Wiadomość o śmierci Robina Williamsa skłoniła mnie do spojrzenia na depresję.
Uważam, iż nazwa jest myląca – sugeruje niższy stan świadomości – a wg mnie jest to inny stan, pokrewny tzw. miłości do szaleństwa. Oba stany graniczą z obłędem i oba nieraz doprowadzają do samobójstwa, jak w przypadku Robina i wielu innych ludzi sztuki, szczególnie podatnych na tę egzystencjonalną przypadłość.
Ciekawi mnie, co o tym sądzą nasi podwórkowi lekarze ?
Grace Jones i Stana Katic w tym temacie: Libertango na moim chomiku