Dodaj do ulubionych

PiŚ-Anki qwinto

12.06.16, 11:33

Pora na kolejny epizod

https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/t31.0-8/13422404_861749933925228_5777023001112700778_o.png
Obserwuj wątek
      • wscieklyuklad Re: PiŚ-Anki qwinto 12.06.16, 14:31
        Pisięce matoły zrobią wszystko, źeby Gronkiewicz nie miała żadnego więcej sukcesu.
        A ciemny Lud ńiech stoi w korkach. A Źli Warszawiacy niech wdychają spaliny.

        Czy rząd PiS zamierza dokończyć budowę tras wylotowych z Warszawy? Urzędnicy od miesięcy wstrzymują rozstrzyganie przetargów ogłoszonych przed jesiennymi wyborami.
        Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
        - Budowa dróg to głównie polityka i pieniądze. Polityka może sprawić, że zostaną odebrane fundusze z jakiejś inwestycji i przesunięte na inną. Poza tym obawiam się, że kosztem dróg rząd będzie poszukiwał środków na program "Rodzina 500+"- komentuje Robert Chwiałkowski ze stowarzyszenia Siskom, które od lat zabiega o usprawnienie ruchu na rogatkach i obwodnicy Warszawy. Uważa, że podpisane kontrakty, np. trwająca już budowa obwodnicy Marek, nie są zagrożone. - Ale inwestycje, które nie mają jeszcze decyzji środowiskowych albo są na etapie przetargów, to jedna wielka niewiadoma - dodaje.

        Chodzi o kilka ważnych projektów, na których budowę politycy PO zdecydowali się niedługo przed zeszłorocznymi wyborami. Po zmianie rządu utknęły przetargi na drogi ekspresowe S7 (Warszawa - Piaseczno - Grójec) i S17 (wyjazd do Lublina od węzła Zakręt), a także na autostradę A2 do Mińska Maz.

        Firmy przeszły już zimą wstępną ocenę, ale Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zwleka z zaproszeniami, by złożyły ostateczne oferty z cenami.

        Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk (PiS) wielokrotnie krytykował program budowy dróg, który zostawił rząd PO-PSL. Jego rzeczniczka Elżbieta Kisil podlicza ich wartość na 200 mld zł, a założony w programie limit wydatków wynosi 107 mld zł.

        Nie przeszkodziło to rządowi PiS rozszerzyć niedawno sieci autostrad i dróg ekspresowych o nowe odcinki. Tak się składa, że akurat tam, skąd wywodzą się premier Beata Szydło i minister Adamczyk (północna obwodnica Krakowa i nowa droga ekspresowa S52 z Bielska-Białej przez Wadowice).

        Kolejny fragment (trasa S16) ma łączyć Ełk z Białymstokiem - z Warmińsko-Mazurskiego pochodzi z kolei Jerzy Szmit, obecny wiceminister infrastruktury odpowiedzialny za drogi.

        PiS forsuje też budowę Via Carpatia przez wschodnią Polskę, którą minister Adamczyk nazywa "życiodajną drogą", ale prognozy wskazują, że ruch nie będzie tam zbyt duży.

        A co z odcinkami wokół Warszawy, do której kierowcy przedzierają się w korkach? Czy rząd ma pieniądze na ich budowę?

        Na te pytania "Gazeta Stołeczna" dostała odpowiedź: "Lista zadań na lata 2014-23 z perspektywą do 2025 r. nie określa kolejności inwestycji. Kolejne zadania są kierowane do realizacji po ich uzgodnieniu z ministrem finansów" - stwierdziła w mailu rzeczniczka resortu infrastruktury.

        Małgorzata Tarnowska z mazowieckiego oddziału GDDKiA informuje, że zaproszenia do składania ofert będą wysyłane do wykonawców na przełomie czerwca i lipca (A2 do Mińska Maz. i węzeł Lubelska na drogach S2 i S17) bądź w lipcu (droga S7 do Grójca i S17 do węzła Zakręt).

        Kontrakty mają być podpisywane dopiero wiosną przyszłego roku, a budowy skończyłyby się w 2020 r.

        Zródło GW
                • wscieklyuklad Re: PiŚ-Anki qwinto 15.06.16, 18:40
                  Robaczki - cwaniaczki. Jak to się chłopstwo popańszczyźniane na unijnej krwawicy uwłaszczyło!
                  Eksperyment - co naturalne u pisięcego cwaniactwa - olało zapytania w tej sprawie.
                  Bo przecież : Polacy nic się nie stało!

                  www.tvn24.pl/edward-szydlo-polityka-o-szkolnym-biznesie-meza-premier,652687,s.html
                          • wscieklyuklad I niech sie nawzajem matoły powyrzynają 18.06.16, 08:57
                            Szefowa kancelarii premiera Beata Kempa oskarżyła poprzedników o nadużycia w KPRM. W ślad za tym do prokuratury miało być skierowane doniesienie. Zostało jednak wstrzymane, bo uderzało w obecnego dyrektora KPRM

                            Wystąpienie Kempy podczas słynnego audytu rządów PO-PSL 11 maja 2016 r. należało do najbarwniejszych tego dnia. Szefowa KPRM ogłosiła, że "tsunami niegospodarności, marnotrawstwa, lekceważenia nie ominęło również Kancelarii Prezesa Rady Ministrów."

                            Głównym bohaterem negatywnym wystąpienia Kempy było Centrum Usług Wspólnych KPRM. To instytucja zajmująca się obsługą administracyjno-logistyczną rządu. Zapewnia m.in. bazę poligraficzną (druk dokumentów rządowych), transportową, lokalową, w tym również mieszkania dla urzędników państwowych. CUW nadzoruje także przetargi na zamówienia składane przez administrację.

                            Kempa wyliczyła straty CUW na prawie pół miliona złotych, mówiła o niepotrzebnych wydatkach na nagrody, hotele i delegacje (łącznie ok. miliona złotych) oraz o błędnych decyzjach, jak np. wynajęcie na 20 lat zewnętrznej firmie nieruchomości CUW i wyprowadzenie części usług poza Centrum. Szefowa KPRM wytykała też, że w CUW "doszło do nieprawidłowości w zakresie wypłaty pracownikom dodatkowych wynagrodzeń rocznych, tzw. trzynastek. Wysokie nagrody należały się dyrektorom, natomiast jeśli chodzi o trzynastki dla pracowników, były problemy, i to bardzo duże". Powiedziała: "Dopiero nasza ekipa poradziła sobie z tym problemem".

                            Kempa zapowiedziała w Sejmie skierowanie zawiadomień do prokuratury w sprawie nadużyć w CUW. Miały one dotyczyć nie tylko szkód materialnych, ale też zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, poprzez wynajęcie zewnętrznemu podmiotowi pomieszczeń, oraz niedopełnienia obowiązków, poprzez opóźnienia publikacji kilkudziesięciu ustaw.

                            Ale po wystąpieniu Kempy prokuratura została zawiadomiona o tylko jednym, niezbyt zresztą poważnym przestępstwie. Chodziło o sfinansowanie studiów podyplomowych dla niektórych urzędników.

                            Co z resztą? Beata Kempa nie miała czasu o tym porozmawiać z "Wyborczą". Skierowała nas do swojego zastępcy, Pawła Szrota, on jednak nie zareagował na prośbę o kontakt.

                            Tymczasem według naszych źródeł o oskarżeniach wygłoszonych podczas audytu w Kancelarii mówi się niechętnie i z zażenowaniem. Powód? Doniesień do prokuratury w sprawie CUW było znacznie więcej. Nie wyszły jednak poza Kancelarię, a stanowisko dyrektora CUW stracił Paweł Przychodzeń.

                            To on napisał doniesienia, które z grubsza pokrywały się z zarzutami wygłoszonymi przez Kempę. Miał jednak pecha, bo część zawiadomień uderzała w obecnego dyrektora generalnego KPRM Tomasza Buławę.

                            Buława za rządów PO-PSL był dyrektorem administracyjnym CUW, następnie pełnił obowiązki szefa Centrum, a we wrześniu 2013 r. został jego dyrektorem. Tak jak całe kierownictwo z czasów rządu PO-PSL ponosi odpowiedzialność za domniemane nadużycia i niekorzystne decyzje Centrum.

                            - Kiedy doniesienia trafiły na biurko Kempy i zapoznał się z nimi Buława, wybuchła awantura. W efekcie zawiadomienia wycofano, a Przychodzeń podał się do dymisji - opowiada nasz informator z kancelarii premiera. Jak dodaje, "żadnych nowych doniesień po audycie raczej już nie będzie, a o sprawie wszyscy chcą zapomnieć". Według tej relacji cała sprawa to odprysk wojny pomiędzy ludźmi Zbigniewa Ziobry (z którego partii wywodzi się min. Kempa) a Mariusza Kamińskiego, koordynatora służb specjalnych.

                            Tomasz Buława był jednym z nielicznych urzędników ekipy pierwszego rządu PiS, którzy zostali na kolejne lata w administracji rządowej. Z Kempą i Ziobrą poznał się, gdy w latach 2005-07 pracował na kierowniczym stanowisku w resorcie sprawiedliwości, gdzie Ziobro był ministrem, a Kempa podsekretarzem stanu. Kempa ma do Buławy pełne zaufanie.

                            Z kolei Paweł Przychodzeń razem z Kamińskim działał w NZS i Lidze Republikańskiej, potem był szefem jego biura poselskiego i pracownikiem kancelarii premiera oraz Prezydenta RP. Do CUW został skierowany, by tropić nadużycia i uzdrowić sytuację.

                            Zaczął od doniesienia, które - jak się okazało - uderzyło w niewłaściwą osobę.

                            Cały tekst: wyborcza.pl/1,75398,20260695,beata-kempa-oskarzala-o-tsunami-niegospodarnosci-co-z-niego.html#ixzz4BuaBuUFr
          • wscieklyuklad Re: Pora na tygodniowe podsumowanie 19.06.16, 09:16
            Prawi wszystkim, ale czy sprawiedliwie?

            Przedsiębiorca drobiarski poskarżył się PiS, że nie może odzyskać pieniędzy od spółek posłanki Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk. Posłanka PiS grozi pozwem.

            Biznesmen Krzysztof Mielewczyk nazywany był królem polskiego puchu i pierza. Pochodził z ubogiej kaszubskiej rodziny, pierwsze pieniądze zarabiał, sprzedając jako dziecko gazety pasażerom podmiejskiej kolejki.

            Żonę, obecną posłankę PiS, poznał na saksach w Szwecji. Na początku lat 90. otworzył kantor, nosił złotą biżuterię. Strzałem w dziesiątkę była produkcja poduszek i kołder z pierza.

            ?Dziennik Bałtycki? pisał o Mielewczyku: ?Dla jednych to człowiek o zwierzęcym instynkcie do robienia pieniędzy. Dla innych gość bez zahamowań, który w kinie podczas sceny erotycznej potrafi głośno krzyknąć w stronę ekranu: ? dawaj, dawaj! ?. Wreszcie dla wielu to twardy kapitalista, bez skrupułów?.

            W ostatnich latach jedna ze spółek Mielewczyka doprowadziła do ruiny zabytkową zajezdnię tramwajów konnych w Gdańsku. Wybuchały tam pożary, winnych nie ustalono. Spółka starała się o wykreślenie obiektu z rejestru zabytków - chciała zbudować tam hotel.

            Mielewczyk miał pokaźny majątek: śmigłowiec, limuzynę Bentley, hotele. We wrześniu 2013 r. zginął na Kaszubach w katastrofie helikoptera.

            Bik skarży się Błaszczakowi

            Po śmierci męża Arciszewska-Mielewczyk przyznała, że spadła na nią trudna odpowiedzialność opieki nad jego dorobkiem: - Ktoś, kto prowadzi działalność gospodarczą, zdaje sobie sprawę, co to za sytuacja.

            W lutym tego roku do Mariusza Błaszczaka, szefa klubu PiS, przyszedł list od Stanisława Bika, który pod Kielcami prowadzi zakład drobiarski. Bik był wieloletnim dostawcą pierza dla spółki Mielewczyka Polskie Pierze i Puch.

            - Jestem skromnym polskim przedsiębiorcą, który od lat nie może wyegzekwować należności od firmy tragicznie zmarłego męża posłanki, a obecnie od niej samej jako jego spadkobierczyni - pisze Bik. - Stałem się ofiarą szczegółowo zaplanowanego oszustwa.

            Bik opisuje "Wyborczej", że od lat dostarczał pierze i nie dostał ok. 1 mln zł za 30 ton towaru z 800 tys. gęsi. - Mielewczyk mnie zwodził. Mówił, że sprzeda jakiś hotel i zapłaci. Mijały miesiące, pieniędzy nie było. Poszedłem do sądu, wygrałem, ale odwoływał się. Po 2,5 roku dostałem prawomocny wyrok nakazujący zapłatę. Nie zapłacił - mówi Bik. Ostateczny wyrok i nakaz zapłaty - 1,3 mln zł - zapadł krótko przed katastrofą śmigłowca.

            Posłanka przejmuje spadek

            Dlaczego Bik zdecydował się na desperacki list do PiS? Bo przez kilka miesięcy po śmierci Mielewczyka nie wiadomo było, kto przejmie jego majątek i interesy. Dopiero w tym roku okazało się, że do rad nadzorczych spółek, które kontrolują hotele w Toruniu i na Kaszubach, weszła posłanka. W liście do partii Bik zarzuca jej celowe zwlekanie z zapłatą za towar.

            Poseł Błaszczak nie odpowiedział na nasze pytania. A Bik kilka dni po wysłaniu listu dostał odpowiedź od prawnika posłanki. To "wezwanie do zaprzestania naruszeń dóbr osobistych". Posłanka zażądała przeprosin, grożąc sądem "za wyrządzoną krzywdę". "Wierzytelność dotyczy spółki handlowej, a nie bezpośrednio pani Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk. Nie można zarzucać, że w jakiś sposób unika regulowania zobowiązań finansowych tylko z tego względu, że odziedziczyła wszystko po mężu" - napisał Bikowi prawnik posłanki.

            I dodał: "Na marginesie można jedynie stwierdzić, iż sytuacja finansowa spółek pozostawionych przez jej nagle zmarłego męża jest tragiczna". Przyznał też, że posłanka przyjęła spadek wraz z całym "dobrodziejstwem inwentarza". Co to oznacza? Że co prawda przejęła majątek męża, ale za zobowiązania odpowiada tylko do wysokości wartości spadku.

            Nie odpowiada natomiast za zobowiązania spółek, które należały do męża, bo długi spółek z ograniczoną odpowiedzialnością nie obciążają właścicieli udziałów. Bik i inni wierzyciele spółek mogą tylko prosić, by posłanka jako osoba kontrolująca te spółki uregulowała długi.

            Arciszewska-Mielewczyk nigdy nie komentowała problemów męża. Dziś tłumaczy "Wyborczej", że stała się prawną spadkobierczynią interesów męża dopiero pod koniec 2013 r. Nie zdążyła ogarnąć majątku i skali długów, bo ciągle zlicza je komornik sądowy. - Zatem do dziś procedura spadkowa nie została całkowicie zakończona - wyjaśnia.

            Bikowi, który sądził się z jej mężem przez lata, zaleca cierpliwość. - Jest jednym z wielu wierzycieli spółki i nie ma prawnej możliwości, by był traktowany lepiej od pozostałych - mówi. I dodaje, że jej mąż wpadł przed śmiercią w "dołek finansowy", miał pomysł, jak z niego wyjść, ale nie zdążył go zrealizować.

            Ucieczka na Cypr

            Historia spraw sądowych, które kontrahenci wytaczali Mielewczykowi, przeczy tezie o jego nagłych kłopotach.

            W aktach rejestrowych spółki Sensalon, która handlowała kołdrami, poduszkami i drobną galanterią, znajdujemy informacje o windykacjach na kwotę 2,5 mln zł na wniosek dyrektora Izby Celnej w Toruniu czy 1 mln zł na wniosek pewnej spółki z Torunia. Postępowanie z ramienia innej spółki na 47 tys. zł zostało umorzone już dwa lata temu, bo nie było z czego ściągnąć pieniędzy. Sensalon od dwóch lat jest w stanie likwidacji.

            Firma Centrum Obrusów z Opola przez kilka lat bezskutecznie zabiegała, by Mielewczyk zapłacił jej za towar 65 tys. zł. - Walczymy o przetrwanie, taka kwota ratuje nasz byt i miejsca pracy naszych pracowników - mówiła nam Katarzyna Danielewicz z Centrum Obrusów. - Małżonka pana Mielewczyka działa w parlamencie pod szyldem Prawa i Sprawiedliwości, a jej mąż nie spłacał długów, tylko za pieniądze wierzycieli rozkręcał kolejne interesy.

            Kłopoty ma także inna spółka Mielewczyka - Polskie Pierze i Puch.

            Oprócz Bika 1,1 mln zł chce odzyskać bank PKO BP. To kredyt, którego spłatę poręczył osobiście Mielewczyk.

            Lista wierzycieli puchowej spółki jest dłuższa. Rok temu 5 mln zł chciała odzyskać Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa im. Stefczyka. Sposobem miało być przejęcie udziałów Mielewczyka w spółce Celaria prowadzącej hotel na Kaszubach. Ale Mielewczyk zdążył przekazać swoje udziały w spółce cypryjskiemu funduszowi FGT Investment Fund Limited z Nikozji.

            W połowie 2012 r. Mielewczyk zapowiadał w mediach, że zbywa wszystkie interesy w Polsce i przenosi biznes za granicę, by działać w branży hotelarskiej.

            Cypryjski fundusz był reprezentowany przez gdyńskiego adwokata Mielewczyka teraz pracującego dla posłanki. Ona sama weszła do rady nadzorczej Celarii wraz z bratanicą zmarłego męża. Funduszowi z Cypru Mielewczyk zdążył też sprzedać udziały spółki zarządzającej innym hotelem, w Toruniu.

            O swoich związkach z FGT posłanka nie chciała z nami rozmawiać.

            Istotna w tej sprawie jest zbieżność dat. Mielewczyk sprzedawał udziały do funduszu z raju podatkowego tuż przed windykacją ze strony banków, urzędu celnego, Bika i innych wierzycieli. - Wszelkie działania podejmuję zgodnie z obowiązującym prawem i w tym zakresie posiadam profesjonalnych pełnomocników. Nie jestem przedsiębiorcą, lecz zawodowym posłem - mówi nam Arciszewska-Mielewczyk.

            Krzysztof Mielewczyk pytany w jednym z wywiadów, co napisze w testamencie, odparł: ?Według badań socjologicznych niemal każda fortuna zostaje roztrwoniona w ciągu maksymalnie czterech pokoleń. Dlatego napiszę: ? Kochane dzieci, tatuś pozostawił po sobie sporo pieniędzy. Możecie to wszystko wydać, do ostatniego grosza. Bawcie się dobrze ??.

            Powiernictwo Polskie nie zapłaciło Steinbach

            Dorota Arciszewska-Mielewczyk kierowała założonym w 2005 r. stowarzyszeniem Powiernictwo Polskie. Miało być odpowiedzią na żądania niemieckiego Związku Wypędzonych domagającego się zadośćuczynienia za utratę ziem po II wojnie światowej. Arciszewska zapowiadała pozwy przeciwko Niemcom za deportacje Polaków. Pozwów nie było, ale organizacja stała się dla niej pomostem, by przejść z PO do PiS.

            W 2007 r. Arciszewska-Mielewczyk pokazała na konferencji prasowej ulotkę, na której Erikę Steinbach, szefową Związku Wypędzonych, zestawiono z żołnierzem SS. Steinbach wytoczyła proces o zniesławieni
            • wscieklyuklad Re: Pora na tygodniowe podsumowanie 19.06.16, 09:28
              To wszczonsajonca wiadomość.
              W większości zagłosowali na pisięta, nareszcie mają Sowją Oyczyznę Powstałą z Kolan i w Pełni Demokratyczną. Są Suwerenem, którego odwiedza nawet ratlerek zachęcając do powrotu na łono.
              A ony - zgotowawszy nam reżim - NIE CHCĄ WRACAĆ!

              wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Sondaz-Polacy-zaniepokojeni-Brexitem-ale-nie-chca-wracac,wid,18386468,wiadomosc.html?ticaid=117378&_ticrsn=5
                  • wscieklyuklad Re: Pora na tygodniowe podsumowanie 19.06.16, 09:41
                    www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/senator-pis-beata-gosiewska-brala-pieniadze-z-fundacji/5z85v4q?utm_source=Interakcja&utm_medium=Share&utm_campaign=BigShare

                    Pamiętacie jak pisięctwo i ich przydupasy histeryzowały z powodu zegarka Szanownego Ministra Nowaka?
                            • wscieklyuklad Re: E tam 20.06.16, 19:39
                              Głupie pytanie.
                              Na głupie pytania są jednak mądre odpowiedzi.
                              Szczekanie ratlerka jest warte największego poziomu zaufania społecznego w sondażach

                              Hałhałhał!

                              scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-0/p480x480/13502161_1793794794187874_4377076317226813120_n.png?oh=215d0af3263d597c6c92bfd607ae6852&oe=57E7F6C8.
                                        • wscieklyuklad Re: E tam 20.06.16, 20:11
                                          Dobla źmiana, dobla źmiana, dobla źmiana! (to tłumaczenie z ugropisięcego na drugosortowy)


                                          www.newsweek.pl/pis-przeprowadza-czystki-w-ambasadach-dobra-zmiana-pis-w-dyplomacji,artykuly,387699,1.html
                                            • wscieklyuklad Re: E tam 20.06.16, 20:15
                                              A takich doblych inwestycji jest znacznie, znacznie więcej. Ot pierwsza z brzegu już uprawomocniona przez srających w porcięta ze strachu niewolników zbysiaZeroZ.

                                              m.onet.pl/wiadomosci/wroclaw,mxm7w1?utm_source=fb&utm_medium=fb_appshare&utm_campaign=app_fb
                                                  • sorel.lina Re: Pole chały 21.06.16, 20:05
                                                    Źle się dzieje na "orlikach". Władza wyrzuciła do kosza stary program, a nowy nie działa. Animatorzy nie mają umów, nie dostają wypłat. Wszystko przez politykę?
                                                    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
                                                    To był jeden z bardziej udanych programów rządu PO-PSL. Z myślą o sporcie amatorskim powstały 2604 nowoczesne obiekty sportowe z boiskami m.in. do piłki nożnej, koszykówki i siatkówki, niektóre z bieżniami. W miastach i małych miejscowościach "orliki" pełnią nierzadko funkcję centrów, do których przeniosło się życie nie tylko sportowe, ale kulturalne i towarzyskie.

                                                    PiS, jeszcze w opozycji, kpił z programu "orlików". Po przejęciu władzy wymienił kierownictwo nadzorującej "orliki" Fundacji Rozwoju Kultury Fizycznej. I zaczęły się problemy.

                                                    - Ministerstwo Sportu z miejsca odrzuciło program "Nasz Orlik" i zastąpiło go nowym programem "Lokalny animator sportu" - mówi Monika Chabior, była szefowa fundacji.

                                                    Na "orlikach" miało być podobnie, tyle że pod nowym szyldem. Z tą samą grupą animatorów, którzy organizują zajęcia, turnieje, często pełnią funkcję trenerów i sędziów. Wszystko w jednym. Animatorzy to grupa ponad 3,6 tys. osób. Część z nich pracuje na pół etatu.

                                                    Animatorzy "orlików" z problemami

                                                    - Ale wszystko się rozsypało. Ludzie nie dostają ani umów, ani pieniędzy od fundacji, nie zostali zgłoszeni do ZUS. Tak naprawdę pracowali na czarno albo społecznie - opowiada była szefowa fundacji.

                                                    Animatorzy zaczęli się burzyć. Na portalu NaszOrlik.pl nie szczędzili ostrych słów nowemu kierownictwu fundacji i Ministerstwu Sportu. Fundacja tłumaczyła, że brak wypłat i umów to efekt zmiany programu informatycznego.

                                                    - Poprzedni był nowoczesny i działał. Nikomu się nawet nie śniły takie problemy - mówi "Wyborczej" Monika Chabior. - Najwyraźniej nawet program do obsługi animatorów wydał się podejrzany politycznie i trzeba było wyrzucić go do kosza - dodaje.

                                                    Pod koniec zeszłego tygodnia minister sportu wysłał do fundacji kontrolę. I postawił ultimatum: sprawa animatorów ma być wyprostowana w ciągu dwóch tygodni.

                                                    Jeszcze w zeszłym tygodniu ruszyły pierwsze wypłaty. Ale na razie pieniądze dostali tylko nieliczni animatorzy. - To niewielkie kwoty. Animator pracujący 40 godz. w tygodniu dostaje 1 tys. zł brutto przez dziewięć miesięcy w roku od Ministerstwa Sportu. Drugie tyle dopłaca samorząd - mówi Monika Chabior. Niestety, zniszczono też system szkoleń, rozbito system wsparcia społeczności animatorów - ubolewa była szefowa fundacji. Potwierdzają to sami animatorzy. - Nie wiemy nawet, jakie kryteria musimy spełniać, by dostać się do nowego programu - opowiadają.

                                                    "Zniszczono dobrze działający mechanizm animacji sportu"

                                                    W poprzednich latach fundacja organizowała zjazdy animatorów. Uczyła, jak przyciągać na boiska dzieci i młodzież, osoby niepełnosprawne, całe rodziny czy seniorów. Środowisko się integrowało. Program wspierali wybitni sportowcy i aktorzy. Po zmianie władzy wszystko się posypało.

                                                    - Dlaczego zniszczono dobrze działający mechanizm animacji sportu w lokalnych społecznościach? Co w tym było złego? Komu to przeszkadzało? - rozkłada ręce Monika Chabior. - "Orlik" to współczesne podwórko - mówi animator "orlika" w Powidzu Wiktor Somerfeld. - Pełni funkcję społeczną i integracyjną. Warto to wzmacniać, a nie psuć - dodaje.

                                                    Gdy zamykaliśmy to wydanie "Wyborczej", wciąż nie mieliśmy od Fundacji Rozwoju Kultury Fizycznej odpowiedzi na nasze pytania.

                                                    Read more: wyborcza.biz/biznes/1,148285,20275108,orliki-w-nielasce-rzad-pis-psuje-sztandarowy-program-po-psl.html#ixzz4CEqH5kIl

                                                    Co by tu jeszcze, co by tu jeszcze spierniczyć? Co by tu jeszcze? Co by tu spieprzyć na amen?

                                                    (śpiewać na melodię Quanta na nerach)
                                                  • wscieklyuklad Łgać niczym płaszczak 22.06.16, 20:42
                                                    Niejakie płaszczak nie zna praw fizyki.
                                                    Najwyraźniej nie kończył szkół, źeby potem nie zostać nauczycielem.

                                                    1. MSWiA wydało komunikat ws. lotu J. Kaczyńskiego policyjnym śmigłowcem
                                                    2. Prezes PiS leciał na grób brata do Krakowa. Decyzję podjął Mariusz Błaszczak
                                                    3. Resort: "Nie pojawiły się dodatkowe koszty związane z tym przelotem"
                                                    Po uroczystości nadania terminalowi LPG imienia Lecha Kaczyńskiego Jarosław Kaczyński poleciał na grób brata do Krakowa policyjnym śmigłowcem. Taką decyzję podjął szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

                                                    Szef resortu zapewniał, że lot Kaczyńskiego nie wygenerował żadnych dodatkowych kosztów. Prezes PiS przedstawił jednak propozycję rekompensaty. Równowartość kosztu przelotu samolotem Kaczyński chce wpłacić na konto fundacji pomocy wdowom i dzieciom poległych policjantów.

                                                    W tej sprawie oświadczenie wydało też Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Poniżej prezentujemy jego treść:

                                                    OŚWIADCZENIE MSWiA

                                                    "Minister Mariusz Błaszczak już w poniedziałek (20 czerwca br.) odniósł się do kwestii lotu policyjnym śmigłowcem ze Świnoujścia. Przypominamy, że Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, jako organ nadzorujący działalność Policji, dysponuje śmigłowcem na podstawie dwóch decyzji wydanych przez Komendanta Głównego Policji w 2008 i 2014 r., a więc podczas rządów koalicji PO-PSL.

                                                    Minister Mariusz Błaszczak poinformował w poniedziałek, że zaprosił Jarosława Kaczyńskiego, prezesa Prawa i Sprawiedliwości, na pokład śmigłowca, który leciał ze Świnoujścia.

                                                    Minister podkreślił, że z powodu obecności Jarosława Kaczyńskiego na pokładzie śmigłowca nie pojawiły się żadne dodatkowe koszty związane z tym przelotem. Szef MSWiA przekazał, że rozmawiał w poniedziałek z prezesem Prawa i Sprawiedliwości na ten temat - Jarosław Kaczyński, aby uciąć wszelkie spekulacje zadeklarował, że wpłaci równowartość ceny biletu lotniczego za taki przelot na konto fundacji pomagającej wdowom i dzieciom poległych policjantów.

                                                    Minister Mariusz Błaszczak przypomniał także, że nie ma możliwości, aby wpłacić kwotę za ten przelot na konto Policji, ponieważ ta formacja nie wynajmuje śmigłowców. Wpłata na konto fundacji jest rozwiązaniem honorowym, które zaproponował premier Jarosław Kaczyński."

                                                    Nawet taki tuman powinien wiedzieć, że zużycie paliwa wzrasta wraz z obciążeniem pojazdu.
                                                    Ale pisięće tumany nie kumają nawet najprostszych rzeczy.
                                                  • wscieklyuklad Re: Łgać niczym płaszczak 23.06.16, 07:10
                                                    A tymczasem pisięce matołectwo wykańcza kolejne branźe.

                                                    Producenci żywności są wściekli na rząd po opublikowaniu projektu ustawy o tzw. opłatach półkowych - To nie o to chodziło - mówił wprost w programie #dziejesienazywo Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności. Jego zdaniem nowe prawo doprowadzi do zastraszania pozwami. - Nie wiem, czy ktokolwiek z kimkolwiek będzie chciał handlować żywnością - dodaje. Sieci handlowe twierdzą natomiast, że produkty kupią poza Polską.

                                                    Gantner tłumaczył, że wbrew konsultacjom i uzgodnieniom prowadzonym z Ministerstwem Rolnictwa, ustawa dotyczyć ma całego łańcucha dostaw. Oznacza to, że nie tylko producent będzie mógł skarżyć się na sieci handlowe, ale także rolnik na producenta żywności.

                                                    - W trakcie tych prac zdefiniowano ok. 45 praktyk rynkowych, które można uznać za nieuczciwe. Tego się spodziewaliśmy: wskazania co najbardziej boli i zakazania tego - mówił Gantner.

                                                    Dyrektor generalny PFPŻ stwierdził, że obecne przepisy są bardzo niejasne. A to może prowadzić do prób szantażowania producentów.

                                                    - Do mnie jako przetwórcy skupującego chociażby marchewkę, przychodzi rolnik i mówi, że chce sprzedać ją za złotówkę. Ja odpowiadam, że mogę zapłacić 50 groszy, na co on stwierdza, że naruszam jego żywotny interes. I on zgłasza donos do UOKiK - tłumaczył ekspert w programie #dziejesienazywo.

                                                    Według projektu ustawy przygotowanego przez MR kary mogą sięgnąć nawet 3 proc. obrotów. A jeśli przedsiębiorca nie będzie chciał współpracować z urzędnikami UOKiK, może dostać nawet 50 mln euro grzywny.

                                                    - Gdyby to weszło w takiej formie, to nie wiem czy ktokolwiek z kimkolwiek będzie chciał handlować żywnością (...) Duże firmy będą starały się znaleźć dostawców spoza Polski. Dlaczego? Bo będą się bały kupować przy takiej ustawie - dodaje.

                                                    Z kolej Andrzej Faliński z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji stwierdza, że nie podobają mu się nowe uprawnienia UOKiK.

                                                    - Upoważnienie urzędnika UOKiK-u do wkroczenia z całą mocą swoich nowych, policyjnych uprawnień, rodzi pytanie: gdzie my jesteśmy? - pytał zdenerwowany ekspert.

                                                    W jego opinii sieci handlowe nie chcąc mieć problemów, podobnie jak producenci, zaczną kupować w innych krajach.

                                                    - To jest otwarcie bardzo szerokich drzwi do importu - deklarował.

                                                    Zródło money.pl
                                                  • wscieklyuklad A to ci saletrzak 23.06.16, 15:29
                                                    Rok temu po raz pierwszy Polska znalazła się w raporcie inwestycyjnym UNCTAD w pierwszej dwudziestce krajów pod względem napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). W tym roku Polska jest na bardzo dalekiej pozycji - pisze w środę "Puls Biznesu".

                                                    "Z niecałymi 7,5 mld dolarów inwestycji w 2015 r. Polska jest daleko poza czołówką, bo zajmujące dwudziestą pozycję Chile ma na koncie 16 mld dolarów" - czytamy w artykule.

                                                    Deklasyfikacja Polski odbywa się przy tym niejako "wbrew światowym trendom" - odnotowuje "Puls Biznesu". "Napływ BIZ na świecie urósł o 38 proc. do 1,76 bln dolarów, a do krajów rozwiniętych odbił od najwyższego poziomu od 2007 r. - do 962 mld".

                                                    - To, że Chile, kraj o połowę mniejszy od Polski, miał dwa razy więcej BIZ, świadczy, że mamy wciąż duży, ale niewykorzystany, potencjał - powiedziała dziennikowi Dorota Dąbrowska, dyrektor zarządzająca z amerykańskiej izby handlowej.

                                                    Polska nie została też wymieniona w rankingu krajów, w których przedstawiciele międzynarodowych korporacji spodziewają się największych wartości inwestycji w latach 2014-16. Dwa lata temu byliśmy na 13. pozycji - zauważa "Puls Biznesu".
                                                  • wscieklyuklad Komunistyczna Łódź jątrzy! 23.06.16, 15:33
                                                    Rynek w Manufakturze będzie nosi imię Włókniarek Łódzkich. Każdy, komu podoba się pomysł upamiętnienia kobiet, które pracowały w łódzkich fabrykach, a kiedy trzeba strajkowały i upominały się od swoje prawa, może złożyć swój podpis na rynku Manufaktury.
                                                    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
                                                    Pomysłodawczynią jest Maria Nowakowska, społeczniczka. - Mamy aleję Włókniarzy, a brakuje upamiętnienia włókniarek, czyli kobiet, które budowały to miasto. Chcemy upamiętnić pierwszy udany strajk w PRL w 1971 roku. 10 lutego stanęły 32 zakłady, a 55 tysięcy kobiet zaczęło protestować. Właśnie mija 45. rocznica tego wydarzenia. Chcemy przewrócić pamięć o łódzkich włókniarkach - mówi Maria Nowakowska.

                                                    Ten zakład był jak małe miasteczko

                                                    Regina Golańska pracowała przez 25 lat w zakładach Juliana Marchlewskiego, przemianowanych później na Poltex. Tańczyła w zespole Poltex. Tu pracowali jej rodzice i siostra. - Najpierw pracowałam na przędzalni przez pięć lat, potem uzupełniałam wykształcenie i dostałam awans na wykończalnie. Ten zakład był jak małe miasteczko. Mieliśmy tu wszystko: żłobek, przedszkole, a nawet masarnię. Podoba mi się Manufaktura, ale serce drży, kiedy przypomni sobie, jak tu było fajnie - wspomina pani Regina.

                                                    Maria Kiełbik, była włókniarka, przychodzi do Manufaktury w soboty i w niedziele. - Tam była tkalnia - wskazuje na centrum handlowe. - Teraz, jak się wejdzie, to jest kolos! Człowiek się gubi! Tam był dział przygotowawczy i warsztat elektryków, a za tym budynkiem była przędzalnia - pokazuje w kierunku hotelu Andel's i budynków z restauracjami. - A tam, gdzie kino, był bielnik, a dalej wykończalnia - oprowadza po Manufakturze włókniarka.

                                                    Jej koleżanka z byłej pracy Krystyna Michalak cieszy się, że jej dawny zakład pracy nie został zrujnowany, ani wyburzony. - Dobrze popatrzeć na nowe budynki, a nie na ruinę - mówi.

                                                    Ruszyła zbiórka podpisów

                                                    Dziś w Manufakturze, obok budynku dawnej straży pożarnej Maria Nowakowska, pomysłodawczyni Rynku Włókniarek Łódzkich i Monika Długosz-Łempicka, dyrektor marketingu, podpisały list intencyjny. - Jesteśmy wdzięczni pani Marii za pomysł i ideę. Ta inicjatywa nawiązuje do historii, do korzeni i kontynuowania myśli, która była podstawą stworzenia Manufaktury - powiedziała Monika Długosz-Łempicka.

                                                    List intencyjny kurier rowerowy w stroju robotniczym zawiózł do urzędu miasta. Na rynku Manufaktury rozpoczęła się zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem uchwały. Kiedy będzie tysiąc podpisów, sprawą zajmą się radni. Prawdopodobnie we wrześniu albo październiku rynek już oficjalnie będzie nosił nazwę Rynku Włókniarek Łódzkich.

                                                    Bożena Szczęsna, mama pomysłodawczyni mówiła: - Jestem dumna, że włókniarki łódzkie zostaną docenione, bo wiadomo, co znaczy w rodzinie kobieta, która daje sobie radę z pracą, domem i dziećmi. Jestem wdzięczna Manufakturze, że podjęła się tej inicjatywę.

                                                    Cały tekst: lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35153,20290926,manufaktura-rynek-bedzie-nosil-nazwe-rynku-wlokniarek-lodzkich.html#ixzz4CPQepvnI

                                                    TO NIEBYWAŁA WRECZ PROWOKANCJA. ALE PROWOKANCJA TYLKO DO CZASU, GDY ZMIENIĄ SIĘ WŁODARZE MIASTA

                                                    Jest najoczywistszą oczywistością, iż plac winien nosić miano Ofiar Smoleńskich
                                                  • wscieklyuklad Re: Komunistyczna Łódź jątrzy! 23.06.16, 15:49
                                                    Sejm przegłosował w środę nowe prawo. Gminy czeka rewolucja w wywożeniu śmieci - choć nikt tego z nimi nie konsultował. "To demolowanie systemu gospodarki odpadami" - twierdzi Unia Metropolii Polskich.
                                                    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
                                                    Chodzi o zmiany w prawie zamówień publicznych, które Polska musi dostosować do dyrektywy unijnej. Czas na to upłynął już w kwietniu. Nowelizacja znalazła się na ostatniej prostej, kiedy nieoczekiwanie zgłoszono do niej ponad sto senackich poprawek - w tym jedną, która diametralnie zmienia jej sens. Tempo było imponujące: we wtorek głosami Prawa i Sprawiedliwości i klubu Kukiz'15 poprawki przyjęła sejmowa komisja ds. gospodarki i rozwoju. W środę wieczorem ustawę przyjął Sejm.

                                                    O co chodzi? O poprawkę senatora Andrzeja Stanisławka z PiS, której efektem będzie odrębny system gospodarowania odpadami dla nieruchomości zamieszkałych i niezamieszkałych. W pierwotnym kształcie ustawy gminy, które posiadają własne spółki komunalne zajmujące się wywozem odpadów, miały móc powierzać im bez przetargu zadanie wywozu śmieci (tzw. in house). Poprawka Stanisławka wprowadza podział: gminy będą mogły stosować in house w przypadku nieruchomości zamieszkałych - domów czy mieszkań. Z kolei ze sklepów czy biur odpadki wywozić będą firmy wybrane w drodze przetargu - bo te z in house zostały poprawką wyłączone.

                                                    Bez uzasadnienia, bez konsultacji

                                                    Zdaniem samorządów to efekt lobby firm wywożących odpadki. Wątpliwości budzi przede wszystkim fakt, że poprawka wprowadzająca tak daleko idące zmiany, została zgłoszona tak późno. Uniemożliwiło to zabranie głosu przez najbardziej zainteresowanych - samorządy.

                                                    Unia Metropolii Polskich wystosowała we wtorek list otwarty do premier Beaty Szydło. Pisze w nim, że nowe przepisy spowodują powstanie dwóch równoległych systemów odbiorów odpadów komunalnych, a pod nieruchomościami, w których jednocześnie znajdują się lokale mieszkalne i prowadzona jest działalność gospodarcza, staną osobne pojemniki opróżniane przez dwie różne firmy. "Pragniemy stanowczo zaprotestować przeciwko demolowaniu systemu gospodarki odpadami, do którego prowadzi uchwalana obecnie ustawa (...). Przyjęta głosami PiS i partii Kukiz"15 poprawka jest (...) próbą okupienia korzyści lobby firm sektora odpadów kosztem mieszkańców miast i gmin" - czytamy w piśmie, pod którym podpisała się przewodnicząca rady fundacji UMP Hanna Gronkiewicz-Waltz.

                                                    Zdaniem UMP przyjęta poprawka ogranicza swobodę działania samorządów, wpłynie na wzrost kosztów wywozu odpadów i została przyjęta bez podania kosztów i uzasadnienia zmian. A przede wszystkim - przeprowadzono ją bez konsultacji.

                                                    Przeciw rozwiązaniu zdecydowanie opowiedziała się w imieniu PO Maria Małgorzata Janyska. "To prowizoryczne otworzenie furtki, gdzie przez cały czas procedowania ustawy nie chcieliście zgodzić się na warunki konkurencyjne, rynkowe; by było miejsce i dla przedsiębiorców publicznych, i dla przedsiębiorców prywatnych" - mówiła na środowym posiedzeniu Sejmu Janyska.

                                                    Odrzucenia poprawki Senatu chciał m.in. Mieczysław Kasprzak z PSL, którego zdaniem szkodzi ona samorządom i wprowadza chaos. "Zbyt wiele krzywdy wyrządzono ostatnio samorządom" - mówił Kasprzak. Podobne argumenty przedstawił z mównicy sejmowej bezpośrednio przed głosowaniem w izbie. Zwracał uwagę, że w efekcie przyjęcia poprawki Senatu, wywozem śmieci z jednego budynku - w części zamieszkałego, a w części nie, będą zajmowały się dwie firmy.

                                                    Paweł Grabowski z Kukiz'15 podkreślał z kolei jeszcze na posiedzeniu komisji, że jego klub jest w ogóle przeciwny wprowadzaniu in house, podobnie jak "wszyscy wolnorynkowcy", gdyż "są to rozwiązania korupcjogenne". Przeciw in house wypowiadał się także Adam Cyrański z Nowoczesnej.

                                                    W głosowaniu na plenarnym posiedzeniu za odrzuceniem poprawki było tylko 18 posłów, przeciw 257, a wstrzymało się 145.

                                                    Nowelizacja prawa o zamówieniach publicznych czeka już tylko na podpis prezydenta.

                                                    Read more: wyborcza.biz/biznes/1,148285,20287895,dobra-zmiana-w-smieciach-sejm-przeglosowal-nowe-prawo.html#ixzz4CPV4UxTw

                                                    Podobne ratlerek już przywarł przy biurku z penem gotowym do akcji.
                                                  • wscieklyuklad Za to zbyśZeroZ. 23.06.16, 19:35
                                                    Ma trabul.

                                                    1500 zł kary grzywny - łagodna kara dla księdza z Wiciny
                                                    Sąd Rejonowy w Żarach wydał dziś wyrok w sprawie proboszcza z Wiciny, który zmuszał dzieci do udawania seksu oralnego. Sąd w wyroku uznał, że proboszcz naruszył jedynie nietykalność cielesną dziecka. Nie podtrzymał natomiast zarzutu prokuratury o przymuszaniu ucznia do udawania seksu oralnego za pomocą butelki. Za ten czyn groziłoby księdzu do 12 lat więzienia. Sąd wymierzył znacznie łagodniejsza karę.
                                                    Proces proboszcza z Wiciny toczył się od września ubiegłego roku. Prokuratura Rejonowa w Żarach oskarżyła księdza o zmuszenie 11-latka do symulowania seksu oralnego za pomocą butelki i naruszenie jego nietykalności cielesnej. Sprawa w sądzie toczyła się z wyłączeniem jawności z uwagi na dobro poszkodowanego dziecka. Zeznania w procesie składali: oskarżony ksiądz ? Jan K., 25 świadków oraz dwie biegłe psycholog. Sąd zlecił też opinię seksuologiczno-psychiatryczną dotyczącą oskarżonego księdza.



                                                    Cała sprawa ujrzała światło dzienne w styczniu ubiegłego roku. Wtedy to, uczniowie opowiedzieli swoim rodzicom jak wyglądała lekcja religii w Szkole Podstawowej w Wicinie. Zdaniem dzieci ksiądz miał zmuszać jednego z uczniów do udawania seksu oralnego. Przy wpychaniu chłopcu butelki do buzi, miał go skaleczyć w usta. Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o przesłuchanie całej klasy w obecności psychologa. Relacje dzieci uznano za wiarygodne. Proboszcz nie przyznał się do winy a całą sytuację próbował obrócić w żart. Prokurator zawiesił księdza w roli nauczyciela - katechety.

                                                    Wyrok jest nieprawomocny. Prokurator zapowiedział, że będzie się odwoływał (jasne! Każą dzieciom dać w niedzielę na tacę po stuwie)
                                                  • wscieklyuklad Re: Za to zbyśZeroZ. 23.06.16, 19:46
                                                    Że też publikatorżnikom nie żal straty czasu na wywiady z tym czymś.

                                                    Monika Olejnik poprosiła Beatę Kempę o komentarz do dzisiejszej publikacji "Gazety Wyborczej" o Antonim Macierewiczu. "Wyborcza" ujawniła związki ministra obrony narodowej z milionerem Robertem Luśnią, płatnym TW SB w latach 80. Tomasz Piątek analizuje dziś dokumenty, z których wynika, że szef MON nie zerwał kontaktów z Luśnią.

                                                    - Nawet dziecko w szkole wie, że Antoni Macierewicz jest ostatnią osobą w naszym kraju, która by dobrowolnie współpracowała z tego typu osobami - odpowiedziała Beata Kempa. Nazwała sprawę "rozpętaniem burzy wokół sytuacji sprzed 10 lat". - Minister odciął się od tego. Nikt nie uwierzy - przekonywała.

                                                    Monika Olejnik: Proszę spojrzeć na KRS

                                                    Monika Olejnik natychmiast sprostowała jej informacje. - Proszę odrzucić emocje, tylko spojrzeć na KRS. Minister Macierewicz jest członkiem władz fundacji, co roku wpisuje to do oświadczenia, a prezesem tej fundacji jest Robert Luśnia. Pisze to co roku - mówiła dziennikarka.

                                                    - Ja też nie mam wiedzy, ja też mogę z kimś gdzieś zasiadać. Wszystko się może zdarzyć. Pompowanie tej bzdurnej informacji jest pompowaniem dziury w całym - mówiła Beata Kempa. - Ja "Gazety Wyborczej" po prostu nie czytam. W ogóle przestaję się do niej odzywać. Na rewelacje tej gazety nie będę tracić czasu - podsumowała.

                                                    Cały tekst: wyborcza.pl/1,75398,20288877,minister-kempa-nawet-dziecko-wie-ze-macierewicz-jest.html#ixzz4CQSVNFPk
                                                  • wscieklyuklad Re: prawda wreszcie wyszła na jaw! 25.06.16, 13:16
                                                    Smród u bram koszar
                                                    icon-tol-story-black-55Szanowny pan Dorn, z którym można się nie zgadzać, ale z którym czasami zgadzać się po prostu trzeba, słusznie zdiagnozował pana Macierewicza i słusznie diagnozuje Ministerstwo Obrony którym pan Macierewicz czasowo dowodzi. W skrócie: wariat robi z podległej sobie placówki dom wariatów, co jest wysoce niebezpieczne biorąc pod uwagę charakter tej placówki. Pan Dorn ? niech dobry bóg czuwa nad dusza jego psa Saby ? cała tę sytuację określa mniej więcej w ten sposób: ?Jak znam pana Antoniego Macierewicza, prędzej czy później w ministerstwie obrony narodowej (?) będzie w sposób coraz bardziej oczywisty szkodził. Mówiąc bardzo potocznie: będzie tam coraz więcej kwasu i smrodu. Trzeba po prostu dać temu człowiekowi czas, żeby zgromadzić mocne argumenty, wobec których obecny obóz władzy będzie bezradny?.

                                                    Pan Dorn jest niesłychanie doświadczonym człowiekiem i nie mniej doświadczonym politykiem i bezwzględnie w tym co tu mówi ma rację. W jednym się tylko myli.

                                                    Kwas i smród to już w MON jest i coraz bardziej przenosi się na podległą MON armię. Spójrzmy prawdzie w oczy: kwas i smród stanęły u bram koszar i powoli się przedzierają do środka.

                                                    Aby się przekonać, że dzieje się źle a nawet coraz gorzej, wystarczy pogadać z żołnierzami. Poziom frustracji zaczyna być tyleż zastanawiający co niepokojący. Oto co mówi i czym żyje kadra zawodowa Wojska Polskiego.

                                                    icon-separator-200

                                                    Porucznik M.L. ? garnizon w zachodniej Polsce: ? To co się dzieje to jest jeden wielki skandal. Jesteśmy w coraz bardziej czarnej dziurze. Za chwilę wojsko będzie utożsamiane z nie kończącymi się modlitwami, procesjami i podnoszeniami kolejnych krzyży. Muszę tu tkwić bo nie mam za bardzo wyjścia, ale rzygać mi się chce jak na to wszystko patrzę. Odechciewa się przychodzić do roboty.

                                                    Podpułkownik S.W. ? ważna uczelnia wojskowa Warszawa: ? Mój komendant to kompletny dupek. Zapał z jakim wylizuje dupę Macierewiczowi i jego ekipie jest wprost nie do opisania. A wszystko to z nadzieją na generalski awans i kasę. Przykry to widok. Najgorsze, że takich brązowych nosów jest w armii całkiem sporo. Wyczuli swoje pięć minut, w oczach troją im się gwiazdki i wężyki. Stado sprzedajnych fiutów.

                                                    Sierżant sztabowy J.S. ? jednostka saperów w centralnej Polsce: ? Miejscowy ksiądz chla gorzałę z naszym dowódcą i przy byle okazji życzy sobie wojskowej asysty w kościele. Doszło już do tego, że ta wyznaczana jest rozkazem. Spróbuj powiedzieć, że jesteś niewierzący i nie będziesz brał udziału w tej chucpie. Masz przejebane kolego.

                                                    Major A.W. ? garnizon w centralnej Polsce: ? Niestety wizerunek naszego pana ministra, przekłada się wprost na wizerunek nas wszystkich, czyli armii. Służę już całkiem sporo lat i po raz pierwszy mi się zdarzyło, że widzę ludzi, którzy spoglądają na mnie z niechęcią i wyrazem dezaprobaty w oczach. Wręcz słyszę jak mówią ?I ty kolego służysz w tej armii? Gdzie masz honor??. To kurwa mnie osobiście bardzo boli! Jeszcze trochę to wstyd a może i strach będzie w mundurze na ulice wychodzić.

                                                    Pułkownik, A.A. ? instytucja centralna, Warszawa: ? Przeżyłem kilku ministrów, od Kołodziejczyka począwszy i kilkunastu bezpośrednich dowódców, ale z takim burdelem jak dziś to się jeszcze nie spotkałem. Żal mi młodszych kolegów którzy będą musieli sobie z tym jakoś radzić.

                                                    Podpułkownik B.S. ? bardzo ważna instytucja centralna Warszawa: ? Z niesmakiem obserwuję niektórych moich kolegów oficerów, w tym i generałów, jak błyskawicznie wyzbyli się wszelkiego wstydu i hamulców. Zrobią wszystko by utrzymać się na stanowiskach i nie stracić przywilejów, bądź zyskać ich jeszcze więcej. Jedni robią to z przekonania, inni z czystej zimnej kalkulacji, wychodząc po prostu na przeciw oczekiwaniom. Oj powinno boleć jak kiedyś ktoś zacznie ich rozliczać.

                                                    J.K ? emerytowany generał w sile wieku: ? Szczęśliwie jestem poza tym wszystkim. Niestety minister idiota powoduje, że automatycznie armia postrzegana jest jako środowisko niebezpiecznych idiotów. Wierzę jednak, że w razie czego ta armia a zwłaszcza średni i niższy szczeble dowódczy zachowa się jak należy i stanie po właściwej stronie.

                                                    Podpułkownik B.A ? wyjątkowo ważna instytucja centralna Warszawa: ? Niepokojące jest to że naszymi rękoma szkoli się i organizuje bandy niebezpiecznych cywilów. Przecież ta niby obrona terytorialna Macierewicza to nic innego jak tworzenie bojówek PiS. Za chwilę ktoś pod stołem da temu towarzystwu broń. Jak nie będziemy mieli tego na oku, to nie chcę nawet myśleć do czego dojdzie. (?) Ten Macierewicz i jego banda to wyjątkowo niebezpieczni ludzie, wariaci?

                                                    Kapitan L.W. ? ważne lotnisko nieopodal Warszawy: ? Jest dobrze, nie? Co innego mam panu powiedzieć. Nie wiem gdzie pan to wydrukuje i co pan wydrukuje. Powiem coś nie tak jak trzeba, ktoś to przeczyta i kłopoty mam gotowe. A do emerytury jeszcze trochę zostało, rodzina na utrzymaniu i na niczym innym poza wojaczką się nie znam. Zresztą gdzie ja tu na tym zadupiu robotę jakakolwiek znajdę? Nie ma takiej szansy? Jest dobrze i już.

                                                    Pułkownik A.K. ? AON Warszawa (znamy się osobiście): ? Zaraz mi rozwiążą uczelnie, więc pewnie pójdę pod kapelusz, bo mam juz lata, ale powiem ci szczerze że nie chce mi się o tej chujni mówić. Wstyd mi. Pamiętam doskonale czasy przełomu w 89, kiedy to nagle tabuny ówczesnych oficerów politycznych z dnia na dzień zamiast rozliczać cię z nieobecności na zebraniu partyjnym, zaczęły równie gorliwie a może nawet gorliwiej rozliczać cię z nieobecności na niedzielnej mszy w kościele garnizonowym. To było żenujące i niesmaczne. Ale nijak się nie ma do tego cyrku który dzieje się dzisiaj. Poziom spsienia niektórych wysokich rangą oficerów jest zastanawiający. Podgadamy jesienią jak już będę wolnym człowiekiem?
                                                  • wscieklyuklad Re: prawda wreszcie wyszła na jaw! 26.06.16, 16:21
                                                    Stawy Milickie od lat są rezerwatem przyrody i miejscem, które żyło z hodowli karpia. Już niedługo. PiS, szukając gdzie się da pieniędzy na przeprowadzanie ?dobrej zmiany? tak podniosło podatek za wodę, że hodowla przestaje być opłacalna. Hodowcy mówią wprost o zarzynaniu karpi i niszczeniu dziedzictwa narodowego.

                                                    Historia gospodarowania na Stawach Milickich sięga czasów panowania Piastów. Ale niedługo ten rozdział będzie można uznać za zamknięty. Wszystko za sprawą ustawy o prawie wodnym, które nałoży na hodowców horrendalnie wysokie opłaty za korzystanie z wody. Musieliby zapłacić 164 mln złotych, co jest kwotą dziesięć razy większą niż dochód i dopłaty unijne razem wzięte

                                                    Stawy miały być wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO, ale pewnie w konsekwencji poczynań PiS prawdopodobnie zarosną. Niewykluczone, że gdy hodowcy przestaną dbać o stawy to bezpowrotnie utracimy ? obok hodowanych karpi ? także siedlisko 270 gatunków ptaków.

                                                    Sprawą stawów dolnośląscy posłowie próbowali zainteresować ministra środowiska. Jan Szyszko jednak nie przyszedł na spotkanie, zapewne zajęty wycinaniem Puszczy Białowieskiej. Nie przyszedł też nikt delegowany do rozmów, jedynie rzecznik ministerstwa stwierdził, że wysokość opłat regulowana jest dyrektywą unijną.

                                                    Tę wypowiedź przedstawiciele hodowców skwitowali krótko jednym słowem ? ?bzdura?. Argumentują, że gdyby w UE opłaty za wodę były tak wysokie jak wg projektu PiS, to hodowla karpia byłaby droższa od trufli i kawioru.

                                                    Nowelizacja przepisów o prawie wodnym ma zacząć obowiązywać od stycznia, więc w 2016 roku karpia na polskich stołach wigilijnych pewnie jeszcze nie zabraknie. Od przyszłego roku przyjdzie go pewnie importować z Ukrainy albo z Chin.
                                                  • wscieklyuklad Re: prawda wreszcie wyszła na jaw! 26.06.16, 16:24
                                                    Ponad 70 tys. zł wydał z państwowej kasy poseł PiS Marek Kuchciński. Tyle bowiem kosztowały jego służbowe podróże prywatnym autem.
                                                    Sprawa korzystania z państwowych pieniędzy na wyjazdy służbowe prywatnymi samochodami zatacza coraz szersze kręgi. Zaczęło sie od marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego (PO). Sikorski w 2009 roku wziął z sejmowej kasy 1245 zł, ale już rok później była to kwota ponad 21 tys. zł. W latach 2011 do 2013 za podróże Sikorskiego podatnicy zapłacili ponad 50 tys. zł. Opozycja nie zostawia na Sikorskim suchej nitki. Przypomina, że przecież jako minister, a teraz marszałek, ma do dyspozycji samochód służbowy, a każdemu wyjazdowi towarzyszy auto BOR-u. Poseł Marek Kuchciński (PiS), wicemarszałek Sejmu, także dysponuje samochodem służbowym. To nie przeszkadzało mu pobrać w ciągu dwóch lat prawie 70 tys. zł za przejazdy prywatnym samochodem. - Każdy poseł ma miesięczny limit na przejazdy, który wynosi 3500 kilometrów. Marszałek Kuchciński ma rodzinę w Przemyślu, do której przynajmniej raz w tygodniu jeździ, stąd takie koszty - tłumaczy poseł Andrzej Szlachta (PiS). - Dodatkowo była kampania wyborcza, w której brał czynny udział tu na Podkarpaciu. Odbył wiele podróży w ramach tej kampanii. Te limity wcale nie są wysokie. Dla mnie to jest rozgrywka polityczna - dodaje Andrzej Szlachta.

                                                    Czytaj więcej: www.nowiny24.pl/wiadomosci/podkarpacie/art/5797761,ile-wyjezdzil-posel-marek-kuchcinski-z-pis,id,t.html
                                                  • wscieklyuklad Re: Mend-rzec z historią na bakier 29.06.16, 06:19
                                                    Prezydent odmówił - bez uzasadnienia - nominacji dziesięciu sędziom sądów powszechnych. - Władza wykonawcza chce podporządkować sobie władzę sądowniczą - ocenia rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa Waldemar Żurek
                                                    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
                                                    To sygnał dla sędziów, że nie będą awansować, jeśli ich orzecznictwo nie spodoba się partii rządzącej.

                                                    Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) kilka miesięcy temu złożyła prezydentowi wnioski o nominacje sędziowskie dla 13 osób. Kancelaria Prezydenta właśnie odmówiła dziesięciu osobom. Dziewięć z nich starało się o awans do sądu wyższej instancji. Jedna - o urząd sędziego sądu rejonowego. Odmowa w żaden sposób nie została uzasadniona.

                                                    Cechą wspólną dziewięciu sędziów starających się o awans, którym prezydent odmówił nominacji, jest to, że wrzuciwszy ich nazwiska w wyszukiwarkę internetową, można znaleźć krytyczne wpisy. Jeden sędzia jest na przykład krytykowany za to, że odrzucił skargę na komornika. Inny oskarżany o to - przez znanego skądinąd Zbigniewa Stonogę - że miał przyjąć samochód od gangstera. Są też skojarzenia bardziej polityczne: np. lubelski sędzia Piotr Jakubiec sądził w sprawie wytoczonej Januszowi Palikotowi przez Jarosława Kaczyńskiego. Co prawda przyznał rację prezesowi PiS, lecz nie we wszystkim: kazał Palikotowi przeprosić za stwierdzenie o psychopatycznych skłonnościach Kaczyńskiego oraz porównanie go do Hitlera i Stalina. Ale już wypowiedź Palikota w programie "Szymon Majewski Show", w której polityk nawiązał do bajki o Czerwonym Kapturku: "Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie", uznał za wyrażoną w konwencji bajkowej opinię.

                                                    Jest także sędzia, który wydał tymczasową decyzję o odebraniu dzieci państwu Bajkowskim z powodu mocno kontrowersyjnych metod wychowawczych stosowanych przez ojca rodziny, powodujących m.in., że chłopcy w wieku szkolnym się moczyli. Tę sprawę walki z odbieraniem dzieci przez sądy kilka lat temu wzięła na sztandary prawica (ostatecznie ojciec rodziny zgodził się na poddanie się terapii i dzieci wróciły do rodziców). Jest sędzia z Gdańska, która oddaliła pozew zbiorowy w sprawie Amber Gold, bo był skierowany przeciwko zarządowi spółki, a nie samej spółce. I sędzia, który naraził się działaczowi KPN Adamowi Słomce, ponieważ kazał go aresztować, by doprowadzić na rozprawę, na którą notorycznie się nie stawiał. Jest również warszawska sędzia, która przedłużała areszt tymczasowy kibicowi Legii Maciejowi Dobrowolskiemu (w sumie siedział dwa lata bez wyroku i, jak się okazało, niewinnie; protestowali m.in. rzecznik praw obywatelskich i Helsińska Fundacja).

                                                    Jest też jeden sędzia, na którego nic nie ma w internecie - oprócz tego, że działa w Stowarzyszeniu Sędziów Polskich "Iustitia".

                                                    Nie wiemy, czym prezydent się kierował, odmawiając awansów sędziom, bo swojej decyzji nie uzasadnił.

                                                    - Powinien uzasadnić, bo to nie są ordery przyznawane uznaniowo. Poza tym prezydent nie ma podstaw prawnych do ponownej weryfikacji kandydatów. Weryfikuje ich KRS w wielostopniowej, konkursowej procedurze zaczynającej się na poziomie sądu, w którym jest wakat. A od negatywnej decyzji KRS można się odwołać do Sądu Najwyższego - stwierdza sędzia Żurek.

                                                    Konstytucja (art. 179) mówi, że "sędziowie są powoływani przez prezydenta RP na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa". Odmowa nominacji sędziowskich w III RP zdarzyła się tylko raz: w 2007 r. prezydent Lech Kaczyński nie podpisał nominacji dziewięciu osobom. Nie podał powodów.

                                                    W rządowym projekcie zmiany ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa przewidziano, że KRS ma proponować prezydentowi po dwóch kandydatów na każde wolne stanowisko. KRS, pierwszy prezes Sądu Najwyższego i rzecznik praw obywatelskich oraz stowarzyszenie Iustitia uznali, że narusza to konstytucję, w tym zasady niezależności sądów, niezawisłości sędziów i równorzędności władz.

                                                    Cały tekst: wyborcza.pl/1,75398,20320081,prezydent-sadzi-sedziow.html#ixzz4CwGLsrMQ
                                                  • wscieklyuklad Polskiego chama bolą nóżki 29.06.16, 17:37
                                                    dlatego siedzi, gdy grają Hymn Europy. Za to rączki choć też bolą (bo polskiego chama boli wszystko, zawsze i wszędzie) ochoczo biorą szmal w euro przy kasie.

                                                    https://m.natemat.pl/d1a0e2dd5dc4479e2de03f792e74a7d1,640,0,0,0.jpg

                                                    Krótko mówiąc - posłowie- chamy polskie- nie mają legutko.
                                                  • wscieklyuklad A tu absolutnie prima pisięcy świr w akcji 30.06.16, 15:57
                                                    Sejmowa komisja sprawiedliwości rozpatrywała w środę projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Głos kilkakrotnie zabierała posłanka Nowoczesnej, którą w pewnym momencie zaatakowała Krystyna Pawłowicz.

                                                    Kamila Gasiuk-Pihowicz zgłaszała poprawkę, kiedy ze strony Pawłowicz padło: "Babo, weź się w końcu wygadaj i uspokój!". Członkini opozycyjnego ugrupowania poprosiła o reakcję przewodniczącego komisji. Zanim zdążył odpowiedzieć, zgromadzeni usłyszeli od polityk PiS, że weźmie pistolet. ? Pani profesor weźmie pistolet i co zrobi? Proszę powiedzieć ? odparowała Gasiuk-Pihowicz. Tym razem odpowiedzią było burknięcie: "Do rzeczy, kobieto".

                                                    Do podobnej sytuacji doszło w kwietniu tego roku, o czym pisaliśmy. Pawłowicz nazwała posłankę Nowoczesnej "myszką agresorką", również w trakcie posiedzenia jednej z komisji. Gasiuk-Pichowicz nie pozostała dłużna, określając wtedy posłankę PiS "słoniem - agresorem".
                                                  • wscieklyuklad Re: A tu absolutnie prima pisięcy świr w akcji 30.06.16, 17:48
                                                    ratlerek podsumowany:

                                                    - Będziemy mieć sędziów tej czy kolejnej władzy, czyli sędziów z politycznej nominacji. Tak było za PRL-u - mówi prof. Adam Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego, o odmówieniu przez prezydenta Andrzeja Dudę nominacji dziesięciu sędziom sądów powszechnych.

                                                    EWA SIEDLECKA: Prezydent odmówił nominacji dziesięciu sędziom przedstawionym mu przez Krajową Radę Sądownictwa. Nie podał przyczyn. Ani podstawy prawnej, która dawałaby mu prawo do odmowy nominacji. Konstytucja mówi jedynie, że "sędziowie są powoływani przez prezydenta RP na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa".

                                                    PROF. ADAM STRZEMBOSZ: Praktyka nadania sobie przez prezydenta uprawnień do selekcji kandydatów na sędziów przedstawionych przez KRS miała już miejsce. Zrobił to śp. Lech Kaczyński w 2007 r.

                                                    W świetle konstytucji, która w tej części była opracowana przy Okrągłym Stole z udziałem wielu działaczy późniejszego PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele, uprawnienia prezydenta przy powoływaniu sędziów miały sprowadzać się do pewnej godnościowej celebracji przydającej powagi samemu aktowi nominacji i sędziowskiej profesji.

                                                    To Krajowa Rada Sądownictwa została uznana za jedyny podmiot uprawniony do dokonywania selekcji kandydatów. Chodziło o to, by pozbawić władzę wykonawczą wszelkich możliwości manipulowania sędziami, chociażby przez obiecywanie awansów czy grożenie brakiem awansu w wypadku nieposłuszeństwa. Ta jednomyślność co do roli prezydenta w procesie nominacji została teraz złamana. Widzę tu zapowiedź dzielenia przez władzę sędziów na swoich i obcych. Z wielkim smutkiem przyjmuję naruszenie kompetencji KRS i nadania sobie przez prezydenta uprawnień, których nie daje mu ani przepis prawa, ani intencja, z jaką był uchwalany.

                                                    Jaki to sygnał dla sędziów?

                                                    - Informacja, że na poziomie urzędu prezydenta dochodzi do selekcji sędziów na "swoich" i "nie swoich", będzie dla sędziów ostrzeżeniem, że "niewłaściwe" orzekanie może złamać ich karierę sędziowską. Jeśli się taki precedens przyjmie, to niewykluczone, że będzie z niego korzystał kolejny prezydent. I może być tak, że zastopuje karierę tych awansowanych przez prezydenta Dudę, a będzie awansował swoich. Będziemy mieć wtedy sędziów tej czy kolejnej władzy, czyli sędziów z politycznej nominacji. Tak było za PRL. Np. w Izbie Karnej Sądu Najwyższego nie było żadnego sędziego, który nie należałby do PZPR. Nie było nawet sędziów należących do "stronnictw sojuszniczych": ZSL i SD.

                                                    Prowadzono selekcję pod kątem odpowiedniej postawy ideowej. Jeśli teraz coś takiego w Polsce się zacznie, to z wielkim pesymizmem widzę przyszłą kondycję polskiego wymiaru sprawiedliwości.

                                                    Protest sędziów z Iustitii

                                                    Stowarzyszenie Sędziów Iustitia skrytykowało prezydenta Dudę za niepowołanie 10 sędziów przedstawionych przez KRS: "Decyzja Prezydenta nie znajduje oparcia w art. 179 Konstytucji. Działanie takie stanowi powtórzenie niebezpiecznego dla ogółu obywateli precedensu, zmierzającego do wyłaniania sędziów na podstawie niejasnych kryteriów. Powoduje, że proces nominacji sędziowskich staje się mniej transparentny i bardziej podatny na wpływy polityczne".

                                                    - Będziemy mieć sędziów tej czy kolejnej władzy, czyli sędziów z politycznej nominacji. Tak było za PRL-u - mówi prof. Adam Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego, o odmówieniu przez prezydenta Andrzeja Dudę nominacji dziesięciu sędziom sądów powszechnych.
                                                    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
                                                    EWA SIEDLECKA: Prezydent odmówił nominacji dziesięciu sędziom przedstawionym mu przez Krajową Radę Sądownictwa. Nie podał przyczyn. Ani podstawy prawnej, która dawałaby mu prawo do odmowy nominacji. Konstytucja mówi jedynie, że "sędziowie są powoływani przez prezydenta RP na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa".

                                                    PROF. ADAM STRZEMBOSZ: Praktyka nadania sobie przez prezydenta uprawnień do selekcji kandydatów na sędziów przedstawionych przez KRS miała już miejsce. Zrobił to śp. Lech Kaczyński w 2007 r.

                                                    W świetle konstytucji, która w tej części była opracowana przy Okrągłym Stole z udziałem wielu działaczy późniejszego PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele, uprawnienia prezydenta przy powoływaniu sędziów miały sprowadzać się do pewnej godnościowej celebracji przydającej powagi samemu aktowi nominacji i sędziowskiej profesji.

                                                    To Krajowa Rada Sądownictwa została uznana za jedyny podmiot uprawniony do dokonywania selekcji kandydatów. Chodziło o to, by pozbawić władzę wykonawczą wszelkich możliwości manipulowania sędziami, chociażby przez obiecywanie awansów czy grożenie brakiem awansu w wypadku nieposłuszeństwa. Ta jednomyślność co do roli prezydenta w procesie nominacji została teraz złamana. Widzę tu zapowiedź dzielenia przez władzę sędziów na swoich i obcych. Z wielkim smutkiem przyjmuję naruszenie kompetencji KRS i nadania sobie przez prezydenta uprawnień, których nie daje mu ani przepis prawa, ani intencja, z jaką był uchwalany.

                                                    Jaki to sygnał dla sędziów?

                                                    - Informacja, że na poziomie urzędu prezydenta dochodzi do selekcji sędziów na "swoich" i "nie swoich", będzie dla sędziów ostrzeżeniem, że "niewłaściwe" orzekanie może złamać ich karierę sędziowską. Jeśli się taki precedens przyjmie, to niewykluczone, że będzie z niego korzystał kolejny prezydent. I może być tak, że zastopuje karierę tych awansowanych przez prezydenta Dudę, a będzie awansował swoich. Będziemy mieć wtedy sędziów tej czy kolejnej władzy, czyli sędziów z politycznej nominacji. Tak było za PRL. Np. w Izbie Karnej Sądu Najwyższego nie było żadnego sędziego, który nie należałby do PZPR. Nie było nawet sędziów należących do "stronnictw sojuszniczych": ZSL i SD.

                                                    Prowadzono selekcję pod kątem odpowiedniej postawy ideowej. Jeśli teraz coś takiego w Polsce się zacznie, to z wielkim pesymizmem widzę przyszłą kondycję polskiego wymiaru sprawiedliwości.

                                                    Protest sędziów z Iustitii

                                                    Stowarzyszenie Sędziów Iustitia skrytykowało prezydenta Dudę za niepowołanie 10 sędziów przedstawionych przez KRS: "Decyzja Prezydenta nie znajduje oparcia w art. 179 Konstytucji. Działanie takie stanowi powtórzenie niebezpiecznego dla ogółu obywateli precedensu, zmierzającego do wyłaniania sędziów na podstawie niejasnych kryteriów. Powoduje, że proces nominacji sędziowskich staje się mniej transparentny i bardziej podatny na wpływy polityczne".



                                                    Zobacz też: Temat dnia "GW": Prof. Adam Strzembosz: Manifestowanie pogardy dla sądu nie przychodziło do głów nawet totalitarnym politykom


                                                    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
                                                    Bądź na bieżąco dzięki zniżce 40% na prenumeratę cyfrową

                                                    Magazyn Świąteczny, Wysokie Obcasy, Ale Historia, Duży Format i wiele więcej.
                                                    Ważne tematy Cię nie ominą!

                                                    Kup teraz

                                                    Zaloguj się Informacje Kontakt

                                                    Skomentuj
                                                    Podziel się

                                                    Zobacz więcej na temat:

                                                    sądy, andrzej duda

                                                    Zobacz także

                                                    Uzależnić sędziów
                                                    Uzależnić sędziów
                                                    Prezydent odmówił nominacji dziesięciu sędziom. Bez żadnego uzasadnienia
                                                    Prezydent odmówił nominacji dziesięciu sędziom. Bez żadnego uzasadnienia
                                                    Rzepliński: Nie powinno się ingerować w orzekanie sądów i trybunałów. Dotyczy to także ministra sprawiedliwości
                                                    Rzepliński: Nie powinno się ingerować w orzekanie sądów i trybunałów. Dotyczy to także ministra sprawiedliwości
                                                    Ostatni etap walki o publikację wyroku Trybunału Konstytucyjnego [WZÓR ZAŻALENIA]
                                                    Ostatni etap walki o publikację wyroku Trybunału Konstytucyjnego [WZÓR ZAŻALENIA]

                                                    Podziel się
                                                    256

                                                    Wyślij
                                                    e-mailem

                                                    Komentarze (256)
                                                    Zaloguj się

                                                    najnowsze popularne

                                                    smiki48 godzinę temu

                                                    Oceniono 17 razy 15

                                                    panie Strzembosz, przeczytaj tylko cztery pierwsze artykuły Konstytucji RP i potem się wypowiadaj.
                                                    Artykuł czwarty mówi, że władze w Polsce w tym i sądownicze pochodzą z WYBORU. Bezpośredniego lub pośredniego. I jak ten bardzo ważny artykuł Konstytucji jest realizowany? Jest bezczelnie łamany przez sędziów.

                                                    Odpowiedz

                                                    antygazeta.pl godzinę temu

                                                    Oceniono 7 razy 1

                                                    Plamy opadowe dziadzia strzembosza wskazują
                                                  • ulisses-achaj Re: A tu absolutnie prima pisięcy świr w akcji 30.06.16, 18:22
                                                    Zmierzamy do powtórki najciemniejszych epizodów z czasów PRL-u? :

                                                    "List (Renata Borusińska 30.06.2016) do KOD - Jak naprawdę było pod poznańskimi Krzyżami w rocznicowy wieczór...
                                                    28 czerwca, w 60. rocznicę poznańskiego Czerwca`56, wieczorem byłam bardzo zła. Byłam zła na Zbyszka Zawadę, koordynatora KOD Wlkp. Miałam ochotę się z nim szarpać, kiedy siłą przytrzymywał mnie, jak rwałam się do bandytów, którzy zaatakowali nasze koleżanki. Ścisnęło mi gardło, ale po chwili już wiedziałam, że ma rację, że moja naiwna szarża mogła się skończyć bardzo niefajnie...
                                                    Teraz, po czasie z całego serca dziękuję Zbyszkowi za jego opanowanie, za jego zimną krew i zdecydowanie i za to, że mnie zatrzymał.
                                                    Wciąż odreagowuję ten smutny wieczór, który przebiegał zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałam. Wylewa się potok kłamstw, oszczerstw i manipulacji. Prawicowe media skrupulatnie pomijają zachowanie narodowców, kiboli i ekipy Gazety Polskiej.
                                                    Więc próbuję sobie wyobrazić inne scenariusze. Stanie w ciszy i ze spuszczoną głową, kiedy lżony jest Lech Wałęsa (wcale nie mój idol...), kiedy banda kiboli obraża Jacka Jaśkowiaka, znakomitego Prezydenta mojego miasta i drze się - "Znajdzie się kij na Jaśkowiaka ryj", odgraża się, że nas - KOD powywiesza, kiedy harcownik Gazety Polskiej kopie ludzi i uderza w twarz starszego mężczyznę, kiedy wpuszczona w sam środek naszych koderów zorganizowana banda narodowców szarpie starsze kobiety, jeden z nich uderza którąś w twarz i wykrzykuje pogróżki, których nie jestem w stanie nawet zacytować, kiedy nad głową fruwają mi transparenty z napisami ?Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę?, ?TW Bolek?, ? EU Macht Frei. Konzentration Lager Europa?... Mogłam wtedy odejść z Placu Adama Mickiewicza, pomrukując pod nosem słowa o niegodnym zachowaniu, ale czułabym się jak zdrajca i tchórz. Więc stałam i krzyczałam - "Lech Wałęsa", "Konstytucja", a kiedy weszła na scenę drobna siwa pani, Aleksandra Banasiak, pielęgniarka która ratowała w 56 r. rannych milczałam i miałam łzy w oczach.
                                                    Mogłabym jeszcze długo wymieniać i podłe słowa i bandyckie zachowania i totalny brak reakcji służb... Ale dzięki Zbyszkowi Zawadzie i wielu innym kolegom z KOD czułam się bezpiecznie. I co najważniejsze - jeszcze nigdy nie czułam, że tak bardzo jesteśmy razem, w tym samym celu, że wszystkie nieporozumienie odeszły na dalszy, nawet bardzo daleki, nieistotny plan.
                                                    Już wiem, że MY razem jesteśmy nie do pokonania! I każdemu, kto był z nami też dziękuję, a każdego, który chciał być, ale nie mógł pozdrawiam i zapewniam, że jest w Nas wielka siła. Być może nawet nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, jak wielka...
                                                    Dodam tylko, że na Placu Adama Mickiewicza w Poznaniu, 28 czerwca byłam także w imieniu mojej 83-letniej mamy, pracownicy HCP, 22-letniej w 1956, która szła w tym pamiętnym marszu, która 29.06. 1956 wyszła po mleko dla mojego brata i przeleżała kilka godzin na podłodze ubezpieczalni (dziś ZUS na Dąbrowskiego), przed którą stał czołg i obracająca się wieżyczka pluła pociskami na wszystkie strony...
                                                    I kiedy późnym wieczorem wróciłam do domu, powiedziała mi - Dobrze zrobiliście, trzeba było krzyczeć, bo my o to samo krzyczeliśmy wtedy... I się popłakała.
                                                    Renata Borusińska 30.06.2016".

                                                    --
                                                    Ulisses
                                                    Nie ma takiego kretynizmu i obciachu, którego granic PiS twórczo nie przesunąłby poza horyzont...
                                                  • wscieklyuklad Dobra Zmiana, jak śmietana 02.07.16, 12:29
                                                    Była pracownica Polskiego Radia zwolniona w wyniku pisowskich czystek, zamieściła na Twitterze informację o klerykalizacji państwowej rozgłośni.
                                                    Była pracownica Polskiego Radia zwolniona w wyniku pisowskich czystek, zamieściła na Twitterze informację o klerykalizacji państwowej rozgłośni. ? fot. twitter.com/EwaRogala
                                                    W Polskim Radiu zainaugurowano nową tradycję. W każdy pierwszy piątek miesiąca pracownicy spotkają się w kaplicy na nabożeństwie katolickim. Kto nie chce uczestniczyć, musi wyjść z pracy - poinformował miesięcznik ?Press?.

                                                    ?Piątek, godzina 16. Tak zwani pracownicy mediów (czytaj: niedziennikarze) kończą pracę w publicznym radiu. Godzinę mszy dobrano tak, by mogli uczestniczyć. Reszta, jeśli chce, musi wyjść z pracy? - opisuje miesięcznik ?Press?.

                                                    Tak rozpoczęła się pierwsza z cyklicznych mszy, organizowanych dla pracowników Polskiego Radia. W inauguracyjnym obrzędzie, w intencji pomyślności pracowników radia, udział wzięło 35 osób. W większości były to osoby związane z Programem I, redakcją katolicką i Informacyjną Agencją Radiową. Prowadził ks. Ołdakowski.

                                                    Jak tłumaczy ks. Ołdakowski, szef Naczelnej Redakcji Programów Katolickich w Polskim Radiu, na pomysł organizowania mszy wpadli pracownicy. Według duchownego obrzędów religijnych nie organizowano wcześniej, ponieważ ?świadomość duchowa i potrzeba Bożej opieki rośnie? dopiero teraz. Msze będą odbywały się w każdy pierwszy piątek miesiąca.

                                                    źródło: Press, 7/2016
                                                  • hardy1 Re: i bendom reformować szkolnictfo 02.07.16, 18:27
                                                    Czego się, WU, czepiasz Maksia Kraczkowskiego? Czyż można mieć lepsze CV uprawniające do wiceprezesowania w PKO BP? Kształcony, doświadczenie w pisie... ups! - znaczy w pis-bankowości wieloletnie posiada... Zresztą to furda, ma najważniejsze, którego w CV nie wiem czemu nie uwidoczniono - jest protegowanym Prezesa Tysdiąclecia. Czyż jest coś jeszcze potrzebne?
                                                    Jak rzekł klasyk - państwem rządzić może i sprzątaczka...

                                                    --
                                                    hardy.bloog.pl/
                                                    Hardy