1agfa
23.12.11, 00:24
Z wielkiej kuchni gospodyni
Śle delicyę za delicyą
Sutą ucztę pilnie czyni
Uważając na tradycją.
Teraz wisi ot na włosku
Cnej jejmości słuszna sława,
Więc jest szczupak po zydowsku:
Prym jegomość temu dawa!
Zasię potem lin w śmietanie
I karp tłusty w sosie szarym -
Jedz - nie pytaj, mości panie,
A zapijaj węgrem starym.
Jedz - nie pytaj! a gdyć mało,
Starodawną znaj wiliję:
Masz tłuczeńców misę całą
I zamorskie bakalije!
Oto wiersz poczciwego Or-Ota. Te zwrotki najwyraźniej pachną i wabią rozkoszami stołu. Ale oczywiście "starodawna wilija" nie stanowiła nigdy jedynie okazji do wieczornych ceremonii z jadłem i napitkiem w rolach głównych. Zawsze widziano w niej dzień pełen różnorakich, szczególnych znaczeń i zawsze miała ona coś z wielkiego widowiska, które acz kończyło sie po północy ostatnimi, nieco może sennymi gloriami pasterki, to jednak zaczynało się już o świcie. O świcie - a raczej jeszcze wcześniej, w owej niezbyt wesołej porze, gdy koguty przypominają sobie dopiero o pianiu - budziły się mniejsze i większe śpiochy. Czekały ich, to fakt, rozliczne zajęcia wigilijne. Czekały ciężkie roboty. Ale wierzono również, że kto wtedy zerwie się dzielnie z łoża, ten potem przez cały rok nie będzie przeżywał kłopotów z wstawaniem.
cdn.