tez pierwszy i ostatni kontakt z cyberseksem, kiedy dla zabawy zaczalem dyskutowac z jakas dziewczyna na gadulcu - i wszystko bylo fajnie, myslalem ze sie wyglupiamy, opowiadajac sobie wyrafinowana histore erotyczna - ale nad ranem okazalo sie, ze dziewczyna wziela to do siebie znacznie bardziej powaznie i naprawde sie podniecila.

                          Pamietam jak sie zastanawialem - czy wlasnie zdradzilem Najlepsza z Zon, czy jednak nie: no bo ok, ja tego nie robilem na powaznie, ale z drugiej strony, pozadanie zaistnialo, bylo realne. Az by sie chcialo napisac "soki zostaly puszczone" ;)

                          I teraz: sorry, mozna marudzic ze komunikacja elektroniczna jest uproszczona, ze nie pozwala przekazac pewnych idei - ale czy na pewno? Moja matka sie zakochala przez forum / maile. Jest szczesliwa.

                          Znaczy sie tresc byla dobra, ino forma inna niz pan dochtor sobie zyczy :)

                          > pominąć, co przestaje być oczywiste w tej rozmowie), to trzeba przyciąć ilość przekazywanych informacji właśnie do niego.

                          I to tez wymaga umiejetnosci. Analizowania, filtrowania informacji, skupiania sie na meritum!

                          > I to jest zagrożenie, że to komuś wejdzie w krew i tak zostanie, a nie jakieś walki pokoleń i zwietrzałe wartości.

                          Nie, bo to tylko forma, nie tresc. A umiejetnosc formulowania mysli i operowania slowem w sytuacji ograniczenia to plus.

                          Haiku dobre, SMS zly?

                          No bez zartow...

                          > Mnie wszystko z nią związane nie jest obce, ani odległe, mnie po prostu przeszkadza, gdy forma wpływa na treść.

                          Forma zawsze moze ale nie musi wplywac na tresc - to tylko kwestia inteligencji osoby formulujacej mysli...

                          > tyle, że, powtarzam, to nie o to chodzi, żeby pochlipywać czy pochlipywanie wyśmiewać, tylko o to, żeby się zastanowić.

                          To ja mam wrazenie ze pan dochtor sie za bardzo nie pozastanawial...
                          • eruve.elen Re: No to smysmy sie chyba dogadali ;) 24.08.09, 19:16
                            > Raz, wypadaloby napisac co takiego mieliby zobaczyc. Sztuke?
                            > Nauke? Prosze, rozwin.

                            Ale dlaczego 'wypadałoby'? Jak się człowiek podda takiemu 'wypadaniu', to
                            szalenie blisko ma do przestąpienia granicy równania wszystkich linijką i
                            manipulacji :].
                            Jak ja mogę definiować, co ludzie powinni zobaczyć? Niech oglądają, co chcą,
                            byle to nie było antyrozwijające, kultywujące stagnację.


                            > Czego mi brakuje? Wyczucia stylu, klasy, indywidualizmu - ale one
                            > zanikaja nie dlatego ze mlodzi ich nie chca, tylko dlatego ze
                            > dorosli pokazuja im swiat oparty na ich negacji.

                            uogólniasz. jest sporo ludzi, którzy mówią/piszą/żyją mądrze, tzn. tak, że można
                            patrzeć/słuchać i zastanawiać się, czy nie warto byłoby dążyć do czegoś
                            głębszego. Tylko że dzisiaj, mam wrażenie, jest trochę za dużo relatywizmu w
                            świecie, nie można już beztrosko powiedzieć: "o, ten jest wzorem do
                            naśladowania, on życie przeżył mądrze", bo zaraz znajdzie się ktoś, kto będzie
                            to w stanie zanegować, bo... "mądrość to termin zbyt rozmyty", jak mówisz.

                            No, pewnie nie ma ideałów, mądrości absolutnej, ale to nie znaczy, że sam termin
                            i dążenie do "mądrości" jakoś tam rozumianej jest wart tylko wyrzucenia do kosza
                            - bo to, niestety, zubaża, a jest bardzo współczesne.


                            > Moze tak: ja uwazam ze milosc mozna wyrazic trzynastozgloskowcem,
                            > siedzac na bialym rumaku, posrod wrzosow pod rozgwiezdzonym
                            > niebem.
                            > I, rownie skutecznie, rownie szczerze i rownie prawdziwie mozna to
                            > zrobic SMSem w galerii handlowej.

                            Nie. Mówiąc bez niepotrzebnego romantyzmu, którego użyłeś - SMS-em to można
                            zakomunikować fakt odczuwania miłości, może nawet zgrabnie i poruszająco, gdy
                            się wymyśli odpowiedni aforyzm lub poruszy odpowiednią strunę. Może to się
                            czasem udaje.
                            Ale, do ciężkiego licha, przecież nie o to chodzi. Wyrażanie uczuć to coś
                            znacznie bardziej złożonego, głębszego, angażującego wiele więcej wymiarów
                            człowieczeństwa niż tylko słowna komunikacja.

                            Człowiek w wirtualnej komunikacji nie odzwierciedla całego siebie. Odzwierciedla
                            znikomą część, bo nikogo się samymi słowami (pisanymi czy mówionymi) wyrazić nie da!
                            W kontaktach handlowych/zawodowych/luźnych może słowo jest wystarczające - ale w
                            osobistych kontaktach międzyludzkich uznanie, że tylko pisać wystarczy (nawet
                            nie mówić, co przekazuje więcej, ale właśnie pisać, i to krótko), to jest po
                            prostu fałsz.

                            > Piekno jest w oku obserwatora - ktos nie zaakceptuje niczego mniej
                            > niz pierwszy obrazek, dla kogos innego bedzie on symbolem taniego
                            > kiczu. To nie jest skala "lepsze-gorsze", jak pan dochtor to
                            > przedstawia, to jest skala "inne-inne" - wiec nie ma sensu
                            > dyskutowac o formie komunikacji.

                            Mam takie przekonanie (i to głębokie), że się mylisz. Fakt, to nie jest skala
                            "lepsze-gorsze", ale też nie do końca "inne-inne". To zawsze jest relacja
                            "głębsze-płytsze" - wnioskowanie z niej o lepszości lub gorszości jest już
                            sprawą indywidualną człowieka, którego dana rozrywka dotyczy, ale ogólnie trudno
                            powiedzieć, że "płytsze" jest lepsze.
                            Owszem, każdy konkretną rzecz odczuwa na swoim poziomie. Nie każdy będzie w
                            stanie przetrawić współczesną muzykę poważną, choćby nie wiem jak głęboka była
                            dla innych - i chwała różnorodności ludzkiego postrzegania, ale niech do stu
                            piorunów nie siedzi przed telewizorem bez refleksji w ramach zastępstwa.

                            Myślę, że się mylisz, ale nie mówię, że jakiejś racji w Twoim poglądzie na to
                            nie ma - tyle tylko, że uznanie, iż żadne wartościowane nie powinno tu zachodzić
                            uważam za zwyczajnie niekonstruktywne. Szkodliwe w tym sensie, że wcale nie
                            powoduje zwiększenia tolerancji i zrozumienia, tylko pozwala zwyczajnie "odpuścić".


                            > Na pytanie co zrobi, jesli "ukochana" okaze sie facetem, odpowiada
                            > "zostane gejem". Pomysl o tym! Czy taka milosc, oparta na
                            > braterstwie dusz, zgodnosci pogladow, nie jest bardziej prawdziwa
                            > niz oparta na pozadaniu, na fascynacji czyims cialem?

                            No proszę Cię :). Póki nie poznasz człowieka osobiście - po prostu nie poznasz
                            człowieka.
                            Wirtualne "braterstwo dusz" uważam za nawet realne, ale tylko wtedy,
                            jeśli relacja poza wirtualność nigdy nie wychodzi. Owszem, przeniesienie do
                            świata realnego może się udać - ale to jest fuks.

                            Nie znasz człowieka, nie wiesz, jak reaguje w różnych sytuacjach; to zależne
                            oczywiście od stopnia i form relacji odległościowej, ale romantyzm postrzegania
                            takiej sytuacji jest dosyć ryzykowny...
                            Jeśli poznajesz kogoś jedynie w ograniczonym paśmie jego istnienia, musisz mieć
                            świadomość, że pozostałe, nieznane Ci elementy mogą Cię śmiertelnie zaskoczyć.

                            > Moja matka sie zakochala przez forum / maile. Jest szczesliwa.

                            Szczęście, dużo dobrych i szczerych chęci z obu stron, i mnóstwo innych
                            czynników. Niby w realu jest tak samo, ale ma się nieco więcej zmysłów do
                            odbierania prawdy, więcej się wie. Po co z tego rezygnować, kiedy nie
                            zawsze
                            trzeba?


                            > > pominąć, co przestaje być oczywiste w tej rozmowie), to trzeba
                            > > przyciąć ilość przekazywanych informacji właśnie do niego.
                            > I to tez wymaga umiejetnosci. Analizowania, filtrowania
                            > informacji, skupiania sie na meritum!

                            Nie przesadzajmy - no bo w imię czego to robić? Nie można się porozumiewać samym
                            'meritum', cóż by to był za nieznośny minimalizm :).


                            > A umiejetnosc formulowania mysli i operowania slowem w sytuacji
                            > ograniczenia to plus.

                            A i owszem. Jeśli to jest rzeczywiście umiejętność skrócenia tego, co się w
                            całości chce powiedzieć. Ale jeśli to nie jest żaden skrót, tylko zwykły sposób
                            rozmowy, to to jest minus jak 150.


                            > Forma zawsze moze ale nie musi wplywac na tresc - to tylko kwestia
                            > inteligencji osoby formulujacej mysli...

                            No, tylko inteligencja musi mieć fundament. Fundamentów się nie buduje na
                            popularnym minimum. W dodatku można być inteligentnym, a za nic nie potrafić
                            skutecznie wyrazić myśli choćby i opasłym tomem słów. A dochodzi jeszcze
                            umiejętność komunikacji.



                            Spójrz na tą dyskusję - wymieniamy długie (jak na standardy forumowe) ciągi
                            zdań, w ramach duetu, nikt się nie wtrąca. Może dlatego, że wypisujemy męczące
                            farmazony :), ale i pewnie dlatego, że to wszystko długie jest, rozlazłe
                            wzrokowo, że odnoszenie się do 10 akapitów w 5 postach przedpiścy wymaga wkładu
                            pracy, który tutaj wykonuje się rzadziej niż częściej.
                            Gdybyśmy rozmawiali, wśród grupy tych samych ludzi, wypowiedzenie tego
                            wszystkiego zajęłoby chwilę, przerwano by nam 5 razy na akapit, padłyby
                            dziesiątki innych, cudzych, słusznych lub bzdurnych argumentów, byłoby bardziej
                            bogato. A tak - nie padają.

                            Można powiedzieć, że nigdy byśmy w rzeczywistości nie pogadali, bo jesteśmy
                            odległymi sobie ludźmi w 38-milionowym kraju.

                            Tylko teraz rozsądź, czy lepiej porozmawiać w sposób jednak zubożony (ale
                            rozmawiać), czy może pójść, znaleźć sobie realnego rozmówcę, u którego można
                            zaobserwować coś więcej niż interpunkcję (ale znów z szansą, że akurat dziś na
                            nikogo takiego się nie trafi)?

                            No i tak, chyba się dogadaliśmy. Tylko jutro nam to wyleci z pamięci, to też coś
                            mówi o wirtualności ;).
                            • kretynofil No to smysmy sie nie dogadalismy :) 24.08.09, 20:51
                              > Jak ja mogę definiować, co ludzie powinni zobaczyć? Niech oglądają, co chcą, byle to nie było antyrozwijające, kultywujące stagnację.

                              O nie, prosze pani. Za latwo by wacpanna chciala. Skoro wacpanna wartosciujesz (antyrozwijajace, stagnacje), to czuj sie wacpanna wywolana do tablicy! Prosze tu i teraz zdefiniowac co to znaczy ze cos jest antyrozwijajace, a co takowe nie jest - i najlepiej podac te przyklady tak, aby dawalo sie je jakos odniesc do tej dyskusji.

                              > Tylko że dzisiaj, mam wrażenie, jest trochę za dużo relatywizmu w świecie, nie można już beztrosko powiedzieć

                              Oooo, witamy w swiecie doroslych :) Wlasnie ten relatywizm wynika z tego, ze ciezko powiedziec czy bezczelny akwizytor, ktory wciska babciom "produkty bankowe", zeby jak najlepiej wyksztalcic swoje dzieci, jest wzorem do nasladowania. No i masz :)

                              To raz, a dwa, ze czesto pod tymi "pieknymi" slowami i "okraglymi" ideami kryje sie hipokryzja - i stad brak zaufania do jakichkolwiek autorytetow. Przy braku autorytetow do relatywizowania wszystkiego bardzo niedaleko.

                              A trzy, ze okreslenie "dzisiaj, mam wrazenie" troche odejmuje Ci wiarygodnosci, sily przebicia w dyskusji. Wszystko jest "jakby", "gdyby"...

                              > i dążenie do "mądrości" jakoś tam rozumianej jest wart tylko wyrzucenia do kosza - bo to, niestety, zubaża, a jest bardzo współczesne.

                              I znowu przemycasz jakies przemyslenia, ktorych niczym nie popierasz. Co to znaczy ze zubazanie jest takie "wspolczesne"?

                              Przesledz sobie historie muzyki - uproszczenia to nie wymysl ostatnich dwudziestu lat...

                              > Nie. Mówiąc bez niepotrzebnego romantyzmu, którego użyłeś - SMS-em to można zakomunikować fakt odczuwania miłości, może nawet zgrabnie i poruszająco, gdy się wymyśli odpowiedni aforyzm lub poruszy odpowiednią strunę.

                              Dla Ciebie. Ale nie dla kazdego. Zrozum, niektorych ruszy aforyzm, a niektorych bezczelne i wulgarne przeslanie. Czasami nawet te same osoby zareaguja na jedno i drugie.

                              Zreszta to nieprawda, ze mlodzi ludzie komunikuja sie tylko przez SMSy - a to przekonanie lezy u podstaw tego nieporozumienia.

                              > Ale, do ciężkiego licha, przecież nie o to chodzi. Wyrażanie uczuć to coś znacznie bardziej złożonego, głębszego, angażującego wiele więcej wymiarów człowieczeństwa niż tylko słowna komunikacja.

                              Wybacz, moze to moja nadinterpretacja, ale mam wrazenie ze pan dochtor bylby wniebowziety, gdyby ci mlodzi ludzie pisali do siebie listy. Pamietasz jeszcze ze rozmawiamy o wywiadzie?

                              > To zawsze jest relacja "głębsze-płytsze" - wnioskowanie z niej o lepszości lub gorszości jest już sprawą indywidualną człowieka, którego dana rozrywka dotyczy, ale ogólnie trudno powiedzieć, że "płytsze" jest lepsze.

                              Mam wrazenie ze za malo mialas do czynienia z ludzmi, ktorych nazywasz "plytkimi". A szkoda bo bys zrozumiala, ze oni po prostu maja prostszy jezyk na opisanie dokladnie tych samych uczuc, ktore tu staramy sie definiowac.

                              To "splycenie" to zwyczajnie inny jezyk. Nasz jezyk tez jest ubogi, mamy tylko jedno slowo na opisanie sniegu - ale to nie znaczy ze nie potrafimy przezywac, zachwycac sie "bialym Bozym Narodzeniem". Jezyk to nie wszystko - dopoki jest zrozumialy!

                              > Szkodliwe w tym sensie, że wcale nie powoduje zwiększenia tolerancji i zrozumienia, tylko pozwala zwyczajnie "odpuścić".

                              Czekaj - najpierw nie chcesz definiowac co rozumiesz pod pojeciem wlasciwej postawy, a potem nie chcesz "odpuszczac". Zreszta co? Eskimosi maja nas nawracac, zebysmy bardziej kwieciscie wypowiadali sie o zamarznietej wodzie?

                              Brakuje mi konkretow w Twojej wypowiedzi - niby jest jakas niechec do czegos, potem tej niecheci nie ma, potem cos innego... Jest jakies chciejstwo, ale niezdefiniowane. Uwazaj - cos takiego moze byc odebrane jako proba wyniesienia sie ponad niezdefiniowanych "onych". To paskudne :)

                              > (...) ale niech do stu piorunów nie siedzi przed telewizorem bez refleksji w ramach zastępstwa.

                              Ale dlaczego nie?!

                              Akurat w telewizji, jesli sie postarac, mozna znalezc ciekawe rzeczy. Rozumiem wprawdzie, ze nie to masz na mysli piszac o braku refleksji - ale skad poglad ze taka sytuacja wystepuje?

                              > No proszę Cię :). Póki nie poznasz człowieka osobiście - po prostu nie poznasz człowieka.

                              Oczywiscie ze nie. Chodzi o cos zupelnie innego - skoro kiedys mozna bylo prowadzic korespondencje papierowa, to co zlego jest w czatach czy mailach? To wszak tylko inne medium.

                              A dla pana dochtora to szelest papieru uswieca komunikacje...

                              > Jeśli poznajesz kogoś jedynie w ograniczonym paśmie jego istnienia, musisz mieć świadomość, że pozostałe, nieznane Ci elementy mogą Cię śmiertelnie zaskoczyć.

                              I dotyczy to tez kazdej innej formy poznawania ludzi. Zawsze poznajesz ludzi w konkretnym kontekscie - w pracy, na imprezie, na wakacjach. Czemu czepiac sie tej jednej formy poznawania? O tyle innej ze opartej na rozmowie!

                              > Nie przesadzajmy - no bo w imię czego to robić? Nie można się porozumiewać samym 'meritum', cóż by to był za nieznośny minimalizm :).

                              Oczywiscie, nie musisz to takiemu gadule jak ja tego tlumaczyc - niemniej jednak umiejetnosc przekazywania mysli w krotkim okienku jest plusem, nie minusem.

                              > No, tylko inteligencja musi mieć fundament. Fundamentów się nie buduje na popularnym minimum. W dodatku można być inteligentnym, a za nic nie potrafić skutecznie wyrazić myśli choćby i opasłym tomem słów. A dochodzi jeszcze umiejętność komunikacji.

                              Inteligencja, w kontekscie komunikacji, to jest cos co czlowiek w sobie wyrabia - poprzez cwiczenia, poprzez obserwacje. Kazda forma komunikacji tu pomaga, niezaleznie od uzytego medium.

                              > Spójrz na tą dyskusję - wymieniamy długie (jak na standardy forumowe) ciągi zdań, w ramach duetu, nikt się nie wtrąca.

                              Szczerze mowiac, to nie sadze zeby ktokolwiek wiedzial o co nam chodzi, wiec mnie to nie dziwi. Za bardzo dryfujemy z dala od tematu.

                              > Można powiedzieć, że nigdy byśmy w rzeczywistości nie pogadali, bo jesteśmy odległymi sobie ludźmi w 38-milionowym kraju.

                              I jak tu nie dostrzec zalet takiej formy komunikacji?!

                              Czytajac gazete na papierze w zyciu bysmy nie mieli szansy tak podyskutowac - a moim zdaniem bylo warto.

                              > Tylko teraz rozsądź, czy lepiej porozmawiać w sposób jednak zubożony (ale rozmawiać), czy może pójść, znaleźć sobie realnego rozmówcę

                              Widzisz, plusem forum jest to, ze moge pogadac o tym z kims kogo ten konkretny temat interesuje tak jak mnie. W "realu" musialbym zastapic to dyskusja z czlowiekiem, ktorego to albo nie interesuje, albo nie ma ochoty sie na tym skupiac.

                              I rozwiazania tego problemu pan dochtor mi nie poda ;)

                              > No i tak, chyba się dogadaliśmy. Tylko jutro nam to wyleci z pamięci, to też coś mówi o wirtualności ;).

                              Komu wyleci, temu wyleci. Ja lubie te forumowe przepychanki, bo pozwalaja mi uporzadkowac mysli, spojrzec na sprawe z innej strony, odkryc (nawet w sobie) nowy punkt widzenia. Moze nie poznam jutro Twojego loginu, ale ta dyskusje (w sensie przemyslen do ktorych mnie sklonila) bede pamietal...
                              • bucefal_macedonski Get a life, man :) 24.08.09, 23:49
                                Siedzisz w tym necie i siedzisz od ładnych kilku lat, udzielasz się w dyskusjach
                                na każdy temat, nonszalancko przy tym traktując wielu rozmówców.

                                Nie czas zastanowić się, że coś może jest nie tak? Jakiś kompensacyjny przerost
                                aktywności przy komputerze? Czy może dopiero do myślenia da Ci nagranie własnej
                                osoby podczas konwersacji w realu, kiedy to ujrzysz na ekranie przegadanego,
                                nieatrakcyjnego nudziarza, którego mało kto słucha, ale on tego i tak nie
                                zauważa, bo mu wzrok ucieka od twarzy rozmówców, gdyż te twarze jakieś dziwne
                                są, ruchome i grymaśne?
          • daga_1 Re: Bredzisz... 24.08.09, 11:20
            Myslę, że niektórzy nie za bardzo rozumieją sens artykułu. Wódka jest
            nieszkodliwa, ale jak mozna zauważyć nie dla wszystkich. Dla niektórych okazała
            się bardzo zgubna. I to samo dotyczy komputera. Chyba większość zrozumie o czym
            mówię. No, kretynofil ma jakies swoiste wytłumaczenie na problem.
            • kretynofil Standard :) 24.08.09, 12:00
              Siada sobie pindzia ryndzia z kawka do komputera, odpala gazete, zaczyna czytac madre i kragle slowka, dowartosciuje sie ("bo ta mlodziez taka glupia, a my takie madre jestesmy, bo ksiazki czytalismy w dziecinstwie") - i zaglada na forum, zeby sie dowartosciowac jeszcze bardziej...

              A tu nagle pojawiaja sie posty krytyczne, pindzia bierze je do siebie (no bo skoro krytykuja artykul, a mi sie on podoba, to krytykuja mnie), nie jest w stanie odpowiedziec na temat, bo wcale nie jest taka entelygentna jak jej sie wydaje - to rzuci cegla, zeby bylo ze jest po tej "lepszej" stronie, ale za duzo nie powie, zeby nie obnazyc swojej yyyyyntelygencyji :)

              I tak sie to kreci na forum :)
              • eruve.elen Re: Standard :) 24.08.09, 12:34
                nie chce mi się zbytnio wchodzić w cudzą dyskusję na tak agresywne tory
                sprowadzoną, ale uzmysłów no sobie jedno - sam robisz dokładnie to samo, tylko z
                większą ilością słów niż "pindzia ryndzia".

                zarzucasz branie do siebie komentarzy, a sam bierzesz do siebie połowę wywiadu?
                byłbyś uroczy w tym budowaniu piramidek, gdybyś nie potęgował agresji.
                • kretynofil Zrozum... 24.08.09, 12:55
                  Nie biore do siebie tego wywiadu - po prostu nie zgadzam sie z teza autora i wypowiedziami dochtora.

                  A agresywny ton mojej wypowiedzi wynika z tego ze nienawidze forumowych burakow z cegla, ktorzy wpadna, pie*dolna i znikaja...

                  I tak, nie uwazam ze kiedys bylo ich mniej, albo mieli lzejsze cegly...
                  • angelic.a Re: Zrozum... 24.08.09, 13:54
                    Kretynofilu ty chyba masz obsesyjną potrzebę wyjasniania zjawisk
                    wszelkich i dzielenia sie z otoczeniem niemierzoną iloscią
                    dorywczych przemysleń, albowiem jak jest i co inni mają na mysli, to
                    ty już wiesz najlepiej...
                    Idz może z kumplami na piwo dla odmiany, popatrz jak trawa jest
                    pięknie zielona i słońce nadal świeci, daj swojemu mózgowi szansę na
                    oddzielenie ziarna od plew

                    THIS GAME HAS NO NAME
      • lukenko Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 24.08.09, 13:07
        horatio_valor napisał:

        > Kolejny obrażony na internet.
        >
        > Książka stymuluje mózg? Co dokładnie? Szelest papieru?! Wolne
        żarty. Ważna
        > jest treść, myśl, która się za nią kryje, a nie nośnik, na jakim
        jest
        > wydrukowana. To, czy jest na papierze, czy na ekranie komputera czy
        komórki,
        > jest dla istoty rzeczy kompletnie nieistotne, poza tym, że tekst
        elektroniczny
        > jest stokroć wygodniejszy w użyciu. To tak jakby przywiązywać wagę
        do tego,
        > czy tekst jest drukowany czcionką szeryfową lub bezszeryfową,
        czarną, czy
        > niebieską, albo przywiązywanie się do gramatury papieru. Nie
        przeczę, że ktoś
        > może woleć teksty makulaturowe, ale jest to kwestia indywidualnych
        > preferencji, może rodzaju fetyszyzmu, ale nie twierdźcie, że papier
        jest
        > immanentnie lepszy i mądrzejszy.

        Drukowany tekst ma mocniejszy przekaz, wg. mnie, z banalnego powodu:
        powtarzalności kontaktu. Gdy przeczesuję internet rzadko trafiam na
        ten sam tekst, więc się gorzej utrwala. Natomiast wertując gazetę
        przetaczam się wielokrotnie po tych samych stronach a zwłaszcza po
        przeczytanych w pierwszej kolejności artykułach. Przechodzą mi szybko
        przez pamięć wątki poruszone w nim i nierzadko zatrzymuję się
        zweryfikować zapamiętane dane. Mam po prostu szybki dostęp do
        całości, o jakim jeszcze w internecie nie ma mowy.

        I taki niuans. Przerywając czytanie i powracając na chwilę do jakiejś
        informacji na poprzedniej stronie wracam szybko to określonego
        wiersza w znanej szpalcie. Na monitorze wymaga to dodania kolejnego
        logicznego wątku.

        Nie twierdzę przy tym, że internet be...
        To potężne narzędzie... i zasób wiedzy. Jak na razie z mniejszym
        systemem probierzy bzdur w stosunku do większych drukowanych
        nakładów.
      • fireseeker Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 25.08.09, 05:19
        W gazecie i książce tego nie znajdę - komentarze ciekawsze od samego
        artykułu:)
        • fast_eddy Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 25.08.09, 10:35
          Artykuł ciekawy, komentarze pouczające.
          Gdyby nie było artykułu, nie byłoby komentarzy

          f_e
    • yzek Ciągle to samo biadolenie 17.08.09, 17:12
      Nasze dzieci wykończy Internet, nas miała wykończyć telewizja i video, naszych
      rodziców: kino i radio, a naszych pradziadków zdaje się że demoralizował i
      ogłupiał teatr i powieści awanturnicze.

      Jak za kilkanaście lat wynajdą jakieś bóg-wi-co, co zawładnie zbiorową
      świadomością, to też znajdzie się jakiś mędrek, co to będzie biadolił:
      "internet rozwijał myślenie, pobudzał kreatywność, blablabla, a to bóg-wi-co
      to ZUO".

      Y.
      • kaffeebohne Re: Ciągle to samo biadolenie 24.08.09, 09:11
        Słuszna uwaga.
        ALE - czy nie jest tak, że każde głupsze pokolenie wymyślało coraz
        głupsze media, i tak w kółko? Ergo - ci od powieści awanturniczych
        zafundowali nam internet i obniżenie IQ. Zbóje.
        • ojapierdziu Re: Ciągle to samo biadolenie 24.08.09, 10:59
          Nie media sa głupie tylko użytkownicy. I to od początku. Gutenberg
          mógł wydac encyklopedię, a mógł sprośne historie z alkowy pokojówki
          Marylki. To tylko coraz bardziej na powierzchnię wychodzi nasza
          prawdziwa durna natura. Kiedyś ta banda wioskowych głupków była
          znana tylko w swojej wsi. Bo chyba nikt nie wierzy, ze drzewiej było
          lepiej (mądrzej) skoro nawet starożytni Rzymianie bazgrali na
          murach 'Tu był Kasjusz' (nie pamietam już w jakim obiekcie).

          Wszystko kiedyś było lepsze. Chleb, młodziez i pogoda. A teraz to
          panie sama durnota i koniec świata. Tekst do znalezienia w każdej
          epoce.
    • czajek76 Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 17.08.09, 18:42
      Nie jestem na 100% pewien, ale chyba badania nad londynskimi taksowkarzami
      prowadzi Eleanor Maguire.
      Susan Greenfield jest niewatpliwie wiodaca postacia brytyjskiej nauki ale
      ostatnio raczej popularyzaztorka niz badaczka :)
      • michal.gwiazdowski Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 19.08.09, 11:55
        dzięki za sygnał, sprawdziliśmy i zostało poprawione w tekście
    • chani Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 19.08.09, 14:59
      Uważam, że autor artykułu miesza kilka nie do końca powiązanych ze sobą spraw.
      Jedną jest kwestia zalewu informacji i to, jak sobie z nią radzi mózg, a drugą
      kwestia socjologiczna.

      Trochę na moim przykładzie:
      To, że jesteśmy bombardowani informacjami NIE ZNACZY, że musimy je przyswajać.
      Osobiście od dawna nie oglądam kanałów informacyjnych w TV, właśnie po to,
      żeby nie zaśmiecać sobie głowy.

      Internet poznałam w wieku 20 lat (wtedy głównie IRC) i faktycznie w pierwszym
      odruchu chciałam przeczytać wszystko, co ludzie piszą. Ale szybko zaczęłam
      SELEKCJONOWAĆ informacje.

      Dlaczego autor nie zwrócił uwagi na ten aspekt? Jedni będą chcieli przyswajać
      wszystkie informacje jak leci (i w efekcie wszystko po nich spłynie), ale inni
      mając lepszy dostęp do informacji będą mogli pogłębić swoją wiedzę w kierunku,
      który ich interesuje. A jeszcze innych i tak nic nie zainteresuje, ale gdyby
      nie było internetu, pewnie niewiele by to zmieniło.

      Nie zgadzam się również z tym, jakoby internet powodował wyizolowanie
      jednostek ze społeczeństwa. Przeciwnie - daje nowe możliwości poznania osób,
      których moglibyśmy nigdy nie spotkać w realnym świecie, albo nie wpaść na to,
      że dana osoba ma podobną pasję albo wiedzę z jakiejś dziedziny, która nas
      interesuje. A poza tym, większa ilość kontaktów nawiązanych dzięki internetowi
      w żaden sposób nie ogranicza normalnego życia towarzyskiego, a nawet może je
      wzbogacić.
    • mor0szka Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 24.08.09, 08:51
      "wio4litery" Ty siedzisz godzinę po wstaniu z łóżka... a ja leżę z laptopem zaraz jak tylko otworzę oczy...:( i łapię się na tym, że cały czas czekam, no bo przecież w każdej chwili ktoś może napisać, coś się może wydarzyć, a wtedy będę wiedziała pierwsza... czy jest ktoś, kto może mi pomóc???
      jeszcze bardziej niepokojące jest, że nie jestem z tym sama, bo większość moich znajomych też na gg przez cały dzień dostępnych twierdzi, że nie ma czasu, żeby się spotkać... no tak przecież to bez sensu spotkać się z jedną żywą osobą, skoro online można jednocześnie rozmawiać z pięcioma...
      na szczęście na wakacje nie zabieram komputera, ani kuszącego swoją mobilnością internetu, potrafię jeszcze spędzić cały dzień w lesie, albo na wodzie zapominając o tym, co zostało w domu:)
      • kkrzysie.kk Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 24.08.09, 09:20
        Bardzo dobry artykuł, podobnych treści właśnie poszukiwałem.
        Uśmiechnąłem się tylko czytając o "akademickich dysputach". Rzecz
        taka dziś prawie w ogolę nie istnieje. - co więcej - doktorzy
        wymagają płynnego odtwarzania faktów zamieszczonych w Szanowanych
        podręcznikach. Umiejętności twórcze można rozwijać, tylko, że
        indywidualnie i obok wiedzy powszechnie wymaganej.

        Czyżby na świecie rodziło się dziś więcej ignorantów?
        Wielu z moich kolegów z roku uczy się z wikipedi. Wybierają
        oczywiście polską, bardziej ubogą wersję. Wychodzą na tym znakomicie!
        Obok nich stoją ludzie, którzy uczą się tylko z podręczników. -
        najlepiej jak najbardziej skromnych - a ja... Ja czasem staram się
        czytać literaturę kirunkową i później sam tworzyć opinię. Niestety,
        jestem na historii - na szczęście na 3 i ostatnim roku, i teraz na
        filozofii. Gdzie mam nadzieję, nastapi nauka myślenia.- próbuje jak
        powiedziałem czytać literaturę kierunkową. Jednakże jest ona tak
        fatalnie napisana, bardzo trudno odnaleźć wersję literacką. Dominują nieudolnie przerobione skrypty... A ja tak bardzo pragnę, żeby
        książka opowiedziała mi swoją historię... Nieważne... Z reguły zrażam
        się po kilkudziesięciu stronach do lektury. Egzaminy przeważnie w II
        terminie. - Ok, historia nie jest być może zgodna z moimi
        oczekiwaniami i preferencjami. Prawdę mówiąc ja o ludziach
        czytających kierunkowe książki nie słyszałem. (wśród znajomych i na
        roku)

        Czy mogę znaleźć ten artykuł w wersji papierowej, w jakim numerze
        Gazety?
        • mor0szka Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 24.08.09, 09:51
          nauka myślenia na filozofii??? możesz się bardzo rozczarować... choć to na pewno
          zależy od tego, gdzie trafisz i do kogo? ja właśnie zakończyłam moją 5-cio
          letnią przygodę z tym kierunkiem. Wikipedia jest tak samo popularna tutaj jak u
          studentów innych kierunków, a odtwarzanie zdań prowadzącego na egzaminie
          gwarantuje zaliczenie... życzę Ci powodzenia:) chciałabym, żebyś się nie
          rozczarował:)
        • rock73 Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 24.08.09, 12:34
          > Czy mogę znaleźć ten artykuł w wersji papierowej, w jakim numerze
          > Gazety?

          Wydanie z 14 sierpnia, jeśli mnie pamięć nie myli.
        • rock73 Re: Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens n 24.08.09, 12:40
          A właściwie po co Ci wersja papierowa, skoro masz w necie, a jak bardzo chcesz,
          to możesz sobie wydrukować? Pytam poważnie, Twoja odpowiedź może coś wnieść do
          dyskusji.
    • kaffeebohne Ten artykuł - kolejna broszurka na podłodze... 24.08.09, 09:04
      ... wiele racji jest w tym co pisze autor. Ale kto powiedział, że taki
      kierunek rozwoju jest zły? Ostatecznie do przetrwania empatia raczej
      średnio się przydaje. Największe sukcesy odnoszą właśnie ludzie
      bezwzględni, niemal mechanicznie realizujący swoje cele. Ponadto to
      właśnie informacja jest teraz najważniejsza, nie dziwota więc że ludzie
      gromadzą ja na potęge.
      A może ludzkości jest pisane ogłupienie?
      • kawa_i wiele racji w tym co piszesz... 24.08.09, 10:21
        ...i ja dodam od siebie, ze tak bylo zawsze. jesli dzialasz jak ludzka maszyna
        to odniesiesz 'sukces', zarobisz pieniadze i zdobedziesz wladze. jesli myslisz,
        przejawiasz empatie i starasz sie zrozumiec innych najprawdopodobniej bedziesz
        mial ciezke zycie.

        z drugiej zas strony jezus, karol wojtyla czy matka teresa demonstrowali raczej
        ten drugi sposob na zycie, przez co bylo ono dla nich trudniejsze ale tez w
        jakis sposob owocne. tak czy inaczej szara wiekszosc takich osob moze co
        najwyzej liczyc na jakas 'nagrode' po smierci. za zycia wygrywaja 'ulotki'.
      • eruve.elen Re: Ten artykuł - kolejna broszurka na podłodze.. 24.08.09, 12:37
        bezwzględność przynosi sukcesy tylko do momentu nadmiernej eskalacji.
        po tym niestety niezbędna jest empatia i jest ona tak samo niezbędnym
        składnikiem rozwoju - był o tym jakiś naukowopodobny tekst w GW niedawno.
    • ekofanka Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 24.08.09, 09:07
      Czasem mam poczucie przegrzania zwojów mózgowych...
    • sewa1 Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 24.08.09, 09:13
      "Innymi słowy dzieci szybko zdobywają wiedzę, ale nie umieją
      czynić z niej użytku. Ponieważ zapamiętują fakty bezrefleksyjnie,
      mają problem, gdy trzeba ocenić ich wagę, znaleźć wspólny mianownik
      czy wskazać związki przyczynowo-skutkowe. Widać to na egzaminach.
      Kiedy jest test wyboru - nie ma problemu. Ale gdy są pytania
      otwarte - noty pikują.
      "


      Dokladnie tak wygladalo 17 lat mojej edukacji, jeszcze w czasach
      przed-internetowych. Siec to genialny wynalazek, a korzystanie z
      niej moze byc tworcze i rozwijajace. Trzeba tylko umiec oddzielic
      ziarna od plew, co zazwyczaj przychodzi z wiekiem.

      sewa
    • por1 Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 24.08.09, 09:34
      Internet to wspaniala rzecz.To wolność, niezależność i wiedza. Dla
      mnie człowieka z przełomu komuny i tego co teraz, to rewelacja. Dla
      moich dzieci to normalka, standard. Jednak i ja czuje ,ze sie
      uzależniam od tego "dobrodziejstwa". Czasami nawet do 2 w nocy
      potrafilem się zasiedziec przy jakiejs gierce strategicznej(a mam 50
      na karku). Zanim skontaktuję sie z lekarzem ,czytam o objawach w
      internecie, każdą informacje weryfikuje podobnie, zamiast udać sie
      do fachowca po konkretna radę.Artykuł super(choć troche
      przerażający)
      Wydaje mi się, że trzeba jak najwięcej tego typu publikacji ,zeby
      uzmysłowić ludziom oświaty, pracodawcom i nam wszystkim, że żaden
      wirtual nie może nam zastąpic bezpośredniego kontaku z drugim
      człowiekiem....
    • divak2 Zalew informacji bez znaczenia 24.08.09, 09:35
      Problem nie tkwi w zalewaniu nas informacjami. Problem tkwi w zalewaniu nas
      informacjami bez znaczenia. Docierają do nas setki nowin, które nie są istotne
      z punktu widzenia naszej użytecznej wiedzy - np. że pojawił się proszek do
      prania X albo że zrobiono gdzieś zdjęcie nawalonej w trupa Paris Hilton. W tej
      sytuacji musimy
      przetwarzać kupę śmieciowych informacji, z których nie mamy pożytku, co
      angażuje nasz wysiłek i czas. To jest tak jak ze spamem, tylko że w skrzynce
      pocztowej (albo w statystykach serwera) da się dokładnie określić procent
      śmieciowych mejli, a w otaczającej nas przestrzeni ciężko jest wyliczyć ilość
      bodźców bez których się spokojnie można obejść jak np. zgłośniona muzyka w
      reklamie, walący po oczach szyld, silnik kosiarki sąsiada, tłuczenie kotletów
      przez żonę, artykuł o wyczynach jakiejś nawalonej modelki. Tylko że to też w
      zależności od sytuacji - czasem chcę poczytać o wyczynach jakiejś modelki,
      czasem chcę porozwiązywać równania różniczkowe, czasem posłuchać głośno
      muzyki, czasem chcę nie słyszeć nic. Przy czym dostępne są zazwyczaj wszystkie
      rodzaje bodźców naraz (z wyjątkiem ciszy) i mózgownica nie ma kiedy zrobić
      porządku w papierach. Tak biorąc pi razy oko z sufitu ilość śmieciowych
      informacji można by oszacować na 70-90%.
    • danz Niedawno mówiono że nie korzystamy z całego mózgu 24.08.09, 10:06
      Wyliczano ile się marnuje, wymyślano ćwiczenia, bo niby korzystamy z 10-15%,
      liczby padały różne w zależności od potrzeb. A teraz się okazuje że się
      przegrzewamy
    • szc1 Nic dodać nic ująć 24.08.09, 10:11
      Sam widzę, że czasami pasuje do definicji tego ówczesnego "dziecka".
      Na szczęście staram się czytać coraz więcej książek i może dlatego
      odzwyczaiłem się już od niepotrzebnego przeglądania sieci (nie do
      końca oczywiście)
    • euro-pa Niestety efekt Flynna zostal juz odwrocony, 24.08.09, 10:12
      Obecne dzieci sa znacznie glupsze od ich rodzicow i proces glupienia ludzi
      sie nasila.
      • szc1 Re: Niestety efekt Flynna zostal juz odwrocony, 24.08.09, 10:20
        Mi się wydaje , że nie są głupsze ale mniej doświadczone życiowo.
        Nie muszą się starać. Wszystko jest w internecie. Nawet matura jest
        zdana po przeczytaniu ściągawek w internecie. Ten kto przeczyta
        lektury traci tylko czas bo będzie miał taki sam wynik jak ten co
        przeczytał ściągawkę. Tak teraz skonstruowano maturę.
        Praca maturalna z polskiego jest pisana "pod klucz" a nie po to by
        zaciekawić czytelnika (oceniającego).
        Kiedyś uczeń musiał "czuć" tą literaturę, teraz może wkuć na pamięc
        kilka faktów i wystarczy.
        • euro-pa Re: Niestety efekt Flynna zostal juz odwrocony, 24.08.09, 20:42
          sa glupsze, dowodza tego powazne prace naukowe zrobione przez wybitnych
          psychologow. Jest wiele przyczyn tego zjawiska: zatrucie srodowiska,
          toksyczna medycyna, szkoly dla debilkow, toksyczne media, oglupiajace
          gry , etc. Fakt pozostaje faktem, ze od ok. 30 lat IQ ludzkosci sie
          obniza i to w szybkim tempie. Zyjemy w schylkowym okresie ludzkosci,
          prawdopodobnie ludzkosc skonczy kiedy jeden z tych debilkow nacisnie
          nuklearny guzik.
    • moman1 To samo mówiła moja babcia w 1972 r. 24.08.09, 10:15
      Dokładnie te słowa. Wtedy kupilismy sobie telewizor, chyba marki
      Szmaragd.
      Tez mówiła, ze obrazki będą otumaniac i ogłupiac. Krytykowała
      nowoczesne filmy, a Wojny domowej nie pozwalała nam oglądać.
      Moglismy oglądac z nia Janosika, pamiętam około 9.00 rano.
      Babcia krytykowała tez agresywną muzyke, na przykład Czerwone gitary
      itp., zmuszała nas do słuchania płyt z Mieciem Foggiem i Santorką.

      Czym beda nas straszyć za kolejne 30 lat?
    • balbi.nka No i przegrzałam i ....supor? 24.08.09, 10:30
      Fantastyczny artykuł. Dlaczego? Jakość komentarzy potwierdza naszą potrzebę,
      tą taką pierwotną jakoś gdzieś w tych głębokich płatach ukrytą do kontaktów z
      drugim osobnikiem, niekoniecznie za pomocą kija:)Nie oceniam pana dochtora, bo
      za mało wyedukowana jestem, aby tematycznie było i logicznie, ale... boję się
      , podobnie chyba, jak wielu miłośników neta z jego wadami i zaletami - co to
      będzie? ach...kiedy zasilanie siądzie.Ciemność widzę, widzę ciemność... Nie
      wspomniałam? SUPOR :) Pozdrawiam wszystkich komentujących
    • crichton1 Telewizja 24.08.09, 10:39
      Ja mam swoją własną teorię na ten temat. Zgadzam się, że mózg ma tendencję do
      przyjmowania jak największej ilości informacji, ale mózg ma ogromne zdolności
      adaptacyjne. Jak regularnie zalewany jest informacjami, mózg uczy się
      ignorować część tych informacji, dzięki temu oglądanie telewizji przeciętnego
      człowieka nie męczy. Ja z kolei nie oglądam telewizji od wielu lat i jak
      zdarzy się mi się od wielkiego dzwonu obejrzeć telewizję (najczęściej u
      znajomych), to po dłuższym oglądaniu reklam czuję się psychicznie zmęczony.
      Słyszałem również to samo od innych osób, które dość długo nie oglądały
      telewizji. Problem polega na tym, że albo oglądam telewizję i koncentruję na
      niej swoją uwagę, albo nie oglądam w ogóle. Trudno jest mi oglądać tak, żeby
      się nie koncentrować na treści. Najgorsze są reklamy. Jestem również
      przekonany, że gdybym zaczął regularnie oglądać telewizję, to mój mózg
      przyzwyczaiłby się do tego. Telewizja jednak to w dużej mierze chłam, więc nie
      mam motywacji, żeby to robić. Jedyne, co jest w telewizji atrakcyjne to filmy,
      ale że są przerywane długimi blokami reklam, po których człowiek zapomina co
      ogląda, to szkoda na te filmy czasu.
    • nowak11 Szum informacyjny przechodzi w hałas... 24.08.09, 10:59
      A od hałasu faktycznie można ogłuchnąć,a nawet oszaleć.Chociaż niektórym
      będzie się wydawało,że oni kretynami nie są.Głupota często idzie w parze z pychą.
      • harc-mistrz Re: Szum informacyjny przechodzi w hałas... 24.08.09, 11:51
        Bardzo dobry artykuł na temat.
        Mnie bardziej martwi ewolucja kształtów czaszki HOMO SAPIENS.
        Nie lubię "jajogłowych".

        PAMIĘTAJCIE!
        Nie demonizujcie komputerów i internetu - to tylko narzędzia.
        Jeśli potraficie Go (PC-eta) wyłączyć nagle i wyjść np. wieczorem z domu, to
        dobrze. Popatrzcie w gwiazdy. One za 100 mln lat (najprawdopodobniej) będą
        świeciły tak samo i w tych samych, co teraz miejscach. * * *
        Choć po naszej cywilizacji (w kosmosie i na Ziemi) nie zostanie nawet śladu.
        (HKP)
        ...
        CZUWAJCIE!!!

        PS:
        Na wszelki wypadek powieście sobie na ścianie, nad zestawem
        komputerowo-internetowym, własnoręcznie przygotowaną... MACZUGĘ TROGLODYTY.
        [re-set'ka, jak z barku]

    • bronimir Jedynym ratunkiem WIARA. 24.08.09, 11:05
      Pozwala na odrzucenie większości informacji. Przyjmujemy tylko informację
      przekazywane przez guru. Resztę odrzucamy.
      • nowak11 WIARA w internet!;) 24.08.09, 11:09
        A google niczym guru - czego w "nich" nie znajdziesz, tego nie ma... Amen.
    • m_caliban Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 24.08.09, 11:11
      Absolutnie nie mogę się zgodzić ze stawianą przez autora tezą, że
      dochodzimy do granic możliwości przetwarzania naszych mózgów.
      Adaptabilność systemu nerwowego jest ogromna, większość funkcji ma
      kilkukrotną redundancję, praktycznie rzecz biorąc nie osiągnęliśmy i
      długo jescze nie osiągniemy granic plastyczności mózgu.
      Co do rozpaczania nad zalewem informacji - stopień integracji z
      elektroniką będzie się przecież tylko pogłębiał, już teraz, mając
      dostęp do informacji zawsze, wszędzie, pod każdą postacią -
      posługujemy się tymi możliwościami i chcemy więcej. Obecnie
      większość danych, na jakich operujemy, jest przechowywana
      ZEWNĘTRZNIE - dlaczego miałaby być to wada? Bo nasi przodkowie, nie
      mając dostępu do internetu, musieli radzić sobie z pomocą tylko
      tego, co byli w stanie upchnąć we własnej pamięci?
      Nie zgadzam się też z tezą, że kolejne pokolenia tracą zdolność do
      selekcji informacji. Skoro wychowują się w środowisku przesyconym
      informacją, to szybko się uczą ją filtrować, opatrywać w tagi,
      umieszczać w jakimś kontekście. Właśnie możliwość odciążenia pamięci
      poprzez pracę z zewnętrznymi źródłami danych pozwala zwolnić zasoby
      konieczne do stworzenia czegoś nowego. Z drugiej strony taki tryb
      pracy wymaga krótkich, prostych, jasnych komunikatów, danych
      podanych w jak najczystszej formie. Dla mnie książka są doskonałą
      formą rozrywki, ale jako nośnik informacji są ułomne - wyławianie
      istotnej informacji z całej masy nieistotnych ozdobników to coś, na
      co po prostu szkoda czasu. Myślę, nota bene, że tutaj też autora
      artykułu boli, bo książki psychologiczne, czy filozoficzne są z
      reguły napisane fatalnie, także pod względem literackim. Rozwlekłe,
      zagmatwane, tl;drowe po prostu :) Nikomu nie chce się tego czytać i
      wnikać w to, co autor miał na myśli, ponieważ ktoś już to zrobił i
      wydestylował informację do zwięzłej, syntetycznej formy (vide - żale
      na studentów używających wiki).
      Nie należy nad tą tendencją płakać - ja bym się z niej raczej
      cieszył.
    • shroeder1970 Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na ... 24.08.09, 11:22
      "Too long, did not listening!"
      :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka