15.01.15, 16:49
Oscary?

Tego już dawno nie było. Już nie tylko "Idą".
Ten film nie zdobył jednej z ostatnich nagród - żuroży postawili na propagandę antyputinowską, zawartą w "Lewiatanie" (też nominowanym!).
"Ida" zresztą pewnie coś tam wygra, bo ma sporo nominacji.

Ale jest tez "Joanna" - opowieść o kobiecie, która mając świadomość swej śmiertelnej choroby umiała cieszyć się życiem, by dać z niego jak najwięcej swojemu pięcioletniemu synkowi.
"Nasza klątwa" - historia nieuleczalnie chorego dziecka, któremu przyjdzie się parać z kalectwem do końca życia.
Te dwa ostatnie filmy, to krótki metraż.

Najwyraźniej ludzie tęsknią za takimi właśnie wyciskaczami łez - cwaniaczki kręcą więc takie "samonapędzacze" nagrodowe, bez względu na to, że ktoś to obśmieje, zaneguje, nazwie ckliwą opowiastką wyssaną z palca, lub też kręconą pod publiczkę na kanwie czegośtamczegośtam
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Nasze 15.01.15, 21:58
      vimeo.com/90339479
      • wscieklyuklad Z czego się cieszy Polactwo? 15.01.15, 23:01
        "Tango" - krótkometrażowy Oscar Zbigniewa Rybczyńskiego.
        Film hipnotyzujący widza. Współczesna wersja ravelowskiego "Bolera". Identyczny motyw muzyczny, przez kilka minut nie pozwalający oderwać wzroku od ekranu.
        Dygoczesz zahipnotyzowany?
        Rechoczesz, jak głupi do sera?
        Czy może spoglądasz na pozornie identyczne sceny w tak monotonnego parzystego, granego z gracją metrum 2/4.

        Polska rzeczywistość w pełnej krasie. Wnętrze komunistycznego "M" -już nie w przedziale 1-5, ale pomieszczenie, które jest lokum kilkunastu osób. Rodzina wielopokoleniowa.
        Z oknem optymistycznie otwartym na świat. Szyby czyste - widać rękę domowej kury. Okiennice uchylone, parapet na wysokości pasa - pokój aż prosi się, by zajść do wnętrza.
        Nie słyszymy gwaru dzisiejszego "Orlika" - jakiś lokalny "strzelec Panu Bogu w okno", trafia nie do bramkowej siatki, lecz prostokąt okiennej ramy - na tyle precyzyjnie jednak, iż szkła nie tłucze. To dobrze wychowany chłopczyk - bierze, co jego, jeszcze chwilkę lękliwie rozgląda się po wnętrzu, po czym odmierza kolejną "jedenastkę", którą kieruje z poprzednia dokładnością - na środek podłogi.
        Gosposia tez nie zasypuje gruszek w popiele. Niemowlę (wyż demograficzny był przecież) popłakuje do chwili, kiedy zostaje skutecznie zakneblowany sutkiem karmiącym. Pionizacja, odbicie połkniętej bańki powietrznej, żeby się nie ulało, złożenie w łóżeczku o niedbale podwiniętej białej szmacie. Ta jest niczym symbol kapitulacji, poddania woli starszego, rezygnacji z indywidualizmu - oddaje typowe cechy charakteru Narodu - bezwolne podporządkowanie marazmowi i stagnacji.
        Wraca Pan domu, w eleganckim kapelusiku, z wielką walizą - pakunkiem zbyt dużym, jak na biurowe materiały. Z pewnością złodziej, szabrownik, lub paser, niewykluczone, że cierpliwy przeszukiwacz śmietnisk - ubogie wyposażenie wnętrza zdaje się potwierdzać tę tezę.
        Jednak "oliwa cierpliwa, ale zawsze sprawiedliwa". Za oknem czaił się już zwolennik łatwizny - typowy, polski, osiedlowy przechodzień, skryty dotychczas wśród liści drzewa, jakie opodal widać, dostrzegłszy pakunek, w sposób identyczny, jak piłkarz na paluszkach wskakuje do wnętrza, dyskretnie (wszak w rytm Tanga) podchodzi ku szafie i z łupem wyskakuje na zewnątrz.
        Obaj panowie są wytrwali w realizacji sposobu na życie. Pan domu nie łamie się na widok straty - przeczesuje kolejne kontenery, wraca z kolejnym tobołkiem, który w identyczny sposób zmienia właściciela - nie wiemy, czy dlatego, że złodziej jest - jak typowy Polak - chciwy, czy też liczy wciąż na łup, który zadowoli jego estetyczne (i nie tylko) potrzeby.
        Pojawia się kolejny "domownik" - młodzian w stroju z lekcji WF-u - kontrola stanu bicepsów (nie było jeszcze siłowni - więc do Pudziana daleko), truchcik w miejscu (być może objawy "zespołu niespokojnych nóg"), wybieg, okrążenie budynku, i powrót na stare śmieci, by napiąć się, potruchtać i ponownie wybiec.
        Film zdaje się zwracać uwagę na defekty ówczesnej energetyki.
        Omiecenie kurzu z sufitu sfatygowanym mopem uszkadza oświetlenie. Niczym spod ziemi pojawia się uprzejmy sąsiad - chwyta za oprawkę i kilkanaście razy pada rażony prądem. Współczesny widz zanegowałby zapewne sens przekazu w tym względzie - nie zapominajmy jednak, że akcja dzieje się w czasach, gdy co rusz ogłaszano "dziesiąty stopień zasilania" - amperaż był niewątpliwie niski, zatem porażenie dla życia niegroźne. Nie da się nawet wykluczyć, że brak prądu był właśnie nie wynikiem nieostrożności sprzątaczki, co nagłą przerwą w przesyle - powrót napięcia akurat w chwili naprawy na wyrost mógł doprowadzić do bezprzykładnej tragedii.
        Czy wszystko w tym nędznym kraju stoi na głowie? Czy nie ma żadnego optymistycznego akcentu, który mógłby nie straszyć, dręczyć i napełniać żyły przelewającą się w bebechach żółcią?
        Polacy się unowocześniają!
        Oto pierwowzór Polskiego Hydraulika - jeszcze nie z filtrem wody, spłukiwaczką uruchamianą myślą, jakuzi pieszczącym pośladki - ale wiadro, rura i nieco nadżarta zębem czasu muszla klozetowa są już zwiastunem przyszłego sukcesu.
        Złodziej o jakim już wspomnieliśmy nie jest nachalny - w szafie bez drzwi składane są przecież i inne pakunki i damskie torebki - na nie już się nie łaszczy - polski przestępca zawsze miał swój zawodowy etos!
        Równym optymizmem napełnia widok nagiej młódki. Ta bez krępacji obecnością tłumku, zdecydowanym krokiem (bo przecież w rytmie tanga) podchodzi z szafy, z której dobywa sukienkę. "Ileż ona ma tych sukienek!" niejeden pomyśli. "A gdzież ona gubi te sukienki, że wciąż wraca naga?", "Pewnie się po krzaczyskach szlaja" - pomyśli purytanin. A jeszcze te koronkowe figi! - najwyraźniej w tym męskim gronie nie ma nikogo, na czyj widok majtki same jej opadną - wręcz odwrotnie, dziewczę gotowe na wszystko, rozczarowane otoczeniem odgradza się od niego majteczkami (głupia dziwka!).
        Cóż jedyny młodzian, na którym wzrok można oprzeć, jest już zajęty. Wyzbyty - jak każdy Polak - moralnych zasad, daje upust chuciom na lichej kozetce - byczek, co bez Viagry może bez końca. Tu kolejny promienny akcent - starowinka szykująca się do wydania ostatniego tchnienia, oddaje w dzierżawę swoje miejsce figlującym - dopiero gdy skończą amory, staruszka skończy ze sobą - to jeden z najpiękniejszych przejawów polskiej gościnności.

        Czy coś się zmieniło przez tych kilkadziesiąt lat?
        Chyba, że na gorsze.
        Dziś trzeba starych wysyłać do kina, by móc pofiglować.
        Współczesny polski złodziej nie zachachmęci tylko jednego tobołka, ale wyniesie plazmę, kosztowności i piwo z lodówki, a to czego nie uda mu się unieść lub skonsumować - zdewastuje.
        Żarówek i innego sprzętu nikt nie wymienia - wywala się to (wedle ankiety medialnej) na szrot i kupuje nowe.
        Dzieciaki mają swoje idiotyczne Orliki. Okien nikt na parterze nie otwiera, tylko ramuje żelazną zaporą.
        I tylko drzewa są identyczne.
        I tylko zdychamy tak samo jak wtedy - na własnych śmieciach.
        I tylko Tango brzmi identycznie.

        Może ktoś spróbuje nakręcić rimejk?


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka