26.12.16, 18:25
Cześć, trafiłam tu bo w święta mnie dopadł nadmiar myśli które przygnębiają.
Inaczej wszystko miało wyglądać, miałam skończyć studia, zrobić karierę, znaleźć męża, założyć rodzinę, ale mąż i dzieci miały być po 30. Plan na życie miałam doskonały, jednak wszystko się posypało.
Mam 26 lat, pochodzę z małej podlaskiej wsi, od dziecka wiedziałam że muszę się z niej wyrwać, ciągnęło mnie do miasta, do innego życia. Wyjechałam na studia do Warszawy, dostałam stypendium więc nie obciążałam rodziców moim kaprysem studiowania, żyłam skupiona głównie na nauce, bo to miała być przepustka do innego życia. Skończyłam studia z najlepszymi ocenami, znalazłam świetną pracę, wynajęłam mieszkanie. Przez cały ten czas studiów nie miałam żadnego chłopaka, nie miałam na to czasu. Zaczęłam pracować i niespodziewanie coraz więcej czasu zaczęłam spędzać z moim szefem, najpierw w pracy, później całkiem niewinne spotkania poza pracą aż wreszcie się zakochałam, pierwszy raz w życiu. Poczatkowo imponowało mi, że zainteresował się właśnie mną, zaczęłam inaczej na siebie patrzeć, dostrzegać że w oczach innych nie jestem tylko biedną dziewczyną ze wsi (w środku nadal się taka czułam) że widzi ktoś we mnie mądrą i atrakcyjną dziewczynę. Zakochałam się, nie przeszkadzało mi nawet to że on ma żonę i trójkę dzieci, nie chciałam przecież niszczyć tego co ma, chciałam tylko jego miłości i zainteresowania.
Wpadłam, w październiku urodziłam syna. On ma swoją rodzinę, miłość się skończyła kiedy postanowiłam urodzić to dziecko, mogę liczyć na jego pomoc finansową i kiedy zdecyduję się wrócić do pracy, załatwi mi pracę w innej firmie, bo niezręcznie będzie tam wracać, mimo tego że nikt w firmie nie wiedział o naszym romansie.
Spędziłam pierwsze w życiu samotne święta, na wieś do rodziny nie odważyłam się pojechać, panna z dzieckiem chluby im nie przyniesie, na szczęście nie wiedzą kim jest ojciec mojego dziecka, bo byłoby jeszcze gorzej.
Było mi bardzo ciężko, a wiem że będzie ciężej. Nie wiem co dalej, jestem w Warszawie zupełnie sama, udaję przed koleżankami że jestem twarda i daję radę ale boję się przyszłości.
Nie wiem po co to piszę, nikt nie zna prawdy, nikt nie wie wszystkiego, tutaj mogę wszystko wreszcie po raz pierwszy z siebie wyrzucić.
Wiecie co boli najbardziej? Kochałam go, a potraktował mnie jak zwykłą (...)
Straciłam bliskich, wstydzą się mnie, nie pasuję do tej katolickiej rodziny. Możecie się śmiać, ale w takich wiejskich społecznościach czas jakby się zatrzymał, przynoszę im wstyd.
Obserwuj wątek