Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII

23.12.11, 00:24
Z wielkiej kuchni gospodyni
Śle delicyę za delicyą
Sutą ucztę pilnie czyni
Uważając na tradycją.

Teraz wisi ot na włosku
Cnej jejmości słuszna sława,
Więc jest szczupak po zydowsku:
Prym jegomość temu dawa!

Zasię potem lin w śmietanie
I karp tłusty w sosie szarym -
Jedz - nie pytaj, mości panie,
A zapijaj węgrem starym.

Jedz - nie pytaj! a gdyć mało,
Starodawną znaj wiliję:
Masz tłuczeńców misę całą
I zamorskie bakalije!

Oto wiersz poczciwego Or-Ota. Te zwrotki najwyraźniej pachną i wabią rozkoszami stołu. Ale oczywiście "starodawna wilija" nie stanowiła nigdy jedynie okazji do wieczornych ceremonii z jadłem i napitkiem w rolach głównych. Zawsze widziano w niej dzień pełen różnorakich, szczególnych znaczeń i zawsze miała ona coś z wielkiego widowiska, które acz kończyło sie po północy ostatnimi, nieco może sennymi gloriami pasterki, to jednak zaczynało się już o świcie. O świcie - a raczej jeszcze wcześniej, w owej niezbyt wesołej porze, gdy koguty przypominają sobie dopiero o pianiu - budziły się mniejsze i większe śpiochy. Czekały ich, to fakt, rozliczne zajęcia wigilijne. Czekały ciężkie roboty. Ale wierzono również, że kto wtedy zerwie się dzielnie z łoża, ten potem przez cały rok nie będzie przeżywał kłopotów z wstawaniem.
cdn.
    • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 00:38
      W ogóle od przebiegu wigilii miał wręcz zależeć tok nadchodzącego roku. Która panna tarła wówczas mak, tę czekało wnet zamążpójście. Który myśliwy zdołał co wtedy upolować, ten mógł liczyć w najbliższych miesiącach na szczęście spod znaku świetego Huberta. Który chłop wybrał sie przezornie z rana do karczmy i chlapnął okowity, ten nie musiał sie martwić, że w przyszłości grozi mu przymusowa abstynencja. Który spryciarz podebrał ukradkiem sąsiadowi siekierę, pług czy wóz, ten się cieszył, że odtąd wszelkie dobro będzie mu lgnęło do rąk, nawet jeśli podebranie jako żart skończyło się miłym okupem. Mój Boże, a ileż razy ja sam w dzieciństwie słyszałem z ust róznych babć taką wielce niepokojącą maksymkę, że we wiliją chłopców biją, a we święta dziewczęta! Maksymka nie tylko sugerowała, że w wigilię my, chłopcy, jestesmy narażeni na szczególne niebezpieczeństwa. Babcie stosowały interpretację poszerzającą: oto ewentualne lanie wigilijne było zarazem zapowiedzią jego całorocznej, nader systematycznej kontynuacji. I tak dalej. Panowało powszechne przekonanie, że w wigilię los człowieka może zyskać swój jakby nowy wymiar i dlatego Wańkowicz, tak wyczulony na najlżejszy podmuch tradycji, napisał ładnie w jednym z felietonów, choc chyba nie dość ściśle teologicznie, że w dzień ten "gdzieś na Mlecznej Drodze Szafarz Niebieski odwraca klepsydry naszych żywotów".
      cdn.
      • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 00:49
        Jednakże w wigilię nie tylko trzeba było zabiegać o szybkie zamążpójścia i łatwe fortuny. Nad najpiękniejszymi nawet rojeniami górowała od rana kuchnia, przygotowując specjały tym razem na całkiem juz bliską przyszłość. A wreszcie, jak zawsze w tym cudownym dniu, zapadał niecierpliwie wyglądany wieczór i ów kuchenno - babski rozgardiasz z dodatkami, którego nigdy nie lubili mężczyźni każdego stanu i każdej epoki, zmieniał sie w arcydzieła ładu, pogody i wystawności. Stół bielał światecznie i czekał na pierwszą gwiazdę. Dzisiaj gdzieś z boku, na tycim talerzyku, kładziemy kosmyczek siana ściśnięty srebrną tasiemką, lecz dawniej - a jeszcze obecnie tu i ówdzie - stół obwiązywało sie potężnymi powrósłami, siana dawano pod obrus porządnie, po gospodarsku, a oprócz tego ustawiano w kątach izby co dorodniejsze, bynajmniej nie symboliczne snopy. Czynili to chłopi, utrzymywał sie ten obyczaj po dworach i tylko miasta nie mogły nigdy prawdziwie sprostać tym sielskim wymogom. Miasta streściły je w końcu do owego talerzyka, którego my teraz jestesmy spadkobiercami w prostej linii, zadowalając się nim podobnie jak karpiem, jedyną właściwie rybą, jaka nam pozostała...
        cdn.
        • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 01:04
          Pierwsza gwiazda gromadziła wszystkich przy stole. Kończyła się całodzienna głodówka, łagodzona niekiedy jakimś żalłosnym śledziem "z wody", a choćby i tamtym grzesznym, lecz niejako koniecznym napitkiem u arendarza. Zaczynał sie obiad-wieczerza, inaugurowany okolicznościową modlitwą na głos przez gospodarza lub przez inną znaczną i zwykle leciwą osobę, na przykład wielebnego księdza dobrodzieja. Łamano sie opłatkiem i składano sobie życzenia. Przypominano tych, którzy odeszli na zawsze. Bywało też - a zwłaszcza w legendach - że skądś nadchodził w ostatniej chwili strudzony wędrowiec, że zjawiał sie niesmiało syn marnotrawny, że przykustykał o kuli wiarus z dawno skończonej wojny. Radość. Łzy. I juz dzwoniło, parowało, chlupało, złociło sie i brązowiało: potrawy! Ile ich było i jakie?
          Wigilia rządziła magia pewnych liczb. Tak więc ilość ucztujących musiała być parzysta, jako że przypadek odmienny groził któremuś z nich rychłą śmiercią.. "Dwa razy tylko odstąpiła od przesądu - pisała o swej babce Maria Estreicherówna - raz siedziało już dwanaście osób przy stole, gdy dowiedziano się, że sąsiad, Leon Mikuszewski, spędza samotnie wieczór. Sprowadzono go więc, mimo że miał byc trzynastym, i rzeczywiście umarł w ciągu roku. Drugi raz wieczerzano w dziewięć osób, a w kilka miesięcy potem umarł mój dziadek. Te dwa wydarzenia utrwaliły w rodzinie wiarę w feralność nieparzystej liczby, i odtąd, by jej uniknąć, sadzano kogoś ze służby przy stole wigilijnym, gdy zaszła potrzeba." (...)
          • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 01:22
            Musiała byc parzysta liczba osób, a także musiało jedno miejsce pozostawac wolne: najsmutniejsze miejsce przy białym stole. Ciekawe jednak, że wobec wiktuałow kierowano sie dla odmiany zasadą nieparzystości. Magnaci fundowałi sobie jedenaście potraw. Szlachta - dziewięć. Wieś pilnowała siedmiu, a nieraz sadziła się nawet na więcej, choć wyścig pod strzechami nie był łatwy i często wyrażał się bardziej w chwalbach niż w rzeczywistości. Barszcz z grzybami, kapusta z grochem lub fasolą, kluski z makiem, cukrem albo miodem, rzepa suszona lub gotowana, polewka z suszonych sliwek, gruszek bądź jabłek, to potrawy, które zazwyczaj towarzyszyły dawnym wigiliom chłopskim. Prawie zawsze musiała byc także zupa z nasion konopi, zwana siemieńcem lub siemieniuchą, i zawsze też - podobnie jak na stołach pańskich - starano sie o strucle i ryby.
            "Do obchodu wilii - czytamy u Kolberga - nalezy strucla, czyli kołacz pszenny podługowaty, na końcach palczasty, przez środek plecionką z ciasta obłożony i posypany czarnuszką." Owa "podługowatość" strucli przybierała czasem niemałe rozmiary, skoro w 1732 roku Warszawa podziwiała dzieło niesione na ramionach przez dwóch piekarczyków, a nieraz znów było tak, że strucle ledwo mieściły się w saniach. Także ryby jako istoty o uznanych właściwościach postnych panoszyły sie od wieków na wigilii. "Chcę naśladować te czasy - zwierzał się w roku 1820 Alojzy Żółkowski przyjacielowi - w których w wiliją Sarmata czekał obiadu az do gwiazdy:
            A zasiadłszy do stołu w godzinę zmierzchową
            Jadł polewkę migdałową.
            Na drugie zaś danie
            Szedł szczupak w szafranie,
            Dalej okoń, pączki tłusto,
            Węgorz i liny z kapustą,
            Karp sadzony z rodzynkami .
            Na koniec do chrzanu grzyby
            I rózne smażone ryby

            ......Kończyły skromny posiłek."
            • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 01:38
              Pointa brzmi żartobliwie. Tak zrymowany posiłek nie był raczej skromny, a przecież pan Alojzy (podobnie jak cytowany na wstępie poeta Or-Ot) czegoś zapomniał w swym wierszyku. Pamietał o nieodzownej u panów polewce migdałowej, pamietał o tych ławicach ryb, ale ani słowem nie bąknął, że ów posiłek "w godzinę zmierzchową" musiał się zwykle składać również z kutii. Ta słodkość rodem z Litwy i Rusi, sporządzona w oryginalnej wersji z pszenicy, maku i miodu, gościła na wielu stołach polskich, a nawet - jak orzeka Gloger - co jednak wydaje sie przesadne - "bez kucyi nie było w Polsce uczty wigilijnej ani u kmiecia, ani u magnata". Nie znaczy to jednak, że pod tym względem panowała idealna równość. Kmieć przyrządzał często kutię z pęcaku lub szukał zastępczo wyjścia w kluskach. Karmazyn wolał czasem od pszenicy kaszę perłową lub ryż. I dopiero odnajdywali się znowu razem, kiedy do tego wszystkiego dodawali nieodzownego miodu i maku, a czasem jeszcze rodzynek i migdałów.
              Jeść należało dużo, żeby głód nie doskwierał w nadchodzącym roku. Jeść i - broń Boże! - nie odkładać łyżki dla odpocznienia, gdyż ten, kto to uczynił, mógł nie doczekać nastepnej wigilii. Po wieczerzy nie zaszkodziło napić sie miodku, ale i gorzałki nie wylewano, choć godziło się raczej powstrzymywać ciało od tego diabelskiego trunku. Dzieci wielkopolskie kręciły się niespokojnie, gdy ktoś dobijał się do drzwi. To przychodziły "gwiazdory", albo "stare Józefy": brodaci przebierańcy z laskami, dzwonkami, torbami, a przede wszystkim - rózgami. Dziwni goście przepytywali z pacierza. Nieraz nagrodzili jabłkiem lub cukierkiem, jednakżę przycięli tez po tyłku rózgą, nie bardzo uwzględniając ważną okoliczność, iż niedawno to samo robił święty Mikołaj.
              • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 01:53
                Nie mówilismy dotąd o o choince i podarkach. Ale bo też choinka pojawiła się u nas niewiele ponad sto lat temu jako Christbaum wymyślone przez Niemców, podarki zaś dawni Polacy zwykle rozdawali dopiero w Nowy Rok. Zanim nastała choinka czy "drzewko", jak nazywało się ją w Galicji, jej dekoracyjne funkcje pełnił (i pełni do dziś w niektórych okolicach) "sad" lub "podłaźniczka", czyli jodełka zawieszona u sufitu wierzchołkiem w dół. W Galicji musiało zresztą wisieć u sufitu równiez owo drzewko. Profesor Karol Estreicher srodze kiedyś wykpił pewnego uczonego, który spotkawszy się w Wyzwoleniu Wyspiańskiego z takim własnie przypadkiem dowodził nowatorstwa poety. (...). Przypomnijmy: Konrad po słynnych scenach z Maskami widzi "izbę niewielką mieszkalną i drzewko oświetlone i ustrojone zawieszone u stropu". Kobieta karmi dziecko. Kolędują aniołowie, jest bowiem noc Bożego Narodzenia i zarazem Konradowej wiary w powstanie Polski...
                Choinka, drzewko czy podłaźniczka musiały się błyszczeć i kolorowieć od ozdób. Ale zapewne nie poświęcano im aż tyle uwagi co my dzisiaj, gdyz wigilia wymagała wciąż innych ważnych zajęć.
                • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 02:03
                  Młódź zajmowała się znowu wróżbami. Kto wyciągnął z siana na stole zielone ździebełko - ożenek w karnawale. Kto żółte - trzeba poczekać. Kto wyschłe i poczerniałe - będzie się kiepścił w samotności do konca zycia. Rzucano kłosami o belki w powale, chcąc się wywiedzieć co do urodzaju, albo pokrzykując dziewczęta wybiegały na dwór, żeby z psiej szczekaniny poznać, z której strony nadejdą kawalerowie chętni do ożenku. Gosposie wpatrywały się w niebo, chcąc otrzymac dane, czy kury nie poskąpią im jajek: gwiaździsty firmament zapowiadał pomyślność. A gospodarze spieszyli do sadów, pukali w ule, by obwieścić pszczołom "Chrystus Pan się narodził", albo przymierzali sie siekierami do drzew, pytali każde: "będziesz rodziło czy nie będziesz?", i dopiero uzyskawszy zapewnienie, że tak (struchlała natura pożyczała sobie głosu od innych domowników) opasywali powrósłami swoje jabłonie, sliwy i grusze.
                  cdn.
                  • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 02:16
                    Nie żądano żadnych obietnic od zwierząt. Wilki, wychodząc na dwór, przywoływano głośno "do groch", co było zaklinaniem, by sie w obejściu czasem nie pojawiały. Konie, zwazywszy na ich niegdysiejszą nieobecność przy żłóbku, traktowano jak co dnia, bez dodatkowych honorów. Natomiast bydło raczono po chrześcijańsku opłatkiem i resztakami z wigilijnego stołu, po czym prędko opuszczano obory, choć te własnie o północy miały własnie się wyżywać w rozmaitych rozhoworach. Bano się. Bano się nie tyle skarg i kompromitujących oświadczeń, ile śmierci, która dopadała wścibskich podsłuchiwaczy. Powszechnie opowiadano, jak to jakis gospodarz wlazł kiedyś do żłobu i ukrył sie, , by posłuchać sekretów, usłyszał zaś złowieszcze: : "leż gospodarzu w żłobie, a wkrótce będzie po tobie", które się niebawem spełniło. Niektórzy również uważali, iż mowa Krasul może byc słyszana tylko przez tych, co nigdy nie popełnili grzechu. Ba, ale gdzie szukać takich! Ubolewali z tego powodu parobcy przy studniach, wiedząc dobrze, że o północy woda zamienia się tam w najprzedniejsze wino i że wiadrami mogą je czerpać znowu doskonalcy o anielskich duszach, a więc ci, których ze świeczką trudno znaleźć i którzy jesliby się nawet znaleźli, to z kolei stroniliby od trunków...
                    • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 02:35
                      Zewsząd było słychać kolędy. Wśród nocnej ciszy rozchodził się głos i budził pasterzy, by czym prędzej wybierali sie do Betlejem. To znowu słowami starego Karpińskiego chwalono Pana Niebiosów, który przychodzi na świat tak niezwykle, że wszystko jest jakby wbrew naturze: "ogień krzepnie, blask ciemnieje". Rozlegały sie ufnie chóralne prośby, by Boże Dziecię pobłogosławiło "krainę miłą, wioski i miasta, dom, majętność...
                      A potem jak w wierszu Czechowicza: "Muzyką sypnęło z wysoka i z dala - zachrzęścił jak perły pierwszy ruch - lulajże Jezuniu". Bzyknęły smyczki o struny, żeby najcieniej i najtkliwiej utrafić w kołysankowe nuty. (...)
                      Zacichały delikatnie melodie, zacichały głosy, zacichał niemal cały świat. Ale za chwilę juz smyczek poruszał sie raźniej. Płyneły pastorałkowe opowiastki. (...)
                      Prawda, niekiedy ktoś przysnął ze zmęczenia, nadmiaru wrażeń, a wreszcie sytości wyzwolonej z postów i często podgrzanej którąś z flaszeczek. Budzono go jednak wkrótce na pasterkę. Góralskie dziopki lały po spiochach wodą z potoczka czy rzeki, gdzie to w wigilię lubiły ochlapać sobie nogi, żeby sie później chodziło zdrowo, wygodnie, chybko. Ablucje wigilijne słynęły ze swej mocy. Dobrze było nawet paroma kroplami omyć twarz nad wiadrem, byle do tego wiadra wrzucić przedtem porządnego miedziaka. Juz wtedy mozna było byc zdrowym jak pieniądz, ale najlepszą gwarancję, że rok minie bez chorób, dawała rześka kąpiel pod gołym niebem. W którąś odległą wigilię pędzi ku Rabie chłopoiec, wyłamuje lód pod wysokim kasiczańskim brzegiem i zanurza się w przerębli, z której ciemnym, zbełtanym krążkiem polśniewa rzeka. (...)
                      cdn.
                      • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 02:51
                        Pasterkę w wielu małopolskich kościołach ozywiały ćwierkania wróbli, świergoty skowronków, gwizdy kosów, krakania wron. Słyszało sie tuż po słowiczych trelach, jak wyje wilk lub pobekuje sarna, a wreszcie odzywały się głosy przeróznej swojskiej gadziny. To zmyslna kawaleria wioskowa popisywała sie umiejętnościami, wychodząc nawet ze swą produkcją na chór.
                        Ptaki niby dzwoneczki cieszą się molędą -
                        Chrystus nam się narodził i nowe dni będą.

                        Do stajni betlejemskiej aż od brzegów Wisły
                        Z ptakami smukłe sarny dziwować się przyszły.

                        Wiewiórka zęby szczerzy i w niebo sie patrzy,
                        jak dwa gołębie płyną na błękitnej tarczy...

                        Czy to nie o tych występach wciskających się świergotami i bekami w organowe grania myslał Liebert, gdy pisał swoją pasterkę? Ptaszkowie, wilcy i wszelkie inne stworzenia wspierały niekiedy którąś z pastorałek opowiadających, jak to natura cieszy sie z narodzin Pana, i niejako dowodziły swoimi głosami, że tak jest rzeczywiście. Czasami wszakże brać kawalerska, wyćwiczona w tych koncertach gdzieś na pastwiskach, swawoliła bez widocznego powodu. Nie potepiano zbyt figli. Ktoś więc nieraz, wykorzystując tłok w kościele, zdziergał także nicią dwie sukmany, a częściej jeszcze kiecki, żeby się było z czego pośmiać. Uczniaki uzywały sobie, lejąc atrament do kropielnicy i ciesząc sie potem z pomazanych twarzy. Wybaczano wszystko. Ta noc powinna byc radosna, choć kiedy śnieg się zaniedbał i nie otulał jej białym kożuchem, gospodarze wracali do chałup markotni. Niestety. Zielone Boże Narodzenie, a Wielkanoc biała - to z pola pociecha mała!

                        Józef Szczypka, Kalendarz Polski
    • sza.aliczek Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 09:41
      Moim przewodnikiem po starych tradycjach jest książka Zygmunta Glogera "Rok Polski w życiu, tradycji i pieśni". : )

      https://free.art.pl/podkowa.magazyn/obrazki38/wigilia.jpg
      • hardy1 Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 11:06
        Stare tradycje...to też ciągłość naszych dziejów wink Zmieniają się z latami ale zawsze cząstkę tradycji kultywujemy...smile
        • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 12:45
          Tak, Hardy, to taka sztafeta ciągnąca sie przez pokolenia. Jest nieco inaczej, inny charakter obrzędów, inne - wymuszone przez zmiany cywilizacyjne - tzw. "nowe świeckie tradycje" wink, ale to jest ciągle jeszcze pokoleniowy łańcuch. Zmieniają nieco jego ogniwa, ale łańcuch trzyma się krzepko i obejmuje mnóstwo ludzi. No i dobrze big_grin
      • 1agfa Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 23.12.11, 12:39
        Ba, Szaliczku - Gloger to Gloger, wysokie to progi!; a w tej książce jw., której fragmenciki wpisałem, autor opisał zjawiska, obyczaje, rzeczy, które spotkał, przeżył lub widział osobiście czy też zasłyszał (chłopak kapiący się w wilię w wyrąbanej w lodzie przerębli - to ojciec autora). To raczej pamiętnik, zbiorek reminiscencji, opowieści świadków, a nie praca poważna "na temat". Ten kalendarz przypomniał (i potwiedził) mi rzeczy, o których sam słyszałem od rodziny (np.zupa migdałowa). Ja wolę chrupać, przypieczone.
        Ogólnie biorąc w książce tej widać echa nie najdawniejszych czasów, a o wiele nam bliższych.
        A czy u Glogera też jest wspomnienie o zupie z nasion konopi?! shock
        Cieeekawe odkrycie, ale to chyba inne konopie były, takie na liny i sznury.
        Ci przodkowie...zabawiali się nie gorzej niż teraz smile
        Pozdrawiam.
    • k.karen Re: Z KALENDARZA POLSKIEGO-WIGILIA I O WIGILII 27.12.11, 10:27
      Agfo smile Bardzo Ci dziękuję za ten wątek. Przeczytałam z przyjemnością i ciekawością smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja