23.10.07, 13:48
Wrócilem wlasnie z klasztoru.Pokoik-celka 1,5nq
Obserwuj wątek
    • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 13:53
      1,5 na 1,5 metra.Wejscie na 1.6m.Zapach kurzu i lekkiej
      stechlizny.Olbrzymie ławy w refektarzu.Prosta kaplica,z ktorej
      lubiłem patrzec na krajobraz za oknem.Słowa o wieczności,ktore
      brzmią w tej scenerii tak naturalnie.I o wiecznej miłości,i o
      jedynym naszym celu...
      A w przerwach Przebudzenie de Mello,ktore uczy sluchać ,widzieć
      rozumieć
      • kryzolia Re: Klasztor 23.10.07, 14:18
        to ciekawe, chyba by mi się podobało, o ile pomieszczenie jest wysokie a nie na
        1,60 m.
        W ostanich czasach wiele osób zmęczonych życiem , gonitwą za pieniądzem,
        wyściegiem za lepszą pozycją - próbowało znależć schronienie na stałe w klasztorze.
        To, że własnie na stałe najlepiej swiadczy o tym jak bardzo życie dało im po d..ie.
        I szczerze mówiąc tez bym tak chciała, choć jestem z wiarą na bakier - może by
        się nie połapali....
        • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 18:53
          Taki pobyt jest jak wyjście z bardzo gorącego i dusznego
          pomieszczenia na świeże powietrze,chłód i widok rozgwieżdżonego nieba

          Pokoik był nie za wysoki ale nie tarłem glowa o sufitwink)
      • 7zahir Re: Klasztor 23.10.07, 14:44
        krytyk2 napisał:

        > 1,5 na 1,5 metra.Wejscie na 1.6m.Zapach kurzu i lekkiej
        > stechlizny.Olbrzymie ławy w refektarzu.Prosta kaplica,z ktorej
        > lubiłem patrzec na krajobraz za oknem.Słowa o wieczności,ktore
        > brzmią w tej scenerii tak naturalnie.I o wiecznej miłości,i o
        > jedynym naszym celu...
        > A w przerwach Przebudzenie de Mello,ktore uczy sluchać ,widzieć
        > rozumieć>


        Czy to była ta forma wypoczynku, o której słyszałam,
        czy warsztaty rozwoju duchowego?
        • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 19:09
          > Czy to była ta forma wypoczynku, o której słyszałam

          Tak,to była ta forma wypoczynkuwink
          • e_w_a_g_5 Re: Klasztor 23.10.07, 21:03
            zadziwiasz mnie krytyku
            przyznam, że dla mnie spartańskie warunki gdzie indziej, sa najwieksza
            motywacją, by pozostac w ciepłym domu
            • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 10:23
              e_w_a_g_5 napisała:

              > zadziwiasz mnie krytyku
              > przyznam, że dla mnie spartańskie warunki gdzie indziej, sa
              najwieksza
              > motywacją, by pozostac w ciepłym domu

              Stawką jest moje zycie,wygraną jest zmiana siebie.
              W tym swietle nie ma na swiecie wystarczająco duzych kosztów.
              Na bieżąco chodziło mi jedynie o uzyskanie dystansu do nabrzmiałych
              problemów codzienności.
      • jan_stereo Re: Klasztor 23.10.07, 14:51
        krytyk2 napisał:

        > 1,5 na 1,5 metra.Wejscie na 1.6m.

        To jak Ty tam spales, w kucki ?

        Mnie tego typu niewygoda wrecz dekoncentruje i nie pomaga skupic sie
        nad jakimis wznioslymi myslami...
        • shachar Re: Klasztor 23.10.07, 15:22
          a co bys zrobil, gdybys pewnego dnia uzmyslowil sobie, ze Cie
          stamtad nie wypuszcza?
          • e_w_a_g_5 Re: Klasztor 23.10.07, 16:05
            klasztor na wyciszenie emocjonalno/duchowe, to niezłe miejsce.
            podobno koncentracja siega zenitu, ale z moja klaustrofobia nie wróżyła bym
            sobie jakiegos szczególnego rozwoju
            • shachar Re: Klasztor 23.10.07, 16:10
              tak sobie teraz pomyslalam, ze ja nie moglabym tak, troche
              klasztorzyc, a troche nie klasztorzyc, bo albo chcialabym tam
              zostac ,albo stamtad uciec
              czy mozna np byc troche mnichem, a troche birbantem? wtedy ani tym
              ani tym nie mozna byc DOBRZE
              ale moze zaraz pomysli mi sie cos innego
              • e_w_a_g_5 Re: Klasztor 23.10.07, 16:13
                ze względu na swoja fobie /klaustro/ nie zdecyduje się jednak klasztorzyć.
                inne wzgledy tez sa istotne w zwiazku z tym zostaje w domu
              • 7zahir Re: Klasztor 23.10.07, 17:40
                shachar napisała:

                > czy mozna np byc troche mnichem, a troche birbantem? wtedy ani tym
                > ani tym nie mozna byc DOBRZE
                > ale moze zaraz pomysli mi sie cos innego>

                smile))))

                Mnie sie juz pomyslało cos innego smile
                To zalezy po co chce sie byc troche tym, troche tym...
                Wiesz...taka zabawa w przebierańców na rózniaste okazje smile))
              • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 19:05
                shachar napisała:

                > tak sobie teraz pomyslalam, ze ja nie moglabym tak, troche
                > klasztorzyc, a troche nie klasztorzyc, bo albo chcialabym tam
                > zostac ,albo stamtad uciec
                > czy mozna np byc troche mnichem, a troche birbantem? wtedy ani tym
                > ani tym nie mozna byc DOBRZE
                > ale moze zaraz pomysli mi sie cos innego

                Wiesz doskonale ,ze cale nasze życie to połowicznośc i chodzenie na
                kompromisy...To nasza druga natura..
            • kryzolia Re: Klasztor 23.10.07, 18:10
              tak, macie rację, mi sie tez nie podoba sufit nad głową....
              i od razy zastrzegłam , że taka wysokość nie każdemu słuzy.

              Natomiast mi , zmęczonemu człowiekowi, od ktorego wszyscy stale cos
              chcą,gdy bez przerwy cos muszę, a jak tylko sie zatrzymam to juz
              nie odrobie zaległości...zmęczonemu, ... niekiedy ludzką głupotą...

              chcę do klasztoru !!!
              • e_w_a_g_5 Re: Klasztor 23.10.07, 18:50
                ale tam palić nie wolno, a ja popalam
                • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 19:02
                  zawsze można wyjśc na swieże powietrze za kuchnią lub wyjściem do
                  przyklasztornego ogrodu;P
            • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 19:00
              korytarze i krużganki były ogromne,wysokie na 4-5 metrów,podobnie
              jak kaplica modlitewna.Różnice stanowila temperatura-w pokoikach
              wyższa o 5-6 stopni niz na korytarzachsmile
          • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 18:57
            shachar napisała:

            > a co bys zrobil, gdybys pewnego dnia uzmyslowil sobie, ze Cie
            > stamtad nie wypuszcza?

            Gdyby mieli takie uprawnienia decyzja o przekroczeniu progu
            klasztoru byłaby o wiele powazniejsza.myśle ,ze bym tam nie wszedłsmile
        • krytyk2 Re: Klasztor 23.10.07, 18:55
          jedynym wyposażeniem tego pokoiku było łóżko i krzesło/skladane
          zresztą/
          Mnie do koncentracji potrzebna jest mala ilośc bodźców a tam na ich
          nadmiar nie narzekałemwink)
          • abigejl25 Re: Klasztor 23.10.07, 23:29
            Zazdroszczę Ci Krytyku. Zawsze marzyłam o takim "wypoczynku". Swego czasu
            rozważałam pobyt w Klasztorze, ale wiara ma słaba jest. Poczekam.
            • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 10:25
              abigejl25 napisała:

              > Zazdroszczę Ci Krytyku. Zawsze marzyłam o takim "wypoczynku".
              Swego czasu
              > rozważałam pobyt w Klasztorze, ale wiara ma słaba jest. Poczekam

              Nie jestem wierzącym katolikiem.Jestem tylko gorącym sympatykiem
              wiarysmileWierzę ,ze przenosi ona góry i daje ludziom moc,prawdę i
              światło.
              • jan_stereo Re: Klasztor 24.10.07, 10:44
                krytyk2 napisał:

                > Nie jestem wierzącym katolikiem.Jestem tylko gorącym sympatykiem
                > wiarysmileWierzę ,ze przenosi ona góry i daje ludziom moc,prawdę i
                > światło.

                Ja z podobnego powodu, uwielbiam chodzic do kosciola na koncerty
                organowe, klimat tam panujacy (zwlaszcza o wiekowych budowlach mowa)
                tylko pomaga tej muzyce. Moze owa 'prawda i swiatlo' sa tylko
                zludnie/sztucznie w nas rozpalane, ale daja niemal takie same silne
                emocje i dobre samopoczucie jak ich prawdziwe odpowiedniki.

                ps. a czy czasem to wiara nie wynika z posiadanej juz mocy/prawdy,
                ktora daje/rodzi wiare ?

                :")
                • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 11:38
                  > Ja z podobnego powodu, uwielbiam chodzic do kosciola na koncerty
                  > organowe, klimat tam panujacy (zwlaszcza o wiekowych budowlach
                  mowa)
                  > tylko pomaga tej muzyce. Moze owa 'prawda i swiatlo' sa tylko
                  > zludnie/sztucznie w nas rozpalane, ale daja niemal takie same
                  silne
                  > emocje i dobre samopoczucie jak ich prawdziwe odpowiedniki

                  jestem Janku bardzo nieufnym i krytycznym konsumentem produkcji
                  ideowej.w ostatnim czasie potrafie jednak wychwycic perełki
                  tam ,gdzie nigdy bym sie ich nie spodziewał.Do takich instytycji
                  należy też kościól.Czasem wpadam na mszę do Kościoła będąc w jakimś
                  miescie i az mnie skreca,żeby podejśc do ołtarza,odebrać mikrofon
                  ksiedzu i powioedziec co mysle na dany temat-bo tak mnie wkurza jego
                  suche pitolenie.Czasem jednak slucham tzw kazania z otwartą gębą,bo
                  to co mówi jakiś czlowiek w sutannie jest prawdziwe i chwyta za
                  serce.
                  Powiem ci tak:w chwili obecnej nie znam w swiecie żadnej siły
                  ideowej ,ktorej by zależalo na rozwoju moralnym człowieka.Masz setki
                  instytutów psychologicznych,terapeutycznych ,tysiące
                  poradników.Trudno za taka instytucje uznać w całości też kościół,ale
                  sa w nim takie jednostki,ktore łączą w sobie olbrzymią wiedze
                  psychologiczna i zroumienie potrzeb moralnych człowieka.Ktorzy o
                  prtrzebie miłości,o doskwierajacej samotności mówia innym niz
                  psychologowie językiem.Ten język dociera do mnie...

                  > ps. a czy czasem to wiara nie wynika z posiadanej juz mocy/prawdy,
                  > ktora daje/rodzi wiare ?
                  >
                  > :")

                  dopiero gdy ziarno pada na odpowiednią glebę,może z niego coś
                  wyrosnąćsmile
                  • 7zahir Re: Klasztor 24.10.07, 13:24
                    krytyk2 napisał:

                    > Powiem ci tak:w chwili obecnej nie znam w swiecie żadnej siły
                    > ideowej ,ktorej by zależalo na rozwoju moralnym człowieka.Masz
                    setki instytutów psychologicznych,terapeutycznych ,tysiące
                    > poradników.Trudno za taka instytucje uznać w całości też
                    kościół,ale sa w nim takie jednostki,ktore łączą w sobie olbrzymią
                    wiedze psychologiczna i zroumienie potrzeb moralnych
                    człowieka.Ktorzy o prtrzebie miłości,o doskwierajacej samotności
                    mówia innym niz psychologowie językiem.Ten język dociera do
                    mnie...>

                    Dobrze jest znaleźć w życiu coś co dociera w głąb naszej duszy.
                    Dla mnie to spiew ptaka,piekno kwiatu, czy poruszajaca rozmowa
                    z mądrym zyciowo ciepłym, człowiekiem, bez wzgledu na jego
                    wykształcenie czy uprawiany zawód.
                    Nie utozsamiam sie z zadna ideą czy instytucją
                    szukam siły swoich przezyć w sobie.

                    > > ps. a czy czasem to wiara nie wynika z posiadanej juz
                    mocy/prawdy,
                    > > ktora daje/rodzi wiare ?
                    > >
                    > > :")
                    >
                    > dopiero gdy ziarno pada na odpowiednią glebę,może z niego coś
                    > wyrosnąćsmile
                    • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 13:37
                      Dobrze jest znaleźć w życiu coś co dociera w głąb naszej duszy.
                      > Dla mnie to spiew ptaka,piekno kwiatu, czy poruszajaca rozmowa
                      > z mądrym zyciowo ciepłym, człowiekiem, bez wzgledu na jego
                      > wykształcenie czy uprawiany zawód.
                      > Nie utozsamiam sie z zadna ideą czy instytucją
                      > szukam siły swoich przezyć w sobie

                      Jest jakoś tak ,ze lubimy utożsamiać sie z Siłą Większą od nas
                      samych.Wrażenia identyfikacji i jedności rozsiane w naszym
                      zyciu ,chociazby te wyniesione z głęboko nas porauszajacych rozmów z
                      innymi ludźmi ,przyjaciółmi, czasami sa takimi wysepkami,ktore
                      przynosza chwilowe wsparcie ale nie sa w stanie uratować nas przed
                      calkowitym zatonieciem.Poza tym:uderzenia ,ktore niesie zycie sa
                      czasem tak silne,ze odpowiedzieć im moze tylko
                      metafizyczna "nadwyżka" wiary w dobro w człowieku.
                      Napęd bieżacy bierzemy z samych siebie,prawdziwie wielką energię
                      czerpiemy z zewnątrz.
                      • jan_stereo Re: Klasztor 24.10.07, 13:57
                        krytyk2 napisał:

                        > Napęd bieżacy bierzemy z samych siebie,prawdziwie wielką energię
                        > czerpiemy z zewnątrz.

                        Masz na mysli,ze podstawowo ufamy sobie,a w sytuacjach wygladajacych
                        na przerastajace nasze wlasne sily, uciekamy sie ku innym ludziom,
                        ewentualnie ideom,ktore umiejscawiamy poza nami (bo to pomaga,
                        chociaz sa w nas, tak naprawde) ?
                        • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 14:29
                          > Masz na mysli,ze podstawowo ufamy sobie,a w sytuacjach
                          wygladajacych
                          > na przerastajace nasze wlasne sily, uciekamy sie ku innym ludziom,
                          > ewentualnie ideom,ktore umiejscawiamy poza nami (bo to pomaga,
                          > chociaz sa w nas, tak naprawde) ?

                          To jest oczywiste i o tej oczywistości mysle i ją przypominamwink/tak
                          latwo nie zauważamy tego ,co stale mamy przed oczyma/.
                          Przez cale nasze zycie jesteśmy wielostronnie zalezni od innych
                          ludzi.Rodzimy sie i umieramy.Gdy przychodzi smiertelna choroba nie
                          jestesmy w stanie uciec od wyroku ,chocby na naszym koncie leżały
                          milardy dolarów.Pragnienie niezalezności i oryginalności ma tez
                          swoje granice -wyznacza je granica odrzucenia przez innych
                          ludzi.Jesteśmy tak kruchym bytem,ze zagraza nam nawet przyslowiowa,
                          lecąca z gory dachówka.Skuteczna samorealizacja,osiaganie sukcesu
                          tylko jeszcze bardziej zaslaniają nam tę wielostronną zależność...
                          Możemy zacząc mysleć ,ze oto jesteśmy kreatorami samych siebie a
                          może nawet swiata lub innych ludzi.Może nam się tak wydawać ..do
                          czasu..

                          jest w we mnie pragnienie absolutu
                          jest we mnie pragnienie nieprzemijajacej miłości
                          jest we mnie pragnienie jedności ze swiatem i innymi
                          ludxmi ,jedności duchowej-takiej ,ktora nie zna koloru flagi,zapachu
                          pochodzenia społecznego,tembru języka..

                          Jest we mnie jeszcze duzo innych potrzeb duchowych
                          Czy fakt ,że w dzisiejszym swiecie nie ma dla nich warunków do
                          realizachji staja się one mniej ważne,anachroniczne czy infantylne?
                          • e_w_a_g_5 Re: Klasztor 24.10.07, 14:38
                            dobrze, jeżeli żadne czynniki zewnetrzne, Ci tego nie uniemożliwiaja
                            Uważam, że pięcie sie po szczytach własnych mozliwości i zgłebianie swojej
                            osobowości, jest mozliwe tylko wtedy, gdy nic obok tego nie zakłoca.
                            Pomysl, jak to wyglada w praktyce, kiedy codzienna walka o byt i życie
                            najbliższych, absorbuje do tego stopnia, że takie potrzeby, sa postrzegane w
                            kategoriach luksusu
                            • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 14:48
                              e_w_a_g_5 napisała:

                              > dobrze, jeżeli żadne czynniki zewnetrzne, Ci tego nie
                              uniemożliwiaja
                              > Uważam, że pięcie sie po szczytach własnych mozliwości i
                              zgłebianie swojej
                              > osobowości, jest mozliwe tylko wtedy, gdy nic obok tego nie
                              zakłoca.
                              > Pomysl, jak to wyglada w praktyce, kiedy codzienna walka o byt i
                              życie
                              > najbliższych, absorbuje do tego stopnia, że takie potrzeby, sa
                              postrzegane w
                              > kategoriach luksusu

                              Ewo,to akurat rozumiem...
                              Jeśli juz pozostaniemy w zaproponowanej przez Ciebie opozycji -
                              posiadania bądź nie posiadania warunków-dziwi mnie o wiele bardziej
                              to,ze ci ,ktorzy te warunki posiadają zwykle najszybciej i najdalej
                              odchodzą od duchowości..
                              • e_w_a_g_5 Re: Klasztor 24.10.07, 15:11
                                myslę, że sa to ludzie nie oczekujący od siebie i życia niczego więcej, poza
                                pełna lodówka i przyjemnosciami doczesnymi. Poza tym, chyba niczego tak na
                                prawde nie przeszli, nie doceniaja w zwiazku z tym wagi, rozwoju duchowego.

                                Wiesz, miałam /mam/ bliska koleżanke. Do pewnego momentu, uwazałam, ze wystarczy
                                mi, co jakis czas /zwłaszcza, że była życzliwa/.
                                W końcu, doszłam do wniosku, że rozmowy ograniczały sie wyłacznie, do jej
                                narzekania w patowej sytuacji, a przerwach doradzaniu jej w której bluzce, czy
                                spodniach, lepiej wyglada.
                                Ona takich potrzeb pozamaterialnych nie rozumiała. No i sie nasze drogi rozeszły

                                A wracając do klasztoru, jakiś czas temu zazdrościłam tym, którzy z dobrej woli,
                                ukrywali sie przed światem za murami.
                                Chodziło mi to po głowie, ale... wkroczyła rzeczywistość
                                • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 15:31
                                  czasem tez mialem wrażenie ,że dobrze mi sie rozmawiało z kimś,że
                                  osiągnąlem z ta osoba glebsze duchowe porozumienie.I nie
                                  przeszkadzalo mi ,ze ta osoba juz na pierwszy rzut oka wyznaje inne
                                  wartosci niz ja.potem okazywalo sie ,ze rozziew w tych kwestiach
                                  dawal o sobie znac i w pewnym momencie stawal sie nie do
                                  utrzymania.Tak jak w miłości nie wystarcza pierwsze dreszcze/choć
                                  niewątpliwie musza byćwink.../,tak samo w przyjaxni nie wystarczy
                                  początkowe zblizenie i kilka wspólnych poletek zainteresowań..
                                  Musze wyjechac,zycze Ci milego popołudniasmile
                              • jan_stereo Re: Klasztor 24.10.07, 15:47
                                krytyk2 napisał:

                                > dziwi mnie o wiele bardziej to,ze ci ,ktorzy te warunki posiadają
                                >zwykle najszybciej i najdalej odchodzą od duchowości..

                                Jakie to sa warunki ? I jeszcze mnie ciekawi, skoro sie pisze o
                                rozwoju duchowym, to skad wiemy ze to jest rozwoj, a nie jedynie
                                zmiana ? I ktory (odnosnie czego) rozwoj duchowy jest tym ogolnie
                                cenionym, chyba ze to sprawa wlasna, scisle osobista.
                                • e_w_a_g_5 Re: Klasztor 24.10.07, 16:37
                                  własnie. własna i osobista, dobrze powiedziane
                                  • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 19:42
                                    e_w_a_g_5 napisała:

                                    > własnie. własna i osobista, dobrze powiedziane
                                    Sam rozwój duchowy jest najbardziej osobistą ze znanych mi rzeczy na
                                    swiecie,bez dwuch zdań.
                                    Ale proby podejmowane przez pisarzy buddyjskich ,de Mello czy
                                    Osho,dowodzą ,ze czasem da sie
                                    wyznaczyć,pomocne ,obiektywne ,intersubiektywnie komunikowalne
                                    reguły "warsztatowe" dla takich usiłowańsmile
                                    • krytyk2 Re: ale BYK!!!!!;) 24.10.07, 19:44
                                      "bez dwóch" ,oczywiście!
                                      • 7zahir Re: ale BYK!!!!!;) ....NARESZCIE !!! :-)) 25.10.07, 19:25
                                        To takie ludzkie smile
                                • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 19:39
                                  mówiąc o warunkach nawiązalem tylko do uwagi Ewy.chodzilo o to ,ze
                                  ludzie zajęci zdobywaniem podstawowych srodkow do zycia nie sa w
                                  stanie zając sie niczym innym jak tylko sprawami bytowo-
                                  materialnymi.I ja to rozumiem.Wyrazilem tez zdziwienie ,ze
                                  ludzie ,powiedzmy zamozni,mieliby i czas i pieniądze ,żeby zadbać o
                                  swój rozwój,nie czynią tego.Utożsamiaja bowiem sukces ekonomiczny ze
                                  wszystkim ,co mozna od życia wziąć.

                                  I jeszcze mnie ciekawi, skoro sie pisze o
                                  > rozwoju duchowym, to skad wiemy ze to jest rozwoj, a nie jedynie
                                  > zmiana ? I ktory (odnosnie czego) rozwoj duchowy jest tym ogolnie
                                  > cenionym,

                                  Rozwój duchowy rozumiem podobnie do de Mello.Dla niego celem/rozwoju
                                  duchowego/ jest zmiana samego siebie a narzędziem tej zmiany -
                                  samoobserwacja.Podobnie zreszta rozumie to Osho.
                                  Itu nie ma zadnego odkrycia Ameryki.ale o wiele łatwiej jest to
                                  powiedzieć niz to zrobić.Przyklad podaje Osho ,gdy proponuje
                                  obserwacje wskazowki sekundnika zegarka przez 48 sek.Twierdzi ,ze za
                                  piewrszym razem praktycznie nikomu sie to nie udaje.Uwaga szybko sie
                                  rozprasza ,mysl wędruje samowolnie ku innym tematom.
                                  Do intencji Twojego pytania dodam jeszcze co wynika stąd dla poj
                                  rozwoju duchowego:jest to powiekszanie,czy tez pogłebianie zakresu
                                  samoobserwacji ,czasowo i jakosciowo oraz -równolegle-dokonywanie
                                  coraaz wieskzych zmainw swoimch przyzwyczajeniach i sposobach
                                  myslenia o wszystkim.
                                  • jan_stereo Re: Klasztor 24.10.07, 23:46
                                    Jestem tez ciekaw, jak zapatrujesz sie na osoby bardzo rozwiniete duchowo, czy zgodzisz sie, ze takie osoby moga byc rownie zle (w ogolnym pojmowaniu tego slowa) jak i dobre, bez limitu w zadnym z wymienionych, jak i bez wzgledu na stopien rozwoju duchowego ?


                                    ps. nalezy sobie tez zadac pytanie, czy rozwoj duchowy poprawia nasze samopoczucie czy niekoniecznie, jest inaczej ale nie zaraz lepiej :")
                                    • krytyk2 Re: Klasztor 25.10.07, 09:44
                                      jan_stereo napisał:

                                      > Jestem tez ciekaw, jak zapatrujesz sie na osoby bardzo rozwiniete
                                      duchowo, czy
                                      > zgodzisz sie, ze takie osoby moga byc rownie zle (w ogolnym
                                      pojmowaniu tego slo
                                      > wa) jak i dobre, bez limitu w zadnym z wymienionych, jak i bez
                                      wzgledu na stopi
                                      > en rozwoju duchowego ?

                                      Odpowiem Ci najpierw tak jak to stawiają zacytowani przeze mnie
                                      mysliciele a nastepnie sprobuję okreslić swoje zdaniesmile
                                      De Mello wyraźnie nie wypowiada sie i nie kwalifikuje czynów
                                      człowieka przebudzonego jako bardziej "dobrych" niz czyny czlowieka
                                      pozostającego we snie.Nie oznacza to ,ze z kart jego ksiązek takie
                                      wskazanie nie promieniuje.Myśle jednak,że bliższe jest mu wskazanie
                                      takiego stanu jako będącego "poza dobrem i zlem".
                                      Osho jest bardziej dydaktyczny i pouczający i wprost wielokrotnie
                                      pisze ,że czlowiek przebudzony nie moze czynić źle.Bo swiadomośc /w
                                      jego rozumieniu świadomości czyli bycia przebudzonym/ wyklucza zło.

                                      Myślę ,ze w stwierdzeniach i przykladach podawanych przez obydwu
                                      jest duzo prawdy.Nie moge być autorytetem w tej kwestii,gdyz nie
                                      uważam sie za przebudzonego.Moge opierać się jedynie na swojej
                                      intuicji intelektualnej.
                                      Po kolei.
                                      1)Rozróżnienie pomiedzy reagowaniem uśpionego a dzialaniem
                                      przebudzonego.
                                      To znajduje potwierdzenie w aktualnej psychologii i terapii leczenia
                                      uzaleznień.duzy punkt dla buddyzmusmile
                                      W większosci występkow i przestępstw dzialaja niskie instynkty i
                                      silne emocje.Świadomośc/buddyjska/ to wyklucza.
                                      2)Odrzucenie moralności drobnomieszczańskiej opartej na sztywno
                                      zdefiniowanych i transparentnych spolecznie zewnetrznych schematach
                                      postępowania/zauważ znowu jest to bliskie reagowaniu.../.
                                      Człowiek uspiony postepuje jak automat moralny -nie uwzglednia
                                      okoliczności,motywu,nie stara sie zrozumieć i dociec prawdy,bo on
                                      wszystko juz z gory wie i ma gotowe sankcje w ręku.
                                      Czlowiek przebudzony przede wszystkim n i e o c e n i a ,bo taką
                                      przyjął postawę wobec calej rzeczywistości ,nie tylko wobec jej
                                      aspektu moralnego.Chce przede wszystkim zrozumiec.A zrozumienie, jak
                                      wiesz, prowadzi nie do potepiania ,lecz do wspólczucia i pojednania
                                      bardziej ,niz czegokolwiek innego na świecie...
                                      Wg mnie -punkt dla buddyzmu.
                                      3)Ustanawianie celow
                                      W ustanawianiu i realizacji celów człowiek przebudzony jest bardziej
                                      wybredny i powściągliwy,niz czlowiek uspiony.Praktycznie odpada cala
                                      warstwa potrzeb materialnych ,ktorych jedynym uzasadnieniem
                                      powstania jest poprawienie sobie poczucia przez czlowieka.Dotyczy to
                                      drogich gadzetow typu jacht ,luksusowy samochod czy jakikolwiek z
                                      tysiecy symboli powodzenia materialnego ,czyli wartości czlowiekawink))
                                      Konsekwencją ich posiadania ,czy tez dążenia do ich posiadania,są
                                      takie skutki jak bezwględnośc w walce konkurencyjnej z innymi
                                      ludzmi,ale chyba najbardziej dramatyczny wymiar mają one w
                                      ekologii...
                                      Duzy punkt dla buuddyzmu.

                                      To tak w duzym skrocie.Pewnie nie ująlem wielu wazych rzeczy,jestem
                                      pewien ,ze mi je wskażesz ,jak Cie znamsmile)
                      • 7zahir Re: Klasztor 24.10.07, 14:19
                        krytyk2 napisał:

                        > Jest jakoś tak ,ze lubimy utożsamiać sie z Siłą Większą od nas
                        > samych.Wrażenia identyfikacji i jedności rozsiane w naszym
                        > zyciu ,chociazby te wyniesione z głęboko nas porauszajacych rozmów
                        z innymi ludźmi ,przyjaciółmi, czasami sa takimi wysepkami,ktore
                        > przynosza chwilowe wsparcie ale nie sa w stanie uratować nas przed
                        > calkowitym zatonieciem.>

                        Ta siła wyższa przemawia poprzez te własnie wysepki,
                        ona jest w nich, w nas, wszechobecna.
                        Jest we mnie opór utozsamiania jej z jakakolwiek ideą,
                        czy instytucją.
                        • shachar Re: Klasztor 24.10.07, 15:37
                          raczej wszechnieobecna ,Zachariaszu uncertain
                          a jeszcze do Ewuni-wiesz, kiedy blakam sie miedzy ludzmi i ich
                          odsiewam na 'nie', ze plasko, ze nie tak i nie o tym, to jakos
                          rzadko do glowy mi przychodzi mysl, ze oni odsiewaja mnie byc moze
                          tez i byc moze z tego samego powodu
                          bo widzisz,ludzie chca, ale nie potrafia/boja sie
    • 7zahir Re: Klasztor 24.10.07, 18:51
      Powtórzę pytanie Jana:


      > 1,5 na 1,5 metra.Wejscie na 1.6m.

      To jak Ty tam spales, w kucki ?
      • krytyk2 Re: Klasztor 24.10.07, 20:31
        troszkem sie pokurczyłwink))
        • shachar Re: Klasztor 25.10.07, 16:14
          pokurczaku jest kaczka nie labedz smile
          • shachar Re: Klasztor 25.10.07, 16:21
            a w ogole to modlic mi sie dzis chce w intencyi pewnego czlowieka w
            opalach
            i jeszcze
            blogoslawieni niech beda cisi, a uwazni
            • 7zahir Re: Klasztor 25.10.07, 19:24
              shachar napisała:

              > a w ogole to modlic mi sie dzis chce w intencyi pewnego czlowieka
              w
              > opalach
              > i jeszcze
              > blogoslawieni niech beda cisi, a uwazni>

              Pomóc Ci ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka