qwerty.tarnow
02.12.03, 18:32
Firma Reader's Digest przesłała mi zupełnie bezinteresownie przesyłkę
informującą, że wygrałem 500.000 zł. No, prawie wygrałem. Muszę tylko wysłać
zgłoszenie. I jestem jedynym w mojej miejscowości, który dostał taką
wiadomość. Tylko czemu listonosz niósł całe naręcze identycznych kopert?
Wygrana też jest zupełnie, całkowicie darmowa. Tak! Znaczy: prawie tak.
Blisko: tak. A właściwie niezupełnie. Niecałkowicie. Nie! Muszę sobie coś
zamówić, coś co jest bardzo przydatne w domu. Czyli kolejny bezużyteczny
rupieć. I jak szybko odpowiem to dostanę jeszcze kilkanście innych
prezentów. Za które zapłacę przy najbliższej okazji. Mam już nawet kluczyk
do samochodu - i to do tego najbardziej wartościowego z oferty. Wszyscy
takie mają. Ale kluczyk mi się zgiął i złamał. Trudno - otworzę wytrychem,
względnie "na pasówkę". Taką niezwykłą to ofertę otrzymałem pocztą. Po raz
pierwszy. W tym roku. Poprzednio 2, 4 i 6 lat temu były podobne. Zmieniał
się tylko adresat - ale to i tak był zawsze jeden z domowników. Ogólnie:
oferta bardzo interesjąca. Chyba się jej bliżej przyjrzę. I skorzystam z
niej. Tzn. założę sobie podobną firmę i będę wysyłał ludziom identyczne
bzdury. Bazę adresatów będą stanowili nadawcy podobnych przesyłek, jakie
otrzymywałem. Czyli wszystkie firmy z "markietingu bezpłośriedniego" (błędy
celowe). Jak oni chcą żebym ja kupował tandetę, to sami powinni dawać
wzorowy przykład. W końcu należy świecić przykładem. A jak zaczną już
świecić, to może sprzedadzą mi patent na to ekologiczne źródło energii? I
wtedy będę czuł się wyróżniony!