wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:01 Bo wracam włąśnie ze spotkania z Panem Prezydentem Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:02 Lechem Wałęsą, na które mnie zaproszono właśnie. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:03 Pewnie się teraz zastanawiacie, po co też mnie akurat na to spotkanie zaprosili. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:03 No to na chwilkę się zatrzymam i Wam opowiem po co mnie zaprosili na spotkanie z Panem Prezydentem Lechem Wałesą. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:11 Tak naprawdę, to nie zaprosili mnie pod żadnym politycznym pretekstem. ZERO o homofobii! Zero bufonady i takich tam! Zadecydował przypadek - naprawdę! Mianowicie drogą losową skrzyknięto na spotkanie grupę osób mającą w życiorysie wyjątkowo ciężkie dzieciństwo. Nie wiedziałem, że Pan Prezydent Lech Wałęsa miał ciężkie dzieciństwo. To mój błąd, gdyż właściwie ciężkie dzieciństwo było musiało być - a to najoczywistsza oczywistość - wręcz wpisane w życiorys Pana Prezydenta, albowiem Pan Prezydent urodził się w roku 1943 czyli w wirze II WŚ, zatem przynajmniej do wieku przedszkolnego dzieciństwo Pana Prezydenta było naturalnie ciężkie. W trakcie spotkania, jego uczestnicy wymienili się wspomnieniami z dzieciństwa. Ciężkość dzieciństwa Pana Prezydenta, była (między innymi) związana z faktem, iż Pan Prezydent, chorujący dziś na cukrzycę, pierwszą kostkę cukru wziął do ust (jak wspomina) w wieku lat dziesięciu! Czujecie ten dramat? Choć z drugiej storny, dziś Pan Prezydent ma tego cukru "po uszy", co dowodzi, że matka-natura potrafi wynagrodzić niejednemu ciężkość dzieciństwa dopiero w wieku dojrzałym. Pewnie jesteście ciekawi, o czym ja powspominałem? O tym za moment. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:23 Ja mianowicie powspominałem swoje ciężkie dzieciństwo w latach nieco późniejszych, niz te, które dzieckiem zastały Pana Prezydenta Lecha Wałęsę. A lekko nie było. Jak to w rodzinie z dwójką dzieci, pomieszkującą we czwórkę w jednym pokoju o wymiarach 5metrów w wymiarze poprzecznym x 7 metrów w wymiarze podłużnym (co dało łącznie 35 metrów kwadratowych w wymiarze płaszczyznowym) Znajdzie się pewnie jakiś sceptyk, który zakrzyknie w tym miejscu: 35:4 daje 8,74 metrów kwadratowych płąszczyzny na łeba, więc o co chodzi? Wyjaśniam zatem. W pokoju znajdowały się następujące meble: kanapa (składana) o wymiarze (w metrach) 2x1,5 a po rozłożeniu 2x2 (łącznie w wymiarze maksymalnym 4 mkwadrat),tapczan nie rozkładany o wymiarach 2,20x 1,80, )co daje niespełna 4 metrykwadrat), biblioteczka z książkami o wymiarach 0,5x1,5 (= 0,75 mkwad), stół drzewiany okrągły o średnicy 1,40 m co daje nieco ponad 2 mkwadrat wedle wzoru na powierzchnię koła foremnego o promieniu 0,7 m ukwadratnionym i mnożonym przez "pi". Kolejnym mebel to szafa (0.8x2,5 = 2mkw) oraz FORTEPIAN - nieforemny, ale zajmujący bez wątpienia jakieś dwie powierzchnie stołu foremnego z kawałkiem. Podsumujmy zatem: Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:28 4+4+0.75+2+2+2+4= circaebałt 18,75 mkwadrat i to pominąwszy krzesła dosunięte "na zakładkę do foremnego stołu drzewianego) 35-18,75 mkwa = 16,25 m kwa. To podzielone przez 4 osoby "zagnieżdżone" daje 4,0625 mkwa na jednostkę gniezdną! - znaczy 2x2 mkwa na dziób. No tak, sceptyk spyta" no to co z tego, skoro czasy były inne a cukru juz pod dostatkiem (wczesny Gomułka!) O tym poniżej. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:33 W tamtych czasach istniała jednostka organizacyjna pod nazwą Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. To Towarzystwo bardzo martwiło się o dzieci. O to się Towarzystwo martwiło, żeby dzieciom nie było zbyt ciasno. I moi Najukochńsi Rodzice bardzo się martwili, ze jakby przyszła nagle jakaś Pani (albo Pan) z Towarzystwa, to jak zobaczy taką ciasnotę straszną (a zaczynek mego ciężkiego dzieciństwa), to ta Pani (i naturalnie też Pan) też się strasznie zmartwią moim i Siostry mojej (bliźniaczki) losem i nas do jakiegoś Domu Dziecka jeszcze zabiorą, co tylko pomnoży ciężkość mojego dzieciństwa, mimo zdecydowanego "lebensraum"czy jak się to tam pisze (i wymawia). Po rodzinnej naradzie postanowiono, co następuje: Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:43 W kuchni wstawi się dwuoosobowe łóżko metalowe. Jak przyjdzie jakaś Pani (albo Pan) z Towarzystwa, to mieliśmy (pod groźbą znacznego pogorszenia i tak już szczątkowego) komfortu naszego z Siostrą dzieciństwa, twierdzić (patrząc prosto w oczy zatroskanych Wizytatorów), że Rodzice śpią na tym metalowym łóżku w kuchni. Zachodziła jednak obawa, że nawet podwojenie metrażu "na dzioba" nie zmieni zatroskania Wizytatorów w nagły przypływ czułostkowej życzliwości popartej cmokierstwem i absolutną akceptacją naszej "szarej codzienności". Postanowiono więc, że kiedy rozlegnie się niezapowiedziany dzwonek do drzwi (domownicy nie dzwonili, tylko walili piąchą we framugę, w formie znaku rozpoznawczego zapobiegającego zbędnej panice, a tym samym mnożeniu stresu dzieciństwa), ja natychmiast ukryję się pod pokrywą fortepianu, tak, że Wizytator popadnie co najmniej w zachwyt nad faktem, iż na dziecięcy dziób SIostry przypada całe te 16 mkw z kawałkiem. Spytacie pewnie dlaczego wyznaczono dla mnie tę skrytkę? Nie, nie żebym był szczególnym dżentelmenem! Powierzono mi to zadanie dlatego, że jako urodzony kurdupel (dziś mój wzrost nie przekracza 60 inchów) mieściłem się z łatwością pod pokrywą! Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:43 Wizutator nigdy nie zawitał w nasze progi. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:45 Za to ja leżąc wyciągnięty (jak struna) na strunach rzeczywistych, wsłuchiwałem się w dźwięk tychże. Tak nauczyłem się grać na fortepianie. Tak doprowadziłem swoją literacką wrażliwość i talent do niebywałego poziomu. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:46 Naturalnie, tych ostatnich wynurzeń nie upubliczniłem w trakcie spotkania z Panem rezydentem Lechem Wałęsą. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:47 I z tego powodu Pan Prezydent zgodził się chętnie z tezą, iż moje dzieciństwo było faktycznie okropne. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:47 Na pocieszenie dodał jednak: ciesz się pan, że nie wylądowałeś w bidulu albo nawet w jakimś domu poprawczym. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:48 Zapewniłem Pana Prezydenta, że Jego ciepłe słowa pocieszenia posiadają dla mnie kolossalne znaczenie. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:49 Faktycznie - przecież tak wiele dzieci z rodzin patologicznych, źle kończy, zaliczając po drodze pobyt w jednostce resocjalizującej. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:51 Ale jakby w związku z tym chcieli mnie zapraszać na spotkanie z jakimś kolejnym Panem Prezydentem, co miał dzieciństwo szczęśliwe, to ja odmówię... Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:42 Cieszymy się, Wściekły. Znaczy, cieszę się, bo nie odpowiadam za innych. Cieszę się, że nie było nic o homofobii, to po pierwsze. Po drugie, cieszę się, że zostałeś w rodzinie, u tatusia i mamusi, wraz z siostrzyczką-bliźniaczką. Przypuszczam, że uratowały metry nie kwadratowe, tylko kubiczne...znaczy sufit był wysoki i było czym oddychać dla czteroosobowej rodziny Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 19:52 Ale we wnętrzu fortepianu było duszno! Odpowiedz Link
mirekms Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 20:06 WU pisze: "tylko walili piąchą we framugę, w formie znaku rozpoznawczego zapobiegając zbędnej panice" zgaduję trzy razy walili w framugę,tak dla niepoznaki przed intruzami ? Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 20:11 ...a trzeba było, Wściekły, nie zamykać przed spaniem klapy od fortepianu! Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 21:07 Owszem, pokoik, choć był istną klitką uniemożliwiającą swobodne poruszanie, był wysoki, ale z oddychaniem nie było mimo to lekko: Najukochańszy Tatuś i Najukochańsza Mamusia palili bowiem papieroski. Zwielokrotniało to cieżkość dzieciństwa, gdyż pokoik opalany był węglem (gabarytów pieca nie uwzględniłem w obliczeniach metrów kwadratowych - świadomość tego przeoczenia pogłębiła de novo moje poczucie dziecięcej tragedii). Potem zafundowałem Najukochańszym Rodzicom ogrzewanie elektryczne, nie mogąc patrzeć, jak dźwigają wiadra węgla. Nie wszystkie dzieci mają tak wrażliwe serduszka, by stareńkim Rodzicom ułatwić życie. Wysokie mieszkanie miało jednak swoje wady. Najukochańszy Tatuniek musiał wchodzic na bardzo wysoką drabinę, by umyć okna, lub powiesić firanki (jak jakaś, nie przymierzając, kura domowa) i ja, jak na to patrzyłem, to aż dygotałem, a nawet szlochałem, bo bałem się, że drabina się złamie i Tatuś spadnie wprost na stojący pod oknem fortepian i uszkodzi go demolując mój schowek przed Wizytatorem Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Odpowiadając na słuszną skądinąd poradę co do klapy fortepianu, to przypomnę, iż wnętrze instrumentu nie było noclegowiskiem, lecz kryjówką, by Wizytator - zmartwiony ciasnotą i okropnymi warunkami mieszkaniowymi - nie zabrał mnie lub siostry do Domu Dziecka. Klapa musiała więc być w tej sytuacji zdecydowanie zamykana. Odpowiadam również na sugestię "trzystopniowego walenia w drzwi": otóż walono czterokrotnie. Trzykrotne walenie w drzwi - podobnie jak nieustannie powtarzany trzykropek - uznaliśmy za znak zbyt trywialny, by był godnym polecenia. Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 21:15 Trzeba było spać w fortepianie. Miałbyś najlepsze łoże w rodzinie do spania - jedyne na sprężynach. Masz jednak dobre serduszko. Nie pozwoliłeś stareńkim rodzicom nosić węgiel do pieca kaflowego. Wystarczyło tylko włożyć do pieca spiralę grzewczą elektryczną i z węglowego pieca kaflowego powstawał piec elektryczny akumulacyjny. Masz dobre serduszko - wystarczyło malutka chęć i kilka zeta, a rodzice nie musieli już nosić węgla z piwnicy. A z tymi papierosikami to nie bądź taki zły na rodziców. To były inne czasy. Do tego może dym z papierosików neutralizował brzydki zapach dymu z nieszczelnego pieca kaflowego? Papierosiki mogły być perfumowane "łagodnym francuskim", to w pokoiku było przyjemnie. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 21:32 O tak, nie mógłbym zasnąć zimą, gdybym miał świadomość, że stareńcy Rodzice muszą trudzić się z całą tą procedurą rozpałki, zwłaszcza, że wydatek na "wsad akumulacyjny" to naprawdę betka, nawet gdy żyć trza na zasiłku socjalnym. Co do papierosików, to stanowczo odrzucam wersję o bukiecie francuskiego aromaciku. Najukochańsi Rodzice palili papierosy marki "Sport" oraz równie popularne "Giewonty". Dymiły zdrowo, tak, że czasem musiałem się poruszać na przypadających mi 4 mkw. po omacku. Ponadto mocno podtruwały - stąd mój karłowaty po dziś dzień wzrost (jak wspominałem 60 inczów). Zblokowało mi przysadkę i podwzgórze - hormon wzrostu był ledwie wykrywalny - w czasach mojego dzieciństwa zresztą endokrynologia stawiała pierwsze kroki (podobnie jak ja też przeżywając dramatyczne dzieciństwo) Ale kora mózgowa jest zdecydowanie O'Key i to na trwałe. Niektórzy twierdzą wprawdzie, że szare komórki się kurczą, ale to błędne mniemanie. Właściwości kurczliwe posiada bowiem wyłącznie tkanka elastyczna i (mniejsze) - włóknista. Kto sądzi inaczej, winien zwrócić dyplom wyższej uczelni. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Hooooopppp, hooooopppp! 24.03.13, 21:59 Cześć Wściekły.. Nic nie określa nas bardziej jednoznacznie niż stosunek do starych rodziców. Jak w Biblii: Tak-tak, nie-nie. Proste i jednoznaczne. Na Dalekim Wschodzie najwiekszą hańbą dla człowieka jest pozostawienie niedołężnych rodziców samym sobie i nieadbanie o ich potrzeby. Widziałem jak to działa i byłem pod wrażeniem. Odpowiedz Link
k.karen Re: Hooooopppp, hooooopppp! 25.03.13, 08:47 Nic nie określa nas bardziej jednoznacznie niż stosunek do starych rodziców. To prawda! Odpowiedz Link
k.karen Re: Hooooopppp, hooooopppp! 25.03.13, 09:06 Ps. A w sprawie ogrzewania to tylko bieda może tłumaczyć brak pieca CO. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hooooopppp, hooooopppp! 25.03.13, 14:23 No, skoro już wróciłem do domeczku, to mogę Wam opowiedzieć, jak to było z tym piecem dla moich Najukochańszych Rodziców. Mieszkaliśmy wtedy na krakowskim Kazimierzu - na 3 piętrze ,dwa pokoje (w jednym Najukochańsi Dziadkowie) o wydokości 4.75 m. opalane węglem. Razem z piwnicą dawało to łącznie poziom mniej więcej 8 piętra współczesnego, socjalistycznego blokowiska. Trzeba było nosić dwa pełne wiadra węgla dziennie i jeszcze rąbać drewno na rozpałkę, żeby zapewnić stosowną temperaturę. No to jak wyjechałem wreszcie do miasta, które w herbie ma sprzeczne z dostępem do rzeki godło, to mnie sumienia wyrzuty zaczęły dręczyć już pierwszej zimy, że uhuhu. Nie spałem po prostu po nocach -zwłaszcza, że zima była surowa, drżąc z niepokoju, jak sobie moi Najukochańsi Rodzice radzą z tym rąbaniem i wynoszeniem, że o minutach trwonionych przy rozpałce i zagrożeniu czadem już nie wspomnę. Lekko nie było - ale miałem do wyboru, albo własny samochód full wypas i liczne podróże zagraniczne - choćby za miedzę, albo piec akumulacyjny dla moich Naujkochańszych Rodziców. Nawet się przez chwilkę nie zastanawiałem. Bo przecież, Oni od ust sobie odejmowali, żeby mnie wykształcić! I ja nie zmarnowałem nadziei, jakie we mnie pokładali. Uczyłem się pilnie, wkuwałem do egzaminów, zaliczałem na piąteczki prawie same! Bo aż mnie ciarki przechodziły na myśl samą, że mógłbym poświęcających się dla mnie Najukochańszych Rodziców co sobie od ust chleb odejmowali, zawieść - nie wkuć, nie zdać i zostać wydalonym ze studiów za brak postępów! Chyba serce by mi pękło ze wstydu, że Oni tak na mnie liczyli, tak się starali, a ja zawiodłem. Owszem, gdybym nie zdobył zaliczeń i musiał się żegnać ze studiami - mógłbym np. wyjechać za granicę unikając wstydu spuszczania wzroku na widok sąsiadów i koleżeństwa, ale myśl o próżnych wyrzeczeniach ze strony Najukochańszych Rodziców i tam strawiłaby moje trzewia! Jak to se postawiłem naprzeciwko harówki, jaka mnie czekała, żeby zarobić na ten "wsad akumulacyjny", to nawet przez chwilkę nie miałem wątpliwości. POZOSTAWIENIE STARYCH NAJUKOCHAŃSZYCH RODZICÓW NA PASTWIE LOSU WYDAŁO MI SIĘ KRAŃCOWYM BARBARZYŃSTWEM! W rok zarobiłem na ten piec. Sfinansowałem wszystko od A-Z. Odmówiłem wyjazdu do Brukseli! Pogardziłem Paryżem! W dupie miałem Zamki nad Loarą! Uśmiech uszczęśliwionych (i Najukochańszych Rodziców), był mi wystarczającą rekompensatą za ciułanie szmalu. Pomyśleć, ile wciąż na tym świecie jest jednak niewdzięcznych dzieci, które tam gdzie ja miałem Zamki nad Loarą, mają własnych Rodziców. Brrrr. A zresztą może to wyjątki? Jak myślicie, mogę to opowiadanie - wprawkę opartą na faktach wkleić na Portal Pisarski? Żeby wstrząsnąć sumieniami czytelników i czytelniczek? A potem odstać mnóstwo pochwał i rozcudnionych komentarzy? Nie jakiejś tam wazeliny, tylko cmoków z autentycznego zachwytu! Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hooooopppp, hooooopppp! 25.03.13, 18:02 Autentyk to jest to, Wściekły. Zawsze się obroni. Odpowiedz Link